Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bandi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bandi. Pokaż wszystkie posty

sierpnia 26, 2018

Moja aktualna pielęgnacja włosów

Moja aktualna pielęgnacja włosów
Hej!

Włosy - jeden z największych atutów każdej kobiety. Nieważne, czy długie czy krótkie - zadbane, zdrowe włosy zawsze wyglądają pięknie. 

Moje włosy nie są już bardzo wymagające. Są dosyć solidnej grubości oraz gęstości, ale są dosyć sztywne i proste. Trudno z nich wyczarować fale, czy loki. Jeszcze do niedawna moje włosy były bardzo przesuszone i zniszczone przede wszystkim wieloletnim farbowaniem i utlenianiem ich na bardzo jasny blond. Moja skóra głowy, tak jak i cera należy do tych suchych.  Trochę czasu zajęło mi zanim znalazłam odpowiednią pielęgnację, ale opłaciło się eksperymentować. Obecnie jestem zadowolona z z efektów tej pielęgnacji.

 Co więcej bardzo podobną pielęgnację stosuję u mojego męża i u niego te efekty są zdecydowanie bardziej widoczne. Ma on atopową skórę głowy, często pojawiają się stany zapalne, krostki (które niestety zdrapuje). Pojawia się także łupież - mocne łuszczenie skóry, które niestety szampony od dermatologa tylko pogłębiały. Przez te wszystkie problemy włosy były osłabione i mocno wypadały.

Jeśli jesteście ciekawi, co aktualnie stosuję to zapraszam do lektury :)



1. PEELING SKÓRY GŁOWY

Myślę, że to nadal bardzo niedoceniany element prawidłowej pielęgnacji naszych włosów. Tak samo jak i na całym ciele i twarzy także na naszej głowie naskórek się namnaża. Peeling wykonujemy, aby złuszczyć ten martwy i odsłonić nową, młodą skórę. Dzięki temu wszelkie wcierki oraz maski, które będziemy stosować później mają szansę wchłonąć się głębiej. Poza tym w przypadku skóry łuszczącej się, atopowej czy z łupieżem pozbywamy się płatków suchego naskórka, w ten sposób oczyścimy również rozregulowane gruczoły łojowe. Ten element najbardziej przyczynił się do zmiany stanu skóry głowy zarówno u mnie jak i u męża. Skóra przestała mnie przede wszystkim swędzieć, przestały sypać się drobne płateczki.

Jeśli chodzi o peeling możecie wybrać peeling mechaniczny np na bazie cukru. Jego dodatkowym plusem jest to, że robi nam masaż twarzy, zwiększa przekrwienie skóry dzięki czemu więcej składników odżywczych dociera do cebulek włosów. Peelingiem tego typu, który mogę Wam polecić jest np Vianek - łagodzący peeling do skóry głowy. Zawiera on w sobie także kwas salicylowy, który działa antybakteryjnie, reguluje pracę gruczołów łojowych i niweluje powstawanie łupieżu. Zawartość oleju kokosowego, słonecznikowego i masła shea odżywia włosy. Dlatego warto tym peelingiem zrobić dokładny masaż skóry głowy, a następnie zostawić go na niej jeszcze na kilka minut.



Mi osobiście, ze względu na gęste włosy, bardziej odpowiadają peelingi enzymatyczne lub te na bazie wysokiego stężenia mocznika. Bardzo polubiłam się z /peelingiem z 40% zawartością urea od BandiTricho Estetic.  Pełną recenzję tego peelingu znajdziecie TUTAJ.





2. OLEJOWANIE

Było pierwszym elementem wprowadzonym do mojej pielęgnacji włosów. Bardzo szybko przyniosło też oczekiwane efekty. Na początku olejowałam włosy przed każdym myciem zostawiając olej na nich na conajmniej godzinkę. Zaczynałam też od najbardziej popularnego oleju, czyli od kokosowego. Mimo włosów wysokoporowatych sprawdził się on u mnie bardzo dobrze, a efekty były widoczne już po mniej więcej miesiącu regularnego stosowania. Włosy stały się bardziej gładkie i lśniące, lepiej nawilżone i tak bardzo się nie łamały. Potem zaczęłam eksperymentować z innymi olejami i tak doszłam do wniosku, że moim włosom najbardziej pasuje olej avocado oraz olej konopny. Najczęściej kupuję oleje w sklepach z półproduktami - np. EcoSpa. Ale również bardzo lubię gotowe mieszanki jak np. maska 7 olei od Nacomi, czy olejek konopny od Efektima.








