Obserwatorzy

wtorek, 28 marca 2017

Sally Hansen Instant Cuticle Remover

Witajcie!

Dawno nie było postu paznokciowego więc dzisiaj postanowiłam wypełnić tę lukę ☺ Jednym z elementów ładnego manicure są oczywiście zadbane skórki wokół paznokci. Już od dawna wiadomo , że nie powinno się do ich usuwania stosować metalowych narzędzi. Jednak bardzo trudno było mi znaleźć produkt , który mnie zadowoli i skutecznie je rozpuści.  Całe szczęście trafiłam w końcu na żel od Sally Hansen.


SALLY HANSEN INSTANT CUTICLE REMOVER ŻEL DO USUWANIA SKÓREK to produkt, który pozwala usunąć skórki w jedyne 15 sekund. Formuła produktu usuwa skórki, natomiast zawarty w żelu rumianek i aloes łagodzi wszelkie podrażnienia. 

Sposób użycia: Nałożyć żel na skórki wokół paznokci. Odczekać 15 sekund. Delikatnie usuwać skórki patyczkiem. Po zabiegu umyć ręce wodą z mydłem. Nie stosować preparatu na uszkodzoną skórę. 
Pojemność: 29,5ml




Żel znajduje się w miękkiej , plastikowej tubie z dziubkiem.  Jest to bardzo wygodne rozwiązanie gdyż możemy wycisnąć jego odpowiednią ilość.  Przez przezroczysty plastik jesteśmy w stanie zobaczyć ile produktu mam zostało.  Dziubek jest również bardzo precyzyjny także nakładamy żel w tym miejscu gdzie jest potrzebny.

Produkt ma dosyć gęsta konsystencję dzięki czemu nie spływa ze skórek. Jest tez przez to bardzo wydajny i starcza na wiele miesięcy.
Ja zostawiam go na 1-2 minuty a później odsuwam skórki drewnianym patyczkiem. Już od razu widać jak ładnie odchodzą od płytki. Na zdjęciu widzicie metalowe cążki,  nimi pomagam sobie przy jakiś suchych zadziorkach, które nie chcą się rozpuścić. Jednak żel jest tak skuteczny że robię to naprawdę rzadko.
Produkt możecie kupić w każdej drogerii , kosztuje ok 20zł. Jednak polecam kupować go w drogeriach internetowych lub na promocjach -49%.








Pozdrawiam!

EMI💋



Media społecznościowe:

niedziela, 26 marca 2017

Kolorowa niedziela - Różowo mi ☺

Witajcie!

Dzisiaj była taka przepiękna , wiosenna pogoda , że od razu zapragnęłam koloru na ustach.  Tym razem padło na piękny intensywny róż z Astor.


 Astor Matte Color Butter to jedna z pierwszych pomadke matowych w kredce.  Pamiętam, że kupiłam ja zanim pojawiły się słynne Crayon z Golden Rose. Jeśli chodzi o konsystencję pomadki to jest ona rzeczywiście bardzo przyjemna i maślana.  Pomadka gładko sunie po ustach a kolor jest nasycony i nie tworzy przeswitow. Poza tym jej kształt umożliwia ładne wytypowanie kształtu warg. Nie potrzebujemy już konturowki. Kredka daje na ustach ładne wykończenie , ale fanki mocnego matu pewnie będą rozczarowane.  A to dlatego, że nie daje ona bardzo intensywnego matu. Nazwałbym Ci raczej takim satynowym. W porównaniu do GR jest mniej matowa i niestety odrobinę mniej trwała.  Jednak nie znaczy to, że nie trzyma się dobrze. U mnie pozostaje na ustach przez kilka godzin. Niestety przegrywa z jedzeniem. Natomiast przez to , że mocno nie zastyga jest bardzo komfortowa. Ja czuję się jakbym miała na ustach przyjemny balsam. Może sprawdzić się osobom, które mają problem ze spierzchmietymi wargami i takim które nie lubią uczucia ściągnięcia ust. Dużym plusem jest również to , że kredka jest wysuwaną więc nie musimy już jej temperowac.


