Obserwatorzy

niedziela, 31 lipca 2016

[WYZWANIE] TRUSTED COSMETICS, OPRÓŻNIAMY SWOJE KOSMETYCZKI.

Witajcie! 

Tak! To już właśnie dzisiaj rusza wielkie wyzwanie dla blogerek urodowych. Od dzisiaj odkrywamy nasze kosmetyczki przed Wami,  czytelnikami. Od dzisiaj przez kilka tygodni będą się pojawiały testy dotyczące naszych kosmetycznych perełek.  
Jeśli jesteście ciekawi zawartość mojej kosmetyczki to zachęcam do śledzenia mojego profilu na Instagram i Facebook. Tam na bieżąco będę Was informować o nowych postach ☺

sobota, 30 lipca 2016

[RECENZJA] ISANA , VITAMIN & JOGHURT

Witajcie!

 W ten sobotni wieczór przebywam do Was z krótkim i przyjemnym postem i wakacyjnym żelu pod prysznic. 


Żele ISANA są od jakiegoś czasu bardzo popularne. Przez to, że są dostępne w Rossmanie mamy do nich łatwy dostęp. Zachęcająca jest również cena.  Za tę wersję zapłaciłam niecałe 3 zl. Wybór zapachów jest ogromny.  Dodatkowo oko przyciąga ciekawa,  kolorowa szata graficzna. Ja wybrałam wersję Jogurtowa.  Żel ma fajną,  kremową konsystencję i dobrze się pieni.  Ma lekko kwaśny  zapach jogurtu owocowego. Właśnie czegoś takiego szukałam na lato. Zapach jest orzeźwiający.  Za tę cenę oczywiście dostajemy produkt który nie ma wybitnego składu, ale dla mnie żel ma po prostu myć i ładnie pachnieć.  Produkt nie podraznia ani nie wysusza skóry a to jest najważniejsze.  I jej dodatkowe nawilżenie można później zadbać nakładając olejek lub balsam.
Jedynym do czego mogłabym się przyczepić to to, że zapachy mogłyby być jednak bardziej naturalne. Mam też wrażenie, że żel kończy się szybciej niż kremowe Dove czy Nivea.
Niemniej jednak mi to wybaczam i chętnie będę kupowac i próbować także inne wersje.

Lubicie żele ISANA?  Ciekawa jestem jaki zapach jest Waszym ulubionym .

Dobranoc!🌜
Emi❤

czwartek, 28 lipca 2016

[RECENZJA] Essie Fiji - lakier na każdą okazję.

Hej!

Czy Wy też tak macie, że z miliona lakierów do paznokci , gdy nie wiecie na co się zdecydować pada zawsze na TEN jeden? Ja tak własnie mam. Gdy wybór jest trudny, gdy nie mam pomysłu lub po prostu weny twórczej pada zawsze na niego. Na Essie w kolorze Fiji.


Fiji to kolor bardzo mocno rozbielonego różu. Sama mam już drugą buteleczkę tego produktu i wiem , że kolorystycznie może się nieco różnić. Jedna buteleczka była bardziej beżowa, a ta nowa ma więcej różu. Nie zmienia to jednak faktu, że lakier sprawia że paznokcie wyglądają czysto i schludnie. Kolor ten pasuje do każdej stylizacji i na każdą okazję. Nawet do pracy, gdy nie możemy nosić intensywnych kolorów. Lakier dobrze wygląda na każdym kształcie oraz długości pazurków. Mimo jasnego koloru ma dobrą pigmentację i wystarczą 2 warstwy aby ładnie i równomiernie pokryć całą płytkę. 


Jeśli chodzi o trwałość to ja niestety nie jestem najlepszym jej testerem. Dlatego, że niemalże każdy lakier na mojej płytce trzyma się dobrze. Jest to ok. 5 dni. Nie ma tutaj znaczenia, czy jest to Golden Rose za 6 zł czy Essie za 35zł. Pewnie wynika to też z tego, że zawsze stosuję bazę ( odżywka Herome Extra Strong) i top ( Seche Vite). 


