Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Garnier Fructis. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Garnier Fructis. Pokaż wszystkie posty

sierpnia 26, 2018

Moja aktualna pielęgnacja włosów

Moja aktualna pielęgnacja włosów
Hej!

Włosy - jeden z największych atutów każdej kobiety. Nieważne, czy długie czy krótkie - zadbane, zdrowe włosy zawsze wyglądają pięknie. 

Moje włosy nie są już bardzo wymagające. Są dosyć solidnej grubości oraz gęstości, ale są dosyć sztywne i proste. Trudno z nich wyczarować fale, czy loki. Jeszcze do niedawna moje włosy były bardzo przesuszone i zniszczone przede wszystkim wieloletnim farbowaniem i utlenianiem ich na bardzo jasny blond. Moja skóra głowy, tak jak i cera należy do tych suchych.  Trochę czasu zajęło mi zanim znalazłam odpowiednią pielęgnację, ale opłaciło się eksperymentować. Obecnie jestem zadowolona z z efektów tej pielęgnacji.

 Co więcej bardzo podobną pielęgnację stosuję u mojego męża i u niego te efekty są zdecydowanie bardziej widoczne. Ma on atopową skórę głowy, często pojawiają się stany zapalne, krostki (które niestety zdrapuje). Pojawia się także łupież - mocne łuszczenie skóry, które niestety szampony od dermatologa tylko pogłębiały. Przez te wszystkie problemy włosy były osłabione i mocno wypadały.

Jeśli jesteście ciekawi, co aktualnie stosuję to zapraszam do lektury :)



1. PEELING SKÓRY GŁOWY

Myślę, że to nadal bardzo niedoceniany element prawidłowej pielęgnacji naszych włosów. Tak samo jak i na całym ciele i twarzy także na naszej głowie naskórek się namnaża. Peeling wykonujemy, aby złuszczyć ten martwy i odsłonić nową, młodą skórę. Dzięki temu wszelkie wcierki oraz maski, które będziemy stosować później mają szansę wchłonąć się głębiej. Poza tym w przypadku skóry łuszczącej się, atopowej czy z łupieżem pozbywamy się płatków suchego naskórka, w ten sposób oczyścimy również rozregulowane gruczoły łojowe. Ten element najbardziej przyczynił się do zmiany stanu skóry głowy zarówno u mnie jak i u męża. Skóra przestała mnie przede wszystkim swędzieć, przestały sypać się drobne płateczki.

Jeśli chodzi o peeling możecie wybrać peeling mechaniczny np na bazie cukru. Jego dodatkowym plusem jest to, że robi nam masaż twarzy, zwiększa przekrwienie skóry dzięki czemu więcej składników odżywczych dociera do cebulek włosów. Peelingiem tego typu, który mogę Wam polecić jest np Vianek - łagodzący peeling do skóry głowy. Zawiera on w sobie także kwas salicylowy, który działa antybakteryjnie, reguluje pracę gruczołów łojowych i niweluje powstawanie łupieżu. Zawartość oleju kokosowego, słonecznikowego i masła shea odżywia włosy. Dlatego warto tym peelingiem zrobić dokładny masaż skóry głowy, a następnie zostawić go na niej jeszcze na kilka minut.



Mi osobiście, ze względu na gęste włosy, bardziej odpowiadają peelingi enzymatyczne lub te na bazie wysokiego stężenia mocznika. Bardzo polubiłam się z /peelingiem z 40% zawartością urea od BandiTricho Estetic.  Pełną recenzję tego peelingu znajdziecie TUTAJ.





2. OLEJOWANIE

Było pierwszym elementem wprowadzonym do mojej pielęgnacji włosów. Bardzo szybko przyniosło też oczekiwane efekty. Na początku olejowałam włosy przed każdym myciem zostawiając olej na nich na conajmniej godzinkę. Zaczynałam też od najbardziej popularnego oleju, czyli od kokosowego. Mimo włosów wysokoporowatych sprawdził się on u mnie bardzo dobrze, a efekty były widoczne już po mniej więcej miesiącu regularnego stosowania. Włosy stały się bardziej gładkie i lśniące, lepiej nawilżone i tak bardzo się nie łamały. Potem zaczęłam eksperymentować z innymi olejami i tak doszłam do wniosku, że moim włosom najbardziej pasuje olej avocado oraz olej konopny. Najczęściej kupuję oleje w sklepach z półproduktami - np. EcoSpa. Ale również bardzo lubię gotowe mieszanki jak np. maska 7 olei od Nacomi, czy olejek konopny od Efektima.








3. SZAMPON

Jeśli borykacie się z suchą, swędzącą skórą głowy to powinniście pomyśleć w pierwszej kolejności o zmianie szamponu, którego używacie do mycia głowy. Wiele szamponów drogeryjnych zawiera w swoim składzie silny detergent czyli Sodium Lauryl Sulfate (SLS). Jest to środek silnie drażniący i wysuszający skórę. Niestety producenci widząc, że konsumenci zaczynają unikać tego detergentu zaczynają go zastępować innymi, wcale nie lepszymi. Na opakowaniu znajdziemy wielkimi literami BEZ SLS! a w składzie równie silny i drażniący SLES (Sodium Laureth Sulfate), ALS (Amonnium Laureth Sulfate). Osobiście stosuję takie szampony rzadko - raz na dwa tygodnie w celu mocniejszego oczyszczenia skóry. Jest mi tutaj wszystko jedno jaki to szampon, zawsze jakiś w domu się znajdzie .



