Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Czarszka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Czarszka. Pokaż wszystkie posty

lipca 12, 2018

Skuteczne oczyszczanie twarzy z balsamami od Czarszki

Skuteczne oczyszczanie twarzy z balsamami od Czarszki
Hej! 

Chyba nikt z Was nie ma złudzeń, że podstawą każdej prawidłowej i skutecznej pielęgnacji skóry jest dokładne jej oczyszczenie. Niezależnie od tego jakich kosmetyków używacie: drogeryjnych, czy naturalnych; jak się malujecie: mocno, czy wcale. Codzienne wieczorne oczyszczanie skóry jest po prostu konieczne. W przypadku makijażu, myślę że jest to jasne. że nie kładziemy się spać zanim tego wszystkiego nie usuniemy. Ale także, gdy nie wykonujemy makijażu to nasza skóra w ciągu dnia produkuje sebum, poci się (zwłaszcza teraz) i przyklejają się do niej zanieczyszczenia i kurz z całego dnia. Ponadto latem używamy chętniej kremów z wysokim filtrem, które na noc powinny być usuwane, gdyż mogą mieć tendencję do zapychania.

Dzięki odpowiedniemu oczyszczaniu odblokowujemy pory, pozbywamy się złuszczonego naskórka i dzięki temu wszystkie produkty, które nałożymy na twarz będą miały szansę zadziałać mocniej. W nocy nasza skóra regeneruje się najmocniej i najwięcej czerpie z tego, co na nią nałożymy. A na pięknej, promiennej skórze także i kosmetyki kolorowe będą prezentowały się dużo lepiej.

No dobrze, ale co w takim razie zrobić aby to oczyszczanie było rzeczywiście skuteczne. Ja już od kilku lat jestem ogromną fanką OCM w wieczornej pielęgnacji twarzy. Najbardziej w tym aspekcie przemawia do mnie własnie wersja balsamu, czy masła która na skórze delikatnie się topi. Paradoksalnie olej nie zapcha naszych porów (przy dokładnym zmyciu), a wręcz przeciwnie połączy się z sebum i je wyciągnie. 

Tak naprawdę już od dawna znam balsam Czarszki, gdyż wielokrotnie sama wykonywałam taki produkt z jej przepisu o czym mogliście przeczytać TUTAJ. Natomiast jakiś czas temu trafiły do mnie również balsamy wykonane przez samą Paulinę w wersji regulującej oraz ultradelikatnej.

Oba balsamy są zamknięte w szklanych słoiczkach z minimalistyczną, kolorową etykietą.




Regulujący balsam do demakijażu  jest kosmetykiem przeznaczonym do codziennego demakijażu i oczyszczania twarzy. Został stworzony z myślą o osobach, których cera ma skłonności do zapychania, jest zanieczyszczona, produkuje nadmierną ilość łoju lub dla tych, którzy borykają się z problemem wyprysków. Balsam zawiera między innymi oczyszczający olej laurowy, łagodzący olej tamanu, regulujący wydzielanie sebum olej z czarnuszki oraz specjalnie dobraną kompozycję olejków eterycznych z drzewa herbacianego i eukaliptusa, które poza działaniem antybakteryjnym i przyspieszającym gojenie zapewniają balsamowi odświeżający zapach.

Wersja regulująca jest najbardziej podobna do tej z przepisu. Balsam ma aksamitną konsystencję. Bardzo łatwo topi się w kontakcie ze skórą dzięki czemu możemy wykonać skuteczny masaż twarzy. Zapach jest bardzo specyficzny, dosyć mocny i ziołowy. Dodatek olejków eterycznych wspomaga gojenie się zmian skórnych oraz oczyszczanie. Produkt skutecznie rozpuszcza makijaż, nawet oczu chociaż jeśli macie wrażliwe oczy to lepiej te okolice zmyć delikatnym płynem micelarnym. Po jego zmyciu skóra jest bardzo dobrze oczyszczona i odświeżona. Mimo, że moja cera jest raczej z tych suchych balsam dodatkowo jej nie wysuszył, ani nie podrażnił.






Ultradelikatny balsam do mycia twarzy jest kosmetykiem przeznaczonym do codziennego demakijażu i oczyszczania twarzy. Został stworzony z myślą o osobach, które zmagają się alergiami, cerą naczyniową, suchą oraz bardzo wrażliwą. Balsam zawiera między innymi łagodzący olej z awokado, regenerujące masło mango i odżywcze masło shea. Odpowiednio dobrane proporcje pozwalają kosmetykowi zachować formę balsamu, zapewniając jednocześnie wygodę i skuteczność użytkowania.

