Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Missha. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Missha. Pokaż wszystkie posty

marca 28, 2018

DENKO STYCZEŃ-MARZEC 2018: Produkty zużyte i ich następcy.

DENKO STYCZEŃ-MARZEC 2018: Produkty zużyte i ich następcy.
Witajcie!

Oj dawno nie było u mnie projektu denko. Ostatni to ten zakańczający poprzedni rok:


Od tamtej pory oczywiscie trochę produktów mi się nazbierało, ale mam nadzieję, że sprawnie przez to przejdziemy.



Rewitalizujace serum olejowe Senelle (Recenzja) okazało się moim ogromnym ulubieńcem i wielkim hitem. Buzia po nim była doskonale nawilżona i odżywiona. Na pewno jeszcze sięgnę po to lub inne serum tej marki. Obecnie z zapasów wyciągnęłam także przeze mnie lubiany olejek Evree Magic Rose (Recenzja). To już moja 3-4 buteleczka tego olejku więc też o czymś to świadczy.
  
  

Drugi zużyty produkt pochodzi z tej samej marki i był równie świetny, co serum. Optymalizujacy krem pod oczy (Recenzja) był zamknięty w wygodnej i estetycznej buteleczce z pompką. Jego konsystencja była taka jak najbardziej lubię, czyli gęsta i treściwa, a jednocześnie nie mocno tłusta. Nadawał się zarówno na dzień jak i na noc. Na chwilę obecną szukam jakiegoś ciekawego kremu pod oczy i nie mogę się zdecydować. Na razie ukręciłam go sobie sama :)


Miya lekki oczyszczający olejek do demakijażu (Recenzja) niestety mnie nie zachwycił. Co prawda z makijażem radził sobie świetnie, ale tworzył na mojej skórze taką dziwną, trudną do usunięcia powłokę. Znam dużo lepsze olejki więc do tego na pewno nie wrócę. Za to w zamian mam (a raczej miałam, bo jeden już wykończyłam) dwa balsamy od Czarszki. Recenzja się niebawem pojawi .


Ostatnio staram się wrócić do regularnego olejowania włosów. Kiedyś przyniosło u mnie bardzo dużo dobrego i widoczną poprawę nawilżenia moich suchych włosów. Nacomi 7 olei to mieszanka różnych olei do włosów. Buteleczka ma bardzo wygodną pompkę, łatwo się dozuje produkt na włosy. Chociaż szczerze nie zauważyłam na nich jakiegoś efektu wow. Za to olej z Khadi stosuję na skalp jako wcierkę. Produkt ten ma zwiększyć porost włosów. Chciałam nim olejować całą długość, ale ma tak intensywny zapach że nie dam rady.


Peelingi skóry głowy to moje ogromne odkrycie tamtego roku. Odkąd po raz pierwszy użyłam peelingu zobaczyłam naprawdę dużą różnicę w kondycji mojego skalpu. Przede wszystkim się tak mocno nie przesusza i nie łuszczy. W ostatnim czasie zużyłam 2 peelingi z drobinkami Marion Aktywny peeling z węglem i pestkami moreli oraz Pharmaceris Oczyszczający peeling trychologiczny (Recenzja). Oba były do siebie bardzo podobne jeśli chodzi o działanie. Miały drobinki, które trzeba było wmasować w skórę głowy. Dla mnie, osoby która ma gęste włosy problematyczne jest niestety później wypłukanie ich. Dlatego chyba wolę peelingi enzymatyczne lub z mocznikiem jak np ten z Bandi (Recenzja)



Serum na końcówki to nieodłączny element mojej pielęgnacji włosów. Bez tego kroku lubią się niestety puszyć. Schwarzkopff Essence Ultimate Omega Repair to bardzo lekki balsam. Musiałam go sporo nałożyć żeby dociążyć kosmyki. W tej kwestii dużo lepiej sprawdzają mi się formuły olejowe jak na przykład Garnier Fructis Miraculous Oil.


