sierpnia 19, 2017

NovaClear ATOPIS - wybawienie dla skóry suchej i atopowej

NovaClear ATOPIS - wybawienie dla skóry suchej i atopowej
Witajcie!

Jakiś czas temu otrzymałam od portalu ZBLOGOWANI propozycję przetestowania produktów marki Novaclear. Mimo, że nie mam skóry atopowej to często borykam się z przesuszeniem, a w porze wiosennej także z alergią. Dlatego bardzo chętnie zgodziłam się na te produkty. W ramach testów otrzymałam żel do mycia oraz krem.


PŁYN DO MYCIA TWARZY I CIAŁA ATOPIS FACE & BODY WASH 

Płyn delikatnie oczyszcza skórę bez naruszania jej naturalnej bariery. Unikalna formuła preparatu, oparta na innowacyjnym połączeniu organicznego oleju konopnego z ekstraktem z korzenia lukrecji, wykazuje wysoką skuteczność w pielęgnacji skóry suchej, wrażliwej i atopowej. Organiczny olej konopny odbudowuje warstwę hydrolipidową naskórka zapewniając jednocześnie skuteczne i długotrwałe nawilżenie (Omega 3-6-9). Ekstrakt z korzenia lukrecji łagodzi podrażnienia i eliminuje świąd. Gliceryna działa nawilżająco oraz ułatwia przenikanie składników aktywnych w głąb skóry. Pantenol przyspiesza procesy regeneracji naskórka. Witamina E chroni skórę przed niszczącym działaniem wolnych rodników. Płyn przywraca skórze komfort i ukojenie. Preparat przeznaczony do codziennej pielęgnacji skóry suchej, wrażliwej i atopowej.

Płyn znajduje się w miękkiej tubie o pojemności 200ml. Jest to bardzo wygodne opakowanie, produkt można wykorzystać do ostatniej kropli. Widziałam, że występuje również w butelce z pompką o pojemności 500ml. Sam produkt ma bardzo dziwną konsystencję. Jest ona żelowa, ale niejednolita, taka glutowata. Mi osobiście trochę przypomina rozwodniony kisiel. Nie zawiera on SLS więc nie pieni się na skórze, ale dobrze się aplikuje na ciało i łatwo rozprowadza. Produkt jest delikatny, według mnie nie zawiera zapachu, albo jest on minimalny. Mimo tej delikatności dobrze oczyszcza skórę, nie mam poczucia oblepienia skóry. Nie bardzo wierzę w działanie nawilżające oleju w produktach do mycia ciała. Mam wrażenie, że nie są one w stanie zadziałać przez tak krótki czas. Niemniej jednak nie wysusza skóry, po wyjściu spod prysznica czuję się komfortowo, nie mam uczucia ściągnięcia.



KREM NATŁUSZCZAJĄCO-NAWILŻAJĄCY DO TWARZY I CIAŁA ATOPIS HYDRO-CONTROL CREAM

Polecany do codziennej pielęgnacji i ochrony przed nawracającymi objawami nasilonej suchości i szorstkości skóry. Szybko się wchłania, nie pozostawiając na skórze i ubraniach tłustego filmu. Unikalna formuła kremu, oparta na innowacyjnym połączeniu organicznego oleju konopnego z ekstraktem z korzenia lukrecji, wykazuje wysoką skuteczność w pielęgnacji skóry suchej, wrażliwej i atopowej. Krem przywraca skórze naturalną fizjologiczną równowagę oraz optymalne nawilżenie i miękkość. Organiczny olej konopny odbudowuje powłokę hydrolipidową naskórka i uzupełnia uszkodzenia cementu międzykomórkowego zapobiegając transepidermalnej utrac ie wody (TEWL). Ekstrakt z korzenia lukrecji silnie wiąże wodę w naskórku, łagodzi podrażnienia i eliminuje świąd. Gliceryna nawilża skórę oraz ułatwia przenikanie składników aktywnych w głąb skóry. Alantoina chroni i regeneruje naskórek oraz działa przeciwzapalnie. Krem poprawia natłuszczenie i nawilżenie skóry.

