Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gosh. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gosh. Pokaż wszystkie posty

stycznia 11, 2021

ULUBIEŃCY 2020 - KOSMETYKI KOLOROWE

ULUBIEŃCY 2020 - KOSMETYKI KOLOROWE

 Witam Was serdecznie po długiej przerwie. Nie udzielałam się na blogu już od ponad roku, zastanawiałam się mocno, czy w ogóle kontynuować pisanie tutaj. Czy ktoś jeszcze czyta blogi?  I czy nie skupić się jedynie na IG. Ostatecznie jednak postanowiłam dłuższe posty pisać właśnie tutaj. Planuję je publikować regularnie, raz w tygodniu. 

Początek roku jest przepełniony różnego rodzaju podsumowaniami roku ubiegłego, który przyznacie sami był dosyć dziwny i całkowicie inny niż to, co do tej pory znaliśmy. Przeniesienie biura do domu i praca zdalna spowodowały, że na początku nie miałam kompletnie ochoty się malować. Potem stwierdziłam jednak, że skorzystam z sytuacji że nie muszę robić zachowawczego, biurowego make-upu i mogę trochę poeksperymentować. Dlatego też ku mojemu zaskoczeniu udało mi się zużyć całkiem sporo kosmetyków kolorówych - podsumowanie PAN20IN2020 znajdziecie TUTAJ. W moje ręce trafiło też całkiem sporo kolorowych nowości. Dlatego serdecznie zapraszam Was na TOP of the TOP 2020.


PODKŁAD NATURALNY FELICEA #133 NATURAL BEIGE

Nawet nie wiecie jak bardzo się cieszę , że Felicea wypuściła nowy kolor, który jest dla mnie wręcz idealny. Podkład jest bardzo gęsty, kremowy, dobrze kryje i daje naturalne wykończenie bez efektu maski. Jest bardzo komfortowy przez cały dzień, ale nie zastyga dlatego jeśli oczekujecie kilkugodzinnej trwałości (zwłaszcza pod maseczką ) to warto go utrwalić dobrym pudrem. Ja często noszę go solo, gdyż lubię jego świetliste wykończenie. Jego recenzję znajdziecie również TUTAJ


MIYA MyBBcream SPF30. 

Drugim produktem jest lekki krem BB od MIYA. Jest to lekki krem tonujący, który świetnie sprawdził mi się podczas upalnych dni. Nie obciąża skóry, kryje lekkie zaczerwienienia i ujednolica koloryt. Natomiast nie jest to produkt z takim silnym kryciem jak koreańskie kremy. To raczej coś lekkiego i transparentnego do makijażu w stylu no-makuep. Fajnie , że ma spf30 chociaż ja i tak zawsze nakładam jeszcze filtr 50.


podkład naturalny, podkład, Felicea, krem BB, Miya, MyBBcream


GLAM SHOP, GLAM SPONGE - GĄBKA DO MAKIJAŻU

Nie wyobrażam już sobie aplikować podkładu czymkolwiek innym niż gąbeczką . W ten wygodny sposób nakładam również korektor, kremowy bronzer, róż i rozświetlacz. Robię tak, zwłaszcza latem, gdyż lubię wtedy taki mocno rozświetlony makijaż. Gąbeczka z Glam-shop zdeklasowała całkowicie produkty tego typu. Jest bardzo miękka i mięsista, ładnie aplikuje produkty bez nadmiernego wypijania podkładu. Jednocześnie nie jest nadmiernie porowata przez co makijaż na twarzy prezentuje się bardzo gładko. Mam również wersję ściętą i również jest fajna, ale zdecydowanie wygodniej korzysta mi się z klasycznego jajeczka.

glamshop, bohema, turbo hajlajt, rozświetlacz, gąbeczka do makijażu

GLAM SHOP & MS DONCELLITA , TURBO HAJLAJT - rozświetlacz

Skoro jesteśmy już w tematyce Glam shopu to przyznam, że dopiero w minionym roku zdecydowałam się na jakieś większe zakupy z tej marki. Wcześniej znałam jedynie turbopigmenty, które swoją drogą nadal uwielbiam. Turbo Hajlajt to jak nazwa sama wskazuje rozświetlacz o bardzo mocnym błysku. Daje na skórze przepiękną taflę. Nie przyciemnia skóry ani nie tworzy nieestetycznych smug. Natomiast ma on bardzo specyficzną, jakby mokrą konsystencję dlatego trochę należy nauczyć się z nim pracować i pokombinować z różnego rodzaju pędzlami. Ja używam do jego aplikacji niewielkiego jajeczka. Trzeba jednak wcześniej trochę go "pomasować" aby dobrze wtłoczyć produkt w pędzel. Wtedy wygląda na skórze REWELACYJNIE.

