Obserwatorzy

niedziela, 23 kwietnia 2017

HOLIKA HOLIKA Aloe Soothing Gel

Witajcie!

Czy tak jak ja macie ogromną słabość do slicznych i bajwranckich opakowań?  Bo ja niestety często kupuję oczami , a potem okazuje się że produkt jest najwyżej przeciętny.  Nie ukrywam, że żel z Holika Holika skusil mnie swoim opakowaniem w kształcie liścia aloesu. 


Jednak na moje szczęście okazało się,  że  To bardzo dobry produkt. Aloes użyty do produkcji tego kosmetyku pochodzi z wyspy Jeju czyli jednego z najczystszych regionów na świecie.  Mamy tutaj aż  99% soku z aloesu. Niestety pozostały 1% stanowi wiele innych składników. Jak to bywa w azjatyckich kosmetykach składy są strasznie rozbudowane. 
Mimo wszystko produkt spełnił moje oczekiwania. Świetnie łagodzi podrażnienia np po stosowaniu kwasów . Przyniósł mi także ulgę gdy borykalam się z ogromnym uczuleniem - ograniczał świąd i redukowal zaczerwienienie skóry.  Idealnie nadaje się do maseczek tonikowych. Ja mieszalam hydrolat różany z żelem aloesowym i odrobiną olejku rozanego i tą mieszanką nasaczalam suchą bawełnianą maskę.  Natomiast jeśli nie miałam czasu robić maski to na zwilzona hydrolatem twarz (jeszcze wilgotną ) wklepywalam mieszankę żelu z olejkiem. Takie serum świetnie nawilża i natluszcza moją skórę.  Idealnie się wchłania więc nadaje się na dzień pod makijaż.  Wieczorem na te mieszankę nakładam jeszcze krem. 
Stosowany solo żel aloesowy ma minimalne właściwości nawilżające i gdy nic na niego nie należymy to może sprawiać wrażenie wysuszenia i ściągnięcia skóry. Możemy to zniwelować gdy szybko nalozymy na niego krem lub wymieszany z olejkiem.
Minusem żelu jest jego dozownik. Strasznie dużo tego żelu przez niego się wydobywa i spokojnie starcza mi na posmarowanie twarzy, szyi, dekoltu a nawet dłoni.  Przez to produkt  ubywa w bardzo szybkim tempie. Przyznam się , że swój zaczęłam trochę oszczędzać.  Po 1,5 miesiąca została mi zaledwie odrobina produktu na dnie.
Podsumowując jeśli chcecie mieć dobry kosmetyk i piękny gadżet który będzie Wam zdobil toaletke to serdecznie polecam. Sama osobiście nie wiem czy do niego wrócę.  Jestem zadowolona z jego działania ale chętnie sprawdzę produkty z bardziej naturalnym składem. 

Stosujecie żel aloesowy w swojej pielęgnacji?  Może macie taki godny polecenia? A może macie świeży aloes? Nad jego uprawą również się zastanawiam.

Buziaki 💋
EMI

sobota, 22 kwietnia 2017

Najel Mydło Aleppo 12%

Witajcie!

Cały czas szukam odpowiedniego produktu do wieczornej pielęgnacji mojej skóry.  Jak wiece swój makijaż zmywam olejami, ale nie używam do jego ściągnięcia szmatki bo moja naczyniowa cera za tym nie przepada. Całość zmywam kilka razy żelem lub mydłem. Od dawna nie używam produktów z detergentami , co służy mojej skórze.  Jednak trudno jest mi znaleźć produkt , który będzie skutecznie usuwał z twarzy oleje, ale jednocześnie nie wysuszy mi skóry. 
Już jakiś czas temu zainteresowalam się mydłem Aleppo, ale nie byłam przekonana czy będzie dla mnie odpowiednie. W końcu po konsultacjach z właścicielką jednego z naturalnych sklepów w Krakowie kupiłam mydlo Najel z 12% zawartością oleju laurowego.

Mydła te sa produkowane w Syrii z oliwy z oliwek oraz oleju laurowego. Taka mieszankę tnie się oraz suszy przez wiele miesięcy aż otrzymamy twarde mydło.  Kostka z zewnątrz ma jasny brązowo -zielonkawy kolor. Gdy ja przetniemy to w środku jest ciemniejsza,  zielona.
Mydło jest produkowane z różną zawartością oleju laurowego. Im go jest więcej tym kosmetyk ma większe działanie wysuszajace i antybakteryjne. Dlatego im mamy bardziej tłustą cerę tym możemy wybrać większą zawartość lauru. Zaczynając swoją przygodę z Aleppo warto kupić mniej procentowe mydło i stopniowo kupować mocniejsze aż dojdziemy np do 40% oleju laurowego jeśli naszej skórze jest to potrzebne. Moja skóra jest skłonna do przesuszania i z tendencją do pękających naczynek dlatego wybrałam delikatniejszy wariant. Mimo to kostka ta świetnie oczyszcza skórę. Idealnie domywa resztki makijażu i oleje ale co ważne nie ma po niej uczucia ściągnięcia. Jeśli mam jakieś ranki,  czy krostki to sa one od razu zasuszane i szybciej się goja.  Muszę przyznać że na chwilę obecną to mój ulubiony produkt do oczyszczania skóry.  Ze względu na mocne oczyszczanie nie stosuje go jednak codziennie, a co 2-3mycie.  Pomiędzy stosuje delikatną piankę lub żel. 
Minusem produktu może być to, że jest dosyć nieporeczny bo to taka twarda kostka, która trzeba zmydlic w rękach.  Ja ja pocielam na kilka mniejszych tak aby była wygodna do brania w dłonie. Przez to , że to twarda kostka to jest ono bardzo wydajne. Kupiłam swoje rok temu a została mi jeszcze 1/4 a naprawdę bardzo regularnie je używam. Drugim minusem może być jego specyficzny, naturalny zapach. Chociaż widziałam, że obecnie jest wiele mydelek z dodatkami. Może one pachną lepiej.

