stycznia 03, 2016

[ULUBIEŃCY] KOSMETYCZNE ODKRYCIA ROKU 2015

[ULUBIEŃCY] KOSMETYCZNE ODKRYCIA ROKU 2015
Witajcie w nowym 2016 roku !!!

Mam nadzieję,  że weszliście w Nowy Rok w dobrych nastrojach 😊 Oczywiście życzę Wam aby był  co najmniej tak dobry,  a nawet lepszy niż ten miniony.  
Dla mnie rok 2015 był początkiem mojej blogowej przygody. Podczas tego czasu poznałam wiele wspaniałych osób. 
W nowym roku chciałabym,  aby blog się dalej rozwijał. Moim postanowieniem jest też częstsze dodawanie postów.

A teraz przejdźmy do kosmetykow, które w tym roku skradły moje serce.

1. DEMAKIJAŻ: Balsam do mycia twarzy


Bardzo duża wagę przykładam do dokładnego oczyszczenia twarzy,  gdyż to podstawa skutecznej pielęgnacji twarzy. Stosowalam wiele żeli, mleczek i płynów micelarnych. Jednak najlepiej sprawdziło mi się oczyszczanie olejami.  O ile standardowe OCN nie bardzo przypadło mi do gustu tak olejowy balsam własnego wykonania gości w mojej łazience niemalże od roku.  Sprawił , że moja skóra nie jest taka przesuszona oraz rzadziej borykam się z niedoskonalosciami. 


2. PIELĘGNACJA TWARZY: Skin Clinic Professional MEZO Terapia Korygująca - Aktywne serum korygujące ANTI-AGE dzień/ noc


W roku 2015 wprowadziłam do swojej pielęgnacji serum.  To z Bielendy bardzo pomogło mi podczas największego wysypu krostek. Niestety do dzisiaj nie wiem,  co było jego przyczyną.  Całe szczęście obecnie skóra się uspokoiła. Cała seria zasługuje na pochwalę,  ale serum było zdecydowanie najlepsze.  Właśnie kończę drugą butelkę. 

3. MAKIJAŻ TWARZY: SKIN79, VIP GOLD + BRONZE




Długo zastanawiałam się czy umieścić na pierwszym miejscu minerały Annabelle Minerals czy azjatyckie BB SKIN79. W końcu wybrałam kremy azjatyckie, gdyż zawsze wyglądają na mojej skórze świetnie.  A szczególnie podczas przesuszen do których moje policzki maja niestety tendencję.  Pudrowe minerały niestety nie są wtedy zbyt komfortowe, ale kremowe BB spisują się idealnie i mają dodatkowe działanie nawilżające.  Jedynym minusem może być bardzo jasny kolor VIP Gold , który nie jest w stanie się dopasować do mojej lekko opalonej skóry  ( używam samoopalacza). Ale jeśli zmieszam to z BRONZE to otrzymuję  kolor idealny.

4. MAKIJAŻ/PIELĘGNACJA OCZU : Oceanic, Long4Lashes, odżywka do rzęs.

Niestety zaczęłam kurację tym produktem zanim jeszcze zaczęłam regularnie pisać dlatego nie mam zdjęć porównawczych. Serum starczyło mi na 9 m-cy użytkowania  (niestety nie zawsze byłam regularna). Mimo to dało rewelacyjne efekty. Pod koniec stosowalam je także na brwi. Najważniejsze jest jednak to, że po mimo zaprzestania kuracji moje rzęsy drastycznie nie pogorszyła się. Owszem wróciły do swojej standardowej długości, ale nie zaczęły hurtowo wypadac. Na pewno powtórzę kurację w tym roku.

5.MAKIJAŻ/PIELĘGNACJA UST: MNY Color Sensational, 250 Mystic Mauve



Kiedyś używałam jedynie blyszczykow jednak od jakiegoś czasu zdecydowanie wolę szminki. Mimo, że lubię odważne kolory to na co dzień, do pracy nie bardzo mogę sobie na nie pozwolić. Dlatego też najczęstszym moim wyborem jest szminka Mystic Mouve. Ma piękny kolor, który jest lepszym kolorem moich ust i pasuje do każdego makijażu. Szminka ma przyjemne satynowe wykończenie i naprawdę dosyć długo pozostaje na ustach. No i ten karmelowy zapach....


6. PAZNOKCIE/DŁONIE:  The Body Shop Hemp Hand Protector Silnie Nawilżający Krem Do Rąk


To mój ogromny ulubieniec. Jak do tej pory nie znalazłam nic, co by lepiej nawilzalo moje dłonie i pozostawialo je takie miłe w dotyku. Niestety jego różany brat okazał się totalnym niewypałem.  A tej wersji nie mogę nigdzie znaleźć 😯


7. WŁOSY: Maska Kallos Latte


Odżywki Kallos to zdecydowanie wielkie odkrycie tego roku. Są niedrogie, dostępne w drogeriach Hebe  i na moich włosach daje naprawdę świetny efekt. Najlepsza z nich okazała się wersja Martę, która świetnie wygladzala moje włosy i sprawiała, że były bardzo mięsiste.  Trzeba jednak z nią uważać gdyż używane zbyt często może doprowadzić do przeproteinowania naszych włosów. Jedyne, co mi się w niej nie podoba to drazniacy zapach. Miałam wersję Banana, która pięknie pachniało ale nie dawała tak dobrych efektów. Obecnie testuje wersję Milk.

