września 21, 2017

Złoto Maroka zamknięte w Oleju Arganowym

Złoto Maroka zamknięte w Oleju Arganowym
Witajcie!

Pielęgnacja olejkami to od jakiegoś czasu bardzo silny trend na rynku kosmetycznym. Nie ukrywam, że sama bardzo mocno się tym trendem inspiruje. W moim domu zawsze jest kilka buteleczek czystego oleju. Zawsze wybieram te naturalne, bez dodatku parafiny . Przyznacie, że  niektóre oleje w drogerii to sama parafina, a te drogocenne składniki są gdzieś na szarym końcu. Wybieram najczęściej czyste oleje lub mieszankę kilku. Stosuje codziennie na twarz, raz w tygodniu na włosy,  gdy nie chce mi się używać balsamu to na wilgotne ciało. Naturalny olej zastępuje mi wiele kosmetyków i sprawdza się przy tym świetnie. Ale ważne, aby znaleźć odpowiedni produkt, który polubi się z naszą skóra i włosami. Oczywiście oleje możemy podzielić na rodzaje ze względu na długość schnięcia czy komadogenność. Warto się tym kierować przy wyborze jednak zawsze dopóki nie przekonamy się na własnej skórze to nie będziemy mieć pewności jak dany rodzaj działa.

Płynne złoto.

Olej Arganowy, mam wrażenie że to właśnie od niego zaczął się ten cały szał na pielęgnację olejami. Jest nazywany płynnym złotem Maroka i to on ma być magicznym produktem, który zapewnia tamtejszym kobietom nieskazitelna cerę i lśniące włosy.



Olejek arganowy 100%
Pielęgnuje skórę, włosy, skórę głowy i paznokcie

Opis produktu: 
Olejek arganowy to nieocenione źródło piękna dla Twojej skóry. Bogaty w nienasycone kwasy tłuszczowe (80%), skwalan, karoteny oraz witaminę E korzystnie wpływa na odpowiednie nawilżenie, elastyczność oraz odżywienie skóry co pomaga zachować jej młody, zdrowy wygląd. Olejek arganowy ma wiele innych dodatkowych właściwości. Polecany jest również do wcierania w skórę głowy i końcówki włosów w celu ochrony przed działaniem słońca. Jest niezastąpiony w pielęgnacji zniszczonej skóry dłoni oraz kruchych paznokci..

Opakowanie: 
30 ml

Sposób użycia: 
Ciało: Nanieś kilka kropli olejku na twarz, szyję i dekolt, a następnie wmasuj delikatnie w skórę. Skóra głowy i włosy: Stosować przed umyciem głowy. Wetrzyj porcję olejku w skórę głowy i włosy, załóż czepek, a następnie owiń ręcznikiem. Po 20 minutach umyj głowę. Włosy: Niewielką ilość olejku rozetrzyj w dłoniach, a następnie wetrzyj w końcówki wilgotnych lub suchych włosów. Dłonie i paznokcie: Kilka kropli olejku wmasuj w skórę dłoni i paznokcie. Produkt nie zawiera substancji zapachowych. Produkt przebadany dermatologicznie.




Nie szata zdobi kosmetyk...

...ale w przypadku kosmetyków naturalnych, a tym bardziej olei opakowanie jest bardzo ważne. Powinno być wykonane z ciemnego szkła, które ograniczy przenikanie światła i utlenianie się witamin. Co prawda nie trzymam go w lodówce, ale dbam o to aby stał w ciemnym i chłodnym miejscu. Zabezpieczy to produkt przed zepsuciem oraz jełczeniem.

Na duży plus jest buteleczka z pipetą. Lubię tego typu opakowania, szczególnie jeśli chodzi o produkty do twarzy, gdyż mogę sobie dozować odpowiednią ilość kropelek. Jeśli chce go nałożyć na włosy to po prostu wylewam z buteleczki bezpośrednio na dłoń.

Jak ja go stosuję.

Najczęściej używam ten olejek na twarz. Mieszam kilka kropli z żelem aloesowym i taką mieszankę nakładam na twarz. Stanowi to dla mnie takie serum nawilżające. Szybko się ono wchłania, fajnie zmiękcza i wygładza skórę , ale jednocześnie zawartość olejku jest na tyle nieduża że zbyt mocno nie natłuszcza. Dopiero na tę mieszankę nakładam docelowy krem na noc. Rano wystarczy mi tylko ta mieszanka. Jest bardzo lekka i w przypadku mojej suchej skóry świetnie sprawdza się jako baza pod makijaż.

Jeśli używam go na włosy to stosuję typowe olejowanie, czyli nakładam go na lekko zwilżone kosmyki mniej więcej od wysokości ucha. Zostawiam na jakiś czas, zależy ile go mam, ale minimum 30 minut. Potem nakładam odżywkę lub maskę również na 15-30 minut. Na koniec myję delikatnym szamponem, spryskuję delikatną odżywką w sprayu i nakładam olejek na końcówki. Włosy po użyciu są świetnie nawilżone, odżywione i miękkie.

Moja opinia.

