czwartek, 31 sierpnia 2017

BIELENDA Multi Essence 4 w 1, Multiwitaminowa esencja do pielęgnacji twarzy do cery mieszanej

Witajcie!

Moda na kosmetyki azjatyckie trwa w najlepsze. Obecnie możemy na naszym rynku znaleźć wiele kosmetyków pochodzących z Korei czy Japonii. W dobie internetu możemy je także bezpośrednio zamawiać z tych krajów. Jednak coraz więcej polskich marek czerpie inspiracje z azjatyckich kosmetyków. To dzięki nim powstało wiele świetnych olejków do demakijażu, które przede wszystkim sobie upodobałam i między innymi dzięki tej metodzie moja skóra przestała się przesuszać. 

Podczas Meet Beauty w moje ręce wpadł właśnie taki kosmetyk inspirowany Azją naszej rodzimej marki Bielenda. Na początku trochę się go obawiałam, gdyż jest przeznaczony do skóry tłustej i mieszanej. Bałam się, że moją skórę może zbyt mocno wysuszyć i już myślałam, czy by nie oddać go po prostu siostrze. Postanowiłam jednak dać mu szansę. Jeśli jesteście ciekawi, czy został u mnie, czy jednak trafił do siostry to czytajcie dalej.


Od producenta

Esencja doczyszcza, odświeża i rozświetla cerę, zamyka wilgoć w skórze. Płynna konsystencja wtapia się w skórę – czuć, że skóra pije kosmetyk. Nie klei się i szybko się wchłania. Zawarty w esencji filtrat drożdżowy zwiększa poziom nawilżenia skóry, poprawia sprężystość i elastyczność, rewitalizuje, dodaje skórze witalności.



Kwas glikolowy złuszcza naskórek, stymulując procesy naprawcze skóry, zapobiega powstawaniu wyprysków, wygładza i ujednolica koloryt cery.
Witamina B3 redukuje nadmierne wydzielanie sebum, matuje błyszczącą cerę, prowitamina B5 łagodzi podrażnienia i redukuje zaczerwienienia, a kwas hialuronowy intensywnie i długotrwale nawilża.
Cera odzyskuje swoje naturalne piękno – jest gładka, jędrna, matowa, pełna witalności, doskonale nawilżona.


MULTIESSENCE 4 w 1 kompleksowo pielęgnuje cerę:

1. Pielęgnuje jak krem
2. Regeneruje jak maska
3. Tonizuje jak tonik
4. Oczyszcza jak mleczko




Muszę przyznać,że jak na kosmetyk drogeryjny to skład tego produktu jest całkiem niezły. Wszystkie substancje, które w jakiś sposób są w stanie działać na naszą skórę są na początku składu, a nie tak jak w wielu produktach dopiero po parfum. Zaraz po wodzie znajdziemy tutaj wspomniany przez producenta filtrat drożdżowy, który ma za zadanie zmiękczyć naszą skórę oraz zachować w niej wilgoć. Potem również mamy składniki nawilżające czyli glicerynę oraz kwas hialuronowy, a także rozjaśniający i lekko złuszczający kwas glikolowy. Jest tutaj też miejsce dla łagodzącej alantoiny i pantenolu. Dopiero po tych wszystkich dobroczynnych ekstraktach jest miejsce na kilka konserwantów i stabilizatorów.

Opakowanie i konsystencja


Produkt jest zamknięty w bardzo ładnej, minimalistycznej i przeźroczystej butelce. Jest to opakowanie standardowe dla wszelkiego rodzaju toników. Na plus jest to, że widzimy ile produktu jeszcze nam zostało. Esencja ma konsystencję płynną, wodnistą. W bardzo prosty sposób można odpowiednią ilość zaaplikować na wacik, czy dłonie. Zapach jest bardzo delikatny, kosmetyczny i absolutnie mi nie przeszkadza.

Działanie

Tak jak już napisałam powyżej, trochę sceptycznie podeszłam do tego produktu. Bałam się, że tonik z kwasem glikolowym zbyt mocno wysuszy moją skórę. Ale już po kilku użyciach stwierdziłam, że wręcz przeciwnie. Esencję nakładałam dłońmi, gdyż moja skóra nie lubi pocierania wacikiem, rano i wieczorem przed nałożeniem serum i kremu. Dzięki swojej konsystencji szybko się wchłania i nie pozostawia lepkiej warstwy. Mimo, że jest to produkt płynny zauważyłam, że zwiększa uwodnienie skóry. Wszystkie produkty na niego nakładane skuteczniej się wchłaniały. Esencja nie powoduje  także ściągnięcia.Dobrze tonizuje cerę, przywraca jej odpowiednie ph. Nie zapchała mnie, ani nie spowodowała podrażnienia skóry. 

