lutego 03, 2017

DENKO #2 Styczeń

DENKO #2 Styczeń
Witajcie!

Minął pierwszy miesiąc 2017 roku więc pora wyrzucić wszystkie styczniowe pustaki. Zapraszam Was na ich krótkie recenzje.

Świetny!
Przeciętny
Bubel!!!



1. Nivea Hydro Care - odżywka do włosów. Kupiłam ją w promocji razem z Long Repair. Powiem Wam, że obie wersje sprawdziły się na moich włosach bardzo dobrze. Odżywka była gęsta i nie spływała z włosów. Ponadto bardzo fajnie je nawilżała i wygładzała. Wersja Long miała może minimalnie mocniejsze działanie. Chętnie do nich wrócę.

2. Farmona Tutti Frutti Collagen Pro Color szampon do włosów farbowanych. Szampon, który pachniał wiśniowym tymbarkiem. Zapach był bardzo intensywny, sztuczny wiśniowy. Sam szampon bardzo dobrze mył włosy i je wygładzał, tak naprawdę to po nim nie musiałabym nakładać odżywki ani maski. Ale oczywiście zawsze to robiłam. Po pewnym czasie jego zapach mocno mnie męczył i ta duża butla przestała być zaletą. Ze względu na zapach nie kupię.

3. Vianek odżywczy szampon do włosów (Recenzja). Jeden z nielicznych naturalnych szamponów, który się u mnie sprawdził. Obecnie mam inne , ale do tego chętnie wrócę.

4. Pilomax, Wax Daily Mist włosy jasne - odżywka w sprayu. Szczerze Wam powiem, że ja nie widzę większej różnicy między tego typu produktami. Dla mnie ważne jest aby ułatwiały rozczesywanie. I ta to robiła także była ok.

5. Garnier Czysta Skóra Fruit Energy, żel oczyszczająco-peelingujący. (Recenzja) Bardzo fajny, żel o którym pisałam ostatnio. Świetnie się nadaje do porannego oczyszczania twarzy, nie wysusza skóry nawet przy codziennym stosowaniu.

6. Soraya, ochronny krem do twarzy SPF 25. Używałam go podczas wakacji, a teraz dokończyłam go gdyż robiłam sobie kurację kwasami. Mimo niezbyt dużego SPF bardzo fajnie zabezpiecza przed działaniem słońca. Nie bieli skóry i w przypadku mojej suchej cery sprawdził się także pod makijaż.

7. See See mineral facial mud mask. Bardzo polubiłam się z maskami błotnymi. Na początku zauroczyła mnie maska Sephora (recenzja).  Ta również była bardzo dobra, a przy tym miała przyjemniejszą konsystencję. Była ona bardzo gładka, kremowa i nie zasychała na skórze tak szybko. Miała jednak trochę mniejsze oczyszczające działanie niż ta z Sephory.

8. Bielenda Rose Care, lekki olejek do twarzy (Recenzja). Uwielbiam wszelkiego rodzaju olejki w pielęgnacji mojej skóry, a olejek różany jest chyba moim ulubionym, Ten stosowało mi sie bardzo przyjemnie ze względu na lekką konsystencję i delikatny zapach. Było cudownym uzupełnieniem wieczornej pielęgnacji. Szkoda, że olejek różany był gdzieś na szarym końcu, ale za to były inne olejki.

9. No36 Intensywnie nawilżający balsam do stóp i paznokci. Pielęgnacja stóp to moja pięta Achillesowa. Zazwyczaj po prostu stosuję krem do rąk lub balsam do ciała. Krem ten jednak był naprawdę świetny. Miał dosyć gęstą konsystencję, ale jednocześnie szybko się wchłaniał i nie pozostawiał na stopach nieprzyjemnej tłustej warstwy. Jeśli znajdę w sklepie to chętnie kupię.

10. Lovely natural lip stick, balsam do ust. Okropny, nie mogłam znieść tego uczucia i smaku na ustach. Niestety trudno mi ocenić jego działanie, gdyż bardzo rzadko go używałam. 

11. Sylveco, pomadka peelingująca. (Recenzja) Moja ulubiona , zawsze ją kupuję.

12. Chloe Love Story, miniaturka balsamu do ciała. Jak wiadomo te balsamy o zapachu perfum nie są jakieś specjalne jeżeli chodzi o nawilżenie. Zapach Love Story jest przepiękny. Na pewno kupię perfumy , gdy tylko skończę jeden z posiadanych flakoników perfum.

