Pokazywanie postów oznaczonych etykietą petal Fresh. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą petal Fresh. Pokaż wszystkie posty

listopada 19, 2018

DENKO PAŹDZIERNIK

DENKO PAŹDZIERNIK
Hej!

No i mamy jesień w pełni. Na półkach już się rozkładają Bożonarodzeniowe ozdoby ;) A ja mam dzisiaj dla Was październikowe denko. Cieszę się z kolejnych zużytych produktów, gdyż staram się odgracić z zalegających w pudle kosmetyków. Na początku roku, jak zawsze pokażę Wam moje aktualne zapasy. Mam nadzieję, że będzie ich jak najmniej.

Tamtoroczne zapasy możecie zobaczyć w następujących postach:

A tym czasem przejdźmy do denka :)


PIELĘGNACJA WŁOSÓW

Odzywki zawsze schodzą mi dużo szybciej niż szampony z tej samej serii. Odżywka Tressemme Biotin Repair miała naprawiać uszkodzenia włosów spowodowane stylizacją, szczotkowaniem i warunkami atmosferycznymi. Oczywiście nic takiego nie robiła, nie łudzę się że jakikolwiek kosmetyk może to zrobić. Natomiast była to gęsta odżywka, która fajnie wygładzała włosy i sprawiała że się nie plątały. Producent reklamuje te kosmetyki jako profesjonalne, z salonów kosmetycznych. Dla mnie to dobre, ale cały czas zwykłe kosmetyki drogeryjne. Zużyłam również odżywkę i szampon (mąż wyrzucił opakowanie) PETAL FRESH TEA TREE. (Recenzja) Bardzo polubiłam się z tą serią. Od razu ostrzegam, że ma bardzo intensywny zapach - jak olejek eteryczny z drzewa herbacianego. Mimo braku silnych detergentów szampon dobrze oczyszczał skalp i włosy. Przy okazji nie przesuszał, ani nie podrażniał skóry. Odżywka była dosyć lekka, ale nie spływała z moich włosów. Nakładałam ją także na skalp. Seria świetnie radziła sobie z podrażnieniem skóry głowy u mojego męża. Na pewno jeszcze kupię tę serię.



PIELĘGNACJA CIAŁA

ALTERRA DEO-BALSAM to naturalny dezodorant w kulce. Nie zawiera soli aluminium i ma przyjemny, cytrusowy zapach. Minusem było to, że dosyć długo się wchłaniał. Trzeba było odczekać chwilę, aby móc się ubrać. Jeśli chodzi o ochronę przed przykrym zapachem to nie mogę nic mu zarzucić.  ORGANIC SHOP MACADAMIA&AVOCADO żel pod prysznic  bez agresywnych detergentów. Żel miał bardzo subtelny zapach, był gęsty. Bardzo podobało mi się to opakowanie z pompką, wygodne do użytkowania pod prysznicem. Nie wysuszał skóry, ale jednocześnie dobrze ją mył nawet podczas upałów. ISANA ROSE DREAM pianka pod prysznic (Recenzja). Te pianki to moje małe uzależnienie. Nie mają może najlepszego składu, ale prysznic z nimi to wielka przyjemność. D'ALCHEMY ESSENTIAL BODY BALM balsam do ciała (Recenzja) o zapachu pomarańczy. Miniaturkę kupiłam razem z Elle. Bardzo ciekawił mnie balsam, za który w regularnej cenie musielibyśmy zapłacić aż 219 zł. Ma od bardzo bogaty w masła i oleje skład. Miałam ogromne nadzieje, a okazał się zwykłym przeciętniaczkiem. Nawilżenie nie było jakieś spektakularne. Znam wiele lepszych balsamów za ułamek tej ceny. EFEKTIMA peeling detoksykujący i ujędrniający (Recenzja). Miniaturki otrzymałam na tegorocznym Meet Beauty. Jak dla mnie te wszystkie peelingi różnią się jedynie kolorem. Działanie każdego jest praktycznie takie samo. Są bardzo delikatne, niedużo jest tych drobinek w środku dlatego nie kupię pełnej wersji.





