Obserwatorzy

poniedziałek, 24 lipca 2017

Eveline Cosmetics - Aksamitny Żel Micelarny

Witajcie!

Jaka metodą demakijażu jest dla Was tą ulubioną?  Sama osobiście preferuję jak już wiecie pewnie dobrze , dwustopniowe oczyszczanie. Najpierw rozpuszczam kosmetyki olejkiem, a później zmywam wszystko pianką  lub żelem.  Nie bardzo przepadam za plynami micelarnymi, gdyż moja skóra nie lubi pocierania wacikiem. Dlatego do żelu micelarnego podeszłam z dużą  rezerwą.  Czy moje obawy okazały się słuszne? 


Aksamitny Żel Micelarny jest jednym z kosmetyków wchodzących w skład linii Face Therapy Proffesional. Zawiera w swoim składzie wyciąg z alg morskich , które skutecznie nawilżają i odżywiają cerę.  Micele zawarte w żelu przyciągają cząsteczki brudu dzięki czemu demakijaż jest skuteczny, a twarz pozostawiona czysta i przygotowana na kolejne kroki pielęgnacyjne.


Produkt ma bardzo ładny , orzeźwiający zapach. Osobiście kojarzy mi się z zapachem zielonej herbaty. Producent pisze, że mozemu go używać jak standardowy płyn , czyli aplikujac na wacik lub bezpośrednio na twarz jak żel.  Ja wybrałam oczywiście tę drugą metodę.  Produkt bardzo dobrze się aplikuje chociaż jest dosyć rzadki i na początku może uciekać przez palce. Na co dzień stosuję bardzo delikatny makijaż.  Ze względu na suchą skórę używam podkładów nawilzajacych,  takich które nie zastygaja. Do tego odrobina bronzery, róż  i zwykły tusz do rzęs . Taki makijaż zmywa bez problemu. Co ważne jest delikatny dla oczu. Nie podrażnia ich i nie powoduje pieczenia. Niestety większe problemy ma z zastygajaca, matową  pomadka. Ale gdy kilka razy go zaaplikujemy to i z nią sobie poradzi. Jednak uważam , że nie nada się dla osób które używają kosmetyków długotrwałych lub wodoodpornych. 


Oczywiście nie wierzę w to, że  ten produkt jest w stanie nawilzyc , czy odżywiać skórę.  Wiem , że producent pisze że można go zostawić na skórze.  Ja jednak standardowo myje jeszcze twarz żelem. Dlatego trudno mi ocenić , czy ma dodatkowe właściwości. Na mojej skórze jest po prostu zbyt krótko.  Niemniej jednak po jego zmyciu buzia nie jest wysuszona ani sciagnieta. 

Podsumowując jest to nawet fajny produkt dla osób , które malują się delikatnie tak jak ja. Myślę że może być alternatywą dla mleczek do demakijażu,  ale konsystencja jest lżejsza.  Jest mniejsze ryzyko, że nas zapcha. Niemniej jednak ja już więcej do niego nie wrócę. Zostanę przy moim ulubionym demakijażu olejami.

EMI 💋



środa, 19 lipca 2017

LUSH - Moc ręcznie robionych kosmetyków.

Witajcie!

Firma Lush ciekawiła mnie od momentu kiedy po raz pierwszy usłyszałam na You Tube. Jednocześnie podchodziłam do niej dosyć sceptycznie. Bo skoro wszyscy tak wychwalają , to pewnie znowu się okaże, że to nic takiego nadzwyczajnego (tak było z Biodermą i Revlon Color Stay). 

Na okazję, żeby wypróbować te produkty czekałam bardzo długo. W końcu z asortymentu sklepu wybrałam sobie pastę do oczyszczania twarzy Angels On Bare Skin oraz popularną maskę Oatifix.


Produkty są umieszczone w ładnych, czarnych opakowaniach. Pamiętajcie, aby po zużyciu ich nie wyrzucać ,gdyż za 5 takich pudełeczek otrzymujemy świeżą maskę gratis. Na opakowaniu znajdziemy informację o składzie produktu. Ciekawym pomysłem jest umieszczenie daty produkcji oraz osoby, która nasz produkt wykonała. Jako, że są to produkty naturalne to powinniśmy trzymać je w lodówce i szybko zużyć - konkretne terminy ważności również są na opakowaniu.

