czerwca 04, 2016

[RECENZJA] Avon Naturals Hair Care, Stand Strength.

[RECENZJA] Avon Naturals Hair Care, Stand Strength.
Witajcie!
Uwielbiam odżywki  w sprayu i używam ich po każdym myciu włosów.  Bez tego kosmetyku trudno jest mi rozczesac. Nawet jeśli używam dobrej maski czy odżywki. Moimi ulubionymi produktami w tym zakresie są mgiełki z Gliss Kur. Według mnie poszczególne wersje niczym się nie różnią więc za każdym razem kupuję inny wariant. Jednak ostatnio postanowiłam wypróbować coś innego i padło na odżywkę od Avon.  Rzadko kupuję kosmetyki do włosów tej firmy , ale muszę przyznać że ten nawet miło mnie zaskoczył.
Odżywka jest zamknięta w standardowym opakowaniu z atomuzerem. Bardzo lubię tego typu opakowania za łatwość aplikacji odżywki na włosy. Produkt ma w swoim składzie wyciąg z moreli oraz masło shea ale jak wszyscy wiemy produkty Avon niestety nie należą do tych najbardziej naturalnych produktów dlatego te dobre składniki znajdują się na dalszych miejscach. Odżywka ma bardziej gęsta konsystecje niż inne znane mi tego typu produkty. Jest to takie trochę rozwodnione masło shea. Przez tę dosyć tłustą strukturę trzeba uważać z jego ilością.  Można łatwo obciążyć włosy i sprawić ze będą wyglądały na nieświeże . Dlatego ja nie aplikowalan jej bezposrednio na włosy tylko na początku na dłonie a następnie wcieralam w końcówki.  W tym akurat wypadku chyba bardziej odpowiednie byłoby opakowanie np z pompką.
Jednak, gdy udało mi się zaaplikowac odpowiednią ilość produktu to dawał bardzo dobre efekty na moich włosach. Moje suche i skłonne do puszenia i platania końce były ładnie wygladzone i nawilżone. Nie było również problemu z ich rozczesaniem. Dobrze sie rowniez sprawdzała jako produkt dyscyplinujacy juz na suche włosy.
Podsumowujac.  Na pewno nie jest to odżywka która zregeneruje i w cudowny sposób poprawi stan naszych włosów. Ale jeśli tak jak ja szukacie czegoś co po prostu pomoże Wam je rozczesac to serdecznie polecam ☺

Niestety nie wiem , czy produkt jest jeszcze dostępny w ofercie Avon.  Ja swoją kupiłam jakiś rok temu. Używałam jej po każdym myciu, czyli co drugi dzień a także czasem na wlosy suche także jest bardzo wydajna ☺

Lubicie odżywki w sprayu? Które z nich ss Waszymi ulubionymi?

Dobrej nocy!❤

czerwca 01, 2016

[RECENZJA] DEBBY KISS MY LIPS

[RECENZJA] DEBBY KISS MY LIPS
Hej!

Z pierwszym dniem czerwca przebywam do Was z recenzją błyszczyka do ust, którego dostałam w sumie nie tak dawno bo w kwietniowym pudełku JoyBox. Kiedyś byłam ogromną fanką tego typu produktów do ust gdyż łatwo się je aplikuje , wyglądają na ustach delikatniej a także nie potrzebujemy aż takiej precyzji (konturówki) przy ich nakładaniu. Jednak od kilku lat jestem zdecydowana zwolenniczka szminek, może ze względu na to ze przekonałam się do odważniejszych kolorów na moich ustach a takie jednak są trwalsze w formie szminek. Ten gagatek trafił do mnie przypadkiem i muszę powiedzieć że na początku jego wygląd mnie wystraszył.
..


... a to za sprawą widocznych , różowych drobinek zatopionych w produkcie. 

Debby

Błyszczyk do ust Kiss My Lips

Błyszczyk do ust KISS MY LIPS ma lśniący, sexy kolor i kremową formułę. Zapewnia ultra-gładką aplikację, nie klei się. Zawiera ekstrakt z Passiflory. Formuła wzbogacona witaminą E dla utrzymania właściwego nawilżenia ust. Specjalny silikonowy aplikator zakończony gąbką zapewnia komfortową aplikację. 

Samo opakowanie niczym szczególnym się nie wyróżnia. Jest to standardowa buteleczka z przezroczystego , dosyć grubego plastiku z czarną skuwka. Ma wygodny aplikator w formie gąbeczki. Do mnie trafił w najciemniejszym odcieniu czyli nr 14. Kolor od samego początku mi się spodobał taki róż przełamany śliwka.  W opakowaniu jest on zdecydowanie ciemniejszy. Błyszczyk na świetną pigmentacje, ale jest lekko transparentny. Dzięki czemu możemy zdecydować i intensywności jego koloru. I NAJWAŻNIEJSZE... TE DROBINKI KTÓRE MNIE TAK PRZERAZIŁY NIE SĄ WIDOCZNE NA USTACH!...UFF 
Produkt na gęstą konsystencję dzięki czemu długo pozostaje na ustach. Ale to tylko błyszczyk... nie można porównywać jego trwałości np z matowa szminka lub stainem. Minusem może być jego lepka konsystencja ale dzięki temu lepiej trzyma się ust. Jednak nie jest on ciężki i bardzo komfortowo się nosi, nie wysusza ust i nie rozlewa się. Ma delikatny, owocowy zapach. Bardzo się z nim polubiłam i często używam. Kolor świetnie ożywia i odświeża twarz. 
A tak się prezentuje u mnie 



I jak Wam się podoba?
Miłego dnia !
Emi ❤

Zapraszam Was serdecznie do odwiedzenia mojej strony na Facebooku oraz  konta na Instagram.

maja 29, 2016

[RECANZJA] Caviariste PerLique , Theo Marvee

[RECANZJA] Caviariste PerLique  , Theo Marvee
Witajcie!

