września 12, 2018

Ulubieńcy wakacji: Pielęgnacja ciała.

Ulubieńcy wakacji: Pielęgnacja ciała.
Hej!

Zapraszam Was dzisiaj na kolejną część wakacyjnych ulubieńców. Ostatnio było o makijażu, pokazywałam Wam też niedawno moją aktualną pielęgnację twarzy oraz włosów.

pielęgnacja ciała


Oczywiście nie możemy mówić o pielęgnacji ciała podczas upałów bez stosowania odpowiedniego zabezpieczenia przed słońcem. Od lat używam wysokich filtrów do ochrony swojej skóry. W tym roku zdecydowałam się na filtr mineralny Bioderma Photoderm Mineral SPF 50.

Bioderma Photoderm

Aby opalenizna była ładna i dłużej się utrzymywała warto również zadbać o regularne złuszczanie martwego naskórka. Dzięki temu zabiegowi ujednolicimy koloryt skóry, a jednocześnie wszystkie kosmetyki nawilżające będą się lepiej wchłaniały. Zdecydowanym ulubieńcem w tym zakresie okazał się Cukrowy Peeling Śliwkowy od Ministerstwa Dobrego Mydła.

naturalny peeling

Podczas upałów jakie mieliśmy tego lata chłodny prysznic był wręcz wybawieniem. Dodatkowe orzeźwienie przynosiły mi żele pod prysznic o cytrusowym zapachu. Bardzo lubię te z Isana, są niedrogie i mają piękne zapachy. Są to klasyczne żele z SLS w składzie przez co dobrze się pienią i myją skórę. Ja osobiście nie zauważyłam, aby moją przesuszały. Zdecydowałam się na zapach czerwonej pomarańczy z bazylią oraz limonki z miętą. Podczas wakacyjnych wyjazdów świetnym rozwiązaniem są również miniaturki, które nie zabiorą nam dużo miejsca w kosmetyczce. Bardzo fajne zestawy znajdziecie na stronie Elfa Pharm.

żel Isana

żele Elfa Pharm


Jeśli chodzi o nawilżanie skóry to bardzo dobrze wiecie, że nie jestem fanem balsamowania i robię to niestety nie chętnie. Jednak w tym roku ze względu na ciążę naprawdę przyłożyłam się do tego procederu. Będę miała dla Was jeszcze w tym miesiącu recenzję dwóch kosmetyków przeznaczonych typowo dla ciężarnych, przeciwrozstępowych. Natomiast poza nimi używałam także standardowych balsamów o dobrym składzie. Bałam się, że masło latem nie będzie dobrym rozwiązaniem, a jednak to z Nacomi okazało się dużym hitem. Jest ono bardzo gęste, na bazie masła shea i muszę przyznać, że trzeba poczekać aż się wchłonie. Jednak trud jest tego wart, gdyż skóra po nim jest idealnie nawilżona i miękka. No i ten zapach. Według mnie idealny na lato: Zielona Herbata. Dzięki temu zapachowi, mimo treściwej konsystencji wydaje się jakby lżejsze.

naturalne masło do ciała Nacomi

Naturalne masło do ciała

Z tego samego powodu, który wymieniłam wyżej nie mogłam zbyt długo przebywać na słońcu. A raczej powiedzmy sobie szczerze, w ogóle na nim nie przebywałam. Ale żeby nie straszyć ludzi prześwitującymi żyłkami (u kobiet w ciąży zwiększa się ilość krwi przez co są one bardziej widoczne) postanowiłam wspomóc się balsamem brązującym. Znalezienie takiego z dobrym składem okazało się wcale nie takie trudne, gdyż firma Mokosh , jakby na moje życzenie, akurat wypuściła na rynek taki właśnie produkt. Balsam pięknie pachnie cynamonem i pomarańczą. Można by rzec, że to świąteczne nuty jednak nie był on przytłaczający. Produkt ma lekką konsystencję, trzeba go trochę wmasować w skórę, żeby ładnie się wchłonął. Już po pierwszym użyciu widać efekty jego używania. Dla potrzymania ładnej opalenizny stosowałam go 2 razy w tygodniu.

Samoopalacz naturalny

naturalny samoopalacz

Ostatnim produktem, który chciałabym Wam polecić jest Naturalny Dezodorant Ziołowy od Sylveco. Byłam dosyć sceptycznie nastawiona do dezodorantów naturalnych, słyszałam tez wiele negatywnych opinii i ciekawiło mnie jak produkt poradzi sobie w te upały. Okazało się, że produkt dobrze chroni przed przykrym zapachem. Pamiętajcie, że nie jest to antyperspirant i nie będzie blokował wydzielania potu. Zawarte w nim składniki ograniczają rozwój bakterii i związany z tym przykry zapach. Natomiast chciałabym zaznaczyć, że moja wakacyjna aktywność nie była w tym roku zbyt rozbudowana i ograniczała się głównie do spacerów. Na pewno będę chciała go jeszcze przetestować w bardziej wymagających warunkach np na siłowni, gdy już tam będę mogła wrócić.

naturalny dezodorant ziołowy

Tak oto prezentują się moi wakacyjni ulubieńcy :)
A co skradło Wasze serca w ostatnim czasie? Może macie produkt godny polecenia?

