lipca 06, 2015

RECENZJA: Foreo Luna, szczoteczka oczyszczająca do skóry wrażliwej i normalnej

RECENZJA: Foreo Luna, szczoteczka oczyszczająca do skóry wrażliwej i normalnej
Witajcie,

po tygodniowej przerwie w końcu udało mi się przysiąść do kolejnego postu. Niestety ostatnio tyle się wokół mnie dzieje, że mam niewiele czasu na bloga. Ale mam nadzieję, że w tym miesiącu się to poprawi.
Dzisiaj przybywam do Was z recenzją urządzenia, które gdy tylko pojawiało się gdzieś na blogu wzbudzało bardzo duże zainteresowanie.
Swojej Luny używam już od lutego dlatego myślę, że to odpowiednia pora aby napisać o niej kilka słów.



Szczoteczki LUNA™ do pielęgnacji skóry szwedzkiej firmy FOREO oferują piękny design i wyjątkowe funkcje. Codzienne stosowanie LUNA™ w połączeniu z produktami do pielęgnacji skóry zapewnia promienny i zdrowy wygląd cery. Dzięki przełomowej technologii doświadczysz przyjemnego i dogłębnego oczyszczania twarzy. Ponadto FOREO oferuje urządzenia z funkcją ANTI-AGING. Oczyszczanie twarzy na najwyższym poziomie - skutecznie i łagodne.

Szczoteczki soniczne od kilku lat cieszą się bardzo dużą popularnością. Sama bardzo długo zastanawiałam się nad kupnem jakiegoś modelu. Na początku miałam ochotę na Clarisonic, ale zrażała mnie jego wysoka cena oraz konieczność dokupowania, co jakiś czas wymiennej główki, która również jest dosyć droga. Przestudiowałam wszystkie opinie i porównania w internecie, na blogach, na You Tube. W końcu decyzja zapadła na początku tego roku, gdy moja cera zaczęła się strasznie buntować...i niestety buntuje się do dzisiaj. Nie jestem w stanie znaleźć przyczyny tego stanu. Nigdy nie miałam z tym problemów, nawet w okresie dojrzewania, a od początku tego roku jest po prostu tragicznie. Tak tragicznie, że umówiłam się na wizytę do dermatologa.

Za wyborem tej szczoteczki niewątpliwie przemówiło to, że jest ona bardzo higieniczna, gdyż końcówka jest silikonowa i łatwa do czyszczenia. Nie ma potrzeby wymieniania jej. Zawiera 2 wielkości końcówek czyszczących. Wypustki są bardzo delikatne i miękkie. Kształt i nieduży rozmiar Luny sprawiają , że bardzo dobrze leży w dłoni, jej używanie jest komfortowe. Jajowaty kształt umożliwia dotarcie wypustkami nawet w trudno dostępne miejsca na naszej twarzy np. załamania przy skrzydełkach nosa. Urządzenie ma wbudowany timer , który po 30s daje nam znać , że możemy się już przenieść na kolejną partię twarzy. Dwa guziki "+" i "-" na panelu pomogą nam ustawić intensywność oczyszczania twarzy i wibracji. Silikonowa obudowa sprawia, że urządzenie bardzo łatwo się myje - ja najczęściej myję ją Białym Jeleniem.Ogromnym plusem jest również trwałość baterii. Producent zapewnia, że jedno ładowanie ma starczyć na pół roku używania 2 razy dziennie. Moja jest w użyciu już czwarty miesiąc (z lekką przerwą)i nie musiałam jej jak na razie powtórnie ładować.
Jeśli chodzi o działanie urządzenia to rzeczywiście świetnie oczyszcza twarz, ale przy tym jest bardzo delikatna. Nie ma obawy, że rozdrapie (jak włoski w standardowej szczoteczce) jakieś krostki. Twarz po jej użyciu jest bardzo miękka i ujędrniona. Jeśli chodzi o zminimalizowanie ilości niespodzianek na twarzy to niestety nie zauważyłam niczego takiego, ale krostki są mniejsze i znikają o wiele szybciej. ( Testowałam to odstawiając na jakiś czas Lunę) Myślę, że może być to spowodowane również tym, że kosmetyki po jej użyciu wchłaniają się po prostu MOMENTALNIE. Szczoteczka posiada również na tylnej ściance podłużne wypustki, które mają nam ujędrniać skórę i spłycać zmarszczki, ale szczerze mówiąc nie bardzo w to wierzę i rzadko tej drugiej strony używam. Szczególną różnicę w kondycji mojej twarzy zauważyłam jeśli chodzi o rozszerzone pory , gdyż całkowicie zlikwidowała ten problem. Dużą poprawę uzyskałam jeśli chodzi o zaskórniki na nosie, gdyż zostały praktycznie zlikwidowane. Skóra ogólnie wygląda na wypoczętą i ujędrnioną, co jest zasługą codziennego jej masażu tym urządzeniem. 
Minusem Luny jest niewątpliwie jej cena , gdyż regularnie kosztuje ona 719,00 zł, a wersja mini 499,00 zł. Ja swoją kupiłam w zimowej promocji w Douglasie i za wersję standardową zapłaciłam tyle, co za wersję mini. Ale nie żałuję i uważam , że była warta każdej wydanej przeze mnie złotówki. Trzeba też pamiętać, że musimy zwracać uwagę na to, jakiego produktu do zmywania naszej twarzy używamy. Ze szczoteczką nie powinniśmy stosować produktów peelingujących z drobinkami oraz żeli, które zawierają w sobie silikony. Mogą one uszkodzić delikatne wypustki Luny. U mnie świetnie ona współpracuje z żelem tymiankowym Sylveco, a także Biolaven. Ostatnio świetnie się również sprawdziła z moją emulsją olejową do zmywania makijażu.