GLAM SHOP & LAMAKEUPEBELLA , BOHEMA - paleta cieni

Trzecim produktem z naszej rodzimej marki jest paleta cieni do makijażu oczu Bohema. Wiem, że nie jestem tutaj oryginalna ponieważ ta paleta pojawia się w ulubieńcach wielu osób. Moje poczatki z nią były bardzo trudne, wręcz jej nie lubiłam. A to ze względu na konsystencję matowych cieni. Są one zdecydowanie mocniej sprasowane niż te w Abstrakcji czy Kwitnącej wiśni. Cień DUOMO jest tak mocno sprasowany i kamienisty, że ledwo przenosi się na pędzel. Można tam kopać i kopać i mało co go się nabierze. Natomiast w ogólnym rozrachunku jeśli pomyślę, którą paletę używałam najczęściej jeśli chciałam wyjśc i zrobić sobie jakiś minimalistyczny, szybki makijaż to była to zdecydowanie Bohema. Nie dziwię się, że wielu osobom się podoba ponieważ się nie pyli, nie obsypuje, a kolorystyka odpowiada większości typów urody. Błyski w tej palecie, zwłaszcza SOHO sa jednymi z moich ulubionych. Jest to idealny cień do szybkiego makijażu. Tak naprawdę wystarczy ten jeden cien na całą powiekę i roztary na krawędziach. Na uwagę zasługuje też cień-gumka czyli ZANTE i piękna bordowa BARCELONA.


Glamshop, lamakeupebella, bohema, paleta cieni



NATASHA DENONA, BRONZE PALETTE - paleta cieni


Jest to mój zakup z Black Friday i powiem Wam, że nie żałuję ani jednej złotówki wydanej na tę pozycję. Cienie są idealnej dla mnie konsystencji, nie pylą się, nie osypują. Praca z nimi to istna przyjemność, niemalże same blendują się na powiece. Błyski również robią na mnie ogromne wrażenie, pięknie się mienią.  Zauroczył mnie zwłaszcza kolor BLISS - to taki koralowo-różowy duochrom. Mam jednak kilka "ale" do tej propozycji. Paleta jest bardzo ciepła i na pewno nie będzie odpowiadać każdemu typowi urody. Brakuje mi tutaj również jasnego beżu, którym można by było zagruntować powiekę i wyczyścić krawędzie makijażu. Brakuje mi tutaj też jakiegoś jasnego błysku np. do rozjaśnienia wewnętrznego kącika. W związku z tym makijaże, które możemy wykonać tą paletą automatycznie wychodzą dosyć ciemne. Mimo tych zastrzeżeń trafia do tego zestawienia ze względu na jakość tych cieni. Na pewno pomyślę o dokupieniu innej palety ND - zastanawiam się nad Glam.


Natasha Denona Bronze Palette, paleta cieni

NYX, GLITTER PRIMER - baza pod pigmenty i cienie

Skoro jesteśmy w temacie cieni do powiek to teraz pojawi się baza, której chyba nikomu przedstawiać nie trzeba. Bardzo popularny klej pod brokat od NYX trafił i w moje łapki. I rzeczywiście jest on genialny. Nawet w przypadku tak dobrych cieni jak turboty czy błyskotki od ND jeszcze bardziej uwypukla ich blask, tworzy na powiece gładką taflę i sprawia, że się nie osypują.

baza pod cienie, klej pod pigmenty

GOSH CATCHY EYES, MAYBELLINE LASH SENSATIONAL - tusze do rzęs

Tusze mam dla Was dwa. Maskara Gosha jest moim zdecydowanym ulubieńcem i lubię nie tylko tę wersję różową - podkręcającą, ale także klasyczną (w jasnym opakowaniu). Mascara ładnie rozdziela rzęsy i je pogrubia, wersja podkręcająca rzeczywiście unosi je do góry. Dodatkowo jest trwała, nie kruszy się, nie odbija pod łukiem brwiowym - ale ja zawsze to miejsce zabezpieczam jasnym cieniem. Dodatkowym plusem może być to, że opakowanie jest w 50% wykonane z torebek foliowych wyłowionych z oceanu, także jest to opcja #lesswaste.

