Obserwatorzy

środa, 19 lipca 2017

LUSH - Moc ręcznie robionych kosmetyków.

Witajcie!

Firma Lush ciekawiła mnie od momentu kiedy po raz pierwszy usłyszałam na You Tube. Jednocześnie podchodziłam do niej dosyć sceptycznie. Bo skoro wszyscy tak wychwalają , to pewnie znowu się okaże, że to nic takiego nadzwyczajnego (tak było z Biodermą i Revlon Color Stay). 

Na okazję, żeby wypróbować te produkty czekałam bardzo długo. W końcu z asortymentu sklepu wybrałam sobie pastę do oczyszczania twarzy Angels On Bare Skin oraz popularną maskę Oatifix.


Produkty są umieszczone w ładnych, czarnych opakowaniach. Pamiętajcie, aby po zużyciu ich nie wyrzucać ,gdyż za 5 takich pudełeczek otrzymujemy świeżą maskę gratis. Na opakowaniu znajdziemy informację o składzie produktu. Ciekawym pomysłem jest umieszczenie daty produkcji oraz osoby, która nasz produkt wykonała. Jako, że są to produkty naturalne to powinniśmy trzymać je w lodówce i szybko zużyć - konkretne terminy ważności również są na opakowaniu.

LUSH - ANGELS ON BARE SKIN

To gęsta pasta , która składa się z oczyszczającej , ale delikatnej glinki oraz zmielonych migdałów. Dodatkowo mamy tutaj kilka łagodzących i nawilżających skórę olejków: różany oraz rumiankowy. Dopełnieniem rytuału jest olejek lawendowy oraz płatki lawendy zatopione w paście. Produkt ten jest przeznaczony do każdego typu skóry. Ma za zadanie ją oczyścić, a jednocześnie zrobić delikatny peeling.

Muszę przyznać, że sama konsystencja pasty była dla mnie ogromnym zaskoczeniem. Po raz pierwszy spotkałam się właśnie z tego typu produktem. Jest to gęsta , glinowata pasta którą należy na dłoni rozrobić lekko z wodą i masować nią twarz. Na początku było to problematyczne, pasta mi odpadała od twarzy, ale jeśli już złapiemy odpowiednie proporcje, to jest to bardzo proste. W środku znajdziemy delikatne drobinki zmielonych migdałów, które wykonują peeling. Dopełnieniem całości jest przepiękny lawendowy zapach. Dzięki temu mycie twarzy jest bardzo przyjemne.

Pasta bardzo przypadła mi do gustu w porannej pielęgnacji. Rano nie lubię używać mocnych , oczyszczających żeli. Lubię tę warstewkę nawilżenia, która wytwarza się przez noc. Ten czyścik myje buzię bardzo delikatnie, ładnie ją odświeża i nawilża. Twarz po nim jest bardzo miękka i gładka, wystarczy tylko nałożyć lekki krem. Wieczorem stosuję wieloetapowe oczyszczanie olejem i pianką i ten produkt jest trochę zbyt delikatny. Na pewno polubią się z nim posiadaczki skóry suchej lub normalnej. Jeśli jednak nie lubicie zapachu lawendy to nie polecam, bo jest on dosyć wyczuwalny.

LUSH OATIFIX


Drugim kosmetykiem, który wybrałam jest słynna owsiankowa maseczka. Wybrałam ją ponieważ czytałam wiele pozytywnych opinii, że świetnie nawilża skórę oraz łagodzi podrażnienia. Właśnie czegoś takiego potrzebowałam.  Na początku składu mamy naturalną glicerynę, a resztę składników moglibyśmy spokojnie zjeść. Są tutaj nawilżające płatki owsiane, banan oraz migdały (serio , mój mąż codziennie je taki zestaw na śniadanie) Znajdziemy także oczyszczającą glinkę i odżywcze masło Ilipe. Całość przepięknie pachnie. Jak najpyszniejszy deser, gdyż dodany jest zapach wanilii.

Dzięki glicerynie maseczka ma bardzo dobrą konsystencję i łatwo rozsmarowuje się po buzi. Jest ona na tyle dobrze zmielona, że nic od niej nie odpada, ale nie jest to konsystencja całkowicie kremowa. Nakładam ją wieczorem na dobrze oczyszczoną skórę z wykonanym peelingiem. Moja twarz chłonie składniki jak gąbka. A po zmyciu jej letnią wodą jest niewiarygodnie miękka i odżywiona. Naprawdę nie potrzebuję już nakładać żadnego kremu czy serum. Gdy są upały (towar niestety deficytowy w tym roku) to nakładam ją także rano. Taka zimna, wyjęta z lodówki świetnie orzeźwia skórę oraz zmniejsza nocne opuchnięcia. Ta warstewka , którą zostawia na skórze nie przeszkadza w nakładaniu makijażu. Jest to produkt do którego zdecydowanie wrócę.

Zresztą chętnie wróciłabym do obu, a z drugiej strony mam ogromną ochotę przetestować coś innego. Mam nadzieję, że Lush wejdzie wreszcie do Polski i nie będziemy musieli wybierać jaki produkt kupić. Niestety nie można zrobić zapasów, gdyż są to produkty świeże . Chociaż wiem, że niektórzy je mrożą , ale jakoś sceptycznie podchodzę do tego pomysłu. Na pewno będę też próbowała sama odtworzyć te produkty w zaciszu własnego domowego laboratorium.

