Obserwatorzy

wtorek, 31 stycznia 2017

GARNIER Czysta Skóra Fruit Energy

Witajcie!


Uwielbiam zapach cytrusów w kosmetykach, których używam rano. Często wybieram żele pod prysznic własnie z tą nutą. Dodają mi one dużo energii na cały długi dzień. Ten żel trafił do mnie w sumie przypadkiem. Jadąc na urlop na mazury zapomniałam zabrać swojego żelu Sylveco. Będąc w Biedronce natrafiłam właśnie na ten i postanowiłam go kupić.



Żel zamknięty jest w typowej dla tego typu produktów tubie. Lubię takie "stojące na głowie" opakowania, gdyż można wydobyć z nich do końca cały produkt. Opakowanie jest w kolorze soczystej pomarańczy. Jest takie wakacyjne, słoneczne.

Dopiero przy wieczornej toalecie doczytałam, że jest to żel przeznaczony do skóry tłustej i z niedoskonałościami. Trochę obawiałam się, że będzie przesuszał moją skórę, ale całe szczęście nic takiego się nie dzieje. Żel jest średnio gęsty, również ma pomarańczowy kolor. Bardzo ładnie, cytrusowo pachnie. Poza tym ma w sobie zatopione małe granulki (niestety są to nieekologiczne mikrogranulki plastiku, których na pewno będę unikać w kosmetykach). Nie jest ich mocno dużo, nie są także bardzo ostre, ale dają efekt ładnego wygładzenia cery. Jest na tyle delikatny, że można go stosować nawet codziennie. Ja używam tego produktu wyłącznie rano. Delikatnie oczyszcza skórę oraz ją rozświetla. Zmywa resztki nocnych kosmetyków. Po jego użyciu poranne serum czy krem bardzo dobrze się wchłaniają.  Dużym plusem jest to, że nie wysusza mojej skóry, ani jej nie podrażnił. Minusem (pewnie nie dla każdego) jest zawartość silnych detergentów czyli SLS oraz wspomnianych już mikrogranulek. Niestety nie mogłam go ze względu na te granulki stosować z moją ukochaną Foreo Luna , a chętnie wrócę do niej w porannej pielęgnacji.

Niestety nie potrafię stwierdzić, czy żel rzeczywiście zapobiega przetłuszczaniu się skóry lub czy wysusza wypryski, gdyż raczej nie mam tego typu problemów.

Podsumowując bardzo polubiłam się z tym żelem. Zaplusował u mnie swoim bardzo energetyzującym zapachem oraz delikatnym peelingiem twarzy. Polecam osobom, które szukają czegoś fajnego i niedrogiego do codziennego użytku. Jednak raczej więcej go nie kupię ze względu za niezbyt dobry skład.

Zwracacie uwagę na składy żeli do mycia twarzy?

Pozdrawiam
EMI

Post nie jest sponsorowany, a produkt kupiony przeze mnie.

niedziela, 29 stycznia 2017

Bielenda Ameryka SPA, Nawilżający peeling solny do ciała

Witajcie!

Jak Wam minął weekend. Mam nadzieję,  że odpoczęliście i nabraliście siły na kolejny dzień pracy, czy nauki. Ja staram się w weekend zawsze jak najmocniej zregenerować siły. To również dni kiedy mam więcej czasu na większą pielęgnację.  Wtedy właśnie olejuję włosy czy wykonuję dłuższe zabiegi na twarz i ciało. Takie małe domowe spa .

I właśnie jednym z takich zabiegów jest porządny peeling ciała.  Na spotkaniu blogerek w Białymstoku otrzymałam peeling solny Bielendy. Czy okazał się produktem rodem z prawdziwego SPA?


Produkt zamknięty jest w standardowym słoiku . Jest to bardzo wygodne opakowanie. Ma duży otwór więc łatwo wyjąć odpowiednią porcję . Konsystencja jest przyjemna , żelowa  ale jednocześnie dosyć gęsta.  Nie spływa z dłoni.  Dobrze trzyma się skóry i łatwo możemy wykonać masaż. Zapach jest przyjemny lekko owocowy , ale trudno jest mi jednoznacznie określić jakie to owoce. 

Jeśli chodzi o nic peelingu to określiłabym go jako średni. Mimo, że jest to peeling solny to tych drobinek soli nie jest mocno dużo.  Są one zatopione w żelowej otoczce, która dodatkowo łagodzi działanie ścierne.  Ale ma to swoje plusy. Peeling nie podrażnia ani nie drapie skóry.  Producent obiecuje nawilżenie i rzeczywiście produkt zostawia na skórze ochronny film. Szkoda, że jest to tylko parafina. Mi ona nie szkodzi jeśli chodzi o ciało , ale ze względu na ten składnik nie kupię więcej tego produktu. 

Podsumowując jest to dobry peeling. Ładnie usuwa martwy naskórek, ale nie jest to agresywny zdzierak. Jeśli nie przeszkadza Wam olej mineralny w składzie to jak najbardziej polecam.