Przyznaję, że olejek arganowy nie jest moim ulubionym olejem. Moja skóra zdecydowanie bardziej lubi olej rokitnikowy, czy jojoba. Nie jest to zły kosmetyk, ale po prostu po innych widzę zdecydowanie większe odżywienie i wygładzenie mojej cery. Aczkolwiek przy tym oleju również widzę pozytywne działanie, choć nie tak mocne. Nie spowodował u mnie ani podrażnienia, ani zapchania cery co też jest na duży plus. Dużo bardziej z tym produktem polubiły się moje włosy. Były po nim bardzo miękkie i błyszczące. Oczywiście przy moich dosyć już długich i gęstych włosach ta mała buteleczka starczyła jedynie na kilka użyć. 

Tak, jak wspomniałam na początku, dobór odpowiedniego oleju jest kwestią bardzo indywidualną. Jeśli Wasza skóra lubi się z olejem arganowym to jak najbardziej go Wam polecam. Jest on dobrej jakości, ma wygodne opakowanie.

Olej możecie kupić w sklepie Diagnosis w cenie 37,90 zł

Lubicie naturalne oleje?

Jaki jest Wasz ulubiony?


Post powstał przy współpracy z firmą Diagnosis jednak nie miało to wpływu na moją opinię o kosmetyku.

września 17, 2017

Lirene Mgiełka Brązująca z ekstraktem z bursztynu i olejem z karotki

Lirene Mgiełka Brązująca z ekstraktem z bursztynu i olejem z karotki
Witajcie!

Lato w tym roku nas nie rozpieszcza. Dosłownie na palcach jednej ręki mogłabym policzyć dni podczas których było naprawdę gorąco.  Co prawda nie jestem ogromną fanką wylegiwania się plackiem na plaży,  ale lubię delikatnie musunięta słońcem skórę.  Zawsze udało mi się to osiągnąć po prostu przebywając w letnim ubraniu na zewnątrz np na rowerze czy na żaglach. W tym roku niestety niewiele było takich dni gdy mogłam być na łódce tylko w kostiumie lub na rowerze w szortach.  Ale nie skupiajmy się na tym czego zmienić i tak nie możemy. Mamy przecież samoopalacze!



Lirene Mgiełka Brązująca -  zachwyciła mnie już swoim pięknym wyglądem. Ma ona dwufazową formułę.  Jedna część jest przeźroczysta, a druga bursztynowa. Jedna część jest wodna, a druga olejowa.  Dlatego przed każdym użyciem produktu należy dobrze wstrząsnąć butelką, aby zmieszać obie fazy i stworzyć emulsje.  Całość jest zamknięta w przeźroczystym opakowaniu z plastiku z atomizerem w postaci sprayu. Nie byłam zbytnio zachwycona tym atomizerem, gdyż inny samoopalacz tego typu kompletnie się u mnie nie sprawdził. Atomizer wiecznie się psuł i nie chciał pryskać. Dlatego do tego produktu podeszłam z ogromną rezerwą.  Ale niepotrzebnie. Atomizer działa bardzo sprawnie.  Niestety nie możemy przekręcić butelki. Ale jeśli jest trzymana pionowo to działa bez zarzutu.  

Dużym plusem tego produktu jest duża zawartość naturalnych olei. Fajnie, że  nie zostały one zastąpione tanim olejem mineralnym. Mamy tu wysoko w składzie gliceryne , ale także olej słonecznikowy czy olej z karotki. Jest też wspomniany przez procudenta ekstrakt  z bursztynu. I tę zawartość olei naprawde czuć.  Co prawda na początku produkt wydaje się tłusty,  ale bardzo szybko się wchłania.  Także skóra po jego użyciu jest bardzo przyjemna w dotyku,  gładka i świetnie nawilzona.  Spokojnie mógłby być to dla mnie jedyny produkt do stosowania po kąpieli.  

Aplikacja samoopalacza jest bardzo łatwa. Łatwo się rozprowadza,  chociaż ja i tak używam do tego dłoni. Nie tworzy smug.  Efekt po jednym użyciu jest bardzo delikatny.  Ale używany 2 razy w tygodniu ,tak jak zaleca producent daje efekt złotej, zdrowej opalenizny. Zapach kosmetyku jest bardzo delikatny, nieco pwrfumeryjny. Niestety po kilku godzinach daje się wyczuć ten specyficzny zapach samoopalacza aczkolwiek nie jest on bardzo intensywny.

Minusem tego produktu jest na pewno jego atomizer. Musimy niestety pamiętać, aby butelkę trzymać pionowo. Inaczej nie chce niestety działać, co mnie irytuje. Mgielki mają też to do siebie, że  rozpryskują się po całym otoczeniu. Dlatego nakładanie go w łazience na płytkach może być ryzykowne. Stają się one śliskie od olejku. Ja po prostu aplikuje go w wannie, która następnie splukuje. 

Podsumowując.  Nie spodziewałam się tego, ale polubiłam  się z tą  mgiełka.  Spokojnie mogę ja nałożyć nawet rano, gdyż nie pachnie mocno samoopalacza, szybko się wchłania i nie brudzi ubrań.  Poza tym naprawdę sprawia, że skóra wygląda lepiej,  ale jest także lepiej nawilzona. To takie bursztynowe słońce zamknięte w małej butelce. 

Pozdrawiam!
Emi 💋



września 10, 2017

Bandi Proffesional Tricho Estetic

Bandi Proffesional Tricho Estetic
Witajcie!

