Pokazywanie postów oznaczonych etykietą makijaż. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą makijaż. Pokaż wszystkie posty

stycznia 11, 2021

ULUBIEŃCY 2020 - KOSMETYKI KOLOROWE

ULUBIEŃCY 2020 - KOSMETYKI KOLOROWE

 Witam Was serdecznie po długiej przerwie. Nie udzielałam się na blogu już od ponad roku, zastanawiałam się mocno, czy w ogóle kontynuować pisanie tutaj. Czy ktoś jeszcze czyta blogi?  I czy nie skupić się jedynie na IG. Ostatecznie jednak postanowiłam dłuższe posty pisać właśnie tutaj. Planuję je publikować regularnie, raz w tygodniu. 

Początek roku jest przepełniony różnego rodzaju podsumowaniami roku ubiegłego, który przyznacie sami był dosyć dziwny i całkowicie inny niż to, co do tej pory znaliśmy. Przeniesienie biura do domu i praca zdalna spowodowały, że na początku nie miałam kompletnie ochoty się malować. Potem stwierdziłam jednak, że skorzystam z sytuacji że nie muszę robić zachowawczego, biurowego make-upu i mogę trochę poeksperymentować. Dlatego też ku mojemu zaskoczeniu udało mi się zużyć całkiem sporo kosmetyków kolorówych - podsumowanie PAN20IN2020 znajdziecie TUTAJ. W moje ręce trafiło też całkiem sporo kolorowych nowości. Dlatego serdecznie zapraszam Was na TOP of the TOP 2020.


PODKŁAD NATURALNY FELICEA #133 NATURAL BEIGE

Nawet nie wiecie jak bardzo się cieszę , że Felicea wypuściła nowy kolor, który jest dla mnie wręcz idealny. Podkład jest bardzo gęsty, kremowy, dobrze kryje i daje naturalne wykończenie bez efektu maski. Jest bardzo komfortowy przez cały dzień, ale nie zastyga dlatego jeśli oczekujecie kilkugodzinnej trwałości (zwłaszcza pod maseczką ) to warto go utrwalić dobrym pudrem. Ja często noszę go solo, gdyż lubię jego świetliste wykończenie. Jego recenzję znajdziecie również TUTAJ


MIYA MyBBcream SPF30. 

Drugim produktem jest lekki krem BB od MIYA. Jest to lekki krem tonujący, który świetnie sprawdził mi się podczas upalnych dni. Nie obciąża skóry, kryje lekkie zaczerwienienia i ujednolica koloryt. Natomiast nie jest to produkt z takim silnym kryciem jak koreańskie kremy. To raczej coś lekkiego i transparentnego do makijażu w stylu no-makuep. Fajnie , że ma spf30 chociaż ja i tak zawsze nakładam jeszcze filtr 50.


podkład naturalny, podkład, Felicea, krem BB, Miya, MyBBcream


GLAM SHOP, GLAM SPONGE - GĄBKA DO MAKIJAŻU

Nie wyobrażam już sobie aplikować podkładu czymkolwiek innym niż gąbeczką . W ten wygodny sposób nakładam również korektor, kremowy bronzer, róż i rozświetlacz. Robię tak, zwłaszcza latem, gdyż lubię wtedy taki mocno rozświetlony makijaż. Gąbeczka z Glam-shop zdeklasowała całkowicie produkty tego typu. Jest bardzo miękka i mięsista, ładnie aplikuje produkty bez nadmiernego wypijania podkładu. Jednocześnie nie jest nadmiernie porowata przez co makijaż na twarzy prezentuje się bardzo gładko. Mam również wersję ściętą i również jest fajna, ale zdecydowanie wygodniej korzysta mi się z klasycznego jajeczka.

glamshop, bohema, turbo hajlajt, rozświetlacz, gąbeczka do makijażu

GLAM SHOP & MS DONCELLITA , TURBO HAJLAJT - rozświetlacz

Skoro jesteśmy już w tematyce Glam shopu to przyznam, że dopiero w minionym roku zdecydowałam się na jakieś większe zakupy z tej marki. Wcześniej znałam jedynie turbopigmenty, które swoją drogą nadal uwielbiam. Turbo Hajlajt to jak nazwa sama wskazuje rozświetlacz o bardzo mocnym błysku. Daje na skórze przepiękną taflę. Nie przyciemnia skóry ani nie tworzy nieestetycznych smug. Natomiast ma on bardzo specyficzną, jakby mokrą konsystencję dlatego trochę należy nauczyć się z nim pracować i pokombinować z różnego rodzaju pędzlami. Ja używam do jego aplikacji niewielkiego jajeczka. Trzeba jednak wcześniej trochę go "pomasować" aby dobrze wtłoczyć produkt w pędzel. Wtedy wygląda na skórze REWELACYJNIE.

