Obserwatorzy

środa, 24 maja 2017

DermoFuture Precision Kuracja uszczelniająca naczynka z witaminą K

Witajcie!

Jeśli mnie czytacie to możecie zauważyć , że bardzo lubię różnego typu serum do twarzy. Praktycznie cały czas używam jakieś pod standardowy krem do twarzy. Moja skóra jest mieszana. Strefa T jest raczej normalne chociaż czasem lubi się świecić na czole, a policzki mają niestety tendencję do wysuszania,  co jest moją największą bolączką . Niestety po mamie odziedziczyłam także tendencję do zaczerwienień i pękających naczynek zarówno na twarzy jak i na całym ciele.  Dlatego zawsze wybierałam produkty z wit C. Gdy jednak u Michała Twoje Źródło Urody zobaczyłam kurację z wit. K pomyślałam , że warto spróbować coś innego.






Dermofuture Precision Kuracja uszczelniająca naczynka z witaminą K 20ml. Witamina K w stężeniu 1% szybko łagodzi i zmniejsza nasilenie zaczerwienienia skóry oraz widoczność rozszerzonych naczynek. Kuracja z witaminą K zawiera unikalne składniki z intensywnymi właściwościami regenerującymi i kondycjonującymi skórę. Uszczelniają one ścianki naczynek krwionośnych, zapobiegając ich nadmiernemu rozszerzaniu oraz zmniejszając ich widoczność. 

Produkt dostajemy w stadardowym opakowaniu z ciemnego szkła z pipetka.  Bardzo lubię takie rozwiazanie, gdyż możemy bez problemu zaaplikowac odpowiednia ilość produktu. Byłam szczerze zaskoczona konsystencja tego serum. Myślałam , że będzie ono olejkowe a jest w formie żelu.  Ma konsystencję podobną do żelu hialuronowego.  Bardzo przyjemnie aplikuje się na twarz i pozostawia na niej delikatną,  satynowa warstewke. Ja ten produkt aplikowalam na jeszcze wilgotną,  spryskana tonikiem twarz i na nie nakladalam swój krem (Make me Bio Garden Roses). Ale nawet jeśli nic nie nałożyłam to serum nie ściąga i nie wysusza skóry. Ta warstwa która pozostawia nie jest również lepka ani nieprzyjemna. Mimo niewielkiej pojemności,  jedynie 20 ml serum starczyło mi na miesiąc codziennego używania. 

Przejdźmy do działania. Staram się regularnie dbać o moja cerę i jest ona raczej w dobrej kondycji. Dużą robotę wykonała na pewno wit C której używam od dawna. Ale czasem wyskakują mi żyłki w okolicy skrzydełek nosa oraz na jego grzbiecie.  Przy regularnym stosowaniu serum zauważyłam że te przy skrzydelkach się nie pojawiają a te na grzbiecie sa jakby mniejsze,  mniej zaczerwienione.  Skóra po nim jest fajnie miękka i odzywiona. Aby nie zanurzyć działania produktu nie stosowalam z nim żadnego innego serum. Niestety moim zarzutem jest to że ten produkt niestety niewiele nawilża i dla mnie stosowanie tylko tego pod krem to zdecydowanie zbyt mało. Ale w sumie producent nie obiecuję nam nawilżenia więc pewnie niepotrzebnie się czepiam. Chętnie do niego wrócę ale na pewno będę go stosować razem z olejkiem lub kupię bardziej tresciwy krem na noc. 

Ciekawa jestem czy próbowaliście produkty z serii DermoFuture Precision? Który przypadł Wam najbardziej do gustu?

Pozdrawiam 
EMI 💋

środa, 17 maja 2017

Tołpa Simply - łagodny żel-pianka do mycia twarzy

Witajcie,

ostatnio nie mam za bardzo czasu na prowadzenie bloga stąd takie dosyć długie przerwy w pisaniu kolejnych postów. Staram się jednak w miarę możliwości odpisywać na komentarze oraz odwiedzać Wasze blogi.

Dzisiaj o piance do mycia twarzy. Bardzo spodobało mi się mycie twarzy tego typu produktem od skin 79. Dlatego zauważywszy tego typu produkt naszej rodzimej marki również postanowiłam się skusić.



Bardzo lubię opakowania Tołpa Simply. Są takie minimalistyczne, oszczędne. Poza tym tubka jest miękka i łatwo z niej wydobyć produkt.Kosmetyk ma postać dosyć gęstego, białego żelu jednak po połączeniu z wodą zmienia się w piankę. Co prawda nie jest to tak gęsta pianka jak w przypadku azjatyckiego odpowiednika , ale jest ona bardzo przyjemna. Już niewielka ilość wystarczy aby umyć całą buzię. Produkt ma kosmetyczny, mydlany zapach, który nie jest nieprzyjemny.