Każda osoba, która dba o swoją urodę wie jakim ważnym elementem jest regularne złuszczanie martwego naskórka. Nasza skóra regeneruje się średnio, co 28 dni. Aby ułatwić jej ten proces oraz odsłonić młody naskórek powinniśmy regularnie wykonywać peeling. Taka młoda, świeża skóra wygląda zdrowiej, ale także lepiej wchłania substancje, które dostarczamy jej w codziennej pielęgnacji. Oczywiście wszyscy jesteśmy przyzwyczajeni do peelingu twarzy oraz ciała, ale co ze skórą głowy. Ostatnio pojawił się trend złuszczania również tych okolic. Powstało wiele produktów zarówno mechanicznych jak i enzymatycznych. Oczywiście możemy również taki peeling wykonać sami z delikatnego szamponu i cukru.

Czy to tylko moda?

Wiele osób pewnie powie, że to kolejny trend, który narzucają nam firmy kosmetyczne, aby wzbudzić w nas poczucie obowiązku posiadania kolejnego kosmetyku. Nie zapominajmy, że nie wiemy jeszcze wszystkiego o naszej skórze. Cały czas odkrywamy coś nowego i nowe metody pielęgnacji. Naskórek na głowie narasta w taki sam sposób jak na reszcie ciała oraz na twarzy. Więc skoro złuszczamy go tam i widzimy efekty, to czemu nie robić tego również na skalpie. 
Regularny peeling skóry głowy świetnie oczyszcza ją z martwego naskórka, ale także z łoju. Odczopowuje gruczoły łojowe. Dzięki temu może on świetnie pomóc osobom z przetłuszczającą się skórą głowy w uregulowaniu ich pracy. Gruba warstwa naskórka i łoju może uszkadzać mieszki włosowe i przyczyniać się do osłabienia i wypadania włosów. Regularne oczyszczanie skalpu ułatwia przebijanie się włosa przez skórę dzięki czemu włosy rosną szybciej i jest ich więcej. Na pewno taka oczyszczona skóra chłonie więcej składników odżywczych dlatego lepiej będą działały wszelkiego rodzaju wcierki i oleje stosowane na porost oraz zagęszczenie włosów.

Jaka jest moja skóra głowy?

Jak wiecie moja skóra staje się z wiekiem coraz bardziej sucha. Niestety tak samo jest w przypadku mojej skóry głowy. Gdyby nie to, że chodzę na siłownię, to włosy mogłabym spokojnie myć raz, góra dwa razy w tygodniu. Niestety taka przesuszająca się skóra głowy często mnie swędzi, lecą z niej małe płateczki. Nie jest to typowy łupież tylko po prostu suchy naskórek. Tak samo dzieje się z moją skórą na łokciach, czy kolanach jeśli zaniedbam nawilżanie. Same włosy są zdrowe i gęste. Trycholog podczas badania zalecił mi stosowanie peelingu enzymatycznego oraz maski wzmacniającej na skalp raz na dwa tygodnie.




Bandi Tricho-Esthetic, peeling do skóry głowy ma działanie oczyszczające, usuwa zrogowaciały naskórek, zanieczyszczenia oraz przygotowuje skórę do aplikacji substancji aktywnych. Kosmetyk ten dzięki obecności mocznika i kwasu mlekowego skutecznie usuwa zrogowaciały naskórek i wszelkie zanieczyszczenia, które tworzą na powierzchni skóry warstwę krystalizacyjną. Po wykonaniu zabiegu skóra jest przygotowana do wchłonięcia składników odżywczych. Kosmetyk wolny jest od parabenów, a kompozycja zapachowa nie zawiera alergenów. 

  • składniki aktywne: alantoina, estry oliwy z oliwek, kwas mlekowy, mięta pieprzowa i mocznik
  • oczyszcza skórę głowy
  • przygotowuje ją do wchłaniania składników odżywczych
Peeling znajduje się w 100 ml butelce z ciemnego szkła z dużą pipetą. Produkt ma płynną, lekko żelową konsystencję.  Dlatego pipeta jest świetnym rozwiązaniem, gdyż pomaga w aplikacji odpowiedniej ilości produktu. Można w ten sposób nałożyć produkt dokładnie w to miejsce w które chcemy. Peeling ma dosyć mocny , ziołowy zapach ale mi się on nawet podoba.



Bandi Tricho-Esthetic, maska do włosów świetnie sprawdzi się w przypadku włosów łamliwych, szorstkich i matowych. Produkt ten ma działanie rewitalizujące, odbudowuje strukturę włosa oraz wzmacnia go i uodparnia na zniszczenia mechaniczne. W składzie znajdują się substancje łagodzące, które redukują zaczerwienienia, suchość skóry, świąd i łuszczenie. Eliminuje rozdwajanie się końcówek i zapobiega wypadniu włosów.


  • alantoina
  • estry poliglicerolu i soli pca
  • kompleks kondycjonerów do włosów
  • kozieradka pospolita
  • kwas mlekowy
  • mięta pieprzowa
  • proteiny jedwabiu
  • prowitamina D3
  • witamina E

Maska jest zamknięta w białej butelce z zamknięciem na klik. Jest ona dosyć gęsta i dosyć trudno ja z tej butelki wydobyć. Trzeba potrzasnac butelką lub trzymać produkt postawiony na korku tak, aby maska swobodnie spadała. Taka konsystencja ma jednak swoje plusy, gdyż produkt nie przecieka przez palce oraz nie spływa z włosów. Niewielka ilość wystarcza na pokrycie skalpu oraz długości. Zapach jest równie ziołowy i intensywny jak w przypadku peelingu.