Mycie twarzy mydłem jest bardzo kontrowersyjne. Jedni je polecają , inni wręcz przeciwnie uważają że zasadowe ph mydel nie służy naszej skórze. Ciekawa jestem Waszej opinii. 

Pozdrawiam
Emi 💋

poniedziałek, 17 kwietnia 2017

Trochę spóźniona KOLOROWA NIEDZIELA - Lovely K*Lips

Witajcie!

Przepraszam, że nie było wczoraj KOLOROWEJ NIEDZIELI. Po raz pierwszy byłam świąteczną gospodynią. W tym roku nie było obiadku na lenia i mamusi tylko jednego dnia gościliśmy rodziców a następnego teściów. Dlatego przygotowania całkowicie mnie pochłonęły. Niemniej jednak jestem z siebie dumna, gdyż udało mi się zrobić wszystko, co sobie zaplanowalam. 
Wróćmy jednak do tematu dzisiejszego posta, którym jest słynna już na wielu blogach pomadka K*Lips od Lovely.  Czym jest inspirowana to chyba każdy dobrze widzi. Mi to nie przeszkadza jakoś bardzo gdyż jest sygnowana polską marką,  nie wprowadza klienta w błąd.  Każdy z nas umie czytać i widzi że kupuje tańszy odpowiednik. Natomiast nie cierpię podrob z Ebay lub Aliexpress , gdzie wiele osób wierzy że trafiło super okazję i udało się kupić pomadke Kylie dużo taniej. A tak naprawdę kupujemy niewiadomo co.




Zestaw K*Lips to konturowka i pomadka w płynie dopasowane do siebie kolorystycznie. Stanowią naprawdę zgrany duet. Konturowka jest bardzo miękka i komfortowo nakłada się na usta. Można spokojnie nosić ja solo. Drugim etapem jest pomadka w płynie. Nakładamy ja aplikatorem standardowym dla tego typu produktów. Najlepsze efekty osiągniemy gdy należymy ja cienką warstwą.  Po chwili zastyga, ale nie ściąga przy tym ust. Lekko się lepi ale nie jest to uciążliwe. Mat jest bardzo ładny.  Pomadka jest trwała. Spokojnie trzyma się ust przez kilka godzin. Potrafi przetrwać napoje oraz niezbyt tłuste jedzenie. Pamiętajmy aby nie dokładać jednej warstwy na drugą.  Przed poprawka dobrze jest zmyć wcześniejszą warstwę i nałożyć produkt na nowo. Niestety przy długotrwałym używaniu może przesuszac usta dlatego pamiętajmy o odpowiedniej ich pielęgnacji i nawilzaniu. 

Mimo że jest to dobry produkt to nie noszę go zbyt często ze względu na kolor. Wybrałam Lovely Lips który wydawał się ślicznym brudnym różem. Niestety na moich ustach przybiera dziwne brązowo -rudawe tony , które niekoniecznie mi się podobają.  Szkoda , że wybór kolorów jest taki niewielki aczkolwiek może bliżej przyjrze się Pink Poison.
Pomadki możecie kupić w Rossmann w cenie 19.90. Warto spojrzeć na nie podczas najbliższej promocji -49%


czwartek, 13 kwietnia 2017

Lustereczko powiedz przecie - przydatny gadżet od Peemer

Nie wiem, czy Wy też tak macie, ale znalezienie czegoś w mojej torebce bez dna graniczy niemal z cudem. Zawsze mam w kosmetyczce lusterko do skontrolowania wyglądu w ciągu dnia, ale gdy jest mi ono potrzebne to niestety nie potrafię go znaleźć. Ot taka złośliwość rzeczy martwych.



Jednak firma Peemer znalazła bardzo ciekawe rozwiązanie tego problemu. Urocze lusterko mocowane do obudowy telefonu. Czy to nie sprytne? Telefon zawsze mam gdzieś w zasięgu wzroku, w oddzielnej przegródce dlatego łatwiej go znaleźć i wyjąć.