3. SZAMPON

Jeśli borykacie się z suchą, swędzącą skórą głowy to powinniście pomyśleć w pierwszej kolejności o zmianie szamponu, którego używacie do mycia głowy. Wiele szamponów drogeryjnych zawiera w swoim składzie silny detergent czyli Sodium Lauryl Sulfate (SLS). Jest to środek silnie drażniący i wysuszający skórę. Niestety producenci widząc, że konsumenci zaczynają unikać tego detergentu zaczynają go zastępować innymi, wcale nie lepszymi. Na opakowaniu znajdziemy wielkimi literami BEZ SLS! a w składzie równie silny i drażniący SLES (Sodium Laureth Sulfate), ALS (Amonnium Laureth Sulfate). Osobiście stosuję takie szampony rzadko - raz na dwa tygodnie w celu mocniejszego oczyszczenia skóry. Jest mi tutaj wszystko jedno jaki to szampon, zawsze jakiś w domu się znajdzie .



Jednak do regularnego mycia - włosy myję 2,3 razy w tygodniu - używam delikatniejszych szamponów. Obecnie bardzo polubiłam się z szamponami z Petal Fresh, a dokładnie z serią Tea Tree. Olejek herbaciany ma właściwości antybakteryjne. Szampon dobrze oczyszcza skórę głowy, a jednocześnie jej nie podrażnia. Trzeba się tylko przyzwyczaić do jego charakterystycznego zapachu.




4. ODŻYWKA, MASKA

Nie wyobrażam sobie po myciu nie zastosować odżywki lub maski. Dzięki dobrze dobranemu produktowi włosy są wygładzone oraz dobrze nawilżone. I tutaj również bardzo dobrze sprawdziła mi się odżywka z olejem z drzewka herbacianego z petal fresh. Odżywkę tę można nakładać również na skórę głowy - ma działanie nawilżające oraz bakteriobójcze. Jest ona dosyć lekka, nie obciąża włosów, ale jednocześnie są one miłe w dotyku i dobrze się rozczesują. Jej minusem jest niestety opakowanie z dosyć twardego plastiku. Odżywka jest gęsta i pod koniec jej wydobywanie może być kłopotliwe. Dużo bardziej podobałaby mi się butelka np z pompką.

Raz w tygodniu nakładam na włosy coś bardziej treściwego, a mianowicie maskę. Świetnie sprawdzają mi się te w słoiczkach od Garnier. Są gęste i odżywcze, a włosy po nich bardzo mocno wygładzone. Co ważne, rzadko nakładam maskę, czy odżywkę jedynie na 3-5 minut ( tak piszą producenci). Uważam że przez tak krótki czas nie ma ona szans wniknąć wewnątrz włosa. Zazwyczaj zostawiam te produkty na conajmniej 15 minut - w tym czasie robię peeling ciała lub nakładam maskę na twarz i po prostu relaksuję się w wannie :)




5. WCIERKA

To najbardziej skoncentrowany produkt w mojej pielęgnacji skóry głowy. Przed ślubem regularnie, przed każdym myciem stosowałam wcierkę Jantar i dała ona spektakularne efekty - moje włosy rzeczywiście rosły w szybkim tempie, pojawiło się mnóstwo baby hair. Obecnie stosuję również popularną wcierkę Banfi. Zawiera ekstrakt z chrzanu, gorczycy, jałowca i oregano . Wcierka pobudza krążenie w skórze głowy przez co ogranicza wypadanie włosów oraz przyspiesza ich wzrost. Wcierka jest na bazie alkoholu więc nie polecam jej stosować na podrażnioną skórę głowy. Ma też bardzo charakterystyczny, ziołowy zapach. Jeśli chodzi o efekty to są zauważalne przede wszystkim u mojego męża. Włosy przestały wypadać, pojawiło się dużo baby hair. U siebie zauważyłam, że włosy po prostu szybciej rosną. Dużym minusem tej wcierki jest jej opakowanie. Produkt znajduje się w dużej butli z korkiem na klik. Trudno się ją aplikuje na skórę głowy. Dlatego polecam przelać do butelki z pipetą lub (ja tak zrobiłam) z atomizerem. Wówczas jest to dużo łatwiejsze. Przy stosowaniu tej wcierki polecam intensywnie nawilżać skórę głowy, gdyż alkohol może niestety ją wysuszać. Wcierki używamy raz w tygodniu.