Jak ja to robię? 

Co dwa tygodnie, kiedy mam więcej czasu a najczęściej jest to w weekend przeprowadzam SPA dla włosów. Na nieumyta skórę głowy nanosze tricho-peeling. Robię kilka przedzialkow na głowie i na każdy z nich aplikuje jedną pipete produktu po czym delikatnie wcieram w skórę. Przy moich gęstych włosach robię ok 8 przedzialkow. Następnie pochyłej głowę do dołu i jeszcze masuje,  aby dobrze rozprowadzić produkt. Zostawiam tak na 15-20minut. Często w tym czasie na długość włosów nakładam olej i nakładam czapek. Na skorze czuć delikatne mrowienie.

Następnie myje włosy delikatnym szamponem bez detergentów.  Obecnie jest to produkt Biolaven. Po dokładnym wyplukaniu szamponu nakładam maskę. Nakładam ja zarówno na skórę głowy jak i na resztę długości. Maska ma w sobie dodatek mentolu przez co delikatnie chłodzi .

Efekty.

Zestaw Tricho Estetic od Bandi stosuję od czerwca, regularnie co dwa tygodnie. Ten sam zestaw stosuje także i mojego męża.  I muszę przyznać, że sa to bardzo wydajne produkty. Zarówno peelingu jak i maski mam jeszcze z 1/3. Przy moich gęstych i długich włosach nie było widać tego efektu zluszczania,  ale i mojego męża ewidentnie było widać schodzaca skórę . Wyglądało to trochę tak jakby się nadmiernie opalil. Jednak przy regularnym używaniu ten efekt już się nie pojawia. U  mnie skóra przestała się mocno przesuszac i swedziec. U mojego męża zniknęły czerwone plamki, zmniejszył się łupież oraz wypadanie włosów. Maska bardzo dobrze łagodzi skórę głowy. Nałożona na skalp i włosy widocznie je wygładza i nablyszcza. Lepiej się rozczesuja. Mimo, że maska jest gęsta to nie powoduje nadmiernego obciążenia włosów, nie wzmaga również ich przetluszczania. 

Podsumowując jestem bardzo zadowolona z efektów tej kuracji. Moja skóra głowy jest w dużo lepszym stanie i nie męczy mnie jej swędzenie. Produkty działają delikatnie, ale skutecznie. Nie spowodowały i mnie uczulenia ani podrażnienia skóry. Pamiętajcie,  że musicie dostosować częstotliwość zluszczania do Waszych potrzeb. W moim przypadku wystarczy raz na dwa tygodnie. W przypadku skóry tłustej zalecalabym częściej - raz w tygodniu.

A Wy jak pielegnujecie Wasza skórę głowy? 
Używacie peelingu, czy to zbędny kosmetyk?

Pozdrawiam 
Emi 💋

września 05, 2017

NOWOŚCI #8 Sierpień 2017

NOWOŚCI #8 Sierpień 2017
Witajcie!

Po rozprawieniu się ze wszystkimi zużytymi produktami pora na Nowości!  

Urodziny miałam pod koniec lipca, ale tak naprawdę dopiero na początku sierpnia udało mi się wyprawić imprezę urodzinową. Dlatego znalazł się jeden, a nawet dwa kosmetyczne prezenty.

SEPHORA

Tym prezentem był voucher do drogerii Sephora. Wybrałam sobie zestaw miniatur firmy Smashbox. Zawsze byłam ciekawa tej marki,  a w zestawie była ich kultowa baza pod makijaż, bardzo ładny dzienny błyszczyk oraz maskara.  Jest też pełnowymiarowa, czarna kredka do oczu

Do zestawu dobrałam sobie rozświetlacz w kremie Becca w odcieniu Opal. Od miesiąca jest to moja wielka miłość i używam go codziennie. Jeśli ktoś się spodziewa mocnego rozświetlenia, to się niestety przeliczy. Efekt jest bardzo delikatny, zdrowy i dzienny, ale mimo wszystko widoczny.

Będąc w drogerii kupiłam przy okazji prezent dla swojej chrześnicy, która jest już nastolatką.  Wybrałam zestaw do makijażu Benefit. W zestawie znajdują się bronzery zarówno w płynie jak i w pudrze oraz tint do ust i policzków, a także maskara. Całość zapakowana jest w ładne pudełko z lusterkiem oraz dołączoną kartką z trickami makijażowymi. Było wiele takich fajnych zestawów w dobrych cenach. Wg mnie to świetny prezent.






NOVAYA

Jeśli chcę uzupełnić zapasy kosmetyków naturalnych lub azjatyckich wybieram się właśnie tam.

Skusiłam się na moją ulubioną, czarną pastę do zębów Ecodenta. Nie zawiera fluoru, dobrze myje zęby i je wybiela , a przy tym ma przyjemny miętowy smak. To już chyba 3 tubka. 

