Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ziaja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ziaja. Pokaż wszystkie posty

maja 02, 2018

DENKO KWIECIEŃ 2017

DENKO KWIECIEŃ 2017
Hej!

Jak Wam mija weekend majowy? Odpoczywacie, czy pracujecie? Ja na te wolne dni mam zaplanowaną serię spotkań towarzysko-grillowych. 

A tymczasem zapraszam Was na kilka recenzji o produktach zużytych w minionym miesiącu.


Khadi maska sandałowa (Recenzja) ach, co to był za świetny kosmetyk. Jak tylko trochę wykończę glinki, które posiadam to chętnie do niej jeszcze wrócę. Świetnie odżywiała skórę i ładnie wyrównywała koloryt.

Nacomi arganowy krem pod oczy - mimo, że za olejem arganowym mocno nie przepadam to ten krem spisał się naprawdę fajnie. Miał tłustą, maślaną konsystencję. Bardzo dobrze nawilżał i chronił cienką skórę wokół oczu. Jedyny zarzut mogę mieć do słoiczka - wolę opakowania z pompką, gdyż są bardziej higieniczne.

Mixa Hyalurogel (recenzja) zestaw, który trafił do mnie w ramach akcji testerskiej na wizaż.pl. Krem miał bardzo bogatą konsystencję. Idealnie nadawał się dla mojej suchej skóry jako produkt pielęgnacyjny na noc. Rano była świetnie nawilżona i gładka. Chętnie jeszcze kiedyś po niego sięgnę.

Holika Holika Lazy& Joy był to krem o przedziwnej konsystencji. Znajdowały się w nim żółte drobinki- ceramidy, które pod naciskiem palców pękały na twarzy. Sam krem bardzo przyjemnie nawilżał i pozostawiał na twarzy warstewkę ochronną. Miło go wspominam. Jeśli trafię na niego gdzieś w sprzedaży to być może jeszcze kupię.

Biochemia Urody sok z aloesu zużyłam do produkcji esencji nawilżającej, która okazała się ogromnym hitem! Miała bardzo dobre właściwości nawilżające i regenerujące skórę. Na pewno napiszę o niej więcej.

Vichy Slow Age to kolejny niewypał tej firmy, który trafił w moje ręce na jakimś blogerskim spotkaniu. Niestety po raz kolejny okazało się, że kosmetyki te mają w swoim składzie coś, czego moja skóra nie toleruje. Krem był bardzo lekki i szybko się wchłaniał jednak po kilku użyciach skóra była podrażniona i zaczerwieniona. Zużył go mój mąż jako krem na dzień, bo na noc stwierdził że jest zbyt lekki i rano budzi się z zasuszoną twarzą.

L'Oreal Skin Perfection to serum, które również nie przypadło mi do gustu. Było bardzo lekkie, jakby żelowe. Niestety zbyt słabo nawilżało. Mam wrażenie, że nic nie robiło.

W buteleczce z pipetką zazwyczaj znajduje się jakieś moje samomieszane serum do twarzy zazwyczaj składające się z żelu aloesowego lub hialuronowego i ulubionego oleju tym razem rokitnikowego. Regularnie wracam do tej mieszanki.


Alterra szampon w wersji sensitive był bardzo delikatny dla skóry głowy, ale jednocześnie skuteczny. Nie spowodował swędzenia ani łuszczenia się. Przy tym dobrze domywał włosy nawet z oleju czy maski i nie plątał ich. Myślę, że dla wielu osób plusem może być to iż jest on bezzapachowy. Jestem na tak.

Garnier Ultra Doux Intensywna odżywka z olejkiem arganowym i kameliowym. Miała bardzo dobrą konsystencję i piękny zapach. Po jej użyciu włosy rzeczywiście były gładkie i lśniące, ale nie przetłuszczone. Spisała mi się na pewno lepiej niż słynna maska z avokado.

Isana Proffesional maska z olejkami. Szczerze to nie zrobiła u mnie nic szczególnego, a wiem  że przez wiele osób i włosomaniaczek jest polecana. Raczej już do niej nie wrócę.





Nacomi Body Scrub Sweet Honey Wafers, czyli peeling o zapachu słodkich gofrów. Bardzo lubię te peelingi. Są delikatne, ale skuteczne. Pozostawiają na skórze lekką warstwę dzięki której nie ma potrzeby używania balsamu. Jedynym minusem był jego zapach. Przyjemny, ale jakby ktoś dosypał zbyt dużo proszku do pieczenia ;)

Cosnature olejek Kokos-Migdał (recenzja). Olejek, który bosko pachniał likierem amaretto. Mimo małej pojemności był dosyć wydajny. Stosowałam go do masażu ciała, olejowania włosów, ale najczęściej ze względu na zapach wlewałam kilka kropli do wanny z ciepłą kąpielą.

Lirene mgiełka bronzująca (recenzja) była naprawdę ciekawym produktem i bardzo skutecznym. Dawała efekt ładnej i równomiernej, złotej opalenizny. W miarę regularnego używania ten efekt można było pogłębiać. Niestety nie do końca odpowiadała mi forma sprayu, żebym chciała do niej powrócić, ale jeśli takie lubicie to polecam.

Nivea Silk Mousse Rhubarbar&Raspberry, uwielbiam te pianki! Maja tak śliczne zapachy oraz przyjemną, puszystą konsystencję, że mogłabym się nimi myć i myć. Obecnie testuję jeszcze pianki z Isana i na pewno pojawi się recenzja zbiorcza i porównująca :)

Alterra delikatny żel-krem myjący o zapachu malwy. Produkt miał bardzo delikatny i subtelny kwiatowy zapach. Skóra była po nim dobrze nawilżona, nie ściągnięta. Jednak ta konsystencja kremu nie do końca mi się spodobała. Miałam takie wrażenie jakbym myła się balsamem do ciała i nie mogła się domyć.

Sephora galaretka do mycia. Bardzo dziwny produkt, ładnie pachnący, ale niestety również miałam wrażenie słabego mycia chociaż nie jestem fanką pieniących się żeli z SLS to zarówno ten, jak i poprzednik byli zbyt mało odświeżający.




L,biotica maska złuszczająca do stóp. To zdecydowanie moje ulubione skarpetki z kwasami owocowymi. Bardzo skutecznie usuwają martwy naskórek i sprawiają , że skóra stóp jest miękka i gładka. W sam raz na letni czas i sezon odkrytych stóp.

The Body Shop Hemp Hand Protector (recenzja). Od 2015 roku nic się nie zmieniło. Nadal jest to mój ogromny ulubieniec i najlepszy krem do rąk, do którego wracam w sezonie zimowym. Jak na razie znalazłam tylko jeden produkt, który mu dorównał a mianowicie Make Me Bio Winter Care, ale ten krem nie jest dostępny samodzielnie, a jedynie w zestawach :( Dlatego myślę, że krem TBS jeszcze nie raz u mnie zobaczycie. 

Eveline SOS bardzo przyjemna pomadka do ust. Dobrze je nawilżała i regenerowała, ale miała bardzo dużą wadę, a mianowicie okropny smak. I pewnie dlatego więcej jej nie kupię.


L'Oreal Paradise Extatic. Sama nie wiem, co sądzić o tym tuszu. Szczoteczka była standardowa i bardzo gęsta. Sam tusz również długo był lepki. Przez to szczoteczka nabierała jego bardzo dużą ilość i oblepiała rzęsy. Naprawdę trudno mi się nim było nie ubrudzić lub nie posklejać rzęs. Ale jeśli się popracowało i ta sztuka się udała to efekt był naprawdę fajny.

Holika Holika Petit BB Cream (recenzja). Azjatyckie kremy BB to jedne z najbardziej wydajnych podkładów jakie miałam. Już niewielka ilość wystarcza, aby pokryć całą twarz. Krycie jest porządne, ale wykończenie delikatnie mokre. Moja sucha skóra takie lubi więc często nawet tego kremu nie pudrowałam. Dużym plusem jest zgrabna tubka, która zmieści się w kosmetyczce.

Ecocera puder ryżowy (Recenzja). Moja sucha skóra nie bardzo przepada za pudrami więc używam ich niezwykle rzadko. Najczęściej na większe wyjścia, gdy wiem że makijaż musi wytrzymać np całą noc lub latem, gdy skóra bardzo się poci. Puder ryżowy świetnie mi się spisuje zwłaszcza podczas upałów, gdyż mocno matowi cerę i gruntuje podkład. Dużym minusem jest jego tandetne opakowanie, ale widziałam, że chyba już zostało zmienione.



No i kolejna porcja maseczek. O Ziaji już chyba nie będę się rozwodzić. Te maski pojawiają się u mnie regularnie i bardzo je lubię. Bielenda maska w płachcie z kwasem hialuronowym: tak , jak lubię serię mezo serum z kwasem hialuronowym, tak uważam, że ta maska jest chyba najsłabszym jej ogniwem. Nie nawilża jakoś super. Płatki pod oczy Pilaten, bardzo kiepskie, odklejały się i nie widziałam większej różnicy po ich użyciu. Janda maseczka liftingująca - ot taka sobie, bez szału. Alma K peeling o ładnym, świezym zapachu. Drobinki były naprawdę delikatne, próbka była tak maleńka że zużyłam ją do twarzy. Nie wiem, czy do ciała (a do tego jest przeznaczony) nie byłby zbyt lekki.


Efektima maski żelowe o działaniu nawilżającym i ujędrniającym. Sam zamysł żelowych masek był bardzo fajny. Natomiast maski były umieszczone w ogromnej ilości płynu, ogromnej. Jak się je wyjmowało to wręcz ciekło, a w środku opakowania zostawało jeszcze tego płynu bardzo dużo. Sama maska była mocno wymięta i trudno było ją rozprostować, bo ten żel po prostu się sklejał. Poza tym po nałożeniu na twarz była tak śliska, że nawet leżąc na wznak się zsuwała. Trochę udało mi się to opanować zakładając silikonową maskę podtrzymującą. Po zdjęciu maski skóra była fajnie nawilżona (hialuronowa) lub fajnie napięta (algowa), ale chyba ze względu na ten dyskomfort używania więcej do nich nie wrócę.

I to już całe kwietniowe denko. W kwietniu ze względu na Meet Beauty i Ekocuda pojawiło się u mnie także sporo nowości, które już niebawem Wam pokażę.

Buziaki!

Emi

grudnia 18, 2017

DENKO #11 Listopad 2017

DENKO #11 Listopad 2017
Hej!

Tak, wiem ... mamy już drugą połowę grudnia, a ja dopiero pojawiam się z denkiem. Niemniej jednak zebrało się sporo produktów, które wykończyłam i których nie chciałam już dalej trzymać. Tym bardziej, że znalazło się tutaj kilku bardzo fajnych ulubieńców.

Nie przedłużając, zapraszam na listopadowy projekt denko.



1. Schwarzkopf Styliste Ultimate Sea Salt Beach Look, czyli woda morska w sprayu. Miała mi pomóc w uzyskaniu morskich fal na włosach i efektu "dziewczyny surfera". Niestety moje włosy okazały się zbyt oporne na jej działanie. Żeby uzyskać pożądany efekt musiałam jej nałożyć naprawdę bardzo dużo, a wtedy włosy były sztywne i niemiłe w dotyku. Wyrzucam ponad połowę opakowania.

2. L'Biotica Biovax Pearl, Intensywnie Regenerująca Maseczka do włosów Kolagen i Perły. Nie wierzę co prawda w regenerację włosów pod wpływem jakiegokolwiek produktu. Włos to już martwy wytwór naszej skóry , jak więc mógłby się odbudować. Działać możemy jedynie na cebulki. To tam musi wyrosnąć zdrowy i mocny włos. Niemniej jednak odżywka bardzo ładnie wygładzała włosy i je nabłyszczała. Były one dobrze dociążone, ale nie przyklapnięte. Nie zauważyłam także, zby szybko się przetłuszczały. Całą kurację umilał jej piękny zapach.

3. Vianek, Odżywczy Olejek do włosów (Recenzja) Bardzo przypadł mi do gustu zarówno olej jak i szampon do włosów z tej serii. Olej miał intensywny, pomarańczowy kolor i owocowy zapach. Świetnie odżywiał moje włosy, dzięki niemu były w bardzo dobrej kondycji i mniej się puszyły. Chętnie do niego wrócę po raz kolejny.

4. Equilibra Żel Aloesowy (Recenzja). Żel o świetnym, krótkim składzie bez zbędnych zapychaczy. Odpowiednio używany idealnie nawilża skórę i nadaje się jako serum do twarzy, czy maska do włosów. Szkoda tylko, że jest tak słabo dostępny stacjonarnie.

5. Bielenda Multi Essence, esencja do skóry suchej. Tani, drogeryjny produkt o nawet niezłym składzie. Używam po każdym umyciu twarzy, wklepując dłońmi zamiast toniku. Naprawdę dobry produkt dzięki któremu kolejne kosmetyki wchłaniają się lepiej. Mimo, że mam skórę suchą to odnoszę wrażenie, że wersja w zielonej butelce (do skóry tłustej i mieszanej) przynosiła większe efekty (Recenzja)

6. Orientana, Azjatycki Rytuał Oczyszczający (Recenzja). Długo polowałam na te produkty i w końcu udało mi się je dostać w fajnej cenie w Super Pharm. Tak jak pisałam w recenzji, świetnie radzą sobie z oczyszczaniem skóry, mają bardzo dobre składy i są delikatne. Jednak do olejku na pewno nie wrócę ze względu na bardzo specyficzny zapach. Z pianką z miłą chęcią spotkam się jeszcze w mojej łazience.

7. Eveline,  Maseczka Oczyszczająco-Detoksykująca z aktywnym węglem i czarną glinką. Maseczki węglowe stały się ostatnio bardzo popularne. Przyznam szczerze, że kompletnie nie przypadły mi do gustu wersje peel-off. Zdecydowanie lepiej sprawdzają mi się wersje kremowe, takie jak ta. Maska miała przyjemną, gładką konsystencję. Buzia po niej była dobrze oczyszczona, ale nie ściągnięta. Myślę jednak, że dla skór problematycznych, tłustych lub zanieczyszczonych może to być zbyt delikatny produkt, Mi jednak bardzo odpowiadała.

8. Sylveco, Ziołowy Płyn do płukania ust. Jeden z lepszych płynów jakie miałam. Naturalny skład i delikatny, miętowo-ziołowy smak świetnie dbał o higienę jamy ustnej. Nie był mocny i nie palił w język, a jednocześnie dobrze odświeżał. Wrócę na pewno.

9. Noble Health Premium Collagen 500. Był to sproszkowany , morski kollagen , który piliśmy w postaci cytrusowej rozpuszczonej żelatyny. Produkt ten miał pozytywnie wpływać na naszą skórę, paznokcie i włosy. Niestety nie zauważyłam spektakularnych zmian. Może tez dlatego, że nie jestem super regularna w przyjmowaniu suplementów. Muszę jednak powiedzieć, że dobrze działał na stawy kolanowe, z którymi czasem mam problem.

10. Sanctuary SPA, nawilżający krem pod prysznic. Miałam napisać o tych produktach post, ale zdjęcia wyszły bardzo kiepskie. Niestety tak jak i same produkty. Myślałam, że będzie to coś wyjątkowego. Miały bardzo słabe składy, z silnymi SLSami na początku. Ten krem był jeszcze znośny, bo miał ładny, kwiatowy zapach. Natomiast olejek, który zużyłam wcześniej (Denko#8) spokojnie mogłabym porównać do słynnego olejku z Isany. Miał taką samą konsystencję i zapach... szkoda, że cena kilkukrotnie wyższa.



11. Gosh, puder bronzujący. Piękny puder o połyskującym wykończeniu. Na pewno nie dla fanek konturowania i dla pewno nie dla fanek matu. Świetnie imitował opaleniznę. Nakładałam go w wakacje własnie dla jej podkreślenia. Miał ogromną pojemność, stosowałam go i na dekolt i na nogi, a jak widzicie i tak go nie zużyłam. Miał ważność 18 m-cy , ale ja go w swoim zbiorze miałam ładnych kilka lat i pora była już się go niestety pozbyć.

12. Annabelle Minerals, podkład mineralny kryjący Golden Fair. Zdecydowanie moje ulubione minerały. Świetnie wyglądają na skórze, nie przesuszają jej, nie podkreślają suchych skórek. Niestety odcień Fair był dla mnie zbyt jasny i mogłam go używać jedynie zimą. Obecnie mam odcień LIGHT, który jest idealny.

13. Pierre Rene Advanced Lift. Byłam zaskoczona jakością tego podkładu, nie miałam jeszcze okazji używać podkładów Pierre Rene. Delikatny, lekki podkład,  który nie pozostawiał efektu maski. Miał lekkie krycie, które mogliśmy zbudować do średniego. Zostawiał satynowe wykończenie, zdrowej, promiennej skóry. Nie był może to super trwały podkład, ale utrwalony spokojnie wytrzymywał cały dzień pracy. Bardzo mi się podobał i chętnie do niego wrócę.

13. Maybelline, Collosal Big Shot Mascara. Nie polubiłam się z tym tuszem, gdyż miał ogromną szczotę, którą nie umiałam się malować. Zawsze nią się pobrudziłam. Gdy już opanowałam aplikację, to jego wygląd na rzęsach też niestety nie był spektakularny, ale nie był też zły. Taki przeciętniaczek.


14. YOPE, mydło do rąk, Figa. Regularnie kupuję te mydełka , gdyż mają dobry skład, nie wysuszają moich dłoni oraz mają śliczne zapachy. Tym razem skusiłam się na figę, ale moim ulubieńcem jest Werbena.

15. Hada Labo, maseczka w płachcie przeciwstarzeniowa. Oczywiście nie będę się wypowiadać na temat efektu anti-aging po jednym użyciu. Płachta jest bardzo dobrze nasączona esencją i fajnie przylega do twarzy. Po użyciu skóra jest dobrze nawilżona. Czyli daje taki efekt jak większość tego typu masek. Zgodnie z oczekiwaniami, ale bez szału.

16. Marion, maski warzywne. (Recenzja) Bardzo ciekawy pomysł na stworzenie maseczek. Rzeczywiście dawały fajne efekty na mojej skórze. Najbardziej spodobała mi się wersja z kurkumą. Niestety nie mogłam stosować ich na całą noc, gdyż mnie zapychały. Ale nałożone na 20 minut nawilżały, wygładzały i odżywiały skórę. 

17. Ziaja, maski do twarzy. Wiem, że glinki Ziaja są krytykowane za niezbyt dobry skład. Wiem , ale mimo wszystko je lubię, widzę po nich efekty oczyszczenia i nawilżenia skóry i nakładam wtedy, gdy nie chce mi się kręcić mojej własnej glinki.

18. Lancome , La vie est belle. Bardzo ładny, słodki i kobiecy zapach. Myślę nad tym, aby kupić pełne opakowanie (lub Chloe Love Story)

19. Chanel Gabrielle. Nie rozumiem fenomenu perfum Chanel. Nie przypadła mi do gustu, ani kultowa No.5, ani żadna z nowszych wersji (Madmoiselle, Gabrielle).

20. Lumene, próbki podkładu i rozświetlacza, makijaż hybrydowy. Oba produkty były bardzo lekkie i zastygające. Na skórze prawie niewidoczne, a jednak ją rozświetlały i nadawały wypoczętego wyglądu. Chętnie sięgnę po pełne wersje.

21. Madara, Sunflower fluid. Mimo całej sympatii do tej marki, to ten podkład okazał się niewypałem. Pachniał przyjemnie, pestkami słonecznika. Niestety smużył się na skórze i miał brzydki, pomarańczowy kolor.

22. Skinoren, krem z kwasem azelainowym. Według mnie to jeden z lepszych kremów na problemy skórne. Swego czasu cierpiałam na ogromny wysyp pryszczy na brodzie. Długo szukałam przyczyny, bo moja skóra jest skórą suchą i nigdy nie miałam tego problemu. Po wielu próbach winowajcą okazało się... MLEKO i nabiał. Po jego odstawieniu moje problemy się skończyły. Natomiast krem nakładałam punktowo na wypryski. Wysusza je i goi, zapobiega namnażaniu się bakterii. U mnie świetnie się sprawdził jako produkt rozjaśniający przebarwienia potrądzikowe. Trzeba jednak pamiętać, aby razem z nim używać krem z filtrem UV oraz dobry krem nawilżający, gdyż Skinoren mocno wysusza skórę.

I to już wszystkie moje zużycia z tego miesiąca. Ciekawa jestem, czy znacie te produkty i jak u Was się sprawdziły?

Pozdrawiam
Emi

lutego 03, 2017

DENKO #2 Styczeń

DENKO #2 Styczeń
Witajcie!

Minął pierwszy miesiąc 2017 roku więc pora wyrzucić wszystkie styczniowe pustaki. Zapraszam Was na ich krótkie recenzje.

Świetny!
Przeciętny
Bubel!!!



1. Nivea Hydro Care - odżywka do włosów. Kupiłam ją w promocji razem z Long Repair. Powiem Wam, że obie wersje sprawdziły się na moich włosach bardzo dobrze. Odżywka była gęsta i nie spływała z włosów. Ponadto bardzo fajnie je nawilżała i wygładzała. Wersja Long miała może minimalnie mocniejsze działanie. Chętnie do nich wrócę.

2. Farmona Tutti Frutti Collagen Pro Color szampon do włosów farbowanych. Szampon, który pachniał wiśniowym tymbarkiem. Zapach był bardzo intensywny, sztuczny wiśniowy. Sam szampon bardzo dobrze mył włosy i je wygładzał, tak naprawdę to po nim nie musiałabym nakładać odżywki ani maski. Ale oczywiście zawsze to robiłam. Po pewnym czasie jego zapach mocno mnie męczył i ta duża butla przestała być zaletą. Ze względu na zapach nie kupię.

3. Vianek odżywczy szampon do włosów (Recenzja). Jeden z nielicznych naturalnych szamponów, który się u mnie sprawdził. Obecnie mam inne , ale do tego chętnie wrócę.

4. Pilomax, Wax Daily Mist włosy jasne - odżywka w sprayu. Szczerze Wam powiem, że ja nie widzę większej różnicy między tego typu produktami. Dla mnie ważne jest aby ułatwiały rozczesywanie. I ta to robiła także była ok.

5. Garnier Czysta Skóra Fruit Energy, żel oczyszczająco-peelingujący. (Recenzja) Bardzo fajny, żel o którym pisałam ostatnio. Świetnie się nadaje do porannego oczyszczania twarzy, nie wysusza skóry nawet przy codziennym stosowaniu.

6. Soraya, ochronny krem do twarzy SPF 25. Używałam go podczas wakacji, a teraz dokończyłam go gdyż robiłam sobie kurację kwasami. Mimo niezbyt dużego SPF bardzo fajnie zabezpiecza przed działaniem słońca. Nie bieli skóry i w przypadku mojej suchej cery sprawdził się także pod makijaż.

7. See See mineral facial mud mask. Bardzo polubiłam się z maskami błotnymi. Na początku zauroczyła mnie maska Sephora (recenzja).  Ta również była bardzo dobra, a przy tym miała przyjemniejszą konsystencję. Była ona bardzo gładka, kremowa i nie zasychała na skórze tak szybko. Miała jednak trochę mniejsze oczyszczające działanie niż ta z Sephory.

8. Bielenda Rose Care, lekki olejek do twarzy (Recenzja). Uwielbiam wszelkiego rodzaju olejki w pielęgnacji mojej skóry, a olejek różany jest chyba moim ulubionym, Ten stosowało mi sie bardzo przyjemnie ze względu na lekką konsystencję i delikatny zapach. Było cudownym uzupełnieniem wieczornej pielęgnacji. Szkoda, że olejek różany był gdzieś na szarym końcu, ale za to były inne olejki.

9. No36 Intensywnie nawilżający balsam do stóp i paznokci. Pielęgnacja stóp to moja pięta Achillesowa. Zazwyczaj po prostu stosuję krem do rąk lub balsam do ciała. Krem ten jednak był naprawdę świetny. Miał dosyć gęstą konsystencję, ale jednocześnie szybko się wchłaniał i nie pozostawiał na stopach nieprzyjemnej tłustej warstwy. Jeśli znajdę w sklepie to chętnie kupię.

10. Lovely natural lip stick, balsam do ust. Okropny, nie mogłam znieść tego uczucia i smaku na ustach. Niestety trudno mi ocenić jego działanie, gdyż bardzo rzadko go używałam. 

11. Sylveco, pomadka peelingująca. (Recenzja) Moja ulubiona , zawsze ją kupuję.

12. Chloe Love Story, miniaturka balsamu do ciała. Jak wiadomo te balsamy o zapachu perfum nie są jakieś specjalne jeżeli chodzi o nawilżenie. Zapach Love Story jest przepiękny. Na pewno kupię perfumy , gdy tylko skończę jeden z posiadanych flakoników perfum.

13. Loccitane, Frezja&Wanilla. Dostałam tę miniaturkę już dawno temu w jednym z Shiny Box . Zapach we flakoniku wydawał mi się bardzo ciężki i babciny. Jednak na skórze bardzo ładnie się rozwijał i im dłużej go używałam tym bardziej mi się podobał. Muszę przyznać , że te perfumy są świetnej jakości. Wystarczyła niewielka ilość, były intensywne oraz długo utrzymywały się na skórze.

14. 15. Eco Spa Olej z nasion truskawki, wit E. Nieprzerwanie kupuję półprodukty. Oleje i wit E dodaję do domowych masek czy serum do twarzy.

16. Calaya olejek eteryczny eukaliptusowy. Nieodłączny składnik mojego balsamu do demakijażu, ale także świetnie nadawał się do relaksującej kąpieli. Udało mi się także zrobić balsam ułatwiający oddychanie podczas kataru.



17. Catrice Longlasting Brow Liner. Kupiłam go, bo był bardzo polecany przez Maxineczkę. Niestety u mnie okazał się ogromnym niewypałem. Wzięłam jaśniejszy kolor, który w ogóle nie był widoczny na moich brwiach. Użyłam kilka razy i potem przestałam, bo musiałam naprawdę dużo go nałożyć żeby cokolwiek było widać. Drugi kolor jest za ciemny.

18. L'Oreal Volume Million Lashes Fatale, mascara. Bardzo lubię tusze do rzęs VML. Ten również był w porządku jednak nie pobił mojego ulubionego So Couture.

19. Catrice, masełko do ust w gąbce. Niestety wszystkie napisy starły mi się z tego produktu. Bardzo go nie lubiłam. Miał ładny kolor , ale dawał dziwne uczucie na ustach. Poza tym szybko się ścierał. Po pewnym czasie gąbka zaczęła śmierdzieć więc przestałam używać.

20.Sally Hansen Miracle Gel Top Coat. Kompletnie nie polubiłam się z lakierami Sally Hansen z tej serii. Top coat jest bardzo rzadki i nie tworzy jakiejś pięknej tafli na paznokciu. Nie był to bubel bo jednak trochę nabłyszczał, ale znam lepsze produkty tego typu.

21. Wibo, matowy lakier. Miał piękny kolor marsala. Niestety lakier jest okropny, strasznie smuży, robią się prześwity. Trzeba było nakładać grubą warstwę, żeby był on równomierny. Ale wtedy jego schnięcie zajmowało kupę czasu. Trochę lepiej wyglądał , gdy nałożyło się na niego błyszczący top coat. Ale przecież nie o to chodziło, bo miał być to kolor matowy. Jestem zawiedziona bardzo :(


Oczywiście uszczupliłam też troszeczkę swoją kosmetyczkę z próbkami , ale nadal pozostaje ona grubaskiem. Garnier Moisture+ Acqua Bomb maska w płacie (Recenzja) - niestety ta maska okazała się bardzo słaba. Nie była bublem, ale nic szczególnego na skórze nie zrobiła. Ziaja Liście Zielonej Oliwki maska nawilżająca jak zwykle się u mnie pojawia. Bardzo lubię te maseczki mimo, że nie mają jakiegoś szczególnego składu. Ale cóż na lenia nie ma rady. Krem BB Kiehl's ... o nie nie okropnie ten produkt pachniał betonem. Bardzo nieprzyjemny, a poza tym miałam wrażenie, że na skórze nic nie robił. Bardzo się ucieszyłam , gdy otrzymałam w prezencie maseczkę pod oczy Glam Glov. Niestety u mnie się nie sprawdziła. Nałożona pod oczy strasznie piekła mnie skóra i łzawiły oczy. Musiałam ją bardzo szybko zmyć, bo nie mogłam wytrzymać. Poza tym miała jakąś dziwną grudkowaną konsystencję.Zużyłam kremy Lavera i The Skin , ale nie zrobiły na mnie większego wrażenia. Emulsja Pharmaceris Emotopic była bardzo przyjemna, trochę jak balsam pod prysznic. Myślę, że może sprawdzić się u osób z przesuszoną skórą.

I to już wszystkie zużyte w styczniu produkty. Projekt minimalizacji zapasów trwa w najlepsze. Cieszy mnie to, że bardzo dużo kosmetyków zużyłam, a przybyło mi naprawdę niewiele. Ale o tym przeczytacie w niedzielę .

Miłego weekendu!

EMI :)


października 08, 2016

DENKO #9 SIERPIEŃ, WRZESIEŃ

DENKO #9 SIERPIEŃ, WRZESIEŃ
Witajcie!

Bardzo długo nie było na moim blogu projektu denko. W Wakacje jakoś ciężko szło mi zużywanie. Robiłam mniej makijażu. Jak zwykle poszło za to sporo saszetek i maseczek do twarzy. 

ŚWIETNY 
PRZECIĘTNY
BUBEL


1,2,3 Bioliq SPA miniaturki żelu pod prysznic, balsamu i żelu do mycia rąk. Bardzo fajny i wygodny zestaw na wyjazdy. Jednak nie było w tych produktach czegoś wow , co by sprawiło , że zechciałabym kupić pełne opakowania. Zresztą nie wiem, czy są dostępne w sprzedaży, bo to zestaw z hotelu.

4. Yves Rocher Organic Vanilla, żel pod prysznic. Bardzo gęsty i słodko pachnący produkt. Taką ciepłą , otulającą wanilią i karmelem. Bardzo mi się spodobał. Nawet latem gdy były upały miło mi się go używało. Produkt dostałam podczas Letniej Paczki Terii od Syli. Myślę, że się za nim rozejrzę w Yves Rocher.

5. Avon Naturals Sugar Plum, mgiełka do ciała. Latem, gdy jest gorąco nie lubię standardowych perfum. Są dla mnie za ciężkie. Dlatego często stosuję własnie takie lekkie mgiełki zapachowe. Taką samą taktykę stosuję na siłowni czy basenie. Te z Avon mają bardzo ładne  zapachy, jest ich duży wybór i chętnie do nich wracam. Co prawda nie sa super trwałe, ale to przecież tylko mgiełka.

6. Dove, Puerly Pampering, Pistacja. Mój ulubiony żel pod prysznic, gęsty, kremowy i pięknie pachnący. Zawsze do niego wracam. Obecnie wybrałam wersję z kwiatem magnolii i śmietanką.

7. Babydream, szampon do włosów ułatwiający rozczesywanie. Wersja podstawowa tego szamponu kompletnie mi nie pasowała. Wersja z odżywką była nieco lepsza, ale nie polubiłam się z tą serią. Szampon bardzo plącze mi włosy i mam wrażenie, że są niedomyte. Nie nazwę go bublem, ale nie kupię ponownie.

8. Bielenda, Skin Clinic Proffesionall, Super Power Sleeping Mezo Mask, Aktywna Maska nawilżająca na noc Maska miała fajną kosnsytencję kremu z zatopionymi w niej granulkami. Nic złego mi nie zrobiła, ale nie widziałam po niej tez jakiegoś ekstra nawilżenia. Ot jak zwykły krem do twarzy. (Recenzja)

9. Nivea Long Repair, maska do włosów. Musze Wam powiedzieć, że bardzo dobrze mi się sprawdziła. Ładnie nawilżała i wygładzała włosy. Świetnie się też nadaje jako odżywka do mycia włosów . Myślę, że jeszcze do niej wrócę.

10. Sylveco, hibiskusowy tonik do twarzy. Mój ogromny ulubieniec do którego zawsze wracam. Stosuję bez użycia wacika, jak serum do twarzy. (Recenzja)

11. Ziaja, Intensywne Wygładzanie, odżywka w sprayu. Robiła to, co miała robić czyli pomagała w rozczesywaniu włosów ale jakiegoś super wygładzenia nie zauważyłam. Jednak najbardziej lubię odżywki z Gliss Kur. Obecnie posiadam tego typu spray z Biovax

12. Sylveco, łagodzący krem pod oczy. Miał bardzo przyjemną , kremową konsystencję. Dobrze nawilżał. Na pewno polubią się z nim osoby, które nie mają większych problemów z okolica pod oczami typu opuchnięcia czy zasinienia. Ale jeśli potrzebujecie podstawowy krem pod oczy , który zadba o tę okolicę to polecam. Obecnie mam krem z avokado z Kiehl's.

13. Sun Ozon, samoopalacz w sprayu. Tak jak wersję w balsamie bardzo polubiłam i do niej wracam tak tej nie cierpię. Nie umiem go nałożyć w taki sposób , aby nie narobić smug. Nie polecam.


14. Balmi, balsam do ust, czarna porzeczka. Nie robił z moimi ustami absolutnie nic. Jedyny plus to to, że ładnie pachniał. Ot taki ładny, błyszczący gadżet do torebki. Wolę masełka Nivea. (Recenzja)

15. Avon, Color Trend, balsam do ust w kolorze color crush. Niby to połączenie balsamu pielęgnacyjnego ze szminką do ust. Mi się absolutnie nie sprawdził, rozmazywał się po ustach. Poza tym miał dziwny, miętowy posmak.

16. Avon, plump pout . Bardzo lubiłam ten błyszczyk . Miał wygodny aplikator w formie pędzelka.  Lekko chłodzi i mrowi usta co sprawia że stają się bardziej wypukłe.  Chętnie do niego wrócę. 

17. Miss Sporty, Dark Chocolate eyeliner w kałamarzu. Produkt miał bardzo ładny kolor. Na co dzień robię kreskę nie czarną ale właśnie taką ciemnobrązowa. Jest subtelniejsza. Eyeliner był trwały,  kreska precyzyjna. Aplikator był w formie długiej gąbeczki. No właśnie to chyba jego jedyny minus, trochę zbyt długiej. Teraz używam eyelinery Eveline Celebrieties które mają ja bardzo krótką dzięki czemu wygodniej rysuje się kreskę. 

18. Bourjois , 123Perfect, CC cream. Nie nazwałabym go CC kremem, a po prostu zwykłym podkładem gdyż dobrze kryje. Ładnie też zakrywa zaczerwienienia, a przy tym jest lekki i nie powoduje efektu maski ani ciężkości na skórze. Dla mnie jedynym minusem jest to, że bywa dla mnie zbyt suchy. Zawsze nakładałam na niego puder rozświetlający. Dlatego wolę azjatyckie BB lub chociażby Healthy Mix. Ale myślę, że na pewno spodoba się osobom, które lubią lekko matową skórę. Sprawdzi się u posiadaczek cery normalnej i ewentualnie mieszanej. Ale ogólnie bardzo go lubiłam i być może w przyszłości jeszcze kupię.



19,20 Maski w płachcie Holika Holika: Juicy Tomato oraz Aloe. Maski przyjechały do mnie ze sklepu z azjatyckimi kosmetykami My Asia. Jestem w trakcie testowania i niebawem, bo w tym tygodniu pojawi się ich recenzja. Powie Wam tylko, że jest dobrze :)

21. Soraya, Ideal Beauty, maska rozświetlająca na dzień. Bardzo ciekawa maska, która na twarzy zmieniała swój kolor na taki złoty, błyszczący. Jest na tyle lekka, że rzeczywiście nadaje się na dzień dla osób z suchą skórą. (Rezenzja)

22. Eveline, SOS Zabieg Bankietowy, maska do twarzy + peeling. Co do tego zabiegu mam bardzo mieszane uczucia. Peeling kompletnie mi się nie spodobał, maska była już lepsza. Ale czy faktycznie tak przeddłuża trwałość makijażu...no nie wiem. (Recenzja)

23. Pharmaceris A, żel do mycia twarzy. Saszetka starczyła mi na 3 mycia. Żel bardzo delikatny , łagodny. Na pewno dla osób z wrażliwą skórą. Ja jednak wolę kosmetyki naturalne.

24. Beauty Formulas, zabieg oczyszczający z węglem aktywnym. Saszetka składała się z żelu myjącego, który był bardzo dobry oraz z maski z popularnym obecnie węglem. Maska była typu peel off. Nie wiem , czy to ja coś źle zrobiłam? Bo maska nie chciała mi zaschnąć na twarzy, nie mogłam jej ściągnąć tylko po prostu zmyłam jak maskę kremową. W związku z tym trudno mi powiedzieć, czy rzeczywiście czyści dobrze skórę.

25. Marion, szampon koloryzujący w kolorze blond. Bubel jakich mało. Kupiłam żeby trochę stonować kolor moich włosów , żeby nie były widoczne odrosty. Po użyciu moje włosy w ogóle nie zmieniły swojego koloru.

26. Maska do stóp złuszczająca z Biedronki. Bardzo wygodne skarpetki nasączone kwasami owocowymi. Ja lubię tego typu maski i wykonuję je co jakiś czas. Jeśli jeszcze będzie dostępna to na pewno ją kupię.

I to już wszystko, znowu wzięłam się za zużywanie saszetek, które zalegają mi po szufladach. Jestem ciekawa jak Wam idzie zużywanie zapasów.

Buziaki i miłego weekendu.
EMI :)

lipca 05, 2016

[DENKO] #6 CZERWIEC 2016

[DENKO] #6 CZERWIEC 2016
Witajcie!

Kolejny miesiąc minął momentalnie i mamy już lato w pełni.  Nie mogę doczekać się urlopu, a ten mam zaplanowany dopiero pod koniec miesiąca.
Tymczasem zapraszam Was na przegląd produktów, które wykończyłam w poprzednim miesiącu.

Świetny produkt!
Przeciętny.
Uwaga bubel!!!


1. Biolaven, żel do higieny intymnej. Uwielbiam produkty naturalne. Żel był bardzo delikatny, ale mógłby mocniej odświeżać . 
2. Yope. Mydło do rąk. Werbena. Mydło do rąk i gęstej konsystencji i bardzo dobrym składzie.  Na pewno kupię kolejne. Teraz mam mydło Isana o zapachu rabarbaru.
3. Douglas. Balsam do ciała z masłem shea i witaminą E. Balsam, który dostałam w zestawie na święta. Miał bardzo przyjemny zapach kwaśnych owoców, może żurawiny.  Dobrze nawilża i wygładza skórę.  Niestety ma w składzie parafine dlatego więcej go nie kupię. Teraz używam również balsam z Douglas ale oliwkowy (też dostałam w prezencie)
4.Oryginal Source. Żel pod prysznic. Mango i Macadamia. [Recenzja]  Miał bardzo ładny zapach, ale niestety był niewydajny.
5.Wellnes & Beauty. Peeling do ciała. Masło shea i olej migdałowy. Moje ulubione peelingi! Nie wiem czemu jeszcze nie pojawiła się recenzja. Mają świetny skład i dobrze ścierają martwy naskórek. Zawartość olejku sprawia , ze skóra jest też nawilzona i nie trzeba już nakładać balsamu. Obecnie mam peeling odchudzający z Babuszki Agaffii.


6. Sylveco. Lipowy płyn micelarny. [Recenzja] Już wiecie, że uwielbiam.
7. Evree. Różany tonik do twarzy. Kolejny bardzo dobry produkt od Evree.  Dobrze odświeża i nawilża skórę.  Jest łatwy w użyciu.  Obecnie używam czegoś bardziej naturalnego czyli toniku z Vianek.
8.Perfecta. Peeling gruboziarnisty do twarzy. Bardzo dziwny produkt. Niby miał spore te drobinki ale było ich niewiele. Podobał mi się jego męski zapach. Mam wrażenie, że te duże drobiny niezbyt dokładnie peelingowaly skórę.  Zdecydowanie wolę te drobnoziarniste ale ten fajnie sprawdzał się do stóp.  Obecnie mam peeling wygladzajacy z Sylveo.
9. Skin 79. Crystal Peeling Gel. [Recenzja] Ciekawy produkt, który sprawił że polubiłam peeling enzymatyczny. Był bardzo delikatny. Czasami s tosowalam go nawet codziennie rano zamiast żelu. 


11. Kallos. Maska do włosów. Milk. Kolejna maska tej marki, która moje włosy polubiły. Dobrze je wygladzala i nadawała objętości. Świetna również do mycia włosów odżywka. Przy tym nie miała tak intensywnego zapachu jak latte. Mam teraz ochotę na zachwalana Blueberry.
12. Ziaja. Maska wygładzająca do włosów suchych i zniszczonych. Masło kakaowe. Bardzo ładnie pachnie czekoladą i dobrze wygładza włosy. Nadawała się także do mycia odżywka.  Niestety jak na maskę była dosyć rzadka i szybko się skończyła. 



13. Vaseline. Krem do rąk. Intensive care. Fajny, dobrze nawilżający krem. Był dosyć lekki więc szybko się wchłania ale pozostawiła na dłoniach delikatna warstwę ochronną.  Obecnie mam pięknie pachnący krem z Wellness & Beauty.
14. Eveline. Krem do rąk. Argan i Vanilla. Krem, który idealnie nadawał się do torebki. Plusem było to, że momentalnie się wchłania.  Jednak nie lubiłam jego zbyt intensywnego zapachu.


15. WoodWick. Wosk. Baby Powder. Miał delikatny, pudrowy zapach. Taki jaki lubię. Mam jednak wrażenie że wosk YC o tym samym zapachu jest bardziej intensywny.
16. Pharmacy. Antyperspirant. Niestety produkt ten jako bloker kompletnie się nie sprawdzil. Był to przeciętny antyperspirant. Obecnie mam Rexona w kulce.


17. Avon. Bright Smile. Błyszczyk wybielający zęby. Błyszczyk faktycznie miał niebieskie drobinki które optycznie rozjaśniały uśmiech. Niestety strasznie się lepił dlatego do niego nie wrócę. 
18. Manhattan. Błyszczyk. California Peach.  Kupiłam za jakieś grosze na kosmetykizameryki.pl. Bardzo fajny, delikatny błyszczyk. Nadawał mleczny kolor ustom i je optycznie powiększał. Jeśli będę robić zakupy w tym sklepie to chętnie wrzucę ponownie do koszyczka. Obecnie mam Luxury Lips z Catrice.
19. Eveline. Maskara do rzęs. Magnetic Look. Drogeryjny, niedrogi tusz który okazał się całkiem fajny. Kupiłam na promocji -49% , miał bardzo dobre opinie na wizażu. Nie skleja rzęs, ładnie je wydłuża i pogrubia chociaż daje raczej dzienny efekt. Obecnie używam Wake Me Up Rimmel.
20. Avon. Eyeliner do oczu. Black. Bardzo fajny eyeliner z gąbeczkowym aplikatorem. Służył mi przez bardzo długi czas i tak mi się spodobał, że kupiłam jeszcze zielony i granatowy. Obecnie używam Celebrity Eyeliner z Eveline.
21. Essence. Make me brown. Blonde. Fajny, niedrogi żel do brwi. Miał malutką szczoteczkę , którą można było wyczesać włoski i delikatny kolor. Obecnie mam Brow Artist Plumper z L'Oreal.

I to już całe denko z poprzedniego miesiąca. Jak widzicie znalazło się też trochę kolorówki. Cieszę się , że coraz rzadziej trafiam na buble. Wynika to przede wszystkim z przemyślanych zakupów i sprawdzania poszczególnych produktów przed wrzuceniem do koszyka. 

Jestem ciekawa jak tam Wasze zużycie produktów :)
Pozdrawiam!
EMI

p.s: Przepraszam za te kolory, ale mój blogger wariuje. Podczas pisania jest ok, ale gdy publikuję kolor tekstu się zmienia. Nie mam pojęcia czemu :(
Copyright © 2016 Uroda Według Blondynki , Blogger