lutego 04, 2018

ILE KOSMETYKÓW POSIADA BLOGERKA URODOWA cz.2 PIELĘGNACJA CIAŁA

ILE KOSMETYKÓW POSIADA BLOGERKA URODOWA cz.2 PIELĘGNACJA CIAŁA
Witajcie!

Ostatni post z moimi kosmetycznymi zapasami cieszył się Waszym ogromnym zainteresowaniem i dlatego wracam z kolejnym postem z tej serii.

Dzisiejszy wpis będzie dotyczył pielęgnacji ciała, a że jest tych produktów sporo to bez zbędnego przedłużania zapraszam do czytania.

Kąpiel/Prysznic

Bardzo lubię relaksować się w wannie pełnej pachnącej piany, ale na co dzień nie mam na to czasu. Zazwyczaj stawiam na szybki prysznic i do tego celu wybieram pięknie pachnący żel pod prysznic. Bardzo lubię żele Be Beauty z Biedronki, są one duże, mają bardzo fajne zapachy i nie przesuszają mojej skóry. Ostatnio zdecydowałam się na wersję Tropical Paradise, która pachnie jak Pina Colada oraz Sweet Marakuja. Ze względu na wielkość tych produktów używam ich najczęściej jako płyny do kąpieli , gdyż intensywnie pachną i dają dużo piany. Natomiast bardzo kiepską pianę daje Dove Shower Foam. Ma piękny, klasyczny zapach kremu Dove , ale niestety piana jest bardzo rzadka i taka płynna. Niestety bardzo się nim rozczarowałam i używam do mycia rąk. Często pojawiają się u mnie także produkty do mycia ciała od Alterra. Mają dobre, naturalne składy, ciekawe zapachy, a przy tym są naprawdę niedrogie. Kremowy Olejek pod prysznic był bardzo specyficznym produktem. Miał lekko kwiatowy zapach. Produkt słabo się pienił, ale za to skóra po jego użyciu jest bardzo miękka i nawilżona.


Peeling

To jedne z moich ulubionych kosmetyków i zawsze mam w domu jakiś peeling. Często wykonuję też swój własny peeling z fusów po kawie, do którego dorzucam różne dodatki w zależności od potrzeb. Obecnie posiadam peeling kawowy Nacomi o zapachu kokosowym. Szczerze to nie polubiłam się z tym peelingiem, gdyż strasznie mi się rozsypuje podczas użytkowania. Dolewam do niego olejki, aby lepiej trzymał się ciała. Ale samo działanie jest świetne, to niezły zdzierak. Bardzo fajnie w tym zakresie sprawdza się również sól borowinowa z Bingo Spa. Często dosypuję ją do wody, ale także wykonuję nią masaż ciała. Sól jest taka jakby mokra w związku z tym świetnie sprawdza się w roli peelingu. Ostatnim moim nabytkiem jest ujędrniająco-wygładzający peeling Vianek. Mielone pestki malin są zatopione w maślanej konsystencji. Produkt pachnie jak kisiel malinowy, a skóra jest po nim natłuszczona. Nie trzeba już używać balsamu, ani olejku.
 



Olejki do ciała

Niestety nawilżanie ciała to moja największa zmora. Niestety nie lubię tego robić, muszę wręcz się zmuszać. Całe szczęście są olejki, którymi można ten proces skrócić do minimum. Czasami wlewam olejek do wanny lub smaruję jeszcze wilgotną skórę, a następnie delikatnie osuszam ręcznikiem. Świetnie w tym zakresie sprawdzał się olejek Equilibra. Szkoda tylko, że jego pojemność była taka niewielka. Olejek Khadi z Lotosem ma piękny różowy kolor oraz orientalny zapach. Jego używanie jest czystą przyjemnością. Dodatkowym plusem jest wygodna pompka, która ułatwia aplikację. Ostatnim olejkiem jest Bandi z UV6. Zostawiłam go sobie na lato. Wiem, że to niewielka ochrona, ale myślę że będzie w sam raz na końcówkę wakacji lub te mniej słoneczne dni.