GLAM SHOP & LAMAKEUPEBELLA , BOHEMA - paleta cieni

Trzecim produktem z naszej rodzimej marki jest paleta cieni do makijażu oczu Bohema. Wiem, że nie jestem tutaj oryginalna ponieważ ta paleta pojawia się w ulubieńcach wielu osób. Moje poczatki z nią były bardzo trudne, wręcz jej nie lubiłam. A to ze względu na konsystencję matowych cieni. Są one zdecydowanie mocniej sprasowane niż te w Abstrakcji czy Kwitnącej wiśni. Cień DUOMO jest tak mocno sprasowany i kamienisty, że ledwo przenosi się na pędzel. Można tam kopać i kopać i mało co go się nabierze. Natomiast w ogólnym rozrachunku jeśli pomyślę, którą paletę używałam najczęściej jeśli chciałam wyjśc i zrobić sobie jakiś minimalistyczny, szybki makijaż to była to zdecydowanie Bohema. Nie dziwię się, że wielu osobom się podoba ponieważ się nie pyli, nie obsypuje, a kolorystyka odpowiada większości typów urody. Błyski w tej palecie, zwłaszcza SOHO sa jednymi z moich ulubionych. Jest to idealny cień do szybkiego makijażu. Tak naprawdę wystarczy ten jeden cien na całą powiekę i roztary na krawędziach. Na uwagę zasługuje też cień-gumka czyli ZANTE i piękna bordowa BARCELONA.


Glamshop, lamakeupebella, bohema, paleta cieni



NATASHA DENONA, BRONZE PALETTE - paleta cieni


Jest to mój zakup z Black Friday i powiem Wam, że nie żałuję ani jednej złotówki wydanej na tę pozycję. Cienie są idealnej dla mnie konsystencji, nie pylą się, nie osypują. Praca z nimi to istna przyjemność, niemalże same blendują się na powiece. Błyski również robią na mnie ogromne wrażenie, pięknie się mienią.  Zauroczył mnie zwłaszcza kolor BLISS - to taki koralowo-różowy duochrom. Mam jednak kilka "ale" do tej propozycji. Paleta jest bardzo ciepła i na pewno nie będzie odpowiadać każdemu typowi urody. Brakuje mi tutaj również jasnego beżu, którym można by było zagruntować powiekę i wyczyścić krawędzie makijażu. Brakuje mi tutaj też jakiegoś jasnego błysku np. do rozjaśnienia wewnętrznego kącika. W związku z tym makijaże, które możemy wykonać tą paletą automatycznie wychodzą dosyć ciemne. Mimo tych zastrzeżeń trafia do tego zestawienia ze względu na jakość tych cieni. Na pewno pomyślę o dokupieniu innej palety ND - zastanawiam się nad Glam.


Natasha Denona Bronze Palette, paleta cieni

NYX, GLITTER PRIMER - baza pod pigmenty i cienie

Skoro jesteśmy w temacie cieni do powiek to teraz pojawi się baza, której chyba nikomu przedstawiać nie trzeba. Bardzo popularny klej pod brokat od NYX trafił i w moje łapki. I rzeczywiście jest on genialny. Nawet w przypadku tak dobrych cieni jak turboty czy błyskotki od ND jeszcze bardziej uwypukla ich blask, tworzy na powiece gładką taflę i sprawia, że się nie osypują.

baza pod cienie, klej pod pigmenty

GOSH CATCHY EYES, MAYBELLINE LASH SENSATIONAL - tusze do rzęs

Tusze mam dla Was dwa. Maskara Gosha jest moim zdecydowanym ulubieńcem i lubię nie tylko tę wersję różową - podkręcającą, ale także klasyczną (w jasnym opakowaniu). Mascara ładnie rozdziela rzęsy i je pogrubia, wersja podkręcająca rzeczywiście unosi je do góry. Dodatkowo jest trwała, nie kruszy się, nie odbija pod łukiem brwiowym - ale ja zawsze to miejsce zabezpieczam jasnym cieniem. Dodatkowym plusem może być to, że opakowanie jest w 50% wykonane z torebek foliowych wyłowionych z oceanu, także jest to opcja #lesswaste.