Lustereczko mocujemy do obudowy za pomocą rzepów . Można je w każdej chwili zdjąć. Gadżet jest bardzo estetycznie wykonany i ozdobiony kryształkami. Będzie stanowił fajną ozdobę naszego telefonu. Jedynym minusem, który w nim dostrzegam to to, że jest ono dosyć grube i znacząco odstaje od obudowy. Mogłoby być cieńsze i zajmować mniej miejsca. Mimo tego przez te kilkanaście dni przez które noszę je w torebce nie uległo ono uszkodzeniu. Tego najbardziej się obawiałam, że się porysuje. Do przesyłki dostałam również panterkowy czyścik, który świetnie usuwa z lusterka zabrudzenia i ślady po palcach. Czyścik również możemy nosić przyklejony do obudowy. Lustereczko możemy dostać w kilku kształtach np. serduszka. 

Jeśli lubicie tego typu gadżety to polecam!





Produkt mogłam przetestować dzięki uprzejmości Trusted Cosmetics.

piątek, 7 kwietnia 2017

Będzie słodko z Biolove.

Witajcie!

Dzisiaj, na zakończenie ciężkiego tygodnia zagunduje Wam słodki relaks. I bynajmniej nie będzie to uczta dla podniebienia, a dla naszego ciała.

Biolove to polska marka kosmetyków naturalnych dostępnych w sieci Kontigo. Sa one produkowane w tym samym zakładzie, co dobrze znane większości kosmetyki Nacomi.  Biolove to przede wszystkim świetne kule do kąpieli oraz produkty do pielęgnacji ciała w wielu niesamowitych zapachach. Coś dla siebie znajdą przede wszystkim fanki słodkich aromatów , ale jest także kawa czy zielona herbata.

Jakimś cudem udało mi się wyjść  z tego sklepu jedynie z dwoma owocowym peelingami oraz musem do ciała.  O peelingach kiedy idziej. Dzisiaj o musie w którym z miejsca się zakochałam.



Produkt znajduje się w standardowym plastikowym słoiczku z metalową nakrętką.  Na etykiecie kusi nas widok jeszcze ciepłego,  aromatycznego brownie.  Pojemność musu to 150ml ale jest ono niezwykle wydajne. I ten zapach. Poczujecie go, gdy tylko odkrecicie wieczko. Produkt pachnie takim świeżo upieczonym ciastem czekoladowym , ale bardzo mocno jest tutaj wyczuwalna pomarańcza.  Dzięki temu zapach jest orzeźwiający a nie ciężki i duszacy.
Bardzo podoba mi się konsystencja tego produktu. Jest ona stała , ale bardzo puszysta.  Pod wplywem ciepła dłoni zamienia się w olej. Niewielka ilość umożliwia posmarowanie całego ciała. Głównym składnikiem jest masło shea dlatego produkt jest bardzo tresciwy.  Polecam używać go na noc gdyż dosyć długo się wchłania i zostawia film na skórze.  Jednak mi to w ogóle nie przeszkadza gdyż rano budzę się ze świetnie nawilzona i pachnącą skórą. Mus Nie zawiera SLSow , PEGow, silikonow, parabenow,  konserwantów ani paraffiny. Dzieki temu nie oblepia skóry a nawilżenie nie jest złudne .

Nie lubię się balsamowac, a ten produkt zapewnia mi nawilżenie na kilka dni. Chociaż przyznam się Wam, że masaż skóry tym produktem to czysta przyjemność.

Znacie już kosmetyki Biolove?

wtorek, 4 kwietnia 2017

Co nowego? Marzec 2017

Hej!

W dzisiejszym poście chciałabym Wam zaprezentować nowości,  które trafiły do mnie w tamtym miesiącu. 

Na początku miesiąca skończyła mi się niespodziewanie moja pianka ze Skin79. 


W Biedronce za niewielkie pieniądze znalazłam piankę Tołpa Simply. 


Także w Biedronce znalazłam przepysznie pachnące żele pod prysznic Be Beauty Raspberry Vanilla i Choco Latte. Sama nie wiem, który bardziej mi się podoba.



W tym miesiącu najbardziej swoimi promocjami kusiła mnie drogeria Novaya. Skorzystałam z promocji na maski w płachcie i kupiłam 2 sztuki masek SPN.  Jedna była ze złotem,  a druga z czarną perłą.  Mówię o nich w czasie przeszłym , bo już obie trafiły do denka. 



Bardzo zaciekawiła mnie naturalna pasta do zębów. Obecnie moją ulubioną jest czarna Ecodenta. Niestety produkt LilaMai niezbyt przypadł mi do gustu, gdyż słabo odświeża oddech. Mam wrażenie takich oblepionych zębów, ale to może kwestia przyzwyczajenia.



W drogerii zauważyłam także gąbki konjac. Uwielbiam te z Yasumi. Tym razem wzięłam dwie z Mishy. Dla mnie jest wersja z białą glinką, a dla mojego męża z węglem



Piękna,  naturalna pomadka z Lily Lolo to zakup całkowicie spontaniczny. Mogliście o niej przeczytać w ostatnim poście. 