Dlatego też bardzo Wam polecam powyższe urządzenie. Jeśli możecie wydać trochę więcej grosza na produkt do pielęgnacji twarzy to na pewno jest to bardzo dobra inwestycja, gdyż widocznie poprawia wygląd naszej cery. Poza tym wieczorne używanie jej stało się dla mnie ogromną przyjemnością, gdyż jest niezwykle relaksujące .

A Wy co sądzicie o szczoteczkach sonicznych? Macie jakąś?
A może czymś innym myjecie Waszą twarz?

czerwca 29, 2015

Joanna, Fruit Fantasy, Gruboziarnisty peeling do ciała 'Brazylijska mandarynka'

Joanna, Fruit Fantasy, Gruboziarnisty peeling do ciała 'Brazylijska mandarynka'

Witajcie w ten pochmurny poranek. Weekend był dosyć ładny i słoneczny także bardzo się rozczarowałam patrząc dzisiaj rano za okno. Mam nadzieję , że prognozy pogody się sprawdzą, gdyż od środy zapowiadane jest przyjście prawdziwego lata i wyższych temperatur. Oby :)

Dzisiaj mam dla Was recenzję produktu, który kupiłam z ciekawości, gdyż konczył się mój ulubiony peeling z Wellnes&Beauty. Stwierdziłam, że zrobię sobie od niego krótką przerwę i zakupiłam:



 Joanna, Fruit Fantasy, Gruboziarnisty peeling do ciała 'Brazylijska mandarynka' Poczuj fascynujący aromat brazylijskiej mandarynki. Peeling doskonale usuwa zanieczyszczenia i martwe komórki naskórka. Sprawia, że ciało staje się wygładzone i odświeżone.

Skład: Aqua, Polyethylene, Sodium Laureth Sulfate, Glycerin, Cocamidopropyl Betaine, Parfum, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Disodium Laureth Sulfosuccinate, Coco-Glucoside, Glyceryl Oleate, Xanthan Gum, Triethanolamine, Polyquaternium-7, Disodium EDTA, DMDM Hydantoin, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone, CI:19140, CI:16255 (29.01.2009) 

Cena: 9zł / 200ml

Peeling jest zamknięty w ładnej tubce z zamknięciem na klik. Jest bardzo wygodny w użytkowaniu pod prysznicem. Tubka jest przezroczysta dlatego od razu widzimy kolor produktu. Jego nuty zapachowe podpowiadają nam również rysunki soczystych mandarynek na opakowaniu. Zapach jest rzeczywiście bardzo mandarynkowy , słodki, ale jednocześnie orzeźwiający. Kojarzy mi się z czasami dzieciństwa i suplementem witaminowym Vibovit :)


Co do konsystencji to jest ona dosyć rzadka, a kuleczki ścierające są umieszczone w żelowej formule. Jeśli szukacie łagodnego środka myjącego to wybierzcie coś innego, gdyż ten już na drugim miejscu w składzie zawiera SLS czyli silny detergent. Peeling dobrze myje i odświeża ciało. Zawiodłam się jednak nieco na jego właściwosciach złuszczających. Kuleczki są dosyć duże , ale jest ich niewiele. Na mokrej skórze prawie praktycznie ich nie czuć, gdzieś giną w tym żelu. Ale może przyzwyczaiłam się już po prostu do gęstej konsystencji peelingów w słoiczku z Wellnes&Beauty , które nadal pozostają moimi faworytami. Peeling od Joanny nie ma również w sobie warstwy olejowej, która genialnie nawilża i natłuszcza ciało przez co nie muszę już później nakładać balsamu do ciała. Nie zauważyłam, aby produkt z Joanny wysuszał moją skórę, ale niestety po wyjściu spod prysznica jest wskazane nałożenie jakiegoś nawilżacza.


Podsumowując peeling ten jest dla mnie dosyć przeciętnym produktem. Ma fantastyczny zapach mógłby jednak lepiej peelingować skórę, mógłby być bardziej gęsty. W tej formie jest to dla mnie bardziej żel peelingujący. Jeśli kupię ponownie to najprawdopodobniej tylko dla zapachu. Jeśli szukacie delikatniejszego peelingu to serdecznie polecam, ale jeśli wolicie coś mocniejszego (jak ja) to zdecydowanie lepsze są te malutkie peelingi Naturia. 

A Wy jakie peelingi do ciała preferujecie? 
Macie swój ulubiony?
A może robicie własnoręcznie w domu?