Producent obiecuje : oczyszczenie, odświeżenie, kojenie podrażnień i nawilżanie . Co do pierwszych dwóch obietnic to jak najbardziej się zgadzam. Żel bardzo dobrze doczyszcza buzię, dobrze radzi sobie ze zmyciem oleju po demakijażu. Twarz jest dobrze oczyszczona i odświeżona, ale bez nieprzyjemnego ściągnięcia skóry. Niestety nie zauważyłam , aby koił czy nawilżał skórę. Tak jak wspomniałam wyżej nie przesusza jej, można stosować ten produkt nawet dwa razy dziennie, ale nie czuję po nim jednak nawilżenia. Jednak nie est to dla mnie jakiś wielki minus , gdyż od nawilżania mam inne produkty, a żel powinien wg mnie po prostu dobrze oczyszczać i nie podrażniać.  A ten to robi. Uwaga tylko na oczy, gdyż niestety szczypie.  Sprawdzi się przy skórze normalnej i suchej , być może także mieszanej. Niestety obawiam się, że przy tłustej jego działanie może być zbyt delikatne.

Jeśli szukacie niedrogiego produktu do mycia twarzy to jak najbardziej polecam. Ja kupiłam go przypadkiem będąc w Biedronce.

Pozdrawiam
EM 

poniedziałek, 8 maja 2017

Relaks dla skóry z maskami w plachcie SNP

Witajcie!

Czy jest jeszcze ktoś , kto nie stosował masek w plachcie? Chyba nie. Od jakiegoś czasu sa one niezwykle popularne. Nie dziwię się , gdyż sa bardzo łatwe w stosowaniu.  Poza tym nie musimy się brudzic,  niczego zmywac,  robić bałaganu w łazience. Po prostu zdejmujemy i już. Będąc ostatnio w drogerii Novaya skusiłam się na dwie maseczki firmy SNP.



Maska rozjaśniająca z czarną perłą . 
Koreańska maska w bawełnianej płachcie firmy SNP.
Głównym składnikiem aktywnym maski jest ekstrakt z czarnej perły (250 mg). Mocno nasączona esencją płachta, doskonale przylega do twarzy dzięki czemu jej drogocenne substacje przenikają do skóry.
Czarna perła to bogactwo odżywczych składników a jej ekstrakt powoduje znakomite nawilżenie i rozjaśnienie, pozostawiając cerę odżywioną i pełną blask

Maska przeciwzmarszczkowa z kolagenem i 24 karatowym złotem.
Koreańska maska w bawełnianej płachcie firmy SNP.
Głównymi składnikami aktywnymi maski jest kolagen oraz płatki 24 karatowego złota. Mocno nasączona esencją płachta, doskonale przylega do twarzy dzięki czemu jej drogocenne substacje przenikają do skóry.
Obie maski to bardzo dobrze wycięte płaty dosyć grubej i mięsiste bawełny. Jednak mimo swojej grubości bardzo dobrze przylegały do mojej skóry.  Maski są dobrze wycięte dzięki czemu przyjemnie się je stosowało. Przez to ,że maska jest dosyć gruba dużo produktu znajduje się w niej. Były one dobrze nasączone , ale plusem jest to , że z masek nie ciekła esencja. Praktycznie nic też nie zostaje w opakowaniu. Ja spokojnie w tych maskach leżałam ok 30 minut. Ale nie zsuwają się nie z twarzy więc swobodnie można z nimi robić coś w domu. Ja po prostu lubię tę chwilę  relaksu z maską na twarzy. 
Maska z czarną perłą jest bardzo ciekawa gdyż jest umieszczona na czarnej plachcie. Ta marka bardzo mi się spodobała ponieważ intensywnie nawilzyla moją skórę.  Twarz po niej była miękka i gładka.  Niestety trudno mi coś powiedzieć jeśli chodzi o rozjasnienie przebarwień. Wątpię żeby jakikolwiek produkt zadziałał już po pierwszym użyciu. Ale chętnie zainwestuje w miłą tych marek aby sprawdzić jak będą działały w serii zabiegów.
Maska złota była standardowa, na białej bawełnie.  Miała bardzo dobre działanie ujędrniające i napinające skórę.  Myślę,  że  to fajne rozwiązanie przed różnego rodzaju imprezami gdzie chcemy dobrze wyglądać.  Trudno jest mi się wypowiadać w kwestii zmarszczek, bo jeszcze ich jako takich nie mam. Ale jak wiadomo tutaj głównie liczy się prewencja. Maska może doraźnie napiąć i wypełnić twarz , ale raczej na niwelacje już istniejących zmarszczek liczyć nie możemy.
Obie maski bardzo polecam gdyż przede wszystkim dobrze nawilżają i odżywiają skórę,  a moja ma niestety tendencję do przesuszania. Nie spowodowały u mnie żadnego podrażnienia czy uczulenia. Dostaniecie je w drogerii Novaya za 14.99 zł/szt. ale warto polować na promocje. 