Na pewno produkt ten nie zapewni kompleksowej pielęgnacji jak to obiecuje producent. Nie zastąpi on nam kremu, czy dobrego serum na noc. Natomiast będzie stanowiła fajne uzupełnienie codziennego rytuału i na pewno zwiększy nawodnienie w naskórku. Więc jeśli szukacie czegoś, co zwiększy skuteczność waszych kosmetyków i pozwoli Wam lepiej nawilżyć cerę bez jej dodatkowego obciążania, to oczywiście jak najbardziej polecam. Sama na pewno skuszę się niebawem na wersję różową, przeznaczoną do cery suchej.

Kupujecie oryginalne, azjatyckie kosmetyki? 
Czy raczej ich polskie odpowiedniki?

Pozdrawiam
Emi














    poniedziałek, 28 sierpnia 2017

    COSNATURE : Naturalny, nawilżający, lekko koloryzujący krem z nagietkiem.

    Witajcie!

    Po raz kolejny mam możliwość wzięcia udziału w testowaniu produktów razem z Twoim Źródłem Urody. Tym razem mogłam wybrać sobie 2 produkty z niemieckiej marki Cosnature.


    Cosnature jest marką kosmetyków naturalnych, o dobrych składach, a przy tym w bardzo przystępnych cenach. Kosmetyki mają bardzo przyjemne, owocowe zapachy. Produkty te posiadają certyfikat Nature.  Są one odpowiednie dla wegan oraz nie były testowane na zwierzętach. 


    Z bogatego asortymentu marki do testów wybrałam naturalny krem koloryzujący oraz krem na dzień z olejem z granatu. Jednak dzisiaj chciałabym się skupić na pierwszym produkcie. 




    Naturalny, nawilżający,  lekko koloryzujący krem z nagietkiem. Produkt zawiera w sobie dużą dawkę olei, które zapobiegają utracie wody z naskórka.  Odbijające światło pigmenty sprawiają,  że skóra wygląda gładko i jednolicie. Drobne niedoskonałości zostają zniwelowane, a twarz pozostaje matowa. Krem dobrze się wchłania i nadaje cerze zdrowy naturalny odcień.

    INGREDIENTS: AOUA, HELIANTHUS ANNUUS SEED OIL, ALCOHOL, DICAPRYLYL  ETHER, GLYCERIN,  PRUNUS AMYGDALUS DULCIS OIL, CETEARYL ALCOHOL, TALC, GLYCERYL STEARATE  CITRATE,  ORBIGNYA OLEIFERA SEED OIL, SIMMONDSIA CHINENSIS SEED OIL, GLYCERYL STEARATE,  CALENDULA OFFICINALIS FLOWER EXTRACT,  TOCOPHEROL,  XANTHAN GUM, PARFUM,  LINALOOL,  LIMONENE, CITRONELLOL, SODIUM BENZOATE, PHYTIC ACID, ZWIĄZKI ŻELAZA I TLENU naturalnie występujące minerały: CI 77491-TLENEK ŻELAZA, czerwień żelazowa, czerwonobrązowy naturalny pigment, Cl 77492 – TLENEK ŻELAZA ŻÓLTY, Cl 77499 – TLENEK ŻELAZA CZARNY, CI 77891 – DWUTLENEK TYTANU, mineralny filtr UV oraz naturalny biały pigment

    Jak możecie wyżej zauważyć skład jest całkiem niezły. Opiera się w głównej mierze na olejach. Mamy tutaj olej słonecznikowy,  ze słodkich migdałów, a także wspomniany nagietkowy.  Mają one odżywiać naszą skórę , sa bogate w witaminy ,ale także tworzą warstwę zabezpieczającą przed parowaniem wilgoci. Mimo mocno olejowego składu krem nie jest ciężki ani tłusty. Nie bardzo podoba mi się w składzie talk, który może powodować zapytanie porów i pojawianie się niedoskonałości. Chociaż wiem, że jego zawartością producent chciał zrownowazyc ten olejowy skład produktu i zapewnić na twarzy matowe wykończenie. Produkt zawiera także sporo substancji zapachowych, które mogą powodować uczulenia i podrażnienia. Producent pisze, że ma on naturalny zapach. Jestem naprawdę przyzwyczajona do różnych, naturalnych czy ziołowych zapachów, ale ten niestety nie bardzo przypadł mi do gustu. Chociaż chyba zdążyłam już się do niego przyzwyczaić.

