Pokazywanie postów oznaczonych etykietą L'biotica. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą L'biotica. Pokaż wszystkie posty

marca 28, 2018

DENKO STYCZEŃ-MARZEC 2018: Produkty zużyte i ich następcy.

DENKO STYCZEŃ-MARZEC 2018: Produkty zużyte i ich następcy.
Witajcie!

Oj dawno nie było u mnie projektu denko. Ostatni to ten zakańczający poprzedni rok:


Od tamtej pory oczywiscie trochę produktów mi się nazbierało, ale mam nadzieję, że sprawnie przez to przejdziemy.



Rewitalizujace serum olejowe Senelle (Recenzja) okazało się moim ogromnym ulubieńcem i wielkim hitem. Buzia po nim była doskonale nawilżona i odżywiona. Na pewno jeszcze sięgnę po to lub inne serum tej marki. Obecnie z zapasów wyciągnęłam także przeze mnie lubiany olejek Evree Magic Rose (Recenzja). To już moja 3-4 buteleczka tego olejku więc też o czymś to świadczy.
  
  

Drugi zużyty produkt pochodzi z tej samej marki i był równie świetny, co serum. Optymalizujacy krem pod oczy (Recenzja) był zamknięty w wygodnej i estetycznej buteleczce z pompką. Jego konsystencja była taka jak najbardziej lubię, czyli gęsta i treściwa, a jednocześnie nie mocno tłusta. Nadawał się zarówno na dzień jak i na noc. Na chwilę obecną szukam jakiegoś ciekawego kremu pod oczy i nie mogę się zdecydować. Na razie ukręciłam go sobie sama :)


Miya lekki oczyszczający olejek do demakijażu (Recenzja) niestety mnie nie zachwycił. Co prawda z makijażem radził sobie świetnie, ale tworzył na mojej skórze taką dziwną, trudną do usunięcia powłokę. Znam dużo lepsze olejki więc do tego na pewno nie wrócę. Za to w zamian mam (a raczej miałam, bo jeden już wykończyłam) dwa balsamy od Czarszki. Recenzja się niebawem pojawi .


Ostatnio staram się wrócić do regularnego olejowania włosów. Kiedyś przyniosło u mnie bardzo dużo dobrego i widoczną poprawę nawilżenia moich suchych włosów. Nacomi 7 olei to mieszanka różnych olei do włosów. Buteleczka ma bardzo wygodną pompkę, łatwo się dozuje produkt na włosy. Chociaż szczerze nie zauważyłam na nich jakiegoś efektu wow. Za to olej z Khadi stosuję na skalp jako wcierkę. Produkt ten ma zwiększyć porost włosów. Chciałam nim olejować całą długość, ale ma tak intensywny zapach że nie dam rady.


Peelingi skóry głowy to moje ogromne odkrycie tamtego roku. Odkąd po raz pierwszy użyłam peelingu zobaczyłam naprawdę dużą różnicę w kondycji mojego skalpu. Przede wszystkim się tak mocno nie przesusza i nie łuszczy. W ostatnim czasie zużyłam 2 peelingi z drobinkami Marion Aktywny peeling z węglem i pestkami moreli oraz Pharmaceris Oczyszczający peeling trychologiczny (Recenzja). Oba były do siebie bardzo podobne jeśli chodzi o działanie. Miały drobinki, które trzeba było wmasować w skórę głowy. Dla mnie, osoby która ma gęste włosy problematyczne jest niestety później wypłukanie ich. Dlatego chyba wolę peelingi enzymatyczne lub z mocznikiem jak np ten z Bandi (Recenzja)



Serum na końcówki to nieodłączny element mojej pielęgnacji włosów. Bez tego kroku lubią się niestety puszyć. Schwarzkopff Essence Ultimate Omega Repair to bardzo lekki balsam. Musiałam go sporo nałożyć żeby dociążyć kosmyki. W tej kwestii dużo lepiej sprawdzają mi się formuły olejowe jak na przykład Garnier Fructis Miraculous Oil.


Tak samo nieodłącznym elementem mycia moich włosów jest nałożenie maski lub odżywki. Garnier Fructis Oil Repair 3 Butter była bardzo gęsta i treściwa. Świetnie dociążała moje włosy i je wygładzała, ale nie były one po niej przetłuszczone. No i dodatkowo pachniała pięknie owocowo. Niestety odżywka Dove Pure Care Dry Oil jest całkowitym jej przeciwieństwem. Jest bardzo rzadka, spływa z włosów i trzeba jej naprawdę nałożyć bardzo dużo żeby uzyskać dobry efekt. Także pewnie pojawi się niebawem w denku.



