Pokazywanie postów oznaczonych etykietą naturalna pielęgnacja twarzy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą naturalna pielęgnacja twarzy. Pokaż wszystkie posty

lutego 12, 2019

KIT MIESIACA:- STYCZEŃ 2019 głębokooczyszczający scrub do twarzy EO LAB

 KIT MIESIACA:- STYCZEŃ 2019 głębokooczyszczający scrub do twarzy EO LAB
Hej!

Produkty EO Laboratorie od bardzo dawna były na liście moich chciejstw. Gdy kupiłam pierwszą piankę do mycia twarzy, po prostu się w niej zakochałam od pierwszego użycia. Dlatego też podczas zakupów sięgnęłam po kolejne produkty tej firmy. I o ile do działania pianki odmładzającej oraz toniku nie mam żadnych zastrzeżeń, o tyle peeling okazał się niestety ogromnym bublem. Dlaczego?  O tym w dzisiejszym wpisie.


SKŁADNIKI

Aqua, Organic Iris Extract, Organic Zingiber Officinale extract, Butyrospermum Parkii Butter, Prunus Armeniaca Seed, Caprylic/capric Triglycerides, Cetearyl Alcochol, Glycerin, Punica Granatum Seed Oil, Glyceryl Stearate, Xanthan Gum, Perfume, CXitric Acid, Sorbic Acid, Benzyl alcohol.

Jeśli chodzi o skład kosmetyku to jest on bardzo dobry. Znajdziemy tutaj ekstrakty z kosaćca oraz imbiru, które mają działanie oczyszczające, nawilżające oraz przeciwzapalne. Masło shea oraz olej z granatu mają za zadanie odżywić naszą skórę oraz ją uelastycznić. Drobinkami ściernymi peelingu są pestki moreli oraz granatu. Czytając skład tego produktu byłam przekonana, że będzie rewelacyjny. Bałam się nawet, czy nie będzie zbyt mocny, gdyż jest przeznaczony do skóry tłustej, mieszanej oraz trądzikowej, a moja jest raczej sucha. 
Niestety okazało się, że dobry skład wcale nie musi oznaczać dobrego kosmetyku. Już przy pierwszym użyciu wiedziałam że się nie polubimy. Okazało się ,że produkt jest bardzo rzadki. Wręcz wypływa automatycznie po otworzeniu tubki. Drobinek peelingujących jest bardzo niewielka ilość, praktycznie nie czuć działania ściernego. Jest to bardzo delikatne działanie wręcz znikome. Na pewno nie sprawdzi się przy grubej, tłustej skórze i prawidłowo jej nie oczyści. Myślę, że może osoby ze skórą wrażliwą byłyby z niego zadowolone. Przez tę konsystencję jest to również produkt bardzo niewydajny. Trzeba go nakładac na twarz kilkukrotnie, aby odpowiednio złuszczyć naskórek. Często przecieka też przez palce. Dlatego momentalnie mi się skończył. 
Mimo tej wtopy nie skreślam kosmetyków EO Labarotaorie i chętnie sięgnę po inne produkty. Lubicie tę firmę? Może macie swoich ulubieńców wśród tych kosmetyków?



lipca 18, 2018

Moja wakacyjna pielęgnacja twarzy.

Moja wakacyjna pielęgnacja twarzy.
Hej!

Pogoda nas ostatnio nie rozpieszcza. Jest strasznie parno i duszno. Miałam nadzieję, że deszcz trochę oczyści to powietrze, ale niestety nic takiego się nie stało.  Przez tę  ciężką pogodę nie mam ochoty na wychodzenie z domu i jestem totalnie bez sił. Sprawia to też, że nie mam ochoty się malować. Ale oczywiście nie odpuszczam codziennej pielęgnacji twarzy. Co prawda latem jest ona bardzo minimalistyczna. Moja skóra mniej się w tym czasie przesusza w związku z tym mogę zrezygnować z ciężkich i tłustych kremów, które uwielbiam w zimniejszym okresie.


Swoją poranną pielęgnację rozpoczynam od umycia twarzy delikatnym żelem. Obecnie moim ulubionym produktem jest delikatny żel micelarny z olejem z lnu z Tołpy. Bardzo lubię ich żele, mają przyjemną konsystencję. Po umyciu buzia nie jest ściągnięta ani napięta. Tego żelu używam także wieczorem do oczyszczenia twarzy po całym dniu. Następnym etapem pielęgnacji jest użycie nawilżającego toniku do twarzy. Bardzo lubię te, które mają atomizer, gdyż można ich używać także w ciągu dnia w celu odświeżenia i ochłodzenia twarzy. Tonik Cossi Fulleren cudownie nawilża skórę i przygotowuje ją pod kolejne etapy pielęgnacji. 

SZUNGIT - SIŁA KAMIENIA Z KOSMOSU.





A kolejnym takim etapem jest oczywiście nałożenie kremu pielęgnacyjnego. Ostatnio moje serce skradł krem Apple Queen z Bartos. Według mnie jest to krem idealny. Ma świetny skład i zapewnia mojej skórze wszystko to, czego aktualnie potrzebuje. Może być również stosowany jako krem pod oczy. W dni kiedy jednak gdzieś wychodzę nakładam obowiązkowo krem z wysokim filtrem. Obecnie kończę krem Lazy&Joy od Holika Holika z SPF50. Ma urocze opakowanie z lusterkiem więc możemy go włożyć do torebki. Krem ma w sobie filtry mineralne przez co lekko bieli skórę, ale jest bardzo skuteczny. Moja twarz ma obecnie tendencję do powstawania przebarwień, to wina hormonów, a on przed tym bardzo dobrze chroni. Nie zapominam również o ochronie delikatnej skóry warg. Carmex ma po pierwsze filtr SPF15, który ochroni przed promieniowaniem , ale także miętowy smak, który odświeża i ochładza.