Wzięłam także 2 zwierzakowe maski w plachcie Skin79. Małpka została dla mnie, a kotek został dołożony do zestawu Benefit i wręczony w prezencie. Oczywiście swoją maskę już użyłam i poza śmiesznym wyglądem to jakiś większych efektów na twarzy niestety nie zauważyłam. 



ROSSMANN

Chyba nie ma tygodnia, żeby w Rossmannie nie było jakiejś promocji. Tym razem upustem -49% objęte były maski do twarzy, maski i odżywki do włosów,  balsamy do ciała i ust oraz odżywki do paznokci.

Sama skusiłam się na dwie maski do włosów. Odżywek nie używam, gdyż zwyczajnie są dla mnie zbyt lekkie. Sięgnęłam po maskę Isana Oil Care, która zbiera bardzo dobre recenzje w sieci. Drugim wyborem był Biovax Kolagen i Perły. Maska pięknie pachnie nawet przez zamknięte opakowanie. Mam nadzieję, że urzeknie mnie nie tylko tym zapachem, ale także działaniem. 

Do włosów wzięłam również olejek wygładzający Garnier Fructis. Skończyłam wszystkie swoje produkty do zabezpieczania końcówek, a że tę serię kosmetyków bardzo lubię to zdecydowałam się na ten produkt. Bardzo ładnie nabłyszcza i wygładza włosy, ale trzeba uważać z jego ilością gdyż łatwo uzyskać efekt tłustych pasm.

Z pielęgnacji ciała wzięłam sobie olejek grejpfrutowy Alterra, którego będę używać do masażu bańką chińską.  Lubię te olejki, bo mają dobry skład oraz wygodną butelkę z pompką.  Jeśli nie mam czasu na balsam to nakładam olejek na jeszcze wilgotną skórę i po chwili delikatnie osuszam ręcznikiem. Idealny sposób dla takich antybalsamowiczow jak ja.

No i oczywiście nie obyło się bez masek do twarzy. Ja-  maseczkowa królowa  nie kupiłabym maski do twarzy?  Mimo, że mam ich bardzo dużo to i tak zawsze coś dokupię. Oczywiście szybko to zużywam, bo niemalże codziennie ląduje na mojej twarzy jakaś maska. Ot chociażby zwykła, tonikowa ale jednak. Lubię robione maski, ale zawsze mam w zapasie gotowce. Skusiłam się na dwa warianty Hada Labo. Maskę nawilżającą w płachcie od Bielendy z serii Skin Clinic. Skusiłam się też na płaty hydrożelowe z Efektimy. Jedne są złote,  a drugie z algami.  Użyłam już jednego i na razie mam średnie odczucia, ale wykorzystam wszystkie i coś niecoś o nich napiszę. Z tej samej firmy wrzuciłam płatki pod oczy. Do koszyka dołożyłam również ulubione glinki z Ziaji chociaż wybór był bardzo ograniczony.




WIZAŻ. PL

Na platformie wizaż.pl mam ogromne szczęście do tuszy do rzęs. W tamtym miesiącu trafiły do mnie dwa, a w tym kolejny. Tusz L'Oreal Paradise Extatic urzekł mnie swoim pięknym opakowaniem w kolorze rose gold.  Dawno nie miałam tuszu ze standardową szczoteczką,  Ale maluje się nią dobrze i wygodnie. Tusz zapowiada się fajnie, ale na razie jest mokry i odbija się na powiece.



KONTIGO

Pod koniec miesiąca zostałam zaproszona przez Drogerie Kontigo na nagranie live'a z ich drogerii w Wołominie. Oczywiście z miłą chęcią skorzystałam, gdyż tematem były kosmetyki azjatyckie. Mogłyśmy przetestować nowości firm koreańskich dostępnych w drogerii.  W miłym towarzystwie Eweliny (revelkove-love), Basi ( (Basia Smoter), Ani ( spinki i szpilki), Agnieszki (Agnieszka Grzelak ) oraz Uli (Kosmetyczny Świat Uli)  mogłam porozmawiać o azjatyckich kosmetykach, a także skosztować azjatyckich przysmaków. 

Ze spotkania przywiozła drobne, azjatyckie upominki. A mianowicie maskę Pure Source Aloe. Kompletnie nie znam tej marki więc chętnie wypróbuję. W przeuroczym,  miniaturowy opakowaniu znalazł się aloesowy żel pod prysznic Holika Holika. Oraz nie mniej urocze płatki pod oczy - niestety nazwa zakodowana koreańskim znaczkami.


I to tyle jeśli chodzi o nowości w tym miesiącu.  Nie ma tego jakoś dużo,  ale cały czas walczę , żeby nie kupować produktów na zapas. I chyba mi się to udaje ☺ Staram się nie ulegać zbyt mocno promocji. A jeśli już się na jakąś wybieram to planuję,  co mi się akurat kończy lub co chciałabym szczególnie przetestować. 

A jak tam Wasze zakupy?

Pozdrawiam 
Emi 💋

września 03, 2017

DENKO #8 Sierpień 2017

DENKO #8 Sierpień 2017
Witajcie!

Letnie miesiące minęły jak z bicza strzelił i mamy już wrzesień. Niestety zaczął się on iście jesienną i deszczową pogodną, gdyż od kilku dni jest pochmurnie i wilgotno. Mam nadzieję jednak, że będziemy mieli choć odrobinę tej pięknej, złotej jesieni w tym roku.