Niestety krem do twarzy i ciała mniej mi się spodobał. A to przez jego skład, gdyż zawiera on paraffinę. Ja rozumiem, że osoby z wysuszoną i atopową skórą mogą lubić ten składnik , gdyż oblepia on skórę i zabezpiecza przed parowaniem wody z naskórka. Zabezpiecza to przed wysuszaniem skóry, ale jednocześnie tworzy złudne uczucie nawilżenia. Przez ten składnik nie odważyłam się nałożyć produktu na twarz, stosowałam go jedynie na ciało w formie balsamu. Niestety ta paraffina jest mocno wyczuwalna w produkcie. Balsam maże się i trzeba długo go wmasowywać , aby wchłonął się w skórę. Zostawia też na powierzchni tę charakterystyczną dla oleju mineralnego tłustą powłoczkę. Nie zauważyłam aby produkt jakoś intensywnie nawilżał. Znam zdecydowanie lepsze tego typu produkty, z bardziej naturalnym składem .

Podsumowując moją przygodę z produktami ATOPIS żel spodobał mi się i byłabym skłonna do niego wrócić, natomiast krem zdecydowanie nie przypadł mi do gustu ze względu na swój skład, ale także niewystarczające działanie nawilżające.

Nie mogę też nie wspomnieć o kiepskim zachowaniu samego portalu Zblogowani. Kontakt był świetny do czasu otrzymania ode mnie przesyłki. Mimo koperty bąbelkowej , żel był niedostatecznie zabezpieczony, otworzył się i po prostu się rozlał. Całość wyglądała żałośnie, kartoniki w których były produkty były rozmiękczone i wygniecione. Nie jest to najlepsza reklama produktu. Już nie wspominając o tym, że do testów została mi może z połowa żelu. Oczywiście od razu zrobiłam zdjęcie i wysłałam do Zblogowanych. Zostałam kompletnie olana i nie dostałam nawet informacji, że przepraszamy, następnym razem lepiej zabezpieczymy. Zero odzewu. To daje mi do myślenia, że może nie warto więcej brać udziału w ich akcjach. Nie są jedyną taką platformą.

Pozdrawiam
Emi



   

        zBLOGowani.pl
   

sierpnia 14, 2017

LUMENE - Moc arktycznej natury.

LUMENE - Moc arktycznej natury.
Witajcie!

Kto z nas nie lubi nowości?  Ja bardzo lubię. Dlatego bardzo się ucieszyłam , gdy podczas lipcowego See Blogers udało mi się dostać na wykład marki Lumene . Jej kosmetyki są mi całkowicie nieznane . Dlatego z miłą chęcią zgłosiłam się do akcji ich testowania.


Moc arktycznej natury...

Lumene to marka pochodząca z Finlandii. Podstawą jej kosmetyków jest krystaliczna woda arktyczna, która jest uznawana za najczystszą na świecie. Marka Lumene bardzo sprawnie łączy zdobycze najnowszej technologii z wyciągami naturalnymi. Do przetestowania otrzymałam trzy miniatury, które  są na tyle duże że można sobie wyrobić zdanie na temat tych kosmetyków. Świetnie sprawdziły się u mnie także na wyjeździe, gdyż zajmują mało miejsca w bagażu.


Lumene Valo,  Overnight Bright Sleeping Cream with Vitamin C.

Zacznijmy od kosmetyku,  który zrobił na mnie największe wrażenie. To krem na noc. Znajdziemy w nim ekstrakty z arktycznego rokitnika oraz maliny moroszki, które są bogactwem antyrodnikowych witamin A i E a także witaminę C. Za nawilżenie naszej skóry odpowiada gliceryna oraz kwas hialuronowy.

Mimo bogactwa składników aktywnych krem nie jest ciężki ani tłusty. Po nałożeniu dosyć szybko się wchłania pozostawiając na skórze komfortowy , nawilżający film. Rano moja skóra jest idealnie odżywiona i miękka.  Gdyby nie fakt, że mamy lato i codziennie nakładam krem z filtrem UV to, po przetarciu skóry tonikiem spokojnie mogłabym już nic nie używać.




Lumene Lahde Intense Moisturizer

Ale oczywiście używam. Do kompletu intensywnie nawadniający krem na dzień. Ten ma dużo lżejsza konsystencję.  Jest też mocniej perfumowany,  Ale  jest to ładny,  kosmetyczny i nieco luksusowy zapach. W kremie zostały przede wszystkim użyte składniki intensywnie nawilżające : wyciąg z arktycznej brzozy, kwas hialuronowy oraz ksylitol , a także te które zatrzymują wodę w głębi skóry czyli np betaina. Natomiast nowoczesna technologia hydro-technology tworzy na powierzchni skóry mikrosiateczkę wypełnioną substancjami nawilżającymi,  które są uwalniane przez cały dzień.