HIT CZERWCA! - BARTOS APPLE QUEEN KREM Z KOMÓRKAMI MACIERZYSTYMI JABŁONI DOMOWEJ




Oczywiście po całym dniu, nawet jeśli nie nosimy makijażu, wskazane jest dokładne umycie twarzy. Jeśli mam na cerze krem z filtrem to oprócz żelu do twarzy używam także olejku myjącego,  który zmyje tę tłustą i dosyć ciężką konsystencję. Raz w tygodniu wykonuję peeling twarzy. Ostatnio polubiłam się z peelingami enzymatycznymi. Bardzo pozytywnie zaskoczył mnie produkt z 3 enzymami od Tołpy. Bardzo delikatnie, ale skutecznie radzi sobie z martwym naskórkiem. Również raz w tygodniu wykonuję maseczkę oczyszczającą. I tutaj również fajnie sprawdziła mi się maska z Tołpy. Jak widzicie ten duet już dobija powoli dna. Natomiast jeśli w ciągu tygodnia potrzebuję większego nawilżenia to nakładam maskę w płachcie lub kremową maskę nawilżającą. Pozostałe kroki pielęgnacji wykonuję tak jak rano.  


Moja cera obecnie wygląda następująco i muszę stwierdzić, że nie mam z nią większych problemów.



A Wy stosujecie rano inną pielęgnację niż wieczorem, czy też podchodzicie do tematu tak leniwie jak ja?

lipca 12, 2018

Skuteczne oczyszczanie twarzy z balsamami od Czarszki

Skuteczne oczyszczanie twarzy z balsamami od Czarszki
Hej! 

Chyba nikt z Was nie ma złudzeń, że podstawą każdej prawidłowej i skutecznej pielęgnacji skóry jest dokładne jej oczyszczenie. Niezależnie od tego jakich kosmetyków używacie: drogeryjnych, czy naturalnych; jak się malujecie: mocno, czy wcale. Codzienne wieczorne oczyszczanie skóry jest po prostu konieczne. W przypadku makijażu, myślę że jest to jasne. że nie kładziemy się spać zanim tego wszystkiego nie usuniemy. Ale także, gdy nie wykonujemy makijażu to nasza skóra w ciągu dnia produkuje sebum, poci się (zwłaszcza teraz) i przyklejają się do niej zanieczyszczenia i kurz z całego dnia. Ponadto latem używamy chętniej kremów z wysokim filtrem, które na noc powinny być usuwane, gdyż mogą mieć tendencję do zapychania.

Dzięki odpowiedniemu oczyszczaniu odblokowujemy pory, pozbywamy się złuszczonego naskórka i dzięki temu wszystkie produkty, które nałożymy na twarz będą miały szansę zadziałać mocniej. W nocy nasza skóra regeneruje się najmocniej i najwięcej czerpie z tego, co na nią nałożymy. A na pięknej, promiennej skórze także i kosmetyki kolorowe będą prezentowały się dużo lepiej.

No dobrze, ale co w takim razie zrobić aby to oczyszczanie było rzeczywiście skuteczne. Ja już od kilku lat jestem ogromną fanką OCM w wieczornej pielęgnacji twarzy. Najbardziej w tym aspekcie przemawia do mnie własnie wersja balsamu, czy masła która na skórze delikatnie się topi. Paradoksalnie olej nie zapcha naszych porów (przy dokładnym zmyciu), a wręcz przeciwnie połączy się z sebum i je wyciągnie. 

Tak naprawdę już od dawna znam balsam Czarszki, gdyż wielokrotnie sama wykonywałam taki produkt z jej przepisu o czym mogliście przeczytać TUTAJ. Natomiast jakiś czas temu trafiły do mnie również balsamy wykonane przez samą Paulinę w wersji regulującej oraz ultradelikatnej.

Oba balsamy są zamknięte w szklanych słoiczkach z minimalistyczną, kolorową etykietą.




Regulujący balsam do demakijażu  jest kosmetykiem przeznaczonym do codziennego demakijażu i oczyszczania twarzy. Został stworzony z myślą o osobach, których cera ma skłonności do zapychania, jest zanieczyszczona, produkuje nadmierną ilość łoju lub dla tych, którzy borykają się z problemem wyprysków. Balsam zawiera między innymi oczyszczający olej laurowy, łagodzący olej tamanu, regulujący wydzielanie sebum olej z czarnuszki oraz specjalnie dobraną kompozycję olejków eterycznych z drzewa herbacianego i eukaliptusa, które poza działaniem antybakteryjnym i przyspieszającym gojenie zapewniają balsamowi odświeżający zapach.

Wersja regulująca jest najbardziej podobna do tej z przepisu. Balsam ma aksamitną konsystencję. Bardzo łatwo topi się w kontakcie ze skórą dzięki czemu możemy wykonać skuteczny masaż twarzy. Zapach jest bardzo specyficzny, dosyć mocny i ziołowy. Dodatek olejków eterycznych wspomaga gojenie się zmian skórnych oraz oczyszczanie. Produkt skutecznie rozpuszcza makijaż, nawet oczu chociaż jeśli macie wrażliwe oczy to lepiej te okolice zmyć delikatnym płynem micelarnym. Po jego zmyciu skóra jest bardzo dobrze oczyszczona i odświeżona. Mimo, że moja cera jest raczej z tych suchych balsam dodatkowo jej nie wysuszył, ani nie podrażnił.