8.PIELĘGNACJA CIAŁA: DR ORGANIC , ORGANICZNE MASŁO DO CIAŁA OWOC GRANATU


Dr Organic to kolejne  odkrycie tego roku. Masełko  to wygrałam w konkursie firmy na FB i od razu się w nim zakochałam.  Ma piękny owocowy zapach, który długo utrzymuje się na skórze. I cudowna , gęstą,  nawilzajaca konsystencję.  A dzięki jego naturalnemu skladowi jeszcze bardziej przypadło mi do gustu. Masła  The  Body Shop mogą się schować. Obecnie testuje tez inne produkty tej firmy i na pewno niebawem pojawią  sie ich recenzje.

9. ZAPACH: Avon, Little Pink Dress


Bardzo lubię zapachy z tej serii. Standardowe Black kojarzy mi się z moja mama, która często to używała. W tamtym roku używałam wersji Gold, a w tym postawiłam na coś lzejszego, k wiatowego czyli Pink. Noszę to w torebce i często używam. To ładny,  dzienny zapach. Na mnie perfumy te utrzymują się bardzo dobrze.

10. AKCESORIUM:

Foreo Luna, szczoteczka oczyszczająca do skóry wrażliwej i normalnej



Ostatnia kategoria to akcesorium, które bardzo zmieniło moje podejście do oczyszczania twarzy. Luna sprawia przede wszystkim, że moje pory są oczyszczone i zwezone. Ma też swój udział w zminimalizowania ilości wypryskow. Przede wszystkim to świetny masaż twarzy. Zauważyłam że jest bardzo ujedrniona, a wszystkie kosmetyki pielęgnacyjne dużo lepiej się wchlaniaja. 

A jak tam Wasi ulubieńcy? 
Odkrylicie w tym roku coś ciekawego?

grudnia 30, 2015

[RECENZJA] Garnier, Skin Naturals, Płyn micelarny 3 w 1 do skóry wrażliwej

[RECENZJA] Garnier, Skin Naturals, Płyn micelarny 3 w 1 do skóry wrażliwej


Witajcie!

Na moim blogu rzadko pojawiają się recenzje produktów do demakijażu.  Wynika to z faktu że już od ponad roku makijaż zmywam glownie olejami. Płyny micelarne stosuje gdy wyjeżdżam,  albo gdy jestem totalnie padnieta i nie chce mi się robić masażu twarzy balsamem. 
Poniższy produkt jest bardzo szeroko komentowany,  głównie pozytywnie w całej blogosferze.  Dlatego,  gdy szkolnym się mój ulubiony płyn z Sylveco postanowiłam spróbować produktu   Garnier.



Garnier Skin Naturals Płyn micelarny 3 w 1 do skóry wrażliwej to prosty sposób, by usunąć makijaż oraz oczyścić i ukoić całą skórę (twarz, oczy, usta) za pomocą jednego gestu. Nie wymaga spłukiwania. 

To pierwszy inteligentny produkt oczyszczający od Garniera, w którym została zastosowana technologia miceli. Nie musisz już trzeć, by pozbyć się zanieczyszczeń i makijażu - micele wiążą je niczym magnes. Efektem jest idealnie czysta skóra bez pocierania. Bezzapachowy. 
EAN 3600541380066

Skład: Aqua, Hexylene Glycol, Glycerin, Disodium Cocoamphodiacetate, Disodium EDTA, Poloxamer 184, Polyaminopropyl Biguanide (B162919/4) (12.01.2014.)

Cena: 20zł / 400ml



Produkt możemy dostać w dwóch wersjach: do cery tłustej oraz suchej i wrażliwej.  Moja cera jest mieszana, ale z tendencją do przesuszania. Dlatego zdecydowałam  się na wersję delikatniejsza. 

Płyn otrzymujemy w dużej butelce 400 ml. Podobno ma nam starczyc  na 200 aplikacji.  Trudno jest mi to ocenić gdyż nie używam go regularnie.  Jednak nie wykluczam że jest to prawda, gdyż płyn dobrze radzi sobie ze  zmywaniem makijażu.  Co prawda nie jestem fanką  mocnej tapety ani dużej ilości produktów,  nie używam również produktów  długotrwałych czy wodoodpornych. Ale świetnie radzi sobie ze zmyciem azjatyckiego kremu BB ( a to duża dawka silikonów) lub tuszu L'Oreal  VML  So Couture ( a każdy kto go miał się że jest niezwykle trwały).
Dużym plusem jest to, że nie podraznia ani skóry ani oczu. Za to dobrze przygotowuje ją  do dalszych rytuałów pielęgnacyjnych.  I mnie dobrze sprawdza się również rano,  gdy nie chcę myć buzi wodą. Stosuje go wtedy jak tonik. 
Jeśli lubicie ten sposób oczyszczania twarzy tylko bardzo go polecam,  gdyż jest skuteczny i niedrogi. Tym bardziej,  że miałam również Bioderme i nie widziałam żadnej różnicy w działaniu.  A za mała butelkę 100 ml zapłaciłam  tyle co za duża butlę Garniera w promocji. Mam jeszcze dużą  butelkę Biodermy Sensibio w zapasach i może wtedy ( podczas regularnego używania) uda mi się dostrzec to "coś ".
Bardzo lubię ten płyn,  ale zostanę wierna mojemu balsamowi  do mycia twarzy.  Jest to najlepszy sposób. Dzięki niemu moja skóra jest idealnie oczyszczona,  a jednocześnie nawilżona. Płyn Garnier mimo,  że dobry pozostanie moim produktem " na czarną godzinę".



