lipca 18, 2018

Moja wakacyjna pielęgnacja twarzy.

Moja wakacyjna pielęgnacja twarzy.
Hej!

Pogoda nas ostatnio nie rozpieszcza. Jest strasznie parno i duszno. Miałam nadzieję, że deszcz trochę oczyści to powietrze, ale niestety nic takiego się nie stało.  Przez tę  ciężką pogodę nie mam ochoty na wychodzenie z domu i jestem totalnie bez sił. Sprawia to też, że nie mam ochoty się malować. Ale oczywiście nie odpuszczam codziennej pielęgnacji twarzy. Co prawda latem jest ona bardzo minimalistyczna. Moja skóra mniej się w tym czasie przesusza w związku z tym mogę zrezygnować z ciężkich i tłustych kremów, które uwielbiam w zimniejszym okresie.


Swoją poranną pielęgnację rozpoczynam od umycia twarzy delikatnym żelem. Obecnie moim ulubionym produktem jest delikatny żel micelarny z olejem z lnu z Tołpy. Bardzo lubię ich żele, mają przyjemną konsystencję. Po umyciu buzia nie jest ściągnięta ani napięta. Tego żelu używam także wieczorem do oczyszczenia twarzy po całym dniu. Następnym etapem pielęgnacji jest użycie nawilżającego toniku do twarzy. Bardzo lubię te, które mają atomizer, gdyż można ich używać także w ciągu dnia w celu odświeżenia i ochłodzenia twarzy. Tonik Cossi Fulleren cudownie nawilża skórę i przygotowuje ją pod kolejne etapy pielęgnacji. 

SZUNGIT - SIŁA KAMIENIA Z KOSMOSU.





A kolejnym takim etapem jest oczywiście nałożenie kremu pielęgnacyjnego. Ostatnio moje serce skradł krem Apple Queen z Bartos. Według mnie jest to krem idealny. Ma świetny skład i zapewnia mojej skórze wszystko to, czego aktualnie potrzebuje. Może być również stosowany jako krem pod oczy. W dni kiedy jednak gdzieś wychodzę nakładam obowiązkowo krem z wysokim filtrem. Obecnie kończę krem Lazy&Joy od Holika Holika z SPF50. Ma urocze opakowanie z lusterkiem więc możemy go włożyć do torebki. Krem ma w sobie filtry mineralne przez co lekko bieli skórę, ale jest bardzo skuteczny. Moja twarz ma obecnie tendencję do powstawania przebarwień, to wina hormonów, a on przed tym bardzo dobrze chroni. Nie zapominam również o ochronie delikatnej skóry warg. Carmex ma po pierwsze filtr SPF15, który ochroni przed promieniowaniem , ale także miętowy smak, który odświeża i ochładza.

HIT CZERWCA! - BARTOS APPLE QUEEN KREM Z KOMÓRKAMI MACIERZYSTYMI JABŁONI DOMOWEJ




Oczywiście po całym dniu, nawet jeśli nie nosimy makijażu, wskazane jest dokładne umycie twarzy. Jeśli mam na cerze krem z filtrem to oprócz żelu do twarzy używam także olejku myjącego,  który zmyje tę tłustą i dosyć ciężką konsystencję. Raz w tygodniu wykonuję peeling twarzy. Ostatnio polubiłam się z peelingami enzymatycznymi. Bardzo pozytywnie zaskoczył mnie produkt z 3 enzymami od Tołpy. Bardzo delikatnie, ale skutecznie radzi sobie z martwym naskórkiem. Również raz w tygodniu wykonuję maseczkę oczyszczającą. I tutaj również fajnie sprawdziła mi się maska z Tołpy. Jak widzicie ten duet już dobija powoli dna. Natomiast jeśli w ciągu tygodnia potrzebuję większego nawilżenia to nakładam maskę w płachcie lub kremową maskę nawilżającą. Pozostałe kroki pielęgnacji wykonuję tak jak rano.  


Moja cera obecnie wygląda następująco i muszę stwierdzić, że nie mam z nią większych problemów.



A Wy stosujecie rano inną pielęgnację niż wieczorem, czy też podchodzicie do tematu tak leniwie jak ja?

lipca 12, 2018

Skuteczne oczyszczanie twarzy z balsamami od Czarszki

Skuteczne oczyszczanie twarzy z balsamami od Czarszki
Hej! 

Chyba nikt z Was nie ma złudzeń, że podstawą każdej prawidłowej i skutecznej pielęgnacji skóry jest dokładne jej oczyszczenie. Niezależnie od tego jakich kosmetyków używacie: drogeryjnych, czy naturalnych; jak się malujecie: mocno, czy wcale. Codzienne wieczorne oczyszczanie skóry jest po prostu konieczne. W przypadku makijażu, myślę że jest to jasne. że nie kładziemy się spać zanim tego wszystkiego nie usuniemy. Ale także, gdy nie wykonujemy makijażu to nasza skóra w ciągu dnia produkuje sebum, poci się (zwłaszcza teraz) i przyklejają się do niej zanieczyszczenia i kurz z całego dnia. Ponadto latem używamy chętniej kremów z wysokim filtrem, które na noc powinny być usuwane, gdyż mogą mieć tendencję do zapychania.

Dzięki odpowiedniemu oczyszczaniu odblokowujemy pory, pozbywamy się złuszczonego naskórka i dzięki temu wszystkie produkty, które nałożymy na twarz będą miały szansę zadziałać mocniej. W nocy nasza skóra regeneruje się najmocniej i najwięcej czerpie z tego, co na nią nałożymy. A na pięknej, promiennej skórze także i kosmetyki kolorowe będą prezentowały się dużo lepiej.