PIELĘGNACJA TWARZY

BIELENDA BOTANIC SPA RITUALS podczas  promocji w Rossmannie na pielęgnację twarzy kupiłam sporo kosmetyków z tej serii. Zaciekawiły mnie dosyć dobrymi składami i bogatym asortymentem. Szczególnie przypadły mi do gustu maseczki do twarzy, a zwłaszcza ta z olejem malinowym. Była bardzo kremowa i fajnie nawilżała cerę. Maseczka z kurkumą również jest godna polecenia natomiast nie bardzo polubiłam się z maską odmładzającą - z opuncją figową i aloesem. Miała całkowicie inną konsystencję, żelową a nie kremową i jak dla mnie pachniała alkoholem. Nie widziałam po jej użyciu jakiś większych efektów. Bardzo spodobało mi się serum olej z pestek malin+melisa oraz olejek z opuncji figowej. Stosowałam te dwa produkty w duecie i bardzo dobrze nawilżały moją twarz. Nie miałam już potrzeby nakładania kremu. Myślę, że sięgnę jeszcze po inne kosmetyki z tej serii (mam tez jeszcze kilka w zapasie).


TOŁPA GREEN OILS micelarny żel do mycia twarzy z olejem z lnu. Bardzo lubię żele Tołpa. Nie zawierają silnych detergentów, nie podrażniają ani nie wysuszają mojej skóry. Bardzo lubię ich delikatną konsystencję. Świetnie sprawdzają się zarówno w porannej toalecie jak i do wieczornego zmycia oleju. ECOSPA olej z pestek moreli. Naturalne oleje zawsze znajdą miejsce w mojej pielęgnacji. Mają szerokie zastosowanie: nakładam bezpośrednio na twarz zamiast kremu, olejuję włosy, dodaję do maseczek z glinki, czy po prostu do wanny podczas kąpieli. Ten olej świetnie sprawdził mi się nakładany na wilgotną skórę po kąpieli. Szybko się wchłaniał i dobrze nawilżał skórę. Idealna sprawa zamiast balsamu. BIOLOVE CLEANSING OIL olejek do demakijażu do cery suchej. (Recenzja)Muszę przyznać, że to całkiem niezły produkt. Dobrze radził sobie ze zmyciem makijażu, także oczu. Miał dosyć tłustą, treściwą konsystencję i trzeba było poświęcić trochę czasu aby go usunąć. Producent pisze, żeby zmywać go mokrą ściereczką ja jednak nie polecam tego sposobu. Myłam twarz żelem lub mydłem dwukrotnie i ten sposób sprawdzał się rewelacyjnie.



MUSTELA balsam na rozstępy (Recenzja). VIANEK WZMACNIAJĄCA maseczka do twarzy do cery naczynkowej. Mam nadzieję, że Vianek wyprodukuje w końcu maseczki w jakiś tubkach lub słoiczkach bo bardzo je lubię. Nie inaczej było z tą. Maska ma kremową konsystencję, świetnie nakłada się na twarz i bezproblemowo zmywa. Skóra po jej użyciu jest dobrze nawilżona i gładka, promienna. Pięknie pachnie olejem sezamowym. DUETUS DETOKSYKUJĄCA maseczka z węglem aktywnym i kwasem salicylowym. Nie jestem jakąś ogromną fanką maseczek węglowych. Zazwyczaj ich działanie jest dla mnie zbyt intensywne. Jednak ta maska była całkowicie inna. Dodatek oleju sprawiał, że nie zasychała i nie podrażniała skóry. Po jej użyciu cera rzeczywiście była oczyszczona, ale nie wysuszona. FRESH&NATURAL REGENERUJĄCY balsam do ust. (Recenzja) Powiem szczerze, że to najlepszy produkt do ust jaki kiedykolwiek używałam. Miał delikatnie ziołowy zapach i idealnie nawilżał i odżywiał spierzchnięte usta. Poza tym był to produkt bardzo uniwersalny, stosowałam także do wcierania w przesuszone skórki od paznokci. Szkoda, że nie ma wersji w sztyfcie.

I to już wszystkie produkty, które ostatnio zużyłam. Ciekawa jestem, czy znacie te produkty i jakie jest Wasze zdanie o nich.


października 28, 2018

Petal Fresh - moc organicznego olejku z drzewa herbacianego.

Petal Fresh - moc organicznego olejku z drzewa herbacianego.
Hej!

Jesień nam nie odpuszcza i dni stają się coraz bardziej ciemne i deszczowe. Człowiek najchętniej w ogóle nie wychodziłby spod koca i nie wypuszczał z ręki kubka z gorącą herbatą. Ale ma to oczywiście również swoje plusy. Można nadrobić książkowe lub blogowe zaległości :)



Dzisiaj chciałabym poruszyć temat włosów. Przyznaję się bez bicia, że daleko mi do włosomaniaczki. Zazwyczaj ograniczam się do użycia jedynie szamponu oraz odżywki lub maski. Mimo że olejowanie daje na moich suchych włosach świetne efekty to zwyczajnie nie mam na nie czasu. Generalnie moje włosy nie są jakieś mocno wymagające - są w miarę dobrej kondycji, są gęste ui dosyć grube. Niestety większy problem mam ze skórą głowy. Z wiekiem zaczęła ona, tak jak i skóra na twarzy, robić się coraz bardziej przesuszona i łuszcząca. Nagle okazało się, że nie mogę jej myć pierwszym lepszym szamponem. A już na pewno nie przy każdym myciu. Wybawieniem okazały się szampony bez SLS chociaż przyzwyczajenie do nich moich włosów też nie było łatwe. Całe szczęście obecnie jesteśmy w stanie znaleźć szampon bez drażniących detergentów nawet w drogerii. 