INCI: Butyrospermum Parkii (Shea) Butter, Vitis Vinifera (Grape) Seed Oil, Mangifera Indica (Mango) Seed Butter, Persea Gratissima (Avocado) Oil, Olea europaea (Olive) Fruit Oil

Ten balsam jest rzeczywiście odrobinę inny. Jego konsystencja jest trochę bardziej treściwa, ale też delikatniejsza, bardziej aksamitna. Tak jak poprzednik bardzo dobrze topi się w kontakcie ze skórą i rozpuszcza nawet najtrwalszy makijaż. Balsam ten nie ma dodatku olejków eterycznych, pachnie bardzo subtelnie po prostu surowcami z których jest zrobiony. Dzięki temu możemy nim bez przeszkód wykonać demakijaż oczu. Ja osobiście bardzo lubiłam ten produkt do wykonywania masażu twarzy.



Oba produkty sprawdziły się na mojej cerze bardzo dobrze. Skutecznie radziły sobie zarówno z mocnym makijażem, jak i tylko przy zmywaniu całodziennych zanieczyszczeń. W pierwszym etapie balsamem rozpuszczam cały makijaż masując przez chwilę, a następnie zmywam ciepłą wodą. Drugim etapem jest użycie delikatnego detergentu lub ściereczki. Pamiętajcie, że tylko dobre zmycie oleju ze skóry gwarantuje, że nie będą pojawiały się wypryski. Ja preferuję tę pierwszą opcję. Używam do zmywania balsamu delikatnej pianki np. z E(C)O Laboratorie lub mydła Aleppo. Jeśli mam ochotę i czas to nakładam niewielką ilość olejku i wykonuję przez kilka minut masaż w celu rozluźnienia mięśni twarzy. Tę drugą warstwę olejku również zmywam. Osuszam twarz i nakładam swoją pielęgnację. 

Skóra po takim zabiegu jest idealnie miękka i nawilżona. Czuję, że jest dokładnie oczyszczona, ale bez uczucia napięcia, czy wysuszenia, które często zdarzało mi się, gdy stosowałam inne metody demakijażu. Dlatego też myślę, że nieprędko zamienię oleje/masła na coś innego. Bardzo kusi mnie wersja aksamitna, która podobno pachnie cytrusami. Myślę, że kiedyś po nią sięgnę. A może pokuszę się o ukręcenie czegoś własnego o właśnie takim zapachu.

Balsamy możecie dostać TUTAJ w cenie 60,00zł za słoiczek lub możecie kupić zestaw 3 miniaturek w cenie 80,00zł.

A Wy jaką metodę demakijażu preferujecie?


kwietnia 06, 2018

NOWOŚCI STYCZEŃ-MARZEC 2018

NOWOŚCI STYCZEŃ-MARZEC 2018
Hej!

Święta, święta i po świętach. Mam nadzieję, że ten czas minął Wam spokojnie i przede wszystkim w gronie bliskich. Naładowaliście akumulatory choć trochę? Tym bardziej, że wiosna chyba już na dobre się u nas rozgościła. Oby :)

Jak wiecie od jakiegoś czasu wdrażam w swoje życie plan minimalizmu kosmetycznego. Muszę przyznać, że z dużym sukcesem o czym mogliście przekonać się we wpisach: Ile kosmetyków posiada blogerka urodowa?




Jednak, jak każda kobieta mam czasem swoje zachcianki, albo zwyczajnie coś mi się skończy i trzeba dokupić. Dawno nie było nowości, a przez te 3 m-ce trochę się tego nazbierało. Zapraszam!




