Obserwatorzy

niedziela, 30 sierpnia 2015

[NOWOŚCI] Wakacyjne - PÓŁPRODUKTY ECO SPA

Witajcie,

ostatnio coraz bardziej interesuję się kosmetykami naturalnymi i ekologicznymi. W związku z tym postanowiłam również sama spróbować sobie takie kosmetyki zrobić. Dlatego złożyłam zamówienia w dwóch popularnych sklepach z półproduktami.

Dzisiaj zaprezentuję Wam moje zdobycze z pierwszego z nich czyli Eco Spa. Dla mnie dużym plusem tego sklepu jest to, że mają w Warszawie oddział gdzie mogę odebrać swoje zamówienie nie płacąc za przesyłkę.

1. Glinka Czerwona Mikronizowana - świetnie oczyszcza i odżywia skórę, działa przeciwtrądzikowo.
2. Olej sezamowy zimnotłoczony - jest składnikiem mojego balsamu do mycia twarzy. Dodaję go również do maseczek. Mam zamiar spróbować go jako produkt do włosów. Ma bardzo przyjemny zapach.
3. Masło Kakaowe Nierafinowane. Zakochałam się w tym maśle. Ma cudowny zapach oraz świetną konsystencję. Poza tym nadaje skórze zdrowego, opalonego koloru. Na pewno zakupię większe opakowanie po powrocie z wakacji.



4. Tamanu olej ekologiczny, zimnotłoczony. Został mi polecony jako świetne remedium na wypryski. Jak na razie moja skóra ma się nieźle (puk puk, odpukać) dlatego nie miałam za bardzo okazji, żeby dokładnie go przetestować. Mogę powiedzieć, że ma okropny , bulionowy zapach.
5. Eco konserwant zakupiłam, gdyż robiłam większą porcję maseczki z białej glinki dla mojej siostry.



I to już wszystko. 
Lubicie półprodukty? 
Czy raczej wolicie kupować gotowe kosmetyki?



piątek, 28 sierpnia 2015

[NOWOŚCI] Wakacyjne - Kolorówka

Witajcie,

dzisiaj przychodzę do Was z postem na temat tego jakie nowe kosmetyki pojawiły się w mojej kosmetyczce. Ostatni tego typu post pojawił się u mnie w czerwcu dlatego postanowiłam zebrać nowości z miesięcy wakacyjnych , czyli lipca i sierpnia.
Podzieliłam też wszystko na części, aby Was nie zanudzić i aby wygodniej się wszystko czytało i oglądało. Zapraszam! 

Nie kupuję produktów do makijażu w ogromnych ilościach, ale w tych miesiącach postanowiłam odrobinę uzupełnić swoje zapasy:


KIKO: 

Z KIKO MILANO miałam już jeden cień (ten najbardziej wydziubany) 214 Mat Desert Sand. Jest to ciepły brąz, który idealnie nadaje się do zaznaczania załamania powieki. Jestem z niego bardzo zadowolona dlatego postanowiłam dokupić 2 inne kolory:

225 Satin Ballerina Rose - ostatnio bardzo lubię róże na swoich powiekach. jest bardzo delikatny, dzienny i sprawia, że twarz wygląda na wypoczetą, świeżą.

238 Mat Light Toupe - tym razem szarawy, bardziej chłodny również do zaznaczania załamania i rozcierania cieni.

Oczywiście kasetkę również zakupiłam, a puste okienko czeka na jakiś cielisty cień, ale niestety wszystkie były wykupione. Szkoda, że kasetka nie ma wbudowanego lusterka.

Podążając tropem różowych odcieni na oczach zakupiłam również pojedynczy cień Waterfall w odcieniu 220 Baby Rose, ale nie powiedziałabym że jest taki Baby. Na powiece pięknie się mieni i daje oszałamiający efekt. Ja jestem zauroczona! :) Oczywiście to maleńkie puzdereczko ma lusterko...a jak!





AVON :

Kupiłam kilka produktów w Salonie Konsultantek w Złotych Tarasach. Bardzo lubię swój czarny eyeliner Super Extend. Dobrze mi się nim rysuje kreskę, a poza tym jest mega trwały. Dlatego postanowiłam dokupić inne kolory: Navy i Emerald. Niestety zawiodłam się, gdyż są one bardzo ciemne i na powiece wyglądają jak czarny :( Ale trwałość również super.
Do kompletu dobrałam sobie cień w płynie SuperShock Vivid liquid eyeshadow w odcieniu crimson thrill. Jest to również różowy ocień, ale nieco przybrudzony ze śliwkowymi tonami. Cień ma dobrą trwałość jednak musimy mu pozwolić zaschnąć na powiekach.


HEBE:

W drogerii Hebe wzięłam Catrice kuleczki rozświetlające z limitowanej serii Kaviar Gauche. Maja przepiękne, eleganckie opakowanie . Na twarzy dają efekt subtelnego rozświetlenia. Stosuję jako puder rozświetlający do podkładów, które mają dla mnie zbyt matowe wykończenie. 

Skusiłam się także na Maybelline Dream Touch Blush czyli róż w kremie. Mój jest w ciepłym, koralowym odcieniu 05. Delikatnie wklepany palcem lub pędzelkiem nadaje delikatny i bardzo naturalny efekt. Jako, że jest to produkt w kremie to nie pozostawia on suchego efektu na moich (i tak suchych) policzkach. 


I to już wszystkie moje kosmetyki kolorowe. 
A jak tam Wasze kosmetyczki?
powiększyły się choć trochę?