Balsamy

W związku z tym, że balsamowanie idzie mi ciężko to i balsamów mam sporo. Oczywiście staram się rozdawać większość po rodzinie, ale te najciekawsze zostawiam sobie i próbuję się zmuszać do regularnego ich używania. Balsam Eveline malina nordycka to duża butla z wygodną pompką. Dużym zaskoczeniem było dla mnie to, że nie zawiera parafiny. Jak na razie czeka nieotwarta w zapasach. Tak samo w zapasach nieruszona czeka emulsja do ciała SPF30 Lirene oraz Bandi UV Expert balsam kojąco-nawilżający. Lato w tamtym roku było jakie było, a my też nie byliśmy nigdzie na wakacjach za granicą w związku z czym te produkty nie zostały ani razu użyte. AA Sun łagodzący balsam po opalaniu ma żelową konsystencję i bardzo skutecznie chłodzi skórę. Jednak niemiło się go używa, gdy jest chłodno dlatego czeka do lata. Bardzo polubiłam się z balsamem Palmers Coconut Oil. Jego zapach nie jest typowo kokosowy i dosyć delikatny. Sam balsam dobrze nawilża i w miarę szybko się wchłania. To kolejny balsam tej marki, który dobrze mi się sprawdza, aczkolwiek wersja z masłem shea była bardziej treściwa i chyba bardziej mi odpowiadała. 

Natomiast zimą najbardziej lubię używać wszelkiego rodzaju maseł do ciała. Lubię bardzo to otulające uczucie jakie dają mi tego typu produkty. Obecnie moim hitem jest masło z Nacomi o zapachu shake bananowego. Na pewno nie jest to produkt dla osób, które nie lubią tłustej warstwy na skórze, ale rano skóra jest bardzo nawilżona i pachnąca.




I to już wszystkie produkty do pielęgnacji ciała, które posiadam. Następnym razem przedstawię Wam kosmetyki do dłoni oraz stóp.


A Wy czego używacie do pielęgnacji i kąpieli?

Pozdrawiam

Emi

stycznia 31, 2018

HIT MIESIĄCA! STYCZEŃ 2018

HIT MIESIĄCA! STYCZEŃ 2018
Witajcie!

Jak wiecie ulubieńcy nie pojawiają się u mnie zbyt często. Najczęściej jedynie na koniec roku i może w ciągu roku, gdy coś mnie zauroczy wyjątkowo.



Nie pojawia się tego dużo, gdyż jeśli już rozpocznę dany kosmetyk i mi się sprawdzi to używam go do końca. W związku z tym nie pojawia mi się co miesiąc nowy krem, czy szampon. Sprawę ogranicza jeszcze kwestia mojego postanowienia i niekupowania nowych kosmetyków. Postanowiłam jednak, co miesiąc wybierać jeden produkt, który mnie wyjątkowo zachwycił i zasłużył na miano ulubieńca miesiąca :)

W tym miesiącu na takie wyróżnienie zdecydowanie zasłużyła Sandałowa maska z Khadi, którą otrzymałam w ramach współpracy z drogerią Helfy.


Odżywcza maseczka sandałowa Khadi wnika głęboko w skórę i czyni ją gładką i odmłodzoną. Usuwa drobne zmarszczki i przebarwienia, po jej zastosowaniu skóra jest miękka i nawilżona. Kurkuma oraz drzewo sandałowe powoduje, że przebarwienia oraz inne niedoskonałości skóry znikają. Drzewko sandałowe jako naturalny środek upiększający ma długą tradycję w Indiach.