Wszystko co dobre szybko się kończy. Długi weekend też niestety dobiegł końca i jutro ponownie trzeba iść do pracy. Ale przez te kilka wolnych dni udało mi się odpocząć i spotkać z rodziną z która przez nadmiar obowiązków nie widziałam się od świąt. Mam nadzieję , ze Wy również naladowaliscie akumulatory.
Dzisiaj chciałabym Wam zrecenzowac tonik, który jakiś czas temu dostałam w jednym z pudełek Shiny Box.  Właśnie mi się skończył dlatego myślę że to świetna okazja aby go podsumować. 



Caviariste PerLique – Tonik 200ml – Theo Marvee – Tonik do twarzy wspomagający proces naturalnego oczyszczania się i odnowy skóry, zmniejszający pory i przywracający równowagę hydro-lipidową. Po użyciu skóra wygląda na zdrową i rozświetloną. Może być stosowany do każdego rodzaju cery, łącznie z cerą wrażliwą i płytko unaczynioną. Zawiera ekstrakt z perły i ekstrakt z kawioru a ponadto łagodzący d-panthenol i alantoinę a także drobinki macicy perłowej.

Tonik otrzymujemy w minimalistycznej, przezroczystej butelce z niebieskimi napisami. Linia ta jest reklamowana jako luksusowa ,ale niestety opakowanie na to nie wskazuje. Jest ono dosyć skromne i nie przyciąga wzroku... a szkoda. Szkoda też ze opakowanie nie ma pompki chociaż widziałam że większą pojemność takową ma.
Tonik ma bardzo przyjemną,  żelowa konsystencję.  Mi najlepiej nakladalo się fo po prostu wylewajac trochę nas czystą dłoń.  Używałam go jak serum nawilżające.  I muszę powiedzieć że w takiej formie sprawdzil się bardzo dobrze. Skóra po użyciu była gładka i rozswietlona. Drobinki które widoczne są w butelce na twarzy znikają.  Użycie uprzyjemnia także słodki zapach. Tonik dobrze się sprawdzał zarówno rano jak i wieczorem. Nie spowodował i mnie ani podrażnienia ani pogorszenia stanu cery. Wręcz przeciwnie. Przy regularnym używaniu rzeczywiście widziałam jego wpływ na jej wygląd.  Postanowiłam sobie ze regularnie będę używać tego typu produktów i do tego także chętnie wrócę.

Dobrej nocy!

maja 25, 2016

[RECENZJA] Anatomicals, śmiesznie owocowy żel pod prysznic.

[RECENZJA] Anatomicals, śmiesznie owocowy żel pod prysznic.
Witajcie,
Nareszcie mamy ładną,  słoneczna pogodę.  Korzystam z tego całą parą i dopóki nie ma upałów jeżdżę do pracy rowerem i codziennie pokonuje ok. 30km. Muszę powiedzieć że taka przejażdżka działa na mnie bardzo relaksująco i oczyszczająco.  Mogę sobie w spokoju przemyśleć wiele spraw☺ polecam każdemu.

Dzisiaj przedstawię Wam żel pod prysznic który otrzymałam w tamtym roku w pudełku Inspired By Charlize Mystery. Czekał długo w zapasach, ale w końcu i na niego przyszła kolej.


To co się rzuca w oczy to jego bardzo charakterystyczna opakowanie. Jest ono kolorowe i oznaczone zabawnymi napisami. Bardzo dużym plusem jest pomka. Dzięki niej dozowanie żelu pod prysznicem jest bardzo wygodne.
Po wycisnieciu żel na dosyć rzadka konsystencję.  Jest przeźroczysty,  ale w kolorze fioletowym. Plusem jest jego zapach , owocowy. Ale nie są to świeże owoce bardziej... landrynki owocowe. Jest to taki bardziej słodki zapach. Niemniej jednak bardzo przyjemny.
Żel ma standardowy skład jak większość tego typu produktów z drogerii. Dobrze się pieni i myje. Niestety przez swoją wodnista konsystencję jest on niestety niewydajny. Jestem przyzwyczajona do gęstej piany zeli Dove a żeby taka uzyskać w przypadku tego produktu muszę wycisnąć kilka pompek.
Ale jest to fajny produkt o slicznym zapachu. Jeśli lubicie mieć na półce w łazience ladne pudełko i tak jak ja kupujecie żele kierując się zapachem to serdecznie Wam go polecam.

maja 17, 2016

[RECENZJA] Balmi, Super Cube Lip Balm

[RECENZJA] Balmi, Super Cube Lip Balm
Witajcie!

Ostatnio pokazywałam Wam moje nowe , matowe produkty do ust.


A jak wiadomo , aby taka konturówka ładnie wyglądała na naszych ustach to muszą one być zadbane i wypielęgnowane. Ta zasada dotyczy także matowych pomadek. Oczywiście przy błyszczącym wykończeniu szminki lub błyszczyku również warto o usta zadbać. Jednak takie wykończenia są dużo bardziej pobłażliwe dla naszego lenistwa i nie uwidocznią każdej skórki.

