października 18, 2017

COSNATURE- olejek o zapachu włoskiego deseru

COSNATURE- olejek o zapachu włoskiego deseru

Witajcie!


Po raz kolejny miałam możliwość przetestowania kosmetyków naturalnych marki Cosnature. Tym razem zdecydowałam się na krem rumiankowy z solanką oraz olej migdałowo - kokosowy.

Jak wiecie oleje to nieodłączny element mojej pielęgnacji wiec bardzo szybko wzięłam się za jego testy.




Składniki: HELIANTHUS ANNUUS SEED OIL, DICAPRYLYL ETHER, SIMMONDSIA CHINENSIS SEED OIL, COCOS NUCIFERA OIL , PERSEA GRATISSIMA OIL, PRUNUS AMYGDALUS DULCIS OIL, CALENDULA OFFICINALIS FLOWER EXTRACT, PARFUM, TOCOPHEROL, LINALOOL, LIMONENE, COUMARIN, BENZYL ALKOHOL.

Olej jest zamknięty w niewielkiej buteleczce z dziurką. Aplikacja produktu jest bardzo wygodna,gdyż otwór ten nie jest zbyt duży i możemy wylać taką ilość produktu jaką potrzebujemy.

Głównym atutem produktów Cosnature jest ich naturalny skład. Nie znajdziemy tutaj ani zapychajacej parafiny ani wazeliny. To, co jest charakterystyczne to ich bardzo intensywne zapachy. Mi to szczególnie nie przeszkadza, ale dla osób wrażliwych rzeczywiście może być to dokuczliwe. Muszą na to zwrócić uwagę również alergicy. Kiedy pierwszy raz nałożyłam ten olej na ciało i położyłam się spać mój mąż zapytał ... kiedy jadłaś tiramisu? 😂 To jego ulubiony deser więc jak mogłam go nie poczęstować.

Tak! Olejek ten pachnie właśnie tym deserem, a konkretnie migdałowym likierem amaretto który jest do niego dodawany...wielu osobom na pewno skojarzy się także z takim olejkiem migdałowym, dodawanym kiedyś do ciasta. Nie jest to zapach niemiły, ale jednak bardzo słodki i intensywny.
Moją ulubioną metodą jego aplikacji jest nałożenie na jeszcze wilgotną skórę po prysznicu. Po chwili delikatnie osuszam ciało ręcznikiem. Momentalnie skóra jest świetnie nawilżona, odżywiona i pachnąca. Jest to zdecydowanie najszybszy sposób i dla mnie najmniej męczący. A jak wiecie nie lubię się balsamować.

Olejek szybko się wchłania i nie jest na skórze mocno tłusty, ale przez jakiś czas pozostaje na skórze tworząc poślizg. Dzieki temu można spokojnie wykorzystać go do masażu ręcznego lub bańka chińską. To świetny sposób na ujędrnianie ciała,ale także na jego rozluźnienie i relaks.

Produkt przetestowałam również jako olej do włosów. I w tej roli również sprawdził się bardzo dobrze. Jeśli wasze włosy lubią olej kokosowy i słonecznikowy to może być to dobry wybór. Moje włosy po nim były miękkie, lejące i nawilżone. Bardzo ładnie się układały, a tem słodki zapach utrzymywał się do kolejnego mycia.

Podsumowując to bardzo dobry i wielofunkcyjny produkt. Dlatego właśnie lubię stosować w swojej pielęgnacji rożnego rodzaju oleje. Dodatkowym plusem jest jego korzystna cena oraz dostępność. Produkty Cosnature możecie znaleźć w Hebe , Drogerii Natura oraz drogeriach internetowych.



października 13, 2017

NOWOŚCI #9 WRZESIEŃ 2017

NOWOŚCI #9 WRZESIEŃ 2017
Witajcie!

Z góry przepraszam za moją nieobecność zarówno tutaj jak i na instagramie

W październiku moje życie zawodowe zostało wywrócone nogami do góry. Dostałam nowe stanowisko i nowe obowiązki. Cały czas dużo się uczę, dużo wyjeżdżam, a w związku z tym mam niewiele czasu na internet. Ale mam nadzieję, że w przeciągu miesiąca-dwóch uda mi się wszystko ustabilizować i będę pojawiać się regularnie.

A tymczasem zapraszam Was na nowości Września :)



ZAKUPY




Na samym początku miesiąca skończył mi się olej do demakijażu z Orientany dlatego postanowiłam wypróbować coś nowego. Tym razem wybór padł na pastę z Fresh&Natural. Pasta ma bardzo charakterystyczny zapach i dobry skład choć przyznam, że zaskoczyło mnie to, że można zmyć ją samą wodą. Kupiłam ją w Drogerii Novaya.




W sklepie Skin79 skusiłam się na dużą obniżkę kosmetyków azjatyckich. Wreszcie do mojego koszyka trafiły słynne już produkty Benton, a mianowicie toner z żelem aloesowym oraz emulsja, która zawiera w sobie śluz ślimaka oraz jad pszczeli.