13. Loccitane, Frezja&Wanilla. Dostałam tę miniaturkę już dawno temu w jednym z Shiny Box . Zapach we flakoniku wydawał mi się bardzo ciężki i babciny. Jednak na skórze bardzo ładnie się rozwijał i im dłużej go używałam tym bardziej mi się podobał. Muszę przyznać , że te perfumy są świetnej jakości. Wystarczyła niewielka ilość, były intensywne oraz długo utrzymywały się na skórze.

14. 15. Eco Spa Olej z nasion truskawki, wit E. Nieprzerwanie kupuję półprodukty. Oleje i wit E dodaję do domowych masek czy serum do twarzy.

16. Calaya olejek eteryczny eukaliptusowy. Nieodłączny składnik mojego balsamu do demakijażu, ale także świetnie nadawał się do relaksującej kąpieli. Udało mi się także zrobić balsam ułatwiający oddychanie podczas kataru.



17. Catrice Longlasting Brow Liner. Kupiłam go, bo był bardzo polecany przez Maxineczkę. Niestety u mnie okazał się ogromnym niewypałem. Wzięłam jaśniejszy kolor, który w ogóle nie był widoczny na moich brwiach. Użyłam kilka razy i potem przestałam, bo musiałam naprawdę dużo go nałożyć żeby cokolwiek było widać. Drugi kolor jest za ciemny.

18. L'Oreal Volume Million Lashes Fatale, mascara. Bardzo lubię tusze do rzęs VML. Ten również był w porządku jednak nie pobił mojego ulubionego So Couture.

19. Catrice, masełko do ust w gąbce. Niestety wszystkie napisy starły mi się z tego produktu. Bardzo go nie lubiłam. Miał ładny kolor , ale dawał dziwne uczucie na ustach. Poza tym szybko się ścierał. Po pewnym czasie gąbka zaczęła śmierdzieć więc przestałam używać.

20.Sally Hansen Miracle Gel Top Coat. Kompletnie nie polubiłam się z lakierami Sally Hansen z tej serii. Top coat jest bardzo rzadki i nie tworzy jakiejś pięknej tafli na paznokciu. Nie był to bubel bo jednak trochę nabłyszczał, ale znam lepsze produkty tego typu.

21. Wibo, matowy lakier. Miał piękny kolor marsala. Niestety lakier jest okropny, strasznie smuży, robią się prześwity. Trzeba było nakładać grubą warstwę, żeby był on równomierny. Ale wtedy jego schnięcie zajmowało kupę czasu. Trochę lepiej wyglądał , gdy nałożyło się na niego błyszczący top coat. Ale przecież nie o to chodziło, bo miał być to kolor matowy. Jestem zawiedziona bardzo :(


Oczywiście uszczupliłam też troszeczkę swoją kosmetyczkę z próbkami , ale nadal pozostaje ona grubaskiem. Garnier Moisture+ Acqua Bomb maska w płacie (Recenzja) - niestety ta maska okazała się bardzo słaba. Nie była bublem, ale nic szczególnego na skórze nie zrobiła. Ziaja Liście Zielonej Oliwki maska nawilżająca jak zwykle się u mnie pojawia. Bardzo lubię te maseczki mimo, że nie mają jakiegoś szczególnego składu. Ale cóż na lenia nie ma rady. Krem BB Kiehl's ... o nie nie okropnie ten produkt pachniał betonem. Bardzo nieprzyjemny, a poza tym miałam wrażenie, że na skórze nic nie robił. Bardzo się ucieszyłam , gdy otrzymałam w prezencie maseczkę pod oczy Glam Glov. Niestety u mnie się nie sprawdziła. Nałożona pod oczy strasznie piekła mnie skóra i łzawiły oczy. Musiałam ją bardzo szybko zmyć, bo nie mogłam wytrzymać. Poza tym miała jakąś dziwną grudkowaną konsystencję.Zużyłam kremy Lavera i The Skin , ale nie zrobiły na mnie większego wrażenia. Emulsja Pharmaceris Emotopic była bardzo przyjemna, trochę jak balsam pod prysznic. Myślę, że może sprawdzić się u osób z przesuszoną skórą.