Drugą mascarą jest Maybelline Lash sensational , ale w wersji bordowej. I tutaj sama mascara jest ok, ładnie pogrubia rzęsy, ale efekt nie jest jakiś spektakularny. Natomiast bardzo zauroczył mnie ten kolor, który niezwykle podbija zielone tony w mojej tęczówce. Dlatego zazwyczaj najpierw używam Gosha do uzyskania ulubionego efektu, a ostatnią warstwę nakładam Maybelline dla uzyskania bordowego koloru.

mascara, tusz do rzęs, lesswaste

tusz do rzęs, mascara, bordowy tusz do rzęs



PIXIE , NATURALNY KOREKTOR POD OCZY, LIGHT

No to teraz wróćmy do makijażu twarzy, a mianowicie do korektora. W tym roku bardzo polubiłam się z kremowym korektorem od Pixie. Ma on bardzo przyjemną konsystencję, która mimo iż jest treściwa to jednocześnie bardzo lekka pod oczami. Jednak dużym kluczem do sukcesu jest tutaj umiar. Korektor jest bardzo kremowy, lekko upłynnia się pod wpływem ciepła palca i wg mnie tak właśnie najlepiej jest go nakładać na okolice pod oczami. Potem tylko lekko doklepuję go gąbeczką, aby ładnie scalił się z podkładem. Ładnie kryje cienie i zasinienia. Trzeba pamiętać o przypudrowaniu, gdyż jako produkt naturalny nie zastyga i może wchodzić w zmarszczki.

korektor kremowy, korektor pod oczy

EVELINE LIP MAXIMIZER, TOO FACED MELTED MATTE - makijaż ust

Ostatnią, ale zdecydowanie moją ulubioną pozycją jest makijaż ust - chociaż akurat ten rok i noszenie maseczek nie zachęcały do ich malowania. Ogromnym odkryciem tego roku okazały się błyszczyki powiększające usta z Eveline. Lubię zarówno wersję bezbarwną z jadem pszczelim oraz z papryczką chili. One rzeczywiście mocno podrażniają i pompują wargi. Stają się one wówczas takie mięsiste i bardziej uwypuklone, Ale powinny na nie uważać osoby z wrażliwą skórą, gdy to pieczenie jest naprawdę odczuwalne. Jeśli nie lubicie takiej intensywności to polecam wersje kolorową , którą widzicie na zdjęciu - ja mam odcień BORA BORA. Również zawierają w składzie papryczkę chili ale w mniejszym stężeniu przez co efekt uwypuklenia jest mniejszy, ale są one bardziej komfortowe. Ponadto mają piękne kolory i blask.

A teraz pomadka matowa, czyli zestaw matowych pomadek z Too Faced. Naprawdę jestem mile zaskoczona ich jakością. Pomadki są dobrze napigmentowane. Wystarczy jedna, cienka warstwa aby pokryć usta pięknym kolorem. Szybko zasychają na kompletny mat i są bardzo trwałe, a przy tym nie przesuszają ust. U mnie świetnie sprawdziły się nawet noszone pod maseczką. Miałam również pomalowane tą pomadką usta na Wigilię i przetrwała ten świąteczny posiłek w tym pierogi z kapustą oraz śledzika w oleju. Mój ulubiony kolor to Hot Toddy (zdj.). Każda z pomadek ma również inny, świąteczny zapach.

matowa pomadka, płynna pomadka, błyszczyk powiększający
pomadki matowe, pomadki płynne, zestaw świąteczny

I to już wszyscy ulubieńcy minionego roku. Jestem ciekawa, czy znacie te kosmetyki?
I oczywiście koniecznie napiszcie mi jacy byli Wasi ulubieńcy 2020 roku. 







września 07, 2018

Ulubieńcy wakacji: Makijaż

Ulubieńcy wakacji: Makijaż
Hej!

Ulubieńcy, zwłaszcza Ci makijażowi nie pojawiają się na moim blogu zbyt często. A to głównie dlatego, że przez większość czasu używam jednych, sprawdzonych kosmetyków. Tym razem wpadło w moje łapki kilka nowości makijażowych o których myślę warto napisać.

Lato w tym roku było świetne sami przyznacie. Już dawno nie było u nas takich temperatur oraz tylu słonecznych dni. Wakacje w ciepłych krajach tym razem nie były konieczne, bo woda w Bałtyku nie straszyła swą temperaturą. Upały to jednak duże wyzwanie dla kosmetyków kolorowych. O ile przez większość czasu się nie malowałam to jednak bywały sytuacje, które tego wymagały lub po prostu danego dnia miałam ochotę na makijaż :)

Podstawowym produktem jest oczywiście podkład. A w moim wypadku był to krem BB z Lily Lolo w odcieniu Light. Okazał się moją wielką miłością już od pierwszego użycia. Jest bardzo lekki i delikatny także jeżeli macie cerę problematyczną, albo lubicie mocne krycie to pewnie nie przypadnie Wam do gustu. Dla mnie był to zdecydowanie strzał w 10. Dawał mi lekkie krycie i rozświetlenie, skóra po jego użyciu wyglądała naturalnie i zdrowo - spokojnie radzi sobie z drobnymi zaczerwienieniami. Najczęściej to mi wystarczało - dokładałam tylko tusz do rzęs i pomadkę i byłam gotowa ;) 



  • Mineralny makijaż z Lily Lolo


  • Natomiast, gdy robiłam większy make up, chciałam żeby makijaż był bardziej trwały dokładałam puder mineralny. Annabelle Minerals matujący puder bardzo dobrze wygładza i utrwala makijaż. Jest on delikatny, a mat nie jest bardzo mocny ani płaski, bardziej satynowy. Dużym plusem jest to, że nie przesusza mojej skóry jak to niestety ma w zwyczaju wiele pudrów. 



