Obserwatorzy

czwartek, 26 marca 2015

Shiny Box Marzec 2015 - Girl On Fire




Marcowy Shiny Box trafił w moje ręce już tydzień temu, ale postanowiłam jak zwykle odczekać trochę czasu i użyć przynajmniej niektórych produktów, aby móc coś o nich napisać.



Biała Glinka MOKOSH . Bardzo lubię naturalne maseczki do twarzy, a białą glinkę chyba najbardziej. Świetnie działa na moją cerę, ładnie ją oczyszcza. Jest delikatna, nie ściąga twarzy. Skóra po jej użyciu jest gładka i nawilżona. Shiny idealnie wstrzeliło się w moje potrzeby gdyż moja glinka z Biokosmetics jest już na wykończeniu. Ta z MOKOSH niczym się nie różni od innych glinek dlatego myślę że nie warto przepłacać. 
Średnia cena: 23 zł / 200ml



Olej Avokado DELAWELL to kolejny produkt, który bardzo przypadł mi do gustu. lubię stosować oleje na twarz w szczególności na noc. Olejek ma miły zapach i szybko się wchłania. wystarczy kilka kropli aby pokryć cała twarz. Rano skóra jest ładnie nawilżona i sprężysta. Na plus  jest również estetyczna buteleczka z wygodną pipetą. Jak w przypadku poprzedniego kosmetyku uważam jednak że możemy taki ekologiczny olej kupić taniej i nie płacić za markę i reklamę.
Średnia cena: 22 zł / 30ml


Skarpetki do stóp to produkt z którego się ucieszyłam. Lubię maseczki w skarpetkach lub rękawiczkach. Ale używałam tylko tych L'biotica. Skarpetki ŚWIT PHARMA EXCLUSIVE COSMETICS również wypróbowałam i są dobre. Ale szerszą recenzję i porównanie napiszę niebawem.
Średnia cena: 15 zł


Czarna kredka do oczu Etre Belle jest miłym dodatkiem do pudełka. z produktami tej firmy mam skrajne doświadczenia. maska nawilżająca całkowicie mi się nie sprawdziła, gdyż bardziej niż kwasem hialuronowym była napakowana parafina. natomiast cień w kredce bardzo lubię aczkolwiek użytkuje tylko do makijażu wieczorowego bo jest granatowy. ta kredka jest przeciętna, łatwo się nią maluje kreskę, jest trwała ale nie wyróżnia się jakoś na tle innych.
Średnia cena: 38 zł / szt.


Produkt do stylizacji włosów GOLDWELL to jedyny kosmetyk z tego pudełka który całkowicie mi nie podpasował. rzadko stylizuje moja fryzurę także rzadko używam tego typu produktów. może wykorzystam go do zabezpieczenia końcówek albo po prostu oddam siostrze.
Średnia cena: 57 zł / 75ml



Gratisem do pudełka było mydło DOVE na którego temat rozgorzała burzliwa dyskusja na Facebooku. Ja nie mam nic przeciwko tego typu produktom, mydło to jest bardzo dobre i na pewno je zużyje. Mam tylko nadzieję, że Shiny Box będzie bardziej kreatywne,  gdyż miesiąc temu gratisem również było mydełko- Biały Jeleń, a w edycji świątecznej cynamonowe mydełko Organique. 
Czy tylko ja uważam,  że jest monotonnie? Chyba nie.
Średnia cena: 6 zł / 100g

Podsumowując, pudełko jest przeciętne. jestem trochę zawiedziona, gdyż nie znalazłam w nim żadnego FIRE. Miałam nadzieję na jakąś czerwoną pomadkę lub rozgrzewający olejek do masażu. Szumne hasła okazały się tylko hasłami. Całe szczęście prawie wszystkie kosmetyki wykorzystam, bo bardzo mi się spodobały. Ale jednocześnie wiem, że mogę kupić ich tańsze odpowiedniki.
A Wam jak się podoba najnowsze pudełeczko?

poniedziałek, 23 marca 2015

Balsam odnawiający do ust z 24 karatowym złotem, 14ml VEDARA

Witam Was serdecznie po weekendzie. Dzisiaj chciałabym się z Wami podzielić moją opinią na temat produktu, który poznałam dzięki styczniowemu Shiny Box. Nie ukrywam, że bardzo lubię różnego rodzaju balsamy i masełka do ust i zawsze mam ich kilka sztuk pochowanych po różnych torebkach i kieszonkach. Dlatego ucieszyłam się widząc w pudełeczku produkt do ust.