    Muszę przyznać, że bardzo zaskoczyła mnie konsystencja tego produktu. Jest to bardzo gęsty krem o dosyć dziwnym na pierwszy rzut oka kolorze. Spokojnie można bez nakładać go na oczyszczoną skórę. Z powodzeniem zastąpi krem na dzień. Na pewno trzeba się przyzwyczaić do tego typu produktów, gdyż nie zawierają one silikonu i trudniej się rozsmarowuja niż tradycyjny podkład. Chociaż znajdziemy w składzie gumę ksantanowa, która nadaje trochę tej konsystencji. Krem rozsmatowany na twarzy traci swój dziwny kolor i dostosowuje się do skóry, delikatnie ja tonuje.  I jest to naprawdę delikatne krycie. Produkt zakryte lekkie żyłki , naczynka czy o przebarwienia. Natomiast nie poradzi sobie z niedoskonalosciami. Dla mnie latem jest to krycie wystarczające. Poza tym krem na twarzy nie tworzy warstwy jak podkład. Czuję się jakbym miała tylko nałożona dzienną pielęgnację. Próbowałam budować krycie i nakładać kolejną warstwę , ale niestety nie wychodzi. Krem zaczyna się rolowac i wchodzić w pory. W szczególności lubi je podkreślać na moim nosie. Efekt na twarzy jest lekko błyszczący.  Ja mimo wszystko go lekko pudruje, gdyż jest to produkt kremowy, który nie zastyga. Przez to nie jest także super trwały i w ciągu dnia się wyciera.  Niemniej jednak na mojej twarzy cały dzień wygląda w porządku.





    Podsumowując...

    Bardzo lubię latem używać produktów lekkich, kremów tonujących lub bb.  Dlatego również i z tym produktem się polubiłam i z miłą chęcią stosowałam go podczas ciepłych dni. Myślę, że  powinna być z niego zadowolone posiadaczki skór suchych oraz dojrzałych. Także osoby , które na co dzień nie lubią lub nie mogą się malować. Na pewno dla osób z ładną,  zadbaną cerą, ale też niezbyt jasną.  Kolor ten na bladolicych może wyglądać zbyt pomarańczowo.

    Także jak widzicie nie jest to produkt idealny, ale na pewno zajdzie swoich wielbicieli.  Możecie go dostać m.in ww Naturze oraz Hebe.

    Spodziewajcie się niebawem kolejnych recenzji kosmetyków Cosnature, gdyż mam ich w domu dosyć sporo. 


    Pozdrawiam

    Emi

    czwartek, 24 sierpnia 2017

    3x NIE! Czyli produkty, które się u mnie nie sprawdziły

    Witajcie!

    Buble kosmetyczne to zawsze bardzo trudny temat. Nie bardzo lubię o nich pisać, bo przecież fajniej pisze się o kosmetykach, które lubimy. Poza tym, coś co u mnie się nie sprawdziło, może być ulubieńcem wielu z Was. Dlatego nie bierzcie moich słów do siebie, bo nie mają one na celu nikogo urazić. 

    Całe szczęście buble pojawiają się u mnie bardzo rzadko, ale ostatnimi czasy zebrała się gromadka takich kosmetyków, o których postanowiłam napisać jeden wspólny post. Zapraszam!


    SALLY HANSEN - MIRACLE GEL, COMPLETE SALON MANICURE


    Lakiery Sally Hansen kupiłam na jednej z promocji -49% w Rossmanie. Są one dosyć drogie jak na drogeryjny lakier, bo buteleczka kosztuje ok 30zł więc promocja była świetną okazją do ich przetestowania. Skusiłam się na serię Complete Salon Manicure w odcieniu 672 Jaded czyli piękną miętę. Wzięłam również zestaw Miracle Gel czyli 190 Pinky Rings oraz Top Coat w czarnej buteleczce. I powiem Wam, że z tych trzech produktów jedynie Top Coat był ok, dlatego jest już zużyty. Nie był może jakiś rewelacyjny, znam lepsze, ale utwardzał i nabłyszczał czyli robił to, co miał robić. Natomiast oba te lakiery to dla mnie jakaś pomyłka. Przede wszystkim ich pigmentacja i krycie jest tragiczne. Trudno jest je nałożyć równomiernie, robią się dziwne smugi. Mam różne lakiery, także pastelowe i nigdy nie miałam tego typu problemów. O ile jeszcze mogę to wybaczyć różowemu lakierowi, bo transparentny róż na paznokciach wygląda ok, to mięcie już niestety nie. Ten kolor sprawia, że moje paznokcie wyglądają po prostu na sine. Żeby uzyskać satysfakcjonujące krycie musiałabym nałożyć 4 warstwy, które schną bardzo długo. Nie, nie , nie nigdy więcej . Tym bardziej, że trwałość tych lakierów także jest bardzo przeciętna.

