grudnia 09, 2017

Azjatycki rytuał oczyszczający od Orientany.

Azjatycki rytuał oczyszczający od Orientany.
Witajcie!

Nareszcie mamy weekend i całe szczęście świeci słońce. Taka pogoda od razu ładuje mnie pozytywną energią.

Jak wiecie moim ulubionym sposobem oczyszczania skóry jest dwuetapowe oczyszczanie. Jako, że lubię też testować nowe produkty skusiłam się na zestaw : olej i piankę od Orientany. To pierwsze produkty tej naturalnej marki, które używałam. Jeśli jesteście ciekawe, czy się u mnie sprawdziły to zapraszam do czytania.



Pierwszym etapem azjatyckiego rytuału jest oczywiście olej. Orientana proponuje nam Odżywczy Bio Olejek do Demakijażu Neem. Jest on zamknięty w ładnej, minimalistycznej, białej butelce z zielonymi napisami. Dodatkowo butelka została zaopatrzona w wygodną pompkę. Bardzo lubię takie rozwiązanie. Produkt składa się w 98% z naturalnych olei: neem, ryżowy, sezamowy, słonecznikowy i ze słodkich midałów. Olej nie jest ciężki. Bardzo dobrze rozprowadza się po twarzy i rozpuszcza makijaż. Jest on delikatny, nie podrażnia oczu dlatego możemy go stosować do demakijażu całej twarzy. Olejem możemy zrobić dokładny masaż twarzy tak, aby doczyścić ją ze wszelkich zanieczyszczeń. Ja zawsze robię dwa mycia olejem. Za pierwszym razem rozpuszczam dokładnie makijaż, spłukuję wszystko wodą. Drugie mycie olejem jest dłuższe. Dokładnie masuję skórę we wszystkich załamaniach, szczególnie przy nosie. Dodatek oleju neem działa antywirusowo i antybakteryjnie dzięki czemu goi powstałe krostki oraz zabezpiecza przed powstawaniem nowych.  Niestety olej ten ma bardzo intensywny i jak dla mnie nieprzyjemny zapach. Czułam go jeszcze bardzo długo w nocy, nawet gdy nałożyłam pachnący olej, czy krem na twarz. 

Olej nie zawiera w sobie emulgatora dlatego nie da się go zmyć jedynie wodą. Trzeba zastosować żel lub mydło. Dla mnie to nie jest minus, gdyż własnie takich produktów używam najchętniej. Nie mogę przekonać się do produktów emulgujących. I tak zawsze stosuję jakiś żel.


Drugim etapem oczyszczania jest Nawilżająca Bio Pianka do Mycia Twarzy Grudlina Japońska. Pianka jest zamknięta również w białej buteleczce, ale tym razem z pomarańczowymi napisami. Posiada pompkę, która dozuje nam delikatną piankę. Produkt jest delikatny, nie zawiera ani SLS/SLES ani mydła. Znajdziemy w niej tylko naturalne składniki pochodzenia roślinnego. Została wzbogacona w ekstrakt z gurdliny japońskiej, która działa nawilżająco i kojąco na skórę.

Niestety pianka nie do końca się u mnie sprawdziła do wieczornego oczyszczania twarzy. Według mnie jest zbyt delikatna, pęcherzyki powietrza bardzo szybko pękają i trzeba dokładać kolejną warstwę. Miałam wrażenie, że nie do końca dobrze domywa nałożony olej. Nie chciała też współpracować ze szczoteczką Foreo Luna. Twarz szybko robiła się sucha i szczoteczka nie chciała po niej sunąć. Natomiast świetnie sprawdziła mi się do porannego mycia. Jest bardzo delikatna i pozostawia skórę nawilżoną. Nie ma uczucia ściągnięcia, co niestety często mi towarzyszy.