Znacie produkty Lush? Jestem ciekawa, które konkretnie polecacie?

Miłego dnia
EMI

niedziela, 16 lipca 2017

GlySkinCare Gold Collagen Eye Pads

Witajcie!

Lato to przynajmniej w moim wypadku czas i dużym natężeniu imprez rodzinnych. Jest to sezon ślubny więc często całą noc jesteśmy na nogach. Oczywiście zależy nam na tym aby zaprezentować się z jak najlepszej strony, wyglądać młodo i promienie. Niestety jako posiadaczka skóry podatnej na wysuszenie często borykam się ze zmarszczkami wokół oczu. Ta strefa jest szczególnie wrażliwa i widać tutaj od razu wszelkie zaniedbania pielęgnacyjne. Skóra jest cienka i szybko widać na niej oznaki zmęczenia czy odwodnienia. A na takiej skórze niestety żaden korektor nie będzie wyglądał dobrze. U mnie często wygląda on bardzo sucho i podkreśla wszelkie linie. Aby temu zapobiec musimy mocno nawilżyć te  okolice. Oczywiście stosuję codziennie krem pod oczy , ale przed takim całonocnym wyjściem daje mega dawkę nawilżenia.



Jednym z moich ulubionych rozwiązań są hydrożelowe płatki pod oczy. Te, które tutaj widzicie , Gly Skin Care pochodzą ze sklepu Diagnosis.  

GlySkinCare Gold Collagen Eye Pads - kolagenowe płatki ze złotem korzystnie wpływają na stan skóry. Wygladzaja ja, nawilżają i wyraźnie redukują opuchniecia.

Płatki są w formie złotych , hydrożelowych półksiężycy, które dobrze się dopasowują do skóry pod oczami. Są one świetnie nasączone ale nie spływają mam z twarzy ani się nie odlepiają.  Można spokojnie wykonywać z nimi swoje obowiązki. Ja bardzo często na nie nakładam maskę w płachcie na całą twarz i po prostu się relaksuje te kilkanaście minut.
Produkt ma całkiem niezły skład. Już na drugim miejscu znajdziemy wspomniany kolagen , a zaraz za nim kwas hialuronowy i łagodzącą alantoine. Na dalszych miejscach jest także arybutyna ,która rozjaśnia cienie pod oczami. Po zdjęciu produktu ze skóry jest ona rewelacyjnie napięta i wygładzona. Jest jakby uwypuklona, a zmarszczki wypełnione. Oczywiście nie jest to efekt długotrwały, ale w danej chwili naprawdę świetny.  Na tak przygotowanej skórze korektor i puder będą dobrze wyglądały , a spojrzenie zachowa młodzieńczy wygląd. W moim przypadku jest to również ogromny komfort , gdyż nawet po kilku godzinach zabawy , mimo zmęczenia oczu nie czuję nieprzyjemnego ściągnięcia tych okolic.

A po calonocnej imprezie płatki również się świetnie sprawdzą do zregenerowania i odżywienia skóry. Tym bardziej jeśli rano wyjmiemy je z lodówki i przykleimy chłodne. Na pewno efekt byłby długotrwały gdybyśmy tego typu produkt stosowali regularnie, a najlepiej codziennie.

💋
Emi

Produkt został mi przekazany do testów przez firmę Diagnosis. Nie miało to jednak wpływu na moją opinię.

wtorek, 11 lipca 2017

White Agafia - Ekologiczny szampon łopianowy, Wzmocnienie i Blask.

Witajcie!

Mam bzika na punkcie swoich włosów. Tak to prawda. Bardzo je lubię, uważam , że to jedna z moich mocnych stron jeśli chodzi o mój wygląd. Na pewno nie mogłabym się nazwać włosomaniaczką. Na to jestem zbyt leniwa, na te wszystkie procedery i rutyny pielęgnacyjne. Poza tym moje włosy nie są jakoś mocno wymagające. Wystarczy im łagodny szampon, dobrze nawilżająca maska i olejek na końcówki.

Kiedy kilka lat temu zaczęłam interesować się kosmetykami naturalnymi oraz składami postanowiłam także włosy myć szamponem bez sls. Początki były bardzo trudne. Praktycznie każdy szampon bez silnego detergentu okazywał się bublem. Przeszłam przez Babydream, Sylveco, Alterrę i każdy z nich robił mi siano na głowie. Już praktycznie stwierdziłam, że chyba moje włosy nie lubią naturalnej pielęgnacji i to po prostu nie dla mnie. Wtedy w ręce wpadły mi saszetki 100 ml z szamponami Babuszki Agaffii - na pewno je kojarzycie. Wtedy dopiero coś zaczęło się dziać. Wraz z regularnym olejowaniem moje włosy stały się mniej wysuszone. Teraz już większość szamponów naturalnych im pasuje, ale chciałam wrócić do tych rosyjskich. Jakież ogromne było moje zdziwienie ,gdy szukając tych szamponów w dużych butelkach okazało się , że wszystkie w składzie mają SLS. Jak pewnie wiecie firma została wykupiona przez Estończyków i składy nie są już takie dobre. Trzeba je czytać, gdyż na półkach w sklepie można spotkać różne wersje tego samego kosmetyku. Szukając czegoś bez SLS trafiłam jednak na markę White Agafia. Moje oczy najbardziej przykuł szampon łopianowy o działaniu wzmacniającym i nadającym blask.