Moje usta są raczej bezproblemowe i normalne. Ale może też to wynikać z tego, że mam bardzo dużo balsamów do ust poupychanych. gdzie tylko się da i co chwila się nimi smaruję. Polecam Wam również wykonywanie regularnych peelingów ust. Możecie zrobić go samodzielnie mieszając cukier z miodem lub oliwą lub za kilka złotych kupić gotowy produkt.


Będzie o produkcie, który zachwycił mnie swoim wyglądem, zachwycił mnie swoim zapachem czarnej porzeczki. Ale , czy oprócz ładnej otoczki ma jeszcze jakieś plusy?




Balmi - SUPER CUBE LIP BALM - Balsam do ust - CZARNA PORZECZKA Balsam do ust o przyjemnym zapachu czarnej porzeczki. Zawiera SPF15, którego zadaniem jest zapewnienie ochrony przed promieniami UVA&UVB. Skład wzbogacony został o nawilżające masło Shea, olej Jojoba i witaminę E. Opakowanie przypominające kostkę do gry, przyciąga uwagę i będzie doskonałym gadżetem w damskiej torebce. Unikalna formuła pozostawia usta wygładzone i miękkie.

Balsamik przykuł mój wzrok, gdy byłam na zakupach w Superpharm. Piękne, błyszczące, fioletowe opakowanie to nie lada gratka dla takiej sroki jak ja . Zawsze lubię mieć coś ładnego i ciekawego w torebce. Też tak macie, że kupują Was opakowania? Mnie niestety często tak.
Pudełeczko otwiera się przekręcając górną część. Niestety już po kilku użyciach zamknięcie się po prostu zepsuło , a balsam nosiłam w kieszeni kurtki. Niestety przestało to być fajne , gdyż kilka razy sam z siebie się otworzył. Teraz trzymam go na biórku w pracy.
Również jego na początku wygodny, stożkowaty kształt był bardzo praktyczny w użytkowaniu. jednak balsam jest bardzo mięciutki i dosyć szybko ten stożek zaczyna się spłaszczać. Mój już jest praktycznie płaski i muszę nakładać go palcem.
Jeśli chodzi o działanie to jest to bardzo lekki produkt. Szczerze mówiąc myślałam, że będzie on bardziej treściwy. Myślę, że osoby z suchymi ustami mogą się niestety zawieść dlatego jeśli takie usta posiadacie to nie polecam. U mnie sprawdza się przeciętnie. Fajne jest to, że jest lekki , nie bieli ust i nie skleja ich. Jednak na noc muszę używać czegoś zdecydowanie mocniejszego (masełko Nivea) aby usta porządnie nawilżyć i odżywić.
Ogromnym plusem, który sprawia że uwielbiam go używać jest jego cudowny, porzeczkowy zapach. Ale niestety tylko tyle i nic więcej. A to chyba zbyt mało, żebym chciała kupić go ponownie.

A Wy lubicie balsamy Balmi?
 A może ich pierwowzór , czyli EOS?
A może macie całkiem inny, ulubiony balsam do ust?
Piszcie śmiało :)

Pozdrawiam
Emi


Zapraszam Was serdecznie do odwiedzenia mojej strony na Facebooku oraz  konta na Instagram.

maja 15, 2016

[RECENZJA] Wibo Nude Lips - konturówki do ust

[RECENZJA] Wibo Nude Lips - konturówki do ust
Witajcie,

jestem ogromną fanką produktów do ust i jak na osobę, która maluje tylko siebie (i sporadycznie znajome kobiety na specjalne okazje) mam produktów do ust sporo. Zaczynając od balsamów do ust poprzez błyszczyki , a na pomadkach skończywszy. Dlatego ogromnym wyzwaniem jest dla mnie odpuszczenie promocji na wszelakiego typu pomadki, zawsze mnie łapki świerzbią, żeby przetestować coś nowego. 
Jednak na ostatnim -49% mocno nie poszalałam ...ufff :) Dzisiaj przedstawię Wam 2 bardzo fajne konturówki z Wibo. Był ogromny szał na Lovely i szafa była wyczyszczona dlatego skusiłam się na 2 kolory z szafy obok.


Wibo, Nude Lips - Konturówki do ust w naturalnych odcieniach. Ich formuła o idealnej miękkości pozwala na precyzyjne zakreślenie konturu ust, umożliwiając wykonanemu makijażowi ust przetrwać wiele godzin. Kolory zaprojektowane tak, by idealnie komponować się z pomadkami Glossy Nude. W celu uzyskania maksymalnej trwałości pomadki, możesz położyć konturówkę na całą powierzchnię ust, a dopiero następnie nanieść pomadkę.
Składniki: Ricinus Communis Seed Oil, Hydrogenated Vegetable Oil, Copernicia Cerifera Cera, Candelilla Cera, Caprylic/Capric Triglyceride, Cera Alba, Hydrogenated Palm Kernel Glycerides, Hydrogenated Palm Glycerides, Mica, Isopropyl Myristate, Ceresin, Talc, Tocopheryl Acetate, Propylparaben, BHT, CI 77499, CI 77492, CI 77491, CI 77891, CI 15850.