Masa netto: 50g
cena: 45,00 zł

Skład: Solum Fullonum (Fuller’s Earth ) · Calamine · Zincum Oxydatum (Zincoxide) · Santalum album (Sandalwood) · Zedoaria Rose (Curcuma) · Symplocos racemosa (Lodhra) · Azadirachta indica (Neem ) · Ocimum sanctum (Tulsi ) · Psoralea Corylifolia (Bawachi) · Berberis aristata (Tree Turmeric) · Cinnamomum camphora (Camphor)




Maseczka znajduje się w bardzo wygodnym, blaszanym pojemniku. Jest ona w formie sypkiej, jak naturalne glinki i łatwo z tego pojemnika dozować odpowiednią ilość produktu. Ma żółty kolor i zapach specyficzny dla kosmetyków indyjskich, nieco korzenny, kadzidlany. Mi się on jak najbardziej podoba, nie jest też jakoś mocno intensywny.

W masce jedynie naturalne składniki takie jak oczyszczająca glinka osadowa, sproszkowane drzewo sandałowe, czy kurkuma.  Drzewo sandałowe działa odżywczo oraz niweluje oznaki starzenia, a kurkuma ma działanie antybakteryjne oraz rozjaśniające. Mimo, że maska jest klasyfikowana jako oczyszczająca, do skóry tłustej i mieszanej to wybrałam ją, gdyż ma za zadanie również rozjaśniać koloryt cery oraz niwelować przebarwienia.

Muszę Wam przyznać, że jestem tym produktem wręcz zachwycona. Dawno nie miałam aż tak dobrej maski. Sam proszek rozrobiony z wodą delikatnie oczyszcza skórę, oczyszcza pory, ale nie sprawia że skóra jest wysuszona, czy ściągnięta. Oczywiście pamiętajcie, aby maska nie zastygła na twarzy, najlepiej co jakiś czas spryskać ją wodą lub hydrolatem. Robiłam z nią jednak różne eksperymenty. Dodana do jogurtu naturalnego świetnie nawilżyła skórę i mocno ją rozświetliła - tutaj pomógł jej jeszcze kwas mlekowy zawarty w nabiale. Natomiast moim ulubionym połączeniem jest dodanie do proszku soku z aloesu oraz oleju konopnego. Taka dawka składników idealnie nawilża i odżywia moją cerę. Gdy po 15 minutach zmywam maskę z twarzy, to jest ona bardzo miękka i gładka. Tak naprawdę nakładam jedynie hydrolat i nie muszę już używać kremu. Moja skóra jest szczęśliwa na maksa. Takie połączenie (z olejem lub jogurtem) sprawia, że glinka nie zasycha tak szybko więc nie trzeba twarzy spryskiwać hydrolatem. Jeśli chodzi o kwestię najważniejszą, czyli rozjaśnienie przebarwień to muszę przyznać, że poradziła sobie z tym bardzo dobrze. Przebarwienia, które miałam na prawym policzku już zniknęły. Myślę, że to duża zasługa właśnie kurkumy. Stosowałam kiedyś maseczkę z samej sproszkowanej kurkumy i również przynosiła zadowalające efekty. Tutaj jednak mamy dodatkowe składniki, które wspomagają to działanie.

Podsumowując, jestem bardzo na TAK. Chętnie wrócę do tej maski lub wypróbuję inne warianty.


Kosmetyki Khadi możecie kupić w sklepie Helfy (tutaj). 

Pozdrawiam
Emi


Informuję, że post powstał przy współpracy ze sklepem Helfy. Nie wpłynęło to na moją opinię o produkcie.

stycznia 28, 2018

ECODENTA Czarna pasta do zębów

ECODENTA Czarna pasta do zębów
Witajcie!

Ten produkt czekał na swoją recenzję bardzo długo. Tak naprawdę kończę właśnie czwartą tubkę tej pasty. Pewnie się już domyślacie, że jej recenzja i moja ocena może być jedynie pozytywna :)