    PHARMACERIS N - INTENSYWNY KREM REDUKUJĄCY CIENIE I WORKI POD OCZAMI


    Krem ten kupiłam w zestawie z serum z wit. C tej samej marki. Cały opis brzmiał bardzo obiecująco i zachęcająco. Jest on umieszczony w bardzo higienicznym opakowaniu z pompką. Ma filtr SPF 15 , niewielki, ale to zawsze już coś. Mimo tych wszystkich zalet krem mnie po prostu uczula. Nie jestem w stanie stwierdzić , czy spełnia obietnice producenta , bo użyłam go dosłownie kilka razy, może zużyłam 1/3 opakowania. Trudno było mi dojść do tego, że to on gdyż objawy pojawiały się po ok 1-2h od jego aplikacji. Jednak kilka razy robiłam od niego przerwę i potem wracałam i tak, to niestety on. Krem sprawia, że po godzinie od nałożenia bardzo pieką i łzawią mi oczy. Na początku myślałam , że to może tusz. Ale przy zmianie tuszu było niestety tak samo. Alikuję go prawidłowo, nie za blisko oka więc nie ma możliwości że trafia do worka spojówkowego. Nie jest też przeterminowany. 

    BIELENDA - MAKE UP FIXER


    Na utrwalacz makijażu skusiłam się również podczas jednej z promocji. Zależało mi na czymś co scali wszystkie warstwy make upu i będzie on wyglądał bardziej naturalnie. Myślałam, że świetnie będzie się nadawał do zdejmowania pudrowości przy podkładach mineralnych. Ale spryskana nim skóra wygląda okropnie. Nie dość , że pryska bardzo silnym strumieniem, a nie mgiełką to mocno natłuszcza twarz. Ja mam skórę suchą i nawet moja twarz świeci się jak spocona. Więc , co mają powiedzieć osoby ze skórą przetłuszczającą się? Plusem jest to, że nie daje uczucia ściągnięcia i rzeczywiście delikatnie przedłuża trwałość makijażu. Ale , co z tego skoro trzeba go przypudrować. Chyba mija się to z celem.



    Jestem bardzo ciekawa, czy mieliście te produkty i czy u Was się sprawdziły. Podzielcie się też swoimi ostatnimi bublami. Chętnie poczytam, czego unikać na sklepowych półkach.

    Miłego dnia!
    EMI 

    sobota, 19 sierpnia 2017

    NovaClear ATOPIS - wybawienie dla skóry suchej i atopowej

    Witajcie!

    Jakiś czas temu otrzymałam od portalu ZBLOGOWANI propozycję przetestowania produktów marki Novaclear. Mimo, że nie mam skóry atopowej to często borykam się z przesuszeniem, a w porze wiosennej także z alergią. Dlatego bardzo chętnie zgodziłam się na te produkty. W ramach testów otrzymałam żel do mycia oraz krem.


    PŁYN DO MYCIA TWARZY I CIAŁA ATOPIS FACE & BODY WASH 

    Płyn delikatnie oczyszcza skórę bez naruszania jej naturalnej bariery. Unikalna formuła preparatu, oparta na innowacyjnym połączeniu organicznego oleju konopnego z ekstraktem z korzenia lukrecji, wykazuje wysoką skuteczność w pielęgnacji skóry suchej, wrażliwej i atopowej. Organiczny olej konopny odbudowuje warstwę hydrolipidową naskórka zapewniając jednocześnie skuteczne i długotrwałe nawilżenie (Omega 3-6-9). Ekstrakt z korzenia lukrecji łagodzi podrażnienia i eliminuje świąd. Gliceryna działa nawilżająco oraz ułatwia przenikanie składników aktywnych w głąb skóry. Pantenol przyspiesza procesy regeneracji naskórka. Witamina E chroni skórę przed niszczącym działaniem wolnych rodników. Płyn przywraca skórze komfort i ukojenie. Preparat przeznaczony do codziennej pielęgnacji skóry suchej, wrażliwej i atopowej.

    Płyn znajduje się w miękkiej tubie o pojemności 200ml. Jest to bardzo wygodne opakowanie, produkt można wykorzystać do ostatniej kropli. Widziałam, że występuje również w butelce z pompką o pojemności 500ml. Sam produkt ma bardzo dziwną konsystencję. Jest ona żelowa, ale niejednolita, taka glutowata. Mi osobiście trochę przypomina rozwodniony kisiel. Nie zawiera on SLS więc nie pieni się na skórze, ale dobrze się aplikuje na ciało i łatwo rozprowadza. Produkt jest delikatny, według mnie nie zawiera zapachu, albo jest on minimalny. Mimo tej delikatności dobrze oczyszcza skórę, nie mam poczucia oblepienia skóry. Nie bardzo wierzę w działanie nawilżające oleju w produktach do mycia ciała. Mam wrażenie, że nie są one w stanie zadziałać przez tak krótki czas. Niemniej jednak nie wysusza skóry, po wyjściu spod prysznica czuję się komfortowo, nie mam uczucia ściągnięcia.