LUSH - ANGELS ON BARE SKIN

To gęsta pasta , która składa się z oczyszczającej , ale delikatnej glinki oraz zmielonych migdałów. Dodatkowo mamy tutaj kilka łagodzących i nawilżających skórę olejków: różany oraz rumiankowy. Dopełnieniem rytuału jest olejek lawendowy oraz płatki lawendy zatopione w paście. Produkt ten jest przeznaczony do każdego typu skóry. Ma za zadanie ją oczyścić, a jednocześnie zrobić delikatny peeling.

Muszę przyznać, że sama konsystencja pasty była dla mnie ogromnym zaskoczeniem. Po raz pierwszy spotkałam się właśnie z tego typu produktem. Jest to gęsta , glinowata pasta którą należy na dłoni rozrobić lekko z wodą i masować nią twarz. Na początku było to problematyczne, pasta mi odpadała od twarzy, ale jeśli już złapiemy odpowiednie proporcje, to jest to bardzo proste. W środku znajdziemy delikatne drobinki zmielonych migdałów, które wykonują peeling. Dopełnieniem całości jest przepiękny lawendowy zapach. Dzięki temu mycie twarzy jest bardzo przyjemne.

Pasta bardzo przypadła mi do gustu w porannej pielęgnacji. Rano nie lubię używać mocnych , oczyszczających żeli. Lubię tę warstewkę nawilżenia, która wytwarza się przez noc. Ten czyścik myje buzię bardzo delikatnie, ładnie ją odświeża i nawilża. Twarz po nim jest bardzo miękka i gładka, wystarczy tylko nałożyć lekki krem. Wieczorem stosuję wieloetapowe oczyszczanie olejem i pianką i ten produkt jest trochę zbyt delikatny. Na pewno polubią się z nim posiadaczki skóry suchej lub normalnej. Jeśli jednak nie lubicie zapachu lawendy to nie polecam, bo jest on dosyć wyczuwalny.

LUSH OATIFIX


Drugim kosmetykiem, który wybrałam jest słynna owsiankowa maseczka. Wybrałam ją ponieważ czytałam wiele pozytywnych opinii, że świetnie nawilża skórę oraz łagodzi podrażnienia. Właśnie czegoś takiego potrzebowałam.  Na początku składu mamy naturalną glicerynę, a resztę składników moglibyśmy spokojnie zjeść. Są tutaj nawilżające płatki owsiane, banan oraz migdały (serio , mój mąż codziennie je taki zestaw na śniadanie) Znajdziemy także oczyszczającą glinkę i odżywcze masło Ilipe. Całość przepięknie pachnie. Jak najpyszniejszy deser, gdyż dodany jest zapach wanilii.

Dzięki glicerynie maseczka ma bardzo dobrą konsystencję i łatwo rozsmarowuje się po buzi. Jest ona na tyle dobrze zmielona, że nic od niej nie odpada, ale nie jest to konsystencja całkowicie kremowa. Nakładam ją wieczorem na dobrze oczyszczoną skórę z wykonanym peelingiem. Moja twarz chłonie składniki jak gąbka. A po zmyciu jej letnią wodą jest niewiarygodnie miękka i odżywiona. Naprawdę nie potrzebuję już nakładać żadnego kremu czy serum. Gdy są upały (towar niestety deficytowy w tym roku) to nakładam ją także rano. Taka zimna, wyjęta z lodówki świetnie orzeźwia skórę oraz zmniejsza nocne opuchnięcia. Ta warstewka , którą zostawia na skórze nie przeszkadza w nakładaniu makijażu. Jest to produkt do którego zdecydowanie wrócę.

Zresztą chętnie wróciłabym do obu, a z drugiej strony mam ogromną ochotę przetestować coś innego. Mam nadzieję, że Lush wejdzie wreszcie do Polski i nie będziemy musieli wybierać jaki produkt kupić. Niestety nie można zrobić zapasów, gdyż są to produkty świeże . Chociaż wiem, że niektórzy je mrożą , ale jakoś sceptycznie podchodzę do tego pomysłu. Na pewno będę też próbowała sama odtworzyć te produkty w zaciszu własnego domowego laboratorium.

Znacie produkty Lush? Jestem ciekawa, które konkretnie polecacie?

