Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Benton. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Benton. Pokaż wszystkie posty

września 22, 2018

DENKO Sierpień 2018

DENKO Sierpień 2018
Hej!

Wakacje minęły nie wiadomo kiedy i tak oto mamy już końcówkę września. Niedługo zacznie nam się kalendarzowa jesień i pogoda za oknem też jakby bardziej jesienna. Chociaż, nie narzekajmy, nadal jest bardzo ładnie i słonecznie :)

Na zakończenie lata mam dla Was sierpniowe DENKO. Jeśli jesteście ciekawi, co ostatnio zużyłam. - co mi się sprawdziło i do czego z miłą chęcią wrócę, a co okazało się bublem - to serdecznie zapraszam do lektury :)


BENTON BHA Skin Toner . Do napisania recenzji o kosmetykach Benton zbieram się już dobrych kilka miesięcy. A to dlatego, że tak naprawdę nie wiem, co na ich temat mam napisać. Tyle się naczytałam świetnych recenzji na temat tych kosmetyków i chyba trochę się zawiodłam. Myślałam, że będą lepsze. Toner miał bardzo przyjemną, żelową konsystencję. Lekko rozjaśniał i wyrównywał koloryt skóry dzięki zawartości kwasów. Natomiast miałam nadzieję, że będzie lepszym nawilżaczem. Jak dla mnie to nieco za mało.

EO LABORATORIE, Nawilżająca pianka do skóry suchej. Oj jak ja bardzo lubiłam ten produkt. Atomizer dozował idealną, puszystą piankę o sprężystej konsystencji. Duży plus za to, że pianka po zetknięciu z wodą nie znikała zbyt szybko. Świetnie sprawdziła mi się zarówno w pielęgnacji porannej jak i do wieczornego zmywania oleju z twarzy. Jest bardzo wydajna, przy używaniu dwa razy dziennie starczyła mi na jakieś pół roku. Nie podrażnia, ani nie wysusza skóry twarzy.

HOLIKA HOLIKA Lazy&Joy, cushion z filtrem do twarzy SPF 50. W tym uroczym opakowaniu z lusterkiem krył się bardzo dobry filtr do twarzy. Świetnie chronił przed promieniami słonecznymi, mógłby jednak trochę mniej bielić skórę. Mimo wszystko fajnie sprawdził mi się nawet pod makijażem. Dużym plusem jest jego poręczne opakowanie, które można było wrzucić do torebki i ponawiać aplikację w ciągu dnia, gdyż miał lusterko.

EOS, balsam do ust. O tym produkcie mogliście już przeczytać TUTAJ. I od tamtej pory nie zmieniłam swojego zdania. Balsam gadżeciarsko wygląda i jest lekkim kosmetykiem nawilżającym. Natomiast nie zrobił na mnie większego wrażenia, znam lepsze pomadki i to w niższej cenie.

BARTOS, APPLE QUEEN, krem do twarzy z komórkami macierzystymi jabłoni (Recenzja) Uwielbiam kremy do twarzy o naturalnym składzie, najlepiej mi się one sprawdzają. Czasem próbuję kosmetyków standardowych i mimo, że są ok (np. Neutrogena) to jednak te o naturalnym składzie biją je na głowę. A ten z Bartos to mój ogromny ulubieniec do którego z miłą chęcią wrócę w przyszłości.




NATURA SIBERICA, Rokitnikowy-Myjący peeling do skóry głowy. Peeling, który jest dostępny w Rossmanie. Substancją ścierną są zmielone łupiny orzeszków cedrowych oraz zmielone pestki maliny. Jest to bardzo dobry peeling, skutecznie złuszcza martwy naskórek ze skalpu, minimalizuje łupież (sprawdzone na mężu) oraz swędzenie skóry spowodowane suchością. Dla mnie trochę minusem było to, że drobinki się nie rozpuszczają i trudno wypłukać je z gęstych, długich włosów. Zaskoczyło mnie również, że peeling się pieni, jest w nim sporo substancji myjących. Myślałam, że może będzie to fajny produkt 2w1 - peeling i szampon, ale jednak u mnie taka metoda się nie sprawdziła i miałam wrażenie że włosy są klejące i nieumyte. Musiałam użyć innego, ale nadal delikatnego szamponu, bez SLS.

SYLVECO, Ziołowy płyn do płukania jamy ustnej. Doprawdy nie wiem, czemu recenzja na temat tego produktu jeszcze się nie pojawiła. Kupuję go regularnie i to już n-te opakowanie, które posiadam. Płyn nie zawiera alkoholu ani fluoru. Bardzo dobrze odświeża jamę ustną, a przy tym nie piecze. Ma miły, ziołowy smak. 