Ultradelikatny balsam do mycia twarzy jest kosmetykiem przeznaczonym do codziennego demakijażu i oczyszczania twarzy. Został stworzony z myślą o osobach, które zmagają się alergiami, cerą naczyniową, suchą oraz bardzo wrażliwą. Balsam zawiera między innymi łagodzący olej z awokado, regenerujące masło mango i odżywcze masło shea. Odpowiednio dobrane proporcje pozwalają kosmetykowi zachować formę balsamu, zapewniając jednocześnie wygodę i skuteczność użytkowania.

INCI: Butyrospermum Parkii (Shea) Butter, Vitis Vinifera (Grape) Seed Oil, Mangifera Indica (Mango) Seed Butter, Persea Gratissima (Avocado) Oil, Olea europaea (Olive) Fruit Oil

Ten balsam jest rzeczywiście odrobinę inny. Jego konsystencja jest trochę bardziej treściwa, ale też delikatniejsza, bardziej aksamitna. Tak jak poprzednik bardzo dobrze topi się w kontakcie ze skórą i rozpuszcza nawet najtrwalszy makijaż. Balsam ten nie ma dodatku olejków eterycznych, pachnie bardzo subtelnie po prostu surowcami z których jest zrobiony. Dzięki temu możemy nim bez przeszkód wykonać demakijaż oczu. Ja osobiście bardzo lubiłam ten produkt do wykonywania masażu twarzy.



Oba produkty sprawdziły się na mojej cerze bardzo dobrze. Skutecznie radziły sobie zarówno z mocnym makijażem, jak i tylko przy zmywaniu całodziennych zanieczyszczeń. W pierwszym etapie balsamem rozpuszczam cały makijaż masując przez chwilę, a następnie zmywam ciepłą wodą. Drugim etapem jest użycie delikatnego detergentu lub ściereczki. Pamiętajcie, że tylko dobre zmycie oleju ze skóry gwarantuje, że nie będą pojawiały się wypryski. Ja preferuję tę pierwszą opcję. Używam do zmywania balsamu delikatnej pianki np. z E(C)O Laboratorie lub mydła Aleppo. Jeśli mam ochotę i czas to nakładam niewielką ilość olejku i wykonuję przez kilka minut masaż w celu rozluźnienia mięśni twarzy. Tę drugą warstwę olejku również zmywam. Osuszam twarz i nakładam swoją pielęgnację. 

Skóra po takim zabiegu jest idealnie miękka i nawilżona. Czuję, że jest dokładnie oczyszczona, ale bez uczucia napięcia, czy wysuszenia, które często zdarzało mi się, gdy stosowałam inne metody demakijażu. Dlatego też myślę, że nieprędko zamienię oleje/masła na coś innego. Bardzo kusi mnie wersja aksamitna, która podobno pachnie cytrusami. Myślę, że kiedyś po nią sięgnę. A może pokuszę się o ukręcenie czegoś własnego o właśnie takim zapachu.

Balsamy możecie dostać TUTAJ w cenie 60,00zł za słoiczek lub możecie kupić zestaw 3 miniaturek w cenie 80,00zł.

A Wy jaką metodę demakijażu preferujecie?


czerwca 30, 2018

HIT CZERWCA! - BARTOS APPLE QUEEN krem z komórkami macierzystymi jabłoni domowej

HIT CZERWCA! - BARTOS APPLE QUEEN krem z komórkami macierzystymi jabłoni domowej
Hej!

Witam Was w ten sobotni poranek znad filiżanki gorącej herbaty pitej na balkonie. Jest tak cicho, spokojnie, osiedle się jeszcze nie obudziło więc można spokojnie popracować. W tych sielskich - anielskich warunkach powracam do Was z HITEM MIESIĄCA. Tym razem okazał się nim krem, który poznałam dzięki ostatniej edycji Meet Beauty. Tym bardziej jest mi miło o tym pisać, bo jest to krem naszej rodzimej, polskiej marki BARTOS COSMETICS. Na chwilę obecną marka jest młoda i ma w swoim asortymencie trzy kosmetyki, ale mam ogromną nadzieję, że będzie się prężnie rozwijała.



W moje ręce trafił krem APPLE QUENN - Krem odmładzający o działaniu serum polecany dla skóry suchej i normalnej, także dla cer dojrzałych i wymagających oraz dla osób z Hashimoto bądź z nietolerancją glutenu. Dzięki zawartym roślinnym komórkom macierzystym z jabłoni domowej, odnawia skórę na poziomie komórkowym. Ekstrakt z czerwonej koniczyny działa przeciwstarzeniowo i poprawia elastyczność skóry. Kwas hialuronowy głęboko nawilża. Na bazie soku z liści aloesu, który koi i goi podrażnienia. Ponadto zawiera m.in. witaminy B5, B3 i E oraz olej arganowy, avocado, monoi, masło waniliowe, aby w pełni zadbać o wszystkie potrzeby Twojej skóry. Bez perfum i olejków eterycznych, dlatego stosujemy również jako krem pod oczy. Opakowanie typu air-less z nowoczesną pompką zabezpiecza produkt przed dostępem powietrza. Zużywamy krem, aż do samego końca.

Skład/ INCI :Aqua, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Caprylic / Capric Trigliceride, Glycerin, Persea Gratissima Oil*, Helianthus Annuus Seed Oil*, Butyrospermum Parkii Butter, Cetearyl Alcohol, Cetearyl Olivate, Cocos Nucifera Oil, Orbignya Oleifera (Babassu) Seed Oil, Argania Spinosa Kernel Oil*, Niacinamide, Panthenol, Sorbitan Olivate, Glyceryl Stearate, Hydrogenated Vegetable Oil, Tocopheryl Acetate, Olea Europaea Fruit Oil, Trifolium Pratense Extract, Hydrolyzed Hyaluronic Acid, Malus Domestica Leaf Cell Extract, Citric Acid, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Vanilla Planifolia (Vanilla) Oil, Gardenia Tahitensis Flower Extract, Tocopherol, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate. *z ekologicznych upraw.



