Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kosmetyki azjatyckie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kosmetyki azjatyckie. Pokaż wszystkie posty

października 01, 2017

Holika Holika - recenzja maseczek z Asian Box 4

Holika Holika - recenzja maseczek z Asian Box 4
Hej!

Azjatycka pielęgnacja na dobre zagościła mojej łazience. Uwielbiam demakijaż olejami, pokochałam pianki do mycia twarzy oraz żelowe tonery wklepywane w wilgotną skórę. Azjatyki słyną z niepowtarzalnych konsystencji oraz dziwnych składników. Dlatego chętnie wprowadzam do swojej pielęgnacji nowe kosmetyki. I także dlatego skusiłam się na Asian Box vol.4 . Niestety box mnie trochę rozczarował pod względem zawartości. Niemniej jednak wszystkie produkty w nim zawarte zostaną przeze mnie wykorzystane.

Mój pierwszy Asian Box.

W boxie przede wszystkim znalazło się bardzo dużo masek płachcie. Uwielbiam ten rodzaj maski, gdyż są bardzo wygodne i łatwe w użyciu. Nie trzeba ich zmywać (w większości przypadków), a po dobrej masce nie muszę już nic nakładać.




Sok na dobry początek.

Maseczkę z serii Juicy miałam już kiedyś okazję używać, ale w wersji pomidorowej. Wersja z miodem okazała się świetna. Pięknie pachniała miodem, tak słodko, naturalnie. Całe szczęście esencja nie okazała się lepka. Po zdjęciu maski skóra była bardzo dobrze nawilżona i odżywiona . Esencji w opakowaniu było bardzo dużo. Ja zawsze te nadwyżki wsmarowuję w szyję i dekolt. Naprawdę polecam maseczki z tej serii, pomidorowa też była bardzo fajna, ale zdecydowanie delikatniejsza niż ta. Chętnie wypróbuje inne warianty.


Coś do oczyszczania.

Zestaw oczyszczający do twarzy. Pierwszym etapem jest chusteczka do zmywania zanieczyszczeń. Jest ona mocno nasączona płynem i bardzo dobrze daje sobie radę ze zmyciem makijażu. Można nią zmyć także makijaż oczu, gdyż nie powoduje szczypania. Świetnie sprawdziła mi się na wyjeździe. Drugim etapem jest maska w płachcie, która ma za zadanie oczyścić pory, a następnie je zwęzić. Niestety po jej użyciu nic takiego nie zauważyłam. Była ona bardzo przeciętna i nie zauważyłam, aby jakoś nawilżyła moją skórę.


Ahhh te zaskórniki.

Wrażenia nie zrobił na mnie również zestaw do oczyszczania zaskórników na nosie. Co prawda nie mam z tym problemu, ale postanowiłam go przetestować na nosie mego męża. Pierwszym etapem jest  plaster, który ma za zadanie otworzyć i rozpulchnić zanieczyszczone pory. Następnie nakładamy na 15 minut plaster, który po tym czasie zrywamy zdecydowanym ruchem. Ma on oczyścić i niejako wyrwać wszelkie zanieczyszczenia, które widzimy jako czarne kropki na nosie. Chyba nie jest to zbyt przyjemne doznanie. Na końcu nakładamy plaster z esencja, która pory obkurcza. Na całość trzeba poświecić ok 30-40 minut. 
Efekt: żaden 😔


Fenomen ślimaka.

W pudełku znalazłam też Intensywnie nawilżającą i regenerującą maskę ze śluzem ze ślimaka. I rzeczywiście właśnie tak ona działała. Moja cera bardzo lubi ten składnik. Jest po nim mocno nawilżona, wygładzona i jakby rozpulchniona. Bardzo lubię te maseczki i chętnie do nich wracam.

Dużo i kolorowo.