Bardzo podoba mi się opakowanie tego szamponu. Jest białe, minimalistyczne i zdecydowanie wyróżnia się na tle innych butelek. Plastik jest miękki, łatwo można wycisnąć produkt z butelki. Sam produkt ma postać przeźroczystego żelu.

Szampon składa się w 97% z naturalnych składników. Substancją myjącą jest korzeń białej mydlnicy. Znajdziemy tutaj także  olej z korzenia łopianu, który działa na włosy wzmacniająco a także nawilżający olej z kiełków pszenicy.

Nie mam dużych wymagań co do szamponów. Dla mnie powinny dobrze oczyszczać skórę głowy i włosy oraz ich nie plątać. Ten szampon, mimo że nie zawiera silnych detergentów i nie pieni się mocno to dobrze oczyszcza . Domywa nawet nakładane na noc oleje. Jednocześnie nie podrażnia mojej skóry głowy, co czasem zdarza mi się przy silniejszych szamponach. Reaguje ona wtedy nadmiernym łuszczeniem się oraz swędzeniem. Zawsze myję włosy dwukrotnie i już przy zmywaniu produktu czuję, że włosy są bardzo śliskie i lejące. Tak naprawdę, na upartego mogłabym na nie nie nakładać odżywki.  Zrobiłam tak raz , żeby zobaczyć w jakim są stanie i wyglądały całkiem nieźle. Odżywka daje mi jednak dociążenie, gdyż moje włosy lubią się puszyć. Dlatego używam jej zawsze.

Podsumowując bardzo polecam ten niepozorny szampon. Na moich włosach spisał się naprawdę rewelacyjnie i chętnie do niego wrócę lub przetestuję inne wersje. Kupicie go w sklepach internetowych oraz stacjonarnych z kosmetykami naturalnymi lub tymi rosyjskimi. Ja swój kupiłam w warszawskiej drogerii Novaya za cenę ok 14 zł.

Pozdrawiam
EMI


wtorek, 4 lipca 2017

NOWOŚCI Czerwca

Hej!

Czerwiec minął nam bardzo szybciutko, pogoda niestety cały czas nas nie rozpieszcza. W ogóle nie czuję, żeby było lato. Gdzie ta piękna pogoda?

Zapraszam Was dzisiaj na przegląd nowości, które trafiły do mnie w tamtym miesiącu.



Neo Nail Aquarelle

Warsztaty ze zdobienia paznokci na Meet Beauty bardzo mi się spodobały. Niestety farbka, którą dostałam nie chciała mi się rozpływać na żadnej z moich baz (Gelish , Indigo Protein). Dlatego postanowiłam dokupić bazę dedykowaną tego typu produktom - Base Clear Aquarelle . Wybrałam tę przeźroczystą, gdyż jest bardziej uniwersalna. Dokupiłam też jeszcze jeden kolor - Raspberry Aquarelle



Delia Foot Good , kąpiel perełkowa.

Mamy lato, a więc pora zadbać o nasze stopy. Produkt zawiera aż 45% mocznika dlatego intensywnie zmiękcza i nawilża stopy. Przy okazji ma bardzo orzeźwiający, mentolowy zapach.



Orientana azjatycki rytuał oczyszczający.

Ten rytuał już bardzo dawno mnie ciekawił, dlatego nie mogłam się oprzeć gdy pojawił się w SuperPharm w atrakcyjnej cenie. Już raz go używałam i zapowiada się bardzo interesująco. Najpierw jednak muszę skończyć olejek z Vianek, którego jeszcze troszkę mi zostało.


Equilibra żel aloesowy.

Po wielkim zachwycie nad produktem Holika Holika postanowiłam ponownie kupić żel aloesowy. Jednak tym razem zdecydowałam się na kosmetyk z krótkim składem, bardziej naturalny. Używałam go kilka razy i powiem , że jest bardzo dobrze. Może nawet lepiej niż w przypadku jego azjatyckiego brata.


Beauty Formulas Body&Face cooling mist.

Co prawda lata jakoś za specjalnie nie ma , ale mieliśmy kilka upalnych dni. Wówczas w biurze mamy włączoną klimatyzację, która okropnie wysusza moją cerę. Nie miałam w planach robienie zamówienia na półprodukty, bo wówczas kupiłabym po prostu hydrolat różany. W SuperPharm trafiłam na bardzo niedrogą mgiełkę, która bardzo fajnie chłodzi i koi skórę. Pryskam nią w pracy, na makijaż.





Alterra - szampon i żele pod prysznic.

W Rossmannie trafiłam na promocję produktów Alterra. Żel pod prysznic Sensitive oraz szampon przeciwłupieżowy to kosmetyki dla mojego męża, który ma bardzo wrażliwą skórę i często reaguje ona wysuszeniem i wysypką. Postanowiłam zamienić mu standardowe kosmetyki tymi o lepszym składzie, bez środków drażniących. 

Dla siebie wzięłam dwa żele pod prysznic. Oba są w formie takiej jaką najbardziej lubię, czyli kremowej. Jak to produkty bardziej naturalne nie pienią się. Pierwszy jest o delikatnym zapachu kwiatów natomiast drugi to energetyczna, cytrusowa bomba . 