Pozdrawiam
Emi


Zapraszam również na moje media społecznościowe Facebook Instagram.

września 07, 2018

Ulubieńcy wakacji: Makijaż

Ulubieńcy wakacji: Makijaż
Hej!

Ulubieńcy, zwłaszcza Ci makijażowi nie pojawiają się na moim blogu zbyt często. A to głównie dlatego, że przez większość czasu używam jednych, sprawdzonych kosmetyków. Tym razem wpadło w moje łapki kilka nowości makijażowych o których myślę warto napisać.

Lato w tym roku było świetne sami przyznacie. Już dawno nie było u nas takich temperatur oraz tylu słonecznych dni. Wakacje w ciepłych krajach tym razem nie były konieczne, bo woda w Bałtyku nie straszyła swą temperaturą. Upały to jednak duże wyzwanie dla kosmetyków kolorowych. O ile przez większość czasu się nie malowałam to jednak bywały sytuacje, które tego wymagały lub po prostu danego dnia miałam ochotę na makijaż :)

Podstawowym produktem jest oczywiście podkład. A w moim wypadku był to krem BB z Lily Lolo w odcieniu Light. Okazał się moją wielką miłością już od pierwszego użycia. Jest bardzo lekki i delikatny także jeżeli macie cerę problematyczną, albo lubicie mocne krycie to pewnie nie przypadnie Wam do gustu. Dla mnie był to zdecydowanie strzał w 10. Dawał mi lekkie krycie i rozświetlenie, skóra po jego użyciu wyglądała naturalnie i zdrowo - spokojnie radzi sobie z drobnymi zaczerwienieniami. Najczęściej to mi wystarczało - dokładałam tylko tusz do rzęs i pomadkę i byłam gotowa ;) 



  • Mineralny makijaż z Lily Lolo


  • Natomiast, gdy robiłam większy make up, chciałam żeby makijaż był bardziej trwały dokładałam puder mineralny. Annabelle Minerals matujący puder bardzo dobrze wygładza i utrwala makijaż. Jest on delikatny, a mat nie jest bardzo mocny ani płaski, bardziej satynowy. Dużym plusem jest to, że nie przesusza mojej skóry jak to niestety ma w zwyczaju wiele pudrów. 



    Bronzer nie należy do moich ulubionych kosmetyków, przyznaję, że rzadko go stosuję. Natomiast latem lubię sobie trochę tego brązu dodać na policzkach. Tym bardziej w tym roku, kiedy słońca wręcz unikałam. W swoich bronzerach unikam bardzo zimnych tonów używanych do konturowania. Wyglądam w nich niekorzystnie i wręcz na brudną - mam zdecydowanie ciepły odcień karnacji i takie kolory mi nie pasują. Zdecydowanie bardziej lubię się lekko opalić niż jakoś szczególnie wykonturować :) Do moich ulubieńców w tym roku trafiła paletka do konturowania ze Sleek.  Ulubionym produktem z tego trio jest właśnie bronzer. Jest on dosyć delikatny, nie jakoś mocno napigmentowany, nie da się nim zrobić krzywdy ani plam- dla takiego laika jak ja to ogromny plus. Róż jest mieniący się, w kolorze rose gold - chyba jest to odpowiednik słynnego Orgasm (nie wiem nie miałam). Ładnie ożywia cerę i nadaje jej blasku. Niestety minusem jest to, że jest bardzo kruchy i już kilka razy był przeze mnie reanimowany :( Uzupełnieniem trio jest rozświetlacz. Jest on delikatny, nadaje się do dziennego makijaż, tworzy ładną taflę bez widocznych drobinek. Paletka jest fajnym rozwiązaniem na wyjazdy, gdyż mamy wszystkie trzy produkty w jednym miejscu.



    Jeśli chodzi o brwi to tutaj najlepiej również spisywała mi się paletka, Brow Kit od Gosh. Znajdziemy w niej 3 pudry do brwi oraz wosk. O ile najciemniejszy puder jest dla mnie zbyt ciemny i praktycznie go nie używam o tyle dwa pozostałe mieszam sobie w zależności od tego jak mocny efekt chce uzyskać. Cienie mają bardzo fajną konsystencję, nie są mocno suche i nie sypią się. Wos lekko dyscyplinuje rzęsy, ale nie jest to bardzo mocny utrwalacz. Jeśli mam ochotę na bardziej ujarzmione i utrwalone brwi to stosuję dodatkowo Creamy Eyebrow Mascara w odcieniu Beige Blonde z Delia. Uwielbiam mascary z takimi małymi spiralkami dzięki którym można wygodnie ułożyć włoski.




    Jeśli chodzi o makijaż oczu to pewnie nie zdziwi nikogo fakt, że moim ulubieńcem została paletka Anastasia Beverly Hills Soft Glam. Odkąd ją dostałam używam za każdym razem kiedy maluję powieki :) Cienie błyszczące mnie wprost zachwyciły! A szczególnie cień Rose Pink oraz matowy Dusty Rose. Zazwyczaj robię makijaż tylko przy użyciu tych dwóch odcieni. Uzupełnieniem makijażu oczu jest oczywiście tusz do rzęs. Długo opierałam się przed naturalnymi mascarami, a to dlatego że opinie o nich są różne. Większość z nich niestety tylko lekko barwi rzęsy i nie jest trwała. Postanowiłam przekonać się o tym na własnej skórze i wypróbowałam Coleur Caramel Backstage Mascara. Ten tusz jest rewelacyjny! Ma silikonową szczoteczkę, niedużą która bardzo dobrze rozdziela i rozczesuje rzęsy. Szczoteczka jest mała i poręczna dzięki czemu wygodnie wytuszujemy zarówno górne rzęsy jak i dolne. Przy tym formuła tuszu jest na tyle gęsta, że ładnie podkreśla i pogrubia rzęsy. Tusz jest trwały, nie kruszy się ani nie rozmazuje. Muszę przyznać, że przebił wiele tuszy drogeryjnych.