Największą ilość masek stanowiły te z Serii Essence. Bardzo podobają mi się ich opakowania. Są kolorowe, z wyraźnymi zdjęciami i łatwo można znaleźć tę, która chcemy użyć. Na duży plus  jest także ich otwarcie, gdyż mamy zawinięty jeden rożek. Łatwo nim otwieramy całą maskę bez użycia nożyczek. Maski są świetnie nasączone, ale nie kapie z nich, ani nie zostaje dużo płynu w opakowaniu. Jest to odpowiednia ilość płynu. Bawełniana maska jest cieniutka i świetnie przylega do skory. Niestety kilka masek było niezbyt dobrze wyciętych, dziury na oczy było bardzo duże. Ale takie maski trafiły mi się chyba ze 2 może 3. 

Miałam wiele rodzajów tych masek i muszę stwierdzić, że ich działanie jest bardzo do siebie podobne. Przede wszystkim świetnie nawilżają cerę. Jest ona po nich idealnie napompowana wodą i bardzo miła w dotyku. Jednak było kilka masek, które wyróżniły się swoim działaniem.

Maska różana. Pierwsze co mnie urzekło po jej otwarciu to przepiękny różany zapach. Maska bardzo dobrze koi podrażnienia i zaczerwienienia cery. Nada się dla osób z cerą naczynkową czy wrażliwą.

Maska cytrynowa miała przede wszystkim bardzo dobre właściwości odświeżające oraz wybielające cerę. Myślę, że stosowana regularnie mogłaby uporać się z przebarwieniami potrądzikowymi.

Maska z masłem shea. Zdecydowanie moja ulubiona. Moja skóra uwielbia ten składnik i wchłonęła esencję jak gąbka. Esencja którą była nasączona była jakby gęstsza, bardziej kremowa. Ta maska świetnie odżywiała moja skore i nie musiałam już po niej stosować kremu.

Maska z zieloną herbatą oraz maska z ogórkiem. Obie były bardzo delikatne, ale świetnie nawilżały i odświeżały skórę. Były idealne podczas lata. Miały niezbyt mocny, ale odświeżający zapach.

Efekty przy regularnym używaniu.

W związku z tym, że miałam tych masek naprawdę dużo, to postanowiłam na swojej skórze wypróbować ich działanie przy regularnej aplikacji. Co prawda nie robiłam tego codziennie, ale 3 razy w tygodniu, czyli średnio c drugi dzień. Starczyło mi tych masek na ok miesiąc. W tym czasie nie używałam innych masek. Przed każdą aplikacją robiłam delikatny peeling. I muszę Wam przyznać, że moja skóra była rewelacyjnie nawilżona. Często borykam się z przesuszeniami na brodzie i policzkach. A podczas tej kuracji wszystkie te moje bolączki całkowicie zniknęły. Przestałam mieć problem ze zmarszczkami w okolicach oczu oraz zmarszczką na czole, które pojawiają mi się zawsze, gdy moja skóra krzyczy "PIĆ!"

Minusem takiej kuracji może być jej cena, gdyż maski w płachcie są dosyć drogie, nawet za te najtańsze musimy zapłacić w polskich sklepach 8-10 zł/szt. Jednak na pewno warto polować na okazje i kupować sety masek w promocyjnej cenie. Ja też często nasączam własne płachty swoimi własnoręcznie stworzonymi esencjami (np sokiem z aloesu i ulubionym olejkiem). Taka maska stosowana regularnie również przynosi bardzo dobre efekty.

A Wy, używacie masek w płachcie?
Czy preferujecie raczej te zwykłe, kremowe?

Miłej niedzieli!
EMI


sierpnia 31, 2017

BIELENDA Multi Essence 4 w 1, Multiwitaminowa esencja do pielęgnacji twarzy do cery mieszanej

BIELENDA Multi Essence 4 w 1, Multiwitaminowa esencja do pielęgnacji twarzy do cery mieszanej
Witajcie!

Moda na kosmetyki azjatyckie trwa w najlepsze. Obecnie możemy na naszym rynku znaleźć wiele kosmetyków pochodzących z Korei czy Japonii. W dobie internetu możemy je także bezpośrednio zamawiać z tych krajów. Jednak coraz więcej polskich marek czerpie inspiracje z azjatyckich kosmetyków. To dzięki nim powstało wiele świetnych olejków do demakijażu, które przede wszystkim sobie upodobałam i między innymi dzięki tej metodzie moja skóra przestała się przesuszać. 