Novaclear - żel do mycia i krem Atopis

Oba produkty trafiły do mnie z platformy Zblogowani. Niestety jestem rozczarowana poziomem współpracy z nimi. Produkty były zamknięte w dodatkowych kartonikach. Niestety żel się zgniótł i zalał całą paczkę. Wszystko było mokre i wygniecione, a samego żelu została może z połowa. Oczywiście od razu zrobiłam zdjęcie i napisałam o tym fakcie, ale nie dostałam żadnej odpowiedzi w związku z tym. Trochę słabo. Wygląda to niestety bardzo nieprofesjonalnie. Oba produkty są przeznaczone do skóry suchej i wrażliwej. Jestem w trakcie używania także zobaczymy jak się sprawdzą.

I to już wszystkie moje nowości czerwcowe. Jak Wam się podobają? 


Pozdrawiam

EMI

sobota, 1 lipca 2017

Denko Maj/Czerwiec

Witajcie!

Jak pewnie zauważyliście w maju nie było denka. Jakoś się zagapiłam i zanim się obejrzałam była już połowa czerwca. Dlatego uznałam, że połączę je z tym z bieżącego miesiąca. I tak oto trochę się tych kosmetyków nazbierało. 



1. Saela piwna relaksacyjna sól do kąpieli (Recenzja) 

Pisałam o niej ostatnio. Bardzo fajny gadżet, intrygująco wygląda w łazience. Poza tym niczym nie wyróżnia się od innych tego typu produktów, zmiękcza wodę i nadaje zapach. Kiedyś kupię coś z tej firmy tacie w prezencie . Niestety nie będzie to sól, bo rodzice nie mają wanny, ale jest kilka innych produktów.

2. Biolove mus do ciała i zapachu brownie z pomarańczą. (Recenzja) 

Bardzo przyjemny i gęsty mus,  który intensywnie nawilża ciało. Zapach był bardzo apetyczny i chętnie wrócę do niego zimą.

3. Biolove naturalny peeling do ciała o zapachu truskawki.(Recenzja) 

Kolejny świetny,  naturalny produkt. Bardzo dobrze złuszczał naskórek, a przy tym go nawilżał. Lubię to!



4. Make Me Bio nawilżający krem do cery suchej Garden Roses. (Recenzja)

Co do tego kremu mam bardzo mieszane uczucia. Ms świetny skład i zapach, przyjemną konsystencję. Jednak był dla mnie zbyt mało nawilżający jeśli chodzi o używanie na noc. Musiałam go wspomagać olejem z dzikiej róży.

5. Eco Spa olejek z drzewa herbacianego. 

Używam do swojego domowego balsamu mającego ale także punktowo na wypryski.

6. The Body Shop kremowy peeling do twarzy z wit. E. 

Co to był za badziew. Mikrogranulki zamknięte w kremowej formule? Brzmi nawet fajnie, ale produkt tak strasznie obklejał twarz, że musiałam ja po nim umyć żelem. Brr.  Używałam do stóp, ale samo złuszczanie było też kiepskie.

7. Dermo Future kuracja uszczelniająca naczynka z wit. K (Recenzja)

Serum trafiło do mnie dzięki Michałowi z bloga Twoje Źródło Urody i chętnie do niego wrócę. Miało przyjemną żelową konsystencję , ładnie wyciszało zaczerwienienia.



8,9. Chusteczki do demakijażu Isana Young, Be Beauty. 

Chusteczki zawsze noszę ze sobą w torebce na basen czy na siłownię i robię nimi demakijaż. Nie wyobrażam sobie ćwiczyć z podkładem na twarzy nie mówiąc już o wchodzeniu z tapetą do basenu. Fuj! Obie wersje sprawdzamy się bardzo dobrze, zmywały makijaż (na co dzień maluję się bardzo minimalistycznie)  i nie podrażniały skóry. Oczywiście w domu przeprowadzam standardowy demakijaż (olej + żel/pianka).

10. Wellness&Beauty krem do rąk i zapachu wiśni i róży.  

Bardzo lekki przyjemny krem o kwiatowo-owocowym zapachu. Szybko się wchłania i nieźle nawilża, ale na zimę i dla osób o przesuszonych dłoniach będzie za lekki. Ja chętnie do niego wrócę.




11,12 Holika Holika maski w płachcie Essence z masłem shea oraz z cytryną . 

Bardzo fajne płachty mają te maski. Cieniutkie, niemal przeźroczyste, które idealnie przylegają do wszelkich zakamarków skóry. Widzę niewielkie różnice między różnymi maskami.  Ta z masłem shea była bardzo dobrze nawilżająca. Ta z cytryną lekko rozjaśnia skórę, ale żeby zauważyć efekt rozjaśnienia przebarwień to na pewno musiałabym zużyć kilka po kolei.

13. Holika Holika Juicy Sheet maska w płachcie z miodem. 

Tu już była grubsza płachta, ale także dobrze docięta i wygodna. Maska bardzo mocno nasączona esencją. Bałam się, że będzie lepka od tego miodu, ale nic takiego się nie stało. Dobrze nawilżyła i odżywiła skórę. O maskach Holika Holika na pewno pojawi się post jak już zużyję wszystkie które dostałam w Asian Box.

14, 15 7'th Heaven maska czekoladowa i kokosowa. 