Miłego dnia
EMI

niedziela, 16 lipca 2017

GlySkinCare Gold Collagen Eye Pads

Witajcie!

Lato to przynajmniej w moim wypadku czas i dużym natężeniu imprez rodzinnych. Jest to sezon ślubny więc często całą noc jesteśmy na nogach. Oczywiście zależy nam na tym aby zaprezentować się z jak najlepszej strony, wyglądać młodo i promienie. Niestety jako posiadaczka skóry podatnej na wysuszenie często borykam się ze zmarszczkami wokół oczu. Ta strefa jest szczególnie wrażliwa i widać tutaj od razu wszelkie zaniedbania pielęgnacyjne. Skóra jest cienka i szybko widać na niej oznaki zmęczenia czy odwodnienia. A na takiej skórze niestety żaden korektor nie będzie wyglądał dobrze. U mnie często wygląda on bardzo sucho i podkreśla wszelkie linie. Aby temu zapobiec musimy mocno nawilżyć te  okolice. Oczywiście stosuję codziennie krem pod oczy , ale przed takim całonocnym wyjściem daje mega dawkę nawilżenia.



Jednym z moich ulubionych rozwiązań są hydrożelowe płatki pod oczy. Te, które tutaj widzicie , Gly Skin Care pochodzą ze sklepu Diagnosis.  

GlySkinCare Gold Collagen Eye Pads - kolagenowe płatki ze złotem korzystnie wpływają na stan skóry. Wygladzaja ja, nawilżają i wyraźnie redukują opuchniecia.

Płatki są w formie złotych , hydrożelowych półksiężycy, które dobrze się dopasowują do skóry pod oczami. Są one świetnie nasączone ale nie spływają mam z twarzy ani się nie odlepiają.  Można spokojnie wykonywać z nimi swoje obowiązki. Ja bardzo często na nie nakładam maskę w płachcie na całą twarz i po prostu się relaksuje te kilkanaście minut.
Produkt ma całkiem niezły skład. Już na drugim miejscu znajdziemy wspomniany kolagen , a zaraz za nim kwas hialuronowy i łagodzącą alantoine. Na dalszych miejscach jest także arybutyna ,która rozjaśnia cienie pod oczami. Po zdjęciu produktu ze skóry jest ona rewelacyjnie napięta i wygładzona. Jest jakby uwypuklona, a zmarszczki wypełnione. Oczywiście nie jest to efekt długotrwały, ale w danej chwili naprawdę świetny.  Na tak przygotowanej skórze korektor i puder będą dobrze wyglądały , a spojrzenie zachowa młodzieńczy wygląd. W moim przypadku jest to również ogromny komfort , gdyż nawet po kilku godzinach zabawy , mimo zmęczenia oczu nie czuję nieprzyjemnego ściągnięcia tych okolic.

A po calonocnej imprezie płatki również się świetnie sprawdzą do zregenerowania i odżywienia skóry. Tym bardziej jeśli rano wyjmiemy je z lodówki i przykleimy chłodne. Na pewno efekt byłby długotrwały gdybyśmy tego typu produkt stosowali regularnie, a najlepiej codziennie.

💋
Emi

Produkt został mi przekazany do testów przez firmę Diagnosis. Nie miało to jednak wpływu na moją opinię.

wtorek, 11 lipca 2017

White Agafia - Ekologiczny szampon łopianowy, Wzmocnienie i Blask.

Witajcie!

Mam bzika na punkcie swoich włosów. Tak to prawda. Bardzo je lubię, uważam , że to jedna z moich mocnych stron jeśli chodzi o mój wygląd. Na pewno nie mogłabym się nazwać włosomaniaczką. Na to jestem zbyt leniwa, na te wszystkie procedery i rutyny pielęgnacyjne. Poza tym moje włosy nie są jakoś mocno wymagające. Wystarczy im łagodny szampon, dobrze nawilżająca maska i olejek na końcówki.