W Biedronce przyciągnęła mnie szafa Bell. Rozświetlacz nr 02 wygląda na skórze bardzo delikatnie i naturalnie, nadaje jej lekki blask. Natomiast róż jest w bardzo stonowanym, nieco przydymionym kolorze i świetnie nadaje się do codziennych makijaży.



Również w Biedronce sięgnęłam po masło do ciała Herbal Care z lawendą i mleczkiem waniliowym. Produkt ma naprawdę bardzo gęstą i zbitą konsystencję masła oraz intensywny zapach lawendy. Myślę, że osoby wrażliwe na zapachy nie będą zadowolone, może on być dla nich zbyt męczący. Cieszę się, że w tym produkcie nie ma parafiny.


Pod koniec miesiąca Hebe zorganizowało promocję 1+1 na produkty Nacomi. Jako ogromna fanka tych świetnych kosmetyków nie mogłam się nie skusić. Wybrałam mieszankę olei do olejowania włosów, gdyż mój Vianek sięga dna oraz scrub o zapachu słodkich wafli, bo przecież peelingów nigdy za wiele. Zdradzę Wam, że scrub najchętniej wyjadłabym łyżeczką z opakowania :D




W Superpharm nie mogłam się oprzeć promocji -50% na kosmetyki I heart Makeup. Kupiłam paletę w cudownych, ciepłych odcieniach czyli Chocolate&Peaches.

WSPÓŁPRACE


Organizatorzy Meet Beauty Conference przysłali nam paczkę niespodziankę wraz z zaproszeniem na przyszłoroczną, czwartą już edycję konferencji. W paczce znalazły się trzy produkty marki Dove: szampon do włosów farbowanych, antyperspirant w sprayu oraz mydło w piance. Na razie używałam jedynie antyperspirantu i jego orzeźwiający, gruszkowy zapach jest świetny! 

Oczywiście datę zapisów na konferencję już wpisałam do kalendarza, co i Wam polecam uczynić.



Z portalu wizaz.pl otrzymalam do przetestowania zestaw Mixa Hyalurogel w skład którego wchodzi żel do mycia twarzy oraz krem. Tak jak z żelem bardzo się polubiłam tak niestety krem zaczynam podejrzewać o zapychanie ze względu na dużą zawartość gliceryny. Na razie go odstawiłam, ale na pewno dam mu szansę.



 

Po raz kolejny otrzymałam także paczkę od Michała z bloga Twoje Źródło Urody z kosmetykami niemieckiej marki Cosnature. Tym razem do testów wybrałam sobie krem z rumiankiem i solanką oraz olejek do ciała migdał&kokos, który sprawia że pachnę jak pewien słynny włoski deser...ale tę historię usłyszycie już niebawem.


NAGRODA:











Natalia  z bloga Elfnaczi zrobiła mi ogromną przyjemność wybierając moją osobę jako laureata konkursu na jej IG. Dzięki temu w bardzo szybkim tempie trafiła do mnie przesyłka z kosmetykami kolorowymi Freedom Makeup. W paczce znalazła się paleta do konturowania twarzy wraz z pędzlem, duo do makijażu brwi oraz to co mnie cieszy najbardziej, czyli mnóstwo produktów do makijażu ust: trzy pomadki w płynie oraz paleta kremowych szminek.

Natalia, jeszcze raz bardzo dziękuję! 

 Oczywiście testy kosmetyków już się odbyły i zastanawiam się, czy nie pokazać Wam na blogu efektów tej zabawy i zrobić post w stylu "pierwsze wrażenie".

Chcecie?

Pozdrawiam
Emi

października 04, 2017

Denko # 9 Wrzesień 2017

Denko # 9 Wrzesień 2017
Witajcie!

Wrzesień już za nami. Od kilku dni mamy już jesień pełną gębą. Niestety aura też iście jesienna i niezbyt przyjemna.

A skoro mamy nowy miesiąc to pora także wyrzucić wrześniowe śmieci. Znalazło się tutaj kilka kosmetyków mojego męża, który nawet podzielił się ze mną swoją opinią. 

1. Eveline Dermapharm Slim Extreme 4D Professional, Koncentrat Antycellulitowy. Bardzo przyjemny w konsystencji kosmetyk, lekki i żelowy. Szybko się wchłaniał. Dobrze nawilżał i przy regularnym stosowaniu ujędrniał skórę. Natomiast ja nie bardzo wierzę w to działanie antycellulitowe, uważam że nawet zwykły olejek regularnie stosowany przyniesie takie same efekty. Większe znaczenie ma tutaj po prostu regularne masowanie. Nie wspominam już o odpowiedniej diecie i aktywności, bo to według mnie podstawa. Nie cierpię tego efektu chłodzenia, także na pewno go nie kupię.

2. No. 36 Spray chłodzący do stóp. Bardzo lubię takie produkty latem. Przynosi ulgę zwłaszcza podczas upałów. Chętnie kupię w przyszłym roku.