Bardzo się cieszę, że dostałam właśnie tę wersję kremu. Moja skóra niestety ma tendencję do przesuszania się, szczególnie na policzkach i w okolicach nosa. Często trudno było mi ją odpowiednio nawilżyć, musiałam stosować kilkuwarstwową pielęgnację - za czym przyznam się szczerze nie bardzo przepadam. Czuję wówczas na cerze taką grubą warstwę kosmetyków, co nie do końca mi odpowiada. Natomiast krem Bartos jest naszpikowany substancjami nawilżającymi. Jest on skomponowany na bazie soku z liści aloesu (Aloe Barbadensis Leaf Juice), który działa przeciwzapalnie i odkażająco. Znajdziemy także glicerynę oraz kompleks kwasu hialuronowego (Hydrolyzed Hyaluronic Acid), które odpowiadają właśnie za to nawilżenie naskórka. Tytułowe komórki macierzyste jabłoni domowej (Malus Domestica Leaf Cell Extract) chronią skórę przed starzeniem i przywracają zdolność samoregeneracji i odnowy biologicznej oraz odbudowy zniszczonych z wiekiem struktur. Dodatkowo, zawarte kwasy owocowe zapewniają skórze blask i młody wygląd. Mamy tutaj jeszcze ekstrakt z koniczyny czerwonej (Trifolium Pratense Extract) pobudzający fibroblasty (komórki skóry odpowiedzialne za jej elastyczność i sprężystość) do syntezy kolagenu i elastyny. Wykazuje działanie antyoksydacyjne, antybakteryjne i regulujące nadmierne wydzielanie łoju. Dzięki właściwościom przeciwzapalnym, przyspiesza gojenie podrażnień. Całość uzupełniają wartościowe oleje takie jak avocado (Persea Gratissima Oil), babassu (Orbignya Seed Oil), czy z kwiatu gardenii tahitańskiej (Gardenia Tahitensis Flower Extract) które domykają nawilżenie oraz natłuszczają skórę.  Mamy także odżywcze masło shea (Butyrospermum Parkii Butter).




Jak widzicie skład jest bardzo bogaty i treściwy. W obecnej chwili używam tego kremu zarówno rano jak i wieczorem wklepując go w skórę lekko zwilżoną tonikiem z Cossi Fulleren. Tak jak sugeruje producent niewielką ilość wklepuję także w okolice pod oczami. Krem nie zawiera ani substancji zapachowych ani olejków eterycznych dzięki czemu nie podrażnia tej wrażliwej okolicy. Zapach jest odrobinę specyficzny - typowy dla kosmetyków naturalnych. Ale jest to zapach bardzo delikatny i nieprzeszkadzający w użytkowaniu.

Taka minimalna pielęgnacja jest dla mnie idealna: zajmuje niewiele czasu, a skóra nie jest obciążona. Jednocześnie jest bardzo dobrze nawilżona, jakby wypchnięta od środka. Rzadko się teraz maluję i cały dzień czuję to świetne nawilżenie na twarzy. Cudowne uczucie, bez ściągnięcia, czy napięcia skóry. Jednocześnie przy tych upałach krem nie wyświeca mi się mocno na twarzy. Przetestowała  go także moja mama, która ma cerę dojrzałą, bardzo suchą (moja to pikuś) i na dodatek wrażliwą, naczynkową. Moje wszelkie próby przekonania jej do naturalnej pielęgnacji były chybione, bo bardzo lubi to uczucie tłustości, które daje jej parafina (ulubiony krem -  o zgrozo - Bambino!) Tutaj dzięki bogatemu składowi, mamy to poczucie ochrony skóry (tej nieco tłustej warstewki), ale nie jest to nieprzenikalna warstwa, ale taka która daje naszej cerze także odżywienie i nawilżenie.

Dużym plusem produktu jest jego estetyczne opakowanie z motywem kwiatowym. Poza tym jest ono bardzo unikatowe. Mamy tutaj pompkę airless - bardzo higieniczne i ekonomiczne rozwiązanie. Pompka dozuje odpowiednią ilość produktu - rano spokojnie starcza mi jedna pompka, wieczorem nakładam dwie. Minusem tej pompki może być to, że krem zasycha na wierzchu i może ją przytykać - wówczas strzela. Ja jednak po każdym użyciu przecieram ją papierem lub chusteczką.

Muszę przyznać, że marka Bartos bardzo u mnie zaplusowała i z niecierpliwością czekam na dalszy ich rozwój i mam nadzieję nowe kosmetyki. W asortymencie jest jeszcze płyn micelarny oraz krem do skóry tłustej i mieszanej Ruby Vine - obszerną jego recenzję znajdziecie u Anetki : www.cosmeticosmos.pl Serdecznie Was do niej zapraszam.

A tymczasem życzę udanego weekendu!

Emi


maja 29, 2018

BIOCHEMIA URODY : czy warto samemu robić kosmetyki?

BIOCHEMIA URODY : czy warto samemu robić kosmetyki?
Hej! 

Czy Was również męczą te upały? Ja owszem bardzo lubię, gdy jest ciepło i słonecznie, ale temperatura 25 st.C jest dla mnie zdecydowanie wystarczająca i optymalna. Większe temperatury utrzymujące się przez dłuższy czas zwyczajnie mnie męczą... zwłaszcza teraz... w dwupaku...

Zapewne każdy z Was kojarzy stronę Biochemia Urody. To właśnie tam można kupić wszelkiego rodzaju surowce kosmetyczne. Jest to tym bardziej wygodne dla osób początkujących, gdyż na BU można kupić gotowe zestawy, z już odmierzonymi składnikami. Jest to duży plus dla osób, które się nie znają lub które nie chcą się bawić w mierzenie i ważenie surowców. Ja jakiś czas temu zrobiłam zamówienie właśnie z tej strony. Tym razem zdecydowałam się właśnie na takie gotowe zestawy:







Biochemia Urody

olejek myjący

Olejki myjące.