Drugą mascarą jest Maybelline Lash sensational , ale w wersji bordowej. I tutaj sama mascara jest ok, ładnie pogrubia rzęsy, ale efekt nie jest jakiś spektakularny. Natomiast bardzo zauroczył mnie ten kolor, który niezwykle podbija zielone tony w mojej tęczówce. Dlatego zazwyczaj najpierw używam Gosha do uzyskania ulubionego efektu, a ostatnią warstwę nakładam Maybelline dla uzyskania bordowego koloru.

mascara, tusz do rzęs, lesswaste

tusz do rzęs, mascara, bordowy tusz do rzęs



PIXIE , NATURALNY KOREKTOR POD OCZY, LIGHT

No to teraz wróćmy do makijażu twarzy, a mianowicie do korektora. W tym roku bardzo polubiłam się z kremowym korektorem od Pixie. Ma on bardzo przyjemną konsystencję, która mimo iż jest treściwa to jednocześnie bardzo lekka pod oczami. Jednak dużym kluczem do sukcesu jest tutaj umiar. Korektor jest bardzo kremowy, lekko upłynnia się pod wpływem ciepła palca i wg mnie tak właśnie najlepiej jest go nakładać na okolice pod oczami. Potem tylko lekko doklepuję go gąbeczką, aby ładnie scalił się z podkładem. Ładnie kryje cienie i zasinienia. Trzeba pamiętać o przypudrowaniu, gdyż jako produkt naturalny nie zastyga i może wchodzić w zmarszczki.

korektor kremowy, korektor pod oczy

EVELINE LIP MAXIMIZER, TOO FACED MELTED MATTE - makijaż ust

Ostatnią, ale zdecydowanie moją ulubioną pozycją jest makijaż ust - chociaż akurat ten rok i noszenie maseczek nie zachęcały do ich malowania. Ogromnym odkryciem tego roku okazały się błyszczyki powiększające usta z Eveline. Lubię zarówno wersję bezbarwną z jadem pszczelim oraz z papryczką chili. One rzeczywiście mocno podrażniają i pompują wargi. Stają się one wówczas takie mięsiste i bardziej uwypuklone, Ale powinny na nie uważać osoby z wrażliwą skórą, gdy to pieczenie jest naprawdę odczuwalne. Jeśli nie lubicie takiej intensywności to polecam wersje kolorową , którą widzicie na zdjęciu - ja mam odcień BORA BORA. Również zawierają w składzie papryczkę chili ale w mniejszym stężeniu przez co efekt uwypuklenia jest mniejszy, ale są one bardziej komfortowe. Ponadto mają piękne kolory i blask.

A teraz pomadka matowa, czyli zestaw matowych pomadek z Too Faced. Naprawdę jestem mile zaskoczona ich jakością. Pomadki są dobrze napigmentowane. Wystarczy jedna, cienka warstwa aby pokryć usta pięknym kolorem. Szybko zasychają na kompletny mat i są bardzo trwałe, a przy tym nie przesuszają ust. U mnie świetnie sprawdziły się nawet noszone pod maseczką. Miałam również pomalowane tą pomadką usta na Wigilię i przetrwała ten świąteczny posiłek w tym pierogi z kapustą oraz śledzika w oleju. Mój ulubiony kolor to Hot Toddy (zdj.). Każda z pomadek ma również inny, świąteczny zapach.

matowa pomadka, płynna pomadka, błyszczyk powiększający
pomadki matowe, pomadki płynne, zestaw świąteczny

I to już wszyscy ulubieńcy minionego roku. Jestem ciekawa, czy znacie te kosmetyki?
I oczywiście koniecznie napiszcie mi jacy byli Wasi ulubieńcy 2020 roku. 







września 07, 2018

Ulubieńcy wakacji: Makijaż

Ulubieńcy wakacji: Makijaż
Hej!

Ulubieńcy, zwłaszcza Ci makijażowi nie pojawiają się na moim blogu zbyt często. A to głównie dlatego, że przez większość czasu używam jednych, sprawdzonych kosmetyków. Tym razem wpadło w moje łapki kilka nowości makijażowych o których myślę warto napisać.