Zużyłam dwa antyperspiranty. Rexona Invisible to według mnie jedna z lepszych propozycji. Chroni skutecznie, nie brudzi ubrań. Nie przepadam za antyperspirantami w sprayu, ale ten Dove Go Fresh dostałam w paczce PR. Miał piękny, orzeźwiający zapach, ale niestety zostawiał białe ślady. Obecnie szukam czegoś naturalnego, bez aluminium/



Po niezliczonej ilości skończonych tubek pasty Ecodenta (Recenzja) postanowiłam w końcu kupić coś innego. Padło na Sylveco. Na pewno trzeba się przyzwyczaić do jej charakterystycznego smaku, który jest bardziej ziołowy niż miętowy.



Z produktów do pielęgnacji ciała zużyłam Olejek do pielegnacji ciała Equilibra. Miał bardzo fajny skład, dobrze się wchłaniał i nawilżał skórę, ale taka mała pojemność (50ml) bardzo szybko się zużyła. W podróży zużyłam też próbkę Lotionu Cetaphil, który dostałam od dermatologa. Doprawdy nie rozumiem fenomenu tej marki. Ani nie ma zbyt specjalnego składu, ani nie nawilżył jakoś świetnie. Obecnie mam orientalny olejek z lotosem Khadi. Jednak ten zapach jest również tak intensywny, że muszę dodawać go do innych, bezzapachowych produktów. 


Jak zwykle w moim denku pojawia się ogrom saszetek i maseczek. Maseczki 7th heaven uwielbiam za ich zapachy. Mimo, że nie są to produkty naturalne to mają całkiem niezły skład i na mojej twarzy sprawdzają się rewelacyjnie. Szczególnie wersja czekoladowa z pomarańczą. Maski w płachcie Purederm znalazłam w Biedronce. Muszę powiedzieć, że to całkiem porządne maski, choć bez efektu wow. Ta ogórkowa miała orzeźwiający, chłodzacy zapach i naprawdę fajnie nawilżyła twarz. Ziaja Liscie Zielonej Oliwki jedna z moich ulubionych masek saszetkowych. Regularnie do niej wracam jak nie chce mi się rozrabiać glinki. Janda maseczka bogato regenerująca wg mnie nie ma o czym pisać, słabe są te maski. Indigo Body Lotion zużyłam do posmarowania rąk, bardzo ładny perfumeryjny zapach ale działanie znikome. L'biotica skarpetki złuszczające+zabieg parafinowy. Muszę Wam powiedzieć, że dało to bardzo fajny efekt. Mimo że za parafiną nie przepadam. Po złuszczeniu się naskórka nakłada się kolejne skarpetki i wlewa do nich ciekłą parafinę. Zakłada bawełniane skarpetki i zostawia np na noc. Rano skóra była bardzo gładka i przyjemna. Dior Forever pomijając pomarańczowy kolor to niestety podkład ten okropnie brzydko wygladał na mojej twarzy. Był bardzo suchy i podkreślał wszystkie zmarszczki (których nie mam chyba jeszcze aż tak wiele). Nacomi olej z czarnuszki zużyłamdo różnych swoich mieszanek i receptur. Świetnie sprawdził się jako wcierka do skóry głowy.

Robiłam także porządki w swoich kosmetykach kolorowych. Lakiery Golden Rose Express Dry mają małe wygodne buteleczki i można je wykorzystać praktycznie do końca. Rzeczywiście szybko schną i długo się utrzymują.  Missha lakier w pięknym neonowym kolorze dostałam w prezencie od Anety z bloga CosmetiCosmos. Wyglądał świetnie na opalonych dłoniach, ale niestety bardzo szybko zgestnial w buteleczce 😯Wibo Million Dollar Lips nr1 to matowa pomadka w moim ulubionym odcieniu brudnego różu. Był to idealny kolor na co dzień. Trzeba tylko pamiętać o regularnej pielęgnacji ust, gdyż lubi je przesuszac. Eveline Celebrites Eyeliner Chocolate Brown to mój ulubiony eyeliner. Ma piękny odcień ciemnej czekolady która bardziej pasuje mi do dziennego makijażu niż czerń. Ma wygodny pędzelek, którym łatwo namalować kreskę. Niestety ich jakość zależy od koloru, fioletowy był tragiczny. 

Tusz Mystik Warsaw Naturalite to moje pierwsze spotkanie z tą marką dostępną w Kontigo. Niestety bardzo nieudane. Tusz w ogóle nie pogrubia ani nie wydłuża rzęs. Może jedynie delikatnie je przyczernia. Dla mnie to za mało. Dużo lepszy był tusz z Eveline. Niestety nie wiem jak się konkretnie nazywa, gdyż wszystkie napisy bardzo szybko się z niego starły . Natomiast miał fajną szczoteczke, która dobrze wyczesuje rzęsy. Nie skleja ich, a ładnie podkreśla chociaż nadal jest to dosyć naturalny efekt. Zamiennikiem obu jest tusz Smashbox Full Exposure, który  zaskoczył mnie bardzo pozytywnie. Tusz bardzo fajnie pogrubia rzęsy i daje im kolor głębokiej czerni. Mimo, że mam miniaturkę to używam jej już spory czas i tusz jest nadal świeży, nie osypuje się ani nie skleja rzęs.