    Bronzer nie należy do moich ulubionych kosmetyków, przyznaję, że rzadko go stosuję. Natomiast latem lubię sobie trochę tego brązu dodać na policzkach. Tym bardziej w tym roku, kiedy słońca wręcz unikałam. W swoich bronzerach unikam bardzo zimnych tonów używanych do konturowania. Wyglądam w nich niekorzystnie i wręcz na brudną - mam zdecydowanie ciepły odcień karnacji i takie kolory mi nie pasują. Zdecydowanie bardziej lubię się lekko opalić niż jakoś szczególnie wykonturować :) Do moich ulubieńców w tym roku trafiła paletka do konturowania ze Sleek.  Ulubionym produktem z tego trio jest właśnie bronzer. Jest on dosyć delikatny, nie jakoś mocno napigmentowany, nie da się nim zrobić krzywdy ani plam- dla takiego laika jak ja to ogromny plus. Róż jest mieniący się, w kolorze rose gold - chyba jest to odpowiednik słynnego Orgasm (nie wiem nie miałam). Ładnie ożywia cerę i nadaje jej blasku. Niestety minusem jest to, że jest bardzo kruchy i już kilka razy był przeze mnie reanimowany :( Uzupełnieniem trio jest rozświetlacz. Jest on delikatny, nadaje się do dziennego makijaż, tworzy ładną taflę bez widocznych drobinek. Paletka jest fajnym rozwiązaniem na wyjazdy, gdyż mamy wszystkie trzy produkty w jednym miejscu.



    Jeśli chodzi o brwi to tutaj najlepiej również spisywała mi się paletka, Brow Kit od Gosh. Znajdziemy w niej 3 pudry do brwi oraz wosk. O ile najciemniejszy puder jest dla mnie zbyt ciemny i praktycznie go nie używam o tyle dwa pozostałe mieszam sobie w zależności od tego jak mocny efekt chce uzyskać. Cienie mają bardzo fajną konsystencję, nie są mocno suche i nie sypią się. Wos lekko dyscyplinuje rzęsy, ale nie jest to bardzo mocny utrwalacz. Jeśli mam ochotę na bardziej ujarzmione i utrwalone brwi to stosuję dodatkowo Creamy Eyebrow Mascara w odcieniu Beige Blonde z Delia. Uwielbiam mascary z takimi małymi spiralkami dzięki którym można wygodnie ułożyć włoski.




    Jeśli chodzi o makijaż oczu to pewnie nie zdziwi nikogo fakt, że moim ulubieńcem została paletka Anastasia Beverly Hills Soft Glam. Odkąd ją dostałam używam za każdym razem kiedy maluję powieki :) Cienie błyszczące mnie wprost zachwyciły! A szczególnie cień Rose Pink oraz matowy Dusty Rose. Zazwyczaj robię makijaż tylko przy użyciu tych dwóch odcieni. Uzupełnieniem makijażu oczu jest oczywiście tusz do rzęs. Długo opierałam się przed naturalnymi mascarami, a to dlatego że opinie o nich są różne. Większość z nich niestety tylko lekko barwi rzęsy i nie jest trwała. Postanowiłam przekonać się o tym na własnej skórze i wypróbowałam Coleur Caramel Backstage Mascara. Ten tusz jest rewelacyjny! Ma silikonową szczoteczkę, niedużą która bardzo dobrze rozdziela i rozczesuje rzęsy. Szczoteczka jest mała i poręczna dzięki czemu wygodnie wytuszujemy zarówno górne rzęsy jak i dolne. Przy tym formuła tuszu jest na tyle gęsta, że ładnie podkreśla i pogrubia rzęsy. Tusz jest trwały, nie kruszy się ani nie rozmazuje. Muszę przyznać, że przebił wiele tuszy drogeryjnych.






    Ostatnim etapem mojego makijażu są oczywiście usta. Nie wyobrażam sobie nie mieć pomalowanych ust. Gdy mam minimalistyczny makijaż twarzy często wybieram coś intensywnego. Ostatnio odnalazłam w swoich makijażowych zapasach Matte Lip Butter z Astor w przepięknym kolorze nasyconego różu. Była to pierwsza moja pomadka w kredce. Jest ona bardzo komfortowa ze względu na swoją konsystencję , nie jest to suchy, zastygający mat. Przez to pomadka nie podkreśla faktury ust, ale jej trwałość jest całkiem w porządku.