Pasta ma bardzo specyficzny wygląd, gdyż rzeczywiście jest to czarna maź. Nie pieni się ona aż tak dobrze jak standardowe pasty dostępne w drogeriach, ale trochę tej piany się pojawia. Jest to rzeczywiście ciekawe doznanie, gdy widzicie siebie z czarnymi zębami i dziąsłami w lustrze. Podczas pierwszego użycia bałam się, że ten kolor nie zejdzie i będę miała zabarwioną na szaro kość. Nic takiego jednak się nie dzieje. Pasta bardzo dobrze wypłukuje się z jamy ustnej. Ma bardzo przyjemny, miętowy smak, który nie jest zbyt mocny ani piękący. Jednak pozostawia  uczucie odświeżenia. Pasta bardzo dobrze myje zęby i rzeczywiście delikatnie je rozjaśnia. Aczkolwiek nie jest to jakoś bardzo mocne wybielenie, gdyż nie ma ona w sobie drobinek ścierających jak to mają często w swoim składzie popularne pasty tego typu. Niemniej jednak regularnie używana usuwa wszelkie osady z kawy, czarnej herbaty, czy czerwonego wina. Nie zawiera ona w sobie fluoru, na czym bardzo mi zależało i długo szukałam pasty bez tego składnika, która by mi odpowiadała. Wiem, że to kontrowersyjny temat.  Ma wielu zarówno zwolenników jak i przeciwników. Polecam poczytać samemu, jakie skutki dla naszego organizmu ma fluor, który jest neurotoksyną. Ja od kilku lat używam past bez tego składnika i nie mam problemu z próchnicą. Ograniczam się dwa razy w roku do piaskowania zębów i wtedy też je fluoryzuję. Myślę, że to w zupełności wystarczy, aby zachować ich zdrowie i ładny wygląd.



  •  
  • Pozdrawiam!
      Emi

stycznia 21, 2018

TOP 10 MINIONEGO ROKU, ULUBIEŃCY 2017 r.

TOP 10 MINIONEGO ROKU, ULUBIEŃCY 2017 r.
Witajcie!

Rzadko to piszę/mówię, ale początek roku upływa mi jak szalony. Jeszcze niedawno siedzieliśmy przy wigilijnym stole, a teraz mamy już końcówkę stycznia. Dosyć późno, ale jednak w końcu udało mi się ich wytypować... prezentuję Wam moich ulubieńców poprzedniego roku.

Jeśli jesteście ciekawi, co skradło moje serce, zapraszam do czytania.

 BLOGERSKIE SPOTKANIA

Absolutnie nie jestem typem samotnika i uwielbiam blogerskie spotkania. To świetna okazja do zapoznania całkowicie nowych osób, które mają podobne do nas zainteresowania. W tym roku miałam okazję uczestniczyć w kilku świetnie zorganizowanych imprezach i mam nadzieję, że w tym roku , o ile czas mi pozwoli również będę miała taką okazję. Relację z każdego z nich możecie przeczytać poniżej:




SENELLE

Marka Senelle jest polską firmą tworzącą kosmetyki o świetnych składach, skutecznym działaniu i w oparciu o najlepsze jakościowo składniki. Wszystkie trzy kosmetyki, które otrzymałam od firmy do testów okazały się ogromnym hitem w mojej pielęgnacji. Na pewno kupię inne serie, gdy skończę obecne produkty.










 LUSH

Nawet nie wiecie jak żałuję, że kosmetyki firmy Lush nie są dostępne w Polsce. Będąc za granicą udało mi się złapać dwa produkty tej marki i nawet nie wiecie jak bardzo później żałowałam, że nie wzięłam ich więcej. Zarówno czyścik jak i maseczka sprawdziły się u mnie rewelacyjnie. Ogromnym plusem jest ich naturalny skład, co dla mnie jest ważnym kryterium wyboru.


BIOLAVEN - Naturalny szampon do włosów (Recenzja)

Zdecydowanie rok 2017 był rokiem testowania szamponów naturalnych. Praktycznie całkowicie zrezygnowałam z szamponów z silnymi detergentami SLS i SLES. Próbowałam mycia odżywką, niestety nawet na moich suchych włosach ta metoda się nie sprawdziła. Miałam wrażenie, że włosy są oblepione i niedomyte. Natomiast ten szampon jest bardzo skuteczny, ale zarazem delikatny. Nie przesusza włosów, świetnie się po nim rozczesują. Tak naprawdę mogłabym nie używać odżywki ani olejku na końcówki, ale oczywiście zawsze to robię :)


EQUILIBRA - żel aloesowy (Recenzja)

Żele aloesowe to moje ogromne odkrycie minionego roku. Testowałam kilka i najlepiej sprawdził mi się ten z Equilibra. Ma on też najlepszy skład jesli chodzi o produkty, które mamy dostępne na rynku. Moją ulubioną metodą jest wymieszanie żelu aloesowego z kilkoma kroplami ulubionego olejku i takie własnoręcznie zrobione serum wklepuję w wilgotną skórę i dopiero na to aplikuję krem. Jest to świetna dawka nawilżenia.