Jednak na duży plus zasługuje konsystencja tego lakieru. Jest ona w sam raz. Lakier dobrze się rozprowadza, nie spływa i nie smuży co niestety często ma miejsce w przypadku pasteli. Ponadto przez długi czas zachowuje świeżość. Ja swoją pierwszą buteleczkę miałam ok 2 lat i lakier cały czas miał dobrą konsystencję. Nie rozwarstwił się ani nie zgęstniał. Wyrzuciłam jego niewielką ilość na dnie tylko dlatego, że nie dosięgał już tam pędzelek.
Obecnie bardzo dużo eksperymentuję z hybrydami, ale gdy mam od nich przerwę to chętnie wracam do Fiji. serdecznie go Wam polecam.




Obecnie szukam hybrydowego odpowiednika tego koloru. Może mogłybyście mi coś polecić? (oby nie z Semilac)
Jaki kolor najczęściej gości na Waszych paznokciach?

wtorek, 19 lipca 2016

[RECENZJA] URIAGE , HYSEAC 3-REGUL : ŻEL, KREM, PASTA.

Witajcie!
Każda z nas marzy o pięknej i zdrowej skórze. Niestety rzeczywistość bywa nie tak piękna jak nam prezentują modelki na reklamach. Z niedoskonałościami boryka się większość z nas. Dlatego tak bardzo ważna, najważniejsza jest odpowiednia pielęgnacja naszej skóry.

Moja cera jest mieszana. Strefa T ma tendencję do delikatnego przetłuszczania. Niedoskonałości pojawiają mi się głównie na czole. Ogólnie nie ma wielkiej tragedii, ale nigdy nie jest tak żeby nie mogło być lepiej. Dlatego bardzo się ucieszyłam, gdy na blogu I Fit Jest Git udało mi się załapać do grona testerek linii antybakteryjnej od Uriage. Tym bardziej, że do tej pory nie miałam jeszcze okazji używać kosmetyków tej firmy. Dopiero gdy dostałam przesyłkę zaczęłam się zastanawiać, czy nie będzie to zestaw dla mnie zbyt mocny, zbyt wysuszający. Dlatego postanowiłam potestować przez jakiś czas te produkty, a potem przekazać je mojej młodszej siostrze, która ma skórę tłustą, typowo trądzikową. Dlatego ta recenzja będzie recenzją zsumowaną, opinią moją i jej na temat kosmetyków Uriage.




HYSÉAC ŻEL OCZYSZCZAJĄCY

Wyjątkowo delikatny żel bez mydła, odblokowuje pory, skutecznie usuwa zanieczyszczenia i nadmiar sebum. Nie powoduje p
Bardzo przyjemny produkt do codziennego oczyszczania skóry. Mocno oczyszcza buzię i domywa z resztek po demakijażu. Produkt ma bardzo dobry i delikatny skład. Niestety moja skóra chyba za bardzo przyzwyczaiła się do delikatnych żeli naturalnych i ten produkt przy codziennym używaniu sprawił, że policzki zrobiły się niestety zbyt suche. Natomiast moja siostra używa go cały czas i jest z niego zadowolona, gdyż jest on delikatny a jednocześnie bardzo skuteczny.

HYSEAC 3-REGUL

Innowacyjne działanie trzech patentów: Potwierdzona skuteczność dzięki połączeniu wyjątkowych składników aktywnych i Wody Termalnej Uriage. Redukuje powstawanie zaskórników (TLR2-Regul, AHA/BHA), ogranicza namnażanie się bakterii i przywraca odpowiednią florę bakteryjną skóry (MPA Complex), reguluje wydzielanie sebum (wyciąg z lukrecji).Wyjątkowo lekki krem nadaje matowe wykończenie, a skóra staje się gładka i rozświetlona.

Z całego trio ten krem spodobał mi się najbardziej. Przede wszystkim jest bardzo lekki i szybko się wchłania. Dzięki temu świetnie nadaje się pod makijaż. Nie zauważyłam mocnego matowienia ani wysuszenia skóry, co także jest dużym plusem tego produktu. Atutem jest także jego przyjemny, świeży zapach. Moja siostra natomiast mówi, że to duo czyli żel wraz z kremem świetnie się u niej sprawdza. Pomogło jej wyregulować pracę gruczołów łojowych i zmniejszyło ilość niedoskonałości. Myślę, że jest to spowodowane dosyć delikatnym składem tych produktów , które nie naruszają bariery ochronnej skóry, a jednak ograniczają rozwój bakterii. Krem nie zapycha i nie przyczynia się do pogorszenia stanu cery.