Kiedy kilka lat temu zaczęłam interesować się kosmetykami naturalnymi oraz składami postanowiłam także włosy myć szamponem bez sls. Początki były bardzo trudne. Praktycznie każdy szampon bez silnego detergentu okazywał się bublem. Przeszłam przez Babydream, Sylveco, Alterrę i każdy z nich robił mi siano na głowie. Już praktycznie stwierdziłam, że chyba moje włosy nie lubią naturalnej pielęgnacji i to po prostu nie dla mnie. Wtedy w ręce wpadły mi saszetki 100 ml z szamponami Babuszki Agaffii - na pewno je kojarzycie. Wtedy dopiero coś zaczęło się dziać. Wraz z regularnym olejowaniem moje włosy stały się mniej wysuszone. Teraz już większość szamponów naturalnych im pasuje, ale chciałam wrócić do tych rosyjskich. Jakież ogromne było moje zdziwienie ,gdy szukając tych szamponów w dużych butelkach okazało się , że wszystkie w składzie mają SLS. Jak pewnie wiecie firma została wykupiona przez Estończyków i składy nie są już takie dobre. Trzeba je czytać, gdyż na półkach w sklepie można spotkać różne wersje tego samego kosmetyku. Szukając czegoś bez SLS trafiłam jednak na markę White Agafia. Moje oczy najbardziej przykuł szampon łopianowy o działaniu wzmacniającym i nadającym blask.



Bardzo podoba mi się opakowanie tego szamponu. Jest białe, minimalistyczne i zdecydowanie wyróżnia się na tle innych butelek. Plastik jest miękki, łatwo można wycisnąć produkt z butelki. Sam produkt ma postać przeźroczystego żelu.

Szampon składa się w 97% z naturalnych składników. Substancją myjącą jest korzeń białej mydlnicy. Znajdziemy tutaj także  olej z korzenia łopianu, który działa na włosy wzmacniająco a także nawilżający olej z kiełków pszenicy.

Nie mam dużych wymagań co do szamponów. Dla mnie powinny dobrze oczyszczać skórę głowy i włosy oraz ich nie plątać. Ten szampon, mimo że nie zawiera silnych detergentów i nie pieni się mocno to dobrze oczyszcza . Domywa nawet nakładane na noc oleje. Jednocześnie nie podrażnia mojej skóry głowy, co czasem zdarza mi się przy silniejszych szamponach. Reaguje ona wtedy nadmiernym łuszczeniem się oraz swędzeniem. Zawsze myję włosy dwukrotnie i już przy zmywaniu produktu czuję, że włosy są bardzo śliskie i lejące. Tak naprawdę, na upartego mogłabym na nie nie nakładać odżywki.  Zrobiłam tak raz , żeby zobaczyć w jakim są stanie i wyglądały całkiem nieźle. Odżywka daje mi jednak dociążenie, gdyż moje włosy lubią się puszyć. Dlatego używam jej zawsze.

Podsumowując bardzo polecam ten niepozorny szampon. Na moich włosach spisał się naprawdę rewelacyjnie i chętnie do niego wrócę lub przetestuję inne wersje. Kupicie go w sklepach internetowych oraz stacjonarnych z kosmetykami naturalnymi lub tymi rosyjskimi. Ja swój kupiłam w warszawskiej drogerii Novaya za cenę ok 14 zł.

Pozdrawiam
EMI


wtorek, 4 lipca 2017

NOWOŚCI Czerwca

Hej!

Czerwiec minął nam bardzo szybciutko, pogoda niestety cały czas nas nie rozpieszcza. W ogóle nie czuję, żeby było lato. Gdzie ta piękna pogoda?

Zapraszam Was dzisiaj na przegląd nowości, które trafiły do mnie w tamtym miesiącu.



Neo Nail Aquarelle

Warsztaty ze zdobienia paznokci na Meet Beauty bardzo mi się spodobały. Niestety farbka, którą dostałam nie chciała mi się rozpływać na żadnej z moich baz (Gelish , Indigo Protein). Dlatego postanowiłam dokupić bazę dedykowaną tego typu produktom - Base Clear Aquarelle . Wybrałam tę przeźroczystą, gdyż jest bardziej uniwersalna. Dokupiłam też jeszcze jeden kolor - Raspberry Aquarelle



Delia Foot Good , kąpiel perełkowa.

Mamy lato, a więc pora zadbać o nasze stopy. Produkt zawiera aż 45% mocznika dlatego intensywnie zmiękcza i nawilża stopy. Przy okazji ma bardzo orzeźwiający, mentolowy zapach.



Orientana azjatycki rytuał oczyszczający.