Balsam odnawiający do ust z 24 karatowym złotem, 14ml Ekskluzywny balsam do ust przeznaczony do stosowania w każdym wieku. 24 karatowe złoto spowalnia proces starzenia i wiotczenia delikatnej skóry ust. Ma właściwości przeciwzapalne, w wyniku czego zapobiega pękaniu i łuszczeniu się delikatnej skóry ust i powstawaniu „zmarszczek palacza”. Podczas nakładania balsamu poprzez masaż drobinki złota wnikają w skórę zapewniając szybki i doskonały efekt. Olejek migdałowy wzmacnia warstwę lipidową, działa zmiękczająco i wygładzająco dzięki dużej zawartości kwasu oleinowego i linolowego, a olejek kokosowy dodatkowo nawilża delikatną skórę ust. Unikalny wosk candelilla nadaje ustom piękny połysk i pełniejszy wygląd, a wosk pszczeli zabezpiecza naskórek przed szkodliwym wpływem warunków środowiska - zimno, wiatr. Balsam zawiera dużą dawkę olejku karotenowego – bogate źródło karotenoidów, z których jeden beta-karoten przekształca się w skórze w witaminę młodości A, przyczyniającą się do maksymalnego wygładzenia skóry.  Olejek karotenowy dostarcza ustom również niezbędnych do regeneracji minerałów takich jak potas, wapń i fosfor. Witamina E działa wygładzająco i chroni usta przed szkodliwym oddziaływaniem wolnych rodników. Masełko Shea zawiera niezbędne nienasycone kwasy tłuszczowe, które odbudowują barierę ochronną naskórka. Balsam zawiera naturalny filtr UV chroniący usta przed szkodliwym oddziaływaniem promieni słonecznych.


MOJA OPINIA: Balsam jest zamknięty w ładnym , estetycznym słoiczku. Niestety nie lubię tego typu opakowań, gdyż wtedy mogę używać produkt jedynie w domu. Nie wyobrażam sobie nakładania go na usta gdzieś na mieście wkładając palucha do słoiczka. Dlatego bardziej lubię balsamy w sztyfcie. Sam balsam ma bardzo przyjemną konsystencję, która pod wpływem ciepła palca się roztapia. Na ustach zostawia bardzo ładny połysk. Jest komfortowy w noszeniu. Podoba mi się również jego zapach, lekko owocowy. W balsamie zatopione są drobinki złota, które rozpuszczają się po wmasowaniu w usta. Niestety balsam bardzo słabo nawilża usta. Przez chwilę czujemy bardzo fajne nawilżenie i natłuszczenie naszych warg, jednak mniej więcej po godzinie uczucie to znika i usta znowu stają się suche. jego działanie jest bardzo krótkotrwałe. Musiałabym się nim malować co chwilę, aby uzyskać zadowalający efekt...i tak robię w domu.

Podsumowując, nie polecam tego produktu. Jest dosyć drogi, gdyż kosztuje 24zł za 14ml produktu. W niższej cenie możemy kupić w drogeriach dużo lepsze balsamy do ust lub chociażby zwykłą wazelinę, która jak dla mnie jest najlepszym produktem do stosowania na noc.

Produkt możecie zamówić na stronie internetowej VEDARA


Miałyście może ten balsam? 
Jesteście zadowolone?
Jakiego produktu do pielęgnacji ust używacie najczęściej?

Pozdrawiam
i życzę udanego tygodnia!

wtorek, 17 marca 2015

KALLOS LATTE - wrażenia po miesiącu używania

W lutym postanowiłam razem z włosomaniaczkami wziąć udział w akcji testowania masek firmy Kallos. Wybrałam sobie maseczkę z proteinami mlecznymi - KALLOS LATTE.
Na maseczki te trafiłam przypadkiem, będąc w HEBE. Uznałam, że za taką cenę to głupotą byłoby nie spróbować. Padło wówczas na maskę KERATIN i okazało się, że jest bardzo dobra. Mojej siostrze, której dałam odlewkę również bardzo się spodobała.
Kallos wypuścił ostatnio wiele nowych masek, gdy stanęłam przed półką nie wiedziałam na co się zdecydować. W końcu skusiłam się chyba na najpopularniejszą z masek, czyli LATTE.




OPIS PRODUKTU: Dzięki zawartości mlecznych protein ta maska dostarcza wspaniałego nawilżenia wszystkim rodzajom włosów, pozostawia je miękkie i odżywione. Idealna również do włosów po zabiegach: rozjaśnianiu, koloryzacji i trwałej. 