    Ostatnim etapem mojego makijażu są oczywiście usta. Nie wyobrażam sobie nie mieć pomalowanych ust. Gdy mam minimalistyczny makijaż twarzy często wybieram coś intensywnego. Ostatnio odnalazłam w swoich makijażowych zapasach Matte Lip Butter z Astor w przepięknym kolorze nasyconego różu. Była to pierwsza moja pomadka w kredce. Jest ona bardzo komfortowa ze względu na swoją konsystencję , nie jest to suchy, zastygający mat. Przez to pomadka nie podkreśla faktury ust, ale jej trwałość jest całkiem w porządku.

    Natomiast najczęściej na moich ustach goszczą jednak pomadki naturalne. Uwielbiam je za to jakie są kremowe i pielęgnujące moją skórę ust. Tutaj na zmianę używałam pomadki Coleur Caramel (mam ją w formie testera) oraz pomadka z Lily Lolo Romantic Rose. Obie mają już bardziej neutralne kolory w tonacjach brudnego różu. 






    A jak Wy przetrwaliście to upalne lato? Macie swoich makijażowych ulubieńców?



    Pozdrawiam
    Emi

    Zapraszam również na moje media społecznościowe Facebook Instagram.

    sierpnia 30, 2018

    Sprytne zakupy z Tipli

    Sprytne zakupy z Tipli
    Kto z nas nie lubi robić zakupów? To chyba pytanie retoryczne. O ile nie bardzo lubię spacerować po galeriach handlowych, o tyle zdarza mi się poszaleć w sklepach internetowych. Jeśli macie własne dzieci lub ogólnie dzieciaki w rodzinie to na pewno zdajecie sobie sprawę z tego, że produkty dla nich potrafią niemało kosztować. Sama się przekonałam o tym całkiem niedawno, kompletując wyprawkę dla swojego malucha. Ale czego nie robi się dla naszych milusińskich :) Całe szczęście internet daje nam również możliwość oszczędzania. I właśnie takie sprytne zakupy możemy zrobić dzięki portalowi Tipli.pl.

    źródło: www.tipli.pl

    Na jakiej zasadzie działa portal ? Oferuje on nam cashback, czyli zwrot części sumy wydanej na zakupy w danym sklepie. W zależności od tego jaki sklep wybierzemy mamy różne kwoty cashback'u. Oprócz tego możemy również znaleźć atrakcyjne kupony rabatowe.

    źródło: www.tipli.pl

    źródło: www.tipli.pl


    Na Tipli każdy znajdzie coś dla siebie, niezależnie od tego, czego potrzebujecie :) Znajdziecie tam najpopularniejsze drogerie, sklepy z odzieżą, czy obuwiem. Mnie interesowały prezenty dla dziewczynek więc wyszukałam sklepy z akcesoriami dziecięcymi. 

    źródło: www.tipli.pl


    źródło: www.tipli.pl
    Gdy już wybierzemy odpowiednią kategorię pokażą nam się sklepy wraz z oferowanymi przez nie rabatami. Wybieramy więc sklep, który nas interesuje. W moim przypadku będzie to SMYK. Pojawi nam się podstrona, która następnie przekieruje nas do strony  konkretnego sklepu. Tutaj możemy już normalnie, jak zawsze zrobić zakupy. 

    źródło: www.tipli.pl

    Po sfinalizowaniu transakcji Tipli naliczy należny nam zwrot. Będzie go można przelać na swoje konto bankowe (nie ma kwoty minimalnej) po zaakceptowaniu sprzedaży przez sklep (maksymalnie 70 dni).

    źródło: www.tipli.pl
    Wszystko jest bardzo proste i łatwe w obsłudze. Wystarczy tylko założyć konto na portalu i zacząć oszczędzać podczas zakupów :) 

    Pozdrawiam
    Emi


    Zapraszam również na moje media społecznościowe Facebook Instagram.

    sierpnia 26, 2018

    Moja aktualna pielęgnacja włosów

    Moja aktualna pielęgnacja włosów
    Hej!

    Włosy - jeden z największych atutów każdej kobiety. Nieważne, czy długie czy krótkie - zadbane, zdrowe włosy zawsze wyglądają pięknie. 

    Moje włosy nie są już bardzo wymagające. Są dosyć solidnej grubości oraz gęstości, ale są dosyć sztywne i proste. Trudno z nich wyczarować fale, czy loki. Jeszcze do niedawna moje włosy były bardzo przesuszone i zniszczone przede wszystkim wieloletnim farbowaniem i utlenianiem ich na bardzo jasny blond. Moja skóra głowy, tak jak i cera należy do tych suchych.  Trochę czasu zajęło mi zanim znalazłam odpowiednią pielęgnację, ale opłaciło się eksperymentować. Obecnie jestem zadowolona z z efektów tej pielęgnacji.

