Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alterra. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alterra. Pokaż wszystkie posty

listopada 19, 2018

DENKO PAŹDZIERNIK

DENKO PAŹDZIERNIK
Hej!

No i mamy jesień w pełni. Na półkach już się rozkładają Bożonarodzeniowe ozdoby ;) A ja mam dzisiaj dla Was październikowe denko. Cieszę się z kolejnych zużytych produktów, gdyż staram się odgracić z zalegających w pudle kosmetyków. Na początku roku, jak zawsze pokażę Wam moje aktualne zapasy. Mam nadzieję, że będzie ich jak najmniej.

Tamtoroczne zapasy możecie zobaczyć w następujących postach:

A tym czasem przejdźmy do denka :)


PIELĘGNACJA WŁOSÓW

Odzywki zawsze schodzą mi dużo szybciej niż szampony z tej samej serii. Odżywka Tressemme Biotin Repair miała naprawiać uszkodzenia włosów spowodowane stylizacją, szczotkowaniem i warunkami atmosferycznymi. Oczywiście nic takiego nie robiła, nie łudzę się że jakikolwiek kosmetyk może to zrobić. Natomiast była to gęsta odżywka, która fajnie wygładzała włosy i sprawiała że się nie plątały. Producent reklamuje te kosmetyki jako profesjonalne, z salonów kosmetycznych. Dla mnie to dobre, ale cały czas zwykłe kosmetyki drogeryjne. Zużyłam również odżywkę i szampon (mąż wyrzucił opakowanie) PETAL FRESH TEA TREE. (Recenzja) Bardzo polubiłam się z tą serią. Od razu ostrzegam, że ma bardzo intensywny zapach - jak olejek eteryczny z drzewa herbacianego. Mimo braku silnych detergentów szampon dobrze oczyszczał skalp i włosy. Przy okazji nie przesuszał, ani nie podrażniał skóry. Odżywka była dosyć lekka, ale nie spływała z moich włosów. Nakładałam ją także na skalp. Seria świetnie radziła sobie z podrażnieniem skóry głowy u mojego męża. Na pewno jeszcze kupię tę serię.



PIELĘGNACJA CIAŁA

ALTERRA DEO-BALSAM to naturalny dezodorant w kulce. Nie zawiera soli aluminium i ma przyjemny, cytrusowy zapach. Minusem było to, że dosyć długo się wchłaniał. Trzeba było odczekać chwilę, aby móc się ubrać. Jeśli chodzi o ochronę przed przykrym zapachem to nie mogę nic mu zarzucić.  ORGANIC SHOP MACADAMIA&AVOCADO żel pod prysznic  bez agresywnych detergentów. Żel miał bardzo subtelny zapach, był gęsty. Bardzo podobało mi się to opakowanie z pompką, wygodne do użytkowania pod prysznicem. Nie wysuszał skóry, ale jednocześnie dobrze ją mył nawet podczas upałów. ISANA ROSE DREAM pianka pod prysznic (Recenzja). Te pianki to moje małe uzależnienie. Nie mają może najlepszego składu, ale prysznic z nimi to wielka przyjemność. D'ALCHEMY ESSENTIAL BODY BALM balsam do ciała (Recenzja) o zapachu pomarańczy. Miniaturkę kupiłam razem z Elle. Bardzo ciekawił mnie balsam, za który w regularnej cenie musielibyśmy zapłacić aż 219 zł. Ma od bardzo bogaty w masła i oleje skład. Miałam ogromne nadzieje, a okazał się zwykłym przeciętniaczkiem. Nawilżenie nie było jakieś spektakularne. Znam wiele lepszych balsamów za ułamek tej ceny. EFEKTIMA peeling detoksykujący i ujędrniający (Recenzja). Miniaturki otrzymałam na tegorocznym Meet Beauty. Jak dla mnie te wszystkie peelingi różnią się jedynie kolorem. Działanie każdego jest praktycznie takie samo. Są bardzo delikatne, niedużo jest tych drobinek w środku dlatego nie kupię pełnej wersji.