Jak widać konturówki mają dobry skład gdyż na początku mamy olej rycynowy, który fajnie pielęgnuje usta i zabezpiecza je przed wysuszeniem. I rzeczywiście kredka jest bardzo fajna i miękka. Dzięki temu bardzo dobrze nakłada ją się na usta bez nieprzyjemnego ciągnięcia i tarcia. Sprawia również , że produkt mimo swojego matowego wykończenia ust nie wysusza. Konturówką bardzo łatwo możemy wyrysować sobie kontur ust. Ja do tej pory stosowałam tego typu produkty tylko w celu zabezpieczenia konturu przed rozlewaniem się pomadki. Ale coraz bardziej przekonuję się do tego, aby nosić je na całych ustach . Zawsze wydawało mi się to morderstwem dla delikatnej skóry warg. A jednak można :) Produkt zasycha na ustach, ale ich mocno nie przesusza. Jest bardzo trwały i ściera się tylko przy spożywaniu tłustych produktów. Ponadto dzięki temu, że kolory są naturalnie nie wyciera się w brzydki sposób , a tylko delikatnie zanika od środka warg do konturu.
Ja jestem z nich bardzo zadowolona i na pewno będę testować w ten sposób inne konturówki :)
A teraz prezentacja kolorów - zdjęcia były robione w innych dniach stąd zmiana oświetlenia. W pierwszym przypadku było mocne słońce stąd cieplejszy odcień zdjęcia. Ponadto zaczęłam używać fioletowego szamponu stąd ten chłodniejszy odcień włosów.



Wibo Nude Lips Nr 03 to ciemniejszy, przybrudzony róż, posiada on lekką domieszkę brązowego czy wręcz ceglastego pigmentu. Niemniej jednak wygląda nadal bardzo naturalnie i nadaje się do codziennego makijażu. Mój zdecydowany faworyt :)



Wibo Nude Lips Nr 04 to delikatny dziewczęcy róż, również jest odrobinę przybrudzony, ale zawiera w sobie lekką domieszkę brzoskwini. Jest to jasny odcień i na początku nie byłam do niego zbytnio przekonana. Lepiej czuję się w ciemniejszych odcieniach. Ale ostatecznie się przekonałam. Świetnie odświeża i odmładza wygląd. Coś dla fanek delikatnego podkreślenia ust.

Lubicie konturówki do ust?
Może podpowiecie mi, które są godne polecenia?

Pozdrawiam!
Emi


Zapraszam Was serdecznie do odwiedzenia mojej strony na Facebooku oraz  konta na Instagram.

maja 10, 2016

[RECENZJA] Original Source, Żel pod prysznic, mango & macadamia

[RECENZJA] Original Source, Żel pod prysznic, mango & macadamia
Witajcie!

Nareszcie nastała iście wiosenna, a czasami to i nawet letnia pogoda. Uwielbiam słoneczko :) A jak robi się cieplej to wraz z lżejszymi ubraniami przychodzi także ochota na lżejsze, bardziej orzeźwiające zapachy. Poranny, chłodny prysznic z cytrusowym żelem. To jest to, co stawia mnie na nogi lepiej niż kawa!


Original Source, Żel pod prysznic, mango & macadamia Żel pod prysznic Original Source Mango&Macadamia. Owoc mango, który użyliśmy do stworzenia tej butelki żelu pod prysznic dojrzewał na 287-letnim drzewie! Soczyste połączenie mango i orzechów makadamia to bardzo smakowity duet- uważaj, żeby przez pomyłkę go nie wypić! Testowany dermatologicznie. 

SKŁADNIKI Aqua, Sodium Laureth Sulfate, Cocamidopropyl Betaine, Sodium Chloride, Parfum, Mangifera Indica (Mango) Fruit Extract, Macadamia Integrifolia Seed Extract, Polyquaternium-7, Glycerin, Hydrogenated Castor Oil, Sodium Benzoate, Tetrasodium Glutamate Diacetate, Lactic Acid, Styrene/Acrylates Copolymer, C11-15 Pareth-40, C11-15 Pareth-7, Benzotriazolyl Dodecyl p-Cresol, Limonene, Linalool, Hydroxycitronellal, Alpha-Isomethyl Ionone, Butylphenyl Methylpropional, CI 15985, CI 19140.

Żele Original Source już od jakiegoś czasu kusiły mnie w sklepie swoimi kolorowymi, zabawnymi opakowaniami, ale jakoś w efekcie nigdy sama ich nie kupiłam. Pierwszy egzemplarz trafił do mnie z pudełkiem JoyBox [RECENZJA]. Bardzo się ucieszyłam , gdyż lubię zapach mango. I rzeczywiście zapach jest bardzo przyjemny, egzotyczny i przede wszystkim nie za słodki. Idealnie orzeźwia :) Plusem jest również samo opakowanie produktu. Butelkę stawiamy na zakrętce "do góry nogami". Jest to fajne rozwiązanie ponieważ produkt spływa i pod koniec butelki nie trzeba go wytrząsać (jak np w przypadku Dove). Butelka jest dosyć nieduża i poręczna dzięki czemu możemy zabrać ją na wyjazd.Przeźroczyste opakowanie sprawia też , że widzimy ile produktu jeszcze nam pozostało. I tutaj się przyczepię do wydajności. Bo mam wrażenie, że ten produkt ubywa mi w zastraszającym tempie. Bardzo lubię gęstą , kremową pianę i muszę go dosyć sporo użyć aby taki efekt osiągnąć. Niemniej jednak produkt dobrze myje skórę i nie wysusza jej. Nie spowodował też u mnie żadnego podrażnienia czy uczulenia. 
Podsumowując jest to dobry produkt o bardzo ładnym, orzeźwiającym zapachu. Mycie nim jest bardzo przyjemne i lubię stosować go właśnie rano lub po treningu. Jednak nie zachwycił mnie aż tak, żeby koniecznie musiała wracać. Jeśli chodzi o żele pod prysznic to lubię je zmieniać i często biorę taki, na jaki zapach mam aktualnie chęć.
Niemniej jednak polecam ten produkt :)

Zapraszam Was serdecznie do odwiedzenia mojej strony na Facebooku oraz  konta na Instagram.

maja 05, 2016

[RECENZJA] EVREE, Revita Perilla , liftingujący olejek do twarzy i szyi.