6. KOŃCÓWKI

To najczęściej one świadczą o kondycji naszych włosów. Niestety często się rozdwajają lub kruszą. Absolutnie nie wierzcie, że jakikolwiek produkt jest w stanie je zregenerować. Jeśli już się rozdwoją to możemy je jedynie ściąć i pilnować, aby się to nie powtórzyło. Dobrym pomysłem jest ich zabezpieczanie, aby nie dochodziło do tych uszkodzeń. Może być to naturalny olej - taki którym olejujemy włosy, ale ja np bardzo lubię serum silikonowe. Uważam że tak niewielka ilość silikonu nie szkodzi włosom, a skleja końcówki i tworzy otoczkę zabezpieczającą. Ponadto umiejętnie stosowane serum ładnie wygładza i nabłyszcza włosy. Jego nadmiar usuwam myjąc co jakiś czas włosy szamponem z mocniejszym detergentem.



I to wszystko. Moje podstawy pielęgnacji. Nie uważam, żeby było tego jakoś dużo , z drugiej strony nie wyobrażam sobie umyć włosów tylko szamponem i tyle. Na co dzień nie stosuję żadnych produktów stylizujących - pianek, lakierów. Moje włosy suszą się najczęściej naturalnie. Nie używam także ani prostownicy ani lokówki. Zdarza się to bardzo sporadycznie, zazwyczaj na większą imprezę. Zrezygnowałam też z używania suchego szamponu. Po prostu przekonałam się u trychologa, pod mikroskopem jak bardzo podrażnia moją skórę. Co prawda nie używałam go regularnie, zazwyczaj w upały, albo po ostrym treningu. Ale już nawet takie sporadyczne używanie mocno wpływało na mój skalp. Dlatego jeśli nie wiecie co wpływa na Wasza głowę negatywnie...zobaczcie czy to nie to. Suchy szampon można zastąpić mąką ziemniaczaną lub zasypką dla dzieci (Sylveco ma taką bez talku).

Mam nadzieję, że moje porady Wam się przydadzą.

Jestem ciekawa czy Wasza pielęgnacja włosów jest bardziej, czy mniej rozbudowana :)

Pozdrawiam
Emi


Zapraszam również na moje media społecznościowe Facebook i Instagram.


lutego 04, 2018

ILE KOSMETYKÓW POSIADA BLOGERKA URODOWA cz.2 PIELĘGNACJA CIAŁA

ILE KOSMETYKÓW POSIADA BLOGERKA URODOWA cz.2 PIELĘGNACJA CIAŁA
Witajcie!

Ostatni post z moimi kosmetycznymi zapasami cieszył się Waszym ogromnym zainteresowaniem i dlatego wracam z kolejnym postem z tej serii.

Dzisiejszy wpis będzie dotyczył pielęgnacji ciała, a że jest tych produktów sporo to bez zbędnego przedłużania zapraszam do czytania.

Kąpiel/Prysznic

Bardzo lubię relaksować się w wannie pełnej pachnącej piany, ale na co dzień nie mam na to czasu. Zazwyczaj stawiam na szybki prysznic i do tego celu wybieram pięknie pachnący żel pod prysznic. Bardzo lubię żele Be Beauty z Biedronki, są one duże, mają bardzo fajne zapachy i nie przesuszają mojej skóry. Ostatnio zdecydowałam się na wersję Tropical Paradise, która pachnie jak Pina Colada oraz Sweet Marakuja. Ze względu na wielkość tych produktów używam ich najczęściej jako płyny do kąpieli , gdyż intensywnie pachną i dają dużo piany. Natomiast bardzo kiepską pianę daje Dove Shower Foam. Ma piękny, klasyczny zapach kremu Dove , ale niestety piana jest bardzo rzadka i taka płynna. Niestety bardzo się nim rozczarowałam i używam do mycia rąk. Często pojawiają się u mnie także produkty do mycia ciała od Alterra. Mają dobre, naturalne składy, ciekawe zapachy, a przy tym są naprawdę niedrogie. Kremowy Olejek pod prysznic był bardzo specyficznym produktem. Miał lekko kwiatowy zapach. Produkt słabo się pienił, ale za to skóra po jego użyciu jest bardzo miękka i nawilżona.


Peeling

To jedne z moich ulubionych kosmetyków i zawsze mam w domu jakiś peeling. Często wykonuję też swój własny peeling z fusów po kawie, do którego dorzucam różne dodatki w zależności od potrzeb. Obecnie posiadam peeling kawowy Nacomi o zapachu kokosowym. Szczerze to nie polubiłam się z tym peelingiem, gdyż strasznie mi się rozsypuje podczas użytkowania. Dolewam do niego olejki, aby lepiej trzymał się ciała. Ale samo działanie jest świetne, to niezły zdzierak. Bardzo fajnie w tym zakresie sprawdza się również sól borowinowa z Bingo Spa. Często dosypuję ją do wody, ale także wykonuję nią masaż ciała. Sól jest taka jakby mokra w związku z tym świetnie sprawdza się w roli peelingu. Ostatnim moim nabytkiem jest ujędrniająco-wygładzający peeling Vianek. Mielone pestki malin są zatopione w maślanej konsystencji. Produkt pachnie jak kisiel malinowy, a skóra jest po nim natłuszczona. Nie trzeba już używać balsamu, ani olejku.
 



