Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Astor. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Astor. Pokaż wszystkie posty

września 07, 2018

Ulubieńcy wakacji: Makijaż

Ulubieńcy wakacji: Makijaż
Hej!

Ulubieńcy, zwłaszcza Ci makijażowi nie pojawiają się na moim blogu zbyt często. A to głównie dlatego, że przez większość czasu używam jednych, sprawdzonych kosmetyków. Tym razem wpadło w moje łapki kilka nowości makijażowych o których myślę warto napisać.

Lato w tym roku było świetne sami przyznacie. Już dawno nie było u nas takich temperatur oraz tylu słonecznych dni. Wakacje w ciepłych krajach tym razem nie były konieczne, bo woda w Bałtyku nie straszyła swą temperaturą. Upały to jednak duże wyzwanie dla kosmetyków kolorowych. O ile przez większość czasu się nie malowałam to jednak bywały sytuacje, które tego wymagały lub po prostu danego dnia miałam ochotę na makijaż :)

Podstawowym produktem jest oczywiście podkład. A w moim wypadku był to krem BB z Lily Lolo w odcieniu Light. Okazał się moją wielką miłością już od pierwszego użycia. Jest bardzo lekki i delikatny także jeżeli macie cerę problematyczną, albo lubicie mocne krycie to pewnie nie przypadnie Wam do gustu. Dla mnie był to zdecydowanie strzał w 10. Dawał mi lekkie krycie i rozświetlenie, skóra po jego użyciu wyglądała naturalnie i zdrowo - spokojnie radzi sobie z drobnymi zaczerwienieniami. Najczęściej to mi wystarczało - dokładałam tylko tusz do rzęs i pomadkę i byłam gotowa ;) 



  • Mineralny makijaż z Lily Lolo


  • Natomiast, gdy robiłam większy make up, chciałam żeby makijaż był bardziej trwały dokładałam puder mineralny. Annabelle Minerals matujący puder bardzo dobrze wygładza i utrwala makijaż. Jest on delikatny, a mat nie jest bardzo mocny ani płaski, bardziej satynowy. Dużym plusem jest to, że nie przesusza mojej skóry jak to niestety ma w zwyczaju wiele pudrów. 



    Bronzer nie należy do moich ulubionych kosmetyków, przyznaję, że rzadko go stosuję. Natomiast latem lubię sobie trochę tego brązu dodać na policzkach. Tym bardziej w tym roku, kiedy słońca wręcz unikałam. W swoich bronzerach unikam bardzo zimnych tonów używanych do konturowania. Wyglądam w nich niekorzystnie i wręcz na brudną - mam zdecydowanie ciepły odcień karnacji i takie kolory mi nie pasują. Zdecydowanie bardziej lubię się lekko opalić niż jakoś szczególnie wykonturować :) Do moich ulubieńców w tym roku trafiła paletka do konturowania ze Sleek.  Ulubionym produktem z tego trio jest właśnie bronzer. Jest on dosyć delikatny, nie jakoś mocno napigmentowany, nie da się nim zrobić krzywdy ani plam- dla takiego laika jak ja to ogromny plus. Róż jest mieniący się, w kolorze rose gold - chyba jest to odpowiednik słynnego Orgasm (nie wiem nie miałam). Ładnie ożywia cerę i nadaje jej blasku. Niestety minusem jest to, że jest bardzo kruchy i już kilka razy był przeze mnie reanimowany :( Uzupełnieniem trio jest rozświetlacz. Jest on delikatny, nadaje się do dziennego makijaż, tworzy ładną taflę bez widocznych drobinek. Paletka jest fajnym rozwiązaniem na wyjazdy, gdyż mamy wszystkie trzy produkty w jednym miejscu.