No dobrze, ale co w takim razie zrobić aby to oczyszczanie było rzeczywiście skuteczne. Ja już od kilku lat jestem ogromną fanką OCM w wieczornej pielęgnacji twarzy. Najbardziej w tym aspekcie przemawia do mnie własnie wersja balsamu, czy masła która na skórze delikatnie się topi. Paradoksalnie olej nie zapcha naszych porów (przy dokładnym zmyciu), a wręcz przeciwnie połączy się z sebum i je wyciągnie. 

Tak naprawdę już od dawna znam balsam Czarszki, gdyż wielokrotnie sama wykonywałam taki produkt z jej przepisu o czym mogliście przeczytać TUTAJ. Natomiast jakiś czas temu trafiły do mnie również balsamy wykonane przez samą Paulinę w wersji regulującej oraz ultradelikatnej.

Oba balsamy są zamknięte w szklanych słoiczkach z minimalistyczną, kolorową etykietą.




Regulujący balsam do demakijażu  jest kosmetykiem przeznaczonym do codziennego demakijażu i oczyszczania twarzy. Został stworzony z myślą o osobach, których cera ma skłonności do zapychania, jest zanieczyszczona, produkuje nadmierną ilość łoju lub dla tych, którzy borykają się z problemem wypryskówBalsam zawiera między innymi oczyszczający olej laurowy, łagodzący olej tamanu, regulujący wydzielanie sebum olej z czarnuszki oraz specjalnie dobraną kompozycję olejków eterycznych z drzewa herbacianego i eukaliptusa, które poza działaniem antybakteryjnym i przyspieszającym gojenie zapewniają balsamowi odświeżający zapach.

Wersja regulująca jest najbardziej podobna do tej z przepisu. Balsam ma aksamitną konsystencję. Bardzo łatwo topi się w kontakcie ze skórą dzięki czemu możemy wykonać skuteczny masaż twarzy. Zapach jest bardzo specyficzny, dosyć mocny i ziołowy. Dodatek olejków eterycznych wspomaga gojenie się zmian skórnych oraz oczyszczanie. Produkt skutecznie rozpuszcza makijaż, nawet oczu chociaż jeśli macie wrażliwe oczy to lepiej te okolice zmyć delikatnym płynem micelarnym. Po jego zmyciu skóra jest bardzo dobrze oczyszczona i odświeżona. Mimo, że moja cera jest raczej z tych suchych balsam dodatkowo jej nie wysuszył, ani nie podrażnił.






Ultradelikatny balsam do mycia twarzy jest kosmetykiem przeznaczonym do codziennego demakijażu i oczyszczania twarzy. Został stworzony z myślą o osobach, które zmagają się alergiami, cerą naczyniową, suchą oraz bardzo wrażliwąBalsam zawiera między innymi łagodzący olej z awokado, regenerujące masło mango i odżywcze masło shea. Odpowiednio dobrane proporcje pozwalają kosmetykowi zachować formę balsamu, zapewniając jednocześnie wygodę i skuteczność użytkowania.

INCI: Butyrospermum Parkii (Shea) Butter, Vitis Vinifera (Grape) Seed Oil, Mangifera Indica (Mango) Seed Butter, Persea Gratissima (Avocado) Oil, Olea europaea (Olive) Fruit Oil

Ten balsam jest rzeczywiście odrobinę inny. Jego konsystencja jest trochę bardziej treściwa, ale też delikatniejsza, bardziej aksamitna. Tak jak poprzednik bardzo dobrze topi się w kontakcie ze skórą i rozpuszcza nawet najtrwalszy makijaż. Balsam ten nie ma dodatku olejków eterycznych, pachnie bardzo subtelnie po prostu surowcami z których jest zrobiony. Dzięki temu możemy nim bez przeszkód wykonać demakijaż oczu. Ja osobiście bardzo lubiłam ten produkt do wykonywania masażu twarzy.



Oba produkty sprawdziły się na mojej cerze bardzo dobrze. Skutecznie radziły sobie zarówno z mocnym makijażem, jak i tylko przy zmywaniu całodziennych zanieczyszczeń. W pierwszym etapie balsamem rozpuszczam cały makijaż masując przez chwilę, a następnie zmywam ciepłą wodą. Drugim etapem jest użycie delikatnego detergentu lub ściereczki. Pamiętajcie, że tylko dobre zmycie oleju ze skóry gwarantuje, że nie będą pojawiały się wypryski. Ja preferuję tę pierwszą opcję. Używam do zmywania balsamu delikatnej pianki np. z E(C)O Laboratorie lub mydła Aleppo. Jeśli mam ochotę i czas to nakładam niewielką ilość olejku i wykonuję przez kilka minut masaż w celu rozluźnienia mięśni twarzy. Tę drugą warstwę olejku również zmywam. Osuszam twarz i nakładam swoją pielęgnację. 

Skóra po takim zabiegu jest idealnie miękka i nawilżona. Czuję, że jest dokładnie oczyszczona, ale bez uczucia napięcia, czy wysuszenia, które często zdarzało mi się, gdy stosowałam inne metody demakijażu. Dlatego też myślę, że nieprędko zamienię oleje/masła na coś innego. Bardzo kusi mnie wersja aksamitna, która podobno pachnie cytrusami. Myślę, że kiedyś po nią sięgnę. A może pokuszę się o ukręcenie czegoś własnego o właśnie takim zapachu.