I to już wszystkie zużyte w styczniu produkty. Projekt minimalizacji zapasów trwa w najlepsze. Cieszy mnie to, że bardzo dużo kosmetyków zużyłam, a przybyło mi naprawdę niewiele. Ale o tym przeczytacie w niedzielę .

Miłego weekendu!

EMI :)


stycznia 31, 2017

GARNIER Czysta Skóra Fruit Energy

GARNIER Czysta Skóra Fruit Energy
Witajcie!


Uwielbiam zapach cytrusów w kosmetykach, których używam rano. Często wybieram żele pod prysznic własnie z tą nutą. Dodają mi one dużo energii na cały długi dzień. Ten żel trafił do mnie w sumie przypadkiem. Jadąc na urlop na mazury zapomniałam zabrać swojego żelu Sylveco. Będąc w Biedronce natrafiłam właśnie na ten i postanowiłam go kupić.



Żel zamknięty jest w typowej dla tego typu produktów tubie. Lubię takie "stojące na głowie" opakowania, gdyż można wydobyć z nich do końca cały produkt. Opakowanie jest w kolorze soczystej pomarańczy. Jest takie wakacyjne, słoneczne.

Dopiero przy wieczornej toalecie doczytałam, że jest to żel przeznaczony do skóry tłustej i z niedoskonałościami. Trochę obawiałam się, że będzie przesuszał moją skórę, ale całe szczęście nic takiego się nie dzieje. Żel jest średnio gęsty, również ma pomarańczowy kolor. Bardzo ładnie, cytrusowo pachnie. Poza tym ma w sobie zatopione małe granulki (niestety są to nieekologiczne mikrogranulki plastiku, których na pewno będę unikać w kosmetykach). Nie jest ich mocno dużo, nie są także bardzo ostre, ale dają efekt ładnego wygładzenia cery. Jest na tyle delikatny, że można go stosować nawet codziennie. Ja używam tego produktu wyłącznie rano. Delikatnie oczyszcza skórę oraz ją rozświetla. Zmywa resztki nocnych kosmetyków. Po jego użyciu poranne serum czy krem bardzo dobrze się wchłaniają.  Dużym plusem jest to, że nie wysusza mojej skóry, ani jej nie podrażnił. Minusem (pewnie nie dla każdego) jest zawartość silnych detergentów czyli SLS oraz wspomnianych już mikrogranulek. Niestety nie mogłam go ze względu na te granulki stosować z moją ukochaną Foreo Luna , a chętnie wrócę do niej w porannej pielęgnacji.

Niestety nie potrafię stwierdzić, czy żel rzeczywiście zapobiega przetłuszczaniu się skóry lub czy wysusza wypryski, gdyż raczej nie mam tego typu problemów.

Podsumowując bardzo polubiłam się z tym żelem. Zaplusował u mnie swoim bardzo energetyzującym zapachem oraz delikatnym peelingiem twarzy. Polecam osobom, które szukają czegoś fajnego i niedrogiego do codziennego użytku. Jednak raczej więcej go nie kupię ze względu za niezbyt dobry skład.

Zwracacie uwagę na składy żeli do mycia twarzy?

Pozdrawiam
EMI

Post nie jest sponsorowany, a produkt kupiony przeze mnie.

stycznia 29, 2017

Bielenda Ameryka SPA, Nawilżający peeling solny do ciała

Bielenda Ameryka SPA, Nawilżający peeling solny do ciała
Witajcie!

Jak Wam minął weekend. Mam nadzieję,  że odpoczęliście i nabraliście siły na kolejny dzień pracy, czy nauki. Ja staram się w weekend zawsze jak najmocniej zregenerować siły. To również dni kiedy mam więcej czasu na większą pielęgnację.  Wtedy właśnie olejuję włosy czy wykonuję dłuższe zabiegi na twarz i ciało. Takie małe domowe spa .

I właśnie jednym z takich zabiegów jest porządny peeling ciała.  Na spotkaniu blogerek w Białymstoku otrzymałam peeling solny Bielendy. Czy okazał się produktem rodem z prawdziwego SPA?