Skład: Aqua, Cetearyl Alcohol, Cetrimonium Chloride, Dipamytoylethyl Hydroxyethylomonium Methosulfate, Parfum, Propylene Glycol, Benzyl Alcohol, Citric Acid, PEG- 5 Cocomonium Methosulfate, Methylisothiazolinone, Sodium Glutamate, Hydroxypropyltrimonium Hydrolized Casein, Hydrolized Milk Protein, Methylchloroisothiazolinone, Sodium Cocoyl Glutamate, Hydroxypropyl Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, 5-Bromo-5-Nitro-1,3-Dioxane.


Maseczka zamknięta jest w palstikowym słoiczku, ja skusiłam się na tę mniejszą wersję 275 ml. Jest ona dosyć gęsta, bardzo dobrze nakłada się na włosy i nie spływa z nich. Ja zawsze maskę nakładam przed myciem włosów, gdyż są dosyć grube i ciężkie. Maska po umyciu zbytnio je obciąża. Moje włosy przez wiele lat były regularnie rozjaśniane farbami w najjaśniejszych odcieniach. To , co widzicie poniżej to efekt przyciemnienia włosów , teraz są one podobne do mojego naturalnego koloru. Cały czas walczę z odstającymi antenkami. Niestety włosy są mocno zniszczone i bardzo łatwo się łamią.
Od razu po spłukaniu maski włosy są tak jakby gęstsze i grubsze. Są niezwykle mile i miękkie w dotyku, łatwo się je rozczesuje. Po wysuszeniu (najczęściej naturalnie) są błyszczące i gładkie. 
Jedynym minusem maski jest moim zdaniem jej dosyć intensywny zapach, który przypomina mi skoncentrowany olejek zapachowy do ciasta. Trochę mi to przeszkadza, dlatego tej maski więcej raczej nie zakupię. Podobne efekty uzyskuję przy pomocy KALLOS BANANA , a zapach jest obłędny.

Cena masek to 5zł/ 275ml oraz ok 12 zł/ 1L ale często są na te maski promocje.




Powyższy efekt uzyskałam po zastosowaniu: Maska KALLOS LATE - 40min pod ręcznik. Następnie umyłam włosy szamponem GARNIER AVOKADO I KARITE. Nałożyłam odżywkę BANIA AGAFII z wyciągiem z igieł sosny dosłownie na 5 minut i spłukałam. Mokre włosy spryskałam odżywką TIMOTEI ACTI FRIZZ z ekstraktem z róży z Jerycha, która pomaga mi w rozczesaniu włosów. W końcówki wtarłam serum termoochronne z MARION. 
Całość wysuszyłam suszarką.


Lubicie maski KALLOS? Którą najbardziej? Wybór jest przeogromny :)

Pozdrawiam i życzę miłego dnia!

poniedziałek, 16 marca 2015

ULUBIEŃCY styczeń-marzec 2015 cz.2 Makijaż.


Dzisiaj pora na kolejną część ulubieńców ostatnich miesięcy , czyli produkty do makijażu. Pokarzę wam kosmetyki, których ostatnio używam praktycznie codziennie. Nie ma tutaj różu do policzków ani bronzera, gdyż posiadam kilka których używam naprzemiennie i nie chciałam robić tutaj niepotrzebnego tłoku...bo i tak już jest ;)


1. Baza rozświetlająca do twarzy DAX COSMETIX CASHMERE. Bardzo dobra baza wygładzająco-rozświetlająca, zawiera w sobie delikatne drobinki które bardzo ładnie stapiają się z twarzą i ją rozświetlają bez efektu tandetnego brokatu. Skóra po jej użyciu jest bardzo gładka i delikatna, a pory wypełnione. Duży plus za przeźroczyste opakowanie typu airless. Widzimy ile produktu jeszcze zostało oraz możemy go wykorzystać do ostatniej kropelki bez konieczności rozcinania. Kupiłam w HEBE na promocji za ok 30 zł 

2. Podklad do twarzy BOUJOIRS HEALTHY MIX : mój jest w odcieniu light beige. Bardzo długo wzbraniałam się przed tym podkładem, gdyż miałam już kiedyś do czynienia z tą marką i stwierdziłam, że jest droga , a produkty wcale nie takie super ( cienie do powiek, bronzer-czekoladka, lakier do paznokci) Po przeczytaniu wielu pozytywnych opinii kupiłam ten podkład oraz 123Perfect na jakieś promocji w drogerii. I z obu jestem naprawdę bardzo zadowolona. Firma się zrehabilitowała. Na razie uzywam HM , gdyż jest jaśniejszy 123 Perfect w odcieniu Beige będzie idealny jak złapię trochę słońca.

3. EVELINE ART SCENIC czyli żel utrwalający do brwi. Naturalnie moje brwi są bardzo gęste także na co dzień przeczesuję je tylko tym żelem. Ma on delikatnie brązowy odcień. Mógłby trochę lepiej utrwalać , ale z cenę 8zł (SuperPharm) jest ok.

