Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kiko Milano. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kiko Milano. Pokaż wszystkie posty

sierpnia 01, 2018

DENKO LIPIEC 2018 Sama kolorówka

DENKO LIPIEC 2018 Sama kolorówka
Hej!

Rzadko pojawiają się u mnie na blogu recenzje kosmetyków kolorowych. A jeśli już to najczęściej są to produkty do ust. Dlatego postanowiłam zebrać kosmetyki, które skończyłam i napisać ich recenzje w jednym poście. Zapraszam Was więc dzisiaj na lipcowe denko w którym znajdziecie tylko kosmetyki do makijażu :)



Pixie Amazon Gold Antique Beige - wiecie, że kocham podkłady mineralne i w tym przypadku nie było inaczej. Dostałam odsypkę tego podkładu od koleżanki. Starczyła mi ona na kilka użyć. Podkład był w kolorze idealnym do mojej karnacji. Świetnie stapiał się ze skórą, nie tworzył na niej suchej skorupy. Twarz przez długie godziny wyglądała bardzo naturalnie i świeżo, lekko. Nie zauważyłam także, aby podkład się warzył, czy ciastkował. To naprawdę bardzo dobry produkt i na pewno kiedyś po niego sięgnę :)

Kiko Milano puder w kompakcie - kupiłam ten puder, bo potrzebowałam czegoś z lusterkiem do torebki. Przyznam się, że zauroczyło mnie jego piękne, złote opakowanie - była to kolekcja limitowana bodajże z poprzednich wakacji. Puder nadawał koloru, można nim było zbudować dodatkowe krycie na podkładzie, ale odcień light mimo, że najjaśniejszy na pewno nie przypadłby do gustu osobom bladym. To raczej taki lekko opalony kolor. Czasem używałam go solo i też był ok. Nie dawał od mocnego matu, raczej takie satynowe wykończenie co mi osobiście bardzo pasowało. Minusem jest to, że jest na bazie talku, co nie każdej skórze będzie służyło. 

Blend It - to już chyba moja trzecia gąbeczka tej marki. Bardzo je lubię i regularnie wracam. Nie wyobrażam już sobie nakładać podkładu w inny sposób. Gąbka jest mięciutka, zbiera nadmiar podkładu dzięki czemu na twarzy zostaje tylko cienka warstwa. Poza tym, gdy chcę osiągnąć bardzo naturalny i świeży look i nie pudruję twarzy to nakładam nią także kremowy róż oraz rozświetlacz.


Bielenda pearl base - jestem zdziwiona dużą ilością pozytywnych opinii na temat tego produktu. Dla mnie to taki trochę zbędny kosmetyk, gdyż kompletnie nie robił nic. No może poza tym, że różowe kuleczki zatopione w żelu bardzo ładnie wyglądały na toaletce. Nie zauważyłam, aby produkt szczególnie nawilżał, ani rozświetlał moją cerę. Zdecydowanie bardziej wolę bazę rozświetlającą z Golden Rose.

Catrice Liquid Camuflage 020 - również kultowy już korektor, który swego czasu znikał z półek jak świeże bułeczki. Bardzo go lubię, gdyż dobrze sprawdza się pod oczami oraz jako baza pod cienie. Nie zauważyłam, aby przesuszał moją skórę. Przypudrowany trzyma się na niej cały dzień. Trzeba tylko pamiętać o tym, aby nakładać go cienką warstwą. Minusem dla niektórych może być jego intensywny, perfumeryjny zapach.



Max Factor 2000 calorie curl addict - maskary z tej serii były kiedyś moimi ulubionymi. Jednak wersja podkręcająca nie skradła jakoś mojego serca. Miała bardzo dużą szczotę, którą trudno się było nie umazać. Poza tym nie zauważyłam, aby jakoś szczególnie podkręcała rzęsy. Natomiast na pewno były one fajnie pogrubione. Wrócę raczej do wersji klasycznej.

Bell Hypoallergenic Brow Modeller Gel - większego bubla dawno nie spotkałam, wywalam dosłownie po kilku użyciach. Przede wszystkim ogromna szczota, nie wiem jak można tym przejechać po brwiach? Moje nie są jakieś bardzo cienkie i skąpe, a mimo to za każdym razem byłam strasznie ubrudzona tym żelem wokół brwi. Poza tym wcale ich nie utrwalał. Mam wrażenie, że bardziej brudził skórę niż farbował same włoski.