3. FussWohl płyn do kąpieli stóp z mocznikiem. Bardzo lubię sole i płyny relaksujące do kąpieli stóp. Stosuję je zawsze, przed zrobieniem pedicure. Taka kąpiel stóp zmiękcza zrogowaciały naskórek przez co łatwiej go usunąć oraz zmiękcza skórki wokół paznokci, które następnie usuwam patyczkiem. Chętnie jeszcze kiedyś do niego wrócę, ale obecnie używam soli z Delii.

4. Holika Holika Lazy&Joy. Krem do rąk w uroczym opakowaniu z puddingiem. I rzeczywiście miał konsystencję oraz słodki zapach budyniu. Mała tubka idealnie pasowała do torebki. Krem delikatnie otulał skórę dłoni, ale nie pozostawiał na niej ani tłustej ani lepkiej warstwy. Bardzo dobrze nawilżał. Chętnie wypróbuję inne koreańskie kremy do rąk, ten był moim pierwszym. Obecnie kończę krem z Make Me Bio.


5. Receptury Babuszki Agafii, maska drożdżowa. Zdecydowanie jedna z moich ulubionych masek do włosów. Ma dosyć rzadką konsystencję więc trzeba nauczyć się z nią pracować. Ale po jej użyciu włosy są gładkie, miękkie i lśniące. Dodatkowo pięknie pachną. Na pewno jeszcze ją kupię. Obecnie używam maskę Biovax Perły i Kawior.

6. Alterra , szampon przeciwłupieżowy. Delikatny szampon bez sls. Mimo tego bardzo dobrze, ale łagodnie oczyszczał skórę głowy. Nie zawierał zapachu więc nie powodował podrażnienia skalpu. Dobrze radził sobie z łupieżem, nie powodował świądu. Został zużyty przez mojego męża.Na pewno jeszcze kiedyś mu go kupię. 


7. Sylveco, peeling enzymatyczny. Świetny peeling o cytrusowym zapachu. Ma kremową, oleistą konsystencję. Najlepsze efekty przynosi 3-minutowy masaż twarzy. Najlepsze efekty przynosił, gdy ten masaż robiłam Foreo Luna. Wówczas buzia była bardzo gładka i delikatna. Wszelkie kosmetyki, czy maseczki wchłaniały się idealnie.Chętnie do niego wrócę, to pierwszy peeling enzymatyczny z którym się polubiłam. Obecnie używam mikrodermabrazję z Mincer.

8. Mincer Vita-C Infusion, krem do twarzy. Krem o bardzo bogatej, maślanej konsystencji. Miał delikatny, cytrusowy zapach. Mimo, że na opakowaniu jest napisane, że jest to krem dzień/noc to uważam, że jego konsystencja jest zbyt treściwa na dzień. Nawet na mojej skórze lubiącej się przesuszać podkłady po prostu szybko się świeciły. Natomiast bardzo chętnie używałam go wieczorem. Nałożony grubszą warstwą idealnie odżywiał i nawilżał moją skórę. Rano była ona bardzo miła w dotyku i gładka.Myślę, że jeszcze wrócę do tej serii kosmetyków, gdyż świetnie mi się sprawdziła. Obecnie używam kosmetyków Benton.

9. Vianek, odżywczy krem do twarzy na dzień. To ulubiony krem mojego męża. Miał zarówno wersję na dzień jak i na noc. Kremy mają wygodne opakowania z pompką airless. Mają lekko pomarańczowy kolor i owocowo pachną. Jak to kremy tej firmy mają bogatą konsystencję i naturalny skład pełen olei i maseł. Nie każdej skórze będzie to odpowiadało więc koniecznie weźcie próbki.M. stwierdził, że chętnie dalej by je używał. Obecnie ma krem z granatem z Cosnature.

10. La Roche Possay Toleriane Ultra. Bardzo lubię kremy pod oczy w opakowaniach z pompką. To było dosyć dziwne, bo w środku znajdowała się jeszcze foliowa torebka i krem wyciskał się próżniowo. Niestety dla mnie był on zbyt lekki, świetnie nadawał się na dzień, pod korektor. Na noc potrzebuję jednak czegoś bardziej "maślanego".Obecnie używam krem z olejem arganowym Nacomi.

11. Mincer Vita-C Infusion, serum z wit. C. Jedno z lepszych serum z tą witaminą jakie kiedykolwiek stosowałam. Wygodna pipeta ułatwia jego aplikację. Skóra po nim była świetnie nawilżona i wygładzona. Drobne przebarwienia zostały rozjaśnione, a cała skóra zyskała niezwykły blask, takiej zdrowej promiennej cery.Tak jak pisałam wcześniej, chętnie wrócę do tej serii.



12. Skin79, Animal Mask, Sucha Małpa. Bardzo lubię maski w płachcie, o czym mogliście przeczytać w ostatnim poście.
Niestety te maski, oprócz tego, że zabawnie wyglądają nie zrobiły na mnie żadnego wrażenia. Płachta była dobrze wycięta, dobrze nasączona i świetnie przylegała do skóry. Niestety po zdjęciu jej z twarzy nie dała mi jakiegoś dużego nawilżenia. Także trochę się zawiodłam na nich. Kupię, ale zdecydowanie inne maski w płachcie.