HYSEAC PASTA SOS 15 G

Skuteczna pielęgnacja SOS ukierunkowana na redukcję zmian trądzikowych. Hyseac SOS Pasta przyspiesza dojrzewanie zmian trądzikowych, aby szybciej je usunąć. Zawiera olej z drzewa herbacianego oraz zieloną glinkę o działaniu ściągającym i antyseptycznym. Wyjątkowa konsystencja według starej receptury.

Przyznam się, że tej pasty w ogóle nie używałam, gdyż nie mam ostatnio takich typowych pryszczy. Jeśli coś mi wyskakuje to zazwyczaj jest to jakaś drobna kaszka. Dlatego produkt został nieotwierany oddany siostrze. I to według niej jest ogromny hit, który świetnie sobie radzi z niedoskonałościami, z bolącymi gulami i już otwartymi ropnymi wypryskami. Duża w tym pewnie zasługa olejku z drzewa herbacianego, który jest moim osobistym , naturalnym ulubieńcem na wypryski. Pasta jest gęsta dzięki czemu nie spływa z krostek. Zaaplikowana punktowo na noc widocznie zmniejsza i wycisza krostki. Po kilku dniach regularnego używania zmiana ładnie się goi nie pozostawiając po sobie blizny, czy przebarwienia co może się dziać, gdy takie krostki wyciskamy.


Podsumowując. Seria ta sprawdzi się świetnie w przypadku skóry tłustej lub mieszanej w kierunku tłustej. Jest świetnym rozwiązaniem dla osób, które borykają się z niedoskonałościami. Są to produkty na tyle delikatne, że nie podrażniają ani nie przesuszają takiej skóry tylko delikatnie normalizują jej działanie. Zawarta w produktach woda termalna świetnie łagodzi podrażnienia oraz delikatnie nawilża skórę. Jeśli szukacie dobrych, aptecznych produktów do tego typu cery to serdecznie Wam polecam.

Pozdrawiam
EMI 

niedziela, 17 lipca 2016

[PODRÓŻE] AZORY.

Witajcie!

Pogoda ostatnio nas nie rozpieszcza. Dlatego postanowiłam przywołać trochę ciepłych wspomnień.  Myślę,  że taki odpoczynek od postów kosmetycznych również się przyda i raz na jakiś czas będą pojawiały się również posty z moimi podróżami.  Nie było może ich jakoś ogromnie dużo ale byłam w kilku pięknych miejscach. Uwielbiam podróżować  i uwielbiam robić zdjęcia!  Ostatnio zgłębiam swoją wiedzę fotograficzną,  aby  moje zdjęcia były coraz lepsze. Chociaż przy takich wioskach naprawdę niewiele potrzeba, aby wyszły super!
Zachód Słońca - Lizbona


Lizbona.

Azory to portugalskie wyspy wulkaniczne leżące na Oceanie Atlantyckim. Leżą one w 1/3 odległości z Lizbony do Nowego Yorku czyli na otwartym oceanie. Z Lizbony na wyspę Sao Miguel leci się ok. 2h. Pierwszy raz leciałam takim małym samolotem. Nad oceanem jednak turbulencje są dosyć często ☺


Widok z hotelu na port. Ponta Delgada. Sao Miguel. Azory.

Samo Ponta Delgada jest małym turystycznym miasteczkiem, które mieści się w południowej części wyspy. Mnie od razu zachwycił widok z hotelu na położony tuż obok port. Poza tym ten bezkresny ocean. Nie wiadomo gdzie kończy się woda, a zaczyna niebo.

Ponta Delgada.

Sao Miguel jest zieloną wyspą na której występuje ogromna ilość roślinności niespotykanej w naszym klimacie. Oczywiście są to palmy, ale też różnego rodzaju kwiaty i sukulenty.




Jak widzicie zejście do oceanu jest strome i często kamieniste.  Jeśli chcecie wypocząć  i poleżeć na plaży to zdecydowanie nie jest to wyspa dla Was. Objechalismy całą wyspę i plaż jest naprawdę niewiele. Jak przystało na wyspę na pełnym oceanie jest też dosyć wietrznie , a woda w oceanie nie jest tak ciepła jak w Morzu Śródziemnym chociaż i tak lepsza od Bałtyku 😉



Lagoa de Fogo. Sao Miguel. Azory.