Smashbox Full Exposure Mascara - kupiłam ją razem z zestawem miniaturek Smashbox i powiem Wam, że to bardzo fajny tusz. Ma dosyć dużą, klasyczną szczotkę , ale jest ona wygodna w użyciu. Tusz ładnie pogrubia i wydłuża rzęsy. Być może jeszcze kiedyś się na nią skuszę w pełnej wersji.

Eveline Celebrieties Eyeliner - i tutaj mam ogromny problem ponieważ wersja Chocolate Brown to mój zdecydowany ulubieniec. Eyeliner ma wygodny pędzelek, świetną konsystencję i bardzo łatwo robi się nim kreskę. Poza tym jest bardzo trwały i nie kruszy się przez cały dzień. Niestety wersja fioletowa to totalne jego przeciwieństwo. Była bardzo gęsta, nie dało się zrobić cienkiej kreski. Szybko też się kruszyła. Nie wiem, czy to wina koloru, może trafiłam na otwarty egzemplarz.


Bell BB 3D Gloss był bardzo przyjemnym błyszczykiem. Miał lekką konsystencję, nie był taki gęsty i mocno lepiący. Przez to niestety nie był jakiś mocno trwały, ale nadawał ładny kolor i błysk ustom. Rzadko używam błyszczyków, ale sięgam po nie gdy robię bardzo delikatny makijaż albo nie robię go wcale. Lub teraz latem, gdy po prostu nie mam ochoty na matową pomadkę.

Max Factor Lip Finity 125 So Glamorous to zdecydowanie moja ulubiona czerwień i moja ulubiona trwała pomadka. Została przetestowana już na niejednej imprezie, na niejednym weselu i na moich ustach jest nie do zdarcia. Jak dotąd inna pomadka w płynie jej nie dorównała. Sprawdza mi się świetnie zarówno sama pomadka jak i w połączeniu z dołączoną wazelinką (wtedy jest bardziej komfortowa w noszeniu) Mam już kolejną sztukę, oczywiście w tym samym kolorze. Miałam również brudny róż 055 Sweet i również była świetna (ale gdzieś ją zgubiłam :( )

Eveline czerwony błyszczyk - nie mam pojęcia jak się nazywał, bo wszystko się z niego pościerało. Miał bardzo delikatny, czerwony kolor z milionem odbijających światło mikroskopijnych drobinek. Dodatkowo był mentolowy przez co delikatnie chłodził usta. To raczej też taki rzadki i nielepiący się kosmetyk.

Sally Hansen Nailgrowth Miracle czyli polecana często złota odżywka. Nie zauważyłam, aby jakoś spektakularnie zadziałała na kondycję moich paznokci natomiast dobrze sprawdzała się w roli bazy pod kolorowe lakiery. Duży plus, że nie zgęstniała jakoś bardzo szybko, zużyłam ją niemalże do końca.


Pozdrawiam
Emi

sierpnia 19, 2016

[WYZWANIE] OPRÓŻNIAMY KOSMETYCZKI #3 KOSMETYKI DO MAKIJAŻU

[WYZWANIE] OPRÓŻNIAMY KOSMETYCZKI #3 KOSMETYKI DO MAKIJAŻU

Hej!!!

Wracam do Was po kilku dniach nieobecności. Jednak starałam się być aktywna na Instagram. Także jeśli chcecie zobaczyć trochę pięknych widoków z polskich Tatr to zapraszam TUTAJ
Niestety wszystko, co dobre szybko się kończy, a urlop jeszcze szybciej. Jednak wracam do Was wypoczęta i z odświeżonym umysłem.  Postaram się jak najszybciej nadrobić blogowe zaległości i odpowiedzieć na wszystkie komentarze. 

Zacznę natomiast od wyzwania TRUSTED COSMETICS i odkryje przed Wami kolejną część mojej kosmetyczki.  Tym razem będą to moje ulubione produkty do makijażu. 


CERA:

Najważniejszym elementem jest oczywiście piękna cera. To ona stanowi płótno dla dalszych kosmetyków.  Niestety niewiele z nas może się pochwalić idealną cerą jak z reklamy.  Ja niestety też nie.  Nie mam problemu z wyjściem bez makijażu i robię to np na wakacjach czy w weekendy. Jednak na co dzień pracuję z ludźmi więc mój makijaż nie może być wyzywający ale musi być staranny i schludny. Mimo że moja cera nie jest problematyczna , rzadko pojawiają się wypryski to jednak lubię ujednolicić jej kolor. Moim największym problemem są drobne przebarwienia a także prześwitujące przez cienką skórę żyłki  (mam tak na całym ciele). Dlatego najczęściej stawiam na delikatne podkłady,  nie potrzebuje mocnego krycia. Ze względu na skórę skłonną do przesuszania wybieram raczej te rozświetlające i nawilżające.  
Bourjois 123Perfect CC cream to produkt o dobrym kryciu. W sumie to nie widzę większej różnicy między nim a podkładem z tej samej serii. Jednocześnie jest on bardzo lekki . Niestety jak dla mnie ma on zbyt matowe wykończenie. Dlatego lubię go rozświetlić kuleczkami Catrice Kaviar Gauche. Nadają skórze zdrowego blasku i optycznie ją odmładzają. 
Jeśli moja skóra jest w dobrym stanie czyli jest dobrze nawilżona to zawsze sięgam po Podkład Mineralny Annabelle Minerals. Wybrałam wersję kryjąca w odcieniu Golden Light. Na lato jest idealna. Zimą używam ton jaśniejszego Golden Fair. Uwielbiam te podkłady za dobre krycie, delikatny naturalny wygląd na buzi oraz świetny krótki skład. Najchętniej używałabym tylko ich , ale niestety gdy moja skóra się przesusza to jednak lepiej wygląda na niej produkt płynny. W tym miejscu mogę Wam również polecić azjatyckie kremy BB Skin79. Do cery suchej miałam Vip Gold i sprawdził się rewelacyjnie. Jakbym miała krem na twarzy. Problemem może być bardzo jasna kolorystyka tych kremów ale ja dodaje do nich Skin79 Bronze do uzyskania odpowiedniego koloru. 

Podczas upałów lekko utrwalam podkład pudrem sypkim. Obecnie jest to Puder Ryżowy Ecocera (RECENZJA )
Jeśli chodzi o korektor to przyznam się ze nie zawsze go używam. Nawet pod oczami udaje mi się zakryć żyłki podkładem. A że nie używam ciężkich podkładów to nie uważam żeby to było coś złego. Jeśli już używam korektora to jest to Catrice Liquid Camuflage 020. Dobrze kryje i jest lekki. Ten kolor świetnie się u mnie sprawdza zarówno pod oczami jak i na zmiany na skórze.


KONTUR:

Czyli od kilku lat bardzo silny trend w makijażu.  Ja najczęściej tylko omiatam twarz bronzerem, aby nie wydawała się płaska. Tutaj świetnie sprawdza się Sleek Face Form w odcieniu Fair. Jest to bardzo wygodne rozwiązanie na wyjazdy. Bierzemy tylko jedną kasetkę z 3 produktami. Najczęściej z tego zestawu używam bronzera. Ma ładny odcień mlecznej czekolady. Do makijażu dziennego jest idealny, trudno nim zrobić plamy. Jeśli chodzi o róż to moje serce skradł ten mineralny Annabelle Minerals Rose. Jest bardzo delikatny, dziewczęcy i pasuje do każdego makijażu.  Często używam go także jako cień na powieki. Momentalnie odmładza i odświeża spojrzenie. Czym by był makijaż bez rozświetlacza? U mnie zdecydowanym nr 1 jest My Secret Face Iluminator Powder. Daje nienachalny błysk bez drobinek. Ale jest   on zauważalny na kościach jarzmowych.




OCZY:

Na co dzień stawiam na szybki i delikatny makijaż oczu.  W tym zakresie mam ogromną słabość do różu na powiekach.  Dlatego nie mogłam nie kupić palety Makeup Revolution Panic Girl. Ma wszystko czego potrzebuje do wykonania makijażu oka - cienie błyszczące jak i matowe.


Przyznam się że pod cienie nie stosuje żadnej specjalnej bazy. Najczęściej jest to korektor albo cień w kremie.  Te z Maybelline Color Tatto zapewne wszyscy znacie. Na zdjęciu odcień Creme de Rose. Świetnie podbija kolor oraz przedłuża trwałość cieni. Solo również jest w porządku.  Gdy naprawdę nie mam czasu to nakładam własnie cień w kremie. Z Color Tattoo całą robotę robi One and One Bronze. Od niedawna mam też dwie świetne kredki Kiko In The Shade 01 i 05. Szybko , wygodnie i efektownie.


Ostatnio kupiłam także kilka cieni Inglot. Są naprawdę świetnej jakości. Już myślę o kolejnych ☺ Mój ulubiony to brąz wpadający w bordo czyli 423(pierwszy od lewej w górnym rzędzie).