RECEPTURY BABUSZKI AGAFII, Borówkowa pasta wzmacniająca dziąsła. Bardzo delikatna, owocowa pasta. Trochę przypominała mi pasty dla dzieci. Nie zawiera fluoru ani fenoksyetanolu. Jak dla mnie była niestety zbyt mało odświeżająca. Zdecydowanie bardziej lubię pasty miętowe lub ziołowe. Jeśli chodzi o wzmocnienie dziąseł to trudno jest mi cokolwiek na ten temat powiedzieć, bo nie mam tego problemu. Ale poleciła mi ją koleżanka u której w ciąży pojawił się problem krwawienia dziąseł i jej pomogła.

ALMA K, Krem do rąk z solą z Morza Martwego. Mała tubka, bardzo wygodna do noszenia w torebce. Krem okazał się świetny. Był bardzo lekki, szybko się wchłaniał - idealne rozwiązanie poza domem, czy np w pracy. Jednocześnie powlekał dłonie taką delikatną otoczką ( dosłownie jak po wyjściu z Morza Martwego - byłam, kąpałam się i wbrew pozorom po wyjściu z wody skóra nie jest wysuszona!) Po jego użyciu skóra była fajnie nawilżona i gładka, jedwabista. Myślę, że jeszcze kiedyś po niego sięgnę - widziałam te kosmetyki w Hebe.

VIANEK, normalizujący peeling do twarzy. Bardzo lubię peelingi z korundem. Te maleńkie drobinki idealnie polerują skórę. Trzeba jednak uważać z siłą tarcia, bo są one dosyć mocne . Peeling sprawdzał się u mnie bardzo dobrze, oczyszczał skórę i odświeżał. Mimo że jest przeznaczony raczej do skóry tłustej i mieszanej lub z niedoskonałościami to nie zauważyłam, aby mnie przesuszał.

DELIA GOOD FOOT, Kąpiel Perełkowa do stóp.  (Recenzja) W ciąży naprawdę doceniłam działanie tego typu produktów. Już wcześniej takie moczenie stóp było bardzo relaksujące. Ale w obliczu tych upałów i puchnięcia nóg okazała się ona wybawieniem. 



COSSI FULLEREN, Olejek upiększający (Recenzja) Pięknie pachnący, wielofunkcyjny olejek, który ma w buteleczce magiczny Kamień Księżycowy czyli szungit. Idealnie sprawdzał mi się wtarty w wilgotną skórę po ciepłym prysznicu. Była po jego użyciu bardzo miękka i nawilżona. Używałam również do olejowania włosów, a także do zabezpieczania końcówek. Zapach kojarzył mi się z owocami egzotycznymi, z mango.

COSNATURE, żel pod prysznic z solanką i rumiankiem. Kupiłam go z polecenia Czarszki i nie zawiodłam się. Żel miał delikatny zapach. Nie zawiera silnych detergentów więc ani nie wysusza, ani nie podrażnia skóry. Stosowałam go także do mycia twarzy i w tej kwestii również nie mam mu nic do zarzucenia. Chętnie do niego wrócę.

ISANA LEMON TASTE, pianka do mycia ciała. (Recenzja) Pachniała bardzo przyjemnie cytrynową tartą, nie był to taki rześki, cytrusowy zapach, bardziej subtelny. Pianka ma zbitą konsystencję i jest wydajna. Fajnie sprawdza się także jako produkt do golenia nóg. Mimo, że zawiera SLS nie wysuszyła mojej skóry.

MUSTELA, krem dla kobiet w ciąży, przeciw rozstępom. Przez te 9 miesięcy zużyłam więcej balsamów do ciała niż normalnie zużywam w ciągu roku, ale naprawdę przyłożyłam się do regularnego (może nie koniecznie codziennego ;) ) masażu. I opłaciło się - nie mam ani jednego rozstępu. Krem miał delikatną konsystencję i niedrażniący zapach. Pełną jego recenzję będziecie mogli przeczytać niebawem, gdyż szykuję dla Was wpis o produktach tego typu i ogólnie o rozstępach - nie tylko podczas ciąży.