Pozdrawiam 💋
EMI

Post powstał przy współpracy z siecią sklepów Jawa. Nie wpłynęło to na moją opinię o proukcie.

czwartek, 26 stycznia 2017

BIELENDA Rose Care olejek różany do twarzy/ Light rose oil

Witajcie!

Moja skóra uwielbia olejek oraz wodę różana. Dlatego te produkty bardzo często goszczą w mojej kosmetyczce. Moja cera często jest wysuszona,  mam też tendencję di pękających naczynek. A produkty różane są łagodne , a przy tym świetnie nawilżają. Jak do tej pory moim ogromnym hitem był olejek różany z Evree.  Pomógł mi on bardzo, gdy moja skóra się buntowała. Dlatego ucieszyłam się gdy listonosz przyniósł mi od Bielendy paczuszkę z tą małą różową buteleczką.




Olejek standardowo jest zamknięty w buteleczce z pipetka. Lubię takie rozwiązanie gdyż można precyzyjnie dozować ilość produktu. Buteleczka jest urocza a elegancji dodaje jej złota zakrętką.  




Producent określa produkt mianem lekkiego olejku i rzeczywiście tak jest. Ma on dosyć wodnistą konsystencję. Ma to swoje plusy, gdyż szybko się wchłania i nie tworzy na skórze tłustej warstwy. Twarz jest ładnie wygładzona i nawilżona. Dla mojej suchej skóry jest on jednak zbyt słaby , aby stosować go samodzielnie na noc. Jednak jest fajnym uzupełnieniem wieczornej pielęgnacji. Aplikuję go jako serum pod mój krem na noc. Używałam go również rano i w moim przypadku stanowi fajną, nawilżającą bazę pod makijaż. 

Jeśli chodzi o działanie łagodzące to trudno mi się odnieść ponieważ moja skóra jest ostatnio w bardzo dobrym stanie. Aczkolwiek wydaje mi się że olejek z Evree był bardziej skoncentrowany i był w tym względzie skuteczniejszy. 

Olejku możemy użyć również do masażu twarzy. Wystarczy nałożyć większą ilość. Będzie to świetny rytuał relaksujący, gdyż przy okazji produkt ma bardzo przyjemny, ale delikatny zapach.

Podsumowując bardzo się polubiłam z tym produktem. Stanowi on mile uzupełnienie mojej codziennej pielęgnacji. Polecam przede wszystkim osobom, które nie przepadają za typową tłustą konsystencja oleju .



Ciekawa jestem, czy używaliście produkty z tej serii i jak Wam się sprawdziły. Widziałam olejek do mycia twarzy ale jego skład jest okropny! Sama parafina. Natomiast bardzo zainteresowało mnie serum z tej linii.

Pozdrawiam!
Emi

Post powstał przy współpracy z firmą Bielenda. Nie wpłynęło to na moją opinię.

poniedziałek, 23 stycznia 2017

Modne dodatki od Zaful

Witajcie!

Dzisiaj chciałabym Wam pokazać dwa ciekawe akcesoria, które urozmaicą i ozdobią każdą stylizację.

Pierwszy dodatek typowo zimowy to ciepły szal. Jestem bardzo mile zaskoczona jego jakością. Szal jest ogromny, spokojnie może nam służyć jako poncho :) A przy tym jest niezwykle miękki, nie drapie i doskonale chroni przed zimnym wiatrem i deszczem. Mój jest w kolorze Light Khaki, ale jest wiele innych opcji kolorystycznych. Odkąd go posiadam (około tygodnia) to używam codziennie i muszę przyznać, że stał się moich ulubionym szalikiem.




Drugim dodatkiem jest piękny aksamitny chocker w kształcie kokardki. Jest to bardzo delikatny dodatek , ale myślę że pięknie ozdobi gładką bluzkę, koszulę czy sukienkę. Jest on w czarnym, uniwersalnym kolorze - będzie pasował do wielu ubrań. Ponadto posiada łańcuszek z regulacją długości. Ozdoba jest bardzo starannie wykonana i nie siepie się. Myślę, że wielokrotnie mi się przyda i na pewno wrzucę jakieś zdjęcie ze stylizacją na mój profil na IG. Myślę, że będzie pasował do czerwonej sukienki, którą widzieliście ostatnio.



Poniżej możecie obejrzeć wszystkie produkty, które zamówiłam:




Szal: link
Chocker kokardka: link
Czerwona sukienka: link
Chocker z niebieskim kamykiem: link
Kapelusz: link
Bluza: link


Post powstał przy współpracy ze stroną Zaful. Nie wpłynęło to na moją opinię o produktach.


niedziela, 22 stycznia 2017

NOWOŚCI GRUDZIEŃ 2016

Witajcie!