Jeśli jednak preferujecie aktywny wypoczynek i lubicie górskie wycieczki to Azory są jak najbardziej dla Was. W górach znajduje się wiele jezior powstałych w kraterach wulkanu. Ich kolory są niesamowite. Od turkusu po nasycone zielenie.  Bardzo trudno to oddać na zdjęciu gdyż wszystko zależy od szybko zmieniającego się światła.  W górze szybko zmienia się pogoda a sam wulkan często jest osloniety mgiełka pary.


Gorące  źródła.  Furnas. Sao Miguel. 

Idąc na wycieczkę wielokrotnie można zobaczyć parę wydobywajaca się z wnętrza ziemi. Jest tutaj również niezliczoną ilość gejzerow i gorących źródeł w których woda wręcz wrze. Mieszkańcy tych terenów wykorzystują tę gorącą ziemię w celach kulinarnych. Rano zakopuja kociołek z potrawą , a po 8-10 godzinach jest ona gotowa do spożycia.  Jadłam tym sposobem przygotowany gulasz z mięsa i warzyw. Taka długo duszona potrawa jest naprawdę smaczna i ze składników wyciągnięty jest cały smak i aromat. Polecam!


Ogrody tarasowe. Sao Miguel.

Jak to w górach bywa podwórko jest pionowe ☺dlatego częsta praktyką są tarasowe ogrody lub uprawy np. winorośli. 



Kwatery z wydobywajaca się z wnętrza parą. 

Tylko 5% wyspy Sao Miguel jest zurbanizowane. Reszta to przepiękna,  naturalna przyroda. Dlatego wyspy te są wymarzonym miejscem dla osób które chcą odpocząć na łonie przyrody i w otoczeniu zieleni. A teraz zostawiam Was z tymi przepięknymi zdjęciami ☺ które wyglądają czasem jak pocztówki. 




Dajcie znać, czy taka seria postów Wam się podoba i czy wrzucać czasem takie tematy podróżnicze?

A może Wy mi polecicie jakieś ciekawe miejsce godne odwiedzenia? Coraz częściej zastanawiam się nad Madera ☺ Może ktoś z Was tam był? 

A tym czasem życzę udanej niedzieli!

Pozdrawiam!
EMI❤

Wszystkie zdjęcia są mojego autorstwa i kopiowanie ich bez mojej zgody jest nielegalne.

sobota, 16 lipca 2016

WAKACYJNA PACZKA TERII, CZYLI PACZKA DOBROCI OD SYLWII :)

Witajcie!

Jak każda kobieta lubię niespodzianki, a tym bardziej jeśli są to niespodzianki kosmetyczne :) Dlatego też, gdy trafiłam na blogu TERII na akcję WAKACYJNA PACZKA postanowiłam spróbować i wziąć w niej udział. Do pary zostałam wylosowana razem z Sylwią z bloga LAKIEROMANIA SYLI Muszę przyznać, że szykowanie dla niej paczki było dla mnie ogromnym wyzwaniem, ale także świetną zabawą. Mam nadzieję, że jej zawartość przypadła Syli do gustu :)

A oto, co znalazłam w paczce od Sylwii :


Jak widzicie paczuszka jest bardzo obfita.


Znalazły się w niej cztery pary własnoręcznie wykonanych kolczyków. Sama nie wiem, które podobają mi się najbardziej.


Ponadto znalazło się tam kilka kosmetyków do kąpieli. Nawilżająca kula do kąpieli Nacomi z olejkiem pomarańczowym, wanilią i olejem makadamia.Kolejnym produktem jest mydełko z Francis's Soap Shop . Znalazła się również miniaturka żelu pod prysznic  Yves Rocher Organic Vanilla. Przyda się na nadchodzące, wakacyjne wyjazdy. Kąpiel ma mi umilić herbatka Zakazany Owoc.


Z Golden Rose otrzymałam dwa produkty, które były na mojej chciejliście od dawna. A jest to Creamy Blush Stick w odcieniu 104 oraz nowa pomadka Longstay Liquid Matte w kolorze 03. 
Ponadto jak na prawdziwą lakieromaniaczkę przystało Sylwia do paczki dorzuciła mi mnóstwo produktów do paznokci. Znalazł się tutaj lakier hybrydowy Olivia w kolorze pięknego różu nr 126, a także standardowy lakier Joko w kolorze J105 mat Amethyst. Do kompletu jest także lakier do zdobień Wibo Art Liner nr 13 czyli po prostu czarnym. Cały komplet uzupełnia zestaw do stempli wraz z dwiema blaszkami oraz mnóstwo naklejek i folii do ozdabiania paznokci.