Jednak do regularnego mycia - włosy myję 2,3 razy w tygodniu - używam delikatniejszych szamponów. Obecnie bardzo polubiłam się z szamponami z Petal Fresh, a dokładnie z serią Tea Tree. Olejek herbaciany ma właściwości antybakteryjne. Szampon dobrze oczyszcza skórę głowy, a jednocześnie jej nie podrażnia. Trzeba się tylko przyzwyczaić do jego charakterystycznego zapachu.




4. ODŻYWKA, MASKA

Nie wyobrażam sobie po myciu nie zastosować odżywki lub maski. Dzięki dobrze dobranemu produktowi włosy są wygładzone oraz dobrze nawilżone. I tutaj również bardzo dobrze sprawdziła mi się odżywka z olejem z drzewka herbacianego z petal fresh. Odżywkę tę można nakładać również na skórę głowy - ma działanie nawilżające oraz bakteriobójcze. Jest ona dosyć lekka, nie obciąża włosów, ale jednocześnie są one miłe w dotyku i dobrze się rozczesują. Jej minusem jest niestety opakowanie z dosyć twardego plastiku. Odżywka jest gęsta i pod koniec jej wydobywanie może być kłopotliwe. Dużo bardziej podobałaby mi się butelka np z pompką.

Raz w tygodniu nakładam na włosy coś bardziej treściwego, a mianowicie maskę. Świetnie sprawdzają mi się te w słoiczkach od Garnier. Są gęste i odżywcze, a włosy po nich bardzo mocno wygładzone. Co ważne, rzadko nakładam maskę, czy odżywkę jedynie na 3-5 minut ( tak piszą producenci). Uważam że przez tak krótki czas nie ma ona szans wniknąć wewnątrz włosa. Zazwyczaj zostawiam te produkty na conajmniej 15 minut - w tym czasie robię peeling ciała lub nakładam maskę na twarz i po prostu relaksuję się w wannie :)




5. WCIERKA

To najbardziej skoncentrowany produkt w mojej pielęgnacji skóry głowy. Przed ślubem regularnie, przed każdym myciem stosowałam wcierkę Jantar i dała ona spektakularne efekty - moje włosy rzeczywiście rosły w szybkim tempie, pojawiło się mnóstwo baby hair. Obecnie stosuję również popularną wcierkę Banfi. Zawiera ekstrakt z chrzanu, gorczycy, jałowca i oregano . Wcierka pobudza krążenie w skórze głowy przez co ogranicza wypadanie włosów oraz przyspiesza ich wzrost. Wcierka jest na bazie alkoholu więc nie polecam jej stosować na podrażnioną skórę głowy. Ma też bardzo charakterystyczny, ziołowy zapach. Jeśli chodzi o efekty to są zauważalne przede wszystkim u mojego męża. Włosy przestały wypadać, pojawiło się dużo baby hair. U siebie zauważyłam, że włosy po prostu szybciej rosną. Dużym minusem tej wcierki jest jej opakowanie. Produkt znajduje się w dużej butli z korkiem na klik. Trudno się ją aplikuje na skórę głowy. Dlatego polecam przelać do butelki z pipetą lub (ja tak zrobiłam) z atomizerem. Wówczas jest to dużo łatwiejsze. Przy stosowaniu tej wcierki polecam intensywnie nawilżać skórę głowy, gdyż alkohol może niestety ją wysuszać. Wcierki używamy raz w tygodniu.



6. KOŃCÓWKI

To najczęściej one świadczą o kondycji naszych włosów. Niestety często się rozdwajają lub kruszą. Absolutnie nie wierzcie, że jakikolwiek produkt jest w stanie je zregenerować. Jeśli już się rozdwoją to możemy je jedynie ściąć i pilnować, aby się to nie powtórzyło. Dobrym pomysłem jest ich zabezpieczanie, aby nie dochodziło do tych uszkodzeń. Może być to naturalny olej - taki którym olejujemy włosy, ale ja np bardzo lubię serum silikonowe. Uważam że tak niewielka ilość silikonu nie szkodzi włosom, a skleja końcówki i tworzy otoczkę zabezpieczającą. Ponadto umiejętnie stosowane serum ładnie wygładza i nabłyszcza włosy. Jego nadmiar usuwam myjąc co jakiś czas włosy szamponem z mocniejszym detergentem.



I to wszystko. Moje podstawy pielęgnacji. Nie uważam, żeby było tego jakoś dużo , z drugiej strony nie wyobrażam sobie umyć włosów tylko szamponem i tyle. Na co dzień nie stosuję żadnych produktów stylizujących - pianek, lakierów. Moje włosy suszą się najczęściej naturalnie. Nie używam także ani prostownicy ani lokówki. Zdarza się to bardzo sporadycznie, zazwyczaj na większą imprezę. Zrezygnowałam też z używania suchego szamponu. Po prostu przekonałam się u trychologa, pod mikroskopem jak bardzo podrażnia moją skórę. Co prawda nie używałam go regularnie, zazwyczaj w upały, albo po ostrym treningu. Ale już nawet takie sporadyczne używanie mocno wpływało na mój skalp. Dlatego jeśli nie wiecie co wpływa na Wasza głowę negatywnie...zobaczcie czy to nie to. Suchy szampon można zastąpić mąką ziemniaczaną lub zasypką dla dzieci (Sylveco ma taką bez talku).

Mam nadzieję, że moje porady Wam się przydadzą.

Jestem ciekawa czy Wasza pielęgnacja włosów jest bardziej, czy mniej rozbudowana :)

Pozdrawiam
Emi


Zapraszam również na moje media społecznościowe Facebook i Instagram.


stycznia 13, 2018

Droga do minimalizmu kosmetycznego. Ile kosmetyków posiada blogerka urodowa cz. 1 WŁOSY

Droga do minimalizmu kosmetycznego. Ile kosmetyków posiada blogerka urodowa cz. 1 WŁOSY
Witajcie!