KHADI, Olejek do twarzy i ciała z różowym lotosem. Olejek o bardzo fajnym składzie orientalnych olei. Miał intensywny różowy kolor i niestety bardzo intensywny, orientalny, kadzidlany zapach. Dla mnie niestety zbyt intensywny. Nie byłam w stanie używać go solo. Rozrabiałam z innymi olejkami. Najczęściej używałam go po kąpieli na jeszcze wilgotną skórę i samo działanie było bardzo dobre, jednak zapach hmmm kontrowersyjny.

FRESH&NATURAL, Orzechowe masło do ciała. Ten balsam mogłabym po prostu zjeść łyżeczką z opakowania jak najpyszniejszy krem do ciasta. Pachnie obłędnie Kinder Bueno :D Ale zapach nie jest jego jedynym atutem. Masło jest gęste i treściwe. Mocno nawilża i odżywia ciało. W ogóle mam wrażenie, że każdy produkt tej marki, który trafia w moje ręce okazuje się ogromnym hitem. Miałam także sól borowinową oraz peeling korzenny. Na pewno odwiedzę stoisko podczas najbliższych targów Ekocuda.


EFEKTIMA BLACK DETOX, płatki pod oczy. Bardzo lubię maski Efektima. Zazwyczaj stosuję je przed większymi wyjściami, rodzinnymi imprezami. Niemniej jednak zawsze jakieś opakowanie płatków posiadam. Te zaskoczyły mnie czarnym kolorem. Dobrze przylegały do skóry i nie spływały. Po zdjęciu okolica pod oczami była fajnie napięta i rozjaśniona. Życzyłabym jednak sobie, aby tego produkty były też produkowane w większych opakowaniach jak to ma miejsce np w wypadku płatków koreańskich.

MEDIHEAL, maski w płachcie. Myślę, że to jedne z lepszych masek, które można dostać od ręki w naszych sklepach. Mają miękkie, komfortowe płachty które dobrze przylegają do skóry. Są solidnie nasączone esencją. Po zdjęciu skóra jest intensywnie nawilżona i można w nią wetrzeć resztki esencji, która zostaje w opakowaniu. Często widuję je w Kaufland, wiem że pojawiają się także w Lidlu.

TOŁPA DERMO FACE SEBIO, Węglowa maska czarny detoks oraz peeling 3 enzymy. Z przyjemnością stosowało mi się ten duet, chociaż wiem że zdania na jego temat są bardzo podzielone. Szczególnie jeśli chodzi o peeling enzymatyczny. U mnie nie spowodował on pieczenia ani żadnego podrażnienia. Owszem czułam lekkie mrowienie skóry, ale było ono bardzo podobne do stosowanych przeze mnie kiedyś kwasów np migdałowego. Po zmyciu skóra była miękka, gładka i dobrze oczyszczona. To chyba najlepszy peeling enzymatyczny jaki miałam. Maska również przypadła mi do gustu, mimo że jest dedykowana do skóry tłustej i mieszanej. Podobała mi się jej konsystencja, która nie zastygała na skorupę. Przez co nie przesuszała mojej i tak suchej skóry. Po takiej kuracji czułam, że cera jest idealnie oczyszczona, a pory zwężone. Najczęściej nakładałam po niej jeszcze maskę w płachcie , a potem krem na noc. Kupię na pewno.

I to już wszystkie produkty, które zużyłam ostatnio. Trochę się tego nazbierało, ale cieszę się , gdyż sukcesywnie udaje mi się uszczuplać moje zapasy. Staram się nie kupować zbyt dużo i post z nowościami po raz kolejny będzie postem dwumiesięcznym.

Jestem ciekawa, czy znacie coś z mojego denka. A może coś Was zainteresowało?

Pozdrawiam
Emi

Zapraszam również na moje media społecznościowe Facebook i Instagram.

listopada 05, 2017

Denko #10 Październik 2017 / Kringle Candle, Nacomi, Holika Holika, Lumene, Madara.

Denko #10 Październik 2017 / Kringle Candle, Nacomi, Holika Holika, Lumene, Madara.
Witajcie,
 
Kolejny miesiąc się skończył i nieubłagalnie zbliżamy się do końcówki roku. Głupio się tak powtarzać, ale fakt jest taki, że czas leci jak szalony. A skoro mamy koniec miesiąca to znak, że pora rozliczyć się z kolejną porcją zużytych kosmetyków. A więc zaczynajmy!



1.      Kringle Kandle Set Sail. (Recenzja) Wiosną i latem świece palę dosyć rzadko. Tę kupiłam w tamtym roku w lipcu na urodziny. Bardzo mi się podoba design tych świec. W przeciwności do Yankie, których słoik w ogóle nie trafia w mój gust. Świeca miała bardzo miły orzeźwiający i lekki zapach… trochę jak wodna bryza. Dwa knoty sprawiły, że bardzo równomiernie się paliła i jak widzicie wypaliła się mi niemalże do samego końca. Na pewno jeszcze kupię tego typu świecę, ale może inny zapach. Chodzi mi po głowie mój ulubiony Autumn Rain lub Gray.