Pozdrawiam
EMI 💋

poniedziałek, 1 maja 2017

NOWOŚCI KWIECIEŃ 2017

Hej!

W kwietniu całe moje postanowienie o minimalizmie kosmetycznym niestety rozpadło się jak domek z kart. Głównie  za sprawą targów kosmetyków naturalnych, ale nie tylko.


GOLDEN ROSE




1. Ice Chic lakier do paznokci w lawendowym kolorze. Przez większość czasu noszę hybrydy , ale okresy pomiędzy nimi przeplatam nakładaniem odżywki i zwykłego lakieru.

2. Matte Top Coat ostatnio tak modne są  matowe paznokcie , że postanowiłam sprawdzić czy ten efekt będzie mi się podobał na moich dłoniach.

3. Make-up Primer Luminous Finish. Zawiedziona marnym rozświetleniem bazy perełkowej z Bielendy postanowiłam skusić się na tę  z Golden Rose. Pierwsze wrażenie jest dużo lepsze ale cały czas testuję.

4. Brow Color 03 maskara do brwi. Moja Brow Artist Plumper z L'oreal powoli dobija dna więc postanowiłam kupić coś innego. Ta ma małą  precyzyjną szczoteczkę i idealny dla mnie kolor.

DROGERIA NOVAYA



5. Biała Agafia szampon wzmacniający i nabłyszczający włosy. Niestety skończył mi się mój naturalny szampon i chciałam kupić coś nowego. W planach były szampony Babuszki Agaffi . Niestety w drogerii były dostępne jedynie wersje z gorszym składem.  Z oferty sklepu wybrałam Białą Agafie i nie żałuję.  Szampon dobrze myje włosy,  a przy tym ich nie płacze i nie wysusza.

6. Receptury Babuszki Agaffii Maska drożdżowa.  Moja ogromna ulubienica.  Dawno jej nie miałam , ale już po pierwszym użyciu przypomniało mi dlaczego ja tak lubię. Wygładza i nabłyszcza włosy. Są po niej miękkie i sypkie.


7. Receptury Babuszki Agaffii Maska jajeczna.  Była również bardzo chwalony na wielu blogach jednak jest rzadsza i nie robi tak spektakularnego efektu jak drożdżowa.

ROSMANN -55%



Nie planowałam kupna na promocji żadnych nowości. Chciałam kupić tylko to, co jest mi potrzebne. Nie chciałam brać udziału w walkach o kosmetyki więc swoje zamówiłam przez Internet i spokojnie jeszcze tego samego dnia je odebrałam. Dostałam wszystko, co zamówiłam ale też nie polowałam na żadne hity blogosfery.

8. Lovely Curling Pump Up Mascara to mój ulubiony, tani tusz. Używam go już od bardzo dawna i regularnie kupuję.


9. Max  Factor 2000 calorie. Kiedyś bardzo lubiłam te tusze więc gdy zobaczyłam,  że  są w nowych opakowaniach to postanowiłam wziąć.

10. L'Oreal Super Liner Super Slim Black. Dawno nie miałam takiego eyelinera we flamastrze. Ostatnio skończył się mój żelowy z Maybelline i tym razem postanowiłam skusić się na ten. Robi tak cieniutkie kreseczki jakie lubię .

11. EOS Strawberry Sorbet. Balsamy EOS mają chyba tak wielu przeciwników jak i zwolenników. Przyznam, że miałam już kiedyś styczność z tym balsamem bo miała go moja siostra. Nie zrobił wtedy na mnie wielkiego wrażenia, ale ta urocza różowa kuleczka mnie urzekła. Zobaczymy jak spisze się w codziennym użytkowaniu.

12. Alouette, chusteczki nasączane z aloesem. Często używam tego typu produktów przed ćwiczeniami na siłowni lub basenem. Nie lubię ćwiczyć w makijażu i nimi go zmywam. Skusiło mnie to plastikowe opakowanie, pomyślałam sobie , że nie będą tak szybko wysychać. Ale chusteczki są małe i ta dziurka do wyciągania nie funkcjonuje tak jak powinna więc nie bardzo się z nimi polubiłam.

13,14 Rival de Loop, maseczka naprawcza i maseczka nawilżająca. Mam trudności ze znalezieniem maski nawilżającej w tubce dlatego wzięłam te w saszetkach. Ale może Wy jakąś polecicie?