Czy zastanawialiście się kiedyś ile kosmetyków posiada blogerka urodowa? I czy w ogóle możliwe jest przetestowanie i zużycie wszystkiego przed końcem terminu? 

Na początku, zanim jeszcze założyłam swojego bloga, czytałam inne, oglądałam fimy na YT. Nagle okazało się, że wszystko MUSZĘ przetestować, wszystko CHCĘ mieć. Jeszcze wtedy mała była moja wiedza na temat składów kosmetyków, a także potrzeb mojej skóry także wiele rzeczy po prostu mnie zawodziło. Gdy założyłam już swojego bloga, to doszły paczki ze współprac, spotkań blogerskich, wymianek. Ktoś by pomyślał...SUPER!!! Ja też. Jednak po pewnym czasie zaczęło mnie to przytłaczać. Ta niepewność, co teraz otworzyć... krem nr 2 czy nr 10. Taka błaha sprawa, a jaki wprowadzała stres w moje życie.

Dodaj napis


Już jakiś czas temu podjęłam decyzję, że zmieniam swoją pielęgnację na bardziej naturalną. To bardziej ograniczyło ilość produktów, które trafiają na moją listę zachcianek. Kosmetyki, które dostaję na spotkaniach od razu segreguję i te, które nie trafiają w mój gust lub potrzeby skóry po prostu rozdaję rodzinie, koleżankom.

W tamtym roku postanowiłam wprowadzić postanowienie o ograniczeniu zakupów i redukcji swoich zapasów. Udało mi się je zmniejszyć aż o 30% (mimo uczestnictwa w kilku spotkaniach blogerskich i współprac) Nie jest idealnie, ale porównując rok 2017 z wcześniejszymi widzę, że kupuję DUŻO mniej, a moje zakupy są bardziej przemyślane. Regularnie prowadzę zeszyt w którym skreślam produkty zdenkowane, a dopisuję zakupione. Jak widzicie regularnie, co miesiąc publikuję projekt denko oraz nowości. To również pomaga mi się kontrolować. 

W tym roku motywacją ma być także przeprowadzka do nowego mieszkania, a nie chciałabym wszystkiego ze sobą tachać :)



Niemniej jeszcze długa droga przede mną. Chciałabym Wam dzisiaj pokazać pierwszą część moich zapasów, czyli moje zbiory włosowe. Jeśli macie pytania o konkretne produkty. Piszcie śmiało :)


SZAMPONY:



Jeśli chodzi o włosy, to chciałabym całkowicie przejść na naturalną pielęgnację. Jak widzicie mam sporo szamponów zwykłych, ale myję nimi włosy 2-3 razy w miesiącu dlatego bardzo długo schodzi mi ich zużycie. Garnier Fructis Oil Repair 3 Butter bardzo ładnie pachnie, jak chyba wszystkie szampony z serii Fructis. Dobrze się pieni i myje włosy. Jednak używany przy każdym myciu obciążał nawet moje suche włosy. To pewnie zasługa maseł i olejków, które ma w składzie. Jednak używany raz na jakiś czas dobrze sobie radzi nawet ze zmyciem oleju. Pharmaceris Seria H Szampon micelarny kojąco-nawilżający do włosów i skóry głowy nie zawiera SLS. Co prawda lepiej się sprawdził niż wersja do łupieżu tłustego, ale nie jest jakiś rewelacyjny. Może się spodobać osobom, którym naturalne szampony nie odpowiadają, ale jednak chcą coś delikatniejszego niż tradycyjny produkt.  Natura Siberica szampon z efektem laminacji włosów: ma pomarańczowy kolor i pachnie owocowo. Bardzo dobrze radzi sobie z domywaniem olei, czy masek. Nie obciąża włosów, bardzo ładnie odbija je od nasady. Nie zauważyłam jednak tego efektu laminacji. 

Dwa szampony z Dove: Pure Care Dry Oil oraz Regenarate Naurishment dostałam w ramach testów . Na razie czekają na swoją więc nie potrafię o nich nic powiedzieć.

MASKI, ODŻYWKI:


Na chwilę obecną nie posiadam żadnej naturalnej odżywki ani maski. Niestety nie znalazłam jeszcze takiej, która by dostatecznie nawilżyła i dociążyła moje włosy. Za to maska Garnier Fructis  Oil repair 3 Butter jest dla mnie produktem idealnym. Świetnie nawilża i wygładza włosy, są po niej takie miękkie i błyszczące. Odżywka Dove Pure Care Dry Oil tak jak i szampon cały czas czeka na użycie. Natomiast o odżywce  Garnier Ultra Doux z Cudownymi Olejkami mam bardzo mieszane uczucia. Niedawno zużyłam całą, miała swoje plusy, ale chyba jakoś mocno mnie nie zachwyciła.

PIELĘGNACJA SPECJALNA





Jeśli chodzi o pielęgnację dodatkową to staram się regularnie używać peelingu na skórę głowy. Bardzo lubię te na bazie kwasów, mocznika, czy enzymów roślinnych. Obecnie posiadam oczyszczający peeling trychologiczny Pharmaceris. Jest to peeling mechaniczny, bardzo skuteczny, ale przy mojej ilości i gęstości włosów niestety dosyć problematyczny. Wcierka Jantar z wyciągiem z bursztynu stosowana regularnie przynosi naprawdę świetne efekty. U mnie spowodowała wysyp baby hair. Szkoda, że nie jestem regularna w jej stosowaniu :(  Schwarzkopf Essence Ultimate Omega Repair to balsam upiększający, który stosuję na końcówki. Bardzo fajnie dyscyplinuje włosy bez ich obciążania.