środa, 26 sierpnia 2015

[RECENZJA]Pharma CF, Cztery Pory Roku, Skoncentrowana odżywka do regeneracji paznokci i skórek `5 olejków w 1` + PRZERWA WAKACYJNA

Witajcie,

dla osób uczęszczających do szkoły wakacje powoli się kończą, gdyż mamy ich już ostatni tydzień. Ja jednak od kilku lat jestem zwolenniczką wyjeżdżania jesienią. I tak oto własnie czas mojego tegorocznego urlopu nareszcie nastąpił. W związku z tym przez kilka dni nastąpi przerwa w prowadzeniu bloga. Przygotowałam dla Was kilka postów z moimi nowościami zakupionymi w ciągu ostatnich dwóch miesięcy, ale na wszystkie komentarze odpowiem po powrocie.

Dzisiaj przychodzę do Was z recenzją produktu, który bardzo, ale to bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. A jest to:




Cztery Pory Roku Odżywka 5 w 1 do skórek i paznokci 
Skutecznie regeneruje słabe i zniszczone paznokcie oraz skórki wokół nich. Innowacyjna formuła z kompleksem 5 naturalnych olejków wzmacnia i uelastycznia płytkę paznokcia, chroniąc ją przed łamaniem i rozdwajaniem. Formuła bez formaldehydu, wygodny aplikator i innowacyjne opakowanie mieszczące się w każdej torebce. Główny atut odżywki do skórek i paznokci to skład oparty o 5 cennych olejów: arganowy, rycynowy, sezamowy, z awokado oraz oliwa z oliwek.

ZASTOSOWANIE PRODUKTU

Przekręcić końcówkę pisaka aż do pojawienia się kropli preparatu na włosiu pisaka. Preparat rozprowadzać pisakiem po skórkach i płytce paznokcia.
SKŁADNIKI
Paraffinum Liquidum, Olea Europaea Fruit Oil, Sesamum Indicum Seed Oil, Persea Gratissima Oil, Argania Spinosa Kernel Oil, Silica, Zea Mays Oil, Rosa Moschata Seed Oil, Tocopheryl Acetate, Rosmarinus Officinalis Leaf Extract, Helianthus Annuus Seed Oil, Citrus Aurantifolia Oil.

Cena: 9,90zł / 1,5ml





niedziela, 23 sierpnia 2015

TOP 5 - Ulubione produkty do ust.

Witajcie!

W dniu dzisiejszym przychodzę do Was z kolejnym postem z serii TOP, czyli moje ulubione produkty. Dzisiaj bierzemy na warsztat produkty do ust. Muszę przyznać, że miałam nie lada problem z wybraniem tych produktów , gdyż tak...muszę to napisać...jestem totalną szminkoholiczką. W związku z tym moja kolekcja produktów do ust jest spora i naprawdę trudno było mi wybrać te najlepsze. Od jakiegoś czasu maluję usta szminką. Mam oczywiście kilka błyszczyków m.in w kosmetyczce tak , aby móc się pomalować bez lusterka. Ale w zdecydowanej mierze są to jednak pomadki.
Nie będzie tutaj podium, gdyż wszystkie poniższe produkty lubię w jednakowym stopniu i używam ich praktycznie codziennie na przemian.



1. Zacznijmy może od produktu pielęgnacyjnego. Przecież wiadomo, że żaden produkt nie będzie na naszych ustach wyglądał ładnie gdy będą one zaniedbane i przesuszone. Ostatnio moim ulubionym produktem jest masełko Nivea Lip Butter. Mam również wersję z orzechem macadamia, ale to wersja Blueberry skradła moje serce. Masełko świetnie nawilża i odżywia usta. Nakładam je wieczorem grubszą warstwą , gdy kładę się spać. Masełko również dobrze wygląda solo na ustach, są wtedy ładnie błyszczące i nawilżone. Szkoda tylko, że nie ma spf. Produkt występuje w wielu wariantach smakowo-zapachowych także myślę, że każdy znajdzie coś dla siebie.




2. Latem zmieniam swój makijaż na lżejszy, rozświetlony dlatego chętnie sięgam po szminki nawilżające, z lekkim błyszczącym wykończeniem. Jedną z moich ulubienic jest Maybelline Color Sensational w odcieniu 250 Mystic Mauve. To bardzo delikatny przybrudzony róż z delikatnymi fioletowymi tonami. Ładnie ożywia twarz i nadaje jej koloru. Świetnie komponuje się z delikatnym makijażem oczu jako główny akcent, ale równie dobrze stanowi uzupełnienie smoky eyes. Sama szminka bardzo ładnie nakłada się na usta i tworzy satynowe wykończenie- nie jest mocno błyszcząca. Jako, że jest to szminka nawilżająca to nie jest ona jakoś specjalnie trwała. Ale mimo to bez jedzenia i picia spokojnie 2-3h u mnie na ustach wytrzymuje. 
Na co trzeba zwrócić uwagę to to, że ma intensywny karmelowy zapach :)


3. Kolejnym ulubieńcem, który niestety nie za bardzo chciał ze mną współpracować podczas robienia zdjęć jest  L`Oreal, Colour Riche Balm w odcieniu 176 vineyard peach. Jest to balsam do ust z odrobiną koloru. Mój to pomarańczowo-koralowy odcień, który przepieknie ożywia delikatny makijaż. Balsam gładko sunie po ustach pozostawiając błyszczącą, delikatną taflę koloru. Mój ulubieniec, gdy moim jedynym makijażem jest tusz do rzęs. Jeśli nie przepadacie za mocnym kolorem na ustach , a jedynie chcecie je delikatnie podkreślić to serdecznie go Wam polecam.


