Pokazywanie postów oznaczonych etykietą purederm. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą purederm. Pokaż wszystkie posty

marca 28, 2018

DENKO STYCZEŃ-MARZEC 2018: Produkty zużyte i ich następcy.

DENKO STYCZEŃ-MARZEC 2018: Produkty zużyte i ich następcy.
Witajcie!

Oj dawno nie było u mnie projektu denko. Ostatni to ten zakańczający poprzedni rok:


Od tamtej pory oczywiscie trochę produktów mi się nazbierało, ale mam nadzieję, że sprawnie przez to przejdziemy.



Rewitalizujace serum olejowe Senelle (Recenzja) okazało się moim ogromnym ulubieńcem i wielkim hitem. Buzia po nim była doskonale nawilżona i odżywiona. Na pewno jeszcze sięgnę po to lub inne serum tej marki. Obecnie z zapasów wyciągnęłam także przeze mnie lubiany olejek Evree Magic Rose (Recenzja). To już moja 3-4 buteleczka tego olejku więc też o czymś to świadczy.
  
  

Drugi zużyty produkt pochodzi z tej samej marki i był równie świetny, co serum. Optymalizujacy krem pod oczy (Recenzja) był zamknięty w wygodnej i estetycznej buteleczce z pompką. Jego konsystencja była taka jak najbardziej lubię, czyli gęsta i treściwa, a jednocześnie nie mocno tłusta. Nadawał się zarówno na dzień jak i na noc. Na chwilę obecną szukam jakiegoś ciekawego kremu pod oczy i nie mogę się zdecydować. Na razie ukręciłam go sobie sama :)


Miya lekki oczyszczający olejek do demakijażu (Recenzja) niestety mnie nie zachwycił. Co prawda z makijażem radził sobie świetnie, ale tworzył na mojej skórze taką dziwną, trudną do usunięcia powłokę. Znam dużo lepsze olejki więc do tego na pewno nie wrócę. Za to w zamian mam (a raczej miałam, bo jeden już wykończyłam) dwa balsamy od Czarszki. Recenzja się niebawem pojawi .


Ostatnio staram się wrócić do regularnego olejowania włosów. Kiedyś przyniosło u mnie bardzo dużo dobrego i widoczną poprawę nawilżenia moich suchych włosów. Nacomi 7 olei to mieszanka różnych olei do włosów. Buteleczka ma bardzo wygodną pompkę, łatwo się dozuje produkt na włosy. Chociaż szczerze nie zauważyłam na nich jakiegoś efektu wow. Za to olej z Khadi stosuję na skalp jako wcierkę. Produkt ten ma zwiększyć porost włosów. Chciałam nim olejować całą długość, ale ma tak intensywny zapach że nie dam rady.


Peelingi skóry głowy to moje ogromne odkrycie tamtego roku. Odkąd po raz pierwszy użyłam peelingu zobaczyłam naprawdę dużą różnicę w kondycji mojego skalpu. Przede wszystkim się tak mocno nie przesusza i nie łuszczy. W ostatnim czasie zużyłam 2 peelingi z drobinkami Marion Aktywny peeling z węglem i pestkami moreli oraz Pharmaceris Oczyszczający peeling trychologiczny (Recenzja). Oba były do siebie bardzo podobne jeśli chodzi o działanie. Miały drobinki, które trzeba było wmasować w skórę głowy. Dla mnie, osoby która ma gęste włosy problematyczne jest niestety później wypłukanie ich. Dlatego chyba wolę peelingi enzymatyczne lub z mocznikiem jak np ten z Bandi (Recenzja)



Serum na końcówki to nieodłączny element mojej pielęgnacji włosów. Bez tego kroku lubią się niestety puszyć. Schwarzkopff Essence Ultimate Omega Repair to bardzo lekki balsam. Musiałam go sporo nałożyć żeby dociążyć kosmyki. W tej kwestii dużo lepiej sprawdzają mi się formuły olejowe jak na przykład Garnier Fructis Miraculous Oil.