    Jeśli chodzi o brwi to tutaj najlepiej również spisywała mi się paletka, Brow Kit od Gosh. Znajdziemy w niej 3 pudry do brwi oraz wosk. O ile najciemniejszy puder jest dla mnie zbyt ciemny i praktycznie go nie używam o tyle dwa pozostałe mieszam sobie w zależności od tego jak mocny efekt chce uzyskać. Cienie mają bardzo fajną konsystencję, nie są mocno suche i nie sypią się. Wos lekko dyscyplinuje rzęsy, ale nie jest to bardzo mocny utrwalacz. Jeśli mam ochotę na bardziej ujarzmione i utrwalone brwi to stosuję dodatkowo Creamy Eyebrow Mascara w odcieniu Beige Blonde z Delia. Uwielbiam mascary z takimi małymi spiralkami dzięki którym można wygodnie ułożyć włoski.




    Jeśli chodzi o makijaż oczu to pewnie nie zdziwi nikogo fakt, że moim ulubieńcem została paletka Anastasia Beverly Hills Soft Glam. Odkąd ją dostałam używam za każdym razem kiedy maluję powieki :) Cienie błyszczące mnie wprost zachwyciły! A szczególnie cień Rose Pink oraz matowy Dusty Rose. Zazwyczaj robię makijaż tylko przy użyciu tych dwóch odcieni. Uzupełnieniem makijażu oczu jest oczywiście tusz do rzęs. Długo opierałam się przed naturalnymi mascarami, a to dlatego że opinie o nich są różne. Większość z nich niestety tylko lekko barwi rzęsy i nie jest trwała. Postanowiłam przekonać się o tym na własnej skórze i wypróbowałam Coleur Caramel Backstage Mascara. Ten tusz jest rewelacyjny! Ma silikonową szczoteczkę, niedużą która bardzo dobrze rozdziela i rozczesuje rzęsy. Szczoteczka jest mała i poręczna dzięki czemu wygodnie wytuszujemy zarówno górne rzęsy jak i dolne. Przy tym formuła tuszu jest na tyle gęsta, że ładnie podkreśla i pogrubia rzęsy. Tusz jest trwały, nie kruszy się ani nie rozmazuje. Muszę przyznać, że przebił wiele tuszy drogeryjnych.






    Ostatnim etapem mojego makijażu są oczywiście usta. Nie wyobrażam sobie nie mieć pomalowanych ust. Gdy mam minimalistyczny makijaż twarzy często wybieram coś intensywnego. Ostatnio odnalazłam w swoich makijażowych zapasach Matte Lip Butter z Astor w przepięknym kolorze nasyconego różu. Była to pierwsza moja pomadka w kredce. Jest ona bardzo komfortowa ze względu na swoją konsystencję , nie jest to suchy, zastygający mat. Przez to pomadka nie podkreśla faktury ust, ale jej trwałość jest całkiem w porządku.

    Natomiast najczęściej na moich ustach goszczą jednak pomadki naturalne. Uwielbiam je za to jakie są kremowe i pielęgnujące moją skórę ust. Tutaj na zmianę używałam pomadki Coleur Caramel (mam ją w formie testera) oraz pomadka z Lily Lolo Romantic Rose. Obie mają już bardziej neutralne kolory w tonacjach brudnego różu. 






    A jak Wy przetrwaliście to upalne lato? Macie swoich makijażowych ulubieńców?



    Pozdrawiam
    Emi

    Zapraszam również na moje media społecznościowe Facebook i Instagram.

    marca 26, 2017

    Kolorowa niedziela - Różowo mi ☺

    Kolorowa niedziela - Różowo mi ☺
    Witajcie!

    Dzisiaj była taka przepiękna , wiosenna pogoda , że od razu zapragnęłam koloru na ustach.  Tym razem padło na piękny intensywny róż z Astor.