Balsamy możecie dostać TUTAJ w cenie 60,00zł za słoiczek lub możecie kupić zestaw 3 miniaturek w cenie 80,00zł.

A Wy jaką metodę demakijażu preferujecie?


lipca 08, 2018

Moja wakacyjna kosmetyczka

Moja wakacyjna kosmetyczka
Witajcie!

Lato na dobre się zaczęło. Zapewne część z Was już odpoczywa natomiast inni z utęsknieniem czekają na urlop. Ja co prawda w tym roku nie wybieram się na jakieś większe wyprawy, ale postanowiłam podzielić się z Wami swoją wakacyjną kosmetyczką. Lato to czas, kiedy lubię dać skórze odpocząć i rezygnuję z wielu kosmetyków. Wyjeżdżając chce, żeby mój bagaż był jak najmniejszy i najbardziej kompaktowy.


Podróże to przede wszystkim czas, kiedy mam okazję wykorzystać większość próbek i saszetek, które posiadam. Zazwyczaj o nich zapominam, bo używam konkretnego produktu. Natomiast do wyjazdowej kosmetyczki chętnie wrzucam wszelakie próbki kremów do twarzy, szamponów i odżywek do włosów. Dodatkowo znajdzie się miejsce na maseczki do twarzy w saszetkach. Wakacje to też świetny czas na wykorzystanie produktów miniaturowych, zajmują niedużo miejsca w kosmetyczce i można je spokojnie wykorzystać przez te kilka dni poza domem. 

Nie wiem jak Wy, ale ja latem nie lubię intensywnych zapachów. Zazwyczaj odstawiam daleko na półkę wszelkie perfumy i sięgam po delikatne mgiełki. Najchętniej te o zapachu mięty i cytrusów.  

Oczywiście niezwykle ważną, jeśli w ogóle nie najważniejszą kwestią podczas upałów jest ochrona przeciwsłoneczna. Ja zawsze używam wysokiego filtra UV, min. SPF30 , a najczęściej jest to SPF50.  Latem jest to dla mnie rzecz niezbędna, gdyż przy mocniejszym słońcu (np. za granicą) przez kilka dni praktycznie zawsze dostaję uczulenia słonecznego w partiach, gdzie skóra jest najdelikatniejsza. Pamiętajcie również że ochrony wymaga cienki naskórek warg, gdzie skóra jest bardzo cienka i szybko traci wilgoć. Aby usta były gładkie warto regularnie używać pomadki do ust. Warto sprawdzić, czy posiada filtr przeciwsłoneczny.

Pamiętajcie, że ochrony wymagają również nasze oczy i włosy dlatego na wakacjach nie rozstaję się z dobrymi okularami przeciwsłonecznymi oraz nakryciem głowy. Jeśli chodzi o moje preferencje to najczęściej wybieram kapelusz z szerokim rondem.


Jeśli chodzi o makijaż to jest on w okresie wakacyjnym również bardzo minimalistyczny. Jeśli jestem na wyjeździe to nie maluję się. Nie wyobrażam sobie kąpieli w morzu lub basenie w makijażu. Brrr.... Natomiast jeśli wybieramy się na jakąś imprezę, czy np kolację to lubię się pomalować. Ale wybieram delikatne produkty takie jak krem BB, czy nawilżająca pomadka. Na wyjazd biorę ze sobą uniwersalną paletę dzięki której wykonam pełny makijaż oka, zarówno ten dzienny jak i wieczorowy. Dużym plusem w palecie jest duże lusterko. Bardzo cenię też sobie wygodę palet do konturowania twarzy. Trio, które zawiera w sobie bronzer, róż i rozświetlacz to wszystko czego potrzebuję, a zajmuje mało miejsca w kosmetyczce.

Mimo, że makijaż jest lekki i delikatny to oczywiście należy go wieczorem porządnie zmyć. Zawsze zabieram ze sobą ulubiony olejek. Jest to również produkt wielofunkcyjny. Zrobimy nim demakijaż, ale możemy także zastosować na włosy, czy wetrzeć po kąpieli w jeszcze wilgotną skórę i stosować zamiast balsamu. Drugim punktem demakijażu jest oczywiście użycie delikatnego detergentu, który usunie olej wraz z rozpuszczonymi kosmetykami. Ja w tej roli najbardziej lubię pianki do mycia twarzy, ale jeśli mam próbki żelu lub naturalnego mydełka to często zabieram je ze sobą i zużywam.



Tym wpisem chciałam ogólnie podpowiedzieć, czym kieruję się podczas pakowania się na wakacje. Jest dla mnie ważne, aby kosmetyki zajmowały niewiele miejsca i były wielofunkcyjne. Natomiast w kolejnych wpisach będę opisywać konkretne kosmetyki, które lubię ze sobą zabierać w podróże.

Do stworzenia wpisu zainspirowało mnie nowe wyzwanie redakcji Trusted Cosmetics " Pokaż swojął wakacyjną kosmetyczkę". Jeśli również chcecie dołączyć do wyzwania, to możecie to zrobić TUTAJ

A Wy, czym się kierujecie podczas pakowania wakacyjnej walizki? Jesteście minimalistkami, czy pakujecie wszystko?

Miłego wieczoru!
Emi

lipca 04, 2018

Minimalistyczne Denko Czerwca

Minimalistyczne Denko Czerwca
Hej!

