Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Meet Beauty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Meet Beauty. Pokaż wszystkie posty

czerwca 30, 2018

HIT CZERWCA! - BARTOS APPLE QUEEN krem z komórkami macierzystymi jabłoni domowej

HIT CZERWCA! - BARTOS APPLE QUEEN krem z komórkami macierzystymi jabłoni domowej
Hej!

Witam Was w ten sobotni poranek znad filiżanki gorącej herbaty pitej na balkonie. Jest tak cicho, spokojnie, osiedle się jeszcze nie obudziło więc można spokojnie popracować. W tych sielskich - anielskich warunkach powracam do Was z HITEM MIESIĄCA. Tym razem okazał się nim krem, który poznałam dzięki ostatniej edycji Meet Beauty. Tym bardziej jest mi miło o tym pisać, bo jest to krem naszej rodzimej, polskiej marki BARTOS COSMETICS. Na chwilę obecną marka jest młoda i ma w swoim asortymencie trzy kosmetyki, ale mam ogromną nadzieję, że będzie się prężnie rozwijała.



W moje ręce trafił krem APPLE QUENN - Krem odmładzający o działaniu serum polecany dla skóry suchej i normalnej, także dla cer dojrzałych i wymagających oraz dla osób z Hashimoto bądź z nietolerancją glutenu. Dzięki zawartym roślinnym komórkom macierzystym z jabłoni domowej, odnawia skórę na poziomie komórkowym. Ekstrakt z czerwonej koniczyny działa przeciwstarzeniowo i poprawia elastyczność skóry. Kwas hialuronowy głęboko nawilża. Na bazie soku z liści aloesu, który koi i goi podrażnienia. Ponadto zawiera m.in. witaminy B5, B3 i E oraz olej arganowy, avocado, monoi, masło waniliowe, aby w pełni zadbać o wszystkie potrzeby Twojej skóry. Bez perfum i olejków eterycznych, dlatego stosujemy również jako krem pod oczy. Opakowanie typu air-less z nowoczesną pompką zabezpiecza produkt przed dostępem powietrza. Zużywamy krem, aż do samego końca.

Skład/ INCI :Aqua, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Caprylic / Capric Trigliceride, Glycerin, Persea Gratissima Oil*, Helianthus Annuus Seed Oil*, Butyrospermum Parkii Butter, Cetearyl Alcohol, Cetearyl Olivate, Cocos Nucifera Oil, Orbignya Oleifera (Babassu) Seed Oil, Argania Spinosa Kernel Oil*, Niacinamide, Panthenol, Sorbitan Olivate, Glyceryl Stearate, Hydrogenated Vegetable Oil, Tocopheryl Acetate, Olea Europaea Fruit Oil, Trifolium Pratense Extract, Hydrolyzed Hyaluronic Acid, Malus Domestica Leaf Cell Extract, Citric Acid, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Vanilla Planifolia (Vanilla) Oil, Gardenia Tahitensis Flower Extract, Tocopherol, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate. *z ekologicznych upraw.



Bardzo się cieszę, że dostałam właśnie tę wersję kremu. Moja skóra niestety ma tendencję do przesuszania się, szczególnie na policzkach i w okolicach nosa. Często trudno było mi ją odpowiednio nawilżyć, musiałam stosować kilkuwarstwową pielęgnację - za czym przyznam się szczerze nie bardzo przepadam. Czuję wówczas na cerze taką grubą warstwę kosmetyków, co nie do końca mi odpowiada. Natomiast krem Bartos jest naszpikowany substancjami nawilżającymi. Jest on skomponowany na bazie soku z liści aloesu (Aloe Barbadensis Leaf Juice), który działa przeciwzapalnie i odkażająco. Znajdziemy także glicerynę oraz kompleks kwasu hialuronowego (Hydrolyzed Hyaluronic Acid), które odpowiadają właśnie za to nawilżenie naskórka. Tytułowe komórki macierzyste jabłoni domowej (Malus Domestica Leaf Cell Extract) chronią skórę przed starzeniem i przywracają zdolność samoregeneracji i odnowy biologicznej oraz odbudowy zniszczonych z wiekiem struktur. Dodatkowo, zawarte kwasy owocowe zapewniają skórze blask i młody wygląd. Mamy tutaj jeszcze ekstrakt z koniczyny czerwonej (Trifolium Pratense Extract) pobudzający fibroblasty (komórki skóry odpowiedzialne za jej elastyczność i sprężystość) do syntezy kolagenu i elastyny. Wykazuje działanie antyoksydacyjne, antybakteryjne i regulujące nadmierne wydzielanie łoju. Dzięki właściwościom przeciwzapalnym, przyspiesza gojenie podrażnień. Całość uzupełniają wartościowe oleje takie jak avocado (Persea Gratissima Oil), babassu (Orbignya Seed Oil), czy z kwiatu gardenii tahitańskiej (Gardenia Tahitensis Flower Extract) które domykają nawilżenie oraz natłuszczają skórę.  Mamy także odżywcze masło shea (Butyrospermum Parkii Butter).




Jak widzicie skład jest bardzo bogaty i treściwy. W obecnej chwili używam tego kremu zarówno rano jak i wieczorem wklepując go w skórę lekko zwilżoną tonikiem z Cossi Fulleren. Tak jak sugeruje producent niewielką ilość wklepuję także w okolice pod oczami. Krem nie zawiera ani substancji zapachowych ani olejków eterycznych dzięki czemu nie podrażnia tej wrażliwej okolicy. Zapach jest odrobinę specyficzny - typowy dla kosmetyków naturalnych. Ale jest to zapach bardzo delikatny i nieprzeszkadzający w użytkowaniu.

Taka minimalna pielęgnacja jest dla mnie idealna: zajmuje niewiele czasu, a skóra nie jest obciążona. Jednocześnie jest bardzo dobrze nawilżona, jakby wypchnięta od środka. Rzadko się teraz maluję i cały dzień czuję to świetne nawilżenie na twarzy. Cudowne uczucie, bez ściągnięcia, czy napięcia skóry. Jednocześnie przy tych upałach krem nie wyświeca mi się mocno na twarzy. Przetestowała  go także moja mama, która ma cerę dojrzałą, bardzo suchą (moja to pikuś) i na dodatek wrażliwą, naczynkową. Moje wszelkie próby przekonania jej do naturalnej pielęgnacji były chybione, bo bardzo lubi to uczucie tłustości, które daje jej parafina (ulubiony krem -  o zgrozo - Bambino!) Tutaj dzięki bogatemu składowi, mamy to poczucie ochrony skóry (tej nieco tłustej warstewki), ale nie jest to nieprzenikalna warstwa, ale taka która daje naszej cerze także odżywienie i nawilżenie.

Dużym plusem produktu jest jego estetyczne opakowanie z motywem kwiatowym. Poza tym jest ono bardzo unikatowe. Mamy tutaj pompkę airless - bardzo higieniczne i ekonomiczne rozwiązanie. Pompka dozuje odpowiednią ilość produktu - rano spokojnie starcza mi jedna pompka, wieczorem nakładam dwie. Minusem tej pompki może być to, że krem zasycha na wierzchu i może ją przytykać - wówczas strzela. Ja jednak po każdym użyciu przecieram ją papierem lub chusteczką.

Muszę przyznać, że marka Bartos bardzo u mnie zaplusowała i z niecierpliwością czekam na dalszy ich rozwój i mam nadzieję nowe kosmetyki. W asortymencie jest jeszcze płyn micelarny oraz krem do skóry tłustej i mieszanej Ruby Vine - obszerną jego recenzję znajdziecie u Anetki : www.cosmeticosmos.pl Serdecznie Was do niej zapraszam.

A tymczasem życzę udanego weekendu!

Emi


maja 09, 2018

Meet Beauty IV - Krótka relacja i upominki.

Meet Beauty IV - Krótka relacja i upominki.
Witajcie!

Meet Beauty Conference 2018 dobiegło końca. Miałam okazję uczestniczyć w tym wydarzeniu już po raz drugi z rzędu. W tym roku konferencja została zorganizowana w Hotelu Lord w Warszawie. Jak zawsze organizatorzy przygotowali dla nas szereg atrakcji oraz ciekawych tematów. Także firmy współorganizujące wydarzenie postarały się, aby ich warsztaty oraz stoiska przykuwały naszą uwagę. Oczywiście każda z firm patronażowych przygotowała dla nas upominki. A zostały one nam wręczone w takich pięknych torbach. Każda z influencerek podczas zapisów określała swoją główną dziedzinę - u mnie była to oczywiście pielęgnacja. Jak zawsze torby różniły się zawartością w zależności od wybranej kategorii. Poza tym dodatkowe produkty można było uzyskać na warsztatach lub przy stoiskach poszczególnych marek.


Upominkiem, który chyba najbardziej mnie zaciekawił z całej zawartości był krem od Bartos Cosmetics. Jest to młoda, polska marka tworząca kosmetyki naturalne. W pięknym opakowaniu z higienicznym dozownikiem znajduje się krem odmładzający z komórkami macierzystymi jabłoni domowej. Poza tym krem ma silne działanie nawilżające, gdyż jego głównym  składnikiem jest sok z aloesu oraz kwas hialuronowy. Już nie mogę się doczekać aż go wypróbuję.



Drugą ciekawą marką jest O2 skin. Jest to również polska marka tworząca kosmetyki tlenowe do pielęgnacji twarzy. Musze przyznać, że bardzo zaciekawiła mnie technologia produkcji tych kosmetyków. Na warsztatach właścicielka marki trochę przybliżyła nam jak to wygląda w praktyce i jakie kosmetyki możemy nazwać tlenowymi, a jakie dotleniającymi. W efekcie trafił do nas całkiem pokaźny asortyment produktów : 4 z 6 dostępnych. W skład serii wchodzą : krem-żel na dzień, nawilżający krem na noc, rozjaśniający krem pod oczy oraz intensywnie nawadniające serum.






Jednym z ciekawszych wykładów na jakich byłam był ten o olejkach eterycznych prowadzony przez Klaudynę Hebdę. Klaudyna w bardzo przystępny, ale zarazem fachowy sposób opowiedziała nam o zastosowaniu olejków eterycznych, czym się różnią oraz w jaki sposób można je wykorzystać. Pokazała nam również skąd zdobywa surowce do swoich receptur. Na pamiątkę dostaliśmy pięknie pachnący olejek pomarańczowy, który już dodałam do serum aloesowo-olejowego aby nieco przytłumić zapach oleju konopnego.


Kolejnym upominkiem był pięknie zapakowany Bio Oil. Produkt myślę dobrze znany i polecany w pielęgnacji skóry. Z racji tego, że nie używam parafiny został podarowany w prezencie mojej mamie.


Firma Mediheal podarowała nam trzy maseczki w płachcie. Maskę z nadrukiem karnawałowym już przetestowałam i muszę Wam przyznać, że bardzo mi się spodobała. Jestem ciekawa działania pozostałych.



 Marka Roge Cavilles to dla mnie całkowita nowość, W swojej ofercie mają mnóstwo pięknie pachnących produktów do pielęgnacji ciała. Z tego bogatego asortymentu najbardziej urzekł mnie krem pod prysznic z zawartością masła shea o zapachu magnolii. 



Przy stoisku Efektima można było otrzymać różne produkty w zależności od preferencji i od rodzaju skóry. Trafiły do mnie miniaturki peelingów do ciała: oczyszczającego - z węglem aktywnym, antycellulitowego z algami oraz ujędrniającego z kokosem. Takie małe opakowania będą świetne na wyjazdy. Znalazła się tutaj także miniaturka balsamu z kofeiną. Oraz produkt, który sama sobie wybrałam czyli czarne, węglowe płatki pod oczy.


Bardzo ciekawe rozwiązanie zaproponowała Pollena Eva, która produkuje kosmetyki Eva Dermo. A mianowicie na stoisku była dostępna kosmetolog wraz z aparatem badającym naszą skórę. Ogólnie mój wynik nie był zły: cera jest dobrze unaczyniona, bez rozszerzonych naczyń , pory są minimalnie rozszerzone, zmiany depigmentacyjne są płytkie. Jednak tak jak się spodziewałam moja skóra jest bardzo słabo nawilżona, mimo że naprawdę robię co mogę. Piję dużo wody, staram się odpowiednio dbać o skórę, a jednak... w ciąży ten problem niestety tylko się pogłębia. Na podstawie wyników badań zostały mi polecone produkty: krem przeciwzmarszczkowy na dzień, peeling enzymatyczny oraz intensywnie nawilżający krem do stóp.


Oczywiście i w tym roku nie mogło zabraknąć Anabelle Minerals. Dobrze wiecie, że bardzo lubię tę firmę i często używam ich kosmetyków. Dlatego żałuję, że nie udało dostać mi się na warsztaty przez nich organizowane. W tym roku trafiły do nas kolejne dwa cienie mineralne z nowej kolekcji: white coffe i frappe. Na stoisku było również urządzone piękne, zielone tło na którym można było zrobić zdjęcie. Za udostępnienie go na Instagramie dostałam wielofunkcyjny olejek. Ja wybrałam wersję Stay Essential czyli najbardziej bogatą.





 Firma Pierre Rene pozwoliła nam wybrać kilka produktów, którymi najbardziej byłyśmy zainteresowane. Zainteresowanie było ogromne i gdy już doszłam do stoiska (pod koniec drugiego dnia) to niestety niewiele produktów pozostało. Ale wybrałam: bazę rozświetlającą, tusz do rzęs Performance oraz szminkę Royal Mat Lipstic, którą mam już w swoich zbiorach i uwielbiam. Mam trochę kosmetyków tej marki. Zastanawiam się, czy przygotować jakiś makijaż - pierwsze wrażenie z ich użyciem?


Z asortymentu paznokciowego w moje łapki wpadł pilnik o bardzo drobnej gradacji i dwa pyłki. Mirror Effect daje standardową, srebrna taflę natomiast w Prismatic Effect z miejsca się zakochałam. Ten kolor na czarnym lakierze mieni się odcieniami zieleni, miedzi i fioletu. Coś pięknego!






Z bardziej interesujących mnie obecnie stoisk była Mustela. Słyszałam wiele dobrego o kosmetykach dla kobiet w ciąży tej firmy. Na przetestowanie otrzymałam kultowy krem zapobiegający rozstępom. Już zaczęłam go stosować także niebawem recenzja się pojawi. Dostałam też zestaw miniaturek kosmetyków dla dzieci w wygodnej saszetce, który świetnie sprawdzi się , aby zabrać go do szpitala. W gratisie trafił do mnie także uroczy, pluszowy miś - Musti.



Firma So Chic obdarowała nas lakierem do paznokci oraz matową pomadką do ust. Mi przypadły bardzo odważne kolory. Czarnego lakieru na paznokciach raczej nie noszę. Natomiast szminka w pomarańczowoczerwonym odcieniu myślę, że będzie ładnie wyglądała przy opalonej karnacji.



Tołpa i tym razem mnie nie zawiodła. Postawiła na nowości. W pięknych, egzotycznych opakowaniach znajdują się peeling enzymatyczny oraz czarna maska detoksykująca. Dodatkowo żel micelarny z olejem z lnu - uwielbiam te delikatne żele! A także chusteczki złuszczające, które chetnie wykorzystam jesienią.


Marka Neess prowadziła warsztaty na których pokazała nam swój najnowszy hit - bazę peel off. Ma ona skrócić i ułatwić ściąganie lakieru hybrydowego. Od tej pory zrobimy to łatwo jedynie podważając lakier patyczkiem. Oprócz wspomnianej bazy trafił do mnie także lakier w bardzo modnym obecnie odcieniu Szmaragdowe Solo oraz dwa zabawne pyłki do zdobień. W paczce znalazła się także specjalna gąbka-czyścik do pędzli oraz szczotka do makijażu. Jestem ciekawa czy będę umiała się nią posłużyć.





I to już wszystkie upominki. Szkoda, że te dwa dni mijają tak szybko. Cieszę się, że ponownie mogłam uczestniczyć w tym wydarzeniu i spotkać się z dziewczynami, z którymi kontaktuję się jedynie przez internet. Każde Meet Beauty to nowa nabyta wiedza, ogrom świetnej zabawy oraz nowe znajomości :) Mam nadzieję, że zobaczymy się za rok!

Pozdrawiam
Emi

stycznia 21, 2018

TOP 10 MINIONEGO ROKU, ULUBIEŃCY 2017 r.

TOP 10 MINIONEGO ROKU, ULUBIEŃCY 2017 r.
Witajcie!

Rzadko to piszę/mówię, ale początek roku upływa mi jak szalony. Jeszcze niedawno siedzieliśmy przy wigilijnym stole, a teraz mamy już końcówkę stycznia. Dosyć późno, ale jednak w końcu udało mi się ich wytypować... prezentuję Wam moich ulubieńców poprzedniego roku.

Jeśli jesteście ciekawi, co skradło moje serce, zapraszam do czytania.

 BLOGERSKIE SPOTKANIA

Absolutnie nie jestem typem samotnika i uwielbiam blogerskie spotkania. To świetna okazja do zapoznania całkowicie nowych osób, które mają podobne do nas zainteresowania. W tym roku miałam okazję uczestniczyć w kilku świetnie zorganizowanych imprezach i mam nadzieję, że w tym roku , o ile czas mi pozwoli również będę miała taką okazję. Relację z każdego z nich możecie przeczytać poniżej:




SENELLE

Marka Senelle jest polską firmą tworzącą kosmetyki o świetnych składach, skutecznym działaniu i w oparciu o najlepsze jakościowo składniki. Wszystkie trzy kosmetyki, które otrzymałam od firmy do testów okazały się ogromnym hitem w mojej pielęgnacji. Na pewno kupię inne serie, gdy skończę obecne produkty.










 LUSH

Nawet nie wiecie jak żałuję, że kosmetyki firmy Lush nie są dostępne w Polsce. Będąc za granicą udało mi się złapać dwa produkty tej marki i nawet nie wiecie jak bardzo później żałowałam, że nie wzięłam ich więcej. Zarówno czyścik jak i maseczka sprawdziły się u mnie rewelacyjnie. Ogromnym plusem jest ich naturalny skład, co dla mnie jest ważnym kryterium wyboru.


BIOLAVEN - Naturalny szampon do włosów (Recenzja)

Zdecydowanie rok 2017 był rokiem testowania szamponów naturalnych. Praktycznie całkowicie zrezygnowałam z szamponów z silnymi detergentami SLS i SLES. Próbowałam mycia odżywką, niestety nawet na moich suchych włosach ta metoda się nie sprawdziła. Miałam wrażenie, że włosy są oblepione i niedomyte. Natomiast ten szampon jest bardzo skuteczny, ale zarazem delikatny. Nie przesusza włosów, świetnie się po nim rozczesują. Tak naprawdę mogłabym nie używać odżywki ani olejku na końcówki, ale oczywiście zawsze to robię :)


EQUILIBRA - żel aloesowy (Recenzja)

Żele aloesowe to moje ogromne odkrycie minionego roku. Testowałam kilka i najlepiej sprawdził mi się ten z Equilibra. Ma on też najlepszy skład jesli chodzi o produkty, które mamy dostępne na rynku. Moją ulubioną metodą jest wymieszanie żelu aloesowego z kilkoma kroplami ulubionego olejku i takie własnoręcznie zrobione serum wklepuję w wilgotną skórę i dopiero na to aplikuję krem. Jest to świetna dawka nawilżenia.


BANDI PROFFESIONAL Tricho Estetic - Peeling do skóry głowy (Recenzja)

W 2017 roku odkryłam peelingi do skóry głowy. Wcześniej próbowałam je wykonywać domowymi sposobami np cukrem, ale było to dla mnie zbyt czasochłonne i problematyczne. Peeling trychologiczny z mocznikiem okazał się strzałem w 10!  Stan mojej skóry głowy bardzo się poprawił, gdyż przestała ona być taka sucha i swędząca. W tym roku chciałabym przetestować podobny produkt z Bionigree.



 BIELENDA Multi Essence (Recenzja)

Trochę sceptycznie podeszłam do wersji dla skóry tłustej i mieszanej. Bałam się, że będzie mnie przesuszać i już miałam go oddać siostrze. Jak dobrze, że tego nie zrobiłam bo esencja okazała się moim wielki hitem pielęgnacyjnym. Fajnie nawilża skórę, zmiękcza i przygotowuje ją do dalszych etapów. Niestety chyba produkt został wycofany ze sprzedaży, gdyż niedawno kupowałam jego zapas w cenie na do widzenia. Wersja różowa, teoretycznie do skóry suchej, nie jest aż tak dobra.


 LILY LOLLO Romantic Rose (Recenzja)

Jestem maniaczką produktów do ust i mam ich naprawdę bardzo dużo. Oczywiście lubię matowe pomadki i często ich używam. Ale jeśli chcę mieć pomalowane usta, ale jednocześnie wypielęgnowane to sięgam własnie po naturalną pomadkę z Lily Lollo. Ma świetny skład pełen olejów, które dbają o nasze wargi. Pomadka jest bardzo komfortowa w noszeniu - jak balsam do ust. Poza tym ma przepiękny kolor, który pasuje do każdego makijażu.


MAKEUP REVOLUTION  Chocolate & Peaches

Przyznam się, że pokochałam paletki czekoladowe. Lubię je za piękne kolory, pigmentację i łatwość w używaniu. Długo zastanawiałam się nad kupnem palety Sweet Peach z Too Faced. W końcu zrezygnowałam, gdyż nie robię makijażu oczu codziennie (chociaż się staram) i wolałam taką ilość pieniążków przeznaczyć na coś innego , choćby dobrą pielęgnację. W tym roku moim makijażem, chociaż nie tylko moim, zawładnęły oczywiście ciepłe odcienie. Mam ciepły odcień karnacji więc czuję się rewelacyjnie we wszystkich brzoskwiniach, burgundach i karmelach. W tej palecie jest wszystko czego potrzebuję, a duże lusterko sprawia, że jest to również idealna paleta do podróżowania.


BLEND IT!

Gąbeczki do makijażu całkowicie zdominowały mój makijaż. Nie przepadałam za aplikacją podkładu pędzlem - zawsze efekt był dla mnie zbyt ciężki, warstwa podkładu zbyt gruba. Dużo bardziej podobał mi się efekt, który osiągałam nakładając palcami. Zmieniło się to, gdy trafiłam na blend it. Gąbeczka daje bardzo delikatny i naturalny efekt, aplikuje cienką warstwę podkładu. Dla mnie idealnie. Chętnie bym przetestowała w tym roku oryginalny Beauty Blender.



I to już wszyscy moi ulubieńcy tamtego roku. Ciekawa jestem, czy ich znacie i czy lubicie tak bardzo jak ja? 

A co Was zauroczyło w minionym roku?

Emi

września 10, 2017

Bandi Proffesional Tricho Estetic

Bandi Proffesional Tricho Estetic
Witajcie!

Każda osoba, która dba o swoją urodę wie jakim ważnym elementem jest regularne złuszczanie martwego naskórka. Nasza skóra regeneruje się średnio, co 28 dni. Aby ułatwić jej ten proces oraz odsłonić młody naskórek powinniśmy regularnie wykonywać peeling. Taka młoda, świeża skóra wygląda zdrowiej, ale także lepiej wchłania substancje, które dostarczamy jej w codziennej pielęgnacji. Oczywiście wszyscy jesteśmy przyzwyczajeni do peelingu twarzy oraz ciała, ale co ze skórą głowy. Ostatnio pojawił się trend złuszczania również tych okolic. Powstało wiele produktów zarówno mechanicznych jak i enzymatycznych. Oczywiście możemy również taki peeling wykonać sami z delikatnego szamponu i cukru.

Czy to tylko moda?

Wiele osób pewnie powie, że to kolejny trend, który narzucają nam firmy kosmetyczne, aby wzbudzić w nas poczucie obowiązku posiadania kolejnego kosmetyku. Nie zapominajmy, że nie wiemy jeszcze wszystkiego o naszej skórze. Cały czas odkrywamy coś nowego i nowe metody pielęgnacji. Naskórek na głowie narasta w taki sam sposób jak na reszcie ciała oraz na twarzy. Więc skoro złuszczamy go tam i widzimy efekty, to czemu nie robić tego również na skalpie. 
Regularny peeling skóry głowy świetnie oczyszcza ją z martwego naskórka, ale także z łoju. Odczopowuje gruczoły łojowe. Dzięki temu może on świetnie pomóc osobom z przetłuszczającą się skórą głowy w uregulowaniu ich pracy. Gruba warstwa naskórka i łoju może uszkadzać mieszki włosowe i przyczyniać się do osłabienia i wypadania włosów. Regularne oczyszczanie skalpu ułatwia przebijanie się włosa przez skórę dzięki czemu włosy rosną szybciej i jest ich więcej. Na pewno taka oczyszczona skóra chłonie więcej składników odżywczych dlatego lepiej będą działały wszelkiego rodzaju wcierki i oleje stosowane na porost oraz zagęszczenie włosów.

Jaka jest moja skóra głowy?

Jak wiecie moja skóra staje się z wiekiem coraz bardziej sucha. Niestety tak samo jest w przypadku mojej skóry głowy. Gdyby nie to, że chodzę na siłownię, to włosy mogłabym spokojnie myć raz, góra dwa razy w tygodniu. Niestety taka przesuszająca się skóra głowy często mnie swędzi, lecą z niej małe płateczki. Nie jest to typowy łupież tylko po prostu suchy naskórek. Tak samo dzieje się z moją skórą na łokciach, czy kolanach jeśli zaniedbam nawilżanie. Same włosy są zdrowe i gęste. Trycholog podczas badania zalecił mi stosowanie peelingu enzymatycznego oraz maski wzmacniającej na skalp raz na dwa tygodnie.




Bandi Tricho-Esthetic, peeling do skóry głowy ma działanie oczyszczające, usuwa zrogowaciały naskórek, zanieczyszczenia oraz przygotowuje skórę do aplikacji substancji aktywnych. Kosmetyk ten dzięki obecności mocznika i kwasu mlekowego skutecznie usuwa zrogowaciały naskórek i wszelkie zanieczyszczenia, które tworzą na powierzchni skóry warstwę krystalizacyjną. Po wykonaniu zabiegu skóra jest przygotowana do wchłonięcia składników odżywczych. Kosmetyk wolny jest od parabenów, a kompozycja zapachowa nie zawiera alergenów. 

  • składniki aktywne: alantoina, estry oliwy z oliwek, kwas mlekowy, mięta pieprzowa i mocznik
  • oczyszcza skórę głowy
  • przygotowuje ją do wchłaniania składników odżywczych
Peeling znajduje się w 100 ml butelce z ciemnego szkła z dużą pipetą. Produkt ma płynną, lekko żelową konsystencję.  Dlatego pipeta jest świetnym rozwiązaniem, gdyż pomaga w aplikacji odpowiedniej ilości produktu. Można w ten sposób nałożyć produkt dokładnie w to miejsce w które chcemy. Peeling ma dosyć mocny , ziołowy zapach ale mi się on nawet podoba.



Bandi Tricho-Esthetic, maska do włosów świetnie sprawdzi się w przypadku włosów łamliwych, szorstkich i matowych. Produkt ten ma działanie rewitalizujące, odbudowuje strukturę włosa oraz wzmacnia go i uodparnia na zniszczenia mechaniczne. W składzie znajdują się substancje łagodzące, które redukują zaczerwienienia, suchość skóry, świąd i łuszczenie. Eliminuje rozdwajanie się końcówek i zapobiega wypadniu włosów.


  • alantoina
  • estry poliglicerolu i soli pca
  • kompleks kondycjonerów do włosów
  • kozieradka pospolita
  • kwas mlekowy
  • mięta pieprzowa
  • proteiny jedwabiu
  • prowitamina D3
  • witamina E

Maska jest zamknięta w białej butelce z zamknięciem na klik. Jest ona dosyć gęsta i dosyć trudno ja z tej butelki wydobyć. Trzeba potrzasnac butelką lub trzymać produkt postawiony na korku tak, aby maska swobodnie spadała. Taka konsystencja ma jednak swoje plusy, gdyż produkt nie przecieka przez palce oraz nie spływa z włosów. Niewielka ilość wystarcza na pokrycie skalpu oraz długości. Zapach jest równie ziołowy i intensywny jak w przypadku peelingu.

Jak ja to robię? 

Co dwa tygodnie, kiedy mam więcej czasu a najczęściej jest to w weekend przeprowadzam SPA dla włosów. Na nieumyta skórę głowy nanosze tricho-peeling. Robię kilka przedzialkow na głowie i na każdy z nich aplikuje jedną pipete produktu po czym delikatnie wcieram w skórę. Przy moich gęstych włosach robię ok 8 przedzialkow. Następnie pochyłej głowę do dołu i jeszcze masuje,  aby dobrze rozprowadzić produkt. Zostawiam tak na 15-20minut. Często w tym czasie na długość włosów nakładam olej i nakładam czapek. Na skorze czuć delikatne mrowienie.

Następnie myje włosy delikatnym szamponem bez detergentów.  Obecnie jest to produkt Biolaven. Po dokładnym wyplukaniu szamponu nakładam maskę. Nakładam ja zarówno na skórę głowy jak i na resztę długości. Maska ma w sobie dodatek mentolu przez co delikatnie chłodzi .

Efekty.

Zestaw Tricho Estetic od Bandi stosuję od czerwca, regularnie co dwa tygodnie. Ten sam zestaw stosuje także i mojego męża.  I muszę przyznać, że sa to bardzo wydajne produkty. Zarówno peelingu jak i maski mam jeszcze z 1/3. Przy moich gęstych i długich włosach nie było widać tego efektu zluszczania,  ale i mojego męża ewidentnie było widać schodzaca skórę . Wyglądało to trochę tak jakby się nadmiernie opalil. Jednak przy regularnym używaniu ten efekt już się nie pojawia. U  mnie skóra przestała się mocno przesuszac i swedziec. U mojego męża zniknęły czerwone plamki, zmniejszył się łupież oraz wypadanie włosów. Maska bardzo dobrze łagodzi skórę głowy. Nałożona na skalp i włosy widocznie je wygładza i nablyszcza. Lepiej się rozczesuja. Mimo, że maska jest gęsta to nie powoduje nadmiernego obciążenia włosów, nie wzmaga również ich przetluszczania. 

Podsumowując jestem bardzo zadowolona z efektów tej kuracji. Moja skóra głowy jest w dużo lepszym stanie i nie męczy mnie jej swędzenie. Produkty działają delikatnie, ale skutecznie. Nie spowodowały i mnie uczulenia ani podrażnienia skóry. Pamiętajcie,  że musicie dostosować częstotliwość zluszczania do Waszych potrzeb. W moim przypadku wystarczy raz na dwa tygodnie. W przypadku skóry tłustej zalecalabym częściej - raz w tygodniu.

A Wy jak pielegnujecie Wasza skórę głowy? 
Używacie peelingu, czy to zbędny kosmetyk?

Pozdrawiam 
Emi 💋
Copyright © 2016 Uroda Według Blondynki , Blogger