Podczas Meet Beauty w moje ręce wpadł właśnie taki kosmetyk inspirowany Azją naszej rodzimej marki Bielenda. Na początku trochę się go obawiałam, gdyż jest przeznaczony do skóry tłustej i mieszanej. Bałam się, że moją skórę może zbyt mocno wysuszyć i już myślałam, czy by nie oddać go po prostu siostrze. Postanowiłam jednak dać mu szansę. Jeśli jesteście ciekawi, czy został u mnie, czy jednak trafił do siostry to czytajcie dalej.


Od producenta

Esencja doczyszcza, odświeża i rozświetla cerę, zamyka wilgoć w skórze. Płynna konsystencja wtapia się w skórę – czuć, że skóra pije kosmetyk. Nie klei się i szybko się wchłania. Zawarty w esencji filtrat drożdżowy zwiększa poziom nawilżenia skóry, poprawia sprężystość i elastyczność, rewitalizuje, dodaje skórze witalności.



Kwas glikolowy złuszcza naskórek, stymulując procesy naprawcze skóry, zapobiega powstawaniu wyprysków, wygładza i ujednolica koloryt cery.
Witamina B3 redukuje nadmierne wydzielanie sebum, matuje błyszczącą cerę, prowitamina B5 łagodzi podrażnienia i redukuje zaczerwienienia, a kwas hialuronowy intensywnie i długotrwale nawilża.
Cera odzyskuje swoje naturalne piękno – jest gładka, jędrna, matowa, pełna witalności, doskonale nawilżona.


MULTIESSENCE 4 w 1 kompleksowo pielęgnuje cerę:

1. Pielęgnuje jak krem
2. Regeneruje jak maska
3. Tonizuje jak tonik
4. Oczyszcza jak mleczko




Muszę przyznać,że jak na kosmetyk drogeryjny to skład tego produktu jest całkiem niezły. Wszystkie substancje, które w jakiś sposób są w stanie działać na naszą skórę są na początku składu, a nie tak jak w wielu produktach dopiero po parfum. Zaraz po wodzie znajdziemy tutaj wspomniany przez producenta filtrat drożdżowy, który ma za zadanie zmiękczyć naszą skórę oraz zachować w niej wilgoć. Potem również mamy składniki nawilżające czyli glicerynę oraz kwas hialuronowy, a także rozjaśniający i lekko złuszczający kwas glikolowy. Jest tutaj też miejsce dla łagodzącej alantoiny i pantenolu. Dopiero po tych wszystkich dobroczynnych ekstraktach jest miejsce na kilka konserwantów i stabilizatorów.

Opakowanie i konsystencja


Produkt jest zamknięty w bardzo ładnej, minimalistycznej i przeźroczystej butelce. Jest to opakowanie standardowe dla wszelkiego rodzaju toników. Na plus jest to, że widzimy ile produktu jeszcze nam zostało. Esencja ma konsystencję płynną, wodnistą. W bardzo prosty sposób można odpowiednią ilość zaaplikować na wacik, czy dłonie. Zapach jest bardzo delikatny, kosmetyczny i absolutnie mi nie przeszkadza.

Działanie

Tak jak już napisałam powyżej, trochę sceptycznie podeszłam do tego produktu. Bałam się, że tonik z kwasem glikolowym zbyt mocno wysuszy moją skórę. Ale już po kilku użyciach stwierdziłam, że wręcz przeciwnie. Esencję nakładałam dłońmi, gdyż moja skóra nie lubi pocierania wacikiem, rano i wieczorem przed nałożeniem serum i kremu. Dzięki swojej konsystencji szybko się wchłania i nie pozostawia lepkiej warstwy. Mimo, że jest to produkt płynny zauważyłam, że zwiększa uwodnienie skóry. Wszystkie produkty na niego nakładane skuteczniej się wchłaniały. Esencja nie powoduje  także ściągnięcia.Dobrze tonizuje cerę, przywraca jej odpowiednie ph. Nie zapchała mnie, ani nie spowodowała podrażnienia skóry. 