BANDI PROFFESIONAL Tricho Estetic - Peeling do skóry głowy (Recenzja)

W 2017 roku odkryłam peelingi do skóry głowy. Wcześniej próbowałam je wykonywać domowymi sposobami np cukrem, ale było to dla mnie zbyt czasochłonne i problematyczne. Peeling trychologiczny z mocznikiem okazał się strzałem w 10!  Stan mojej skóry głowy bardzo się poprawił, gdyż przestała ona być taka sucha i swędząca. W tym roku chciałabym przetestować podobny produkt z Bionigree.



 BIELENDA Multi Essence (Recenzja)

Trochę sceptycznie podeszłam do wersji dla skóry tłustej i mieszanej. Bałam się, że będzie mnie przesuszać i już miałam go oddać siostrze. Jak dobrze, że tego nie zrobiłam bo esencja okazała się moim wielki hitem pielęgnacyjnym. Fajnie nawilża skórę, zmiękcza i przygotowuje ją do dalszych etapów. Niestety chyba produkt został wycofany ze sprzedaży, gdyż niedawno kupowałam jego zapas w cenie na do widzenia. Wersja różowa, teoretycznie do skóry suchej, nie jest aż tak dobra.


 LILY LOLLO Romantic Rose (Recenzja)

Jestem maniaczką produktów do ust i mam ich naprawdę bardzo dużo. Oczywiście lubię matowe pomadki i często ich używam. Ale jeśli chcę mieć pomalowane usta, ale jednocześnie wypielęgnowane to sięgam własnie po naturalną pomadkę z Lily Lollo. Ma świetny skład pełen olejów, które dbają o nasze wargi. Pomadka jest bardzo komfortowa w noszeniu - jak balsam do ust. Poza tym ma przepiękny kolor, który pasuje do każdego makijażu.


MAKEUP REVOLUTION  Chocolate & Peaches

Przyznam się, że pokochałam paletki czekoladowe. Lubię je za piękne kolory, pigmentację i łatwość w używaniu. Długo zastanawiałam się nad kupnem palety Sweet Peach z Too Faced. W końcu zrezygnowałam, gdyż nie robię makijażu oczu codziennie (chociaż się staram) i wolałam taką ilość pieniążków przeznaczyć na coś innego , choćby dobrą pielęgnację. W tym roku moim makijażem, chociaż nie tylko moim, zawładnęły oczywiście ciepłe odcienie. Mam ciepły odcień karnacji więc czuję się rewelacyjnie we wszystkich brzoskwiniach, burgundach i karmelach. W tej palecie jest wszystko czego potrzebuję, a duże lusterko sprawia, że jest to również idealna paleta do podróżowania.


BLEND IT!

Gąbeczki do makijażu całkowicie zdominowały mój makijaż. Nie przepadałam za aplikacją podkładu pędzlem - zawsze efekt był dla mnie zbyt ciężki, warstwa podkładu zbyt gruba. Dużo bardziej podobał mi się efekt, który osiągałam nakładając palcami. Zmieniło się to, gdy trafiłam na blend it. Gąbeczka daje bardzo delikatny i naturalny efekt, aplikuje cienką warstwę podkładu. Dla mnie idealnie. Chętnie bym przetestowała w tym roku oryginalny Beauty Blender.



I to już wszyscy moi ulubieńcy tamtego roku. Ciekawa jestem, czy ich znacie i czy lubicie tak bardzo jak ja? 