Jak wiecie już od wielu lat używam do demakijażu jedynie olejków myjących. Ta metoda najbardziej pasuje mojej suchej skórze. Dlatego też co chwila kupuję nowy olejek lub balsam, który podbije moje serce. Na stronie Biochemii znajdziemy bardzo duży wybór olejków do mycia twarzy w zależności od potrzeb naszej cery. Ja zdecydowałam się na olejek różany ze względu na to, że ten olej bardzo lubi moja skóra oraz drugi olejek nagietkowy, który jest odpowiedni dla cery podrażnionej oraz naczynkowej. Zestaw składa się z dwóch produktów: oleju bazowego oraz emulgatora. W domu musimy po prostu te dwie części se sobą zmieszać.

Olejki są bardzo delikatne i dosyć wodniste. Nie są one mocno gęste i ciężkie na twarzy. Ponadto emulgator naprawdę działa i olejek bez problemu zmywa się wodą nie pozostawiając na skórze tłustej warstwy. Jeśli chodzi o zmywanie makijażu to nie mam im nic do zarzucenia. Radzą sobie z tym bardzo dobrze, domywają eyeliner i tusz do rzęs bez najmniejszego problemu. To, co mi osobiście przeszkadza to to, że dosyć szybko się spłukują i nie jestem nimi w stanie zrobić dłuższego masażu twarzy. W tej kwestii wolę chyba jednak olejki, które emulgatora nie zawierają. I tak zawsze po olejku używam delikatnej pianki, niezależnie czy jest to sam olej czy z emulgatorem. Jeśli chodzi o zapachy to muszę tu wspomnieć o wersji różanej, gdyż ma ona intensywny zapach tej rośliny. Jeśli nie lubicie to odradzam. Wersja nagietkowa jest raczej neutralna o delikatnym zapachu.

Esencja na naczynka

Esencje.

Bardzo zaciekawiły mnie dostępne na stronie esencje. Tutaj również jest duży wybór, w zależności od rodzaju i potrzeb cery. Poza tym możemy dobrać sobie oddzielnie hydrolat, który najbardziej odpowiada naszej skórze.

Pierwszą esencją, którą skompletowałam była ta na naczynka. Bazowym hydrolatem postanowiłam, że będzie różany. Tutaj, tak jak w przypadku oleju bardzo lubię się z tym rodzajem hydrolatu i często kupuję kosmetyki na jego bazie. W skład zestawu wchodzi mleczko winogronowe, kompleks na naczynka (oparty na ekstraktach ze skórki cytryny, nawłoci pospolitej i ruszczyka kolczystego) oraz kwas glicyryzynowy pozyskiwany z korzenia lukrecji. Wszystkie te składniki działają łagodzaco, gojąco, przeciwzapalnie, wzmacniają drobne naczynka krwionośne i redukują zaczerwienieni.

Esencja na naczynka ma płynną konsystencję.  Ja swój przelałam standardowo do atomizera z rozpylaczem. Hydrolat różany ma intensywny zapach więc jeśli go nie lubicie wybierzcie inny. Działanie produktu oceniam jak dobre. Rzeczywiście skóra po jego użyciu była ładnie nawilżona, a jej koloryt ujednolicony, Co do naczynek to stosuję tego typu produkty prewencyjnie, gdyż w mojej rodzinie wiele osób boryka się z tym problemem. Nie jestem w stanie na obecną chwilę stwierdzić w jakim stopniu te produkty działają, ale mam nadzieję że za kilka-naście lat okaże się, że jednak działały dobrze.

Esencja nawilżająca

Najbardziej pozytywnie zaskoczył mnie natomiast zestaw do stworzenia esencji do skóry suchej. Tutaj jako podstawę wybrałam ekologiczny sok z aloesu. Do tej pory używałam tylko żeli aloesowych ale ten sok okazał się hitem. Zestaw oparty na kompleksie lipidowo-liposomowym z dodatkiem ceramidu 3 oraz witaminach B5 i B3, które nawilżają, łagodzą, poprawiają strukturę i regenerację skóry odwodnionej, suchej i szorstkiej.

Esencja wychodzi bardziej gęsta niż na hydrolacie. Dlatego nie do końca nadaje się do stosowania w atomizerze, chlusta takim dosyć gęstym strumieniem. Natomiast to jak ona działa na moją skórę jest po prostu niesamowite. Cera jest idealnie nawilżona i odżywiona. Tak, jakbym nałożyła najlepszy krem. Idealnie sprawdziła się wklepywana dłońmi, ale jeszcze lepiej posłużyła mi do nasączania masek w tabletce. 10-15 minut z takim okładem i moja skóra była super zregenerowana. Przyznam się, że często już na nią nic nie nakładałam, bo taka pielęgnacja w zupełności mi wystarczyła. Na pewno jeszcze kiedyś do niej wrócę.

Żaden z powyższych produktów mnie nie uczulił ani nie spowodował zapychania. Natomiast weźcie pod uwagę, że są to produkty bazujące na naturalnych ekstraktach roślinnych, które są silnymi alergenami. Warto zapoznać się ze wskazówkami, które są zamieszczone na stronie i wybrać to, co będzie nam najbardziej odpowiadało.

A Wy kupujecie kosmetyki do własnego wyrobu? Uważacie, że mają szansę w starciu z tymi laboratoryjnymi?