Pozdrawiam!
Emi💋

Media społecznościowe:


wtorek, 21 marca 2017

VIANEK Intensywnie nawilżający krem do twarzy na noc z ekstraktem z robinii akacjowej

Witajcie!

Dzisiaj na blogu recenzja kolejnego, naturalnego kosmetyku do twarzy. Bardzo lubię kosmetyki naszych rodzimych marek. Mają bardzo dobre składy, bez zbędnych zapychaczy i dostępne są w przystępnej cenie. Bardzo cieszę się, że takich produktów na naszym rynku jest coraz więcej. Moja skóra twarzy bardzo polubiła się z naturalną pielęgnacją, dlatego co i raz szukam perełek w tym zakresie. Jakiś czas temu skusiłam się na zestaw do twarzy Vianek. Z tonikiem w formie mgiełki bardzo się polubiłam i już o nim pisałam na blogu. Natomiast po świetnych kremach z Sylveo byłam bardzo ciekawa działania produktów młodszej marki.


INTENSYWNIE NAWILŻAJĄCY KREM DO TWARZY NA NOC. Krem do twarzy na noc, wykorzystując naturalne procesy zachodzące w skórze, stymuluje ją do naturalnej regeneracji. Zawiera kompleks humektantów (mocznik+mleczan sodu+kwas hialuronowy), który w połączeniu z cennymi olejami (arganowym i z kiełków pszenicy), zapewnia skórze głębokie nawilżenie i odżywienie. Ekstrakt z robinii akacjowej i witamina E działają antyoksydacyjnie i spowalniają procesy starzenia się skóry.


Pojemność: 50 ml.
Termin ważności: 18 miesięcy od daty produkcji, 6 miesięcy od momentu otwarcia. 

INCI

Aqua, Glycine Soja Oil, Urea, Triticum Vulgare Germ Oil, Sorbitan Stearate, Sucrose Cocoate, Glycerin, Argania Spinosa Kernel Oil, Robinia Pseudoacacia Flower Extract, Glyceryl Stearate, Coco-Caprylate, Stearic Acid, Cetearyl Alcohol, Xanthan Gum, Sodium Lactate, Sodium Hyaluronate, Tocopheryl Acetate, Benzyl Alcohol, Parfum, Dehydroacetic Acid.




Bardzo mi się podoba szata graficzna kosmetyków tej marki. Jest ona prosta, z charakterystycznymi motywami kwiatowo-ziołowymi. Każda seria jest oznaczona innym kolorem dzięki czemu łatwo można odróżnić od siebie poszczególne produkty. Ja ze względu na swoją lubiącą się przesuszać skórę wybrałam serię niebieską. Bardzo podoba mi się to, że krem jest w opakowaniu z pompką airless. Mamy gwarancję, że nie dostaną się do niego żadne bakterie, ani też nie będzie się szybciej psuł pod wpływem powietrza. Całość jest też umieszczona w kartoniku i zabezpieczona także jestem pewna , że w sklepie nikt mojego kremu nie otwierał. Z jednej strony matowy, nieprzeźroczysty plastik chroni kosmetyk naturalny przed światłem i przed jego psuciem jednak z drugiej strony nie wiemy ile tego kosmetyku zostało w buteleczce. Ja szczerze mówiąc się zawsze zaskakuję, że to już koniec chociaż można to podejrzewać jeśli buteleczka staje się niepokojąco lekka.



Sam krem ma bardzo przyjemny, kwiatowy ale jednak orzeźwiający zapach. Jest on subtelny, ale wyczuwalny. Krem jak na produkt na noc ma lekką konsystencję i szybko się wchłania. Wysoko w składzie zawiera mocznik, który moja cera bardzo lubi .Produkt pozostawia skórę miękką i ładnie nawilżoną. Nie zapchał mnie, nie spowodował uczulenia ani podrażnienia. Wręcz przeciwnie, skóra była bardzo ładnie rozpromieniona i wygładzona. Ale po kilku dniach używania na noc zauważyłam, że dla mojej skóry jego działanie nawilżające i regenerujące jest zbyt małe. Gdy budziłam się rano to wszystko było do cna wypite przez skórę i czegoś brakowało. Dlatego zaczęłam go stosować w pielęgnacji porannej. I w tej roli sprawdził się wyśmienicie. Mimo bogatego w oleje składu wchłania się po kilku minutach. Świetnie na tak przygotowanej cerze rozprowadza się podkład oraz korektor. Utrzymuje tez to nawilżenie i komfort w ciągu dnia. Nie czuję przesuszenia, nawet w klimatyzowanym pomieszczeniu przez wiele godzin. 