A co Was zauroczyło w minionym roku?

Emi

stycznia 17, 2018

MIYA Lekki olejek do oczyszczania twarzy, oczu i ust.

MIYA Lekki olejek do oczyszczania twarzy, oczu i ust.
Witajcie!

Jakiś czas temu bardzo głośno zrobiło się o kosmetykach marki MIYA. Pojawiały się one niemalże wszędzie. Są to kosmetyki o bardzo prostych i naturalnych składach. Asortyment marki też cały czas się powiększa. Obecnie oprócz czterech kremów do twarzy znajduje się też serum oraz dwie esencje. Mnie najbardziej zainteresował olejek do demakijażu oraz krem do twarzy call me later, który jest na bazie masła shea.

Jeśli mnie czytacie, to wiecie, że uwielbiam zmywać makijaż olejami dlatego nie mogłam nie przetestować kolejnego z nich. Jak wypadł na tle innych produktów, które używałam?



INCI : Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Decyl Oleate, Polyglyceryl-3 Diisostearate, Sorbitan Laurate, Prunus Armeniaca (Apricot) Kernel Oil, Rubus Idaeus (Raspberry) Seed Oil, Crambe Abyssinica Seed Oil, Tocopheryl Acetate, Parfum (Fragrance), Limonene.

Bazą olejku jest olej ze słodkich migdałów, znajdziemy w nim także olej z pestek moreli i malin, olejek abisyński oraz witaminę E. Dodatkowo w składzie znajdują się także dwa emulgatory, które mają sprawić, że zmyjemy olejek tylko za pomocą ciepłej wody.

Olejek jest zamknięty w plastikowej buteleczce z wygodną pompką. Pompka przez cały czas używania produktu działała bez zarzutu i nie zacinała się. W opakowaniu znajduje się 140 ml olejku, co jest niezbyt dużą pojemnością. Produkt ma bardzo przyjemny, delikatny i owocowy zapach. Po wyciśnięciu jest on dosyć gęsty nawet po rozgrzaniu w dłoniach. Rozprowadzony na twarzy łączy się z podkładem i jeszcze bardziej gęstnieje. Przyznam, że nie jest to najmilszy do rozprowadzania na skórze produkt. Przez tę gęstość dłonie nie suną łatwo po skórze, trudno jest nim wykonać dokładny masaż twarzy. Mimo, że zawiera emulgatory to mam wrażenie, że nie zmywa się samą wodą i zostawia na skórze oleistą powłokę. Mi to absolutnie nie przeszkadza, gdyż przyzwyczaiłam się do olejków bez emulgatora. Ale jeśli w składzie ten emulgator jest, a nawet i dwa to oczekiwałabym, że produkt będzie się zmywał w całości. Dużym plusem produktu jest jednak to, że jest on skuteczny. Już po pierwszym umyciu twarzy olejkiem i zmyciu jego nadmiaru mydłem aleppo skóra jest bardzo dobrze oczyszczona. Ja jednak zawsze ponawiam ten rytuał, aby dokładnie usunąć wszystkie resztki kosmetyków z mojej twarzy. Jestem natomiast bardzo zaskoczona, że tak szybko zużyłam ten produkt. Starczył mi jedynie na miesiąc używania. I mimo, że używałam go niemal codziennie wieczorem to uważam, że skończył się zdecydowanie zbyt szybko. Myślę, że jest to związane z jego gęstością i tym tępym rozprowadzaniem na skórze, musiałam go nakładać dosyć sporo (2-3 pompki) abym mogła komfortowo rozpuścić makijaż. Inne tego typu olejki były rzadsze i starczały mi na co najmniej 2-3 miesiące używania. Dlatego, mimo naprawdę skutecznego działania produktu, raczej więcej po niego nie sięgnę.

Jestem obecnie w trakcie testowania różnych olejków do demakijażu. Chcielibyście post zbiorczy, porównawczy z moją opinią, które lubię najbardziej?

Jaki olejek ciekawi Was najbardziej? O którym chcielibyście przeczytać?