Lato w tym roku było świetne sami przyznacie. Już dawno nie było u nas takich temperatur oraz tylu słonecznych dni. Wakacje w ciepłych krajach tym razem nie były konieczne, bo woda w Bałtyku nie straszyła swą temperaturą. Upały to jednak duże wyzwanie dla kosmetyków kolorowych. O ile przez większość czasu się nie malowałam to jednak bywały sytuacje, które tego wymagały lub po prostu danego dnia miałam ochotę na makijaż :)

Podstawowym produktem jest oczywiście podkład. A w moim wypadku był to krem BB z Lily Lolo w odcieniu Light. Okazał się moją wielką miłością już od pierwszego użycia. Jest bardzo lekki i delikatny także jeżeli macie cerę problematyczną, albo lubicie mocne krycie to pewnie nie przypadnie Wam do gustu. Dla mnie był to zdecydowanie strzał w 10. Dawał mi lekkie krycie i rozświetlenie, skóra po jego użyciu wyglądała naturalnie i zdrowo - spokojnie radzi sobie z drobnymi zaczerwienieniami. Najczęściej to mi wystarczało - dokładałam tylko tusz do rzęs i pomadkę i byłam gotowa ;) 



  • Mineralny makijaż z Lily Lolo


  • Natomiast, gdy robiłam większy make up, chciałam żeby makijaż był bardziej trwały dokładałam puder mineralny. Annabelle Minerals matujący puder bardzo dobrze wygładza i utrwala makijaż. Jest on delikatny, a mat nie jest bardzo mocny ani płaski, bardziej satynowy. Dużym plusem jest to, że nie przesusza mojej skóry jak to niestety ma w zwyczaju wiele pudrów. 



    Bronzer nie należy do moich ulubionych kosmetyków, przyznaję, że rzadko go stosuję. Natomiast latem lubię sobie trochę tego brązu dodać na policzkach. Tym bardziej w tym roku, kiedy słońca wręcz unikałam. W swoich bronzerach unikam bardzo zimnych tonów używanych do konturowania. Wyglądam w nich niekorzystnie i wręcz na brudną - mam zdecydowanie ciepły odcień karnacji i takie kolory mi nie pasują. Zdecydowanie bardziej lubię się lekko opalić niż jakoś szczególnie wykonturować :) Do moich ulubieńców w tym roku trafiła paletka do konturowania ze Sleek.  Ulubionym produktem z tego trio jest właśnie bronzer. Jest on dosyć delikatny, nie jakoś mocno napigmentowany, nie da się nim zrobić krzywdy ani plam- dla takiego laika jak ja to ogromny plus. Róż jest mieniący się, w kolorze rose gold - chyba jest to odpowiednik słynnego Orgasm (nie wiem nie miałam). Ładnie ożywia cerę i nadaje jej blasku. Niestety minusem jest to, że jest bardzo kruchy i już kilka razy był przeze mnie reanimowany :( Uzupełnieniem trio jest rozświetlacz. Jest on delikatny, nadaje się do dziennego makijaż, tworzy ładną taflę bez widocznych drobinek. Paletka jest fajnym rozwiązaniem na wyjazdy, gdyż mamy wszystkie trzy produkty w jednym miejscu.



    Jeśli chodzi o brwi to tutaj najlepiej również spisywała mi się paletka, Brow Kit od Gosh. Znajdziemy w niej 3 pudry do brwi oraz wosk. O ile najciemniejszy puder jest dla mnie zbyt ciemny i praktycznie go nie używam o tyle dwa pozostałe mieszam sobie w zależności od tego jak mocny efekt chce uzyskać. Cienie mają bardzo fajną konsystencję, nie są mocno suche i nie sypią się. Wos lekko dyscyplinuje rzęsy, ale nie jest to bardzo mocny utrwalacz. Jeśli mam ochotę na bardziej ujarzmione i utrwalone brwi to stosuję dodatkowo Creamy Eyebrow Mascara w odcieniu Beige Blonde z Delia. Uwielbiam mascary z takimi małymi spiralkami dzięki którym można wygodnie ułożyć włoski.