    KREM NATŁUSZCZAJĄCO-NAWILŻAJĄCY DO TWARZY I CIAŁA ATOPIS HYDRO-CONTROL CREAM

    Polecany do codziennej pielęgnacji i ochrony przed nawracającymi objawami nasilonej suchości i szorstkości skóry. Szybko się wchłania, nie pozostawiając na skórze i ubraniach tłustego filmu. Unikalna formuła kremu, oparta na innowacyjnym połączeniu organicznego oleju konopnego z ekstraktem z korzenia lukrecji, wykazuje wysoką skuteczność w pielęgnacji skóry suchej, wrażliwej i atopowej. Krem przywraca skórze naturalną fizjologiczną równowagę oraz optymalne nawilżenie i miękkość. Organiczny olej konopny odbudowuje powłokę hydrolipidową naskórka i uzupełnia uszkodzenia cementu międzykomórkowego zapobiegając transepidermalnej utrac ie wody (TEWL). Ekstrakt z korzenia lukrecji silnie wiąże wodę w naskórku, łagodzi podrażnienia i eliminuje świąd. Gliceryna nawilża skórę oraz ułatwia przenikanie składników aktywnych w głąb skóry. Alantoina chroni i regeneruje naskórek oraz działa przeciwzapalnie. Krem poprawia natłuszczenie i nawilżenie skóry.

    Niestety krem do twarzy i ciała mniej mi się spodobał. A to przez jego skład, gdyż zawiera on paraffinę. Ja rozumiem, że osoby z wysuszoną i atopową skórą mogą lubić ten składnik , gdyż oblepia on skórę i zabezpiecza przed parowaniem wody z naskórka. Zabezpiecza to przed wysuszaniem skóry, ale jednocześnie tworzy złudne uczucie nawilżenia. Przez ten składnik nie odważyłam się nałożyć produktu na twarz, stosowałam go jedynie na ciało w formie balsamu. Niestety ta paraffina jest mocno wyczuwalna w produkcie. Balsam maże się i trzeba długo go wmasowywać , aby wchłonął się w skórę. Zostawia też na powierzchni tę charakterystyczną dla oleju mineralnego tłustą powłoczkę. Nie zauważyłam aby produkt jakoś intensywnie nawilżał. Znam zdecydowanie lepsze tego typu produkty, z bardziej naturalnym składem .

    Podsumowując moją przygodę z produktami ATOPIS żel spodobał mi się i byłabym skłonna do niego wrócić, natomiast krem zdecydowanie nie przypadł mi do gustu ze względu na swój skład, ale także niewystarczające działanie nawilżające.

    Nie mogę też nie wspomnieć o kiepskim zachowaniu samego portalu Zblogowani. Kontakt był świetny do czasu otrzymania ode mnie przesyłki. Mimo koperty bąbelkowej , żel był niedostatecznie zabezpieczony, otworzył się i po prostu się rozlał. Całość wyglądała żałośnie, kartoniki w których były produkty były rozmiękczone i wygniecione. Nie jest to najlepsza reklama produktu. Już nie wspominając o tym, że do testów została mi może z połowa żelu. Oczywiście od razu zrobiłam zdjęcie i wysłałam do Zblogowanych. Zostałam kompletnie olana i nie dostałam nawet informacji, że przepraszamy, następnym razem lepiej zabezpieczymy. Zero odzewu. To daje mi do myślenia, że może nie warto więcej brać udziału w ich akcjach. Nie są jedyną taką platformą.

    Pozdrawiam
    Emi



       

            zBLOGowani.pl
       

    poniedziałek, 14 sierpnia 2017

    LUMENE - Moc arktycznej natury.

    Witajcie!

    Kto z nas nie lubi nowości?  Ja bardzo lubię. Dlatego bardzo się ucieszyłam , gdy podczas lipcowego See Blogers udało mi się dostać na wykład marki Lumene . Jej kosmetyki są mi całkowicie nieznane . Dlatego z miłą chęcią zgłosiłam się do akcji ich testowania.


    Moc arktycznej natury...

    Lumene to marka pochodząca z Finlandii. Podstawą jej kosmetyków jest krystaliczna woda arktyczna, która jest uznawana za najczystszą na świecie. Marka Lumene bardzo sprawnie łączy zdobycze najnowszej technologii z wyciągami naturalnymi. Do przetestowania otrzymałam trzy miniatury, które  są na tyle duże że można sobie wyrobić zdanie na temat tych kosmetyków. Świetnie sprawdziły się u mnie także na wyjeździe, gdyż zajmują mało miejsca w bagażu.


    Lumene Valo,  Overnight Bright Sleeping Cream with Vitamin C.