Podsumowując jest to bardzo dobry krem o porządnym składzie. Jeśli macie cerę normalną lub mieszaną to sprawdzi się jako propozycja na noc. Jeśli natomiast tak jak ja potrzebujecie mocnego wieczornego "kopa nawilżenia" to może się okazać zbyt słaby. Warto jego działanie wzmocnić np serum olejkowym. U mnie w tej kwestii najlepiej sprawdzały się kremy z betuliną od Sylveco. Niemniej jednak jestem zadowolona z jego działania na moją cerę i chętnie skuszę się na krem z serii odżywczej (pomarańczowej)

Jakich kremów na noc używacie?
Może polecicie mi coś mocno nawilżającego?

Pozdrawiam!
EMI

Mogą Cię zainteresować :



Media społecznościowe:




Post nie jest sponsorowany, a kosmetyki kupione przeze mnie.

niedziela, 19 marca 2017

Kolorowa Niedziela: znowu śliwkowo :)

Witajcie!

Już miałam ogromną nadzieję, że będziemy mieli piękną wiosenną pogodę. Miałam nadzieję, że w weekend wybiorę się na przejażdżkę rowerem. Niestety pogoda, a mianowicie nieustanny deszcz pokrzyżowały mi plany.

Dlatego w kolejnej kolorowej niedzieli pokażę Wam kolor pięknej , nasyconej śliwki od Rimmel :)



Szminka ALL IN ONE – koniec kompromisów!
Długotrwały kolor, komfort i nawilżenie
• To pierwsza taka szminka! The Only 1 odmienia bieg historii. Wielozadaniowa, wyjątkowa – odpowiada na wszystkie Twoje potrzeby.

• Doskonałe połączenie wyrazistego koloru, nawilżenia i całodziennego komfortu
• Specjalny kształt ułatwia aplikację

Mój kolor to 800 Under My Spell. Uwielbiam takie śliwkowe, fioletowo-bordowe odcienie na ustach. Szminka ma świetną konsystencję, jest kremowa, maślana i gładko sunie po ustach. Ma również przyjemny, owocowy zapach. Niestety mi nie bardzo odpowiada kształt tej pomadki. Niby miał ułatwiać aplikację, ale mi zdecydowanie przeszkadza. Nie potrafię ładnie wyrysować ust, dotrzeć do kącików. Muszę nakładać ją pędzelkiem. Bez konturówki w tym wypadku się nie obejdzie. Wolę te szminki które ścięte są w standardowy rożek. Kolejną kwestią jest to, że bardzo nierównomiernie się aplikuje, tworzą się prześwity. I to kolejny powód żeby nakładać ją pędzelkiem. Wówczas możemy uzyskać jednolity kolor.
Kolor jest przepiękny, szminka jest komfortowa w noszeniu... ale jest bardzo nietrwała. Znika przy pierwszym lepszym napoju lub jedzeniu. Na ustach zostaje jedynie obwódka koloru. Szkoda. Widziałam, że z tej serii pojawiły się również pomadki matowe jednak nie mam za bardzo chęci , aby je kupić. Under My Spell używam wtedy, gdy wychodzę gdzieś na krótko i wiem, że w tym czasie nie będę nic jeść ani pić.

Jak Wam się podoba ten kolor?


Media społecznościowe:




wtorek, 14 marca 2017

Słodki relaks ze Sweet Bath 🍩

Hej!