Jestem bardzo mile zaskoczona zawartością paczki. Wszystkie produkty bardzo mi się podobają i na pewno z chęcią będę ich używać.

Syla bardzo Ci dziękuję za przygotowanie tak wspaniałej niespodzianki! :D

Pozdrawiam.
EMI :)

sobota, 9 lipca 2016

[RECENZJA] ULUBIENIEC CZERWCA ! TONIK RÓŻANY EVREE.

Witajcie!

Jak wiecie ulubieńcy nie pojawiają się na moim blogu regularnie. Wynika to z faktu, że praktycznie cały czas używam tych samych produktów i nie chciałabym w kółko się powtarzać. Ale postanowiłam raz w miesiącu wybierać jeden kosmetyk , który wyjątkowo przypadł mi do gustu. W czerwcu niewątpliwie takim produktem był tonik różany marki Evree.



W czerwcu mieliśmy sporo upalnych dni z temperaturami powyżej 30 stopni. Tonik w postaci mgielki okazał się w tym wypadku wybawieniem. Moja skóra nie cierpi pocierania wacikami dlatego nie lubię się ani z płynami micelarnymi ani tonikami. Zawsze był to kosmetyk pomijany w mojej pielęgnacji. Nie widziałam po nim po prostu efektów. Wszystko zmieniło się gdy poznałam tonik z Sylveco. Po prostu zaczęłam nakładać go dłońmi na skórę i efekt był rewelacyjny! Dlatego inne toniki też zaczęłam wklepywac w ten sposób. Nie oszukujmy się , przy płynnej konsystencji nie jest to ani łatwe ani wygodne.
Cieszę się , że  Evree poszło krok dalej i swój tonik umiescilo w wygodnej buteleczce z atomizerem. Podczas upałów trzymałam produkt w lodówce i świetnie chlodzil i odswiezal skórę.  Poza tym świetnie działa jako tonik. Wyciąg z róży łagodzi podrażnienia,  zaczerwienienia oraz tonizuje skórę.  Twarz jest po nim świetnie nawilzona.  Moim patentem na extra nawilżenie jest wklepanie w jeszcze wilgotną twarz olejku z dzikiej róży.  Moja cera po takim zabiegu jest miękka i gładka jak skóra dziecka ☺ Przy okazji produkt koi zmysły delikatnym, nienachalnym zapachem róży. 
Jednym słowem jest to produkt, który bardzo przypadł mi do gustu i do którego bardzo chętnie  będę wracać. Dlatego i Wam serdecznie go polecam.

Pozdrawiam!
EMI❤

wtorek, 5 lipca 2016

[DENKO] #6 CZERWIEC 2016

Witajcie!

Kolejny miesiąc minął momentalnie i mamy już lato w pełni.  Nie mogę doczekać się urlopu, a ten mam zaplanowany dopiero pod koniec miesiąca.
Tymczasem zapraszam Was na przegląd produktów, które wykończyłam w poprzednim miesiącu.

Świetny produkt!
Przeciętny.
Uwaga bubel!!!


1. Biolaven, żel do higieny intymnej. Uwielbiam produkty naturalne. Żel był bardzo delikatny, ale mógłby mocniej odświeżać . 
2. Yope. Mydło do rąk. Werbena. Mydło do rąk i gęstej konsystencji i bardzo dobrym składzie.  Na pewno kupię kolejne. Teraz mam mydło Isana o zapachu rabarbaru.
3. Douglas. Balsam do ciała z masłem shea i witaminą E. Balsam, który dostałam w zestawie na święta. Miał bardzo przyjemny zapach kwaśnych owoców, może żurawiny.  Dobrze nawilża i wygładza skórę.  Niestety ma w składzie parafine dlatego więcej go nie kupię. Teraz używam również balsam z Douglas ale oliwkowy (też dostałam w prezencie)
4.Oryginal Source. Żel pod prysznic. Mango i Macadamia. [Recenzja]  Miał bardzo ładny zapach, ale niestety był niewydajny.
5.Wellnes & Beauty. Peeling do ciała. Masło shea i olej migdałowy. Moje ulubione peelingi! Nie wiem czemu jeszcze nie pojawiła się recenzja. Mają świetny skład i dobrze ścierają martwy naskórek. Zawartość olejku sprawia , ze skóra jest też nawilzona i nie trzeba już nakładać balsamu. Obecnie mam peeling odchudzający z Babuszki Agaffii.