Olejki do ciała

Niestety nawilżanie ciała to moja największa zmora. Niestety nie lubię tego robić, muszę wręcz się zmuszać. Całe szczęście są olejki, którymi można ten proces skrócić do minimum. Czasami wlewam olejek do wanny lub smaruję jeszcze wilgotną skórę, a następnie delikatnie osuszam ręcznikiem. Świetnie w tym zakresie sprawdzał się olejek Equilibra. Szkoda tylko, że jego pojemność była taka niewielka. Olejek Khadi z Lotosem ma piękny różowy kolor oraz orientalny zapach. Jego używanie jest czystą przyjemnością. Dodatkowym plusem jest wygodna pompka, która ułatwia aplikację. Ostatnim olejkiem jest Bandi z UV6. Zostawiłam go sobie na lato. Wiem, że to niewielka ochrona, ale myślę że będzie w sam raz na końcówkę wakacji lub te mniej słoneczne dni.




Balsamy

W związku z tym, że balsamowanie idzie mi ciężko to i balsamów mam sporo. Oczywiście staram się rozdawać większość po rodzinie, ale te najciekawsze zostawiam sobie i próbuję się zmuszać do regularnego ich używania. Balsam Eveline malina nordycka to duża butla z wygodną pompką. Dużym zaskoczeniem było dla mnie to, że nie zawiera parafiny. Jak na razie czeka nieotwarta w zapasach. Tak samo w zapasach nieruszona czeka emulsja do ciała SPF30 Lirene oraz Bandi UV Expert balsam kojąco-nawilżający. Lato w tamtym roku było jakie było, a my też nie byliśmy nigdzie na wakacjach za granicą w związku z czym te produkty nie zostały ani razu użyte. AA Sun łagodzący balsam po opalaniu ma żelową konsystencję i bardzo skutecznie chłodzi skórę. Jednak niemiło się go używa, gdy jest chłodno dlatego czeka do lata. Bardzo polubiłam się z balsamem Palmers Coconut Oil. Jego zapach nie jest typowo kokosowy i dosyć delikatny. Sam balsam dobrze nawilża i w miarę szybko się wchłania. To kolejny balsam tej marki, który dobrze mi się sprawdza, aczkolwiek wersja z masłem shea była bardziej treściwa i chyba bardziej mi odpowiadała. 

Natomiast zimą najbardziej lubię używać wszelkiego rodzaju maseł do ciała. Lubię bardzo to otulające uczucie jakie dają mi tego typu produkty. Obecnie moim hitem jest masło z Nacomi o zapachu shake bananowego. Na pewno nie jest to produkt dla osób, które nie lubią tłustej warstwy na skórze, ale rano skóra jest bardzo nawilżona i pachnąca.




I to już wszystkie produkty do pielęgnacji ciała, które posiadam. Następnym razem przedstawię Wam kosmetyki do dłoni oraz stóp.


A Wy czego używacie do pielęgnacji i kąpieli?

Pozdrawiam

Emi

stycznia 21, 2018

TOP 10 MINIONEGO ROKU, ULUBIEŃCY 2017 r.

TOP 10 MINIONEGO ROKU, ULUBIEŃCY 2017 r.
Witajcie!

Rzadko to piszę/mówię, ale początek roku upływa mi jak szalony. Jeszcze niedawno siedzieliśmy przy wigilijnym stole, a teraz mamy już końcówkę stycznia. Dosyć późno, ale jednak w końcu udało mi się ich wytypować... prezentuję Wam moich ulubieńców poprzedniego roku.

Jeśli jesteście ciekawi, co skradło moje serce, zapraszam do czytania.

 BLOGERSKIE SPOTKANIA

Absolutnie nie jestem typem samotnika i uwielbiam blogerskie spotkania. To świetna okazja do zapoznania całkowicie nowych osób, które mają podobne do nas zainteresowania. W tym roku miałam okazję uczestniczyć w kilku świetnie zorganizowanych imprezach i mam nadzieję, że w tym roku , o ile czas mi pozwoli również będę miała taką okazję. Relację z każdego z nich możecie przeczytać poniżej:




SENELLE

Marka Senelle jest polską firmą tworzącą kosmetyki o świetnych składach, skutecznym działaniu i w oparciu o najlepsze jakościowo składniki. Wszystkie trzy kosmetyki, które otrzymałam od firmy do testów okazały się ogromnym hitem w mojej pielęgnacji. Na pewno kupię inne serie, gdy skończę obecne produkty.