Tak samo nieodłącznym elementem mycia moich włosów jest nałożenie maski lub odżywki. Garnier Fructis Oil Repair 3 Butter była bardzo gęsta i treściwa. Świetnie dociążała moje włosy i je wygładzała, ale nie były one po niej przetłuszczone. No i dodatkowo pachniała pięknie owocowo. Niestety odżywka Dove Pure Care Dry Oil jest całkowitym jej przeciwieństwem. Jest bardzo rzadka, spływa z włosów i trzeba jej naprawdę nałożyć bardzo dużo żeby uzyskać dobry efekt. Także pewnie pojawi się niebawem w denku.



Zużyłam dwa antyperspiranty. Rexona Invisible to według mnie jedna z lepszych propozycji. Chroni skutecznie, nie brudzi ubrań. Nie przepadam za antyperspirantami w sprayu, ale ten Dove Go Fresh dostałam w paczce PR. Miał piękny, orzeźwiający zapach, ale niestety zostawiał białe ślady. Obecnie szukam czegoś naturalnego, bez aluminium/



Po niezliczonej ilości skończonych tubek pasty Ecodenta (Recenzja) postanowiłam w końcu kupić coś innego. Padło na Sylveco. Na pewno trzeba się przyzwyczaić do jej charakterystycznego smaku, który jest bardziej ziołowy niż miętowy.



Z produktów do pielęgnacji ciała zużyłam Olejek do pielegnacji ciała Equilibra. Miał bardzo fajny skład, dobrze się wchłaniał i nawilżał skórę, ale taka mała pojemność (50ml) bardzo szybko się zużyła. W podróży zużyłam też próbkę Lotionu Cetaphil, który dostałam od dermatologa. Doprawdy nie rozumiem fenomenu tej marki. Ani nie ma zbyt specjalnego składu, ani nie nawilżył jakoś świetnie. Obecnie mam orientalny olejek z lotosem Khadi. Jednak ten zapach jest również tak intensywny, że muszę dodawać go do innych, bezzapachowych produktów. 


Jak zwykle w moim denku pojawia się ogrom saszetek i maseczek. Maseczki 7th heaven uwielbiam za ich zapachy. Mimo, że nie są to produkty naturalne to mają całkiem niezły skład i na mojej twarzy sprawdzają się rewelacyjnie. Szczególnie wersja czekoladowa z pomarańczą. Maski w płachcie Purederm znalazłam w Biedronce. Muszę powiedzieć, że to całkiem porządne maski, choć bez efektu wow. Ta ogórkowa miała orzeźwiający, chłodzacy zapach i naprawdę fajnie nawilżyła twarz. Ziaja Liscie Zielonej Oliwki jedna z moich ulubionych masek saszetkowych. Regularnie do niej wracam jak nie chce mi się rozrabiać glinki. Janda maseczka bogato regenerująca wg mnie nie ma o czym pisać, słabe są te maski. Indigo Body Lotion zużyłam do posmarowania rąk, bardzo ładny perfumeryjny zapach ale działanie znikome. L'biotica skarpetki złuszczające+zabieg parafinowy. Muszę Wam powiedzieć, że dało to bardzo fajny efekt. Mimo że za parafiną nie przepadam. Po złuszczeniu się naskórka nakłada się kolejne skarpetki i wlewa do nich ciekłą parafinę. Zakłada bawełniane skarpetki i zostawia np na noc. Rano skóra była bardzo gładka i przyjemna. Dior Forever pomijając pomarańczowy kolor to niestety podkład ten okropnie brzydko wygladał na mojej twarzy. Był bardzo suchy i podkreślał wszystkie zmarszczki (których nie mam chyba jeszcze aż tak wiele). Nacomi olej z czarnuszki zużyłamdo różnych swoich mieszanek i receptur. Świetnie sprawdził się jako wcierka do skóry głowy.