6. Sylveco. Lipowy płyn micelarny. [Recenzja] Już wiecie, że uwielbiam.
7. Evree. Różany tonik do twarzy. Kolejny bardzo dobry produkt od Evree.  Dobrze odświeża i nawilża skórę.  Jest łatwy w użyciu.  Obecnie używam czegoś bardziej naturalnego czyli toniku z Vianek.
8.Perfecta. Peeling gruboziarnisty do twarzy. Bardzo dziwny produkt. Niby miał spore te drobinki ale było ich niewiele. Podobał mi się jego męski zapach. Mam wrażenie, że te duże drobiny niezbyt dokładnie peelingowaly skórę.  Zdecydowanie wolę te drobnoziarniste ale ten fajnie sprawdzał się do stóp.  Obecnie mam peeling wygladzajacy z Sylveo.
9. Skin 79. Crystal Peeling Gel. [Recenzja] Ciekawy produkt, który sprawił że polubiłam peeling enzymatyczny. Był bardzo delikatny. Czasami s tosowalam go nawet codziennie rano zamiast żelu. 


11. Kallos. Maska do włosów. Milk. Kolejna maska tej marki, która moje włosy polubiły. Dobrze je wygladzala i nadawała objętości. Świetna również do mycia włosów odżywka. Przy tym nie miała tak intensywnego zapachu jak latte. Mam teraz ochotę na zachwalana Blueberry.
12. Ziaja. Maska wygładzająca do włosów suchych i zniszczonych. Masło kakaowe. Bardzo ładnie pachnie czekoladą i dobrze wygładza włosy. Nadawała się także do mycia odżywka.  Niestety jak na maskę była dosyć rzadka i szybko się skończyła. 



13. Vaseline. Krem do rąk. Intensive care. Fajny, dobrze nawilżający krem. Był dosyć lekki więc szybko się wchłania ale pozostawiła na dłoniach delikatna warstwę ochronną.  Obecnie mam pięknie pachnący krem z Wellness & Beauty.
14. Eveline. Krem do rąk. Argan i Vanilla. Krem, który idealnie nadawał się do torebki. Plusem było to, że momentalnie się wchłania.  Jednak nie lubiłam jego zbyt intensywnego zapachu.


15. WoodWick. Wosk. Baby Powder. Miał delikatny, pudrowy zapach. Taki jaki lubię. Mam jednak wrażenie że wosk YC o tym samym zapachu jest bardziej intensywny.
16. Pharmacy. Antyperspirant. Niestety produkt ten jako bloker kompletnie się nie sprawdzil. Był to przeciętny antyperspirant. Obecnie mam Rexona w kulce.


17. Avon. Bright Smile. Błyszczyk wybielający zęby. Błyszczyk faktycznie miał niebieskie drobinki które optycznie rozjaśniały uśmiech. Niestety strasznie się lepił dlatego do niego nie wrócę. 
18. Manhattan. Błyszczyk. California Peach.  Kupiłam za jakieś grosze na kosmetykizameryki.pl. Bardzo fajny, delikatny błyszczyk. Nadawał mleczny kolor ustom i je optycznie powiększał. Jeśli będę robić zakupy w tym sklepie to chętnie wrzucę ponownie do koszyczka. Obecnie mam Luxury Lips z Catrice.
19. Eveline. Maskara do rzęs. Magnetic Look. Drogeryjny, niedrogi tusz który okazał się całkiem fajny. Kupiłam na promocji -49% , miał bardzo dobre opinie na wizażu. Nie skleja rzęs, ładnie je wydłuża i pogrubia chociaż daje raczej dzienny efekt. Obecnie używam Wake Me Up Rimmel.
20. Avon. Eyeliner do oczu. Black. Bardzo fajny eyeliner z gąbeczkowym aplikatorem. Służył mi przez bardzo długi czas i tak mi się spodobał, że kupiłam jeszcze zielony i granatowy. Obecnie używam Celebrity Eyeliner z Eveline.
21. Essence. Make me brown. Blonde. Fajny, niedrogi żel do brwi. Miał malutką szczoteczkę , którą można było wyczesać włoski i delikatny kolor. Obecnie mam Brow Artist Plumper z L'Oreal.