EKOCUDA

Na targi wybrałam się tylko pierwszego dnia. Byłam na szkoleniu z makijażu mineralnego LilyLolo, który niestety okazał się okropnym niewypałem. Nie żebym miała coś do pani , która to prowadziła czy samej marki. Po prostu miejsce było straszne jeśli chodzi o tego typu warsztaty. Od hali targowej było oddzielone jedynie parawanem, było strasznie głośno poza tym przy tym świetle trudno było dobrać odpowiedni kolor kosmetyków. Skończyłam z za jasną buzią i szpachlą na twarzy. Nie zachęciło mnie to do kupna tych produktów. Mam nadzieję, że kolejne targi odbędą się w innym miejscu, gdyż było strasznie tłoczno. Nawet jak się udało dopchać do stoiska i coś wziąć do ręki to potrącał mnie tłum przechodzących z tyłu osób. Trochę mnie to zniechęciło do zakupów także dosyć szybko stamtąd uciekłam. Ale cała inicjatywa jak najbardziej fajna i mam nadzieję, że z roku na rok będzie coraz lepiej.



 W pierwszej kolejności udałam się do Fresh& Natural. Musze przyznać, że wybór był trudny. Na stoisku były pootwierane wszystkie ich produkty , które zaskoczyły mnie przepięknymi zapachami. Ostatecznie zdecydowałam się na 2 kosmetyki.


15. Peeling cukrowy do ciała o zapachu korzennym. Nawet nie potrafię Wam wytłumaczyć i opisać jak cudownie ten produkt pachnie. Jak grzane piwo, wino. Poezja. Poza tym juz testowałam pod prysznicem, idealnie zmywa i nie trzeba po nim używać balsamu. To lubię.


16. Sól do kąpieli Kuracja Borowinowa. Sól jest gruba i mokra od olejków , którymi jest nasączona. Pachnie bardzo intensywnie, ziołowo jeśli więc nie lubicie takich zapachów to odradzam. Idealnie sprawdzi się po ciężkim dniu lub po intensywnym treningu. Borowina i algi przyspieszają mikrokrążenie dzięki czemu szybciej pozbywamy się metabolitów z organizmu. Także na "zakwasy" w sam raz.



17. Regenerujący Balsam do Ust dostałam w prezencie. To bardzo fajne, ziołowe masełko, które można stosować do pielęgnacji spierzchniętych ust , ale także suchych skórek paznokci.

Oczywiście najwięcej kupiłam na stoisku Sylveco. Bardzo lubię tę firmę. Kupiłam kilka ulubieńców, ale także trochę nowości.



18. Tymiankowy Żel Do Twarzy. To mój ogromny ulubieniec. Ma specyficzny zapach, ale można się do niego przyzwyczaić. Więcej możecie przeczytać tutaj:




19. Odżywczy olejek do włosów. Również już u mnie gościł i tak mi się spodobał, że kupiłam drugą butelkę.





20. Enzymatyczny peeling do twarzy. Ma bardzo orzeźwiający, cytrynowy zapach. Jego maślana konsystencja bardzo mi odpowiada , dobrze się nim robi masaż twarzy. Po pierwszym użyciu mogę stwierdzić że jest bardzo delikatny, zobaczymy jak będzie dalej.



21. Normalizujący Peeling Do Twarzy. Cóż ja na to poradzę, że bardzo lubię mechaniczne peelingi. Miałam już wiele z Sylveco i z Vianka. Teraz przyszła pora na tego gagatka, aczkolwiek jeszcze go nie otwierałam.




22. Łagodzący Olejek Do Demakijażu. Miałam kupić w końcu olejek z Resibo, ale na forum naczytałam się, że jest tyle tańszych zamienników. Jednym z nich był własnie olejek z Vianek. Jest bardzo przyjemny w użytkowaniu i dobrze zmywa makijaż.

W ramach prezentu do zakupów dostałam:

23. Ziołowy płyn do płukania ust. Nie spodziewałam się, że będzie aż tak dobrze odświeżał oddech.

24. Normalizująca Maseczka Do Twarzy. Po pierwszym użyciu moja opinia jest jak najbardziej pozytywna. Mam nadzieję, że producent pomyśli o maskach w większym opakowaniu.




WSPÓŁPRACA

25. Dotarła do mnie także paczuszka od Michała z bloga Twoje Źródło Urody. Będę miała okazję przetestować serum z wit.K od Dermo Future.



I to już wszystko. Więcej grzechów nie pamiętam. Dawno się tak nie obkupiłam. Obiecuję poprawę i wstrzemięźliwość w maju.