A Wy w jaki sposób pozbywacie się makijażu? 


Pozdrawiam!
EMI

grudnia 28, 2015

[RECENZJA] Evrēe, Hand Care Max Repair, Regenerujący krem do rąk

[RECENZJA] Evrēe, Hand Care Max Repair, Regenerujący krem do rąk
Witajcie!

Niedawno pisałam Wam o kremie, który nie do końca spełnił moje oczekiwania odnośnie nawilżenia moich dłoni - Cztery Pory Roku Skoncentrowane Serum do Rąk i Panokci.
Dzisiaj dla odmiany mam produkt, który bardzo miło mnie zaskoczył. Ale jak mogłoby być inaczej... Na produktach marki Evree jeszcze nigdy się nie zawiodłam. A mogliście się o tym przekonać czytając zarówno recenzję olejku Magic Rose jak i balsamu do ciała Total Nutrition.



Evrēe, Hand Care Max Repair, Regenerujący krem do rąk : Zawiera: d - pantenol, alantoinę, glicerynę, urea, olejki owocowe (migdałowy, awokado i arganowy) oraz roślinne emolienty.
Krem głęboko odżywia i regeneruje skórę, wspomaga naturalną odbudowę zniszczonego naskórka, a także koi podrażnienia. Dzięki swoim składnikom tworzy ochronny filtr zabezpieczający skórę przed utratą wilgoci oraz ponownym wysuszeniem. 
Wmasować w skórę dłoni. Stosować kilka razy w ciągu dnia, po każdym myciu rąk i przed snem.
Krem ma zastosowanie do bardzo suchej, podrażnionej i zniszczonej skóry.

Skład: Aqua (Water), Caprylic/Capric Triglyceride, Urea, Glycerin, Cetearyl Alcohol, Ceteareth-20, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Glyceryl Stearate, Aluminum Starch Octenylsuccinate, Cera Alba (Beeswax), Butyrospermum Parkii (Shea) Butter, Persea Gratissima (Avocado) Oil, Glycine Soja (Soybean) Oil, Glycine Soja (Soybean) Sterols, Hexyl Laurate, Sodium Acrylate/Acryloyldimethyltaurate Copolymer, Isehexadecane, Polysorbate 80, Argania Spinosa Kernel (Argan) Oil, Panthenol, Allantoin, Dimethicone, PEG-8, Tocopherol, Ascorbyl Palmitate, Ascorbic Acid, Citric Acid, Xanthan Gum, Disodium EDTA, Propylene Glycol, Diazolidinyl Urea, Iodopropynyl Butylcarbamate, Benzyl Salicylate, Hexyl Cinnamal, Butylphenyl Methylpropional, Limonene, Linalool, Parfum (Fragrance) (25.11.2013)

Cena: 8,39zł / 100ml


Krem otrzymujemy w elastycznej, poręcznej tubce zamykanej na klik. Jest to dla mnie bardzo wygodne rozwiązanie, dużo wygodniejsze niż np nakrętka. Krem spokojnie możemy wrzucić do torebki bez obawy, że się otworzy i wyleje.  Opakowanie jest w intensywnym kolorze czerwieni, zdecydowanie rzuca się w oczy na sklepowej półce. Ale łatwo go też przez to znaleźć w czeluściach torebki ;)
Jeśli chodzi o sam produkt to jest on bardzo gęsty i treściwy. Na początku nie odpowiadał mi jego zapach. Na blogach i wizażu pisano, że jest on kwiatowy. Mi jednak kojarzył się z mydłem lub z proszkiem do prania. Jednak po jakimś czasie się przyzwyczaiłam tym bardziej, że efekt jego działania przerósł moje najśmielsze oczekiwania.
Krem mimo swojej gęstej konsystencji bardzo łatwo się rozprowadza na dłoniach i wystarczy dosłownie odrobina, aby pokryć całe dłonie. Produkt dosyć szybko się wchłania i nie pozostawia tłustej warstwy (tylko taką przyjemną powłoczkę) dlatego świetnie się sprawdzał jako produkt do torebki lub na biurko w pracy kiedy chcemy szybko nawilżyć dłonie. Mamy tutaj na wysokim miejscu mocznik, a także masło shea i kilka olejów ( ze słodkich migdałów, awokado i sojowy) dlatego produkt ma silne działanie zmiękczające, nawilżające oraz natłuszczające. Plusem jest również to, że nie znajdziemy tutaj parafiny.
Jednym słowem jest to jeden z przyjemniejszych produktów do rąk jaki miałam okazję używać. Chętnie wypróbuję również jego brata w różowej tubce.

A Wy lubicie kosmetyki Evree?
Co z tej firmy jest godne polecenia?

Pozdrawiam!
EMI

grudnia 23, 2015

[RECENZJA] Kringle Candle Coloured Daylight Świeczka zapachowa Autumn Rain

[RECENZJA] Kringle Candle Coloured Daylight Świeczka zapachowa Autumn Rain

Witajcie!

Dzisiaj post nietypowy jak na mój blog, gdyż po raz pierwszy porozmawiamy sobie o zapachach. Uwielbiam, gdy w domu pięknie pachnie. Uwielbiam wszelkiego rodzaju świece, świeczki i kadzidełka. Mój gliniany kominek zapachowy (taki brązowy domek, który pojawia się czasem na moich zdjęciach) ma już 15 lat!!! Tak, tak dostałam go jeszcze w gimnazjum od przyjaciółki na Mikołajki. Wówczas podgrzewałam w nim olejki zapachowe natomiast obecnie służy od do roztapiania wosku.
Do tej pory miałam kilka wosków z Yankee Candle, ale ostatnio postanowiłam kupić coś innego. I tym innym okazał się Daylight z Kringle Candle.