Na pewno produkt ten nie zapewni kompleksowej pielęgnacji jak to obiecuje producent. Nie zastąpi on nam kremu, czy dobrego serum na noc. Natomiast będzie stanowiła fajne uzupełnienie codziennego rytuału i na pewno zwiększy nawodnienie w naskórku. Więc jeśli szukacie czegoś, co zwiększy skuteczność waszych kosmetyków i pozwoli Wam lepiej nawilżyć cerę bez jej dodatkowego obciążania, to oczywiście jak najbardziej polecam. Sama na pewno skuszę się niebawem na wersję różową, przeznaczoną do cery suchej.

Kupujecie oryginalne, azjatyckie kosmetyki? 
Czy raczej ich polskie odpowiedniki?

Pozdrawiam
Emi














    maja 08, 2017

    Relaks dla skóry z maskami w plachcie SNP

    Relaks dla skóry z maskami w plachcie SNP
    Witajcie!

    Czy jest jeszcze ktoś , kto nie stosował masek w plachcie? Chyba nie. Od jakiegoś czasu sa one niezwykle popularne. Nie dziwię się , gdyż sa bardzo łatwe w stosowaniu.  Poza tym nie musimy się brudzic,  niczego zmywac,  robić bałaganu w łazience. Po prostu zdejmujemy i już. Będąc ostatnio w drogerii Novaya skusiłam się na dwie maseczki firmy SNP.



    Maska rozjaśniająca z czarną perłą . 
    Koreańska maska w bawełnianej płachcie firmy SNP.
    Głównym składnikiem aktywnym maski jest ekstrakt z czarnej perły (250 mg). Mocno nasączona esencją płachta, doskonale przylega do twarzy dzięki czemu jej drogocenne substacje przenikają do skóry.
    Czarna perła to bogactwo odżywczych składników a jej ekstrakt powoduje znakomite nawilżenie i rozjaśnienie, pozostawiając cerę odżywioną i pełną blask

    Maska przeciwzmarszczkowa z kolagenem i 24 karatowym złotem.
    Koreańska maska w bawełnianej płachcie firmy SNP.
    Głównymi składnikami aktywnymi maski jest kolagen oraz płatki 24 karatowego złota. Mocno nasączona esencją płachta, doskonale przylega do twarzy dzięki czemu jej drogocenne substacje przenikają do skóry.
    Obie maski to bardzo dobrze wycięte płaty dosyć grubej i mięsiste bawełny. Jednak mimo swojej grubości bardzo dobrze przylegały do mojej skóry.  Maski są dobrze wycięte dzięki czemu przyjemnie się je stosowało. Przez to ,że maska jest dosyć gruba dużo produktu znajduje się w niej. Były one dobrze nasączone , ale plusem jest to , że z masek nie ciekła esencja. Praktycznie nic też nie zostaje w opakowaniu. Ja spokojnie w tych maskach leżałam ok 30 minut. Ale nie zsuwają się nie z twarzy więc swobodnie można z nimi robić coś w domu. Ja po prostu lubię tę chwilę  relaksu z maską na twarzy. 
    Maska z czarną perłą jest bardzo ciekawa gdyż jest umieszczona na czarnej plachcie. Ta marka bardzo mi się spodobała ponieważ intensywnie nawilzyla moją skórę.  Twarz po niej była miękka i gładka.  Niestety trudno mi coś powiedzieć jeśli chodzi o rozjasnienie przebarwień. Wątpię żeby jakikolwiek produkt zadziałał już po pierwszym użyciu. Ale chętnie zainwestuje w miłą tych marek aby sprawdzić jak będą działały w serii zabiegów.
    Maska złota była standardowa, na białej bawełnie.  Miała bardzo dobre działanie ujędrniające i napinające skórę.  Myślę,  że  to fajne rozwiązanie przed różnego rodzaju imprezami gdzie chcemy dobrze wyglądać.  Trudno jest mi się wypowiadać w kwestii zmarszczek, bo jeszcze ich jako takich nie mam. Ale jak wiadomo tutaj głównie liczy się prewencja. Maska może doraźnie napiąć i wypełnić twarz , ale raczej na niwelacje już istniejących zmarszczek liczyć nie możemy.
    Obie maski bardzo polecam gdyż przede wszystkim dobrze nawilżają i odżywiają skórę,  a moja ma niestety tendencję do przesuszania. Nie spowodowały u mnie żadnego podrażnienia czy uczulenia. Dostaniecie je w drogerii Novaya za 14.99 zł/szt. ale warto polować na promocje. 