I tak oto na jednej z promocji w Rossmannie trafił do mnie duet z Petal Fresh. Zdecydowałam się na wersję z olejkiem z drzewa  herbacianego. Producent obiecuje, że produkty te koją swędzącą i łuszczącą się skórę głowy. 
Zarówno szampon jak i odżywkę dostajemy w zgrabnych, zielonych butelkach. Poszczególne serie różnią się jedynie nalepkami. Zapach serii z olejem z drzewa herbacianego ma bardzo specyficzny i intensywny zapach. Ktoś kto kiedykolwiek używał olejku elerycznego z tego drzewa wie o czym mówię. Bierzcie to pod uwagę jeśli nie lubicie intensywnych, ziołowych zapachów.



Petal Fresh szampon Tea Tree

SKŁADNIKI

Aqua (Water), Sodium Lauroyl Methyl Isethionate (Derived from Coconut), Betaine, (Derived from Sugar Beets), Sodium Cocoyl Isethionate (Derived from Coconut Oil), Ammonium Cocoyl Isethionate (Derived from Coconut Oil), Hydroxypropylcellulose (Derived from Cotton Fiber), * Melaleuca Alternifolia (Tea Tree) Flower/Leaf/Stem Extract, Orbignya Oliefera (Babassu) Seed Oil, Tocopheryl Acetate (Vitamin E), Caprylic/Capric Triglyceride (Derived from Coconut Oil), Panthenol (Vitamin B5), Glycerin (Derived from Vegetable Oil),*Tussilago Farfara (Coltsfoot) Flower Extract, Achillea Millefolium (Yarrow) Extract, *Equisetum Arvense (Horsetail) Extract, Rosmarinus Officinalis (Rosemary) Leaf Extract, *Althaea Officinalis (Marshmallow) Leaf Extract, *Chamomilla Recutita (Chamomile) Flower Extract, Melissa Officinalis (Lemon Balm) Leaf Extract, *Thymus Vulgaris (Thyme) Extract, Polysorbate 20 (Derived from Coconut Oil), Citric Acid (Derived From Citrus Fruit), Dehydroacetic Acid (Derived from Cane Sugar), Ethylhexylglycerin (Derived from Vegetable Oil), Sodium Chloride (Derived from Salt), **Fragrance.
*Certyfikowane składniki organiczne.


**Naturalne kompozycje zapachowe. 

Szampon ma przeźroczystą, żelową konsystencję. Jest on dosyć gęsty, nie przelewa się przez palce. Substancje myjące są pozyskane z kokosa. W związku z tym, że są one delikatne to szampon nie pieni się tak mocno jak te tradycyjne. Mi to jednak w zupełności nie przeszkadza. Tym bardziej, że produkt świetnie domywa zarówno skórę głowy jak i włosy. Ja osobiście zostawiam go na skalpie przez kilka minut tak, aby ten olejek herbaciany mógł rzeczywiście zadziałać. Szampon daje też duże uczucie odświeżenia skóry głowy. Co jednak najważniejsze to nie jest ona po jego użyciu podrażniona ani swędząca. Razem z regularnym peelingiem skalpu zlikwidowałam również uporczywe łuszczenie się naskórka.