PIELĘGNACJA TWARZY

BIELENDA BOTANIC SPA RITUALS podczas  promocji w Rossmannie na pielęgnację twarzy kupiłam sporo kosmetyków z tej serii. Zaciekawiły mnie dosyć dobrymi składami i bogatym asortymentem. Szczególnie przypadły mi do gustu maseczki do twarzy, a zwłaszcza ta z olejem malinowym. Była bardzo kremowa i fajnie nawilżała cerę. Maseczka z kurkumą również jest godna polecenia natomiast nie bardzo polubiłam się z maską odmładzającą - z opuncją figową i aloesem. Miała całkowicie inną konsystencję, żelową a nie kremową i jak dla mnie pachniała alkoholem. Nie widziałam po jej użyciu jakiś większych efektów. Bardzo spodobało mi się serum olej z pestek malin+melisa oraz olejek z opuncji figowej. Stosowałam te dwa produkty w duecie i bardzo dobrze nawilżały moją twarz. Nie miałam już potrzeby nakładania kremu. Myślę, że sięgnę jeszcze po inne kosmetyki z tej serii (mam tez jeszcze kilka w zapasie).


TOŁPA GREEN OILS micelarny żel do mycia twarzy z olejem z lnu. Bardzo lubię żele Tołpa. Nie zawierają silnych detergentów, nie podrażniają ani nie wysuszają mojej skóry. Bardzo lubię ich delikatną konsystencję. Świetnie sprawdzają się zarówno w porannej toalecie jak i do wieczornego zmycia oleju. ECOSPA olej z pestek moreli. Naturalne oleje zawsze znajdą miejsce w mojej pielęgnacji. Mają szerokie zastosowanie: nakładam bezpośrednio na twarz zamiast kremu, olejuję włosy, dodaję do maseczek z glinki, czy po prostu do wanny podczas kąpieli. Ten olej świetnie sprawdził mi się nakładany na wilgotną skórę po kąpieli. Szybko się wchłaniał i dobrze nawilżał skórę. Idealna sprawa zamiast balsamu. BIOLOVE CLEANSING OIL olejek do demakijażu do cery suchej. (Recenzja)Muszę przyznać, że to całkiem niezły produkt. Dobrze radził sobie ze zmyciem makijażu, także oczu. Miał dosyć tłustą, treściwą konsystencję i trzeba było poświęcić trochę czasu aby go usunąć. Producent pisze, żeby zmywać go mokrą ściereczką ja jednak nie polecam tego sposobu. Myłam twarz żelem lub mydłem dwukrotnie i ten sposób sprawdzał się rewelacyjnie.



MUSTELA balsam na rozstępy (Recenzja). VIANEK WZMACNIAJĄCA maseczka do twarzy do cery naczynkowej. Mam nadzieję, że Vianek wyprodukuje w końcu maseczki w jakiś tubkach lub słoiczkach bo bardzo je lubię. Nie inaczej było z tą. Maska ma kremową konsystencję, świetnie nakłada się na twarz i bezproblemowo zmywa. Skóra po jej użyciu jest dobrze nawilżona i gładka, promienna. Pięknie pachnie olejem sezamowym. DUETUS DETOKSYKUJĄCA maseczka z węglem aktywnym i kwasem salicylowym. Nie jestem jakąś ogromną fanką maseczek węglowych. Zazwyczaj ich działanie jest dla mnie zbyt intensywne. Jednak ta maska była całkowicie inna. Dodatek oleju sprawiał, że nie zasychała i nie podrażniała skóry. Po jej użyciu cera rzeczywiście była oczyszczona, ale nie wysuszona. FRESH&NATURAL REGENERUJĄCY balsam do ust. (Recenzja) Powiem szczerze, że to najlepszy produkt do ust jaki kiedykolwiek używałam. Miał delikatnie ziołowy zapach i idealnie nawilżał i odżywiał spierzchnięte usta. Poza tym był to produkt bardzo uniwersalny, stosowałam także do wcierania w przesuszone skórki od paznokci. Szkoda, że nie ma wersji w sztyfcie.

I to już wszystkie produkty, które ostatnio zużyłam. Ciekawa jestem, czy znacie te produkty i jakie jest Wasze zdanie o nich.


maja 02, 2018

DENKO KWIECIEŃ 2017

DENKO KWIECIEŃ 2017
Hej!

Jak Wam mija weekend majowy? Odpoczywacie, czy pracujecie? Ja na te wolne dni mam zaplanowaną serię spotkań towarzysko-grillowych. 