2.      Perfecta Trufle Czekoladowe. Dostałam ten produkt w prezencie. Fuj! Cóż to był za parafinowy oblepiacz Jeszcze może bym mu to wybaczyła, gdyby zapach był ładny, a tutaj niestety również klapa. Zapach raczej czekoladopodobny. Zużyłam do stóp.

3.      Avon, Planet SPA, Luxuriously Refining. Krem do twarzy z wyciągiem z kawioru. Krem miał perłowy kolor i lekką konsystencję. Kawior, jak to w Avon był gdzieś tam na szarym końcu. Zużyłam jako balsam do ciała.

4.      Nivea Lip Butter, Wanilla & Macadamia. Moje ulubione masełko do ust. Miałam 4 rodzaje tych masełek i te owocowe ( jagoda, kokos) mają dużo lżejszą konsystencję natomiast to oraz Karmel dużo bardziej treściwą i lepiej nawilżają. Szkoda tylko, że występują jedynie w słoiczkach. Przez to używałam ich tylko w domu , stały też na biurku w pracy. Chętnie jeszcze kiedyś kupię.



5.      Avon, Planet SPA , Carribean Escape. Bardzo lubię produkty do kąpieli z Avon. Co prawda nie mają świetnych składów, ani zaskakujących właściwości pielęgnacyjnych, ale ładnie pachną i dobrze się pienią. Ten zapach był taki uspakajający i kremowy. Naprawdę poczułam się jak w spa.

6.      Alterra, Pomarańcza & Wanilia, krem pod prysznic. Szczerze mówiąc nie bardzo wyczuwałam tutaj wanilię. Całość miała konsystencję i pachniała jak krem pomarańczowy. Żele Alterra są bardzo tanie i mają dobre składy. Musicie się jednak przygotować na to, że będą się słabiej pienić. Tak już jest z naturalnymi żelami. Zapach był bardzo ładny i odświeżający.

7.      Nacomi, Kokos, pelling kawowy. Bardzo długo chodziły za mną te peelingi, ale trochę odstraszała mnie ich cena. Swój produkt można zrobić przecież dużo taniej, tym bardziej że kawę piję niemalże codziennie. W końcu skusiłam się na niego w promocji w Hebe. Pachnie jak mocno posłodzona czarna kawa, mało wyczuwam tam nut kokosa. Użyty na lekko zwilżoną skórę świetnie ją złuszcza i wygładza. Stosowany regularnie zdecydowanie ujędrnia. Chętnie kupię, ale w promocji, inne warianty zapachowe.



8.      Vianek , Intensywnie odżywczy Krem na noc. To ulubiony krem mojego męża, sam go sobie wybrał z próbek które mu dałam. Użyłam tego kremu kilka razy, ma bardzo ładny owocowy zapach i fajną konsystencję. Uważam , że kremy Vianek świetnie się u Was sprawdzą jeśli potrzebujecie podstawowego kremu nawilżającego o dobrym składzie i nie macie dużych problemów z cerą.

9.      Pharmaceris N, krem pod oczy. (Recenzja) Pisałam o nim w rozczarowaniach. Krem bardzo podrażnił mi oczy. Piekły po nim i łzawiły. Szkoda, bo miał wygodne opakowanie z pompką i fajną konsystencję. Zużyłam na dekolt.

10.   Holika Holika, Skin & Good Cera, Toner i Emulsja. To te produkty zachęciły mnie do kupienia właśnie tego typu kosmetyków. Toner to mój ulubiony moment makijażu. Po nim widziałam największe nawilżenie. W dzień nic już na niego nie nakładałam. Natomiast ogromny minus za te opakowania. Próbki były dosyć spore, starczyły mi na ok. 2 tygodnie używania. Ale co z tego, skoro ten plastik jest tak twardy, że nie dało się go zgnieść. Musiałam wręcz wytrząchiwać zawartość… i to ten toner, który miał postać żelową. A emulsję musiałam wygrzebywać cienką szpatułką. Kompletnie nie do używania w podróży.