Petal fresh odżywka Tea Tree

Aqua (Water), Glycerin, (Derived from Vegetable Oil), Caprylic/Capric Trigliceride (Derived from Coconut), Behenyl Alcohol (Derived from Coconut Oil), Cetearyl Alcohol (Derived form Coconut Oil), Cetyl Alcohol (Derived form Coconut Oil), Stearyl Alcohol (Derived form Coconut Oil), Hydroxypropyl Methylcellulose (Derived from Cotton Fiber), *Olea Europaea (Olive) Fruit Oil, Helianthus Annus (Sunflower) Seed Oil, Tocopheryl Acetate (Vitamin E), Panthenol (Vitamin B5), *Melaleuca Alternifolia (Tea Tree) Flower/Leaf/Stem Extract, *Salvia Officinalis (Sage) Leaf Extract, Orbignya Oleifera (Babassu) Seed Oil, *Tussilago Farfara (Coltsfoot) Flower Extract, *Achillea Millefolium (Yarrow) Extract, *Equisetum Arvense (Horsetail) Extract, *Rosmarinus Officinalis (Rosemary) Leaf Extract, *Althaea Officinalis (Marshmallow) Root Extract, *Chamomilla Recutita (Chamomile) Flower Extract, *Melissa Officinalis (Lemon Balm) Leaf Extract, *Thymus Vulgaris (Thyme) Extract, Dehydroacetc Acid (Derived from Cane Sugar), Ethylhexylglycerin (Derived from Vegetable Oil), **Fragrance.
*Certyfikowane organiczne składniki.
**Zawiera naturalne kompozycje zapachowe.

Odżywka Petal Fresh ma dosyć gęstą konsystencję. Dobrze trzyma się na włosach i nie spływa z nich. Jednak do takiej konsystencji bardziej użyteczna okazałaby się butelka z pomką. Niestety pod koniec opakowania trudno było ją wycisnąc, a też nie bardzo chciała spływać przy przekręceniu butelki. W odżywce znajdziemy wysoko w składzie nawilżajacą glicerynę oraz sporo alkoholi tłuszczowych. Mamy także oliwę z oliwek , olej słonecznikowy oraz witaminę E. Oprócz tytułowego olejku z  drzewa herbacianego znajdziemy mnóstwo ekstraktów z ziół np z rozmarynu, szałwi czy rumianku. Bezpieczny skład sprawia, że odżywkę możemy nanieść także na skalp, sam producent zaleca takie działanie. I tak też robiłam. Odżywka bardzo dobrze odżywia i wygładza włosy. Po jej użyciu są miękkie i błyszczące. Bałam się, że będzie się na nich utrzymywał ten intensywny zapach, ale nic takiego się nie dzieje. Produkt mimo nakładania na skórę głowy nie obciąża, ani nie przetłuszcza włosów. Natomiast ładnie wzmacnia działanie szamponu. Włosy po wysuszeniu są sypkie i dobrze się rozczesują, nie plączą się ani nie puszą.

Podsumowując jestem jak najbardziej zadowolona z duetu od Petal Fresh. Miło mnie zaskoczył swoim działaniem i na pewno sięgnę po inne produkty z tej serii. Mam w zapasach wersję winogronową - nawilżającą i to ją w następnej kolejności przetestuję.

Znacie produkty Petal Fresh? Która linia jest Waszą ulubioną?

Pozdrawiam
Emi

sierpnia 26, 2018

Moja aktualna pielęgnacja włosów

Moja aktualna pielęgnacja włosów
Hej!

Włosy - jeden z największych atutów każdej kobiety. Nieważne, czy długie czy krótkie - zadbane, zdrowe włosy zawsze wyglądają pięknie. 

Moje włosy nie są już bardzo wymagające. Są dosyć solidnej grubości oraz gęstości, ale są dosyć sztywne i proste. Trudno z nich wyczarować fale, czy loki. Jeszcze do niedawna moje włosy były bardzo przesuszone i zniszczone przede wszystkim wieloletnim farbowaniem i utlenianiem ich na bardzo jasny blond. Moja skóra głowy, tak jak i cera należy do tych suchych.  Trochę czasu zajęło mi zanim znalazłam odpowiednią pielęgnację, ale opłaciło się eksperymentować. Obecnie jestem zadowolona z z efektów tej pielęgnacji.

 Co więcej bardzo podobną pielęgnację stosuję u mojego męża i u niego te efekty są zdecydowanie bardziej widoczne. Ma on atopową skórę głowy, często pojawiają się stany zapalne, krostki (które niestety zdrapuje). Pojawia się także łupież - mocne łuszczenie skóry, które niestety szampony od dermatologa tylko pogłębiały. Przez te wszystkie problemy włosy były osłabione i mocno wypadały.

Jeśli jesteście ciekawi, co aktualnie stosuję to zapraszam do lektury :)



1. PEELING SKÓRY GŁOWY

Myślę, że to nadal bardzo niedoceniany element prawidłowej pielęgnacji naszych włosów. Tak samo jak i na całym ciele i twarzy także na naszej głowie naskórek się namnaża. Peeling wykonujemy, aby złuszczyć ten martwy i odsłonić nową, młodą skórę. Dzięki temu wszelkie wcierki oraz maski, które będziemy stosować później mają szansę wchłonąć się głębiej. Poza tym w przypadku skóry łuszczącej się, atopowej czy z łupieżem pozbywamy się płatków suchego naskórka, w ten sposób oczyścimy również rozregulowane gruczoły łojowe. Ten element najbardziej przyczynił się do zmiany stanu skóry głowy zarówno u mnie jak i u męża. Skóra przestała mnie przede wszystkim swędzieć, przestały sypać się drobne płateczki.

