Obserwatorzy

wtorek, 28 lutego 2017

Kiehl's Utra Facial Toner

Hej!

I pomyśleć , że jeszcze niedawno tonik był dla mnie całkowicie zbędnym kosmetykiem i używałam go sporadycznie. Teraz nie wyobrażam sobie bez niego mojej pielęgnacji. Zawsze po umyciu twarzy aplikuje  tonik lub mgiełkę w celu wyrównania ph skóry.  Taki produkt czyści pozostałości poprzednich kosmetyków oraz przygotowuje twarz na przyjęcie kolejnych: serum i kremu. Obecnie możemy dobrać tonik do własnych potrzeb. Ja zazwyczaj wybieram te nawilżające. 



  • Łagodny tonik bezalkoholowy
  • Nawilża, odpręża i przygotowuje na dalszą pielęgnację
  • Z emolientami skwalanem, olejkiem z pestek moreli, witaminą E i olejkiem z awokado
  • Łagodnie usuwa brud i osady z powierzchni skóry
  • Zbalansowane pH zapewnia poczucie komfortu
  • Do wszystkich rodzajów skóry
  • Sposób użycia: Namocz wacik i nanieś na oczyszczoną twarz

Tonik ma bardzo przyjemną,  żelowa konsystencję. Przypomina mi tonik Sylveco. Mi taka gęsta konsystencja odpowiada, gdyż nanosze wówczas produkt dłońmi. Wklepuje go jak serum. Jest to dużo lepsze rozwiązanie niż wacik. Nie marnujemy produktu.

Jeśli chodzi o działanie tomiku to faktycznie bardzo dobrze nawilża skórę oraz łagodzi zaczerwienienia. Po jego użyciu ściągnięcie,  które czasem towarzyszy mi po oczyszczaniu bardzo szybko znika.

Podsumowując jest to bardzo dobry produkt z którym się polubiłam. Jednak zauważam kilka wad. Po pierwsze wolałabym , aby był to produkt naturalny. Wspomniany wcześniej tonik z Sylveco ma bardzo podobne działanie , a dużo lepszy skład. Jest też bardzo duża różnica w cenie gdyż za tę  mała buteleczke musiałam zapłacić 40zł. Na jego obronę działa to, że jest bardzo wydajny. Ale raczej już do niego nie wrócę. Jest dobry, ale znam tańsze toniki  czy chociażby hydrolat różany o podobnym działaniu.

Przy okazji zakupów w Kiehl's otrzymałam także kilka próbek. Na weekend odstawiłam swoją standardową pielęgnację i używałam tylko ich.

Clearly Corrective Dark Spot- serum rozjasniajace przebarwienia. Bardzo fajny produkt o płynnej konsystencji. Co prawda po trzech dniach używania nie wypowiem się na temat przebarwień ale zawiera wit C i fajnie rozświetla i nawilża cerę.

Cilantro&Orange Ectract  Pollutant Defending Masque - maseczka walcząca z zanieczyszczeniami. W sam raz na panujący w Warszawie i trujący nas smog.  Co to była za wspaniała maska. Pięknie pachnie i mocno nawilża skórę.

Hydro Plumping Re-Texturizing Serum Conzentrate również fenomenalne nawilżające serum. Po nim twarz była wygladzona i jakby wypełniona.  Myślę że może być super dla skóry dojrzałej.

Ultra Facial Cleasner to porządny żel do twarzy. Bardzo wydajny. Już niewielka ilość starczyla na umycie całej twarzy. Mocno się pienil i mocno oczyszczal. Ale generalnie żel jak żel.

Actively Correcting & Beautyffing BB Cream to najgorszy produkt tego typu jaki kiedykolwiek używałam. Okropnie śmierdzi. .. jak beton. Nic nie kryje a na twarzy jest pomarańczowy.

Tak prezentują się produkty Kiehl's które miałam okazję używać. Firma jest godna uwagi. Bardzo interesuje mnie ich serum nawilżające i na pewno po proszę w sklepie o jego próbkę.

Mieliście okazję używać produkty Kiehl's?

Pozdrawiam.
EMI💋

Posty, które mogą Cię zainteresować:



niedziela, 26 lutego 2017

KOLOROWA NIEDZIELA # 2 MAC SATIN AMOROUS

Witajcie!

Kolejna kolorowa niedziela dobiega końca więc najwyższy czas na kolejną pomadke z mojej kolekcji. 

Szminki MAC to marzenie wielu fanek makijażu. Są kultowym produktem tej firmy kosmetycznej. Są wychwalane przez wszystkie popularne blogerki i vlogerki.  Dlatego bardzo się ucieszyłam z mojej pierwszej pomadki.


Mój wybór padł na satynowe wykończenie  w kolorze Amorous. Jest to dosyć wyraźna i ciemna śliwka w połączeniu z bordo. Bardzo ładny , elegancki kolor. Jednak na tyle stonowany, że  wklepana w usta palcem wygląda  dobrze nawet w dziennym makijażu.





Pomadki jest bardzo komfortowa. Dobrze się nosi cały dzień i jest bardzo trwała.  Niestety zostaje na szklankach podczas picia jednak mimo ciemnego koloru sciera się z ust bardzo delikatnie i nie tworzy dziur. Szminka nie wysusza ust.  Bardzo się z nią polubiłam aczkolwiek nie widzę ogromnej różnicy między nią a na przykład Golden Rose Velvet Matte. Obie na moich ustach trzymają się tak samo dobrze. A ich wykończenie również jest bardzo podobne. Nie jest to płaski mat a lekka , ładnie wyglądająca satyna.

Nie wiem czy macie podobne odczucia jak ja? Czy należycie do zakochanych w pomadkach MAC? Ja , mimo że jakość tej pomadki jakoś szczególnie mnie nie zachwyciła będę polować na wykończenie retro mat.
Cały czas wacham się między Russian Red a  Ryby Woo. 