11.   Oilan Balance, Regenerujący krem ochronny do skóry suchej i podrażnionej. Krem miał bardzo dziwną konsystencję z takim jakby piaskiem w środku. Na początku myślałam, że jest zepsuty. Potem doczytałam się, że on taki jest. Ten piasek pod wpływem wmasowywania w twarz po prostu się rozpuszczał. Krem zostawiał na twarzy delikatną powłoczkę i rzeczywiście dosyć fajnie się sprawdził, gdy dostałam uczulenia na szyi i dekoldzie. Sprawiał, że skóra mniej swędzi. Potem używałam go na twarz, żeby zużyć , ale niestety słabo sobie radził z nawilżeniem cery.

12.   Lumene, maska oczyszczająca. (Recenzja) Bardzo dobry produkt. Maska na bazie białej glinki, oczyszczała bardzo delikatnie, a jednocześnie skutecznie.



13.   Isana, zmywacz do paznokci. Jeden z moich ulubionych, regularnie do niego wracam. Zawiera Aceton i świetnie nadaje się do zdejmowania lakieru hybrydowego.

14.   Cameleo, Jedwab do włosów. Unikam szamponów i odżywek z silikonem. Natomiast niewielka ilość tego składnika wtarta w moje włosy bardzo im służy. Jedwab bardzo ładnie wygładzał i nabłyszczał końcówki, sprawiał że włosy były dociążone i ładnie się układało. Dzięki wygodnej pompce mogliśmy nałożyć odpowiednią ilość produktu na końcówki. Zbyt duża ilość dawała wrażenie przetłuszczonej, nieświeżej fryzury.

15.   Cosnature, maska do włosów z olejem z avocado. Kosmetyki tej niemieckiej marki cały czas mnie bardzo pozytywnie zaskakują. Moje włosy bardzo lubią olej avocado. Maska miała fajną, kremową konsystencję i nie spływała z włosów. Po jej użyciu były miękkie i ładnie się rozczesywały. Może nie była jakaś wybitna, ale sprawdziła się całkiem nieźle.



16.   Missha, maska w płachcie z aloesem. Bardzo fajna maska. Płachta była cienka, dobrze nasączona i świetnie przylegała do skóry. Esencja dobrze się wchłaniała w skórę i pozostawiła ją miękką i bardzo dobrze nawilżoną.

17.   Bielenda, Matt Booster Jelly Mask. Jestem bardzo zawiedziona tą maską. Miała fajną konsystencję galaretki, przyjemnie się ją nakładało. Niestety Po zmyciu w ogóle nie czułam jej działania.

18.   Bielenda, oczyszczające maski metaliczne. Maski miały płynną konsystencję i na skórze bardzo szybko zasychały. Również nie czułam jakiegoś wielkiego działania tych masek. Jedynie maska niebieska nawilżyła moją skórę i byłabym skłonna kupić ją ponownie.

19.   Janda, Maska zastrzyk nawilżenia. Niestety kolejna kiepska maska. Miała fajną konsystencję, dobrze się wchłaniała. Bardziej jak po prostu krem niż mocno nawilżająca maska.

20.   Benton, shea butter and coconut cream. Bardzo fajny, treściwy krem pod oczy. Pachniał kokosem bardzo delikatnie, wyczuwałam w nim więcej nut masła shea. Zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie i chętnie bym go kupiła w pełnej wersji.

21.   So Bio, BB cream. Tak! To był strzał w 10. Byłam szczerze zaskoczona kryciem tego kremu. Tak pięknie dopasowuje się do skóry i wygląda na niej naturalnie, a jednocześnie ujednolica jej koloryt. Kryje wszelkie zaczerwienia i przebarwienia. Daje bardzo naturalne, lekko błyszczące wykończenie.


 
22.   Madara próbki kosmetyków. Jakiś czas temu ze strony Madara zamówiłam sobie set próbek. Ogólnie muszę powiedzieć, że kosmetyki bardzo pozytywnie mnie zaskoczyły. Mają bardzo dobre składy i miłe zapachy. Na tyle mi się sprawdziły, że myślę o zamówieniu boxa z tej hiszpańskiej marki. Bardzo spodobało mi się SOS Intense serum. Skóra była po nim napompowana i świetnie nawilżona, a podkład bardzo ładnie się prezentował. Zaskoczył mnie także Moon Flower Fluid. Miał bardzo lekką konsystencję, myślałam że będzie to lekki krem tonujący, a okazał się nieźle kryjącym podkładem. Na dodatek nawilżał cerę. Również seria SMART sprawdziła mi się bardzo dobrze. Nie obyło się jednak bez wtop. I taką okazał się podkład Sun Flower. Może to kwestia po prostu złego koloru, bo Golden Beige okazał się bardzo ciemny i pomarańczowy.