Peelingi rozchodzą się u mnie w tempie natychmiastowym. Często przygotowuję naturalny peeling z kawy, ale zawsze mam pod ręką gotowca. Tym razem padło na ujędrniająco-wygładzający peeling Vianek o pięknym zapachu, który kojarzy mi się z kisielem owocowym (takim w proszku). Nie jest to bardzo mocny zdzierak, ale podoba mi się w nim to, że dzięki zawartym olejom nie muszę już po jego użyciu używać balsamu. Ale dobre, gęste masło o pięknym zapachu zawsze się przydaje. Tym razem padło na Nacomi mus o zapachu shake bananowego. Jego recenzję możecie przeczytać tutaj:






Na początku roku Rossmann uszczęśliwił nas promocją 2+2 na kosmetyki naturalne. Kupiłam wówczas zestaw do pielęgnacji włosów i wrażliwego skalpu Petal Fresh Tea Tree. Zarówno odzywka jak i szampon sprawdzają się świetnie, ale nie mogę ich obecnie używać ze względu na ich zbyt intensywny zapach. Drugim szamponem jest Natura Siberica szampon przeciwłupieżowy, który kupiłam z myślą o moim mężu. Natomiast sama obecnie go używam i jest bardzo przyjemny. Z Natura Siberica kupiłam także mydło do głębokiego oczyszczania twarzy.


Pierwszy raz skorzystałam ze strony Biochemia Urody. Zamówiłam dwie świetne esencje do twarzy: jedna na bazie soku z aloesu, a druga z hydrolatem różanym. Do koszyka wpadły też olejki do demakijażu: z olejem różanym do skóry suchej oraz z olejem nagietkowym do skóry naczynkowej.



Jeszcze w grudniu na stronie Lili Natura wgrałam w rozdaniu Mikołajkowym naturalną świecę Green Dragonfly. Świeca jest ręcznie wykonana i prezentuje się pięknie na szafeczce. Niestety jej zapach po odpaleniu jest bardzo delikatny i praktycznie niewyczuwalny.


Także w grudniu na jednym z forum urodowych udało mi się za koszty przesyłki otrzymać dwa balsamy myjace Czarszka. Fioletowego była połowa, a zielony był praktycznie cały. Ich pierwotna właścicielka nie bardzo się z nimi polubiła, za to u mnie sprawdziły się świetnie. Jest to konsystencja właśnie taka jaką lubię najbardziej, gęsta i aksamitna. Na pewno lepiej mi się sprawdza niż standardowe olejki w płynnej formie. Mam ochotę jeszcze na wersję pomarańczową, ale raczej regularnie kupować ich nie będę, gdyż spokojnie potrafię taki balsamik zrobić własnoręcznie. Zresztą jest on również z przepisu Pauliny Czarszki.




Kilka zakupów z Auchan , szczerze mówiąc nie wiedziałam że mają tam szafę z naturalnymi kosmetykami. Zakupiłam nawilżającą piankę do mycia twarzy z EO Laboratorie, żel pod prysznic z olejem macadamia od Organic Shop - bardzo przyjemny i delikatny, a także nawilżajacą maseczkę Natura Estonica, która okazała się niestety wielkim rozczarowaniem. Z nienaturalnych produktów do koszyka trafił Mus Nivea Silk Vanilla&Caramel. Uwielbiam te pianki. Na pewno przygotuję dla Was recenzję porównującą z innymi tego typu produktami.


Po wielu tubkach czarnej pasty Ecodenta postanowiłam wreszcie spróbować czegoś innego. Tym razem postawiłam na ziołową pastę z Sylveco oraz mój ulubiony ziołowy płyn do płukania jamy ustnej tej samej marki.



Od jakiegoś czasu szukam także naturalnego antyperspirantu. W Rossmanie znalazłam Alterrę bez soli aluminium o zapachu cytrusowym. Jak na razie sprawdza się w porządku, ciekawe jak będzie w wakacyjne upały.




Będąc w temacie kosmetyków naturalnych złożyłam po raz kolejny zamówienie na stronie EcoSpa. Przyznam, że to mój ulubiony sklep z półproduktami. Mają świetnej jakości masła i oleje. Szczególnie do gustu przypadło mi mocno nawilżające, ale nie tak twarde jak masło shea , masło z avocado.



Od męża na Dzień Kobiet otrzymałam taki oto uroczy upominek. Matowa pomadka L'Oreal z limitowanej edycji Balmain. Szminka wygląda ślicznie i bardzo elegancko. Kolor Conffession to bardzo delikatny, naturalny kolor. Dla mnie może do naturalnego makijazu zbyt jasny, ale już przy ciemniejszym makijażu oczu prezentuje się pięknie. Szminka ma bardzo przyjemną, gładką konsystencję i na ustach daje efekt velvet matt.