Mamy już drugą połowę stycznia, a ja jeszcze nie pochwaliłam się tamtorocznymi zdobyczami. Skorzystałam z promocji Black Friday oraz Dnia Darmowej dostawy dlatego kilka ciekawostek się tutaj znalazło :)



Postanowiłam uzupełnić swoje zapasy wosków. Dawno nic nie kupowałam. Mam jedną świeczkę Kringle Candle, ale ma ona typowo wakacyjny lekki zapach. Skusiłam się na Yankee Candle: Snow in Love oraz Wedding Day; Kringle Candle: Warm Cotton i Achives oraz Wood Wick: Birchwood i Beach Boardwalk. Od jakiegoś miesiąca moje kominki są mocno eksploatowane. Zakupy zrobiłam na Goodies.pl




Korzystając z Dnia Darmowej Dostawy w jednej z aptek internetowych zamówiłam zestaw różany z Make Me Bio. O tym kremie słyszałam bardzo dużo dobrego. Moja skóra lubi produkty z olejem różanym także pokładam w nim ogromne nadzieje. W zestawie była pięknie pachnąca mgiełka do twarzy oraz miniaturka kremu do rąk. Dodatkowo zamówiłam sobie też zachwalany puder do mycia twarzy. Miałam kiedyś podobny produkt z Yasumi i bardzo się z nim polubiłam.



Zamawiając prezenty na Blogowe Mikołajki skusiłam się na żel pod prysznic Biolove. Ma przepiękny zapach, uwielbiam werbenę. Drugim produktem jest Savon Noir - czarne mydło. Tego produktu używam jako peeling enzymatyczny do oczyszczania twarzy. Mimo niezbyt pięknego zapachu działanie jest świetne.
 

Nareszcie udało mi się dotrzeć do drogerii Kontigo. Nie będę wskazywać paluszkiem , kto mnie sprowadził na manowce ;) Wszystkie produkty firmy Biolove mnie zauroczyły, mają przepiękne zapachy i świetne składy.Skusiłam się na malinowy peeling do rąk oraz truskawkowy peeling do ciała.


Jesienne kolory z Indigo już dawno chodziły mi po głowie. W końcu serce zwyciężyło i skorzystałam z promocji 2+1. Zamówiłam słynną bazę proteinową oraz kolory Bed In Roses i Red Diamond.



W tym roku poprosiłam bliskich , aby nie kupowali mi produktów kosmetycznych w prezencie świątecznym. I tak się w głównej mierze stało. Jednak teściowa do głównego prezentu dorzuciła dwa umilacze do kąpieli:  Avon Carribean Escape oraz Sephora Fleur de Cotton która jest piękna, różowa i błyszcząca :)

 


Skończyło mi się także ostatnio wiele półproduktów dlatego postanowiłam je uzupełnić. I tak trafił do mnie : ekologiczny olej kokosowy, masło kakaowe, olej rycynowy z których zawsze robię swój balsam do demakijażu. Dodatkowo wzięłam olejek eteryczny różany oraz lawendowy. A także dwa hydrolaty: oczarowy i rózany (który nie załapał się na zdjęcie). Do każdego zamówienia była dodawana zielona glinka w gratisie.



Wiele kosmetycznych nowości i niespodzianek przyniosł mi także udział w Blogowych Mikołajkach. Przede wszystkim udało mi się bardzo miło spędzić czas w towarzystwie NieBieskiej Anety :) O samym spotkaniu i wszystkich cudownościach możecie przeczytać Tutaj.

Końcówka roku to także kilka współprac. Pierwszą z nich jest ta z Rosewhosale. Do mojej garderoby trafiła bluza z ustami, czerwona sukienka, kapelusz oraz chocker ze zdobieniem.

 
 Dostałam także dwa produkty do makijażu od Banggood. A są to paleta do makijażu oraz zestaw pędzli o których mogliście więcej poczytać Tutaj.
 
 
Ostatnią przesyłką jest zestaw do przygotowania własnych kosmetyków z firmy Mieszadełko. Trzy przepisy na naturalne kosmetyki pokazywałam Wam Tutaj.


I to już wszystkie nowości, które dotarły do mnie jeszcze w tamtym roku. W nowy rok weszłam z mocnym postanowieniem ograniczenia zakupów kosmetycznych. Mam tego dosyć sporo i postanowiłam znacząco zminimalizować swoje zasoby. Jak na razie dzielnie trzymam się tego postanowienia i nie ulegam pokusom także mam nadzieję, że NOWOŚCI bedą niewielkie .

Pozdrawiam
EMI
 


piątek, 20 stycznia 2017

Garnier Skin Naturals Moisture +Aqua Bomb

Maseczki w płacie szturmem podbily serca wszystkich kosmetycznych maniaczek w tamtym roku. Było i nich bardzo głośno na wielu blogach i kanałach kosmetycznych.  Nie ukrywam, że zdobyły także moje serce. Jest to bardzo wygodny sposób odżywienia skóry.  Nie trzeba bredzić rąk,  nie trzeba nic zmywac z twarzy. Wystarczy jedynie zdjąć maskę a resztę emulsji wmasować w twarz. Oczywiście prym w tej dziedzinie wiodą firmy azjatyckie. Próbowałam wiele takich masek Skin79, Holika Holika czy Mizon i każda była świetna.  Tym razem firma Garnier postanowiła odtworzyć taką maskę.  Czy jest to próba udana?