EMI💋


sobota, 25 lutego 2017

Sylveco Wygładzająca Odżywka do włosów

Witajcie!

Produkty marki Sylveco niezwykle często pojawiają się na moim blogu. Wynika to z tego, że dobrze się u mnie sprawdzają.  Odpowiada mi ich naturalny skład oraz to, że są niedrogie. 
Jakiś czas temu dostałam od Ani, która prowadzi Aneczkablog odżywkę do włosów
 U niej się ona nie sprawdziła, zbyt mocno obciążała jej kosmyki.  U mnie wywołała  całkowicie inny efekt.



Wygładzająca odżywka na bazie ekstraktu z łopianu przeznaczona jest do każdego rodzaju włosów. Zawiera składniki wzmacniające, nawilżające i odbudowujące, dzięki którym włosy nabierają blasku, ładnie się układają, są gładkie i elastyczne. Olej z pestek winogron, oliwa z oliwek i olej arganowy chronią przed wysuszeniem i uszkodzeniami. Dodatkowo cukier i panthenol (humektanty) zatrzymują wilgoć i pozwalają uzyskać odpowiednią objętość fryzury, bez obciążenia. Stosowanie odżywki po każdym myciu włosów zapewnia efekt idealnie miękkich, wygładzonych i pełnych blasku włosów.
Produkt przebadany dermatologicznie. Hypoalergiczny. Wygładzająca odżywka do włosów posiada delikatny zapach olejku sosnowego. Pojemność: 300 ml.
INCI: Aqua, Cetyl Alcohol, Sucrose, Vitis Vinifera Seed Oil, Olea Europaea Fruit Oil, Glycerin, Stearic Acid, Arctium Lappa Extract, Panthenol, Decyl Glucoside, Argania Spinosa Kernel Oil, Glyceryl Oleate, Lactic Acid, Cyamopsis Tetragonoloba Gum, Sodium Benzoate, Cocamidopropyl Betaine, Pinus Silvestris Oil.

Odżywka ma dosyć rzadką konsystencję , ale dobrze nakłada się na włosy, nie spływa z nich. Jak na kosmetyki tej marki przystało ma delikatny, ziołowy zapach. Ale nie jest on nachalny czy przeszkadzający.  Produkt nakładam na 10 minut na umyte włosy mniej więcej od połowy.  Muszę przyznać , że  bardzo ładnie je wygładzał . Były śliskie i z łatwością można było je rozczesac. To, co jednak sprawiło że  go więcej nie kupię to to, że niestety szybko zaczynały się puszyć . Ta odżywka jest jednak dla nich zbyt lekka. Zdecydowanie bardziej lubię takie, które sa w formie gęstego kremu lub masła. 
A szkoda, bo zapowiadał się naprawdę fajnie.

Ciekawa jestem jakie odżywki  lub maski przeciwko puszeniu się włosów  wy stosujecie?

Udanego wieczoru!
EMI💋


środa, 22 lutego 2017

Amaderm Krem nawilżająco-regenerujący. Remedium na spierzchnięte dłonie.

Witajcie!

Zima to ciężki okres dla naszych dłoni. Mróz, śnieg i wiatr działają na nią bardzo niekorzystnie. Tym bardziej jeśli ktoś tak jak ja wiecznie zapomina zabrać ze sobą rękawiczek. Trudno mi było znaleźć krem, który będzie bardzo mocno regenerujący, a przy tym także ochronny. Jednak w wakacyjnym Joy Box trafił do mnie produkt od Amaderm. Od razu po przeczytaniu składu wiedziałam, że podczas ciepłych miesięcy będzie za gęsty więc zostawiłam go na zimę.



Amaderm Krem nawilżająco-regenerujący przeznaczony jest do ochrony skóry suchej, szorstkiej z tendencją do łuszczenia. Szczególnie polecany do stosowania w miejscach najbardziej narażonych na przesuszenie, tj. dłoniach, łokciach i kolanach.
15-pocentowe stężenie substancji nawilżającej zapewnia ochronę przesuszonej i odwodnionej skórze. Wygładza ją i regeneruje, likwiduje nadmierne rogowacenie, czyni miękką, gładką i elastyczną. Ułatwia złuszczanie i zwiększa przepuszczalność warstwy rogowej. Delikatna, kremowa formuła pozwala łatwo rozprowadzić krem.
Kosmetyki są bezpieczne nawet dla cery skłonnej do podrażnień i alergii. Nie zawierają parabenów ani produktów ropopochodnych. Krem nie posiada zapachu, barwników, nie powoduje żadnych reakcji alergicznych. Może być stosowany zarówno do codziennej ochrony skóry suchej, jak i podczas różnego rodzaju terapii, zabiegów powodujących wysuszenie czy podrażnienie skóry.
Pojemność: 50 ml
Skład:
Aqua, Urea, Cetearyl Alcohol, Sodium Lactate, Polysorbate 60, Glyceryl Stearate, Linum Usitatissimum, Caprylic/Capric Triglyceride, Isopropyl Myristate, Dimethicone, Sorbitol, Panthenol, Sorbitan Stearate, Lactic Acid, Theobroma Cacao, Silica, Allantoin, Tocopherol, Xanthan Gum, Potassium Sorbate, Cholesterol, Ceresin, Paraffinum Perliquidum, Paraffinum Liquidum, Lanolin
Produkt ma postać gęstej maści. Na drugim miejscu w składzie ma mocznik i to on sprawia, że bardzo skutecznie zmiękcza i nawilża naskórek. Mimo tej gęstości i tłustości to produkt dosyć szybko się wchłania w dłonie jednak ten dodatek w nim parafiny pozostawia taką delikatną ochronną warstewkę na powierzchni dłoni. Nie jest to jednak w tym przypadku nic złego, gdyż ta warstwa tworzy barierę dla niekorzystnych czynników atmosferycznych. Bardzo chętnie używałam go rano, gdy wychodziłam z domu na dwór. Smarowałam nim dłonie, taką grubszą warstwą również na noc. Krem także świetnie radził sobie ze zmiękczaniem skóry na stopach, kolanach czy łokciach. Jedynym minusem może być jego zapach , gdyż jest on dosyć intensywny. Trudno mi go określić, ale dla mnie pachnie tak jak olej z orzechów włoskich , ale w bardzo stężonej dawce. Nie był to może jakiś nieprzyjemny zapach, ale dla mnie zdecydowanie zbyt intensywny Naprawdę byłam z niego bardzo zadowolona i będę pamiętać o tym produkcie w przyszłym roku.
Produkty AMADERM możecie kupić na ich stronie www.amaderm.pl
Post nie jest sponsorowany, a produkt kupiony przeze mnie.