A skoro koniec miesiąca to pora również i na denko, czyli kosmetyki, które zużyłam w poprzednim miesiącu. Jeśli pojawiła się recenzja danego produktu to obok będzie umieszczony odnośnik. Zapraszam!



NovaClear Atopis Face & Body Wash, Hydro-Control cream (RECENZJA): Komplet, który dostałam do przetestowania z portalu ZBLOGOWANI. Żel pod prysznic był bardzo przyjemny i fajnie mi się go używało. Krem niestety zawierał parafinę, ale zuzyłam go na ciało. Niestety nie lubię konsystencji produktów z olejem mineralnym, trudno się rozsmarowuje, ciężko się wchłaniają i zostawiają tę nieprzyjemną warstwę na ciele.

Sanctuary SPA Long Lasting Moisture, 2 Day Moisture Shower Oil : Powiem Wam, że nie podobał mi się ten produkt i jak za tę cenę to niestety był to dla mnie bubel. Więcej dowiecie sie z recenzji, która pojawi się w tym miesiącu. Równie dobrze można kupić słynny olejek Isana - konsystencja i zapach ten sam.

Bielenda Multiessence, Multiwitaminowa esencja do twarzy 4w1 (RECEZNJA): Z tym 4w1 to producent oczywiście przesadził i jeden produkt nie zastąpi nam całej pielęgnacji. Niemniej jednak to bardzo dobry kosmetyk i z pewnością do niego wrócę.

Bioxine, szampon i odżywka przeciwko wypadaniu włosów. Zestaw dostałam na jednym z blogerskich spotkań. Oba produkty miały bardzo charakterystyczne, ziołowe zapachy. Szampon dobrze się pienił, domywał włosy i nie wysuszał ich. Odżywka była dosyć gęsta, nie spływała z włosów, ale nie dawała też efektu wow. Po prostu zwykła odżywka. Stosowałam ją też na skórę głowy. Nie pisałam o nich postu, gdyż mi włosy nie wypadają, dosyć szybko rosną więc nie jestem najlepszą osobą do wypowiadania się w tym zakresie. Moja recenzja byłaby chyba bez sensu. Przyjemnie się tego używało, ale nie kupię, gdyż nie są dopasowane do moich potrzeb.

Vianek, łagodzący olejek do demakijażu: Bardzo dobry produkt. Olejek pięknie, owocowa pachniał i dobrze zmywał makijaż. Nie był to jednak olejek hydrofilny więc należało go zmyć ściereczką lub delikatnym żelem lub pianką. Obecnie używam olejku z Orientany.




Nuxe, suchy olejek ze złotymi drobinkami. Ten produkt miałam bardzo długo, chyba ze dwa lata. A to głównie dlatego, że używałam go jedynie w wakacje. Pięknie wyglądał na opalonej skórze rąk, czy nóg. Podkreślał opaleniznę i delikatnie się mienił. Dodatkowo miał przepiękny, perfumeryjny i lekko pudrowy zapach. Był to tzw suchy olejek, czyli nie zostawiał tłustej warstwy na skórze co bardzo mi odpowiadało.

Vianek, nawilżający krem do stóp. Przyznaję się szczerze, że denkowanie produktów do stóp idzie mi bardzo opornie. Zazwyczaj używam tego samego balsamu, którym smaruję ciało. Ten krem zużyłam do smarowania całych nóg. Miał dobry skład, przyjemną konsystencję i delikatny zapach. Dobrze nawilżał i zmiękczał skórę stóp także spokojnie mogę go polecić osobom, które nie mają dużych problemów np. z piętami.

Bioline Savon Noir, czyli czarne mydło. Ten produkt miał całkowicie inną konsystencję, niż podobny z Nacomi. Był on w postaci stałej, gęstej pasty, którą trzeba było wydobywać z pudełeczka. Całe szczęście miało ono duży otwór więc było to dosyć wygodne. Fajnie się sprawdza jako peeling enzymatyczny ciała, do twarzy mi się nie sprawdziło, gdyż szczypało w oczy. Nie wiem jak wy, ale ja jestem zauroczona designem opakowań Bioline.

Sephora Hand Wash Cotton Flower. To produkt, który dostałam w prezencie. Bardzo ładnie prezentowało się w łazience, gdyż żel był przeźroczysty lekko różowy i zatopione w nim były błyszczące drobinki. Całe szczęście nie zostawały one potem ani na rękach ani na umywalce. Dla mnie pachniał on jakoś cukierkowo, słodko i przyjemnie. A tak, mydło jak mydło. Dobrze się pieniło i myło dłonie, nie zauważyłam aby przesuszało.

Fresh&Natural Peeling Korzenny. Produkt petarda. Serio. To jeden z lepszych peelingów jakie miałam okazje używać. Miał piękny, korzenny zapach ... kojarzył mi się z grzanym winem. Drobinki cukru były dosyć spore, dzięki czemu dobrze złuszczał martwy naskórek. Dodatek olejów otaczał skórę delikatną powłoczką. Nie trzeba było używać już balsamu. Jak dla mnie ideał i na pewno kupię ponownie.