     Co więcej bardzo podobną pielęgnację stosuję u mojego męża i u niego te efekty są zdecydowanie bardziej widoczne. Ma on atopową skórę głowy, często pojawiają się stany zapalne, krostki (które niestety zdrapuje). Pojawia się także łupież - mocne łuszczenie skóry, które niestety szampony od dermatologa tylko pogłębiały. Przez te wszystkie problemy włosy były osłabione i mocno wypadały.

    Jeśli jesteście ciekawi, co aktualnie stosuję to zapraszam do lektury :)



    1. PEELING SKÓRY GŁOWY

    Myślę, że to nadal bardzo niedoceniany element prawidłowej pielęgnacji naszych włosów. Tak samo jak i na całym ciele i twarzy także na naszej głowie naskórek się namnaża. Peeling wykonujemy, aby złuszczyć ten martwy i odsłonić nową, młodą skórę. Dzięki temu wszelkie wcierki oraz maski, które będziemy stosować później mają szansę wchłonąć się głębiej. Poza tym w przypadku skóry łuszczącej się, atopowej czy z łupieżem pozbywamy się płatków suchego naskórka, w ten sposób oczyścimy również rozregulowane gruczoły łojowe. Ten element najbardziej przyczynił się do zmiany stanu skóry głowy zarówno u mnie jak i u męża. Skóra przestała mnie przede wszystkim swędzieć, przestały sypać się drobne płateczki.

    Jeśli chodzi o peeling możecie wybrać peeling mechaniczny np na bazie cukru. Jego dodatkowym plusem jest to, że robi nam masaż twarzy, zwiększa przekrwienie skóry dzięki czemu więcej składników odżywczych dociera do cebulek włosów. Peelingiem tego typu, który mogę Wam polecić jest np Vianek - łagodzący peeling do skóry głowy. Zawiera on w sobie także kwas salicylowy, który działa antybakteryjnie, reguluje pracę gruczołów łojowych i niweluje powstawanie łupieżu. Zawartość oleju kokosowego, słonecznikowego i masła shea odżywia włosy. Dlatego warto tym peelingiem zrobić dokładny masaż skóry głowy, a następnie zostawić go na niej jeszcze na kilka minut.



    Mi osobiście, ze względu na gęste włosy, bardziej odpowiadają peelingi enzymatyczne lub te na bazie wysokiego stężenia mocznika. Bardzo polubiłam się z /peelingiem z 40% zawartością urea od BandiTricho Estetic.  Pełną recenzję tego peelingu znajdziecie TUTAJ.





    2. OLEJOWANIE

    Było pierwszym elementem wprowadzonym do mojej pielęgnacji włosów. Bardzo szybko przyniosło też oczekiwane efekty. Na początku olejowałam włosy przed każdym myciem zostawiając olej na nich na conajmniej godzinkę. Zaczynałam też od najbardziej popularnego oleju, czyli od kokosowego. Mimo włosów wysokoporowatych sprawdził się on u mnie bardzo dobrze, a efekty były widoczne już po mniej więcej miesiącu regularnego stosowania. Włosy stały się bardziej gładkie i lśniące, lepiej nawilżone i tak bardzo się nie łamały. Potem zaczęłam eksperymentować z innymi olejami i tak doszłam do wniosku, że moim włosom najbardziej pasuje olej avocado oraz olej konopny. Najczęściej kupuję oleje w sklepach z półproduktami - np. EcoSpa. Ale również bardzo lubię gotowe mieszanki jak np. maska 7 olei od Nacomi, czy olejek konopny od Efektima.








    3. SZAMPON

    Jeśli borykacie się z suchą, swędzącą skórą głowy to powinniście pomyśleć w pierwszej kolejności o zmianie szamponu, którego używacie do mycia głowy. Wiele szamponów drogeryjnych zawiera w swoim składzie silny detergent czyli Sodium Lauryl Sulfate (SLS). Jest to środek silnie drażniący i wysuszający skórę. Niestety producenci widząc, że konsumenci zaczynają unikać tego detergentu zaczynają go zastępować innymi, wcale nie lepszymi. Na opakowaniu znajdziemy wielkimi literami BEZ SLS! a w składzie równie silny i drażniący SLES (Sodium Laureth Sulfate), ALS (Amonnium Laureth Sulfate). Osobiście stosuję takie szampony rzadko - raz na dwa tygodnie w celu mocniejszego oczyszczenia skóry. Jest mi tutaj wszystko jedno jaki to szampon, zawsze jakiś w domu się znajdzie .



    Jednak do regularnego mycia - włosy myję 2,3 razy w tygodniu - używam delikatniejszych szamponów. Obecnie bardzo polubiłam się z szamponami z Petal Fresh, a dokładnie z serią Tea Tree. Olejek herbaciany ma właściwości antybakteryjne. Szampon dobrze oczyszcza skórę głowy, a jednocześnie jej nie podrażnia. Trzeba się tylko przyzwyczaić do jego charakterystycznego zapachu.