Pozdrawiam
Emi

marca 02, 2018

ILE kosmetyków posiada blogerka urodowa cz.3 PIELĘGNACJA TWARZY

ILE kosmetyków posiada blogerka urodowa cz.3 PIELĘGNACJA TWARZY
Witajcie!

Przepraszam Was za tą długą nieobecność, ale ostatnio tyle się dzieje w moim życiu, że blog musiał zejść na ten czas na dalszy plan. Ale już wszystko sobie przeorganizowałam i zmobilizowana wracam do Was.

Kontynuując swoją spowiedź kosmetoholiczki wracam z kolejnym postem na temat moich kosmetycznych zapasów. Tym razem będzie to pielęgnacja twarzy. To, co lubię najbardziej i czemu poświęcam największą ilość czasu.


KREMY

Holika Holika krem Lazy&Joy oraz cushion z SPF 50+++ otrzymałam w pudełku Asian Box (Recenzja) Krem Lazy&Joy miał bardzo specyficzną konsystencję, znajdowały się w nim takie żółte kuleczki, które rozpuszczały się pod naciskiem dłoni. Krem bardzo dobrze się wchłaniał i pozostawiał skórę mocno wygładzoną. Podobał mi się i być może w przyszłości do niego wrócę. Krem z filtrem przeciwsłonecznym jest zamknięty w uroczym cushionie z lusterkiem. To idealne rozwiązanie do letniej torebki. Sam krem nadaje się także pod makijaż. Nie bieli skóry i nie zostawia mocno tłustej warstwy. Miałam go na wyjeździe w Izraelu i nawet na pustyni sprawdził się świetnie! MIYA Call Me Later to krem z masłem shea. Jest bardzo gęsty i treściwy, ale mimo wszystko szybko się wchłania. Delikatnie pachnie. Ma naturalny, bardzo prosty skład. To dobry, podstawowy krem dla osób które mają niewymagającą cerę - bardzo podoba się mojemu mężowi i on chętnie go używa. Lotion Snail Bee High Control z Bentona bardzo mnie rozczarował. Nie jest to zły kosmetyk. Dobrze się wchłania, coś tam nawilża, nie zapycha, ale spodziewałam się czegoś więcej. Dobrze sprawdza się na dzień. Na noc to jednak za mało. Krem Bandi Hydro Control to mała tubeczka, która towarzyszy mi w torbie sportowej. Trudno mi coś więcej powiedzieć, gdyż używałam go zaledwie kilka razy. Jeśli to ten sam krem, który miałam kiedyś w opakowaniu air-less (mam wrażenie, że nazwa jest ta sama) to tamten świetnie się u mnie sprawdził. Muszę go wystawić do łazienki i używać częściej. Kremy Bandi C-White, Cosnature z solanką i rumiankiem oraz Soraya Ideal Beauty cały czas czekają na swoją kolej.


SERUM

Bielenda Super Power Mezo Serum z kwasem migdałowym. To moje ulubione serum z kwasami dostępne w drogerii. Robię sobie nim kurację po lecie, aby rozjaśnić przebarwienia i odświeżyć cerę. Świetnie się u mnie sprawdziło, gdy miałam problem z wypryskami.  Evree Magic Rose to już serum olejowe. Moja skora bardzo lubi się z olejem różanym i chętnie do niego wracam. Senelle serum rewitalizujace było moim hitem stycznia. Skóra była po nim idealnie nawilzona i miękka. Oj na pewno do niego wrócę. Serum z retinolem z LabOne oddałam mamie, gdyż nie miałam gdzie już go wpleść w pielęgnację a miał termin jedynie do lipca tego roku. Lirene z witaminami C+D jest jeszcze szczelnie zamknięte i czeka na swoją kolejkę.


PEELING

Senelle peeling do twarzy to zdecydowanie najlepszy peeling do twarzy jaki dotychczas miałam. Dobrze zluszczal martwy naskórek, a zawartość masel i olei odzywiala skórę. Zawsze zostawiłam fo na kilka minut jak maskę i dopiero później robiłam masaż. Zastępca jest peeling z Vianek. Niestety nie jestem w stanie jeszcze nic na jego temat powiedzieć, bo jeszcze go nie używałam.



TONIK

Esencje witaminowe z Bielendy to chyba jeden z ich lepszych kosmetyków. Mają przyjemne składy i świetne działanie. Niestety chyba zostały wycofane ze sprzedaży. Będąc korzyści Rossmannie natrafiłam na cenę na do widzenia i zrobiłam sobie zapas. Co ciekawe esencja z fitratem z drożdży , do cery mieszanej sprawdziła mi się dużo lepiej niż wersja do skóry suchej. Benton Aloe BHA skin toner bardzo fajnie przygotowuje skórę do dalszej pielęgnacji, zluszcza ja i delikatnie nawilża. Następnym razem wybiorę jednak coś z mniejszą ilością alkoholu. Biochemia Urody esencja nawilzajaca. Tak! Ten produkt to strzał w 10. Esencje składa się z soku aloesowego oraz prowitaminy B5. Świetnie nawiązała skórę. Sprawdziła się rewelacyjnie w metodzie 7 skin.


OCZYSZCZANIE

Garnier płyn micelarny - rzadko robię demakijaż plynami micelarnymi, gdyż moja skóra źle znosi pocieranie wacikami. Ale zawsze taki płyn mam, gdy potrzebuję coś na szybko zmyć. Najczęściej demakijaż robię olejami i cały czas szukam idealnego produktu. Niestety olejek MIYA nie do końca spełnił moje oczekiwania. Z makijażem radził sobie dobrze, ale jego samego trudno było później domyc z twarzy. Obecnie mam balsamy z Czarszki, które okazały się rewelacyjne! Drugim etapem demakijażu jest zmycie oleju i tutaj moim ulubionym produktem jest mydlo Aleppo. Miałem już wiele pianek i żeli jednak zawsze wracam właśnie do tego naturalnego mydła.  Moje ma 12% oleju laurowego .