Kringle Candle Coloured Daylight Świeczka zapachowa Autumn Rain  

Czysty naturalny zapach jesiennego krajobrazu. Wyjątkowo świeży i przyjemny zapach kolorowych liści.
Czas palenia: ok. 12 godzin
Waga: 52g

Daylight ma postać troszkę większej świeczki tealight czyli popularnego podgrzewacza. Bardzo podoba mi się to, że ma wieczko z nazwą zapachu. Dzięki temu łatwo odnaleźć konkretny produkt w pudełeczku z zapachami.
Sam zapach jest po prostu cudowny. Niesamowicie przypadł mi do gustu. Jest on lekko słodki, ale przede wszystkim bardzo świeży. Przypomina mi trochę zapach , który unosi się w lesie po deszczu dosyć chłodnym wieczorem. Albo z wiosenną, poranną rosą na trawie :)
Zapach jest dobrze wyczuwalny i długo się utrzymuje w pomieszczeniu, a jednak nie jest dominujący ani duszący. Polecałabym go jednak na dosyć wczesną, jeszcze w miarę ciepłą jesień. Podczas zimy wolę chyba jednak coś bardziej otulającego. Ale... na taką prawdziwą zimę to chyba się na razie nie zanosi ;) 
Muszę przyznać, że to bardzo udany początek mojej przygody z firmą Kringle Candle i na pewno skuszę się na inne zapachy. Takie małe świeczki są też fajną próbką jeśli chcemy kupić świecę. Myślę, że wcześniej czy później skuszę się na dużą świecę o tym właśnie zapachu. Tym bardziej, że wizualnie podobają mi się one bardziej niż Yankee.

Palicie świece w domu?
Jakie są wasze ulubione marki oraz zapachy?
Jako świeczkowy laik chętnie się dowiem i przetestuję :)

Pozdrawiam
Emi :)

grudnia 21, 2015

[RECENZJA] Laboratorium NOVA Odżywczo-Wygładzający Krem Pod Oczy GoCranberry - 30ml

[RECENZJA] Laboratorium NOVA Odżywczo-Wygładzający Krem Pod Oczy GoCranberry - 30ml

Witajcie !

Jak wiecie od dawna szukam kremu pod oczy, który stałby się moim ulubieńcem. Od tego kosmetyku wymagam przede wszystkim , aby był przede wszystkim nawilżający gdyż moja cera ma tendencję do przesuszania. I jeśli tak się dzieje to najdotkliwiej widać to własnie w delikatnych okolicach oczu. Nie obraziłabym się również gdyby krem miał działanie wygładzające i przeciwzmarszczkowe. Jak do tej pory moim ulubieńcem był krem pod oczy TOŁPA  Biały Hibiskus
Po przeczytaniu wielu pozytywnych opinii na temat kosmetyków Go Cranberry postanowiłam skusić się właśnie na krem pod oczy z tej serii. Czy spelnił Moje oczekiwania?
Jeśli jesteście ciekawi mojej opinii to zapraszam Was serdecznie do dalszego czytania.



Odżywczo-Wygładzający Krem Pod Oczy GoCranberry - 30ml

Odżywczo - wygładzający krem ood oczy GoCranberry przeznaczony jest dla każdego typu cery. Specjalnie wyselekcjonowane składniki intensywnie odżywiają i nawilżają delikatną skórę okolic oczu, pozostawiają skórę delikatnie natłuszczoną. Zapobiegają utracie wody oraz chronią przed niekorzystnymi czynnikami zewnętrznymi. Poprawiają napięcie skóry przywracając jej elastyczność. Lekka formuła kremu nie obciąża delikatnej skóry wokół oczu.
Zawiera: skwalan, olej ze słodkich migdałów, olej z pestek moreli, hialuronian sodu, ekstrakt z owoców żurawiny, witaminę E, pantenol, allantoinę.
Produkt:
- hypoalergiczny,
- nie zawiera konserwantów,
- kompozycja zapachowa nie zawiera alergenów.

W testach konsumenckich*:
• 100% badanych osób uznało, iż krem nadaje się pod makijaż.
• Aż u 76% badanych skóra wygładziła się, a 86% zauważyło poprawę w nawilżeniu skóry wokół oczu. 
• 90% badanych doceniło wygodne i higieniczne opakowanie kremu.
• 100% ankietowanych uznało, iż krem jest wydajny.




Skład: Aqua, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Squalane, Pentylene Glycol, Prunus Armeniaca (Kernel Oil), Sorbitan Stearate, Glycerin, Glyceryl Stearate, Caprylic / Capric Triglyceride, Sucrose Cocoate, Sodium Hyaluronate, Vaccinium Macrocarpon Fruit Extract, Tocopheryl Acetate, Allantoin, Panthenol, PEG-100 Stearate, Cetearyl Alcohol, Xanthan Gum, Decylene Glycol, Parfum.


