listopada 12, 2017

Marion- Moc warzyw!

Marion- Moc warzyw!
Witajcie!

Dietetycy zalecają spożywanie w ciągu dnia 5 porcji warzyw. Najlepiej do każdego posiłku. Nic w tym dziwnego, gdyż warzywa są ogromną skarbnicą witamin i mikroelementów, a przy tym (przynajmniej większość z nich) zawierają mało cukru i kalorii. Bardzo popularne są maseczki owocowe, a firma Marion zaskoczyła nas trzema maseczkami warzywnymi.

Jakiś czas temu otrzymałam od firmy Marion niezwykle zabawną i kolorową paczuszkę. Nie wiem jak Wam, ale mi ona od razu skojarzyła się z wiosną. W paczce znalazły się chusteczki zwilżone różnego rodzaju. Zawsze noszę taki produkt w torebce. Były tam też maski do włosów farbowanych, oraz cała seria kosmetyków z węglem aktywnym.



Jednak największym zaskoczeniem dla mnie były własnie te maski warzywne. Mają one bardzo ładne i kolorowe opakowania. Maseczki są kremowe, świetnie rozprowadzają się na twarzy i bardzo ładnie pachną. Są one na zasadzie masek całonocnych. Ja tak zrobiłam z pierwszą maską, którą użyłam, czyli marchewkową i niestety następnego dnia pojawiło mi się kilku nieprzyjaciół. Ale pozostałe maski zmywałam po wchłonięciu i absolutnie nic takiego się nie działo. Moja skóra wręcz piła te maski. Mimo, że w saszetce jest dużo maski, spokojnie starczyłaby na 2 razy, ja nakładałam ją grubą warstwą na twarz i szyję. Po zalecanych przez producenta 30 minutach na mojej skórze prawie tej maski nie było, została wchłonięta. Ale zmywałam delikatnym żelem jej pozostałości i już bez nakładania czegoś więcej szłam spać. Rano buzia była fajnie nawilżona i odżywiona.


Szczerze mówiąc nie zauważyłam jakiejś ogromnej różnicy między działaniem poszczególnych masek. Wszystkie działają jak taki mocny, skoncentrowany w składniki odżywcze krem. Najbardziej spodobała mi się maska dyniowa. Pięknie pachniała imbirem i było to dla mnie bardzo relaksujące doświadczenie. Maska szpinakowa, mam wrażenie że była troszkę rzadsza od swych sióstr i miała troszkę słabsze działanie. 





Podsumowując maseczki Marion bardzo przypadły mi do gustu. Myślę, że chętnie do nich wrócę jeśli moja skóra będzie potrzebowała zastrzyku odżywienia, a w szczególności do maski z dyni i z marchewki. Jeśli lubicie kremowe maseczki, to serdecznie Wam e polecam.

Pozdrawiam 
Emi

Post powstał przy współpracy z marką Marion, ale nie miało to wpływu na moją opinię.

listopada 08, 2017

NOWOŚCI #10 Październik 2017/ Natura Siberica, Senelle, Marion, Helfy

NOWOŚCI #10 Październik 2017/ Natura Siberica, Senelle, Marion, Helfy
Witajcie!

Ostatnio rozprawiałam się z zeszłomiesięcznym denkiem, to żeby tradycji stało się zadość pora na nowości. 

Nie będzie tego dużo cały czas staram się zużywać to, co mam w zapas. Niemniej jednak kilka fajnych kosmetyków się pojawiło


W Rossmanie trafiłam na promocję mojej ulubionej esencji od Bielendy. Była po 6 zł więc wzięłam. O wersji zielonej mogliście już przeczytać, a teraz testuję różową.





Także w Rossmanie kupiłam szampon Natura Siberica z efektem laminowania oraz odżywkę Garnier Utra Doux z olejkiem kameliowym. Niestety wyjeżdżając do Poznania na szkolenie zapomniałam zabrać produkty do włosów i trzeba było coś kupić. Pierwsze wrażenie jest bardzo pozytywne, ale nie stosowałam tych produktów na tyle dużo (2-3 razy), żeby powiedzieć coś więcej.




Z portalu Wizaż.pl dotarł do mnie w ramach testów korektor pod oczy Perfect Match La Touche Magique. Ma piękne opakowanie i bardzo jasny kolor. Po produkcie w pędzelku spodziewałam się, że będzie miał znikome krycie. Moim zdaniem jest ono bardzo dobre.