     Astor Matte Color Butter to jedna z pierwszych pomadke matowych w kredce.  Pamiętam, że kupiłam ja zanim pojawiły się słynne Crayon z Golden Rose. Jeśli chodzi o konsystencję pomadki to jest ona rzeczywiście bardzo przyjemna i maślana.  Pomadka gładko sunie po ustach a kolor jest nasycony i nie tworzy przeswitow. Poza tym jej kształt umożliwia ładne wytypowanie kształtu warg. Nie potrzebujemy już konturowki. Kredka daje na ustach ładne wykończenie , ale fanki mocnego matu pewnie będą rozczarowane.  A to dlatego, że nie daje ona bardzo intensywnego matu. Nazwałbym Ci raczej takim satynowym. W porównaniu do GR jest mniej matowa i niestety odrobinę mniej trwała.  Jednak nie znaczy to, że nie trzyma się dobrze. U mnie pozostaje na ustach przez kilka godzin. Niestety przegrywa z jedzeniem. Natomiast przez to , że mocno nie zastyga jest bardzo komfortowa. Ja czuję się jakbym miała na ustach przyjemny balsam. Może sprawdzić się osobom, które mają problem ze spierzchmietymi wargami i takim które nie lubią uczucia ściągnięcia ust. Dużym plusem jest również to , że kredka jest wysuwaną więc nie musimy już jej temperowac.


    Pozdrawiam!
    Emi💋

    Media społecznościowe:


    listopada 03, 2016

    DENKO #10 PAŹDZIERNIK

    DENKO #10 PAŹDZIERNIK
    Witajcie!

    Niedawno powitaliśmy listopad dlatego pora rozliczyć się ze zużyć minionego miesiąca. Niestety, jak to na jesieni światło nie jest najlepsze do robienia zdjęć, ale mam nadzieję że jakoś to wygląda.
    Zapraszam!

    Świetny!
    Przeciętny
    Bubel!!!


    PIELĘGNACJA TWARZY:

    Skin79 Rose Waterfull Sleeping Mask ( Recenzja) - świetna, całonocna maska. Bardzo mocno nawilżała moją buzię i ją odżywiała. Na pewno jeszcze się na nią skuszę.
    Sephora Błotna maska oczyszczająca (Recenzja) - jeśli szukacie dobrej, gotowej maski oczyszczającej to serdecznie Wam polecam własnie tę. Świetnie radzi sobie z dogłębnym oczyszczaniem twarzy, wyciąga podskórne zanieczyszczenia na zewnątrz. A przy tym nie jest mocno wysuszająca. Obecnie używam maski z błotem z Morza Martwego SeeSee
    AcneDerm maść antytrądzikowa. To moja tajna broń, gdy moja cera się buntuje. A niestety zawsze to robi w tym okresie przejściowym lato/zima. Obecnie mam Skinoren, ale do tej na pewno będę wracać, gdyż jest dobra i niedroga.
    Yasumi , ampułka rozświetlająca z wit C. Produkt miał bardzo wodnistą konsystencję. Zawsze używałam wit C w formie esencji lub olejku. Niestety trudno mi cokolwiek powiedzieć, gdyż ampułka starczyła mi na kilka razy. Na pewno skóra była ładnie nawilżona i wygładzona. Obecnie testuję serum olejkowe z wit C z Pharmaceris.
    Alterra, Bio-granat, intensive serum. Bardzo ciekawe, nawilżające serum w formie żelu. Byłam z jego działania naprawdę zadowolona. Miał lekką konsystencję, która szybko się wchłaniała i nawilżała skórę. Świetnie nadawał się pod makijaż i nie nakładałam już nawet na niego kremu. Obecnie mam olejek z wit C z Pharmaceris i olejek z retinolem z Bielendy.
    Alterra Bio-granat, krem do twarzy. Tym produktem niestety nieco się zawiodłam . Miał dziwną konsystencję i jakoś specjalnie dobrze nie nawilżał. 
    Vita Liberata , maseczka samoopalająca na noc (Recenzja) Bardzo fajny produkt o zapachu ciasta cytrynowego. Dawał zdrową opaleniznę i miał przyzwoity skład.  Niestety nie kupię ze względu na wysoką cenę. 
    Gąbka Konjac z Drogierii Natura. Miałam kiedyś gąbkę Yasumi i była świetna. Niestety ten tańszy zamiennik jest słaby. Mocno zbity i twardy. Będę kupować oryginały bo bardzo lubię zmywać nimi maski do twarzy.
    Holika Holika, maseczka w płachcie, rozjaśniająca i aloesowa (Recenzja) Wszystkie maski w płacie bardzo przypadły mi do gustu. Głównie dlatego że świetnie nawilżają. Chętnie wypróbuję inne warianty.
    Bielenda, Carbo Detox, maski oczyszczające z węglem - bardzo przyjemny produkt, podobno bez węgla.  Muszę się wnikliwie wczytać w ich skład.  Jeśli chodzi o działanie to było ok. Na pewno napiszę osobną recenzję. 