Czerwiec minął mi momentalnie. Mamy już początek lipca, lada dzień powinniśmy dostać klucze od nowego mieszkania więc czas upływa mi na szukaniu inspiracji do jego wykończenia. A druga część czasu upływa mi na kompletowaniu wyprawki dla malucha. W związku z przeprowadzką postanowiłam zdenkować jak najwięcej produktów, szczególnie tych pootwieranych, aby nie ciągać się z niepotrzebnym nadmiarem kosmetyków. Zapraszam więc Was na bardzo niewielkie jak na mnie denko, ale po prostu nie otwieram kosmetyków na zapas.


Vianek ujędrniająco-wygładzający peeling do ciała. Bardzo fajny peeling o zapachu owocowej galaretki. Drobinki były zatopione w nawilżającym maśle dzięki czemu po jego użyciu nie było już potrzeby używania balsamu. Dla mnie jednak mógłby zawierać trochę więcej cukru i tych pestek peelingujących, był odrobinę za słaby, a ja lubię konkretne zdzieraki. 

Tołpa Dermo Face Physio żel micelarny do mycia twarzy i oczu. Co prawda nie zmywałam nim makijażu, nie lubię takiej metody. Był to fajny, delikatny żel, który się nie pienił. Spokojnie radził sobie z usuwaniem oleju po demakijażu jako jego drugi etap. Mi jednak najbardziej odpowiadał do mycia twarzy rano, gdyż nie podrażniał skóry ani jej nie ściągał i nie wysuszał. Dodatkowym plusem była wygodna pompka.

Biochemia Urody hydrolat z róży damasceńskiej - bardzo lubię hydrolat różany, gdyż na mojej skórze to własnie on sprawdza się najlepiej. Ten był również bardzo dobry, nawilżał skórę, łagodził zaczerwienienia. Minusem dla wrażliwców może być jego intensywny zapach.

Biolove Shower Gel Blueberry - świetny, naturalny żel o zapachu borówkowym. Bardzo delikatnie oczyszczał skórę, nie podrażniał jej ani nie wysuszał. Przypadł mi do gustu jego owocowy zapach i niewykluczone, że jeszcze sięgnę po te żele z Kontigo. Pamiętajcie, że żele z naturalnym składem nie pienią się wcale lub bardzo delikatnie i ten również miał taką cechę.

Beauty Formulas Coolong Mist - bardzo lubiłam tę wodę w lecie, gdyż dawała szybkie uczucie odświeżenia i ochłodzenia. Bardzo fajnie sprawdzała się do spryskiwania masek glinkowych. Kupiłam za grosze w SuperPharm i na pewno jeszcze po nią sięgnę.

Benton Snail Bee Content Lotion - oj nasłuchałam się ochów i achów na temat kosmetyków Benton, myślałam że będą fajerwerki....a okazało się że na mojej cerze sprawdzają się one bardzo przeciętnie. Zużyłam razem z tonerem aloesowym , który pojawi się w kolejnym denku. Nie to żeby były to złe kosmetyki, ale czegoś mi w nich brakowało. Zresztą więcej napiszę w osobnym poście.

Sylveco naturalna pasta do zębów - była bardzo delikatna, nie zawierała fluoru. Na pewno trzeba było się przyzwyczaić do jej specyficznego, ziołowego smaku ale mimo wszystko dobrze odświeżała 
oddech i czyściła zęby.

Khadi ziołowa wcierka/olejek na porost włosów. Jak to mocno pachniało - w sumie jak wszystkie kosmetyki Khadi, które miałam. Nie był to może brzydki zapach, ale zdecydowanie zbyt intensywny i czasem męczący. Wcierka miała wygodną dużą pipetę dzięki której nawet przy moich gęstych włosach w łatwy sposób można było przeprowadzić olejowanie skalpu. Głównie stosowałam na głowie mojego męża i muszę przyznać, że wcierka stosowana regularnie z masażem skóry ograniczyła w widoczny sposób wypadanie włosów oraz łupież.

NC Nails Flash Shine to jeden z lepszych topów hybrydowych jakie miałam. Był to top no wipe, czyli nie wymagał przemywania cleanerem. Jest to bardzo wygodne w stosowaniu. Ponadto pięknie nabłyszczał paznokcie i ten połysk utrzymywał się przez długi czas. Tak jak ani z bazą, ani z kolorem się nie polubiłam tak top okazał się ogromnym ulubieńcem.

Czarszka balsam regulujący do demakijażu - uwielbiam taką konsystencję jeśli chodzi o demakijaż. Balsam był rewelacyjny, świetnie sobie radził z usuwaniem makijażu ale także robiłam nim przyjemny masaż twarzy. Aż zachciało mi się wrócić do swojego balsamu który kiedyś robiłam właśnie z przepisu Pauliny.




I to już wszystko. Tak jak obiecałam, mało w tamtym miesiącu opakowań trafiło do denka, ale były to dobre kosmetyki, nie było bubli z czego się cieszę. Jestem tez ciekawa, czy znacie te kosmetyki i czy macie taką samą opinię o nich jak ja.

Pozdrawiam
Emi

czerwca 30, 2018

HIT CZERWCA! - BARTOS APPLE QUEEN krem z komórkami macierzystymi jabłoni domowej

HIT CZERWCA! - BARTOS APPLE QUEEN krem z komórkami macierzystymi jabłoni domowej
Hej!