niedziela, 19 lutego 2017

Kolorowa Niedziela - trzy odcienie burgundu od Golden Rose

HEJ!

Nie ukrywam, że uwielbiam wszelkiego rodzaju produkty do ust i mam ich bardzo pokaźną ilość. Usta mam pomalowane praktycznie codziennie chociażby tylko błyszczykiem. Ale najczęściej jest to pomadka. Dlatego wpadłam na pomysł, aby pokazać Wam pomadki, które posiadam i napisać o nich kilka słów. Mam nadzieję, że takie posty będą pojawiały się przez kilka kolejnych niedziel.

Dzisiaj korzystając z tego, że mamy jeszcze odrobinę śniegu za oknem pokażę Wam trzy typowo zimowe kolory. Są to przepiękne, nasycone i ciemne ... hmm ...burgundy, odcienie czerwonego wina... ciekawa jestem jak Wy byście nazwały taki kolor.


Sheer Shine Stylo Lipstick Nr 32 - Połyskująca pomadka do ust - Golden Rose. Pomadka o wyjątkowo miękkiej strukturze, zapewniająca transparentne i połyskujące wykończenie. Lekka formuła, wzbogacona o olej arganowy i witaminę E doskonale się rozprowadza i pielęgnuje usta poprawiając ich kondycję. Nawilża i dodaje olśniewającego blasku dzięki zawartości niewyczuwalnych drobinek. Faktor SPF 25 chroni delikatną skórę ust przed negatywnym działaniem promieni słonecznych.




Pomadka o bardzo przyjemnej konsystencji. Przywodzi na myśl balsam albo masełko do ust. Bardzo komfortowo się nosi i delikatnie nawilża usta. Jest lekko transparentna , ale mimo wszystko kolor 32 jest dobrze widoczna na ustach. To takie soczyste bordo chociaż na zdjęciu wyszła odrobinę jak czerwień. Idealna , gdy usta są spierzchnięte i zmęczone zimowym mrozem i wiatrem.



Matte Crayon Lipstick - Matowa pomadka do ust w kredce Nr 02. Matowa pomadka do ust Matte Crayon tworzy na ustach aksamitne wykończenie. Wysoka zawartość pigmentów oraz długotrwała formuła sprawia, że pomadka długo utrzymuje się na ustach. Idealnie się rozprowadza, a dzięki zawartości składników nawilżających oraz wit. E dodatkowo odżywia i nawilża usta. Bogata paleta kolorów zawiera odcienie od klasycznej czerwieni po różne odcienie nude.





Gdy tylko zobaczyłam ten kolor to przepadłam. Musiałam ją mieć. Dopiero później zaczęłam się zastanawiać, gdzie ja w takiej ciemnej pomadce się pokarzę. No cóż kilka okazji jednak się znalazło. Jest to zdecydowanie moja ulubiona seria pomadek matowych. Kredką można bardzo ładnie wyrysować kontur ust. Nie potrzebujemy już konturówki. Utrzymuje się ona długo na ustach , a przede wszystkim jest bardzo komfortowa. Nie jest to płaski mat, ładnie wygląda na ustach. I przede wszystkim mocno ich nie wysusza. 





Longstay Liquid Matte Lipstick Nr 05 - Matowa pomadka do ust w płynie Pomadka w płynie gwarantuje perfekcyjne, pełne pokrycie ust matowym kolorem przez wiele godzin, bez uczucia przesuszenia i lepkości.Lekka formuła wzbogacona w witaminę E i olej z awokado sprawia, że usta stają się niezwykle nawilżone i gładkie.Elastyczny aplikator i kremowa konsystencja zapewniają wygodne rozprowadzanie produktu.Po aplikacji należy odczekać chwilę, aby uniknąć rozmazania.Produkt łatwo można zmyć przy pomocy dwufazowego płynu do demakijażu.




Trzecia, najbardziej matowa i najtrwalsza pomadka. Niestety jak to często bywa z takimi długotrwałymi, zasychającymi formułami niestety lubi przesuszać usta. Aby dobrze wyglądała musi być nałożona cienką warstwą na wypeelingowane i nawilżone (ale nie mokre) wargi. Jeśli będziemy dbać o naskórek to będzie wyglądała pięknie przez długie godziny. No i ten kolor, sami przyznajcie czyż nie jest piękny? :)


Miłej niedzieli!
EMI 

sobota, 18 lutego 2017

Kringle Candle Set Sail - zapach świeżości

Witajcie!

