Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cosnature. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cosnature. Pokaż wszystkie posty

września 22, 2018

DENKO Sierpień 2018

DENKO Sierpień 2018
Hej!

Wakacje minęły nie wiadomo kiedy i tak oto mamy już końcówkę września. Niedługo zacznie nam się kalendarzowa jesień i pogoda za oknem też jakby bardziej jesienna. Chociaż, nie narzekajmy, nadal jest bardzo ładnie i słonecznie :)

Na zakończenie lata mam dla Was sierpniowe DENKO. Jeśli jesteście ciekawi, co ostatnio zużyłam. - co mi się sprawdziło i do czego z miłą chęcią wrócę, a co okazało się bublem - to serdecznie zapraszam do lektury :)


BENTON BHA Skin Toner . Do napisania recenzji o kosmetykach Benton zbieram się już dobrych kilka miesięcy. A to dlatego, że tak naprawdę nie wiem, co na ich temat mam napisać. Tyle się naczytałam świetnych recenzji na temat tych kosmetyków i chyba trochę się zawiodłam. Myślałam, że będą lepsze. Toner miał bardzo przyjemną, żelową konsystencję. Lekko rozjaśniał i wyrównywał koloryt skóry dzięki zawartości kwasów. Natomiast miałam nadzieję, że będzie lepszym nawilżaczem. Jak dla mnie to nieco za mało.

EO LABORATORIE, Nawilżająca pianka do skóry suchej. Oj jak ja bardzo lubiłam ten produkt. Atomizer dozował idealną, puszystą piankę o sprężystej konsystencji. Duży plus za to, że pianka po zetknięciu z wodą nie znikała zbyt szybko. Świetnie sprawdziła mi się zarówno w pielęgnacji porannej jak i do wieczornego zmywania oleju z twarzy. Jest bardzo wydajna, przy używaniu dwa razy dziennie starczyła mi na jakieś pół roku. Nie podrażnia, ani nie wysusza skóry twarzy.

HOLIKA HOLIKA Lazy&Joy, cushion z filtrem do twarzy SPF 50. W tym uroczym opakowaniu z lusterkiem krył się bardzo dobry filtr do twarzy. Świetnie chronił przed promieniami słonecznymi, mógłby jednak trochę mniej bielić skórę. Mimo wszystko fajnie sprawdził mi się nawet pod makijażem. Dużym plusem jest jego poręczne opakowanie, które można było wrzucić do torebki i ponawiać aplikację w ciągu dnia, gdyż miał lusterko.

EOS, balsam do ust. O tym produkcie mogliście już przeczytać TUTAJ. I od tamtej pory nie zmieniłam swojego zdania. Balsam gadżeciarsko wygląda i jest lekkim kosmetykiem nawilżającym. Natomiast nie zrobił na mnie większego wrażenia, znam lepsze pomadki i to w niższej cenie.

BARTOS, APPLE QUEEN, krem do twarzy z komórkami macierzystymi jabłoni (Recenzja) Uwielbiam kremy do twarzy o naturalnym składzie, najlepiej mi się one sprawdzają. Czasem próbuję kosmetyków standardowych i mimo, że są ok (np. Neutrogena) to jednak te o naturalnym składzie biją je na głowę. A ten z Bartos to mój ogromny ulubieniec do którego z miłą chęcią wrócę w przyszłości.




NATURA SIBERICA, Rokitnikowy-Myjący peeling do skóry głowy. Peeling, który jest dostępny w Rossmanie. Substancją ścierną są zmielone łupiny orzeszków cedrowych oraz zmielone pestki maliny. Jest to bardzo dobry peeling, skutecznie złuszcza martwy naskórek ze skalpu, minimalizuje łupież (sprawdzone na mężu) oraz swędzenie skóry spowodowane suchością. Dla mnie trochę minusem było to, że drobinki się nie rozpuszczają i trudno wypłukać je z gęstych, długich włosów. Zaskoczyło mnie również, że peeling się pieni, jest w nim sporo substancji myjących. Myślałam, że może będzie to fajny produkt 2w1 - peeling i szampon, ale jednak u mnie taka metoda się nie sprawdziła i miałam wrażenie że włosy są klejące i nieumyte. Musiałam użyć innego, ale nadal delikatnego szamponu, bez SLS.

SYLVECO, Ziołowy płyn do płukania jamy ustnej. Doprawdy nie wiem, czemu recenzja na temat tego produktu jeszcze się nie pojawiła. Kupuję go regularnie i to już n-te opakowanie, które posiadam. Płyn nie zawiera alkoholu ani fluoru. Bardzo dobrze odświeża jamę ustną, a przy tym nie piecze. Ma miły, ziołowy smak. 

RECEPTURY BABUSZKI AGAFII, Borówkowa pasta wzmacniająca dziąsła. Bardzo delikatna, owocowa pasta. Trochę przypominała mi pasty dla dzieci. Nie zawiera fluoru ani fenoksyetanolu. Jak dla mnie była niestety zbyt mało odświeżająca. Zdecydowanie bardziej lubię pasty miętowe lub ziołowe. Jeśli chodzi o wzmocnienie dziąseł to trudno jest mi cokolwiek na ten temat powiedzieć, bo nie mam tego problemu. Ale poleciła mi ją koleżanka u której w ciąży pojawił się problem krwawienia dziąseł i jej pomogła.