Robiłam także porządki w swoich kosmetykach kolorowych. Lakiery Golden Rose Express Dry mają małe wygodne buteleczki i można je wykorzystać praktycznie do końca. Rzeczywiście szybko schną i długo się utrzymują.  Missha lakier w pięknym neonowym kolorze dostałam w prezencie od Anety z bloga CosmetiCosmos. Wyglądał świetnie na opalonych dłoniach, ale niestety bardzo szybko zgestnial w buteleczce 😯Wibo Million Dollar Lips nr1 to matowa pomadka w moim ulubionym odcieniu brudnego różu. Był to idealny kolor na co dzień. Trzeba tylko pamiętać o regularnej pielęgnacji ust, gdyż lubi je przesuszac. Eveline Celebrites Eyeliner Chocolate Brown to mój ulubiony eyeliner. Ma piękny odcień ciemnej czekolady która bardziej pasuje mi do dziennego makijażu niż czerń. Ma wygodny pędzelek, którym łatwo namalować kreskę. Niestety ich jakość zależy od koloru, fioletowy był tragiczny. 

Tusz Mystik Warsaw Naturalite to moje pierwsze spotkanie z tą marką dostępną w Kontigo. Niestety bardzo nieudane. Tusz w ogóle nie pogrubia ani nie wydłuża rzęs. Może jedynie delikatnie je przyczernia. Dla mnie to za mało. Dużo lepszy był tusz z Eveline. Niestety nie wiem jak się konkretnie nazywa, gdyż wszystkie napisy bardzo szybko się z niego starły . Natomiast miał fajną szczoteczke, która dobrze wyczesuje rzęsy. Nie skleja ich, a ładnie podkreśla chociaż nadal jest to dosyć naturalny efekt. Zamiennikiem obu jest tusz Smashbox Full Exposure, który  zaskoczył mnie bardzo pozytywnie. Tusz bardzo fajnie pogrubia rzęsy i daje im kolor głębokiej czerni. Mimo, że mam miniaturkę to używam jej już spory czas i tusz jest nadal świeży, nie osypuje się ani nie skleja rzęs.

Moje brwi nie są bardzo wymagające. Są dosyć gęste i ciemne jak na blondynke więc nie mogę ich za mocno podkreślać. Zazwyczaj wystarczy mi przeczesanie żelem z odrobiną koloru. Mascara Brow Color nr4 była dla mnie idealna. Miała odpowiedni kolor, który tylko delikatnie podkreślał mój naturalny, dużym plusem była też malutka, precyzyjna spiralka. W jednym z konkursów wygrałam duo do podkreślenia brwi od Freedom Makeup. Były to dwa cienie w ładnych kolorach, które najlepszy efekt dawały razem. Niestety nie dane mi było zbyt długo się nimi cieszyć, bo niestety się rozkruszyly. Sięgnęłam więc po zestaw cieni Gosh Brow Kit to trzy cienie do brwi w ładnych kolorach. Dodatkowo znajduje się tam wosk, używam go ale niestety bardzo problematyczne jest jego wydobycie z tego małego kółeczka. Plusem jest lusterko, co sprawia że cały produkt świetnie nadaje się do podróżnej kosmetyczki.

Nareszcie zużyłam Snail Nutrition BB Crem od Skin79. Piszę nareszcie nie dlatego, że  był to zły produkt, a dlatego że był większy niż standardowy podkład -40g, a do tego niesamowicie wydajny. Jedna pompka w zupełności starczy na pokrycie całej twarzy. Niezmiennie zachwyca mnie bardzo gładki wygląd cery po ich użyciu.  Jakby zastosowano filtr z instagrama. Poza tym odpowiada mi ich lekko błyszczące wykończenie i nawilżające właściwości. W przypadku kremów BB trzeba jednak pamiętać o ich dokładnym oczyszczaniu, gdyż zawierają w sobie dużo silikonow i mogą niestety zapychac. Jako zamiennik stosuje mieszankę bardzo taniego, ale przyzwoitego podkladu z Biedronki Bell Illumi oraz Maybelline Fit Me, który dostałam do przetestowania niestety w zbyt ciemnym kolorze. Sam podkład jest też niestety dla mnie zbyt matowy.