Pozdrawiam!


czerwca 24, 2015

RECENZJA: (NIE) ZMYSŁOWA WIŚNIA czyli zbędny gadżet od Bielendy

RECENZJA: (NIE) ZMYSŁOWA WIŚNIA czyli zbędny gadżet od Bielendy
Witajcie,

jeśli chodzi o kosmetyki to bardzo rzadko trafiają mi się buble. Wynika to głównie z tego, że moja skóra nie jest bardzo wymagająca. Staram się również robić przemyślane zakupy i wcześniej czytać opinie na temat konkretnych produktów. Czasem jednak chęć wypróbowania bierze górę i do naszego koszyka wpada coś zupełnie spontanicznie. Tak też było z tym produktem. Kupiłam go tej zimy, aby mieć w kieszonce kurtki błyszczyk, którym mogłabym się bez problemu pomalować.


Balsam do ust ZMYSŁOWA WIŚNIA Nawilża jak BALSAM,  Nadaje kolor jak BŁYSZCZYK ,Pachnie jak OWOC.
EFEKT GLAM LIPS. Naturalne zadbane usta w zmysłowym wiśniowym odcieniu.
Cena : ok. 7 zł w Rossmanie

Produkt jest zamknięty w bardzo ładnej biało-różowej tubce z rysunkiem soczystej wisienki. Tubka jest bardzo poręczna i ma wygodny aplikator, którym łatwo można nałożyć produkt na usta nie używając lusterka. Naklejka już trochę się zaczyna odklejać od noszenia tego produktu w kieszeni. Niestety sam produkt jest dosyć problematyczny. Już na początku nie spodobała mi się jego konsystencja. Jest to dosyć rzadka i tłustawa wazelina. Nie , żebym miała coś przeciwko wazelinie. Tę z Vaseline uwielbiam i w zimie stosowałam niemal codziennie na noc. Ale ta akurat wazelina jest po prostu dziwna. Pod wpływem ciepła ust jeszcze bardziej się roztapia i z nich spływa. Trzeba uważać, aby nie nałożyć tego produktu zbyt dużo. Poza tym nie cierpię tego dziwnego uczucia na ustach po jej nałożeniu, tak jakbym zjadła coś tłustego i się nie wytarła. Dodatkowo jest to produkt bardzo nietrwały, po chwili nie miałam już nic na ustach i musiałabym się co 15 minut ponownie smarować, aby się wypowiedzieć, czy ten produkt naprawdę nawilża, bo przez tak krótki czas raczej nie jest w stanie. Produkt nadaje ładny delikatny kolor i połysk i to jedyne cechy, które mi się w jego działaniu podobają, ale niestety efekt ten bardzo szybko znika z moich ust. Co do zapachu to również nie mogę się zgodzić z producentem, gdyż jest to zapach sztuczny i całe szczęście niezbyt intensywny. 

Podsumowując , produkt obecnie stoi w mojej pracy na biurku. Gdy siedzę przy komputerze i nigdzie nie wychodzę to wtedy go używam. Może jakoś dotrwam do końca tubki.
Wiem, że firma posiada również masełka do ciała w pudełeczkach, ale jakoś nie mam ochoty sprawdzać , czy są lepsze od tego produktu. Zdecydowanie nie polecam.

A Wy mieliście powyższy balsam? 
Może o innym smaku/zapachu?

Miłego dnia! :)

czerwca 22, 2015

RECENZJA : BIOLAVEN NAWILŻAJĄCO - ODŚWIEŻAJĄCY ŻEL DO MYCIA TWARZY

RECENZJA : BIOLAVEN NAWILŻAJĄCO - ODŚWIEŻAJĄCY ŻEL DO MYCIA TWARZY
Kosmetyki Sylveco goszczą w mojej łazience od mniej więcej pół roku i jak na razie sprawują się wzorowo. Bynajmniej nie zamierzam się z nimi jak na razie rozstawać i na pewno zakupię kolejne opakowania po skończeniu obecnych. Z wyjątkiem szamponu pszeniczno - owsianego żaden produkt mnie jeszcze nie zawiódł. A posiadam kilka. Codziennie wieczorem makijaż zmywam lipowym płynem micelarnym, a następnie resztki domywam żelem tymiankowym, całość odświeżam hibiskusowym tonikiem. Regularnie wykonuję peeling twarzy produktem ze skrzypem oraz peeling ust pomadką z cukrem brązowym
Dlatego bardzo się ucieszyłam, że w jednym z pudełek Shiny Box znalazł się żel do twarzy Biolaven. Biolaven to nowa marka Sylveco, a jej produkty są oparte na bazie lawendy oraz winogron. Tak jak zawsze mają one bardzo dobre i naturalne składy.