4. Ostatnio panuje ogromna moda na matowe pomadki. Nie ukrywam, że ja również jej uległam. Jednak podczas lata i upałów częściej sięgam po coś delikatniejszego i nawilżającego. Ale jeśli mowa o ulubieńcach to nie mogło zabraknąć w tym zestawieniu oczywiście Golden Rose Velvet Matte. Odcienie które posiadam to:

02 czyli zgaszony, brudny róż - dzienniak , który bardzo często trafia na moje usta, gdy szykuję się do pracy oraz 
15 czyli żywa, ognista czerwień. Ten kolor jest zarezerwowany na różnego rodzaju okazje specjalne. Bardzo elegancko wygląda na ustach , przyciąga uwagę, świetnie się w niej czuję.

Duży plus dla tych szminek przede wszystkim za niebywałą trwałość. W cenie 11 zł myślę, że nie znajdziecie nic lepszego.



5. Myślę , że nie byłoby tego zestawienia bez pomadek w musie Boujoirs Rouge Edition Velvet. Jakiś czas temu opanowały blogosferę. Podczas jednej z promocji skusiłam się na trzy odcienie:

04 Peach Club - bardzo ciepły, pomarańczowy kolor, ale jednak stłumiony więc nadaje się do codziennego makijażu. Lubię ją zwłaszcza teraz gdy jestem opalona.
07 Nude-ist pomadka bardzo podobna do odcienia 02 z GR jest jednak nieco cieplejsza.
i oczywiście fluorescencyjna fuksja czyli 05 Ole Flamingo. Obok tego koloru nikt nie przejdzie obojętnie. Świetnie nadaje się do minimalistycznych makijaży jako jedyny akcent.

REV zachwyciły mnie swoją musową i aksamitną konsystencją oraz trwałością . Te produkty są nie do zdarcia :)



I to już koniec. Żałuję, że nie było to TOP10 , gdyż wybór był naprawdę trudny. Powyższe pomadki uwielbiam i jedynie zdrowy rozsądek powstrzymuje mnie przed dokupieniem innych kolorów.

A Wy czym najczęściej malujecie usta? Wolicie delikatne kolory, czy może raczej coś ,co rzuca się w oczy?

Jeśli chcecie poczytać , czym malują usta inne blogerki to zapraszam na ich blogi:

czwartek, 20 sierpnia 2015

[RECENZJA] Szampon przeciwłupieżowy Head & Shoulders Extra Volume

Witajcie!

Dzisiaj przybywam do Was z recenzją produktu, który kojarzy mi się z moim domem rodzinnym. Może dziwnie to zabrzmiało, ale standardowa wersja szamponu Head & Shoulders zawsze stała u moich rodziców w łazience. Ja osobiście nie mam problemów z łupieżem, ale czasem boryka się z nim mój mąż. Jakieś było moje zaskoczenie, gdy okazało się że Head&Shoulders to już teraz nie jeden rodzaj szamponu, a cała szafa. Ostatecznie wybrałam wersję Volume, gdyż stwierdziłam , że sama również spróbuję go jako szampon oczyszczający.


Szampon przeciwłupieżowy Head & Shoulders Extra Volume - Maksymalna objętość włosów przez 24 godziny. Włosy piękne i o większej objętości plus ograniczone rozdwajanie i łamliwość. Opracowany z wykorzystaniem NOWEJ formuły Head & Shoulders opartej na technologii Fresh Scent ze wzbogaconą kompozycją zapachową, zapewniającą przyjemne doznania podczas prysznica. Szampon nadający objętość cienkim i delikatnym włosom. Piękne włosy dzięki większej objętości. Szampon przeciwłupieżowy Head & Shoulders Extra Volume pomaga utrzymać objętość i puszystość włosów, sprawia, że są podatne na układanie. Zmniejsza ilość rozdwojonych końcówek i usuwa do 100% łupieżu*. Cienkie i delikatne włosy nabierają objętości, jakiej oczekujesz. (*widoczne oznaki łupieżu przy regularnym stosowaniu)

Skład:Aqua, Sodium Laureth Sulfate, Sodium Lauryl Sulfate, Cocamide MEA, Zinc Carbonate, Glycol Distearate, Sodium Chloride, Zinc Pyrithione, Dimethicone, Cetyl Alcohol, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Parfum, Sodium Xylenesulfonate, Magnesium Sulfate, Sodium Benzoate, Butylphenyl Methylpropional, Ammonium Laureth Sulfate, Sodium Diethylenetriamine Pantamethylene Phosphonate, Linalool, Benzyl Salicylate, Magnesium Carbonate Hydroxide, Hexyl Cinnamal, Benzyl Alcohol,Etidronic Acid, Limonene, Geraniol,Paraffinum Liquidum, Sodium Polynaphthalenesulfonate, Methylchloroisothiazolino ne, DMDM Hydantoin, CI 60730, Disodium EDTA, Tetrasodium EDTA, Methylisothiazolinone, CI 42090.(05.11.2007)