Mam niestety niedobre doświadczenia ze słynną odżywka Eveline 8w1. Co prawda nie mam uczulenie na formaldehyd, ale stan moich paznokci po jej użyciu się pogorszyl. Dlatego sceptycznie podeszłam do wersji Eveline Sensitive . Ma ona w sobie delikatniejszy, naturalny aldehyd. Odżywka fajnie sprawdziła się jako baza pod lakiery, ale nie zauważyłam jakiegoś wpływu na ich stan. Obecnie kończę Sally Hansen Miracle Nailgrowth i również fajnie zabezpiecza paznokcie, ale żeby były mocniejsze lub szybciej rosły. Nie zauważyłam.



Zestaw Bielenda kwas glikolowy  towarzyszył mi dzielnie przez 2 lata. Zawsze na przełomie jesieni/zimy robiłam sobie kurację zluszczajaca i wybielajaca. Kuracja składała się z 10 zabiegów. Zaczynałam od 20% a kończyłam 30%. Po takiej serii skóra była świetnie wygladzona, świeża,  a przebarwienia zniwelowane. Suche skórki zostają zniwelowane. W zestawie był jeszcze krem na dzień z SPF oraz dwie nawilżające maski kremowe. Pamiętajcie tylko, że przy stosowaniu kwasów w domu trzeba zachować ogromną uwagę gdyż łatwo można się poparzyc.  Wcześniej chodziłam na kwasy do kosmetyczki, w domu stosowalam też słabszy kwas np migdałowy.



Na koniec zapach. Nie jestem zbyt dobra w ich opisywaniu więc pojawiają się na blogu rzadko. Wosk Wood Wick Birchwood  to bardzo subtelny zapach mokrego drewna. Kojarzy mi się z plażą i z wakacjami. Trochę też mi się kojarzy z zapachem po letnim deszczu. Naprawdę przyjemny. 

I to już całe denko. Jak Wam się podoba takie zestawienie. Lubicie, kiedy od razu pokazuje następców? Czy wolicie denko w tradycyjnej formie? 

Pozdrawiam 
Emi

stycznia 03, 2018

OSTATNIE DENKO 2017 r #12 GRUDZIEŃ

OSTATNIE DENKO 2017 r #12 GRUDZIEŃ
Witajcie!

Na blogach królują postanowienia noworoczne oraz ulubieńcy roku 2017. Ja postanowiłam w pierwszej kolejności rozliczyć się ze wszystkimi zużytymi produktami. Przed świętami robiłam porządki i pojawią się także posty z moimi aktualnymi zapasami kosmetycznymi, a także z rozliczeniem postanowienia o minimalizmie kosmetycznym. Jak mi wyszło? O tym już niebawem.

Wiem, że wiele osób zrezygnowało już z tego typu postów. Ja jednak bardzo lubię tę serię, pozwala mi ona prowadzić bilans swoich kosmetycznych zapasów. Sama bardzo lubię czytać denka i wiem, że Wy też je lubicie. Dlatego w przyszłym roku na pewno nie znikną one z mojego bloga.



1. Eveline, krem na noc. Krem miał bardzo przyjemną, żelową konsystencję i nawet fajnie nawilżał, ale niestety miał mocny zapach. Chyba odzwyczaiłam się od kremów o takim chemicznym, kosmetycznym zapachu. Zdecydowanie wolę zapachy delikatniejsze i naturalne. Po kilku użyciach trafił więc do mojego męża i jemu jak najbardziej odpowiadał.