BIOLAVEN ORGANIC -  żel myjący do twarzy


Nawilżająco-odświeżający żel do mycia twarzy, delikatnie, ale skutecznie oczyszcza skórę z wszelkich zabrudzeń i makijażu. Łagodne detergenty i fizjologiczne pH gwarantują zachowanie naturalnej bariery lipidowej, a dodatek oleju z pestek winogron zapobiega wysuszeniu. Olejek eteryczny z lawendy, symbol Prowansji, znany jest ze swoich antyseptycznych i odświeżających właściwości.
Systematyczne stosowanie pozwala cieszyć się czystą i promienną skórą.
INGREDIENTS/INCI: Aqua, Lauryl Glucoside, Glycerin, Cocamidopropyl Betaine, Vitis Vinifera Seed Oil, Panthenol, Lactic Acid, Sodium Benzoate, Lavandula Angustifolia Oil, Parfum.
SPOSÓB UŻYCIA: niewielką ilość żelu nanieść na zwilżoną skórę i umyć twarz. Dokładnie spłukać wodą.
POJEMNOŚĆ: 150 ml.
CENA: 16,00 zł
Produkt ma bardzo krótki i naturalny skład. Zawiera delikatny i niedrażniący środek myjący. opakowanie produktu jest bardzo estetyczne. Biała buteleczka z wygodną pompką na której mamy rysunek kwiatów lawendy oraz fioletowo-zielone napisy. Lawenda to jedna z moich ulubionych roślin i mój ulubiony zapach dlatego lekko zawiodłam się, gdy nie wyczułam jej w nucie zapachowej żelu :( Produkt bardzo orzeźwiająco pachnie sokiem winogronowym. Dlatego świetnie mi się sprawdza przy porannym myciu twarzy. Delikatnie myje buzię, a przy tym bardzo dobrze ją odświeża . Dla mnie używanie go stało się po prostu czystą przyjemnością. Dużym plusem jest pompka, która dozuje niewielką, ale odpowiednią ilość żelu. Produkt jak i pozostałe produkty Sylveco jest bardzo wydajny i na pewno posłuży mi jeszcze na długo. 
Jednym słowem bardzo polecam. A ja na pewno zaopatrzę się w przyszłości również w inne produkty Sylveco i Biolaven. Mam ochotę wypróbować kremy, których jak na razie miałam tylko próbki.
Produkty Biolaven możecie kupić w ich SKLEPIE INTERNETOWYM lub w innych drogeriach internetowych oraz małych drogeriach stacjonarnych, aptekach i sklepach zielarskich ( listę sklepów znajdziecie na stronie producenta).
A Wy lubicie produkty Sylveco? Który według Was jest perełką godną polecenia?
Miłego dnia!


czerwca 16, 2015

RECENZJA: BLACK DIAMOND HARDENER - ODŻYWKA WZMACNIAJĄCA PAZNOKCIE - GOLDEN ROSE

RECENZJA: BLACK DIAMOND HARDENER - ODŻYWKA WZMACNIAJĄCA PAZNOKCIE - GOLDEN ROSE
Witajcie!
Bardzo lubię lakiery Golden Rose i jak widzicie na poniższych zdjęciach mam ich całkiem pokaźną gromadkę. Dzisiaj jednak postanowiłam zrecenzować odżywkę Black Diamond.
Czy byłam z niej równie zadowolona , co z lakierów?




BLACK DIAMOND HARDENER - ODŻYWKA WZMACNIAJĄCA PAZNOKCIE - GOLDEN ROSE

Dzięki cząsteczkom czarnego diamentu zapewnia paznokciom większą twardość i wytrzymałość. Zawiera podwójną ilość mikro cząsteczek diamentu oraz składników utwardzających. Tworzy na powierzchni paznokcia twardą i błyszcząca powłokę zapewniając tym samym trwałe wzmocnienie cienkich, słabych i łamliwych paznokci. Zapobiega łamaniu i rozdwajaniu paznokci oraz odpryskiwaniu lakieru już po 4 tygodniach stosowania*
* Wynik używania preparatu przez z 4 tygodnie w testach skuteczności
SPOSÓB UŻYCIA
  • Delikatnie wstrząsnąć przed użyciem.
  • Nakładać jedną warstwę jako baza na czyste i suche paznokcie i poczekać do wyschnięcia przed nałożeniem lakieru.
  • Regularnie nakładać dwie warstwy raz w tygodniu aby wzmocnić efekt utwardzenia.

CENA :12,90 zł,
 POJEMNOŚĆ:  11 ml
SKŁADNIKI:
-
ethyl acetate, butyl acetate, nitrocellulose, adipic acid/neopentyl glycol/trimellitic anhydrite copolymer, isopropyl alcohol, acetyl tributyl citrate i inne

Odżywka znajduje się w ładnym, czarnym opakowaniu ze srebrnymi napisami. Jak to w Golden Rose, opakowanie jest minimalistyczne, co bardzo mi się podoba. 
Pędzelek jest dosyć gruby i wygodnie nim się nakłada produkt na paznokcie. Po otwarciu odżywka jest dosyć rzadka, ale w miarę upływu czasu odrobinę gęstnieje i robi się bardzo wygodna w użytkowaniu. Jeśli chodzi o wydajność to starczyła mi na około 4 miesiące regularnego używania i przez ten czas nie zgęstniała na tyle, że nie dało się z nią pracować. Została wykorzystana do ostatka , co również jest ważne, bo wiele odżywek mocno gęstnieje już w połowie buteleczki i nadają się jedynie do wyrzucenia. Tutaj nic takiego nie miało miejsca.
Jeśli chodzi o skład to jest on bardzo przyjemny, gdyż odżywka nie zawiera formaldehydu. Jest to ważne dla osób, które są uczulone na ten składnik i nie mogą używać odżywek takich jak np Eveline 8w1. Używałam odżywki głównie jako bazę pod lakier, czyli nakładałam ją średnio raz lub dwa razy w tygodniu. Czasem jednak nie noszę kolorowego lakieru na paznokciach i wtedy nakładałam ją tak jak zaleca producent, czyli 2 warstwy.
Co do działania to muszę powiedzieć, że jest ono bardzo porządne. Odżywka ładnie utwardza paznokcie już po kilku użyciach czułam różnicę. Nie jest to może bardzo mocne utwardzenie, ale na pewno wyczuwalne. Ponadto miałam wrażenie, że również odrobinę przyspiesza ich wzrost. Jeśli chodzi o efekt wizualny to odżywka ładnie nabłyszcza paznokcie dzięki czemu wyglądają zdrowo i elegancko nawet bez konieczności malowania kolorowym lakierem.
Podsumowując , bardzo polubiłam się z tym produktem. Może on być stosowany na okrągło, gdyż nie zawiera szkodliwych substancji. Jednak odżywka nie pobiła mojego już wieloletniego ulubieńca jakim jest HEROME Extra Strong, gdyż odrobinę słabiej utwardza i odżywia paznokcie. Tak wiem, że Herome zawiera formaldehyd, ale stosuję ją od wielu lat z przerwami i z moimi paznokciami nic złego się nie dzieje ( myślałam, że Eveline będzie tańszym zamiennikiem, ale niestety bardzo zniszczyła mi paznokcie). Także w obecnej chwili czekam na zamówioną buteleczkę z Herome, ale do odżywki z Golden Rose na pewno wrócę - tej lub może spróbuję innej. Jeśli nie lubicie lub nie możecie stosować preparatów z formaldehydem to serdecznie polecam!

A jaka jest Wasza ulubiona odżywka do paznokci?

Pozdrawiam i życzę słonecznego dnia!

Ocena: Bardzo Dobry + , Kupię Ponownie.

Informuję , że post nie jest sponsorowany, a produkt kupiony przeze mnie.

czerwca 12, 2015

RECENZJA: Lierac, Demaquillant Douceur (Płyn micelarny dla cery wrażliwej)

RECENZJA: Lierac, Demaquillant Douceur (Płyn micelarny dla cery wrażliwej)
Dzisiaj o produkcie do demakijażu , który otrzymałam w jednym z Shiny Box. Jest to dosyć drogi produkt dlatego ucieszyłam się, że będę go mogła przetestować. Jak widzicie na zdjęciu jest już jego minimalna ilość, a w chwili obecnej już mi się skończył więc pora napisać kilka słów.



Lierac, Demaquillant Douceur (Płyn micelarny dla cery wrażliwej) -Laboratoria Lierac stworzyły nową gamę produktów do demakijażu, łączących oczyszczanie z działaniem wzmacniającym naturalną ekoflorę skóry.
Woda o ulotnym zapachu białego piżma i kwiatu piwonii. Jej formuła została wzbogacona o ekstrakty o właściwościach nawilżających, uszczelniających ściany naczyń krwionośnych i detoksykującym.
Główne składniki i ich działanie:
- kompleks ECOSKIN złożony probiotyków (Lactobacillus Casei i Lactobacillus Acidophilus) oraz ekstrakt z Yakon zwany roślinnym miodem Inków, pomaga przywrócić równowagę naturalnej ekoflory skóry oraz stymuluje jej mechanizmy obronne,
- system miceli pozwala na delikatne ale jednocześnie skuteczne usunięcie zanieczyszczeń z powierzchni skory,
- ekstrakty z prawoślazu i kwiatu lnu pomagają uszczelniać ściany naczyń krwionośnych i przyspieszać procesy naturalnej detoksykacji,
- witamina B5 wzmacnia rzęsy.

Cena: 67zł / 400ml


Płyn dostałam w niewielkiej , bo 50ml buteleczce. Ale myślę, że jest to próbka dzięki której można już określić swoje zdanie na temat produktu. Wersja pełnowymiarowa również znajduje się we fioletowej butelce, dodatkowo ma jeszcze pompkę, co jest dużym plusem.
Zacznijmy od zapachu, który jest intensywny, kwiatowy. Mi się ten zapach osobiście podoba, ale czytałam opinie , że jest zbyt ciężki i męczący. Ja przyznam się szczerze, że nie używałam tego płynu regularnie. Ze względu na jego małą pojemność mieszkał sobie w mojej wyjazdowej kosmetyczce.
Co do działania to płyn dobrze sobie radzi z makijażem twarzy. Niestety gorzej jest już z makijażem oczu, miał problemy ze zmyciem mascary So Couture, a np płyn lipowy z Sylveco sobie z nią radzi. 
Ponadto nie uważam , że jest to płyn dla cery wrażliwej, chociażby przez ilość zapachu w nim zawartą. Ja nie mam problemu z wrażliwością cery, rzadko mi się zdarza aby produkt podrażnił mi skórę lub oczy. Ten jednak czasem delikatnie szczypał w twarz. Dlatego raczej odradziłabym go wrażliwcom.

Podsumowując ten maluszek nie zrobił na mnie większego wrażenia. Ot zwykły przeciętniaczek jakich pełno w drogeriach, ale za ułamek ceny, którą musielibyśmy zapłacić za tego delikwenta. Jak dla mnie płyn z Sylveco (którego obecnie używam) za 17 zł jest o wiele lepszym i delikatniejszym produktem.

W zapasach mam aktualnie płyny micelarne z Biodermy i z Garniera. Jestem ciekawa jak one się zaprezentują w porównaniu do mojego lipowego ulubieńca.

A Wy czym wykonujecie demakijaż?
Macie swój ulubiony płyn micelarny, a może jest to mleczko lub olejek?
Koniecznie się podzielcie :)

Udanego weekendu!!!

czerwca 10, 2015

Magiczny olejek różany od Evree

Magiczny olejek różany od Evree

Ostatnio panuje ogromną moda na pielęgnację olejkami zarówno włosów, ciała jak i twarzy. Swój pierwszy olejek różany kupiłam kilka lat temu będąc na wakacjach w Bułgarii. Był on bardzo drogi dlatego używałam go dosyć oszczędnie, ale pielęgnacja nim była dla mnie bardzo przyjemnym rytuałem. Działo się tak głównie za sprawą pięknego zapachu jaki ten olejek posiadał.

Dziś już nie muszę jechać w daleka podróż, aby zdobyć to cudo. dostanę je w każdej sieciowej drogerii w cenie 30zł. A wszystko za sprawą marki evree, która wyprodukowała olejek Magic Rose. Obecnie rozpoczęłam już drugą buteleczkę tego wspaniałego specyfiku, co może świadczyć tylko o tym, że niezwykle przypadł mi do gustu. 



MAGIC ROSE

OLEJEK DO TWARZY I SZYI
upiększająca kuracja
do skóry mieszanej
Wypróbuj luksusową olejkową kurację do twarzy. Formuły oparte na skoncentrowanych olejkach i ekstraktach roślinnych zapewnią spektakularne efekty pielęgnacji.
Nie zapycha porów. Formuła olejkowa dobrze się wchłania.
SKŁADNIKI AKTYWNE:
OLEJEK RÓŻANY
  • witamina C i A
  • witaminy z grupy B
  • kwasy owocowe
DZIAŁANIE:
  • reguluje wydzielanie sebum
  • redukuje przebarwienia
  • wspomaga produkcję kolagenu
POJEMNOŚĆ: 30ml
Cena: ok 30 zł
Dostępność: Rossman



Olejek jest zamknięty w ładnej, przezroczystej ( niestety, gdyż witaminy zawarte w oleju rozpadają się pod wpływem światła) buteleczce. Produkt jest zaopatrzony w pipete, która łatwo możemy odmierzyc potrzebną ilość produktu.

Olej ma piękny, różany zapach, który bardzo przypomina mi ten z Bułgarii. Robiąc wieczorem masaż twarzy od razu przypominają mi się wakacje. Dużym plusem jest umieszczenie na opakowaniu jak taki masaż wykonać. Jest to niezwykle przyjemne i relaksujące.
Olejek jest dosyć leisty i po nałożeniu na twarz dosyć szybko się wchłania. Skóra po jego użyciu jest dobrze nawilżona i rozswietlona. Masaż twarzy wykonany tym produktem ujedrnia skórę i dotlenia. Lubię go przede wszystkim dlatego, że nie zapycha porów i nie powoduje wysypu krostek, co niektóre oleiste produkty potrafiły spowodować. Co więcej jeżeli na skórze są jakieś zmiany to olej ładnie je uspokaja i niweluje. Można go stosować również pod makijaż i świetnie współgra z podkladami(wypróbowane). Ja jednak na dzień wolę coś lzejszego. Za to z przyjemnością stosuje go codziennie wieczorem wykonując. kilkuminutowy masaż rekami lub szczoteczka soniczna. Świetnie sprawdza mi się jako baza olejowa dla Flavo-C, które stosowane samidzielnie podraznialo moja twarz.
Jednym słowem jeśli macie cerę mieszaną lub z niedoskonałościami to serdecznie polecam wypróbować. Niestety dla cer suchych może on być niewystarczający. Moje suche policzki czasem domagają się większego nawilżenia, ale za to strefa T jest ładnie uspokojona i nie przetłuszcza się. 

Dlatego serdecznie Wam polecam :)

Znacie olejki Evree? A może jakiś inny jest Waszym ulubionym?


Informuję iż post nie jest sponsorowany, a produkt kupiony przeze mnie.

czerwca 08, 2015

Tołpa botanic - Biały hibiskus, rewitalizujący krem uelastyczniający pod oczy/ Zalew Zegrzyński.

Tołpa botanic - Biały hibiskus, rewitalizujący krem uelastyczniający pod oczy/ Zalew Zegrzyński.
Witajcie!

Jak Wam minął długi weekend? Ja odpoczęłam, naładowałam akumulatorki , aby od dzisiaj z pełną mocą wrócić do pracy. Kolejny długi weekend raczej prędko nas nie czeka, a moje wakacje planuję raczej (jak zawsze) na jesieni.

A teraz bohater dzisiejszego wpisu:



źródło: www.tołpa.pl

Tołpa botanic, biały hibiskus 30+, rewitalizujący krem uelastyczniający pod oczy, 10ml - wygładza drobne zmarszczki, rozjaśnia i uelastycznia. Hipoalergiczny. Do skóry wrażliwej, z drobnymi zmarszczkami i utratą elastyczności. Krem zawiera wyciąg z białego hibiskusa i skwalan.
biały hibiskus -przywraca napięcie i uelastycznia skórę, nawilża i wygładza. Krem ma aksamitną konsystencję. Wygładza drobne zmarszczki, zwiększa elastyczność i regeneruje skórę wokół oczu. Zwiększa napięcie, nawilża i wzmacnia skórę. Rozjaśnia cienie pod oczami, przywraca witalność spojrzeniu.

Skład: Aqua, Coco-Caprylate, Squalane, Glycerin, Peat Extract, C12-C15 Alkyl Benzoate, Cetearyl Alcohol, Cetyl Alcohol, Carbomer, Sodium Polyacrylate, Ceteareth-20, Hibiskus Esculentus Seed Extract, Potassium Phosphate, Sodium Hydroxide, Sodium Acrylate/Acryloyldimethyl Taurate Copolymer, Hesperidin Methyl Chalcone, Steareth-20, Isohexadecane, Polysorbate 20, Dipeptide-2, Palmitoyl Tetrapeptide-7, Tetrasodium EDTA, Benzyl Alcohol, Salicylic Acid, Sorbic Acid.

Do tej pory nie bardzo zwracałam uwagę na kremy pod oczy i używałam raczej czegoś delikatnego, żelowego. Jednak od jakiegoś czasu moja skóra trochę zwariowała i ze skóry normalnej/ mieszanej zaczęła się przekształcać w skórę w kierunku suchej. Przede wszystkim ucierpiały na tym policzki, ale także skóra pod oczami. Zaczęły się na niej pojawiać delikatne zmarszczki, co powodowało, że np. korektor pod oczy wyglądał źle. Moje poszukiwania kremu idealnego trwały dosyć długo, aż wreszcie na kanale Callmeblondiee na You Tube obejrzałam recenzję właśnie tego kremu. Postanowiłam go więc zamówić i zachwyciłam się. Co prawda do 30 jeszcze odrobinę mi brakuje, ale zakochałam się w tym maleństwie i nie przypuszczałam, że krem może aż tyle zdziałać.
Produkt ma dosyć gęstą, masełkowatą konsystencję, ale bardzo dobrze się wchłania. Świetnie współpracuje z kosmetykami - nie warzy się i nie roluje w kontakcie z korektorem pod oczy lub podkładem. Nie mam problemu z cieniami pod oczami, nie zawsze używam pod oczy korektora, ale zauważyłam delikatne rozjaśnienie skóry wokół oczu. Spojrzenie wygląda na bardziej wypoczęte. Ale przede wszystkim rzeczywiście wygładził i wypełnił drobne zmarszczki mimiczne i te spowodowane wysuszeniem skóry wokół oczu. 
Obecnie, czego bardzo żałuję, krem mi się skończył i zamówiłam produkt Go Cranberry ze względu na jego dobre recenzje na blogach. Jednak na razie mam , co do niego mieszane uczucia. 
Do tego maluszka na pewno jeszcze wrócę...jeśli oczywiście będzie jeszcze dostępny, gdyż doszły mnie słuchy, że seria Biały Hibiskus będzie wycofywana. Na chwilę obecną możecie go (i całą serię ) zamówić na stronie producenta TOŁPA.
Cena to ok. 31 zł, co według mnie nie jest ceną wygórowaną za tak dobry produkt. 
Polecam serdecznie!

A Wy jakiego kremu pod oczy używacie? Macie swój ulubiony?



A teraz jeszcze trochę relaksu, wspomnień i kilka fotek z Zalewu Zegrzyńskiego, gdzie spędzaliśmy weekend pod żaglami :)








Miłego dnia!

czerwca 03, 2015

NOWOŚCI w mojej łazience - SALVE PHARMA, Cosmedica, Rossmann, Biowyspa

NOWOŚCI w mojej łazience - SALVE PHARMA, Cosmedica, Rossmann, Biowyspa
Witajcie!
Skoro w ostatnim DENKU wyrzuciłam trochę pustych opakowań , musiałam (serio???) to puste miejsce czymś wypełnić. Dlatego zapraszam Was dzisiaj na post z nowościami majowymi (i po części kwietniowymi).

Jeszcze w kwietniu postanowiłam, że wrócę do stosowania produktów z wit. C. Nie mogłam nigdzie znaleźć serum APIS z winogronami i wit. C więc postanowiłam zakupić tak chwalone przez wiele blogerek Auriga FLAVO-C Forte. Jak na razie mam mieszane uczucia, chyba jest dla mnie za mocne i delikatnie podrażnia skórę. Ale nadal testuję.

W oczy wpadł mi również zestaw od Nuxe Huile Prodigieuse. Od dawna olejek z drobinkami był na mojej chciejliście także wreszcie zrealizowałam swoją zachciankę. Olejek jest cudowny, pachnie obłędnie i przepięknie wygląda na opalonej (na razie samoopalaczem) skórze.



O ile w kwietniu stan mojej skóry został doprowadzony do względnie dobrego o tyle w maju sytuacja znowu się bardzo pogorszyła. Chyba znalazłam winowajcę całego zamieszania i niestety okazał się nim jeden z moich ulubionych kremów, ale o tym niebawem napiszę. Gdy go odstawiłam znowu wszystko wraca do normy. Postanowiłam jednak wspomóc gojenie się zmian trądzikowych i zakupiłam w aptece Cosmedica krem z kwasem azelainowym Acne-derm. Dobry produkt , który już po pierwszym użyciu bardzo ograniczył ilość wyprysków.

Podczas spaceru po aptece natrafiłam na miniaturkę płynu micelarnego z Biodermy. Wszyscy go tak chwalą więc grzechem byłoby nie spróbować , gdyż kosztowała 10zł.

Moją uwagę zwróciła również woda termalna Avene. Zbliża się lato, upały (mam nadzieję) więc będzie idealna do nawilżania i odświeżania twarzy. Tym bardziej że również była w promocji za 19,90.


Jak widzieliście w poście ze zużyciami skończył mi się mój ulubiony krem pod oczy z Tołpy. Po przeczytaniu wielu recenzji na blogach postawiłam na krem od Go Cranberry. Co mnie bardzo zdziwiło to jego pojemność, bo to aż 30ml, a krem jest naturalny i należy go zużyć w przeciągu 3 m-cy. Może spróbuję go stosować również do twarzy? Krem ma bardzo przyjemną konsystencję , lżejszą niż Tołpa , szybko się wchłania i dobrze nawilża. 


Kolejnym zakupowym miejscem był oczywiście Rossmann i promocja -40% na pielęgnację twarzy z okazji Dnia Matki. Trochę mi się tych produktów nazbierało :)


Garnier , płyn micelarny 3w1 do skóry wrażliwej. Mój micel z Sylveco jest obecnie na wykończeniu. O tym wiele dobrego słyszałam. Porównam go z Biodermą, której jest podobno tańszym odpowiednikiem.

L'Oreal dwyfazowy płyn do demakijażu oczu i ust. Dawno nie miałam tego typu produktu. Mascarę zmywałam olejkiem kokosowym, który również mi się skończył i postanowiłam przetestować coś nowego.


Wibo Deluxe Brightener. Ten korektor rozświetlający święcił tryumfy podczas promocji na kolorówkę, ale niestety nigdzie ni był wtedy dostępny. Latem lubię lżejsze podkłady więc przyda się również lżejszy korektor tym bardziej, że nie mam zbyt dużych cieni pod oczami do zakrycia.

Under Twenty termoaktywny peeling wygładzający kupiłam jako zastępstwo dla kończącego się już peelingu ze skrzypem z Sylveco. Niestety jest dużo gorszy jeśli chodzi o złuszczanie, ma mało drobinek, ale użyłam go tylko raz. Zobaczymy jak będzie dalej.

Olay Regenerist CC krem to mój hit zakupowy. Kupiłam go z czystej ciekawości, gdyż skończył się mój krem tonujący z Avonu. jego cena była śmiesznie niska , bo po obniżkach (cena na do widzenia i -40% na Dzień Matki) zapłaciłam za niego coś ok 15 zł. I okazał się dużo lepszy od Avonu. Jest lekki, ma ładny kolor i świetnie wyrównuje koloryt twarzy. Idealne rozwiązanie, gdy nie chcę nakładać podkładu, ale nie chcę żeby moje przebarwienia i żyłki były widoczne np: gdy jestem na rowerze, na żaglach, na działce etc.


Evree Magic Rose. To już kolejna buteleczka tego olejku. Świetnie się u mnie sprawdza, nawilża skórę, wycisza zaczerwienienia. Niestety olejek z awokado, ani olejek biogranat z Alterry nie zostały polubione przez moją skórę więc wróciłam do Evree.

Bielenda Super Power Mezo Serum z kwasami do cery z niedoskonałościami. To mój kolejny hit! To co zrobiło to serum z moją twarzą po jednym użyciu to po prostu istna bajka! Widocznie wycisza podrażnienia i rozjaśnia skórę. Jeśli dalej będzie się tak dobrze spisywało to kupię całą serię (jest jeszcze krem, tonik i maseczka)

Ziaja Sopot krem brązujący do twarzy. Na co dzień używam do twarzy kremu z filtrem SPF50. Więc co by nie straszyć ludzi bladym licem (tym bardziej że na ciało stosuję samoopalacz) , gdy nie mam makijażu (np. na siłowni, basenie) stosuję od czasu do czasu ten krem. Bardzo lubię serię Sopot ( w przeciwieństwie do stosowanej obecnie przeze mnie Lirene Body Arabica )


Jako ostatni zakup wpadł mi ostatniego dnia maja ( się załapał) peeling do ciała Joanna Fruit Fantasy Brazylijska Pomarańcza. Bardzo lubię te peelingi ponieważ mają ładne zapachy, są niedrogie i porządnie peelingują ciało. Chociaż seria Naturia (w takich małych buteleczkach) ma chyba więcej kuleczek peelingujących.

I ostatni produkt, który był dodatkiem do Glamour czyli miniaturka cienia z Inglota w przesłodkim , maleńkim pudełeczku:) Bardzo ładny, metaliczny cień w kolorze brudnego różu na pograniczu z fioletem.


I to już wszystkie moje zakupy. Trochę się tego nazbierało, ale część kosmetyków dosięga już denka więc postanowiłam skorzystać z obniżki cen i kupić następców już teraz.
A jak wasze zakupy?
Poszalałyście na promocjach , czy kupiłyście tylko to, czego aktualnie potrzebujecie?

Copyright © 2016 Uroda Według Blondynki , Blogger