I to było coś cudownego.  Maska czekoladowa wręcz jak płynna czekolada, a kokos jak pięknie pachnąca pianka.  Twarz po nich jest super miękka i nawilżona. Saszetka starcza na kilka razy. Kupię na pewno. Używanie to czysta przyjemność.

16. Vianek maseczka normalizujaca do cery tłustej i normalnej z zieloną glinka i czarnym węglem. 

Dostałam ja na targach jako gratis do zakupów. Trochę bałam się, że jak jest do skóry mieszanej to mnie wysuszy. Jednak glinka działa bardzo delikatnie. Skóra była oczyszczona, ale jednocześnie nawilżona, a nie ściągnięta.

17. L'Oreal Czysta Glinka maska oczyszczająca z zieloną glinka. 

Oczywiście, że nie jest to czysta glinka , a skład nie jest jakoś imponujący. Ale mimo wszystko była to fajna propozycja. Ładnie oczyszcza i matowi skórę. Ja wolę naturalne glinki, ale jeśli ktoś nie lubi się tak bawić to jak najbardziej polecam.



18. Ultimate Omega Repair szampon. 

Cała seria pięknie pachnie. Nie wymagam od szamponu dużo. Ma myć i już. Po nim mogłam nie używać odżywki (co i tak robiłam), bo włosy były śliskie i lejące.

19. Receptury Babuszki Agafii Jajeczna maska do włosów. 

Maskę drożdżowa z tej serii uwielbiam (Recenzja). Niestety jajeczna bardzo mnie zawiodła. Była bardzo rzadka i spływała z włosów. Owszem były po niej gładkie, ale nie zauważyłam innych zalet.

20. L'Oreal Colorista Spray #lavenderhair. 

Bubel totalny. Na majówkę chciałam pomalować sobie końcówki włosów na lawendowo.  To było jeszcze jak miałam na głowie jasny blond. Żeby coś było widać musiałam się tyle tego napsiukać po czym okazało się, że nie starczyło mi na drugą stronę . Myślę że fajnie sprawdzi się jeśli macie mocno rozjaśnione włosy lub macie ich pięć na krzyż.



21. Mizon Vita Lemon Sparkling Peeling. 

Po wielkim sukcesie peelingu Crystal ze Skin79 (Recenzja) polubiłam się z produktami gommage. Ten był równie dobry. Chętnie kupię pełne opakowanie bo jestem ciekawa czy ta wit.C pomoże mi zlikwidować przebarwienia.

22. Lioele BB Dolish Veil Vita. 

Bardzo lekki i przyjemny krem BB o delikatnym kryciu. Myślę ze idealny do lekkiego, letniego makijażu. Zainteresował mnie.

23. Lioele Water Drop Sleeping Pack.  

Uwielbiam nawilżające maski całonocne. Ta niestety trochę mnie rozczarowała, gdyż rano nawilżenie było przeciętne. Szkoda ...

24. Pixie podkłady mineralne. 

Muszę stwierdzić, że całkiem fajnie się u mnie sprawdziły i były mega wydajne. Chętnie po nie sięgnę, gdy skończę AM.




25. Vaseline wazelina kosmetyczna. (Recenzja) 

Bardzo uniwersalny produkt. W zimie stosowałam na usta jako zabezpieczenie przed mrozem. Świetnie się sprawdza także przy podrażnionym katarem nosie. Wyrzucam bo już jest ze mną bardzo długo.

26. Maybelinne Color Tattoo On And One Bronze. 

Mój ulubiony kolor. Gdy miałam mało czasu to nakładałam tylko jego na powieki, gdy miałam więcej czasu to stanowił świetną bazę pod cienie. Długo się trzyma i trzyma to, co na niego należymy.

27. Avon Clearskin żel na wypryski. 

Z tego co pamiętam zawierał kwas salicylowy. Bardzo dobrze i szybko radził sobie z pojedynczymi krostkami.

28. Dermacos Hipoalergiczny Nawilżający Krem Pod Oczy. 

Bardzo lekki, żelowy kremik.  Delikatnie nawilżał. Na noc musiałam stosować coś bardziej treściwego, ale na dzień był w porządku. Na pewno nie dla osób z wymagającą skórą pod oczami.

29. Manhattan Lip Jelly błyszczyk. Jaki to był fajny błyszczyk. Czułam się jakbym się posmarowała sokiem owocowym. Był słodki i miał ledwo zauważalny kolor. Niestety bardzo lepki więc stał i mnie w pracy na biurku i tam go używałam w ciągu dnia. Kupiłam na Kosmetyki z Ameryki za jakieś 3 zł.

30. Catrice Liquid Camuflage 020 korektor.

 Bardzo znany i lubiany. Również przeze mnie. Dobrze sprawdza się zarówno pod oczy jak i na wypryski. Mam kolejny.

31. L'Oreal Brow Artist Plumper.

Produkt miał bardzo ładny kolor i długo się utrzymywał na brwiach. Jednak wolę te , które mają mniejszą szczoteczkę i dlatego do niego nie wrócę.

32. L'Oreal Oreal Volume Million Lashes So Couture. (Recenzja)

Mój ulubiony. Regularnie do niego wracam 

33. Catrice Lip Oil (Recenzja)

Olejek, który nadawał delikatny kolor. Fajnie nawilżał usta i czasem nakładałam go zamiast balsamu przed aplikacją pomadki.

