Obserwatorzy

wtorek, 29 listopada 2016

Oby do lata...Wibo, Juicy Color.

Witajcie,

czy tylko ja tak tęsknię za wakacjami. Przyznaję z czystym sumieniem, że jestem osobą ciepłolubną i dla mnie mogłoby w ogóle nie być zimy. Owszem, uwielbiam jesień ze wszystkimi pięknymi kolorami liści. Ale musi być to jesień złota i słoneczna. Gdy jest brzydko i pada deszcz - przestaję ją lubić.
Dzisiaj na ocieplenie klimatu bardzo letnia i energetyzująca pomadka do ust. Przedstawiam Wam Soczystą mandarynkę od Wibo :)




Wibo Juicy Color - Pomadka i balsam do ust 2 w 1. Doskonale kremowa pomadka do ust w soczystych kolorach, nie tylko doskonale kryje, ale również nawilża usta. Dzięki zawartości masła shea pozostają one na długo nawilżone. Zapobiega pierzchnięciu ust i gwarantuje trwały kolor na długie godziny.

Pomadka trafiła do mnie dzięki pudełku Joy Box. Mam ją w kolorze 03 czyli pięknej, soczystej pomarańczy z domieszką koralu.  Nie jest ona jednak bardzo neonowa przez co ładnie komponuje się z ciepłym typem urody. Ja lubię ją nosić zwłaszcza do opalenizny. Bardzo ładnie to podkreśla. Pomadka zamknięta jest w uroczym, małym opakowaniu ze złotą skuwką. Obudowa jest odzwierciedleniem koloru , co ja bardzo lubię gdyż nie muszę za każdym razem jej otwierać żeby sprawdzić , który to za odcień. Możemy ją dostać w 6 kolorach wśród których znajdują się delikatne nudziaki, pastelowe róże aż po nasyconą czerwień (kusi mnie kusi) czy róż. 

Przyznam się, że patrzyłam na te pomadki w tamtym roku na promocji w Rossmanie, ale jakoś nie zachwyciły mnie i nie kupiłam. Jednak kiedy dostałam ją w pudełku to postanowiłam używać. Tym bardziej, że ten pomarańcz spodobał mi się. I od pierwszego użycia się w niej zakochałam. Szminka bardzo gładko sunie po ustach i od razu daje uczucie natłuszczenia i nawilżenia. To dzięki zawartości masła shea. Czuję się jakbym na wargach miała najlepszy balsam do ust a nie pomadkę. Mimo swej lekkiej konsystencji jest dobrze napigmentowana i choć nie daje pełnego krycia to efekt jest rzucający się w oczy. Poza tym pięknie nawilża usta. Wyglądają one na większe. Co prawda pomadka nie jest zbyt trwała, ale pamiętajmy że ma tłuste, nawilżające wykończenie i nie zastyga na ustach. Dzięki temu jest komfortowa. Nie rozlewa się poza kontur oraz ładnie się ściera. Spokojnie możemy ją nałożyć bez użycia konturówki (nawet lepiej bez niej wtedy efekt jest lżejszy).

Jednym słowem z niewinnej pomadki stała się ona moim dyużym ulubieńcem i chętnie wrzucam ją do letniej torebki. Jest świetnym uzupełnieniem delikatnych, wakacyjnych makijaży . Ba ! Potrafi zrobić cały makijaż , gdyż ożywia i odmładza twarz. A jesienią i zimą...mimo, że przerzucamy się na cięższe i ciemniejsze formuły to jest miłym wspomnieniem lata.
Kojarzy mi się tak wakacyjnie i słonecznie.

A jak się Wam podoba?



poniedziałek, 28 listopada 2016

Vianek - Nawilżający Tonik Mgiełka

Witajcie!

I mamy kolejny poniedziałek.  Kolejny tydzień pracy przed nami. Mam nadzieję, że  w weekend naladowaliscie akumulatory i jesteście pełni energii.
W Warszawie śnieg,  a ja wrócę  do iście wakacyjnego produktu. A mianowicie toniku w atomizerze.