    4. ODŻYWKA, MASKA

    Nie wyobrażam sobie po myciu nie zastosować odżywki lub maski. Dzięki dobrze dobranemu produktowi włosy są wygładzone oraz dobrze nawilżone. I tutaj również bardzo dobrze sprawdziła mi się odżywka z olejem z drzewka herbacianego z petal fresh. Odżywkę tę można nakładać również na skórę głowy - ma działanie nawilżające oraz bakteriobójcze. Jest ona dosyć lekka, nie obciąża włosów, ale jednocześnie są one miłe w dotyku i dobrze się rozczesują. Jej minusem jest niestety opakowanie z dosyć twardego plastiku. Odżywka jest gęsta i pod koniec jej wydobywanie może być kłopotliwe. Dużo bardziej podobałaby mi się butelka np z pompką.

    Raz w tygodniu nakładam na włosy coś bardziej treściwego, a mianowicie maskę. Świetnie sprawdzają mi się te w słoiczkach od Garnier. Są gęste i odżywcze, a włosy po nich bardzo mocno wygładzone. Co ważne, rzadko nakładam maskę, czy odżywkę jedynie na 3-5 minut ( tak piszą producenci). Uważam że przez tak krótki czas nie ma ona szans wniknąć wewnątrz włosa. Zazwyczaj zostawiam te produkty na conajmniej 15 minut - w tym czasie robię peeling ciała lub nakładam maskę na twarz i po prostu relaksuję się w wannie :)




    5. WCIERKA

    To najbardziej skoncentrowany produkt w mojej pielęgnacji skóry głowy. Przed ślubem regularnie, przed każdym myciem stosowałam wcierkę Jantar i dała ona spektakularne efekty - moje włosy rzeczywiście rosły w szybkim tempie, pojawiło się mnóstwo baby hair. Obecnie stosuję również popularną wcierkę Banfi. Zawiera ekstrakt z chrzanu, gorczycy, jałowca i oregano . Wcierka pobudza krążenie w skórze głowy przez co ogranicza wypadanie włosów oraz przyspiesza ich wzrost. Wcierka jest na bazie alkoholu więc nie polecam jej stosować na podrażnioną skórę głowy. Ma też bardzo charakterystyczny, ziołowy zapach. Jeśli chodzi o efekty to są zauważalne przede wszystkim u mojego męża. Włosy przestały wypadać, pojawiło się dużo baby hair. U siebie zauważyłam, że włosy po prostu szybciej rosną. Dużym minusem tej wcierki jest jej opakowanie. Produkt znajduje się w dużej butli z korkiem na klik. Trudno się ją aplikuje na skórę głowy. Dlatego polecam przelać do butelki z pipetą lub (ja tak zrobiłam) z atomizerem. Wówczas jest to dużo łatwiejsze. Przy stosowaniu tej wcierki polecam intensywnie nawilżać skórę głowy, gdyż alkohol może niestety ją wysuszać. Wcierki używamy raz w tygodniu.



    6. KOŃCÓWKI

    To najczęściej one świadczą o kondycji naszych włosów. Niestety często się rozdwajają lub kruszą. Absolutnie nie wierzcie, że jakikolwiek produkt jest w stanie je zregenerować. Jeśli już się rozdwoją to możemy je jedynie ściąć i pilnować, aby się to nie powtórzyło. Dobrym pomysłem jest ich zabezpieczanie, aby nie dochodziło do tych uszkodzeń. Może być to naturalny olej - taki którym olejujemy włosy, ale ja np bardzo lubię serum silikonowe. Uważam że tak niewielka ilość silikonu nie szkodzi włosom, a skleja końcówki i tworzy otoczkę zabezpieczającą. Ponadto umiejętnie stosowane serum ładnie wygładza i nabłyszcza włosy. Jego nadmiar usuwam myjąc co jakiś czas włosy szamponem z mocniejszym detergentem.



    I to wszystko. Moje podstawy pielęgnacji. Nie uważam, żeby było tego jakoś dużo , z drugiej strony nie wyobrażam sobie umyć włosów tylko szamponem i tyle. Na co dzień nie stosuję żadnych produktów stylizujących - pianek, lakierów. Moje włosy suszą się najczęściej naturalnie. Nie używam także ani prostownicy ani lokówki. Zdarza się to bardzo sporadycznie, zazwyczaj na większą imprezę. Zrezygnowałam też z używania suchego szamponu. Po prostu przekonałam się u trychologa, pod mikroskopem jak bardzo podrażnia moją skórę. Co prawda nie używałam go regularnie, zazwyczaj w upały, albo po ostrym treningu. Ale już nawet takie sporadyczne używanie mocno wpływało na mój skalp. Dlatego jeśli nie wiecie co wpływa na Wasza głowę negatywnie...zobaczcie czy to nie to. Suchy szampon można zastąpić mąką ziemniaczaną lub zasypką dla dzieci (Sylveco ma taką bez talku).

    Mam nadzieję, że moje porady Wam się przydadzą.

    Jestem ciekawa czy Wasza pielęgnacja włosów jest bardziej, czy mniej rozbudowana :)

    Pozdrawiam
    Emi


    Zapraszam również na moje media społecznościowe Facebook Instagram.


    sierpnia 15, 2018

    PODSTAWY PIELĘGNACJI CIAŁA - PEELING.

    PODSTAWY PIELĘGNACJI CIAŁA - PEELING.
    Hej!

    Czy tak jak ja uwielbiacie peelingi do ciała? Dla mnie jest to jeden z podstawowych elementów pielęgnacji ciała i wykonuję go regularnie, najczęściej raz w tygodniu. 