Cena: 25,83zł / 30ml

Kosmetyk otrzymujemy w ładnym opakowaniu z pompką airless. Bardzo lubię tego typu opakowania, gdyż produkt jest dłużej świeży oraz możemy go wykorzystać do samego końca. Opakowanie jest białe ze zdjęciem żurawiny. Minusem opakowania jest to, że nie jest przeźroczyste i nie widać ile produktu zużyliśmy. Szczerze mówiąc to zaskoczyła mnie wielkość tego kremu, gdyż mamy tutaj aż 30 ml podczas gdy standardowe kremy pod oczy mają jedynie 15 ml. Jest to i plusem, ale także i minusem gdyż na jego zużycie mamy jedynie 3 m-ce.
Jeśli chodzi o konsystencję to muszę przyznać, że trochę się na początku rozczarowałam. Kremy pod oczy lubię, gdy są gęste i treściwe. Najbardziej odpowiadają mi konsystencje wręcz maślane, gdyż moja skóra pod oczami i tak momentalnie wchłania nawet tłusty produkt. Ten krem jest o dosyć rzadkiej konsystencji więc obawiałam się, że może być zbyt słaby. Na początku miałam trudności z przyzwyczajeniem się do tej konsystencji. Jego plusem jest na pewno to , że szybko się wchłania i dobrze współgra z korektorem pod oczy. Kosmetyki się na nim nie rolują.
Jednak oczywiście najważniejsze jest działanie. Ja nie mam problemów z zasinieniami czy opuchnięciami  pod oczami także trudno jest mi się w tej kwestii wypowiedzieć. Jeśli miałam ciężką noc to wówczas wstawiam go dosłownie na kilka minut do lodówki (robię tak z każdym kremem) i taki zimny produkt wklepuję pod oczy. Szybko poprawia krążenie i zdejmuje opuchliznę, ale na pewno duża w tym zasługa niskiej temperatury.
Mimo tego, że na początku byłam do niego sceptycznie nastawiona to w miarę upływu czasu i regularnego stosowania naprawdę go polubiłam. Na dłuższą metę krem bardzo ładnie i długotrwale nawilża skórę pod oczami. A nawet lekko ją napina i wygładza.  Nie jest to jakiś natychmiastowy efekt WOW, ale jeśli będziecie cierpliwe i regularne to myślę, że będziecie zadowolone.  Ostatnio nakładam go również na całą twarz, gdyż jego data do zużycia już minęła. Ale na razie nie zmienił, ani koloru ani zapachu, nie podrażnił mnie również. Mimo wszystko chciałabym go jak najszybciej zużyć. Na twarzy również spisuje się bardzo dobrze. Jest lekki i nawilżający. Idealnie spisuje się jako baza pod makijaż. Nie zapchał mnie także polecam go również w takim wydaniu.
Podsumowując , polubiłam się z tym produktem, ale jednak nie aż na tyle żebym kupiła go ponownie. Dalej szukam kremu idealnego. Najlepiej gdyby był gęsty i miał naturalny skład. 

Zastanawiam się nad Sylveco, Resibo lub kokosowym z Dr Organic.
Miałyście może któryś z powyższych?
A może polecicie mi swój ulubiony krem pod oczy?

Dobrej nocy!
Emi

grudnia 16, 2015

[RECENZJA] EFEKTIMA SUNFREE-SPA Balsam brązujący

[RECENZJA] EFEKTIMA SUNFREE-SPA Balsam brązujący
Witajcie!

Dzisiejszy dzień przyniósł nam odrobinę zimy, gdyż w 100-licy sypnęło nieznacznie śniegiem. Sypnęło, ale niestety szybko się także rozpłynęło. Meteorolodzy zapowiadają ponowne ocieplenie. Szkoda tylko, że żadnego ochłodzenia zimowego jak dotąd nie było. A trochę tęskni mi się za pięknymi, białymi świętami.
W związku z brzydką pogodą postanowiłam ponownie podąć temat słonecznej opalenizny. 
Dosyć niedawno przedstawiałam Wam Piankę Samoopalającą Vita Liberata. Jednak zanim odezwala się do mnie p. Klaudia z propozycją współpracy zakupiłam w Rossmanie poniższy produkt.


EFEKTIMA SUNFREE-SPA Balsam brązujący Profesjonalny balsam nadający efekt pięknej, równomiernej opalenizny. Pozwala uzyskać odcień naturalnie opalonej skóry, bez narażania jej na szkodliwe promieniowanie słoneczne. 
Doskonały dla skóry wymagającej odnowy oraz regeneracji. 
Komfortowy w zastosowaniu, z łatwością się rozprowadza, pozostawiając na skórze przyjemny zapach. 

Idealny jako preparat brązujący oraz utrwalający kolor po kąpielach słonecznych.
Profesjonalny balsam nadający efekt pięknej, równomiernej opalenizny. Pozwala uzyskać odcień naturalnie opalonej skóry, bez narażania jej na szkodliwe promieniowanie słoneczne. 
Doskonały dla skóry wymagającej odnowy oraz regeneracji. 
Komfortowy w zastosowaniu, z łatwością się rozprowadza, pozostawiając na skórze przyjemny zapach.
 Idealny jako preparat brązujący oraz utrwalający kolor po kąpielach słonecznych. 

SKŁADNIKI AKTYWNE:

MASŁO KAKAOWE – posiada właściwości nawilżające i odżywcze. Bardzo korzystnie wpływa na stan naskórka, doskonale go pielęgnując. 
OLEJ Z KAROTKI Z BETA-KAROTENEM – idealny do preparatów brązujących i przyspieszających powstawanie opalenizny.  Działa przeciwstarzeniowo i regenerująco. Pomaga w pielęgnacji suchej i łuszczącej sie skóry.
KOMPEKS WITAMIN (ECF)- chroni skórę przed wpływem niekorzystnych czynników zewnętrznych. Przeciwdziała utracie wody, reguluje gospodarkę wodno-lipidową naskórka. Witamina E wspomagana przez witaminę C chroni skórę przed wolnymi rodnikami, co zmniejsza widoczność wczesnych objawów starzenia. Witamina F pomaga zniwelować podrażnienia i wygładzić skórę.
MASŁO SHEA - posiada kwasy tłuszczowe, które wykazują zdolności do regeneracji i odnowy zniszczonego naskórka, chroni skórę przed wpływem szkodliwych czynników zewnętrznych.
ROŚLINNE DHA – składnik roślinny nadający kolor słonecznej opalenizny.

SKŁADNIKI: Aqua, Hydrogenated Polydecene, Glycerin, Butyrospermum Parkii Butter, Isopropyl Myristate, Theobroma Cacao Seed Butter, Hydrogenated Vegetable Glycerides Citrate, Dihydroxyacetone, Paraffinum Liquidum, Petrolatum, Polyacrylate-13, Cetyl Alcohol, Polyisobutene, Parfum, Phenoxyethanol, Carthamus Tinctorius Seed Oil, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Dmdm Hydantoin, Helianthus Annuus Seed Oil, Tocopheryl Acetate, Polysorbate 20, Methylparaben, Sorbitan Isostearate, Citric Acid, Ascorbyl Palmitate, Linoleic Acid, Propylparaben, Beta-Carotene, Daucus Carota Sativa Root Extract, Daucus Carota Sativa Seed Oil.





Produkt dostajemy w dosyć niepozornym opakowaniu. Powiem Wam, że jedynie przypadek i "Cena na do widzenia" sprawiły, że zwróciłam na niego uwagę. Bardzo podoba mi się to, że balsam jest zamknięty w butelce z pompką, gdyż bardzo ułatwia mi to jego aplikację.
Sam produkt jest bardzo gęsty i treściwy. Ma on wręcz maślaną konsystencję, która jest bardzo przyjemna i dobrze rozsmarowuje się na ciele. Mimo gęstości produkt w miarę szybko wchłania się w skórę i pozostawia ją gładką i nawilżoną. Trochę szkoda, że zawiera w sobie parafinę, ale jednak wyżej w składzie ma masło shea oraz kakaowe. I to naprawdę daje się odczuć po nawilżeniu skóry. Moje ciało uwielbia te składniki w kosmetykach :) Szkoda, że pozostałe oleje są już w minimalnej ilości (za składnikami zapachowymi). Dużym plusem produktu jest też to, że ma przyjemny zapach i nie sprawia, że nasza skóra pachnie spalenizną.
Co do samego opalenia to po pierwszym użyciu efekt jest delikatny, ale zauważalny. W miarę codziennego używania możemy ten efekt pogłębiać. Nie jest to tak mocne opalenie jak za pomocą typowego samoopalacza, ale lekkie muśnięcie słońcem przez co skóra wygląda na gładszą i zdrowszą. Dzięki dobrej aplikacji możemy być pewni, że nie narobimy sobie nieestetycznych smug. Warto jest jednak zrobić dokładny peeling przed nałożeniem produktu. Pamiętajmy o oszczędnej aplikacji na łokcie i kolana, a także o umyciu rąk już po całym procederze. Ale to są , myślę, zasady o których wie każda osoba, która chociaż raz używała samoopalacza.

Podsumowując jest to bardzo dobry balsam/masło do ciała, który nawilża a jednocześnie delikatnie przyciemnia naszą skórę. Jeśli boicie się standardowych samoopalaczy, albo nie chcecie mocnego efektu to ten produkt jest jak najbardziej dla Was. Zachętą może być również jego cena - ostatnio widziałam go w Rossmanie za coś ok 12 zł.
Jedynym minusem może być jego wydajność, gdyż mam wrażenie, że starczył mi może na 5 aplikacji. Ale może też być to kwestia tego, że tak przyjemnie mi się tym produktem smarowało. Pompka, która jest niewątpliwie bardzo wygodna, przy tak gęstym produkcie niestety też nie do końca się sprawdza. Balsam osiada na ściankach i nie zostaje już przez nią zasysany. Jednak po przecięciu pudełka w środku jest jeszcze bardzo dużo balsamu.
Mimo tych drobnych niedogodności bardzo się z nim polubiłam i myślę, że zastąpi mój balsam brązujący z Ziaji Sopot w którym w głównej mierze przeszkadzał mi zapach.

Pozdrawiam!
Emi

Post nie jest sponsorowany, a produkt kupiony przeze mnie.

grudnia 12, 2015

[RECENZJA] MOKOSH Glinka Biała

[RECENZJA] MOKOSH Glinka Biała
Witajcie w ten sobotni poranek!

Dzisiaj porozmawiamy sobie o maseczkach do twarzy. Przyznaję, że jestem maseczkowym nałogowcem. Bardzo lubię je stosować. Jest to dla mnie sposób na relaks. Nakładam maskę, zapalam kominek z jakimś fajnym zapachem i mam 15 minut tylko dla siebie. 
Od jakiegoś czasu w mojej kosmetyczce goszczą tylko maseczki z naturalnych składników. Bardzo polubiłam również glinki oraz tworzenie maseczek z półproduktów. A moją ulubioną jest właśnie delikatna glinka biała.