    Natomiast najczęściej na moich ustach goszczą jednak pomadki naturalne. Uwielbiam je za to jakie są kremowe i pielęgnujące moją skórę ust. Tutaj na zmianę używałam pomadki Coleur Caramel (mam ją w formie testera) oraz pomadka z Lily Lolo Romantic Rose. Obie mają już bardziej neutralne kolory w tonacjach brudnego różu. 






    A jak Wy przetrwaliście to upalne lato? Macie swoich makijażowych ulubieńców?



    Pozdrawiam
    Emi

    Zapraszam również na moje media społecznościowe Facebook i Instagram.

    października 20, 2017

    Makijaż nowościami, pierwsze wrażenie.

    Makijaż nowościami, pierwsze wrażenie.
    Witajcie!

    Pod ostatnim postem z nowościami miesiąca pytałam, czy chciałybyście makijaż nowymi produktami oraz moją krótką opinię o nich. Duża część osób była zainteresowana takim wpisem także postanowiłam go dla Was przygotować.


    PRZYGOTOWANIE

    Na twarz nałożyłam swoją ostatnio standardową pielęgnację, czyli toner oraz emulsję z Benton i odczekałam ok 20 min aż się wchłonie.


    Następnie nałożyłam na twarz bazę rozświetlającą Bielenda Peral Base. Mam bazę różową, która ma za zadanie poprawić koloryt naszej cery. Mam ją już od jakiegoś czasu, zużyłam ok 1/3 opakowania i szczerze Wam powiem, że nie wiem co o niej myśleć. Jest to bardzo delikatny produkt. Lekko rozświetla skórę i lekko ją nawilża, aczkolwiek jeśli nałożymy matujący podkład to ten efekt znika. Natomiast bardzo fajnie wygładza skórę i sprawia, że podkład lepiej się na niej rozprowadza. Plus za to, że mnie nie zapchała.


    TWARZ.

    Podkład, którego użyłam to Pierre Rene Advanced Lift. Jest to bardzo fajny podkład nawilżający. Jego krycie jest raczej delikatne, ale można je zbudować do średniego. Na pewno nie poradzi sobie z problematyczną cerą, ale świetnie wyrównuje koloryt i tuszuje przebarwienia. Jak dla mnie to idealny, lekki podkład na co dzień. Jeśli chodzi o ujędrnienie o którym pisze producent to nic takiego nie zauważyłam.


    Rzadko robię konturowanie na mokro, ale muszę przyznać, że polubiłam się z kredkami od Golden Rose. Pod oczy nałożyłam odrobinę Color Corrector Crayon nr 53 czyli w żółtym odcieniu. Bardzo ładnie neutralizuje zasinienia chociaż ja nie mam z tym problemu. Tam gdzie podkład nie poradził sobie z przebarwieniami dołożyłam odrobinę kredki Concealer&Corrector Crayon nr 04. Na policzki nałożyłam najciemniejszą kredkę Contour Crayon Face Shaping nr 22. Kredki są bardzo miękkie i kremowe. Można je bardzo łatwo rozblendować i nie tworzą plam ani smug.

    Całość delikatnie przypudrowałam pudrem ryżowym Ecocera. Lubię ten puder za to, że świetnie utrwala makijaż, nie bieli twarzy. Używam go jednak tylko letnią porą, gdy jest ciepło i moja skóra ma większą tendencję do świecenia się. Zimą, gdy moja skóra robi się coraz bardziej sucha najczęściej pomijam w ogóle ten krok, albo używam delikatnego pudru.



    Następnie użyłam nowości od Freedom Makeup czyli palety Pro Artist HD Hghlighter& Counturing Set. To bardzo fajne rozwiązanie dla osób, które na co dzień się konturują, gdyż mamy wiele odcieni w jednym miejscu i możemy je dowolnie mieszać. Rozświetlacze są raczej delikatne, bronzery mają ładne kolory. Każdy, myślę wybierze odcień idealny dla siebie. Dobrze się rozcierają i nie tworzą plam. Trzeba jednak uważać na te najciemniejsze, gdyż są mocno napigmentowane więc uważajcie z ich ilością.


    Dalej na policzki trafiły dwa produkty z Bell, które kupiłam w Biedronce. Róż - 2 Skin Pocket Pressed Rouge to piękny, przybrudzony kolor. Jeśli przyjrzymy się mu bliżej to ma w sobie drobinki. Natomiast na twarzy ich nie widać. Daje on bardzo naturalny, lekko satynowy efekt na policzkach. Tak samo dzienny efekt daje rozświetlacz Perfect Strobing&Highlighter. Ma on lekko złotawe zabarwienie, a na twarzy daje delikatną taflę. Jeśli nie lubicie mocnych rozświetlaczy to jest to zdecydowanie produkt dla Was.