Podsumowując. Bardzo podoba mi się skład obu kosmetyków. Olej bardzo dobrze radzi sobie z demakijażem. Podczas jego używania nie zapchał mnie, ani nie podrażnił. Jest to dobry produkt, ale ja niestety do niego nie wrócę ze względu na bardzo intensywny i nieprzyjemny. Jeśli nie jesteście wrażliwe na zapachy i lubicie demakijaż olejami to jak najbardziej polecam.

Pianka również mi się spodobała i chętnie do niej wrócę, ale będę jej stosowała rano, gdyż jest to produkt delikatny, jak dla mnie zbyt delikatny do zmywania oleju.

Stosowałyście kiedyś kosmetyki Orientana? Może macie swoich ulubieńców z tej marki? Bardzo ciekawi mnie ich peeling enzymatyczny z papają.

Miłego weekendu!
Emi

grudnia 03, 2017

HIT LISTOPADA. Senelle Summer: Rewitalizujące serum do twarzy

HIT LISTOPADA. Senelle Summer: Rewitalizujące serum do twarzy
Witajcie!

Jak wiecie, ulubieńcy kosmetyczni nie pojawiają się na moim blogu regularnie. Wynika to z tego, że jeśli coś polubię to używam tego przez cały czas, aż się nie skończy. A nudne byłoby pokazywanie Wam ciągle tych samych kosmetyków. Wpadłam więc na pomysł, że będę publikować wpis o ulubieńcu danego miesiąca. 

W ubiegłym tygodniu na moim blogu pojawiały się recenzje kosmetyków Senelle. Muszę przyznać, że zarówno peeling jak i krem pod oczy bardzo mi się spodobały. Jednak to produkt z serii Summer skradł moje serce. Mowa oczywiście o Serum rewitalizującym do twarzy.





Bardzo lubię produkty, które mają konsystencję olejową. Serum Senelle znajduje się w szklanej butelce z pipetą. Dzięki temu możemy dozować taką ilość produktu, jaką potrzebujemy. W przypadku serum wystarczy kilka kropli, aby pokryć całą twarz. Tak, jak i inne produkty serum pachnie bardzo przyjemnie, owocowo. Kojarzy mi się z zapachem śliwek. Olejowe serum mimo swej dosyć tłustej konsystencji bardzo dobrze się wchłania i nie pozostawia lepkiej warstwy na skórze. Na mojej suchej cerze sprawdza się zarówno na noc jak i na dzień, pod makijaż. Jego konsystencja świetnie się także sprawdza do wykonania masażu twarzy.  

Sekret serum tkwi w specjalnie wyselekcjonowanych olejach: lnianym, z pestek pomidora oraz ze słodkich migdałów. Mają one za zadanie mocno nawilżyć skórę oraz ją ujędrnić. Drogocenne oleje wzbogacono o innowacyjne olejowe substancje aktywne: Oléoactif® DIAM 1% oraz Oléoactif® Pomegranate 2%. Olej z nasion kakaowca intensywnie rozświetla skórę, a witamina E jest antyoksydantem, który wzmacnia barierę naskórkową. Produkt można stosować pod swój ulubiony krem. U mnie jednak świetnie spisał się solo.




Aby jak najlepiej przetestować działanie serum, odstawiłam wszystkie inne kosmetyki i kremy. Na noc nakładałam na twarz oraz dekolt jedną pipetkę produktu. Serum ma bardzo delikatną, aksamitną konsystencję i bardzo dobrze rozprowadza się po skórze. Intensywny, owocowy zapach uprzyjemnia aplikację. Rano skóra jest świetnie zregenerowana i ujędrniona. Poza tym jest przyjemnie nawilżona. Tak, jakbym zastosowała kilka kosmetyków intensywnie nawadniających. Dlatego przed nałożeniem makijażu wystarczyło mi tylko przetrzeć twarz tonikiem i dołożyć dosłownie 3 kropelki tego serum.