 
I to już całe październikowe denko. Ciekawa jestem, czy mieliście te produkty i czy u Was się sprawdziły? A może są to dla Was kompletne nowości?
 
Pozdrawiam
EMI 

października 20, 2017

Makijaż nowościami, pierwsze wrażenie.

Makijaż nowościami, pierwsze wrażenie.
Witajcie!

Pod ostatnim postem z nowościami miesiąca pytałam, czy chciałybyście makijaż nowymi produktami oraz moją krótką opinię o nich. Duża część osób była zainteresowana takim wpisem także postanowiłam go dla Was przygotować.


PRZYGOTOWANIE

Na twarz nałożyłam swoją ostatnio standardową pielęgnację, czyli toner oraz emulsję z Benton i odczekałam ok 20 min aż się wchłonie.


Następnie nałożyłam na twarz bazę rozświetlającą Bielenda Peral Base. Mam bazę różową, która ma za zadanie poprawić koloryt naszej cery. Mam ją już od jakiegoś czasu, zużyłam ok 1/3 opakowania i szczerze Wam powiem, że nie wiem co o niej myśleć. Jest to bardzo delikatny produkt. Lekko rozświetla skórę i lekko ją nawilża, aczkolwiek jeśli nałożymy matujący podkład to ten efekt znika. Natomiast bardzo fajnie wygładza skórę i sprawia, że podkład lepiej się na niej rozprowadza. Plus za to, że mnie nie zapchała.


TWARZ.

Podkład, którego użyłam to Pierre Rene Advanced Lift. Jest to bardzo fajny podkład nawilżający. Jego krycie jest raczej delikatne, ale można je zbudować do średniego. Na pewno nie poradzi sobie z problematyczną cerą, ale świetnie wyrównuje koloryt i tuszuje przebarwienia. Jak dla mnie to idealny, lekki podkład na co dzień. Jeśli chodzi o ujędrnienie o którym pisze producent to nic takiego nie zauważyłam.


Rzadko robię konturowanie na mokro, ale muszę przyznać, że polubiłam się z kredkami od Golden Rose. Pod oczy nałożyłam odrobinę Color Corrector Crayon nr 53 czyli w żółtym odcieniu. Bardzo ładnie neutralizuje zasinienia chociaż ja nie mam z tym problemu. Tam gdzie podkład nie poradził sobie z przebarwieniami dołożyłam odrobinę kredki Concealer&Corrector Crayon nr 04. Na policzki nałożyłam najciemniejszą kredkę Contour Crayon Face Shaping nr 22. Kredki są bardzo miękkie i kremowe. Można je bardzo łatwo rozblendować i nie tworzą plam ani smug.

Całość delikatnie przypudrowałam pudrem ryżowym Ecocera. Lubię ten puder za to, że świetnie utrwala makijaż, nie bieli twarzy. Używam go jednak tylko letnią porą, gdy jest ciepło i moja skóra ma większą tendencję do świecenia się. Zimą, gdy moja skóra robi się coraz bardziej sucha najczęściej pomijam w ogóle ten krok, albo używam delikatnego pudru.



Następnie użyłam nowości od Freedom Makeup czyli palety Pro Artist HD Hghlighter& Counturing Set. To bardzo fajne rozwiązanie dla osób, które na co dzień się konturują, gdyż mamy wiele odcieni w jednym miejscu i możemy je dowolnie mieszać. Rozświetlacze są raczej delikatne, bronzery mają ładne kolory. Każdy, myślę wybierze odcień idealny dla siebie. Dobrze się rozcierają i nie tworzą plam. Trzeba jednak uważać na te najciemniejsze, gdyż są mocno napigmentowane więc uważajcie z ich ilością.


Dalej na policzki trafiły dwa produkty z Bell, które kupiłam w Biedronce. Róż - 2 Skin Pocket Pressed Rouge to piękny, przybrudzony kolor. Jeśli przyjrzymy się mu bliżej to ma w sobie drobinki. Natomiast na twarzy ich nie widać. Daje on bardzo naturalny, lekko satynowy efekt na policzkach. Tak samo dzienny efekt daje rozświetlacz Perfect Strobing&Highlighter. Ma on lekko złotawe zabarwienie, a na twarzy daje delikatną taflę. Jeśli nie lubicie mocnych rozświetlaczy to jest to zdecydowanie produkt dla Was.