OLEJE:


Nie wyobrażam sobie mojej pielęgnacji bez olejowania włosów. To ono uratowało je przed ogromnym przesuszeniem i puchem. Obecnie staram się nakładać olej minimum raz w tygodniu na godzinę. Olej Khadi na porost włosów zawiera w sobie wyciągi z ziół. Ma bardzo specyficzny, ziołowy zapach, co nie każdemu przypadnie do gustu. Miło się go aplikuje za pomocą pipety. Nakładam na skalp i długość . Trudno jest mi się wypowiadać o efektach, gdyż moje włosy same z siebie rosną dosyć szybko. Nacomi maska to tak naprawdę mieszanka 7 olei zamknięta w butelce z pompką. Użyłam jej dopiero raz lub dwa więc trudno mi coś więcej powiedzieć. 


STYLIZACJA:


Jest to grupa, której bardzo rzadko używam. Na co dzień nie stylizuję włosów. Lakier Schwarzkopf Got2 Be Volumania ma piękny, malinowy zapach. Całkowicie inny niż standardowe lakiery. Got 2 be puder unosi włosy u nasady i nadaje im objętości, działa trochę jak suchy szampon chociaż trochę się klei i dzięki temu utrwala fryzurę. Stosuję raczej latem, gdy skóra głowy się poci. Schwarzkopf Got 2 Be Playfull oraz Goldwell Texture Style to kremy stylizujące. Używam ich, gdy kręcę loki (czyli bardzo rzadko) lub plotę warkocze i nie chcę żeby krótkie włoski mi odstawały.

I to już wszystkie produkty, które aktualnie posiadam. Część z nich jest już na wykończeniu, część czeka na swoją kolejkę. Chciałabym w swojej łazience mieć dwa szampony: naturalny+zwykły; odżywkę/maskę i olejek do zabezpieczania końcówek.

A Wy jakie produkty do włosów w swoich zapasach posiadacie?

Pozdrawiam
Emi

sierpnia 08, 2017

Nowości w Lipcu!

Nowości w Lipcu!
Witajcie!

Chyba nie pamiętam takie brzydkiego lata jakie jest w tym roku. Lipiec niestety się nie popisał. Mamy już sierpień i nareszcie mamy odrobinę upalnego lata. Cieszmy się słońcem dopóki z nami jest. Cały czas próbuję wdrażać minimalizm kosmetyczny., Wychodzi mi to różnie. Co prawda nie kupuję już tyle co kiedyś ( porównywałam z ubiegłym rokiem), ale zawsze coś nowego wpadnie do mojego koszyczka.

Jeśli jesteście ciekawi, co znalazło się w nim w tym miesiącu to zapraszam.

ROSSMANN

Uwielbiam różaną serię od Evree. Zarówno tonik jak i olejek Magic Rose już miałam i z miłą chęcią wróciłam do tych produktów. Stałym bywalcem w mojej łazience jest peeling do ciała o zapachu mango i kokosa Wellnes&Beauty. Natomiast nowością dla mnie jest peeling do ust Evree sugar lips.





HEBE

Drogeria Hebe skusiła mnie swoją promocją do -70% na produkty naturalne. Bardzo dobrze wiecie, że często właśnie takich używam. Uzupełniłam więc swoje zapasy o 3 nowe oleje: z czarnuszki, konopny oraz rokitnikowy. Mydło Yope Werbena jest moim zdecydowanym ulubieńcem. Na promocji skusiłam się także na dwa nowe dla mnie, ale bardzo zachwalane produkty czyli Arganowy krem pod oczy oraz Kawowy Peeling do ciała o zapachu kokosa.




WIZAŻ.PL

Mam duże szczęście jeśli chodzi o tusze do rzęs. W tym miesiącu trafiły do mnie  Maybelline The Collosal Big Shot, którą aktualnie używam i jestem z niej bardzo zadowolona. Drugą jest bardzo ciekawa, z dwoma szczoteczkami L'Oreal False Lash Superstar XFiber. Dotarł do mnie także pięknie pachnący owocami zestaw do włosów Garnier Fructis Oil Repair 3 Butter.




TWOJE ŹRÓDŁO URODY


I testy naturalnych kosmetyków Cosnature. Wybrałam sobie Krem Tonujący, idealny na obecne upały, gdy nie chce na buzi ciężkiego podkładu oraz Nawilżający Krem z Granatem na Dzień.


Na początku miesiąca byłam także na największym evencie dla twórców internetowych w Polsce, czyli See Bloggers. Stamtąd również przywiozłam kilka upominków, ale o nich jak i o moich wrażeniach z tego wydarzenia przeczytacie jeszcze w tym tygodniu.

Pozdrawiam!
Emi



listopada 03, 2016

DENKO #10 PAŹDZIERNIK

DENKO #10 PAŹDZIERNIK
Witajcie!

Niedawno powitaliśmy listopad dlatego pora rozliczyć się ze zużyć minionego miesiąca. Niestety, jak to na jesieni światło nie jest najlepsze do robienia zdjęć, ale mam nadzieję że jakoś to wygląda.
Zapraszam!

Świetny!
Przeciętny
Bubel!!!