Krem ten jest bardzo lekki i szybko się wchłania. Mimo tego zostawia na skórze nawilżająca , lekko błyszczącą warstwę.  Skóra wygląda bardzo promiennie i zdrowo. Produkt fajnie współpracuje z moimi podkładami i kremami BB.  Nie zmienia ich trwałości ani koloru,  nie roluje się.





Lumene  Sisu Deep Clean Puryfing Mask.

Oczywiście uzupełnieniem każdej pielęgnacji jest regularne stosowanie masek do twarzy.  Marka Lumene proponuje nam maskę oczyszczająco - detoksykującą na bazie białej glinki. Zawarte w niej ekstrakty z kory arktycznej sosny oraz sęków arktycznego świerku chronią skórę przed wolnymi rodnikami odpowiedzialnymi za jej starzenie się. Dodatkowe działanie antyoksydacyjne oraz odżywcze mają oleje z arktycznej borówki brusznicy i czarnej jagody.

Maska ma bardzo kremową konsystencję i łatwo nakłada się na skórę.  Producent zaleca nakładać ja na 5-10 minut. Maseczka ma w sobie delikatne drobinki, które jednocześnie robią peeling twarzy. Nie zastyga ona na skorupę i łatwo ja zmyć wodą.  Po zmyciu skóra jest łagodnie oczyszczona i miękka. Co ważne, nie ma nieprzyjemnego uczucia ściągnięcia i wysuszenia, co może mieć miejsce w przypadku masek oczyszczających. Myślę że to zasługa zawartych w niej olei i tej arktycznej wody.



Muszę przyznać , że  kosmetyki Lumene bardzo pozytywnie zaskoczyły mnie swoją jakością. Szczególnie krem na noc po którym widzę naprawdę duża różnicę w nawilżeniu mojej cery. Na pewno będę te produkty testować dalej i dawać Wam znać. Przeglądałam ofertę Lumene i mają kilka produktów , które wyglądają zachęcająco. Bardzo zainteresowały mnie również kosmetyki kolorowe , które mają pielęgnować naszą skórę czyli makijaż hybrydowy. Możecie o nich przeczytać na stronie www.invisibleillumination.pl

Ciekawa jestem, czy znacie kosmetyki Lumene?
Czy tak jak ja dopiero po raz pierwszy się z nimi spotykacie?

Miłego dnia! 💋
Emi

sierpnia 12, 2017

SeeBlogers - czy naprawdę warto tam jechać? + kilka upominków od sponsorów.

SeeBlogers - czy naprawdę warto tam jechać? + kilka upominków od sponsorów.
Witajcie!

Pod koniec lipca miałam okazję uczestniczyć w największej konferencji dla twórców internetowych w Polsce , czyli See Blogers. Według organizatorów w konferencji brało udział 1500 blogerów . Całe wydarzenie miało miejsce w Gdyni i odbywało się w Parku Naukowo-Technologicznym w dniach 22-23.07. 
Ja do Gdyni wybrałam się już w piątek rano, aby na spokojnie odebrać identyfikator. Na miejscu spotkałam się z moimi weekendowymi współlokatorkami, czyli :


Niestety Trójmiasto przywitało nas bardzo brzydką i deszczową pogodą i ze zwiedzania w piątek nic nam nie wyszło. Na spacer wybraliśmy się dopiero późnym wieczorem.

Głównym celem były warsztaty...

W sobotę z samego rana wybrałam się na wykład Organizacja pracy blogera, czyli jak tworzyć szybciej, łatwiej i lepiej. Przyznam się, że ja zawsze robię wszystko w wielkim chaosie, na ostatnią chwilę i raczej daleko mi do zaawansowanego planowania. Czasem dziwię się, że ze wszystkim się wyrabiam. Prowadzący , Jacek Kłosiński pokazał nam kilka fajnych narzędzi, które mają pomóc w zarządzaniu czasem. Na pewno z nich skorzystam.