/wersja ice/ Aqua, Sodium Laureth Sulfate, Sodium Lauryl Sulfate, Cocomide MEA, Zinc Carbonate, Glycol Distearate, Sodium Chloride, Zinc Pyrithione, Dimethicone, Cetyl Alcohol, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Menthol, Sodium Xylenesulfonate, Parfum, Magnesium Sulfate, Sodium Benzoate, Ammonium Laureth Sulfate, Butylphenyl Methyl Propional, Sodium Dethylenetriamine Pentamethylene Phosphonate, Linalool, Benzyl Salicate, Magnesium Carbonate Hydroxide, Benzyl Alcohol, Etidronic Acid, Hexyl Cinnamal, Limonene, Geraniol, Paraffinum Liquidum, Sodium Polynaphthalenesulfonate, Methylchloroisothiazolino ne, DMDM Hydantion, Disodium EDTA, Tetrasodium EDTA, Cl 60730, Methylisothiazolinone, Cl 42090. (26.03.2008)
/Wersja Ocean Energy*/: Aqua, Sodium Laureth Sulfate, Sodium Lauryl Sulfate, Cocamide MEA, Zinc Carbonate, Glycol Distearate, Sodium Chloride, Zinc Pyrithione, Cetyl Alcohol, Dimethicone, Parfum, Polyquaternium-10, Sodium Xylenesulfonate, Magnesium Sulfate, Sodium Benzoate, Menthol, PEG-7M, Ammonium Laureth Sulfate, Maris Sal, Sodium Diethylenetriamine Pantamethylene Phosphonate, Butylphenyl Methylpropional, Hexyl Cinnamal, Geraniol, Linalool, Magnesium Carbonate Hydroxide, Benzyl Salicylate, Benzyl Alcohol, Limonene, Citronellol, Alpha-Isomethyl Inone, Sodium Polynaphthalenesulfonate, Methylchloroisothiazolinone, CI 42090, CI 19140, DMDM Hydantoin, Methylisothiazolinone, Disodium EDTA, Tetrasodium EDTA, Chondrus Crispus, Vucus Vesiculosus. *(27.08.2009) 



Pierwsze, co się rzuca w oczy to bardzo długi skład i dwa mocne detergenty na jego początku. Moim włosom jakoś szczególnie to nie przeszkadza, ale nie używam też tego szamponu często - mniej więcej raz w miesiącu. Wynika to też z tego, że nie używam zbytnio produktów do stylizacji moich włosów. Najczęściej jest to tylko serum silikonowe na końcówki, ale akurat tego produktu używamy niewiele.
Szampon jest bardzo gęsty i ma przyjemny , owocowy zapach. Jest on również bardzo wydajny, niewielka jego ilość starcza , aby umyć całą głowę. Ja myję nim tylko skalp, a włosy na długości delikatnie masuję pianą, która powstaje. Szampon bardzo dobrze oczyszcza skórę głowy ze wszelkich produktów stylizacyjnych - lakieru, pianki, żelu. Stosuję go zawsze po imprezach, gdy takich produktów używam. Ponadto naprawdę unosi włosy u nasady i nadaje im objętości. Mam włosy gęste, grube i ciężkie. Niestety z tendencją do puszenia więc używam silikonowych serum aby trochę je dociążyć. Ten szampon sprawia , że włosy ładnie się układają są odbite od skóry głowy . Szampon mimo długiego składu nie podrażnił mnie ani nie uczulił, ale zaznaczę że nie mam wrażliwej skóry głowy i chyba jeszcze żaden produkt mnie nie uczulił.
Muszę przyznać, że produkt ten bardzo pozytywnie mnie zaskoczył i jako produkt używany od czasu do czasu mogę go polecić.  Mój mąż również jest zadowolony i mówi, że problem z łupieżem się nie pojawia.

A Wy co sądzicie o tego typu szamponach? 

Pozdrawiam
Emi :)

niedziela, 16 sierpnia 2015

[TOP 3] - Najlepsze tusze do rzęs: L'Oreal, Lovely.

Witajcie! 

Weekend dobiega końca, a ja wraz z kilkoma innymi dziewczynami piszącymi blogi postanowiłyśmy uraczyć Was propozycjami naszych najlepszych tuszy do rzęs.

Co to będzie u mnie? Muszę się przyznać, że nie miałam większego problemu z wyborem, gdyż od dłuższego czasu używam praktycznie cały czas tych samych produktów. Zdarzają mi się odstępstwa (bo mam ochotę przetestować coś innego), ale zawsze z podkulonym ogonem wracam do sprawdzonych wariantów.

Może zacznę od tego jakie mam rzęsy i czego w ogóle oczekuję i wymagam od tuszu. Jestem naturalną blondynką, ale oprawę oczu mam odkąd pamiętam ciemną - dosyć ciemne brwi oraz rzęsy. Stoczyłam w szkole wiele kłótni z nauczycielkami o to, że się maluję. Rzęsy mam dosyć długie i gęste jednak dosyć cienkie. Od tuszu oczekuję przede wszystkim pogrubienia oraz wywinięcia rzęs.


1. L`Oreal, Volume Million Lashes So Couture So Black -  Tusz do rzęs z nowej linii Volume Million Lashes zwiększający objętość. Z ekstraktem z jedwabiu o zniewalającym zapachu. 


Cena: 54zł / 9ml




Zdecydowanym NUMEREM 1 jest właśnie ten oto tusz. Tusz ma dosyć niedużą dilikonową szczoteczkę z igiełkami różnej długości. Przepięknie rozdziela rzęsy i sprawia, że mamy na oczach ich zalotny wachlarz. Wiele osób pytało się mnie , czy przypadkiem nie mam doklejanych rzęs. Tusz idealnie pogrubia i podwija rzęsy. Spotkałam się z opinią, że wersja So Black może się kruszyć i obsypywać lub odbijać na górnej powiece jednak nic takiego u siebie nie zauważyłam. 
Jest on bardzo trwały, trudno go się zmywa wieczorem. Najlepiej jest to robić oleistą substancją masując przez chwilę powieki. Dużym plusem jest to, że mimo swojej trwałości nie usztywnia rzęs. Nadal są one elastyczne i wyglądają naturalnie.
Dużym minusem może być jego cena, gdyż np. w Rossmanie kosztuje ok 60 zł. Ja zawsze czekam na promocję -50% lub kupuję w drogeriach internetowych , gdzie można go dostać za ok 30zł.
Mam już chyba ze 3 opakowanie tego tuszu i jak na razie nie znalazłam nic lepszego.





