Pokazywanie postów oznaczonych etykietą biochemia urody. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą biochemia urody. Pokaż wszystkie posty

maja 29, 2018

BIOCHEMIA URODY : czy warto samemu robić kosmetyki?

BIOCHEMIA URODY : czy warto samemu robić kosmetyki?
Hej! 

Czy Was również męczą te upały? Ja owszem bardzo lubię, gdy jest ciepło i słonecznie, ale temperatura 25 st.C jest dla mnie zdecydowanie wystarczająca i optymalna. Większe temperatury utrzymujące się przez dłuższy czas zwyczajnie mnie męczą... zwłaszcza teraz... w dwupaku...

Zapewne każdy z Was kojarzy stronę Biochemia Urody. To właśnie tam można kupić wszelkiego rodzaju surowce kosmetyczne. Jest to tym bardziej wygodne dla osób początkujących, gdyż na BU można kupić gotowe zestawy, z już odmierzonymi składnikami. Jest to duży plus dla osób, które się nie znają lub które nie chcą się bawić w mierzenie i ważenie surowców. Ja jakiś czas temu zrobiłam zamówienie właśnie z tej strony. Tym razem zdecydowałam się właśnie na takie gotowe zestawy:







Biochemia Urody

olejek myjący

Olejki myjące.

Jak wiecie już od wielu lat używam do demakijażu jedynie olejków myjących. Ta metoda najbardziej pasuje mojej suchej skórze. Dlatego też co chwila kupuję nowy olejek lub balsam, który podbije moje serce. Na stronie Biochemii znajdziemy bardzo duży wybór olejków do mycia twarzy w zależności od potrzeb naszej cery. Ja zdecydowałam się na olejek różany ze względu na to, że ten olej bardzo lubi moja skóra oraz drugi olejek nagietkowy, który jest odpowiedni dla cery podrażnionej oraz naczynkowej. Zestaw składa się z dwóch produktów: oleju bazowego oraz emulgatora. W domu musimy po prostu te dwie części se sobą zmieszać.

Olejki są bardzo delikatne i dosyć wodniste. Nie są one mocno gęste i ciężkie na twarzy. Ponadto emulgator naprawdę działa i olejek bez problemu zmywa się wodą nie pozostawiając na skórze tłustej warstwy. Jeśli chodzi o zmywanie makijażu to nie mam im nic do zarzucenia. Radzą sobie z tym bardzo dobrze, domywają eyeliner i tusz do rzęs bez najmniejszego problemu. To, co mi osobiście przeszkadza to to, że dosyć szybko się spłukują i nie jestem nimi w stanie zrobić dłuższego masażu twarzy. W tej kwestii wolę chyba jednak olejki, które emulgatora nie zawierają. I tak zawsze po olejku używam delikatnej pianki, niezależnie czy jest to sam olej czy z emulgatorem. Jeśli chodzi o zapachy to muszę tu wspomnieć o wersji różanej, gdyż ma ona intensywny zapach tej rośliny. Jeśli nie lubicie to odradzam. Wersja nagietkowa jest raczej neutralna o delikatnym zapachu.

Esencja na naczynka

Esencje.

Bardzo zaciekawiły mnie dostępne na stronie esencje. Tutaj również jest duży wybór, w zależności od rodzaju i potrzeb cery. Poza tym możemy dobrać sobie oddzielnie hydrolat, który najbardziej odpowiada naszej skórze.

Pierwszą esencją, którą skompletowałam była ta na naczynka. Bazowym hydrolatem postanowiłam, że będzie różany. Tutaj, tak jak w przypadku oleju bardzo lubię się z tym rodzajem hydrolatu i często kupuję kosmetyki na jego bazie. W skład zestawu wchodzi mleczko winogronowe, kompleks na naczynka (oparty na ekstraktach ze skórki cytryny, nawłoci pospolitej i ruszczyka kolczystego) oraz kwas glicyryzynowy pozyskiwany z korzenia lukrecji. Wszystkie te składniki działają łagodzaco, gojąco, przeciwzapalnie, wzmacniają drobne naczynka krwionośne i redukują zaczerwienieni.