Po miesiącu używania muszę przyznać, że moja cera jest w świetnym stanie. Wygląda na bardzo wypoczętą i ujędrnioną - myślę, że jest to także zasługa regularnych masaży, które wykonuję tym olejkiem. Mimo bogatego w oleje składu, kosmetyk nie zapchał mojej cery, nie pojawiły się żadne pryszcze, czy podskórna kaszka. Co więcej, mam wrażenie że moje przebarwienia trochę się rozjaśniły. Muszę przyznać, że dawno nie trafiłam na tak dobry produkt i myślę, że na stałe zagości on w mojej kosmetyczce.




Pozdrawiam!
Emi

Post powstał przy współpracy z marką Senelle. Nie wpłynęło to na moją opinię o produkcie.

listopada 29, 2017

Senelle Autumn: Optymalizujący krem pod oczy

Senelle Autumn: Optymalizujący krem pod oczy
Witajcie!

Ostatnio pisałam Wam o peelingu z serii Senelle Autumn. Dzisiaj mam dla Was recenzję kremu pod oczy, a w piątek pojawi się ostatni wpis, który będzie dotyczył serum.



Krem pod oczy to bardzo ważny kosmetyk w mojej codziennej pielęgnacji. Co prawda nie mam problemów z zasinieniami (praktycznie nie używam korektora) lub opuchnięciami. Ale moja skóra ma tendencje do przesuszania i jeśli tak się dzieje to właśnie najszybciej dostrzegam to w okolicach oczu. Skóra staje się wtedy nieprzyjemnie napięta i usiana małymi zmarszczkami. Wtedy każdy makijaż nie wygląda na niej dobrze, a skóra zyskuje kilka lat w gratisie. Dlatego bardzo lubię, szczególnie na noc bardzo treściwe, gęste i wręcz masełkowate konsystencje. Na dodatek nakładam je solidną warstwą, aby skóra przez noc dobrze się najadła i napiła.

Senelle krem pod oczy

Bardzo urzekło mnie opakowanie tego kremu. Dostajemy go w uroczej, czerwonej, szklanej buteleczce. Jest ona jednak przeźroczysta i jesteśmy w stanie kontrolować ile kremu nam jeszcze pozostało do zużycia. Na duży plus zasługuje fakt, że kosmetyk ma pompkę. Uwielbiam tego typu rozwiązania, gdyż są bardzo wygodne i higieniczne. Nie wprowadzamy do słoiczka zbędnych bakterii z naszych palców. Pompka działa bez zarzutu. Za jednym naciśnięciem dozuje dosyć sporą ilość kosmetyku. Ale wieczorem nakładam po jednej pompce pod każde oko. Robię delikatny masaż tej okolicy i kosmetyk wklepuję w skórę. W dzień, pod makijaż tę jedną pompkę dzielę na dwa. Krem pachnie przyjemnie, owocowo, ale niezbyt intensywnie.


Senelle  krem pod oczy


Senelle  krem pod oczy


Senelle krem pod oczy

Krem ma gęstą konsystencję, ale nie jest ona taka typowo masełkowata. Mimo tego bardzo ją lubię. Krem bardzo dobrze wchłania się na skórze i pozostawia ją dobrze wygładzoną i nawilżoną. Rano skóra wygląda na wypoczętą. Krem zawiera w sobie oleje  z pestek malin, z nasion tungowca molukańskiego, z orzechów włoskich. Mają one za zadanie odżywić i zregenerować skórę. Mimo bogatego składu krem dobrze się wchłania i nie obciąża tej delikatnej okolicy. Dopełnienie stanowią Oleoactif® Diam 2%, który jest silnym antyoksydantem i Oleoactif® Pomegranate 2% wzmacniający barierę hydrolipidową skóry. Krem rozjaśnia skórę pod oczami, niweluje opuchliznę, widocznie wygładza. Jeśli chodzi o te ostatnie zalety to niestety nie jestem najlepszym testerem, gdyż nie mam tego typu problemów. Mogę jednak wypowiedzieć się na temat nawodnienia i wygładzenie, gdyż po użyciu kremu skóra pod oczami jest bardzo dobrze ukojona i wygląda świetnie. Rano nakładam go w niewielkiej ilości i po ok 30 minutach robię makijaż. Wszystkie produkty jakich używałam (korektor Catrice, puder mineralny Anabelle, płynne podkłady) wyglądają na nim bardzo dobrze, a skóra jest rozświetlona.