    Pozdrawiam
    EMI 💋

    marca 11, 2017

    Skin79 BB Cleasner, Pianka oczyszczająca do zmywania kremów BB.

    Skin79 BB Cleasner, Pianka oczyszczająca do zmywania kremów BB.
    Witajcie!

    Jak Wam mija weekend? Mi pod znakiem porządków domowych oraz zakupów. Teraz wieczorem mam jednak czas napisać kilka słów oraz odwiedzić Wasze blogi i nadrobić zaległości. 

    Koreańska pielęgnacja zdobywa coraz szersze grono zwolenników. Ja również bardzo polubiłam się z tą filozofią dbania o urodę. Przede wszystkim zakochałam się w koreańskich kremach BB. Mają dobre krycie, nawilżają cerę i przede wszystkim pięknie na niej wyglądają.  Jednak kto zna te kosmetyki to wie,  że mają bardzo długi skład , silikony i inne składniki które mogą zapchać cerę.  Dlatego takie ważne jest ich dokładne zmycie.

    Zgodnie z rutyna pielęgnacyjna na początku rozpuszczam makijaż balsamem olejowym, potem wszystko odtłuszczam mydłem Aleppo. Ale żeby mieć pewność , że wszystko zostało domyte postawiłam na środek specjalnie przeznaczony do tego celu.




    Pianka jest zamknięta w bardzo estetycznym opakowaniu biało -różowym.  Jakoś tak bardzo kolorystycznie pasowała mi do mojej szczoteczki sonicznej. Opakowanie ma wygodną pompkę airless. Jest to świetne rozwiązanie,  gdyż wykorzystujemy produkt do ostatniej kropli.  Po wyciśnięciu mamy na dłoni perłowy,  kremowy żel.  Na początku byłam zdumiona ponieważ była to ilość ziarenka grochu. Myślałam , że nie jest to możliwe taka ilością umyć całą buzię.  A jednak nic bardziej mylnego. Po połączeniu z wodą zamienia się w puszystą piankę , która idealnie zmywa z twarzy podkład.  Mimo, że czyści bardzo skutecznie to jednak delikatnie. Skóra jest miękka i nawilżona , nie ma uczucia ściągnięcia jak po tradycyjnych żelach. Jednak nie polecam tym produktem zmywać makijażu oczu. Niestety pieką przy kontakcie z pianką.  Polecam zmyć je płynem micelarnym lub właśnie olejami. 

    Ja tak bardzo polubiłam delikatność tej pianki, że używam jej codziennie rano. Delikatnie zmywa sebum i pozostałości  kosmetyków. Pianka fajnie też współgra z Foreo Luna. Nie tylko wyglądowo, ale także w działaniu.  Po tym duecie skóra jest mocno oczyszczona i momentalnie wypija to, co później na nią  nałożę. 

    Polecam nie tylko fankom azjatycki kremów BB.

    Pozdrawiam!
    EMI💋


    Media społecznościowe:

    października 12, 2016

    My Asia, koreańskie maseczki w płachcie

    My Asia, koreańskie maseczki w płachcie
    Witajcie!

    Jeśli czytacie mojego bloga to wiecie, że bardzo lubię kosmetyki azjatyckie.  Co chwila dokupuje nowe produkty. Faktem jest , że są one całkowicie inne niż te nasze europejskie i często zawierają szokujące dla nas składniki. Azjatyckie kremy BB wielokrotnie pojawiały się w moich ulubiencach czy polecanych kosmetykach. Lubię je za kremową konsystencję, dobre krycie oraz piękny naturalny wygląd na twarzy. Niedawno do tych ulubionych trafił także nawilżający krem BB z Holika Holika.