    OCZY

    Na powieki nałożyłam cienie z mojej nowej palety Chocolate&Peaches. Powiem Wam, że wręcz zakochałam się w tych ciepłych odcieniach. Bardzo lubię palety Makeup Revolution. Są one dobrze napigmentowane, a z cieniami bardzo łatwo się pracuje. Jeśli jeszcze nie macie własnej czekoladki to polecam, wybór kolorystyczny jest ogromny i na pewno znajdziecie tę odpowiednią dla siebie.

    Zrobiłam także delikatną kreskę kredką ze Smashbox Always Sharp Waterproof Kohl Eyeliner RAVEN. To jest dopiero ciekawy produkt. Kredka sama się temperuje za każdym razem jak odkręcacie skuwkę. Poza tym jest bardzo miękka i łatwo zrobić nią fajną kreskę, można ją bez problemu rozetrzeć.

    Rzęsy wytuszowałam mascarą L'Oreal Paradise Extatic. Bardzo zachwyciło mnie opakowanie tego tuszu. Jest piękne, w kolorze rose gold i na pewno cieszy oko. Bardzo przeraziła mnie jego klasyczna szczoteczka i mokra formuła. Na początku tusz ten bardzo zlepiał rzęsy i odbijał mi się na powiekach. Natomiast spokojnie dałam mu ze 2-3 tygodnie i obecnie jestem z niego zadowolona. Tusz świetnie podkreśla rzęsy i nadaje im objętości. Nie kruszy się i nie odbija, nie tworzy także efektu pajęczych nóżek.




    BRWI

    Nie lubię mocno i sztucznie wyrysowanych brwi. Moje naturalne są dosyć gęste i jak na blondynkę ciemne. Dlatego staram się nie przedobrzyć i podkreślić je jedynie delikatnie. Na co dzień używam jedynie Golden Rose Brow Color Tinted Eyebrow Mascara nr 03. Bardzo podoba mi się to, że tusz ten ma bardzo malutką spiralkę dzięki której możemy precyzyjnie wyczesać włoski. Ma ona także delikatny kolor, co mi bardzo odpowiada. 

    Tym razem przed nałożeniem mascary postanowiłam trochę mocniej podkreślić brwi i użyłam Freedom Makeup Duo Bros Powder CARAMEL BROWN. To zestaw bardzo ładnych pudrów do brwi - ciemniejszego i jaśniejszego. Nie są one rude, ale nie są także strasznie zimne - u mnie np. Maybelline Color Tattoo wypadał niemalże zielono. Dwa kolory można dowolnie mieszać do uzyskania pożądanego koloru.


    USTA

    Nie bardzo lubię na swoich ustach brązy, czy beże. Jeśli stosuję nudziaki to raczej te z różowymi tonami. Tym razem postanowiłam to zmienić i ze wszystkich trzech płynnych pomadek Freedom Makeup Polska Pro Melts Lipgloss  wybrałam odcień BARE. Pomadki mają bardzo fajną konsystencję, taką musową, bardzo dobrze się rozprowadzają. Na ustach nie dają takiego mocno zaschniętego matu. Powiedziałabym, że są bardziej satynowe.  Są bardzo komfortowe w noszeniu natomiast nie są zbyt trwałe, szybko się zjadają i niestety w niezbyt ładny sposób. Dlatego jeśli planujecie obiad to polecam po nim poprawić pomadkę.

    Pod pomadkę nałożyłam także bazę Golden Rose Prime & Prep Lipstick Base. Myślałam, ze to kolejny balsam na usta. Jednak bardzo się myliłam. Pomadka ma silikonową konsystencję. Na ustach tworzy powłokę, która wygładza wszelkie zagłębienia, czy zmarszczki. Przede wszystkim pomadkę idealnie się rozprowadza, nie podkreśla ona suchych skórek ani załamań. Baza lekko przedłuża trwałość makijażu naszych ust.





    Całość makijażu możecie obejrzeć na moim INSTAGRAMIE (produkty mogą się minimalnie różnić, ale efekt był identyczny)



    Pozdrawiam
    Emi


    sierpnia 28, 2017

    COSNATURE : Naturalny, nawilżający, lekko koloryzujący krem z nagietkiem.

    COSNATURE : Naturalny, nawilżający, lekko koloryzujący krem z nagietkiem.
    Witajcie!

    Po raz kolejny mam możliwość wzięcia udziału w testowaniu produktów razem z Twoim Źródłem Urody. Tym razem mogłam wybrać sobie 2 produkty z niemieckiej marki Cosnature.


    Cosnature jest marką kosmetyków naturalnych, o dobrych składach, a przy tym w bardzo przystępnych cenach. Kosmetyki mają bardzo przyjemne, owocowe zapachy. Produkty te posiadają certyfikat Nature.  Są one odpowiednie dla wegan oraz nie były testowane na zwierzętach. 