MOKOSH Glinka biała kaolinowa jest jedną z najdelikatniejszych. Łagodna dla skóry, usuwa zanieczyszczenia, wygładza i uelastycznia. Cechuje ją lekka i jedwabista konsystencja. Polecana jest zwłaszcza do cer delikatnych, suchych, wrażliwych, skłonnych do podrażnień oraz dla skór dojrzałych. W składzie ma liczne mikroelementy: krzem, wapń, magnez, żelazo, potas, sód. Można ją stosować do masek i kąpieli.
Działanie:
  • Wygładza skórę
  • Oczyszcza
  • Łagodzi podrażnienia
  • Rewitalizuje
  • Odświeża
  • Matuje
Zastosowanie:
  • Maska na twarz i ciało - glinkę mieszamy z wodą lub hydrolatem do uzyskania postaci pasty (maska na twarz) lub gęstej zawiesiny (maska na ciało). Jeżeli do sporządzenia maski używa się wody, można dodać 1-2 krople 100% olejku eterycznego. Do przygotowywania masek z glinki nie powinno się używać metalowych akcesoriów.
  • Kąpiel - wsypujemy glinkę pod strumień ciepłej wody. 
Cena : 22.90 PLN
Glinka jest zamknięta w bardzo wygodnym słoiczku z fioletową, minimalistyczną etykietą. Jest to dobre rozwiązanie , gdyż słoiczek ma duży otwór i bardzo dobrze dozuje się z niego produkt. Sama glinka jest standardowo w postaci proszku, który rozrabiamy z wodą. Ja często stosowałam do rozrabiania wodę różaną w celu zwiększenia działania rozjaśniającego. Sam proszek bardzo dobrze się łączy z płynami i nie tworzy grudek. Aby wzmocnić działanie nawilżające możemy dodać kilka kropli ulubionego oleju. A żeby wzmocnić działanie oczyszczające olejku eterycznego np. z drzewa herbacianego. Pamiętajmy, że aby glinka przyniosła zamierzony efekt nie możemy jej mieszać metalową łyżką. Ja do rozrabiania glinek kupiłam specjalny plastikowy zestaw na allegro. Drugą zasadą jest niedopuszczenie do zaschnięcia maski na twarzy. Ja spryskuję ją co chwilę wodą termalną lub ziają oliwkową. Muszę gdzieś kupić płaty maseczkowe w pastylkach i spróbować przykrywać glinkę takim wilgotnym płatem.
Glinkę zmywam po 15 minutach ciepłą wodą. Najczęściej robię to lateksową gąbeczką. Jest to najszybsza metoda na doczyszczenie twarzy z grubej warstwy glinki.
Po zmyciu skóra jest bardzo miękka i gładka. Przy regularnym używaniu rzeczywiście zauważyłam delikatne rozjaśnienie skóry, ale przede wszystkim jej oczyszczenie. Glinka jest bardzo delikatna, nie podrażnia skóry, a jednak wysusza niedoskonałości i zapobiega pojawianiu się kolejnych.
Jedynym minusem akurat tego produktu jest cena. Używałam również glinek innych firm np. Calaya i niczym one się nie różnią w działaniu, a są po prostu tańsze.
Dlatego polecam Wam po prostu produkt sam w sobie, czyli glinkę białą. To opakowanie właśnie mi się skończyło, ale na pewno niebawem pojawi się nowe :)

A Wy lubicie glinki?

Pozdrawiam i życzę udanego weekendu.
Swój niestety spędzam na uczelni :(
EMI

grudnia 08, 2015

[RECENZJA] GARNIER FRUCTIS GOODBYE DAMAGE Szampon Wzmacniający

[RECENZJA] GARNIER FRUCTIS GOODBYE DAMAGE Szampon Wzmacniający
Witajcie!

Dzisiaj przychodzę do Was z recenzją kolejnego szamponu, który możecie dostać w niemalże każdym sklepie/ Do tej pory produkty z rodziny Fructis, a mianowicie standardowy szampon w zielonym opakowaniu, nie sprawdzały się u mnie. Dlatego byłam sceptycznie nastawiona również do wszelakich odmian tego produktu. jednak będąc któregoś dnia w Biedronce natknęłam się na zestaw szampon+odżywka w atrakcyjnej cenie i postanowiłam go ze sobą zabrać. Stwierdziłam, że najwyżej szampon zużyje mąż , a odżywką będę golić nogi.
Ale nikomu tego produktu nie oddałam...




Silnie działająca formuła szamponu wzmacniającego Goodbye Damage została wzbogacona o Keraphyll i olejek z owoców amli, które naprawiają zniszczone włosy odrwewnątrz i wypełnia ich ubytki. 

Skład: Water, Sodium Laureth Sulphate, Cocamidopropyl Betaine, Sodium Lauryl Sulphate, Glycol Distearate, Sodium Chloride, Amodimethicone, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Niancinamide, Sugarcane Extract, Sodium Benzoate, Hydrolyzed Vegetable Protein PG-Propyl Silanetriol, Sodium Hydroxide, PPG-5-Ceteth-20, Trideceth-6, Salicylic Acid, Limonene, Camellia Sinensis Leaf Extract, Linalool, Benzyl Salicylate, Benzyl Alcohol, Apple Fruit Extract, Carbomer, Pyridoxine HCI, Citric Acid, Cetrimonium Chloride, Butylphenyl Methylpropional, Lemon Peel Extract, Hexyl Cinnamal, Phyllanthus Emblica Fruit Extract, Fragrance.