Produkt zamknięty jest w standardowym słoiku . Jest to bardzo wygodne opakowanie. Ma duży otwór więc łatwo wyjąć odpowiednią porcję . Konsystencja jest przyjemna , żelowa  ale jednocześnie dosyć gęsta.  Nie spływa z dłoni.  Dobrze trzyma się skóry i łatwo możemy wykonać masaż. Zapach jest przyjemny lekko owocowy , ale trudno jest mi jednoznacznie określić jakie to owoce. 

Jeśli chodzi o nic peelingu to określiłabym go jako średni. Mimo, że jest to peeling solny to tych drobinek soli nie jest mocno dużo.  Są one zatopione w żelowej otoczce, która dodatkowo łagodzi działanie ścierne.  Ale ma to swoje plusy. Peeling nie podrażnia ani nie drapie skóry.  Producent obiecuje nawilżenie i rzeczywiście produkt zostawia na skórze ochronny film. Szkoda, że jest to tylko parafina. Mi ona nie szkodzi jeśli chodzi o ciało , ale ze względu na ten składnik nie kupię więcej tego produktu. 

Podsumowując jest to dobry peeling. Ładnie usuwa martwy naskórek, ale nie jest to agresywny zdzierak. Jeśli nie przeszkadza Wam olej mineralny w składzie to jak najbardziej polecam.

Pozdrawiam 💋
EMI

Post powstał przy współpracy z siecią sklepów Jawa. Nie wpłynęło to na moją opinię o proukcie.

stycznia 26, 2017

BIELENDA Rose Care olejek różany do twarzy/ Light rose oil

BIELENDA Rose Care olejek różany do twarzy/ Light rose oil
Witajcie!

Moja skóra uwielbia olejek oraz wodę różana. Dlatego te produkty bardzo często goszczą w mojej kosmetyczce. Moja cera często jest wysuszona,  mam też tendencję di pękających naczynek. A produkty różane są łagodne , a przy tym świetnie nawilżają. Jak do tej pory moim ogromnym hitem był olejek różany z Evree.  Pomógł mi on bardzo, gdy moja skóra się buntowała. Dlatego ucieszyłam się gdy listonosz przyniósł mi od Bielendy paczuszkę z tą małą różową buteleczką.




Olejek standardowo jest zamknięty w buteleczce z pipetka. Lubię takie rozwiązanie gdyż można precyzyjnie dozować ilość produktu. Buteleczka jest urocza a elegancji dodaje jej złota zakrętką.  




Producent określa produkt mianem lekkiego olejku i rzeczywiście tak jest. Ma on dosyć wodnistą konsystencję. Ma to swoje plusy, gdyż szybko się wchłania i nie tworzy na skórze tłustej warstwy. Twarz jest ładnie wygładzona i nawilżona. Dla mojej suchej skóry jest on jednak zbyt słaby , aby stosować go samodzielnie na noc. Jednak jest fajnym uzupełnieniem wieczornej pielęgnacji. Aplikuję go jako serum pod mój krem na noc. Używałam go również rano i w moim przypadku stanowi fajną, nawilżającą bazę pod makijaż. 

Jeśli chodzi o działanie łagodzące to trudno mi się odnieść ponieważ moja skóra jest ostatnio w bardzo dobrym stanie. Aczkolwiek wydaje mi się że olejek z Evree był bardziej skoncentrowany i był w tym względzie skuteczniejszy. 

Olejku możemy użyć również do masażu twarzy. Wystarczy nałożyć większą ilość. Będzie to świetny rytuał relaksujący, gdyż przy okazji produkt ma bardzo przyjemny, ale delikatny zapach.

Podsumowując bardzo się polubiłam z tym produktem. Stanowi on mile uzupełnienie mojej codziennej pielęgnacji. Polecam przede wszystkim osobom, które nie przepadają za typową tłustą konsystencja oleju .



Ciekawa jestem, czy używaliście produkty z tej serii i jak Wam się sprawdziły. Widziałam olejek do mycia twarzy ale jego skład jest okropny! Sama parafina. Natomiast bardzo zainteresowało mnie serum z tej linii.

Pozdrawiam!
Emi

Post powstał przy współpracy z firmą Bielenda. Nie wpłynęło to na moją opinię.

stycznia 23, 2017

Modne dodatki od Zaful

Modne dodatki od Zaful
Witajcie!