A tymczasem zapraszam Was na kilka recenzji o produktach zużytych w minionym miesiącu.


Khadi maska sandałowa (Recenzja) ach, co to był za świetny kosmetyk. Jak tylko trochę wykończę glinki, które posiadam to chętnie do niej jeszcze wrócę. Świetnie odżywiała skórę i ładnie wyrównywała koloryt.

Nacomi arganowy krem pod oczy - mimo, że za olejem arganowym mocno nie przepadam to ten krem spisał się naprawdę fajnie. Miał tłustą, maślaną konsystencję. Bardzo dobrze nawilżał i chronił cienką skórę wokół oczu. Jedyny zarzut mogę mieć do słoiczka - wolę opakowania z pompką, gdyż są bardziej higieniczne.

Mixa Hyalurogel (recenzja) zestaw, który trafił do mnie w ramach akcji testerskiej na wizaż.pl. Krem miał bardzo bogatą konsystencję. Idealnie nadawał się dla mojej suchej skóry jako produkt pielęgnacyjny na noc. Rano była świetnie nawilżona i gładka. Chętnie jeszcze kiedyś po niego sięgnę.

Holika Holika Lazy& Joy był to krem o przedziwnej konsystencji. Znajdowały się w nim żółte drobinki- ceramidy, które pod naciskiem palców pękały na twarzy. Sam krem bardzo przyjemnie nawilżał i pozostawiał na twarzy warstewkę ochronną. Miło go wspominam. Jeśli trafię na niego gdzieś w sprzedaży to być może jeszcze kupię.

Biochemia Urody sok z aloesu zużyłam do produkcji esencji nawilżającej, która okazała się ogromnym hitem! Miała bardzo dobre właściwości nawilżające i regenerujące skórę. Na pewno napiszę o niej więcej.

Vichy Slow Age to kolejny niewypał tej firmy, który trafił w moje ręce na jakimś blogerskim spotkaniu. Niestety po raz kolejny okazało się, że kosmetyki te mają w swoim składzie coś, czego moja skóra nie toleruje. Krem był bardzo lekki i szybko się wchłaniał jednak po kilku użyciach skóra była podrażniona i zaczerwieniona. Zużył go mój mąż jako krem na dzień, bo na noc stwierdził że jest zbyt lekki i rano budzi się z zasuszoną twarzą.

L'Oreal Skin Perfection to serum, które również nie przypadło mi do gustu. Było bardzo lekkie, jakby żelowe. Niestety zbyt słabo nawilżało. Mam wrażenie, że nic nie robiło.

W buteleczce z pipetką zazwyczaj znajduje się jakieś moje samomieszane serum do twarzy zazwyczaj składające się z żelu aloesowego lub hialuronowego i ulubionego oleju tym razem rokitnikowego. Regularnie wracam do tej mieszanki.


Alterra szampon w wersji sensitive był bardzo delikatny dla skóry głowy, ale jednocześnie skuteczny. Nie spowodował swędzenia ani łuszczenia się. Przy tym dobrze domywał włosy nawet z oleju czy maski i nie plątał ich. Myślę, że dla wielu osób plusem może być to iż jest on bezzapachowy. Jestem na tak.

Garnier Ultra Doux Intensywna odżywka z olejkiem arganowym i kameliowym. Miała bardzo dobrą konsystencję i piękny zapach. Po jej użyciu włosy rzeczywiście były gładkie i lśniące, ale nie przetłuszczone. Spisała mi się na pewno lepiej niż słynna maska z avokado.

Isana Proffesional maska z olejkami. Szczerze to nie zrobiła u mnie nic szczególnego, a wiem  że przez wiele osób i włosomaniaczek jest polecana. Raczej już do niej nie wrócę.





Nacomi Body Scrub Sweet Honey Wafers, czyli peeling o zapachu słodkich gofrów. Bardzo lubię te peelingi. Są delikatne, ale skuteczne. Pozostawiają na skórze lekką warstwę dzięki której nie ma potrzeby używania balsamu. Jedynym minusem był jego zapach. Przyjemny, ale jakby ktoś dosypał zbyt dużo proszku do pieczenia ;)

Cosnature olejek Kokos-Migdał (recenzja). Olejek, który bosko pachniał likierem amaretto. Mimo małej pojemności był dosyć wydajny. Stosowałam go do masażu ciała, olejowania włosów, ale najczęściej ze względu na zapach wlewałam kilka kropli do wanny z ciepłą kąpielą.