Tak samo nieodłącznym elementem mycia moich włosów jest nałożenie maski lub odżywki. Garnier Fructis Oil Repair 3 Butter była bardzo gęsta i treściwa. Świetnie dociążała moje włosy i je wygładzała, ale nie były one po niej przetłuszczone. No i dodatkowo pachniała pięknie owocowo. Niestety odżywka Dove Pure Care Dry Oil jest całkowitym jej przeciwieństwem. Jest bardzo rzadka, spływa z włosów i trzeba jej naprawdę nałożyć bardzo dużo żeby uzyskać dobry efekt. Także pewnie pojawi się niebawem w denku.



Zużyłam dwa antyperspiranty. Rexona Invisible to według mnie jedna z lepszych propozycji. Chroni skutecznie, nie brudzi ubrań. Nie przepadam za antyperspirantami w sprayu, ale ten Dove Go Fresh dostałam w paczce PR. Miał piękny, orzeźwiający zapach, ale niestety zostawiał białe ślady. Obecnie szukam czegoś naturalnego, bez aluminium/



Po niezliczonej ilości skończonych tubek pasty Ecodenta (Recenzja) postanowiłam w końcu kupić coś innego. Padło na Sylveco. Na pewno trzeba się przyzwyczaić do jej charakterystycznego smaku, który jest bardziej ziołowy niż miętowy.



Z produktów do pielęgnacji ciała zużyłam Olejek do pielegnacji ciała Equilibra. Miał bardzo fajny skład, dobrze się wchłaniał i nawilżał skórę, ale taka mała pojemność (50ml) bardzo szybko się zużyła. W podróży zużyłam też próbkę Lotionu Cetaphil, który dostałam od dermatologa. Doprawdy nie rozumiem fenomenu tej marki. Ani nie ma zbyt specjalnego składu, ani nie nawilżył jakoś świetnie. Obecnie mam orientalny olejek z lotosem Khadi. Jednak ten zapach jest również tak intensywny, że muszę dodawać go do innych, bezzapachowych produktów. 


Jak zwykle w moim denku pojawia się ogrom saszetek i maseczek. Maseczki 7th heaven uwielbiam za ich zapachy. Mimo, że nie są to produkty naturalne to mają całkiem niezły skład i na mojej twarzy sprawdzają się rewelacyjnie. Szczególnie wersja czekoladowa z pomarańczą. Maski w płachcie Purederm znalazłam w Biedronce. Muszę powiedzieć, że to całkiem porządne maski, choć bez efektu wow. Ta ogórkowa miała orzeźwiający, chłodzacy zapach i naprawdę fajnie nawilżyła twarz. Ziaja Liscie Zielonej Oliwki jedna z moich ulubionych masek saszetkowych. Regularnie do niej wracam jak nie chce mi się rozrabiać glinki. Janda maseczka bogato regenerująca wg mnie nie ma o czym pisać, słabe są te maski. Indigo Body Lotion zużyłam do posmarowania rąk, bardzo ładny perfumeryjny zapach ale działanie znikome. L'biotica skarpetki złuszczające+zabieg parafinowy. Muszę Wam powiedzieć, że dało to bardzo fajny efekt. Mimo że za parafiną nie przepadam. Po złuszczeniu się naskórka nakłada się kolejne skarpetki i wlewa do nich ciekłą parafinę. Zakłada bawełniane skarpetki i zostawia np na noc. Rano skóra była bardzo gładka i przyjemna. Dior Forever pomijając pomarańczowy kolor to niestety podkład ten okropnie brzydko wygladał na mojej twarzy. Był bardzo suchy i podkreślał wszystkie zmarszczki (których nie mam chyba jeszcze aż tak wiele). Nacomi olej z czarnuszki zużyłamdo różnych swoich mieszanek i receptur. Świetnie sprawdził się jako wcierka do skóry głowy.