    Ze sklepu My Asia otrzymałam również na przetestowanie kilka masek w bawełnianym płacie. Dla mnie tego typu maski są bardzo wygodne, gdyż mamy już wszystko przygotowane.  Nie musimy nic rozrabiac ani brudzic dodatkowych  akcesoriów np pedzelka.

    Trzy maski były w formie płata z docietymi otworami na oczy, nos i usta. Czwarta maska była dosyć nietypowa gdyż były to dwa małe żelowe kawałki,  które można było umieścić w dowolnym miejscu. Ta forma maski najmniej mi się spodobała.  Może dlatego że na mojej cerze nie mam miejsc , które mocniej się wysuszaja i w które to szczególnie trzeba by było celowac.  Pozostałe są bardzo dobrze nasączone płynem i ja przyznam się szczerze , że używam ich dwukrotnie. Spokojnie starczaja na taką aplikację.  Nawet gdy trzymam maskę te 20 minut na twarzy to płat cały czas dobrze przylega i nie wysycha zbyt szybko, ale także nie zsuwa się z twarzy.


    Bardzo byłam ciekawa żelu aloesowego. Słyszałam o jego świetnych właściwościach nawilzajacych. Dlatego bardzo ucieszyłam się z tego produktu. I teraz wiem, że koniecznie taki żel koreański muszę zakupić.  Maska świetnie nawilża skórę i sprawia, że staje się miękka i gładka w dotyku. Niweluje też nieprzyjemne uczucie ściągnięcia,  które czasem towarzyszy mi po całym dniu noszenia podkladu. To zdecydowanie mój ulubiony wariant.


    Maska rozswietlajaca również bardzo przyPadła mi do gustu.  Także dobrze nawilża a przy tym lekko rozjaśnia skórę. Hej głównym składnikiem jest ekstrakt ze sfermentowanego ryżu oraz kwas kojowy , które działają na przebarwienia.  Wiadomo, że przy jednym czy dwóch uzyciach ten efekt nie jest długotrwały ale przy regularnym używaniu myślę że byłby widoczny.


    Kolejna maska to śmieszne , małe żelowe plastry które możemy nalozyc na dowolne części twarzy. Ta wersja przypadla mi najmniej do gustu. A to dlatego , że umyłem buzię i nakleilam je na policzki. W miejscu nakładania czułam komfort i nawilżenie a w pozostałych jak to często po myciu woda niestety ściągnięcie.  Dlatego potraktowałam je jak waciki i przetarlam żelem całą twarz. Sam żel jest bardzo dobry, taki jak w pierwszej masce. Może sprawdzi się u osób które mają podrażnienia np na policzkach lub mocno przetluszczajaca się strefę T i na różne partie twarzy nakładają różne maski. 


    Ta ciekawa maska zawiera ekstrakt z soku pomidora, który jest bogaty w wiele cennych witamin. Odżywia skórę , ale także rozjaśnia przebarwienia i niweluje zaczerwienienie. Skóra po niej rzeczywiście prezentowała się bardzo dobrze; była ujedrniona i rozswietlona. 



    Podsumowując, bardzo polubiłam się z koreańskim maseczkami w płacie.  Uważam że są nieporównywalnie lepsze od tego , co możemy znaleźć w naszych drogeriach. Polecam każdemu wypróbowanie , gdyż wybór jest ogromny i myślę że każdy znajdzie coś odpowiedniego dla swojej cery.  Ja chętnie będę wracać do maski z aloesem, chętnie też wypróbuję inne maski " owocowo-warzywne". Na stronie sklepu kusi mnie też wiele innych, niespotykanych kosmetyków. 

    Pozdrawiam!
    EMI❤


    Post powstał  przy współpracy ze sklepem My Asia. Nie wpłynęło to na moją opinię o produktach.

    września 18, 2016

    [RECENZJA] HOLIKA HOLIKA MOISTURIZING PETIT BB CREAM

    [RECENZJA] HOLIKA HOLIKA MOISTURIZING PETIT BB CREAM
    Witajcie!