Lirene mgiełka bronzująca (recenzja) była naprawdę ciekawym produktem i bardzo skutecznym. Dawała efekt ładnej i równomiernej, złotej opalenizny. W miarę regularnego używania ten efekt można było pogłębiać. Niestety nie do końca odpowiadała mi forma sprayu, żebym chciała do niej powrócić, ale jeśli takie lubicie to polecam.

Nivea Silk Mousse Rhubarbar&Raspberry, uwielbiam te pianki! Maja tak śliczne zapachy oraz przyjemną, puszystą konsystencję, że mogłabym się nimi myć i myć. Obecnie testuję jeszcze pianki z Isana i na pewno pojawi się recenzja zbiorcza i porównująca :)

Alterra delikatny żel-krem myjący o zapachu malwy. Produkt miał bardzo delikatny i subtelny kwiatowy zapach. Skóra była po nim dobrze nawilżona, nie ściągnięta. Jednak ta konsystencja kremu nie do końca mi się spodobała. Miałam takie wrażenie jakbym myła się balsamem do ciała i nie mogła się domyć.

Sephora galaretka do mycia. Bardzo dziwny produkt, ładnie pachnący, ale niestety również miałam wrażenie słabego mycia chociaż nie jestem fanką pieniących się żeli z SLS to zarówno ten, jak i poprzednik byli zbyt mało odświeżający.




L,biotica maska złuszczająca do stóp. To zdecydowanie moje ulubione skarpetki z kwasami owocowymi. Bardzo skutecznie usuwają martwy naskórek i sprawiają , że skóra stóp jest miękka i gładka. W sam raz na letni czas i sezon odkrytych stóp.

The Body Shop Hemp Hand Protector (recenzja). Od 2015 roku nic się nie zmieniło. Nadal jest to mój ogromny ulubieniec i najlepszy krem do rąk, do którego wracam w sezonie zimowym. Jak na razie znalazłam tylko jeden produkt, który mu dorównał a mianowicie Make Me Bio Winter Care, ale ten krem nie jest dostępny samodzielnie, a jedynie w zestawach :( Dlatego myślę, że krem TBS jeszcze nie raz u mnie zobaczycie. 

Eveline SOS bardzo przyjemna pomadka do ust. Dobrze je nawilżała i regenerowała, ale miała bardzo dużą wadę, a mianowicie okropny smak. I pewnie dlatego więcej jej nie kupię.


L'Oreal Paradise Extatic. Sama nie wiem, co sądzić o tym tuszu. Szczoteczka była standardowa i bardzo gęsta. Sam tusz również długo był lepki. Przez to szczoteczka nabierała jego bardzo dużą ilość i oblepiała rzęsy. Naprawdę trudno mi się nim było nie ubrudzić lub nie posklejać rzęs. Ale jeśli się popracowało i ta sztuka się udała to efekt był naprawdę fajny.

Holika Holika Petit BB Cream (recenzja). Azjatyckie kremy BB to jedne z najbardziej wydajnych podkładów jakie miałam. Już niewielka ilość wystarcza, aby pokryć całą twarz. Krycie jest porządne, ale wykończenie delikatnie mokre. Moja sucha skóra takie lubi więc często nawet tego kremu nie pudrowałam. Dużym plusem jest zgrabna tubka, która zmieści się w kosmetyczce.

Ecocera puder ryżowy (Recenzja). Moja sucha skóra nie bardzo przepada za pudrami więc używam ich niezwykle rzadko. Najczęściej na większe wyjścia, gdy wiem że makijaż musi wytrzymać np całą noc lub latem, gdy skóra bardzo się poci. Puder ryżowy świetnie mi się spisuje zwłaszcza podczas upałów, gdyż mocno matowi cerę i gruntuje podkład. Dużym minusem jest jego tandetne opakowanie, ale widziałam, że chyba już zostało zmienione.