Widzieliście już także piękną paczuszkę jaka dotarła do mnie od Senelle. Do testów wybrałam Peeling, Serum oraz Krem pod oczy. Kilka słów o firmie już się pojawiło, a pod koniec miesiąca pojawi się też cała recenzja.


Będąc w nowym sklepie Helfy w Warszawie zauroczył mnie ogrom wyboru kosmetyków naturalnych, rosyjskich, czy ekologicznych do sprzątania domu. Na pewno napiszę Wam relację z mojej wizyty w tym sklepie. Do swojego koszyka wrzuciłam czarną pastę Ecodenta oraz saszetkę z szamponem Babuszki Agafii (jest idealna na wyjazdy).

Natomiast od miłych Pań w sklepie otrzymałam miłą niespodziankę, czyli paczuszkę z produktami do przetestowania. Najbardziej ciekawią mnie produkty Khadi:olejek do ciała i twarzy z lotosem, olej na porost włosów oraz glinka z sandałowcem.


Dotarła do mnie także bardzo optymistyczna przesyłka od Marion. W kolorowym koszyczku znalazły się nowe maski warzywne, o których przeczytacie już w przyszłym tygodniu. Ale także kosmetyki do włosów, produkty z węglem aktywnym oraz chusteczki odświeżające. Na pewno dam Wam znać jak sprawdził się każdy z tych produktów.




Ciekawa jestem, co nowego pojawiło się u Was?

Pozdrawiam
Emi

P.S: W dniach 08-15.11 przebywam za granicą, z ograniczonym dostępem do internetu. Posty będą się pojawiać, ale na wszystkie wiadomości i komentarze postaram się odpowiedzieć po powrocie.

listopada 05, 2017

Denko #10 Październik 2017 / Kringle Candle, Nacomi, Holika Holika, Lumene, Madara.

Denko #10 Październik 2017 / Kringle Candle, Nacomi, Holika Holika, Lumene, Madara.
Witajcie,
 
Kolejny miesiąc się skończył i nieubłagalnie zbliżamy się do końcówki roku. Głupio się tak powtarzać, ale fakt jest taki, że czas leci jak szalony. A skoro mamy koniec miesiąca to znak, że pora rozliczyć się z kolejną porcją zużytych kosmetyków. A więc zaczynajmy!



1.      Kringle Kandle Set Sail. (Recenzja) Wiosną i latem świece palę dosyć rzadko. Tę kupiłam w tamtym roku w lipcu na urodziny. Bardzo mi się podoba design tych świec. W przeciwności do Yankie, których słoik w ogóle nie trafia w mój gust. Świeca miała bardzo miły orzeźwiający i lekki zapach… trochę jak wodna bryza. Dwa knoty sprawiły, że bardzo równomiernie się paliła i jak widzicie wypaliła się mi niemalże do samego końca. Na pewno jeszcze kupię tego typu świecę, ale może inny zapach. Chodzi mi po głowie mój ulubiony Autumn Rain lub Gray.

2.      Perfecta Trufle Czekoladowe. Dostałam ten produkt w prezencie. Fuj! Cóż to był za parafinowy oblepiacz Jeszcze może bym mu to wybaczyła, gdyby zapach był ładny, a tutaj niestety również klapa. Zapach raczej czekoladopodobny. Zużyłam do stóp.

3.      Avon, Planet SPA, Luxuriously Refining. Krem do twarzy z wyciągiem z kawioru. Krem miał perłowy kolor i lekką konsystencję. Kawior, jak to w Avon był gdzieś tam na szarym końcu. Zużyłam jako balsam do ciała.

4.      Nivea Lip Butter, Wanilla & Macadamia. Moje ulubione masełko do ust. Miałam 4 rodzaje tych masełek i te owocowe ( jagoda, kokos) mają dużo lżejszą konsystencję natomiast to oraz Karmel dużo bardziej treściwą i lepiej nawilżają. Szkoda tylko, że występują jedynie w słoiczkach. Przez to używałam ich tylko w domu , stały też na biurku w pracy. Chętnie jeszcze kiedyś kupię.



5.      Avon, Planet SPA , Carribean Escape. Bardzo lubię produkty do kąpieli z Avon. Co prawda nie mają świetnych składów, ani zaskakujących właściwości pielęgnacyjnych, ale ładnie pachną i dobrze się pienią. Ten zapach był taki uspakajający i kremowy. Naprawdę poczułam się jak w spa.