Jeśli chodzi o peeling możecie wybrać peeling mechaniczny np na bazie cukru. Jego dodatkowym plusem jest to, że robi nam masaż twarzy, zwiększa przekrwienie skóry dzięki czemu więcej składników odżywczych dociera do cebulek włosów. Peelingiem tego typu, który mogę Wam polecić jest np Vianek - łagodzący peeling do skóry głowy. Zawiera on w sobie także kwas salicylowy, który działa antybakteryjnie, reguluje pracę gruczołów łojowych i niweluje powstawanie łupieżu. Zawartość oleju kokosowego, słonecznikowego i masła shea odżywia włosy. Dlatego warto tym peelingiem zrobić dokładny masaż skóry głowy, a następnie zostawić go na niej jeszcze na kilka minut.



Mi osobiście, ze względu na gęste włosy, bardziej odpowiadają peelingi enzymatyczne lub te na bazie wysokiego stężenia mocznika. Bardzo polubiłam się z /peelingiem z 40% zawartością urea od BandiTricho Estetic.  Pełną recenzję tego peelingu znajdziecie TUTAJ.





2. OLEJOWANIE

Było pierwszym elementem wprowadzonym do mojej pielęgnacji włosów. Bardzo szybko przyniosło też oczekiwane efekty. Na początku olejowałam włosy przed każdym myciem zostawiając olej na nich na conajmniej godzinkę. Zaczynałam też od najbardziej popularnego oleju, czyli od kokosowego. Mimo włosów wysokoporowatych sprawdził się on u mnie bardzo dobrze, a efekty były widoczne już po mniej więcej miesiącu regularnego stosowania. Włosy stały się bardziej gładkie i lśniące, lepiej nawilżone i tak bardzo się nie łamały. Potem zaczęłam eksperymentować z innymi olejami i tak doszłam do wniosku, że moim włosom najbardziej pasuje olej avocado oraz olej konopny. Najczęściej kupuję oleje w sklepach z półproduktami - np. EcoSpa. Ale również bardzo lubię gotowe mieszanki jak np. maska 7 olei od Nacomi, czy olejek konopny od Efektima.








3. SZAMPON

Jeśli borykacie się z suchą, swędzącą skórą głowy to powinniście pomyśleć w pierwszej kolejności o zmianie szamponu, którego używacie do mycia głowy. Wiele szamponów drogeryjnych zawiera w swoim składzie silny detergent czyli Sodium Lauryl Sulfate (SLS). Jest to środek silnie drażniący i wysuszający skórę. Niestety producenci widząc, że konsumenci zaczynają unikać tego detergentu zaczynają go zastępować innymi, wcale nie lepszymi. Na opakowaniu znajdziemy wielkimi literami BEZ SLS! a w składzie równie silny i drażniący SLES (Sodium Laureth Sulfate), ALS (Amonnium Laureth Sulfate). Osobiście stosuję takie szampony rzadko - raz na dwa tygodnie w celu mocniejszego oczyszczenia skóry. Jest mi tutaj wszystko jedno jaki to szampon, zawsze jakiś w domu się znajdzie .



Jednak do regularnego mycia - włosy myję 2,3 razy w tygodniu - używam delikatniejszych szamponów. Obecnie bardzo polubiłam się z szamponami z Petal Fresh, a dokładnie z serią Tea Tree. Olejek herbaciany ma właściwości antybakteryjne. Szampon dobrze oczyszcza skórę głowy, a jednocześnie jej nie podrażnia. Trzeba się tylko przyzwyczaić do jego charakterystycznego zapachu.




4. ODŻYWKA, MASKA

Nie wyobrażam sobie po myciu nie zastosować odżywki lub maski. Dzięki dobrze dobranemu produktowi włosy są wygładzone oraz dobrze nawilżone. I tutaj również bardzo dobrze sprawdziła mi się odżywka z olejem z drzewka herbacianego z petal fresh. Odżywkę tę można nakładać również na skórę głowy - ma działanie nawilżające oraz bakteriobójcze. Jest ona dosyć lekka, nie obciąża włosów, ale jednocześnie są one miłe w dotyku i dobrze się rozczesują. Jej minusem jest niestety opakowanie z dosyć twardego plastiku. Odżywka jest gęsta i pod koniec jej wydobywanie może być kłopotliwe. Dużo bardziej podobałaby mi się butelka np z pompką.