 Na to tylko delikatna kreska, najlepiej w kolorze czekoladowym . Mój ulubiony eyeliner to Eveline Celebrities Eyeliner. Gdy nie nakładam kolorowego cienia to stawiam na kolorowa kreskę np złotą - polecam Golden Rose Style Liner Metallic. Bardzo wygodnie robi się nim cienką i precyzyjna kreskę.  Ja akurat nie robię jaskółki tylko przyciemniam linię rzęs.


Na koniec tusz. Najczęściej wracam do Lovely Pump Up Mascara jak dla mnie jest niewiele gorszy niż mój ulubiony L'Oreal Volume Million Lashes So Couture.


BRWI:

Moje są jak na blondynkę dosyć ciemne i gęste.  Jeśli są dobrze wyregulowane to nie poświęcam im za wiele czasu. Najczęściej utrwalam je żelem L'Oreal Brow Artist Plumper. Czasem lekko wyrysowuje je kredką Avon w kolorze Blonde. Bardzo ja lubię.  Na większe wyjścia i do ciemniejszego makijażu oka wybieram Maybelline Color Tattoo Permanent Taupe. Tutaj również mnie te cienie nie zawiodły. 


USTA:
Czyli moja ulubiona kategoria.  Mazideł do ust mam zdecydowanie najwięcej. Mój zbiór jest spory i różnorodny jeśli chodzi o wykończenie czy kolor. Lubię mocne usta ale do pracy wybieram raczej naturalne. To czego nie lubię to bezowego koloru nude. Uważam że jest mi w nim bardzo niekorzystnie. Poniżej kilka ulubionych produktów do ust.



Golden Rose Matte Lipstick Crayon. Bardzo wygodne w użyciu matowe szminki w postaci kredki. Obecnie moje ulubione. Nie przesuszają, a są długotrwałe. 02 - ciemna śliwka, przepiękna, nie mogę doczekać się jesieni, gdyż to taki kolor na zimniejsze dni. 13- delikatna brzoskwinia, kultowa 10 czyli piękny brudny róż.



Golden Rosw Velvet Matte Lipstick. To dzięki nim pokochałam matowe szminki. Świetna trwałość w niskiej cenie. 02 - chłodny , brudny róż. W czasie gdy jestem opalona jest dla mnie zbyt chłodny, ale zimą nie mogę się od niego oderwać. 15 - intensywna, pomidorowa czerwień. Uwielbiam.




Max Factor Lip Finity. Według mnie to najbardziej trwałe pomadki jakie do tej pory miałam. W wersji z balsamem są świetne i nie przesuszają ust. Szkoda, że użyte solo są tak niekomfortowe. Mam w odcieniu brudnego różu 055 oraz pięknej czerwieni 125.



Bourjois Rouge Edition Velvet. Pomadki, które zna chyba każdy. Mam wrażenie, że to własnie one zapoczątkowały modę na matowe pomadki w płynie. Lubię je za aksamitną , musową konsystencję i komfort noszenia. Ale na moich ustach nie są one jakoś spektakularnie trwałe. Trzymają się gorzej niż GR, a są dużo droższe. Posiadam kolory 05 Ole Flamingo - intensywny, neonowy róż ; 04 Peach Club - bardzo dzienna, nienachalna brzoskwinia oraz 07 Nude-ist czyli kolejny brudny róż w mojej kolekcji.

Przejdźmy teraz do dużo lżejszych konsystencji. Na wakacjach i w upały, gdy mam na sobie minimum makijażu lubię stosować pomadki w formie balsamu.


Revlon Just Bitten Kisable Balm Stain w kolorze Darling. Bardzo ciekawy i unikatowy kolor, gdyż jest on liliowy. Pomadka jest półtransparentna i nie daje pełnego krycia. Fajnie nawilża usta. Ma mentolowy zapach i smak, lekko chłodzi usta.



L'Oreal Colour Riche Balm 176 Vineyard Peach to bardzo ładna brzoskwinia z lekką domieszką różu. Również jest półtransparentna . Delikatnie nabłyszcza i nawilża usta. Na lato idealna.

I to już wszyscy moi ulubieńcy makijażowi. Przedstawiłam Wam produkty, których używam najczęściej. Pamiętajcie jednak, że nawet najlepsze kosmetyki nie będą się dobrze prezentowały bez odpowiedniej pielęgnacji. 

A tak wygląda mój przykładowy makijaż:



Pozdrawiam!
EMI



















sierpnia 02, 2016

[WYZWANIE] OPRÓŻNIAMY SWOJE KOSMETYCZKI # 1 CZYLI CO NOSZĘ W TOREBCE?