Esencja na naczynka ma płynną konsystencję.  Ja swój przelałam standardowo do atomizera z rozpylaczem. Hydrolat różany ma intensywny zapach więc jeśli go nie lubicie wybierzcie inny. Działanie produktu oceniam jak dobre. Rzeczywiście skóra po jego użyciu była ładnie nawilżona, a jej koloryt ujednolicony, Co do naczynek to stosuję tego typu produkty prewencyjnie, gdyż w mojej rodzinie wiele osób boryka się z tym problemem. Nie jestem w stanie na obecną chwilę stwierdzić w jakim stopniu te produkty działają, ale mam nadzieję że za kilka-naście lat okaże się, że jednak działały dobrze.

Esencja nawilżająca

Najbardziej pozytywnie zaskoczył mnie natomiast zestaw do stworzenia esencji do skóry suchej. Tutaj jako podstawę wybrałam ekologiczny sok z aloesu. Do tej pory używałam tylko żeli aloesowych ale ten sok okazał się hitem. Zestaw oparty na kompleksie lipidowo-liposomowym z dodatkiem ceramidu 3 oraz witaminach B5 i B3, które nawilżają, łagodzą, poprawiają strukturę i regenerację skóry odwodnionej, suchej i szorstkiej.

Esencja wychodzi bardziej gęsta niż na hydrolacie. Dlatego nie do końca nadaje się do stosowania w atomizerze, chlusta takim dosyć gęstym strumieniem. Natomiast to jak ona działa na moją skórę jest po prostu niesamowite. Cera jest idealnie nawilżona i odżywiona. Tak, jakbym nałożyła najlepszy krem. Idealnie sprawdziła się wklepywana dłońmi, ale jeszcze lepiej posłużyła mi do nasączania masek w tabletce. 10-15 minut z takim okładem i moja skóra była super zregenerowana. Przyznam się, że często już na nią nic nie nakładałam, bo taka pielęgnacja w zupełności mi wystarczyła. Na pewno jeszcze kiedyś do niej wrócę.

Żaden z powyższych produktów mnie nie uczulił ani nie spowodował zapychania. Natomiast weźcie pod uwagę, że są to produkty bazujące na naturalnych ekstraktach roślinnych, które są silnymi alergenami. Warto zapoznać się ze wskazówkami, które są zamieszczone na stronie i wybrać to, co będzie nam najbardziej odpowiadało.

A Wy kupujecie kosmetyki do własnego wyrobu? Uważacie, że mają szansę w starciu z tymi laboratoryjnymi?

Pozdrawiam
Emi

maja 02, 2018

DENKO KWIECIEŃ 2017

DENKO KWIECIEŃ 2017
Hej!

Jak Wam mija weekend majowy? Odpoczywacie, czy pracujecie? Ja na te wolne dni mam zaplanowaną serię spotkań towarzysko-grillowych. 

A tymczasem zapraszam Was na kilka recenzji o produktach zużytych w minionym miesiącu.


Khadi maska sandałowa (Recenzja) ach, co to był za świetny kosmetyk. Jak tylko trochę wykończę glinki, które posiadam to chętnie do niej jeszcze wrócę. Świetnie odżywiała skórę i ładnie wyrównywała koloryt.

Nacomi arganowy krem pod oczy - mimo, że za olejem arganowym mocno nie przepadam to ten krem spisał się naprawdę fajnie. Miał tłustą, maślaną konsystencję. Bardzo dobrze nawilżał i chronił cienką skórę wokół oczu. Jedyny zarzut mogę mieć do słoiczka - wolę opakowania z pompką, gdyż są bardziej higieniczne.

Mixa Hyalurogel (recenzja) zestaw, który trafił do mnie w ramach akcji testerskiej na wizaż.pl. Krem miał bardzo bogatą konsystencję. Idealnie nadawał się dla mojej suchej skóry jako produkt pielęgnacyjny na noc. Rano była świetnie nawilżona i gładka. Chętnie jeszcze kiedyś po niego sięgnę.

Holika Holika Lazy& Joy był to krem o przedziwnej konsystencji. Znajdowały się w nim żółte drobinki- ceramidy, które pod naciskiem palców pękały na twarzy. Sam krem bardzo przyjemnie nawilżał i pozostawiał na twarzy warstewkę ochronną. Miło go wspominam. Jeśli trafię na niego gdzieś w sprzedaży to być może jeszcze kupię.

Biochemia Urody sok z aloesu zużyłam do produkcji esencji nawilżającej, która okazała się ogromnym hitem! Miała bardzo dobre właściwości nawilżające i regenerujące skórę. Na pewno napiszę o niej więcej.