Raz w tygodniu nakładam na włosy coś bardziej treściwego, a mianowicie maskę. Świetnie sprawdzają mi się te w słoiczkach od Garnier. Są gęste i odżywcze, a włosy po nich bardzo mocno wygładzone. Co ważne, rzadko nakładam maskę, czy odżywkę jedynie na 3-5 minut ( tak piszą producenci). Uważam że przez tak krótki czas nie ma ona szans wniknąć wewnątrz włosa. Zazwyczaj zostawiam te produkty na conajmniej 15 minut - w tym czasie robię peeling ciała lub nakładam maskę na twarz i po prostu relaksuję się w wannie :)




5. WCIERKA

To najbardziej skoncentrowany produkt w mojej pielęgnacji skóry głowy. Przed ślubem regularnie, przed każdym myciem stosowałam wcierkę Jantar i dała ona spektakularne efekty - moje włosy rzeczywiście rosły w szybkim tempie, pojawiło się mnóstwo baby hair. Obecnie stosuję również popularną wcierkę Banfi. Zawiera ekstrakt z chrzanu, gorczycy, jałowca i oregano . Wcierka pobudza krążenie w skórze głowy przez co ogranicza wypadanie włosów oraz przyspiesza ich wzrost. Wcierka jest na bazie alkoholu więc nie polecam jej stosować na podrażnioną skórę głowy. Ma też bardzo charakterystyczny, ziołowy zapach. Jeśli chodzi o efekty to są zauważalne przede wszystkim u mojego męża. Włosy przestały wypadać, pojawiło się dużo baby hair. U siebie zauważyłam, że włosy po prostu szybciej rosną. Dużym minusem tej wcierki jest jej opakowanie. Produkt znajduje się w dużej butli z korkiem na klik. Trudno się ją aplikuje na skórę głowy. Dlatego polecam przelać do butelki z pipetą lub (ja tak zrobiłam) z atomizerem. Wówczas jest to dużo łatwiejsze. Przy stosowaniu tej wcierki polecam intensywnie nawilżać skórę głowy, gdyż alkohol może niestety ją wysuszać. Wcierki używamy raz w tygodniu.



6. KOŃCÓWKI

To najczęściej one świadczą o kondycji naszych włosów. Niestety często się rozdwajają lub kruszą. Absolutnie nie wierzcie, że jakikolwiek produkt jest w stanie je zregenerować. Jeśli już się rozdwoją to możemy je jedynie ściąć i pilnować, aby się to nie powtórzyło. Dobrym pomysłem jest ich zabezpieczanie, aby nie dochodziło do tych uszkodzeń. Może być to naturalny olej - taki którym olejujemy włosy, ale ja np bardzo lubię serum silikonowe. Uważam że tak niewielka ilość silikonu nie szkodzi włosom, a skleja końcówki i tworzy otoczkę zabezpieczającą. Ponadto umiejętnie stosowane serum ładnie wygładza i nabłyszcza włosy. Jego nadmiar usuwam myjąc co jakiś czas włosy szamponem z mocniejszym detergentem.



I to wszystko. Moje podstawy pielęgnacji. Nie uważam, żeby było tego jakoś dużo , z drugiej strony nie wyobrażam sobie umyć włosów tylko szamponem i tyle. Na co dzień nie stosuję żadnych produktów stylizujących - pianek, lakierów. Moje włosy suszą się najczęściej naturalnie. Nie używam także ani prostownicy ani lokówki. Zdarza się to bardzo sporadycznie, zazwyczaj na większą imprezę. Zrezygnowałam też z używania suchego szamponu. Po prostu przekonałam się u trychologa, pod mikroskopem jak bardzo podrażnia moją skórę. Co prawda nie używałam go regularnie, zazwyczaj w upały, albo po ostrym treningu. Ale już nawet takie sporadyczne używanie mocno wpływało na mój skalp. Dlatego jeśli nie wiecie co wpływa na Wasza głowę negatywnie...zobaczcie czy to nie to. Suchy szampon można zastąpić mąką ziemniaczaną lub zasypką dla dzieci (Sylveco ma taką bez talku).

Mam nadzieję, że moje porady Wam się przydadzą.

Jestem ciekawa czy Wasza pielęgnacja włosów jest bardziej, czy mniej rozbudowana :)

Pozdrawiam
Emi


Zapraszam również na moje media społecznościowe Facebook i Instagram.


kwietnia 06, 2018

NOWOŚCI STYCZEŃ-MARZEC 2018

NOWOŚCI STYCZEŃ-MARZEC 2018
Hej!