[RECENZJA] EVREE, Revita Perilla , liftingujący olejek do twarzy i szyi.
Witajcie!

długi weekend minął nam w tempie natychmiastowym i jak na złość pogoda również zrobiła się dużo lepsza.  Wczoraj nawet odważyłam się pojechać na rowerze do pracy i chociaż w drodze powrotnej pogoda straszyła deszczem to jednak udało mi się dotrzeć do domu "suchą nogą". Miejmy nadzieję, że słoneczko utrzyma się do weekendu :)

Dzisiaj przychodzę do Was z recenzją kolejnego produktu marki Evree. Jak wiecie bardzo lubię kosmetyki tej firmy i chyba jeszcze nigdy mnie nie zawiodły. Olejku Magic Rose [RECENZJA] zużyłam ze 2 lub 3 buteleczki. Jednak ostatnio postanowiłam zastosować coś bardziej nawilżającego i wybrałam wersję Revita Perilla.




REVITA PERILLA OLEJEK DO TWARZY I SZYI liftingujący do wszystkich typów skóry Wypróbuj luksusową olejkową kurację do twarzy. Formuły oparte na skoncentrowanych olejkach i ekstraktach roślinnych zapewnią spektakularne efekty pielęgnacji. Nie zapycha porów. Formuła olejkowa dobrze się wchłania. SKŁADNIKI AKTYWNE: OLEJEK PERILLA ,NKKT Omega 3 i 6, flawonoidy, antocyjany, związki fenolowe DZIAŁANIE: ujędrnia i napina, wyrównuje koloryt skóry, rewitalizuje i wygładza POJEMNOŚĆ: 30 ml.


Olejek standardowo jest zamknięty w wygodnej, szklanej buteleczce z pipetą. Jest to bardzo dobre rozwiązanie, gdyż pipeta pozwala nam zaaplikować odpowiednią ilość olejku. Szkoda tylko, że olejek nie jest w ciemnej butelce, bo jak wiadomo witaminy zawarte w olejach łatwo się utleniają pod wpływem światła. Mój olejek stoi w łazience w szafce więc ze światłem ma mało styczności.
Ja używam go głównie na noc zamiast kremu. Po dokładnym oczyszczeniu twarzy nakładam ok 5-6 kropli na dłoń, rozgrzewam go a następnie robię kilkuminutowy masaż twarzy. Jest to niezwykle relaksujący rytuał , gdyż olejek bardzo ładnie pachnie. Bardzo fajne jest to, że na pudełku od olejków znajdziecie informację jak taki ujędrniający masaż twarzy wykonać. Olejek dosyć szybko się wchłania i nie pozostawia nieprzyjemnej warstwy na skórze. Rano moja buzia jest bardzo dobrze nawilżona i miękka. Czasem, gdy skóra mi się buntuje i jest mocniej przesuszona to nakładam jego niewielką ilość (3 krople) także rano. Muszę wtedy odczekać dłużej niż po nałożeniu zwykłego kremu, ale po 15 minutach spokojnie mogę nakładać makijaż, a moja skóra jest ukojona i nie ściągnięta. Często dodaję kropelkę do kremu CC z Bourjois, dla mnie jest on niestety zbyt suchy :( .Ale w połączeniu z olejkeim nosi mi się je bardzo komfortowo. 
W porównaniu do olejku Magic Rose Revita Perilla jest bardziej treściwy i nawilżający. Zdecydowanie lepiej sprawdzi się na skórze przesuszonej czy odwodnionej. Magic Rose bardziej poleciłabym skórze mieszanej lub z niedoskonałościami ( w tamtym roku moja cera bardzo się buntowała :( ) Na plus zasługuje również to, że olejek nie zapycha . Stosuję go codziennie na noc i nie pojawiają mi się absolutnie żadne niedoskonałości. Niestety nie jestem w stanie powiedzieć nic na temat jego właściwości liftingujących, bo nie mam problemu ze zwiotczałą skórą. Poza tym wykonuję nim masaż (jak i każdym innym olejkiem) więc to na pewno ma też wpływ na jędrność skóry.
Dzisiaj rano użyłam ostatnie kropelki, które zostały na dnie , ale w kolejce czeka już kolejna wersja czyli Essential Oils, którą znalazłam w Joy Box także jego recenzja i porównanie również niebawem się pojawi.

A Wy lubicie olejki? Używacie ich codziennie, czy raczej sporadycznie?


Zapraszam Was serdecznie do odwiedzenia mojej strony na Facebooku oraz  konta na Instagram.

maja 03, 2016

[NOWOŚCI ] Kosmetyki kolorowe - Golden Rose, Ekobieca, Superpharm, Rossmann.

[NOWOŚCI ] Kosmetyki kolorowe - Golden Rose, Ekobieca, Superpharm, Rossmann.
Witajcie!

Dawno nie pokazywała Wam kosmetyków kolorowych, które ostatnio pojawiły się w mojej kosmetyczne. Wszystkie poniższe produkty kupiłam od początku roku. Kosmetyki pielęgnacyjne pokazuje Wam w miarę regularnie, ale o tych kolorowych zwyczajnie zapominam.


Bardzo rzadko bywam w Golden Rose bo zwyczajnie jest mi tam nie po drodze. Ale jeśli już tam zajrzę to zawsze wyjdę z kilkoma produktami. Tym razem moje serce skradly pomadki w kredce Matte Lipstick Crayon. Moje serce kompletnie skradł dzienny, brudny róż 10, ale nie gorszy jest ten brzoskwioniowy nudziak i nr. 13.  Ostatnim wyborem jest odważny sliwkowo-wiśniowy odcień czyli 3. Do niego dobralam sobie konturowke w tym samym odcieniu.