6.      Alterra, Pomarańcza & Wanilia, krem pod prysznic. Szczerze mówiąc nie bardzo wyczuwałam tutaj wanilię. Całość miała konsystencję i pachniała jak krem pomarańczowy. Żele Alterra są bardzo tanie i mają dobre składy. Musicie się jednak przygotować na to, że będą się słabiej pienić. Tak już jest z naturalnymi żelami. Zapach był bardzo ładny i odświeżający.

7.      Nacomi, Kokos, pelling kawowy. Bardzo długo chodziły za mną te peelingi, ale trochę odstraszała mnie ich cena. Swój produkt można zrobić przecież dużo taniej, tym bardziej że kawę piję niemalże codziennie. W końcu skusiłam się na niego w promocji w Hebe. Pachnie jak mocno posłodzona czarna kawa, mało wyczuwam tam nut kokosa. Użyty na lekko zwilżoną skórę świetnie ją złuszcza i wygładza. Stosowany regularnie zdecydowanie ujędrnia. Chętnie kupię, ale w promocji, inne warianty zapachowe.



8.      Vianek , Intensywnie odżywczy Krem na noc. To ulubiony krem mojego męża, sam go sobie wybrał z próbek które mu dałam. Użyłam tego kremu kilka razy, ma bardzo ładny owocowy zapach i fajną konsystencję. Uważam , że kremy Vianek świetnie się u Was sprawdzą jeśli potrzebujecie podstawowego kremu nawilżającego o dobrym składzie i nie macie dużych problemów z cerą.

9.      Pharmaceris N, krem pod oczy. (Recenzja) Pisałam o nim w rozczarowaniach. Krem bardzo podrażnił mi oczy. Piekły po nim i łzawiły. Szkoda, bo miał wygodne opakowanie z pompką i fajną konsystencję. Zużyłam na dekolt.

10.   Holika Holika, Skin & Good Cera, Toner i Emulsja. To te produkty zachęciły mnie do kupienia właśnie tego typu kosmetyków. Toner to mój ulubiony moment makijażu. Po nim widziałam największe nawilżenie. W dzień nic już na niego nie nakładałam. Natomiast ogromny minus za te opakowania. Próbki były dosyć spore, starczyły mi na ok. 2 tygodnie używania. Ale co z tego, skoro ten plastik jest tak twardy, że nie dało się go zgnieść. Musiałam wręcz wytrząchiwać zawartość… i to ten toner, który miał postać żelową. A emulsję musiałam wygrzebywać cienką szpatułką. Kompletnie nie do używania w podróży.

11.   Oilan Balance, Regenerujący krem ochronny do skóry suchej i podrażnionej. Krem miał bardzo dziwną konsystencję z takim jakby piaskiem w środku. Na początku myślałam, że jest zepsuty. Potem doczytałam się, że on taki jest. Ten piasek pod wpływem wmasowywania w twarz po prostu się rozpuszczał. Krem zostawiał na twarzy delikatną powłoczkę i rzeczywiście dosyć fajnie się sprawdził, gdy dostałam uczulenia na szyi i dekoldzie. Sprawiał, że skóra mniej swędzi. Potem używałam go na twarz, żeby zużyć , ale niestety słabo sobie radził z nawilżeniem cery.

12.   Lumene, maska oczyszczająca. (Recenzja) Bardzo dobry produkt. Maska na bazie białej glinki, oczyszczała bardzo delikatnie, a jednocześnie skutecznie.



13.   Isana, zmywacz do paznokci. Jeden z moich ulubionych, regularnie do niego wracam. Zawiera Aceton i świetnie nadaje się do zdejmowania lakieru hybrydowego.

14.   Cameleo, Jedwab do włosów. Unikam szamponów i odżywek z silikonem. Natomiast niewielka ilość tego składnika wtarta w moje włosy bardzo im służy. Jedwab bardzo ładnie wygładzał i nabłyszczał końcówki, sprawiał że włosy były dociążone i ładnie się układało. Dzięki wygodnej pompce mogliśmy nałożyć odpowiednią ilość produktu na końcówki. Zbyt duża ilość dawała wrażenie przetłuszczonej, nieświeżej fryzury.