4. Jesli mam trochę więcej czasu to wyrysowuję brwi kredką AVON w odcieniu BLONDE. Bardzo ładny, delikatny odcień bez rudawych tonów. Dla mnie w sam raz. Zresztą jak widzicie została mi już końcówka. Nie wiem ile kosztowała , ale pewnie coś ok 10zł na promocji. Dostępna u konsultantek AVON.

5. LOVELY PUMP UP MASCARA czyli mój ulubiony tusz o którym możecie przeczytać TUTAJ

6. Perfumy GIORGIO ARMANI ACQUA di GOIA w których zakochałam się od pierwszego wąchnięcia na wakacjach na Teneryfie. Tak bardzo mi się spodobały, że mąż kupił mi je w prezencie na strefie bezcłowej. (chodziłam i namiętnie wąchałam papierek wzięty z perfumerii ). Bardzo świeży, ożywiający zapach który już chyba do końca życia kojarzył mi się będzie z rajskimi wakacjami.


7. Paletka do makijażu THE BALM BALM JOVI a przede wszystkim odcienie Adagio - czyli cielisty beż, który mocno sięgnął już dna. Idealny odcień do zmatowienia powieki lub miejsca pod łukiem brwiowym, kolor Allegro to ciepły brąz którym często rozcieram granice innych cieni i daję w załamanie. No i moja perełka , czyli Alice Cooper czyli piękny miedziano-bordowy odcień, który podbija zielony kolor mojej tęczówki. Cena paletki w drogeriach internetowych to ok. 130zł

8. MAKEUP REVOLUTION folia w kremie w odcieniu Magnificent Cooper - uwielbiam takie miedziane odcienie na powiekach. Cień ten tworzy na powiekach efekt mokrej folii, która pięknie odbija światło. Do dziennego makijażu tylko leciutko wklepuję go na środek powieki na który wcześniej nakładam neutralny, matowy odcień. Cudeńko! Cena to ok 19zł. Dostępny tylko w drogeriach internetowych.

9. Kolejnym takim cudeńkiem jest cień prasowany L'OREAL INFALIBLE w odcieniu Pink Saphire. Przez długi czas nie mogłam się zdecydować, czy lubię róż na powiekach czy nie. Wreszcie zaryzykowałam i kupiłam ten cień...i się zakochałam. Mam jeszcze 2 inne kolory i wszystkie są cudowne, ale ten najbardziej. Możemy go nanosić zarówno na mokro jak i na sucho. Przepięknie rozświetla spojrzenie. Najczęściej stosuję na całą powiekę lub przy makijażu wieczorowym rozświetlam wewnętrzny kącik. Polecam kupować w internecie, gdyż stacjonarnie jest bardzo drogi ( jak to L'Oreal). Ja swoje kupiłam za 11,99 zł. /szt.

10. Kolejny ulubieniec to cień z KIKO INFNITY 214. Jest to matowy cień w kolorze ciepłego brązu. Jak nie mam czasu na jakiś bardziej wymyślny makijaż (czyli zawsze rano) to nakładam go na całą powiekę i wklepuję na środek folię z MUR. I voila! Bardzo delikatny odcień, który nadaje się do zaznaczenia załamania powieki lub rozblendowania innych ceni. Nie jest jakoś szalenie napigmentowany, ale przy porannym pośpiechu to akurat plus bo nie zrobimy sobie kuku.


Usta zostały zdominowane przez odcienie brudnego różu. 

11. BOUJOIRS ROUGE EDITION VELVET w kolorze 07 Nude-ist to trwała pomadka o konsystencji musu. Bardzo długo się utrzymuje, niestety może przesuszać usta dlatego warto dbać o ich regularny peeling i nawilżenie. W cenie regularnej jest droga i kosztuje ok 50im zł. Warto polować na promocje lub szukać w sklepach internetowych.

12. GOLDEN ROOSE VELVET MATTE w odcieniu 02. Kolor przepiękny, zgaszony. Szminka również długo sie utrzymuje i według mnie mniej wysusza niż Boujoirs. Minusem może być to że jest odrobinę tępa i trzeba nauczyć się ją nakładać. Dużym plusem jest jej cena, bo to tylko 11 zł.