Postanowiłam uzupełnić swoje zapasy lakierów hybrydowych w neutralnych kolorach, idealnych do pracy. Skorzystałam z promocji 1+1 gratis Claresa i wybrałam odcienie 200 Brown Mouse i 201 Brown Rabbit. Kolory są bardzo ładne, ale obsługa w tej firmie pozostawia bardzo wiele do życzenia.


Ta urocza paczuszka to prezent od Anetki z bloga Cosmeticosmos. Ona dobrze wie, co lubię ☺ W środku znalazły się Biolove borówkowy żel pod prysznic oraz kawowy peeling, Missha olejek do demakijażu,  własnoręcznie robione babeczki do kąpieli oraz maseczki w tabletce. 



Po wielu próbach udało mi się w końcu zamówić paletę Nabla Dreamy. Muszę przyznać, że jest to naprawdę rzecz, która cieszy oczy. Zarówno jej wygląd zewnętrzny jak i środek. Również jakość tych cieni jest bardzo wysoka.





Od sklepu Costasy otrzymałam przesyłkę z kosmetykami Lily Lolo. W paczce znalazł się kultowy już podkład mineralny w odcieniu Popcorn, rozswietlacz Star Dust , rewelacyjny Krem BB oraz pędzel super kabuki. Obecnie jestem w trakcie testowania tych produktów, używam ich przy każdym makijażu i już niebawem na blogu pojawi się recenzja.



Skusiłam się też na promocję na stronie Chiodo. Z szerokiego asortymentu wybrałam 4 kolory z kolekcji Edyty Gorniak: 700 Hello LA, 711 Flip-flops in the Sand, 714 Into the Mint, 728 Red is Bad.  I tutaj firma bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła, gdyż zamówione przed południem lakiery były u mnie już następnego dnia.




Ta słodka gromadka to kolejne zakupy z Rossmann. W kwietniu mieliśmy kolejną odsłonę promocji 2+2 tym razem na produkty do włosów. Wybrałam sobie kolejny produkt z Petal&Fresh tym razem odżywkę winogronową do włosów suchych. Bardzo zaciekawił mnie nowy krem myjący Elseve. Niestety mam wrażenie, że moje włosy są po nim niedomyte i tłuste, a poza tym przyczynił się do powstania łupieżu. Zostanie więc zużyty jako standardowa odżywka. Za to bardzo fajnie sprawdziła się maska Garnier Botanic Therapy Miód i Propolis. Jest gęsta, a włosy po niej świetnie się rozczesuja i sa bardzo miękkie. Do koszyka włożyłam również kolejny peeling do skóry głowy tym razem od Natura Siberica. Jest on o tyle specyficzny, gdyż się pieni przez co dodatkowo oczyszcza skalp. Poza promocją wybrałam mydło oliwkowe Alterra z myślą o myciu pędzli oraz gąbeczek. Kupiłam też żel do brwi Bell Hypoallergenic, ale niestety okazał się bardzo kiepskim produktem i po kilku uzyciach nie mam już na niego siły. 




Na deserek została promocja 1+1 na kosmetyki Nacomi w Hebe. Skusiłam się na kolejne produkty do pielęgnacji ciała masło i zapachu zielonej herbaty oraz lekkie masło truskawka-guava. 

I to już wszystkie moje nowości. Trochę się tego nazbierało przez 3 miesiące. Ciekawa jestem, które z produktów ciekawią Was najbardziej i jakie recenzje chcielibyście przeczytać w pierwszej kolejności.

Pozdrawiam

Emi💋


marca 28, 2018

DENKO STYCZEŃ-MARZEC 2018: Produkty zużyte i ich następcy.

DENKO STYCZEŃ-MARZEC 2018: Produkty zużyte i ich następcy.
Witajcie!

Oj dawno nie było u mnie projektu denko. Ostatni to ten zakańczający poprzedni rok:


Od tamtej pory oczywiscie trochę produktów mi się nazbierało, ale mam nadzieję, że sprawnie przez to przejdziemy.



Rewitalizujace serum olejowe Senelle (Recenzja) okazało się moim ogromnym ulubieńcem i wielkim hitem. Buzia po nim była doskonale nawilżona i odżywiona. Na pewno jeszcze sięgnę po to lub inne serum tej marki. Obecnie z zapasów wyciągnęłam także przeze mnie lubiany olejek Evree Magic Rose (Recenzja). To już moja 3-4 buteleczka tego olejku więc też o czymś to świadczy.
  