 LUSH

Nawet nie wiecie jak żałuję, że kosmetyki firmy Lush nie są dostępne w Polsce. Będąc za granicą udało mi się złapać dwa produkty tej marki i nawet nie wiecie jak bardzo później żałowałam, że nie wzięłam ich więcej. Zarówno czyścik jak i maseczka sprawdziły się u mnie rewelacyjnie. Ogromnym plusem jest ich naturalny skład, co dla mnie jest ważnym kryterium wyboru.


BIOLAVEN - Naturalny szampon do włosów (Recenzja)

Zdecydowanie rok 2017 był rokiem testowania szamponów naturalnych. Praktycznie całkowicie zrezygnowałam z szamponów z silnymi detergentami SLS i SLES. Próbowałam mycia odżywką, niestety nawet na moich suchych włosach ta metoda się nie sprawdziła. Miałam wrażenie, że włosy są oblepione i niedomyte. Natomiast ten szampon jest bardzo skuteczny, ale zarazem delikatny. Nie przesusza włosów, świetnie się po nim rozczesują. Tak naprawdę mogłabym nie używać odżywki ani olejku na końcówki, ale oczywiście zawsze to robię :)


EQUILIBRA - żel aloesowy (Recenzja)

Żele aloesowe to moje ogromne odkrycie minionego roku. Testowałam kilka i najlepiej sprawdził mi się ten z Equilibra. Ma on też najlepszy skład jesli chodzi o produkty, które mamy dostępne na rynku. Moją ulubioną metodą jest wymieszanie żelu aloesowego z kilkoma kroplami ulubionego olejku i takie własnoręcznie zrobione serum wklepuję w wilgotną skórę i dopiero na to aplikuję krem. Jest to świetna dawka nawilżenia.


BANDI PROFFESIONAL Tricho Estetic - Peeling do skóry głowy (Recenzja)

W 2017 roku odkryłam peelingi do skóry głowy. Wcześniej próbowałam je wykonywać domowymi sposobami np cukrem, ale było to dla mnie zbyt czasochłonne i problematyczne. Peeling trychologiczny z mocznikiem okazał się strzałem w 10!  Stan mojej skóry głowy bardzo się poprawił, gdyż przestała ona być taka sucha i swędząca. W tym roku chciałabym przetestować podobny produkt z Bionigree.



 BIELENDA Multi Essence (Recenzja)

Trochę sceptycznie podeszłam do wersji dla skóry tłustej i mieszanej. Bałam się, że będzie mnie przesuszać i już miałam go oddać siostrze. Jak dobrze, że tego nie zrobiłam bo esencja okazała się moim wielki hitem pielęgnacyjnym. Fajnie nawilża skórę, zmiękcza i przygotowuje ją do dalszych etapów. Niestety chyba produkt został wycofany ze sprzedaży, gdyż niedawno kupowałam jego zapas w cenie na do widzenia. Wersja różowa, teoretycznie do skóry suchej, nie jest aż tak dobra.


 LILY LOLLO Romantic Rose (Recenzja)

Jestem maniaczką produktów do ust i mam ich naprawdę bardzo dużo. Oczywiście lubię matowe pomadki i często ich używam. Ale jeśli chcę mieć pomalowane usta, ale jednocześnie wypielęgnowane to sięgam własnie po naturalną pomadkę z Lily Lollo. Ma świetny skład pełen olejów, które dbają o nasze wargi. Pomadka jest bardzo komfortowa w noszeniu - jak balsam do ust. Poza tym ma przepiękny kolor, który pasuje do każdego makijażu.


MAKEUP REVOLUTION  Chocolate & Peaches

Przyznam się, że pokochałam paletki czekoladowe. Lubię je za piękne kolory, pigmentację i łatwość w używaniu. Długo zastanawiałam się nad kupnem palety Sweet Peach z Too Faced. W końcu zrezygnowałam, gdyż nie robię makijażu oczu codziennie (chociaż się staram) i wolałam taką ilość pieniążków przeznaczyć na coś innego , choćby dobrą pielęgnację. W tym roku moim makijażem, chociaż nie tylko moim, zawładnęły oczywiście ciepłe odcienie. Mam ciepły odcień karnacji więc czuję się rewelacyjnie we wszystkich brzoskwiniach, burgundach i karmelach. W tej palecie jest wszystko czego potrzebuję, a duże lusterko sprawia, że jest to również idealna paleta do podróżowania.