    Dobrze wykonany peeling ciała ma za zadanie złuszczenie martwego naskórka i oczyszczenie ciała. Dzięki masażowi, który wykonujemy podczas tego zabiegu do skóry dociera więcej krwi - powoduje to łatwiejsze odprowadzanie toksyn z organizmu. Taka młoda , oczyszczona skóra również łatwiej wchłonie wszystkie produkty, które później na nią nałożymy. Dlatego warto po dobrym peelingu nałożyć na nią odżywczy balsam - lepiej i głębiej się wchłonie. Regularny masaż ma również duże znaczenie w profilaktyce antycellulitowej czy przeciwrozstępowej - warto wybrać wówczas produkt, który zawiera w sobie algi morskie lub kofeinę.

    Peeling warto wykonywać regularnie latem, gdyż złuszczony martwy naskórek sprawia że skóra ładniej i bardziej równomiernie się opala - ale pamiętajcie, że jest wtedy bardziej podatna na oparzenia. Dlatego nie zapominamy o wysokich filtrach ochronnych. Przynosi również świetne efekty jeśli używamy opalenizny z tubki - samoopalacza lub balsamu brązującego. Skóra równomiernie złapie barwnik i unikniemy w ten sposób nieestetycznych plam, czy smug.

    Chciałabym Wam dzisiaj przedstawić kilka peelingów, które używałam ostatnimi czasy. Zobaczcie, które sprawdziły mi się najlepiej :)
    żródło: www.freshandnatural.pl

    Fresh&Natural Cukrowy peeling korzenny

    cena: 24,99 zł/250g 44,99zł/550g (sklep)
    SKŁADNIKI/INCI: Sucrose, Vitis Vinifera Seed (Grape) Oil, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almand) Oil, Argania Spinosa Nut (Argan) Oil, Eugenia Carypophyllus (Clove), Cinnamomum Zeylanicum (Cinnamon), Cinnamomum Zeylanicum (Cinnamon) Oil, Parfum, Eugenia Carypophyllus (Clove) Oil, Cinnamal*, Linalool*, Eugenol*, Benzyl Alcohol*, Limonene*, Coumarin*, Geraniol*

    Jest jednym z moich niekwestionowanych ulubieńców. Jestem zaskoczona faktem, że do dzisiaj nie pojawiła się recenzja tego produktu, nie mogę też znaleźć jego zdjęć:(  Jest to peeling na bazie cukru. Kryształki są dosyć spore przez co peeling zaliczyłabym raczej do tych mocniejszych. Można nim wykonać naprawdę solidny masaż. Skóra po jego użyciu jest naprawdę bardzo gładka. Cukier jest zatopiony w dosyć sporej bazie olejowej dzięki czemu skóra jest przy okazji pokrywana nawilżającą i natłuszczającą warstwą. Dla mnie to duży plus, gdyż nie muszę już używać balsamu, ale jednocześnie ta warstwa nie jest mocno tłusta i niekomfortowa. Dodatkowym plusem jest świetny zapach peelingu, który utrzymuje się na naszym ciele. Połączenie goździków i cynamonu jest bardzo relaksujące i rozgrzewające dlatego raczej wybrałabym ten zapach na chłodniejsze wieczory. Natomiast jeśli nie lubicie takich korzennych zapachów to forma posiada także peeling malinowy, czy np kawowy.









    Ministerstwo Dobrego Mydła - Odżywczy peeling cukrowy Śliwka

    cena: 38,00zł/300g (sklep)
    Ingredients (INCI): Sucrose, Prunus Domestica (Plum) Kernel Oil, Tocopherol, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Vitis Vinifera (Grapeseed) Oil, Persea Gratissima (Avocado) Oil, Theobroma Cacao (Cocoa) Seed Butter, Butyrospermum Parkii (Shea) Butter, Macadamia Ternifolia Oil, Cera Flava, Leuconostoc/ Radish Root Ferment Filtrate, Lactobacillus & Cocos Nucifera Fruit Extract, Squalane, Ricinus Communis (Castor) Oil, Parfum, Glycerin

    Kosmetyk z Ministerstwa Dobrego Mydła ma bardzo podobną konsystencję do tego z Fresh&Natural. Również są to dosyć spore kryształy cukru zatopione w mieszance oleju. Nie ukrywam, że jest to moja ulubiona formuła i z miłą chęcią sięgam właśnie po tego typu produkty. Mam wrażenie, że jednak tego oleju jest trochę mniej i sam peeling ma bardziej stałą konsystencję niż jego poprzednik. Niemniej jednak oba trzeba przed użyciem wymieszać, aby kryształki cukru połączyły się z olejami. Peeling ma również bogatszy skład, gdyż oprócz olei znajdziemy także masła: shea i kakaowe. Przez co peeling po złuszczeniu naskórka zostawia warstwę jeszcze bardziej odżywczą i bardziej tłustą niż poprzednik. Dla mnie jednak jest to nadal bardzo komfortowe uczucie. Zapach również jest tutaj bardzo intensywny, śliwkowo- marcepanowy i słodki wręcz otulający.




    Nacomi, Peeling do ciała Miodowe Gofry

    cena: 28,04 zł/200g (sklep)

    SKŁAD:Sucrose, Butyrospermum Parkii Butter, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Cocos Nucifera Oil, Mel, Macadamia Ternifolia Seed Oil, Theobroma Cacao Seed Butter, Tocopheryl Acetate, Parfum.