Witam Was w ten sobotni poranek znad filiżanki gorącej herbaty pitej na balkonie. Jest tak cicho, spokojnie, osiedle się jeszcze nie obudziło więc można spokojnie popracować. W tych sielskich - anielskich warunkach powracam do Was z HITEM MIESIĄCA. Tym razem okazał się nim krem, który poznałam dzięki ostatniej edycji Meet Beauty. Tym bardziej jest mi miło o tym pisać, bo jest to krem naszej rodzimej, polskiej marki BARTOS COSMETICS. Na chwilę obecną marka jest młoda i ma w swoim asortymencie trzy kosmetyki, ale mam ogromną nadzieję, że będzie się prężnie rozwijała.



W moje ręce trafił krem APPLE QUENN - Krem odmładzający o działaniu serum polecany dla skóry suchej i normalnej, także dla cer dojrzałych i wymagających oraz dla osób z Hashimoto bądź z nietolerancją glutenu. Dzięki zawartym roślinnym komórkom macierzystym z jabłoni domowej, odnawia skórę na poziomie komórkowym. Ekstrakt z czerwonej koniczyny działa przeciwstarzeniowo i poprawia elastyczność skóry. Kwas hialuronowy głęboko nawilża. Na bazie soku z liści aloesu, który koi i goi podrażnienia. Ponadto zawiera m.in. witaminy B5, B3 i E oraz olej arganowy, avocado, monoi, masło waniliowe, aby w pełni zadbać o wszystkie potrzeby Twojej skóry. Bez perfum i olejków eterycznych, dlatego stosujemy również jako krem pod oczy. Opakowanie typu air-less z nowoczesną pompką zabezpiecza produkt przed dostępem powietrza. Zużywamy krem, aż do samego końca.

Skład/ INCI :Aqua, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Caprylic / Capric Trigliceride, Glycerin, Persea Gratissima Oil*, Helianthus Annuus Seed Oil*, Butyrospermum Parkii Butter, Cetearyl Alcohol, Cetearyl Olivate, Cocos Nucifera Oil, Orbignya Oleifera (Babassu) Seed Oil, Argania Spinosa Kernel Oil*, Niacinamide, Panthenol, Sorbitan Olivate, Glyceryl Stearate, Hydrogenated Vegetable Oil, Tocopheryl Acetate, Olea Europaea Fruit Oil, Trifolium Pratense Extract, Hydrolyzed Hyaluronic Acid, Malus Domestica Leaf Cell Extract, Citric Acid, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Vanilla Planifolia (Vanilla) Oil, Gardenia Tahitensis Flower Extract, Tocopherol, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate. *z ekologicznych upraw.



Bardzo się cieszę, że dostałam właśnie tę wersję kremu. Moja skóra niestety ma tendencję do przesuszania się, szczególnie na policzkach i w okolicach nosa. Często trudno było mi ją odpowiednio nawilżyć, musiałam stosować kilkuwarstwową pielęgnację - za czym przyznam się szczerze nie bardzo przepadam. Czuję wówczas na cerze taką grubą warstwę kosmetyków, co nie do końca mi odpowiada. Natomiast krem Bartos jest naszpikowany substancjami nawilżającymi. Jest on skomponowany na bazie soku z liści aloesu (Aloe Barbadensis Leaf Juice), który działa przeciwzapalnie i odkażająco. Znajdziemy także glicerynę oraz kompleks kwasu hialuronowego (Hydrolyzed Hyaluronic Acid), które odpowiadają właśnie za to nawilżenie naskórka. Tytułowe komórki macierzyste jabłoni domowej (Malus Domestica Leaf Cell Extract) chronią skórę przed starzeniem i przywracają zdolność samoregeneracji i odnowy biologicznej oraz odbudowy zniszczonych z wiekiem struktur. Dodatkowo, zawarte kwasy owocowe zapewniają skórze blask i młody wygląd. Mamy tutaj jeszcze ekstrakt z koniczyny czerwonej (Trifolium Pratense Extract) pobudzający fibroblasty (komórki skóry odpowiedzialne za jej elastyczność i sprężystość) do syntezy kolagenu i elastyny. Wykazuje działanie antyoksydacyjne, antybakteryjne i regulujące nadmierne wydzielanie łoju. Dzięki właściwościom przeciwzapalnym, przyspiesza gojenie podrażnień. Całość uzupełniają wartościowe oleje takie jak avocado (Persea Gratissima Oil), babassu (Orbignya Seed Oil), czy z kwiatu gardenii tahitańskiej (Gardenia Tahitensis Flower Extract) które domykają nawilżenie oraz natłuszczają skórę.  Mamy także odżywcze masło shea (Butyrospermum Parkii Butter).




Jak widzicie skład jest bardzo bogaty i treściwy. W obecnej chwili używam tego kremu zarówno rano jak i wieczorem wklepując go w skórę lekko zwilżoną tonikiem z Cossi Fulleren. Tak jak sugeruje producent niewielką ilość wklepuję także w okolice pod oczami. Krem nie zawiera ani substancji zapachowych ani olejków eterycznych dzięki czemu nie podrażnia tej wrażliwej okolicy. Zapach jest odrobinę specyficzny - typowy dla kosmetyków naturalnych. Ale jest to zapach bardzo delikatny i nieprzeszkadzający w użytkowaniu.