Kto z nas nie lubi słodyczy?  Chyba tylko nieliczni należą do tej grupy. Dzisiaj mam dla Was całkowicie bezkarne i bezkaloryczne słodkości. A sprawca całego zamieszania jest Sweet Bath. 


Te wszystkie słodkości przywiozłam ze spotkania w Białymstoku. Kolorowy lizak "Mix owocowy na patyku" postanowiłam zprezentować mojemu pięcioletniemu siostrzeńcowi.


"Czekoladowe Niby Nic" to malutkie, czekoladowo pachnące markizy do kąpieli. Już jedną sztuką wrzucona do wanny przepełnia łazienkę pięknym zapachem czekoladowych ciasteczek. Ale ma nie tylko walory zapachowe ale także pielęgnacyjne. Zawartość maseł i olejków w składzie sprawia, że także nawilża i natluszcza lekko skórę.  


Byłam natomiast całkowicie zafascynowana babeczka do kąpieli. Wygląda naprawdę jak realny wypiek z górą owocowego kremu. Poza tym "Pomarańczowa pokusa" pachnie słodki cytrusowo właśnie jak taka owocowa bita śmietana. Myślę,  że  Nie jedna osoba mogłaby się nabrać.  Na początku aż żal mi było ja wrzucać do wanny. W końcu jednak moja ciekawska natura zwyciężyła.

Spód babeczki to cytrusowa kula musujaca,  która wrzucona do wody lekko się pieni. Śmietanowa rozeta to bardzo fajnie pieniace się mydełko , którym można wykonać peeling ciała.  Po jego użyciu skóra jest dobrze nawilżona.

Jednym słowem jest to bardzo przyjemny umilacz kąpieli.

A Wy skusicie się na coś słodkiego?

Media społecznościowe:

niedziela, 12 marca 2017

Kolorowa Niedziela. Czerwone usta 💋

Witajcie!

Jestem ogromną fanką czerwonej szminki na ustach. I właśnie produktów do ust w tym kolorze mam najwięcej. Mimo, że na co dzień raczej ich nie noszę, ale nie mogę przejść obok kolejnej pięknej czerwieni.

Dlatego bardzo się ucieszyłam, gdy z portalu wizaż wraz z podkładem True Match otrzymałam matową pomadkę właśnie w tym kolorze.




L'Oreal Matte 404 Raspoutin-Me. Producent określa tę pomadkę w płynie mianem matowego błyszczyku. Według mnie trochę się to wyklucza, gdyż błyszczyk z definicji powinien się mocno błyszczeć więc nie może być matowy. Ale to tylko drobnostka, nie czepiajmy się terminologii.

Pomadka ma bardzo przyjemną,  puszystą konsystencję.  Jest ona w formie delikatnego musu przez co praktycznie nie jest wyczuwalne na ustach. Bardzo zaskoczył mnie wygięty aplikator ale okazał się niezwykle wygodny i precyzyjny.



Kolor 404 Raspoutin Me to bardzo nasycona,  żywa czerwień. Jest ona zdecydowanie ciepła, pomidorowa z pomarańczowym tonami. Bardzo dobrze czuję się w tego typu odcieniach.

Co do wykończenia to szminka nie jest typowym tępym matem. Daje miękkie wykończenie , takie satynowe. Przypomina mi trochę Bourjois Rouge Edition Velvet aczkolwiek nie jest tak mocno zastygająca na ustach.

Jeśli chodzi o trwałość to muszę przyznać , że jest ona przyzwoita. Co prawda tak jak wspomniałam wyżej pomadka nie jest mocno zastygajaca. REV czy GR Liquid Lipstick trzymają się trochę dłużej. Ale dużym jej plusem jest to że nie przesusza i nie ściąga ust. Szkoda , że zostawia ślady na szklance. Ale pigment barwi usta i nawet gdy wierzchnia warstwa się zetrze to  nie ma nieestetycznych dziur.

Myślę że będzie to jedna z moich ulubionych pomadek tej wiosny.

Ciekawa jestem jakich kolorów Wy macie najwięcej w swoich pomadkowych zbiorach ?