ALMA K, Krem do rąk z solą z Morza Martwego. Mała tubka, bardzo wygodna do noszenia w torebce. Krem okazał się świetny. Był bardzo lekki, szybko się wchłaniał - idealne rozwiązanie poza domem, czy np w pracy. Jednocześnie powlekał dłonie taką delikatną otoczką ( dosłownie jak po wyjściu z Morza Martwego - byłam, kąpałam się i wbrew pozorom po wyjściu z wody skóra nie jest wysuszona!) Po jego użyciu skóra była fajnie nawilżona i gładka, jedwabista. Myślę, że jeszcze kiedyś po niego sięgnę - widziałam te kosmetyki w Hebe.

VIANEK, normalizujący peeling do twarzy. Bardzo lubię peelingi z korundem. Te maleńkie drobinki idealnie polerują skórę. Trzeba jednak uważać z siłą tarcia, bo są one dosyć mocne . Peeling sprawdzał się u mnie bardzo dobrze, oczyszczał skórę i odświeżał. Mimo że jest przeznaczony raczej do skóry tłustej i mieszanej lub z niedoskonałościami to nie zauważyłam, aby mnie przesuszał.

DELIA GOOD FOOT, Kąpiel Perełkowa do stóp.  (Recenzja) W ciąży naprawdę doceniłam działanie tego typu produktów. Już wcześniej takie moczenie stóp było bardzo relaksujące. Ale w obliczu tych upałów i puchnięcia nóg okazała się ona wybawieniem. 



COSSI FULLEREN, Olejek upiększający (Recenzja) Pięknie pachnący, wielofunkcyjny olejek, który ma w buteleczce magiczny Kamień Księżycowy czyli szungit. Idealnie sprawdzał mi się wtarty w wilgotną skórę po ciepłym prysznicu. Była po jego użyciu bardzo miękka i nawilżona. Używałam również do olejowania włosów, a także do zabezpieczania końcówek. Zapach kojarzył mi się z owocami egzotycznymi, z mango.

COSNATURE, żel pod prysznic z solanką i rumiankiem. Kupiłam go z polecenia Czarszki i nie zawiodłam się. Żel miał delikatny zapach. Nie zawiera silnych detergentów więc ani nie wysusza, ani nie podrażnia skóry. Stosowałam go także do mycia twarzy i w tej kwestii również nie mam mu nic do zarzucenia. Chętnie do niego wrócę.

ISANA LEMON TASTE, pianka do mycia ciała. (Recenzja) Pachniała bardzo przyjemnie cytrynową tartą, nie był to taki rześki, cytrusowy zapach, bardziej subtelny. Pianka ma zbitą konsystencję i jest wydajna. Fajnie sprawdza się także jako produkt do golenia nóg. Mimo, że zawiera SLS nie wysuszyła mojej skóry.

MUSTELA, krem dla kobiet w ciąży, przeciw rozstępom. Przez te 9 miesięcy zużyłam więcej balsamów do ciała niż normalnie zużywam w ciągu roku, ale naprawdę przyłożyłam się do regularnego (może nie koniecznie codziennego ;) ) masażu. I opłaciło się - nie mam ani jednego rozstępu. Krem miał delikatną konsystencję i niedrażniący zapach. Pełną jego recenzję będziecie mogli przeczytać niebawem, gdyż szykuję dla Was wpis o produktach tego typu i ogólnie o rozstępach - nie tylko podczas ciąży.

KHADI, Olejek do twarzy i ciała z różowym lotosem. Olejek o bardzo fajnym składzie orientalnych olei. Miał intensywny różowy kolor i niestety bardzo intensywny, orientalny, kadzidlany zapach. Dla mnie niestety zbyt intensywny. Nie byłam w stanie używać go solo. Rozrabiałam z innymi olejkami. Najczęściej używałam go po kąpieli na jeszcze wilgotną skórę i samo działanie było bardzo dobre, jednak zapach hmmm kontrowersyjny.

FRESH&NATURAL, Orzechowe masło do ciała. Ten balsam mogłabym po prostu zjeść łyżeczką z opakowania jak najpyszniejszy krem do ciasta. Pachnie obłędnie Kinder Bueno :D Ale zapach nie jest jego jedynym atutem. Masło jest gęste i treściwe. Mocno nawilża i odżywia ciało. W ogóle mam wrażenie, że każdy produkt tej marki, który trafia w moje ręce okazuje się ogromnym hitem. Miałam także sól borowinową oraz peeling korzenny. Na pewno odwiedzę stoisko podczas najbliższych targów Ekocuda.


EFEKTIMA BLACK DETOX, płatki pod oczy. Bardzo lubię maski Efektima. Zazwyczaj stosuję je przed większymi wyjściami, rodzinnymi imprezami. Niemniej jednak zawsze jakieś opakowanie płatków posiadam. Te zaskoczyły mnie czarnym kolorem. Dobrze przylegały do skóry i nie spływały. Po zdjęciu okolica pod oczami była fajnie napięta i rozjaśniona. Życzyłabym jednak sobie, aby tego produkty były też produkowane w większych opakowaniach jak to ma miejsce np w wypadku płatków koreańskich.

MEDIHEAL, maski w płachcie. Myślę, że to jedne z lepszych masek, które można dostać od ręki w naszych sklepach. Mają miękkie, komfortowe płachty które dobrze przylegają do skóry. Są solidnie nasączone esencją. Po zdjęciu skóra jest intensywnie nawilżona i można w nią wetrzeć resztki esencji, która zostaje w opakowaniu. Często widuję je w Kaufland, wiem że pojawiają się także w Lidlu.