PIELĘGNACJA TWARZY:

Skin79 Rose Waterfull Sleeping Mask ( Recenzja) - świetna, całonocna maska. Bardzo mocno nawilżała moją buzię i ją odżywiała. Na pewno jeszcze się na nią skuszę.
Sephora Błotna maska oczyszczająca (Recenzja) - jeśli szukacie dobrej, gotowej maski oczyszczającej to serdecznie Wam polecam własnie tę. Świetnie radzi sobie z dogłębnym oczyszczaniem twarzy, wyciąga podskórne zanieczyszczenia na zewnątrz. A przy tym nie jest mocno wysuszająca. Obecnie używam maski z błotem z Morza Martwego SeeSee
AcneDerm maść antytrądzikowa. To moja tajna broń, gdy moja cera się buntuje. A niestety zawsze to robi w tym okresie przejściowym lato/zima. Obecnie mam Skinoren, ale do tej na pewno będę wracać, gdyż jest dobra i niedroga.
Yasumi , ampułka rozświetlająca z wit C. Produkt miał bardzo wodnistą konsystencję. Zawsze używałam wit C w formie esencji lub olejku. Niestety trudno mi cokolwiek powiedzieć, gdyż ampułka starczyła mi na kilka razy. Na pewno skóra była ładnie nawilżona i wygładzona. Obecnie testuję serum olejkowe z wit C z Pharmaceris.
Alterra, Bio-granat, intensive serum. Bardzo ciekawe, nawilżające serum w formie żelu. Byłam z jego działania naprawdę zadowolona. Miał lekką konsystencję, która szybko się wchłaniała i nawilżała skórę. Świetnie nadawał się pod makijaż i nie nakładałam już nawet na niego kremu. Obecnie mam olejek z wit C z Pharmaceris i olejek z retinolem z Bielendy.
Alterra Bio-granat, krem do twarzy. Tym produktem niestety nieco się zawiodłam . Miał dziwną konsystencję i jakoś specjalnie dobrze nie nawilżał. 
Vita Liberata , maseczka samoopalająca na noc (Recenzja) Bardzo fajny produkt o zapachu ciasta cytrynowego. Dawał zdrową opaleniznę i miał przyzwoity skład.  Niestety nie kupię ze względu na wysoką cenę. 
Gąbka Konjac z Drogierii Natura. Miałam kiedyś gąbkę Yasumi i była świetna. Niestety ten tańszy zamiennik jest słaby. Mocno zbity i twardy. Będę kupować oryginały bo bardzo lubię zmywać nimi maski do twarzy.
Holika Holika, maseczka w płachcie, rozjaśniająca i aloesowa (Recenzja) Wszystkie maski w płacie bardzo przypadły mi do gustu. Głównie dlatego że świetnie nawilżają. Chętnie wypróbuję inne warianty.
Bielenda, Carbo Detox, maski oczyszczające z węglem - bardzo przyjemny produkt, podobno bez węgla.  Muszę się wnikliwie wczytać w ich skład.  Jeśli chodzi o działanie to było ok. Na pewno napiszę osobną recenzję. 

PÓŁPRODUKTY:

Olej kokosowy, Masło kakaowe, Masło Shea, Olej rycynowy, Baza emulgująca - półprodukty które służą do zrobienia balsamu do demakijażu.  Obecnie mam olej macadamia z Nacomi, ale jednak nie radzi sobie aż tak dobrze. Chyba ponownie kupię półprodukty. Moim ulubionym sklepem jest EcoSpa. Baza emulgująca była wykorzystana do kremów domowych.

PIELĘGNACJA WŁOSÓW:

Isana, szampon do włosów blond. Kupiłam go jako zamiennik Johna Friedy. I muszę powiedzieć że miło mnie zaskoczył. Co prawda John mocniej rozjaśnia włosy. Ale ten szampon sprawia że nie muszę już używać odżywki (i tak to robię ). Są one bardzo gładkie i leiste,  łatwo się rozczesują, a produkt nie zawiera sylikonów. Chętnie wrócę do tej serii.
Isana, żel do golenia , zielone jabłuszko. Miał bardzo ładny zapach, był wydajny i niedrogi. Nie zapychał maszynki i spełniał swoje zadanie. Ale to nic nadzwyczajnego. Ja się nie zachwycam produktami tego typu. 
Isana, olejek pod prysznic. Fajnie nawilża ale okropnie pachnie. Nadaje się również do mycia pędzli.
Garnier Fructis , Goodbye Dammage, serum na końcówki (Recenzja) cała seria bardzo przypadła mi do gustu. I chętnie do niej wrócę. Serum dobrze sklejało końcówki i nadawało im blask. Trzeba było jednak uważać ,aby nie nałożyć go zbyt dużo. 
L'Oreal Elseve, Nutri Gloss, nabłyszczająca maska do włosów. Bardzo lubiłam starą wersję tych produktów.  Maska była bardzo lekka i jedyny efekt jaki dawała to taki, że wygładzała lekko włosy. Jednak to chyba zbyt mało. 

ZAPACHY:

Kringle Kandle, Gray, wosk. (Recenzja) uwielbiam ten zapach. Na pewno kupię kiedyś świecę o tym zapachu.
Avon, Love, woda perfumowana.  Bardzo lekki i kobiecy zapach. Nic co by zapadło w pamięć, ale przyjemny.