  

Drugi zużyty produkt pochodzi z tej samej marki i był równie świetny, co serum. Optymalizujacy krem pod oczy (Recenzja) był zamknięty w wygodnej i estetycznej buteleczce z pompką. Jego konsystencja była taka jak najbardziej lubię, czyli gęsta i treściwa, a jednocześnie nie mocno tłusta. Nadawał się zarówno na dzień jak i na noc. Na chwilę obecną szukam jakiegoś ciekawego kremu pod oczy i nie mogę się zdecydować. Na razie ukręciłam go sobie sama :)


Miya lekki oczyszczający olejek do demakijażu (Recenzja) niestety mnie nie zachwycił. Co prawda z makijażem radził sobie świetnie, ale tworzył na mojej skórze taką dziwną, trudną do usunięcia powłokę. Znam dużo lepsze olejki więc do tego na pewno nie wrócę. Za to w zamian mam (a raczej miałam, bo jeden już wykończyłam) dwa balsamy od Czarszki. Recenzja się niebawem pojawi .


Ostatnio staram się wrócić do regularnego olejowania włosów. Kiedyś przyniosło u mnie bardzo dużo dobrego i widoczną poprawę nawilżenia moich suchych włosów. Nacomi 7 olei to mieszanka różnych olei do włosów. Buteleczka ma bardzo wygodną pompkę, łatwo się dozuje produkt na włosy. Chociaż szczerze nie zauważyłam na nich jakiegoś efektu wow. Za to olej z Khadi stosuję na skalp jako wcierkę. Produkt ten ma zwiększyć porost włosów. Chciałam nim olejować całą długość, ale ma tak intensywny zapach że nie dam rady.


Peelingi skóry głowy to moje ogromne odkrycie tamtego roku. Odkąd po raz pierwszy użyłam peelingu zobaczyłam naprawdę dużą różnicę w kondycji mojego skalpu. Przede wszystkim się tak mocno nie przesusza i nie łuszczy. W ostatnim czasie zużyłam 2 peelingi z drobinkami Marion Aktywny peeling z węglem i pestkami moreli oraz Pharmaceris Oczyszczający peeling trychologiczny (Recenzja). Oba były do siebie bardzo podobne jeśli chodzi o działanie. Miały drobinki, które trzeba było wmasować w skórę głowy. Dla mnie, osoby która ma gęste włosy problematyczne jest niestety później wypłukanie ich. Dlatego chyba wolę peelingi enzymatyczne lub z mocznikiem jak np ten z Bandi (Recenzja)



Serum na końcówki to nieodłączny element mojej pielęgnacji włosów. Bez tego kroku lubią się niestety puszyć. Schwarzkopff Essence Ultimate Omega Repair to bardzo lekki balsam. Musiałam go sporo nałożyć żeby dociążyć kosmyki. W tej kwestii dużo lepiej sprawdzają mi się formuły olejowe jak na przykład Garnier Fructis Miraculous Oil.


Tak samo nieodłącznym elementem mycia moich włosów jest nałożenie maski lub odżywki. Garnier Fructis Oil Repair 3 Butter była bardzo gęsta i treściwa. Świetnie dociążała moje włosy i je wygładzała, ale nie były one po niej przetłuszczone. No i dodatkowo pachniała pięknie owocowo. Niestety odżywka Dove Pure Care Dry Oil jest całkowitym jej przeciwieństwem. Jest bardzo rzadka, spływa z włosów i trzeba jej naprawdę nałożyć bardzo dużo żeby uzyskać dobry efekt. Także pewnie pojawi się niebawem w denku.



Zużyłam dwa antyperspiranty. Rexona Invisible to według mnie jedna z lepszych propozycji. Chroni skutecznie, nie brudzi ubrań. Nie przepadam za antyperspirantami w sprayu, ale ten Dove Go Fresh dostałam w paczce PR. Miał piękny, orzeźwiający zapach, ale niestety zostawiał białe ślady. Obecnie szukam czegoś naturalnego, bez aluminium/



Po niezliczonej ilości skończonych tubek pasty Ecodenta (Recenzja) postanowiłam w końcu kupić coś innego. Padło na Sylveco. Na pewno trzeba się przyzwyczaić do jej charakterystycznego smaku, który jest bardziej ziołowy niż miętowy.



