Witajcie,
Kolejny miesiąc się skończył i nieubłagalnie zbliżamy się do
końcówki roku. Głupio się tak powtarzać, ale fakt jest taki, że czas leci jak
szalony. A skoro mamy koniec miesiąca to znak, że pora rozliczyć się z kolejną porcją
zużytych kosmetyków. A więc zaczynajmy!
1.
Kringle Kandle Set Sail. (Recenzja) Wiosną i latem świece
palę dosyć rzadko. Tę kupiłam w tamtym roku w lipcu na urodziny. Bardzo mi się
podoba design tych świec. W przeciwności do Yankie, których słoik w ogóle nie trafia
w mój gust. Świeca miała bardzo miły orzeźwiający i lekki zapach… trochę jak
wodna bryza. Dwa knoty sprawiły, że bardzo równomiernie się paliła i jak
widzicie wypaliła się mi niemalże do samego końca. Na pewno jeszcze kupię tego
typu świecę, ale może inny zapach. Chodzi mi po głowie mój ulubiony Autumn Rain
lub Gray.
2.
Perfecta Trufle Czekoladowe. Dostałam ten
produkt w prezencie. Fuj! Cóż to był za parafinowy oblepiacz Jeszcze może bym
mu to wybaczyła, gdyby zapach był ładny, a tutaj niestety również klapa. Zapach
raczej czekoladopodobny. Zużyłam do stóp.
3.
Avon,
Planet SPA, Luxuriously Refining. Krem do twarzy z wyciągiem z kawioru.
Krem miał perłowy kolor i lekką konsystencję. Kawior, jak to w Avon był gdzieś
tam na szarym końcu. Zużyłam jako balsam do ciała.
4.
Nivea
Lip Butter, Wanilla & Macadamia. Moje ulubione masełko do ust.
Miałam 4 rodzaje tych masełek i te owocowe ( jagoda, kokos) mają dużo lżejszą
konsystencję natomiast to oraz Karmel dużo bardziej treściwą i lepiej
nawilżają. Szkoda tylko, że występują jedynie w słoiczkach. Przez to używałam
ich tylko w domu , stały też na biurku w pracy. Chętnie jeszcze kiedyś kupię.
5.
Avon,
Planet SPA , Carribean Escape. Bardzo lubię produkty do kąpieli z Avon.
Co prawda nie mają świetnych składów, ani zaskakujących właściwości
pielęgnacyjnych, ale ładnie pachną i dobrze się pienią. Ten zapach był taki
uspakajający i kremowy. Naprawdę poczułam się jak w spa.
6.
Alterra, Pomarańcza & Wanilia, krem pod
prysznic. Szczerze mówiąc nie bardzo wyczuwałam tutaj wanilię. Całość miała
konsystencję i pachniała jak krem pomarańczowy. Żele Alterra są bardzo tanie i
mają dobre składy. Musicie się jednak przygotować na to, że będą się słabiej
pienić. Tak już jest z naturalnymi żelami. Zapach był bardzo ładny i
odświeżający.
7. Nacomi,
Kokos, pelling kawowy. Bardzo długo chodziły za mną te peelingi, ale trochę
odstraszała mnie ich cena. Swój produkt można zrobić przecież dużo taniej, tym
bardziej że kawę piję niemalże codziennie. W końcu skusiłam się na niego w
promocji w Hebe. Pachnie jak mocno posłodzona czarna kawa, mało wyczuwam tam
nut kokosa. Użyty na lekko zwilżoną skórę świetnie ją złuszcza i wygładza.
Stosowany regularnie zdecydowanie ujędrnia. Chętnie kupię, ale w promocji, inne
warianty zapachowe.
8. Vianek
, Intensywnie odżywczy Krem na noc. To ulubiony krem mojego męża, sam go sobie
wybrał z próbek które mu dałam. Użyłam tego kremu kilka razy, ma bardzo ładny
owocowy zapach i fajną konsystencję. Uważam , że kremy Vianek świetnie się u
Was sprawdzą jeśli potrzebujecie podstawowego kremu nawilżającego o dobrym
składzie i nie macie dużych problemów z cerą.
9. Pharmaceris
N, krem pod oczy. (Recenzja) Pisałam o nim w rozczarowaniach. Krem bardzo podrażnił mi
oczy. Piekły po nim i łzawiły. Szkoda, bo miał wygodne opakowanie z pompką i
fajną konsystencję. Zużyłam na dekolt.
10. Holika
Holika, Skin & Good Cera, Toner i Emulsja. To te produkty zachęciły mnie do
kupienia właśnie tego typu kosmetyków. Toner to mój ulubiony moment makijażu.
Po nim widziałam największe nawilżenie. W dzień nic już na niego nie
nakładałam. Natomiast ogromny minus za te opakowania. Próbki były dosyć spore,
starczyły mi na ok. 2 tygodnie używania. Ale co z tego, skoro ten plastik jest
tak twardy, że nie dało się go zgnieść. Musiałam wręcz wytrząchiwać zawartość…
i to ten toner, który miał postać żelową. A emulsję musiałam wygrzebywać cienką
szpatułką. Kompletnie nie do używania w podróży.