Dzisiaj chciałabym Wam pokazać dwa ciekawe akcesoria, które urozmaicą i ozdobią każdą stylizację.

Pierwszy dodatek typowo zimowy to ciepły szal. Jestem bardzo mile zaskoczona jego jakością. Szal jest ogromny, spokojnie może nam służyć jako poncho :) A przy tym jest niezwykle miękki, nie drapie i doskonale chroni przed zimnym wiatrem i deszczem. Mój jest w kolorze Light Khaki, ale jest wiele innych opcji kolorystycznych. Odkąd go posiadam (około tygodnia) to używam codziennie i muszę przyznać, że stał się moich ulubionym szalikiem.




Drugim dodatkiem jest piękny aksamitny chocker w kształcie kokardki. Jest to bardzo delikatny dodatek , ale myślę że pięknie ozdobi gładką bluzkę, koszulę czy sukienkę. Jest on w czarnym, uniwersalnym kolorze - będzie pasował do wielu ubrań. Ponadto posiada łańcuszek z regulacją długości. Ozdoba jest bardzo starannie wykonana i nie siepie się. Myślę, że wielokrotnie mi się przyda i na pewno wrzucę jakieś zdjęcie ze stylizacją na mój profil na IG. Myślę, że będzie pasował do czerwonej sukienki, którą widzieliście ostatnio.



Poniżej możecie obejrzeć wszystkie produkty, które zamówiłam:




Szal: link
Chocker kokardka: link
Czerwona sukienka: link
Chocker z niebieskim kamykiem: link
Kapelusz: link
Bluza: link


Post powstał przy współpracy ze stroną Zaful. Nie wpłynęło to na moją opinię o produktach.


stycznia 22, 2017

NOWOŚCI GRUDZIEŃ 2016

NOWOŚCI GRUDZIEŃ 2016
Witajcie!

Mamy już drugą połowę stycznia, a ja jeszcze nie pochwaliłam się tamtorocznymi zdobyczami. Skorzystałam z promocji Black Friday oraz Dnia Darmowej dostawy dlatego kilka ciekawostek się tutaj znalazło :)



Postanowiłam uzupełnić swoje zapasy wosków. Dawno nic nie kupowałam. Mam jedną świeczkę Kringle Candle, ale ma ona typowo wakacyjny lekki zapach. Skusiłam się na Yankee Candle: Snow in Love oraz Wedding Day; Kringle Candle: Warm Cotton i Achives oraz Wood Wick: Birchwood i Beach Boardwalk. Od jakiegoś miesiąca moje kominki są mocno eksploatowane. Zakupy zrobiłam na Goodies.pl




Korzystając z Dnia Darmowej Dostawy w jednej z aptek internetowych zamówiłam zestaw różany z Make Me Bio. O tym kremie słyszałam bardzo dużo dobrego. Moja skóra lubi produkty z olejem różanym także pokładam w nim ogromne nadzieje. W zestawie była pięknie pachnąca mgiełka do twarzy oraz miniaturka kremu do rąk. Dodatkowo zamówiłam sobie też zachwalany puder do mycia twarzy. Miałam kiedyś podobny produkt z Yasumi i bardzo się z nim polubiłam.



Zamawiając prezenty na Blogowe Mikołajki skusiłam się na żel pod prysznic Biolove. Ma przepiękny zapach, uwielbiam werbenę. Drugim produktem jest Savon Noir - czarne mydło. Tego produktu używam jako peeling enzymatyczny do oczyszczania twarzy. Mimo niezbyt pięknego zapachu działanie jest świetne.
 

Nareszcie udało mi się dotrzeć do drogerii Kontigo. Nie będę wskazywać paluszkiem , kto mnie sprowadził na manowce ;) Wszystkie produkty firmy Biolove mnie zauroczyły, mają przepiękne zapachy i świetne składy.Skusiłam się na malinowy peeling do rąk oraz truskawkowy peeling do ciała.


Jesienne kolory z Indigo już dawno chodziły mi po głowie. W końcu serce zwyciężyło i skorzystałam z promocji 2+1. Zamówiłam słynną bazę proteinową oraz kolory Bed In Roses i Red Diamond.