Dotychczas używałam:




Pozdrawiam
EMI


stycznia 13, 2018

Droga do minimalizmu kosmetycznego. Ile kosmetyków posiada blogerka urodowa cz. 1 WŁOSY

Droga do minimalizmu kosmetycznego. Ile kosmetyków posiada blogerka urodowa cz. 1 WŁOSY
Witajcie!

Czy zastanawialiście się kiedyś ile kosmetyków posiada blogerka urodowa? I czy w ogóle możliwe jest przetestowanie i zużycie wszystkiego przed końcem terminu? 

Na początku, zanim jeszcze założyłam swojego bloga, czytałam inne, oglądałam fimy na YT. Nagle okazało się, że wszystko MUSZĘ przetestować, wszystko CHCĘ mieć. Jeszcze wtedy mała była moja wiedza na temat składów kosmetyków, a także potrzeb mojej skóry także wiele rzeczy po prostu mnie zawodziło. Gdy założyłam już swojego bloga, to doszły paczki ze współprac, spotkań blogerskich, wymianek. Ktoś by pomyślał...SUPER!!! Ja też. Jednak po pewnym czasie zaczęło mnie to przytłaczać. Ta niepewność, co teraz otworzyć... krem nr 2 czy nr 10. Taka błaha sprawa, a jaki wprowadzała stres w moje życie.

Dodaj napis


Już jakiś czas temu podjęłam decyzję, że zmieniam swoją pielęgnację na bardziej naturalną. To bardziej ograniczyło ilość produktów, które trafiają na moją listę zachcianek. Kosmetyki, które dostaję na spotkaniach od razu segreguję i te, które nie trafiają w mój gust lub potrzeby skóry po prostu rozdaję rodzinie, koleżankom.

W tamtym roku postanowiłam wprowadzić postanowienie o ograniczeniu zakupów i redukcji swoich zapasów. Udało mi się je zmniejszyć aż o 30% (mimo uczestnictwa w kilku spotkaniach blogerskich i współprac) Nie jest idealnie, ale porównując rok 2017 z wcześniejszymi widzę, że kupuję DUŻO mniej, a moje zakupy są bardziej przemyślane. Regularnie prowadzę zeszyt w którym skreślam produkty zdenkowane, a dopisuję zakupione. Jak widzicie regularnie, co miesiąc publikuję projekt denko oraz nowości. To również pomaga mi się kontrolować. 

W tym roku motywacją ma być także przeprowadzka do nowego mieszkania, a nie chciałabym wszystkiego ze sobą tachać :)



Niemniej jeszcze długa droga przede mną. Chciałabym Wam dzisiaj pokazać pierwszą część moich zapasów, czyli moje zbiory włosowe. Jeśli macie pytania o konkretne produkty. Piszcie śmiało :)


SZAMPONY:



Jeśli chodzi o włosy, to chciałabym całkowicie przejść na naturalną pielęgnację. Jak widzicie mam sporo szamponów zwykłych, ale myję nimi włosy 2-3 razy w miesiącu dlatego bardzo długo schodzi mi ich zużycie. Garnier Fructis Oil Repair 3 Butter bardzo ładnie pachnie, jak chyba wszystkie szampony z serii Fructis. Dobrze się pieni i myje włosy. Jednak używany przy każdym myciu obciążał nawet moje suche włosy. To pewnie zasługa maseł i olejków, które ma w składzie. Jednak używany raz na jakiś czas dobrze sobie radzi nawet ze zmyciem oleju. Pharmaceris Seria H Szampon micelarny kojąco-nawilżający do włosów i skóry głowy nie zawiera SLS. Co prawda lepiej się sprawdził niż wersja do łupieżu tłustego, ale nie jest jakiś rewelacyjny. Może się spodobać osobom, którym naturalne szampony nie odpowiadają, ale jednak chcą coś delikatniejszego niż tradycyjny produkt.  Natura Siberica szampon z efektem laminacji włosów: ma pomarańczowy kolor i pachnie owocowo. Bardzo dobrze radzi sobie z domywaniem olei, czy masek. Nie obciąża włosów, bardzo ładnie odbija je od nasady. Nie zauważyłam jednak tego efektu laminacji. 