Łagodny tonik-mgiełka o działaniu nawilżającym, przeznaczony do codziennejpielęgnacji cery suchej i wrażliwej, idealnie uzupełnia demakijaż. Dzięki zawartości kompleksu humektantów (mocznik + kwas hialuronowy), zapobiega utracie wody i chroni przed negatywnymi czynnikami. Panthenol,ekstrakt z ziela owsa zwyczajnego oraz cenny olej z kiełków pszenicy łagodzą i przywracają skórze równowagę.

INCI

 Aqua, Glycerin, Avena Sativa Straw Extract, Propanediol, Panthenol, Urea, Triticum Vulgare Germ Oil, Sodium Hyaluronate, Coco-Glucoside, Cocamidopropyl Betaine, Benzyl Alcohol, Parfum, Phytic Acid,Dehydroacetic Acid.

Jak wiecie ogromną sympatią darzę produkty firmy Sylveco jak i ich marek-córek i często do nich wracam. Moja skóra nie bardzo lubi się z wacikami i pocieraniem.  Dlatego bardzo odpowiada mi taka wersja toniku, która jest w atomizerze. Sama buteleczki jest bardzo ładna z kwiatowym, niebieskim motywem. Atomizer aplikuje nam bardzo komfortową,  delikatną mgielke która otula naszą twarz. Produkt ma konsystencję wodnista czyli taką standardową dla tonikow.  Pachnie bardzo delikatnie, nienachalnie.
Jeśli chodzi o działanie produktu to jest ono bardzo delikatnie. Tonik ma za zadanie nawilżyć nasza skórę i rzeczywiście delikatnie ja nawilża.  Dla mnie stanowi idealną bazę pod dalszą pielęgnację.  Na taką wilgotną jeszcze skórę nakładam swoje serum lub po prostu olejek. Tonik sprawia że ten produkt lepiej się wchłania a skóra jest miękka i bardzo nawilzona. 
Tonik również świetnie sprawdza się aplikowany na wykonany makijaż.  Dobrze scala warstwy makijażu i zdejmuje pudrowosc. Przy mojej suchej skórze to bardzo ważne. Też świetnie sprawdza się do zwilzania masek glinkowych.
Jednak to czym zauroczyl mnie ten tonik to to, że swietnie odświeża skórę.  W szczegolnosci podczas upałów bardzo dobrze chlodzil i nie uskadzal makijazu w zwiazku z tym mozna spokojnie uzywac fo kilka razy w ciągu dnia. Też jest to świetny produkt jeśli cwiczycie. Ze mną zawsze jeździł w torbie na siłownię.  Również po basenie szybko niwelowal uczucie ściągnięcia skóry po chlorowanej wodzie.
Podsumowując niby takie nic , niby działanie bardzo delikatne gdyż nie poprawia jakoś mocno widocznie kondycji skóry. A jednak w tylu sytuacjach mi pomagał i tak bardzo lubiłam go używać ze chętnie wrócę do niego ponownie. Na pewno bardziej spodobał mi się niż wody termalne. Jeśli jeszcze nie mieliście to serdecznie polecam .
Miłego dnia!
EMI💋


czwartek, 24 listopada 2016

Lirene, antycellulitowa endermologia, zestaw do masażu, olejek i bańka chińska

Witajcie!

Lato za nami, a przed nami okres ukrywania ciałka pod grubymi swetrami. Jednak to nie zwalnia nas z dbania o kondycję swojej skóry. Co więcej to własnie teraz jest najlepszy czas aby intensywnie o nią zadbać i na wiosnę pokazać nowe, ładniejsze ciałko. Oczywiście nie wierzę w to, aby sam kosmetyk był w stanie nas odchudzić lub zlikwidować cellulit. Takich cudów niestety na tym świecie nie ma. Jednak regularne stosowanie i masaże wraz ze zdrową dietą oraz aktywnością fizyczną naprawdę potrafią wiele zdziałać. Wszak największym sprzymierzeńcem pomarańczowej skórki jest śmieciowe i przetworzone jedzenie oraz brak ruchu. To utrudnia odprowadzanie krwi oraz chłonki i metabolity zostają uwięzione w komórkach tłuszczowych. Ich nagromadzenie objawia się właśnie nieestetycznymi grudkami pod skórą.