    Jeśli chodzi o makijaż oczu to pewnie nie zdziwi nikogo fakt, że moim ulubieńcem została paletka Anastasia Beverly Hills Soft Glam. Odkąd ją dostałam używam za każdym razem kiedy maluję powieki :) Cienie błyszczące mnie wprost zachwyciły! A szczególnie cień Rose Pink oraz matowy Dusty Rose. Zazwyczaj robię makijaż tylko przy użyciu tych dwóch odcieni. Uzupełnieniem makijażu oczu jest oczywiście tusz do rzęs. Długo opierałam się przed naturalnymi mascarami, a to dlatego że opinie o nich są różne. Większość z nich niestety tylko lekko barwi rzęsy i nie jest trwała. Postanowiłam przekonać się o tym na własnej skórze i wypróbowałam Coleur Caramel Backstage Mascara. Ten tusz jest rewelacyjny! Ma silikonową szczoteczkę, niedużą która bardzo dobrze rozdziela i rozczesuje rzęsy. Szczoteczka jest mała i poręczna dzięki czemu wygodnie wytuszujemy zarówno górne rzęsy jak i dolne. Przy tym formuła tuszu jest na tyle gęsta, że ładnie podkreśla i pogrubia rzęsy. Tusz jest trwały, nie kruszy się ani nie rozmazuje. Muszę przyznać, że przebił wiele tuszy drogeryjnych.






    Ostatnim etapem mojego makijażu są oczywiście usta. Nie wyobrażam sobie nie mieć pomalowanych ust. Gdy mam minimalistyczny makijaż twarzy często wybieram coś intensywnego. Ostatnio odnalazłam w swoich makijażowych zapasach Matte Lip Butter z Astor w przepięknym kolorze nasyconego różu. Była to pierwsza moja pomadka w kredce. Jest ona bardzo komfortowa ze względu na swoją konsystencję , nie jest to suchy, zastygający mat. Przez to pomadka nie podkreśla faktury ust, ale jej trwałość jest całkiem w porządku.

    Natomiast najczęściej na moich ustach goszczą jednak pomadki naturalne. Uwielbiam je za to jakie są kremowe i pielęgnujące moją skórę ust. Tutaj na zmianę używałam pomadki Coleur Caramel (mam ją w formie testera) oraz pomadka z Lily Lolo Romantic Rose. Obie mają już bardziej neutralne kolory w tonacjach brudnego różu. 






    A jak Wy przetrwaliście to upalne lato? Macie swoich makijażowych ulubieńców?



    Pozdrawiam
    Emi

    Zapraszam również na moje media społecznościowe Facebook i Instagram.

    grudnia 18, 2017

    DENKO #11 Listopad 2017

    DENKO #11 Listopad 2017
    Hej!

    Tak, wiem ... mamy już drugą połowę grudnia, a ja dopiero pojawiam się z denkiem. Niemniej jednak zebrało się sporo produktów, które wykończyłam i których nie chciałam już dalej trzymać. Tym bardziej, że znalazło się tutaj kilku bardzo fajnych ulubieńców.

    Nie przedłużając, zapraszam na listopadowy projekt denko.



    1. Schwarzkopf Styliste Ultimate Sea Salt Beach Look, czyli woda morska w sprayu. Miała mi pomóc w uzyskaniu morskich fal na włosach i efektu "dziewczyny surfera". Niestety moje włosy okazały się zbyt oporne na jej działanie. Żeby uzyskać pożądany efekt musiałam jej nałożyć naprawdę bardzo dużo, a wtedy włosy były sztywne i niemiłe w dotyku. Wyrzucam ponad połowę opakowania.

    2. L'Biotica Biovax Pearl, Intensywnie Regenerująca Maseczka do włosów Kolagen i Perły. Nie wierzę co prawda w regenerację włosów pod wpływem jakiegokolwiek produktu. Włos to już martwy wytwór naszej skóry , jak więc mógłby się odbudować. Działać możemy jedynie na cebulki. To tam musi wyrosnąć zdrowy i mocny włos. Niemniej jednak odżywka bardzo ładnie wygładzała włosy i je nabłyszczała. Były one dobrze dociążone, ale nie przyklapnięte. Nie zauważyłam także, zby szybko się przetłuszczały. Całą kurację umilał jej piękny zapach.

    3. Vianek, Odżywczy Olejek do włosów (Recenzja) Bardzo przypadł mi do gustu zarówno olej jak i szampon do włosów z tej serii. Olej miał intensywny, pomarańczowy kolor i owocowy zapach. Świetnie odżywiał moje włosy, dzięki niemu były w bardzo dobrej kondycji i mniej się puszyły. Chętnie do niego wrócę po raz kolejny.