Następnie udałam się na warsztaty TAJEMNICE #PEWNOŚCI EFEKTU GOSH COPENHAGEN ORAZ KREOWANIA WIZERUNKU. Gośćmi specjalnymi była Maja Sablewska oraz wizażystka Gosh Anna Mucha. Szczerze mówiąc trochę inaczej sobie wyobrażałam te warsztaty. W sumie nie były one warsztatami, a po prostu pogadanką, dyskusją pomiędzy paniami. Szczerze mówiąc nie jestem wielką fanką Mai i nie uważam jej za autorytet więc i z całego warsztatu zbyt wiele nie wyniosłam, na pewno nic o czym bym nie wiedziała. Bardziej podobały mi się warsztaty makijażowe, w których brałam udział podczas Meet Beauty. Po warsztatach Gosh wręczył nam w prezencie kilka ich kosmetyków. Szczególnie paletka bardzo przypadła mi do gustu.





Natomiast bardzo spodobały mi się warsztaty O dzieleniu włosa na czworo - czyli wszystko, co powinniście wiedzieć o skórze głowy, by mieć zdrowe włosy prowadzone przez specjalistów marki Pharmaceris. Na wykładzie zostały poruszone przede wszystkim przyczyny nadmiernego wypadania włosów. Dobra wiadomość dla osób borykających się z tym problemem jest taka, że w dzisiejszych czasach jest wiele możliwości zapobiegania oraz leczenia tej przypadłości. Ważne, aby znaleźć przyczynę tego stanu.  Byłam w gronie 16 osób, które zostały wylosowane do profesjonalnego badania trychologicznego. Na nim dowiedziałam się, że moje włosy są bardzo gęste - z jednego mieszka włosowego wyrasta 4-5  włosów, a przy tym dosyć grube i mocne. Niestety mam problemy ze skórą głowy, która lubi się przesuszać oraz podrażniać. Często towarzyszy mi swędzenie, ale nie mam typowego łupieżu. Pani trycholog zaleciła mi regularne ( raz na tydzień) stosowanie peelingu do skóry głowy oraz szamponu oczyszczającego to nadmierne rogowacenie. Wychodząc z warsztatów dostaliśmy te produkty , a w tym tygodniu dotarła do mnie kolejna paczka z szamponem, co mogliście zobaczyć na moim Instagramie




W niedzielę natomiast uczestniczyłam w wykładzie marki Lumene. Jest to dla mnie całkowita nowość ponieważ wcześniej nie zetknęłam się z ich kosmetykami. O produktach opowiadała ambasadorka marki w Polsce czyli Ania Zająchttp://fashionable.com.pl/) Bardzo zaciekawiła mnie wizja makijażu hybrydowego, czyli połączenia kosmetyków kolorowych z pielęgnacyjnymi. Lumene pochodzi z Finlandii , a jej kosmetyki są oparte na krystalicznie czystej wodzie z arktycznego lodowca. Do przetestowania dostaliśmy trzy całkiem spore miniaturki, które używam od niedawna i muszę powiedzieć, że szczególnie krem na noc bardzo mile mnie zaskoczył. Ale pełna recenzja na pewno niebawem pojawi się na blogu.


Ostatnim wykładem był wykład O (prawie) wszystkim, co o piersiach warto wiedzieć na który zaprosiła nas marka Oillan. Wykładowcą był lek. medycyny Daniel Maliszewski. Podczas wykładu dowiedziałam się jak dbać o swoje piersi, jak zmieniają się z wiekiem, czy pod wpływem np hormonów ciążowych. Bardzo ważnym tematem poruszonym przez doktora był rak piersi, jak się badać oraz jakie mogą być jego symptomy. To bardzo ważne, aby obserwować swoje ciało, gdyż to my-kobiety jesteśmy w stanie jako pierwsze zaobserwować zmiany.



A pomiędzy warsztatami...

Pomiędzy warsztatami można było odwiedzić wystawców, gdzie były organizowane różnego rodzaju konkursy. Był to także świetny czas na zawarcie ciekawych znajomości. Przy większości stoisk można było otrzymać drobne upominki. Można było także wejść na aulę na wykłady otwarte. Ja np poszłam na Influencerze , tak Cię widzą agencje, który bardzo dobrze wspominam. Bardzo fajnym miejscem była strefa relaksu. Gdzie w spokoju można było usiąść i wypić kawę, skomponować własną herbatę czy zjeść coś pysznego. Było to również miejsce do spotkań z innymi blogerami.






Skandal! Czy jeszcze tam wrócę?