EMI💋

Media społecznościowe:







sobota, 11 marca 2017

Skin79 BB Cleasner, Pianka oczyszczająca do zmywania kremów BB.

Witajcie!

Jak Wam mija weekend? Mi pod znakiem porządków domowych oraz zakupów. Teraz wieczorem mam jednak czas napisać kilka słów oraz odwiedzić Wasze blogi i nadrobić zaległości. 

Koreańska pielęgnacja zdobywa coraz szersze grono zwolenników. Ja również bardzo polubiłam się z tą filozofią dbania o urodę. Przede wszystkim zakochałam się w koreańskich kremach BB. Mają dobre krycie, nawilżają cerę i przede wszystkim pięknie na niej wyglądają.  Jednak kto zna te kosmetyki to wie,  że mają bardzo długi skład , silikony i inne składniki które mogą zapchać cerę.  Dlatego takie ważne jest ich dokładne zmycie.

Zgodnie z rutyna pielęgnacyjna na początku rozpuszczam makijaż balsamem olejowym, potem wszystko odtłuszczam mydłem Aleppo. Ale żeby mieć pewność , że wszystko zostało domyte postawiłam na środek specjalnie przeznaczony do tego celu.




Pianka jest zamknięta w bardzo estetycznym opakowaniu biało -różowym.  Jakoś tak bardzo kolorystycznie pasowała mi do mojej szczoteczki sonicznej. Opakowanie ma wygodną pompkę airless. Jest to świetne rozwiązanie,  gdyż wykorzystujemy produkt do ostatniej kropli.  Po wyciśnięciu mamy na dłoni perłowy,  kremowy żel.  Na początku byłam zdumiona ponieważ była to ilość ziarenka grochu. Myślałam , że nie jest to możliwe taka ilością umyć całą buzię.  A jednak nic bardziej mylnego. Po połączeniu z wodą zamienia się w puszystą piankę , która idealnie zmywa z twarzy podkład.  Mimo, że czyści bardzo skutecznie to jednak delikatnie. Skóra jest miękka i nawilżona , nie ma uczucia ściągnięcia jak po tradycyjnych żelach. Jednak nie polecam tym produktem zmywać makijażu oczu. Niestety pieką przy kontakcie z pianką.  Polecam zmyć je płynem micelarnym lub właśnie olejami. 

Ja tak bardzo polubiłam delikatność tej pianki, że używam jej codziennie rano. Delikatnie zmywa sebum i pozostałości  kosmetyków. Pianka fajnie też współgra z Foreo Luna. Nie tylko wyglądowo, ale także w działaniu.  Po tym duecie skóra jest mocno oczyszczona i momentalnie wypija to, co później na nią  nałożę. 

Polecam nie tylko fankom azjatycki kremów BB.

Pozdrawiam!
EMI💋


Media społecznościowe:

środa, 8 marca 2017

CO NOWEGO? LUTY 2017

Witajcie, 

po dosyć dużym projekcie DENKO ostatniego miesiąca zrobiło mi się dosyć dużo miejsca na nowe kosmetyki.

 Jednak postanowienie noworoczne jeszcze jest przestrzegane i tych kosmetyków nie trafia do mnie wcale tak dużo. A już na pewno nie tych , które kupuję samodzielnie.

Jeśli chcecie zobaczyć, co trafiło do mnie w lutym to zapraszam do czytania i oglądania.

HOLIKA HOLIKA ALOE SOOTHING GEL


Żel aloesowy to produkt, który ciekawił mnie od bardzo dawna. W końcu udało mi się go kupić w promocyjnej cenie. Zdecydowałam się na ten od Holika Holika. Ma on dobre opinie w internecie, a poza tym... kupiło mnie jego bajeranckie opakowanie.



 NOREL, TONIK - ŻEL Z KWASEM MIGDAŁOWYM


Kupiłam duże opakowanie ponieważ połowę mniejsze było tylko 10 zł tańsze więc kompletnie się to nie opłacało. A tonikiem podzielę się z siostrą. Moja skóra lubi się z kwasem migdałowym, można go stosować przez cały rok więc postanowiłam go wprowadzić do regularnej pielęgnacji.

HEROME EXTRA STRONG


Moja ulubiona odżywka, to już 4 czy 5 opakowanie. Tak zawiera formaldehyd , ale używana rozsądnie nigdy nie zrobiła mi krzywdy. Nie można jej stosować bezpośrednio po zdjęciu hybryd czy żelu. Ale po jakimś czasie świetnie regeneruje paznokcie i je wzmacnia. Obecnie mam przerwę od hybryd i stosuję ją jako bazę pod lakier.

SALLY HANSEN NAILGROW MIRACLE


Tę odżywkę kupiłam zachęcona pozytywnymi opiniami na jej temat. Bałam się, że kilka dni po zdjęciu hybryd Herome będzie za mocna (a wtedy paznokcie bolą) więc chciałam też coś bezpieczniejszego. Jednak nic takiego się nie działo więc Sally Hansen czeka cierpliwie w zapasach.


 BIOLOVE - MUS DO CIAŁA , BROWNIE WITH ORANGE


Wokół tego musu chodziłam już kilka razy i za każdym razem musiałam wręcz się zmuszać żeby go nie kupić. W końcu uległam. Gęste masło o boskim zapachu ciasta czekoladowo-pomarańczowego. Kupiłam go w głównej mierze to manicure shea, ale używam go także na ciało.

WIZAŻ - L'OREAL TRUE MATCH N1+ L'OREAL MATTE 404 RASPOUTINE-ME


 Z portalu wizaz.pl dostałam propozycję przetestowania dwóch produktów od firmy L'Oreal. Podkład w odcieniu N1 jest dla mnie stanowczo za jasny, ale wzięłam próbkę ciemniejszego odcienia 4N, aby je wymieszać i wyrobić sobie na jego temat zdanie. Do podkładu była dołączona matowa pomadka w przepięknym odcieniu czerwieni. To jak wygląda na ustach możecie zobaczyć na zdjęciu na INSTAGRAMIE.


SPOTKANIE BLOGEREK W BIAŁYMSTOKU


Oczywiście największą ilość kosmetyków, której w tym miesiącu nie przewidywałam przywiozłam z cudownego spotkania w Białymstoku. Dokładną relację ze spotkania oraz szczegółowe zdjęcia produktów znajdziecie w poprzednim poście.


poniedziałek, 6 marca 2017

Pierwsze Zimowe Spotkanie Blogerek - Białystok 25.02.2017

Witajcie!

Uwielbiam blogowe spotkania! Uwielbiam spotykać się z osobami, które mają podobne zainteresowania do moich. Dlatego niezwykle miło było mi, gdy otrzymałam zaproszenie na spotkanie do Białegostoku. Mogłam tam się spotkać z osobami, które znałam ze spotkania wrześniowego, ale poznałam także mnóstwo nowych osób. Do tej pory znałam je jedynie z blogów i instagrama. Kilka osób było dla mnie zupełnie nieznanych , także do mojej listy czytelniczej trafiły także nowe pozycje.

Organizatorkami całego zamieszania były Asia nienałtowskablog.pl , która była również naszym fotografem,  oraz Michalina - autorka bloga  brylantina.blogspot.com.

Spotkanie odbyło się w sobotę 25 lutego w greckiej restauracji Online w Białymstoku. Przy dźwiękach śródziemnomorskiej muzyki oraz tamtejszych smakołykach mile spędziłyśmy popołudnie.




Spotkaniu przyświecał także cel charytatywny. Tym razem zbierałyśmy smakołyki dla jednego ze schronisk dla zwierząt.





Uczestniczki Spotkania :


Ku mojemu zaskoczeniu dostałyśmy także kilka upominków od firm kosmetycznych, które z ogromną przyjemnością przetestuję. A teraz zapraszam Was na relację fotograficzną. 



















































Jeszcze raz dziękuję dziewczynom za spotkanie i za mile spędzony czas. Mam nadzieję, że niebawem uda nam się spotkać ponownie :)

Pozdrawiam
EMI