Z produktów do pielęgnacji ciała zużyłam Olejek do pielegnacji ciała Equilibra. Miał bardzo fajny skład, dobrze się wchłaniał i nawilżał skórę, ale taka mała pojemność (50ml) bardzo szybko się zużyła. W podróży zużyłam też próbkę Lotionu Cetaphil, który dostałam od dermatologa. Doprawdy nie rozumiem fenomenu tej marki. Ani nie ma zbyt specjalnego składu, ani nie nawilżył jakoś świetnie. Obecnie mam orientalny olejek z lotosem Khadi. Jednak ten zapach jest również tak intensywny, że muszę dodawać go do innych, bezzapachowych produktów. 


Jak zwykle w moim denku pojawia się ogrom saszetek i maseczek. Maseczki 7th heaven uwielbiam za ich zapachy. Mimo, że nie są to produkty naturalne to mają całkiem niezły skład i na mojej twarzy sprawdzają się rewelacyjnie. Szczególnie wersja czekoladowa z pomarańczą. Maski w płachcie Purederm znalazłam w Biedronce. Muszę powiedzieć, że to całkiem porządne maski, choć bez efektu wow. Ta ogórkowa miała orzeźwiający, chłodzacy zapach i naprawdę fajnie nawilżyła twarz. Ziaja Liscie Zielonej Oliwki jedna z moich ulubionych masek saszetkowych. Regularnie do niej wracam jak nie chce mi się rozrabiać glinki. Janda maseczka bogato regenerująca wg mnie nie ma o czym pisać, słabe są te maski. Indigo Body Lotion zużyłam do posmarowania rąk, bardzo ładny perfumeryjny zapach ale działanie znikome. L'biotica skarpetki złuszczające+zabieg parafinowy. Muszę Wam powiedzieć, że dało to bardzo fajny efekt. Mimo że za parafiną nie przepadam. Po złuszczeniu się naskórka nakłada się kolejne skarpetki i wlewa do nich ciekłą parafinę. Zakłada bawełniane skarpetki i zostawia np na noc. Rano skóra była bardzo gładka i przyjemna. Dior Forever pomijając pomarańczowy kolor to niestety podkład ten okropnie brzydko wygladał na mojej twarzy. Był bardzo suchy i podkreślał wszystkie zmarszczki (których nie mam chyba jeszcze aż tak wiele). Nacomi olej z czarnuszki zużyłamdo różnych swoich mieszanek i receptur. Świetnie sprawdził się jako wcierka do skóry głowy.

Robiłam także porządki w swoich kosmetykach kolorowych. Lakiery Golden Rose Express Dry mają małe wygodne buteleczki i można je wykorzystać praktycznie do końca. Rzeczywiście szybko schną i długo się utrzymują.  Missha lakier w pięknym neonowym kolorze dostałam w prezencie od Anety z bloga CosmetiCosmos. Wyglądał świetnie na opalonych dłoniach, ale niestety bardzo szybko zgestnial w buteleczce 😯Wibo Million Dollar Lips nr1 to matowa pomadka w moim ulubionym odcieniu brudnego różu. Był to idealny kolor na co dzień. Trzeba tylko pamiętać o regularnej pielęgnacji ust, gdyż lubi je przesuszac. Eveline Celebrites Eyeliner Chocolate Brown to mój ulubiony eyeliner. Ma piękny odcień ciemnej czekolady która bardziej pasuje mi do dziennego makijażu niż czerń. Ma wygodny pędzelek, którym łatwo namalować kreskę. Niestety ich jakość zależy od koloru, fioletowy był tragiczny. 

Tusz Mystik Warsaw Naturalite to moje pierwsze spotkanie z tą marką dostępną w Kontigo. Niestety bardzo nieudane. Tusz w ogóle nie pogrubia ani nie wydłuża rzęs. Może jedynie delikatnie je przyczernia. Dla mnie to za mało. Dużo lepszy był tusz z Eveline. Niestety nie wiem jak się konkretnie nazywa, gdyż wszystkie napisy bardzo szybko się z niego starły . Natomiast miał fajną szczoteczke, która dobrze wyczesuje rzęsy. Nie skleja ich, a ładnie podkreśla chociaż nadal jest to dosyć naturalny efekt. Zamiennikiem obu jest tusz Smashbox Full Exposure, który  zaskoczył mnie bardzo pozytywnie. Tusz bardzo fajnie pogrubia rzęsy i daje im kolor głębokiej czerni. Mimo, że mam miniaturkę to używam jej już spory czas i tusz jest nadal świeży, nie osypuje się ani nie skleja rzęs.