15.   Cosnature, maska do włosów z olejem z avocado. Kosmetyki tej niemieckiej marki cały czas mnie bardzo pozytywnie zaskakują. Moje włosy bardzo lubią olej avocado. Maska miała fajną, kremową konsystencję i nie spływała z włosów. Po jej użyciu były miękkie i ładnie się rozczesywały. Może nie była jakaś wybitna, ale sprawdziła się całkiem nieźle.



16.   Missha, maska w płachcie z aloesem. Bardzo fajna maska. Płachta była cienka, dobrze nasączona i świetnie przylegała do skóry. Esencja dobrze się wchłaniała w skórę i pozostawiła ją miękką i bardzo dobrze nawilżoną.

17.   Bielenda, Matt Booster Jelly Mask. Jestem bardzo zawiedziona tą maską. Miała fajną konsystencję galaretki, przyjemnie się ją nakładało. Niestety Po zmyciu w ogóle nie czułam jej działania.

18.   Bielenda, oczyszczające maski metaliczne. Maski miały płynną konsystencję i na skórze bardzo szybko zasychały. Również nie czułam jakiegoś wielkiego działania tych masek. Jedynie maska niebieska nawilżyła moją skórę i byłabym skłonna kupić ją ponownie.

19.   Janda, Maska zastrzyk nawilżenia. Niestety kolejna kiepska maska. Miała fajną konsystencję, dobrze się wchłaniała. Bardziej jak po prostu krem niż mocno nawilżająca maska.

20.   Benton, shea butter and coconut cream. Bardzo fajny, treściwy krem pod oczy. Pachniał kokosem bardzo delikatnie, wyczuwałam w nim więcej nut masła shea. Zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie i chętnie bym go kupiła w pełnej wersji.

21.   So Bio, BB cream. Tak! To był strzał w 10. Byłam szczerze zaskoczona kryciem tego kremu. Tak pięknie dopasowuje się do skóry i wygląda na niej naturalnie, a jednocześnie ujednolica jej koloryt. Kryje wszelkie zaczerwienia i przebarwienia. Daje bardzo naturalne, lekko błyszczące wykończenie.


 
22.   Madara próbki kosmetyków. Jakiś czas temu ze strony Madara zamówiłam sobie set próbek. Ogólnie muszę powiedzieć, że kosmetyki bardzo pozytywnie mnie zaskoczyły. Mają bardzo dobre składy i miłe zapachy. Na tyle mi się sprawdziły, że myślę o zamówieniu boxa z tej hiszpańskiej marki. Bardzo spodobało mi się SOS Intense serum. Skóra była po nim napompowana i świetnie nawilżona, a podkład bardzo ładnie się prezentował. Zaskoczył mnie także Moon Flower Fluid. Miał bardzo lekką konsystencję, myślałam że będzie to lekki krem tonujący, a okazał się nieźle kryjącym podkładem. Na dodatek nawilżał cerę. Również seria SMART sprawdziła mi się bardzo dobrze. Nie obyło się jednak bez wtop. I taką okazał się podkład Sun Flower. Może to kwestia po prostu złego koloru, bo Golden Beige okazał się bardzo ciemny i pomarańczowy.




 
I to już całe październikowe denko. Ciekawa jestem, czy mieliście te produkty i czy u Was się sprawdziły? A może są to dla Was kompletne nowości?
 
Pozdrawiam
EMI 

listopada 01, 2017

Senelle Cosmetics - Rozkwitaj każdą porą roku

Senelle Cosmetics - Rozkwitaj każdą porą roku
Rozkwitaj każdą porą roku 

To hasło polskiej marki Senelle. Marka ta powstała z ogromnej pasji i miłości do naturalnych składników. Kobieta Senelle jest energiczna i odważna, dobrze zna swoją wartość. Chce podkreślać swoje piękno produktami najwyższej jakości. Głównymi składnikami aktywnymi jest Oléoactif® Pomegranate czyli unikalne połączenie wosku jojoba oraz wyciągu z kwiatu granatu oraz Oléoactif® DIAM aktywny kompleks lipidowy pozyskiwany z dębu korkowego i palmy kokosowej. Pierwszy z nich jest źródłem biofenoli ochronnych i zapobiega przed utratą wody. Drugi stanowi silnym antyoksydantem i walczy ze starzeniem się skóry.

Senelle Cosmetics


Z każdą porą roku pojawia się nowa seria produktów, która ma odpowiadać na potrzeby naszej skóry własnie w tym okresie. 