    PÓŁPRODUKTY:

    Olej kokosowy, Masło kakaowe, Masło Shea, Olej rycynowy, Baza emulgująca - półprodukty które służą do zrobienia balsamu do demakijażu.  Obecnie mam olej macadamia z Nacomi, ale jednak nie radzi sobie aż tak dobrze. Chyba ponownie kupię półprodukty. Moim ulubionym sklepem jest EcoSpa. Baza emulgująca była wykorzystana do kremów domowych.

    PIELĘGNACJA WŁOSÓW:

    Isana, szampon do włosów blond. Kupiłam go jako zamiennik Johna Friedy. I muszę powiedzieć że miło mnie zaskoczył. Co prawda John mocniej rozjaśnia włosy. Ale ten szampon sprawia że nie muszę już używać odżywki (i tak to robię ). Są one bardzo gładkie i leiste,  łatwo się rozczesują, a produkt nie zawiera sylikonów. Chętnie wrócę do tej serii.
    Isana, żel do golenia , zielone jabłuszko. Miał bardzo ładny zapach, był wydajny i niedrogi. Nie zapychał maszynki i spełniał swoje zadanie. Ale to nic nadzwyczajnego. Ja się nie zachwycam produktami tego typu. 
    Isana, olejek pod prysznic. Fajnie nawilża ale okropnie pachnie. Nadaje się również do mycia pędzli.
    Garnier Fructis , Goodbye Dammage, serum na końcówki (Recenzja) cała seria bardzo przypadła mi do gustu. I chętnie do niej wrócę. Serum dobrze sklejało końcówki i nadawało im blask. Trzeba było jednak uważać ,aby nie nałożyć go zbyt dużo. 
    L'Oreal Elseve, Nutri Gloss, nabłyszczająca maska do włosów. Bardzo lubiłam starą wersję tych produktów.  Maska była bardzo lekka i jedyny efekt jaki dawała to taki, że wygładzała lekko włosy. Jednak to chyba zbyt mało. 

    ZAPACHY:

    Kringle Kandle, Gray, wosk. (Recenzja) uwielbiam ten zapach. Na pewno kupię kiedyś świecę o tym zapachu.
    Avon, Love, woda perfumowana.  Bardzo lekki i kobiecy zapach. Nic co by zapadło w pamięć, ale przyjemny.

    MAKIJAŻ:

    Avon, mgiełka utrwalająca makijaż. Ja chyba nie lubię mgiełek utrwalających. Miałam wrażenie ,że moją twarz była oblepiona. Ale bardzo podobało mi się to jak zdejmowała pudrowość z twarzy i rzeczywiście przedłużała trwałość makijażu. Mam teraz podobny fixer z Bielendy i jest podobny.
    Catrice, 010 Spending All My Honey, olejek do ust. Zdecydowanie mój ulubiony produkt. Ładnie nabłyszcza usta i je nawilża.  Mam też w wersji różowej. 
    Astor , 828 Passion Flower, lakier do paznokci. Kolor przybrudzonej śliwki,  Bardzo ładny.  Lakier miał wygodny pędzelek i był trwały.  Lubiłam go ale rzadko wracam do tych samych kolorów. 
    Eveline, 12 Pink, konturówka do ust. Bardzo ja lubiłam i stosowałam na całe usta jak pomadkę. Była miękka dzięki czemu łatwo się rozprowadzała na ustach a przy tym była trwała. 
    Avon, blondie, konturówka do brwi. Miała odpowiednią twardość i kolor który bardzo mi pasował.  Jeśli jeszcze jest w ofercie avon to chętnie ja kupię ponownie.
    Dax Cosmetix, Cashmere, baza wygładzająco-rozświetlająca. Miała bardzo lekka nawilżającą konsystencję ale rozświetlenie było słabe. Mimo dużej ilości drobinek całkowicie one znikały po przykryciu podkładem. 
    Joko, Exclusive Eyeshadow Base. Nie lubię takich baz w słoiczku,  nie lubię grzebać palcem w takich produktach. Poza tym szybko stała się twarda więc wyrzucam.
    Sensique, 10in1 , odżywka odbudowująca po sztucznych paznokciach. Bardzo przyjemny produkt chociaż wątpię aby poradził sobie z mocno zniszczonymi paznokciami. Dzięki mlecznemu zabarwieniu wyrównywał kolor płytki i nadawał jej zdrowy wygląd. Fajny i jako baza i jako samodzielny produkt. Obecnie mam założony żel na paznokcie, ale w zapasie czeka Black Diamond z Golden Rose.
    Rimmel, Wake Me Up, mascara. I tutaj mam bardzo mieszane uczucia. Z jednej strony tusz dobrze pogrubia rzęsy i ich nie skleja. Ma ładny ogórkowy zapach. Ale strasznie męczyła mnie ta ogromna szczotka. Chyba nie było dnia żebym się nią nie ubrudziła. Nie zauważyłam również odżywienia i poprawy kondycji rzęs o której pisał producent. Obecnie kończę tusz  z Eveline.
    Seche Vite, nabłyszczacz i utwardzacz do lakieru. Zdecydowanie mój ulubiony. Jego ogromnym minusem jest jednak to, że szybko gęstnieje.  Jak wrócę do lakierów standardowych (robię to cyklicznie) to mam top coat z Cuccio.
    Skin79, VipGold, BB cream. Mój wielki ulubieniec jeśli chodzi o podkłady. Mimo ze jest to krem BB to ma świetne krycie. Dla mnie jego ogromnym plusem jest kremowa konsystencja i to , że  nawilża moją twarz. Mogliście o nim poczytać w TOP3 Najlepsze podkłady.  Obecnie mam wersję Snail,  a także BB cream z Holika  Holika.

    I to już wszystkie wykończone produkty. Jestem zadowolona szczególnie z tej kolorówki której zużywanie trwa najdłużej. Jestem ciekawa , co Wy zużyłyście w ostatnim czasie.


    Miłego dnia!
    EMI :)

    maja 01, 2016

    [DENKO]#4 KWIECIEŃ 2016

    [DENKO]#4 KWIECIEŃ 2016
    Witajcie!

    Jak mija Wam majówka? W Warszawie pogoda jest nawet znośna, słoneczko świeci, ale niestety wiatr jest dosyć chłodny. Ciekawa jestem , czy przedłużyliście sobie weekend i gdzieś wypoczywacie czy , tak jak ja, musicie niestety jutro iść do pracy (całe szczęście tylko do 13) Nawet gdybym miała urlop to niestety musiałabym go poświęcić na dokończenie pisania pracy dyplomowej, gdyż terminy nieubłagalnie mnie gonią. Ale przynajmniej mogę to robić na balkonie, opatulona w ciepły sweter ;)
    Tymczasem w oderwaniu od szarej codzienności zapraszam Was na comiesięczne denko.

    Świetny produkt!
    Przeciętny.
    Uwaga Bubel!!!


    1. W małym pudełeczku po sypkiej wit. C miałam swój Krem Do Twarzy na bazie z Masła Mango Naparem z Zielonej Herbaty i Żelem Hialuronowym. Nie pokazywałam Wam moich wcześniejszych kremów, bo różnie mi one wychodziły i często nie byłam z nich zadowolona. Ten wyszedł mi naprawdę dobrze, zarówno pod względem konsystencji jak i działania. Muszę tylko popracować jeszcze nad zapachem moich kosmetyków :) Pokażę Wam, gdy ukręcę następny, ale na razie mam krem nagietkowy z Sylveco.

    2. Nacomi, Czarne Mydło [RECENZJA] Bardzo dobry produkt do oczyszczania twarzy i ciała. Dobrze spisywał się jako peeling enzymatyczny i chętnie kiedyś do niego wrócę. Obecnie do głębszego oczyszczania twarzy mam mydło Aleppo z 12% olejem laurynowym.