MAKIJAŻ:

Avon, mgiełka utrwalająca makijaż. Ja chyba nie lubię mgiełek utrwalających. Miałam wrażenie ,że moją twarz była oblepiona. Ale bardzo podobało mi się to jak zdejmowała pudrowość z twarzy i rzeczywiście przedłużała trwałość makijażu. Mam teraz podobny fixer z Bielendy i jest podobny.
Catrice, 010 Spending All My Honey, olejek do ust. Zdecydowanie mój ulubiony produkt. Ładnie nabłyszcza usta i je nawilża.  Mam też w wersji różowej. 
Astor , 828 Passion Flower, lakier do paznokci. Kolor przybrudzonej śliwki,  Bardzo ładny.  Lakier miał wygodny pędzelek i był trwały.  Lubiłam go ale rzadko wracam do tych samych kolorów. 
Eveline, 12 Pink, konturówka do ust. Bardzo ja lubiłam i stosowałam na całe usta jak pomadkę. Była miękka dzięki czemu łatwo się rozprowadzała na ustach a przy tym była trwała. 
Avon, blondie, konturówka do brwi. Miała odpowiednią twardość i kolor który bardzo mi pasował.  Jeśli jeszcze jest w ofercie avon to chętnie ja kupię ponownie.
Dax Cosmetix, Cashmere, baza wygładzająco-rozświetlająca. Miała bardzo lekka nawilżającą konsystencję ale rozświetlenie było słabe. Mimo dużej ilości drobinek całkowicie one znikały po przykryciu podkładem. 
Joko, Exclusive Eyeshadow Base. Nie lubię takich baz w słoiczku,  nie lubię grzebać palcem w takich produktach. Poza tym szybko stała się twarda więc wyrzucam.
Sensique, 10in1 , odżywka odbudowująca po sztucznych paznokciach. Bardzo przyjemny produkt chociaż wątpię aby poradził sobie z mocno zniszczonymi paznokciami. Dzięki mlecznemu zabarwieniu wyrównywał kolor płytki i nadawał jej zdrowy wygląd. Fajny i jako baza i jako samodzielny produkt. Obecnie mam założony żel na paznokcie, ale w zapasie czeka Black Diamond z Golden Rose.
Rimmel, Wake Me Up, mascara. I tutaj mam bardzo mieszane uczucia. Z jednej strony tusz dobrze pogrubia rzęsy i ich nie skleja. Ma ładny ogórkowy zapach. Ale strasznie męczyła mnie ta ogromna szczotka. Chyba nie było dnia żebym się nią nie ubrudziła. Nie zauważyłam również odżywienia i poprawy kondycji rzęs o której pisał producent. Obecnie kończę tusz  z Eveline.
Seche Vite, nabłyszczacz i utwardzacz do lakieru. Zdecydowanie mój ulubiony. Jego ogromnym minusem jest jednak to, że szybko gęstnieje.  Jak wrócę do lakierów standardowych (robię to cyklicznie) to mam top coat z Cuccio.
Skin79, VipGold, BB cream. Mój wielki ulubieniec jeśli chodzi o podkłady. Mimo ze jest to krem BB to ma świetne krycie. Dla mnie jego ogromnym plusem jest kremowa konsystencja i to , że  nawilża moją twarz. Mogliście o nim poczytać w TOP3 Najlepsze podkłady.  Obecnie mam wersję Snail,  a także BB cream z Holika  Holika.

I to już wszystkie wykończone produkty. Jestem zadowolona szczególnie z tej kolorówki której zużywanie trwa najdłużej. Jestem ciekawa , co Wy zużyłyście w ostatnim czasie.


Miłego dnia!
EMI :)

maja 01, 2016

[DENKO]#4 KWIECIEŃ 2016

[DENKO]#4 KWIECIEŃ 2016
Witajcie!

Jak mija Wam majówka? W Warszawie pogoda jest nawet znośna, słoneczko świeci, ale niestety wiatr jest dosyć chłodny. Ciekawa jestem , czy przedłużyliście sobie weekend i gdzieś wypoczywacie czy , tak jak ja, musicie niestety jutro iść do pracy (całe szczęście tylko do 13) Nawet gdybym miała urlop to niestety musiałabym go poświęcić na dokończenie pisania pracy dyplomowej, gdyż terminy nieubłagalnie mnie gonią. Ale przynajmniej mogę to robić na balkonie, opatulona w ciepły sweter ;)
Tymczasem w oderwaniu od szarej codzienności zapraszam Was na comiesięczne denko.

Świetny produkt!
Przeciętny.
Uwaga Bubel!!!


1. W małym pudełeczku po sypkiej wit. C miałam swój Krem Do Twarzy na bazie z Masła Mango Naparem z Zielonej Herbaty i Żelem Hialuronowym. Nie pokazywałam Wam moich wcześniejszych kremów, bo różnie mi one wychodziły i często nie byłam z nich zadowolona. Ten wyszedł mi naprawdę dobrze, zarówno pod względem konsystencji jak i działania. Muszę tylko popracować jeszcze nad zapachem moich kosmetyków :) Pokażę Wam, gdy ukręcę następny, ale na razie mam krem nagietkowy z Sylveco.

2. Nacomi, Czarne Mydło [RECENZJA] Bardzo dobry produkt do oczyszczania twarzy i ciała. Dobrze spisywał się jako peeling enzymatyczny i chętnie kiedyś do niego wrócę. Obecnie do głębszego oczyszczania twarzy mam mydło Aleppo z 12% olejem laurynowym.

3. Nacomi, Biała Glinka. Bardzo lubię naturalne glinki, gdyż mogę dowolnie modyfikować ich działanie poprzez dodawanie poszczególnych składników. Te z Nacomi mam wrażenie, że są tak jakby słabsze w działaniu niż te , które kupuję na stronach z półproduktami ( naturalnepiekno.pl , ecospa.pl) lub chociażby ta z Mokosh o której pisałam TUTAJ. Dlatego chyba na glinki Nacomi już się nie skuszę. Nie są złe, ale jednak czegoś im brakuje.