OCZY

Na powieki nałożyłam cienie z mojej nowej palety Chocolate&Peaches. Powiem Wam, że wręcz zakochałam się w tych ciepłych odcieniach. Bardzo lubię palety Makeup Revolution. Są one dobrze napigmentowane, a z cieniami bardzo łatwo się pracuje. Jeśli jeszcze nie macie własnej czekoladki to polecam, wybór kolorystyczny jest ogromny i na pewno znajdziecie tę odpowiednią dla siebie.

Zrobiłam także delikatną kreskę kredką ze Smashbox Always Sharp Waterproof Kohl Eyeliner RAVEN. To jest dopiero ciekawy produkt. Kredka sama się temperuje za każdym razem jak odkręcacie skuwkę. Poza tym jest bardzo miękka i łatwo zrobić nią fajną kreskę, można ją bez problemu rozetrzeć.

Rzęsy wytuszowałam mascarą L'Oreal Paradise Extatic. Bardzo zachwyciło mnie opakowanie tego tuszu. Jest piękne, w kolorze rose gold i na pewno cieszy oko. Bardzo przeraziła mnie jego klasyczna szczoteczka i mokra formuła. Na początku tusz ten bardzo zlepiał rzęsy i odbijał mi się na powiekach. Natomiast spokojnie dałam mu ze 2-3 tygodnie i obecnie jestem z niego zadowolona. Tusz świetnie podkreśla rzęsy i nadaje im objętości. Nie kruszy się i nie odbija, nie tworzy także efektu pajęczych nóżek.




BRWI

Nie lubię mocno i sztucznie wyrysowanych brwi. Moje naturalne są dosyć gęste i jak na blondynkę ciemne. Dlatego staram się nie przedobrzyć i podkreślić je jedynie delikatnie. Na co dzień używam jedynie Golden Rose Brow Color Tinted Eyebrow Mascara nr 03. Bardzo podoba mi się to, że tusz ten ma bardzo malutką spiralkę dzięki której możemy precyzyjnie wyczesać włoski. Ma ona także delikatny kolor, co mi bardzo odpowiada. 

Tym razem przed nałożeniem mascary postanowiłam trochę mocniej podkreślić brwi i użyłam Freedom Makeup Duo Bros Powder CARAMEL BROWN. To zestaw bardzo ładnych pudrów do brwi - ciemniejszego i jaśniejszego. Nie są one rude, ale nie są także strasznie zimne - u mnie np. Maybelline Color Tattoo wypadał niemalże zielono. Dwa kolory można dowolnie mieszać do uzyskania pożądanego koloru.


USTA

Nie bardzo lubię na swoich ustach brązy, czy beże. Jeśli stosuję nudziaki to raczej te z różowymi tonami. Tym razem postanowiłam to zmienić i ze wszystkich trzech płynnych pomadek Freedom Makeup Polska Pro Melts Lipgloss  wybrałam odcień BARE. Pomadki mają bardzo fajną konsystencję, taką musową, bardzo dobrze się rozprowadzają. Na ustach nie dają takiego mocno zaschniętego matu. Powiedziałabym, że są bardziej satynowe.  Są bardzo komfortowe w noszeniu natomiast nie są zbyt trwałe, szybko się zjadają i niestety w niezbyt ładny sposób. Dlatego jeśli planujecie obiad to polecam po nim poprawić pomadkę.

Pod pomadkę nałożyłam także bazę Golden Rose Prime & Prep Lipstick Base. Myślałam, ze to kolejny balsam na usta. Jednak bardzo się myliłam. Pomadka ma silikonową konsystencję. Na ustach tworzy powłokę, która wygładza wszelkie zagłębienia, czy zmarszczki. Przede wszystkim pomadkę idealnie się rozprowadza, nie podkreśla ona suchych skórek ani załamań. Baza lekko przedłuża trwałość makijażu naszych ust.





Całość makijażu możecie obejrzeć na moim INSTAGRAMIE (produkty mogą się minimalnie różnić, ale efekt był identyczny)



Pozdrawiam
Emi


października 13, 2017

NOWOŚCI #9 WRZESIEŃ 2017

NOWOŚCI #9 WRZESIEŃ 2017
Witajcie!

Z góry przepraszam za moją nieobecność zarówno tutaj jak i na instagramie. 

W październiku moje życie zawodowe zostało wywrócone nogami do góry. Dostałam nowe stanowisko i nowe obowiązki. Cały czas dużo się uczę, dużo wyjeżdżam, a w związku z tym mam niewiele czasu na internet. Ale mam nadzieję, że w przeciągu miesiąca-dwóch uda mi się wszystko ustabilizować i będę pojawiać się regularnie.