Senelle krem pod oczy

Senelle Krem pod oczy

Do tej pory moim ogromnym ulubieńcem jeśli chodzi o kremy pod oczy, był produkt z olejem z Avocado z Kiehls. Niestety mimo świetnego działania nie bardzo podobają mi się składy tamtych kosmetyków więc szukałam godnego zastępcy. I wiecie co? Chyba znalazłam :)




Kosmetyki Senelle możecie zakupić TUTAJ
Pozdrawiam!
Emi

Post powstał przy współpracy z firmą Senelle, jednak nie wpłynęło to na moją opinię o kosmetykach.

listopada 26, 2017

Senelle Autumn: Odnawiający peeling do twarzy

Senelle Autumn: Odnawiający peeling do twarzy
Witajcie,

na początku listopada pisałam Wam o przepięknej przesyłce, którą otrzymałam w ramach współpracy z marką Senelle.




Oczywiście nie mogłam się powstrzymać i od razu zaczęłam używać wszystkich trzech produktów marki. Oczywiście pierwszym etapem odpowiedniej pielęgnacji powinno być dokładne oczyszczenie twarzy. W tym także oczyszczenie z obumarłego naskórka. To on utrudnia wnikanie substancji aktywnych wgłąb skóry. Dlatego regularne używanie peelingu jest takie ważne. Regularne złuszczanie naskórka sprawia, że nasza skóra jest gładsza i bardziej rozpromieniona. Dzięki dobrze dobranemu peelingowi usuniemy to, co trzeba bez podrażnienia delikatnej skóry twarzy.



Peeling Senelle zamknięty jest w pięknej, miękkiej tubie. Aplikacja odpowiedniej ilości produktu nie sprawia żadnych problemów, a przez półprzeźroczyste opakowanie jesteśmy w stanie ocenić ilość pozostałego produktu. 





Peeling ma bardzo gęstą konsystencję treściwego kremu z dużą ilością drobin ściernych. Funkcję ścierającą pełnią w tym przypadku zmielone łupiny kokosa i migdałów. Nie ma tutaj żadnych syntetycznych dodatków. Całość zatopiona jest w mieszance olei: z pestek malin, orzechów włoskich oraz nasion tungowca molukańskiego. Dzięki temu po użyciu tego kosmetyku skóra jest bardzo dobrze wygładzona, a jednocześnie świetnie nawilżona i odżywiona. Produkt możemy stosować w dwojaki sposób. Jeśli potrzebujemy mocnego złuszczenia peeling nakładamy na suchą skórę i masujemy przez kilka minut. Wówczas jest to naprawdę intensywny peeling. Natomiast jeśli mamy skórę wrażliwą lub preferujemy delikatne złuszczanie nakładamy go na wilgotną skórę. Bardzo dużym plusem tego kosmetyku jest również jego piękny zapach. To dzięki niemu cały zabieg peelingu jest bardzo przyjemny i relaksujący.

Jestem ogromną fanką peelingów mechanicznych i wykonuję je regularnie 2 razy w tygodniu. Przy regularnym używaniu widzę poprawę w jędrności skóry, ale także wszelkie kosmetyki dużo lepiej się wchłaniają i mają szansę mocniej zadziałać. Po użyciu peelingu Senelle moja skóra jest bardzo miękka i nawilżona. Tak naprawdę mogłabym po nim nic nie nakładać, co jest zasługą zawartości olei. Ale oczywiście nakładam kolejne kosmetyki z tej serii.

Ale o nich opowiem Wam kolejnym razem :)

Miłego wieczoru!