    3. Nacomi, Biała Glinka. Bardzo lubię naturalne glinki, gdyż mogę dowolnie modyfikować ich działanie poprzez dodawanie poszczególnych składników. Te z Nacomi mam wrażenie, że są tak jakby słabsze w działaniu niż te , które kupuję na stronach z półproduktami ( naturalnepiekno.pl , ecospa.pl) lub chociażby ta z Mokosh o której pisałam TUTAJ. Dlatego chyba na glinki Nacomi już się nie skuszę. Nie są złe, ale jednak czegoś im brakuje.

    4. Vichy, Teint Ideal. próbka podkładu rozświetlającego z gazety. To najgorszy podkład jakiego kiedykolwiek używałam. Miał rozświetlić i nawilżyć cerę, a chyba na drugim składzie miał alkohol. Już jak go otworzyłam to niemiłosiernie śmierdział spirytusem. Fuj! W ciągu 5 minut okropnie wysuszył i wręcz spalił mi cerę. Całe szczęście nakładałam go wieczorem , bo kolor był zbyt ciemny i chciałam tylko zobaczyć jak się sprawdzi. Kolejny dowód na to, że kosmetyki Vichy mają w sobie coś co mi nie służy. Za każdym razem kiedy używam czegoś od nich kończy się ogromnym podrażnieniem i nie ważne czy są to kosmetyki do pielęgnacji (Idealia) czy te kolorowe.

    5. Ziaja, Liście Zielonej Oliwki. Nie będę się powtarzać , chętnie kupuję i kupować będę. Gdy ogarnia mnie leniuszek to aplikuję na twarz właśnie takie gotowce.


    6. Avene, Woda Termalna [RECENZJA]. Na co dzień nie mam potrzeby używania tego typu produktów i długo nie widziałam nic zachwycającego w tej wodzie oprócz tego, że świetnie odświeżała twarz w upały, ale to potrafi zrobić każdy hydrolat czy tonik w atomizerze. Moje zdanie uległo zmianie , gdy zaczęłam kurację kwasem glikolowym. Woda świetnie zdejmowała zaczerwienienie, uspokajała cerę oraz ją nawilżała. Kupię w przyszłym roku na jesieni , gdy wrócę do kuracji. Teraz mam tonik różany z Evree.

    7. Bioderma Sensibio, Płyn Micelarny. [RECENZJA] Niestety moje ogromne rozczarowanie, ale może spodziewałam się zbyt wiele, bo naczytałam się tych ochów i achów na blogach. Może gdybym miała cerę wrażliwą, albo wrażliwe oczy to wówczas dostrzegłabym różnicę. A tak....z wielką radością wróciłam do mojego ukochanego lipowego płynu z Sylveco o którym przeczytacie TUTAJ

    8. AVA, Serum 100% witaminy C. Bardzo przyjemne, żelowe serum które ładnie rozświetlało i nawilżało cerę. Było delikatne. W tamtym roku używałam Flavo-C Forte, ale bardzo mnie podrażniało. Jednak moja skóra w tamtym roku się mocno buntowała więc ostatecznie nie wydałam na jego temat żadnej opinii. Serum Avy było bardzo delikatne, miało mniejsze stężenie wit C , ale jednak trochę rozjaśniło moje przebarwienia. Świetnie sprawdzało się jako serum pod krem na dzień. Chętnie jeszcze do niego wrócę.

    9. AVA, Hydranov. To serum miało być lepsze w działaniu niż zwykły kwas hialuronowy, ale ja niestety nic takiego nie zauważyłam. Owszem miało fajną konsystencję, szybko się wchłaniało i nie pozostawiało lepkiej warstwy. Ale nie dawało praktycznie żadnych efektów. Po jakimś czasie zaczęłam je łączyć z olejkiem RevitaPerilla z Evree (tak robię ze zwykłym żelem hialuronowym) i wtedy dawało radę. No i ta beznadziejna pompka ( chociaż to pewnie wina konsystencji serum), która nie potrafiła nabrać tego żelu.