No i kolejna porcja maseczek. O Ziaji już chyba nie będę się rozwodzić. Te maski pojawiają się u mnie regularnie i bardzo je lubię. Bielenda maska w płachcie z kwasem hialuronowym: tak , jak lubię serię mezo serum z kwasem hialuronowym, tak uważam, że ta maska jest chyba najsłabszym jej ogniwem. Nie nawilża jakoś super. Płatki pod oczy Pilaten, bardzo kiepskie, odklejały się i nie widziałam większej różnicy po ich użyciu. Janda maseczka liftingująca - ot taka sobie, bez szału. Alma K peeling o ładnym, świezym zapachu. Drobinki były naprawdę delikatne, próbka była tak maleńka że zużyłam ją do twarzy. Nie wiem, czy do ciała (a do tego jest przeznaczony) nie byłby zbyt lekki.


Efektima maski żelowe o działaniu nawilżającym i ujędrniającym. Sam zamysł żelowych masek był bardzo fajny. Natomiast maski były umieszczone w ogromnej ilości płynu, ogromnej. Jak się je wyjmowało to wręcz ciekło, a w środku opakowania zostawało jeszcze tego płynu bardzo dużo. Sama maska była mocno wymięta i trudno było ją rozprostować, bo ten żel po prostu się sklejał. Poza tym po nałożeniu na twarz była tak śliska, że nawet leżąc na wznak się zsuwała. Trochę udało mi się to opanować zakładając silikonową maskę podtrzymującą. Po zdjęciu maski skóra była fajnie nawilżona (hialuronowa) lub fajnie napięta (algowa), ale chyba ze względu na ten dyskomfort używania więcej do nich nie wrócę.

I to już całe kwietniowe denko. W kwietniu ze względu na Meet Beauty i Ekocuda pojawiło się u mnie także sporo nowości, które już niebawem Wam pokażę.

Buziaki!

Emi

kwietnia 06, 2018

NOWOŚCI STYCZEŃ-MARZEC 2018

NOWOŚCI STYCZEŃ-MARZEC 2018
Hej!

Święta, święta i po świętach. Mam nadzieję, że ten czas minął Wam spokojnie i przede wszystkim w gronie bliskich. Naładowaliście akumulatory choć trochę? Tym bardziej, że wiosna chyba już na dobre się u nas rozgościła. Oby :)

Jak wiecie od jakiegoś czasu wdrażam w swoje życie plan minimalizmu kosmetycznego. Muszę przyznać, że z dużym sukcesem o czym mogliście przekonać się we wpisach: Ile kosmetyków posiada blogerka urodowa?




Jednak, jak każda kobieta mam czasem swoje zachcianki, albo zwyczajnie coś mi się skończy i trzeba dokupić. Dawno nie było nowości, a przez te 3 m-ce trochę się tego nazbierało. Zapraszam!




Peelingi rozchodzą się u mnie w tempie natychmiastowym. Często przygotowuję naturalny peeling z kawy, ale zawsze mam pod ręką gotowca. Tym razem padło na ujędrniająco-wygładzający peeling Vianek o pięknym zapachu, który kojarzy mi się z kisielem owocowym (takim w proszku). Nie jest to bardzo mocny zdzierak, ale podoba mi się w nim to, że dzięki zawartym olejom nie muszę już po jego użyciu używać balsamu. Ale dobre, gęste masło o pięknym zapachu zawsze się przydaje. Tym razem padło na Nacomi mus o zapachu shake bananowego. Jego recenzję możecie przeczytać tutaj:






Na początku roku Rossmann uszczęśliwił nas promocją 2+2 na kosmetyki naturalne. Kupiłam wówczas zestaw do pielęgnacji włosów i wrażliwego skalpu Petal Fresh Tea Tree. Zarówno odzywka jak i szampon sprawdzają się świetnie, ale nie mogę ich obecnie używać ze względu na ich zbyt intensywny zapach. Drugim szamponem jest Natura Siberica szampon przeciwłupieżowy, który kupiłam z myślą o moim mężu. Natomiast sama obecnie go używam i jest bardzo przyjemny. Z Natura Siberica kupiłam także mydło do głębokiego oczyszczania twarzy.


Pierwszy raz skorzystałam ze strony Biochemia Urody. Zamówiłam dwie świetne esencje do twarzy: jedna na bazie soku z aloesu, a druga z hydrolatem różanym. Do koszyka wpadły też olejki do demakijażu: z olejem różanym do skóry suchej oraz z olejem nagietkowym do skóry naczynkowej.