2.  Lovely, Curling Pump Up Mascara Maskara pogrubiająca i unosząca rzęsy. Gwarantuje efekt maksymalnie pogrubionych i wydłużonych rzęs. 


Cena: ok. 9zł / 8ml



Tusz od Lovely jest zdecydowanie produktem, który kupuję najczęściej. A to dlatego, że jest łatwo dostępny i niedrogi. Szczoteczka jest również nieduża, silikonowa i zakrzywiona. Dzięki czemu tusz bardzo dobrze rozczesuje, a przede wszystkim podkręca rzęsy. Wyglądają po nim fenomenalnie.
Minusem przez który znalazł się dopiero na drugim miejscu jest fakt, że lekko usztywnia rzęsy, co na początku sprawiało lekki dyskomfort, ale już się do tego przyzwyczaiłam. Ponadto efekt jaki "robi" z rzęsami całkowicie rekompensuje to małe "ale".
Tusz nie jest również tak wydajny, jak jego drożsi koledzy, ale nie jest to duża różnica. A już na pewno nie taka, że po podliczeniu wychodziłby drożej. Dlatego serdecznie go polecam jeśli macie ograniczony budżet na kosmetyki :)







3.L`Oreal, Volume Million Lashes Mascara- Jak sama nazwa wskazuje maskara ta precyzyjnie pokrywa kolorem każdy włosek z osobna przez co rzęsy wydają się dużo gęściejsze, więc optycznie wydaje się ich dużo więcej niż jest w rzeczywistości. Receptą na osiągnięcie takiego rezultatu było stworzenie idealnie wyprofilowanej szczoteczki, która dociera nawet na kącików oka przez i co bardzo ważne nie pozostawia nieestetycznie wyglądających grudek na powierzchni rzęs. Nigdy więcej sklejonych włosków! Efektem są więc długie, pogrubione, doskonale rozdzielone rzęsy, które przyciągną wszystkie spojrzenia.


Cena: ok. 50zł / 9g


Muszę przyznać, że największy problem miałam z przyznaniem tego ostatniego miejsca. A to dlatego, że od dawna używam tylko powyższych tuszy na zmianę. Wcześniej próbowałam innych, ale miałabym obecnie trudności z przypomnieniem sobie ich zalet. Maskarę tę wygrałam w konkursie L'Oreal i muszę przyznać, że jest niewiele gorsza od wersji So Couture. Daje przede wszystkim całkowicie inny efekt. 
Szczoteczka wersji standardowej jest również silikonowa, ale dużo większa od wersji So Couture. Włoski są jednakowej długości ale również są one gęściej poukładane. Ta wersja będzie idealna dla dziewczyn, które chcą pogrubić i zagęścić swoje rzęsy. Ta maskara może trochę mniej je wywija i wydłuża, ale za to właśnie bardziej pogrubia. Jeśli takiego efektu oczekujecie od tuszu do rzęs lub jeśli macie cienkie i delikatne "piórka" to serdecznie ją polecam. Ale raczej nie osiągniecie nią efektu ciężkich, sztucznych oblepionych rzęs ( no chyba że nałożycie wiele warstw). Rzęsy będą ładnie podkreślone, ale cały czas w tym normalnym,raczej naturalnym zakresie - a taki właśnie najbardziej lubię.
Jak w przypadku naszego No.1 największym minusem może być cena tego tuszu. I jak zwykle tutaj polecam promocje lub sklepy internetowe.






I to już cała moja TRÓJKA WSPANIAŁYCH tuszy do rzęs. Może miałyście któryś z nich? Podzielacie mój entuzjazm, a może wręcz przeciwnie zawiodłyście się na nim?
Chętnie poczytam Wasze opinie , a także propozycje Waszych ulubionych mascar.


Jeśli chcecie poczytać jakie tusze polecają moje koleżanki zapraszam na ich blogi:
(lista będzie uzupełniana w miarę pojawiania się nowych postów)



Miłego wieczoru!
Emi :)

sobota, 15 sierpnia 2015

[RECENZCJA] Skin79 Crystal Peeling Gel + Konkurs OBag

Witam Was serdecznie w ten upalne sobotnie popołudnie. Podobno to ostatni taki ładny weekend w tym sezonie także niedługo zmykamy nad Zegrze troszkę popływać i się poopalać. 

A tymczasem przychodzę do Was z recenzją bardzo ciekawego produktu od Skin79, który dostałam w prezencie podczas składania zamówienia na stronie DYSTRYBUTORA SKIN79




Skin79 Crystal Peeling Gel: Delikatny i wyjątkowo skuteczny peeling w żelu do wszystkich rodzajów cery. Łagodnie usuwa zanieczyszczenia i martwe komórki naskórka przygotowując skórę do absorbcji wilgoci. Daje uczucie miękkości pozostawiając skórę niezwykle gładką. Zawiera celulozę roślinną i składnik Keratoline-C, co ułatwia złuszczanie i usuwanie nagromadzonego sebum. Peeling dodaje skórze witalności, poprawia jej teksturę i koloryt. Trehaloza zawarta w emulsji organicza degradacę nienasyconych kwasów tłuszczowych. Kwas hialuronowy nawilża, koi i przywraca równowagę. Ekstrakt z jabłka uspokaja cerę, chroniąc przed szkodliwym działaniem środowiska i stresu.

Sposób użycia: Używaj dwa razy w tygodniu.