Do miłego! Pa !
EMI


Media społecznościowe:




niedziela, 30 kwietnia 2017

DENKO KWIECIEŃ 2017

Hej!

Kwiecień minął nam w zastraszającym tempie. Przed nami długi weekend , majówka.  Niestety aura nie sprzyja wyjazdom ani spotkaniom przy grillu. Mam nadzieję , że w końcu doczekamy się wiosennej i słonecznej pogody.

 Jednak nie przedłużając przejdźmy do tematu piąta, gdyż znowu trochę mi się tych kosmetyków nazbierało.

Świetny
Przeciętny
Bubel!!!




1. Make Me Bio , woda różana.  Bardzo lubię tonik i w atomizerze gdyż można je rozpalić bezpośrednio na twarzy. Pięknie pachnie i dobrze nawilża jednak nie widzę różnicy między nią a hydrolatem kupiony np w EcoSpa. Ze względu na wyższą cenę raczej do niej nie wrócę.

2. Palmers,  Shea Formuła Body Lotion. Balsam , który przepięknie pachniał deserem waniliowym, czekoladowym . Trudno jest mi określić ten zapach ale był bardzo smakowity. Miał dosyć lekka konsystencję,  dobrze się wchłania a przy tym idealnie nawilżał moja skórę.  Na pewno wrócę, gdy tylko wykończę hektolitry smarowideł, które posiadam.

3. Cosnature szampon do włosów z biogranatem.  Powiem Wam, że to bardzo dobry produkt. Oczyszczał włosy,  domywał oleje czy maski. Przy tym pięknie owocowo pachniał. Duży plus za to że nie plątał włosów, co mają w zwyczaju na moich włosach robić naturalne szampony. 

4. Avon Fleur, słodki i dziewczęcy zapach ale niczym szczególnym mnie nie zauroczył i na pewno do niego nie wrócę.

5. Holika Holika Aloe Soothing Gel.  Bardzo popularny żel aloesowy. U mnie najlepiej sprawdzał się jako baza dla wszelkiego rodzaju olejków i serum. Żel aloesowy na pewno na stałe zagości w mojej pielęgnacji ale może tym razem spróbuję czegoś innego.

6. Bielenda Vanity. Dziwny był to produkt i dla mnie całkowicie zbędny. Balsam może i lekko zmiękczał włoski i nadawał poślizg ale równie dobrze radzi sobie z tym np olej kokosowy lub jakaś odżywka do włosów. Nic specjalnego, ale plus za pompkę.

7.  Cureplex maska do włosów zniszczonych. Tyle się nasłuchałam i naczytałam pochwał masek tego typu, a tu okazała się ona bardzo przeciętna. Co prawda włosy ładnie się po niej rozczesywały, ale nic więcej. Może na bardziej zniszczonych włosach ten efekt regeneracji byłby mocniej zauważalny. 

8. Bioline, żel figa i werbena. Pięknie pachniał , dobrze mył i nie wysuszał skóry. Jestem  ciekawa innych zapachów.

9. Vita Liberata brązujacy balsam do ciała. Po pierwszym użyciu tego produktu dostałam szoku. To balsam w ciemnym czekoladowym kolorze i mocno przyciemna skórę czym się przeraziłam. Jednak po zmyciu opalenizna jest ładna, równomierna i w sam raz. To, że zostawia kolor ułatwia nam nakładanie bo jesteśmy w stanie ocenić gdzie go jeszcze nie aplikowaliśmy. Nie robi smug i długo się utrzymuje. Dużym plusem jest brak nieprzyjemnego zapachu i dobry skład. Minusem jest niestety cena.

10. Pharmaceris serum z wit. C Bardzo fajne serum w ciemnej buteleczce z pipetką. Miało przyjemną olejowa konsystencję i szybko się wchłaniało.  Byłam zadowolona z jego działania. Wygładzało skórę i lekko ja rozjaśniało. Niestety nie poradziło sobie z większymi przebarwieniami, ale już się nastawiłam na wizytę u kosmetyczki jesienią i zabieg czymś mocniejszym.

11. Kallos Chocolate. Bardzo lubię maski Kallos, szczególnie te proteinowe.  Sprawiała, że moje włosy są gładkie i błyszczące a jednocześnie jakby bardziej mięsiste. Bardzo też podobał mi się jej zapach - kremu czekoladowego. Maski te stanowią też dobra bazę do dodawania innych składników np oleju. (miałam duże litrowe opakowanie, ale po zużyciu części przełożyłam produkt i naklejkę na mniejsze)

12. Biolove peeling malinowy do rąk. Pięknie pachnący malinową mambą peeling cukrowy. Dobrze ścierał i wygładzał naskórek. Zostawiał lekka tłuszczową warstewkę ochronną dzięki czemu nie trzeba już było używać kremu. Stosowałam go nie tylko do rąk, ale także do peelingu całego ciała.