Cale wydarzenie See Blogers uważam za bardzo udane i dobrze zorganizowane. Naprawdę duży plus dla organizatorów , że potrafili ogarnąć taką ilość osób. Bardzo podobały mi się wykłady , natomiast zabrakło mi trochę warsztatów praktycznych , które mogłyby być zorganizowane przez marki kosmetyczne. Chciałabym też zwrócić uwagę organizatorów na bezpieczeństwo podczas tego typu imprez. Do budynku mógł wejść każdy, nikt nie pilnował tego czy osoby wchodzące mają plakietki. Największy chaos panował na sobotniej, wieczornej imprezie która kompletnie była nie zabezpieczona. Była w beznadziejnym miejscu, na korytarzu i praktycznie nic się na niej nie działo. Był DJ z muzyką kompletnie nierockową(a podobno taki był temat przewodni) i tyle. Każdy się rozszedł w swoją stronę i robił co chciał. Tak naprawdę przyjechaliśmy, wypiliśmy jedno piwo i wróciliśmy na miasto , bo nie było żadnego sensu tam zostawać. 

Mimo, że cała Polska żyje teraz ogromnym skandalem jaki podsyca jeszcze pewien plotkarski portal to całą imprezę wspominam bardzo miło i chętnie wezmę w niej udział w przyszłym roku. Owszem , mimo że byłam świadkiem niemiłych sytuacji: żenującego żebrania o próbki na stoisku, czy walki o szampon na warsztatach to nie możemy wszystkich osób wrzucać do jednego wora. Tak trafiły się osoby pazerne, trafili się złodzieje , ale pozostałe 99% osób przyjechało czegoś się nauczyć. I ten 1% nie powinien kreować wizerunku blogera. 

Pozdrawiam



Emi



sierpnia 08, 2017

Nowości w Lipcu!

Nowości w Lipcu!
Witajcie!

Chyba nie pamiętam takie brzydkiego lata jakie jest w tym roku. Lipiec niestety się nie popisał. Mamy już sierpień i nareszcie mamy odrobinę upalnego lata. Cieszmy się słońcem dopóki z nami jest. Cały czas próbuję wdrażać minimalizm kosmetyczny., Wychodzi mi to różnie. Co prawda nie kupuję już tyle co kiedyś ( porównywałam z ubiegłym rokiem), ale zawsze coś nowego wpadnie do mojego koszyczka.

Jeśli jesteście ciekawi, co znalazło się w nim w tym miesiącu to zapraszam.

ROSSMANN

Uwielbiam różaną serię od Evree. Zarówno tonik jak i olejek Magic Rose już miałam i z miłą chęcią wróciłam do tych produktów. Stałym bywalcem w mojej łazience jest peeling do ciała o zapachu mango i kokosa Wellnes&Beauty. Natomiast nowością dla mnie jest peeling do ust Evree sugar lips.





HEBE

Drogeria Hebe skusiła mnie swoją promocją do -70% na produkty naturalne. Bardzo dobrze wiecie, że często właśnie takich używam. Uzupełniłam więc swoje zapasy o 3 nowe oleje: z czarnuszki, konopny oraz rokitnikowy. Mydło Yope Werbena jest moim zdecydowanym ulubieńcem. Na promocji skusiłam się także na dwa nowe dla mnie, ale bardzo zachwalane produkty czyli Arganowy krem pod oczy oraz Kawowy Peeling do ciała o zapachu kokosa.




WIZAŻ.PL

Mam duże szczęście jeśli chodzi o tusze do rzęs. W tym miesiącu trafiły do mnie  Maybelline The Collosal Big Shot, którą aktualnie używam i jestem z niej bardzo zadowolona. Drugą jest bardzo ciekawa, z dwoma szczoteczkami L'Oreal False Lash Superstar XFiber. Dotarł do mnie także pięknie pachnący owocami zestaw do włosów Garnier Fructis Oil Repair 3 Butter.




TWOJE ŹRÓDŁO URODY


I testy naturalnych kosmetyków Cosnature. Wybrałam sobie Krem Tonujący, idealny na obecne upały, gdy nie chce na buzi ciężkiego podkładu oraz Nawilżający Krem z Granatem na Dzień.


Na początku miesiąca byłam także na największym evencie dla twórców internetowych w Polsce, czyli See Bloggers. Stamtąd również przywiozłam kilka upominków, ale o nich jak i o moich wrażeniach z tego wydarzenia przeczytacie jeszcze w tym tygodniu.

Pozdrawiam!
Emi



sierpnia 03, 2017

Denko Lipiec

Denko Lipiec
Witajcie!

Lipiec za nami, połowa wakacji (dla tych co je jeszcze mają ) za nami. Pora więc na wakacyjne denko.