Vichy Slow Age to kolejny niewypał tej firmy, który trafił w moje ręce na jakimś blogerskim spotkaniu. Niestety po raz kolejny okazało się, że kosmetyki te mają w swoim składzie coś, czego moja skóra nie toleruje. Krem był bardzo lekki i szybko się wchłaniał jednak po kilku użyciach skóra była podrażniona i zaczerwieniona. Zużył go mój mąż jako krem na dzień, bo na noc stwierdził że jest zbyt lekki i rano budzi się z zasuszoną twarzą.

L'Oreal Skin Perfection to serum, które również nie przypadło mi do gustu. Było bardzo lekkie, jakby żelowe. Niestety zbyt słabo nawilżało. Mam wrażenie, że nic nie robiło.

W buteleczce z pipetką zazwyczaj znajduje się jakieś moje samomieszane serum do twarzy zazwyczaj składające się z żelu aloesowego lub hialuronowego i ulubionego oleju tym razem rokitnikowego. Regularnie wracam do tej mieszanki.


Alterra szampon w wersji sensitive był bardzo delikatny dla skóry głowy, ale jednocześnie skuteczny. Nie spowodował swędzenia ani łuszczenia się. Przy tym dobrze domywał włosy nawet z oleju czy maski i nie plątał ich. Myślę, że dla wielu osób plusem może być to iż jest on bezzapachowy. Jestem na tak.

Garnier Ultra Doux Intensywna odżywka z olejkiem arganowym i kameliowym. Miała bardzo dobrą konsystencję i piękny zapach. Po jej użyciu włosy rzeczywiście były gładkie i lśniące, ale nie przetłuszczone. Spisała mi się na pewno lepiej niż słynna maska z avokado.

Isana Proffesional maska z olejkami. Szczerze to nie zrobiła u mnie nic szczególnego, a wiem  że przez wiele osób i włosomaniaczek jest polecana. Raczej już do niej nie wrócę.





Nacomi Body Scrub Sweet Honey Wafers, czyli peeling o zapachu słodkich gofrów. Bardzo lubię te peelingi. Są delikatne, ale skuteczne. Pozostawiają na skórze lekką warstwę dzięki której nie ma potrzeby używania balsamu. Jedynym minusem był jego zapach. Przyjemny, ale jakby ktoś dosypał zbyt dużo proszku do pieczenia ;)

Cosnature olejek Kokos-Migdał (recenzja). Olejek, który bosko pachniał likierem amaretto. Mimo małej pojemności był dosyć wydajny. Stosowałam go do masażu ciała, olejowania włosów, ale najczęściej ze względu na zapach wlewałam kilka kropli do wanny z ciepłą kąpielą.

Lirene mgiełka bronzująca (recenzja) była naprawdę ciekawym produktem i bardzo skutecznym. Dawała efekt ładnej i równomiernej, złotej opalenizny. W miarę regularnego używania ten efekt można było pogłębiać. Niestety nie do końca odpowiadała mi forma sprayu, żebym chciała do niej powrócić, ale jeśli takie lubicie to polecam.

Nivea Silk Mousse Rhubarbar&Raspberry, uwielbiam te pianki! Maja tak śliczne zapachy oraz przyjemną, puszystą konsystencję, że mogłabym się nimi myć i myć. Obecnie testuję jeszcze pianki z Isana i na pewno pojawi się recenzja zbiorcza i porównująca :)

Alterra delikatny żel-krem myjący o zapachu malwy. Produkt miał bardzo delikatny i subtelny kwiatowy zapach. Skóra była po nim dobrze nawilżona, nie ściągnięta. Jednak ta konsystencja kremu nie do końca mi się spodobała. Miałam takie wrażenie jakbym myła się balsamem do ciała i nie mogła się domyć.

Sephora galaretka do mycia. Bardzo dziwny produkt, ładnie pachnący, ale niestety również miałam wrażenie słabego mycia chociaż nie jestem fanką pieniących się żeli z SLS to zarówno ten, jak i poprzednik byli zbyt mało odświeżający.




L,biotica maska złuszczająca do stóp. To zdecydowanie moje ulubione skarpetki z kwasami owocowymi. Bardzo skutecznie usuwają martwy naskórek i sprawiają , że skóra stóp jest miękka i gładka. W sam raz na letni czas i sezon odkrytych stóp.

The Body Shop Hemp Hand Protector (recenzja). Od 2015 roku nic się nie zmieniło. Nadal jest to mój ogromny ulubieniec i najlepszy krem do rąk, do którego wracam w sezonie zimowym. Jak na razie znalazłam tylko jeden produkt, który mu dorównał a mianowicie Make Me Bio Winter Care, ale ten krem nie jest dostępny samodzielnie, a jedynie w zestawach :( Dlatego myślę, że krem TBS jeszcze nie raz u mnie zobaczycie. 

Eveline SOS bardzo przyjemna pomadka do ust. Dobrze je nawilżała i regenerowała, ale miała bardzo dużą wadę, a mianowicie okropny smak. I pewnie dlatego więcej jej nie kupię.


L'Oreal Paradise Extatic. Sama nie wiem, co sądzić o tym tuszu. Szczoteczka była standardowa i bardzo gęsta. Sam tusz również długo był lepki. Przez to szczoteczka nabierała jego bardzo dużą ilość i oblepiała rzęsy. Naprawdę trudno mi się nim było nie ubrudzić lub nie posklejać rzęs. Ale jeśli się popracowało i ta sztuka się udała to efekt był naprawdę fajny.

Holika Holika Petit BB Cream (recenzja). Azjatyckie kremy BB to jedne z najbardziej wydajnych podkładów jakie miałam. Już niewielka ilość wystarcza, aby pokryć całą twarz. Krycie jest porządne, ale wykończenie delikatnie mokre. Moja sucha skóra takie lubi więc często nawet tego kremu nie pudrowałam. Dużym plusem jest zgrabna tubka, która zmieści się w kosmetyczce.

Ecocera puder ryżowy (Recenzja). Moja sucha skóra nie bardzo przepada za pudrami więc używam ich niezwykle rzadko. Najczęściej na większe wyjścia, gdy wiem że makijaż musi wytrzymać np całą noc lub latem, gdy skóra bardzo się poci. Puder ryżowy świetnie mi się spisuje zwłaszcza podczas upałów, gdyż mocno matowi cerę i gruntuje podkład. Dużym minusem jest jego tandetne opakowanie, ale widziałam, że chyba już zostało zmienione.



No i kolejna porcja maseczek. O Ziaji już chyba nie będę się rozwodzić. Te maski pojawiają się u mnie regularnie i bardzo je lubię. Bielenda maska w płachcie z kwasem hialuronowym: tak , jak lubię serię mezo serum z kwasem hialuronowym, tak uważam, że ta maska jest chyba najsłabszym jej ogniwem. Nie nawilża jakoś super. Płatki pod oczy Pilaten, bardzo kiepskie, odklejały się i nie widziałam większej różnicy po ich użyciu. Janda maseczka liftingująca - ot taka sobie, bez szału. Alma K peeling o ładnym, świezym zapachu. Drobinki były naprawdę delikatne, próbka była tak maleńka że zużyłam ją do twarzy. Nie wiem, czy do ciała (a do tego jest przeznaczony) nie byłby zbyt lekki.


Efektima maski żelowe o działaniu nawilżającym i ujędrniającym. Sam zamysł żelowych masek był bardzo fajny. Natomiast maski były umieszczone w ogromnej ilości płynu, ogromnej. Jak się je wyjmowało to wręcz ciekło, a w środku opakowania zostawało jeszcze tego płynu bardzo dużo. Sama maska była mocno wymięta i trudno było ją rozprostować, bo ten żel po prostu się sklejał. Poza tym po nałożeniu na twarz była tak śliska, że nawet leżąc na wznak się zsuwała. Trochę udało mi się to opanować zakładając silikonową maskę podtrzymującą. Po zdjęciu maski skóra była fajnie nawilżona (hialuronowa) lub fajnie napięta (algowa), ale chyba ze względu na ten dyskomfort używania więcej do nich nie wrócę.

I to już całe kwietniowe denko. W kwietniu ze względu na Meet Beauty i Ekocuda pojawiło się u mnie także sporo nowości, które już niebawem Wam pokażę.

Buziaki!

Emi

kwietnia 06, 2018

NOWOŚCI STYCZEŃ-MARZEC 2018

NOWOŚCI STYCZEŃ-MARZEC 2018
Hej!

Święta, święta i po świętach. Mam nadzieję, że ten czas minął Wam spokojnie i przede wszystkim w gronie bliskich. Naładowaliście akumulatory choć trochę? Tym bardziej, że wiosna chyba już na dobre się u nas rozgościła. Oby :)

Jak wiecie od jakiegoś czasu wdrażam w swoje życie plan minimalizmu kosmetycznego. Muszę przyznać, że z dużym sukcesem o czym mogliście przekonać się we wpisach: Ile kosmetyków posiada blogerka urodowa?




Jednak, jak każda kobieta mam czasem swoje zachcianki, albo zwyczajnie coś mi się skończy i trzeba dokupić. Dawno nie było nowości, a przez te 3 m-ce trochę się tego nazbierało. Zapraszam!




Peelingi rozchodzą się u mnie w tempie natychmiastowym. Często przygotowuję naturalny peeling z kawy, ale zawsze mam pod ręką gotowca. Tym razem padło na ujędrniająco-wygładzający peeling Vianek o pięknym zapachu, który kojarzy mi się z kisielem owocowym (takim w proszku). Nie jest to bardzo mocny zdzierak, ale podoba mi się w nim to, że dzięki zawartym olejom nie muszę już po jego użyciu używać balsamu. Ale dobre, gęste masło o pięknym zapachu zawsze się przydaje. Tym razem padło na Nacomi mus o zapachu shake bananowego. Jego recenzję możecie przeczytać tutaj:






Na początku roku Rossmann uszczęśliwił nas promocją 2+2 na kosmetyki naturalne. Kupiłam wówczas zestaw do pielęgnacji włosów i wrażliwego skalpu Petal Fresh Tea Tree. Zarówno odzywka jak i szampon sprawdzają się świetnie, ale nie mogę ich obecnie używać ze względu na ich zbyt intensywny zapach. Drugim szamponem jest Natura Siberica szampon przeciwłupieżowy, który kupiłam z myślą o moim mężu. Natomiast sama obecnie go używam i jest bardzo przyjemny. Z Natura Siberica kupiłam także mydło do głębokiego oczyszczania twarzy.


Pierwszy raz skorzystałam ze strony Biochemia Urody. Zamówiłam dwie świetne esencje do twarzy: jedna na bazie soku z aloesu, a druga z hydrolatem różanym. Do koszyka wpadły też olejki do demakijażu: z olejem różanym do skóry suchej oraz z olejem nagietkowym do skóry naczynkowej.



Jeszcze w grudniu na stronie Lili Natura wgrałam w rozdaniu Mikołajkowym naturalną świecę Green Dragonfly. Świeca jest ręcznie wykonana i prezentuje się pięknie na szafeczce. Niestety jej zapach po odpaleniu jest bardzo delikatny i praktycznie niewyczuwalny.


Także w grudniu na jednym z forum urodowych udało mi się za koszty przesyłki otrzymać dwa balsamy myjace Czarszka. Fioletowego była połowa, a zielony był praktycznie cały. Ich pierwotna właścicielka nie bardzo się z nimi polubiła, za to u mnie sprawdziły się świetnie. Jest to konsystencja właśnie taka jaką lubię najbardziej, gęsta i aksamitna. Na pewno lepiej mi się sprawdza niż standardowe olejki w płynnej formie. Mam ochotę jeszcze na wersję pomarańczową, ale raczej regularnie kupować ich nie będę, gdyż spokojnie potrafię taki balsamik zrobić własnoręcznie. Zresztą jest on również z przepisu Pauliny Czarszki.




Kilka zakupów z Auchan , szczerze mówiąc nie wiedziałam że mają tam szafę z naturalnymi kosmetykami. Zakupiłam nawilżającą piankę do mycia twarzy z EO Laboratorie, żel pod prysznic z olejem macadamia od Organic Shop - bardzo przyjemny i delikatny, a także nawilżajacą maseczkę Natura Estonica, która okazała się niestety wielkim rozczarowaniem. Z nienaturalnych produktów do koszyka trafił Mus Nivea Silk Vanilla&Caramel. Uwielbiam te pianki. Na pewno przygotuję dla Was recenzję porównującą z innymi tego typu produktami.


Po wielu tubkach czarnej pasty Ecodenta postanowiłam wreszcie spróbować czegoś innego. Tym razem postawiłam na ziołową pastę z Sylveco oraz mój ulubiony ziołowy płyn do płukania jamy ustnej tej samej marki.



Od jakiegoś czasu szukam także naturalnego antyperspirantu. W Rossmanie znalazłam Alterrę bez soli aluminium o zapachu cytrusowym. Jak na razie sprawdza się w porządku, ciekawe jak będzie w wakacyjne upały.




Będąc w temacie kosmetyków naturalnych złożyłam po raz kolejny zamówienie na stronie EcoSpa. Przyznam, że to mój ulubiony sklep z półproduktami. Mają świetnej jakości masła i oleje. Szczególnie do gustu przypadło mi mocno nawilżające, ale nie tak twarde jak masło shea , masło z avocado.



Od męża na Dzień Kobiet otrzymałam taki oto uroczy upominek. Matowa pomadka L'Oreal z limitowanej edycji Balmain. Szminka wygląda ślicznie i bardzo elegancko. Kolor Conffession to bardzo delikatny, naturalny kolor. Dla mnie może do naturalnego makijazu zbyt jasny, ale już przy ciemniejszym makijażu oczu prezentuje się pięknie. Szminka ma bardzo przyjemną, gładką konsystencję i na ustach daje efekt velvet matt.


Postanowiłam uzupełnić swoje zapasy lakierów hybrydowych w neutralnych kolorach, idealnych do pracy. Skorzystałam z promocji 1+1 gratis Claresa i wybrałam odcienie 200 Brown Mouse i 201 Brown Rabbit. Kolory są bardzo ładne, ale obsługa w tej firmie pozostawia bardzo wiele do życzenia.


Ta urocza paczuszka to prezent od Anetki z bloga Cosmeticosmos. Ona dobrze wie, co lubię ☺ W środku znalazły się Biolove borówkowy żel pod prysznic oraz kawowy peeling, Missha olejek do demakijażu,  własnoręcznie robione babeczki do kąpieli oraz maseczki w tabletce. 



Po wielu próbach udało mi się w końcu zamówić paletę Nabla Dreamy. Muszę przyznać, że jest to naprawdę rzecz, która cieszy oczy. Zarówno jej wygląd zewnętrzny jak i środek. Również jakość tych cieni jest bardzo wysoka.





Od sklepu Costasy otrzymałam przesyłkę z kosmetykami Lily Lolo. W paczce znalazł się kultowy już podkład mineralny w odcieniu Popcorn, rozswietlacz Star Dust , rewelacyjny Krem BB oraz pędzel super kabuki. Obecnie jestem w trakcie testowania tych produktów, używam ich przy każdym makijażu i już niebawem na blogu pojawi się recenzja.



Skusiłam się też na promocję na stronie Chiodo. Z szerokiego asortymentu wybrałam 4 kolory z kolekcji Edyty Gorniak: 700 Hello LA, 711 Flip-flops in the Sand, 714 Into the Mint, 728 Red is Bad.  I tutaj firma bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła, gdyż zamówione przed południem lakiery były u mnie już następnego dnia.




Ta słodka gromadka to kolejne zakupy z Rossmann. W kwietniu mieliśmy kolejną odsłonę promocji 2+2 tym razem na produkty do włosów. Wybrałam sobie kolejny produkt z Petal&Fresh tym razem odżywkę winogronową do włosów suchych. Bardzo zaciekawił mnie nowy krem myjący Elseve. Niestety mam wrażenie, że moje włosy są po nim niedomyte i tłuste, a poza tym przyczynił się do powstania łupieżu. Zostanie więc zużyty jako standardowa odżywka. Za to bardzo fajnie sprawdziła się maska Garnier Botanic Therapy Miód i Propolis. Jest gęsta, a włosy po niej świetnie się rozczesuja i sa bardzo miękkie. Do koszyka włożyłam również kolejny peeling do skóry głowy tym razem od Natura Siberica. Jest on o tyle specyficzny, gdyż się pieni przez co dodatkowo oczyszcza skalp. Poza promocją wybrałam mydło oliwkowe Alterra z myślą o myciu pędzli oraz gąbeczek. Kupiłam też żel do brwi Bell Hypoallergenic, ale niestety okazał się bardzo kiepskim produktem i po kilku uzyciach nie mam już na niego siły. 




Na deserek została promocja 1+1 na kosmetyki Nacomi w Hebe. Skusiłam się na kolejne produkty do pielęgnacji ciała masło i zapachu zielonej herbaty oraz lekkie masło truskawka-guava. 

I to już wszystkie moje nowości. Trochę się tego nazbierało przez 3 miesiące. Ciekawa jestem, które z produktów ciekawią Was najbardziej i jakie recenzje chcielibyście przeczytać w pierwszej kolejności.

Pozdrawiam

Emi💋


Copyright © 2016 Uroda Według Blondynki , Blogger