Niestety mam złe doświadczenia jeśli chodzi o europejskie czy amerykańskie "podróbki " azjatyckich kosmetyków.  Kremy BB są bardzo słabo kryjące i mają brzydkie kolory. Niczym nie przypominają tych orynalnych.

Do testów dostalam wersję intensywnie nawilzajaca z ekstraktem z granatu. Producent pisze, że ma ona być odpowiednikiem tygodniowego nawilżenia.  Sam materiał z którego wykonana jest maska jest bardzo przyjemny i cienki. Bardzo dobrze przylega do wszystkich zakamarków twarzy.

Po 15 minutach maska była nadal bardzo mokra więc zostawiłam ja do 30 minut. Nic mnie nie podraznilo nie piekło.  Samo jej używanie jest bardzo przyjemne. Niestety moja skóra bardzo słabo piła tę substancję.  To dziwne bo inne olejki czy toniki wypija momentalnie. Starałam się wmasowac resztę , ale i tak zostawiła na skórze lekką warstwę.  Niestety maseczka nie dała mi takiego nawilżenia jakiego oczekiwałam.  Prawdę mówiąc jest ono znikome i krótkotrwałe.  Lepszy efekt otrzymuję,  gdy nasacze czystą plachte hydrolatem różanym lub żelem hialuronowym. 

Wiem, że są jeszcze dwa inne rodzaje tej maski, ale szczerze to nie mam ochoty ich próbować. Wolę jednak kupić te koreańskie lub sama taką zrobić. 

Ciekawa jestem czy mieliście okazję używać tej maski i jak sprawdziła się w Waszym przypadku.

Pozdrawiam
EMI💋

środa, 18 stycznia 2017

Zmieszajmy coś z Mieszadelko.pl

Witajcie!

Uwielbiam kosmetyki naturalne i coraz więcej pojawia się ich w mojej kosmetyczce.  Ale równie mocno lubię sama sobie coś ukręcić. Taki własnoręcznie zrobiony krem czy serum daje mi gwarancję,  że jest on najlepiej dobrany do potrzeb mojej skory.  Znajdują się w nim składniki które lubi i potrzebuje mój typ cery. Poza tym mam wrażenie ze taką domową maską lub peeling działaj dużo lepiej niż te kupne. Gwarancja stworzenia dobrych kosmetyków są przede wszystkim dobre jakościowo składniki z których będziemy je tworzyć.  Jedną z firm, która oferuje szeroki wybór produktów jest sklep internetowy Mieszadełko.pl od którego dostałam zestaw produktów wraz z recepturami do stworzenia własnych kosmetyków.



I w ten oto sposób w domowym zaciszu powstały trzy wspaniałe kosmetyki:  balsam do ciała,   peeling do twarzy oraz peelingujacy balsam do ust.
W zestawie otrzymałam olej kokosowy, olej z pestek malin, olej z orzechów włoskich , wosk bielony oraz zmielone pestki malin. Wszystkie produkty są świeże i spakowane w wygodnych opakowaniach. Oleje tak jak powinny są w ciemnych butelkach. Najbardziej zachwycił mnie olejek z orzechów włoskich gdyż jest on z dodatkiem olejku eterycznego pomarańczowego. Z jego udziałem każdy kosmetyk pachnie niezwykle ciepło i otulająco.


Balsam do ciała rozgrzewająco- ujędrniający:

5 ml olej z pestek malin
4 ml olej z orzechów włoskich z olejkiem zapachowym pomarańczowo-cynamonowym
20 ml olej kokosowy
3g wosk pszczeli bielony

Olej kokosowy i wosk pszczeli rozpuszczamy w kąpieli wodnej. Dodajemy płynne oleje. Mieszamy. Ja odczekałam aż masa zakrzepnie, potem ubiłam spieniaczem do mleka. Powstanie puszysty mus do ciała. Wstawiamy do lodówki do zastygnięcia. 


Balsam jest dosyć twardy, ale topi się pod wpływem ciepła ciała. Świetnie nawilża i natłuszcza skórę, a przy tym ma nieziemski rozgrzewający zapach.


Peelingujący balsam do ust:

2g wosk pszczeli bielony
15 ml olej kokosowy
8 ml olej z orzechów włoskich z olejkiem zapachowym pomarańczowo-cynamonowym
2 g cukier

Olej kokosowy i wosk pszczeli roztapiamy w kąpieli wodnej. Dodajemy olej z orzechów włoskich. Czekamy aż masa zakrzepnie. Dodajemy cukier, mieszamy do połączenia.




Malinowy peeling do twarzy:

10 g peeling z pestek malin
5 ml olej z pestek malin

Oba półprodukty mieszamy w naczyniu. Aplikujemy na mokrą skórę.