Cena: 10zł / 400ml

Szampon znajduje się w standardowej buteleczce na klik. Butelka ma energetyczny, pomarańczowy kolor i na półce w sklepie na pewno przyciąga uwagę. Sam produkt jest dosyć gęsty , dobrze rozprowadza się na włosach i bardzo ładnie pachnie, tak owocowo, świeżo. Szampon dobrze się pieni, co oczywiście jest zasługą SLS praktycznie na pierwszym miejscu w składzie. Ale akurat moje włosy jakoś mocno nie cierpią i spokojnie używam produktów z tego typu detergentami.
Szampon przede wszystkim bardzo dobrze oczyszcza skórę głowy i sprawia, że włosy są ładnie odbite od nasady. Oczywiście absolutnie nie wierzę w to, że szampon może odbudować włosy i wypełnić ubytki. Od tego są maski i odżywki, ale tutaj działanie również jest przecież ograniczone. Większość produktów trochę maskuje zniszczenia i sprawia że włosy wizualnie są zdrowsze i ładniejsze.
Dla mnie szampon ma dobrze oczyszczć skórę głowy i włosy. A ten to robi, a przy tym nie podrażnia skalpu ani nie placze włosów.
Tak bardzo mi się spodobał, że dokupilam resztę serii.
Gdyby nie to, że mam sporo innych szamponow do zużycia to kupiłabym go jeszcze raz. Tym bardziej że przypadł też do gustu mojemu mężowi. Dlatego chętnie jeszcze kiedyś po niego sięgnę.

A Wy lubicie Garnier Fructis?
Która wersja jest Waszą ulubioną?

Dobrej nocy!
Emi

grudnia 06, 2015

[RECENZJA] Cztery Pory Roku Skoncentrowane Serum do Rąk i Panokci.

[RECENZJA] Cztery Pory Roku Skoncentrowane Serum do Rąk i Panokci.
Witajcie!

Jakiś czas temu recenzowałam Wam odżywkę w pędzelku firmy Cztery Pory Roku. Bardzo pozytywnie zaskoczyła mnie swoim działaniem pielęgnacyjnym. Niestety bardzo szybko się skończyła. W pudełku Inspired By Charlize Mystery dostałam ją w zestawie z serum w postaci delikatnego kremu. Czy sprawdziło się u mnie równie dobrze jak odżywka?




Serum Cztery Pory Roku zapewnia długotrwałe nawilżenie nawet bardzo suchej skóry już po pierwszym użyciu. Zdaniem 100% badanych kobiet od razu po zastosowaniu kosmetyku ich skóra była bardziej miękka. Po godzinie od użycia serum panie zauważyły wzrost poziomu wygładzenia skóry o 50%, a poziomu nawilżenia aż o 130%. Takie rezultaty to zasługa zastosowania w składzie preparatu ekstraktu z mandarynki i kwasów owocowych AHA, które działają nawilżająco, rozjaśniająco i wygładzająco na skórę i paznokcie. 5% gliceryny nadaje skórze miękkość i gładkość, chroni ją przed wysuszeniem, a D-panhtenol intensywnie i długotrwale nawilża oraz łagodzi podrażnienia.
Dzięki lekkiej konsystencji, kosmetyk bardzo szybko się wchłania, pozostawiając skórę jedwabiście gładką i miękką w dotyku.

SKŁADNIKI

Aqua, Glycerin, Panthenol, Propylene Glycol, Parfum, Tocopheryl Acetate, Phenoxyethanol, Carbomer, Citrus Nobilis Fruit Extract, Passiflora Edulis Fruit Extract, Citrus Limon Fruit Extract, Sodium Hydroxide, Xanthan Gum, Ethylhexylglycerin, Alcohol Denat., Sodium Bisulfite, Potassium Sorbate, Disodium EDTA, Cl 16255, Cl 15510, Cl 19140

Moje dłonie raczej nie są problematyczne. Staram się co prawda nakładać krem kilka razy dziennie i dlatego trzymam krem na biurku w pracy jednak przyznam się, że nie zawsze o tym pamiętam. Zimą moja skóra staje się bardziej sucha i wymagająca.
Serum Cztery Pory Roku dostajemy w bardzo ciekawym opakowaniu z pompką. Dozuje ona bardzo niewielką ilość produktu, ale starcza ona na pokrycie całych dłoni. Serum pachnie przepięknie, owocowo.
Jesienią, gdy było dosyć ciepło byłam z niego bardzo zadowolona. Serum jest dosyć rzadkie i szybko się wchłania dlatego idealnie nadawało się jako produkt do torebki. Wysoko w składzie ma glicerynę i pantenol więc nawet fajnie nawilżał.
Niestety wraz z przyjściem chłodniejszych dni czar prysł. Nakładam go dużo więcej, Ale gdy się wchłonie to mam wrażenie że nic nie nałożyłam na dłonie.
Podsumowując jest to bardzo fajny produkt, ale zdecydowanie dla niewymagających dłoni. Chętnie jednak wrócę do niego latem, gdyż wtedy sprawdzał się rewelacyjnie!

Obecnie jestem na etapie szukania dobrego kremu do rąk więc może polecicie mi jakiś?
Jak na razie moim ogromnym ulubieńcem jest The Body Shop Hemp Hand Protector Silnie Nawilżający Krem Do Rąk.
Copyright © 2016 Uroda Według Blondynki , Blogger