Skorzystałam także (z pomocą męża ) z akcji Testuj Dove i kupiłam dwa produkty za które później można dostać zwrot pieniędzy. Wybrałam szampon i odżywkę z serii Hair Advanced.



WSPÓŁPRACE :

Marzec to także sporo produktów uzyskanych w akcjach testerskich. 

Na Facebooku Bielenda udało mi się otrzymać bazę poprawiajaca koloryt skóry - Pearl Base.




Ponownie odezwał się do mnie portal wizaż.pl z propozycją testów. Tym razem otrzymałam aż trzy pełnowymiarowe maski Czysta Glinka L'Oreal oraz serum do rzęs Biotebal.






Natomiast z portalu Trusted Cosmetics przywedrowało do mnie urocze lusterko Peemer.



Ostatnią nowością  jest oczywiście zaproszenie na konferencję Meet Beauty. Bardzo się cieszę,  że będę mogła wziąć udział i spotkać się przynajmniej z niektórymi z Was.


To tyle z moich marcowych nowości.
O czym chcielibyście przeczytać w pierwszej kolejności?

Pozdrawiam
EMI

Media społecznościowe:

niedziela, 2 kwietnia 2017

Kolorowa niedziela - naturalnie 🌱

Hej!

Wiecie,  że  jestem ogromną fanką kosmetyków naturalnych. Chętnie używam ich do pielęgnacji twarzy , włosów i ciała.  Bardzo lubię także podklady i róże mineralne, które świetnie spisują się na mojej skórze.  Jednak nigdy dotąd nie miałam kosmetyków kolorowych tego typu. Zmieniło się to , gdy w drogerii Novaya znalazłam szafę Lily Lolo. Firma oprócz standardowych sypkich produktów mineralnych posiada również krem BB, tusz do rzęs oraz pomadki. Swoje testy postanowiłam zacząć od tej ostatniej grupy.




Z szerokiej gamy kolorów wybrałam delikatny odcień Romantic Rose. Jest to subtelny , różany kolor. Jest jasny , ale nie za jasny do mojej karnacji. Nie wyglądam w nim jak topielica co niestety często ma miejsce przy bardzo jasnych odcieniach takich typowych nudziakow. Kolor ten będzie idealnie pasował do lekkiego wiosennego makijażu , ale świetnie się sprawdzi także przy mocniejszym makijażu wieczorowym . 
Bardzo podoba mi się konsystencja tej pomadki. Głównym składnikiem jest tutaj olej rycynowy , wosk oraz lanolina. Szminka sunie po ustach niczym masełko.  Czuję się jakbym miała odżywczy,  nawilżający balsam na wargach.  I pomadka rzeczywiście tak działa.  Dzięki dużej zawartości olei i woskow zmiękcza i nawilża usta. Sprawia, że stają się gladsze i bardziej miękkie. Jej wykończenie jest błyszczące ale bez żadnych drobin. Oczywiście nie spodziewajmy się cudów jeśli chodzi o trwałość. Pomadka nie zastyga więc nie będzie tak trwała jak maty. Po jedzeniu czy piciu będziemy musieli ja poprawić. Natomiast dużym plusem jest to , że nie rozlewa się poza kontur ust i ładnie się z nich ściera. Ciekawa jestem jak zachowalby się ciemniejszy kolor.
Na pochwałę zasługuje również bardzo ładne opakowanie. Biało czarne z delikatnym logo jest kwintesencją minimalizmu i elegancji. To lubię. 
Podsumowując pomadka bardzo mi się spodobała i sprawiła , że mam ochotę na więcej. Na pewno kupię jeszcze inny kolor. Chętnie sprobowalabym tuszu do rzęs. 

 Może znacie naturalną kolorowke godną polecenia? Chętnie przetestuje ☺

Buziaki 💋
Emi



Media społecznościowe:


sobota, 1 kwietnia 2017

DENKO#4 MARZEC 2017

Witajcie!

Kolejny miesiąc minął nam w tempie ekspresowym. Dzisiaj już mamy kwiecień i święta Wielkanocne za pasem. W związku z tym, że pożegnaliśmy marzec , to jak co miesiąc pora wyrzucić zużyte produkty.
Jeśli chcecie wiedzieć, co mi się sprawdziło, a co nie zapraszam do czytania.

Świetny produkt.
Przeciętny
Uwaga Bubel!!!