I to już koniec. Gratuluję tym , co dotrwali. Cieszę się , że coraz mniej w moich denkach jest bubli. 

Miłego dnia!

czwartek, 29 czerwca 2017

Relaks w piwnej wannie - kosmetyki Saela

Witajcie!

W związku ze zbliżającym się weekendem dzisiaj piwny post. I nie nie nie , absolutnie nie namawiam Was do sięgnięcia w tej chwili po ten złoty trunek. Chociaż jeśli macie ochotę. ..  to czemu nie.



Na spotkaniu w Białymstoku otrzymałam od firmy Saela Piwna Relaksacyjna Sól Do Kąpieli. Firma pochodzi z Czech i zajmuje się ręczną produkcją kosmetyków na bazie piwa. Kosmetyki te sa bardzo bogte w minerały . Oprócz ekstraktów z chmielu znajdziemy tutaj takze torf, który ma działanie detoksykujace i drenujace. Sól ma nawilżac i relaksowac. 

Produkt prezentuje się bardzo ładnie mimo , że jest umieszczony w plastikowej butelce. Kryształki soli maja bursztynowy kolor, który kojarzy się właśnie z piwem.

Sam zapach jest bardzo specyficzny. Nie jest to zapach piwa. Nie wiem , może tak pachnie chmiel? Nigdy nie byłam w warzelni tego trunku. Mimo tego specyficznego zapachu sól wsypana do ciepłej wody działała naprawdę relasujaco na ciało i umysł. Świetnie nadaje się na spokojne zakończenie ciężkiego dnia lub tygodnia. Niestety nie zauważyłam jakiś dużych efektów pielęgnacyjnych , ale także nie wysusza i nie podraznia skóry . Produkt sie nie pieni. Szczególnie do gustu przypadł mojemu mężowi. 

Na pewno jest to bardzo ciekawy gadżet. Jeśli macie wśród znajomych fanów zimnego trunku z pianką to na pewno będą miłe zaskoczeni tego typu upominkiem.

Sól oraz inne produkty Saela możecie zamówić na ich stronie.

poniedziałek, 26 czerwca 2017

Biolove - naturalne peelingi cukrowe.

Witajcie!

Ogromnie cieszę się,  że na rynku pojawia się coraz więcej naszych rodzimych firm. Jeszcze bardziej cieszy fakt, że kosmetyki te są naprawdę dobrej jakości i mają świetne składy.

Produkty Biolove możemy dostać w sieci sklepów Kontigo , a produkuje je ta sama fabryka co bardzo lubiane przeze mnie Nacomi. Asortyment firmy jest bardzo rozbudowany i możemy znaleźć świetne produkty o przepięknych zapachach. Naprawdę wybór jest trudny. Ostatecznie zdecydowałam się na dwa peelingi tej marki.








Do mojego koszyka trafił malinowy peeling do dłoni oraz truskawkowy peeling do ciała.  Są one umieszczone w plastikowych słoiczkach z kolorowymi etykietami.  Takie rozwiązanie jest bardzo wygodne i łatwe w aplikacji. Oba  produkty są do siebie bardzo podobne , mają krótki skład i nie zawierają oleju mineralnego ani jego pochodnych. Głównymi składnikami jest cukier oraz masło shea. Peeling do dłoni ma drobniejsze kryształki , ale mam wrażenie że jest ich więcej. Natomiast peeling do ciała oprócz kryształków cukru ma w sobie również pestki truskawki ale jest ich niewiele. Jest on także bardziej zbity i musimy użyć więcej siły, aby zatopić w nim palce. Jednak pod wpływem ciepła rąk masło shea się topi i pokrywa ciało warstwą oleju. Stwarza to idealny poślizg dla kryształków cukru, które masują skórę ale jej nie podrażniają. Mimo subtelnych różnic stosowałam te produkty zamiennie. Bardzo dobrze złuszczają naskórek,  skóra po użyciu jest gładka i delikatna.  Natomiast zawarte w obu produktach masło shea świetnie ją nawilża.  Warstwa która pozostaje jest delikatna, nie lepi się.  Nie trzeba już nakładać balsamu co dla mnie jest mega wygodne. Całości dopełnia zapach owocowej mamby. Aż chciałoby się produkt wyjeść łyżeczką z opakowania.
Uważam , że to świetne peelingi w bardzo dobrej cenie. Na pewno skuszę się na inne wersje zapachowe.

Pozdrawiam
EMI 💋

piątek, 23 czerwca 2017

Make Me Bio "Garden Roses" krem do skóry suchej i wrażliwej.

Witajcie!

Jeśli mnie czytacie to na pewno wiecie, że jestem posiadaczką cery mieszanej : w strefie T jest ona raczej normalna z lekką tendencją do przetłuszczania na czole , natomiast policzki i okolice pod oczami są zazwyczaj mocno przesuszone. Zazwyczaj już w połowie dnia czuję nieprzyjemne ściągnięcie mimo , że nie używam pudru matującego a moim standardowym podkładem jest BB krem od Skin79 ze śluzem ze ślimaka. 
Dlatego, aby dodatkowo nawilżyć skórę, bardzo lubię stosować na twarz różnego rodzaju oleje. Jednym z moich ulubionych jest olej różany.  Po raz pierwszy zetknęłam się z nim będąc w Bułgarii i totalnie się zakochałam. Chętnie wybieram kosmetyki z tym składnikiem. Świetnie sprawdza się u mnie olej z róży damasceńskiej, ale także nasz rodzimy olej z dzikiej róży.