    Zacznijmy od kosmetyku,  który zrobił na mnie największe wrażenie. To krem na noc. Znajdziemy w nim ekstrakty z arktycznego rokitnika oraz maliny moroszki, które są bogactwem antyrodnikowych witamin A i E a także witaminę C. Za nawilżenie naszej skóry odpowiada gliceryna oraz kwas hialuronowy.

    Mimo bogactwa składników aktywnych krem nie jest ciężki ani tłusty. Po nałożeniu dosyć szybko się wchłania pozostawiając na skórze komfortowy , nawilżający film. Rano moja skóra jest idealnie odżywiona i miękka.  Gdyby nie fakt, że mamy lato i codziennie nakładam krem z filtrem UV to, po przetarciu skóry tonikiem spokojnie mogłabym już nic nie używać.




    Lumene Lahde Intense Moisturizer

    Ale oczywiście używam. Do kompletu intensywnie nawadniający krem na dzień. Ten ma dużo lżejsza konsystencję.  Jest też mocniej perfumowany,  Ale  jest to ładny,  kosmetyczny i nieco luksusowy zapach. W kremie zostały przede wszystkim użyte składniki intensywnie nawilżające : wyciąg z arktycznej brzozy, kwas hialuronowy oraz ksylitol , a także te które zatrzymują wodę w głębi skóry czyli np betaina. Natomiast nowoczesna technologia hydro-technology tworzy na powierzchni skóry mikrosiateczkę wypełnioną substancjami nawilżającymi,  które są uwalniane przez cały dzień.

    Krem ten jest bardzo lekki i szybko się wchłania. Mimo tego zostawia na skórze nawilżająca , lekko błyszczącą warstwę.  Skóra wygląda bardzo promiennie i zdrowo. Produkt fajnie współpracuje z moimi podkładami i kremami BB.  Nie zmienia ich trwałości ani koloru,  nie roluje się.





    Lumene  Sisu Deep Clean Puryfing Mask.

    Oczywiście uzupełnieniem każdej pielęgnacji jest regularne stosowanie masek do twarzy.  Marka Lumene proponuje nam maskę oczyszczająco - detoksykującą na bazie białej glinki. Zawarte w niej ekstrakty z kory arktycznej sosny oraz sęków arktycznego świerku chronią skórę przed wolnymi rodnikami odpowiedzialnymi za jej starzenie się. Dodatkowe działanie antyoksydacyjne oraz odżywcze mają oleje z arktycznej borówki brusznicy i czarnej jagody.

    Maska ma bardzo kremową konsystencję i łatwo nakłada się na skórę.  Producent zaleca nakładać ja na 5-10 minut. Maseczka ma w sobie delikatne drobinki, które jednocześnie robią peeling twarzy. Nie zastyga ona na skorupę i łatwo ja zmyć wodą.  Po zmyciu skóra jest łagodnie oczyszczona i miękka. Co ważne, nie ma nieprzyjemnego uczucia ściągnięcia i wysuszenia, co może mieć miejsce w przypadku masek oczyszczających. Myślę że to zasługa zawartych w niej olei i tej arktycznej wody.



    Muszę przyznać , że  kosmetyki Lumene bardzo pozytywnie zaskoczyły mnie swoją jakością. Szczególnie krem na noc po którym widzę naprawdę duża różnicę w nawilżeniu mojej cery. Na pewno będę te produkty testować dalej i dawać Wam znać. Przeglądałam ofertę Lumene i mają kilka produktów , które wyglądają zachęcająco. Bardzo zainteresowały mnie również kosmetyki kolorowe , które mają pielęgnować naszą skórę czyli makijaż hybrydowy. Możecie o nich przeczytać na stronie www.invisibleillumination.pl

    Ciekawa jestem, czy znacie kosmetyki Lumene?
    Czy tak jak ja dopiero po raz pierwszy się z nimi spotykacie?

    Miłego dnia! 💋
    Emi

    sobota, 12 sierpnia 2017

    SeeBlogers - czy naprawdę warto tam jechać? + kilka upominków od sponsorów.

    Witajcie!

    Pod koniec lipca miałam okazję uczestniczyć w największej konferencji dla twórców internetowych w Polsce , czyli See Blogers. Według organizatorów w konferencji brało udział 1500 blogerów . Całe wydarzenie miało miejsce w Gdyni i odbywało się w Parku Naukowo-Technologicznym w dniach 22-23.07. 
    Ja do Gdyni wybrałam się już w piątek rano, aby na spokojnie odebrać identyfikator. Na miejscu spotkałam się z moimi weekendowymi współlokatorkami, czyli :


    Niestety Trójmiasto przywitało nas bardzo brzydką i deszczową pogodą i ze zwiedzania w piątek nic nam nie wyszło. Na spacer wybraliśmy się dopiero późnym wieczorem.

    Głównym celem były warsztaty...