1. Receptury Babuszki Agafii Balsam do włosów , Witaminowy Cytryniec. Balsam miał bardzo przyjemny, cytrusowy zapach. Ładnie je wygładzał. Jednak dla mnie był zdecydowanie zbyt lekki. Włosy mi się po nim puszyły i trudno było je okiełznać.
2. Vianek, odżywczy olejek do włosów. Tak , tak to był świetny produkt. Pachniał owocowo-cukierkowo , był gęsty i świetnie odżywiał włosy. Poza tym nie było problemu, żeby go z nich zmyć nawet delikatnym szamponem. Na pewno jeszcze do niego wrócę. Do szamponu z tej serii również. (RECENZJA)
3. Skin79, BB Cleasner. Bardzo dobra, skuteczna a zarazem delikatna pianka do zmywania twarzy. Świetnie radziła sobie z balsamem do demakijażu oraz z kremami BB. (RECENZJA)
4 Garnier, płyn micelarny do skóry suchej i wrażliwej. Bardzo dobry micel, robił co miał robić. Skutecznie zmywał makijaż, nie podrażniał. Aczkolwiek ja rzadko używam miceli do demakijażu. Mała buteleczka była idealna w podróży. (RECENZJA)
5. EcoSpa, ekologiczny hydrolat różany. Świetny produkt, może nie pachnie tak spektakularnie jak te drogeryjne mgiełki , ale jego działanie jest zdecydowanie lepsze. Na pewno wrócę do niego.
6. Vianek, nawilżający krem na noc. Bardzo przyjemny produkt o świetnym składzie. Niestety na noc był dla mnie zbyt lekki, za to idealnie nadawał się na dzień, pod makijaż. (RECENZJA)
7. Pharmaceris, serum z wit.C. Muszę koniecznie napisać recenzję tego produktu, gdyż było bardzo fajne. Niestety nie zauważyłam, aby jakoś mocno rozjaśniło przebarwienia. Ale ładnie rozświetlało i wygładzało buzię. Rano była ona taka wypoczęta.
8. Kiehl's tonik do twarzy. Lubię toniki w formie żelu, gdyż wygodnie można je wklepać w skórę i nie używać wacika. Tonik był dobry, ale można kupić takie o podobnym działaniu dużo taniej.(RECENZJA)
9. Nacomi, olej macadamia. Uwielbiam orzechy macadamia, a jak widać moje ciało i włosy uwielbia też olej z nich. Był on dosyć gęsty i o lekko orzechowym zapachu. Włosy i skóra po jego użyciu były miękkie i świetnie nawilżone. Używałam także na twarz i nie zrobił mi krzywdy. Dodatkowym atutem jest wygodna butelka z pompką.
10. Nacomi, glinka ghassoul. Bardzo lubię glinki Nacomi, gdyż są niedrogie , a przy tym bardzo skuteczne. Lubię tę formę maski, gdyż mogę do niej dodać to, czego aktualnie domaga się moja skóra: oleju, żelu aloesowego lub hialuronowego.


11,12. SPN maski w płachcie z wyciągiem z czarnej perły oraz złota. Bardzo fajne maski i jedne z tańszych. Obie wykonane są z przyjemnej bawełnianej tkaniny, która jest dobrze wycięta i dopasowuje się do kształtu twarzy. Esencja bardzo dobrze wsiąka w naszą skórę, a po 20 minutach jest ona świetnie nawilżona i odżywiona.
13. Holika Holika Juicy Mask Sheet z borówkami. Bardzo ładnie nawilżała i rozświetlała skórę. Chyba jeszcze nie spotkałam się z maską w płachcie , która by mnie zawiodła. No może ta od Garnier. (RECENZJA)
14. Bielenda Comfort+, Skarpety eksfoliujące. Do tej pory najbardziej lubiłam skarpetki L'biotica mimo, że próbowałam także kilka innych. Te z Bielendy naprawdę miło mnie zaskoczyły. Skóra zaczęła się złuszczać dosyć szybko , a stopy stały się gładkie i miękkie.
15. Sweet Bath, Pomarańczowe Orzeźwienie czyli przepiękna babeczka kąpielowa. Aż żal było ją wrzucać do wanny jednak moja ogromna ciekawość zwyciężyła. Zdecydowanie chcę więcej tych słodkości. (RECENZJA)
16. Quillibra , żel aloesowy. Bardzo lubię żele aloesowe, niestety ten za pierwszym razem mnie podrażnił. Położyłam go po zmyciu maski glinkowej i skóra strasznie mi się zaczerwieniła i zaczęła piec. Miałam obawy, że jestem uczulona na któryś ze składników. Całe szczęście, gdy nałożyłam go następnym razem nic takiego nie wystąpiło. Działanie było zadowalające, nawilżył i ukoił skórę.
17. Yasumi, gąbka konjac. To zdecydowanie najlepsze gąbki jakie miałam. Próbowałam innych odpowiedników z drogerii, ale to nie ta faktura. Gąbkę stosuję głównie do zmywania masek. Ale mój mąż ma taką z węglem i chętnie myje nią twarz.
18,19. Rossmann Rival de Loop, ampułki z Q10 i anti-anging. Kiedyś bardzo lubiłam te ampułki, często kupowałam te niebieskie nawilżające. Teraz ich konsystencja wydała mi sie dziwna i "zalepiająca" skórę. Chyba już do nich nie wrócę.