Taka minimalna pielęgnacja jest dla mnie idealna: zajmuje niewiele czasu, a skóra nie jest obciążona. Jednocześnie jest bardzo dobrze nawilżona, jakby wypchnięta od środka. Rzadko się teraz maluję i cały dzień czuję to świetne nawilżenie na twarzy. Cudowne uczucie, bez ściągnięcia, czy napięcia skóry. Jednocześnie przy tych upałach krem nie wyświeca mi się mocno na twarzy. Przetestowała  go także moja mama, która ma cerę dojrzałą, bardzo suchą (moja to pikuś) i na dodatek wrażliwą, naczynkową. Moje wszelkie próby przekonania jej do naturalnej pielęgnacji były chybione, bo bardzo lubi to uczucie tłustości, które daje jej parafina (ulubiony krem -  o zgrozo - Bambino!) Tutaj dzięki bogatemu składowi, mamy to poczucie ochrony skóry (tej nieco tłustej warstewki), ale nie jest to nieprzenikalna warstwa, ale taka która daje naszej cerze także odżywienie i nawilżenie.

Dużym plusem produktu jest jego estetyczne opakowanie z motywem kwiatowym. Poza tym jest ono bardzo unikatowe. Mamy tutaj pompkę airless - bardzo higieniczne i ekonomiczne rozwiązanie. Pompka dozuje odpowiednią ilość produktu - rano spokojnie starcza mi jedna pompka, wieczorem nakładam dwie. Minusem tej pompki może być to, że krem zasycha na wierzchu i może ją przytykać - wówczas strzela. Ja jednak po każdym użyciu przecieram ją papierem lub chusteczką.

Muszę przyznać, że marka Bartos bardzo u mnie zaplusowała i z niecierpliwością czekam na dalszy ich rozwój i mam nadzieję nowe kosmetyki. W asortymencie jest jeszcze płyn micelarny oraz krem do skóry tłustej i mieszanej Ruby Vine - obszerną jego recenzję znajdziecie u Anetki : www.cosmeticosmos.pl Serdecznie Was do niej zapraszam.

A tymczasem życzę udanego weekendu!

Emi


czerwca 27, 2018

Szungit - siła kamienia z kosmosu.

Szungit - siła kamienia z kosmosu.
Czy wiecie, co to jest szungit? Ja do niedawna nie wiedziałam. Szungit jest specyficzną odmianą węgla. Jego najbardziej szlachetne złoża potrafią mieć 95-99% tego pierwiastka. W swojej konsystencji nieco przypomina grafit. Specyficzne uporządkowanie atomów węgla nadaje mu specyficzne właściwości.  Ma na przykład właściwości chroniące przed promieniowaniem. Kamyki szungitu mogą działać ochronnie przed promieniowaniem elektromagnetycznym np z telefonu komórkowego.

Szungit pochodzi z Rosji, z Karelii. Na jej terenie znajdują się złoża tego minerału. Tak naprawdę nie odkryto skąd się tam wzięły. Najprawdopodobniej powstały ze złóż alg lub dotarły do ziemi razem z meteorytem - prosto z kosmosu przed milionami lat. W Karelii powstały liczne uzdrowiska, które słyną z leczniczych wód. Co ciekawe w tych regionach właściwości szungitu znane są od 300 lat. Natomiast dopiero niedawno podjęto badania na udowodnienie tych właściwości i wprowadzenie szungitu do przemysłu kosmetycznego.

Cząsteczkami, które budują szungit i są odpowiedzialne za jego niesamowite właściwości są fullereny. Najbardziej stabilnym jest fulleren C-60, czyli zbudowany z 60 atomów węgla. Swoją budową przypomina mikroskopijną piłkę piłkarską. To właśnie dzięki fullerenom szungit ma duże właściwości antyoksydacyjne , zwalcza wolne rodniki, a tym samym działa po prostu przeciwstarzeniowo.

Właściwości zdrowotne fulerenów:
  • bardzo silny antyoksydant
  • normalizuje metabolizm komórkowy
  • regeneruje komórki
  • normalizuje procesy nerwowe
  • zwiększa odporność na stres
  • ma działanie przeciwzapalne oraz antyhistaminowe
  • łagodzi choroby alergiczne
  • oczyszcza i strukturyzuje wodę (w tym wodę w naszym organizmie)
  • poprawia wzrost warzyw i roślin




Właściwości fullerenów zostały wykorzystane w kosmetykach marki Cossi Fulleren. Na pewno większość z Was kojarzy firmę Cossi, producenta rewelacyjnych maseczek Rapan Beauty. Ku mojemu zadowoleniu firma zwiększa swój asortyment i wprowadza innowacyjne produkty kosmetyczne. Na spotkaniu Nature Of Woman miałam okazję poznać kosmetyki tej marki oraz przetestować w domu trzy z nich: peeling egzotyczny, tonik kojąco-nawilżający oraz olejek upiększający. Używanie tych kosmetyków było dla mnie naprawdę ogromną przyjemnością.

Szungit w kosmetykach Cossi Fulleren

olejek upiększający

Olejek upiększający:  Caprylic/Capric Triglicerides, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Carapa Guaianensis Seed Oil, Schinziophyton Rautanenii Kernel Oil, Corylus Avellana (Hazel) Seed Oil, Parfum, Tocopherol, Olus Oil, Fullerene C-60.

Olejek jest zamknięty w bardzo zgrabnej buteleczce z atomizerem, który do końca działa bez zarzutu. Produkt ma bardzo przyjemny zapach - mi osobiście kojarzy się z jakąś owocową gumą do żucia. Jest to zapach dosyć intensywny ( produkt jest perfumowany), ale nie uciążliwy. Mi najprzyjemniej używało się tego olejku po prysznicu, na jeszcze wilgotną skórę. Po chwili delikatnie osuszałam skórę ręcznikiem. Po takiej procedurze była ona bardzo miękka i idealnie nawilżona. Głównym składnikiem olejku jest emolient tłusty (Caprylic/Capric Triglicerides ) który tworzy na powierzchni skóry ochronną warstwę zapobiegającą odparowywaniu wilgoci. Rzeczywiście ta warstwa jest wyczuwalna na skórze, ale nie jest ona lepka ani tłusta. Nawet teraz, latem mi ona nie przeszkadzała. Dalej w składzie znajdziemy kilka olei, które pielęgnują naszą skórę. Dzięki takiej mieszance naprawdę czułam mocne nawilżenie skóry na długi czas. No i ten piękny zapach, który utrzymywał się na skórze. 