    Tutaj mamy już do czynienia z bardziej treściwym kosmetykiem, gdyż kryształy cukru są zatopione w maśle. Głównym składnikiem zaraz po cukrze jest bowiem masło shea. Peeling bardzo przyjemnie rozprowadza się po skórze, gdyż masło pod wpływem ciepła naszego ciała delikatnie się topi. Ta tłusta konsystencja sprawia, że peeling dobrze trzyma się skóry i nie odpada od niej . Przez to, że peeling jest konsystencji maślanej mam wrażenie że drobinki są delikatniejsze i słabiej ścierają naskórek niż w przypadku poprzedników. Niemniej jednak to według mnie nadal bardzo solidny peeling. Na pewno spodoba się osobom z bardziej wrażliwą skórą. Bogactwo maseł otula też skórę tłustą warstwą. I tutaj jest ona rzeczywiście mocno wyczuwalna i potrzebuje czasu, żeby się wchłonąć. Natomiast dużym plusem jest znowu to, że nie potrzebujemy już używać po nim balsamu. Zapach jest bardzo słodki, waniliowy i raczej z tych cięższych. Muszę przyznać, że po pewnym czasie zaczął on mnie jednak męczyć i mdlić.





    Vianek, Ujędrniająco-wygładzający peeling do ciała

    cena: 27,99zł/250 ml (sklep)
    INCI: Glycine Soja Oil, Sucrose, Glyceryl Stearate, Rubus Idaeus Seed, Oenothera Biennis Oil, Cera Alba, Glyceryl Laurate, Tocopheryl Acetate, Cinnamomum Zeylanicum Bark Oil, Benzyl Alcohol, Parfum, Dehydroacetic Acid, CI 77491.

    Peeling z Vianek oprócz cukru zawiera również zmielone pestki malin. Zapach tego produktu bardzo mi się podoba - kojarzy mi się z takim malinowym kisielem w proszku :) Jest lekki i owocowy, utrzymuje się na skórze. Głównym składnikiem peelingu jest olej sojowy - niestety nie jestem wielką fanką tego oleju. Drobinek jest zdecydowanie mniej niż w poprzednikach i są one drobniejsze przez co peeling jest delikatny. Mam też wrażenie, że te drobinki szybciej się rozpuszczają i musimy peelingu co i raz dokładać aby dobrze złuszczyć naskórek. Na pewno fajnie się sprawdzi u osób oczekujących delikatnego złuszczania i masażu. Dzięki tłustawej konsystencji również zostawia na skórze otulającą powłoczkę.




    Cossi Fulleren Peeling egzotyczny (sklep)

    cena: 35,00 zł/ 200 g
    skład: Butyrospermum Parkii(Shea) Butter, Sodium Chloride, Cocos Nucifera Oil, Orbignya Oleifera (Babassu) Nut Oil, Theobroma Cacao Seed Butter, Parfum,  Caprylic Trigliceride, Tocopherol, Heliathus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Hoya Lacunosa Flower Extract, Fullerene C-60, Benzyl Alcohol, Benzyl Salicylate, Geraniol, Hexyl Cinamal, Limonene, Linalool

    Jest to jedno z moich ostatnich kosmetycznych odkryć. Substancją złuszczającą nie jest tutaj ani cukier ani sól a zmielone pestki oliwek. Jest to jeden z delikatniejszych peelingów, które mam dzisiaj do pokazania. Jednocześnie jest to również produkt najbardziej treściwy, gdyż jest to gęste masło (shea, kakaowe) w którym zatopione są zmielone pestki oliwek. Po użyciu skóra jest wygładzona, a jednocześnie bardzo mocno otulona tłustą warstwą. Jeśli nie lubicie tego uczucia to nie polecam. Natomiast warto ten czas przeczekać, gdyż gdy masła się wchłoną jest ona także idealnie nawilżona i odżywiona. A przy tym pięknie pachnąca owocami egzotycznymi. Niestety na stronie nie ma już tego konkretnego peelingu, ale są trzy inne wersje zapachowe.

    Więcej o Cossi Fulleren TUTAJ



    Nacomi, Peeling do ciała suchy Kokos

    cena: 46,00 zł/200 g (sklep)
    Ingredients (INCI): Coffea Robusta Seed Powder, Sucrose, Maris Sal, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil,Cocos Nucifera (Coconut) Oil, Cocos Nucifera Fruit Extract, Theobroma Cacao (Cocoa) Seed Butter, Tocopheryl Acetate, Parfum.


    Ostatnimi czasy bardzo popularne zrobiły się sypkie peelingi kawowe. Miałam próbkę tego pierwszego z Body Boom potem kupiłam tańszy zamiennik (i to w promocji, bo wcale taki tani też nie jest) z Nacomi i powiem Wam, że nie jestem zwolenniczką tego typu peelingów. Sypie się to, a po ich użyciu cała łazienka jest do sprzątania. To już wolę sobie sama taki peeling zrobić. I kiedyś rzeczywiście robiłam, ale teraz praktycznie nie pijam kawy więc korzystam z gotowców. Z plusów tego typu produktów na pewno jest to, że peeling jest mocny. Oprócz mielonej kawy znajdziemy tutaj także kryształki cukru. Jeśli już opanujemy odklejanie się produktu od skóry to naprawdę można nim wykonać solidny masaż i skóra jest idealnie wygładzona. Mimo dodatku olejów i masła kakaowego nie zauważyłam, aby nawilżał skórę. Zdecydowanie musiałam po nim użyć balsamu. Jeśli chodzi o zapach to niestety również się zawiodłam, gdyż mało wyczuwalny był ten kokos. Był to bardziej zapach mocno posłodzonej kawy. Ja osobiście nie sięgnę więcej po tego typu peeling, ale wiem że mają one wielu miłośników.