Senelle Sumer - powstała na bazie oleju z nasion pomidora, oleju lnianego oraz oleju ze słodkich migdałów. Składniki te chronią przed promieniowaniem UV oraz mocno nawilżają skórę. Mają także działanie łagodzące podrażnienia oraz oparzenia skórne.

Senelle Autumn - to aktualna kolekcja bazująca na oleju z pestek malin, oleju kukui oraz oleju z włoskich orzechów. Oleje te stanowią świetną ochronę przed słońcem, ale także i przed wiatrem i zimnem. Produkty z tej serii wspomagają barierę ochronną naskórka.

Pierwsze wrażenie:

Do przetestowania otrzymałam 3 kosmetyki. Z szerokiej gamy produktów wybrałam Rewitalizujące Serum Olejowe z serii Summer oraz Odnawiający Peeling Do Twarzy i Optymalizujący Krem Pod Oczy z serii Autumn. Produkty te były przepięknie zapakowane. Paczuszka była wypełniona siankiem oraz jesiennymi liśćmi. Byłam zachwycona designem tej przesyłki. Ale nie tylko paczka, ale też same produkty mają bardzo oryginalne, kartonowe pudełeczka z drewnianą podstawką. Na pewno wyróżniają się wśród innych kosmetyków.

Senelle Cosmetics

Senelle Cosmetics

Wszystkie trzy produkty wdrożyłam do swojej pielęgnacji już w poniedziałek. Po tych kilku dniach mogę powiedzieć , że mają przepiękne i relaksujące zapachy. Peeling sprawia, że skóra jest idealnie wypolerowana, a masaż serum olejowym to istna rozkosz dla zmysłów. Ale więcej dowiecie się pod koniec listopada. Chciałabym dać tym kosmetykom czas na wykazanie się. A moje rokowania są naprawdę dobre.

Pozdrawiam
Emi

października 28, 2017

Fresh&Natural pasta do mycia twarzy.

Fresh&Natural pasta do mycia twarzy.
Witajcie!

Każdy kto mnie choć trochę czyta ten wie, że moim ulubionym sposobem demakijażu jest ten za pomocą olejków. A ściślej  rzecz ujmując balsamu na bazie maseł i olei. Co prawda mam już pewnych ulubieńców (patrz mój własnoręcznie robiony balsam) ale cały czas szukam ciekawych kosmetyków. Firma Fresh&Natural bardzo zaskoczyła mnie jakością swoich produktów : soli borowinowej oraz korzennego peelingu dlatego, gdy na rynku pojawiła się tez pasta do mycia twarzy wiedziałam, że i ją chcę przetestować.




Pasta Fresh&Natural to unikalny, innowacyjny produkt do demakijażu i mycia twarzy. Mieszanka naturalnych olejów roślinnych dokładnie oczyszcza skórę, pozostawiając ją odświeżoną, delikatnie zmiękczoną, bez uczucia ściągnięcia i gotową do dalszych zabiegów pielęgnacyjnych. Pasta nadaje się do każdego typu cery. Taka forma oczyszczania nie narusza warstwy hydrolipidowej skóry, więc nie pobudzi gruczołów do nadmiernej produkcji sebum oraz nie pozbawi naskórka naturalnej ochrony.

Pasta znajduje się w wygodnym słoiczku z którego łatwo wyjąc odpowiednią ilość produktu. Pierwsze, co bardzo się rzuca po jego otwarciu, to intensywny  ziołowy zapach. Aczkolwiek możemy w nim wyczuć także nuty cytrusowe oraz szałwii. Jeśli używacie naturalnych kosmetyków to ten zapach jest według mnie bardzo miły. Osobom, które mąci dzień używają produktów perfumowanych może on się wydać zbyt aptekarski.

Jak wszystkie kosmetyki Fresh&Natural pasta ma naturalny skład. Znajdziemy w niej przede wszystkim masło kakaowe, oliwę z oliwek oraz olej rycynowy. Jako detergenty użyto delikatne środki myjące pozyskane z oleju kokosowego. Są one bezpieczne dla naszej skóry i oczu, ale jednocześnie dobrze ją oczyszczają. Dodatkowym wzmocnieniem oczyszczania są olejki eteryczne. Produkt jest hydrofilny, czyli nie pozostawia tłustej warstwy po zmyciu go wodą.