13. Dopełnieniem makijażu ust jest konturówka EVELINE MAX INTENSE KOLOR w odcieniu 12 Pink. To również zgaszony róż, który świetnie komponuje się z powyższymi szminkami. Dobrze wygląda i długo się utrzymuje również solo. Kupiłam w Rossmanie za coś ok 8 zł.

i to już wszyscy moi ulubieńcy. (Uff! Przyrzekam, że kolejnym razem będzie krócej. )

A Wam coś ostatnio wyjątkowo przypadło do gustu?



piątek, 13 marca 2015

ULUBIEŃCY styczeń - marzec 2015 (PIELĘGNACJA)



Mamy już połowę marca dlatego postanowiłam nie robić ulubieńców pojedynczych miesięcy tylko zebrać wszystko razem. Tym bardziej iż nie zmieniam tych produktów tak często. Jeśli coś mi się spodoba to używam to do końca - ta zasada dotyczy oczywiście pielęgnacji, z kolorówką bywa różnie.

Z racji , że są to moi pierwsi ulubieńcy to trochę się tych produktów nazbierało. Postanowiłam więc podzielić post na 2 części. Kolejni będą na pewno mniej obfici, gdyż będę starała się pokazywać tylko nowe produkty, które mnie zauroczyły i nie powtarzać tego, co już było.

A więc zaczynajmy:


PIELĘGNACJA CIAŁA:


1. Peeling do ciała WELLNESS&BEUTY: obecnie posiadam wersję z oliwą z oliwek i zieloną herbatą. Bardzo dobry peeling, świetnie złuszcza skórę i pozostawia na jej powierzchni nawilżającą warstewkę olejku. Nie muszę już po nim używać balsamu. Ślicznie pachnie, tak odświeżająco. Miałam również wersję Mango i Kokos i jest tak samo dobra. Bardzo dobry produkt w świetnej cenie. Kosztuje ok 10zł. Jest dostępny w Rossmanach.

2. Masełko do ciała THE BODY SHOP o zapachu SMOKY POPPY: czyli jeden z produktów ostatniego Shiny Box. Lubię masełka TBS , a ten zapach bardzo przypadł mi do gustu. Ma bardzo przyjemną, gęstą ale tak jakby musową konsystencję. Jest bardzo wydajne i dobrze nawilża. Cena takiego maluszka 50g bez promocji w TBS to koszt ok 25zł. Często mają promocje na większe egzemplarze w stylu 2+1 gratis. Ja jedną z takich miniaturek kupiłam w sklepie internetowym www.kosmetykizameryki.pl w cenie 11,99.

3. Żel pod prysznic NIVEA FREE TIME o zapachu KARAMBOLI: bardzo kremowy i gęsty żel, daje cudowną gęstą pianę. Skóra po nim jest miękka i nawilżona. No i ten zapach. Cytrusowy, energetyczny. W sam raz  do porannego prysznica na pobudzenie. Butelkę 500ml kupiłam w Rossmanie na promocji i zapłaciłam ok. 9-10zł.








PIELĘGNACJA WŁOSÓW:


4. KALLOS BANANA - przez cały luty wraz z włosomaniaczkami z bloga ANWEN testowałam maski do włosów firmy KALLOS. Wybrałam 2 : LATTE I BANANA. Obie mają bardzo podobne działanie. Włosy po nich są bardzo mocno odżywione, gładkie i lśniące. Wersja bananowa bardziej przypadła mi do gustu głównie ze względu na zapach. Kojarzy mi się z czipsami bananowymi. Takie duże opakowanie kupicie w HEBE za ok 10zł. To duże pudło może być trochę minusem, gdyż jest nieporęczne. Ja swoją przekładam do małego słoiczka po peelingu Wellnes&Beuty i stawiam w łazience.

5. Szampon do włosów  ELSEVE NUTRI-GLOSS CRISTAL: bardzo dobry szampon, który dobrze oczyszcza włosy. Dzięki niemu są ładnie uniesione od nasady, lekkie i puszyste. Mam dosyć grube i gęste włosy, które przez swój ciężar szybko tracą objętość dlatego wybieram lekkie, żelowe formuły szamponów. Przyznam się, że kupiłam go pod wpływem impulsu. Spodobały mi się te błyszczące drobinki. O dziwo po jego użyciu włosy naprawdę są ładnie błyszczące. Kupiłam go w TESCO wraz z odżywką (niestety przeciętną) za jakieś 15zł, ale widziałam go tez ostatnio w Biedronce.

6. Balsam do włosów BANIA AGAFII z wyciągiem z igieł sosny karłowatej: bardzo fajna, lekka odżywka-balsam. Nakładałam ją zawsze po umyciu włosów w celu ich rozczesania (Maski nakładam przed myciem). Nie obciąża włosów, są po niej ładnie wygładzone , nie plączą się. Co do aktywacji wzrostu niestety się nie wypowiem, gdyż moje włosy i bez wspomagaczy rosną dosyć szybko.