2. Mixa Hyalurogel, micelarny żel do twarzy (Recenzja). Muszę stwierdzić, że kosmetyki Mixa bardzo pozytywnie mnie zaskoczyły. A w szczególności ten właśnie żel. Miał bardzo przyjemną, aksamitną konsystencję. Nie wysuszał buzi. Ale jeśli szukacie produktu do zmywania makijażu to raczej nie poradzi sobie z tym wodoodpornym, czy zastygającym. Mi się świetnie sprawdził w porannej toalecie lub do odświeżenia twarzy w ciągu dnia, gdy się nie malowałam.

3. Fresh&Natural, pasta do demakijażu (Recenzja). To była bardzo trudna znajomość. Na początku bardzo nie lubiłam tej pasty. Moja skóra po niej robiła się jakaś tępa, nie dało się z nią używać Foreo Luna. Potem nauczyłam się z nią pracować i denerwowała mnie coraz mniej. Dobrze radzi sobie z makijażem, nie szczypie w oczy. Twarz po jej użyciu nie jest wysuszona. Jednak ma bardzo specyficzny, ziołowy zapach jeśli więc takich nie lubicie to sięgnijcie po coś innego.

4. Mincer, Vita C, domowa mikrodermabrazja. Był to po prostu peeling z bardzo drobnymi kuleczkami złuszczającymi. Nie wiem, czy nazwałabym go aż mikrodermabrazją. Jednak uważam, że to jeden z lepszych peelingów jakie miałam okazję używać. Drobny piasek w środku sprawia, że skóra jest idealnie wypolerowana, a dodatek witaminy C delikatnie ją rozjaśnia. Chętnie do niej wrócę. Pamietajcie, aby uważać na siłę tarcia i nie zrobić sobie krzywdy, gdyż drobinki wyglądają niepozornie , ale mają moc :)

5. Lumene, krem na dzień, krem na noc (Recenzja) . Wszystkie produkty tej marki świetnie mi się sprawdziły. Do tego stopnia, że naprawdę mam ochotę kupić ich pełnowymiarowe opakowania. Najbardziej zauroczył mnie krem na noc. Miał jak dla mnie idealną, gęstą konsystencję. Rano, po przebudzeniu skóra była nawilżona, odżywiona, bez uczucia ściągnięcia. Mogłabym nic na nią nie nakładać, ale... oczywiście nakładałam krem na dzień.


6. Yope, naturalne mydło do rąk Werbena. To nie pierwsza buteleczka tego mydła, którą widzicie w denku. Nie będzie też pewnie ostatnią. Lubię to mydełko za delikatny skład i za to, że pielęgnuje dłonie. No i za świetne zapachy.

7. Alterra, olejek antycellulitowy. Miał bardzo wygodną buteleczkę z pompką. Świetnie nadawał się do masażu szczotką lub bańką chińską. Duży plus za doskonały, naturalny skład i energetyczny, cytrusowy zapach. Jeśli chodzi o działanie antycellulitowe, to jak każdy produkt działał przy regularnym stosowaniu jako wspomagacz zdrowej diety i ruchu.

8. Rexona, antyperspirant. Lubię antyperspiranty w kulce, gdyż są małe i poręczne, łatwo mieszczą się w torbie na siłownię. Nie mam jakiegoś dużego problemu z potem, czy z jego zapachem więc dla mnie ta ochrona była wystarczająca. Fajnie, że nie brudzi ubrań. Obecnie kończę drugą kulkę taką samą (kupiłam dwupak) i zastanawiam się nad wypróbowaniem dezodorantów naturalnych. Może jakiś mi polecicie?