W tym roku poprosiłam bliskich , aby nie kupowali mi produktów kosmetycznych w prezencie świątecznym. I tak się w głównej mierze stało. Jednak teściowa do głównego prezentu dorzuciła dwa umilacze do kąpieli:  Avon Carribean Escape oraz Sephora Fleur de Cotton która jest piękna, różowa i błyszcząca :)

 


Skończyło mi się także ostatnio wiele półproduktów dlatego postanowiłam je uzupełnić. I tak trafił do mnie : ekologiczny olej kokosowy, masło kakaowe, olej rycynowy z których zawsze robię swój balsam do demakijażu. Dodatkowo wzięłam olejek eteryczny różany oraz lawendowy. A także dwa hydrolaty: oczarowy i rózany (który nie załapał się na zdjęcie). Do każdego zamówienia była dodawana zielona glinka w gratisie.



Wiele kosmetycznych nowości i niespodzianek przyniosł mi także udział w Blogowych Mikołajkach. Przede wszystkim udało mi się bardzo miło spędzić czas w towarzystwie NieBieskiej Anety :) O samym spotkaniu i wszystkich cudownościach możecie przeczytać Tutaj.

Końcówka roku to także kilka współprac. Pierwszą z nich jest ta z Rosewhosale. Do mojej garderoby trafiła bluza z ustami, czerwona sukienka, kapelusz oraz chocker ze zdobieniem.

 
 Dostałam także dwa produkty do makijażu od Banggood. A są to paleta do makijażu oraz zestaw pędzli o których mogliście więcej poczytać Tutaj.
 
 
Ostatnią przesyłką jest zestaw do przygotowania własnych kosmetyków z firmy Mieszadełko. Trzy przepisy na naturalne kosmetyki pokazywałam Wam Tutaj.


I to już wszystkie nowości, które dotarły do mnie jeszcze w tamtym roku. W nowy rok weszłam z mocnym postanowieniem ograniczenia zakupów kosmetycznych. Mam tego dosyć sporo i postanowiłam znacząco zminimalizować swoje zasoby. Jak na razie dzielnie trzymam się tego postanowienia i nie ulegam pokusom także mam nadzieję, że NOWOŚCI bedą niewielkie .

Pozdrawiam
EMI
 


stycznia 20, 2017

Garnier Skin Naturals Moisture +Aqua Bomb

Garnier Skin Naturals Moisture +Aqua Bomb
Maseczki w płacie szturmem podbily serca wszystkich kosmetycznych maniaczek w tamtym roku. Było i nich bardzo głośno na wielu blogach i kanałach kosmetycznych.  Nie ukrywam, że zdobyły także moje serce. Jest to bardzo wygodny sposób odżywienia skóry.  Nie trzeba bredzić rąk,  nie trzeba nic zmywac z twarzy. Wystarczy jedynie zdjąć maskę a resztę emulsji wmasować w twarz. Oczywiście prym w tej dziedzinie wiodą firmy azjatyckie. Próbowałam wiele takich masek Skin79, Holika Holika czy Mizon i każda była świetna.  Tym razem firma Garnier postanowiła odtworzyć taką maskę.  Czy jest to próba udana?


Niestety mam złe doświadczenia jeśli chodzi o europejskie czy amerykańskie "podróbki " azjatyckich kosmetyków.  Kremy BB są bardzo słabo kryjące i mają brzydkie kolory. Niczym nie przypominają tych orynalnych.

Do testów dostalam wersję intensywnie nawilzajaca z ekstraktem z granatu. Producent pisze, że ma ona być odpowiednikiem tygodniowego nawilżenia.  Sam materiał z którego wykonana jest maska jest bardzo przyjemny i cienki. Bardzo dobrze przylega do wszystkich zakamarków twarzy.

Po 15 minutach maska była nadal bardzo mokra więc zostawiłam ja do 30 minut. Nic mnie nie podraznilo nie piekło.  Samo jej używanie jest bardzo przyjemne. Niestety moja skóra bardzo słabo piła tę substancję.  To dziwne bo inne olejki czy toniki wypija momentalnie. Starałam się wmasowac resztę , ale i tak zostawiła na skórze lekką warstwę.  Niestety maseczka nie dała mi takiego nawilżenia jakiego oczekiwałam.  Prawdę mówiąc jest ono znikome i krótkotrwałe.  Lepszy efekt otrzymuję,  gdy nasacze czystą plachte hydrolatem różanym lub żelem hialuronowym. 