Tonik kojąco-nawilżający


Tonik kojąco-nawilżający: Aqua, Glycerin, Sodium Benzoate, Aloe Barbadensis Leaf Extract, Potassium Sorbate, Calendula Officinalis Flower Extract, Lentinus Edodes Extract, Tremella Fuciformis (Mushroom) Extract, Moonstone Extract, Citric Acid, Zinc PCA, Copper PCA, Fullerene C-60, Benzyl Benzoate, Geraniol, Hexyl Cinnamal, Limonene.     

Tonik, również jest zamknięty w buteleczce z atomizerem. Tak jak i w przypadku olejku na dnie butelki znajdziemy kawałek szungitu. Zapach również jest intensywny, nieco egzotyczny, ale szybko się ulatnia. Producent zaleca nakładanie toniku wacikiem ja jednak spryskuję twarz mgiełką produktu oraz delikatnie wklepuję. Na jeszcze wilgotną skórę nakładam kolejne etapy swojej pielęgnacji. To, co zauważyłam to to, że produkt znacząco zwiększył nawilżenie mojej skóry. Zintensyfikował także działanie kosmetyków, które nakładam po nim.    Działanie nawilżające zawdzięcza m.in wysokiej zawartości gliceryny oraz aloesu. Znajdziemy w nim także ekstrakt z nagietka, który działa ściągająco i przyspiesza regenerację naskórka. Znajdziemy także ekstrakt z grzybów shitake oraz kwas cytrynowy, które delikatnie złuszczają i rozjaśniają skórę. Wiem, że wiele z Was nie używa toników, gdyż nie widzi ich realnego działania. Po tym toniku ta różnica jest naprawdę wyczuwalna. Skóra jest bardzo gładka, skończyły się moje problemy z przesuszeniem. Wiem, że wpływ na to ma ogólna pielęgnacja cery, ale po tym toniku widziałam róźnicę. To, do czego mi się nie sprawdził do maseczka tonikowa. Niestety nasączoną nim maseczkę w tabletce musiałam zdjąć niemalże natychmiast. Chyba w takiej ilości działanie było zbyt intensywne, gdyż skóra bardzo mnie piekła i przez pewien czas była zaczerwieniona mimo, że zmyłam tonik z twarzy. Całe szczęście po kilku godzinach skóra wróciła do normy.

peeling egzotyczny

peeling egzotyczny

peeling egzotyczny


Peeling egzotyczny:      Butyrospermum Parkii(Shea) Butter, Sodium Chloride, Cocos Nucifera Oil, Orbignya Oleifera (Babassu) Nut Oil, Theobroma Cacao Seed Butter, Parfum,  Caprylic Trigliceride, Tocopherol, Heliathus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Hoya Lacunosa Flower Extract, Fullerene C-60, Benzyl Alcohol, Benzyl Salicylate, Geraniol, Hexyl Cinamal, Limonene, Linalool

Ostatnim produktem jest gęsty peeling na bazie masła shea, oleju kokosowego oraz masła kakaowego. Jest to naprawdę bardzo treściwy produkt, bardzo tłusty , nawilżający. W tej maślanej konsystencji są zatopione zmielone pestki oliwek. To one są odpowiedzialne za złuszczanie martwego naskórka. Natomiast nie jest ich jakoś bardzo wiele. Peeling zaliczyłabym raczej do tych bardziej delikatnych. Nie jest to mocny zdzierak, niemniej jednak jest on skuteczny i przyjemny w użytkowaniu. Jeśli jednak nie lubicie tłustych konsystencji, to stanowczo go Wam odradzam. Dla mnie niewątpliwym plusem jest to, że zostawia na skórze olejową otoczkę. Jako balsamowy leń nie zawsze mam ochotę na nałożenie produktu nawilżającego. W przypadku tego kosmetyku mamy 2 w 1. Nie mogłabym również wspomnieć o zapachu- egzotycznym, owocowym. Jest to miły element kąpieli czy prysznica. 

Podsumowując, kosmetyki Cossi Fulleren bardzo pozytywnie mnie zaskoczyły i szczerze mówiąc jestem bardzo ciekawa innych produktów z tej serii. Szczególnie interesują mnie produkty do pielęgnacji twarzy takie jak krem, czy krem pod oczy. Myślę, że kiedyś po nie sięgnę.



A Wy jaki macie stosunek do tego typu nowinek kosmetycznych? Ufacie zapewnieniom producentów, czy podchodzicie do nich raczej sceptycznie?

Wszystkie produkty możecie kupić na stronie Cossi Fulleren.

Miłego dnia!
Emi           

Post powstał przy współpracy z firmą Cossi. Nie wpłynęło to jednak na moją opinię o kosmetykach.
Źródło informacji o szungicie: www.sygnaturazdrowia.pl

czerwca 16, 2018

Co nowego? Kwiecień-Maj 2018

Co nowego? Kwiecień-Maj 2018
Hej!