9. Herbal Cere, masło do ciała , lawenda. Kupiłam to masło przypadkiem w Biedronce. Nie zawierało parafiny, było bardzo gęste i nawilżające. Niestety długo się wchłaniało, ale taka już niestety natura takich gęstych maseł - tutaj na drugim miejscu po wodzie mamy masło shea. Natomiast zapach powalał mnie na kolana. Była to mocna, intensywna lawenda. Nie można więc było tego masła nałożyć zbyt dużo. Zapach utrzymywał się przez kilka dni na ubraniach, na piżamie, czy szlafroku. Jeśli kiedyś spotkam to na pewno kupię.


10. Bandi Tricho-estetic, maska do włosów, peeling do skóry główy. (Recenzja) Z tej dwójki na pewno wrócę do peelingu, który był na bazie mocznika. Dzięki temu delikatnie złuszczał martwy naskórek, ale także nawilżał skalp. Przy regularnym używaniu pozbyłam się przesuszenia skóry oraz jej świądu. Maska była również dobra, mentolowa, łagodząca skórę, ale myślę, że poprawa jej stanu to głównie zasługa właśnie peelingu.

11. Pharmaceris, seria H, łupież tłusty. (Recenzja) Szampon ten został mi polecony przez trychologa firmy Pharmaceris i przysłany przez firmę. Niestety okazał się wielką pomyłką :( Nie mam tłustej skóry głowy, włosy mi się nie przetłuszczają, nie mam łupieżu. Na badaniu widziałam na głowie takie drobne skórki wokół cebulek włosów i delikatne zaczerwienienie. Pani trycholog uznała, że trzeba to oczyścić, aby nie uszkadzało włosów i nie zaczęły mi wypadać (nigdy nie miałam z tym problemu). Niestety szampon okazał się dla mnie zbyt silny, po jego użyciu głowa była zaczerwieniona i bardzo mnie swędziała, dużo bardziej niż przed. Co więcej taki sam efekt wywołał u mojego męża. Dużo lepiej sprawdza mi się szampon tej firmy, który nie zawiera SLS.

12. Lonton, Hydro Control, mgiełka nawilżająca. Miała bardzo fajny atomizer, który rozpylał delikatną mgiełkę. Nie zauważyłam jakiegoś spektakularnego nawilżenia, stosowałam w celu łatwiejszego rozczesania włosów.

13. Biolaven, szampon do włosów. (Recenzja) Mój ogromny HIT zeszłego roku i na pewno do niego wrócę. Delikatnie, ale skutecznie myje skalp i włosy. Nie podrażnia, a przy tym pięknie pachnie słodkimi winogronami.


14. Make Me Bio, Winter Care, krem do rąk. Krem ten kupiłam w tamtym roku wraz z zestawem różanym tej marki. I o ile woda różana, jak i krem do twarzy okazały się dla mnie dużym rozczarowaniem (Recenzja), a puder wręcz mnie irytował (Recenzja) tak krem ten był R_E_W_E_L_A_C_Y_J_N_Y !!! Idealnie nawilżał i natłuszczał skórę, a jednocześnie szybko się wchłaniał i nie zostawiał na dłoniach tłustej warstwy. Niestety jest dostępny jedynie w zestawach. Szkoda, bo już myślałam że znalazłam naturalny zastępnik dla mojego ulubieńca z TBS :(

15. Thermissa, nawilżający krem do stóp. No cóż można napisać po próbce, która starczyła na raz. Tyle , że miał fajną konsystencję, ładny zapach i szybko się wchłaniał. To raczej lekki krem więc z mocnymi przesuszeniami chyba by sobie nie poradził.

16. Biotebal, odżywka do rzęs. U mnie tego typu odżywki bardzo dobrze się sprawdzają, nie podrażniają oczu i rzęsy stają się po nich naprawdę dłuższe. Całe szczęście po zaprzestaniu ich używania nie wypadają mi wszystkie na raz jak u niektórych osób. Ale ja swoje naturalne rzęsy mam dosyć mocne i długie także raczej nie ma co liczyć na spektakularny efekt. Chyba większe efekty widziałam po L4L.