    W sobotę z samego rana wybrałam się na wykład Organizacja pracy blogera, czyli jak tworzyć szybciej, łatwiej i lepiej. Przyznam się, że ja zawsze robię wszystko w wielkim chaosie, na ostatnią chwilę i raczej daleko mi do zaawansowanego planowania. Czasem dziwię się, że ze wszystkim się wyrabiam. Prowadzący , Jacek Kłosiński pokazał nam kilka fajnych narzędzi, które mają pomóc w zarządzaniu czasem. Na pewno z nich skorzystam.

    Następnie udałam się na warsztaty TAJEMNICE #PEWNOŚCI EFEKTU GOSH COPENHAGEN ORAZ KREOWANIA WIZERUNKU. Gośćmi specjalnymi była Maja Sablewska oraz wizażystka Gosh Anna Mucha. Szczerze mówiąc trochę inaczej sobie wyobrażałam te warsztaty. W sumie nie były one warsztatami, a po prostu pogadanką, dyskusją pomiędzy paniami. Szczerze mówiąc nie jestem wielką fanką Mai i nie uważam jej za autorytet więc i z całego warsztatu zbyt wiele nie wyniosłam, na pewno nic o czym bym nie wiedziała. Bardziej podobały mi się warsztaty makijażowe, w których brałam udział podczas Meet Beauty. Po warsztatach Gosh wręczył nam w prezencie kilka ich kosmetyków. Szczególnie paletka bardzo przypadła mi do gustu.





    Natomiast bardzo spodobały mi się warsztaty O dzieleniu włosa na czworo - czyli wszystko, co powinniście wiedzieć o skórze głowy, by mieć zdrowe włosy prowadzone przez specjalistów marki Pharmaceris. Na wykładzie zostały poruszone przede wszystkim przyczyny nadmiernego wypadania włosów. Dobra wiadomość dla osób borykających się z tym problemem jest taka, że w dzisiejszych czasach jest wiele możliwości zapobiegania oraz leczenia tej przypadłości. Ważne, aby znaleźć przyczynę tego stanu.  Byłam w gronie 16 osób, które zostały wylosowane do profesjonalnego badania trychologicznego. Na nim dowiedziałam się, że moje włosy są bardzo gęste - z jednego mieszka włosowego wyrasta 4-5  włosów, a przy tym dosyć grube i mocne. Niestety mam problemy ze skórą głowy, która lubi się przesuszać oraz podrażniać. Często towarzyszy mi swędzenie, ale nie mam typowego łupieżu. Pani trycholog zaleciła mi regularne ( raz na tydzień) stosowanie peelingu do skóry głowy oraz szamponu oczyszczającego to nadmierne rogowacenie. Wychodząc z warsztatów dostaliśmy te produkty , a w tym tygodniu dotarła do mnie kolejna paczka z szamponem, co mogliście zobaczyć na moim Instagramie




    W niedzielę natomiast uczestniczyłam w wykładzie marki Lumene. Jest to dla mnie całkowita nowość ponieważ wcześniej nie zetknęłam się z ich kosmetykami. O produktach opowiadała ambasadorka marki w Polsce czyli Ania Zająchttp://fashionable.com.pl/) Bardzo zaciekawiła mnie wizja makijażu hybrydowego, czyli połączenia kosmetyków kolorowych z pielęgnacyjnymi. Lumene pochodzi z Finlandii , a jej kosmetyki są oparte na krystalicznie czystej wodzie z arktycznego lodowca. Do przetestowania dostaliśmy trzy całkiem spore miniaturki, które używam od niedawna i muszę powiedzieć, że szczególnie krem na noc bardzo mile mnie zaskoczył. Ale pełna recenzja na pewno niebawem pojawi się na blogu.


    Ostatnim wykładem był wykład O (prawie) wszystkim, co o piersiach warto wiedzieć na który zaprosiła nas marka Oillan. Wykładowcą był lek. medycyny Daniel Maliszewski. Podczas wykładu dowiedziałam się jak dbać o swoje piersi, jak zmieniają się z wiekiem, czy pod wpływem np hormonów ciążowych. Bardzo ważnym tematem poruszonym przez doktora był rak piersi, jak się badać oraz jakie mogą być jego symptomy. To bardzo ważne, aby obserwować swoje ciało, gdyż to my-kobiety jesteśmy w stanie jako pierwsze zaobserwować zmiany.



    A pomiędzy warsztatami...

    Pomiędzy warsztatami można było odwiedzić wystawców, gdzie były organizowane różnego rodzaju konkursy. Był to także świetny czas na zawarcie ciekawych znajomości. Przy większości stoisk można było otrzymać drobne upominki. Można było także wejść na aulę na wykłady otwarte. Ja np poszłam na Influencerze , tak Cię widzą agencje, który bardzo dobrze wspominam. Bardzo fajnym miejscem była strefa relaksu. Gdzie w spokoju można było usiąść i wypić kawę, skomponować własną herbatę czy zjeść coś pysznego. Było to również miejsce do spotkań z innymi blogerami.