ŻELE DO TWARZY

Rano preferuję bardzo delikatne mycie twarzy, gdyż mam cerę suchą i nie chcę jeszcze dodatkowo jej wymuszać. Często przecieram twarz jedynie tonikiem. Natomiast bardzo polubiłam się z żelem Tolpa. Ma on delikatną konsystencję, w ogóle się nie pieni a skóra nie jest po jego użyciu sciagnieta. Ma on konsystencję podobną do gęstego kwasu hialuronowego. Żelu z Marion z węglem aktywnym trochę się obawiam. Głównie dlatego, że ten składnik ns działanie mocno oczyszczające. Dam mi na pewno szansę bo jak widzicie nie mam nic innego.

MASECZKI

Nie raz już Wam wspominałam, że  ze mnie to taka maseczkowa królowa.  Uwielbiam je w każdej postaci. Zarówno te do własnej roboty jak i gotowe, w plachcie lub w kremie. Muszę przyznać, że mój maseczkowa arsenał został mocno wyczerpany i zużycia świetnie mi idą.  Maska sandalowa z Khadi zaskoczyła mnie swoim działaniem. Chętnie jeszcze kiedyś po nią sięgnę.  Obecnie w tej puszczę trzymam zieloną glinke,  ale dosyć rzadko sięgam po ten rodzaj. Jest ona dla mnie zwyczajnie zbyt mocna. Dużo lepiej sprawdza mi się glinka czerwona . Do glinek zawsze dodaje olej, który zapobiega wysychaniu glinki i odżywia skórę. Moim ulubionym jest rokitnikowy.  Na zdjeciu widzicie tez olejki eteryczne: z drzewa herbacianego i z drzewa różanego.  Ten pierwszy sprawdza się dobrze punktowo na wypryski. Oba jednak najczęściej stosuje nie ns twarz, a wkraplam do wody do kerchera kiedy sprzątam mieszkanie. Dają piękny zapach i działają antybakteryjne.

Z maseczek gotowych chętnie wracam do tych z Ziaji.  Wiem ze mają kiepski skład ale naprawdę je lubię. Z dużo lepszym składem sa maski Vianka.  Muszę koniecznie przetestować pozostałe warianty. W Biedronce często pojawiają się maski Purederm. Te widoczne na zdjęciu były naprawdę fajne, ale z łaskami tej firmy bywa niestety różnie. Bardzo rozczarowany mnie żelowe maski Efektima. Było tam tak dużo tej esencji. Maska w niej plywala a po zdjęciu ze skóry wcale nie było czuć jakiegoś ekstra nawilżenia. Dużo tej esencji się marnowalo a sam płat bardzo zjeżdża że skóry.



I to już wszystkie produkty, które aktualnie posiadam. Jestem ciekawa jak sytuacja na się u Was? Jesteście minimalistkami, czy macie rozbudowaną pielęgnację twarzy?

EMI 💋

grudnia 09, 2017

Azjatycki rytuał oczyszczający od Orientany.

Azjatycki rytuał oczyszczający od Orientany.
Witajcie!

Nareszcie mamy weekend i całe szczęście świeci słońce. Taka pogoda od razu ładuje mnie pozytywną energią.

Jak wiecie moim ulubionym sposobem oczyszczania skóry jest dwuetapowe oczyszczanie. Jako, że lubię też testować nowe produkty skusiłam się na zestaw : olej i piankę od Orientany. To pierwsze produkty tej naturalnej marki, które używałam. Jeśli jesteście ciekawe, czy się u mnie sprawdziły to zapraszam do czytania.



Pierwszym etapem azjatyckiego rytuału jest oczywiście olej. Orientana proponuje nam Odżywczy Bio Olejek do Demakijażu Neem. Jest on zamknięty w ładnej, minimalistycznej, białej butelce z zielonymi napisami. Dodatkowo butelka została zaopatrzona w wygodną pompkę. Bardzo lubię takie rozwiązanie. Produkt składa się w 98% z naturalnych olei: neem, ryżowy, sezamowy, słonecznikowy i ze słodkich midałów. Olej nie jest ciężki. Bardzo dobrze rozprowadza się po twarzy i rozpuszcza makijaż. Jest on delikatny, nie podrażnia oczu dlatego możemy go stosować do demakijażu całej twarzy. Olejem możemy zrobić dokładny masaż twarzy tak, aby doczyścić ją ze wszelkich zanieczyszczeń. Ja zawsze robię dwa mycia olejem. Za pierwszym razem rozpuszczam dokładnie makijaż, spłukuję wszystko wodą. Drugie mycie olejem jest dłuższe. Dokładnie masuję skórę we wszystkich załamaniach, szczególnie przy nosie. Dodatek oleju neem działa antywirusowo i antybakteryjnie dzięki czemu goi powstałe krostki oraz zabezpiecza przed powstawaniem nowych.  Niestety olej ten ma bardzo intensywny i jak dla mnie nieprzyjemny zapach. Czułam go jeszcze bardzo długo w nocy, nawet gdy nałożyłam pachnący olej, czy krem na twarz. 

Olej nie zawiera w sobie emulgatora dlatego nie da się go zmyć jedynie wodą. Trzeba zastosować żel lub mydło. Dla mnie to nie jest minus, gdyż własnie takich produktów używam najchętniej. Nie mogę przekonać się do produktów emulgujących. I tak zawsze stosuję jakiś żel.