A tymczasem zapraszam Was na nowości Września :)



ZAKUPY




Na samym początku miesiąca skończył mi się olej do demakijażu z Orientany dlatego postanowiłam wypróbować coś nowego. Tym razem wybór padł na pastę z Fresh&Natural. Pasta ma bardzo charakterystyczny zapach i dobry skład choć przyznam, że zaskoczyło mnie to, że można zmyć ją samą wodą. Kupiłam ją w Drogerii Novaya.




W sklepie Skin79 skusiłam się na dużą obniżkę kosmetyków azjatyckich. Wreszcie do mojego koszyka trafiły słynne już produkty Benton, a mianowicie toner z żelem aloesowym oraz emulsja, która zawiera w sobie śluz ślimaka oraz jad pszczeli.




W Biedronce przyciągnęła mnie szafa Bell. Rozświetlacz nr 02 wygląda na skórze bardzo delikatnie i naturalnie, nadaje jej lekki blask. Natomiast róż jest w bardzo stonowanym, nieco przydymionym kolorze i świetnie nadaje się do codziennych makijaży.



Również w Biedronce sięgnęłam po masło do ciała Herbal Care z lawendą i mleczkiem waniliowym. Produkt ma naprawdę bardzo gęstą i zbitą konsystencję masła oraz intensywny zapach lawendy. Myślę, że osoby wrażliwe na zapachy nie będą zadowolone, może on być dla nich zbyt męczący. Cieszę się, że w tym produkcie nie ma parafiny.


Pod koniec miesiąca Hebe zorganizowało promocję 1+1 na produkty Nacomi. Jako ogromna fanka tych świetnych kosmetyków nie mogłam się nie skusić. Wybrałam mieszankę olei do olejowania włosów, gdyż mój Vianek sięga dna oraz scrub o zapachu słodkich wafli, bo przecież peelingów nigdy za wiele. Zdradzę Wam, że scrub najchętniej wyjadłabym łyżeczką z opakowania :D




W Superpharm nie mogłam się oprzeć promocji -50% na kosmetyki I heart Makeup. Kupiłam paletę w cudownych, ciepłych odcieniach czyli Chocolate&Peaches.

WSPÓŁPRACE


Organizatorzy Meet Beauty Conference przysłali nam paczkę niespodziankę wraz z zaproszeniem na przyszłoroczną, czwartą już edycję konferencji. W paczce znalazły się trzy produkty marki Dove: szampon do włosów farbowanych, antyperspirant w sprayu oraz mydło w piance. Na razie używałam jedynie antyperspirantu i jego orzeźwiający, gruszkowy zapach jest świetny! 

Oczywiście datę zapisów na konferencję już wpisałam do kalendarza, co i Wam polecam uczynić.



Z portalu wizaz.pl otrzymalam do przetestowania zestaw Mixa Hyalurogel w skład którego wchodzi żel do mycia twarzy oraz krem. Tak jak z żelem bardzo się polubiłam tak niestety krem zaczynam podejrzewać o zapychanie ze względu na dużą zawartość gliceryny. Na razie go odstawiłam, ale na pewno dam mu szansę.



 

Po raz kolejny otrzymałam także paczkę od Michała z bloga Twoje Źródło Urody z kosmetykami niemieckiej marki Cosnature. Tym razem do testów wybrałam sobie krem z rumiankiem i solanką oraz olejek do ciała migdał&kokos, który sprawia że pachnę jak pewien słynny włoski deser...ale tę historię usłyszycie już niebawem.


NAGRODA:











Natalia  z bloga Elfnaczi zrobiła mi ogromną przyjemność wybierając moją osobę jako laureata konkursu na jej IG. Dzięki temu w bardzo szybkim tempie trafiła do mnie przesyłka z kosmetykami kolorowymi Freedom Makeup. W paczce znalazła się paleta do konturowania twarzy wraz z pędzlem, duo do makijażu brwi oraz to co mnie cieszy najbardziej, czyli mnóstwo produktów do makijażu ust: trzy pomadki w płynie oraz paleta kremowych szminek.

Natalia, jeszcze raz bardzo dziękuję! 

 Oczywiście testy kosmetyków już się odbyły i zastanawiam się, czy nie pokazać Wam na blogu efektów tej zabawy i zrobić post w stylu "pierwsze wrażenie".

Chcecie?

Pozdrawiam
Emi
Copyright © 2016 Uroda Według Blondynki , Blogger