BLEND IT!

Gąbeczki do makijażu całkowicie zdominowały mój makijaż. Nie przepadałam za aplikacją podkładu pędzlem - zawsze efekt był dla mnie zbyt ciężki, warstwa podkładu zbyt gruba. Dużo bardziej podobał mi się efekt, który osiągałam nakładając palcami. Zmieniło się to, gdy trafiłam na blend it. Gąbeczka daje bardzo delikatny i naturalny efekt, aplikuje cienką warstwę podkładu. Dla mnie idealnie. Chętnie bym przetestowała w tym roku oryginalny Beauty Blender.



I to już wszyscy moi ulubieńcy tamtego roku. Ciekawa jestem, czy ich znacie i czy lubicie tak bardzo jak ja? 

A co Was zauroczyło w minionym roku?

Emi

stycznia 03, 2018

OSTATNIE DENKO 2017 r #12 GRUDZIEŃ

OSTATNIE DENKO 2017 r #12 GRUDZIEŃ
Witajcie!

Na blogach królują postanowienia noworoczne oraz ulubieńcy roku 2017. Ja postanowiłam w pierwszej kolejności rozliczyć się ze wszystkimi zużytymi produktami. Przed świętami robiłam porządki i pojawią się także posty z moimi aktualnymi zapasami kosmetycznymi, a także z rozliczeniem postanowienia o minimalizmie kosmetycznym. Jak mi wyszło? O tym już niebawem.

Wiem, że wiele osób zrezygnowało już z tego typu postów. Ja jednak bardzo lubię tę serię, pozwala mi ona prowadzić bilans swoich kosmetycznych zapasów. Sama bardzo lubię czytać denka i wiem, że Wy też je lubicie. Dlatego w przyszłym roku na pewno nie znikną one z mojego bloga.



1. Eveline, krem na noc. Krem miał bardzo przyjemną, żelową konsystencję i nawet fajnie nawilżał, ale niestety miał mocny zapach. Chyba odzwyczaiłam się od kremów o takim chemicznym, kosmetycznym zapachu. Zdecydowanie wolę zapachy delikatniejsze i naturalne. Po kilku użyciach trafił więc do mojego męża i jemu jak najbardziej odpowiadał.

2. Mixa Hyalurogel, micelarny żel do twarzy (Recenzja). Muszę stwierdzić, że kosmetyki Mixa bardzo pozytywnie mnie zaskoczyły. A w szczególności ten właśnie żel. Miał bardzo przyjemną, aksamitną konsystencję. Nie wysuszał buzi. Ale jeśli szukacie produktu do zmywania makijażu to raczej nie poradzi sobie z tym wodoodpornym, czy zastygającym. Mi się świetnie sprawdził w porannej toalecie lub do odświeżenia twarzy w ciągu dnia, gdy się nie malowałam.

3. Fresh&Natural, pasta do demakijażu (Recenzja). To była bardzo trudna znajomość. Na początku bardzo nie lubiłam tej pasty. Moja skóra po niej robiła się jakaś tępa, nie dało się z nią używać Foreo Luna. Potem nauczyłam się z nią pracować i denerwowała mnie coraz mniej. Dobrze radzi sobie z makijażem, nie szczypie w oczy. Twarz po jej użyciu nie jest wysuszona. Jednak ma bardzo specyficzny, ziołowy zapach jeśli więc takich nie lubicie to sięgnijcie po coś innego.

4. Mincer, Vita C, domowa mikrodermabrazja. Był to po prostu peeling z bardzo drobnymi kuleczkami złuszczającymi. Nie wiem, czy nazwałabym go aż mikrodermabrazją. Jednak uważam, że to jeden z lepszych peelingów jakie miałam okazję używać. Drobny piasek w środku sprawia, że skóra jest idealnie wypolerowana, a dodatek witaminy C delikatnie ją rozjaśnia. Chętnie do niej wrócę. Pamietajcie, aby uważać na siłę tarcia i nie zrobić sobie krzywdy, gdyż drobinki wyglądają niepozornie , ale mają moc :)

5. Lumene, krem na dzień, krem na noc (Recenzja) . Wszystkie produkty tej marki świetnie mi się sprawdziły. Do tego stopnia, że naprawdę mam ochotę kupić ich pełnowymiarowe opakowania. Najbardziej zauroczył mnie krem na noc. Miał jak dla mnie idealną, gęstą konsystencję. Rano, po przebudzeniu skóra była nawilżona, odżywiona, bez uczucia ściągnięcia. Mogłabym nic na nią nie nakładać, ale... oczywiście nakładałam krem na dzień.