Robiłam także porządki w swoich kosmetykach kolorowych. Lakiery Golden Rose Express Dry mają małe wygodne buteleczki i można je wykorzystać praktycznie do końca. Rzeczywiście szybko schną i długo się utrzymują.  Missha lakier w pięknym neonowym kolorze dostałam w prezencie od Anety z bloga CosmetiCosmos. Wyglądał świetnie na opalonych dłoniach, ale niestety bardzo szybko zgestnial w buteleczce 😯Wibo Million Dollar Lips nr1 to matowa pomadka w moim ulubionym odcieniu brudnego różu. Był to idealny kolor na co dzień. Trzeba tylko pamiętać o regularnej pielęgnacji ust, gdyż lubi je przesuszac. Eveline Celebrites Eyeliner Chocolate Brown to mój ulubiony eyeliner. Ma piękny odcień ciemnej czekolady która bardziej pasuje mi do dziennego makijażu niż czerń. Ma wygodny pędzelek, którym łatwo namalować kreskę. Niestety ich jakość zależy od koloru, fioletowy był tragiczny. 

Tusz Mystik Warsaw Naturalite to moje pierwsze spotkanie z tą marką dostępną w Kontigo. Niestety bardzo nieudane. Tusz w ogóle nie pogrubia ani nie wydłuża rzęs. Może jedynie delikatnie je przyczernia. Dla mnie to za mało. Dużo lepszy był tusz z Eveline. Niestety nie wiem jak się konkretnie nazywa, gdyż wszystkie napisy bardzo szybko się z niego starły . Natomiast miał fajną szczoteczke, która dobrze wyczesuje rzęsy. Nie skleja ich, a ładnie podkreśla chociaż nadal jest to dosyć naturalny efekt. Zamiennikiem obu jest tusz Smashbox Full Exposure, który  zaskoczył mnie bardzo pozytywnie. Tusz bardzo fajnie pogrubia rzęsy i daje im kolor głębokiej czerni. Mimo, że mam miniaturkę to używam jej już spory czas i tusz jest nadal świeży, nie osypuje się ani nie skleja rzęs.

Moje brwi nie są bardzo wymagające. Są dosyć gęste i ciemne jak na blondynke więc nie mogę ich za mocno podkreślać. Zazwyczaj wystarczy mi przeczesanie żelem z odrobiną koloru. Mascara Brow Color nr4 była dla mnie idealna. Miała odpowiedni kolor, który tylko delikatnie podkreślał mój naturalny, dużym plusem była też malutka, precyzyjna spiralka. W jednym z konkursów wygrałam duo do podkreślenia brwi od Freedom Makeup. Były to dwa cienie w ładnych kolorach, które najlepszy efekt dawały razem. Niestety nie dane mi było zbyt długo się nimi cieszyć, bo niestety się rozkruszyly. Sięgnęłam więc po zestaw cieni Gosh Brow Kit to trzy cienie do brwi w ładnych kolorach. Dodatkowo znajduje się tam wosk, używam go ale niestety bardzo problematyczne jest jego wydobycie z tego małego kółeczka. Plusem jest lusterko, co sprawia że cały produkt świetnie nadaje się do podróżnej kosmetyczki.

Nareszcie zużyłam Snail Nutrition BB Crem od Skin79. Piszę nareszcie nie dlatego, że  był to zły produkt, a dlatego że był większy niż standardowy podkład -40g, a do tego niesamowicie wydajny. Jedna pompka w zupełności starczy na pokrycie całej twarzy. Niezmiennie zachwyca mnie bardzo gładki wygląd cery po ich użyciu.  Jakby zastosowano filtr z instagrama. Poza tym odpowiada mi ich lekko błyszczące wykończenie i nawilżające właściwości. W przypadku kremów BB trzeba jednak pamiętać o ich dokładnym oczyszczaniu, gdyż zawierają w sobie dużo silikonow i mogą niestety zapychac. Jako zamiennik stosuje mieszankę bardzo taniego, ale przyzwoitego podkladu z Biedronki Bell Illumi oraz Maybelline Fit Me, który dostałam do przetestowania niestety w zbyt ciemnym kolorze. Sam podkład jest też niestety dla mnie zbyt matowy.