W ostatnim czasie pojawiło się już trochę postów z nowościami. Kwiecień i maj obfitowały w różnego rodzaju spotkania dzięki, którym trafiło do mnie wiele ciekawych kosmetyków.






NATURE OF WOMAN - RELACJA ZE SPOTKANIA MIŁOŚNICZEK KOSMETYKÓW NATURALNYCH



Mimo tych wszystkich wydarzeń obfitujących w nowości w moje łapki wpadło także kilka innych produktów.

Niewątpliwie dużym plusem blogowania są nowe znajomości. Tym razem trafiłam na kawkę i plotki w towarzystwie Anetki (cosmeticosmos) oraz Izy (ciabuka). Jak zawsze wymieniamy się swoimi kosmetycznymi perełkami. I w taki oto sposób trafiła do mnie taka oto przyjemna gromadka kosmetyków.


Z produktów do brwi Delia znam jedynie hennę. Bardzo przypadła mi do gustu mascara, gdyż ma świetny kolor oraz malutką, precyzyjną spiralkę. Olejek do demakijażu Biolove bardzo dobrze radzi sobie z rozpuszczaniem kosmetyków nawet tych wodoodpornych. Bardzo podoba mi się to, że nie ma w nim emulgatora i mogę zrobić dłuższy masaż oczyszczający twarzy. Natomiast olejek kokosowy do włosów Dr Sante pięknie pachnie i nabłyszcza włosy. Lubię je stosować na końcówki. W małym opakowaniu znajduje się próbka kremu Iossi Naffi. Długo się zastanawiałam nad kupnem tego produktu i teraz już wiem... że tak kupię na pewno... jak tylko zużyję te kremy, które posiadam (takie postanowienie). Cieszę się również z odsypki podkładu mineralnego Pixie. Kolor Antique Beige był dla mnie idealny i też na pewno sięgnę po pełnowymiarowe opakowanie. Trafiła też do mnie czarna kredka Coleur Caramel i kilka próbek.







Słynna promocja -55% na kosmetyki kolorowe w Rossmann przeszła u mnie bez większego echa. W drogerii kupiłam produkty, które na pewno w najbliższym czasie zużyję czyli balsam do ust EOS w sztyfcie (o słynnym jajeczku przeczytacie TU ), peeling Eveline (chętnie porównam z pomadką Sylveco). Postawiłam też na mojego pewniaka, czyli niezawodną pomadkę Lip Finity Max Factor w odcieniu 125 So Glamorous. (Recenzja) Do koszyka wpadły także zmywacze Isana.



Poza promocją do koszyka trafiły dwie pianki Isana. Ich porównanie z innymi piankami możecie zobaczyć TUTAJ.


Gdy trwa promocja w Rossmannie to inne drogerie odchodzą jakoś w zapomnienie. Tymczasem w tym samym czasie w Hebe trwało również -40% na kolorówkę. Bez problemu kupiłam tam korektor Maybelline Instant Anti Age Eraser.


Szukając naturalnego żelu pod prysznic ostatecznie skusiłam się na Cosnature z maślanką i rumiankiem. Jest bardzo delikatny, nie wysusza skóry ani nie podrażnia. Nadaje się do mycia zarówno ciała jak i twarzy.


Postanowiłam również zdradzić swoją pastę z Ecodenta (Recenzja) i w Biedronce kupiłam kokosową pastę Biomed. Przestawić się nie jest łatwo, gdyż pasta ma specyficzny posmak, nie jest miętowa.



Samoopalacz to mój wierny przyjaciel już od wielu lat. Nie cierpię się opalać, a poza tym mam uczulenie na słońce. Nawet, gdy jestem na wakacjach za granicą to na plaży spędzam naprawdę niewiele czasu. W tym roku postawiłam na naturalny balsam brązujący od Mokosh. I nie żałuję tej decyzji, gdyż już po jednym użyciu opalenizna jest naprawdę intensywna! Duży plus za świetny zapach i przyjemną konsystencję, która nie robi smug.


Skoro już jesteśmy na etapie słońca i opalania to nie mogło zabraknąć również kremu z filtrem. Tym razem zdecydowałam się na Bioderma Photoderm Mineral SPF 50+ który zawiera jedynie filtry mineralne, nie zawiera filtrów przenikających ani fenoksyetanolu. Ma bardzo wygodny atomizer - trzeba dobrze wstrząsnąć . Minusem jest niestety to, że bieli skórę. 











Bardziej zainteresowała mnie majowa promocja 2+2 na produkty do pielęgnacji twarzy w Rossmann. A mianowicie seria Botanic Spa Rituals od Bielenda. Cztery produkty kupiłam sama, trzy dostałam od koleżanki. Jestem w trakcie używania niektórych z tych nich i powiem Wam, że zapowiadają się dobrze.


Tonik hibiskusowy Sylveco nie jest u mnie nowością. Sięgam po niego zawsze, gdy potrzebuję nawilżenia (Recenzja)




Moja srocza natura dała o sobie znać w Golden Rose. Metaliczny cień w płynie pięknie się mieni na powiekach.


Za to w Biedronce spodobał mi się róż do policzków od Bell. Ma taki delikatny kolor, który nadaje cerze świeżego wyglądu.

Nowości jak zawsze trochę się nazbierało. Większość z tych kosmetyków trafiła od razu do użycia, bo staram się nie robić zakupów na zapas. A jak Wasze ostatnie nowości? 

Udanego weekendu!
Emi

Copyright © 2016 Uroda Według Blondynki , Blogger