PIELĘGNACJA TWARZY:

7. Emulsja micelarna do mycia twarzy CETAPHIL: bardzo delikatny produkt do mycia twarzy, który można używać zarówno z woda jak i bez. Nie podrażnia i nie wysusza skóry. Używam go codziennie rano do oczyszczenia twarzy. Niestety nie nadaje się moim zdaniem do zmywania makijażu. Kupiłam w aptece za ok. 20 zł.

8. Płyn micelarny-tonik 2 w 1 TOŁPA GREEN stosuję jako uzupełnienie demakijażu oraz jako tonik. Bardzo ładnie odświeża i tonizuje buzię. Przygotowuje ją do nałożenia kremu. Ma dobry, naturalny skład. Kupiłam w Biedronce za 14 zł

9. Emulsja do nawilżania i łagodzenia DERMIKA : to również produkt z lutowego Shiny. Bardzo fajny delikatny krem na dzień. Jest lekki i szybko się wchłania. Niestety na noc jest dla mnie zbyt słabo nawilżający. Cały czas szukam dobrego kremu na noc. Może coś polecicie.

10. TOŁPA GREEN krem pod oczy z bialym hibiskusem: bardzo treściwy, nawilżający krem. Świetnie redukuje opuchliznę i zasinienia. Plus za metalową tubkę, która jest bardzo higieniczna. Kosztuje ok. 30zł. Szukajcie w internecie, bo można znaleźć go w lepszych cenach.

11. Produkt do zadań specjalnych BARWA serum antybakteryjne, które stosuję miejscowo na noc na wypryski. Rano zmiany są bardzo ładnie wyciszone, zmniejszone. Stosowane na większe powierzchnie może jednak wysuszac skórę. Kupiłam za ok 9zł w Rossmanie.



I to na dzisiaj tyle. Używałyście, któregoś z moich ulubieńców?
Niebawem pokażę Wam również moje ulubione produkty do makijażu.

Życzę udanego dnia!






niedziela, 8 marca 2015

ZMYWACZ DO PAZNOKCI W TOREBCE? czyli NU PIELĘGNUJĄCY ZMYWACZ DO PAZNOKCI W CHUSTECZKACH

Dzisiaj mam dla Was recenzję dosyć odkrywczego (przynajmniej dla mnie) produktu do zmywania paznokci. A mianowicie jest nim zmywacz lakieru w chusteczkach. Produkt w tej formie był już kiedyś w Shiny Box jako chusteczki firmy Jelid. Niestety okazały się one niewypałem. Były małe, słabo nasączone i absolutnie nie dało się 1 sztuką zmyć paznokci z obu dłoni. Dlatego jak zobaczyłam znowu "ten wynalazek" nie byłam zbytnio zadowolona.
Ale postanowiłam spróbować i ...


...i zostałam bardzo pozytywnie zaskoczona. Chusteczki NU, bo o nich właśnie jest mowa okazały się świetnym produktem, który już niejednokrotnie uratował mi życie...moich paznokci.

Producent pisze o nich: Pierwszy tego typu kosmetyk, który dba o zdrowy wygląd paznokci, delikatnie natłuszcza płytkę paznokcia, pozostawiając przy tym przyjemny zapach. Produkt ten pozwala od razu nałożyć nowy lakier.

Chusteczki nailnu są hypoalergiczne, ekologiczne, wygodne i wydajne. Doskonale nadają się do użycia zawsze i wszędzie, z uwagi na wygodną formę podania w pachnącej chusteczce.
cena: 19 zł. / opakowanie - 10 sztuk

Moja opinia: Chusteczki są dosyć  duże i bardzo wygodne. Jedna bez problemu starcza na zmycie lakieru z wszystkich paznokci, nawet tego o ciemnym kolorze. Ba! Ostatnio zmyłam nią lakier piaskowy Golden Rose Holidays. Jak to bywa przy lakierach piaskowych trzeba się było trochę namęczyć, ale dało radę. Dużą zaletą chusteczek jest to, że mają przyjemny zapach . Tak bardzo polubiłam te chusteczki, że zawsze 1-2 mam ze sobą w torebce. Wiecie jak to jest, spieszycie się na ważne spotkanie lub chociażby to pracy i przy zasuwaniu kozaków...trach...odprysk ( true story). Dzięki tej chusteczce dyskretnie w łazience (lub przy biurku bez narażania nosów współpracowników) możemy lakier szybko zmyć. Co mi się najbardziej podoba to to, że chusteczki nie wysuszają płytki paznokcia ani skórek. Wręcz odwrotnie, zawierają w sobie olejek, dzięki czemu je natłuszczają i odżywiają. Paznokcie są błyszczące i zadbane. Nawet nie trzeba ich dodatkowo malować odżywką czy bezbarwnym lakierem. Wygląda to zdecydowanie estetyczniej niż odpryśnięty lub odgnieciony lakier.
Żeby jednak nie było zbyt kolorowo, sporym minusem jest cena tego produktu, gdyż za 1 chusteczkę musimy zapłacić niemalże 2 zł. Do zmywania paznokci w domu używam więc standardowego zmywacza w płynie. Ale na czarną godzinę, do torebki, czy w podróż jak najbardziej polecam. Przynajmniej będziemy miały pewność, że nic nam się nie wyleje.