Mam niestety niedobre doświadczenia ze słynną odżywka Eveline 8w1. Co prawda nie mam uczulenie na formaldehyd, ale stan moich paznokci po jej użyciu się pogorszyl. Dlatego sceptycznie podeszłam do wersji Eveline Sensitive . Ma ona w sobie delikatniejszy, naturalny aldehyd. Odżywka fajnie sprawdziła się jako baza pod lakiery, ale nie zauważyłam jakiegoś wpływu na ich stan. Obecnie kończę Sally Hansen Miracle Nailgrowth i również fajnie zabezpiecza paznokcie, ale żeby były mocniejsze lub szybciej rosły. Nie zauważyłam.



Zestaw Bielenda kwas glikolowy  towarzyszył mi dzielnie przez 2 lata. Zawsze na przełomie jesieni/zimy robiłam sobie kurację zluszczajaca i wybielajaca. Kuracja składała się z 10 zabiegów. Zaczynałam od 20% a kończyłam 30%. Po takiej serii skóra była świetnie wygladzona, świeża,  a przebarwienia zniwelowane. Suche skórki zostają zniwelowane. W zestawie był jeszcze krem na dzień z SPF oraz dwie nawilżające maski kremowe. Pamiętajcie tylko, że przy stosowaniu kwasów w domu trzeba zachować ogromną uwagę gdyż łatwo można się poparzyc.  Wcześniej chodziłam na kwasy do kosmetyczki, w domu stosowalam też słabszy kwas np migdałowy.



Na koniec zapach. Nie jestem zbyt dobra w ich opisywaniu więc pojawiają się na blogu rzadko. Wosk Wood Wick Birchwood  to bardzo subtelny zapach mokrego drewna. Kojarzy mi się z plażą i z wakacjami. Trochę też mi się kojarzy z zapachem po letnim deszczu. Naprawdę przyjemny. 

I to już całe denko. Jak Wam się podoba takie zestawienie. Lubicie, kiedy od razu pokazuje następców? Czy wolicie denko w tradycyjnej formie? 

Pozdrawiam 
Emi

listopada 05, 2017

Denko #10 Październik 2017 / Kringle Candle, Nacomi, Holika Holika, Lumene, Madara.

Denko #10 Październik 2017 / Kringle Candle, Nacomi, Holika Holika, Lumene, Madara.
Witajcie,
 
Kolejny miesiąc się skończył i nieubłagalnie zbliżamy się do końcówki roku. Głupio się tak powtarzać, ale fakt jest taki, że czas leci jak szalony. A skoro mamy koniec miesiąca to znak, że pora rozliczyć się z kolejną porcją zużytych kosmetyków. A więc zaczynajmy!



1.      Kringle Kandle Set Sail. (Recenzja) Wiosną i latem świece palę dosyć rzadko. Tę kupiłam w tamtym roku w lipcu na urodziny. Bardzo mi się podoba design tych świec. W przeciwności do Yankie, których słoik w ogóle nie trafia w mój gust. Świeca miała bardzo miły orzeźwiający i lekki zapach… trochę jak wodna bryza. Dwa knoty sprawiły, że bardzo równomiernie się paliła i jak widzicie wypaliła się mi niemalże do samego końca. Na pewno jeszcze kupię tego typu świecę, ale może inny zapach. Chodzi mi po głowie mój ulubiony Autumn Rain lub Gray.

2.      Perfecta Trufle Czekoladowe. Dostałam ten produkt w prezencie. Fuj! Cóż to był za parafinowy oblepiacz Jeszcze może bym mu to wybaczyła, gdyby zapach był ładny, a tutaj niestety również klapa. Zapach raczej czekoladopodobny. Zużyłam do stóp.