Mimo dużej ilości maseł produkt ma bardzo przyjemną konsystencje. Jest ona w firmie napompowanego powietrzem musu. Po rozgrzaniu w dłoniach zmienia się w olej, ale jest rzeczywiście trochę ciągnący. Pasta bardzo przyjemnie rozprowadza się po twarzy. Można nią zrobić dokładny masaż skory i oczu i dzieki temu porządnie doczyścić wszystkie zakamarki. Produkt nie szczypie ani nie podrażnia oczu. Na początku byłam trochę sceptycznie nastawiona do tego, aby spłukać go jedynie wodą. Dlatego po użyciu pasty myłam twarz jeszcze żelem. Jednak od jakiegoś czasu już tego nie robię i nie zauważyłam żadnych niespodzianek. Skóra jest świetnie umyta z wszelkich zanieczyszczeń i kosmetyków. Ale jednocześnie nie jest ona sucha ani ściągnięta . Bardzo mi się podoba taka forma demakijażu. Na pewno dużo bardziej niż płynne oleje.

Dlatego kolejny produkt Fresh&Natural spokojnie mogę wpisać na listę moich ulubieńców.

Znacie produkty tej polskiej marki? Może coś szczególnie polecacie?

Pozdrawiam
Emi 💋

października 20, 2017

Makijaż nowościami, pierwsze wrażenie.

Makijaż nowościami, pierwsze wrażenie.
Witajcie!

Pod ostatnim postem z nowościami miesiąca pytałam, czy chciałybyście makijaż nowymi produktami oraz moją krótką opinię o nich. Duża część osób była zainteresowana takim wpisem także postanowiłam go dla Was przygotować.


PRZYGOTOWANIE

Na twarz nałożyłam swoją ostatnio standardową pielęgnację, czyli toner oraz emulsję z Benton i odczekałam ok 20 min aż się wchłonie.


Następnie nałożyłam na twarz bazę rozświetlającą Bielenda Peral Base. Mam bazę różową, która ma za zadanie poprawić koloryt naszej cery. Mam ją już od jakiegoś czasu, zużyłam ok 1/3 opakowania i szczerze Wam powiem, że nie wiem co o niej myśleć. Jest to bardzo delikatny produkt. Lekko rozświetla skórę i lekko ją nawilża, aczkolwiek jeśli nałożymy matujący podkład to ten efekt znika. Natomiast bardzo fajnie wygładza skórę i sprawia, że podkład lepiej się na niej rozprowadza. Plus za to, że mnie nie zapchała.


TWARZ.

Podkład, którego użyłam to Pierre Rene Advanced Lift. Jest to bardzo fajny podkład nawilżający. Jego krycie jest raczej delikatne, ale można je zbudować do średniego. Na pewno nie poradzi sobie z problematyczną cerą, ale świetnie wyrównuje koloryt i tuszuje przebarwienia. Jak dla mnie to idealny, lekki podkład na co dzień. Jeśli chodzi o ujędrnienie o którym pisze producent to nic takiego nie zauważyłam.


Rzadko robię konturowanie na mokro, ale muszę przyznać, że polubiłam się z kredkami od Golden Rose. Pod oczy nałożyłam odrobinę Color Corrector Crayon nr 53 czyli w żółtym odcieniu. Bardzo ładnie neutralizuje zasinienia chociaż ja nie mam z tym problemu. Tam gdzie podkład nie poradził sobie z przebarwieniami dołożyłam odrobinę kredki Concealer&Corrector Crayon nr 04. Na policzki nałożyłam najciemniejszą kredkę Contour Crayon Face Shaping nr 22. Kredki są bardzo miękkie i kremowe. Można je bardzo łatwo rozblendować i nie tworzą plam ani smug.

Całość delikatnie przypudrowałam pudrem ryżowym Ecocera. Lubię ten puder za to, że świetnie utrwala makijaż, nie bieli twarzy. Używam go jednak tylko letnią porą, gdy jest ciepło i moja skóra ma większą tendencję do świecenia się. Zimą, gdy moja skóra robi się coraz bardziej sucha najczęściej pomijam w ogóle ten krok, albo używam delikatnego pudru.