13. EcoSpa olej rycynowy
14. EcoSpa olej sezamowy oba oleje są składnikami mojego balsamu do demakijażu.

15. Mieszadełko olej z pestek malin. Bardzo lubię ten olej. Dobrze nawilża i natłuszcza skórę.  Chętnie dodawałam go do masek z glinki.

16. Mieszadełko olej z orzechów włoskich +zapach. Świetne połączenie zapachu orzecha oraz pomarańczy. Dodawałam go do oleju z macadamia którym robiłam masaż bańką chińską.  Olejek pomarańczowy poprawia krążenie i ma działanie antycellulitowe. 



17. Dermaglin maska regenerująca z zieloną glinka kambryjska.  Miałam już kilka masek tej firmy, ale żadna niestety nie zrobiła na mnie większego wrażenia.

18. Mizon krem naprawczy ze śluzem ślimaka. Malutka próbka która starczyła mi zaledwie na raz. Krem miał dobra konsystencję i fajnie się w chłaniał. Niestety nie potrafię powiedzieć nic więcej po tym jednym razie.

19. Cuccio , masło do ciała guava i mango. Mała próbka, którą nosiłam w kosmetyczce jako krem do rąk. Starczył na kilka razy. Podobał mi się zapach. Konsystencja była dosyć gęsta, ale dobrze się wchłaniał i nie zostawiał tłustej warstwy. Mam całe masło z tej serii i pewnie niebawem je otworzę.

20. Lovely Eye Brightener. Ta kredka to jeden wielki bubel. Zawiera w sobie ogromne drobiny brokatu i absolutnie nie nadaje się do rozświetlania ani łuku brwiowego, ani kącika oka. 

21. Avon SuperShock Black. Tej kredki chyba nikomu nie muszę przedstawiać. Żelowa kredka z Avon służyła  mi dzielnie przez wiele lat. To nią uczyłam się robić pierwsze kreski.  Jest miękka i trwała. Idealnie się rozciera przy smoky, stanowi świetną bazę przy ciemnych makijażach. Jeśli będę miała okazję to na pewno kupię.

22. Bell Air Głów, lakier do paznokci. Bardzo ładny jasnoczerwony kolor. Lakier miał dobre krycie i dobrze się trzymał. Podobno miał zapewniać , że paznokcie oddychają . Ale kto by to był w stanie sprawdzić 😉

23. W7 Honolulu. Jeden z moich pierwszych bronzerow. Bardzo tani i dobrze napigmentowany. Dla początkujących może nawet zbyt dobrze, bo niewprawiona ręka może łatwo zrobić sobie plamę. Bardzo go lubiłam mimo, że znalazłam lepsze bronzery.

Tak się prezentują zużycia tego miesiąca.  A jutro zapraszam Was na nowości,  których także jest sporo.

Miłego weekendu! 

Media społecznościowe:




niedziela, 23 kwietnia 2017

HOLIKA HOLIKA Aloe Soothing Gel

Witajcie!

Czy tak jak ja macie ogromną słabość do ślicznych i bajeranckich opakowań?  Bo ja niestety często kupuję oczami , a potem okazuje się że produkt jest najwyżej przeciętny.  Nie ukrywam, że żel z Holika Holika skusił mnie swoim opakowaniem w kształcie liścia aloesu. 



Jednak na moje szczęście okazało się,  że  To bardzo dobry produkt. Aloes użyty do produkcji tego kosmetyku pochodzi z wyspy Jeju czyli jednego z najczystszych regionów na świecie.  Mamy tutaj aż  99% soku z aloesu. Niestety pozostały 1% stanowi wiele innych składników. Jak to bywa w azjatyckich kosmetykach składy są strasznie rozbudowane. 

Mimo wszystko produkt spełnił moje oczekiwania. Świetnie łagodzi podrażnienia np po stosowaniu kwasów . Przyniósł mi także ulgę gdy borykałam się z ogromnym uczuleniem - ograniczał świąd i redukował zaczerwienienie skóry.  Idealnie nadaje się do maseczek tonikowych. Ja mieszam hydrolat różany z żelem aloesowym i odrobiną olejku różanego i tą mieszanką nasączam suchą bawełnianą maskę.  Natomiast jeśli nie mam czasu robić maski to na zwilżoną hydrolatem twarz (jeszcze wilgotną ) wklepuję mieszankę żelu z olejkiem. Takie serum świetnie nawilża i natłuszcza moją suchą skórę.  Idealnie się wchłania więc nadaje się na dzień pod makijaż.  Wieczorem na te mieszankę nakładam jeszcze krem. 