Zima strasznie mi się dłuży w tym roku. Tak jak przez kilka ostatnich lat narzekałam, że nie ma śniegu i mrozu tak teraz chciałabym , żeby nastała już wiosna. No cóż, niektórym nigdy się nie dogodzi ;) 

Świece i woski zapachowe nie goszczą na moim blogu zbyt często. Mój mąż nie cierpi, gdy je palę więc robię to tylko wtedy gdy wiem, że przez dłuższy czas nie będzie go w domu. O ile zimą lubię zapachy ciężkie, świąteczne i słodkie tak teraz zmęczona już zimowym klimatem zaczynam przerzucać się na te bardziej świeże i wiosenne. W tamtym roku trafiłam na wyprzedaż w sklepie a'Tab i w bardzo przystępnej cenie (ok. 50zł ) Bardzo spodobał mi się jej świeży zapach. Poza tym wiedziałam, że spodoba się mojej drugiej połówce jej wygląd , gdyż na etykiecie są jego ukochane żaglóweczki. Taka sprytna bestia ze mnie :)




Jak pachnie wosk Set Sail?
Czy pamiętasz zapach ciepłych wieczorów nad morzem? Czy pamiętasz te chwile, w których trzymając się za ręce spacerowaliście po brzegu morza i podziwialiście piękno zachodzącego słońca? Czy pamiętasz orzeźwiający, słony zapach morskiego powietrza? Przypomnij sobie to ekscytujące uczucie, które towarzyszyło Ci podczas Waszych pierwszych wspólnych wakacji. Wyjątkowy aromat słonej bryzy i erotycznego piżma. Możesz go mieć już wyłącznie dla siebie i o każdej porze roku. Weź w swą dłoń, dłoń ukochanej osoby i powspominajcie wspólnie spędzone romantyczne chwile nad polskim morzem.

Świece Kringle Candle zdecydowanie bardziej podobają mi się wizualnie niż Yankee. Ten prosty , minimalistyczny słój jakoś bardziej trafia w mój gust. Pięknie się prezentuje w pokoju na białej komodzie i niewątpliwie jest jej dużą ozdobą. Świeca ma dwa knoty dzięki czemu bardzo równomiernie się spala. Nie robią się w niej tunele . Często mi się to zdarzało, gdy miałam tańsze świece np z Ikea. Jedyne co mnie denerwuje to to, że świeca mi się strasznie okopciła u góry słoja. Podcinam regularnie knoty, a jednak nadal się to dzieje. Może macie dla mnie jakąś poradę? Przyznaję się, że nie znam się za bardzo na świecach . Do tej pory głównie paliłam woski lub daylighty.
Przejdźmy do najważniejszej sprawy, czyli zapachu. Powiem jednym słowem , że go uwielbiam. Zapach jest bardzo świeży. Tak jak pisze producent kojarzy mi się właśnie z wakacjami nad morzem, albo na Mazurach na żaglach. Ten wiatr we włosach i wodna bryza. Coś cudownego. Nie za bardzo wyczuwam w nim te zapachy piżma. Jest to raczej lekki, delikatny zapach. Zawsze, gdy go zapalę to w dmu robi się jakby czyściej. Dlatego zawsze odpalam go np. przed wizytą gości. W domu tworzy się wówczas taka rześka , miła atmosfera. Świeca mimo, że nie jest mocno intensywna  to jednak jest wyczuwalna nawet w dosyć dużym pokoju. Dużym plusem jest to, że może się długo palić a i tak nie stanie się męcząca , czy dusząca. Dużą zaletą tych świec jest również ich wydajność. Ja kupiłam swoją w wakacje, paliłam ją już naprawdę wiele razy a i tak mam jeszcze 2/3 słoiczka.
Naprawde bardzo Wam polecam ten zapach.
Jestem ciekawa jakie zapachy Wy lubicie? Może polecicie jakieś konkretne nazwy?

Pozdrawiam!
Emi

czwartek, 16 lutego 2017

VIANEK Odżywczy peeling-maseczka do twarzy


Witajcie!

Jeśli mnie czytacie to wiecie , że  jestem ogromną fanką kosmetyków polskich marek Sylveco, Biolaven i ostatnio Vianek. Do mojej łazienki co chwila trafiają nowe produkty. Do tej pory praktycznie ze wszystkich byłam zadowolona. Jednak i w tak zgranej rodzince znalazła się czarna owca.
Peeling ten otrzymałam w jednym z naturalnych pudełek . Sam pomysł na połączenie maski z peelingiem bardzo mnie ciekawiło
Wyjątkowe połączenie delikatnego peelingu w postaci drobno zmielonego siemienia lnianegoi maseczki. Dzięki niezwykle delikatnej formule może być stosowana w przypadku każdego rodzaju cery, nawet bardzo cienkiej i wrażliwej. Bogactwo składników odżywczych (olej sojowyolej z pestek moreliolej rokitnikowy,masło kakaowemasło sheamasło avocado) oraz miód wspaniale odżywia, wygładza, nawilża i uelastycznia skórę. Po zastosowaniu pozostawia skórę aksamitnie gładką, promienną i pełną blasku.


INCI

Glycine Soja Oil, Linum Usitatissimum Seed Extract, Glyceryl Stearate, Mel Extraxt, Prunus Armeniaca Kernel Oil, Theobroma Cacao Seed Butter, Persea Gratissima Butter, Butyrospermum Parkii Butter, Hippophae Rhamnoides Oil, Tocopheryl Acetate, Benzyl Alcohol, Parfum, Dehydroacetic Acid.

W miękkiej wygodnej tubce otrzymujemy produkt o świetnym składzie. Mamy tutaj jedynie naturalne składniki.  Pierwsza rzeczą, która mi się nie spodobała w tym produkcie to jego konsystencja.  Składa się on z masła i olei i po dłuższym staniu na półce po prostu się rozwarstwia. Na początku wypływa olej a dopiero później te drobinki. 
Jeśli chodzi o działanie peelingujące to niestety też nie bardzo mi się podoba. Te drobinki są dosyć duże i kiepsko mi się tym masuje twarz. Jest to dosyć nieprzyjemne. Poza tym mam wrażenie,  że nie zluszczaja należycie martwego naskórka. 
Jedynie jako maseczka produkt sprawdza się względnie. Co prawda nie robi jakiegoś efektu wow,  ale nieźle nawilża  i natłuszcza skórę.  Na pewno ją zużyje , gdyż nie robi nic złego, ale niestety raczej więcej do niej nie wrócę.