    Bardzo lubię kosmetyki azjatyckie i nie powiem tworzą one w mojej kosmetyczce już całkiem sporą gromadkę. Zawsze byłam sceptycznie nastawiona przede wszystkim do kremów BB, ale głównie dlatego, że używałam tylko tych polskich odpowiedników. Miały brzydkie kolory, słabo kryły i w ogóle całkowicie mi nie pasowały. Wszystko się zmieniło, gdy poznałam oryginalne , koreańskie produkty tego typu. Momentalnie się w nich zakochałam. Ostatnimi czasy, dzięki uprzejmości sklepu My Asia miałam możliwość testowania kilku produktów marki Holika Holika. Dzisiaj opowiem Wam o pierwszym z nich, czyli właśnie kremie BB.


    Holika Holika Moisturizing Petit BB Nawilżający krem BB
    Pojemność 30 ml
    • Długotrwale nawilża
    • Wyrównuje koloryt skóry
    • Kryje niedoskonałości, zaczerwienienia
    • SPF 30 PA ++ 
    Holika Holika Moisturizing krem BB polecany jest do każdego rodzaju skóry wymagającej nawilżenia.
    Produkt doskonale kryje niedoskonałości, przebarwienia, zaczerwienienia, wyrównuje koloryt skóry.Formuła kremu zawiera kwas hialuronowy, który długotrwale i dogłębnie nawilża skórę oraz działa przeciwzmarszczokowo.
    Kosmetyk chroni przed promieniowaniem UV SPF 30 PA ++ .

    Produkt ma bardzo przyjemną, gęstą i kremową konsystencję. Czuję się niemal jakbym nakładała na twarz mocno odżywczy krem do twarzy. W związku z tym jest on także bardzo wydajny. Niewielka ilość starcza na dokładne pokrycie całej twarzy. Krem ładnie kryje niedoskonałości i zaczerwienienia. Nie jest to może pełne krycie, ale radzi sobie z tym naprawdę dobrze. Nie smuży, nie tworzy plam. Ja kremy BB najchętniej nakładam palcami. Wtedy ich wykończenie najbardziej mi się podoba. Jest naturalne i lekko mokre. Chociaż akurat ten produkt nie jest mocno błyszczący. Mimo swojego nawilżającego działania jest lekko matowy z delikatnym satynowym połyskiem. Jak dla mnie mogłabym go już nawet nie przypudrowywać. Jednak delikatnie to robię, aby przedłużyć jego trwałość i potem bez problemu nanieść pozostałe kosmetyki , czyli bronzer i róż. Krem utrzymuje się na mojej buzi przez cały dzień. lekko ściera się z brody , czy nosa ale ja niestety mam tendencję do np podpierania się rękami. Także akurat to mu mogę wybaczyć. Jednak miło zaskoczyło mnie to, że jest bardzo komfortowy na twarzy. Nie używam mocno matującego pudru do wykończenia, a mimo to czasem , gdy podkład jest mało mokry czuję dyskomfort i ściągnięcie na policzkach. Przy tym produkcie nic takiego nie występuje. Dużym plusem jest też jego cena. Kosztuje ok 35zł dlatego jeśli nie mieliście wcześniej tego typu produktu to warto zacząć właśnie od tego.
    Jedynym minusem, który zauważyłam jest jednak jego kolor. Jest on dla mnie zdecydowanie za jasny i mimo tego, że lekko dopasowuje się do mojej karnacji to i tak wyglądam w nim blado. Oczywiście można to naprawić nakładając większą ilość bronzera czy mieszając go z innym podkładem. Jestem po prostu po wakacjach dosyć mocno opalona, głównie na ciele. Ale myślę, że zimą i wiosną gdy trochę zblednę , wówczas będzie idealny i chętnie do niego powrócę. 
    Ten oraz inne warianty kremów BB Holika Holika możecie zakupić na stronie internetowej  My Asia. Wybór jest naprawdę spory i myślę, że każdy znajdzie coś odpowiedniego dla siebie.


    Post powstał przy współpracy ze sklepem My Asia. Nie wpłynęło to jednak na moją opinię o produkcie.

    Copyright © 2016 Uroda Według Blondynki , Blogger