Ten rytuał już bardzo dawno mnie ciekawił, dlatego nie mogłam się oprzeć gdy pojawił się w SuperPharm w atrakcyjnej cenie. Już raz go używałam i zapowiada się bardzo interesująco. Najpierw jednak muszę skończyć olejek z Vianek, którego jeszcze troszkę mi zostało.


Equilibra żel aloesowy.

Po wielkim zachwycie nad produktem Holika Holika postanowiłam ponownie kupić żel aloesowy. Jednak tym razem zdecydowałam się na kosmetyk z krótkim składem, bardziej naturalny. Używałam go kilka razy i powiem , że jest bardzo dobrze. Może nawet lepiej niż w przypadku jego azjatyckiego brata.


Beauty Formulas Body&Face cooling mist.

Co prawda lata jakoś za specjalnie nie ma , ale mieliśmy kilka upalnych dni. Wówczas w biurze mamy włączoną klimatyzację, która okropnie wysusza moją cerę. Nie miałam w planach robienie zamówienia na półprodukty, bo wówczas kupiłabym po prostu hydrolat różany. W SuperPharm trafiłam na bardzo niedrogą mgiełkę, która bardzo fajnie chłodzi i koi skórę. Pryskam nią w pracy, na makijaż.





Alterra - szampon i żele pod prysznic.

W Rossmannie trafiłam na promocję produktów Alterra. Żel pod prysznic Sensitive oraz szampon przeciwłupieżowy to kosmetyki dla mojego męża, który ma bardzo wrażliwą skórę i często reaguje ona wysuszeniem i wysypką. Postanowiłam zamienić mu standardowe kosmetyki tymi o lepszym składzie, bez środków drażniących. 

Dla siebie wzięłam dwa żele pod prysznic. Oba są w formie takiej jaką najbardziej lubię, czyli kremowej. Jak to produkty bardziej naturalne nie pienią się. Pierwszy jest o delikatnym zapachu kwiatów natomiast drugi to energetyczna, cytrusowa bomba . 



Novaclear - żel do mycia i krem Atopis

Oba produkty trafiły do mnie z platformy Zblogowani. Niestety jestem rozczarowana poziomem współpracy z nimi. Produkty były zamknięte w dodatkowych kartonikach. Niestety żel się zgniótł i zalał całą paczkę. Wszystko było mokre i wygniecione, a samego żelu została może z połowa. Oczywiście od razu zrobiłam zdjęcie i napisałam o tym fakcie, ale nie dostałam żadnej odpowiedzi w związku z tym. Trochę słabo. Wygląda to niestety bardzo nieprofesjonalnie. Oba produkty są przeznaczone do skóry suchej i wrażliwej. Jestem w trakcie używania także zobaczymy jak się sprawdzą.

I to już wszystkie moje nowości czerwcowe. Jak Wam się podobają? 


Pozdrawiam

EMI

sobota, 1 lipca 2017

Denko Maj/Czerwiec

Witajcie!

Jak pewnie zauważyliście w maju nie było denka. Jakoś się zagapiłam i zanim się obejrzałam była już połowa czerwca. Dlatego uznałam, że połączę je z tym z bieżącego miesiąca. I tak oto trochę się tych kosmetyków nazbierało. 



1. Saela piwna relaksacyjna sól do kąpieli (Recenzja) 

Pisałam o niej ostatnio. Bardzo fajny gadżet, intrygująco wygląda w łazience. Poza tym niczym nie wyróżnia się od innych tego typu produktów, zmiękcza wodę i nadaje zapach. Kiedyś kupię coś z tej firmy tacie w prezencie . Niestety nie będzie to sól, bo rodzice nie mają wanny, ale jest kilka innych produktów.

2. Biolove mus do ciała i zapachu brownie z pomarańczą. (Recenzja) 

Bardzo przyjemny i gęsty mus,  który intensywnie nawilża ciało. Zapach był bardzo apetyczny i chętnie wrócę do niego zimą.

3. Biolove naturalny peeling do ciała o zapachu truskawki.(Recenzja) 

Kolejny świetny,  naturalny produkt. Bardzo dobrze złuszczał naskórek, a przy tym go nawilżał. Lubię to!