[WYZWANIE] OPRÓŻNIAMY SWOJE KOSMETYCZKI # 1 CZYLI CO NOSZĘ W TOREBCE?
Witajcie,

tak jak pisałam w niedzielę postanowiłam wziąć udział w wyzwaniu zorganizowanym przez Trusted Cosmetics. Widziałam, że wiele blogerek już pokazało swoje kosmetyczki. Przyszła więc pora i na moją :)


Długo zastanawiałam się od jakiej strony "ugryźć" ten pierwszy post tak, aby w kolejnych postach kosmetyki się nie powtarzały. Postanowiłam więc pokazać Wam to, co na co dzień noszę przy sobie w mojej podręcznej kosmetyczce. 
Jeśli chcecie się dowiedzieć co to jest to zapraszam do czytania.


W torebce przede wszystkim musi znaleźć się małe, poręczne lusterko. Długo szukałam takiego, które by mi się spodobało. W końcu stwierdziłam, że kupię sobie puder , który będę wykorzystywać do poprawek w ciągu dnia w ładnym opakowaniu. Gdy zobaczyłam tę błyskotkę to od razu się zakochałam.  Kiko, Sunshine Fundation Spf 20 jest zamknięty w przepięknym, złotym opakowaniu z lusterkiem. W opakowaniu, w oddzielnej kasetce znajduje się także gąbeczka do nakładania. Ja swój mam w odcieniu 200 light, ale nie jest on bardzo jasny. Do bladych cer na pewno się nie nada. Mimo, że jest to podkład to bardzo fajnie sprawdza się jako puder wykończeniowy. W mojej podręcznej kosmetyczce nie może także zabraknąć szczotki. Moje włosy są grube i gęste. Niestety bardzo lubią się puszyć i plątać. Dlatego najlepszym dla nich rozwiązaniem jest delikatna Tangle Teezer Compact. Uwielbiam te szczotki i nie zamieniłabym na żadną inną. Do kompletu do szczotki noszę gumki Invisibooble. Te niewinnie wyglądające sprężynki idealnie trzymają w ryzach moją czuprynę, a przy tym nie wyrywają i nie niszczą włosów. Kolejnym niezbędnikiem jest mała buteleczka żelu antybakteryjnego. Tym razem skusiłam się na pięknie pachnący Carex Strawberry Candy. Używam tego żelu zawsze po korzystaniu z toalety w miejscach publicznych. Mimo, że ja myję ręce to wiem, że wiele osób tego nie robi , a więc klamki od drzwi wejściowych też nie są za czyste...niestety. Oprócz żelu znalazły się tutaj również chusteczki do demakijażu Be Beauty.  W tej roli używam ich niezwykle rzadko. Tylko gdy idę na basen lub siłownię i nie chce mi się nosić płynu micelarnego lub mleczka. Częściej wykorzystuję je po prostu do przecierania rąk , gdy się czymś wybrudzę... np szminką robiąc swatche w drogerii ;) Jako nałogowa szminkoholiczka nie mogłabym nie mieć w kosmetyczce produktów do ust. A wiadomo, że podstawą dobrego makijażu jest zadbana skóra ust. Dlatego nie rozstaję się z balsamem nawilżającym. Obecnie jest to Balmi, czarna porzeczka. Pisałam już Wam o nim. Nie jest jakiś wybitny, to bardziej gadżet. Ale w lecie, gdy moje usta nie są wymagające jest nawet w porządku. Na pewno ma piękny, owocowy zapach. Skoro jest balsam to noszę również i szminkę. Oczywiście tutaj najczęściej następuje rotacja, to zalezy na jaki kolor i wykończenie mam ochotę. Ale najczęściej jest to Golden Rose, Matte Lipstick Crayon nr 10 czyli bardzo uniwersalny i twarzowy odcień przybrudzonego różu. Podczas upałów w mojej kosmetyczce wylądował również tonik w mgiełce firmy Vianek. Uwielbiam spryskiwać nim twarz w ciągu dnia. Bardzo ładnie zdejmuje pudrowość z twarzy oraz odświeża i chłodzi. Ostatnim produktem są podręczne perfumy. Bardzo lubię całą serię Little Dress. Obecnie mam wersję Pink Little Dress , ale klasyczna Black oraz Gold również bardzo przypadły mi do gustu. Szkoda, że już mi się kończy, ale na pewno wybiorę się do Avon, żeby wybrać jego następcę



I to już cała zawartość mojej podręcznej kosmetyczki. Chętnie poczytam, co ciekawego znajduje się w Waszych :)

Pozdrawiam!
Emi
Copyright © 2016 Uroda Według Blondynki , Blogger