Dwa szampony z Dove: Pure Care Dry Oil oraz Regenarate Naurishment dostałam w ramach testów . Na razie czekają na swoją więc nie potrafię o nich nic powiedzieć.

MASKI, ODŻYWKI:


Na chwilę obecną nie posiadam żadnej naturalnej odżywki ani maski. Niestety nie znalazłam jeszcze takiej, która by dostatecznie nawilżyła i dociążyła moje włosy. Za to maska Garnier Fructis  Oil repair 3 Butter jest dla mnie produktem idealnym. Świetnie nawilża i wygładza włosy, są po niej takie miękkie i błyszczące. Odżywka Dove Pure Care Dry Oil tak jak i szampon cały czas czeka na użycie. Natomiast o odżywce  Garnier Ultra Doux z Cudownymi Olejkami mam bardzo mieszane uczucia. Niedawno zużyłam całą, miała swoje plusy, ale chyba jakoś mocno mnie nie zachwyciła.

PIELĘGNACJA SPECJALNA





Jeśli chodzi o pielęgnację dodatkową to staram się regularnie używać peelingu na skórę głowy. Bardzo lubię te na bazie kwasów, mocznika, czy enzymów roślinnych. Obecnie posiadam oczyszczający peeling trychologiczny Pharmaceris. Jest to peeling mechaniczny, bardzo skuteczny, ale przy mojej ilości i gęstości włosów niestety dosyć problematyczny. Wcierka Jantar z wyciągiem z bursztynu stosowana regularnie przynosi naprawdę świetne efekty. U mnie spowodowała wysyp baby hair. Szkoda, że nie jestem regularna w jej stosowaniu :(  Schwarzkopf Essence Ultimate Omega Repair to balsam upiększający, który stosuję na końcówki. Bardzo fajnie dyscyplinuje włosy bez ich obciążania.

OLEJE:


Nie wyobrażam sobie mojej pielęgnacji bez olejowania włosów. To ono uratowało je przed ogromnym przesuszeniem i puchem. Obecnie staram się nakładać olej minimum raz w tygodniu na godzinę. Olej Khadi na porost włosów zawiera w sobie wyciągi z ziół. Ma bardzo specyficzny, ziołowy zapach, co nie każdemu przypadnie do gustu. Miło się go aplikuje za pomocą pipety. Nakładam na skalp i długość . Trudno jest mi się wypowiadać o efektach, gdyż moje włosy same z siebie rosną dosyć szybko. Nacomi maska to tak naprawdę mieszanka 7 olei zamknięta w butelce z pompką. Użyłam jej dopiero raz lub dwa więc trudno mi coś więcej powiedzieć. 


STYLIZACJA:


Jest to grupa, której bardzo rzadko używam. Na co dzień nie stylizuję włosów. Lakier Schwarzkopf Got2 Be Volumania ma piękny, malinowy zapach. Całkowicie inny niż standardowe lakiery. Got 2 be puder unosi włosy u nasady i nadaje im objętości, działa trochę jak suchy szampon chociaż trochę się klei i dzięki temu utrwala fryzurę. Stosuję raczej latem, gdy skóra głowy się poci. Schwarzkopf Got 2 Be Playfull oraz Goldwell Texture Style to kremy stylizujące. Używam ich, gdy kręcę loki (czyli bardzo rzadko) lub plotę warkocze i nie chcę żeby krótkie włoski mi odstawały.

I to już wszystkie produkty, które aktualnie posiadam. Część z nich jest już na wykończeniu, część czeka na swoją kolejkę. Chciałabym w swojej łazience mieć dwa szampony: naturalny+zwykły; odżywkę/maskę i olejek do zabezpieczania końcówek.

A Wy jakie produkty do włosów w swoich zapasach posiadacie?

Pozdrawiam
Emi
Copyright © 2016 Uroda Według Blondynki , Blogger