Lirene, antycellulitowa endermologia, zestaw do masażu, olejek i bańka chińska Olejek antycellulitowy do masażu Wchodzący w skład olejku, przełomowy wyszczuplający kompleks Slim Pro, oparty został o wyciąg z alg Tisochrysis lutea. Aktywuje on proces lipolizy (spalania tkanki tłuszczowej), przekształcając nieaktywne komórki tłuszczowe (adipocyty białe) w aktywne adipocyty beżowe, spalajace tłuszcz. Olejki: arganowy, ryzowy i sojowy efektywnie pielegnują skórę, intensywnie ją nawilżając, wygładzając i pozostawiając miękką w dotyku. 

Składniki/Ingredients: Glycine Soja (Soybean) Oil, Isopropyl Palmitate, Isododecane, Caprylic/Capric Triglyceride, Oryza Sativa (Rice) Bran Oil, Corylus Avellana (Hazelnut) Seed Oil, Argania Spinosa Kernel Oil, Tocopheryl Acetate, BHA, Olus Oil, Plankton Extract, Tocopherol, Parfum (Fragrance), Limonene, Linalool.


Olejek jest zamknięty w małej poręcznej buteleczce chociaż wolałabym chyba żeby było to opakowanie z pompką. Wtedy te oleiste substancje jakoś tak łatwiej mi się użytkuje. Skład nie jest nawet mocno tragiczny, o dziwo nie ma w nim wszechobecnej w drogeryjnych "olejkach" parafiny. To duży plus. Olejek łatwo rozprowadza się na skórze i daje fajny poślizg do masażu. Ja go dodatkowo podgrzewam w mikrofali. Nie wchłania on się zbyt szybko, ale w tym przypadku to akurat zaleta. Możemy wtedy bez problemu przeprowadzić masaż i nie musimy dokładać kolejnych porcji produktu. Skóra po nim jest miękka i fajnie nawilżona , aczkolwiek nie jest to efekt długotrwały. Olejek nie ma żadnego działania termicznego jak podobne tego typu produkty, czyli ani nie rozgrzewa ani nie chłodzi. To dobrze, bo nie lubię takiego efektu.
Niestety dużym minusem tego produktu jest dołączona bańka. Jest ona po prostu maluteńka i nadaje się chyba dla dzieci lub naprawdę filigranowych osób. Użyłam jej tylko raz. Kupiłam w sklepie rehabilitacyjnym zestaw baniek do masażu i używam prawie największej. Wówczas masaż ud czy pośladków przebiega bardzo szybko i sprawnie. Jest zasysana większa część skóry i jest ona zasysana głębiej przez co masaż jest bardzo efektywny. Nie ukrywam , że pierwsze masaże bywają dosyć bolesne. Jednak odciągamy skórę. U mnie nawet pojawiały się małe siniaki. Ale w miarę upływu czasu, przy regularnych masażach można stopniowo zwiększać ich intensywność. Ja swoje zabiegi wykonuję 3 razy w tygodniu po około 10 minut na każdą nogę wraz z pośladkiem. Po takim masażu skóra jest mocno zaczerwieniona , ale to znak że zabieg był prawidłowo wykonany. Ukrwienie się zwiększyło. Pamiętajmy , że masaż powinien być wykonywany w kierunku serca. Czyli w wypadku nóg od dołu do góry. Dodatkowo dobrze jest prowadzić ruchy w stronę pachwiny. Tam znajdują się duże węzły chłonne , które odprowadzają płyny. Dzięki temu pozbędziemy się również opuchlizny nóg. Pamiętajmy, że masaż powinien być prowadzony z wyczuciem i silny ból jest ewidentnym przeciwskazaniem do kontynuowania. Wówczas należy zmniejszyć nacisk i wpuścić trochę powietrza do bańki. Bezwzględnym przeciwskazaniem jest także ciąża czy zakrzepica żył.