Peeling bardzo fajnie oczyszcza skórę i złuszcza martwy naskórek. A przy tym zawarty w nim olejek ją natłuszcza i nawilża.





Jeśli jeszcze nie próbowaliście własnych kosmetyków to polecam spróbować ☺ Działa to niezwykle odprężająco i np mi pomaga się zrelaksować po ciężkim dniu. Wbrew pozorom nie jest to nic trudnego tym bardziej że na stronie Mieszadelko.pl możecie znaleźć receptury zarówno na podstawowe proste przepisy jak i te bardziej skomplikowane.

Aby Was dodatkowo zachęcić razem ze sklepem przygotowaliśmy kod rabatowy. Wystarczy w koszyku wpisać: 

 BOX122016

kod upoważnia do 5% rabatu na całe zakupy. Jest ważny do końca stycznia 2017.

Pozdrawiam!
EMI :)

Post powstał przy współpracy ze sklepem Mieszadelko.pl nie wpłynęło to jednak na moją opinię i produkcie.

poniedziałek, 16 stycznia 2017

Makijaż z Banggood.

Witajcie!

Ostatnio trafiło w moje łapki wiele produktów z chińskich stron internetowych. Ostatnio pokazywałam Wam ubrania , które okazały się być całkiem dobrej jakości i na pewno będą przeze mnie wykorzystywane. Dzisiaj pora na produkty do makijażu. Ze strony Banggood otrzymałam do przetestowania zestaw pędzli oraz paletę do makijażu. Dużym plusem był czas otrzymania przesyłki. Dotarła ona bowiem do mnie w 2 tygodnie. 


Dostałam zestaw 10 pędzli do makijażu oczu i twarzy. Sa one stylizowane na duo fiber ale włosie jest po prostu pomalowane na różne kolory. Pędzle są ładnie wykonane , nie wychodzi z nich włosie.  Nie do końca podoba mi się ten fioletowy kolor, wolałabym żeby były po prostu białe lub czarne ale kolor to kwestia gustu. Najważniejsze że podczas mycia nie farbują. Poza tym włosie jest bardzo mile i miękkie. Pędzelki nie drapią skóry twarzy ani powiek. Ogólnie wszystkie z nich nie są mocno zbite. Jeśli chodzi o te do twarzy to jest to według mnie plus.  Pędzel do podkładu ładnie go rozprasza po twarzy. Nie osiągniemy nim efektu maski. Może się okazać bardzo pomocny gdy mamy ciężki podkład, a chcemy żeby na twarzy wyglądał lżej. Bardzo spodobał mi się pędzel w kształcie kulki.  Bardzo dobrze aplikuje róż w kremie.  Również języczkowy pędzel znalazł swoje zastosowanie ponieważ fajnie sprawdza się do rozświetlacza. W zestawie są 2 skośne pędzle jednak nie za bardzo lubię ten kształt do konturowania. Brakuje mi tutaj dużego, puchatego pędzla do pudru. Mógłby być dołączony zamiast jednego skośnego. 






Jeśli   chodzi o pędzle do oczu to niestety aż tak bardzo mi się nie spodobały. Mają bardzo mało włosia , które jest miękkie i pędzelki mocno się uginają.  Może jest to plus dla osób które mają ciężką rękę bo nie nanoszą dużo koloru. Mi trochę zbyt dużo czasu zajmuje uzyskanie nimi pożądanego efektu. Jedynie pędzelek kuleczkowy jest mocniej zbity dzięki czemu można nim dobrze zaaplikować cień na dolnej powiece lub w kącikach.





Drugim produktem jest paletka w neutralnych kolorach. Jest ona bardzo malutka wręcz kieszonkowa. Mamy w niej aż 40 kolorów , ale są to małe kółeczka, wielkości jednogroszówki. Całość znajduje się w czarnej, plastikowej kasetce. Niestety plastik jest dosyć miękki. Szkoda tez ze produkt nie ma lusterka ale za te cenę chyba nie powinnam się czepiać. Głównie znajdziemy tutaj matowe cienie w kolorach brązu i beżu. Nie są to jednak takie tępe maty. Cienie mają przyjemną , aksamitna konsystencję.  Niestety są one dosyć kruche i trochę się pylą.  Ich pigmentacja nie jest zawrotna , ale na bazie dają radę.  Ich plusem jest to że ładnie się blendują, nie tworzą plam. Mamy w zestawie również 8 cieni błyszczących. Są one bardziej mokre i maślane,  nie sypią się i są zdecydowanie lepiej napigmentowane. Aplikowane palcem na powiekę tworzą bardzo ładny wręcz metaliczny efekt. Na pewno będę ich używać w codziennym makijażu gdyż trudno sobie nimi zrobić plamę nawet w pośpiechu.  



zestaw pędzli: klik 
paleta do makijażu oczu: klik

Miłego poniedziałku!
EMI




Post powstał przy współpracy z firmą Banggood. Jednak nie wpłynęło to na moją opinię o produktach.

piątek, 13 stycznia 2017

Nowości z Rosewholesale

Witajcie!