    Skandal! Czy jeszcze tam wrócę?

    Cale wydarzenie See Blogers uważam za bardzo udane i dobrze zorganizowane. Naprawdę duży plus dla organizatorów , że potrafili ogarnąć taką ilość osób. Bardzo podobały mi się wykłady , natomiast zabrakło mi trochę warsztatów praktycznych , które mogłyby być zorganizowane przez marki kosmetyczne. Chciałabym też zwrócić uwagę organizatorów na bezpieczeństwo podczas tego typu imprez. Do budynku mógł wejść każdy, nikt nie pilnował tego czy osoby wchodzące mają plakietki. Największy chaos panował na sobotniej, wieczornej imprezie która kompletnie była nie zabezpieczona. Była w beznadziejnym miejscu, na korytarzu i praktycznie nic się na niej nie działo. Był DJ z muzyką kompletnie nierockową(a podobno taki był temat przewodni) i tyle. Każdy się rozszedł w swoją stronę i robił co chciał. Tak naprawdę przyjechaliśmy, wypiliśmy jedno piwo i wróciliśmy na miasto , bo nie było żadnego sensu tam zostawać. 

    Mimo, że cała Polska żyje teraz ogromnym skandalem jaki podsyca jeszcze pewien plotkarski portal to całą imprezę wspominam bardzo miło i chętnie wezmę w niej udział w przyszłym roku. Owszem , mimo że byłam świadkiem niemiłych sytuacji: żenującego żebrania o próbki na stoisku, czy walki o szampon na warsztatach to nie możemy wszystkich osób wrzucać do jednego wora. Tak trafiły się osoby pazerne, trafili się złodzieje , ale pozostałe 99% osób przyjechało czegoś się nauczyć. I ten 1% nie powinien kreować wizerunku blogera. 

    Pozdrawiam



    Emi



    wtorek, 8 sierpnia 2017

    Nowości w Lipcu!

    Witajcie!

    Chyba nie pamiętam takie brzydkiego lata jakie jest w tym roku. Lipiec niestety się nie popisał. Mamy już sierpień i nareszcie mamy odrobinę upalnego lata. Cieszmy się słońcem dopóki z nami jest. Cały czas próbuję wdrażać minimalizm kosmetyczny., Wychodzi mi to różnie. Co prawda nie kupuję już tyle co kiedyś ( porównywałam z ubiegłym rokiem), ale zawsze coś nowego wpadnie do mojego koszyczka.

    Jeśli jesteście ciekawi, co znalazło się w nim w tym miesiącu to zapraszam.

    ROSSMANN

    Uwielbiam różaną serię od Evree. Zarówno tonik jak i olejek Magic Rose już miałam i z miłą chęcią wróciłam do tych produktów. Stałym bywalcem w mojej łazience jest peeling do ciała o zapachu mango i kokosa Wellnes&Beauty. Natomiast nowością dla mnie jest peeling do ust Evree sugar lips.





    HEBE

    Drogeria Hebe skusiła mnie swoją promocją do -70% na produkty naturalne. Bardzo dobrze wiecie, że często właśnie takich używam. Uzupełniłam więc swoje zapasy o 3 nowe oleje: z czarnuszki, konopny oraz rokitnikowy. Mydło Yope Werbena jest moim zdecydowanym ulubieńcem. Na promocji skusiłam się także na dwa nowe dla mnie, ale bardzo zachwalane produkty czyli Arganowy krem pod oczy oraz Kawowy Peeling do ciała o zapachu kokosa.




    WIZAŻ.PL

    Mam duże szczęście jeśli chodzi o tusze do rzęs. W tym miesiącu trafiły do mnie  Maybelline The Collosal Big Shot, którą aktualnie używam i jestem z niej bardzo zadowolona. Drugą jest bardzo ciekawa, z dwoma szczoteczkami L'Oreal False Lash Superstar XFiber. Dotarł do mnie także pięknie pachnący owocami zestaw do włosów Garnier Fructis Oil Repair 3 Butter.




    TWOJE ŹRÓDŁO URODY


    I testy naturalnych kosmetyków Cosnature. Wybrałam sobie Krem Tonujący, idealny na obecne upały, gdy nie chce na buzi ciężkiego podkładu oraz Nawilżający Krem z Granatem na Dzień.


    Na początku miesiąca byłam także na największym evencie dla twórców internetowych w Polsce, czyli See Bloggers. Stamtąd również przywiozłam kilka upominków, ale o nich jak i o moich wrażeniach z tego wydarzenia przeczytacie jeszcze w tym tygodniu.

    Pozdrawiam!
    Emi