I to już całe denko z poprzedniego miesiąca. Jak widzicie znalazło się też trochę kolorówki. Cieszę się , że coraz rzadziej trafiam na buble. Wynika to przede wszystkim z przemyślanych zakupów i sprawdzania poszczególnych produktów przed wrzuceniem do koszyka. 

Jestem ciekawa jak tam Wasze zużycie produktów :)
Pozdrawiam!
EMI

p.s: Przepraszam za te kolory, ale mój blogger wariuje. Podczas pisania jest ok, ale gdy publikuję kolor tekstu się zmienia. Nie mam pojęcia czemu :(

sobota, 2 lipca 2016

[RECENZJA] - MAX FACTOR LIP FINITY, 125 SO GLAMOROUS

Witajcie!

uwielbiam czerwone szminki! I mam ich całkiem sporą kolekcję. Jednak wiadomo, że czerwona szminka to spore wyzwanie. Aby wyglądała dobrze musi być perfekcyjnie nałożona i w tym stanie musi trwać jak najdłużej. Czerwonych szminek nigdy za dużo więc na ostatniej promocji -49% w Rossmannie skusiłam się na kolor 125 So Glamorous od Max Factor.



POMADKA LIPFINITY

SPRYTNA, DWUFAZOWA APLIKACJA DLA UZYSKANIA PEŁNEGO BLASKU KOLORU. WIERZCHNIA WARSTWA NAWILŻAJĄCEGO BŁYSZCZYKA SPRAWI, ŻE USTA BĘDĄ SOCZYSTE I ZMYSŁOWE PRZEZ CAŁY DZIEŃ. Pomadka Lipfinity do dwa proste kroki, aby usta lśniły długotrwałym blaskiem.

  • Nakładaj pomadkę rano, a kolor utrzyma się na ustach po obiedzie, kawie lub popołudniowej herbacie
  • Inteligentna aplikacja w dwóch etapach, zapewniająca kolor i nawilżenie ust
  • Nawilżająca warstwa wierzchnia zamyka strukturę ust i utrzymuje odpowiednie nawilżenie
  • Wybieraj spośród 15 najmodniejszych, długotrwałych kolorów
PORADY WIZAŻYSTY
  • 1
    Użyj odrobiny płynu do demakijażu, aby pozbyć się resztek kosmetyków z ust i zmatowić je.
  • 2
    Zaznacz kontury ust za pomocą końcówki aplikatora Lipfinity.
  • 3
    Płaską stroną aplikatora nałóz na usta pierwszą warstwę koloru.
  • 4
    Odczekaj 1 minutę, aby pomadka wyschła, a następnie nałóż na nią warstwę błyszczyka w sztyfcie.




Pomadka jest zamknięta w eleganckim , czarnym opakowaniu ze złotymi wstawkami. W zestawie z pomadką mamy również balsam nabłyszczający. Aplikator pomadki jest standardowy, gąbeczkowy  jak w większości tego typu produktów. Można nim ładnie wyrysować kształt ust. Jednak to, co mnie zachwyciło to jej ogromna trwałość. Naprawdę! Pomadka zaaplikowana rano, cienką warstwą potrafi przetrwać niemal cały dzień. Przetrwała poranną kawę w pracy, jedzenie jabłka, picie wody. Po zjedzeniu obiadu była lekko starta od wewnątrz, ale jak na czerwoną pomadkę nie wyglądało to nieestetycznie. Oczywiście po każdym z posiłków lub napojów ściera się warstwa błyszczyka więc trzeba go uzupełniać. Wraz z dołączonym balsamem szminka nie wysusza mocno ust. Próbowałam również jej samej, w wersji matowej i wówczas niestety jest dosyć sucha. Ale od czasu do czasu można w ten sposób ją nosić. 
Podsumowując bardzo lubię tę serię pomadek. Mam też drugi, bardziej neutralny kolor czyli 055 Sweet. Gama kolorystyczna jest dosyć spora i myślę, że każdy znajdzie odcień dla siebie. Pomadkę dostaniecie we wszystkich popularnych drogeriach w których są szafy Max Factor. Jej stadardowa cena jest dosyć wysoka , gdyż jest to ok 60 zł dlatego polecam polować na nią na promocjach.

Jak Wam się podoba (m) ;) ?


Miłego weekendu!
EMI