L'Oreal Czysta Glinka, Maska z glinką wygładzająca, rozświetlająca. Z portalu wizaż.pl dostałam do przetestowania wszystkie trzy glinki. Oczywiście nazwa Czysta Glinka jest tutaj zdecydowanie na wyrost, ale jeśli nie lubicie bawić się w mieszanie naturalnych glinek to jest to świetna propozycja dla Was. Najmniej spodobała mi się glinka czarna. Była dla mnie zbyt mocno oczyszczająca. Glinka zielona była w porządku, delikatnie oczyszczała i odświeżała twarz. Moją ulubienicą została maska wygładzająca, która zawierała czerwone algi. Po niej moja twarz była bardzo ładnie rozświetlona i nawilżona. Myślę, że kiedyś do niej wrócę. Wszystkie wersje przepięknie pachniały i długo schły na buzi.

Make Me Bio, clean powder. Puder do mycia buzi z białą glinką. Nie wiem, jakoś produkty Make Me Bio nie zachwyciły mnie: ani krem Garden Roses, ani woda różana. Ten puder również mnie wkurzał. Nie mogłam znaleźć odpowiedniej konsystencji, którą dobrze myłoby mi się twarz. Jakoś pod koniec pudełka w końcu mi się to udało. Ale chyba jednak wolę tradycyjny żel bez sls. Może kiedyś spróbuję tego sposobu, ale użyję do tego zwykłej, czystej białej glinki.


Lilla Mai, ekologiczna pasta do zębów z ksylitolem. Trudno mi się było przyzwyczaić do tego typu pasty do zębów. Była ona na bazie oleju kokosowego i miałam wrażenie, że moje zęby nie są dobrze umyte. Raczej nie wrócę, zostanę przy mojej czarnej paście z Ecodenta.

Nivea Lip Butter, coconut. Bardzo lubię te masełka do ust i mam kilka "smaków". Kokosowe było bardzo delikatne w działaniu, ale miało piękny zapach. Balsamów w takim słoiczku używam jedynie w domu lub w pracy. 

EcoSpa, olejek rozmarynowy. Zużyłam go do produkcji własnego balsamu do demakijażu. Chętnie do niego wracam.

Maść Ochronna z Wit A. Bardzo tłusta maść, która zawsze ratuje moją skórę, gdy jest mocno przesuszona. Używam jej także na spierzchnięte usta. Najczęściej idzie w ruch zimą, gdy mamy mróz i wiatr. Wtedy moja skóra lubi się bardzo mocno przesuszać. Dokończyłam ją niedawno, gdyż została mi odrobina. Uwaga, gdyż jest ona na bazie wazeliny, która nie każdemu niestety służy. Na pewno do niej wrócę.

Herome Nail Hardener Extra Strong. Moja ulubiona odżywka do paznokci. Ratuje je nawet z największych opresji i używam jej profilaktycznie co roku, na wiosnę w celu ich wzmocnienia. Zawiera formalaldehyd więc nie zalecam stosować od razu po zdjęciu sztucznych paznokci, czy hybryd.

Golden Rose Nail Expert Black Diamond Hardener. To druga w kolejności odżywka, którą uwielbiam i skończyłam już kilka buteleczek. Jest delikatniejsza niż Herome, nie zawiera formaldehydu, ale widocznie wzmacnia i utwardza paznokcie.


Cuccio, odżywka ze skrzypem polnym w sztyfcie. Było to masełko umieszczone w sztyfcie. Bardzo wygodne rozwiązanie, ładnie nabłyszczało paznokcie i zmiękczało skórki. Używane regularnie powodowało, że paznokcie rosły szybciej i były mocniejsze. Niestety produkt był bardzo niewydajny i szybko się skończył.





Blend It! Gąbeczka marmurkowa do makijażu. Bardzo lubię gąbeczki blend it, są bardzo miękkie i sprawiają, że podkład na twarzy wyglada bardzo naturalnie. Aplikuję nimi także korektor oraz płynny rozświetlacz. Mam już kolejną, tym razem czarną i mam wrażenie, że jest odporniejsza na uszkodzenia, ale tak samo miękka.

Missha, gąbka konjac z białą glinką. To pierwsza gąbka konjac, która po wyjęciu z opakowania była miękka i mokra. Niestety nie pobiła mojej ulubionej gąbki z Yasumi. Tamta była bardziej porowata i chropowata dzięki temu lepiej domywała skórę. Ja tych gąbeczek zmywam do ściągania maseczek glinkowych i kremowych. Mój mąż ma gąbkę z węglem i używa ją do mycia twarzy.

I to już koniec! Trochę się tych produktów nazbierało. Całe szczęście obyło się bez większych bubli. Było za to kilka produktów do których z wielką przyjemnością wrócę.

Jestem ciekawa, czy znacie kosmetyki z mojego denka i jaka jest Wasza opinia o nich.

Pozdrawiam
Emi

sierpnia 31, 2017

BIELENDA Multi Essence 4 w 1, Multiwitaminowa esencja do pielęgnacji twarzy do cery mieszanej

BIELENDA Multi Essence 4 w 1, Multiwitaminowa esencja do pielęgnacji twarzy do cery mieszanej
Witajcie!