Wiem, że są jeszcze dwa inne rodzaje tej maski, ale szczerze to nie mam ochoty ich próbować. Wolę jednak kupić te koreańskie lub sama taką zrobić. 

Ciekawa jestem czy mieliście okazję używać tej maski i jak sprawdziła się w Waszym przypadku.

Pozdrawiam
EMI💋

stycznia 18, 2017

Zmieszajmy coś z Mieszadelko.pl

Zmieszajmy coś z Mieszadelko.pl
Witajcie!

Uwielbiam kosmetyki naturalne i coraz więcej pojawia się ich w mojej kosmetyczce.  Ale równie mocno lubię sama sobie coś ukręcić. Taki własnoręcznie zrobiony krem czy serum daje mi gwarancję,  że jest on najlepiej dobrany do potrzeb mojej skory.  Znajdują się w nim składniki które lubi i potrzebuje mój typ cery. Poza tym mam wrażenie ze taką domową maską lub peeling działaj dużo lepiej niż te kupne. Gwarancja stworzenia dobrych kosmetyków są przede wszystkim dobre jakościowo składniki z których będziemy je tworzyć.  Jedną z firm, która oferuje szeroki wybór produktów jest sklep internetowy Mieszadełko.pl od którego dostałam zestaw produktów wraz z recepturami do stworzenia własnych kosmetyków.



I w ten oto sposób w domowym zaciszu powstały trzy wspaniałe kosmetyki:  balsam do ciała,   peeling do twarzy oraz peelingujacy balsam do ust.
W zestawie otrzymałam olej kokosowy, olej z pestek malin, olej z orzechów włoskich , wosk bielony oraz zmielone pestki malin. Wszystkie produkty są świeże i spakowane w wygodnych opakowaniach. Oleje tak jak powinny są w ciemnych butelkach. Najbardziej zachwycił mnie olejek z orzechów włoskich gdyż jest on z dodatkiem olejku eterycznego pomarańczowego. Z jego udziałem każdy kosmetyk pachnie niezwykle ciepło i otulająco.


Balsam do ciała rozgrzewająco- ujędrniający:

5 ml olej z pestek malin
4 ml olej z orzechów włoskich z olejkiem zapachowym pomarańczowo-cynamonowym
20 ml olej kokosowy
3g wosk pszczeli bielony

Olej kokosowy i wosk pszczeli rozpuszczamy w kąpieli wodnej. Dodajemy płynne oleje. Mieszamy. Ja odczekałam aż masa zakrzepnie, potem ubiłam spieniaczem do mleka. Powstanie puszysty mus do ciała. Wstawiamy do lodówki do zastygnięcia. 


Balsam jest dosyć twardy, ale topi się pod wpływem ciepła ciała. Świetnie nawilża i natłuszcza skórę, a przy tym ma nieziemski rozgrzewający zapach.


Peelingujący balsam do ust:

2g wosk pszczeli bielony
15 ml olej kokosowy
8 ml olej z orzechów włoskich z olejkiem zapachowym pomarańczowo-cynamonowym
2 g cukier

Olej kokosowy i wosk pszczeli roztapiamy w kąpieli wodnej. Dodajemy olej z orzechów włoskich. Czekamy aż masa zakrzepnie. Dodajemy cukier, mieszamy do połączenia.




Malinowy peeling do twarzy:

10 g peeling z pestek malin
5 ml olej z pestek malin

Oba półprodukty mieszamy w naczyniu. Aplikujemy na mokrą skórę.


Peeling bardzo fajnie oczyszcza skórę i złuszcza martwy naskórek. A przy tym zawarty w nim olejek ją natłuszcza i nawilża.





Jeśli jeszcze nie próbowaliście własnych kosmetyków to polecam spróbować ☺ Działa to niezwykle odprężająco i np mi pomaga się zrelaksować po ciężkim dniu. Wbrew pozorom nie jest to nic trudnego tym bardziej że na stronie Mieszadelko.pl możecie znaleźć receptury zarówno na podstawowe proste przepisy jak i te bardziej skomplikowane.

Aby Was dodatkowo zachęcić razem ze sklepem przygotowaliśmy kod rabatowy. Wystarczy w koszyku wpisać: 

 BOX122016

kod upoważnia do 5% rabatu na całe zakupy. Jest ważny do końca stycznia 2017.