17. Dabur Herbal. Fajna próbka na wyjazdy. Niestety miałam wrażenie po tej paście, że mam nieumyte zęby. Zdecydowanie bardziej lubię pasty miętowe.

18. L'Oreal False Lash Superstar, tusz do rzęs. Składał się z dwóch części. Jedna miała wydłużyć, druga pogrubić i podkręcić rzęsy. Rzeczywiście miały inne szczoteczki, ale efekt na rzęsach był bez różnicy. Producent zaleca stosowanie obydwu części. Mi się nie chciało w to bawić. Najpierw zużyłam jedną, potem drugą. Nie mam większych zastrzeżeń, co do tego produktu. Ładnie rzęsy podkreślał, nie osypywał się, ale nie było efektu WOW.


19. Purederm, nawilzające maski w płachcie. Nawet nie były one w płachcie bawełnianej tylko takich cienkich hydrożelowych płatach. Składały się z dwóch części i idealnie dopasowywały się do twarzy. Jak druga skóra. Fajnie nawilżały i napinały, nie widziałam jednak różnicy pomiędzy nimi. Chętnie jeszcze kupię jak spotkam w Biedronce.

20. Purederm, maska oczyszczająca z węglem. Maseczka bąblująca, świetna. Bardzo dużo się tej piany na skórze wytwarza i wygląda się jak wielka chmura :) Zresztą możecie zobaczyć efekt na moim Instagramie. Według mnie te maseczki bardzo fajnie, a jednocześnie delikatnie oczyszczają. Nie pozostawiają buzi ściągniętej ani zaczerwienionej. Nie jestem jednak pewna, czy poradzą sobie z cerą problematyczną.

21. Marion, maska warzywna z dynią i imbirem. (Recenzja) Ta maska sprawdziła się u mnie najlepiej. Dobrze odżywiła moją cerę. Producent zaleca zostawić ją na noc, u mnie jednak powodowały powstawanie niedoskonałości. Ale nałożona standardowo na 15-20 minut świetnie się spisała.

22. BingoSpa, sól borowinowa. Bardzo drobna sól, która najlepiej sprawdza mi się jako dodatek do peelingu kawowego. Jej drobne kuleczki idealnie masują ciało. Borowina ma działanie rozgrzewające, ułatwiające odpływ limfy, a tym samym antycellulitowe. 

23. Peelingująca maska na dłonie. Miała fajną formę rękawiczek nasączonych ekstraktem i kwasami. Bałam się, że efekt będzie taki jak na nogach więc zrobiłam ją pierwszego dnia urlopu, wiedziałam że kilka dni będę w domu. Skóra rzeczywiście trochę się złuszczyła, ale nie widziałam ogromnej poprawy jeśli chodzi o gładkość dłoni. 

24. Marion, maska do włosów blond. Wygodne saszetki, które biorę w podróż. Maska miała fioletowy kolor, ale nie zauważyłam aby jakoś wpłynęła na kolor moich włosów. Fajnie je wygładziła, lepiej się rozczesywały.

25. Marion, maska oczyszczająca z aktywnym węglem. Szczerze mówiąc nie pamiętam jak się ta maska sprawdziła więc chyba nie zachwyciła mnie.

26. Only Bio, żel do mycia ciała. Chętnie spróbuję tych kosmetyków. Żel miał fajną konsystencję i dobry skład. Myślę, że może być alternatywą dla Yope.

27. Benton, Fermentation Eye Cream, Mimo, że próbka była mała to starczyła mi na kilka użyć i muszę stwierdzić, że zaciekawiła mnie na tyle, że jestem skłonna zamówić pełne opakowanie.




Koniec! Ostatnie denko tamtego roku za mną. Cieszę się, że jestem lżejsza o te kosmetyki, chociaż z niektórymi aż szkoda mi się było rozstawać i na pewno do nich wrócę.