Podsumowując bardzo polubiłam się z masażami bańką chińską. Tym bardziej , że widzę ich efekty przy regularnym stosowaniu. Jeśli chodzi o sam olejek to nie jest on zły, aczkolwiek nie skradł on mojego serca. Myślę, że głównym sprawcą efektu jest właśnie masaż. Dlatego olejku nie kupię ponownie, a raczej sama zrobię swoją mieszankę z naturalnych olei z dodatkiem olejków eterycznych.

Pozdrawiam
EMI :)

niedziela, 20 listopada 2016

Isana Med - krem do rąk z mocznikiem

Witajcie!

jesień i zima to nie są pory roku, które sprzyjają skórze dłoni. Zimne powietrze, wiatr i deszcz mogą sprawić że ta delikatna skóra może stać się spierzchnięta i wysuszona. A jednocześnie dłonie są wizytówką każdej kobiety. Dlatego warto szukać produktu, który w tych trudnych warunkach zabezpieczy dłonie przed niesprzyjającą aurą. Jednym z kremów, które moje dłonie bardzo lubią jest ten z Isany.


ISANA Med Krem do rąk urea. Do skóry bardzo suchej i szorstkiej. Zawiera 5,5% urea. Wygładza bardzo suchą skórę. Nie zawiera barwników ani parabenów. Krem do rąk ISANA Med Urea z 5,5% zawartością mocznika (urea) obficie nawilża skórę rąk i zapewnia jej intensywną pielęgnację. Krem został opracowany specjalnie dla potrzeb bardzo suchej i szorstkiej skóry. Urea jest naturalnym, występującym w organizmie czynnikiem nawilżającym, który wiąże wodę i chroni skórę przed wysuszeniem. Specjalna kombinacja takich składników, jak masło shea, pantenol, gliceryna i witamina E. Intensywnie nawilża skórę i w ten sposób przyczynia się do wygładzenia szorstkiej powierzchni skóry. Krem daje się łatwo rozprowadzić i szybko się wchłania. Mocznik (urea) w wysokiej koncentracji zapobiega chropowatości skóry rąk. Tolerancja przez skórę potwierdzona dermatologicznie.

Składniki

Aqua, Urea, Ethylhexyl Stearate, Glycerin, Cetearyl Alcohol, Dicaprylyl Ether, Butyrospermum Parkii Butter, Pentaerythrityl Distearate, Phenoxyethanol, Sodium Lactate, Dimethicone, Panthenol, Sodium Stearoyl Glutamate, Carbomer, Tocopheryl Acetate, Piroctone Olamine, Sodium Hydroxide, Lactic Acid.

Krem jest umieszczony w standardowej, miękkiej tubie. Jest ona biała z czerwonymi elementami. Łatwo można wycisnąć odpowiednią ilość produktu z opakowania. Sam krem jest dosyć gęsty, ale pod wpływem ciepła rąk się roztapia - to zapewne zasługa masła shea. Krem ma delikatny , kwiatowy zapach, który nie jest mocno intensywny. Produkt zostawia na skórze delikatną otoczkę, nie jest ona mocno tłusta jednak trzeba chwilę odczekać aby krem się dobrze wchłoną w skórę. Jednak warto czekać. Przy regularnym używaniu skóra jest bardzo miękka i dobrze nawilżona. Krem skutecznie łagodzi podrażnienia oraz wysuszenie dłoni. Przynosi miłą ulgę. Nie mam dużych problemów z dłońmi, ale przyznam się że często zapominam rękawiczek. W związku z tym wieczorem dłonie są nieprzyjemnie wysuszone. Duża zawartość mocznika (na drugim miejscu w składzie) sprawia, że skóra szybko się regeneruje i wraca do dobrej kondychji. U mnie stoi on na nocnym stoliku i zawsze smaruję nim ręce przed pójściem spać. To bardzo miłe i relaksujące zakończenie dnia.
Krem możecie kupić w drogeriach Rossmann za niecałe 6zł.

Na moim blogu możecie przeczytać także recenzje innych kremów do rąk:


Miłego wieczoru!
EMI :) 


piątek, 18 listopada 2016

Yves Rocher Huile D'Olive - balsam do ciała z oliwą z oliwek

Witajcie!