1. Nałóż odpowiednią ilość na suchą twarz z wyjątkiem oczu i ust, aby oczyścić skórę.
2) Wykonaj delikatny masaż do momentu złuszczenia się żelu, pozostałość spłucz ciepłą wodą.
pojemność : 100 ml.

INCI Water, PEG-8, Alcohol Denat., Cellulose, Butylene Glycol, Arginine, Trehalose, Sodium Hyaluronate, Glycereth 26, Pyrus Malus (Apple) Fruit Extract, Panax Ginseng Root Exreact, Carica Papaya (papaya) Fruit Extract, PEG-60 Hydrogenated Castor Oil, Sutilains, Carbomer, Phenoxyethanol, Methylparaben, Fragrance

Bardzo lubię peelingi i używam ich regularnie zawsze przed nałożeniem maseczki na twarz. Do tej pory najczęściej stosowałam peelingi mechaniczne drobnoziarniste lub po prostu zwykły korund zmieszany z delikatnym żelem do mycia. Peelingi enzymatyczne szczerze jakoś nie przypadły mi do gustu. Nie widziałam po prostu efektu ich działania.

Ten produkt bardzo mnie zaskoczył swoją konsystencją i działaniem. Po raz pierwszy się z czymś takim spotkałam.
Peeling otrzymujemy w bardzo ładnej białej tubie z srebrnymi napisami i nakrętką. Sam kosmetyk ma dosyć gęstą i kleistą konsystencję. Niedużą ilość ( wielkości orzecha laskowego) nakładamy na suchą (Uwaga! suchą twarz , gdyż na mokrej to nie wychodzi) i masujemy. Po pewnym czasie na twarzy zaczynają pojawiać się drobne wałeczki produktu , które delikatnie aczkolwiek skutecznie złuszczają martwy naskórek. Na początku byłam do niego sceptycznie nastawiona jednak po użyciu zauważyłam , że skóra jest bardzo miękka oraz niebywale wygładzona. Poza tym nie czułam ściągnięcia na policzkach, co niestety często mi towarzyszy podczas używania gotowych już peelingów. Po kilkakrotnym użyciu mogę stwierdzić, że peeling świetnie oczyszcza pory oraz nie zapycha, ani nie uczula. Naprawdę się polubliliśmy. Dużym plusem jest też jego wydajność. Wystarczy niewielka ilość produktu, aby wymasować całą twarz, a tubka jest naprawdę solidna.

Jedynym minusem może być jego cena, gdyż regularnie wynosi ona 60,0 zł. Obecnie możecie go dostać na stronie dystrybutora za 49,0 zł. Pamiętajcie, że kosmetyki azjatyckie lubią być bardzo podrabiane dlatego korzystajcie ze sprawdzonych źródeł.

Spodobał Wam się? Jeśli tak to możecie go zakupić TUTAJ.


P.S: Biorę udział w konkursie O Bag na odwzorowanie stylizacji. Co prawda nie jest to konkurs na głosy, ale będzie mi bardzo miło jeśli polubicie moje zdjęcie na profilu marki O Bag Polska.

Wystarczy kliknąć TUTAJ a zostaniecie przeniesione do mojego zdjęcia.

Serdecznie dziękuję i życzę udanego weekendu!


Informuję iż post nie jest sponsorowany , a produkt kupiony przeze mnie.






środa, 12 sierpnia 2015

[REZENZJA] The Body Shop, Wild Rose, Hand Cream SPF 15 (Krem do rąk `Dzika róża`)

Po bardzo dobrych doświadczeniach z kremem od The Body Shop z ekstraktem z nasion konopii o którym już Wam pisałam: Wielki ulubieniec - The Body Shop Hemp Hand Protector Silnie Nawilżający Krem Do Rąk postanowiłam skusić się na jego różanego brata.


Krem do rąk przeznaczony do skóry suchej, potrzebującej nawilżenia oraz dojrzałej. Wyrównuje koloryt skóry i zapobiega przebarwieniom posłonecznym dzięki zawartosci filtra. Zawiera olej z dzikiej róży i olej z orzechów brazylijskich.

Skład: Aqua, Ethylhexyl Methoxycinnamate, Ethylhexyl Salicylate, Butylene Glycol, Butyl Methoxydibenzoylmethane, Ethyl Trisiloxane, Ethylhexyl Stearate, Cetearyl Alcohol, Parfum, Acrylates/C-10-30 Acrylate Crosspolymer, Benzyl Alcohol, Methyl Gluceth-20, Phenoxyethanol, Ceteareth-20, Tocopheryl Acetate, Butyrospermum Parkii, Glycine Soya Oil, Rosa Damascena Flower Water, Bertholletia Excelsa Seed Oil, Sodium Hydroxide, Caprylhydroxamide Acid, Rosa Canina Fruit Oil, Tetrasodium Glutamate Diacetate, Citronellol, Methylpropanediol, Geraniol, Squalane, Hexyl Cinnamal, Benzyl Salicylate, Potassium Sorbate, Citric Acid, Ascorbic Acid, Caramel, CI 17200, CI15985

Cena: 39zł / 100ml ; 22zł /30ml ( ja kupuję je na stronie kosmetykizameryki.pl w cenie ok 11zł)