Emi

Kosmetyki Senelle możecie zakupić TUTAJ

Post powstał przy współpracy z marką Senelle. Nie wpłynęło to jednak na moją opinię o kosmetykach.

listopada 22, 2017

BLACK FRIDAY - moja wishlista

BLACK FRIDAY - moja wishlista
Witajcie!


Kto z nas nie lubi wyprzedaży? Chyba każdy z nas czeka na okazję, aby kupić coś taniej. Niestety często podczas promocji wpadamy w szał zakupów i dajemy się ponieść chwili. Efektem tego niestety często są nieprzemyślane zakupy i produkty, które w efekcie leżą nieużywane. Wiedzą doskonale o tym producenci i marketingowcy i organizują promocje coraz częściej. Sama jeszcze do niedawna dawałam się tak zmanipulować i korzystałam z tych niebywałych wyprzedaży. Efekt? Ogromne kosmetyczne zapasy.

Całe szczęście od jakiegoś czasu podchodzę do promocji zdroworozsądkowo. Jeśli czegoś w danej chwili nie potrzebuję to nie kupuję. Promocje były, są i będą. Dlatego, gdy jakiś produkt mi się spodoba , wpisuję go na listę. Jeśli kończy mi się produkt z danej kategorii, zaglądam do tej listy i sprawdzam, co zostało tam zapisane. Często zdarza się, że przeglądając te listy wykreślam produkty, bo ochota na nie już mi minęła lub znalazłam coś lepszego.

Na nadchodzący Black Friday przygotowałam sobie wishlistę. Mam nadzieję, że uda mi się kupić coś fajnego w dobrej cenie.

1. Ubrania 

Jakiś czas temu wspominałam Wam, że zmieniłam charakter pracy. W związku z tym muszę zmienić swoją garderobę na bardziej elegancką i oficjalną. Aczkolwiek nie chce być nudną panią w szarym uniformie. Szukam dobrej jakościowo marynarki lub całego kostiumu ze spodniami. Zastanawiam się także nad kombinezonem - mam już jeden i uwielbiam ten typ ubioru. 





Planuję także kupić kilka ładnych koszul oraz spódnicę. Świetnie się czuję w takich o długości midi.




* www.nife.pl

2. Buty

Do eleganckiego stroju potrzebuję oczywiście wygodnych butów. Owszem mam szpilki czarne, czy czerwone ( i wiele, wiele innych). Do pełni szczęścia brakuje mi jedynie pary w odcieniu nude. Aczkolwiek do tej pory nie trafiłam jeszcze na taką, która by mi się spodobała.


3. Perfumy

W tamtym tygodniu skończyłam moje ulubione perfumy, czyli Giorgio Armani Acqua di Gioia. Przez chwilę zastanawiałam się, czy nie kupić tego samego zapachu. Jednak bardzo mocno kuszą mnie Chloe Love Story lub Lacome La Vie est Belle.


*  www.iperfumy.pl

4. Demakijaż

Moja pasta do mysia twarzy Fresh&Natural powoli sięga już dna. Na pewno będę chciała kupić jakiegoś zastępcę. Na pewno chcę, aby nadal był to produkt olejowy. Od dłuższego czasu zastanawiam się nad olejkiem Resibo, ale zawsze kupuję coś innego. Znalazłam także kilka ciekawych pozycji na stronie Jolse. Produkty zarówno w postaci olejku, ale także kremu. Tony Molly bardzo kusi mnie tym zapachem moreli.

 * www.resibo.pl


* www.jolse.com

5. Świeca

Odkąd dostałam w prezencie od koleżanki wosk Kringle Kandle Grey, po prosu się w nim zakochałam. Mam nadzieję, że uda mi się gdzieś jeszcze dostać ten zapach, bo chciałabym kupić dużą świecę.

*www.goddies.pl

6. Maseczki

Maski w płachcie na stałe wpisały się w mój rytuał pielęgnacyjny. Dużo dobrego słyszałam o produktach dr Jart i być może skuszę się na jakiś set właśnie z tej marki. W kręgu moich zainteresowań jest także silnie nawilżająca maska całonocna.