1. Eveline Aksamitny Żel Micelarny.(Recenzja) Szczerze Wam powiem, że sama pewnie na ten produkt nie zwróciłabym uwagi, ale dostałam go na jednym ze spotkań. Nakładany wacikiem niestety się nie sprawdzał. Spróbowałam więc użyć go jak olejek do demakijażu i w takiej formie bardzo ładnie sobie radził ze zmyciem kosmetyków. Miał delikatny zapach i nie szczypał w oczy. Nie wrócę do niego bo wolę jednak olejki.

2. Biała Agafia szampon do włosów nadający blask.(Recenzja) Nareszcie moje włosy lubią się z naturalnymi szamponami. Ten bardzo przypadł mi do gustu. Świetnie zmywał oleje i maski. Nie plątał włosów. Chętnie wrócę.

3. EcoDenta czarna pasta z węglem. Moja ulubiona. Dobrze czyści zęby i delikatnie je wybiela. Kupuję regularnie i naprawdę nie mam pojęcia czemu jeszcze o niej nie napisałam. 

4. Noble Health misie na zdrowe włosy. (Recenzja) Produkt który wzbudza najwięcej ciekawości. Niestety nie jestem najlepszym testerem gdyż moje włosy rosną dosyć szybko. Ale były przyjemne w stosowaniu.

5. Tolpa Simply żel do mycia twarzy (Recenzja ) bardzo przyjemna i skuteczna pianka. Nie polecam nią bezpośrednio zmywać makijażu, ale jako drugi etap jak najbardziej. Jeśli skończą mi się wszystkie myjadła i będę musiała kupić coś na szybko to czemu nie. Zresztą za pierwszym razem właśnie tak do mnie trafiła.

6. Vianek nawilżający tonik mgiełka. (Recenzja) Bardzo, ale to bardzo lubię tę formę toniku.  Chociaż niestety muszę przyznać, że nie widziałam po nim efektu Wow. Pewnie skuszę się na inną wersję.

7. Lush oatfix (Recenzja)Przyjemna maska do twarzy w postaci owsianki.  Intensywnie nawilżała i odżywiała moja cerę.  Nie wiem czy wrócę, bo chętnie bym spróbowała inne rodzaje masek, ale na pewno odtworzę w domu.

8. Lush Angels on bare skin (Recenzja) Do tego produktu wrócę na pewno. Bardzo dobrze odświeża skórę rano. Jest delikatny ale skuteczny i pięknie pachnie.

9. Cuccio masło do rąk i ciała o zapachu mango i guavy. Raczej nie nazwałbym tego produktu masłem tylko balsamem , bo miało dosyć luźną konsystencję.  Pięknie pachniało i nawilżenie też było ok. Niestety zawierało w sobie parafinę wysoko w składzie i rzeczywiście było ja czuć na skórze, a ja nie lubię tego oblepienia.



10 Holika Holika maski w płachcie: róża damasceńska i ogórek. Płachty, które znalazłam w Asian Box.  Muszę wam powiedzieć że są bardzo fajne. Cienka płachta bardzo dobrze przylega do skóry. Maska jest mocno nasączona esencją. Niestety nie zauważyłam większej różnicy między poszczególnymi rodzajami. Maski po prostu fajnie nawilżają skórę i tyle. Różana przepięknie pachnie a na ogórka dał się namówić mój mąż ☺

11. Lioele maska ze śluzem ślimaka . Moja skóra chyba bardzo lubi się z tym składnikiem chociaż brzmi on okropnie. Buzia była ładnie nawilżona i ujędrniona, tak jakby napompowana. Fajne uczucie.

12. Palmers Coconut Oil Formula maska do włosów. Na moich włosach spisała się świetnie. Były dobrze wygładzone , łatwo się rozczesywały. Ta duża saszetka starczyła mi na 3 razy. Niestety bardzo przeszkadzał mi jej intensywny zapach który utrzymywał się na włosach do kolejnego mycia. Mogę go porównać do zapachu tropikalnego Batiste którego nie cierpię. 

13 Rival de Loop maska hydro booster, maska naprawcza. Bardzo lubię te maseczki. Są tanie i ładnie zmiękczają buzię.  Niebieska świetnie mi się sprawdziła , ale różowa chyba mnie zapchała, bo miałam po niej wysyp kaszki.