3.      Avon, Planet SPA, Luxuriously Refining. Krem do twarzy z wyciągiem z kawioru. Krem miał perłowy kolor i lekką konsystencję. Kawior, jak to w Avon był gdzieś tam na szarym końcu. Zużyłam jako balsam do ciała.

4.      Nivea Lip Butter, Wanilla & Macadamia. Moje ulubione masełko do ust. Miałam 4 rodzaje tych masełek i te owocowe ( jagoda, kokos) mają dużo lżejszą konsystencję natomiast to oraz Karmel dużo bardziej treściwą i lepiej nawilżają. Szkoda tylko, że występują jedynie w słoiczkach. Przez to używałam ich tylko w domu , stały też na biurku w pracy. Chętnie jeszcze kiedyś kupię.



5.      Avon, Planet SPA , Carribean Escape. Bardzo lubię produkty do kąpieli z Avon. Co prawda nie mają świetnych składów, ani zaskakujących właściwości pielęgnacyjnych, ale ładnie pachną i dobrze się pienią. Ten zapach był taki uspakajający i kremowy. Naprawdę poczułam się jak w spa.

6.      Alterra, Pomarańcza & Wanilia, krem pod prysznic. Szczerze mówiąc nie bardzo wyczuwałam tutaj wanilię. Całość miała konsystencję i pachniała jak krem pomarańczowy. Żele Alterra są bardzo tanie i mają dobre składy. Musicie się jednak przygotować na to, że będą się słabiej pienić. Tak już jest z naturalnymi żelami. Zapach był bardzo ładny i odświeżający.

7.      Nacomi, Kokos, pelling kawowy. Bardzo długo chodziły za mną te peelingi, ale trochę odstraszała mnie ich cena. Swój produkt można zrobić przecież dużo taniej, tym bardziej że kawę piję niemalże codziennie. W końcu skusiłam się na niego w promocji w Hebe. Pachnie jak mocno posłodzona czarna kawa, mało wyczuwam tam nut kokosa. Użyty na lekko zwilżoną skórę świetnie ją złuszcza i wygładza. Stosowany regularnie zdecydowanie ujędrnia. Chętnie kupię, ale w promocji, inne warianty zapachowe.



8.      Vianek , Intensywnie odżywczy Krem na noc. To ulubiony krem mojego męża, sam go sobie wybrał z próbek które mu dałam. Użyłam tego kremu kilka razy, ma bardzo ładny owocowy zapach i fajną konsystencję. Uważam , że kremy Vianek świetnie się u Was sprawdzą jeśli potrzebujecie podstawowego kremu nawilżającego o dobrym składzie i nie macie dużych problemów z cerą.

9.      Pharmaceris N, krem pod oczy. (Recenzja) Pisałam o nim w rozczarowaniach. Krem bardzo podrażnił mi oczy. Piekły po nim i łzawiły. Szkoda, bo miał wygodne opakowanie z pompką i fajną konsystencję. Zużyłam na dekolt.

10.   Holika Holika, Skin & Good Cera, Toner i Emulsja. To te produkty zachęciły mnie do kupienia właśnie tego typu kosmetyków. Toner to mój ulubiony moment makijażu. Po nim widziałam największe nawilżenie. W dzień nic już na niego nie nakładałam. Natomiast ogromny minus za te opakowania. Próbki były dosyć spore, starczyły mi na ok. 2 tygodnie używania. Ale co z tego, skoro ten plastik jest tak twardy, że nie dało się go zgnieść. Musiałam wręcz wytrząchiwać zawartość… i to ten toner, który miał postać żelową. A emulsję musiałam wygrzebywać cienką szpatułką. Kompletnie nie do używania w podróży.