    Efektima, Peeling kokosowy z efektem pojędrnienia

    INGREDIENTS: AQUA, CAPRYLIC/CAPRIC TRIGLYCERIDE, COCOS NUCIFERA OIL, CETEARYL ALCOHOL, ALUMINA, COCOS NUCIFERA SHELL POWDER, GLYCERIN, COCO-GLUCOSIDE, CETEARYL ETHYLHEXANOATE, PARFUM, PHENOXYETHANOL, DMDM HYDANTOIN, XANTHAN GUM, ACRYLATES/C10-30 ALKYL ACRYLATE CROSSPOLYMER, TRIETHANOLAMINE, BENZYL BENZOATE, METHYLPARABEN, PROPYLPARABEN, BENZYL SALICYLATE, COUMARIN

    Efektima, Peeling algowy z zieloną herbatą, Antycellulitowy

    INGREDIENTS: AQUA, CAPRYLIC/CAPRIC TRIGLYCERIDE, CETEARYL ALCOHOL, ALUMINA, LITHOTHAMNIUM CALCAREUM POWDER, GLYCERIN, COCO-GLUCOSIDE, CETEARYL ETHYLHEXANOATE, PARFUM, PHENOXYETHANOL, DMDM HYDANTOIN, XANTHAN GUM, ACRYLATES/C10-30 ALKYL ACRYLATE CROSSPOLYMER, TRIETHANOLAMINE, METHYLPARABEN, HEXYL CINNAMAL, LIMONENE, PROPYLPARABEN, CAMELLIA SINENSIS LEAF EXTRACT, LINALOOL, CITRIC ACID, HYDROXYISOHEXYL 3-CYCLOHEXENE CARBOXALDEHYDE, CITRONELLOL, HYDROXYCITRONELLAL, SODIUM BENZOATE, CI 19140, POTASSIUM SORBATE, BENZYL SALICYLATE, CI 42090

    Efektima, Peeling węglowy z pyłem wulkanicznym, Efekt detox

    INGREDIENTS: AQUA, KAOLIN, CAPRYLIC/CAPRIC TRIGLYCERIDE, MAGNESIUM ALUMINUM SILICATE, ALUMINA, CETEARYL ALCOHOL, GLYCERYL STEARATE, CETYL ALCOHOL, GLYCERIN, VOLCANIC SAND, CARBON BLACK, XANTHAN GUM, PEG-40 HYDROGENATED CASTOR OIL, PHENOXYETHANOL, PARFUM, DMDM HYDANTOIN, CITRIC ACID, METHYLPARABEN, HEXYL CINNAMAL, LIMONENE, PROPYLPARABEN, LINALOOL, HYDROXYISOHEXYL 3-CYCLOHEXENE CARBOXALDEHYDE, CITRONELLOL, HYDROXYCITRONELLAL

    Cena : 19,99 zł/250ml (sklep)

    Peelingi z Efektimy zostawiłam sobie na koniec, gdyż to jedyne produkty w tym zestawieniu które nie posiadają naturalnego składu. Wszystkie trzy są do siebie bardzo podobne więc postanowiłam je opisać wszystkie razem. W każdym z peelingów znajdziemy drobinki korundu (Alumina) oraz odpowiednio : puder kokosowy, puder z alg i piasek wulkaniczny. Są to jednak bardzo malutkie drobinki, każdy kto kiedykolwiek używał korundu wie, że jest on mikroskopijnej wielkości. I tutaj jest tak samo. Peelingi mają dosyć treściwą konsystencję dzięki alkoholom tłuszczowym i zagęstnikom. Dzięki temu bardzo przyjemnie rozprowadzają się na skórze, ale niestety te drobinki giną w tej substacji i są ledwo wyczuwalne. Niestety złuszczanie jest bardzo delikatne. Pokusiłam się jednak o wypróbowanie tych peelingów do twarzy i tutaj sprawdziły się dobrze. Ta moc złuszczania była odpowiednia, bo niezbyt mocna. Natomiast na ciele to według mnie zbyt mało. Nie zauważyłam większej różnicy pomiędzy poszczególnymi peelingami z wyjątkiem zapachu.

    Inne peelingi, które mają swoje recenzje na blogu znajdziecie poniżej:


    Czy tak jak ja jesteście fankami peelingów? Jakie są Wasze ulubione? A może miałyście któryś z powyższych i macie inne zdanie niż ja?

    Ciekawi mnie również, czy lubicie takie długie posty porównujące kosmetyki, czy wolicie raczej opis tylko jednego, konkretnego?

    Pozdrawiam
    Emi

    Zapraszam również na moje media społecznościowe Facebook Instagram.

    Copyright © 2016 Uroda Według Blondynki , Blogger