13. Holika Holika maseczka oczyszczająca. Tak jak pisałam w recenzji zbiorczej była nijaka. Ani nie oczyściła, ani nie nawilżyła jakoś specjalnie mojej skóry.

14. Hada Labo Tokyo, maska nawilżająca. Powiem Wam, że to bardzo dobre maski w płachcie. Są świetnie nasączone, esencja bardzo szybko wchłania się w skórę. Po zdjęciu maski cera była napompowana wodą i bardzo miła w dotyku. To świetna alternatywa jeśli nie chcecie zamawiać masek online, a macie dostęp do Rossmanna. Kupię na pewno w jakiejś promocji.

15. Tołpa, Dermo Face Hydrativ, dwuetapowy zabieg oczyszczająco-kojący. Saszetka zawierała peeling enzymatyczny o bardzo dziwnej konsystencji. Niestety nie zauważyłam po nim jakiegokolwiek efektu wygładzenia skóry. Maska, którą nakładało się po peelingu również była bardzo słaba. Po jej użyciu nie widziałam żadnych efektów.

16. Dermaglin, maseczka oczyszczająco-odżywcza. Szczerze mówiąc nie rozumiem fenomenu masek tej marki. Dla mnie są one bardzo przeciętne i dużo lepsze efekty przynoszą mi maski, które sama ukręcę z glinki i oleju. Nie kupię. Obecnie mam gotową maskę węglową z Eveline.



17. Fresh&Natural, Sól borowinowa. Ach! Co to był za świetny produkt. Idealnie nadaje się jako kąpiel relaksująca po ciężkim dniu lub po forsującym treningu - na obolałe mięśnie i zakwasy. Zapach jest nieco specyficzny, bo to mieszanka borowiny oraz lawendy, ale wsypana do ciepłej wody świetnie koi nerwy i rozluźnia mięśnie. Kupię lub zrobię własną wersję.

18. Batiste Tropical, suchy szampon. Nie cierpię tej wersji zapachowej, jest dla mnie mdła i męcząca. Szampon jest jednak skuteczny i przedłuża świeżość włosów. Natomiast stosuję go bardzo sporadycznie, gdyż niestety podrażnia moją skórę głowy, powoduje świąd i łupież. Nie kupię więcej, mam jeszcze wersję floral.

19. Wellnes&Beauty Mango&Kokos, czyli mój ulubiony peeling drogeryjny. Ma dobry skład, piękny słodki zapach, chętnie bym go wręcz wyjadła łyżeczką z opakowania. Przy tym drobinek cukru jest dosyć sporo więc dobrze ścierają martwy naskórek. Dodatek oleju kokosowego sprawia, że skóra jest powleczona nawilżającą warstwą i nie musimy już stosować balsamu. Dla mnie ekstra i często do niego wracam. Obecnie stosuję peeling kawowy z Nacomi.


I to już tym razem wszystkie moje zużyte produkty.

Ciekawa jestem, czy któryś z tych produktów mieliście i jak Wam się sprawdzał?
A może któryś szczególnie Was zainteresował?

Buziaki
Emi

października 01, 2017

Holika Holika - recenzja maseczek z Asian Box 4

Holika Holika - recenzja maseczek z Asian Box 4
Hej!

Azjatycka pielęgnacja na dobre zagościła mojej łazience. Uwielbiam demakijaż olejami, pokochałam pianki do mycia twarzy oraz żelowe tonery wklepywane w wilgotną skórę. Azjatyki słyną z niepowtarzalnych konsystencji oraz dziwnych składników. Dlatego chętnie wprowadzam do swojej pielęgnacji nowe kosmetyki. I także dlatego skusiłam się na Asian Box vol.4 . Niestety box mnie trochę rozczarował pod względem zawartości. Niemniej jednak wszystkie produkty w nim zawarte zostaną przeze mnie wykorzystane.

Mój pierwszy Asian Box.

W boxie przede wszystkim znalazło się bardzo dużo masek płachcie. Uwielbiam ten rodzaj maski, gdyż są bardzo wygodne i łatwe w użyciu. Nie trzeba ich zmywać (w większości przypadków), a po dobrej masce nie muszę już nic nakładać.




Sok na dobry początek.

Maseczkę z serii Juicy miałam już kiedyś okazję używać, ale w wersji pomidorowej. Wersja z miodem okazała się świetna. Pięknie pachniała miodem, tak słodko, naturalnie. Całe szczęście esencja nie okazała się lepka. Po zdjęciu maski skóra była bardzo dobrze nawilżona i odżywiona . Esencji w opakowaniu było bardzo dużo. Ja zawsze te nadwyżki wsmarowuję w szyję i dekolt. Naprawdę polecam maseczki z tej serii, pomidorowa też była bardzo fajna, ale zdecydowanie delikatniejsza niż ta. Chętnie wypróbuje inne warianty.