11. Oilan Balance, Regenerujący krem ochronny do skóry suchej i podrażnionej. Krem miał
bardzo dziwną konsystencję z takim jakby piaskiem w środku. Na początku
myślałam, że jest zepsuty. Potem doczytałam się, że on taki jest. Ten piasek
pod wpływem wmasowywania w twarz po prostu się rozpuszczał. Krem zostawiał na
twarzy delikatną powłoczkę i rzeczywiście dosyć fajnie się sprawdził, gdy dostałam
uczulenia na szyi i dekoldzie. Sprawiał, że skóra mniej swędzi. Potem używałam
go na twarz, żeby zużyć , ale niestety słabo sobie radził z nawilżeniem cery.
12. Lumene,
maska oczyszczająca. (Recenzja) Bardzo dobry produkt. Maska na bazie białej glinki,
oczyszczała bardzo delikatnie, a jednocześnie skutecznie.
13. Isana,
zmywacz do paznokci. Jeden z moich ulubionych, regularnie do niego wracam.
Zawiera Aceton i świetnie nadaje się do zdejmowania lakieru hybrydowego.
14. Cameleo,
Jedwab do włosów. Unikam szamponów i odżywek z silikonem. Natomiast niewielka
ilość tego składnika wtarta w moje włosy bardzo im służy. Jedwab bardzo ładnie wygładzał
i nabłyszczał końcówki, sprawiał że włosy były dociążone i ładnie się układało.
Dzięki wygodnej pompce mogliśmy nałożyć odpowiednią ilość produktu na końcówki.
Zbyt duża ilość dawała wrażenie przetłuszczonej, nieświeżej fryzury.
15. Cosnature,
maska do włosów z olejem z avocado. Kosmetyki tej niemieckiej marki cały czas
mnie bardzo pozytywnie zaskakują. Moje włosy bardzo lubią olej avocado. Maska miała
fajną, kremową konsystencję i nie spływała z włosów. Po jej użyciu były miękkie
i ładnie się rozczesywały. Może nie była jakaś wybitna, ale sprawdziła się
całkiem nieźle.
16. Missha,
maska w płachcie z aloesem. Bardzo fajna maska. Płachta była cienka, dobrze
nasączona i świetnie przylegała do skóry. Esencja dobrze się wchłaniała w skórę
i pozostawiła ją miękką i bardzo dobrze nawilżoną.
17. Bielenda, Matt Booster Jelly Mask. Jestem
bardzo zawiedziona tą maską. Miała fajną konsystencję galaretki, przyjemnie się
ją nakładało. Niestety Po zmyciu w ogóle nie czułam jej działania.
18. Bielenda,
oczyszczające maski metaliczne. Maski miały płynną konsystencję i na skórze
bardzo szybko zasychały. Również nie czułam jakiegoś wielkiego działania tych
masek. Jedynie maska niebieska nawilżyła moją skórę i byłabym skłonna kupić ją
ponownie.
19. Janda,
Maska zastrzyk nawilżenia. Niestety kolejna kiepska maska. Miała fajną
konsystencję, dobrze się wchłaniała. Bardziej jak po prostu krem niż mocno
nawilżająca maska.
20. Benton, shea butter and coconut
cream. Bardzo fajny, treściwy krem pod oczy. Pachniał kokosem bardzo
delikatnie, wyczuwałam w nim więcej nut masła shea. Zrobił na mnie bardzo dobre
wrażenie i chętnie bym go kupiła w pełnej wersji.
21. So Bio, BB cream. Tak! To był
strzał w 10. Byłam szczerze zaskoczona kryciem tego kremu. Tak pięknie
dopasowuje się do skóry i wygląda na niej naturalnie, a jednocześnie ujednolica
jej koloryt. Kryje wszelkie zaczerwienia i przebarwienia. Daje bardzo
naturalne, lekko błyszczące wykończenie.

22. Madara
próbki kosmetyków. Jakiś czas temu ze strony Madara zamówiłam sobie set próbek.
Ogólnie muszę powiedzieć, że kosmetyki bardzo pozytywnie mnie zaskoczyły. Mają
bardzo dobre składy i miłe zapachy. Na tyle mi się sprawdziły, że myślę o
zamówieniu boxa z tej hiszpańskiej marki. Bardzo spodobało mi się SOS Intense
serum. Skóra była po nim napompowana i świetnie nawilżona, a podkład bardzo
ładnie się prezentował. Zaskoczył mnie także Moon Flower Fluid. Miał bardzo
lekką konsystencję, myślałam że będzie to lekki krem tonujący, a okazał się
nieźle kryjącym podkładem. Na dodatek nawilżał cerę. Również seria SMART sprawdziła
mi się bardzo dobrze. Nie obyło się jednak bez wtop. I taką okazał się podkład
Sun Flower. Może to kwestia po prostu złego koloru, bo Golden Beige okazał się
bardzo ciemny i pomarańczowy.
I to już całe październikowe
denko. Ciekawa jestem, czy mieliście te produkty i czy u Was się sprawdziły? A
może są to dla Was kompletne nowości? PozdrawiamEMI