Dzisiaj chciałabym Wam przedstawić ubrania, które zamówiłam przy współpracy z Rosewholesale. Byłam bardzo ciekawa jakiej jakości są te produkty i czy opłaca się je zamawiać. Nigdy nie korzystałam z tego typu stron. Na zdjęciach produkty prezentują się bardzo dobrze.



Pierwsza - czerwona sukienka. Zauroczył mnie jej dekolt oraz odkryte ramiona. Poza tym ja nigdy nie jestem w stanie przejść obojętnie obok czerwonej sukienki 😍 Sukienka jest wykonana z w miarę porządnego materiału , niestety bardzo się gniecie i trudno mi ja było porządnie wyprasować.  Długość sukienki jest taka jaka ja ostatnio najbardziej lubię czyli za kolano. To czego najbardziej się obawiałam to to że sukienka będzie za mała.  Dlatego zamówiłam rozmiar 38. I niestety jest ona dziwnie uszyta gdyż bardzo odstaje mi na plecach.  Mogłaby być również odrobinę węższa w pasie ale tutaj akurat ta różnica nie jest duża.  Chyba była szyta na kogoś o dużym biuście. .. bardzo dużym. .. Ale całościowo mi się podoba i mam nadzieję ze uda mi się zwężyć górę. 



Do sukienki dobrałam choker z niebieskim oczkiem. Jest bardzo starannie wykonany i ślicznie się prezentuje przy takich odsłoniętych ramionach i upiętych włosach. 





Kolejnym produktem jest bluza z printem ust. Bardzo mi się spodobała na zdjęciu. Jednak gdy ja dostałam to byłam bardzo zaskoczona. Myślałam ze będzie zwykła bluzka. A okazało się , że  jest to bardzo ciepła bluza podszyta polarem. Była testowana na spacerze w te duże mrozy i sprawdziła się świetnie. To do czego mogę się przyczepić to to ze mogłaby być nieco dłuższa.  Ale podkoszulek pod spodem załatwia problem. Wszak w zimie trzeba ubierać się na cebulkę 😉



Ostatnim elementem jest kapelusik.  Od jakiegoś czasu bardzo mi się podobają ale jakoś nigdy nie miałam odwagi kupić. Wybrałam taki z małym rondem i delikatną kokardą z boku. Klasycznie w kolorze czarnym. Kapelusik jest dosyć sztywny ale łatwo fo można ukształtować. Mogłabym się przyczepić do tego że jest trochę mały i np gdy mam włosy spięte gumką to się zsuwa.  Ale przy rozpuszczonych nic takiego się nie dzieje. Myślę że gdy się ociepli to będę go nosić.



I to już wszystkie produkty które zamówiłam.  Ciekawa jestem czy robicie zakupy na tego typu stronach? Ja generalnie rzadko kupuję ubrania przez Internet , gdyż wolę dany produkt po prostu obejrzeć.

Sukienka: klik
Chocker: klik
Bluza: klik
Kapelusz: klik

Pozdrawiam!
EMI :)

Post powstał przy współpracy ze stroną Rosewholesale. Bardzo proszę o kliknięcia w linki :) Chętnie się odwdzięczę.

środa, 11 stycznia 2017

DENKO #1/2016

Hej!

Chyba pora wyrzucić zeszłoroczne pustaki. Nie ma tego w tym miesiącu zbyt dużo, ale znalazło się kilka produktów , które bardzo lubiłam i chętnie do nich wrócę.

Bardzo dobry.
Przeciętny.
Bubel!!!


1. Sylveco , wygładzająca odżywka do włosów. Tak jak bardzo lubię kosmetyki tej marki , tak produkty do włosów kompletnie mi się nie sprawdzają. Odżywkę dostałam w ramach kosmetycznego prezentu od Ani :) U niej odżywka mocno obciążała włosy. U mnie nie robiła praktycznie nic. Może delikatnie je wygładzała, ale niewiele. Była zbyt lekka, a włosy po niej spuszone. Nie polecam.

2. Sun Ozon, samoopalacz do ciała. Bardzo przyjemny produkt , który dostaniecie za przystępną cenę w każdym Rossmanie. Dobrze się rozprowadza, nie tworzy smug. Daje efekt ładnej opalenizny, nie jest ona pomarańczowa. Co ważne ładnie się ściera , nie tworzy plam. Na pewno kupię.

3. Biolaven, płyn micelarny. Bardzo fajny, łagodny micel. Co prawda nie poradzi sobie z jakimś ciemnym, wodoodpornym makijażem, ale z takim bardziej delikatnym już jak najbardziej. Ja i tak zmywam makijaż olejami więc płyn stanowi fajne uzupełnienie tego procesu. Chętnie kupię.

4. Lirene, olejek antycelulitowy. Bardzo przeciętny produkt, nie był zły. Ale takie same efekty można osiągnąć zwykłym olejkiem . Myślę, że większe znaczenie ma tutaj regularny masaż bańką. 