* www.jolse.com
7. Usta

Nie byłabym sobą, gdybym nie wybrała czegoś kolorowego do ust. Widziałam tę pomadkę na wielu filmikach na You Tube i jako rasowa sroka zapragnęłam ją mieć. Mowa oczywiście o pomadce z Nakeup Face. W mój gust najbardziej trafił kolor 02 Marylin

 www.jolse.com

I to już wszystkie moje zachciewajki. Co wyjdzie z tych zakupów?... zobaczymy.

Robicie listy zakupowe?
Polujecie na coś na Black Friday?
A może mieliście jakiś z produktów z mojej listy? Co o nim myślicie?


Emi

listopada 19, 2017

Mixa Hyalurogel : ukojenie skóry suchej i odwodnionej.

Mixa  Hyalurogel : ukojenie skóry suchej i odwodnionej.
Witajcie!

Tyle się mówi o pielęgnacji skory tłustej i trądzikowej. W większości blogów, które czytam właśnie taka pielęgnacja się przewija. Ja natomiast jestem posiadaczka skory suchej ... Jeszcze jakiś czas temu była ona normalna, może z lekka tendencja do przetłuszczania się w strefie T. Jednak z wiekiem mam coraz większe problemy z nawodnieniem mojej cery. Mimo, że staram się pic dużo wody i odpowiednio odżywiać. W szczególności ten problem dotyka moje policzki, skórę pod oczami a przede wszystkim brodę . Dlatego cały czas szukam odpowiednich kosmetyków do jej pielęgnacji. I dlatego bardzo się ucieszyłam, gdy z portalu wizaż.pl przyjechała do mnie paczuszka z produktami Mixa Hyalurogel.


Seria Mixa Hyalurogel jest przeznaczona przede wszystkim do skory bardzo suchej i odwodnionej. Zawiera w sobie 10% kwasu hialuronowego oraz gliceryny.



Mixa Hyalurogel, żel micelarny zmniejszający uczucie ściągnięcia.

Zacznijmy od żelu, który spodobał mi się już od początku gdyż ma bardzo wygodną pompkę. Jego konsystencja jest bardzo delikatna i aksamitna i rzeczywiście uczucie jest takie jakbym myła buzie żelem hialuronowym. Produkt się nie pieni imię posiada zapachu, a jeśli go ma to jest on bardzo delikatny. Żel jest bardzo łagodny i nie szczypie w oczy. Bardzo zadziwili mnie to, że mimo swojej łagodności bardzo dobrze radzi sobie z makijażem. A przynajmniej z takim delikatnym i naturalnym jaki nosze na co dzień. Jeśli tak jak ja używacie tylko podkładu mineralnego, różu i tuszu do rzęs to powinien Was w zupełności zadowolić. Jeśli jednak stosujecie cięższy makijaż , długotrwały lub wodoodporny to niestety może on się okazać zbyt delikatny. Producent sugeruje, ze można używać ten produkt bez udziału wody i nie trzeba go spłukiwać. Ja jednak zawsze to robię. Nie porzucę demakijażu olejami na rzecz tego żelu, ale z miła chęcią stosuje go rano. Buzia po nim jest miękka i dobrze nawilżona. Na pewno nie jest ściągnięta.


Mixa Hyalurogel, bogaty krem intensywnie nawilżający.