4. Make Me Bio nawilżający krem do cery suchej Garden Roses. (Recenzja)

Co do tego kremu mam bardzo mieszane uczucia. Ms świetny skład i zapach, przyjemną konsystencję. Jednak był dla mnie zbyt mało nawilżający jeśli chodzi o używanie na noc. Musiałam go wspomagać olejem z dzikiej róży.

5. Eco Spa olejek z drzewa herbacianego. 

Używam do swojego domowego balsamu mającego ale także punktowo na wypryski.

6. The Body Shop kremowy peeling do twarzy z wit. E. 

Co to był za badziew. Mikrogranulki zamknięte w kremowej formule? Brzmi nawet fajnie, ale produkt tak strasznie obklejał twarz, że musiałam ja po nim umyć żelem. Brr.  Używałam do stóp, ale samo złuszczanie było też kiepskie.

7. Dermo Future kuracja uszczelniająca naczynka z wit. K (Recenzja)

Serum trafiło do mnie dzięki Michałowi z bloga Twoje Źródło Urody i chętnie do niego wrócę. Miało przyjemną żelową konsystencję , ładnie wyciszało zaczerwienienia.



8,9. Chusteczki do demakijażu Isana Young, Be Beauty. 

Chusteczki zawsze noszę ze sobą w torebce na basen czy na siłownię i robię nimi demakijaż. Nie wyobrażam sobie ćwiczyć z podkładem na twarzy nie mówiąc już o wchodzeniu z tapetą do basenu. Fuj! Obie wersje sprawdzamy się bardzo dobrze, zmywały makijaż (na co dzień maluję się bardzo minimalistycznie)  i nie podrażniały skóry. Oczywiście w domu przeprowadzam standardowy demakijaż (olej + żel/pianka).

10. Wellness&Beauty krem do rąk i zapachu wiśni i róży.  

Bardzo lekki przyjemny krem o kwiatowo-owocowym zapachu. Szybko się wchłania i nieźle nawilża, ale na zimę i dla osób o przesuszonych dłoniach będzie za lekki. Ja chętnie do niego wrócę.




11,12 Holika Holika maski w płachcie Essence z masłem shea oraz z cytryną . 

Bardzo fajne płachty mają te maski. Cieniutkie, niemal przeźroczyste, które idealnie przylegają do wszelkich zakamarków skóry. Widzę niewielkie różnice między różnymi maskami.  Ta z masłem shea była bardzo dobrze nawilżająca. Ta z cytryną lekko rozjaśnia skórę, ale żeby zauważyć efekt rozjaśnienia przebarwień to na pewno musiałabym zużyć kilka po kolei.

13. Holika Holika Juicy Sheet maska w płachcie z miodem. 

Tu już była grubsza płachta, ale także dobrze docięta i wygodna. Maska bardzo mocno nasączona esencją. Bałam się, że będzie lepka od tego miodu, ale nic takiego się nie stało. Dobrze nawilżyła i odżywiła skórę. O maskach Holika Holika na pewno pojawi się post jak już zużyję wszystkie które dostałam w Asian Box.

14, 15 7'th Heaven maska czekoladowa i kokosowa. 

I to było coś cudownego.  Maska czekoladowa wręcz jak płynna czekolada, a kokos jak pięknie pachnąca pianka.  Twarz po nich jest super miękka i nawilżona. Saszetka starcza na kilka razy. Kupię na pewno. Używanie to czysta przyjemność.

16. Vianek maseczka normalizujaca do cery tłustej i normalnej z zieloną glinka i czarnym węglem. 

Dostałam ja na targach jako gratis do zakupów. Trochę bałam się, że jak jest do skóry mieszanej to mnie wysuszy. Jednak glinka działa bardzo delikatnie. Skóra była oczyszczona, ale jednocześnie nawilżona, a nie ściągnięta.

17. L'Oreal Czysta Glinka maska oczyszczająca z zieloną glinka. 

Oczywiście, że nie jest to czysta glinka , a skład nie jest jakoś imponujący. Ale mimo wszystko była to fajna propozycja. Ładnie oczyszcza i matowi skórę. Ja wolę naturalne glinki, ale jeśli ktoś nie lubi się tak bawić to jak najbardziej polecam.



18. Ultimate Omega Repair szampon. 

Cała seria pięknie pachnie. Nie wymagam od szamponu dużo. Ma myć i już. Po nim mogłam nie używać odżywki (co i tak robiłam), bo włosy były śliskie i lejące.