    4. Equilibra Żel Aloesowy (Recenzja). Żel o świetnym, krótkim składzie bez zbędnych zapychaczy. Odpowiednio używany idealnie nawilża skórę i nadaje się jako serum do twarzy, czy maska do włosów. Szkoda tylko, że jest tak słabo dostępny stacjonarnie.

    5. Bielenda Multi Essence, esencja do skóry suchej. Tani, drogeryjny produkt o nawet niezłym składzie. Używam po każdym umyciu twarzy, wklepując dłońmi zamiast toniku. Naprawdę dobry produkt dzięki któremu kolejne kosmetyki wchłaniają się lepiej. Mimo, że mam skórę suchą to odnoszę wrażenie, że wersja w zielonej butelce (do skóry tłustej i mieszanej) przynosiła większe efekty (Recenzja)

    6. Orientana, Azjatycki Rytuał Oczyszczający (Recenzja). Długo polowałam na te produkty i w końcu udało mi się je dostać w fajnej cenie w Super Pharm. Tak jak pisałam w recenzji, świetnie radzą sobie z oczyszczaniem skóry, mają bardzo dobre składy i są delikatne. Jednak do olejku na pewno nie wrócę ze względu na bardzo specyficzny zapach. Z pianką z miłą chęcią spotkam się jeszcze w mojej łazience.

    7. Eveline,  Maseczka Oczyszczająco-Detoksykująca z aktywnym węglem i czarną glinką. Maseczki węglowe stały się ostatnio bardzo popularne. Przyznam szczerze, że kompletnie nie przypadły mi do gustu wersje peel-off. Zdecydowanie lepiej sprawdzają mi się wersje kremowe, takie jak ta. Maska miała przyjemną, gładką konsystencję. Buzia po niej była dobrze oczyszczona, ale nie ściągnięta. Myślę jednak, że dla skór problematycznych, tłustych lub zanieczyszczonych może to być zbyt delikatny produkt, Mi jednak bardzo odpowiadała.

    8. Sylveco, Ziołowy Płyn do płukania ust. Jeden z lepszych płynów jakie miałam. Naturalny skład i delikatny, miętowo-ziołowy smak świetnie dbał o higienę jamy ustnej. Nie był mocny i nie palił w język, a jednocześnie dobrze odświeżał. Wrócę na pewno.

    9. Noble Health Premium Collagen 500. Był to sproszkowany , morski kollagen , który piliśmy w postaci cytrusowej rozpuszczonej żelatyny. Produkt ten miał pozytywnie wpływać na naszą skórę, paznokcie i włosy. Niestety nie zauważyłam spektakularnych zmian. Może tez dlatego, że nie jestem super regularna w przyjmowaniu suplementów. Muszę jednak powiedzieć, że dobrze działał na stawy kolanowe, z którymi czasem mam problem.

    10. Sanctuary SPA, nawilżający krem pod prysznic. Miałam napisać o tych produktach post, ale zdjęcia wyszły bardzo kiepskie. Niestety tak jak i same produkty. Myślałam, że będzie to coś wyjątkowego. Miały bardzo słabe składy, z silnymi SLSami na początku. Ten krem był jeszcze znośny, bo miał ładny, kwiatowy zapach. Natomiast olejek, który zużyłam wcześniej (Denko#8) spokojnie mogłabym porównać do słynnego olejku z Isany. Miał taką samą konsystencję i zapach... szkoda, że cena kilkukrotnie wyższa.



    11. Gosh, puder bronzujący. Piękny puder o połyskującym wykończeniu. Na pewno nie dla fanek konturowania i dla pewno nie dla fanek matu. Świetnie imitował opaleniznę. Nakładałam go w wakacje własnie dla jej podkreślenia. Miał ogromną pojemność, stosowałam go i na dekolt i na nogi, a jak widzicie i tak go nie zużyłam. Miał ważność 18 m-cy , ale ja go w swoim zbiorze miałam ładnych kilka lat i pora była już się go niestety pozbyć.

    12. Annabelle Minerals, podkład mineralny kryjący Golden Fair. Zdecydowanie moje ulubione minerały. Świetnie wyglądają na skórze, nie przesuszają jej, nie podkreślają suchych skórek. Niestety odcień Fair był dla mnie zbyt jasny i mogłam go używać jedynie zimą. Obecnie mam odcień LIGHT, który jest idealny.