11.   Oilan Balance, Regenerujący krem ochronny do skóry suchej i podrażnionej. Krem miał bardzo dziwną konsystencję z takim jakby piaskiem w środku. Na początku myślałam, że jest zepsuty. Potem doczytałam się, że on taki jest. Ten piasek pod wpływem wmasowywania w twarz po prostu się rozpuszczał. Krem zostawiał na twarzy delikatną powłoczkę i rzeczywiście dosyć fajnie się sprawdził, gdy dostałam uczulenia na szyi i dekoldzie. Sprawiał, że skóra mniej swędzi. Potem używałam go na twarz, żeby zużyć , ale niestety słabo sobie radził z nawilżeniem cery.

12.   Lumene, maska oczyszczająca. (Recenzja) Bardzo dobry produkt. Maska na bazie białej glinki, oczyszczała bardzo delikatnie, a jednocześnie skutecznie.



13.   Isana, zmywacz do paznokci. Jeden z moich ulubionych, regularnie do niego wracam. Zawiera Aceton i świetnie nadaje się do zdejmowania lakieru hybrydowego.

14.   Cameleo, Jedwab do włosów. Unikam szamponów i odżywek z silikonem. Natomiast niewielka ilość tego składnika wtarta w moje włosy bardzo im służy. Jedwab bardzo ładnie wygładzał i nabłyszczał końcówki, sprawiał że włosy były dociążone i ładnie się układało. Dzięki wygodnej pompce mogliśmy nałożyć odpowiednią ilość produktu na końcówki. Zbyt duża ilość dawała wrażenie przetłuszczonej, nieświeżej fryzury.

15.   Cosnature, maska do włosów z olejem z avocado. Kosmetyki tej niemieckiej marki cały czas mnie bardzo pozytywnie zaskakują. Moje włosy bardzo lubią olej avocado. Maska miała fajną, kremową konsystencję i nie spływała z włosów. Po jej użyciu były miękkie i ładnie się rozczesywały. Może nie była jakaś wybitna, ale sprawdziła się całkiem nieźle.



16.   Missha, maska w płachcie z aloesem. Bardzo fajna maska. Płachta była cienka, dobrze nasączona i świetnie przylegała do skóry. Esencja dobrze się wchłaniała w skórę i pozostawiła ją miękką i bardzo dobrze nawilżoną.

17.   Bielenda, Matt Booster Jelly Mask. Jestem bardzo zawiedziona tą maską. Miała fajną konsystencję galaretki, przyjemnie się ją nakładało. Niestety Po zmyciu w ogóle nie czułam jej działania.

18.   Bielenda, oczyszczające maski metaliczne. Maski miały płynną konsystencję i na skórze bardzo szybko zasychały. Również nie czułam jakiegoś wielkiego działania tych masek. Jedynie maska niebieska nawilżyła moją skórę i byłabym skłonna kupić ją ponownie.

19.   Janda, Maska zastrzyk nawilżenia. Niestety kolejna kiepska maska. Miała fajną konsystencję, dobrze się wchłaniała. Bardziej jak po prostu krem niż mocno nawilżająca maska.

20.   Benton, shea butter and coconut cream. Bardzo fajny, treściwy krem pod oczy. Pachniał kokosem bardzo delikatnie, wyczuwałam w nim więcej nut masła shea. Zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie i chętnie bym go kupiła w pełnej wersji.

21.   So Bio, BB cream. Tak! To był strzał w 10. Byłam szczerze zaskoczona kryciem tego kremu. Tak pięknie dopasowuje się do skóry i wygląda na niej naturalnie, a jednocześnie ujednolica jej koloryt. Kryje wszelkie zaczerwienia i przebarwienia. Daje bardzo naturalne, lekko błyszczące wykończenie.