Ciekawa jestem Waszej opinii o tym produkcie.

Pozdrawiam.
Emi

poniedziałek, 13 lutego 2017

Odżywki Nivea - Hydro Care czy Lon Care&Repair?

Witajcie!

Uwielbiam wszelkiego rodzaju odżywki do włosów. Niestety bez nich po myciu moje włosy strasznie się puszą . Na pewno nie dałoby się ich w ogóle rozczesać. Produkt,  który spełnia moje oczekiwania musi być dostatecznie gęsty i treściwy. Niestety wiele z nich jest zbyt lekkich , aby ten puch ogarnąć.  Podczas jednej z promocji w Rossmannie w moje ręce wpadły dwie popularne odżywki z Nivea. A że ich działanie na moich włosach jest bardzo podobne to postanowiłam opisać je w jednym poście. 





Odżywka odbudowująca do włosów długich Nivea Care & Repair:
- Skutecznie pielęgnuje włosy na całej długości – od nasady aż po końcówki.
- Wzmacnia i odbudowuje włosy.
- Chroni przed łamaniem się włosów i rozdwajaniem się końcówek.

Skład: Aqua, Stearyl Alcohol, Cetyl Alcohol, Stearamidopropyl Dimethylamine, Dimethicone, Panthenol, Hydrolyzed Keratin, Lanolin Alcohol (Eucerit), Macadamia Ternifolia Seed Oil, Orbignya Oleifera Seed Oil, Oryzanol, Silicone Quaternium-18, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Trideceth-6,Trideceth-12, C12-15 Pareth-3,Coco-Betaine, Cocamidopropyl Betaine, Sodium Chloride, Lactic Acid, Citric Acid, Phenoxyethanol, Potassium Sorbate, Ethylhexylglycerin, Linalool, Butylphenyl Methylpropional, Geraniol, Benzyl Alcohol, Alpha-Isomethyl Ionone, Parfum.




NIVEA Odżywka do włosów Hydro Care z aloesem pielęgnuje, intensywnie nawilża i ułatwia rozczesywanie, dzięki innowacyjnej formule z Nutri Esencją i ekstraktem z aloesu. Linia przeznaczona jest dla włosów suchych lub normalnych – zapewnia im intensywne nawilżenie i sprawia, że są wyraźnie gładsze w dotyku. Odżywka nie obciąża włosów, zapobiega ich przesuszaniu się i ułatwia rozczesywanie. Włosy są mocniejsze i bardziej elastyczne. Dla optymalnych rezultatów, stosuj razem z szamponem z tej samej linii, NIVEA Hydro Care.
  • Pielęgnuje i intensywnie nawilża nie obciążając włosów
  • Wzmacnia strukturę włosów poprawiając ich elastyczność
  • Chroni włosy przed wysuszeniem i ułatwia ich rozczesywanie
  • Ułatwia rozczesywanie
  • Tolerancja dla skóry potwierdzona dermatologicznie

LISTA SKŁADNIKÓWAqua, Cetyl Alcohol, Myristyl Alcohol, Dimethicone, Cetrimonium Chloride, Stearamidopropyl Dimethylamine, Lanolin Alcohol (Eucerit®), Macadamia Ternifolia Seed Oil, Aloe Barbadensis Leaf Juice Powder, Nymphaea Odorata Root Extract, Glyceryl Glucoside, Glycerin, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Cocamidopropyl Betaine, Lactic Acid, Sodium Chloride, C12-15 Pareth-3, Propylene Glycol, Phenoxyethanol, Citronellol, Limonene, Alpha-Isomethyl Ionone, Benzyl Alcohol, Parfum


Obie odżywki mają taką konsystencję jaką lubię.  Są gęste i nie spływają z włosów.  Mimo tego, że  obie wysoko w składzie mają alkohol to nie przesuszyly moich włosów.  Wręcz przeciwnie. Obie odżywki nakładałam  na włosy po umyciu tak mniej więcej od wysokości ucha. Większą ilość odżywki nakładam na końcówki.  Następnie włosy zawijam w ręcznik i zostawiam na 15-30 minut. Po tym czasie splukuje chłodną wodą.  Odżywka Long Care&Repair zawiera keratyne. Po jej użyciu włosy sa bardziej mięsiste i jakby grubsze. Mimo, że jest to odżywka proteinowa to przy regularnym używaniu nie zauważyłam aby  robiła moim włosom coś złego.Odżywka  Hydro Care jest mocniej nawilżająca. Włosy są po niej bardzo lejace i błyszczące.  Mają minimalnie mniejsza objętość. Po obu tych produktach moje włosy wyglądały bardzo dobrze. Łatwo można było je rozczesać. Poza tym były miękkie i ładnie się układały. Dla mnie dodatkowym plusem był utrzymujący się na nich delikatny zapach kremu Nivea.  Wypróbowałam te odżywki także jako produkt do mycia włosów i także bardzo dobrze sprawdziły się w tej roli. I mnie najlepsze efekty przynosiły stosowane naprzemiennie. Jednym słowem POLECAM. To dobry produkt w naprawdę niewielkiej cenie, gdyż na promocji można je kupić za niecałe 7zł.



Pozdrawiam.

Emi💋


Post nie jest sponsorowany a produkt kupiony przeze mnie.

środa, 8 lutego 2017

SeeSee kosmetyki z minerałami z morza martwego

Witajcie!