5. Be Beauty Spicy Punch,  rozgrzewająca sól do kąpieli. Miała bardzo fajny, ciepły zapach. Stosowalam ja zarówno do kąpieli stóp jak i do całego ciała.  Nie zauważyłam tylko za bardzo tei efektu grzania. Bardzo przyjemny i niedrogi produkt. Na pewno skuszę się na inne zapachy.

6. Isana,  żel pod prysznic i zapachu borówki.  Jak to żele Isany,  są niedrogie , dobrze myja i mają ładne zapachy. Ten pachniał takimi słodkimi jagodowymi konfiturami. Bardzo mi się ten zapach podobał. 

7. Olay,  CC cream . Kupiłam go kiedyś za grosze w cenie na do widzenia. Bardzo lubiłam go używać w dni kiedy nie nosiłam makijażu.  Bardzo delikatnie kryje.  Jest to wręcz taki krem tonujacy . Nie poradzi sobie z wypryskami  czy przebarwieniami na twarzy ale ładnie niweluje np zaczerwienienia. Mój ulubiony produkt gdy jest gorąco i gdy nie mam ochoty na makijaż.  Wtedy wystarczał mi tylko ten krem i tusz do rzęs. Chętnie wrócę do niego latem.

8. SeeSee nawilżający krem na noc. Produkt dostałam od marki na wrześniowym spotkaniu blogerów.  Miał fajna żelowa konsystencję.  Niestety jak na krem na noc miał dla mnie zbyt lekka konsystencję. Z powodzeniem mogłam fo stosować na dzień. . Trochę przeszkadzał mi jego cytrusowy/toaletowy zapach więc raczej nie kupię.

9. Vichy Aqualia Thermal. Dosyć spora miniaturka która otrzymałam podczas spotkania Kina na obcasach. Nie przepadam za kosmetykami tej marki i ten krem także mnie nie uwiódł. Słabo nawilża.  Całe szczęście mnie nie uczulił jak podkład  ale na pewno nie kupię. 

10. Ekologiczny ekstrakt z jabłka. To był bardzo fajny półprodukt i bardzo dobry nawilżacz. Świetnie nadawał się do różnego rodzaju serum lub kremów czy chociażby do nasączania masek w tabletce. Super!



11. SeeSee ujędrniające błoto do body wrapingu.  Produkt może i dam w sobie dobry. Miał dobra konsystencję która nie spływała ze skóry. Nic mnie nie piekło podczas użycia. Skóra po zabiegu była jędrna i napięta.  Ja jednak jestem zbyt leniwa żeby takie zabiegi wykonywać regularnie, a tylko wtedy ma to sens.

12,13 Maski w płacie jaśminowa i aloesowa. Obie maseczki świetnie się u mnie sprawdziły. Lubię w ogóle ten relaks z maską na twarzy. Skóra jest ładnie nawilżona i ukojona.  Ja jednak nie widzę większej różnicy między różnymi maskami . Wszystkie działają na mnie raczej tak samo.

I to już całe moje zeszłoroczne denko. Czas brać się za kolejne produkty i wyczyścić półeczki z zapasów 😉

Pozdrawiam
Emi

niedziela, 8 stycznia 2017

ULUBIEŃCY- TOP 10 ROKU 2016 !

Witajcie!

Jak Wam się rozpoczął nowy, 2017 rok? U mnie niestety nie najlepiej, gdyż rozpoczęłam go zapaleniem ucha oraz zatok. Dlatego pierwszy tydzień roku przeleżałam praktycznie cały w łóżku. Mam jednak nadzieję, że dawkę chorób na ten rok mam już za sobą.

Duża ilość wolnego czasu pozwoliła mi na dokładne przejrzenie moich kosmetycznych zapasów, wyrzucenie starych produktów . Zaowocowała także postanowieniem o zaprzestaniu kosmetycznych zakupów. Nie mam tych zapasów jakoś strasznie dużo, ale myślę że 4 kremy do twarzy, 5 balsamów itp to i tak jest bardzo dużo. Postanowiłam zredukować ilość produktów do 1-2 w danej kategorii. To samo ograniczenie tyczy się kolorówki. Postaram się nic nie kupować , ewentualnie robić sobie jeden mały prezent po przetrwaniu kwartału w tym postanowieniu :)

Ciekawa jestem Waszych kosmetycznych postanowień :) 

A teraz przejdźmy już do ULUBIEŃCÓW minionego roku. Jak wiece ulubieńców miesiąca nie robię, gdyż aż tak często nie zmieniam kosmetyków. A naciąganie i szukanie tych produktów na siłę mijałoby się z celem. W tym roku może na koniec miesiąca będę wybierać jeden kosmetyk , który zasługuje na wyróżnienie.

Odsyłam też Was do ulubieńców tamtego roku. Moje zdanie o tych produktach nie uległo zmianie.