Następnie użyłam nowości od Freedom Makeup czyli palety Pro Artist HD Hghlighter& Counturing Set. To bardzo fajne rozwiązanie dla osób, które na co dzień się konturują, gdyż mamy wiele odcieni w jednym miejscu i możemy je dowolnie mieszać. Rozświetlacze są raczej delikatne, bronzery mają ładne kolory. Każdy, myślę wybierze odcień idealny dla siebie. Dobrze się rozcierają i nie tworzą plam. Trzeba jednak uważać na te najciemniejsze, gdyż są mocno napigmentowane więc uważajcie z ich ilością.


Dalej na policzki trafiły dwa produkty z Bell, które kupiłam w Biedronce. Róż - 2 Skin Pocket Pressed Rouge to piękny, przybrudzony kolor. Jeśli przyjrzymy się mu bliżej to ma w sobie drobinki. Natomiast na twarzy ich nie widać. Daje on bardzo naturalny, lekko satynowy efekt na policzkach. Tak samo dzienny efekt daje rozświetlacz Perfect Strobing&Highlighter. Ma on lekko złotawe zabarwienie, a na twarzy daje delikatną taflę. Jeśli nie lubicie mocnych rozświetlaczy to jest to zdecydowanie produkt dla Was.




OCZY

Na powieki nałożyłam cienie z mojej nowej palety Chocolate&Peaches. Powiem Wam, że wręcz zakochałam się w tych ciepłych odcieniach. Bardzo lubię palety Makeup Revolution. Są one dobrze napigmentowane, a z cieniami bardzo łatwo się pracuje. Jeśli jeszcze nie macie własnej czekoladki to polecam, wybór kolorystyczny jest ogromny i na pewno znajdziecie tę odpowiednią dla siebie.

Zrobiłam także delikatną kreskę kredką ze Smashbox Always Sharp Waterproof Kohl Eyeliner RAVEN. To jest dopiero ciekawy produkt. Kredka sama się temperuje za każdym razem jak odkręcacie skuwkę. Poza tym jest bardzo miękka i łatwo zrobić nią fajną kreskę, można ją bez problemu rozetrzeć.

Rzęsy wytuszowałam mascarą L'Oreal Paradise Extatic. Bardzo zachwyciło mnie opakowanie tego tuszu. Jest piękne, w kolorze rose gold i na pewno cieszy oko. Bardzo przeraziła mnie jego klasyczna szczoteczka i mokra formuła. Na początku tusz ten bardzo zlepiał rzęsy i odbijał mi się na powiekach. Natomiast spokojnie dałam mu ze 2-3 tygodnie i obecnie jestem z niego zadowolona. Tusz świetnie podkreśla rzęsy i nadaje im objętości. Nie kruszy się i nie odbija, nie tworzy także efektu pajęczych nóżek.




BRWI

Nie lubię mocno i sztucznie wyrysowanych brwi. Moje naturalne są dosyć gęste i jak na blondynkę ciemne. Dlatego staram się nie przedobrzyć i podkreślić je jedynie delikatnie. Na co dzień używam jedynie Golden Rose Brow Color Tinted Eyebrow Mascara nr 03. Bardzo podoba mi się to, że tusz ten ma bardzo malutką spiralkę dzięki której możemy precyzyjnie wyczesać włoski. Ma ona także delikatny kolor, co mi bardzo odpowiada. 

Tym razem przed nałożeniem mascary postanowiłam trochę mocniej podkreślić brwi i użyłam Freedom Makeup Duo Bros Powder CARAMEL BROWN. To zestaw bardzo ładnych pudrów do brwi - ciemniejszego i jaśniejszego. Nie są one rude, ale nie są także strasznie zimne - u mnie np. Maybelline Color Tattoo wypadał niemalże zielono. Dwa kolory można dowolnie mieszać do uzyskania pożądanego koloru.


USTA

Nie bardzo lubię na swoich ustach brązy, czy beże. Jeśli stosuję nudziaki to raczej te z różowymi tonami. Tym razem postanowiłam to zmienić i ze wszystkich trzech płynnych pomadek Freedom Makeup Polska Pro Melts Lipgloss  wybrałam odcień BARE. Pomadki mają bardzo fajną konsystencję, taką musową, bardzo dobrze się rozprowadzają. Na ustach nie dają takiego mocno zaschniętego matu. Powiedziałabym, że są bardziej satynowe.  Są bardzo komfortowe w noszeniu natomiast nie są zbyt trwałe, szybko się zjadają i niestety w niezbyt ładny sposób. Dlatego jeśli planujecie obiad to polecam po nim poprawić pomadkę.