Morze Martwe jest ogromną skarbnicą minerałów i często błoto czy sól z tego rejonu jest wykorzystywana w salonach SPA. Takie kosmetyki mają silne działanie odżywiające oraz ujędrniające skórę. Coraz częściej firmy ogólnodostępne umieszczają te składniki w swoich produktach. Ja miałam przyjemność dostać kilka kosmetyków firmy See See. Dużym plusem marki jest to, że nie dodaje do swoich kosmetyków parabenów, silikonów, syntetycznych zapachów oraz olei mineralnych. Za to są one bogate w naturalne oleje oraz ekstrakty z roślin. W paczce otrzymałam krem na noc, maskę błotną, masło do ciała oraz błoto z Morza Martwego do body wrapingu. Jeśli interesuje Was jak kosmetyki sie u mnie sprawdziły to zapraszam do czytania .


Krem na noc z minerałami z Morza Martwego do wszystkich typów skóry : Wyjątkowy krem, który wyraźnie poprawia wygląd skóry w trakcie nocnego odpoczynku, gdy naturalny system odnowy działa najlepiej. Wygładza skórę i niweluje wpływ szkodliwych czynników, uszkadzających ją w ciągu dnia. Rano cera jest rześka i promienna, wygląda zdrowiej i młodziej.

Krem ma bardzo lekką , żelową konsystencję. Bardzo szybko się wchłania i nie pozostawia na skórze tłustej i lepkiej warstwy. Niestety dla mojej suchej skóry okazał się on zbyt lekki do stosowania na noc.  W moim przypadku kremy żelowe się nie sprawdzają, na noc potrzebuję czegoś bardziej treściwego. Rano moja skóra zdecydowanie potrzebowała nawilżenia. Natomiast ze względu na jego lekką konsystencję zaczęłam używać go w ciągu dnia i dobrze sprawdził się jako baza pod makijaż. Po pewnym czasie skóra była w dobrej kondycji, była dobrze odżywiona i ujędrniona. Minusem o którym muszę wspomnieć jest zapach tych produktów. Myślałam, że będzie on świeży, morski. Niestety zapach przypomina mi odświeżacz do toalety i jest on naprawdę intensywny :(  

Maseczka z czystym błotem z Morza Martwego - Maseczka z ciemnym błotem z Morza Martwego jest wzbogacona minerałami, by dokładnie oczyszczać skórę. Jeden z cudów natury, błoto z Morza Martwego, zawiera wyjątkowo dużo cennych składników mineralnych i ma doskonałe właściwości oczyszczające. Usuwa zanieczyszczenia i nadmiar sebum, delikatnie złuszcza zrogowaciały naskórek, odsłaniając czystą, świeżą skórę. Maseczka z błotem ma w swoim składzie m.in. sód, potas, chlorki magnezu, bromki i siarczany, połączone z witaminą E i olejkami roślinnymi. Zabieg z wykorzystaniem maseczki sprawia, że skóra zyskuje aksamitnie gładki, świeży i promienny wygląd.

To zdecydowanie mój ulubiony produkt z tej serii. Miała bardzo dobrą, aksamitną konsystencję i była łatwa w aplikacji. Można było ją nałożyć równomierną warstwą na skórze. Ponadto maska nie zasychała szybko na twarzy. Była komfortowa w użyciu , twarz pod nią nie piekła (co miało miejsce np przy użyciu maski z Sephory) i nie swędziała. Po zmyciu maseczki skóra była pięknie oczyszczona i nawilżona. W żaden sposób nie była ona ściągnięta. Bardzo mi się ten produkt spodobał i myślę, że jeszcze do niego wrócę.




Maska do ciała - błoto z Morza Martwego Błoto z Morza Martwego świetnie nadaje się jako maska na całe ciało lub wybrane jego fragmenty oraz do orzeźwiającego, odżywiającego skórę masażu. Wzbogacone naturalnymi minerałami, które sprzyjają piękniejszemu wyglądowi skóry. Dobrze wchłaniane przez pory skórne, dokładnie oczyszcza skórę.

To również był bardzo fajny produkt. Błoto miało idealną konsystencję. Było na tyle gęste, aby nie rozpływać się po skórze. Ja nałożyłam je dosyć solidną warstwą na nogach, pośladkach oraz brzuchu. Następnie owinęłam się folią spożywczą i nałożyłam grube legginsy. Widok niesamowicie zabawny ! Po 20 minutach zmyłam produkt pod prysznicem. Skóra była świetnie napięta, ujędrniona , lekko zaczerwieniona ale po chwili to minęło. Podczas użytkowania nie czułam nic nieprzyjemnego. Gdy posmarowałam ją dodatkowo masłem wyglądała przepięknie. Oczywiście efekt nie jest długotrwały. Opakowanie starczyło mi na dwa użycia. Ale oczywiście przydałaby się cała seria regularnych zabiegów.


Masło do ciała z minerałami z Morza Martwego Krem o bardzo bogatej konsystencji zapewnia doznanie wyjątkowej miękkości skóry.Wzbogacone minerałami z Morza Martwego: chlorkami magnezu, potasu, sodu i wapnia oraz starannie dobranymi olejkami i ekstraktami naturalnymi, które cudownie zmiękczają skórę, dzięki czemu zyskuje wygląd młodszej, zdrowszej i bardziej promiennej.

To chyba produkt, który najmniej mi się spodobał. Przede wszystkim chyba za ten intensywny zapach o którym pisałam przy kremie. Samo masło jest bardzo gęste i dosyć wolno się wchłania. Ale za to nawet nieźle nawilża. Niestety nie jestem w stanie używać go do całego ciała , ale z powodzeniem stosuję jako krem do stóp.





Podsumowując uważam, że produkty marki SeeSee są dobrej jakości i jeśli chcecie wypróbować kosmetyki z minerałami z Morza Martwego to można zainteresować się ofertą firmy. Ja chętnie wrócę do maski do twarzy. Na stronie wypatrzyłam również peelingi oraz sól do kąpieli.