Jeszcze w grudniu na stronie Lili Natura wgrałam w rozdaniu Mikołajkowym naturalną świecę Green Dragonfly. Świeca jest ręcznie wykonana i prezentuje się pięknie na szafeczce. Niestety jej zapach po odpaleniu jest bardzo delikatny i praktycznie niewyczuwalny.


Także w grudniu na jednym z forum urodowych udało mi się za koszty przesyłki otrzymać dwa balsamy myjace Czarszka. Fioletowego była połowa, a zielony był praktycznie cały. Ich pierwotna właścicielka nie bardzo się z nimi polubiła, za to u mnie sprawdziły się świetnie. Jest to konsystencja właśnie taka jaką lubię najbardziej, gęsta i aksamitna. Na pewno lepiej mi się sprawdza niż standardowe olejki w płynnej formie. Mam ochotę jeszcze na wersję pomarańczową, ale raczej regularnie kupować ich nie będę, gdyż spokojnie potrafię taki balsamik zrobić własnoręcznie. Zresztą jest on również z przepisu Pauliny Czarszki.




Kilka zakupów z Auchan , szczerze mówiąc nie wiedziałam że mają tam szafę z naturalnymi kosmetykami. Zakupiłam nawilżającą piankę do mycia twarzy z EO Laboratorie, żel pod prysznic z olejem macadamia od Organic Shop - bardzo przyjemny i delikatny, a także nawilżajacą maseczkę Natura Estonica, która okazała się niestety wielkim rozczarowaniem. Z nienaturalnych produktów do koszyka trafił Mus Nivea Silk Vanilla&Caramel. Uwielbiam te pianki. Na pewno przygotuję dla Was recenzję porównującą z innymi tego typu produktami.


Po wielu tubkach czarnej pasty Ecodenta postanowiłam wreszcie spróbować czegoś innego. Tym razem postawiłam na ziołową pastę z Sylveco oraz mój ulubiony ziołowy płyn do płukania jamy ustnej tej samej marki.



Od jakiegoś czasu szukam także naturalnego antyperspirantu. W Rossmanie znalazłam Alterrę bez soli aluminium o zapachu cytrusowym. Jak na razie sprawdza się w porządku, ciekawe jak będzie w wakacyjne upały.




Będąc w temacie kosmetyków naturalnych złożyłam po raz kolejny zamówienie na stronie EcoSpa. Przyznam, że to mój ulubiony sklep z półproduktami. Mają świetnej jakości masła i oleje. Szczególnie do gustu przypadło mi mocno nawilżające, ale nie tak twarde jak masło shea , masło z avocado.



Od męża na Dzień Kobiet otrzymałam taki oto uroczy upominek. Matowa pomadka L'Oreal z limitowanej edycji Balmain. Szminka wygląda ślicznie i bardzo elegancko. Kolor Conffession to bardzo delikatny, naturalny kolor. Dla mnie może do naturalnego makijazu zbyt jasny, ale już przy ciemniejszym makijażu oczu prezentuje się pięknie. Szminka ma bardzo przyjemną, gładką konsystencję i na ustach daje efekt velvet matt.


Postanowiłam uzupełnić swoje zapasy lakierów hybrydowych w neutralnych kolorach, idealnych do pracy. Skorzystałam z promocji 1+1 gratis Claresa i wybrałam odcienie 200 Brown Mouse i 201 Brown Rabbit. Kolory są bardzo ładne, ale obsługa w tej firmie pozostawia bardzo wiele do życzenia.


Ta urocza paczuszka to prezent od Anetki z bloga Cosmeticosmos. Ona dobrze wie, co lubię ☺ W środku znalazły się Biolove borówkowy żel pod prysznic oraz kawowy peeling, Missha olejek do demakijażu,  własnoręcznie robione babeczki do kąpieli oraz maseczki w tabletce. 



Po wielu próbach udało mi się w końcu zamówić paletę Nabla Dreamy. Muszę przyznać, że jest to naprawdę rzecz, która cieszy oczy. Zarówno jej wygląd zewnętrzny jak i środek. Również jakość tych cieni jest bardzo wysoka.