1.  Marka VIANEK

Gdy zastanawiałam się nad kosmetykami, które chciałabym umieścić w tym zestawieniu to właśnie kosmetyki tej firmy przychodziły mi do głowy najczęściej. Praktycznie każdy kosmetyk, który od nich mam świetnie mi się sprawdza. Dlatego na pewno będę testować kolejne.








2. Kosmetyki ręcznie robione.

Każdy, kto mnie czyta bardzo dobrze wie, że mam sporą kolekcję półproduktów. Bardzo lubię kosmetyki, które sama zrobię gdyż wiem, co aktualnie potrzeba mojej skórze. Mam dosyć spory arsenał glinek oraz olei, które mieszam według aktualnego zapotrzebowania i humoru. 






3. Mydło Aleppo.

Pozostając w temacie kosmetyków naturalnych na początku tego roku zaopatrzyłam się w mydło Aleppo z 12% zawartością oleju laurowego. Świetnie zmywa oleje, którymi wykonuję demakijaż. Idealnie oczyszcza skórę, ale przy tym jej nie podrażnia ani nie wysusza. Nadaje się również do mycia całego ciała, włosów , czy pędzli.



4. Maseczki do twarzy w płacie.

Kontynuuję moją przygodę z kosmetykami azjatyckimi. Po fenomenalnych kremach BB przyszła pora na inne azjatyki. Swoim działaniem zauroczyły mnie maski w płacie/płachcie. Są łatwe w użyciu, nie brudzą wszystkiego dookoła. Na zdjęciu maseczki Holika Holika ze sklepu MyAsia, ale miałam także maski Mizon czy Skin79 i były równie dobre.


5. Podkład -  Irena Eris ProVoke Radiance.

Naczytałam się wiele pozytywnych opinii o matującym bracie tego podkładu i postanowiłam na promocji w SuperPharm zakupić wersję rozświetlającą. Podkład jest bardzo lekki, ma średnie krycie i daje bardzo ładny efekt na twarzy. Nie zawiera w sobie drobinek brokatu , ale twarz po jego nałożeniu zyskuje delikatny glow. Lubię taki efekt w podkładach.




6. Usta - pomadki Max Factor i Bourjois.

Tak ten rok zdecydowanie należał do pomadek w płynie. Ja chciałabym w tym zestawieniu wyróżnić dwie, które absolutnie zawładnęły moim sercem. A mianowicie Bourjois Rouge Edition Velvet 07 Nude-ist , którą odruchowo nakładam , gdy nie mam pojęcia jakiego koloru użyć. Na większe wyjścia upodobałam sobie piękną czerwień, czyli Max Factor Lip Finity 125 So Glamorous. Obie są bardzo trwałe i na moich ustach trzymają się cały dzień. Lip Finity możemy nosić w wersji matowej lub błyszczącej, gdy użyjemy nawilżającego sztyftu.








7. Lakier - Cuccio Colour 6023

Oczywiście uwielbiam wygodę związaną z manicure hybrydowym, ale przeglądając wszystkie moje lakiery ... zwyciężył jednak ten klasyczny. Lakier z Cuccio ma idealny dla mnie odcień klasycznej czerwieni. Pięknie się błyszczy nawet bez topu oraz jest długotrwały.



8. Oczy - Paleta Makup Revolution Girl Panic.

Kiedyś do makijażu oczu używałam tylko produktów w odcieniu brązu, czy złota. Panicznie bałam się kolorów. Aż któregoś dnia kupiłam koralowy cień do powiek. I okazało się, że pięknie odmładza spojrzenie. Twarz staje się wypoczęta i wygładzona. Teraz makijaż w takich odcieniach to dla mnie norma. A paletka z MUR ma wszystko czego potrzebuję do wykonania codziennego makijażu oka. Piękne maty oraz niesamowite cienie rozświetlające. W dodatku są one dobrze napigmentowane oraz trwałe.




9. Rozświetlacz - My Secret Face Iluminator Powder, 
Princess Dream.

Długo szukałam rozświetlacza, który będzie spełniał moje oczekiwania. Nie byłam do końca zadowolona z polecanej Mary Lou Manizer ani z Lovely Gold Highliter. Były dla mnie jakieś sztuczne. Natomiast rozświetlacz z My Secret ma piękny, cielisty kolor który idealnie stapia się z moją skórą. Dzięki czemu daje efekt pięknej tafli oraz zdrowej promiennej skóry. 


10. Gadżet - czytnik e-book PoketBook Touch Lux 3 

Długo zastanawiałam się, czy uda mi się przerzucić z tradycyjnych książek na te elektroniczne. Nie powiem , że było to łatwe , gdyż uwielbiam zapach książek. Przeważyły jednak względy mieszkaniowe. Nie mam miejsca na kolejne książki. Poza tym czytnik jest dużo lżejszy w codziennym noszeniu i nie niszczy się tak jak papier. Jestem nim zachwycona i zawsze jest przy mnie w torebce :)


I to już wszyscy moi ulubieńcy tamtego roku. Chętnie się dowiem jacy byli Wasi.

Pozdrawiam!
EMI :)