Coś do oczyszczania.

Zestaw oczyszczający do twarzy. Pierwszym etapem jest chusteczka do zmywania zanieczyszczeń. Jest ona mocno nasączona płynem i bardzo dobrze daje sobie radę ze zmyciem makijażu. Można nią zmyć także makijaż oczu, gdyż nie powoduje szczypania. Świetnie sprawdziła mi się na wyjeździe. Drugim etapem jest maska w płachcie, która ma za zadanie oczyścić pory, a następnie je zwęzić. Niestety po jej użyciu nic takiego nie zauważyłam. Była ona bardzo przeciętna i nie zauważyłam, aby jakoś nawilżyła moją skórę.


Ahhh te zaskórniki.

Wrażenia nie zrobił na mnie również zestaw do oczyszczania zaskórników na nosie. Co prawda nie mam z tym problemu, ale postanowiłam go przetestować na nosie mego męża. Pierwszym etapem jest  plaster, który ma za zadanie otworzyć i rozpulchnić zanieczyszczone pory. Następnie nakładamy na 15 minut plaster, który po tym czasie zrywamy zdecydowanym ruchem. Ma on oczyścić i niejako wyrwać wszelkie zanieczyszczenia, które widzimy jako czarne kropki na nosie. Chyba nie jest to zbyt przyjemne doznanie. Na końcu nakładamy plaster z esencja, która pory obkurcza. Na całość trzeba poświecić ok 30-40 minut. 
Efekt: żaden 😔


Fenomen ślimaka.

W pudełku znalazłam też Intensywnie nawilżającą i regenerującą maskę ze śluzem ze ślimaka. I rzeczywiście właśnie tak ona działała. Moja cera bardzo lubi ten składnik. Jest po nim mocno nawilżona, wygładzona i jakby rozpulchniona. Bardzo lubię te maseczki i chętnie do nich wracam.

Dużo i kolorowo.

Największą ilość masek stanowiły te z Serii Essence. Bardzo podobają mi się ich opakowania. Są kolorowe, z wyraźnymi zdjęciami i łatwo można znaleźć tę, która chcemy użyć. Na duży plus  jest także ich otwarcie, gdyż mamy zawinięty jeden rożek. Łatwo nim otwieramy całą maskę bez użycia nożyczek. Maski są świetnie nasączone, ale nie kapie z nich, ani nie zostaje dużo płynu w opakowaniu. Jest to odpowiednia ilość płynu. Bawełniana maska jest cieniutka i świetnie przylega do skory. Niestety kilka masek było niezbyt dobrze wyciętych, dziury na oczy było bardzo duże. Ale takie maski trafiły mi się chyba ze 2 może 3. 

Miałam wiele rodzajów tych masek i muszę stwierdzić, że ich działanie jest bardzo do siebie podobne. Przede wszystkim świetnie nawilżają cerę. Jest ona po nich idealnie napompowana wodą i bardzo miła w dotyku. Jednak było kilka masek, które wyróżniły się swoim działaniem.

Maska różana. Pierwsze co mnie urzekło po jej otwarciu to przepiękny różany zapach. Maska bardzo dobrze koi podrażnienia i zaczerwienienia cery. Nada się dla osób z cerą naczynkową czy wrażliwą.

Maska cytrynowa miała przede wszystkim bardzo dobre właściwości odświeżające oraz wybielające cerę. Myślę, że stosowana regularnie mogłaby uporać się z przebarwieniami potrądzikowymi.

Maska z masłem shea. Zdecydowanie moja ulubiona. Moja skóra uwielbia ten składnik i wchłonęła esencję jak gąbka. Esencja którą była nasączona była jakby gęstsza, bardziej kremowa. Ta maska świetnie odżywiała moja skore i nie musiałam już po niej stosować kremu.

Maska z zieloną herbatą oraz maska z ogórkiem. Obie były bardzo delikatne, ale świetnie nawilżały i odświeżały skórę. Były idealne podczas lata. Miały niezbyt mocny, ale odświeżający zapach.

Efekty przy regularnym używaniu.

W związku z tym, że miałam tych masek naprawdę dużo, to postanowiłam na swojej skórze wypróbować ich działanie przy regularnej aplikacji. Co prawda nie robiłam tego codziennie, ale 3 razy w tygodniu, czyli średnio c drugi dzień. Starczyło mi tych masek na ok miesiąc. W tym czasie nie używałam innych masek. Przed każdą aplikacją robiłam delikatny peeling. I muszę Wam przyznać, że moja skóra była rewelacyjnie nawilżona. Często borykam się z przesuszeniami na brodzie i policzkach. A podczas tej kuracji wszystkie te moje bolączki całkowicie zniknęły. Przestałam mieć problem ze zmarszczkami w okolicach oczu oraz zmarszczką na czole, które pojawiają mi się zawsze, gdy moja skóra krzyczy "PIĆ!"