18. Jimmy Choo, perfumy. Tutaj ubolewam najbardziej, bo skończyły się moje ukochane perfumy. Nie był to łatwy zapach, wiem że nie każdemu się on może podobać. Dla mnie jest on wprost idealny,  dosyć ciężki i zmysłowy. Kupię jeszcze na pewno, aczkolwiek mam kilka innych flakoników do zużycia. (RECENZJA)
19. Irena Eris, ProVoke Radiance Fluid. Powiem Wam, że to jeden z lepszych drogeryjnych podkładów jaki miałam. Jest bardzo lekki i rozświetlający, ale bez drobinek brokatu. Bardzo ładnie wyglądał na buzi, najczęściej nawet go nie pudrowałam żeby nie niszczyć tego zdrowego efektu glow jaki tworzył. 
20. Inglot, rozcieńczalnik do lakierów. Kupiłam go kiedyś i wystarczył mi na bardzo długo. Wystarczyła 1-2 kropelki aby przywrócić zgęstniałemu lakierowi nowe życie. Nie kupię go, gdyż głównie używam lakierów hybrydowych.
21. Manhattan Soft Matt. Jedne z pierwszych matowych pomadek na naszym rynku. Bardzo ją lubiłam za ten przepiękny czerwony mat oraz komfort noszenia na ustach. chociaż miałam ją bardzo długo to nie mogłam się z nią rozstać. W końcu los sam zdecydował , gdyż upadła mi i popękała buteleczka.
22. Maybelline, Eye studio lasting drama. Czarny eyeliner w żelu. Bardzo go lubiłam, był w zestawie z pędzelkiem , który naprawdę dawał radę. Łatwo robiło się nim kreski, był trwały, nie odbijał się na górnej powiece. Natomiast nie polecam Wam tego samego eyelinera , ale w kolorze fioletowym. Jest okropnie tępy i trudno się nim pracuje.
23. Meybelline , Color Tattoo, 40 Permanent Toupe. Kupiłam go z zamiarem malowania brwi i niestety bardzo rzadko używałam. To prawda , bardzo długo się trzyma, jest wodoodporny. To świetny produkt, ale kolor był niestety dla mnie zbyt zimny. Gdy zmieniłam kolor włosów na miedziany to postanowiłam definitywnie się z nim rozstać. 


24. SeeSee Mineral Body Butter. Bardzo specyficzny produkt, miał gęstą konsystencję i bardzo długo się wchłaniał. Działanie było w porządku, ale niestety nie podobał mi się jego łazienkowy zapach. Zużyłam głównie do stóp. (RECENZJA)
25. FitoKosmetyk, biała glinka krymska. Białe glinki są moimi ulubionymi. Są bardzo delikatne, nie wysuszają skóry a przy tym bardzo ładnie ją nawilżają. Z tej serii miałam też glinkę błękitną i również była bardzo dobra.

I to już wszystkie kosmetyki, które udało mi się zużyć. Bardzo się cieszę, że znowu tyle rzeczy z moich zapasów udało mi się wykończyć. Tym bardziej , że w marcu trochę mi ich przybyło.

Pozdrawiam
EMI

Media społecznościowe:



wtorek, 28 marca 2017

Sally Hansen Instant Cuticle Remover

Witajcie!

Dawno nie było postu paznokciowego więc dzisiaj postanowiłam wypełnić tę lukę ☺ Jednym z elementów ładnego manicure są oczywiście zadbane skórki wokół paznokci. Już od dawna wiadomo , że nie powinno się do ich usuwania stosować metalowych narzędzi. Jednak bardzo trudno było mi znaleźć produkt , który mnie zadowoli i skutecznie je rozpuści.  Całe szczęście trafiłam w końcu na żel od Sally Hansen.


SALLY HANSEN INSTANT CUTICLE REMOVER ŻEL DO USUWANIA SKÓREK to produkt, który pozwala usunąć skórki w jedyne 15 sekund. Formuła produktu usuwa skórki, natomiast zawarty w żelu rumianek i aloes łagodzi wszelkie podrażnienia. 

Sposób użycia: Nałożyć żel na skórki wokół paznokci. Odczekać 15 sekund. Delikatnie usuwać skórki patyczkiem. Po zabiegu umyć ręce wodą z mydłem. Nie stosować preparatu na uszkodzoną skórę. 
Pojemność: 29,5ml




Żel znajduje się w miękkiej , plastikowej tubie z dziubkiem.  Jest to bardzo wygodne rozwiązanie gdyż możemy wycisnąć jego odpowiednią ilość.  Przez przezroczysty plastik jesteśmy w stanie zobaczyć ile produktu mam zostało.  Dziubek jest również bardzo precyzyjny także nakładamy żel w tym miejscu gdzie jest potrzebny.