6. Yope, naturalne mydło do rąk Werbena. To nie pierwsza buteleczka tego mydła, którą widzicie w denku. Nie będzie też pewnie ostatnią. Lubię to mydełko za delikatny skład i za to, że pielęgnuje dłonie. No i za świetne zapachy.

7. Alterra, olejek antycellulitowy. Miał bardzo wygodną buteleczkę z pompką. Świetnie nadawał się do masażu szczotką lub bańką chińską. Duży plus za doskonały, naturalny skład i energetyczny, cytrusowy zapach. Jeśli chodzi o działanie antycellulitowe, to jak każdy produkt działał przy regularnym stosowaniu jako wspomagacz zdrowej diety i ruchu.

8. Rexona, antyperspirant. Lubię antyperspiranty w kulce, gdyż są małe i poręczne, łatwo mieszczą się w torbie na siłownię. Nie mam jakiegoś dużego problemu z potem, czy z jego zapachem więc dla mnie ta ochrona była wystarczająca. Fajnie, że nie brudzi ubrań. Obecnie kończę drugą kulkę taką samą (kupiłam dwupak) i zastanawiam się nad wypróbowaniem dezodorantów naturalnych. Może jakiś mi polecicie?

9. Herbal Cere, masło do ciała , lawenda. Kupiłam to masło przypadkiem w Biedronce. Nie zawierało parafiny, było bardzo gęste i nawilżające. Niestety długo się wchłaniało, ale taka już niestety natura takich gęstych maseł - tutaj na drugim miejscu po wodzie mamy masło shea. Natomiast zapach powalał mnie na kolana. Była to mocna, intensywna lawenda. Nie można więc było tego masła nałożyć zbyt dużo. Zapach utrzymywał się przez kilka dni na ubraniach, na piżamie, czy szlafroku. Jeśli kiedyś spotkam to na pewno kupię.


10. Bandi Tricho-estetic, maska do włosów, peeling do skóry główy. (Recenzja) Z tej dwójki na pewno wrócę do peelingu, który był na bazie mocznika. Dzięki temu delikatnie złuszczał martwy naskórek, ale także nawilżał skalp. Przy regularnym używaniu pozbyłam się przesuszenia skóry oraz jej świądu. Maska była również dobra, mentolowa, łagodząca skórę, ale myślę, że poprawa jej stanu to głównie zasługa właśnie peelingu.

11. Pharmaceris, seria H, łupież tłusty. (Recenzja) Szampon ten został mi polecony przez trychologa firmy Pharmaceris i przysłany przez firmę. Niestety okazał się wielką pomyłką :( Nie mam tłustej skóry głowy, włosy mi się nie przetłuszczają, nie mam łupieżu. Na badaniu widziałam na głowie takie drobne skórki wokół cebulek włosów i delikatne zaczerwienienie. Pani trycholog uznała, że trzeba to oczyścić, aby nie uszkadzało włosów i nie zaczęły mi wypadać (nigdy nie miałam z tym problemu). Niestety szampon okazał się dla mnie zbyt silny, po jego użyciu głowa była zaczerwieniona i bardzo mnie swędziała, dużo bardziej niż przed. Co więcej taki sam efekt wywołał u mojego męża. Dużo lepiej sprawdza mi się szampon tej firmy, który nie zawiera SLS.

12. Lonton, Hydro Control, mgiełka nawilżająca. Miała bardzo fajny atomizer, który rozpylał delikatną mgiełkę. Nie zauważyłam jakiegoś spektakularnego nawilżenia, stosowałam w celu łatwiejszego rozczesania włosów.

13. Biolaven, szampon do włosów. (Recenzja) Mój ogromny HIT zeszłego roku i na pewno do niego wrócę. Delikatnie, ale skutecznie myje skalp i włosy. Nie podrażnia, a przy tym pięknie pachnie słodkimi winogronami.


14. Make Me Bio, Winter Care, krem do rąk. Krem ten kupiłam w tamtym roku wraz z zestawem różanym tej marki. I o ile woda różana, jak i krem do twarzy okazały się dla mnie dużym rozczarowaniem (Recenzja), a puder wręcz mnie irytował (Recenzja) tak krem ten był R_E_W_E_L_A_C_Y_J_N_Y !!! Idealnie nawilżał i natłuszczał skórę, a jednocześnie szybko się wchłaniał i nie zostawiał na dłoniach tłustej warstwy. Niestety jest dostępny jedynie w zestawach. Szkoda, bo już myślałam że znalazłam naturalny zastępnik dla mojego ulubieńca z TBS :(

15. Thermissa, nawilżający krem do stóp. No cóż można napisać po próbce, która starczyła na raz. Tyle , że miał fajną konsystencję, ładny zapach i szybko się wchłaniał. To raczej lekki krem więc z mocnymi przesuszeniami chyba by sobie nie poradził.