Minusem takiej kuracji może być jej cena, gdyż maski w płachcie są dosyć drogie, nawet za te najtańsze musimy zapłacić w polskich sklepach 8-10 zł/szt. Jednak na pewno warto polować na okazje i kupować sety masek w promocyjnej cenie. Ja też często nasączam własne płachty swoimi własnoręcznie stworzonymi esencjami (np sokiem z aloesu i ulubionym olejkiem). Taka maska stosowana regularnie również przynosi bardzo dobre efekty.

A Wy, używacie masek w płachcie?
Czy preferujecie raczej te zwykłe, kremowe?

Miłej niedzieli!
EMI


września 26, 2017

Make Me Bio - puder do mycia twarzy.

Make Me Bio - puder do mycia twarzy.
Witajcie!

Dokładne oczyszczanie twarzy to podstawa pięknej cery. O ile wieczorem sięgam po głębiej oczyszczające produkty, o tyle rano wybieram te delikatne. Czasem tylko przecieram twarz tonikiem, a czasem używam delikatnej pianki, która zmyje nałożoną na noc maskę czy olej. Niemniej jednak cały czas szukam produktu i metody idealnej. Jakiś czas temu takim wyborem wydawał mi się puder z Make Me Bio, ale czy rzeczywiście się polubiliśmy?




Składniki/Ingredients (INCI): Kaolin (Biała Glinka), Avena Sativa (Owies) Flour*, Lavandula Angustifolia (Lawenda) Flower Oil*, Rosa Damascena (Róża Damasceńska) Flower Extract*   *z upraw organicznych.

Puder dostajemy w bardzo ładnym słoiczku z ciemnego szkła. Takim samym jak kremy tej marki. Sama szata graficzna tych produktów bardzo mi się podoba. Jest minimalistyczna i bardzo prosta,   przejrzysta. Wewnątrz znajdziemy sypki produkt. Wygodnie by było gdyby miał dołączona miarkę. Ja stosowałam plastikową miarkę do glinek - pamiętajcie, aby w przypadku tego składnika nie używać metalu.


Tak jak i wszystkie kosmetyki Make Me Bio, tak i puder ma bardzo dobry skład. Jest on krótki i naturalny. Znajdziemy w nim głównie białą glinkę i mąkę owsianą. Dodatkiem jest olejek lawendowy oraz ekstrakt z róży,  ale puder nie ma intensywnego zapachu. Dla mnie pachnie on po prostu glinką lub np kredą taką jak do tablicy.


Już jakiś czas temu czytałam wiele dobrego o myciu twarzy glinką białą.  Jest to bardzo delikatny sposób, który nie podrażnia skóry, a jednocześnie skutecznie ją oczyszcza i zmniejsza pory. Dzięki tej metodzie twarz ma pozostać na dłuższy czas matowa,  ale nie  przesuszona. Natomiast mi ta metoda nie bardzo przypadła do gustu. Co prawda sama cera po użyciu tego produktu była  naprawę przyjemna i miła w dotyku. Jako poranne mycie produkt sprawdził się naprawdę ok. Natomiast bardzo irytowała mnie sama procedura. Dużo czasu zajęło mi dojście do idealnych proporcji i do konsystencji, która by mnie zadowoliła.  Dlatego często rezygnowałam z tego pudru, a za jakiś czas do niego wracałam. Poza tym niestety uważam, iż jest to produkt bardzo niewydajny. Żeby uzyskać konsystencję pasty, którą dobrze mi się myło twarz musiałam użyć tego pudru rzeczywiście sporo. Glinka jest gładka i dobrze zmielona natomiast są w niej takie nieprzyjemne grudki, (może to te płatki owsiane) które również zniechęciły mnie do tej metody.


Natomiast przy regularnym stosowaniu samo działanie bardzo pozytywnie mnie zaskoczyło. Skóra nie była wysuszona, ale za to ładnie oczyszczona, a pory zwężone. Jednocześnie jest to metoda na tyle delikatna, że nie podrażnia naczynek, a wręcz ładnie łagodzi cerę. Szczególnie jeśli wymieszamy puder z odpowiednim hydrolatem. Jednak na pewno nie wrócę do tego produktu, gdyż jest on bardzo prosty do przygotowania w domu i wyjdzie bardziej ekonomicznie. Trochę też mnie irytowało to codzienne przyrządzanie pasty. Na pewno jednak wrócę do tej metody i przygotuje taki puder lub po prostu gotowa pastę sama.


Jeśli jednak macie skórę wrażliwą i szukacie delikatnego i naturalnego oczyszczania to myślę, że ta metoda i ten gotowy produkt Wam się spodoba.


Pozdrawiam

Emi

Post nie jest sponsorowany, a produkt kupiony przeze mnie.


września 21, 2017

Złoto Maroka zamknięte w Oleju Arganowym

Złoto Maroka zamknięte w Oleju Arganowym
Witajcie!