Pod pomadkę nałożyłam także bazę Golden Rose Prime & Prep Lipstick Base. Myślałam, ze to kolejny balsam na usta. Jednak bardzo się myliłam. Pomadka ma silikonową konsystencję. Na ustach tworzy powłokę, która wygładza wszelkie zagłębienia, czy zmarszczki. Przede wszystkim pomadkę idealnie się rozprowadza, nie podkreśla ona suchych skórek ani załamań. Baza lekko przedłuża trwałość makijażu naszych ust.





Całość makijażu możecie obejrzeć na moim INSTAGRAMIE (produkty mogą się minimalnie różnić, ale efekt był identyczny)



Pozdrawiam
Emi


października 18, 2017

COSNATURE- olejek o zapachu włoskiego deseru

COSNATURE- olejek o zapachu włoskiego deseru

Witajcie!


Po raz kolejny miałam możliwość przetestowania kosmetyków naturalnych marki Cosnature. Tym razem zdecydowałam się na krem rumiankowy z solanką oraz olej migdałowo - kokosowy.

Jak wiecie oleje to nieodłączny element mojej pielęgnacji wiec bardzo szybko wzięłam się za jego testy.




Składniki: HELIANTHUS ANNUUS SEED OIL, DICAPRYLYL ETHER, SIMMONDSIA CHINENSIS SEED OIL, COCOS NUCIFERA OIL , PERSEA GRATISSIMA OIL, PRUNUS AMYGDALUS DULCIS OIL, CALENDULA OFFICINALIS FLOWER EXTRACT, PARFUM, TOCOPHEROL, LINALOOL, LIMONENE, COUMARIN, BENZYL ALKOHOL.

Olej jest zamknięty w niewielkiej buteleczce z dziurką. Aplikacja produktu jest bardzo wygodna,gdyż otwór ten nie jest zbyt duży i możemy wylać taką ilość produktu jaką potrzebujemy.

Głównym atutem produktów Cosnature jest ich naturalny skład. Nie znajdziemy tutaj ani zapychajacej parafiny ani wazeliny. To, co jest charakterystyczne to ich bardzo intensywne zapachy. Mi to szczególnie nie przeszkadza, ale dla osób wrażliwych rzeczywiście może być to dokuczliwe. Muszą na to zwrócić uwagę również alergicy. Kiedy pierwszy raz nałożyłam ten olej na ciało i położyłam się spać mój mąż zapytał ... kiedy jadłaś tiramisu? 😂 To jego ulubiony deser więc jak mogłam go nie poczęstować.

Tak! Olejek ten pachnie właśnie tym deserem, a konkretnie migdałowym likierem amaretto który jest do niego dodawany...wielu osobom na pewno skojarzy się także z takim olejkiem migdałowym, dodawanym kiedyś do ciasta. Nie jest to zapach niemiły, ale jednak bardzo słodki i intensywny.
Moją ulubioną metodą jego aplikacji jest nałożenie na jeszcze wilgotną skórę po prysznicu. Po chwili delikatnie osuszam ciało ręcznikiem. Momentalnie skóra jest świetnie nawilżona, odżywiona i pachnąca. Jest to zdecydowanie najszybszy sposób i dla mnie najmniej męczący. A jak wiecie nie lubię się balsamować.

Olejek szybko się wchłania i nie jest na skórze mocno tłusty, ale przez jakiś czas pozostaje na skórze tworząc poślizg. Dzieki temu można spokojnie wykorzystać go do masażu ręcznego lub bańka chińską. To świetny sposób na ujędrnianie ciała,ale także na jego rozluźnienie i relaks.

Produkt przetestowałam również jako olej do włosów. I w tej roli również sprawdził się bardzo dobrze. Jeśli wasze włosy lubią olej kokosowy i słonecznikowy to może być to dobry wybór. Moje włosy po nim były miękkie, lejące i nawilżone. Bardzo ładnie się układały, a tem słodki zapach utrzymywał się do kolejnego mycia.

Podsumowując to bardzo dobry i wielofunkcyjny produkt. Dlatego właśnie lubię stosować w swojej pielęgnacji rożnego rodzaju oleje. Dodatkowym plusem jest jego korzystna cena oraz dostępność. Produkty Cosnature możecie znaleźć w Hebe , Drogerii Natura oraz drogeriach internetowych.

Pozdrawiam
Emi



Copyright © 2016 Uroda Według Blondynki , Blogger