Gładka i nawilżona skóra ciała to marzenie każdej kobiety. Rzadko kiedy bywa taką samą z sobie. Zazwyczaj detergenty w zelach do mycia oraz suche powietrze w biurach sprawiają że staje się ona szorstka. Całe szczęście na rynku mamy wiele produktów, które są w stanie temu zaradzić. Ja niestety należę do balsamowych leniuszków. Nie lubię smarować się po kąpieli i szczerze przyznam , ze robię to rzadko. Jednak w swoim kosmetycznym zbiorze mam sporo smarowideł do ciała,  które postanowiłam dzielnie zużyć.  Na pierwszy ogień poszedł balsam z Yves Rocher.


Produkt zamknięty jest w bardzo wygodnej butelce , gdyż ma ona pompkę. Mi to bardzo ułatwia zadanie. Lubię takie rozwiązania.  Sam balsam nie jest bardzo gęsty,  Ale także nie spływa z ciała.  Jego konsystencja sprawia że produkt bardzo szybko  wchłania się w skórę i nie pozostawia lepkiej warstwy. Zapach jest bardzo specyficzny . Ale nie jest nieprzyjemny. Nie wiem czy przypomina mi zapach oliwek. Jest on dosyć lekki i świeży.  Nie przytłacza i nie utrzymuje się na skórze  zbyt długo.
Jeśli chodzi o działanie to produkt rzeczywiście sprawia że skóra staje się miękka i nawilżona. Niestety jest to efekt krótkotrwały.  Zdaje sobie sprawę z tego że jest to również działanie trochę oszukane, gdyż balsam zawiera w swoim składzie parafinę.  Mi ten składnik nie robi krzywdy na ciele ,ale staram się wybierać produkty które go nie zawierają (ten balsam dostałam w prezencie ). Produkt nie spowodował i mnie podrażnienia czy uczulenia
Balsam Ives Rocher polecam na pewno osobom które nie mają dużych problemów z przesuszeniem skóry gdyż jego działanie jest delikatne. 

Pozdrawiam
EMI :)

wtorek, 15 listopada 2016

PAZNOKCIE W KOLORZE LAZURU - Stylizacja wakacyjna

Hej!

Niestety wszystko , co dobre, szybko się kończy. Tak samo było niestety z moim urlopem. Tydzień minął mi w zastraszającym tempie. Ogromnym szokiem dla organizmu była nie tylko zmiana temperatury z 36 st. C na 2 st. C ale także zmiana strefy czasowej +3h. W związku z tym o 21 słaniam się już na nogach.


Dzisiaj chciałabym Wam pokazać moją wakacyjną stylizację paznokci , która idealnie wpisała się w bajkową scenerię i kolor morza w Zjednoczonych Emiratach Arabskich.


Paznokcie zostały przedłużone na szablonie żelem budującym Neo Nail i został im nadany kształt migdałka. Na żel nałożyłam lakier hybrydowy Semilac - Semilike 000 Lazure Dream. To przepiękny odcień błękitu, turkusu. Idealnie podkreśla opaleniznę oraz od razu kojarzy mi się z wakacjami. Ci, co mnie regularnie czytają wiedzą, że mam uczulenie na hybrydy Semilac. Jednak jeśli na płytkę mam nałożoną warstwę ochronną np. dobrą bazę (Gelish) lub żel to pigment nie przenika do płytki i uczulenie nie występuje. Cieszę się, gdyż nie będę musiała oddawać kolorów , które posiadam. Na utwardzoną hybrydę nałożyłam jeszcze syrenkę Indigo - Tiffany. Sprawiła ona, że lakier stał się bardziej trójwymiarowy i pięknie opalizujący na zielono. Całość została nabłyszczona topem Gelish :)






I na koniec piękny wschód słońca nad Morzem Arabskim :)


Miłego wieczoru!
EMI :)

sobota, 5 listopada 2016

NOWOŚCI!!! PAŹDZIERNIK :)

Witajcie!