Moje brwi nie są bardzo wymagające. Są dosyć gęste i ciemne jak na blondynke więc nie mogę ich za mocno podkreślać. Zazwyczaj wystarczy mi przeczesanie żelem z odrobiną koloru. Mascara Brow Color nr4 była dla mnie idealna. Miała odpowiedni kolor, który tylko delikatnie podkreślał mój naturalny, dużym plusem była też malutka, precyzyjna spiralka. W jednym z konkursów wygrałam duo do podkreślenia brwi od Freedom Makeup. Były to dwa cienie w ładnych kolorach, które najlepszy efekt dawały razem. Niestety nie dane mi było zbyt długo się nimi cieszyć, bo niestety się rozkruszyly. Sięgnęłam więc po zestaw cieni Gosh Brow Kit to trzy cienie do brwi w ładnych kolorach. Dodatkowo znajduje się tam wosk, używam go ale niestety bardzo problematyczne jest jego wydobycie z tego małego kółeczka. Plusem jest lusterko, co sprawia że cały produkt świetnie nadaje się do podróżnej kosmetyczki.

Nareszcie zużyłam Snail Nutrition BB Crem od Skin79. Piszę nareszcie nie dlatego, że  był to zły produkt, a dlatego że był większy niż standardowy podkład -40g, a do tego niesamowicie wydajny. Jedna pompka w zupełności starczy na pokrycie całej twarzy. Niezmiennie zachwyca mnie bardzo gładki wygląd cery po ich użyciu.  Jakby zastosowano filtr z instagrama. Poza tym odpowiada mi ich lekko błyszczące wykończenie i nawilżające właściwości. W przypadku kremów BB trzeba jednak pamiętać o ich dokładnym oczyszczaniu, gdyż zawierają w sobie dużo silikonow i mogą niestety zapychac. Jako zamiennik stosuje mieszankę bardzo taniego, ale przyzwoitego podkladu z Biedronki Bell Illumi oraz Maybelline Fit Me, który dostałam do przetestowania niestety w zbyt ciemnym kolorze. Sam podkład jest też niestety dla mnie zbyt matowy.

Mam niestety niedobre doświadczenia ze słynną odżywka Eveline 8w1. Co prawda nie mam uczulenie na formaldehyd, ale stan moich paznokci po jej użyciu się pogorszyl. Dlatego sceptycznie podeszłam do wersji Eveline Sensitive . Ma ona w sobie delikatniejszy, naturalny aldehyd. Odżywka fajnie sprawdziła się jako baza pod lakiery, ale nie zauważyłam jakiegoś wpływu na ich stan. Obecnie kończę Sally Hansen Miracle Nailgrowth i również fajnie zabezpiecza paznokcie, ale żeby były mocniejsze lub szybciej rosły. Nie zauważyłam.



Zestaw Bielenda kwas glikolowy  towarzyszył mi dzielnie przez 2 lata. Zawsze na przełomie jesieni/zimy robiłam sobie kurację zluszczajaca i wybielajaca. Kuracja składała się z 10 zabiegów. Zaczynałam od 20% a kończyłam 30%. Po takiej serii skóra była świetnie wygladzona, świeża,  a przebarwienia zniwelowane. Suche skórki zostają zniwelowane. W zestawie był jeszcze krem na dzień z SPF oraz dwie nawilżające maski kremowe. Pamiętajcie tylko, że przy stosowaniu kwasów w domu trzeba zachować ogromną uwagę gdyż łatwo można się poparzyc.  Wcześniej chodziłam na kwasy do kosmetyczki, w domu stosowalam też słabszy kwas np migdałowy.



Na koniec zapach. Nie jestem zbyt dobra w ich opisywaniu więc pojawiają się na blogu rzadko. Wosk Wood Wick Birchwood  to bardzo subtelny zapach mokrego drewna. Kojarzy mi się z plażą i z wakacjami. Trochę też mi się kojarzy z zapachem po letnim deszczu. Naprawdę przyjemny. 

I to już całe denko. Jak Wam się podoba takie zestawienie. Lubicie, kiedy od razu pokazuje następców? Czy wolicie denko w tradycyjnej formie? 

Pozdrawiam 
Emi

grudnia 18, 2017

DENKO #11 Listopad 2017

DENKO #11 Listopad 2017
Hej!

Tak, wiem ... mamy już drugą połowę grudnia, a ja dopiero pojawiam się z denkiem. Niemniej jednak zebrało się sporo produktów, które wykończyłam i których nie chciałam już dalej trzymać. Tym bardziej, że znalazło się tutaj kilku bardzo fajnych ulubieńców.