4. Vichy, Teint Ideal. próbka podkładu rozświetlającego z gazety. To najgorszy podkład jakiego kiedykolwiek używałam. Miał rozświetlić i nawilżyć cerę, a chyba na drugim składzie miał alkohol. Już jak go otworzyłam to niemiłosiernie śmierdział spirytusem. Fuj! W ciągu 5 minut okropnie wysuszył i wręcz spalił mi cerę. Całe szczęście nakładałam go wieczorem , bo kolor był zbyt ciemny i chciałam tylko zobaczyć jak się sprawdzi. Kolejny dowód na to, że kosmetyki Vichy mają w sobie coś co mi nie służy. Za każdym razem kiedy używam czegoś od nich kończy się ogromnym podrażnieniem i nie ważne czy są to kosmetyki do pielęgnacji (Idealia) czy te kolorowe.

5. Ziaja, Liście Zielonej Oliwki. Nie będę się powtarzać , chętnie kupuję i kupować będę. Gdy ogarnia mnie leniuszek to aplikuję na twarz właśnie takie gotowce.


6. Avene, Woda Termalna [RECENZJA]. Na co dzień nie mam potrzeby używania tego typu produktów i długo nie widziałam nic zachwycającego w tej wodzie oprócz tego, że świetnie odświeżała twarz w upały, ale to potrafi zrobić każdy hydrolat czy tonik w atomizerze. Moje zdanie uległo zmianie , gdy zaczęłam kurację kwasem glikolowym. Woda świetnie zdejmowała zaczerwienienie, uspokajała cerę oraz ją nawilżała. Kupię w przyszłym roku na jesieni , gdy wrócę do kuracji. Teraz mam tonik różany z Evree.

7. Bioderma Sensibio, Płyn Micelarny. [RECENZJA] Niestety moje ogromne rozczarowanie, ale może spodziewałam się zbyt wiele, bo naczytałam się tych ochów i achów na blogach. Może gdybym miała cerę wrażliwą, albo wrażliwe oczy to wówczas dostrzegłabym różnicę. A tak....z wielką radością wróciłam do mojego ukochanego lipowego płynu z Sylveco o którym przeczytacie TUTAJ

8. AVA, Serum 100% witaminy C. Bardzo przyjemne, żelowe serum które ładnie rozświetlało i nawilżało cerę. Było delikatne. W tamtym roku używałam Flavo-C Forte, ale bardzo mnie podrażniało. Jednak moja skóra w tamtym roku się mocno buntowała więc ostatecznie nie wydałam na jego temat żadnej opinii. Serum Avy było bardzo delikatne, miało mniejsze stężenie wit C , ale jednak trochę rozjaśniło moje przebarwienia. Świetnie sprawdzało się jako serum pod krem na dzień. Chętnie jeszcze do niego wrócę.

9. AVA, Hydranov. To serum miało być lepsze w działaniu niż zwykły kwas hialuronowy, ale ja niestety nic takiego nie zauważyłam. Owszem miało fajną konsystencję, szybko się wchłaniało i nie pozostawiało lepkiej warstwy. Ale nie dawało praktycznie żadnych efektów. Po jakimś czasie zaczęłam je łączyć z olejkiem RevitaPerilla z Evree (tak robię ze zwykłym żelem hialuronowym) i wtedy dawało radę. No i ta beznadziejna pompka ( chociaż to pewnie wina konsystencji serum), która nie potrafiła nabrać tego żelu.


10. Babydream, Olejek. Używałam go zarówno na włosy jak i na mokre ciało. Niestety niczym szczególnym się nie wyróżnił. Chyba lepiej sprawdzają mi się w tej roli czyste oleje np kokosowy czy jojoba. Spróbuję jednak jeszcze wersji Fur Mama, która jest tak mocno chwalona przez blogerki.

11. Garnier Fructis, Goodbye Dammage, odżywka do włosów. Bardzo polubiłam tę serię do włosów i żałuję, że już mi się skończyła. Zostało mi tylko serum na końcówki. Chętnie do niej wrócę. Obecnie kupiłam Elseve Nutri-Gloss . Szukałam TEJ wersji jednak jej nigdzie nie mogę znaleźć. Kupiłam szampon i maskę w ciemnoróżowym opakowaniu sądząc , że będzie to zamiennik. Ale chyba ten duet sprawił, że dostałam łupieżu ...wrrr... :(

12. Johnson's , Szampon dla dzieci. Trafił do mnie przypadkiem  gdyż mąż kupił mi go w Rossmannie zamiast Babydream ( nie było i pani ekspedientka doradziła mu ten). Powiem Wam, że nawet fajnie się u mnie sprawdził. Ma SLS ale na jednym z dalszych miejsc dlatego myje delikatniej niż tradycyjne szampony, a przy tym nie plącze i mi włosów tak jak te naturalne.


Robiłam tez porządki w moich lakierach do paznokci i wytypowałam kilka sztuk do wyrzucenia :

13. Rimmel Salon PRO Lycra , Kate, 711 Punk Rock. Kiedyś bardzo lubiłam ten lakier. Ma taki nieokreślony fioletowo-grafitowy kolor. Świetnie wyglądał na krótkich paznokciach. Niestety ma już kilka lat, została go odrobina na dnie, ale jest zgęstniała , a już przeszła mi na niego "faza" więc nie będę go rozcieńczać specjalnym preparatem z Inglota. Ogólnie świetne , trwałe lakiery. Polecam Wam, bo potrafił się u mnie trzymać nawet tydzień!!! To tak a propos promocji w Rossmanie. Mam jeszcze w kolorze różowym.