19. Receptury Babuszki Agafii Jajeczna maska do włosów. 

Maskę drożdżowa z tej serii uwielbiam (Recenzja). Niestety jajeczna bardzo mnie zawiodła. Była bardzo rzadka i spływała z włosów. Owszem były po niej gładkie, ale nie zauważyłam innych zalet.

20. L'Oreal Colorista Spray #lavenderhair. 

Bubel totalny. Na majówkę chciałam pomalować sobie końcówki włosów na lawendowo.  To było jeszcze jak miałam na głowie jasny blond. Żeby coś było widać musiałam się tyle tego napsiukać po czym okazało się, że nie starczyło mi na drugą stronę . Myślę że fajnie sprawdzi się jeśli macie mocno rozjaśnione włosy lub macie ich pięć na krzyż.



21. Mizon Vita Lemon Sparkling Peeling. 

Po wielkim sukcesie peelingu Crystal ze Skin79 (Recenzja) polubiłam się z produktami gommage. Ten był równie dobry. Chętnie kupię pełne opakowanie bo jestem ciekawa czy ta wit.C pomoże mi zlikwidować przebarwienia.

22. Lioele BB Dolish Veil Vita. 

Bardzo lekki i przyjemny krem BB o delikatnym kryciu. Myślę ze idealny do lekkiego, letniego makijażu. Zainteresował mnie.

23. Lioele Water Drop Sleeping Pack.  

Uwielbiam nawilżające maski całonocne. Ta niestety trochę mnie rozczarowała, gdyż rano nawilżenie było przeciętne. Szkoda ...

24. Pixie podkłady mineralne. 

Muszę stwierdzić, że całkiem fajnie się u mnie sprawdziły i były mega wydajne. Chętnie po nie sięgnę, gdy skończę AM.




25. Vaseline wazelina kosmetyczna. (Recenzja) 

Bardzo uniwersalny produkt. W zimie stosowałam na usta jako zabezpieczenie przed mrozem. Świetnie się sprawdza także przy podrażnionym katarem nosie. Wyrzucam bo już jest ze mną bardzo długo.

26. Maybelinne Color Tattoo On And One Bronze. 

Mój ulubiony kolor. Gdy miałam mało czasu to nakładałam tylko jego na powieki, gdy miałam więcej czasu to stanowił świetną bazę pod cienie. Długo się trzyma i trzyma to, co na niego należymy.

27. Avon Clearskin żel na wypryski. 

Z tego co pamiętam zawierał kwas salicylowy. Bardzo dobrze i szybko radził sobie z pojedynczymi krostkami.

28. Dermacos Hipoalergiczny Nawilżający Krem Pod Oczy. 

Bardzo lekki, żelowy kremik.  Delikatnie nawilżał. Na noc musiałam stosować coś bardziej treściwego, ale na dzień był w porządku. Na pewno nie dla osób z wymagającą skórą pod oczami.

29. Manhattan Lip Jelly błyszczyk. Jaki to był fajny błyszczyk. Czułam się jakbym się posmarowała sokiem owocowym. Był słodki i miał ledwo zauważalny kolor. Niestety bardzo lepki więc stał i mnie w pracy na biurku i tam go używałam w ciągu dnia. Kupiłam na Kosmetyki z Ameryki za jakieś 3 zł.

30. Catrice Liquid Camuflage 020 korektor.

 Bardzo znany i lubiany. Również przeze mnie. Dobrze sprawdza się zarówno pod oczy jak i na wypryski. Mam kolejny.

31. L'Oreal Brow Artist Plumper.

Produkt miał bardzo ładny kolor i długo się utrzymywał na brwiach. Jednak wolę te , które mają mniejszą szczoteczkę i dlatego do niego nie wrócę.

32. L'Oreal Oreal Volume Million Lashes So Couture. (Recenzja)

Mój ulubiony. Regularnie do niego wracam 

33. Catrice Lip Oil (Recenzja)

Olejek, który nadawał delikatny kolor. Fajnie nawilżał usta i czasem nakładałam go zamiast balsamu przed aplikacją pomadki.

I to już koniec. Gratuluję tym , co dotrwali. Cieszę się , że coraz mniej w moich denkach jest bubli. 

Miłego dnia!