Drugim etapem oczyszczania jest Nawilżająca Bio Pianka do Mycia Twarzy Grudlina Japońska. Pianka jest zamknięta również w białej buteleczce, ale tym razem z pomarańczowymi napisami. Posiada pompkę, która dozuje nam delikatną piankę. Produkt jest delikatny, nie zawiera ani SLS/SLES ani mydła. Znajdziemy w niej tylko naturalne składniki pochodzenia roślinnego. Została wzbogacona w ekstrakt z gurdliny japońskiej, która działa nawilżająco i kojąco na skórę.

Niestety pianka nie do końca się u mnie sprawdziła do wieczornego oczyszczania twarzy. Według mnie jest zbyt delikatna, pęcherzyki powietrza bardzo szybko pękają i trzeba dokładać kolejną warstwę. Miałam wrażenie, że nie do końca dobrze domywa nałożony olej. Nie chciała też współpracować ze szczoteczką Foreo Luna. Twarz szybko robiła się sucha i szczoteczka nie chciała po niej sunąć. Natomiast świetnie sprawdziła mi się do porannego mycia. Jest bardzo delikatna i pozostawia skórę nawilżoną. Nie ma uczucia ściągnięcia, co niestety często mi towarzyszy.



Podsumowując. Bardzo podoba mi się skład obu kosmetyków. Olej bardzo dobrze radzi sobie z demakijażem. Podczas jego używania nie zapchał mnie, ani nie podrażnił. Jest to dobry produkt, ale ja niestety do niego nie wrócę ze względu na bardzo intensywny i nieprzyjemny. Jeśli nie jesteście wrażliwe na zapachy i lubicie demakijaż olejami to jak najbardziej polecam.

Pianka również mi się spodobała i chętnie do niej wrócę, ale będę jej stosowała rano, gdyż jest to produkt delikatny, jak dla mnie zbyt delikatny do zmywania oleju.

Stosowałyście kiedyś kosmetyki Orientana? Może macie swoich ulubieńców z tej marki? Bardzo ciekawi mnie ich peeling enzymatyczny z papają.

Miłego weekendu!
Emi

grudnia 03, 2017

HIT LISTOPADA. Senelle Summer: Rewitalizujące serum do twarzy

HIT LISTOPADA. Senelle Summer: Rewitalizujące serum do twarzy
Witajcie!

Jak wiecie, ulubieńcy kosmetyczni nie pojawiają się na moim blogu regularnie. Wynika to z tego, że jeśli coś polubię to używam tego przez cały czas, aż się nie skończy. A nudne byłoby pokazywanie Wam ciągle tych samych kosmetyków. Wpadłam więc na pomysł, że będę publikować wpis o ulubieńcu danego miesiąca. 

W ubiegłym tygodniu na moim blogu pojawiały się recenzje kosmetyków Senelle. Muszę przyznać, że zarówno peeling jak i krem pod oczy bardzo mi się spodobały. Jednak to produkt z serii Summer skradł moje serce. Mowa oczywiście o Serum rewitalizującym do twarzy.





Bardzo lubię produkty, które mają konsystencję olejową. Serum Senelle znajduje się w szklanej butelce z pipetą. Dzięki temu możemy dozować taką ilość produktu, jaką potrzebujemy. W przypadku serum wystarczy kilka kropli, aby pokryć całą twarz. Tak, jak i inne produkty serum pachnie bardzo przyjemnie, owocowo. Kojarzy mi się z zapachem śliwek. Olejowe serum mimo swej dosyć tłustej konsystencji bardzo dobrze się wchłania i nie pozostawia lepkiej warstwy na skórze. Na mojej suchej cerze sprawdza się zarówno na noc jak i na dzień, pod makijaż. Jego konsystencja świetnie się także sprawdza do wykonania masażu twarzy.  

Sekret serum tkwi w specjalnie wyselekcjonowanych olejach: lnianym, z pestek pomidora oraz ze słodkich migdałów. Mają one za zadanie mocno nawilżyć skórę oraz ją ujędrnić. Drogocenne oleje wzbogacono o innowacyjne olejowe substancje aktywne: Oléoactif® DIAM 1% oraz Oléoactif® Pomegranate 2%. Olej z nasion kakaowca intensywnie rozświetla skórę, a witamina E jest antyoksydantem, który wzmacnia barierę naskórkową. Produkt można stosować pod swój ulubiony krem. U mnie jednak świetnie spisał się solo.




Aby jak najlepiej przetestować działanie serum, odstawiłam wszystkie inne kosmetyki i kremy. Na noc nakładałam na twarz oraz dekolt jedną pipetkę produktu. Serum ma bardzo delikatną, aksamitną konsystencję i bardzo dobrze rozprowadza się po skórze. Intensywny, owocowy zapach uprzyjemnia aplikację. Rano skóra jest świetnie zregenerowana i ujędrniona. Poza tym jest przyjemnie nawilżona. Tak, jakbym zastosowała kilka kosmetyków intensywnie nawadniających. Dlatego przed nałożeniem makijażu wystarczyło mi tylko przetrzeć twarz tonikiem i dołożyć dosłownie 3 kropelki tego serum.

Po miesiącu używania muszę przyznać, że moja cera jest w świetnym stanie. Wygląda na bardzo wypoczętą i ujędrnioną - myślę, że jest to także zasługa regularnych masaży, które wykonuję tym olejkiem. Mimo bogatego w oleje składu, kosmetyk nie zapchał mojej cery, nie pojawiły się żadne pryszcze, czy podskórna kaszka. Co więcej, mam wrażenie że moje przebarwienia trochę się rozjaśniły. Muszę przyznać, że dawno nie trafiłam na tak dobry produkt i myślę, że na stałe zagości on w mojej kosmetyczce.




Pozdrawiam!
Emi

Post powstał przy współpracy z marką Senelle. Nie wpłynęło to na moją opinię o produkcie.

Copyright © 2016 Uroda Według Blondynki , Blogger