 
22.   Madara próbki kosmetyków. Jakiś czas temu ze strony Madara zamówiłam sobie set próbek. Ogólnie muszę powiedzieć, że kosmetyki bardzo pozytywnie mnie zaskoczyły. Mają bardzo dobre składy i miłe zapachy. Na tyle mi się sprawdziły, że myślę o zamówieniu boxa z tej hiszpańskiej marki. Bardzo spodobało mi się SOS Intense serum. Skóra była po nim napompowana i świetnie nawilżona, a podkład bardzo ładnie się prezentował. Zaskoczył mnie także Moon Flower Fluid. Miał bardzo lekką konsystencję, myślałam że będzie to lekki krem tonujący, a okazał się nieźle kryjącym podkładem. Na dodatek nawilżał cerę. Również seria SMART sprawdziła mi się bardzo dobrze. Nie obyło się jednak bez wtop. I taką okazał się podkład Sun Flower. Może to kwestia po prostu złego koloru, bo Golden Beige okazał się bardzo ciemny i pomarańczowy.




 
I to już całe październikowe denko. Ciekawa jestem, czy mieliście te produkty i czy u Was się sprawdziły? A może są to dla Was kompletne nowości?
 
Pozdrawiam
EMI 

kwietnia 04, 2017

Co nowego? Marzec 2017

Co nowego? Marzec 2017
Hej!

W dzisiejszym poście chciałabym Wam zaprezentować nowości,  które trafiły do mnie w tamtym miesiącu. 

Na początku miesiąca skończyła mi się niespodziewanie moja pianka ze Skin79. 


W Biedronce za niewielkie pieniądze znalazłam piankę Tołpa Simply. 


Także w Biedronce znalazłam przepysznie pachnące żele pod prysznic Be Beauty Raspberry Vanilla i Choco Latte. Sama nie wiem, który bardziej mi się podoba.



W tym miesiącu najbardziej swoimi promocjami kusiła mnie drogeria Novaya. Skorzystałam z promocji na maski w płachcie i kupiłam 2 sztuki masek SPN.  Jedna była ze złotem,  a druga z czarną perłą.  Mówię o nich w czasie przeszłym , bo już obie trafiły do denka. 



Bardzo zaciekawiła mnie naturalna pasta do zębów. Obecnie moją ulubioną jest czarna Ecodenta. Niestety produkt LilaMai niezbyt przypadł mi do gustu, gdyż słabo odświeża oddech. Mam wrażenie takich oblepionych zębów, ale to może kwestia przyzwyczajenia.



W drogerii zauważyłam także gąbki konjac. Uwielbiam te z Yasumi. Tym razem wzięłam dwie z Mishy. Dla mnie jest wersja z białą glinką, a dla mojego męża z węglem. 



Piękna,  naturalna pomadka z Lily Lolo to zakup całkowicie spontaniczny. Mogliście o niej przeczytać w ostatnim poście. 







Skorzystałam także (z pomocą męża ) z akcji Testuj Dove i kupiłam dwa produkty za które później można dostać zwrot pieniędzy. Wybrałam szampon i odżywkę z serii Hair Advanced.



WSPÓŁPRACE :

Marzec to także sporo produktów uzyskanych w akcjach testerskich. 

Na Facebooku Bielenda udało mi się otrzymać bazę poprawiajaca koloryt skóry - Pearl Base.




Ponownie odezwał się do mnie portal wizaż.pl z propozycją testów. Tym razem otrzymałam aż trzy pełnowymiarowe maski Czysta Glinka L'Oreal oraz serum do rzęs Biotebal.






Natomiast z portalu Trusted Cosmetics przywedrowało do mnie urocze lusterko Peemer.



Ostatnią nowością  jest oczywiście zaproszenie na konferencję Meet Beauty. Bardzo się cieszę,  że będę mogła wziąć udział i spotkać się przynajmniej z niektórymi z Was.


To tyle z moich marcowych nowości.
O czym chcielibyście przeczytać w pierwszej kolejności?

Pozdrawiam
EMI


Media społecznościowe:

Copyright © 2016 Uroda Według Blondynki , Blogger