Od sklepu Costasy otrzymałam przesyłkę z kosmetykami Lily Lolo. W paczce znalazł się kultowy już podkład mineralny w odcieniu Popcorn, rozswietlacz Star Dust , rewelacyjny Krem BB oraz pędzel super kabuki. Obecnie jestem w trakcie testowania tych produktów, używam ich przy każdym makijażu i już niebawem na blogu pojawi się recenzja.



Skusiłam się też na promocję na stronie Chiodo. Z szerokiego asortymentu wybrałam 4 kolory z kolekcji Edyty Gorniak: 700 Hello LA, 711 Flip-flops in the Sand, 714 Into the Mint, 728 Red is Bad.  I tutaj firma bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła, gdyż zamówione przed południem lakiery były u mnie już następnego dnia.




Ta słodka gromadka to kolejne zakupy z Rossmann. W kwietniu mieliśmy kolejną odsłonę promocji 2+2 tym razem na produkty do włosów. Wybrałam sobie kolejny produkt z Petal&Fresh tym razem odżywkę winogronową do włosów suchych. Bardzo zaciekawił mnie nowy krem myjący Elseve. Niestety mam wrażenie, że moje włosy są po nim niedomyte i tłuste, a poza tym przyczynił się do powstania łupieżu. Zostanie więc zużyty jako standardowa odżywka. Za to bardzo fajnie sprawdziła się maska Garnier Botanic Therapy Miód i Propolis. Jest gęsta, a włosy po niej świetnie się rozczesuja i sa bardzo miękkie. Do koszyka włożyłam również kolejny peeling do skóry głowy tym razem od Natura Siberica. Jest on o tyle specyficzny, gdyż się pieni przez co dodatkowo oczyszcza skalp. Poza promocją wybrałam mydło oliwkowe Alterra z myślą o myciu pędzli oraz gąbeczek. Kupiłam też żel do brwi Bell Hypoallergenic, ale niestety okazał się bardzo kiepskim produktem i po kilku uzyciach nie mam już na niego siły. 




Na deserek została promocja 1+1 na kosmetyki Nacomi w Hebe. Skusiłam się na kolejne produkty do pielęgnacji ciała masło i zapachu zielonej herbaty oraz lekkie masło truskawka-guava. 

I to już wszystkie moje nowości. Trochę się tego nazbierało przez 3 miesiące. Ciekawa jestem, które z produktów ciekawią Was najbardziej i jakie recenzje chcielibyście przeczytać w pierwszej kolejności.

Pozdrawiam

Emi💋


lutego 04, 2018

ILE KOSMETYKÓW POSIADA BLOGERKA URODOWA cz.2 PIELĘGNACJA CIAŁA

ILE KOSMETYKÓW POSIADA BLOGERKA URODOWA cz.2 PIELĘGNACJA CIAŁA
Witajcie!

Ostatni post z moimi kosmetycznymi zapasami cieszył się Waszym ogromnym zainteresowaniem i dlatego wracam z kolejnym postem z tej serii.

Dzisiejszy wpis będzie dotyczył pielęgnacji ciała, a że jest tych produktów sporo to bez zbędnego przedłużania zapraszam do czytania.

Kąpiel/Prysznic

Bardzo lubię relaksować się w wannie pełnej pachnącej piany, ale na co dzień nie mam na to czasu. Zazwyczaj stawiam na szybki prysznic i do tego celu wybieram pięknie pachnący żel pod prysznic. Bardzo lubię żele Be Beauty z Biedronki, są one duże, mają bardzo fajne zapachy i nie przesuszają mojej skóry. Ostatnio zdecydowałam się na wersję Tropical Paradise, która pachnie jak Pina Colada oraz Sweet Marakuja. Ze względu na wielkość tych produktów używam ich najczęściej jako płyny do kąpieli , gdyż intensywnie pachną i dają dużo piany. Natomiast bardzo kiepską pianę daje Dove Shower Foam. Ma piękny, klasyczny zapach kremu Dove , ale niestety piana jest bardzo rzadka i taka płynna. Niestety bardzo się nim rozczarowałam i używam do mycia rąk. Często pojawiają się u mnie także produkty do mycia ciała od Alterra. Mają dobre, naturalne składy, ciekawe zapachy, a przy tym są naprawdę niedrogie. Kremowy Olejek pod prysznic był bardzo specyficznym produktem. Miał lekko kwiatowy zapach. Produkt słabo się pienił, ale za to skóra po jego użyciu jest bardzo miękka i nawilżona.