Ekobieca.pl to moja ulubiona drogeria internetowa i tam najchętniej robię zakupy. Tym razem skusiłam się na matujacy Puder ryżowy Ecocera. Do koszyka wpadła również moja ulubiona odżywka do paznokci Herome Extra Strong oraz najlepszy żel do skórek czyli Sally Hansen Instant Cuticle Remover. Skusiłam się także na 2 lakiery Essie -Tying The Knottie miał być zamiennikiem koloru Fiji niestety potrzeba aż 4 warstw żeby uzyskać satysfakcjonujące krycie , Take It Outside to ładny, kremowy szary lakier tym razem o dobrym kryciu.


W Drogerii Natura bardzo skromnie. Jedynie My Secret Face Illuminator Powder i od tamtej pory używam go namiętnie.


Promocja w SuperPharm nie jest tam mocno naglosniona jak ta w Rossmannie. Tam wybrałam się po Dr Irena Eris ProVoke Radiance Fluid , który już od dawna chciałam przetestować. Kupiłam też Essie Fiji. Z nieplanowanych produktów do koszyka trafił  Olejek do demakijażu z Clochee oraz balsam do ust Balmi, który okazał się bardzo przeciętny ale pięknie pachnie.


Pierwsza część promocji w Rossmannie przebiegła spokojnie i kupiłam tylko rozświetlacz Wibo Diamond Iluminator. Chyba zaczęłam kolekcjonować rozświetlacze.  Wprost nie mogę się oprzeć ich pięknemu błyskowi.


Podczas drugiej części postanowiłam wypróbować kilka nowości : tusze Rimmel oraz Eveline a także tusz do brwi L'Oreal. Lovely Pump Up oraz Eveline Celebrities Eyeliner (tym razem fioletowy) już znam.

A jako wisienka na torcie moja wygrana w konkursie Drogeria.pl (był jeszcze różowy lakier holo ale podzieliłam się prezentem z przyjaciółką )


MIŁEGO POPOŁUDNIA WAM ŻYCZĘ!
EMI😃

Zapraszam Was serdecznie do odwiedzenia mojej strony na Facebooku oraz  konta na Instagram.

maja 01, 2016

[DENKO]#4 KWIECIEŃ 2016

[DENKO]#4 KWIECIEŃ 2016
Witajcie!

Jak mija Wam majówka? W Warszawie pogoda jest nawet znośna, słoneczko świeci, ale niestety wiatr jest dosyć chłodny. Ciekawa jestem , czy przedłużyliście sobie weekend i gdzieś wypoczywacie czy , tak jak ja, musicie niestety jutro iść do pracy (całe szczęście tylko do 13) Nawet gdybym miała urlop to niestety musiałabym go poświęcić na dokończenie pisania pracy dyplomowej, gdyż terminy nieubłagalnie mnie gonią. Ale przynajmniej mogę to robić na balkonie, opatulona w ciepły sweter ;)
Tymczasem w oderwaniu od szarej codzienności zapraszam Was na comiesięczne denko.

Świetny produkt!
Przeciętny.
Uwaga Bubel!!!


1. W małym pudełeczku po sypkiej wit. C miałam swój Krem Do Twarzy na bazie z Masła Mango Naparem z Zielonej Herbaty i Żelem Hialuronowym. Nie pokazywałam Wam moich wcześniejszych kremów, bo różnie mi one wychodziły i często nie byłam z nich zadowolona. Ten wyszedł mi naprawdę dobrze, zarówno pod względem konsystencji jak i działania. Muszę tylko popracować jeszcze nad zapachem moich kosmetyków :) Pokażę Wam, gdy ukręcę następny, ale na razie mam krem nagietkowy z Sylveco.

2. Nacomi, Czarne Mydło [RECENZJA] Bardzo dobry produkt do oczyszczania twarzy i ciała. Dobrze spisywał się jako peeling enzymatyczny i chętnie kiedyś do niego wrócę. Obecnie do głębszego oczyszczania twarzy mam mydło Aleppo z 12% olejem laurynowym.

3. Nacomi, Biała Glinka. Bardzo lubię naturalne glinki, gdyż mogę dowolnie modyfikować ich działanie poprzez dodawanie poszczególnych składników. Te z Nacomi mam wrażenie, że są tak jakby słabsze w działaniu niż te , które kupuję na stronach z półproduktami ( naturalnepiekno.pl , ecospa.pl) lub chociażby ta z Mokosh o której pisałam TUTAJ. Dlatego chyba na glinki Nacomi już się nie skuszę. Nie są złe, ale jednak czegoś im brakuje.

4. Vichy, Teint Ideal. próbka podkładu rozświetlającego z gazety. To najgorszy podkład jakiego kiedykolwiek używałam. Miał rozświetlić i nawilżyć cerę, a chyba na drugim składzie miał alkohol. Już jak go otworzyłam to niemiłosiernie śmierdział spirytusem. Fuj! W ciągu 5 minut okropnie wysuszył i wręcz spalił mi cerę. Całe szczęście nakładałam go wieczorem , bo kolor był zbyt ciemny i chciałam tylko zobaczyć jak się sprawdzi. Kolejny dowód na to, że kosmetyki Vichy mają w sobie coś co mi nie służy. Za każdym razem kiedy używam czegoś od nich kończy się ogromnym podrażnieniem i nie ważne czy są to kosmetyki do pielęgnacji (Idealia) czy te kolorowe.