Pielęgnacja olejkami to od jakiegoś czasu bardzo silny trend na rynku kosmetycznym. Nie ukrywam, że sama bardzo mocno się tym trendem inspiruje. W moim domu zawsze jest kilka buteleczek czystego oleju. Zawsze wybieram te naturalne, bez dodatku parafiny . Przyznacie, że  niektóre oleje w drogerii to sama parafina, a te drogocenne składniki są gdzieś na szarym końcu. Wybieram najczęściej czyste oleje lub mieszankę kilku. Stosuje codziennie na twarz, raz w tygodniu na włosy,  gdy nie chce mi się używać balsamu to na wilgotne ciało. Naturalny olej zastępuje mi wiele kosmetyków i sprawdza się przy tym świetnie. Ale ważne, aby znaleźć odpowiedni produkt, który polubi się z naszą skóra i włosami. Oczywiście oleje możemy podzielić na rodzaje ze względu na długość schnięcia czy komadogenność. Warto się tym kierować przy wyborze jednak zawsze dopóki nie przekonamy się na własnej skórze to nie będziemy mieć pewności jak dany rodzaj działa.

Płynne złoto.

Olej Arganowy, mam wrażenie że to właśnie od niego zaczął się ten cały szał na pielęgnację olejami. Jest nazywany płynnym złotem Maroka i to on ma być magicznym produktem, który zapewnia tamtejszym kobietom nieskazitelna cerę i lśniące włosy.



Olejek arganowy 100%
Pielęgnuje skórę, włosy, skórę głowy i paznokcie

Opis produktu: 
Olejek arganowy to nieocenione źródło piękna dla Twojej skóry. Bogaty w nienasycone kwasy tłuszczowe (80%), skwalan, karoteny oraz witaminę E korzystnie wpływa na odpowiednie nawilżenie, elastyczność oraz odżywienie skóry co pomaga zachować jej młody, zdrowy wygląd. Olejek arganowy ma wiele innych dodatkowych właściwości. Polecany jest również do wcierania w skórę głowy i końcówki włosów w celu ochrony przed działaniem słońca. Jest niezastąpiony w pielęgnacji zniszczonej skóry dłoni oraz kruchych paznokci..

Opakowanie: 
30 ml

Sposób użycia: 
Ciało: Nanieś kilka kropli olejku na twarz, szyję i dekolt, a następnie wmasuj delikatnie w skórę. Skóra głowy i włosy: Stosować przed umyciem głowy. Wetrzyj porcję olejku w skórę głowy i włosy, załóż czepek, a następnie owiń ręcznikiem. Po 20 minutach umyj głowę. Włosy: Niewielką ilość olejku rozetrzyj w dłoniach, a następnie wetrzyj w końcówki wilgotnych lub suchych włosów. Dłonie i paznokcie: Kilka kropli olejku wmasuj w skórę dłoni i paznokcie. Produkt nie zawiera substancji zapachowych. Produkt przebadany dermatologicznie.




Nie szata zdobi kosmetyk...

...ale w przypadku kosmetyków naturalnych, a tym bardziej olei opakowanie jest bardzo ważne. Powinno być wykonane z ciemnego szkła, które ograniczy przenikanie światła i utlenianie się witamin. Co prawda nie trzymam go w lodówce, ale dbam o to aby stał w ciemnym i chłodnym miejscu. Zabezpieczy to produkt przed zepsuciem oraz jełczeniem.

Na duży plus jest buteleczka z pipetą. Lubię tego typu opakowania, szczególnie jeśli chodzi o produkty do twarzy, gdyż mogę sobie dozować odpowiednią ilość kropelek. Jeśli chce go nałożyć na włosy to po prostu wylewam z buteleczki bezpośrednio na dłoń.

Jak ja go stosuję.

Najczęściej używam ten olejek na twarz. Mieszam kilka kropli z żelem aloesowym i taką mieszankę nakładam na twarz. Stanowi to dla mnie takie serum nawilżające. Szybko się ono wchłania, fajnie zmiękcza i wygładza skórę , ale jednocześnie zawartość olejku jest na tyle nieduża że zbyt mocno nie natłuszcza. Dopiero na tę mieszankę nakładam docelowy krem na noc. Rano wystarczy mi tylko ta mieszanka. Jest bardzo lekka i w przypadku mojej suchej skóry świetnie sprawdza się jako baza pod makijaż.

Jeśli używam go na włosy to stosuję typowe olejowanie, czyli nakładam go na lekko zwilżone kosmyki mniej więcej od wysokości ucha. Zostawiam na jakiś czas, zależy ile go mam, ale minimum 30 minut. Potem nakładam odżywkę lub maskę również na 15-30 minut. Na koniec myję delikatnym szamponem, spryskuję delikatną odżywką w sprayu i nakładam olejek na końcówki. Włosy po użyciu są świetnie nawilżone, odżywione i miękkie.

Moja opinia.

Przyznaję, że olejek arganowy nie jest moim ulubionym olejem. Moja skóra zdecydowanie bardziej lubi olej rokitnikowy, czy jojoba. Nie jest to zły kosmetyk, ale po prostu po innych widzę zdecydowanie większe odżywienie i wygładzenie mojej cery. Aczkolwiek przy tym oleju również widzę pozytywne działanie, choć nie tak mocne. Nie spowodował u mnie ani podrażnienia, ani zapchania cery co też jest na duży plus. Dużo bardziej z tym produktem polubiły się moje włosy. Były po nim bardzo miękkie i błyszczące. Oczywiście przy moich dosyć już długich i gęstych włosach ta mała buteleczka starczyła jedynie na kilka użyć. 