Myślę,  że nikogo więc nie zdziwi fakt że sięgnęłam po różany krem od Make Me Bio.





Krem nawilżający dla skóry suchej i wrażliwej "Garden Roses" MAKE ME BIO to intensywnie nawilżający krem, stworzony z myślą o pielęgnacji skóry suchej i bardzo wrażliwej.
Krem Garden Roses to połączenie wody różanej i wielu cennych olejów roślinnych. Krem zawiera m.in. olej macadamia, migdałowy i jojoba, które głęboko nawilżają, odżywiają i regenerują skórę. Dodatkowo, zawarte w kremie masło mango, działa zmiękczająco oraz odbudowuje naskórek, a woda z róży i kwiatu geranium koją i odświeżają skórę.
Krem ma lekką konsystencję, dobrze się rozprowadza i wchłania. Może być stosowany w ciągu dnia pod makijaż, jak i w nocy.

Składniki/Ingredients (INCI): Aqua (Woda), Rosa Damascena (Róża Damasceńska) Flower Water*, Pelargonium Asperum (Geranium) Flower Water*, Prunus Amygdalus Dulcis (Słodkie Migdały) Oil*, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil*, Mangifera Indica (Mango) Seed Oil, Macadamia Ternifolia (Makadamia) Nut Oil*, Cetearyl Glucoside, Glyceryl Monostearate, Cetyl Alcohol, Glycerin (Gliceryna), Tocopherol (Witamina E), Benzyl Alcohol, Dehydroacetic Acid, Rosa Damascena (Róża Damasceńska) Flower Extract   *z upraw organicznych
60 ml

Produkt jest zamknięty w szklanym, ciemnym słoiczku. Cały design produktu jest ładny i nie przesadzony.  Ciemne szkło chroni krem przed działaniem światła.  Jednak nie bardzo podoba mi się że jest to właśnie słoik i produkt musimy nabierać palcem. Tym bardziej , że jest to kosmetyk naturalny w którym nie mamy silnych konserwantów.  Nabieranie go palcami, nawet przed chwilą umytymi może przyczynić się do szybszego zepsucia się produktu.  Myślę że w tym wypadku dużo lepiej sprawdzilaby się pompka.  Ja wszystkie tego typu kremy nabieram szpatułką i dopiero potem rozcieram w dłoniach i wklepuje w skórę.

Pierwsze co mnie urzekło po jego otwarciu to piękny,  różany zapach. Jeśli ktoś go nie lubi to odradzam. Na duży plus oceniam także jego konsystencję . Jest bardzo treściwa. W składzie znajdziemy mnóstwo maseł i olei.  A mimo wszystko konsystencja kremu nie jest ciężka.  Ma on postać napowietrzonej pianki. Na skórze , pod wpływem ciepła krem zmienia się w aksamitny olejek.

Skład kremu jest bardzo dobry. Zaraz po wodzie znajdziemy wodę różana oraz z geranium , które mają odświeżać i koić nasza skórę.  Zaraz potem są oleje m.in ze słodkich migdałów , które natłuszczają i odżywiają. Nie znajdziemy w nim żadnych szkodliwych zapychaczy.

Nie ukrywam, że skusił mnie skład tego kremu i zapewnienia producenta , że jest przeznaczony do skóry bardzo suchej. Niestety krem nie sprawdził się u mnie tak, jakbym sobie tego życzyła. Na noc był dla mnie zwyczajnie zbyt lekki. Próbowałam nakładać go grubszą warstwą, ale niestety nie przyniosło to efektu. Dopiero dokupienie olejku z dzikiej róży i aplikacja kilku kropel pod krem przyniosła poprawę. Natomiast krem świetnie spisał mi się na dzień pod makijaż.  Jego puszystą konsystencja sprawia , że szybko się wchłania i podkład na nim wygląda naprawdę dobrze. Krem w żaden sposób mnie nie podrażnił.  Nie spowodował też zakochania i wysypu niedoskonałości

Jeśli nie macie cery mocno suchej czy odwodnionej to powinniście być z niego zadowoleni. Myślę, że może się także sprawdzić na noc przy cerze mieszanej, ale takiej i której oleje nie powodują zapychania. Ogólnie rzecz ujmując krem jest bardzo przyjemny jednak spodziewałam się po nim dużo silniejszego nawilżenia. 

Pozdrawiam
Emi :)

wtorek, 20 czerwca 2017

Czysty dom z produktami YOPE

Hej! 

Zastanawialiście się kiedyś co zawierają Wasze detergenty do czyszczenia domu? Ja mam ogromny problem z tymi standardowymi środkami, gdyż zawsze mocno drażnią mi oczy. Bardzo przeszkadza mi również ostry zapach tych produktów. Poza tym uświadomiłam sobie że przecież nie zawsze  uda nam się wszystko dokładnie spłukać. Resztki produktu mogą się więc dostawać z jedzeniem do naszego organizmu, mogą także znaleźć się w naszej kąpieli.  Zaczęłam więc  stosować naturalne metody typu ocet , soda , cytryna. Cały czas miałam jednak obawy, że może takie metody nie czyszczą zbyt skutecznie i może bakterie zostają na powierzchniach. 