Stosowany solo żel aloesowy ma minimalne właściwości nawilżające i gdy nic na niego nie należymy to może sprawiać wrażenie wysuszenia i ściągnięcia skóry. Możemy to zniwelować gdy szybko nałożymy na niego krem lub wymieszany z olejkiem.

Minusem opakowania jest jego dozownik. Strasznie dużo tego żelu przez niego się wydobywa i spokojnie starcza mi na posmarowanie twarzy, szyi, dekoltu a nawet dłoni.  Przez to produkt  ubywa w bardzo szybkim tempie. Przyznam się , że swój zaczęłam trochę oszczędzać.  Po 1,5 miesiąca została mi zaledwie odrobina na dnie.

Podsumowując jeśli chcecie mieć dobry kosmetyk i piękny gadżet , który będzie Wam zdobił toaletkę to serdecznie polecam. Sama osobiście nie wiem czy do niego wrócę.  Jestem zadowolona z jego działania, ale chętnie sprawdzę produkty z bardziej naturalnym składem. 

Stosujecie żel aloesowy w swojej pielęgnacji?  Może macie taki godny polecenia? A może macie świeży aloes? Nad jego uprawą również się zastanawiam.

Buziaki 💋
EMI

Media społecznościowe:


sobota, 22 kwietnia 2017

Najel Mydło Aleppo 12%

Witajcie!

Cały czas szukam odpowiedniego produktu do wieczornej pielęgnacji mojej skóry.  Jak wiece swój makijaż zmywam olejami, ale nie używam do jego ściągnięcia szmatki bo moja naczyniowa cera za tym nie przepada. Całość zmywam kilka razy żelem lub mydłem. Od dawna nie używam produktów z detergentami , co służy mojej skórze.  Jednak trudno jest mi znaleźć produkt , który będzie skutecznie usuwał z twarzy oleje, ale jednocześnie nie wysuszy mi skóry. 

Już jakiś czas temu zainteresowalam się mydłem Aleppo, ale nie byłam przekonana czy będzie dla mnie odpowiednie. W końcu po konsultacjach z właścicielką jednego z naturalnych sklepów w Krakowie kupiłam mydlo Najel z 12% zawartością oleju laurowego.


Mydła te sa produkowane w Syrii z oliwy z oliwek oraz oleju laurowego. Taka mieszankę tnie się oraz suszy przez wiele miesięcy aż otrzymamy twarde mydło.  Kostka z zewnątrz ma jasny brązowo -zielonkawy kolor. Gdy ja przetniemy to w środku jest ciemniejsza,  zielona.
Mydło jest produkowane z różną zawartością oleju laurowego. Im go jest więcej tym kosmetyk ma większe działanie wysuszajace i antybakteryjne. Dlatego im mamy bardziej tłustą cerę tym możemy wybrać większą zawartość lauru. Zaczynając swoją przygodę z Aleppo warto kupić mniej procentowe mydło i stopniowo kupować mocniejsze aż dojdziemy np do 40% oleju laurowego jeśli naszej skórze jest to potrzebne. Moja skóra jest skłonna do przesuszania i z tendencją do pękających naczynek dlatego wybrałam delikatniejszy wariant. Mimo to kostka ta świetnie oczyszcza skórę. Idealnie domywa resztki makijażu i oleje ale co ważne nie ma po niej uczucia ściągnięcia. Jeśli mam jakieś ranki,  czy krostki to sa one od razu zasuszane i szybciej się goja.  Muszę przyznać że na chwilę obecną to mój ulubiony produkt do oczyszczania skóry.  Ze względu na mocne oczyszczanie nie stosuje go jednak codziennie, a co 2-3mycie.  Pomiędzy stosuje delikatną piankę lub żel. 
Minusem produktu może być to, że jest dosyć nieporeczny bo to taka twarda kostka, która trzeba zmydlic w rękach.  Ja ja pocielam na kilka mniejszych tak aby była wygodna do brania w dłonie. Przez to , że to twarda kostka to jest ono bardzo wydajne. Kupiłam swoje rok temu a została mi jeszcze 1/4 a naprawdę bardzo regularnie je używam. Drugim minusem może być jego specyficzny, naturalny zapach. Chociaż widziałam, że obecnie jest wiele mydelek z dodatkami. Może one pachną lepiej.

Mycie twarzy mydłem jest bardzo kontrowersyjne. Jedni je polecają , inni wręcz przeciwnie uważają że zasadowe ph mydel nie służy naszej skórze. Ciekawa jestem Waszej opinii. 

Pozdrawiam
Emi 💋

Media społecznościowe:


poniedziałek, 17 kwietnia 2017

Trochę spóźniona KOLOROWA NIEDZIELA - Lovely K*Lips

Witajcie!