A Wy miałyście już okazję wypróbować tego typu produkt? Co o nim sądzicie?

Pozdrawiam i życzę dobrej nocy :)

czwartek, 5 marca 2015

Ulubieniec (prawie) wszystkich ....tylko nie mój. Revlon Colorstay.

Dzisiaj o podkładzie, którego znają chyba wszyscy :)  Zawsze jak czytam w internecie artykuły odnośnie podkładów do twarzy, czy to na forach internetowych, czy blogach to zawsze wiele z dziewczyn poleca właśnie ten podkład. Zakupiłam go i ja, skuszona obietnicami o cudownym kryciu oraz długotrwałym utrzymywaniu się na twarzy.

No więc co takiego mi  nie odpowiada?

Swój podkład posiadam w odcieniu 250 Fresh Beige. Jest to wersja do skóry normalnej i suchej.



Wybaczcie, że posługuję się grafiką z Google , ale mój produkt ma się już ku końcowi i...niestety buteleczka jest już mocno wymęczona. Jest to pierwszy minus tego podkładu ... nie ma pompki. Sam produkt jest w swojej konsystencji dosyć gęsty i każdy kto go posiada wie ile trzeba się namordować , żeby wytrząsnąć odpowiednią ilość produktu. O higienie takiej czynności już nie wspominając.

Wiem jednak, że Revlon poszedł wreszcie po rozum do głowy i od marca miała w sprzedaży pojawić się wersja z pompką. Czy ktoś ją widział już?
Tak przy okazji mogliby ją również zastosować do podkładu Nearly Naked, który dla odmiany bardzo lubię.


Jeśli chodzi o krycie to rzeczywiście jest ono bardzo dobre. No właśnie...jak dla mnie to chyba aż zbyt dobre. Podkład jest dla mnie po prostu zbyt ciężki i tak też wygląda na mojej twarzy. Mimo, że jest to wersja przeznaczona do skóry suchej to na mojej wygląda bardzo sucho, podkreśla wszystkie niedoskonałości i wchodzi w zmarszczki (których jeszcze za wiele to nie posiadam). Czuję się w nim bardzo niekomfortowo, jak w masce. Ostatnio dodaję mu trochę lekkości i wkraplam odrobinę olejku evree lub mieszam ko z kremem nawilżającym. Przez to staje się bardziej satynowy. Znika też nieprzyjemne uczucie ściągnięcia.

Podsumowując nie jest to zły podkład, nie mogę nazwać go bublem. Dobrze kryje, długo się utrzymuje na twarzy. Jednak ten dyskomfort związany z jego noszeniem na twarzy całkowicie go dyskwalifikuje. Na pewno nie kupię ponownie.

Podkład stacjonarnie kosztuje ok 70zł, co jest bardzo dużą przesadą. Całe szczęście w drogeriach internetowych możecie kupić go dużo taniej, nawet za niecałe 22zł.


A jaka jest Wasza opinia na temat tego produktu? Jesteście jego zwolenniczkami, czy raczej tak jak ja za nim nie przepadacie? Jestem ciekawa Waszych opinii.

Pozdrawiam!



Informuję iż post nie jest sponsorowany, a produkt kupiony przeze mnie.

środa, 4 marca 2015

Ostatni Dzień Rozdania na blogu Testuje I Opiniuje

Chciałabym Was również powiadomić o kończącym się dzisiaj konkursie u Mstrzał z bloga Testuje i Opiniuje.

Jeśli macie ochotę wziąć udział to jest to ostatni dzwonek.

Link do rozdania oraz regulamin dostępne:


Życzę powodzenia!