W drodze kompromisu postanowiłam wypróbować gotowe produkty o naturalnym składzie naszej rodzimej marki YOPE. Produkty są pozbawione chloru oraz silnych detergentów np SLS. Z całego asortymentu wybrałam sobie Naturalny Płyn Uniwersalny oraz Naturalny Płyn do Czyszczenia Szyb i Luster. Zapachy obu z nich jest bardzo delikatny i niedrażniący ani oczu ani gardła. Szczerze... sceptycznie podeszłam do tych produktów. Bałam się, że nie doczyszczą osadu z kamienia w łazience. Ale to , co zobaczyłam po ich użyciu to przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Oba płyny zamknięte są w wygodnych opakowaniach z atomizerem dlatego łatwo możemy dotrzeć we wszystkie miejsca. Ja pryskam kilka razy po powierzchni , którą chce wyczyścić i zostawiam na kilka minut , aby płyn mógł zadziałać. I powiem Wam, że naprawdę wszelkie osady z mydła czy z kamienia bardzo łatwo schodzą. Bez problemu można suchą szmatką wypolerować armaturę. Płynem do szyb umyłam płytę indukcyjną, która teraz błyszczy jak chyba nigdy przedtem... no dobra błyszczała tak zaraz po kupnie. Jestem bardzo zadowolona z tych produktów i mam nadzieję, że YOPE będzie poszerzał swój asortyment również w tej dziedzinie. 
Chociaż nie ukrywam, że aktualnie szukam przepisów na domowe detergenty, ale nie chciałabym używać boraksu. Jeśli macie jakieś ciekawe strony z poradami jak ekologicznie dbać o dom to poproszę o linki :)

Miłego dnia!

EMI :)

Post nie jest sponsorowany, a produkty kupione przeze mnie.

czwartek, 15 czerwca 2017

PALMERS Shea Formula - balsam do ciała na bazie masła shea, z wit. E

Witajcie!

Masło shea to jeden z moich ulubionych składników jeśli chodzi o pielęgnację ciała. Jest gęste, treściwe i na długo nawilża. Dla mnie, osoby która niestety nie lubi się balsamować i robi to dosyć rzadko, jest to niezwykle ważne. Natomiast nie przeszkadza mi to, że produkty na bazie tego masła mają tłustą konsystencję i dosyć długo się wchłaniają. I tak używam ich zazwyczaj przed położeniem się spać. Dlatego bardzo się ucieszyłam z balsamu Palmers właśnie na bazie masła shea. Ten produkt jednak bardzo mnie zaskoczył.



Palmer's SBF Nawilżający balsam do ciała z masłem shea 250 ml 7046318

Nasze surowe, naturalne masło Shea pozyskiwane jest z Afryki w sposób zrównoważony w ramach stowarzyszenia Global Shea Alliance. 


Ten bogaty, wyjątkowo nawilżający składnik potrafi nadać skórze niezwykłą miękkość i blask. 

Nawilżający balsam do ciała Shea Formula od Palmer's zawiera bogate w antyoksydanty emolienty, które tworzą ochronną, nawilżającą warstwę, pomagającą przeciwdziałać odwodnieniu skóry, a także: poprawić elastyczność, by skóra była bardziej młodzieńca i promienna, zrównoważyć koloryt i strukturę skóry, ukoić i wyciszyć podrażnienia.

Masło Shea (Butyrospermum Parkii) - głęboko nawilża i zmiękcza skórę.

Olej Marula (Sclerocarya Birrea) - nadaje blask i poprawia fakturę skóry.
Ekstrakt z owsa (Avena Sativa) - łagodzi i koi podrażnienia.

Co prawda kosmetykom tej marki daleko jest do produktów naturalnych, ale na duży plus jest to że nie oszukują konsumentów parafiną , czy gliceryną. Nie zawierają również parabenów oraz ftalanów. Niestety nie mogłam nigdzie w internecie znaleźć składu INCI tylko kluczowe składniki, ale wysoko w składzie mamy surowe masło shea oraz naturalne oleje. 
To, co mnie zaskoczyło w tym balsamie to jego konsystencja. Spodziewałam się gęstego treściwego masła, a okazało się że produkt jest w postaci lekkiego lotionu. Dosyć rzadkiego. Dzięki temu produkt bardzo szybko wchłaniał się w skórę i nie pozostawiał na niej tłustej warstwy. Jednak lekka formuła nie sprawiła, że kosmetyk był słabym nawilżaczem. Wręcz przeciwnie. Rano moja skóra była bardzo miękka, gładka , dobrze nawilżona i odżywiona. Dodatkowo dużym plusem był jego delikatny, orzechowy zapach. Mi kojarzył się z jakimś pysznym , mlecznym koktajlem. Nie był on zbyt intensywny ani słodki, a jednak dosyć długo utrzymywał się na skórze.

Podsumowując , muszę powiedzieć że balsam Palmers jest jednym z moich ulubionych smarowideł do ciała. Używałam go z ogromną przyjemnością i bardzo żałuję, że już mi się skończył. Całe szczęście z Meet Beauty przywiozłam wersję kokosową i mam nadzieję, że będzie równie dobra. Jej zapach jest obłędny!

Pozdrawiam
EMI :)