marca 17, 2015

KALLOS LATTE - wrażenia po miesiącu używania

W lutym postanowiłam razem z włosomaniaczkami wziąć udział w akcji testowania masek firmy Kallos. Wybrałam sobie maseczkę z proteinami mlecznymi - KALLOS LATTE.
Na maseczki te trafiłam przypadkiem, będąc w HEBE. Uznałam, że za taką cenę to głupotą byłoby nie spróbować. Padło wówczas na maskę KERATIN i okazało się, że jest bardzo dobra. Mojej siostrze, której dałam odlewkę również bardzo się spodobała.
Kallos wypuścił ostatnio wiele nowych masek, gdy stanęłam przed półką nie wiedziałam na co się zdecydować. W końcu skusiłam się chyba na najpopularniejszą z masek, czyli LATTE.




OPIS PRODUKTU: Dzięki zawartości mlecznych protein ta maska dostarcza wspaniałego nawilżenia wszystkim rodzajom włosów, pozostawia je miękkie i odżywione. Idealna również do włosów po zabiegach: rozjaśnianiu, koloryzacji i trwałej. 

Skład: Aqua, Cetearyl Alcohol, Cetrimonium Chloride, Dipamytoylethyl Hydroxyethylomonium Methosulfate, Parfum, Propylene Glycol, Benzyl Alcohol, Citric Acid, PEG- 5 Cocomonium Methosulfate, Methylisothiazolinone, Sodium Glutamate, Hydroxypropyltrimonium Hydrolized Casein, Hydrolized Milk Protein, Methylchloroisothiazolinone, Sodium Cocoyl Glutamate, Hydroxypropyl Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, 5-Bromo-5-Nitro-1,3-Dioxane.


Maseczka zamknięta jest w palstikowym słoiczku, ja skusiłam się na tę mniejszą wersję 275 ml. Jest ona dosyć gęsta, bardzo dobrze nakłada się na włosy i nie spływa z nich. Ja zawsze maskę nakładam przed myciem włosów, gdyż są dosyć grube i ciężkie. Maska po umyciu zbytnio je obciąża. Moje włosy przez wiele lat były regularnie rozjaśniane farbami w najjaśniejszych odcieniach. To , co widzicie poniżej to efekt przyciemnienia włosów , teraz są one podobne do mojego naturalnego koloru. Cały czas walczę z odstającymi antenkami. Niestety włosy są mocno zniszczone i bardzo łatwo się łamią.
Od razu po spłukaniu maski włosy są tak jakby gęstsze i grubsze. Są niezwykle mile i miękkie w dotyku, łatwo się je rozczesuje. Po wysuszeniu (najczęściej naturalnie) są błyszczące i gładkie. 
Jedynym minusem maski jest moim zdaniem jej dosyć intensywny zapach, który przypomina mi skoncentrowany olejek zapachowy do ciasta. Trochę mi to przeszkadza, dlatego tej maski więcej raczej nie zakupię. Podobne efekty uzyskuję przy pomocy KALLOS BANANA , a zapach jest obłędny.

Cena masek to 5zł/ 275ml oraz ok 12 zł/ 1L ale często są na te maski promocje.




Powyższy efekt uzyskałam po zastosowaniu: Maska KALLOS LATE - 40min pod ręcznik. Następnie umyłam włosy szamponem GARNIER AVOKADO I KARITE. Nałożyłam odżywkę BANIA AGAFII z wyciągiem z igieł sosny dosłownie na 5 minut i spłukałam. Mokre włosy spryskałam odżywką TIMOTEI ACTI FRIZZ z ekstraktem z róży z Jerycha, która pomaga mi w rozczesaniu włosów. W końcówki wtarłam serum termoochronne z MARION. 
Całość wysuszyłam suszarką.


Lubicie maski KALLOS? Którą najbardziej? Wybór jest przeogromny :)

Pozdrawiam i życzę miłego dnia!
Copyright © 2016 Uroda Według Blondynki , Blogger