Peeling

To jedne z moich ulubionych kosmetyków i zawsze mam w domu jakiś peeling. Często wykonuję też swój własny peeling z fusów po kawie, do którego dorzucam różne dodatki w zależności od potrzeb. Obecnie posiadam peeling kawowy Nacomi o zapachu kokosowym. Szczerze to nie polubiłam się z tym peelingiem, gdyż strasznie mi się rozsypuje podczas użytkowania. Dolewam do niego olejki, aby lepiej trzymał się ciała. Ale samo działanie jest świetne, to niezły zdzierak. Bardzo fajnie w tym zakresie sprawdza się również sól borowinowa z Bingo Spa. Często dosypuję ją do wody, ale także wykonuję nią masaż ciała. Sól jest taka jakby mokra w związku z tym świetnie sprawdza się w roli peelingu. Ostatnim moim nabytkiem jest ujędrniająco-wygładzający peeling Vianek. Mielone pestki malin są zatopione w maślanej konsystencji. Produkt pachnie jak kisiel malinowy, a skóra jest po nim natłuszczona. Nie trzeba już używać balsamu, ani olejku.
 



Olejki do ciała

Niestety nawilżanie ciała to moja największa zmora. Niestety nie lubię tego robić, muszę wręcz się zmuszać. Całe szczęście są olejki, którymi można ten proces skrócić do minimum. Czasami wlewam olejek do wanny lub smaruję jeszcze wilgotną skórę, a następnie delikatnie osuszam ręcznikiem. Świetnie w tym zakresie sprawdzał się olejek Equilibra. Szkoda tylko, że jego pojemność była taka niewielka. Olejek Khadi z Lotosem ma piękny różowy kolor oraz orientalny zapach. Jego używanie jest czystą przyjemnością. Dodatkowym plusem jest wygodna pompka, która ułatwia aplikację. Ostatnim olejkiem jest Bandi z UV6. Zostawiłam go sobie na lato. Wiem, że to niewielka ochrona, ale myślę że będzie w sam raz na końcówkę wakacji lub te mniej słoneczne dni.




Balsamy

W związku z tym, że balsamowanie idzie mi ciężko to i balsamów mam sporo. Oczywiście staram się rozdawać większość po rodzinie, ale te najciekawsze zostawiam sobie i próbuję się zmuszać do regularnego ich używania. Balsam Eveline malina nordycka to duża butla z wygodną pompką. Dużym zaskoczeniem było dla mnie to, że nie zawiera parafiny. Jak na razie czeka nieotwarta w zapasach. Tak samo w zapasach nieruszona czeka emulsja do ciała SPF30 Lirene oraz Bandi UV Expert balsam kojąco-nawilżający. Lato w tamtym roku było jakie było, a my też nie byliśmy nigdzie na wakacjach za granicą w związku z czym te produkty nie zostały ani razu użyte. AA Sun łagodzący balsam po opalaniu ma żelową konsystencję i bardzo skutecznie chłodzi skórę. Jednak niemiło się go używa, gdy jest chłodno dlatego czeka do lata. Bardzo polubiłam się z balsamem Palmers Coconut Oil. Jego zapach nie jest typowo kokosowy i dosyć delikatny. Sam balsam dobrze nawilża i w miarę szybko się wchłania. To kolejny balsam tej marki, który dobrze mi się sprawdza, aczkolwiek wersja z masłem shea była bardziej treściwa i chyba bardziej mi odpowiadała. 

Natomiast zimą najbardziej lubię używać wszelkiego rodzaju maseł do ciała. Lubię bardzo to otulające uczucie jakie dają mi tego typu produkty. Obecnie moim hitem jest masło z Nacomi o zapachu shake bananowego. Na pewno nie jest to produkt dla osób, które nie lubią tłustej warstwy na skórze, ale rano skóra jest bardzo nawilżona i pachnąca.




I to już wszystkie produkty do pielęgnacji ciała, które posiadam. Następnym razem przedstawię Wam kosmetyki do dłoni oraz stóp.


A Wy czego używacie do pielęgnacji i kąpieli?

Pozdrawiam

Emi

Copyright © 2016 Uroda Według Blondynki , Blogger