Nie przedłużając, zapraszam na listopadowy projekt denko.



1. Schwarzkopf Styliste Ultimate Sea Salt Beach Look, czyli woda morska w sprayu. Miała mi pomóc w uzyskaniu morskich fal na włosach i efektu "dziewczyny surfera". Niestety moje włosy okazały się zbyt oporne na jej działanie. Żeby uzyskać pożądany efekt musiałam jej nałożyć naprawdę bardzo dużo, a wtedy włosy były sztywne i niemiłe w dotyku. Wyrzucam ponad połowę opakowania.

2. L'Biotica Biovax Pearl, Intensywnie Regenerująca Maseczka do włosów Kolagen i Perły. Nie wierzę co prawda w regenerację włosów pod wpływem jakiegokolwiek produktu. Włos to już martwy wytwór naszej skóry , jak więc mógłby się odbudować. Działać możemy jedynie na cebulki. To tam musi wyrosnąć zdrowy i mocny włos. Niemniej jednak odżywka bardzo ładnie wygładzała włosy i je nabłyszczała. Były one dobrze dociążone, ale nie przyklapnięte. Nie zauważyłam także, zby szybko się przetłuszczały. Całą kurację umilał jej piękny zapach.

3. Vianek, Odżywczy Olejek do włosów (Recenzja) Bardzo przypadł mi do gustu zarówno olej jak i szampon do włosów z tej serii. Olej miał intensywny, pomarańczowy kolor i owocowy zapach. Świetnie odżywiał moje włosy, dzięki niemu były w bardzo dobrej kondycji i mniej się puszyły. Chętnie do niego wrócę po raz kolejny.

4. Equilibra Żel Aloesowy (Recenzja). Żel o świetnym, krótkim składzie bez zbędnych zapychaczy. Odpowiednio używany idealnie nawilża skórę i nadaje się jako serum do twarzy, czy maska do włosów. Szkoda tylko, że jest tak słabo dostępny stacjonarnie.

5. Bielenda Multi Essence, esencja do skóry suchej. Tani, drogeryjny produkt o nawet niezłym składzie. Używam po każdym umyciu twarzy, wklepując dłońmi zamiast toniku. Naprawdę dobry produkt dzięki któremu kolejne kosmetyki wchłaniają się lepiej. Mimo, że mam skórę suchą to odnoszę wrażenie, że wersja w zielonej butelce (do skóry tłustej i mieszanej) przynosiła większe efekty (Recenzja)

6. Orientana, Azjatycki Rytuał Oczyszczający (Recenzja). Długo polowałam na te produkty i w końcu udało mi się je dostać w fajnej cenie w Super Pharm. Tak jak pisałam w recenzji, świetnie radzą sobie z oczyszczaniem skóry, mają bardzo dobre składy i są delikatne. Jednak do olejku na pewno nie wrócę ze względu na bardzo specyficzny zapach. Z pianką z miłą chęcią spotkam się jeszcze w mojej łazience.

7. Eveline,  Maseczka Oczyszczająco-Detoksykująca z aktywnym węglem i czarną glinką. Maseczki węglowe stały się ostatnio bardzo popularne. Przyznam szczerze, że kompletnie nie przypadły mi do gustu wersje peel-off. Zdecydowanie lepiej sprawdzają mi się wersje kremowe, takie jak ta. Maska miała przyjemną, gładką konsystencję. Buzia po niej była dobrze oczyszczona, ale nie ściągnięta. Myślę jednak, że dla skór problematycznych, tłustych lub zanieczyszczonych może to być zbyt delikatny produkt, Mi jednak bardzo odpowiadała.

8. Sylveco, Ziołowy Płyn do płukania ust. Jeden z lepszych płynów jakie miałam. Naturalny skład i delikatny, miętowo-ziołowy smak świetnie dbał o higienę jamy ustnej. Nie był mocny i nie palił w język, a jednocześnie dobrze odświeżał. Wrócę na pewno.

9. Noble Health Premium Collagen 500. Był to sproszkowany , morski kollagen , który piliśmy w postaci cytrusowej rozpuszczonej żelatyny. Produkt ten miał pozytywnie wpływać na naszą skórę, paznokcie i włosy. Niestety nie zauważyłam spektakularnych zmian. Może tez dlatego, że nie jestem super regularna w przyjmowaniu suplementów. Muszę jednak powiedzieć, że dobrze działał na stawy kolanowe, z którymi czasem mam problem.

10. Sanctuary SPA, nawilżający krem pod prysznic. Miałam napisać o tych produktach post, ale zdjęcia wyszły bardzo kiepskie. Niestety tak jak i same produkty. Myślałam, że będzie to coś wyjątkowego. Miały bardzo słabe składy, z silnymi SLSami na początku. Ten krem był jeszcze znośny, bo miał ładny, kwiatowy zapach. Natomiast olejek, który zużyłam wcześniej (Denko#8) spokojnie mogłabym porównać do słynnego olejku z Isany. Miał taką samą konsystencję i zapach... szkoda, że cena kilkukrotnie wyższa.



11. Gosh, puder bronzujący. Piękny puder o połyskującym wykończeniu. Na pewno nie dla fanek konturowania i dla pewno nie dla fanek matu. Świetnie imitował opaleniznę. Nakładałam go w wakacje własnie dla jej podkreślenia. Miał ogromną pojemność, stosowałam go i na dekolt i na nogi, a jak widzicie i tak go nie zużyłam. Miał ważność 18 m-cy , ale ja go w swoim zbiorze miałam ładnych kilka lat i pora była już się go niestety pozbyć.

12. Annabelle Minerals, podkład mineralny kryjący Golden Fair. Zdecydowanie moje ulubione minerały. Świetnie wyglądają na skórze, nie przesuszają jej, nie podkreślają suchych skórek. Niestety odcień Fair był dla mnie zbyt jasny i mogłam go używać jedynie zimą. Obecnie mam odcień LIGHT, który jest idealny.

13. Pierre Rene Advanced Lift. Byłam zaskoczona jakością tego podkładu, nie miałam jeszcze okazji używać podkładów Pierre Rene. Delikatny, lekki podkład,  który nie pozostawiał efektu maski. Miał lekkie krycie, które mogliśmy zbudować do średniego. Zostawiał satynowe wykończenie, zdrowej, promiennej skóry. Nie był może to super trwały podkład, ale utrwalony spokojnie wytrzymywał cały dzień pracy. Bardzo mi się podobał i chętnie do niego wrócę.

13. Maybelline, Collosal Big Shot Mascara. Nie polubiłam się z tym tuszem, gdyż miał ogromną szczotę, którą nie umiałam się malować. Zawsze nią się pobrudziłam. Gdy już opanowałam aplikację, to jego wygląd na rzęsach też niestety nie był spektakularny, ale nie był też zły. Taki przeciętniaczek.


14. YOPE, mydło do rąk, Figa. Regularnie kupuję te mydełka , gdyż mają dobry skład, nie wysuszają moich dłoni oraz mają śliczne zapachy. Tym razem skusiłam się na figę, ale moim ulubieńcem jest Werbena.

15. Hada Labo, maseczka w płachcie przeciwstarzeniowa. Oczywiście nie będę się wypowiadać na temat efektu anti-aging po jednym użyciu. Płachta jest bardzo dobrze nasączona esencją i fajnie przylega do twarzy. Po użyciu skóra jest dobrze nawilżona. Czyli daje taki efekt jak większość tego typu masek. Zgodnie z oczekiwaniami, ale bez szału.

16. Marion, maski warzywne. (Recenzja) Bardzo ciekawy pomysł na stworzenie maseczek. Rzeczywiście dawały fajne efekty na mojej skórze. Najbardziej spodobała mi się wersja z kurkumą. Niestety nie mogłam stosować ich na całą noc, gdyż mnie zapychały. Ale nałożone na 20 minut nawilżały, wygładzały i odżywiały skórę. 

17. Ziaja, maski do twarzy. Wiem, że glinki Ziaja są krytykowane za niezbyt dobry skład. Wiem , ale mimo wszystko je lubię, widzę po nich efekty oczyszczenia i nawilżenia skóry i nakładam wtedy, gdy nie chce mi się kręcić mojej własnej glinki.

18. Lancome , La vie est belle. Bardzo ładny, słodki i kobiecy zapach. Myślę nad tym, aby kupić pełne opakowanie (lub Chloe Love Story)

19. Chanel Gabrielle. Nie rozumiem fenomenu perfum Chanel. Nie przypadła mi do gustu, ani kultowa No.5, ani żadna z nowszych wersji (Madmoiselle, Gabrielle).

20. Lumene, próbki podkładu i rozświetlacza, makijaż hybrydowy. Oba produkty były bardzo lekkie i zastygające. Na skórze prawie niewidoczne, a jednak ją rozświetlały i nadawały wypoczętego wyglądu. Chętnie sięgnę po pełne wersje.

21. Madara, Sunflower fluid. Mimo całej sympatii do tej marki, to ten podkład okazał się niewypałem. Pachniał przyjemnie, pestkami słonecznika. Niestety smużył się na skórze i miał brzydki, pomarańczowy kolor.

22. Skinoren, krem z kwasem azelainowym. Według mnie to jeden z lepszych kremów na problemy skórne. Swego czasu cierpiałam na ogromny wysyp pryszczy na brodzie. Długo szukałam przyczyny, bo moja skóra jest skórą suchą i nigdy nie miałam tego problemu. Po wielu próbach winowajcą okazało się... MLEKO i nabiał. Po jego odstawieniu moje problemy się skończyły. Natomiast krem nakładałam punktowo na wypryski. Wysusza je i goi, zapobiega namnażaniu się bakterii. U mnie świetnie się sprawdził jako produkt rozjaśniający przebarwienia potrądzikowe. Trzeba jednak pamiętać, aby razem z nim używać krem z filtrem UV oraz dobry krem nawilżający, gdyż Skinoren mocno wysusza skórę.

I to już wszystkie moje zużycia z tego miesiąca. Ciekawa jestem, czy znacie te produkty i jak u Was się sprawdziły?

Pozdrawiam
Emi

lutego 14, 2016

[DENKO] # 1/ 2016 STYCZEŃ

[DENKO] # 1/ 2016 STYCZEŃ
Witajcie serdecznie!

Mamy już połowę lutego, a moje denko styczniowe wciąż jeszcze zalega w czeluściach mojej szuflady. Nie przedłużając, pora siebie pożegnać ze wszystkimi zużytymi kosmetykami!

Świetny
Przeciętny
Bubel!


1. L'OREAL ELSEVE, NUTRI-GLOSS CRYSTAL, ODŻYWKA UPIĘKSZAJĄCA. Bardzo lubiłam szampon z tej serii, gdyż delikatnie oczyszczał włosy. Były po nim błyszczące i świeże. Odżywka również bardzo mi się spodobała. To już moje 2 wykończone opakowanie. Włosy wyglądały na dużo zdrowsze i dobrze się rozczesywały. Jednak nie mogłam jej używać przy każdym myciu, gdyż była lekka i nie dociążała odpowiednio moich włosów. Ale używana naprzemiennie z maską Kallos Milk, albo jako ostateczna odżywka przy olejowaniu była świetna. Chętnie kiedyś wrócę zarówno do niej jak i do szamponu.

2. AVON, ADVANCED TECHNIQUES, SZAMPON DO WŁOSÓW FARBOWANYCH. Szampon, który nie robił nic. Nie szkodził moim włosom, ale nie zauważyłam też aby jakoś im pomagał , czy chronił kolor co miało być jego zadaniem. Zużyłam do mycia pędzli z czym radził sobie świetnie.

3. VITA LIBERATA, PHENOMENAL, PIANKA SAMOOPALAJĄCA. Świetny i łatwy w użyciu samoopalacz. Bardzo żałuję, że się skończył, ale chętnie do niego wrócę.

4. GARNIER, PLYN MICELARNY. Bardzo dobry i niedrogi płyn. Jeśli będę potrzebować to na pewno kupię. Chociaż jak wiecie rzadko używam tego typu produktów, ale warto mieć w kosmetyczce. Obecnie mam Biodermę Sensibio.

5. BALNEOKOSMETYKI, BIOSIARCZKOWY ŻEL DO MYCIA TWARZY . Trochę mnie rozczarował ten produkt. Myślałam, że będzie bardziej naturalny. Dobrze mył. ale niestety przy dłuższym używaniu zbytnio przesuszał mi cerę. Wróciłam do Sylveco.

6. L'OREAL, PŁYN DWUFAZOWY.  Również nie używam zbyt często. Zazwyczaj po imprezie, gdy mam mocno podkreślone oczy eyelinerem, czy kredką. Radzi sobie dobrze ze zmyciem makijażu, nie pozostawia jakiejś dużej lepiącej warstwy. Nie mam mu nic do zarzucenia. Nie mam obecnie zastępcy.

7. DR ORGANIC, MASŁO DO CIAŁA Z BIOGRANATEM. Oj jaka szkoda, że to masło mi się skończyło. Miała świetną, treściwą konsystencję. Ale nie było tak ciężkie jak niektóre produkty z The Body Shop. Chętnie kupię inną wersję zapachową, ale ten zapach także był obłędny. Obecnie używam balsamu kakaowego z Vaseline.



8. L;BIOTICA, MASECZKA ZŁUSZCZAJĄCA DO STÓP. Bardzo wygodna maska w formie skarpetek nasączonych kwasem owocowym. Skutecznie złuszcza martwy naskórek i chętnie do niej wracam. Nie wiem czemu nie ma jeszcze recenzji, gdyż to nie pierwsze moje opakowanie...i nie ostatnie na pewno.

9. PUREDERM, MASECZKA W PŁACIE, NAWILŻAJĄCA. Maseczka kupiona w Biedronce, z jednej strony ma ampułkę z serum ze śluzem ze ślimaka , a w dużej saszetce maskę w płacie. Bardzo wygodna i skuteczna. Mi jedna taka maska starcza na dwa razy, gdyż jest ona dobrze nasączona płynem. Po pierwszym użyciu sporo go jeszcze zostaje w opakowaniu.

10,11 RECEPTURY BABUSZKI AGAFFI. Bardzo lubię te maseczki w saszetkach. Są niedrogie - ok 6 zł, dobrze się aplikują i mają fajny skład. Najczęściej kupuję maski nawilżające i odświeżające. Stosuję, gdy nie chce mi się rozrabiać np. glinki. Dobrze nawilżają i odżywiają skórę. Moje ulubione to ta z mlekiem łosia oraz z niebieską glinką. Niestety ostatnio kosmetyki rosyjskie zostały wycofane z Drogerii Jasmin :(

11. AVON, PEDICURE DOSKONAŁY. To jakaś jedna wielka porażka, a nazwa to ogromna fantazja wymyślającego.

12. ALANTAN DERMOLINE LEKKI. Fajny, lekki krem nawilżający. Niestety dla mnie zbyt lekki, żeby go stosować na noc, a niestety zbyt tłusty pod makijaż. Używałam na dzień, gdy nie nakładałam makijażu. Bardzo polubił się z nim mój mąż.

13. LIRENE, PEELING GRUBOZIARNISTY DO TWARZY. Miał bardzo ładny, porzeczkowy zapach. Drobinki były dosyć duże ale jednocześnie nie jakieś mocno zdzierające.  Chętnie do niego wrócę. Obecnie mam peeling ze Skin79.

14. JANTAR, WCIERKA DO WŁOSÓW Ż BURSZTYNEM. Gdy zapuszczałam włosy do ślubu to stosowałam ja bardzo regularnie, niemalże codziennie. Pozwoliła mi wtedy na szybkie zapuszczenie włosów,  pojawiło się sporo baby hair. Teraz gdy nie mam motywacji to nie używam bardzo regularnie więc i efektów spektakularnych nie ma. Chociaż moje włosy i tak rosną bardzo szybko i często muszę je podcinać.  Nie lubię,  gdy są dłuższe niż do ramion chociaż ostatnio mam chęć na zapuszczenie ich do łopatek. Nie wiem tylko czy starczy mi ku temu cierpliwości gdyż głównie jestem ogromną fanką krótkich, zadziornych fryzurek.

15. MOKOSH, BIAŁA GLINKA. .Ten rodzaj glinki jest moja ulubiona i to niezależnie od firmy. Obecnie nie mam białej i bardzo mi jej brakuje. Na pewno uzupełnię ten deficyt niebawem, ale niekoniecznie tej marki.

A jak tam Wasze zużycia z poprzedniego miesiąca? 

Pozdrawiam!
EMI 

września 16, 2015

[DENKO] #6 Sierpień

[DENKO] #6 Sierpień
Witajcie!
Dosyć trudno zebrać mi się po urlopie i wrócić do "standardowego" rytmu pracy. Tym bardziej, że w ten weekend byłam na weselu siostry i też miałam kilka dni wolnego. Razem to prawie 3 tygodnie także przyznam, że się odzwyczaiłam od codziennego chodzenia do biura.

Podczas urlopu udało mi się jednak zużyć dosyć dużo produktów, a niektóre po prostu wyrzucić, gdyż zrobiłam porządki w swojej kosmetyczce.

BUBEL
PRZECIĘTNY
ŚWIETNY!


1. Joanna , Sensual żel do golenia nóg z ekstraktem z melona miodowego. Bardzo fajny żel, który na skórze zmieniał się w kremową pianę. Dzięki niemu golenie było szybsze i sprawniejsze. Nie zapychał maszynki. Dodatkowym atutem była jego wydajność - już niewielka ilość dobrze się pieniła i pokrywała całą nogę. Mimo, że planuję powrócić do depilatora to być może kupię jeszcze ten  żel, żeby mieć "na czarną godzinę". Miał bardzo przyjemny zapach :)

2. Bielenda , Super Power Mezo Krem [RECENZJA] do skóry z niedoskonałościami. Był w porządku, ale bez szału.
Obecnie używam: Sylveco krem rokitnikowy z betuliną.

3. Bielenda, Super Power Mezo Serum [RECENZJA] ten produkt mnie wręcz zauroczył. Planuję wrócić do kuracji kwasami i myślę, że świetnie ją uzupełni.
Obecnie używam: Flavo C Forte

4. Sylveco, Tonik Hibiskusowy [RECENZJA] gdybym stosowała toniki regularnie to być może bym do niego wróciła. Ale jest dobry więc kto wie :)
Obecnie używam: Theo Mavree Caviariste

5. Eveline Slim Extreme 4D olejek antycelulitowy, nie wierzę za bardzo w działanie antycelulitowe tego typu olejków. Nawet nieźle nawilżał wsmarowany w jeszcze wilgotna skórę, ale niestety bardziej niż olejkami był napakowany zwyklą parafiną.
Obecnie używam: moja skóra po lecie potrzebuje silnej regeneracji i nawilżenia dlatego jest to Evree balsam z masłem kakaowym.

6.Avon Foot Work, chłodzący sorbet z ekstraktem z papai. Przeleżał u mnie już tyle czasu, ale po prostu nie lubiłam go używać. Był bardzo rzadki i leisty, słabo nawilżał, może odrobinę chłodził. Miałam też z tej serii peeling do stóp i był dużo lepszy, dawno go zużyłam, a z tym delikwentem się męczyłam.
Obecnie mam: Evree serum do stóp.

7. Clinique Dramatically Diffrent Moisturizing Gel, co to w ogóle było? Krem absolutnie nie nawilżał, a co więcej delikatnie piekła mnie po nim twarz. W końcu włożyłam go do kosmetyczki i używałam go tylko po siłowni , basenie etc (w domu i tak myłam dokładnie buzię). Tak samo nie spisał się u mnie żel z tej samej serii, strasznie przesuszał. Został mi jeszcze tonik, ale ma w sobie takie morze alkoholu , że używam go tylko miejscowo na wypryski. Jak za tę cenę to niestety niewypał kompletny. 
Obecnie używam: krem Sylveco rokitnikowy lekki, żel biolaven

8. Olej rycynowy , kupiony w aptece za grosze. Świetnie sprawdza się jako składnik mojego balsamu do mycia twarzy.

9. Cztery Pory Roku, odżywka do paznokci 5 olejków [RECENZJA] Bardzo ciekawy produkt dla którego nie mam zamiennika , gdyż po prostu rzadko używam tego typu odżywek. Nie jestem w tym regularna dlatego wolę odżywki w formie lakieru do paznokci.

10. L'biotica , maseczka złuszczająca do stóp w formie skarpetek. To nie pierwsze moje opakowanie i na pewno nie ostatnie. Szczerze to nie wiem czemu jeszcze nie doczekała się recenzji. Używam regularnie co miesiąc lub dwa. 

11. Avon Skin So Soft, balsam z olejkami oraz z błyszczącymi drobinkami. Sam efekt drobinek na skórze mi się w miarę podobał. Jednak balsam miał dziwną, tłustą konsystencję która nie chciała się wchłaniać. Bardzo brudził ubrania dlatego się z nim żegnam w połowie opakowania.
Obecnie używam: Nuxe, suchy olejek z drobinkami.

12. Bielenda Bikini, krem do ciała z SPF 30. Nie mam niestety na zdjęciu pudełka gdyż krem skończył się na wyjeździe i już tam pozostał. Dobrze chronił, szybko się wchłaniał i był niedrogi.

13. Isana, Oliwka pod prysznic w żelu , mango i gruszka. Kupiłam na wyjazd , bo była w niewielkim opakowaniu i kosztowała 2,99. Zapach obłędny, nie wysuszała skóry. Jedynie mogę się przyczepić, że zużyłam ją w 8 dni (stąd również brak zdjęcia) ale mogło to być spowodowane faktem, że czasem myłam się 4 razy dziennie. Chętnie przetestuję ją w zaciszu domowym.

14. Biocosmetics, biała glinka. Uwielbiał tę glinkę za jej delikatność i t, ze moja twarz po jej użyciu jest oczyszczona, ale jednocześnie dobrze nawilżona. Lubię stosowac dodając do niej oleje lub ekstrakty.
Obecnie używam: biała glinka mokosh, ale także inne glinki np: czerwona, fioletowa.

15. PRÓBKI: Bardzo dobrze sprawdził mi się Krem Rokitnikowy lekki z Sylveco dlatego już kupiłam jego pełnowymiarową wersję, a także tę bogatszą.  Niestety Krem Pod Oczy Sylveco już mnie tak nie zachwycił.W próbkach miałam również z tej samej firmy dwa produkty do włosów. O Szamponie Pszeniczno-Owsianym [RECENZJA] już Wam pisałam i niestety zdania nie zmieniłam. Natomiast dużo lepiej spisał się u mnie Balsam do mycia włosów i pomyślę nad jego zakupem. Z wlosówych produktów miałam również GOLDWELL Szampon do włosów farbowanych, ale mnie nie zachwycił oraz L'Oreal Prodigy odżywkę, która była dołączona do farby. Kolejna odżywka, którą chętnie kupiłabym w pełnowymiarowym opakowaniu.
 Do przetestowania dostałam również dwa seciki próbek Vichy Idealia Skin Sleep oraz kremu rozświetlającego na dzień. Moja skóra nie lubi się z tymi kosmetykami, aż cud że nie dostałam uczulenia, ale jednak dalej NIE. 

A Wam, co udało się zużyć w ostatnim miesiącu?
Też tak jak ja wykańczacie próbki na wyjazdach?

P.S: Wolicie, gdy legenda jest podzielona na produkty które "kupię -nie kupię" cz te " dobre-złe" ?
Copyright © 2016 Uroda Według Blondynki , Blogger