5. Ziaja, Liście Zielonej Oliwki. Nie będę się powtarzać , chętnie kupuję i kupować będę. Gdy ogarnia mnie leniuszek to aplikuję na twarz właśnie takie gotowce.


6. Avene, Woda Termalna [RECENZJA]. Na co dzień nie mam potrzeby używania tego typu produktów i długo nie widziałam nic zachwycającego w tej wodzie oprócz tego, że świetnie odświeżała twarz w upały, ale to potrafi zrobić każdy hydrolat czy tonik w atomizerze. Moje zdanie uległo zmianie , gdy zaczęłam kurację kwasem glikolowym. Woda świetnie zdejmowała zaczerwienienie, uspokajała cerę oraz ją nawilżała. Kupię w przyszłym roku na jesieni , gdy wrócę do kuracji. Teraz mam tonik różany z Evree.

7. Bioderma Sensibio, Płyn Micelarny. [RECENZJA] Niestety moje ogromne rozczarowanie, ale może spodziewałam się zbyt wiele, bo naczytałam się tych ochów i achów na blogach. Może gdybym miała cerę wrażliwą, albo wrażliwe oczy to wówczas dostrzegłabym różnicę. A tak....z wielką radością wróciłam do mojego ukochanego lipowego płynu z Sylveco o którym przeczytacie TUTAJ

8. AVA, Serum 100% witaminy C. Bardzo przyjemne, żelowe serum które ładnie rozświetlało i nawilżało cerę. Było delikatne. W tamtym roku używałam Flavo-C Forte, ale bardzo mnie podrażniało. Jednak moja skóra w tamtym roku się mocno buntowała więc ostatecznie nie wydałam na jego temat żadnej opinii. Serum Avy było bardzo delikatne, miało mniejsze stężenie wit C , ale jednak trochę rozjaśniło moje przebarwienia. Świetnie sprawdzało się jako serum pod krem na dzień. Chętnie jeszcze do niego wrócę.

9. AVA, Hydranov. To serum miało być lepsze w działaniu niż zwykły kwas hialuronowy, ale ja niestety nic takiego nie zauważyłam. Owszem miało fajną konsystencję, szybko się wchłaniało i nie pozostawiało lepkiej warstwy. Ale nie dawało praktycznie żadnych efektów. Po jakimś czasie zaczęłam je łączyć z olejkiem RevitaPerilla z Evree (tak robię ze zwykłym żelem hialuronowym) i wtedy dawało radę. No i ta beznadziejna pompka ( chociaż to pewnie wina konsystencji serum), która nie potrafiła nabrać tego żelu.


10. Babydream, Olejek. Używałam go zarówno na włosy jak i na mokre ciało. Niestety niczym szczególnym się nie wyróżnił. Chyba lepiej sprawdzają mi się w tej roli czyste oleje np kokosowy czy jojoba. Spróbuję jednak jeszcze wersji Fur Mama, która jest tak mocno chwalona przez blogerki.

11. Garnier Fructis, Goodbye Dammage, odżywka do włosów. Bardzo polubiłam tę serię do włosów i żałuję, że już mi się skończyła. Zostało mi tylko serum na końcówki. Chętnie do niej wrócę. Obecnie kupiłam Elseve Nutri-Gloss . Szukałam TEJ wersji jednak jej nigdzie nie mogę znaleźć. Kupiłam szampon i maskę w ciemnoróżowym opakowaniu sądząc , że będzie to zamiennik. Ale chyba ten duet sprawił, że dostałam łupieżu ...wrrr... :(

12. Johnson's , Szampon dla dzieci. Trafił do mnie przypadkiem  gdyż mąż kupił mi go w Rossmannie zamiast Babydream ( nie było i pani ekspedientka doradziła mu ten). Powiem Wam, że nawet fajnie się u mnie sprawdził. Ma SLS ale na jednym z dalszych miejsc dlatego myje delikatniej niż tradycyjne szampony, a przy tym nie plącze i mi włosów tak jak te naturalne.


Robiłam tez porządki w moich lakierach do paznokci i wytypowałam kilka sztuk do wyrzucenia :

13. Rimmel Salon PRO Lycra , Kate, 711 Punk Rock. Kiedyś bardzo lubiłam ten lakier. Ma taki nieokreślony fioletowo-grafitowy kolor. Świetnie wyglądał na krótkich paznokciach. Niestety ma już kilka lat, została go odrobina na dnie, ale jest zgęstniała , a już przeszła mi na niego "faza" więc nie będę go rozcieńczać specjalnym preparatem z Inglota. Ogólnie świetne , trwałe lakiery. Polecam Wam, bo potrafił się u mnie trzymać nawet tydzień!!! To tak a propos promocji w Rossmanie. Mam jeszcze w kolorze różowym.

14. 15 Essie, Fiji i różowy kolor o nieznanej nazwie. Generalnie lakiery Essie nie zrobiły na mnie jakiegoś większego wrażenia, gdyż trzymają się u mnie tak samo dobrze jak np lakiery Golden Rose czyli ok 5 dni. A cena jest nieporównywalna. jedyne, co przemawia za ich kupnem to przepiękne i niepowtarzalne kolory. I to, że naprawdę wolno gęstnieją. Oba zużyłam niemalże do końca. Dlatego w Nowościach, które niebawem się pojawią zobaczycie aż 3 w tym ponownie Fiji w którym jestem zakochana.