Listę sklepów, w których możecie zakupić produkty SeeSee możecie znaleźć na stronie www.seesee.com.pl

Post powstał przy współpracy z firmą SeeSee, ale nie wpłynęło to na moją opinię o produktach.

niedziela, 5 lutego 2017

NOWOŚCI #2 STYCZEŃ

Witajcie!

W piątek pojawił się styczniowy post z Denkiem dlatego dzisiaj pora na NOWOŚCI. Moim postanowieniem noworocznym jest maksymalne zminimalizowanie swoich zapasów kosmetycznych. W związku z tym porobiłam spis wszystkich produktów jakie posiadam i ograniczam zakupy tylko do tych najpotrzebniejszych. W styczniu jest tego bardzo niewiele.

SANCTUARY SPA

2Day Moistore Shower Oil
12HR Moisturising Shower Creme.


Trafiłam na promocję -40% na kosmetyki tej marki w Hebe. A w związku z tym, że nigdy wcześniej ich nie używałam to moja ciekawość zwyciężyła. Pierwsze wrażenie jest bardzo pozytywne. Przede wszystkim podoba mi się olejek. Czuję się jakbym smarowała się płynnym miodem o przepięknym zapachu. Trochę się rozczarowałam, gdy otworzyłam te produkty. Myślałam, że będą miały pompki.


MINCER PHARMA 

VitaC Infusion krem przeciwzmarszczkowy
VitaC Infusion Anti age oil serum


Moja skóra bardzo lubi produkty z witaminą C. Powoli kończę swoje serum  z Pharmaceris dlatego zaopatrzyłam się w zestaw z firmy Mincer. Produkty wyglądają bardzo obiecująco i chciałabym je zacząć jednocześnie. Niestety mikrodermabrazja tej firmy była wykupiona , a szkoda.

 BLEND IT!





Bardzo długo zastanawiałam się, czy kupić Beautyblender. W końcu wersja ekonomiczna zwyciężyła. Tym bardziej, że wersja marmurkowa wygląda przepięknie.


I LOVE MAKEUP GODDES OF LOVE/ GODDES OF FAITH



Rozświetlacze to ostatnio moja wielka miłość i ogromna słabość. Mam już ich tyle , że spokojnie mogłabym się cała nimi smarować a i tak szybko by się nie skończyły. To piękne serduszko sprezentowała mi siostra. Jest przepiękny!

BOURJOIS HEALTHY MIX 52 VANILLA


Od koleżanki dostałam mój ukochany HM. Na razie nie otwieram, gdyż mam otwarte inne podkłady, ale na pewno z chęcią zużyję.

Jestem z siebie niezwykle dumna, że tylko tyle produktów do mnie trafiło. Nie było spontanicznych zakupów, czy nieprzemyślanych. No może jedynie to Sanctuary SPA kupione przypadkiem, ale już wcześniej interesowałam się tymi produktami. Jestem ciekawa jak Wasze nowości. Bardzo poszalałyście w styczniu?

piątek, 3 lutego 2017

DENKO #2 Styczeń

Witajcie!

Minął pierwszy miesiąc 2017 roku więc pora wyrzucić wszystkie styczniowe pustaki. Zapraszam Was na ich krótkie recenzje.

Świetny!
Przeciętny
Bubel!!!



1. Nivea Hydro Care - odżywka do włosów. Kupiłam ją w promocji razem z Long Repair. Powiem Wam, że obie wersje sprawdziły się na moich włosach bardzo dobrze. Odżywka była gęsta i nie spływała z włosów. Ponadto bardzo fajnie je nawilżała i wygładzała. Wersja Long miała może minimalnie mocniejsze działanie. Chętnie do nich wrócę.

2. Farmona Tutti Frutti Collagen Pro Color szampon do włosów farbowanych. Szampon, który pachniał wiśniowym tymbarkiem. Zapach był bardzo intensywny, sztuczny wiśniowy. Sam szampon bardzo dobrze mył włosy i je wygładzał, tak naprawdę to po nim nie musiałabym nakładać odżywki ani maski. Ale oczywiście zawsze to robiłam. Po pewnym czasie jego zapach mocno mnie męczył i ta duża butla przestała być zaletą. Ze względu na zapach nie kupię.

3. Vianek odżywczy szampon do włosów (Recenzja). Jeden z nielicznych naturalnych szamponów, który się u mnie sprawdził. Obecnie mam inne , ale do tego chętnie wrócę.

4. Pilomax, Wax Daily Mist włosy jasne - odżywka w sprayu. Szczerze Wam powiem, że ja nie widzę większej różnicy między tego typu produktami. Dla mnie ważne jest aby ułatwiały rozczesywanie. I ta to robiła także była ok.

5. Garnier Czysta Skóra Fruit Energy, żel oczyszczająco-peelingujący. (Recenzja) Bardzo fajny, żel o którym pisałam ostatnio. Świetnie się nadaje do porannego oczyszczania twarzy, nie wysusza skóry nawet przy codziennym stosowaniu.

6. Soraya, ochronny krem do twarzy SPF 25. Używałam go podczas wakacji, a teraz dokończyłam go gdyż robiłam sobie kurację kwasami. Mimo niezbyt dużego SPF bardzo fajnie zabezpiecza przed działaniem słońca. Nie bieli skóry i w przypadku mojej suchej cery sprawdził się także pod makijaż.

7. See See mineral facial mud mask. Bardzo polubiłam się z maskami błotnymi. Na początku zauroczyła mnie maska Sephora (recenzja).  Ta również była bardzo dobra, a przy tym miała przyjemniejszą konsystencję. Była ona bardzo gładka, kremowa i nie zasychała na skórze tak szybko. Miała jednak trochę mniejsze oczyszczające działanie niż ta z Sephory.