    10. Babydream, Olejek. Używałam go zarówno na włosy jak i na mokre ciało. Niestety niczym szczególnym się nie wyróżnił. Chyba lepiej sprawdzają mi się w tej roli czyste oleje np kokosowy czy jojoba. Spróbuję jednak jeszcze wersji Fur Mama, która jest tak mocno chwalona przez blogerki.

    11. Garnier Fructis, Goodbye Dammage, odżywka do włosów. Bardzo polubiłam tę serię do włosów i żałuję, że już mi się skończyła. Zostało mi tylko serum na końcówki. Chętnie do niej wrócę. Obecnie kupiłam Elseve Nutri-Gloss . Szukałam TEJ wersji jednak jej nigdzie nie mogę znaleźć. Kupiłam szampon i maskę w ciemnoróżowym opakowaniu sądząc , że będzie to zamiennik. Ale chyba ten duet sprawił, że dostałam łupieżu ...wrrr... :(

    12. Johnson's , Szampon dla dzieci. Trafił do mnie przypadkiem  gdyż mąż kupił mi go w Rossmannie zamiast Babydream ( nie było i pani ekspedientka doradziła mu ten). Powiem Wam, że nawet fajnie się u mnie sprawdził. Ma SLS ale na jednym z dalszych miejsc dlatego myje delikatniej niż tradycyjne szampony, a przy tym nie plącze i mi włosów tak jak te naturalne.


    Robiłam tez porządki w moich lakierach do paznokci i wytypowałam kilka sztuk do wyrzucenia :

    13. Rimmel Salon PRO Lycra , Kate, 711 Punk Rock. Kiedyś bardzo lubiłam ten lakier. Ma taki nieokreślony fioletowo-grafitowy kolor. Świetnie wyglądał na krótkich paznokciach. Niestety ma już kilka lat, została go odrobina na dnie, ale jest zgęstniała , a już przeszła mi na niego "faza" więc nie będę go rozcieńczać specjalnym preparatem z Inglota. Ogólnie świetne , trwałe lakiery. Polecam Wam, bo potrafił się u mnie trzymać nawet tydzień!!! To tak a propos promocji w Rossmanie. Mam jeszcze w kolorze różowym.

    14. 15 Essie, Fiji i różowy kolor o nieznanej nazwie. Generalnie lakiery Essie nie zrobiły na mnie jakiegoś większego wrażenia, gdyż trzymają się u mnie tak samo dobrze jak np lakiery Golden Rose czyli ok 5 dni. A cena jest nieporównywalna. jedyne, co przemawia za ich kupnem to przepiękne i niepowtarzalne kolory. I to, że naprawdę wolno gęstnieją. Oba zużyłam niemalże do końca. Dlatego w Nowościach, które niebawem się pojawią zobaczycie aż 3 w tym ponownie Fiji w którym jestem zakochana.

    16. Sensique, Strong and Trendy Nail. Rzadko noszę granatowe paznokcie, ale kiedyś potrzebowałam lakieru w tym kolorze, aby pasował mi do sukienki na wesele. Kupiłam ten bo był po prostu tani. I powiem Wam, że był bardzo ładny i dobrze się trzymał (chociaż nie jestem najlepszą osobą do testowania pod tym względem lakierów, bo wszystkie dobrze się trzymają ). jedyne , co mi przeszkadzało to bardzo długi i cienki pędzelek. Z przyjemnością zużyłam niemal do końca.

    17. Astor, Fashion & Studio. Kupowałam ten lakier przez internet i kompletnie pomyliłam się z kolorem. Moje dłonie po jego użyciu wyglądają na sine. Próbowałam na nogach ale tez mi się nie podoba. Żadna koleżanka ani siostra też nie chce....próbowałam. Więc idzie do kosza.


    I to już wszystko na dzisiaj.

    A jak tam Wasze zużycia? Mieliście coś z moich "śmieci"?

    Zapraszam Was serdecznie do odwiedzenia mojej strony na Facebooku oraz nowego konta na Instagram.

    Copyright © 2016 Uroda Według Blondynki , Blogger