Ostatnio pokazywałam Wam zużycia z ostatniego miesiąca. Sporo kosmetyków opuściło moją kosmetyczkę, ale też trochę przybyło.




Jeśli chcecie zobaczyć jakie nowości zagościły u mnie tym razem to zapraszam do czytania :)

ROSSMANN 

PROMOCJA -49%: kupiłam jedynie mój ulubiony L'Oreal So Coauture, na wypróbowanie wersję Fatale oraz szminkę Rimmel Only You w kolorze 800 Under My Spell .




POZA PROMOCJĄ skusiłam się na farbę do włosów Prodigy tym razem w odcieniu miedzianego blondu. Szczerze to myślałam, że będzie on bardziej rudy. Skusiłam się również na wcierkę do włosów z Elfa Pharm - tak zamiast tradycyjnego Jantara. Wzięłam również Lovely K*Lips w odcieniu Lovely Lips i trochę się na niej zawiodłam, ale o tym napiszę w oddzielnym poście.










DROGERIE NATURA:

Niemalże w tym samym czasie, co w Rossmanie w Drogeriach Natura trwała promocja -40% na kosmetyki kolorowe. W fajnych cenach udało mi się kupić cienie do powiek w aplikatorze z Catrice , bronzer My Secret Face'N'Body oraz podkład Advanced Lift z Pierre Rene.







GOLDEN ROSE:

Moja stópka wstąpiła też do sklepu tej firmy. Wraz z nadejściem jesieni pokochałam śliwkowe i jagodowe odcienie szminek. Skusiłam się na Matte Liguid Lipstick w odcieniu 05 oraz szminkę nawilżającą (i to nie żart) Sheer Shine nr 32.





THE BODY SHOP

Mój ulubiony krem do rąk , czyli Hemp Hand Protector.



APTEKA:

Zawsze na jesieni moja skóra się buntuje. Do tej pory stosowałam Acne-Derm. Tym razem skusiłam się na droższy Skinoren. Na jesieni także zawsze stosuję produkty z Wit. C. Tym razem wybór padł na Pharmaceris.




 HEBE:

Skończył mi się mój balsam do demakijażu wiec wybrałam olej makadamia z Nacomi, bardzo podoba mi się jego opakowanie z pompką. Dawno nie miałam masek Kallos, a moje włosy je lubią. Tym razem pora na wersję czekoladową.







OTRZYMAŁAM DO TESTÓW:


BIELENDA ROSE CARE - serum z olejkiem różanym.


STREETCOM - ISLA , akurat na sezon kłopotów z gardłem.



I to już wszystkie moje nowości z tamtego miesiąca. Jestem bardzo ciekawa, co nowego pojawiło się u Was?

Buziaki.
EMI :)

P.S: W dniach 6-13.11 przebywam na urlopie bez dostępu do internetu. Na wszystkie komentarze i wiadomości odpowiem po powrocie .

czwartek, 3 listopada 2016

DENKO #10 PAŹDZIERNIK

Witajcie!

Niedawno powitaliśmy listopad dlatego pora rozliczyć się ze zużyć minionego miesiąca. Niestety, jak to na jesieni światło nie jest najlepsze do robienia zdjęć, ale mam nadzieję że jakoś to wygląda.
Zapraszam!

Świetny!
Przeciętny
Bubel!!!


PIELĘGNACJA TWARZY:

Skin79 Rose Waterfull Sleeping Mask ( Recenzja) - świetna, całonocna maska. Bardzo mocno nawilżała moją buzię i ją odżywiała. Na pewno jeszcze się na nią skuszę.
Sephora Błotna maska oczyszczająca (Recenzja) - jeśli szukacie dobrej, gotowej maski oczyszczającej to serdecznie Wam polecam własnie tę. Świetnie radzi sobie z dogłębnym oczyszczaniem twarzy, wyciąga podskórne zanieczyszczenia na zewnątrz. A przy tym nie jest mocno wysuszająca. Obecnie używam maski z błotem z Morza Martwego SeeSee
AcneDerm maść antytrądzikowa. To moja tajna broń, gdy moja cera się buntuje. A niestety zawsze to robi w tym okresie przejściowym lato/zima. Obecnie mam Skinoren, ale do tej na pewno będę wracać, gdyż jest dobra i niedroga.
Yasumi , ampułka rozświetlająca z wit C. Produkt miał bardzo wodnistą konsystencję. Zawsze używałam wit C w formie esencji lub olejku. Niestety trudno mi cokolwiek powiedzieć, gdyż ampułka starczyła mi na kilka razy. Na pewno skóra była ładnie nawilżona i wygładzona. Obecnie testuję serum olejkowe z wit C z Pharmaceris.
Alterra, Bio-granat, intensive serum. Bardzo ciekawe, nawilżające serum w formie żelu. Byłam z jego działania naprawdę zadowolona. Miał lekką konsystencję, która szybko się wchłaniała i nawilżała skórę. Świetnie nadawał się pod makijaż i nie nakładałam już nawet na niego kremu. Obecnie mam olejek z wit C z Pharmaceris i olejek z retinolem z Bielendy.
Alterra Bio-granat, krem do twarzy. Tym produktem niestety nieco się zawiodłam . Miał dziwną konsystencję i jakoś specjalnie dobrze nie nawilżał. 
Vita Liberata , maseczka samoopalająca na noc (Recenzja) Bardzo fajny produkt o zapachu ciasta cytrynowego. Dawał zdrową opaleniznę i miał przyzwoity skład.  Niestety nie kupię ze względu na wysoką cenę. 
Gąbka Konjac z Drogierii Natura. Miałam kiedyś gąbkę Yasumi i była świetna. Niestety ten tańszy zamiennik jest słaby. Mocno zbity i twardy. Będę kupować oryginały bo bardzo lubię zmywać nimi maski do twarzy.
Holika Holika, maseczka w płachcie, rozjaśniająca i aloesowa (Recenzja) Wszystkie maski w płacie bardzo przypadły mi do gustu. Głównie dlatego że świetnie nawilżają. Chętnie wypróbuję inne warianty.
Bielenda, Carbo Detox, maski oczyszczające z węglem - bardzo przyjemny produkt, podobno bez węgla.  Muszę się wnikliwie wczytać w ich skład.  Jeśli chodzi o działanie to było ok. Na pewno napiszę osobną recenzję. 

PÓŁPRODUKTY:

Olej kokosowy, Masło kakaowe, Masło Shea, Olej rycynowy, Baza emulgująca - półprodukty które służą do zrobienia balsamu do demakijażu.  Obecnie mam olej macadamia z Nacomi, ale jednak nie radzi sobie aż tak dobrze. Chyba ponownie kupię półprodukty. Moim ulubionym sklepem jest EcoSpa. Baza emulgująca była wykorzystana do kremów domowych.

PIELĘGNACJA WŁOSÓW:

Isana, szampon do włosów blond. Kupiłam go jako zamiennik Johna Friedy. I muszę powiedzieć że miło mnie zaskoczył. Co prawda John mocniej rozjaśnia włosy. Ale ten szampon sprawia że nie muszę już używać odżywki (i tak to robię ). Są one bardzo gładkie i leiste,  łatwo się rozczesują, a produkt nie zawiera sylikonów. Chętnie wrócę do tej serii.
Isana, żel do golenia , zielone jabłuszko. Miał bardzo ładny zapach, był wydajny i niedrogi. Nie zapychał maszynki i spełniał swoje zadanie. Ale to nic nadzwyczajnego. Ja się nie zachwycam produktami tego typu. 
Isana, olejek pod prysznic. Fajnie nawilża ale okropnie pachnie. Nadaje się również do mycia pędzli.
Garnier Fructis , Goodbye Dammage, serum na końcówki (Recenzja) cała seria bardzo przypadła mi do gustu. I chętnie do niej wrócę. Serum dobrze sklejało końcówki i nadawało im blask. Trzeba było jednak uważać ,aby nie nałożyć go zbyt dużo. 
L'Oreal Elseve, Nutri Gloss, nabłyszczająca maska do włosów. Bardzo lubiłam starą wersję tych produktów.  Maska była bardzo lekka i jedyny efekt jaki dawała to taki, że wygładzała lekko włosy. Jednak to chyba zbyt mało. 

