lipca 19, 2017

LUSH - Moc ręcznie robionych kosmetyków.

Witajcie!

Firma Lush ciekawiła mnie od momentu kiedy po raz pierwszy usłyszałam na You Tube. Jednocześnie podchodziłam do niej dosyć sceptycznie. Bo skoro wszyscy tak wychwalają , to pewnie znowu się okaże, że to nic takiego nadzwyczajnego (tak było z Biodermą i Revlon Color Stay). 

Na okazję, żeby wypróbować te produkty czekałam bardzo długo. W końcu z asortymentu sklepu wybrałam sobie pastę do oczyszczania twarzy Angels On Bare Skin oraz popularną maskę Oatifix.


Produkty są umieszczone w ładnych, czarnych opakowaniach. Pamiętajcie, aby po zużyciu ich nie wyrzucać ,gdyż za 5 takich pudełeczek otrzymujemy świeżą maskę gratis. Na opakowaniu znajdziemy informację o składzie produktu. Ciekawym pomysłem jest umieszczenie daty produkcji oraz osoby, która nasz produkt wykonała. Jako, że są to produkty naturalne to powinniśmy trzymać je w lodówce i szybko zużyć - konkretne terminy ważności również są na opakowaniu.

LUSH - ANGELS ON BARE SKIN

To gęsta pasta , która składa się z oczyszczającej , ale delikatnej glinki oraz zmielonych migdałów. Dodatkowo mamy tutaj kilka łagodzących i nawilżających skórę olejków: różany oraz rumiankowy. Dopełnieniem rytuału jest olejek lawendowy oraz płatki lawendy zatopione w paście. Produkt ten jest przeznaczony do każdego typu skóry. Ma za zadanie ją oczyścić, a jednocześnie zrobić delikatny peeling.

Muszę przyznać, że sama konsystencja pasty była dla mnie ogromnym zaskoczeniem. Po raz pierwszy spotkałam się właśnie z tego typu produktem. Jest to gęsta , glinowata pasta którą należy na dłoni rozrobić lekko z wodą i masować nią twarz. Na początku było to problematyczne, pasta mi odpadała od twarzy, ale jeśli już złapiemy odpowiednie proporcje, to jest to bardzo proste. W środku znajdziemy delikatne drobinki zmielonych migdałów, które wykonują peeling. Dopełnieniem całości jest przepiękny lawendowy zapach. Dzięki temu mycie twarzy jest bardzo przyjemne.

Pasta bardzo przypadła mi do gustu w porannej pielęgnacji. Rano nie lubię używać mocnych , oczyszczających żeli. Lubię tę warstewkę nawilżenia, która wytwarza się przez noc. Ten czyścik myje buzię bardzo delikatnie, ładnie ją odświeża i nawilża. Twarz po nim jest bardzo miękka i gładka, wystarczy tylko nałożyć lekki krem. Wieczorem stosuję wieloetapowe oczyszczanie olejem i pianką i ten produkt jest trochę zbyt delikatny. Na pewno polubią się z nim posiadaczki skóry suchej lub normalnej. Jeśli jednak nie lubicie zapachu lawendy to nie polecam, bo jest on dosyć wyczuwalny.

LUSH OATIFIX


Drugim kosmetykiem, który wybrałam jest słynna owsiankowa maseczka. Wybrałam ją ponieważ czytałam wiele pozytywnych opinii, że świetnie nawilża skórę oraz łagodzi podrażnienia. Właśnie czegoś takiego potrzebowałam.  Na początku składu mamy naturalną glicerynę, a resztę składników moglibyśmy spokojnie zjeść. Są tutaj nawilżające płatki owsiane, banan oraz migdały (serio , mój mąż codziennie je taki zestaw na śniadanie) Znajdziemy także oczyszczającą glinkę i odżywcze masło Ilipe. Całość przepięknie pachnie. Jak najpyszniejszy deser, gdyż dodany jest zapach wanilii.

Dzięki glicerynie maseczka ma bardzo dobrą konsystencję i łatwo rozsmarowuje się po buzi. Jest ona na tyle dobrze zmielona, że nic od niej nie odpada, ale nie jest to konsystencja całkowicie kremowa. Nakładam ją wieczorem na dobrze oczyszczoną skórę z wykonanym peelingiem. Moja twarz chłonie składniki jak gąbka. A po zmyciu jej letnią wodą jest niewiarygodnie miękka i odżywiona. Naprawdę nie potrzebuję już nakładać żadnego kremu czy serum. Gdy są upały (towar niestety deficytowy w tym roku) to nakładam ją także rano. Taka zimna, wyjęta z lodówki świetnie orzeźwia skórę oraz zmniejsza nocne opuchnięcia. Ta warstewka , którą zostawia na skórze nie przeszkadza w nakładaniu makijażu. Jest to produkt do którego zdecydowanie wrócę.

Zresztą chętnie wróciłabym do obu, a z drugiej strony mam ogromną ochotę przetestować coś innego. Mam nadzieję, że Lush wejdzie wreszcie do Polski i nie będziemy musieli wybierać jaki produkt kupić. Niestety nie można zrobić zapasów, gdyż są to produkty świeże . Chociaż wiem, że niektórzy je mrożą , ale jakoś sceptycznie podchodzę do tego pomysłu. Na pewno będę też próbowała sama odtworzyć te produkty w zaciszu własnego domowego laboratorium.

Znacie produkty Lush? Jestem ciekawa, które konkretnie polecacie?

Miłego dnia
EMI
Copyright © 2016 Uroda Według Blondynki , Blogger