14. Isana lawendowa sól do kąpieli . Bardzo lubię takie gadżety a w szczególności te i zapachu lawendy. Trudno tu mówić o właściwościach . Ładnie i intensywnie pachniała,   barwiła wodę i tyle.

15. 7'th heaven maseczka truskawkowa. Uwielbiam te maseczki. Pięknie pachną i wyglądają jak smakowity deser. Używam ich z czystą przyjemnością. No i jeszcze lubię efekt zadbanej , zrelaksowanej  skóry po nich. 

16. Gly Skin Care Gold Collagen Eye Pads (Recenzja)  Bardzo przyjemne płatki pod oczy, ale żeby zauważyć efekty trzeba by było używać ich regularnie.



A Wam, co ciekawego udało się ostatnio zużyć?

Pozdrawiam
Emi




sierpnia 01, 2017

NOBLE HEALTH Smaczny miś pomoże Twoim włosom już dziś!

NOBLE HEALTH Smaczny miś pomoże Twoim włosom już dziś!
Witajcie!

Szykując się na Meet Beauty dostałam zaproszenie , aby zostać ambasadorką #meetnaturals Naturals Pharma . Co prawda, na co dzień, nie korzystam z innych suplementów niż magnez, ale wśród sponsorów było kilka produktów, które mnie zwyczajnie zaciekawiły.

Jednym z takich produktów były żelki z witaminami. Widziałam, że niektóre dziewczyny otrzymały cytrynki z witaminą C. Mi natomiast trafiły się misie z biotyną. Jednak, czy takie owocowe żelki naprawdę działają?



Noble Health - Misie na zdrowe włosy, 500% biotyny. Misie na zdrowe włosy to suplement diety w postaci żelków dla dorosłych. Każdy miś, którego zjesz to aż 13 składników odżywczych, a wśród nich takie, które sprawią, że zachowasz zdrowie włosów, ich prawidłowy kolor i blask. Każdy składnik odżywczy w preparacie pokrywa w rekomendowanej dawce do spożycia 100% lub więcej swojego dziennego zapotrzebowania. Poznaj witaminy na włosy w żelkach!





Niestety na stronie nie znalazłam nigdzie dokładnego składu suplementu. Są podane jedynie zawarte witaminy. Natomiast ten skład jest oczywiście na opakowaniu. I bardzo nie podoba mi się toi, że substancją słodzącą jest ta najgorsza z możliwych czyli syrop glukozowo-fruktozowy. Co prawda taki mały miś ma niewiele, bo tylko 3 kcal. Ale firma, która kreuje się na propagatora zdrowia i temu ma służyć ten produkt powinna jednak postawić na coś zdrowszego. Chociażby naturalną stewię.

Żelki są w postaci owocowych Misiów. Dzienna porcja to 2 sztuki. Mają one nam zapewnić 500% dziennego zapotrzebowania na biotynę, która wzmacnia włosy oraz zapobiega ich wypadaniu.  Nie wiem, czy jakiekolwiek porcje powyżej 100% są w ogóle sensowne. Nasz organizm nie jest głupi i wszelkie nadwyżki po prostu usuwa. Drugą powodem użycia tak dużych dawek, może być ich słaba przyswajalność, co niestety też mija się wg mnie z celem.
Niestety w tej kwestii porostu włosów byłam dosyć słabym testerem, bo nie mam tego typu problemów. Natomiast na pewno widziałam różnicę po moich paznokciach. Podczas brania suplementu, rosły mi one jak szalone.

Produkt ten na pewno jest fajną alternatywą dla osób, które nie lubią łykać tabletek (w sumie to kto lubi?) lub mają z ich połykaniem problem. Są miękkie i producent zaleca je dokładnie pogryźć. W smaku również są przyjemne, owocowe chociaż można w nich wyczuć lekko gorzkawą nutę. Ale akurat to mi nie przeszkadzało. Niestety sporym minusem tego preparatu było to, że mniej więcej przez pół godziny po jego zażyciu nie czułam się najlepiej. Miałam po prostu nudności chociaż całe szczęście tylko na tym uczuciu się skończyło.

Podsumowując. Nie jestem wielkim zwolennikiem tego typu wspomagaczy. Bardziej stawiam na zdrową dietę, która dostarcza wszystkich mikro  makroelementów. Jeśli jednak z jakiś względów (np ograniczenia w diecie) nie możecie tego zapewnić to na pewno takie Misie mogą być ciekawym rozwiązaniem. Nie jestem regularna w braniu tabletek, a te Misie z miłą chęcią spożywałam regularnie. 