ZAPACHY:

Kringle Kandle, Gray, wosk. (Recenzja) uwielbiam ten zapach. Na pewno kupię kiedyś świecę o tym zapachu.
Avon, Love, woda perfumowana.  Bardzo lekki i kobiecy zapach. Nic co by zapadło w pamięć, ale przyjemny.

MAKIJAŻ:

Avon, mgiełka utrwalająca makijaż. Ja chyba nie lubię mgiełek utrwalających. Miałam wrażenie ,że moją twarz była oblepiona. Ale bardzo podobało mi się to jak zdejmowała pudrowość z twarzy i rzeczywiście przedłużała trwałość makijażu. Mam teraz podobny fixer z Bielendy i jest podobny.
Catrice, 010 Spending All My Honey, olejek do ust. Zdecydowanie mój ulubiony produkt. Ładnie nabłyszcza usta i je nawilża.  Mam też w wersji różowej. 
Astor , 828 Passion Flower, lakier do paznokci. Kolor przybrudzonej śliwki,  Bardzo ładny.  Lakier miał wygodny pędzelek i był trwały.  Lubiłam go ale rzadko wracam do tych samych kolorów. 
Eveline, 12 Pink, konturówka do ust. Bardzo ja lubiłam i stosowałam na całe usta jak pomadkę. Była miękka dzięki czemu łatwo się rozprowadzała na ustach a przy tym była trwała. 
Avon, blondie, konturówka do brwi. Miała odpowiednią twardość i kolor który bardzo mi pasował.  Jeśli jeszcze jest w ofercie avon to chętnie ja kupię ponownie.
Dax Cosmetix, Cashmere, baza wygładzająco-rozświetlająca. Miała bardzo lekka nawilżającą konsystencję ale rozświetlenie było słabe. Mimo dużej ilości drobinek całkowicie one znikały po przykryciu podkładem. 
Joko, Exclusive Eyeshadow Base. Nie lubię takich baz w słoiczku,  nie lubię grzebać palcem w takich produktach. Poza tym szybko stała się twarda więc wyrzucam.
Sensique, 10in1 , odżywka odbudowująca po sztucznych paznokciach. Bardzo przyjemny produkt chociaż wątpię aby poradził sobie z mocno zniszczonymi paznokciami. Dzięki mlecznemu zabarwieniu wyrównywał kolor płytki i nadawał jej zdrowy wygląd. Fajny i jako baza i jako samodzielny produkt. Obecnie mam założony żel na paznokcie, ale w zapasie czeka Black Diamond z Golden Rose.
Rimmel, Wake Me Up, mascara. I tutaj mam bardzo mieszane uczucia. Z jednej strony tusz dobrze pogrubia rzęsy i ich nie skleja. Ma ładny ogórkowy zapach. Ale strasznie męczyła mnie ta ogromna szczotka. Chyba nie było dnia żebym się nią nie ubrudziła. Nie zauważyłam również odżywienia i poprawy kondycji rzęs o której pisał producent. Obecnie kończę tusz  z Eveline.
Seche Vite, nabłyszczacz i utwardzacz do lakieru. Zdecydowanie mój ulubiony. Jego ogromnym minusem jest jednak to, że szybko gęstnieje.  Jak wrócę do lakierów standardowych (robię to cyklicznie) to mam top coat z Cuccio.
Skin79, VipGold, BB cream. Mój wielki ulubieniec jeśli chodzi o podkłady. Mimo ze jest to krem BB to ma świetne krycie. Dla mnie jego ogromnym plusem jest kremowa konsystencja i to , że  nawilża moją twarz. Mogliście o nim poczytać w TOP3 Najlepsze podkłady.  Obecnie mam wersję Snail,  a także BB cream z Holika  Holika.

I to już wszystkie wykończone produkty. Jestem zadowolona szczególnie z tej kolorówki której zużywanie trwa najdłużej. Jestem ciekawa , co Wy zużyłyście w ostatnim czasie.


Miłego dnia!
EMI :)