Pozdrawiam
Emi

grudnia 24, 2017

NOWOŚCI LISTOPAD/GRUDZIEŃ 2017

NOWOŚCI LISTOPAD/GRUDZIEŃ 2017
Witajcie!

Jak tam Wasze przygotowania do Świąt? Mam nadzieję, że wszystko już macie zrobione i Wigilia minie Wam spokojnie. Moje przygotowania ograniczają się jedynie do sprzątnięcia domu, ubrania choinki i kupienia prezentów. Na święta jeżdżę do rodziców i do teściów także zbyt wiele do przygotowywania nie mam.

Jeśli macie chwilkę wolnego czasu to chciałabym Was zaprosić na przegląd nowości, które trafiły do mnie w listopadzie oraz grudniu. Nie jest tego dużo, gdyż cały czas mocno ograniczam się z zapasami i redukuję zapasy. Stąd też nowości są łączone z dwóch miesięcy.






Na początku miesiąca dotarła do mnie paczka z portalu wizaż.pl z nowym podkładem mineralnym od L'Oreal.  Na pewno nie można jego krycia oraz składu porównać do prawdziwych minerałów, ale jako produkt drogeryjny nie jest zły. Nie zawiera talku. Delikatnie ujednolica koloryt cery. Dla wielu osób jednak może być ono zbyt delikatne i być może produkt sprawdzi się lepiej po prostu jako puder. To, co mnie denerwuje to jego opakowanie. Dziurka jest tak mała, że ten puchaty pędzel, którym lubię aplikować minerały (z Hebe) nie mieści się. A wieczko ( na które przy Annabelle Minerals wysypuje odrobinę podkładu) ma dziwny kształt.



Na początku listopada miałam okazję być kilka dni w Izraelu. Z powodu wielu obowiązków służbowych nie miałam zbyt wiele czasu, na leżenie na plaży. Ale udało mi się zwiedzić trochę Tel Aviv, Jerozolimę, a także kąpałam się (jeśli tak to można nazwać) w Morzu Martwym. Nie miałam też zbytnio czasu na zakupy, ale przywiozłam ze sobą kilka słoiczków soli do kąpieli oraz błota z Morza Martwego (oczywiście porozdawałam po rodzinie i znajomych), a także mgiełkę do ciała i krem do rąk.











Ostatnio, co jestem w Biedronce, to trafiam na maseczki do twarzy. Nie byłabym sobą, gdybym nie wzięła kilka rodzajów. Bardzo miło zaskoczyły mnie maski bąblujące. Ich efekt oczyszczający był naprawdę fajny. Podobał mi się również efekt po maskach kolagenowych. Natomiast dzisiaj kupiłam trzy maseczki w płachcie: czekoladową, malinową i z ogórkiem. I jestem bardzo ich ciekawa.



Ostatnimi zakupami jest zamówienie ze sklepu MIYA. Skończył mi się olejek do demakijażu i zdecydowałam się własnie na ten z tej firmy. Niestety nie jestem z niego zbytnio zadowolona, ma bardzo tępą konsystencję. O kremie nie jestem w stanie nic powiedzieć, gdyż został kupiony dla mojego męża, ale może kilka razy go użyję, żeby sprawdzić jego działanie.

Ot i to całe moje zakupy w przeciągu tych dwóch miesięcy! Szczerze Wam powiem, że nawet nic szczególnie mnie nie kusiło, nie miałam też czasu, żeby iść na zakupy, czy buszować w internecie. W nowym roku na pewno bedę chciała zrobić zakupy na Jolse.com. Planuję zamówić maski w płachcie oraz dobry olejek do demakijażu.

A jak Wasze zakupy?
Sprawiłyście sobie świąteczne, kosmetyczne prezenty? 
U mnie tym razem były one ubraniowe, gdyż skusiłam się na kozaki za kolano oraz dwie świąteczne sukienki.

Buziaki :*

Emi


Copyright © 2016 Uroda Według Blondynki , Blogger