16. Sensique, Strong and Trendy Nail. Rzadko noszę granatowe paznokcie, ale kiedyś potrzebowałam lakieru w tym kolorze, aby pasował mi do sukienki na wesele. Kupiłam ten bo był po prostu tani. I powiem Wam, że był bardzo ładny i dobrze się trzymał (chociaż nie jestem najlepszą osobą do testowania pod tym względem lakierów, bo wszystkie dobrze się trzymają ). jedyne , co mi przeszkadzało to bardzo długi i cienki pędzelek. Z przyjemnością zużyłam niemal do końca.

17. Astor, Fashion & Studio. Kupowałam ten lakier przez internet i kompletnie pomyliłam się z kolorem. Moje dłonie po jego użyciu wyglądają na sine. Próbowałam na nogach ale tez mi się nie podoba. Żadna koleżanka ani siostra też nie chce....próbowałam. Więc idzie do kosza.


I to już wszystko na dzisiaj.

A jak tam Wasze zużycia? Mieliście coś z moich "śmieci"?

Zapraszam Was serdecznie do odwiedzenia mojej strony na Facebooku oraz nowego konta na Instagram.

kwietnia 28, 2016

[RECENZJA] SYLVECO, RUMIANKOWY ŻĘL DO TWARZY

[RECENZJA] SYLVECO, RUMIANKOWY ŻĘL DO TWARZY
Witajcie,

każdy kto śledzi mojego bloga wie bardzo dobrze jakim gorącym uczuciem darzę firmę Sylveco. Były to pierwsze kosmetyki naturalne, których zaczęłam używać. Ten rodzaj pielęgnacji tak bardzo mi się spodobał, że praktycznie wszystkie produkty do pielęgnacji twarzy używam naturalne. I wyszło mi to naprawdę na dobre! Mimo, że testuję także inne firmy to do produktów Sylveco często i z chęcią powracam. 



Rumiankowy żel do twarzy Rumianek lekarski już w starożytności był znany ze swoich właściwości przeciwzaplanych, antybakteryjnych i anty-alergicznych. Za jego łagodzące działanie odpowiadają azuleny - związki, nadające olejkowi rumiankowemu intensywny niebieskozielony kolor. Dzisiaj wykorzystujemy ten składnik w pielęgnacji skóry trądzikowej, zanieczyszczonej i podrażnionej.
Hypoalergiczny, głęboko oczyszczający żel do mycia twarzy z kwasem salicylowym (2%) o aktywnym działaniu antybakteryjnym. Zawiera bardzo łagodny, ale jednocześnie skuteczny środek myjący, który nie podrażnia nawet najbardziej wrażliwej skóry. Usuwa zanieczyszczenia i nadmiar sebum, odblokowuje pory i reguluje procesy odnowy komórek naskórka. Żel został wzbogacony olejkiem z rumianku lekarskiego, który posiada właściwości przeciwzapalne, gojące i łagodzące. Systematyczne stosowanie pozwala zachować gładką, miękką, zdrową skórę. 

Żel jest zamknięty w wygodnej buteleczce z pompką. Jest on dosyć rzadki , ale pompka dozuje ilość odpowiednią na umycie całej buzi. Pierwsze, co się rzuca w "oczy" (a raczej nos) jest jego specyficzny zapach. osoby, które nie są przyzwyczajone do naturalnych, ziołowych kosmetyków niestety może od odstraszyć.Myślałam, że to żel tymiankowy brzydko pachnie, ale ten jest niestety gorszy. Jednak naprawdę warto przeboleć, po pewnym czasie przyzwyczaicie się do niego ;)
Żel jest bardzo delikatny, nie pieni się tak mocno jak tradycyjne żele, ale bardzo dobrze oczyszcza skórę . Świetnie współpracuje z moją szczoteczką soniczną. Ja akurat bardzo lubię go używać rano, do delikatnego umycia buzi po nocy. Żel świetnie odświeża, ale nie jest agresywny i nie narusza warstwy lipidowej , która odbudowuje się w nocy. Przy mojej suchej cerze naprawdę ma to znaczenie. O ile wieczorem mogę sobie pozwolić na coś mocniej oczyszczającego typu czarne mydło, czy Aleppo to rano absolutnie nie jest to możliwe. Chodziłabym ze ściągniętą cerą cały dzień, co nie jest przyjemne. I żaden olejek ani krem by tu nie pomógł niestety. Dlatego taki delikatny żel jest dla mnie idealny.
Jeśli macie tłustą, zanieczyszczoną cerę być może będzie on zbyt delikatny. Nie wiem też jak poradzi sobie z bardzo mocnym makijażem i np podkładem zastygającym. Jednak z azjatyckimi BB radzi sobie całkiem nieźle.
Jeśli chodzi o działanie rozjaśniające o którym mówi producent to muszę mu przyznać rację. Może nie jest ono jakieś mocno spektakularne gdyż te stężenia nie są duże. Ale moja twarz ma ujednolicony kolor . Z większymi przebarwieniami na pewno uporały się kwasy z Bielendy, które stosowałam całą zimę. Ale po tym żelu efekt jest inny, twarz jest odświeżona i tak jakby wypoczęta.
Ja jestem jak najbardziej na TAK i bardzo Wam polecam ten produkt.
Jeśli chcecie dowiedzieć się jakie inne produkty SYLVECO polecam to zachęcam do przejrzenia poniższych recenzji:

Sylveco - Tymiankowy żel do twarzy

Sylveco -  Oczyszczający peeling z korundem i szampon pszeniczno-owsiany





DOBREJ NOCY :*

EMI







Copyright © 2016 Uroda Według Blondynki , Blogger