16. Biotebal, odżywka do rzęs. U mnie tego typu odżywki bardzo dobrze się sprawdzają, nie podrażniają oczu i rzęsy stają się po nich naprawdę dłuższe. Całe szczęście po zaprzestaniu ich używania nie wypadają mi wszystkie na raz jak u niektórych osób. Ale ja swoje naturalne rzęsy mam dosyć mocne i długie także raczej nie ma co liczyć na spektakularny efekt. Chyba większe efekty widziałam po L4L.

17. Dabur Herbal. Fajna próbka na wyjazdy. Niestety miałam wrażenie po tej paście, że mam nieumyte zęby. Zdecydowanie bardziej lubię pasty miętowe.

18. L'Oreal False Lash Superstar, tusz do rzęs. Składał się z dwóch części. Jedna miała wydłużyć, druga pogrubić i podkręcić rzęsy. Rzeczywiście miały inne szczoteczki, ale efekt na rzęsach był bez różnicy. Producent zaleca stosowanie obydwu części. Mi się nie chciało w to bawić. Najpierw zużyłam jedną, potem drugą. Nie mam większych zastrzeżeń, co do tego produktu. Ładnie rzęsy podkreślał, nie osypywał się, ale nie było efektu WOW.


19. Purederm, nawilzające maski w płachcie. Nawet nie były one w płachcie bawełnianej tylko takich cienkich hydrożelowych płatach. Składały się z dwóch części i idealnie dopasowywały się do twarzy. Jak druga skóra. Fajnie nawilżały i napinały, nie widziałam jednak różnicy pomiędzy nimi. Chętnie jeszcze kupię jak spotkam w Biedronce.

20. Purederm, maska oczyszczająca z węglem. Maseczka bąblująca, świetna. Bardzo dużo się tej piany na skórze wytwarza i wygląda się jak wielka chmura :) Zresztą możecie zobaczyć efekt na moim Instagramie. Według mnie te maseczki bardzo fajnie, a jednocześnie delikatnie oczyszczają. Nie pozostawiają buzi ściągniętej ani zaczerwienionej. Nie jestem jednak pewna, czy poradzą sobie z cerą problematyczną.

21. Marion, maska warzywna z dynią i imbirem. (Recenzja) Ta maska sprawdziła się u mnie najlepiej. Dobrze odżywiła moją cerę. Producent zaleca zostawić ją na noc, u mnie jednak powodowały powstawanie niedoskonałości. Ale nałożona standardowo na 15-20 minut świetnie się spisała.

22. BingoSpa, sól borowinowa. Bardzo drobna sól, która najlepiej sprawdza mi się jako dodatek do peelingu kawowego. Jej drobne kuleczki idealnie masują ciało. Borowina ma działanie rozgrzewające, ułatwiające odpływ limfy, a tym samym antycellulitowe. 

23. Peelingująca maska na dłonie. Miała fajną formę rękawiczek nasączonych ekstraktem i kwasami. Bałam się, że efekt będzie taki jak na nogach więc zrobiłam ją pierwszego dnia urlopu, wiedziałam że kilka dni będę w domu. Skóra rzeczywiście trochę się złuszczyła, ale nie widziałam ogromnej poprawy jeśli chodzi o gładkość dłoni. 

24. Marion, maska do włosów blond. Wygodne saszetki, które biorę w podróż. Maska miała fioletowy kolor, ale nie zauważyłam aby jakoś wpłynęła na kolor moich włosów. Fajnie je wygładziła, lepiej się rozczesywały.

25. Marion, maska oczyszczająca z aktywnym węglem. Szczerze mówiąc nie pamiętam jak się ta maska sprawdziła więc chyba nie zachwyciła mnie.

26. Only Bio, żel do mycia ciała. Chętnie spróbuję tych kosmetyków. Żel miał fajną konsystencję i dobry skład. Myślę, że może być alternatywą dla Yope.

27. Benton, Fermentation Eye Cream, Mimo, że próbka była mała to starczyła mi na kilka użyć i muszę stwierdzić, że zaciekawiła mnie na tyle, że jestem skłonna zamówić pełne opakowanie.




Koniec! Ostatnie denko tamtego roku za mną. Cieszę się, że jestem lżejsza o te kosmetyki, chociaż z niektórymi aż szkoda mi się było rozstawać i na pewno do nich wrócę.

Pozdrawiam
Emi
Copyright © 2016 Uroda Według Blondynki , Blogger