    Z bogatego asortymentu marki do testów wybrałam naturalny krem koloryzujący oraz krem na dzień z olejem z granatu. Jednak dzisiaj chciałabym się skupić na pierwszym produkcie. 




    Naturalny, nawilżający,  lekko koloryzujący krem z nagietkiem. Produkt zawiera w sobie dużą dawkę olei, które zapobiegają utracie wody z naskórka.  Odbijające światło pigmenty sprawiają,  że skóra wygląda gładko i jednolicie. Drobne niedoskonałości zostają zniwelowane, a twarz pozostaje matowa. Krem dobrze się wchłania i nadaje cerze zdrowy naturalny odcień.

    INGREDIENTS: AOUA, HELIANTHUS ANNUUS SEED OIL, ALCOHOL, DICAPRYLYL  ETHER, GLYCERIN,  PRUNUS AMYGDALUS DULCIS OIL, CETEARYL ALCOHOL, TALC, GLYCERYL STEARATE  CITRATE,  ORBIGNYA OLEIFERA SEED OIL, SIMMONDSIA CHINENSIS SEED OIL, GLYCERYL STEARATE,  CALENDULA OFFICINALIS FLOWER EXTRACT,  TOCOPHEROL,  XANTHAN GUM, PARFUM,  LINALOOL,  LIMONENE, CITRONELLOL, SODIUM BENZOATE, PHYTIC ACID, ZWIĄZKI ŻELAZA I TLENU naturalnie występujące minerały: CI 77491-TLENEK ŻELAZA, czerwień żelazowa, czerwonobrązowy naturalny pigment, Cl 77492 – TLENEK ŻELAZA ŻÓLTY, Cl 77499 – TLENEK ŻELAZA CZARNY, CI 77891 – DWUTLENEK TYTANU, mineralny filtr UV oraz naturalny biały pigment

    Jak możecie wyżej zauważyć skład jest całkiem niezły. Opiera się w głównej mierze na olejach. Mamy tutaj olej słonecznikowy,  ze słodkich migdałów, a także wspomniany nagietkowy.  Mają one odżywiać naszą skórę , sa bogate w witaminy ,ale także tworzą warstwę zabezpieczającą przed parowaniem wilgoci. Mimo mocno olejowego składu krem nie jest ciężki ani tłusty. Nie bardzo podoba mi się w składzie talk, który może powodować zapytanie porów i pojawianie się niedoskonałości. Chociaż wiem, że jego zawartością producent chciał zrownowazyc ten olejowy skład produktu i zapewnić na twarzy matowe wykończenie. Produkt zawiera także sporo substancji zapachowych, które mogą powodować uczulenia i podrażnienia. Producent pisze, że ma on naturalny zapach. Jestem naprawdę przyzwyczajona do różnych, naturalnych czy ziołowych zapachów, ale ten niestety nie bardzo przypadł mi do gustu. Chociaż chyba zdążyłam już się do niego przyzwyczaić.

    Muszę przyznać, że bardzo zaskoczyła mnie konsystencja tego produktu. Jest to bardzo gęsty krem o dosyć dziwnym na pierwszy rzut oka kolorze. Spokojnie można bez nakładać go na oczyszczoną skórę. Z powodzeniem zastąpi krem na dzień. Na pewno trzeba się przyzwyczaić do tego typu produktów, gdyż nie zawierają one silikonu i trudniej się rozsmarowuja niż tradycyjny podkład. Chociaż znajdziemy w składzie gumę ksantanowa, która nadaje trochę tej konsystencji. Krem rozsmatowany na twarzy traci swój dziwny kolor i dostosowuje się do skóry, delikatnie ja tonuje.  I jest to naprawdę delikatne krycie. Produkt zakryte lekkie żyłki , naczynka czy o przebarwienia. Natomiast nie poradzi sobie z niedoskonalosciami. Dla mnie latem jest to krycie wystarczające. Poza tym krem na twarzy nie tworzy warstwy jak podkład. Czuję się jakbym miała tylko nałożona dzienną pielęgnację. Próbowałam budować krycie i nakładać kolejną warstwę , ale niestety nie wychodzi. Krem zaczyna się rolowac i wchodzić w pory. W szczególności lubi je podkreślać na moim nosie. Efekt na twarzy jest lekko błyszczący.  Ja mimo wszystko go lekko pudruje, gdyż jest to produkt kremowy, który nie zastyga. Przez to nie jest także super trwały i w ciągu dnia się wyciera.  Niemniej jednak na mojej twarzy cały dzień wygląda w porządku.





    Podsumowując...