Święta, święta i po świętach. Mam nadzieję, że ten czas minął Wam spokojnie i przede wszystkim w gronie bliskich. Naładowaliście akumulatory choć trochę? Tym bardziej, że wiosna chyba już na dobre się u nas rozgościła. Oby :)

Jak wiecie od jakiegoś czasu wdrażam w swoje życie plan minimalizmu kosmetycznego. Muszę przyznać, że z dużym sukcesem o czym mogliście przekonać się we wpisach: Ile kosmetyków posiada blogerka urodowa?




Jednak, jak każda kobieta mam czasem swoje zachcianki, albo zwyczajnie coś mi się skończy i trzeba dokupić. Dawno nie było nowości, a przez te 3 m-ce trochę się tego nazbierało. Zapraszam!




Peelingi rozchodzą się u mnie w tempie natychmiastowym. Często przygotowuję naturalny peeling z kawy, ale zawsze mam pod ręką gotowca. Tym razem padło na ujędrniająco-wygładzający peeling Vianek o pięknym zapachu, który kojarzy mi się z kisielem owocowym (takim w proszku). Nie jest to bardzo mocny zdzierak, ale podoba mi się w nim to, że dzięki zawartym olejom nie muszę już po jego użyciu używać balsamu. Ale dobre, gęste masło o pięknym zapachu zawsze się przydaje. Tym razem padło na Nacomi mus o zapachu shake bananowego. Jego recenzję możecie przeczytać tutaj:






Na początku roku Rossmann uszczęśliwił nas promocją 2+2 na kosmetyki naturalne. Kupiłam wówczas zestaw do pielęgnacji włosów i wrażliwego skalpu Petal Fresh Tea Tree. Zarówno odzywka jak i szampon sprawdzają się świetnie, ale nie mogę ich obecnie używać ze względu na ich zbyt intensywny zapach. Drugim szamponem jest Natura Siberica szampon przeciwłupieżowy, który kupiłam z myślą o moim mężu. Natomiast sama obecnie go używam i jest bardzo przyjemny. Z Natura Siberica kupiłam także mydło do głębokiego oczyszczania twarzy.


Pierwszy raz skorzystałam ze strony Biochemia Urody. Zamówiłam dwie świetne esencje do twarzy: jedna na bazie soku z aloesu, a druga z hydrolatem różanym. Do koszyka wpadły też olejki do demakijażu: z olejem różanym do skóry suchej oraz z olejem nagietkowym do skóry naczynkowej.



Jeszcze w grudniu na stronie Lili Natura wgrałam w rozdaniu Mikołajkowym naturalną świecę Green Dragonfly. Świeca jest ręcznie wykonana i prezentuje się pięknie na szafeczce. Niestety jej zapach po odpaleniu jest bardzo delikatny i praktycznie niewyczuwalny.


Także w grudniu na jednym z forum urodowych udało mi się za koszty przesyłki otrzymać dwa balsamy myjace Czarszka. Fioletowego była połowa, a zielony był praktycznie cały. Ich pierwotna właścicielka nie bardzo się z nimi polubiła, za to u mnie sprawdziły się świetnie. Jest to konsystencja właśnie taka jaką lubię najbardziej, gęsta i aksamitna. Na pewno lepiej mi się sprawdza niż standardowe olejki w płynnej formie. Mam ochotę jeszcze na wersję pomarańczową, ale raczej regularnie kupować ich nie będę, gdyż spokojnie potrafię taki balsamik zrobić własnoręcznie. Zresztą jest on również z przepisu Pauliny Czarszki.




Kilka zakupów z Auchan , szczerze mówiąc nie wiedziałam że mają tam szafę z naturalnymi kosmetykami. Zakupiłam nawilżającą piankę do mycia twarzy z EO Laboratorie, żel pod prysznic z olejem macadamia od Organic Shop - bardzo przyjemny i delikatny, a także nawilżajacą maseczkę Natura Estonica, która okazała się niestety wielkim rozczarowaniem. Z nienaturalnych produktów do koszyka trafił Mus Nivea Silk Vanilla&Caramel. Uwielbiam te pianki. Na pewno przygotuję dla Was recenzję porównującą z innymi tego typu produktami.


Po wielu tubkach czarnej pasty Ecodenta postanowiłam wreszcie spróbować czegoś innego. Tym razem postawiłam na ziołową pastę z Sylveco oraz mój ulubiony ziołowy płyn do płukania jamy ustnej tej samej marki.