Koreańska Maseczka Rozjaśniająca z Biedronki

Ostatnio będąc w Biedronce i stojąc już przy kasie zaczęłam przeglądać (jak zwykle) stojącą w tym miejscu szafeczkę z kosmetykami. Okazało się, że wśród znajdujących się tam produktów były koreańskie maski w szmatce.
Były dostępne wersje: nawilżająca, wygładzająca, odżywcza i rozjaśniająca. A że bardzo lubię tego typu maseczki postanowiłam spróbować wersji rozjaśniającej. Niestety lubię też szybko rozprawiać się z krostkami na mojej twarzy, co niestety pozostawia ślady. Dlatego też wybrałam własnie tę wersję. Maseczka jest zamknięta w bardzo estetycznie wykonanej biało-czerwonej saszetce. Każdy rodzaj miał inny kolor, co ułatwia znalezienie odpowiedniego wariantu do swojej cery. Jest ona podzielona na 3 mniejsze saszetki. Mamy w jednym produkcie zamknięty cały zabieg pielęgnacyjny.



KROK 1 - PIANKA DO MYCIA TWARZY - głębokie oczyszczanie skóry.

Pianki tej w tym małym kwadraciku było tak malutko, że wyciskałam ją do ostatniej kropli. Bałam się , że nie starczy mi na umycie całej twarzy i szyi. Nawet nie wiecie jak bardzo się myliłam. Po rozmydleniu z wodą okazało się, że zmienia ona swoją konsystencję i robi się jej tak dużo, że spokojnie wystarczyłoby mi na 2-3 razy. 
Po nałożeniu na twarz pianka przyjmuje konsystencję mydła, które zostało nałożone z niewielką ilością wody. I przy myciu również zachowuje się jak mydło, ma zapach mydła. Na pewno bardzo dobrze oczyszcza skórę. Twarz po użyciu tego specyfiku jest czysta "że aż piszczy" i tępa - nie da się gładko przesunąć palcami po skórze. Gdyby to był ostatni etap rytuału to na pewno wysuszyłaby mi skórę. Całe szczęście po niej nakładane są dalsze elementy , niemniej jednak ta część zabiegu najmniej mi się spodobała. 

KROK 2 - SERUM - wspomaga działanie maski

Serum zamknięte w kolejnej saszetce bardzo mi się spodobało. Miało żelową, delikatną konsystencję i było bardzo wydajne. Nauczona doświadczeniem z pianką nałożyłam go tylko połowę na twarz. Produkt bardzo szybko się wchłania i skóra natychmiastowo odzyskuje swój blask oraz miękkość. Serum jest bezzapachowe i bardzo przyjemne w użyciu.

KROK 3 - MASKA DO TWARZY - Rozjaśniająca z wit. C+E

Przejdźmy więc do produktu głównego. Maseczka w postaci kawałka materiału z wyciętymi otworami na oczy, nos i usta była bardzo mocno nasączona żelowym płynem. Przyznam się, że trochę musiałam ją odsączyć, bo niemalże z niej kapało. Ma to też swoje dobre strony , gdyż po zdjęciu maski włożyłam ją z powrotem do płynu i wykorzystałam 2 dni później razem z serum. Maseczka jest bardzo wygodna do nałożenia, jest świetnie nasączona przez co ładnie przylega do twarzy i nie odkleja się. Mogłaby być podzielona na 2 części. Myślę, że wtedy nakładałaby się dużo lepiej. Maska długo zostaje wilgotna a produkt ładnie wchłania się w twarz. Po 20 minutach zdjęłam ją i resztki lekko wmasowałam w skórę.
Musze przyznać , że byłam zaskoczona efektem. Buzia była bardzo dobrze nawilżona i gładka. Przebarwienia lekko się uspokoiły i rozjaśniły. Oczywiście, żeby zauważyć większe efekty pewnie musiałabym ją stosować 2 razy w tyg tak jak rekomenduje producent, ale na chwilę obecną używam kwasu migdałowego raz w tygodniu który ładnie rozjaśnia plamki.

Podsumowując, maseczka bardzo mi się spodobała i na pewno wypróbuję jeszcze wersję nawilżającą - o ile będzie jeszcze dostępna.
Jesli lubicie takie nowinki i macie w pobliżu Biedronkę to serdecznie polecam. Koszt maski to 5,99.

Pozdrawiam!
i życzę miłego dnia


P.S: Mój aparat niestety się zbuntował i robi bardzo słabe zdjęcia :( Szczególnie przy tak brzydkiej pogodzie. Mam nadzieję, że niedługo zaopatrzę się w nowszy model dzięki czemu fotografie będą lepszej jakości.

Poza tym zamówiłam wczoraj Foreo Lunę. Czekam na jej dostawę i już nie mogę się doczekać. 
Miałyście szczoteczki soniczne do twarzy? Jakie jest Wasze zdanie na ich temat?


Informuję iż post nie jest sponsorowany, a produkt kupiony przeze mnie.