Moje brwi nie są bardzo wymagające. Są dosyć gęste i ciemne jak na blondynke więc nie mogę ich za mocno podkreślać. Zazwyczaj wystarczy mi przeczesanie żelem z odrobiną koloru. Mascara Brow Color nr4 była dla mnie idealna. Miała odpowiedni kolor, który tylko delikatnie podkreślał mój naturalny, dużym plusem była też malutka, precyzyjna spiralka. W jednym z konkursów wygrałam duo do podkreślenia brwi od Freedom Makeup. Były to dwa cienie w ładnych kolorach, które najlepszy efekt dawały razem. Niestety nie dane mi było zbyt długo się nimi cieszyć, bo niestety się rozkruszyly. Sięgnęłam więc po zestaw cieni Gosh Brow Kit to trzy cienie do brwi w ładnych kolorach. Dodatkowo znajduje się tam wosk, używam go ale niestety bardzo problematyczne jest jego wydobycie z tego małego kółeczka. Plusem jest lusterko, co sprawia że cały produkt świetnie nadaje się do podróżnej kosmetyczki.

Nareszcie zużyłam Snail Nutrition BB Crem od Skin79. Piszę nareszcie nie dlatego, że  był to zły produkt, a dlatego że był większy niż standardowy podkład -40g, a do tego niesamowicie wydajny. Jedna pompka w zupełności starczy na pokrycie całej twarzy. Niezmiennie zachwyca mnie bardzo gładki wygląd cery po ich użyciu.  Jakby zastosowano filtr z instagrama. Poza tym odpowiada mi ich lekko błyszczące wykończenie i nawilżające właściwości. W przypadku kremów BB trzeba jednak pamiętać o ich dokładnym oczyszczaniu, gdyż zawierają w sobie dużo silikonow i mogą niestety zapychac. Jako zamiennik stosuje mieszankę bardzo taniego, ale przyzwoitego podkladu z Biedronki Bell Illumi oraz Maybelline Fit Me, który dostałam do przetestowania niestety w zbyt ciemnym kolorze. Sam podkład jest też niestety dla mnie zbyt matowy.

Mam niestety niedobre doświadczenia ze słynną odżywka Eveline 8w1. Co prawda nie mam uczulenie na formaldehyd, ale stan moich paznokci po jej użyciu się pogorszyl. Dlatego sceptycznie podeszłam do wersji Eveline Sensitive . Ma ona w sobie delikatniejszy, naturalny aldehyd. Odżywka fajnie sprawdziła się jako baza pod lakiery, ale nie zauważyłam jakiegoś wpływu na ich stan. Obecnie kończę Sally Hansen Miracle Nailgrowth i również fajnie zabezpiecza paznokcie, ale żeby były mocniejsze lub szybciej rosły. Nie zauważyłam.



Zestaw Bielenda kwas glikolowy  towarzyszył mi dzielnie przez 2 lata. Zawsze na przełomie jesieni/zimy robiłam sobie kurację zluszczajaca i wybielajaca. Kuracja składała się z 10 zabiegów. Zaczynałam od 20% a kończyłam 30%. Po takiej serii skóra była świetnie wygladzona, świeża,  a przebarwienia zniwelowane. Suche skórki zostają zniwelowane. W zestawie był jeszcze krem na dzień z SPF oraz dwie nawilżające maski kremowe. Pamiętajcie tylko, że przy stosowaniu kwasów w domu trzeba zachować ogromną uwagę gdyż łatwo można się poparzyc.  Wcześniej chodziłam na kwasy do kosmetyczki, w domu stosowalam też słabszy kwas np migdałowy.



Na koniec zapach. Nie jestem zbyt dobra w ich opisywaniu więc pojawiają się na blogu rzadko. Wosk Wood Wick Birchwood  to bardzo subtelny zapach mokrego drewna. Kojarzy mi się z plażą i z wakacjami. Trochę też mi się kojarzy z zapachem po letnim deszczu. Naprawdę przyjemny. 

I to już całe denko. Jak Wam się podoba takie zestawienie. Lubicie, kiedy od razu pokazuje następców? Czy wolicie denko w tradycyjnej formie? 

Pozdrawiam 
Emi

Copyright © 2016 Uroda Według Blondynki , Blogger