Tak, jak wspomniałam na początku, dobór odpowiedniego oleju jest kwestią bardzo indywidualną. Jeśli Wasza skóra lubi się z olejem arganowym to jak najbardziej go Wam polecam. Jest on dobrej jakości, ma wygodne opakowanie.

Olej możecie kupić w sklepie Diagnosis w cenie 37,90 zł

Lubicie naturalne oleje?

Jaki jest Wasz ulubiony?


Post powstał przy współpracy z firmą Diagnosis jednak nie miało to wpływu na moją opinię o kosmetyku.

września 17, 2017

Lirene Mgiełka Brązująca z ekstraktem z bursztynu i olejem z karotki

Lirene Mgiełka Brązująca z ekstraktem z bursztynu i olejem z karotki
Witajcie!

Lato w tym roku nas nie rozpieszcza. Dosłownie na palcach jednej ręki mogłabym policzyć dni podczas których było naprawdę gorąco.  Co prawda nie jestem ogromną fanką wylegiwania się plackiem na plaży,  ale lubię delikatnie musunięta słońcem skórę.  Zawsze udało mi się to osiągnąć po prostu przebywając w letnim ubraniu na zewnątrz np na rowerze czy na żaglach. W tym roku niestety niewiele było takich dni gdy mogłam być na łódce tylko w kostiumie lub na rowerze w szortach.  Ale nie skupiajmy się na tym czego zmienić i tak nie możemy. Mamy przecież samoopalacze!



Lirene Mgiełka Brązująca -  zachwyciła mnie już swoim pięknym wyglądem. Ma ona dwufazową formułę.  Jedna część jest przeźroczysta, a druga bursztynowa. Jedna część jest wodna, a druga olejowa.  Dlatego przed każdym użyciem produktu należy dobrze wstrząsnąć butelką, aby zmieszać obie fazy i stworzyć emulsje.  Całość jest zamknięta w przeźroczystym opakowaniu z plastiku z atomizerem w postaci sprayu. Nie byłam zbytnio zachwycona tym atomizerem, gdyż inny samoopalacz tego typu kompletnie się u mnie nie sprawdził. Atomizer wiecznie się psuł i nie chciał pryskać. Dlatego do tego produktu podeszłam z ogromną rezerwą.  Ale niepotrzebnie. Atomizer działa bardzo sprawnie.  Niestety nie możemy przekręcić butelki. Ale jeśli jest trzymana pionowo to działa bez zarzutu.  

Dużym plusem tego produktu jest duża zawartość naturalnych olei. Fajnie, że  nie zostały one zastąpione tanim olejem mineralnym. Mamy tu wysoko w składzie gliceryne , ale także olej słonecznikowy czy olej z karotki. Jest też wspomniany przez procudenta ekstrakt  z bursztynu. I tę zawartość olei naprawde czuć.  Co prawda na początku produkt wydaje się tłusty,  ale bardzo szybko się wchłania.  Także skóra po jego użyciu jest bardzo przyjemna w dotyku,  gładka i świetnie nawilzona.  Spokojnie mógłby być to dla mnie jedyny produkt do stosowania po kąpieli.  

Aplikacja samoopalacza jest bardzo łatwa. Łatwo się rozprowadza,  chociaż ja i tak używam do tego dłoni. Nie tworzy smug.  Efekt po jednym użyciu jest bardzo delikatny.  Ale używany 2 razy w tygodniu ,tak jak zaleca producent daje efekt złotej, zdrowej opalenizny. Zapach kosmetyku jest bardzo delikatny, nieco pwrfumeryjny. Niestety po kilku godzinach daje się wyczuć ten specyficzny zapach samoopalacza aczkolwiek nie jest on bardzo intensywny.

Minusem tego produktu jest na pewno jego atomizer. Musimy niestety pamiętać, aby butelkę trzymać pionowo. Inaczej nie chce niestety działać, co mnie irytuje. Mgielki mają też to do siebie, że  rozpryskują się po całym otoczeniu. Dlatego nakładanie go w łazience na płytkach może być ryzykowne. Stają się one śliskie od olejku. Ja po prostu aplikuje go w wannie, która następnie splukuje. 

Podsumowując.  Nie spodziewałam się tego, ale polubiłam  się z tą  mgiełka.  Spokojnie mogę ja nałożyć nawet rano, gdyż nie pachnie mocno samoopalacza, szybko się wchłania i nie brudzi ubrań.  Poza tym naprawdę sprawia, że skóra wygląda lepiej,  ale jest także lepiej nawilzona. To takie bursztynowe słońce zamknięte w małej butelce. 

Pozdrawiam!
Emi 💋



Copyright © 2016 Uroda Według Blondynki , Blogger