Od jakiegoś czasu szukam także naturalnego antyperspirantu. W Rossmanie znalazłam Alterrę bez soli aluminium o zapachu cytrusowym. Jak na razie sprawdza się w porządku, ciekawe jak będzie w wakacyjne upały.




Będąc w temacie kosmetyków naturalnych złożyłam po raz kolejny zamówienie na stronie EcoSpa. Przyznam, że to mój ulubiony sklep z półproduktami. Mają świetnej jakości masła i oleje. Szczególnie do gustu przypadło mi mocno nawilżające, ale nie tak twarde jak masło shea , masło z avocado.



Od męża na Dzień Kobiet otrzymałam taki oto uroczy upominek. Matowa pomadka L'Oreal z limitowanej edycji Balmain. Szminka wygląda ślicznie i bardzo elegancko. Kolor Conffession to bardzo delikatny, naturalny kolor. Dla mnie może do naturalnego makijazu zbyt jasny, ale już przy ciemniejszym makijażu oczu prezentuje się pięknie. Szminka ma bardzo przyjemną, gładką konsystencję i na ustach daje efekt velvet matt.


Postanowiłam uzupełnić swoje zapasy lakierów hybrydowych w neutralnych kolorach, idealnych do pracy. Skorzystałam z promocji 1+1 gratis Claresa i wybrałam odcienie 200 Brown Mouse i 201 Brown Rabbit. Kolory są bardzo ładne, ale obsługa w tej firmie pozostawia bardzo wiele do życzenia.


Ta urocza paczuszka to prezent od Anetki z bloga Cosmeticosmos. Ona dobrze wie, co lubię ☺ W środku znalazły się Biolove borówkowy żel pod prysznic oraz kawowy peeling, Missha olejek do demakijażu,  własnoręcznie robione babeczki do kąpieli oraz maseczki w tabletce. 



Po wielu próbach udało mi się w końcu zamówić paletę Nabla Dreamy. Muszę przyznać, że jest to naprawdę rzecz, która cieszy oczy. Zarówno jej wygląd zewnętrzny jak i środek. Również jakość tych cieni jest bardzo wysoka.





Od sklepu Costasy otrzymałam przesyłkę z kosmetykami Lily Lolo. W paczce znalazł się kultowy już podkład mineralny w odcieniu Popcorn, rozswietlacz Star Dust , rewelacyjny Krem BB oraz pędzel super kabuki. Obecnie jestem w trakcie testowania tych produktów, używam ich przy każdym makijażu i już niebawem na blogu pojawi się recenzja.



Skusiłam się też na promocję na stronie Chiodo. Z szerokiego asortymentu wybrałam 4 kolory z kolekcji Edyty Gorniak: 700 Hello LA, 711 Flip-flops in the Sand, 714 Into the Mint, 728 Red is Bad.  I tutaj firma bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła, gdyż zamówione przed południem lakiery były u mnie już następnego dnia.




Ta słodka gromadka to kolejne zakupy z Rossmann. W kwietniu mieliśmy kolejną odsłonę promocji 2+2 tym razem na produkty do włosów. Wybrałam sobie kolejny produkt z Petal&Fresh tym razem odżywkę winogronową do włosów suchych. Bardzo zaciekawił mnie nowy krem myjący Elseve. Niestety mam wrażenie, że moje włosy są po nim niedomyte i tłuste, a poza tym przyczynił się do powstania łupieżu. Zostanie więc zużyty jako standardowa odżywka. Za to bardzo fajnie sprawdziła się maska Garnier Botanic Therapy Miód i Propolis. Jest gęsta, a włosy po niej świetnie się rozczesuja i sa bardzo miękkie. Do koszyka włożyłam również kolejny peeling do skóry głowy tym razem od Natura Siberica. Jest on o tyle specyficzny, gdyż się pieni przez co dodatkowo oczyszcza skalp. Poza promocją wybrałam mydło oliwkowe Alterra z myślą o myciu pędzli oraz gąbeczek. Kupiłam też żel do brwi Bell Hypoallergenic, ale niestety okazał się bardzo kiepskim produktem i po kilku uzyciach nie mam już na niego siły. 




Na deserek została promocja 1+1 na kosmetyki Nacomi w Hebe. Skusiłam się na kolejne produkty do pielęgnacji ciała masło i zapachu zielonej herbaty oraz lekkie masło truskawka-guava. 

I to już wszystkie moje nowości. Trochę się tego nazbierało przez 3 miesiące. Ciekawa jestem, które z produktów ciekawią Was najbardziej i jakie recenzje chcielibyście przeczytać w pierwszej kolejności.

Pozdrawiam

Emi💋


Copyright © 2016 Uroda Według Blondynki , Blogger