Pozdrawiam
Emi






lipca 28, 2017

Receptury Babuszki Agaffii - Jajeczna maska do włosów

Receptury Babuszki Agaffii - Jajeczna maska do włosów
Witajcie!

Myślę, że kto mnie czyta ten wie, że często używam kosmetyków produkcji rosyjskiej. Przede wszystkim wracam do mojej ulubionej maski drożdżowej Receptury Babuszki Agaffii. To po niej moje włosy są idealnie gładkie, lśniące i lejące. Będąc na zakupach skusiłam się jednak także na jej jajeczną siostrę. Czy również wywołała u mnie efekt wow!



Receptury Babci Agafii, Maska do włosów jajeczna odżywcza Skład maski to, proteiny z białek jaj, które intensywnie odżywiają włosy i skórę głowy, żytni słód, niezastąpione źródło mikroelementów, posiadający silne działanie regeneracyjne, brzozowy sok stosowany od wieków dla wzmocnienia cebulek włosowych. Dzięki zawartości tych składników i olei z zimnego tłoczenia maska posiada silne działanie odżywcze, ułatwia rozczesywanie włosów, przydaje im blask i jedwabistość.


Składniki aktywne:
- Proteiny z białek jaj (Hydrolyzed Egg Protein) intensywnie odżywiają włosy i skórę głowy,
-Słód żytni (Malt) wyjątkowe źródło mikroelementów, posiada działanie regeneracyjne
- Sok z brzozy (Betula Alba Juice) wzmacnia cebulki włosowe, nadaje włosom blask, zapobiega wypadaniu
- Szałwia (Salvia Officinalis Extract) - działanie oczyszczające, przeciwzapalne, ściągające, odkażające
- Malina moroszka (Rubus Chamaemorus Extract) wzmacnia włosy, posiada właściwości nawilżające, odżywcze.
- Różeniec górski (Rhodiola Rosea) wygładza, oczyszcza i dezynfekuje, chroni przed szkodliwym wpływem czynników zewnętrznych.

Oleje z zimnego tłoczenia:
- Olej z rokitnika zwyczajnego ( Hippophae Rhamnoides Oil) olej rokitnikowi wzmacnia włosy i pomaga powstrzymać ich wypadanie. Jest naturalnym blokerem promieni UVA i UVB. 
- Olej z dyni (Cucurbita Pepo Seed Oil) - reguluje pracę gruczołów łojowych, oczyszcza pory i zapobiega tworzeniu zaskórników.
- Leszczyna pospolita (olej z orzechów) ( Corylus Avellana Seed Oil) dodaje włosom blasku i odżywia skórę głowy.

INCI: 


Maska jest zamknięta w typowym słoiczku z szerokim otworem dzięki czemu łatwo jest ją aplikować z opakowania. Tak jak i maska drożdżowa ma dosyć lejącą się konsystencję i osoby, które są przyzwyczajone do kremowych, gęstych masek mogą być zaskoczone. Ale mimo tej konsystencji nie spływa ona z włosów. W odróżnieniu od swojej poprzedniczki nie pachnie zbyt intensywnie, nie bójcie się także , że będzie to zapach jajek. Jest on przyjemny i raczej słodki.

Miałam ogromne oczekiwania , co do tego produktu jednak niestety się rozczarowałam. Już przy zmywaniu maski z włosów wiedziałam, że to nie to. Co prawda moje włosy lubią proteiny , nawet bardzo, ale ta maska nie do końca im podeszła. Włosy są odrobinę wygładzone i dociążone , ale w bardzo minimalnym stopniu. Po wysuszeniu kosmyków praktycznie nie ma śladu, że nałożyłam jakikolwiek produkt. Nie zrobiła mi krzywdy, ale także nie przyniosła żadnych efektów. Dla moich włosów jest niestety kosmetykiem całkowicie obojętnym.
Dlatego też chętnie będę wracać do mojej ulubionej maseczki drożdżowej, chętnie też siegnę po trzecią wersję czyli łopianową, bo jeszcze nie miałam okazji jej używać. Natomiast do maski jajecznej pewnie już nie wrócę.
Ciekawa jestem , czy znajdę fanów tego kosmetyku wśród moich Czytelników?

Miłego dnia!
EMI
Copyright © 2016 Uroda Według Blondynki , Blogger