Produkt ma dosyć gęsta konsystencję dzięki czemu nie spływa ze skórek. Jest tez przez to bardzo wydajny i starcza na wiele miesięcy.
Ja zostawiam go na 1-2 minuty a później odsuwam skórki drewnianym patyczkiem. Już od razu widać jak ładnie odchodzą od płytki. Na zdjęciu widzicie metalowe cążki,  nimi pomagam sobie przy jakiś suchych zadziorkach, które nie chcą się rozpuścić. Jednak żel jest tak skuteczny że robię to naprawdę rzadko.
Produkt możecie kupić w każdej drogerii , kosztuje ok 20zł. Jednak polecam kupować go w drogeriach internetowych lub na promocjach -49%.








Pozdrawiam!

EMI💋



Media społecznościowe:

niedziela, 26 marca 2017

Kolorowa niedziela - Różowo mi ☺

Witajcie!

Dzisiaj była taka przepiękna , wiosenna pogoda , że od razu zapragnęłam koloru na ustach.  Tym razem padło na piękny intensywny róż z Astor.


 Astor Matte Color Butter to jedna z pierwszych pomadke matowych w kredce.  Pamiętam, że kupiłam ja zanim pojawiły się słynne Crayon z Golden Rose. Jeśli chodzi o konsystencję pomadki to jest ona rzeczywiście bardzo przyjemna i maślana.  Pomadka gładko sunie po ustach a kolor jest nasycony i nie tworzy przeswitow. Poza tym jej kształt umożliwia ładne wytypowanie kształtu warg. Nie potrzebujemy już konturowki. Kredka daje na ustach ładne wykończenie , ale fanki mocnego matu pewnie będą rozczarowane.  A to dlatego, że nie daje ona bardzo intensywnego matu. Nazwałbym Ci raczej takim satynowym. W porównaniu do GR jest mniej matowa i niestety odrobinę mniej trwała.  Jednak nie znaczy to, że nie trzyma się dobrze. U mnie pozostaje na ustach przez kilka godzin. Niestety przegrywa z jedzeniem. Natomiast przez to , że mocno nie zastyga jest bardzo komfortowa. Ja czuję się jakbym miała na ustach przyjemny balsam. Może sprawdzić się osobom, które mają problem ze spierzchmietymi wargami i takim które nie lubią uczucia ściągnięcia ust. Dużym plusem jest również to , że kredka jest wysuwaną więc nie musimy już jej temperowac.


Pozdrawiam!
Emi💋

Media społecznościowe:


wtorek, 21 marca 2017

VIANEK Intensywnie nawilżający krem do twarzy na noc z ekstraktem z robinii akacjowej

Witajcie!

Dzisiaj na blogu recenzja kolejnego, naturalnego kosmetyku do twarzy. Bardzo lubię kosmetyki naszych rodzimych marek. Mają bardzo dobre składy, bez zbędnych zapychaczy i dostępne są w przystępnej cenie. Bardzo cieszę się, że takich produktów na naszym rynku jest coraz więcej. Moja skóra twarzy bardzo polubiła się z naturalną pielęgnacją, dlatego co i raz szukam perełek w tym zakresie. Jakiś czas temu skusiłam się na zestaw do twarzy Vianek. Z tonikiem w formie mgiełki bardzo się polubiłam i już o nim pisałam na blogu. Natomiast po świetnych kremach z Sylveo byłam bardzo ciekawa działania produktów młodszej marki.


INTENSYWNIE NAWILŻAJĄCY KREM DO TWARZY NA NOC. Krem do twarzy na noc, wykorzystując naturalne procesy zachodzące w skórze, stymuluje ją do naturalnej regeneracji. Zawiera kompleks humektantów (mocznik+mleczan sodu+kwas hialuronowy), który w połączeniu z cennymi olejami (arganowym i z kiełków pszenicy), zapewnia skórze głębokie nawilżenie i odżywienie. Ekstrakt z robinii akacjowej i witamina E działają antyoksydacyjnie i spowalniają procesy starzenia się skóry.


Pojemność: 50 ml.
Termin ważności: 18 miesięcy od daty produkcji, 6 miesięcy od momentu otwarcia. 

INCI

Aqua, Glycine Soja Oil, Urea, Triticum Vulgare Germ Oil, Sorbitan Stearate, Sucrose Cocoate, Glycerin, Argania Spinosa Kernel Oil, Robinia Pseudoacacia Flower Extract, Glyceryl Stearate, Coco-Caprylate, Stearic Acid, Cetearyl Alcohol, Xanthan Gum, Sodium Lactate, Sodium Hyaluronate, Tocopheryl Acetate, Benzyl Alcohol, Parfum, Dehydroacetic Acid.




Bardzo mi się podoba szata graficzna kosmetyków tej marki. Jest ona prosta, z charakterystycznymi motywami kwiatowo-ziołowymi. Każda seria jest oznaczona innym kolorem dzięki czemu łatwo można odróżnić od siebie poszczególne produkty. Ja ze względu na swoją lubiącą się przesuszać skórę wybrałam serię niebieską. Bardzo podoba mi się to, że krem jest w opakowaniu z pompką airless. Mamy gwarancję, że nie dostaną się do niego żadne bakterie, ani też nie będzie się szybciej psuł pod wpływem powietrza. Całość jest też umieszczona w kartoniku i zabezpieczona także jestem pewna , że w sklepie nikt mojego kremu nie otwierał. Z jednej strony matowy, nieprzeźroczysty plastik chroni kosmetyk naturalny przed światłem i przed jego psuciem jednak z drugiej strony nie wiemy ile tego kosmetyku zostało w buteleczce. Ja szczerze mówiąc się zawsze zaskakuję, że to już koniec chociaż można to podejrzewać jeśli buteleczka staje się niepokojąco lekka.