Pozdrawiam!
EMI :)

Post powstał przy współpracy ze sklepem Mieszadelko.pl nie wpłynęło to jednak na moją opinię i produkcie.

stycznia 16, 2017

Makijaż z Banggood.

Makijaż z Banggood.
Witajcie!

Ostatnio trafiło w moje łapki wiele produktów z chińskich stron internetowych. Ostatnio pokazywałam Wam ubrania , które okazały się być całkiem dobrej jakości i na pewno będą przeze mnie wykorzystywane. Dzisiaj pora na produkty do makijażu. Ze strony Banggood otrzymałam do przetestowania zestaw pędzli oraz paletę do makijażu. Dużym plusem był czas otrzymania przesyłki. Dotarła ona bowiem do mnie w 2 tygodnie. 


Dostałam zestaw 10 pędzli do makijażu oczu i twarzy. Sa one stylizowane na duo fiber ale włosie jest po prostu pomalowane na różne kolory. Pędzle są ładnie wykonane , nie wychodzi z nich włosie.  Nie do końca podoba mi się ten fioletowy kolor, wolałabym żeby były po prostu białe lub czarne ale kolor to kwestia gustu. Najważniejsze że podczas mycia nie farbują. Poza tym włosie jest bardzo mile i miękkie. Pędzelki nie drapią skóry twarzy ani powiek. Ogólnie wszystkie z nich nie są mocno zbite. Jeśli chodzi o te do twarzy to jest to według mnie plus.  Pędzel do podkładu ładnie go rozprasza po twarzy. Nie osiągniemy nim efektu maski. Może się okazać bardzo pomocny gdy mamy ciężki podkład, a chcemy żeby na twarzy wyglądał lżej. Bardzo spodobał mi się pędzel w kształcie kulki.  Bardzo dobrze aplikuje róż w kremie.  Również języczkowy pędzel znalazł swoje zastosowanie ponieważ fajnie sprawdza się do rozświetlacza. W zestawie są 2 skośne pędzle jednak nie za bardzo lubię ten kształt do konturowania. Brakuje mi tutaj dużego, puchatego pędzla do pudru. Mógłby być dołączony zamiast jednego skośnego. 






Jeśli   chodzi o pędzle do oczu to niestety aż tak bardzo mi się nie spodobały. Mają bardzo mało włosia , które jest miękkie i pędzelki mocno się uginają.  Może jest to plus dla osób które mają ciężką rękę bo nie nanoszą dużo koloru. Mi trochę zbyt dużo czasu zajmuje uzyskanie nimi pożądanego efektu. Jedynie pędzelek kuleczkowy jest mocniej zbity dzięki czemu można nim dobrze zaaplikować cień na dolnej powiece lub w kącikach.





Drugim produktem jest paletka w neutralnych kolorach. Jest ona bardzo malutka wręcz kieszonkowa. Mamy w niej aż 40 kolorów , ale są to małe kółeczka, wielkości jednogroszówki. Całość znajduje się w czarnej, plastikowej kasetce. Niestety plastik jest dosyć miękki. Szkoda tez ze produkt nie ma lusterka ale za te cenę chyba nie powinnam się czepiać. Głównie znajdziemy tutaj matowe cienie w kolorach brązu i beżu. Nie są to jednak takie tępe maty. Cienie mają przyjemną , aksamitna konsystencję.  Niestety są one dosyć kruche i trochę się pylą.  Ich pigmentacja nie jest zawrotna , ale na bazie dają radę.  Ich plusem jest to że ładnie się blendują, nie tworzą plam. Mamy w zestawie również 8 cieni błyszczących. Są one bardziej mokre i maślane,  nie sypią się i są zdecydowanie lepiej napigmentowane. Aplikowane palcem na powiekę tworzą bardzo ładny wręcz metaliczny efekt. Na pewno będę ich używać w codziennym makijażu gdyż trudno sobie nimi zrobić plamę nawet w pośpiechu.  



zestaw pędzli: klik 
paleta do makijażu oczu: klik

Miłego poniedziałku!
EMI




Post powstał przy współpracy z firmą Banggood. Jednak nie wpłynęło to na moją opinię o produktach.
Copyright © 2016 Uroda Według Blondynki , Blogger