TOŁPA DERMO FACE SEBIO, Węglowa maska czarny detoks oraz peeling 3 enzymy. Z przyjemnością stosowało mi się ten duet, chociaż wiem że zdania na jego temat są bardzo podzielone. Szczególnie jeśli chodzi o peeling enzymatyczny. U mnie nie spowodował on pieczenia ani żadnego podrażnienia. Owszem czułam lekkie mrowienie skóry, ale było ono bardzo podobne do stosowanych przeze mnie kiedyś kwasów np migdałowego. Po zmyciu skóra była miękka, gładka i dobrze oczyszczona. To chyba najlepszy peeling enzymatyczny jaki miałam. Maska również przypadła mi do gustu, mimo że jest dedykowana do skóry tłustej i mieszanej. Podobała mi się jej konsystencja, która nie zastygała na skorupę. Przez co nie przesuszała mojej i tak suchej skóry. Po takiej kuracji czułam, że cera jest idealnie oczyszczona, a pory zwężone. Najczęściej nakładałam po niej jeszcze maskę w płachcie , a potem krem na noc. Kupię na pewno.

I to już wszystkie produkty, które zużyłam ostatnio. Trochę się tego nazbierało, ale cieszę się , gdyż sukcesywnie udaje mi się uszczuplać moje zapasy. Staram się nie kupować zbyt dużo i post z nowościami po raz kolejny będzie postem dwumiesięcznym.

Jestem ciekawa, czy znacie coś z mojego denka. A może coś Was zainteresowało?

Pozdrawiam
Emi

Zapraszam również na moje media społecznościowe Facebook i Instagram.

czerwca 16, 2018

Co nowego? Kwiecień-Maj 2018

Co nowego? Kwiecień-Maj 2018
Hej!

W ostatnim czasie pojawiło się już trochę postów z nowościami. Kwiecień i maj obfitowały w różnego rodzaju spotkania dzięki, którym trafiło do mnie wiele ciekawych kosmetyków.






NATURE OF WOMAN - RELACJA ZE SPOTKANIA MIŁOŚNICZEK KOSMETYKÓW NATURALNYCH



Mimo tych wszystkich wydarzeń obfitujących w nowości w moje łapki wpadło także kilka innych produktów.

Niewątpliwie dużym plusem blogowania są nowe znajomości. Tym razem trafiłam na kawkę i plotki w towarzystwie Anetki (cosmeticosmos) oraz Izy (ciabuka). Jak zawsze wymieniamy się swoimi kosmetycznymi perełkami. I w taki oto sposób trafiła do mnie taka oto przyjemna gromadka kosmetyków.


Z produktów do brwi Delia znam jedynie hennę. Bardzo przypadła mi do gustu mascara, gdyż ma świetny kolor oraz malutką, precyzyjną spiralkę. Olejek do demakijażu Biolove bardzo dobrze radzi sobie z rozpuszczaniem kosmetyków nawet tych wodoodpornych. Bardzo podoba mi się to, że nie ma w nim emulgatora i mogę zrobić dłuższy masaż oczyszczający twarzy. Natomiast olejek kokosowy do włosów Dr Sante pięknie pachnie i nabłyszcza włosy. Lubię je stosować na końcówki. W małym opakowaniu znajduje się próbka kremu Iossi Naffi. Długo się zastanawiałam nad kupnem tego produktu i teraz już wiem... że tak kupię na pewno... jak tylko zużyję te kremy, które posiadam (takie postanowienie). Cieszę się również z odsypki podkładu mineralnego Pixie. Kolor Antique Beige był dla mnie idealny i też na pewno sięgnę po pełnowymiarowe opakowanie. Trafiła też do mnie czarna kredka Coleur Caramel i kilka próbek.







Słynna promocja -55% na kosmetyki kolorowe w Rossmann przeszła u mnie bez większego echa. W drogerii kupiłam produkty, które na pewno w najbliższym czasie zużyję czyli balsam do ust EOS w sztyfcie (o słynnym jajeczku przeczytacie TU ), peeling Eveline (chętnie porównam z pomadką Sylveco). Postawiłam też na mojego pewniaka, czyli niezawodną pomadkę Lip Finity Max Factor w odcieniu 125 So Glamorous. (Recenzja) Do koszyka wpadły także zmywacze Isana.



Poza promocją do koszyka trafiły dwie pianki Isana. Ich porównanie z innymi piankami możecie zobaczyć TUTAJ.


Gdy trwa promocja w Rossmannie to inne drogerie odchodzą jakoś w zapomnienie. Tymczasem w tym samym czasie w Hebe trwało również -40% na kolorówkę. Bez problemu kupiłam tam korektor Maybelline Instant Anti Age Eraser.


Szukając naturalnego żelu pod prysznic ostatecznie skusiłam się na Cosnature z maślanką i rumiankiem. Jest bardzo delikatny, nie wysusza skóry ani nie podrażnia. Nadaje się do mycia zarówno ciała jak i twarzy.


Postanowiłam również zdradzić swoją pastę z Ecodenta (Recenzja) i w Biedronce kupiłam kokosową pastę Biomed. Przestawić się nie jest łatwo, gdyż pasta ma specyficzny posmak, nie jest miętowa.



Samoopalacz to mój wierny przyjaciel już od wielu lat. Nie cierpię się opalać, a poza tym mam uczulenie na słońce. Nawet, gdy jestem na wakacjach za granicą to na plaży spędzam naprawdę niewiele czasu. W tym roku postawiłam na naturalny balsam brązujący od Mokosh. I nie żałuję tej decyzji, gdyż już po jednym użyciu opalenizna jest naprawdę intensywna! Duży plus za świetny zapach i przyjemną konsystencję, która nie robi smug.


Skoro już jesteśmy na etapie słońca i opalania to nie mogło zabraknąć również kremu z filtrem. Tym razem zdecydowałam się na Bioderma Photoderm Mineral SPF 50+ który zawiera jedynie filtry mineralne, nie zawiera filtrów przenikających ani fenoksyetanolu. Ma bardzo wygodny atomizer - trzeba dobrze wstrząsnąć . Minusem jest niestety to, że bieli skórę. 











Bardziej zainteresowała mnie majowa promocja 2+2 na produkty do pielęgnacji twarzy w Rossmann. A mianowicie seria Botanic Spa Rituals od Bielenda. Cztery produkty kupiłam sama, trzy dostałam od koleżanki. Jestem w trakcie używania niektórych z tych nich i powiem Wam, że zapowiadają się dobrze.


Tonik hibiskusowy Sylveco nie jest u mnie nowością. Sięgam po niego zawsze, gdy potrzebuję nawilżenia (Recenzja)




Moja srocza natura dała o sobie znać w Golden Rose. Metaliczny cień w płynie pięknie się mieni na powiekach.


Za to w Biedronce spodobał mi się róż do policzków od Bell. Ma taki delikatny kolor, który nadaje cerze świeżego wyglądu.

Nowości jak zawsze trochę się nazbierało. Większość z tych kosmetyków trafiła od razu do użycia, bo staram się nie robić zakupów na zapas. A jak Wasze ostatnie nowości? 

Udanego weekendu!
Emi

czerwca 11, 2018

DENKO MAJ 2018

DENKO MAJ 2018
Hej! 

Jak minął Wam maj? Bo mi momentalnie. Nawet się nie obejrzałam, a mamy już praktycznie połowę czerwca. A to oznacza porządki i usunięcie z domu zużytych opakowań. Tym razem nie jest ich aż tak wiele. Zapraszam na projekt denko :)

pielęgnacja ciała

Dove shower foam, Nivea Silk Mousse - o obu piankach pisałam w TYM wpisie, gdzie porównałam kilka popularnych produktów tego typu. Tak jak w piance od Nivea się zakochałam i mimo niezbyt dobrego składu, jeszcze do niej wrócę, tak niestety pianka z Dove bardzo mnie rozczarowała i więcej po nią nie sięgnę.

Nacomi Smooth Body Butter Strawberry&Guava - gęste , pięknie pachnące masło do ciała. Jego używanie było czystą przyjemnością. Świetnie nawilżało skórę i ją wygładzało. Natomiast jak to w przypadku maseł bywa trzeba się przygotować, że wchłania się trochę dłużej niż lekkie balsamy czy mleczka. Wrócę na pewno :)



pielęgnacja włosów

Dove Advanced Hair Series Pure Care Dry Oil - kupiłam razem z szamponem z tej samej serii w akcji Testuj z Dove. Niestety odżywka okazała się bardzo słaba i wodnista. Spływała z moich włosów i niedostatecznie je nawilżała. Trochę udało się ją uratować dodając różnego rodzaju olejów, ale więcej do niej nie wrócę.

Pharmaceris Seria H, micelarny szampon kojąco-nawilżający do skóry wrażliwej. Był całkiem przyjemny, zawierał w sobie nieco łagodniejsze detergenty niż standardowy SLS. Nie wrócę jednak do niego, gdyż zdecydowanie lepiej sprawdzają mi się szampony z naturalnym składem. Mimo, że dobrze domywał i nie podrażniał mojej skóry głowy.

Jantar, mgiełka z wyciągiem z bursztynu. Kiedyś byłam ogromną fanką wcierki Jantar, która stosowana regularnie dawała u mnie spektakularne efekty jeśli chodzi o wzrost i zagęszczenie włosów. Niestety mgiełka była bardzo przeciętna, nie widziałam żadnych rezultatów. Używałam po prostu jako odżywkę do ułatwiającą rozczesywanie.

pielęgnacja twarzy

Pielęgnacja twarzy

Senelle odnawiający peeling do twarzy. Muszę przyznać, że to jeden z lepszych peelingów do twarzy. Jest delikatny, ale jednocześnie bardzo skuteczny. Chętnie się jeszcze kiedyś z nim spotkam.

Bielenda Multi Essence, esencja z filtratem z drożdży. Świetny produkt, który bardzo dobrze nawilżał skórę oraz przygotowywał ją na przyjęcie kolejnych kosmetyków. Idealnie nadawał się także do nasączania maseczek w pastylkach. Niestety chyba został wycofany ze sprzedaży (ciii... mam jeszcze dwie w zapasie... ;) ale na razie nie używam ze względu na phenoxyetanol).

Equilibra Extra Aloe Dermo Gel czyli mój ulubiony żel aloesowy. Świetnie mi się sprawdza wymieszany z olejem rokitnikowym i nakładany na twarz zamiast serum. Chętnie kupię ponownie.

Natura Estonica, żelowa maska nawilżająca. Niestety jest to ogromne rozczarowanie. Maska miała bardzo fajną konsystencję, taką żelową, chłodzącą. Po pewnym czasie delikatnie wchłaniała się w skórę, ale po jej zmyciu nie było żadnej różnicy. Ani skóry nie nawilżyła ani nie odżywiła. Nie kupię więcej.

Yves Rocher miniaturka jakiegoś serum nawilżającego. Szczerze, jakoś nie mam przekonania do tej marki, nie przekonują mnie jej składy. I niestety ta próbka niczego nie zmieniła. Fajnie sprawdziła się na wyjazdach, ale produkt był bardzo przeciętny.

Cosnature, maska nawilżająca z Pomelo. Bardzo lubię te saszetki z Cosnature. Są niedrogie, a starczają na kilka użyć (u mnie średnio 4) Lubię uczucie miękkości i takiego wypełnienia po tych maseczkach, chociaż wersja z rokitnikiem była bardziej odżywcza. Polecam obie :)

Nacomi, olej rokitnikowy i olej z nasion konopii. Bardzo lubię oleje tej marki, gdyż są niedrogie, łatwo dostępne (Hebe) i u mnie działają bardzo dobrze. Pamiętajcie tylko, aby kupując je w drogerii sprawdzić czy nie były przez nikogo otwierane, albo czy olej w buteleczce nie wygląda dziwnie np. nie jest mętny. Olej z owoców rokitnika to zdecydowanie mój ulubiony olej. Jest bogactwem antyoksydantów i wit C. Bardzo ładnie odżywia skórę i nadaje jej ładny koloryt. Polecam stosować na noc, gdyż ma bardzo intensywny, pomarańczowy kolor. Olej z nasion konopii nie każdy polubi ze względu na specyficzny zapach. Dla mnie świetnie nawilżał skórę , ale polubiły się z nim szczególnie moje włosy.

I to już całe majowe denko. Nie jest tego zbyt wiele , ale znalazło się tutaj kilku moich ulubieńców, których zużyłam z ogromną przyjemnością i chętnie jeszcze kiedyś do nich wrócę. :)

Pozdrawiam
Emi

maja 02, 2018

DENKO KWIECIEŃ 2017

DENKO KWIECIEŃ 2017
Hej!

Jak Wam mija weekend majowy? Odpoczywacie, czy pracujecie? Ja na te wolne dni mam zaplanowaną serię spotkań towarzysko-grillowych. 

A tymczasem zapraszam Was na kilka recenzji o produktach zużytych w minionym miesiącu.


Khadi maska sandałowa (Recenzja) ach, co to był za świetny kosmetyk. Jak tylko trochę wykończę glinki, które posiadam to chętnie do niej jeszcze wrócę. Świetnie odżywiała skórę i ładnie wyrównywała koloryt.

Nacomi arganowy krem pod oczy - mimo, że za olejem arganowym mocno nie przepadam to ten krem spisał się naprawdę fajnie. Miał tłustą, maślaną konsystencję. Bardzo dobrze nawilżał i chronił cienką skórę wokół oczu. Jedyny zarzut mogę mieć do słoiczka - wolę opakowania z pompką, gdyż są bardziej higieniczne.

Mixa Hyalurogel (recenzja) zestaw, który trafił do mnie w ramach akcji testerskiej na wizaż.pl. Krem miał bardzo bogatą konsystencję. Idealnie nadawał się dla mojej suchej skóry jako produkt pielęgnacyjny na noc. Rano była świetnie nawilżona i gładka. Chętnie jeszcze kiedyś po niego sięgnę.

Holika Holika Lazy& Joy był to krem o przedziwnej konsystencji. Znajdowały się w nim żółte drobinki- ceramidy, które pod naciskiem palców pękały na twarzy. Sam krem bardzo przyjemnie nawilżał i pozostawiał na twarzy warstewkę ochronną. Miło go wspominam. Jeśli trafię na niego gdzieś w sprzedaży to być może jeszcze kupię.

Biochemia Urody sok z aloesu zużyłam do produkcji esencji nawilżającej, która okazała się ogromnym hitem! Miała bardzo dobre właściwości nawilżające i regenerujące skórę. Na pewno napiszę o niej więcej.

Vichy Slow Age to kolejny niewypał tej firmy, który trafił w moje ręce na jakimś blogerskim spotkaniu. Niestety po raz kolejny okazało się, że kosmetyki te mają w swoim składzie coś, czego moja skóra nie toleruje. Krem był bardzo lekki i szybko się wchłaniał jednak po kilku użyciach skóra była podrażniona i zaczerwieniona. Zużył go mój mąż jako krem na dzień, bo na noc stwierdził że jest zbyt lekki i rano budzi się z zasuszoną twarzą.

L'Oreal Skin Perfection to serum, które również nie przypadło mi do gustu. Było bardzo lekkie, jakby żelowe. Niestety zbyt słabo nawilżało. Mam wrażenie, że nic nie robiło.

W buteleczce z pipetką zazwyczaj znajduje się jakieś moje samomieszane serum do twarzy zazwyczaj składające się z żelu aloesowego lub hialuronowego i ulubionego oleju tym razem rokitnikowego. Regularnie wracam do tej mieszanki.


Alterra szampon w wersji sensitive był bardzo delikatny dla skóry głowy, ale jednocześnie skuteczny. Nie spowodował swędzenia ani łuszczenia się. Przy tym dobrze domywał włosy nawet z oleju czy maski i nie plątał ich. Myślę, że dla wielu osób plusem może być to iż jest on bezzapachowy. Jestem na tak.

Garnier Ultra Doux Intensywna odżywka z olejkiem arganowym i kameliowym. Miała bardzo dobrą konsystencję i piękny zapach. Po jej użyciu włosy rzeczywiście były gładkie i lśniące, ale nie przetłuszczone. Spisała mi się na pewno lepiej niż słynna maska z avokado.

Isana Proffesional maska z olejkami. Szczerze to nie zrobiła u mnie nic szczególnego, a wiem  że przez wiele osób i włosomaniaczek jest polecana. Raczej już do niej nie wrócę.





Nacomi Body Scrub Sweet Honey Wafers, czyli peeling o zapachu słodkich gofrów. Bardzo lubię te peelingi. Są delikatne, ale skuteczne. Pozostawiają na skórze lekką warstwę dzięki której nie ma potrzeby używania balsamu. Jedynym minusem był jego zapach. Przyjemny, ale jakby ktoś dosypał zbyt dużo proszku do pieczenia ;)

Cosnature olejek Kokos-Migdał (recenzja). Olejek, który bosko pachniał likierem amaretto. Mimo małej pojemności był dosyć wydajny. Stosowałam go do masażu ciała, olejowania włosów, ale najczęściej ze względu na zapach wlewałam kilka kropli do wanny z ciepłą kąpielą.

Lirene mgiełka bronzująca (recenzja) była naprawdę ciekawym produktem i bardzo skutecznym. Dawała efekt ładnej i równomiernej, złotej opalenizny. W miarę regularnego używania ten efekt można było pogłębiać. Niestety nie do końca odpowiadała mi forma sprayu, żebym chciała do niej powrócić, ale jeśli takie lubicie to polecam.

Nivea Silk Mousse Rhubarbar&Raspberry, uwielbiam te pianki! Maja tak śliczne zapachy oraz przyjemną, puszystą konsystencję, że mogłabym się nimi myć i myć. Obecnie testuję jeszcze pianki z Isana i na pewno pojawi się recenzja zbiorcza i porównująca :)

Alterra delikatny żel-krem myjący o zapachu malwy. Produkt miał bardzo delikatny i subtelny kwiatowy zapach. Skóra była po nim dobrze nawilżona, nie ściągnięta. Jednak ta konsystencja kremu nie do końca mi się spodobała. Miałam takie wrażenie jakbym myła się balsamem do ciała i nie mogła się domyć.

Sephora galaretka do mycia. Bardzo dziwny produkt, ładnie pachnący, ale niestety również miałam wrażenie słabego mycia chociaż nie jestem fanką pieniących się żeli z SLS to zarówno ten, jak i poprzednik byli zbyt mało odświeżający.




L,biotica maska złuszczająca do stóp. To zdecydowanie moje ulubione skarpetki z kwasami owocowymi. Bardzo skutecznie usuwają martwy naskórek i sprawiają , że skóra stóp jest miękka i gładka. W sam raz na letni czas i sezon odkrytych stóp.

The Body Shop Hemp Hand Protector (recenzja). Od 2015 roku nic się nie zmieniło. Nadal jest to mój ogromny ulubieniec i najlepszy krem do rąk, do którego wracam w sezonie zimowym. Jak na razie znalazłam tylko jeden produkt, który mu dorównał a mianowicie Make Me Bio Winter Care, ale ten krem nie jest dostępny samodzielnie, a jedynie w zestawach :( Dlatego myślę, że krem TBS jeszcze nie raz u mnie zobaczycie. 

Eveline SOS bardzo przyjemna pomadka do ust. Dobrze je nawilżała i regenerowała, ale miała bardzo dużą wadę, a mianowicie okropny smak. I pewnie dlatego więcej jej nie kupię.


L'Oreal Paradise Extatic. Sama nie wiem, co sądzić o tym tuszu. Szczoteczka była standardowa i bardzo gęsta. Sam tusz również długo był lepki. Przez to szczoteczka nabierała jego bardzo dużą ilość i oblepiała rzęsy. Naprawdę trudno mi się nim było nie ubrudzić lub nie posklejać rzęs. Ale jeśli się popracowało i ta sztuka się udała to efekt był naprawdę fajny.

Holika Holika Petit BB Cream (recenzja). Azjatyckie kremy BB to jedne z najbardziej wydajnych podkładów jakie miałam. Już niewielka ilość wystarcza, aby pokryć całą twarz. Krycie jest porządne, ale wykończenie delikatnie mokre. Moja sucha skóra takie lubi więc często nawet tego kremu nie pudrowałam. Dużym plusem jest zgrabna tubka, która zmieści się w kosmetyczce.

Ecocera puder ryżowy (Recenzja). Moja sucha skóra nie bardzo przepada za pudrami więc używam ich niezwykle rzadko. Najczęściej na większe wyjścia, gdy wiem że makijaż musi wytrzymać np całą noc lub latem, gdy skóra bardzo się poci. Puder ryżowy świetnie mi się spisuje zwłaszcza podczas upałów, gdyż mocno matowi cerę i gruntuje podkład. Dużym minusem jest jego tandetne opakowanie, ale widziałam, że chyba już zostało zmienione.



No i kolejna porcja maseczek. O Ziaji już chyba nie będę się rozwodzić. Te maski pojawiają się u mnie regularnie i bardzo je lubię. Bielenda maska w płachcie z kwasem hialuronowym: tak , jak lubię serię mezo serum z kwasem hialuronowym, tak uważam, że ta maska jest chyba najsłabszym jej ogniwem. Nie nawilża jakoś super. Płatki pod oczy Pilaten, bardzo kiepskie, odklejały się i nie widziałam większej różnicy po ich użyciu. Janda maseczka liftingująca - ot taka sobie, bez szału. Alma K peeling o ładnym, świezym zapachu. Drobinki były naprawdę delikatne, próbka była tak maleńka że zużyłam ją do twarzy. Nie wiem, czy do ciała (a do tego jest przeznaczony) nie byłby zbyt lekki.


Efektima maski żelowe o działaniu nawilżającym i ujędrniającym. Sam zamysł żelowych masek był bardzo fajny. Natomiast maski były umieszczone w ogromnej ilości płynu, ogromnej. Jak się je wyjmowało to wręcz ciekło, a w środku opakowania zostawało jeszcze tego płynu bardzo dużo. Sama maska była mocno wymięta i trudno było ją rozprostować, bo ten żel po prostu się sklejał. Poza tym po nałożeniu na twarz była tak śliska, że nawet leżąc na wznak się zsuwała. Trochę udało mi się to opanować zakładając silikonową maskę podtrzymującą. Po zdjęciu maski skóra była fajnie nawilżona (hialuronowa) lub fajnie napięta (algowa), ale chyba ze względu na ten dyskomfort używania więcej do nich nie wrócę.

I to już całe kwietniowe denko. W kwietniu ze względu na Meet Beauty i Ekocuda pojawiło się u mnie także sporo nowości, które już niebawem Wam pokażę.

Buziaki!

Emi

listopada 05, 2017

Denko #10 Październik 2017 / Kringle Candle, Nacomi, Holika Holika, Lumene, Madara.

Denko #10 Październik 2017 / Kringle Candle, Nacomi, Holika Holika, Lumene, Madara.
Witajcie,
 
Kolejny miesiąc się skończył i nieubłagalnie zbliżamy się do końcówki roku. Głupio się tak powtarzać, ale fakt jest taki, że czas leci jak szalony. A skoro mamy koniec miesiąca to znak, że pora rozliczyć się z kolejną porcją zużytych kosmetyków. A więc zaczynajmy!



1.      Kringle Kandle Set Sail. (Recenzja) Wiosną i latem świece palę dosyć rzadko. Tę kupiłam w tamtym roku w lipcu na urodziny. Bardzo mi się podoba design tych świec. W przeciwności do Yankie, których słoik w ogóle nie trafia w mój gust. Świeca miała bardzo miły orzeźwiający i lekki zapach… trochę jak wodna bryza. Dwa knoty sprawiły, że bardzo równomiernie się paliła i jak widzicie wypaliła się mi niemalże do samego końca. Na pewno jeszcze kupię tego typu świecę, ale może inny zapach. Chodzi mi po głowie mój ulubiony Autumn Rain lub Gray.

2.      Perfecta Trufle Czekoladowe. Dostałam ten produkt w prezencie. Fuj! Cóż to był za parafinowy oblepiacz Jeszcze może bym mu to wybaczyła, gdyby zapach był ładny, a tutaj niestety również klapa. Zapach raczej czekoladopodobny. Zużyłam do stóp.

3.      Avon, Planet SPA, Luxuriously Refining. Krem do twarzy z wyciągiem z kawioru. Krem miał perłowy kolor i lekką konsystencję. Kawior, jak to w Avon był gdzieś tam na szarym końcu. Zużyłam jako balsam do ciała.

4.      Nivea Lip Butter, Wanilla & Macadamia. Moje ulubione masełko do ust. Miałam 4 rodzaje tych masełek i te owocowe ( jagoda, kokos) mają dużo lżejszą konsystencję natomiast to oraz Karmel dużo bardziej treściwą i lepiej nawilżają. Szkoda tylko, że występują jedynie w słoiczkach. Przez to używałam ich tylko w domu , stały też na biurku w pracy. Chętnie jeszcze kiedyś kupię.



5.      Avon, Planet SPA , Carribean Escape. Bardzo lubię produkty do kąpieli z Avon. Co prawda nie mają świetnych składów, ani zaskakujących właściwości pielęgnacyjnych, ale ładnie pachną i dobrze się pienią. Ten zapach był taki uspakajający i kremowy. Naprawdę poczułam się jak w spa.

6.      Alterra, Pomarańcza & Wanilia, krem pod prysznic. Szczerze mówiąc nie bardzo wyczuwałam tutaj wanilię. Całość miała konsystencję i pachniała jak krem pomarańczowy. Żele Alterra są bardzo tanie i mają dobre składy. Musicie się jednak przygotować na to, że będą się słabiej pienić. Tak już jest z naturalnymi żelami. Zapach był bardzo ładny i odświeżający.

7.      Nacomi, Kokos, pelling kawowy. Bardzo długo chodziły za mną te peelingi, ale trochę odstraszała mnie ich cena. Swój produkt można zrobić przecież dużo taniej, tym bardziej że kawę piję niemalże codziennie. W końcu skusiłam się na niego w promocji w Hebe. Pachnie jak mocno posłodzona czarna kawa, mało wyczuwam tam nut kokosa. Użyty na lekko zwilżoną skórę świetnie ją złuszcza i wygładza. Stosowany regularnie zdecydowanie ujędrnia. Chętnie kupię, ale w promocji, inne warianty zapachowe.



8.      Vianek , Intensywnie odżywczy Krem na noc. To ulubiony krem mojego męża, sam go sobie wybrał z próbek które mu dałam. Użyłam tego kremu kilka razy, ma bardzo ładny owocowy zapach i fajną konsystencję. Uważam , że kremy Vianek świetnie się u Was sprawdzą jeśli potrzebujecie podstawowego kremu nawilżającego o dobrym składzie i nie macie dużych problemów z cerą.

9.      Pharmaceris N, krem pod oczy. (Recenzja) Pisałam o nim w rozczarowaniach. Krem bardzo podrażnił mi oczy. Piekły po nim i łzawiły. Szkoda, bo miał wygodne opakowanie z pompką i fajną konsystencję. Zużyłam na dekolt.

10.   Holika Holika, Skin & Good Cera, Toner i Emulsja. To te produkty zachęciły mnie do kupienia właśnie tego typu kosmetyków. Toner to mój ulubiony moment makijażu. Po nim widziałam największe nawilżenie. W dzień nic już na niego nie nakładałam. Natomiast ogromny minus za te opakowania. Próbki były dosyć spore, starczyły mi na ok. 2 tygodnie używania. Ale co z tego, skoro ten plastik jest tak twardy, że nie dało się go zgnieść. Musiałam wręcz wytrząchiwać zawartość… i to ten toner, który miał postać żelową. A emulsję musiałam wygrzebywać cienką szpatułką. Kompletnie nie do używania w podróży.

11.   Oilan Balance, Regenerujący krem ochronny do skóry suchej i podrażnionej. Krem miał bardzo dziwną konsystencję z takim jakby piaskiem w środku. Na początku myślałam, że jest zepsuty. Potem doczytałam się, że on taki jest. Ten piasek pod wpływem wmasowywania w twarz po prostu się rozpuszczał. Krem zostawiał na twarzy delikatną powłoczkę i rzeczywiście dosyć fajnie się sprawdził, gdy dostałam uczulenia na szyi i dekoldzie. Sprawiał, że skóra mniej swędzi. Potem używałam go na twarz, żeby zużyć , ale niestety słabo sobie radził z nawilżeniem cery.

12.   Lumene, maska oczyszczająca. (Recenzja) Bardzo dobry produkt. Maska na bazie białej glinki, oczyszczała bardzo delikatnie, a jednocześnie skutecznie.



13.   Isana, zmywacz do paznokci. Jeden z moich ulubionych, regularnie do niego wracam. Zawiera Aceton i świetnie nadaje się do zdejmowania lakieru hybrydowego.

14.   Cameleo, Jedwab do włosów. Unikam szamponów i odżywek z silikonem. Natomiast niewielka ilość tego składnika wtarta w moje włosy bardzo im służy. Jedwab bardzo ładnie wygładzał i nabłyszczał końcówki, sprawiał że włosy były dociążone i ładnie się układało. Dzięki wygodnej pompce mogliśmy nałożyć odpowiednią ilość produktu na końcówki. Zbyt duża ilość dawała wrażenie przetłuszczonej, nieświeżej fryzury.

15.   Cosnature, maska do włosów z olejem z avocado. Kosmetyki tej niemieckiej marki cały czas mnie bardzo pozytywnie zaskakują. Moje włosy bardzo lubią olej avocado. Maska miała fajną, kremową konsystencję i nie spływała z włosów. Po jej użyciu były miękkie i ładnie się rozczesywały. Może nie była jakaś wybitna, ale sprawdziła się całkiem nieźle.



16.   Missha, maska w płachcie z aloesem. Bardzo fajna maska. Płachta była cienka, dobrze nasączona i świetnie przylegała do skóry. Esencja dobrze się wchłaniała w skórę i pozostawiła ją miękką i bardzo dobrze nawilżoną.

17.   Bielenda, Matt Booster Jelly Mask. Jestem bardzo zawiedziona tą maską. Miała fajną konsystencję galaretki, przyjemnie się ją nakładało. Niestety Po zmyciu w ogóle nie czułam jej działania.

18.   Bielenda, oczyszczające maski metaliczne. Maski miały płynną konsystencję i na skórze bardzo szybko zasychały. Również nie czułam jakiegoś wielkiego działania tych masek. Jedynie maska niebieska nawilżyła moją skórę i byłabym skłonna kupić ją ponownie.

19.   Janda, Maska zastrzyk nawilżenia. Niestety kolejna kiepska maska. Miała fajną konsystencję, dobrze się wchłaniała. Bardziej jak po prostu krem niż mocno nawilżająca maska.

20.   Benton, shea butter and coconut cream. Bardzo fajny, treściwy krem pod oczy. Pachniał kokosem bardzo delikatnie, wyczuwałam w nim więcej nut masła shea. Zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie i chętnie bym go kupiła w pełnej wersji.

21.   So Bio, BB cream. Tak! To był strzał w 10. Byłam szczerze zaskoczona kryciem tego kremu. Tak pięknie dopasowuje się do skóry i wygląda na niej naturalnie, a jednocześnie ujednolica jej koloryt. Kryje wszelkie zaczerwienia i przebarwienia. Daje bardzo naturalne, lekko błyszczące wykończenie.


 
22.   Madara próbki kosmetyków. Jakiś czas temu ze strony Madara zamówiłam sobie set próbek. Ogólnie muszę powiedzieć, że kosmetyki bardzo pozytywnie mnie zaskoczyły. Mają bardzo dobre składy i miłe zapachy. Na tyle mi się sprawdziły, że myślę o zamówieniu boxa z tej hiszpańskiej marki. Bardzo spodobało mi się SOS Intense serum. Skóra była po nim napompowana i świetnie nawilżona, a podkład bardzo ładnie się prezentował. Zaskoczył mnie także Moon Flower Fluid. Miał bardzo lekką konsystencję, myślałam że będzie to lekki krem tonujący, a okazał się nieźle kryjącym podkładem. Na dodatek nawilżał cerę. Również seria SMART sprawdziła mi się bardzo dobrze. Nie obyło się jednak bez wtop. I taką okazał się podkład Sun Flower. Może to kwestia po prostu złego koloru, bo Golden Beige okazał się bardzo ciemny i pomarańczowy.




 
I to już całe październikowe denko. Ciekawa jestem, czy mieliście te produkty i czy u Was się sprawdziły? A może są to dla Was kompletne nowości?
 
Pozdrawiam
EMI 

Copyright © 2016 Uroda Według Blondynki , Blogger