Sam krem ma bardzo przyjemny, kwiatowy ale jednak orzeźwiający zapach. Jest on subtelny, ale wyczuwalny. Krem jak na produkt na noc ma lekką konsystencję i szybko się wchłania. Wysoko w składzie zawiera mocznik, który moja cera bardzo lubi .Produkt pozostawia skórę miękką i ładnie nawilżoną. Nie zapchał mnie, nie spowodował uczulenia ani podrażnienia. Wręcz przeciwnie, skóra była bardzo ładnie rozpromieniona i wygładzona. Ale po kilku dniach używania na noc zauważyłam, że dla mojej skóry jego działanie nawilżające i regenerujące jest zbyt małe. Gdy budziłam się rano to wszystko było do cna wypite przez skórę i czegoś brakowało. Dlatego zaczęłam go stosować w pielęgnacji porannej. I w tej roli sprawdził się wyśmienicie. Mimo bogatego w oleje składu wchłania się po kilku minutach. Świetnie na tak przygotowanej cerze rozprowadza się podkład oraz korektor. Utrzymuje tez to nawilżenie i komfort w ciągu dnia. Nie czuję przesuszenia, nawet w klimatyzowanym pomieszczeniu przez wiele godzin. 

Podsumowując jest to bardzo dobry krem o porządnym składzie. Jeśli macie cerę normalną lub mieszaną to sprawdzi się jako propozycja na noc. Jeśli natomiast tak jak ja potrzebujecie mocnego wieczornego "kopa nawilżenia" to może się okazać zbyt słaby. Warto jego działanie wzmocnić np serum olejkowym. U mnie w tej kwestii najlepiej sprawdzały się kremy z betuliną od Sylveco. Niemniej jednak jestem zadowolona z jego działania na moją cerę i chętnie skuszę się na krem z serii odżywczej (pomarańczowej)

Jakich kremów na noc używacie?
Może polecicie mi coś mocno nawilżającego?

Pozdrawiam!
EMI

Mogą Cię zainteresować :



Media społecznościowe:




Post nie jest sponsorowany, a kosmetyki kupione przeze mnie.

niedziela, 19 marca 2017

Kolorowa Niedziela: znowu śliwkowo :)

Witajcie!

Już miałam ogromną nadzieję, że będziemy mieli piękną wiosenną pogodę. Miałam nadzieję, że w weekend wybiorę się na przejażdżkę rowerem. Niestety pogoda, a mianowicie nieustanny deszcz pokrzyżowały mi plany.

Dlatego w kolejnej kolorowej niedzieli pokażę Wam kolor pięknej , nasyconej śliwki od Rimmel :)



Szminka ALL IN ONE – koniec kompromisów!
Długotrwały kolor, komfort i nawilżenie
• To pierwsza taka szminka! The Only 1 odmienia bieg historii. Wielozadaniowa, wyjątkowa – odpowiada na wszystkie Twoje potrzeby.

• Doskonałe połączenie wyrazistego koloru, nawilżenia i całodziennego komfortu
• Specjalny kształt ułatwia aplikację

Mój kolor to 800 Under My Spell. Uwielbiam takie śliwkowe, fioletowo-bordowe odcienie na ustach. Szminka ma świetną konsystencję, jest kremowa, maślana i gładko sunie po ustach. Ma również przyjemny, owocowy zapach. Niestety mi nie bardzo odpowiada kształt tej pomadki. Niby miał ułatwiać aplikację, ale mi zdecydowanie przeszkadza. Nie potrafię ładnie wyrysować ust, dotrzeć do kącików. Muszę nakładać ją pędzelkiem. Bez konturówki w tym wypadku się nie obejdzie. Wolę te szminki które ścięte są w standardowy rożek. Kolejną kwestią jest to, że bardzo nierównomiernie się aplikuje, tworzą się prześwity. I to kolejny powód żeby nakładać ją pędzelkiem. Wówczas możemy uzyskać jednolity kolor.
Kolor jest przepiękny, szminka jest komfortowa w noszeniu... ale jest bardzo nietrwała. Znika przy pierwszym lepszym napoju lub jedzeniu. Na ustach zostaje jedynie obwódka koloru. Szkoda. Widziałam, że z tej serii pojawiły się również pomadki matowe jednak nie mam za bardzo chęci , aby je kupić. Under My Spell używam wtedy, gdy wychodzę gdzieś na krótko i wiem, że w tym czasie nie będę nic jeść ani pić.

Jak Wam się podoba ten kolor?


Media społecznościowe: