Pokazywanie postów oznaczonych etykietą koreańskie maski do twarzy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą koreańskie maski do twarzy. Pokaż wszystkie posty

grudnia 24, 2017

NOWOŚCI LISTOPAD/GRUDZIEŃ 2017

NOWOŚCI LISTOPAD/GRUDZIEŃ 2017
Witajcie!

Jak tam Wasze przygotowania do Świąt? Mam nadzieję, że wszystko już macie zrobione i Wigilia minie Wam spokojnie. Moje przygotowania ograniczają się jedynie do sprzątnięcia domu, ubrania choinki i kupienia prezentów. Na święta jeżdżę do rodziców i do teściów także zbyt wiele do przygotowywania nie mam.

Jeśli macie chwilkę wolnego czasu to chciałabym Was zaprosić na przegląd nowości, które trafiły do mnie w listopadzie oraz grudniu. Nie jest tego dużo, gdyż cały czas mocno ograniczam się z zapasami i redukuję zapasy. Stąd też nowości są łączone z dwóch miesięcy.






Na początku miesiąca dotarła do mnie paczka z portalu wizaż.pl z nowym podkładem mineralnym od L'Oreal.  Na pewno nie można jego krycia oraz składu porównać do prawdziwych minerałów, ale jako produkt drogeryjny nie jest zły. Nie zawiera talku. Delikatnie ujednolica koloryt cery. Dla wielu osób jednak może być ono zbyt delikatne i być może produkt sprawdzi się lepiej po prostu jako puder. To, co mnie denerwuje to jego opakowanie. Dziurka jest tak mała, że ten puchaty pędzel, którym lubię aplikować minerały (z Hebe) nie mieści się. A wieczko ( na które przy Annabelle Minerals wysypuje odrobinę podkładu) ma dziwny kształt.



Na początku listopada miałam okazję być kilka dni w Izraelu. Z powodu wielu obowiązków służbowych nie miałam zbyt wiele czasu, na leżenie na plaży. Ale udało mi się zwiedzić trochę Tel Aviv, Jerozolimę, a także kąpałam się (jeśli tak to można nazwać) w Morzu Martwym. Nie miałam też zbytnio czasu na zakupy, ale przywiozłam ze sobą kilka słoiczków soli do kąpieli oraz błota z Morza Martwego (oczywiście porozdawałam po rodzinie i znajomych), a także mgiełkę do ciała i krem do rąk.











Ostatnio, co jestem w Biedronce, to trafiam na maseczki do twarzy. Nie byłabym sobą, gdybym nie wzięła kilka rodzajów. Bardzo miło zaskoczyły mnie maski bąblujące. Ich efekt oczyszczający był naprawdę fajny. Podobał mi się również efekt po maskach kolagenowych. Natomiast dzisiaj kupiłam trzy maseczki w płachcie: czekoladową, malinową i z ogórkiem. I jestem bardzo ich ciekawa.



Ostatnimi zakupami jest zamówienie ze sklepu MIYA. Skończył mi się olejek do demakijażu i zdecydowałam się własnie na ten z tej firmy. Niestety nie jestem z niego zbytnio zadowolona, ma bardzo tępą konsystencję. O kremie nie jestem w stanie nic powiedzieć, gdyż został kupiony dla mojego męża, ale może kilka razy go użyję, żeby sprawdzić jego działanie.

Ot i to całe moje zakupy w przeciągu tych dwóch miesięcy! Szczerze Wam powiem, że nawet nic szczególnie mnie nie kusiło, nie miałam też czasu, żeby iść na zakupy, czy buszować w internecie. W nowym roku na pewno bedę chciała zrobić zakupy na Jolse.com. Planuję zamówić maski w płachcie oraz dobry olejek do demakijażu.

A jak Wasze zakupy?
Sprawiłyście sobie świąteczne, kosmetyczne prezenty? 
U mnie tym razem były one ubraniowe, gdyż skusiłam się na kozaki za kolano oraz dwie świąteczne sukienki.

Buziaki :*

Emi


października 01, 2017

Holika Holika - recenzja maseczek z Asian Box 4

Holika Holika - recenzja maseczek z Asian Box 4
Hej!

Azjatycka pielęgnacja na dobre zagościła mojej łazience. Uwielbiam demakijaż olejami, pokochałam pianki do mycia twarzy oraz żelowe tonery wklepywane w wilgotną skórę. Azjatyki słyną z niepowtarzalnych konsystencji oraz dziwnych składników. Dlatego chętnie wprowadzam do swojej pielęgnacji nowe kosmetyki. I także dlatego skusiłam się na Asian Box vol.4 . Niestety box mnie trochę rozczarował pod względem zawartości. Niemniej jednak wszystkie produkty w nim zawarte zostaną przeze mnie wykorzystane.

Mój pierwszy Asian Box.

W boxie przede wszystkim znalazło się bardzo dużo masek płachcie. Uwielbiam ten rodzaj maski, gdyż są bardzo wygodne i łatwe w użyciu. Nie trzeba ich zmywać (w większości przypadków), a po dobrej masce nie muszę już nic nakładać.




Sok na dobry początek.

Maseczkę z serii Juicy miałam już kiedyś okazję używać, ale w wersji pomidorowej. Wersja z miodem okazała się świetna. Pięknie pachniała miodem, tak słodko, naturalnie. Całe szczęście esencja nie okazała się lepka. Po zdjęciu maski skóra była bardzo dobrze nawilżona i odżywiona . Esencji w opakowaniu było bardzo dużo. Ja zawsze te nadwyżki wsmarowuję w szyję i dekolt. Naprawdę polecam maseczki z tej serii, pomidorowa też była bardzo fajna, ale zdecydowanie delikatniejsza niż ta. Chętnie wypróbuje inne warianty.


Coś do oczyszczania.

Zestaw oczyszczający do twarzy. Pierwszym etapem jest chusteczka do zmywania zanieczyszczeń. Jest ona mocno nasączona płynem i bardzo dobrze daje sobie radę ze zmyciem makijażu. Można nią zmyć także makijaż oczu, gdyż nie powoduje szczypania. Świetnie sprawdziła mi się na wyjeździe. Drugim etapem jest maska w płachcie, która ma za zadanie oczyścić pory, a następnie je zwęzić. Niestety po jej użyciu nic takiego nie zauważyłam. Była ona bardzo przeciętna i nie zauważyłam, aby jakoś nawilżyła moją skórę.


Ahhh te zaskórniki.

Wrażenia nie zrobił na mnie również zestaw do oczyszczania zaskórników na nosie. Co prawda nie mam z tym problemu, ale postanowiłam go przetestować na nosie mego męża. Pierwszym etapem jest  plaster, który ma za zadanie otworzyć i rozpulchnić zanieczyszczone pory. Następnie nakładamy na 15 minut plaster, który po tym czasie zrywamy zdecydowanym ruchem. Ma on oczyścić i niejako wyrwać wszelkie zanieczyszczenia, które widzimy jako czarne kropki na nosie. Chyba nie jest to zbyt przyjemne doznanie. Na końcu nakładamy plaster z esencja, która pory obkurcza. Na całość trzeba poświecić ok 30-40 minut. 
Efekt: żaden 😔


Fenomen ślimaka.

W pudełku znalazłam też Intensywnie nawilżającą i regenerującą maskę ze śluzem ze ślimaka. I rzeczywiście właśnie tak ona działała. Moja cera bardzo lubi ten składnik. Jest po nim mocno nawilżona, wygładzona i jakby rozpulchniona. Bardzo lubię te maseczki i chętnie do nich wracam.

Dużo i kolorowo.

Największą ilość masek stanowiły te z Serii Essence. Bardzo podobają mi się ich opakowania. Są kolorowe, z wyraźnymi zdjęciami i łatwo można znaleźć tę, która chcemy użyć. Na duży plus  jest także ich otwarcie, gdyż mamy zawinięty jeden rożek. Łatwo nim otwieramy całą maskę bez użycia nożyczek. Maski są świetnie nasączone, ale nie kapie z nich, ani nie zostaje dużo płynu w opakowaniu. Jest to odpowiednia ilość płynu. Bawełniana maska jest cieniutka i świetnie przylega do skory. Niestety kilka masek było niezbyt dobrze wyciętych, dziury na oczy było bardzo duże. Ale takie maski trafiły mi się chyba ze 2 może 3. 

Miałam wiele rodzajów tych masek i muszę stwierdzić, że ich działanie jest bardzo do siebie podobne. Przede wszystkim świetnie nawilżają cerę. Jest ona po nich idealnie napompowana wodą i bardzo miła w dotyku. Jednak było kilka masek, które wyróżniły się swoim działaniem.

Maska różana. Pierwsze co mnie urzekło po jej otwarciu to przepiękny różany zapach. Maska bardzo dobrze koi podrażnienia i zaczerwienienia cery. Nada się dla osób z cerą naczynkową czy wrażliwą.

Maska cytrynowa miała przede wszystkim bardzo dobre właściwości odświeżające oraz wybielające cerę. Myślę, że stosowana regularnie mogłaby uporać się z przebarwieniami potrądzikowymi.

Maska z masłem shea. Zdecydowanie moja ulubiona. Moja skóra uwielbia ten składnik i wchłonęła esencję jak gąbka. Esencja którą była nasączona była jakby gęstsza, bardziej kremowa. Ta maska świetnie odżywiała moja skore i nie musiałam już po niej stosować kremu.

Maska z zieloną herbatą oraz maska z ogórkiem. Obie były bardzo delikatne, ale świetnie nawilżały i odświeżały skórę. Były idealne podczas lata. Miały niezbyt mocny, ale odświeżający zapach.

Efekty przy regularnym używaniu.

W związku z tym, że miałam tych masek naprawdę dużo, to postanowiłam na swojej skórze wypróbować ich działanie przy regularnej aplikacji. Co prawda nie robiłam tego codziennie, ale 3 razy w tygodniu, czyli średnio c drugi dzień. Starczyło mi tych masek na ok miesiąc. W tym czasie nie używałam innych masek. Przed każdą aplikacją robiłam delikatny peeling. I muszę Wam przyznać, że moja skóra była rewelacyjnie nawilżona. Często borykam się z przesuszeniami na brodzie i policzkach. A podczas tej kuracji wszystkie te moje bolączki całkowicie zniknęły. Przestałam mieć problem ze zmarszczkami w okolicach oczu oraz zmarszczką na czole, które pojawiają mi się zawsze, gdy moja skóra krzyczy "PIĆ!"

Minusem takiej kuracji może być jej cena, gdyż maski w płachcie są dosyć drogie, nawet za te najtańsze musimy zapłacić w polskich sklepach 8-10 zł/szt. Jednak na pewno warto polować na okazje i kupować sety masek w promocyjnej cenie. Ja też często nasączam własne płachty swoimi własnoręcznie stworzonymi esencjami (np sokiem z aloesu i ulubionym olejkiem). Taka maska stosowana regularnie również przynosi bardzo dobre efekty.

A Wy, używacie masek w płachcie?
Czy preferujecie raczej te zwykłe, kremowe?

Miłej niedzieli!
EMI


marca 04, 2015

Koreańska Maseczka Rozjaśniająca z Biedronki

Koreańska Maseczka Rozjaśniająca z Biedronki
Ostatnio będąc w Biedronce i stojąc już przy kasie zaczęłam przeglądać (jak zwykle) stojącą w tym miejscu szafeczkę z kosmetykami. Okazało się, że wśród znajdujących się tam produktów były koreańskie maski w szmatce.
Były dostępne wersje: nawilżająca, wygładzająca, odżywcza i rozjaśniająca. A że bardzo lubię tego typu maseczki postanowiłam spróbować wersji rozjaśniającej. Niestety lubię też szybko rozprawiać się z krostkami na mojej twarzy, co niestety pozostawia ślady. Dlatego też wybrałam własnie tę wersję. Maseczka jest zamknięta w bardzo estetycznie wykonanej biało-czerwonej saszetce. Każdy rodzaj miał inny kolor, co ułatwia znalezienie odpowiedniego wariantu do swojej cery. Jest ona podzielona na 3 mniejsze saszetki. Mamy w jednym produkcie zamknięty cały zabieg pielęgnacyjny.



KROK 1 - PIANKA DO MYCIA TWARZY - głębokie oczyszczanie skóry.

Pianki tej w tym małym kwadraciku było tak malutko, że wyciskałam ją do ostatniej kropli. Bałam się , że nie starczy mi na umycie całej twarzy i szyi. Nawet nie wiecie jak bardzo się myliłam. Po rozmydleniu z wodą okazało się, że zmienia ona swoją konsystencję i robi się jej tak dużo, że spokojnie wystarczyłoby mi na 2-3 razy. 
Po nałożeniu na twarz pianka przyjmuje konsystencję mydła, które zostało nałożone z niewielką ilością wody. I przy myciu również zachowuje się jak mydło, ma zapach mydła. Na pewno bardzo dobrze oczyszcza skórę. Twarz po użyciu tego specyfiku jest czysta "że aż piszczy" i tępa - nie da się gładko przesunąć palcami po skórze. Gdyby to był ostatni etap rytuału to na pewno wysuszyłaby mi skórę. Całe szczęście po niej nakładane są dalsze elementy , niemniej jednak ta część zabiegu najmniej mi się spodobała. 

KROK 2 - SERUM - wspomaga działanie maski

Serum zamknięte w kolejnej saszetce bardzo mi się spodobało. Miało żelową, delikatną konsystencję i było bardzo wydajne. Nauczona doświadczeniem z pianką nałożyłam go tylko połowę na twarz. Produkt bardzo szybko się wchłania i skóra natychmiastowo odzyskuje swój blask oraz miękkość. Serum jest bezzapachowe i bardzo przyjemne w użyciu.

KROK 3 - MASKA DO TWARZY - Rozjaśniająca z wit. C+E

Przejdźmy więc do produktu głównego. Maseczka w postaci kawałka materiału z wyciętymi otworami na oczy, nos i usta była bardzo mocno nasączona żelowym płynem. Przyznam się, że trochę musiałam ją odsączyć, bo niemalże z niej kapało. Ma to też swoje dobre strony , gdyż po zdjęciu maski włożyłam ją z powrotem do płynu i wykorzystałam 2 dni później razem z serum. Maseczka jest bardzo wygodna do nałożenia, jest świetnie nasączona przez co ładnie przylega do twarzy i nie odkleja się. Mogłaby być podzielona na 2 części. Myślę, że wtedy nakładałaby się dużo lepiej. Maska długo zostaje wilgotna a produkt ładnie wchłania się w twarz. Po 20 minutach zdjęłam ją i resztki lekko wmasowałam w skórę.
Musze przyznać , że byłam zaskoczona efektem. Buzia była bardzo dobrze nawilżona i gładka. Przebarwienia lekko się uspokoiły i rozjaśniły. Oczywiście, żeby zauważyć większe efekty pewnie musiałabym ją stosować 2 razy w tyg tak jak rekomenduje producent, ale na chwilę obecną używam kwasu migdałowego raz w tygodniu który ładnie rozjaśnia plamki.

Podsumowując, maseczka bardzo mi się spodobała i na pewno wypróbuję jeszcze wersję nawilżającą - o ile będzie jeszcze dostępna.
Jesli lubicie takie nowinki i macie w pobliżu Biedronkę to serdecznie polecam. Koszt maski to 5,99.

Pozdrawiam!
i życzę miłego dnia


P.S: Mój aparat niestety się zbuntował i robi bardzo słabe zdjęcia :( Szczególnie przy tak brzydkiej pogodzie. Mam nadzieję, że niedługo zaopatrzę się w nowszy model dzięki czemu fotografie będą lepszej jakości.

Poza tym zamówiłam wczoraj Foreo Lunę. Czekam na jej dostawę i już nie mogę się doczekać. 
Miałyście szczoteczki soniczne do twarzy? Jakie jest Wasze zdanie na ich temat?


Informuję iż post nie jest sponsorowany, a produkt kupiony przeze mnie.
Copyright © 2016 Uroda Według Blondynki , Blogger