    Bardzo lubię latem używać produktów lekkich, kremów tonujących lub bb.  Dlatego również i z tym produktem się polubiłam i z miłą chęcią stosowałam go podczas ciepłych dni. Myślę, że  powinna być z niego zadowolone posiadaczki skór suchych oraz dojrzałych. Także osoby , które na co dzień nie lubią lub nie mogą się malować. Na pewno dla osób z ładną,  zadbaną cerą, ale też niezbyt jasną.  Kolor ten na bladolicych może wyglądać zbyt pomarańczowo.

    Także jak widzicie nie jest to produkt idealny, ale na pewno zajdzie swoich wielbicieli.  Możecie go dostać m.in ww Naturze oraz Hebe.

    Spodziewajcie się niebawem kolejnych recenzji kosmetyków Cosnature, gdyż mam ich w domu dosyć sporo. 


    Pozdrawiam

    Emi

    stycznia 16, 2017

    Makijaż z Banggood.

    Makijaż z Banggood.
    Witajcie!

    Ostatnio trafiło w moje łapki wiele produktów z chińskich stron internetowych. Ostatnio pokazywałam Wam ubrania , które okazały się być całkiem dobrej jakości i na pewno będą przeze mnie wykorzystywane. Dzisiaj pora na produkty do makijażu. Ze strony Banggood otrzymałam do przetestowania zestaw pędzli oraz paletę do makijażu. Dużym plusem był czas otrzymania przesyłki. Dotarła ona bowiem do mnie w 2 tygodnie. 


    Dostałam zestaw 10 pędzli do makijażu oczu i twarzy. Sa one stylizowane na duo fiber ale włosie jest po prostu pomalowane na różne kolory. Pędzle są ładnie wykonane , nie wychodzi z nich włosie.  Nie do końca podoba mi się ten fioletowy kolor, wolałabym żeby były po prostu białe lub czarne ale kolor to kwestia gustu. Najważniejsze że podczas mycia nie farbują. Poza tym włosie jest bardzo mile i miękkie. Pędzelki nie drapią skóry twarzy ani powiek. Ogólnie wszystkie z nich nie są mocno zbite. Jeśli chodzi o te do twarzy to jest to według mnie plus.  Pędzel do podkładu ładnie go rozprasza po twarzy. Nie osiągniemy nim efektu maski. Może się okazać bardzo pomocny gdy mamy ciężki podkład, a chcemy żeby na twarzy wyglądał lżej. Bardzo spodobał mi się pędzel w kształcie kulki.  Bardzo dobrze aplikuje róż w kremie.  Również języczkowy pędzel znalazł swoje zastosowanie ponieważ fajnie sprawdza się do rozświetlacza. W zestawie są 2 skośne pędzle jednak nie za bardzo lubię ten kształt do konturowania. Brakuje mi tutaj dużego, puchatego pędzla do pudru. Mógłby być dołączony zamiast jednego skośnego. 






    Jeśli   chodzi o pędzle do oczu to niestety aż tak bardzo mi się nie spodobały. Mają bardzo mało włosia , które jest miękkie i pędzelki mocno się uginają.  Może jest to plus dla osób które mają ciężką rękę bo nie nanoszą dużo koloru. Mi trochę zbyt dużo czasu zajmuje uzyskanie nimi pożądanego efektu. Jedynie pędzelek kuleczkowy jest mocniej zbity dzięki czemu można nim dobrze zaaplikować cień na dolnej powiece lub w kącikach.





    Drugim produktem jest paletka w neutralnych kolorach. Jest ona bardzo malutka wręcz kieszonkowa. Mamy w niej aż 40 kolorów , ale są to małe kółeczka, wielkości jednogroszówki. Całość znajduje się w czarnej, plastikowej kasetce. Niestety plastik jest dosyć miękki. Szkoda tez ze produkt nie ma lusterka ale za te cenę chyba nie powinnam się czepiać. Głównie znajdziemy tutaj matowe cienie w kolorach brązu i beżu. Nie są to jednak takie tępe maty. Cienie mają przyjemną , aksamitna konsystencję.  Niestety są one dosyć kruche i trochę się pylą.  Ich pigmentacja nie jest zawrotna , ale na bazie dają radę.  Ich plusem jest to że ładnie się blendują, nie tworzą plam. Mamy w zestawie również 8 cieni błyszczących. Są one bardziej mokre i maślane,  nie sypią się i są zdecydowanie lepiej napigmentowane. Aplikowane palcem na powiekę tworzą bardzo ładny wręcz metaliczny efekt. Na pewno będę ich używać w codziennym makijażu gdyż trudno sobie nimi zrobić plamę nawet w pośpiechu.  



    zestaw pędzli: klik 
    paleta do makijażu oczu: klik

    Miłego poniedziałku!
    EMI




    Post powstał przy współpracy z firmą Banggood. Jednak nie wpłynęło to na moją opinię o produktach.
    Copyright © 2016 Uroda Według Blondynki , Blogger