Krem tak jak i jego poprzednik jest zamknięty w dosyć wygodnej, metalowej tubce z różową - różaną naklejką. Bardzo lubię te opakowania, gdyż w przeciwieństwie do tych plastikowych nie zasysają powietrza. Poza tym można je sobie rolować i tym samym wykorzystać produkt niemalże do samego końca. Już przy pierwszym użyciu zauważyłam, że krem ma całkowicie inną konsystencję niż ten z marihuaną. Jest o wiele rzadszy i w tubce jest go jakby mniej. Już po pierwszym użyciu tubka się spłaszczyła jakbym zużyła z 1/3 produktu. 
Co mnie w nim zachwyciło to przepiękny, różany zapach. Ale nie taki jaki mają olejki różane, ale poczułam się jakbym własnie weszła do kwiaciarni ze świeżo ściętymi różami. Coś przepięknego. Siedziałam i wąchałam sobie dłonie ( jakkolwiek dziwnie by to nie zabrzmiało). Na plus można również zaliczyć SPF 15, który zawiera. Ale przyznam się, że nie przykładam uwagi do nakładania filtra na dłonie. Niestety jego plusy kończą się właśnie w tym miejscu .
Przy dłuższym stosowaniu krem jest bardzo niewydajny : schodzi momentalnie. Zostało mi go naprawdę niewiele, a przyznam że nie używam tylko jego, gdyż w pracy mam krem evree. To w pracy najczęściej myję dłonie i je kremuję. Na początku na biurko trafił właśnie krem z TBC. Jednak bardzo szybko zauważyłam, że nie tylko nie nawilża dłoni, ale wręcz robi coś całkowicie odwrotnego. Moje dłonie stawały się niestety coraz bardziej suche i szorstkie. A naprawdę nie mam problemu z przesuszającą się skórą dłoni. Zazwyczaj wystarczy mi przeciętny krem. Gdy go wymieniłam problem zniknął.
Obecnie noszę go w torebce i używam naprawdę sporadycznie. W tym przypadku jego słaba wydajność jest nawet plusem. 
Chcę go zużyć, wyrzucić i w ogóle zapomnieć że istniał. Szkoda że obecnie w sklepie internetowym nie ma wersji Hemp. Na wersję migdałową jakoś nie mam ochoty, gdyż boję się że efekt będzie identyczny.

Miałyście może te kremy? Jestem ciekawa Waszej opinii.


poniedziałek, 10 sierpnia 2015

DENKO#5 LIPIEC

Witajcie,

pierwszy miesiąc wakacji już za nami. Dlatego przychodzę do Was z wakacyjnym denkiem. Kolejny miesiąc był bardzo efektywny jeśli chodzi o zużycia. Wiąże się to z tym , że staram się nie kupować produktów na zapas i używać 1-2 produktów z danej kategorii.

Legenda:
KUPIĘ PONOWNIE
BYĆ MOŻE KUPIĘ
NIE KUPIĘ



1. Nivea Free Time kremowy żel pod prysznic o zapachu karamboli. Piękny, orzeźwiający zapach. Idealny do porannego prysznica lub po intensywnych ćwiczeniach. od razu stawia na nogi.
2. Norel - krem ujędrniający do szyi, dekoltu i biustu. Nie wierzę w działanie takich produktów i zwyczajnie ich nie używam. Ten dostałam w Shiny Box i wreszcie jakoś zużyłam. W zupełności do tych rejonów starcza mi balsam(biust) lub krem do twarzy (szyja i dekolt)
3. Pianotwory - kupione w Biedronce. Bardzo ładnie pachniały...i tyle. Nie dawały jakiejś bardzo dużej ilości piany, nie czułam tez po nich nawilżenia. Kupiłam, bo fajnie wyglądały.



4. L'Oreal Proffesionell Liss Ultimate - próbka szamponu z serii profesjonalnej. Niczym mnie niestety nie zachwycił i nie zachęcił do kupna pełnego opakowania. 
5. Alterra szampon Granat i Aloes - po wielu pozytywnych recenzjach na blogach kupiłam zarówno szampon jak i maskę. I po raz kolejny muszę stwierdzić, że moje włosy nie lubią się za bardzo z naturalnymi produktami. Sprawdzał się jedynie, gdy na całą noc zostawiałam olej na włosach i rano własnie nim zmywałam. Może jeszcze kiedyś dam mu szansę.
6. L'Oreal Preference - odżywka mająca zapewnić blask i przedłużyć kolor. Była dołączona do farby do włosów i bardzo żałuję, że nie jest dostępna w dużej wersji. Świetnie wygładzała włosy i ułatwiała ich rozczesywanie.


7. Neutrogena dezodorant do stóp, antyperspirant - takich produktów używam przede wszystkim przed siłownią, do obuwia sportowego. Ten był bardzo dobry. Zawierał w sobie niewielką ilość talku. Obecnie kupiłam inny, ale do tego chętnie wrócę.
8. Sun Ozon samoopalacz w sprayu. Bardzo dobry produkt. Zazwyczaj boję się samoopalaczy, bo nigdy nie potrafię się dobrze rozsmarować, aby nie porobić smug. Dlatego najczęściej używam po prostu balsamów bronzujących. Praca z tym to czysta przyjemność i nawet taka sierota jak ja nie zrobiła sobie nim krzywdy.
9. Adidas Fresh Cooling - o ile w zimę bardziej preferuję antyperspiranty w kulkach lub w sztyfcie o tyle w lato przerzucam się na te w spray. Wydaje mi się, że bardziej orzeźwiają i lepiej chronią. Ich minusem jest jednak wydajność. Mam wrażenie , że sporo szybciej się kończą. Obecnie używam Rexony również w sprayu.