8. Bielenda Rose Care, lekki olejek do twarzy (Recenzja). Uwielbiam wszelkiego rodzaju olejki w pielęgnacji mojej skóry, a olejek różany jest chyba moim ulubionym, Ten stosowało mi sie bardzo przyjemnie ze względu na lekką konsystencję i delikatny zapach. Było cudownym uzupełnieniem wieczornej pielęgnacji. Szkoda, że olejek różany był gdzieś na szarym końcu, ale za to były inne olejki.

9. No36 Intensywnie nawilżający balsam do stóp i paznokci. Pielęgnacja stóp to moja pięta Achillesowa. Zazwyczaj po prostu stosuję krem do rąk lub balsam do ciała. Krem ten jednak był naprawdę świetny. Miał dosyć gęstą konsystencję, ale jednocześnie szybko się wchłaniał i nie pozostawiał na stopach nieprzyjemnej tłustej warstwy. Jeśli znajdę w sklepie to chętnie kupię.

10. Lovely natural lip stick, balsam do ust. Okropny, nie mogłam znieść tego uczucia i smaku na ustach. Niestety trudno mi ocenić jego działanie, gdyż bardzo rzadko go używałam. 

11. Sylveco, pomadka peelingująca. (Recenzja) Moja ulubiona , zawsze ją kupuję.

12. Chloe Love Story, miniaturka balsamu do ciała. Jak wiadomo te balsamy o zapachu perfum nie są jakieś specjalne jeżeli chodzi o nawilżenie. Zapach Love Story jest przepiękny. Na pewno kupię perfumy , gdy tylko skończę jeden z posiadanych flakoników perfum.

13. Loccitane, Frezja&Wanilla. Dostałam tę miniaturkę już dawno temu w jednym z Shiny Box . Zapach we flakoniku wydawał mi się bardzo ciężki i babciny. Jednak na skórze bardzo ładnie się rozwijał i im dłużej go używałam tym bardziej mi się podobał. Muszę przyznać , że te perfumy są świetnej jakości. Wystarczyła niewielka ilość, były intensywne oraz długo utrzymywały się na skórze.

14. 15. Eco Spa Olej z nasion truskawki, wit E. Nieprzerwanie kupuję półprodukty. Oleje i wit E dodaję do domowych masek czy serum do twarzy.

16. Calaya olejek eteryczny eukaliptusowy. Nieodłączny składnik mojego balsamu do demakijażu, ale także świetnie nadawał się do relaksującej kąpieli. Udało mi się także zrobić balsam ułatwiający oddychanie podczas kataru.



17. Catrice Longlasting Brow Liner. Kupiłam go, bo był bardzo polecany przez Maxineczkę. Niestety u mnie okazał się ogromnym niewypałem. Wzięłam jaśniejszy kolor, który w ogóle nie był widoczny na moich brwiach. Użyłam kilka razy i potem przestałam, bo musiałam naprawdę dużo go nałożyć żeby cokolwiek było widać. Drugi kolor jest za ciemny.

18. L'Oreal Volume Million Lashes Fatale, mascara. Bardzo lubię tusze do rzęs VML. Ten również był w porządku jednak nie pobił mojego ulubionego So Couture.

19. Catrice, masełko do ust w gąbce. Niestety wszystkie napisy starły mi się z tego produktu. Bardzo go nie lubiłam. Miał ładny kolor , ale dawał dziwne uczucie na ustach. Poza tym szybko się ścierał. Po pewnym czasie gąbka zaczęła śmierdzieć więc przestałam używać.

20.Sally Hansen Miracle Gel Top Coat. Kompletnie nie polubiłam się z lakierami Sally Hansen z tej serii. Top coat jest bardzo rzadki i nie tworzy jakiejś pięknej tafli na paznokciu. Nie był to bubel bo jednak trochę nabłyszczał, ale znam lepsze produkty tego typu.

21. Wibo, matowy lakier. Miał piękny kolor marsala. Niestety lakier jest okropny, strasznie smuży, robią się prześwity. Trzeba było nakładać grubą warstwę, żeby był on równomierny. Ale wtedy jego schnięcie zajmowało kupę czasu. Trochę lepiej wyglądał , gdy nałożyło się na niego błyszczący top coat. Ale przecież nie o to chodziło, bo miał być to kolor matowy. Jestem zawiedziona bardzo :(


Oczywiście uszczupliłam też troszeczkę swoją kosmetyczkę z próbkami , ale nadal pozostaje ona grubaskiem. Garnier Moisture+ Acqua Bomb maska w płacie (Recenzja) - niestety ta maska okazała się bardzo słaba. Nie była bublem, ale nic szczególnego na skórze nie zrobiła. Ziaja Liście Zielonej Oliwki maska nawilżająca jak zwykle się u mnie pojawia. Bardzo lubię te maseczki mimo, że nie mają jakiegoś szczególnego składu. Ale cóż na lenia nie ma rady. Krem BB Kiehl's ... o nie nie okropnie ten produkt pachniał betonem. Bardzo nieprzyjemny, a poza tym miałam wrażenie, że na skórze nic nie robił. Bardzo się ucieszyłam , gdy otrzymałam w prezencie maseczkę pod oczy Glam Glov. Niestety u mnie się nie sprawdziła. Nałożona pod oczy strasznie piekła mnie skóra i łzawiły oczy. Musiałam ją bardzo szybko zmyć, bo nie mogłam wytrzymać. Poza tym miała jakąś dziwną grudkowaną konsystencję.Zużyłam kremy Lavera i The Skin , ale nie zrobiły na mnie większego wrażenia. Emulsja Pharmaceris Emotopic była bardzo przyjemna, trochę jak balsam pod prysznic. Myślę, że może sprawdzić się u osób z przesuszoną skórą.

I to już wszystkie zużyte w styczniu produkty. Projekt minimalizacji zapasów trwa w najlepsze. Cieszy mnie to, że bardzo dużo kosmetyków zużyłam, a przybyło mi naprawdę niewiele. Ale o tym przeczytacie w niedzielę .

Miłego weekendu!

EMI :)