14. 15 Essie, Fiji i różowy kolor o nieznanej nazwie. Generalnie lakiery Essie nie zrobiły na mnie jakiegoś większego wrażenia, gdyż trzymają się u mnie tak samo dobrze jak np lakiery Golden Rose czyli ok 5 dni. A cena jest nieporównywalna. jedyne, co przemawia za ich kupnem to przepiękne i niepowtarzalne kolory. I to, że naprawdę wolno gęstnieją. Oba zużyłam niemalże do końca. Dlatego w Nowościach, które niebawem się pojawią zobaczycie aż 3 w tym ponownie Fiji w którym jestem zakochana.

16. Sensique, Strong and Trendy Nail. Rzadko noszę granatowe paznokcie, ale kiedyś potrzebowałam lakieru w tym kolorze, aby pasował mi do sukienki na wesele. Kupiłam ten bo był po prostu tani. I powiem Wam, że był bardzo ładny i dobrze się trzymał (chociaż nie jestem najlepszą osobą do testowania pod tym względem lakierów, bo wszystkie dobrze się trzymają ). jedyne , co mi przeszkadzało to bardzo długi i cienki pędzelek. Z przyjemnością zużyłam niemal do końca.

17. Astor, Fashion & Studio. Kupowałam ten lakier przez internet i kompletnie pomyliłam się z kolorem. Moje dłonie po jego użyciu wyglądają na sine. Próbowałam na nogach ale tez mi się nie podoba. Żadna koleżanka ani siostra też nie chce....próbowałam. Więc idzie do kosza.


I to już wszystko na dzisiaj.

A jak tam Wasze zużycia? Mieliście coś z moich "śmieci"?

Zapraszam Was serdecznie do odwiedzenia mojej strony na Facebooku oraz nowego konta na Instagram.

kwietnia 10, 2016

[DENKO]#3/ 2016 MARZEC

[DENKO]#3/ 2016 MARZEC
Witajcie,

dzisiaj z lekkim opóźnieniem, ale przychodzę do Was z kolejnym , marcowym już denkiem. Nie pamiętam kiedy było ono aż takie niewielkie. Ale to znak , że zużyłam wszystkie nagromadzone zapasy. Do tej pory miałam pootwierane po kilka produktów z danej kategorii. A teraz używam po 1-2 rzeczy, a wiadomo że aby ją skończyć to te kilka miesięcy musi minąć. A więc nie przedłużając :

Świetny!!!
Przeciętny
Bubel!


1,2 ZIAJA, Maska kojąca z glinką czerwoną oraz maska nawilżająca z zieloną glinką. Wiem, że te maski nie mają jakiś bardzo zachwycających składów, ale mimo wszystko bardzo je lubię. Dobrze oczyszczają i nawilżają moją skórę. Zawsze je kupuję.

3. SAYEN, Zestaw normalizujący. Zestaw do peelingu chemicznego. Był w miarę ok , ale niestety dla mojej skóry zbyt wysuszający - maska powinna być mocniej nawilżająca. Nie wykluczam jednak, że przetestuję inną wersję tego zestawu.

4. Dr Organic. Organiczny Krem na Noc Olej Kokosowy Virgin. Muszę powiedzieć, że bardzo się z nim polubiłam. Chętnie przetestuję inne warianty.

5. BANIA AGAFII, Miodowe mydło do ciała i włosów. Oj tak, tak. Mój ogromny ulubieniec do mycia włosów, twarzy i ciała. Czaję się obecnie na wersję cedrową.

6. GARNIER FRUCTIS, Goodbay Dammage. Nie wiem czemu jeszcze nie pojawiła się recenzja tej maski. Całą serię bardzo polubiłam i na pewno jeszcze kupię. Recenzja szamponu TUTAJ.

8. GARNIER MINERAL, Anyperspirant w kulce. Antyperspiranty z tej serii są moimi ulubionymi i chętnie do nich wracam. Ta wersja była jednak taka sobie więc kupię następnym razem moją ulubioną, czyli zieloną Fresh.


9. L'OREAL VOLUME MILLION LASHES FELINE, Tusz do rzęs.  Tusze VML bardzo lubię . Zarówno wersja So Couture jak i standardowa złota świetnie się u mnie sprawdziły. Możecie przeczytać o tym w TYM poście. Feline jednak okazała się bardzo przeciętna. Ani za mocno nie wydłużała, ani nie pogrubiała moich rzęs. Jak to te tusze mają w zwyczaju ładnie rozczesywała rzęsy ...i to tyle. Dlatego na pewno do niej nie wrócę.

10. EVELINE, Tusz do rzęs. Dostałam go od siostry i niestety praktycznie całego wykurzam. Był tragiczny, sklejał rzęsy i się osypywał.

11. AVON, Big & False Lashes. Kupiłam za namową Hani Digitalgirl. Tusz miał ogromną szczotę, którą trudno mi było opanować. Jeśli się poświęciło mu odpowiednią ilość czasu to dawał fajny efekt. Niestety rano, gdy się spieszę kilka razy usmarowałam się nim i popsułam cały makijaż. To przelało czarę goryczy i trafił do kosza. 


I to tyle na dzisiaj. Niewiele, ale cieszę się nawet z tych kilku rzeczy. Tym bardziej, że od początku roku mój plan minimalizowania zapasów naprawdę działa i przynosi efekty lepsze niż się spodziewałam :)

Miłego wieczoru!
EMI :)



Copyright © 2016 Uroda Według Blondynki , Blogger