Drugim etapem jest krem, który otrzymujemy w standardowym słoiczku. Średnio higieniczna opcja, ale jednak cały czas bardzo popularna wśród tego typu kosmetyków. Krem ma delikatny, kosmetyczny zapach. Jest on bardzo gesty i treściwy a po nałożeniu na skore pozostawia delikatny film. Nawet dla mnie nie jest to krem, który mogłabym stosować na dzień , pod makijaż. Jest on po prostu zbyt tłusty. Natomiast na noc tworzy bardzo fajną ochronę przed ucieczką wody z naskórka. Chętnie pod niego nakładam coś mocno nawilżającego i zamykam tym kremem. Ale...muszą na niego uważać osoby, które maja skłonność do zapychania. A w szczególności te, które zapycha gliceryna. Ja generalnie nie mam tego problemu, ale gdy używam wielu produktów glicerynowych pojawia się na mojej skórze drobna kaszka. Tak było, gdy używałam jednocześnie tego kremu i tonera Benton. Szukałam winowajcy, ale okazało się ze oba te produkty na raz to dla mojej skory zbyt dużo. Używane oddzielnie świetnie jej natomiast służą. Myślę, że krem ten będzie również bardzo fajną opcją jako zabezpieczenie przed zimnem i chłodem dlatego chętnie będę go używac w te dni kiedy nie planuję nakładać makijażu.

Znacie firmę Mixa? Bo ja szczerze się przyznam, że to chyba moje pierwsze spotkanie z ta marką.

Buziaki💋
Emi

listopada 12, 2017

Marion- Moc warzyw!

Marion- Moc warzyw!
Witajcie!

Dietetycy zalecają spożywanie w ciągu dnia 5 porcji warzyw. Najlepiej do każdego posiłku. Nic w tym dziwnego, gdyż warzywa są ogromną skarbnicą witamin i mikroelementów, a przy tym (przynajmniej większość z nich) zawierają mało cukru i kalorii. Bardzo popularne są maseczki owocowe, a firma Marion zaskoczyła nas trzema maseczkami warzywnymi.

Jakiś czas temu otrzymałam od firmy Marion niezwykle zabawną i kolorową paczuszkę. Nie wiem jak Wam, ale mi ona od razu skojarzyła się z wiosną. W paczce znalazły się chusteczki zwilżone różnego rodzaju. Zawsze noszę taki produkt w torebce. Były tam też maski do włosów farbowanych, oraz cała seria kosmetyków z węglem aktywnym.



Jednak największym zaskoczeniem dla mnie były własnie te maski warzywne. Mają one bardzo ładne i kolorowe opakowania. Maseczki są kremowe, świetnie rozprowadzają się na twarzy i bardzo ładnie pachną. Są one na zasadzie masek całonocnych. Ja tak zrobiłam z pierwszą maską, którą użyłam, czyli marchewkową i niestety następnego dnia pojawiło mi się kilku nieprzyjaciół. Ale pozostałe maski zmywałam po wchłonięciu i absolutnie nic takiego się nie działo. Moja skóra wręcz piła te maski. Mimo, że w saszetce jest dużo maski, spokojnie starczyłaby na 2 razy, ja nakładałam ją grubą warstwą na twarz i szyję. Po zalecanych przez producenta 30 minutach na mojej skórze prawie tej maski nie było, została wchłonięta. Ale zmywałam delikatnym żelem jej pozostałości i już bez nakładania czegoś więcej szłam spać. Rano buzia była fajnie nawilżona i odżywiona.


Szczerze mówiąc nie zauważyłam jakiejś ogromnej różnicy między działaniem poszczególnych masek. Wszystkie działają jak taki mocny, skoncentrowany w składniki odżywcze krem. Najbardziej spodobała mi się maska dyniowa. Pięknie pachniała imbirem i było to dla mnie bardzo relaksujące doświadczenie. Maska szpinakowa, mam wrażenie że była troszkę rzadsza od swych sióstr i miała troszkę słabsze działanie. 





Podsumowując maseczki Marion bardzo przypadły mi do gustu. Myślę, że chętnie do nich wrócę jeśli moja skóra będzie potrzebowała zastrzyku odżywienia, a w szczególności do maski z dyni i z marchewki. Jeśli lubicie kremowe maseczki, to serdecznie Wam e polecam.

Pozdrawiam 
Emi

Post powstał przy współpracy z marką Marion, ale nie miało to wpływu na moją opinię.
Copyright © 2016 Uroda Według Blondynki , Blogger