10. Corine de Fame mleczko do demakijażu twarzy. Niestety nie przepadam za mleczkami do demakijażu , dlatego i ten produkt nie bardzo przypadł mi do gustu. Nie bardzo lubię tę powłoczkę, którą pozostawiają na twarzy. Ale duży plus za dobry, naturalny skład i delikatność. Nawet nieźle się sprawdzało nanoszone palcami na twarz i powieki.
11. Sylveco tymiankowy żel do twarzy. Jest to ogromny mój ulubieniec i na pewno wielkie moje odkrycie tego roku. Mam ochotę wypróbować również jego rumiankowego brata.
Pełną recenzję znajdziecie TUTAJ
12. Sylveco lekki krem nagietkowy. Próbka. Bardzo przyjemny i lekki krem, idealnie nadawał się pod makijaż. Próbka była jednak zbyt mała abym coś więcej o nim mogła powiedzieć. Mam jednak ogromną chętkę na kremy tej firmy.
13. Acne Derm - krem przeciwko wypryskom z kwasem azelainowym. Bardzo dobry produkt, który pomógł mi znacząco podczas największego wysypu trądziku. Był idealnym uzupełnieniem serii z Bielendy i na pewno do niego wrócę jeśli problem znowu mnie dopadnie. Jedynym jego minusem może być wysuszanie skóry przy regularnym stosowaniu.
14. Avon Solutions krem pod oczy z kwasem hialuronowym. Powiem Wam, że byłam bardzo pozytywnie zaskoczona tym produktem. Ma miłą. dosyć gęstą konsystencję i ładnie nawilża i uelastycznia skórę wokół oczu. Obecnie używam kremu pod oczy Go Cranberry.


15 i 16. Kremy do rąk Avon. Oba niezbyt się spisały.Planet Spa z jagodami acai muszę pochwalić za bardzo ładny zapach, ale działanie było znikome. Avon Care z miodem miał bardzo dziwną konsystencję, zużyłam go do stóp, gdyż chciałam się z nim po prostu rozstać. Obecnie mam: Evree max repair oraz TBC różany.
17. Clarena krem do stóp . Była to miniaturka, którą wraz z kremem do rąk dostałam w Shiny Box. Niestety produkty Clareny mnie nie zachwyciły, są dla mnie przeciętne dlatego nie kupię pełnych opakowań.


18. Koreańska maseczka nawilżająca z Biedronki to trzy kroki: pianka myjąca, serum oraz maska w płacie. Bardzo mi się podobała. Głównie ze względu na to, że płat był mocno nasączony - wystarczył mi na 2 użycia dzien po dniu. Po 20 minutach skóra była ładnie nawilżona, a w te upały świetnie również chłodziła. Jeśli będą jeszcze kiedyś w Biedronce to bardzo chętnie kupię.
O jej rozjaśniającej siostrze pisałam TUTAJ
19. Maseczka antystresowa z żółtą glinką. Bardzo lubię te maseczki, gdyż są niedrogie, nieduże i łatwo się je stosuje. Poza tym bardzo ładnie oczyszczają i koją skórę. Zawsze kupuję kilka rodzajów i trzymam na czarną godzinę: kiedy nie chce mi się rozrabiać standardowej glinki. Idealnie nadają się też do wyjazdowej kosmetyczki.
20. receptury Babuszki Agaffi maska do twarzy z niebieską glinką. Tę maseczkę bardzo, ale to bardzo polubiłam. Moja twarz była po niej cudownie orzeźwiona i odżywiona, nabierała bardzo ładnego kolorytu. Na pewno wypróbuję również inne rodzaje (ale ta pewnie też wpadnie do koszyka)
21. Barwa Siarkowa maska antytrądzikowa - ta maseczka w ogóle nie przypadła mi do gustu. Miała dziwną , rzadką konsystencję i nieładny zapach. Poza tym nie zauważyłam, aby coś polepszyła na mojej twarzy.


22. Bourjois Healhy Mix w odcieniu Light Beige - jeden z moich ulubionych podkładów do twarzy. Lekki, ale bardzo dobrze kryje, ma piękne wykończenie zdrowej, satynowej skóry. Moje opakowanie niestety nie przeżyło kontaktu z gresem w łazience - stąd ta gumka. Ale plus jest taki, że mogłam wygrzebać wszystko do ostatniej kropelki :) Obecnie mam podkład 1,2,3 Perfect w odcieniu Beige.
23. Nail Tek Formuła Xtra - ta odżywka jest dedykowana miękkim paznokciom. Ja jednak nie zauważyłam, aby jakkolwiek je utwardzała. Jako baza również się nie sprawdziła. Mam wrażenie, że po niej lakier szybciej schodził. W końcu zaczęłam ją stosować jako top - dawała nawet niezłe nabłyszczenie. Pozostaję jednak wierna mojej ulubionej Herome Extra Strong.
24. Clinique High Impact Mascara. Bardzo się cieszę, że dostałam ten tusz w prezencie do zakupu Luny. Bym była zła na siebie, że wydałam na niego tyle kasy. To maleństwo (6ml) kosztuje 30 zł. Tusz miał bardzo krótki okres czasu, gdy był w miarę dobry. Na początku bardzo sklejał mi rzęsy i odbijał się na górnej powiece, a pod koniec okropnie się osypywał i trudno się nim malowało.
25. Próbki azjatyckich kremów BB od Skin79. Ze wszystkich próbek najbardziej pasował mi chyba jednak Purple , gdyż nie był tak ekstremalnie jasny jak pozostałe. Orange ma najwięcej żółtych pigmentów więc chyba będzie najlepszy dla bladolicych europejek. Green był całkowicie nie dla mnie, gdyż był za suchy - jeśli macie tłustą skórę to może być to dla Was dobry wybór. Próbkę Pink oddałam siostrze, a Vip Gold koleżance. Do przetestowania została mi jeszcze miniaturka ze śluzem ślimaka.

I to już całe moje denko. A Wam, co udało się zużyć ostatnio?