Moda na kosmetyki azjatyckie trwa w najlepsze. Obecnie możemy na naszym rynku znaleźć wiele kosmetyków pochodzących z Korei czy Japonii. W dobie internetu możemy je także bezpośrednio zamawiać z tych krajów. Jednak coraz więcej polskich marek czerpie inspiracje z azjatyckich kosmetyków. To dzięki nim powstało wiele świetnych olejków do demakijażu, które przede wszystkim sobie upodobałam i między innymi dzięki tej metodzie moja skóra przestała się przesuszać. 

Podczas Meet Beauty w moje ręce wpadł właśnie taki kosmetyk inspirowany Azją naszej rodzimej marki Bielenda. Na początku trochę się go obawiałam, gdyż jest przeznaczony do skóry tłustej i mieszanej. Bałam się, że moją skórę może zbyt mocno wysuszyć i już myślałam, czy by nie oddać go po prostu siostrze. Postanowiłam jednak dać mu szansę. Jeśli jesteście ciekawi, czy został u mnie, czy jednak trafił do siostry to czytajcie dalej.


Od producenta

Esencja doczyszcza, odświeża i rozświetla cerę, zamyka wilgoć w skórze. Płynna konsystencja wtapia się w skórę – czuć, że skóra pije kosmetyk. Nie klei się i szybko się wchłania. Zawarty w esencji filtrat drożdżowy zwiększa poziom nawilżenia skóry, poprawia sprężystość i elastyczność, rewitalizuje, dodaje skórze witalności.



Kwas glikolowy złuszcza naskórek, stymulując procesy naprawcze skóry, zapobiega powstawaniu wyprysków, wygładza i ujednolica koloryt cery.
Witamina B3 redukuje nadmierne wydzielanie sebum, matuje błyszczącą cerę, prowitamina B5 łagodzi podrażnienia i redukuje zaczerwienienia, a kwas hialuronowy intensywnie i długotrwale nawilża.
Cera odzyskuje swoje naturalne piękno – jest gładka, jędrna, matowa, pełna witalności, doskonale nawilżona.


MULTIESSENCE 4 w 1 kompleksowo pielęgnuje cerę:

1. Pielęgnuje jak krem
2. Regeneruje jak maska
3. Tonizuje jak tonik
4. Oczyszcza jak mleczko




Muszę przyznać,że jak na kosmetyk drogeryjny to skład tego produktu jest całkiem niezły. Wszystkie substancje, które w jakiś sposób są w stanie działać na naszą skórę są na początku składu, a nie tak jak w wielu produktach dopiero po parfum. Zaraz po wodzie znajdziemy tutaj wspomniany przez producenta filtrat drożdżowy, który ma za zadanie zmiękczyć naszą skórę oraz zachować w niej wilgoć. Potem również mamy składniki nawilżające czyli glicerynę oraz kwas hialuronowy, a także rozjaśniający i lekko złuszczający kwas glikolowy. Jest tutaj też miejsce dla łagodzącej alantoiny i pantenolu. Dopiero po tych wszystkich dobroczynnych ekstraktach jest miejsce na kilka konserwantów i stabilizatorów.

Opakowanie i konsystencja


Produkt jest zamknięty w bardzo ładnej, minimalistycznej i przeźroczystej butelce. Jest to opakowanie standardowe dla wszelkiego rodzaju toników. Na plus jest to, że widzimy ile produktu jeszcze nam zostało. Esencja ma konsystencję płynną, wodnistą. W bardzo prosty sposób można odpowiednią ilość zaaplikować na wacik, czy dłonie. Zapach jest bardzo delikatny, kosmetyczny i absolutnie mi nie przeszkadza.

Działanie

Tak jak już napisałam powyżej, trochę sceptycznie podeszłam do tego produktu. Bałam się, że tonik z kwasem glikolowym zbyt mocno wysuszy moją skórę. Ale już po kilku użyciach stwierdziłam, że wręcz przeciwnie. Esencję nakładałam dłońmi, gdyż moja skóra nie lubi pocierania wacikiem, rano i wieczorem przed nałożeniem serum i kremu. Dzięki swojej konsystencji szybko się wchłania i nie pozostawia lepkiej warstwy. Mimo, że jest to produkt płynny zauważyłam, że zwiększa uwodnienie skóry. Wszystkie produkty na niego nakładane skuteczniej się wchłaniały. Esencja nie powoduje  także ściągnięcia.Dobrze tonizuje cerę, przywraca jej odpowiednie ph. Nie zapchała mnie, ani nie spowodowała podrażnienia skóry. 

Na pewno produkt ten nie zapewni kompleksowej pielęgnacji jak to obiecuje producent. Nie zastąpi on nam kremu, czy dobrego serum na noc. Natomiast będzie stanowiła fajne uzupełnienie codziennego rytuału i na pewno zwiększy nawodnienie w naskórku. Więc jeśli szukacie czegoś, co zwiększy skuteczność waszych kosmetyków i pozwoli Wam lepiej nawilżyć cerę bez jej dodatkowego obciążania, to oczywiście jak najbardziej polecam. Sama na pewno skuszę się niebawem na wersję różową, przeznaczoną do cery suchej.

Kupujecie oryginalne, azjatyckie kosmetyki? 
Czy raczej ich polskie odpowiedniki?

Pozdrawiam
Emi














    Copyright © 2016 Uroda Według Blondynki , Blogger