    13. Pierre Rene Advanced Lift. Byłam zaskoczona jakością tego podkładu, nie miałam jeszcze okazji używać podkładów Pierre Rene. Delikatny, lekki podkład,  który nie pozostawiał efektu maski. Miał lekkie krycie, które mogliśmy zbudować do średniego. Zostawiał satynowe wykończenie, zdrowej, promiennej skóry. Nie był może to super trwały podkład, ale utrwalony spokojnie wytrzymywał cały dzień pracy. Bardzo mi się podobał i chętnie do niego wrócę.

    13. Maybelline, Collosal Big Shot Mascara. Nie polubiłam się z tym tuszem, gdyż miał ogromną szczotę, którą nie umiałam się malować. Zawsze nią się pobrudziłam. Gdy już opanowałam aplikację, to jego wygląd na rzęsach też niestety nie był spektakularny, ale nie był też zły. Taki przeciętniaczek.


    14. YOPE, mydło do rąk, Figa. Regularnie kupuję te mydełka , gdyż mają dobry skład, nie wysuszają moich dłoni oraz mają śliczne zapachy. Tym razem skusiłam się na figę, ale moim ulubieńcem jest Werbena.

    15. Hada Labo, maseczka w płachcie przeciwstarzeniowa. Oczywiście nie będę się wypowiadać na temat efektu anti-aging po jednym użyciu. Płachta jest bardzo dobrze nasączona esencją i fajnie przylega do twarzy. Po użyciu skóra jest dobrze nawilżona. Czyli daje taki efekt jak większość tego typu masek. Zgodnie z oczekiwaniami, ale bez szału.

    16. Marion, maski warzywne. (Recenzja) Bardzo ciekawy pomysł na stworzenie maseczek. Rzeczywiście dawały fajne efekty na mojej skórze. Najbardziej spodobała mi się wersja z kurkumą. Niestety nie mogłam stosować ich na całą noc, gdyż mnie zapychały. Ale nałożone na 20 minut nawilżały, wygładzały i odżywiały skórę. 

    17. Ziaja, maski do twarzy. Wiem, że glinki Ziaja są krytykowane za niezbyt dobry skład. Wiem , ale mimo wszystko je lubię, widzę po nich efekty oczyszczenia i nawilżenia skóry i nakładam wtedy, gdy nie chce mi się kręcić mojej własnej glinki.

    18. Lancome , La vie est belle. Bardzo ładny, słodki i kobiecy zapach. Myślę nad tym, aby kupić pełne opakowanie (lub Chloe Love Story)

    19. Chanel Gabrielle. Nie rozumiem fenomenu perfum Chanel. Nie przypadła mi do gustu, ani kultowa No.5, ani żadna z nowszych wersji (Madmoiselle, Gabrielle).

    20. Lumene, próbki podkładu i rozświetlacza, makijaż hybrydowy. Oba produkty były bardzo lekkie i zastygające. Na skórze prawie niewidoczne, a jednak ją rozświetlały i nadawały wypoczętego wyglądu. Chętnie sięgnę po pełne wersje.

    21. Madara, Sunflower fluid. Mimo całej sympatii do tej marki, to ten podkład okazał się niewypałem. Pachniał przyjemnie, pestkami słonecznika. Niestety smużył się na skórze i miał brzydki, pomarańczowy kolor.

    22. Skinoren, krem z kwasem azelainowym. Według mnie to jeden z lepszych kremów na problemy skórne. Swego czasu cierpiałam na ogromny wysyp pryszczy na brodzie. Długo szukałam przyczyny, bo moja skóra jest skórą suchą i nigdy nie miałam tego problemu. Po wielu próbach winowajcą okazało się... MLEKO i nabiał. Po jego odstawieniu moje problemy się skończyły. Natomiast krem nakładałam punktowo na wypryski. Wysusza je i goi, zapobiega namnażaniu się bakterii. U mnie świetnie się sprawdził jako produkt rozjaśniający przebarwienia potrądzikowe. Trzeba jednak pamiętać, aby razem z nim używać krem z filtrem UV oraz dobry krem nawilżający, gdyż Skinoren mocno wysusza skórę.

    I to już wszystkie moje zużycia z tego miesiąca. Ciekawa jestem, czy znacie te produkty i jak u Was się sprawdziły?

    Pozdrawiam
    Emi

    Copyright © 2016 Uroda Według Blondynki , Blogger