Przepraszam, że nie było wczoraj KOLOROWEJ NIEDZIELI. Po raz pierwszy byłam świąteczną gospodynią. W tym roku nie było obiadku na lenia i mamusi tylko jednego dnia gościliśmy rodziców a następnego teściów. Dlatego przygotowania całkowicie mnie pochłonęły. Niemniej jednak jestem z siebie dumna, gdyż udało mi się zrobić wszystko, co sobie zaplanowalam. 
Wróćmy jednak do tematu dzisiejszego posta, którym jest słynna już na wielu blogach pomadka K*Lips od Lovely.  Czym jest inspirowana to chyba każdy dobrze widzi. Mi to nie przeszkadza jakoś bardzo gdyż jest sygnowana polską marką,  nie wprowadza klienta w błąd.  Każdy z nas umie czytać i widzi że kupuje tańszy odpowiednik. Natomiast nie cierpię podrob z Ebay lub Aliexpress , gdzie wiele osób wierzy że trafiło super okazję i udało się kupić pomadke Kylie dużo taniej. A tak naprawdę kupujemy niewiadomo co.




Zestaw K*Lips to konturowka i pomadka w płynie dopasowane do siebie kolorystycznie. Stanowią naprawdę zgrany duet. Konturowka jest bardzo miękka i komfortowo nakłada się na usta. Można spokojnie nosić ja solo. Drugim etapem jest pomadka w płynie. Nakładamy ja aplikatorem standardowym dla tego typu produktów. Najlepsze efekty osiągniemy gdy należymy ja cienką warstwą.  Po chwili zastyga, ale nie ściąga przy tym ust. Lekko się lepi ale nie jest to uciążliwe. Mat jest bardzo ładny.  Pomadka jest trwała. Spokojnie trzyma się ust przez kilka godzin. Potrafi przetrwać napoje oraz niezbyt tłuste jedzenie. Pamiętajmy aby nie dokładać jednej warstwy na drugą.  Przed poprawka dobrze jest zmyć wcześniejszą warstwę i nałożyć produkt na nowo. Niestety przy długotrwałym używaniu może przesuszac usta dlatego pamiętajmy o odpowiedniej ich pielęgnacji i nawilzaniu. 

Mimo że jest to dobry produkt to nie noszę go zbyt często ze względu na kolor. Wybrałam Lovely Lips który wydawał się ślicznym brudnym różem. Niestety na moich ustach przybiera dziwne brązowo -rudawe tony , które niekoniecznie mi się podobają.  Szkoda , że wybór kolorów jest taki niewielki aczkolwiek może bliżej przyjrze się Pink Poison.
Pomadki możecie kupić w Rossmann w cenie 19.90. Warto spojrzeć na nie podczas najbliższej promocji -49%


Media społecznościowe:


czwartek, 13 kwietnia 2017

Lustereczko powiedz przecie - przydatny gadżet od Peemer

Nie wiem, czy Wy też tak macie, ale znalezienie czegoś w mojej torebce bez dna graniczy niemal z cudem. Zawsze mam w kosmetyczce lusterko do skontrolowania wyglądu w ciągu dnia, ale gdy jest mi ono potrzebne to niestety nie potrafię go znaleźć. Ot taka złośliwość rzeczy martwych.



Jednak firma Peemer znalazła bardzo ciekawe rozwiązanie tego problemu. Urocze lusterko mocowane do obudowy telefonu. Czy to nie sprytne? Telefon zawsze mam gdzieś w zasięgu wzroku, w oddzielnej przegródce dlatego łatwiej go znaleźć i wyjąć.

Lustereczko mocujemy do obudowy za pomocą rzepów . Można je w każdej chwili zdjąć. Gadżet jest bardzo estetycznie wykonany i ozdobiony kryształkami. Będzie stanowił fajną ozdobę naszego telefonu. Jedynym minusem, który w nim dostrzegam to to, że jest ono dosyć grube i znacząco odstaje od obudowy. Mogłoby być cieńsze i zajmować mniej miejsca. Mimo tego przez te kilkanaście dni przez które noszę je w torebce nie uległo ono uszkodzeniu. Tego najbardziej się obawiałam, że się porysuje. Do przesyłki dostałam również panterkowy czyścik, który świetnie usuwa z lusterka zabrudzenia i ślady po palcach. Czyścik również możemy nosić przyklejony do obudowy. Lustereczko możemy dostać w kilku kształtach np. serduszka. 

Jeśli lubicie tego typu gadżety to polecam!





Produkt mogłam przetestować dzięki uprzejmości Trusted Cosmetics.

Media społecznościowe: