Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nacomi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nacomi. Pokaż wszystkie posty

września 12, 2018

Ulubieńcy wakacji: Pielęgnacja ciała.

Ulubieńcy wakacji: Pielęgnacja ciała.
Hej!

Zapraszam Was dzisiaj na kolejną część wakacyjnych ulubieńców. Ostatnio było o makijażu, pokazywałam Wam też niedawno moją aktualną pielęgnację twarzy oraz włosów.

pielęgnacja ciała


Oczywiście nie możemy mówić o pielęgnacji ciała podczas upałów bez stosowania odpowiedniego zabezpieczenia przed słońcem. Od lat używam wysokich filtrów do ochrony swojej skóry. W tym roku zdecydowałam się na filtr mineralny Bioderma Photoderm Mineral SPF 50.

Bioderma Photoderm

Aby opalenizna była ładna i dłużej się utrzymywała warto również zadbać o regularne złuszczanie martwego naskórka. Dzięki temu zabiegowi ujednolicimy koloryt skóry, a jednocześnie wszystkie kosmetyki nawilżające będą się lepiej wchłaniały. Zdecydowanym ulubieńcem w tym zakresie okazał się Cukrowy Peeling Śliwkowy od Ministerstwa Dobrego Mydła.

naturalny peeling

Podczas upałów jakie mieliśmy tego lata chłodny prysznic był wręcz wybawieniem. Dodatkowe orzeźwienie przynosiły mi żele pod prysznic o cytrusowym zapachu. Bardzo lubię te z Isana, są niedrogie i mają piękne zapachy. Są to klasyczne żele z SLS w składzie przez co dobrze się pienią i myją skórę. Ja osobiście nie zauważyłam, aby moją przesuszały. Zdecydowałam się na zapach czerwonej pomarańczy z bazylią oraz limonki z miętą. Podczas wakacyjnych wyjazdów świetnym rozwiązaniem są również miniaturki, które nie zabiorą nam dużo miejsca w kosmetyczce. Bardzo fajne zestawy znajdziecie na stronie Elfa Pharm.

żel Isana

żele Elfa Pharm


Jeśli chodzi o nawilżanie skóry to bardzo dobrze wiecie, że nie jestem fanem balsamowania i robię to niestety nie chętnie. Jednak w tym roku ze względu na ciążę naprawdę przyłożyłam się do tego procederu. Będę miała dla Was jeszcze w tym miesiącu recenzję dwóch kosmetyków przeznaczonych typowo dla ciężarnych, przeciwrozstępowych. Natomiast poza nimi używałam także standardowych balsamów o dobrym składzie. Bałam się, że masło latem nie będzie dobrym rozwiązaniem, a jednak to z Nacomi okazało się dużym hitem. Jest ono bardzo gęste, na bazie masła shea i muszę przyznać, że trzeba poczekać aż się wchłonie. Jednak trud jest tego wart, gdyż skóra po nim jest idealnie nawilżona i miękka. No i ten zapach. Według mnie idealny na lato: Zielona Herbata. Dzięki temu zapachowi, mimo treściwej konsystencji wydaje się jakby lżejsze.

naturalne masło do ciała Nacomi

Naturalne masło do ciała

Z tego samego powodu, który wymieniłam wyżej nie mogłam zbyt długo przebywać na słońcu. A raczej powiedzmy sobie szczerze, w ogóle na nim nie przebywałam. Ale żeby nie straszyć ludzi prześwitującymi żyłkami (u kobiet w ciąży zwiększa się ilość krwi przez co są one bardziej widoczne) postanowiłam wspomóc się balsamem brązującym. Znalezienie takiego z dobrym składem okazało się wcale nie takie trudne, gdyż firma Mokosh , jakby na moje życzenie, akurat wypuściła na rynek taki właśnie produkt. Balsam pięknie pachnie cynamonem i pomarańczą. Można by rzec, że to świąteczne nuty jednak nie był on przytłaczający. Produkt ma lekką konsystencję, trzeba go trochę wmasować w skórę, żeby ładnie się wchłonął. Już po pierwszym użyciu widać efekty jego używania. Dla potrzymania ładnej opalenizny stosowałam go 2 razy w tygodniu.

Samoopalacz naturalny

naturalny samoopalacz

Ostatnim produktem, który chciałabym Wam polecić jest Naturalny Dezodorant Ziołowy od Sylveco. Byłam dosyć sceptycznie nastawiona do dezodorantów naturalnych, słyszałam tez wiele negatywnych opinii i ciekawiło mnie jak produkt poradzi sobie w te upały. Okazało się, że produkt dobrze chroni przed przykrym zapachem. Pamiętajcie, że nie jest to antyperspirant i nie będzie blokował wydzielania potu. Zawarte w nim składniki ograniczają rozwój bakterii i związany z tym przykry zapach. Natomiast chciałabym zaznaczyć, że moja wakacyjna aktywność nie była w tym roku zbyt rozbudowana i ograniczała się głównie do spacerów. Na pewno będę chciała go jeszcze przetestować w bardziej wymagających warunkach np na siłowni, gdy już tam będę mogła wrócić.

naturalny dezodorant ziołowy

Tak oto prezentują się moi wakacyjni ulubieńcy :)
A co skradło Wasze serca w ostatnim czasie? Może macie produkt godny polecenia?

Pozdrawiam
Emi


Zapraszam również na moje media społecznościowe Facebook i Instagram.

sierpnia 26, 2018

Moja aktualna pielęgnacja włosów

Moja aktualna pielęgnacja włosów
Hej!

Włosy - jeden z największych atutów każdej kobiety. Nieważne, czy długie czy krótkie - zadbane, zdrowe włosy zawsze wyglądają pięknie. 

Moje włosy nie są już bardzo wymagające. Są dosyć solidnej grubości oraz gęstości, ale są dosyć sztywne i proste. Trudno z nich wyczarować fale, czy loki. Jeszcze do niedawna moje włosy były bardzo przesuszone i zniszczone przede wszystkim wieloletnim farbowaniem i utlenianiem ich na bardzo jasny blond. Moja skóra głowy, tak jak i cera należy do tych suchych.  Trochę czasu zajęło mi zanim znalazłam odpowiednią pielęgnację, ale opłaciło się eksperymentować. Obecnie jestem zadowolona z z efektów tej pielęgnacji.

 Co więcej bardzo podobną pielęgnację stosuję u mojego męża i u niego te efekty są zdecydowanie bardziej widoczne. Ma on atopową skórę głowy, często pojawiają się stany zapalne, krostki (które niestety zdrapuje). Pojawia się także łupież - mocne łuszczenie skóry, które niestety szampony od dermatologa tylko pogłębiały. Przez te wszystkie problemy włosy były osłabione i mocno wypadały.

Jeśli jesteście ciekawi, co aktualnie stosuję to zapraszam do lektury :)



1. PEELING SKÓRY GŁOWY

Myślę, że to nadal bardzo niedoceniany element prawidłowej pielęgnacji naszych włosów. Tak samo jak i na całym ciele i twarzy także na naszej głowie naskórek się namnaża. Peeling wykonujemy, aby złuszczyć ten martwy i odsłonić nową, młodą skórę. Dzięki temu wszelkie wcierki oraz maski, które będziemy stosować później mają szansę wchłonąć się głębiej. Poza tym w przypadku skóry łuszczącej się, atopowej czy z łupieżem pozbywamy się płatków suchego naskórka, w ten sposób oczyścimy również rozregulowane gruczoły łojowe. Ten element najbardziej przyczynił się do zmiany stanu skóry głowy zarówno u mnie jak i u męża. Skóra przestała mnie przede wszystkim swędzieć, przestały sypać się drobne płateczki.

Jeśli chodzi o peeling możecie wybrać peeling mechaniczny np na bazie cukru. Jego dodatkowym plusem jest to, że robi nam masaż twarzy, zwiększa przekrwienie skóry dzięki czemu więcej składników odżywczych dociera do cebulek włosów. Peelingiem tego typu, który mogę Wam polecić jest np Vianek - łagodzący peeling do skóry głowy. Zawiera on w sobie także kwas salicylowy, który działa antybakteryjnie, reguluje pracę gruczołów łojowych i niweluje powstawanie łupieżu. Zawartość oleju kokosowego, słonecznikowego i masła shea odżywia włosy. Dlatego warto tym peelingiem zrobić dokładny masaż skóry głowy, a następnie zostawić go na niej jeszcze na kilka minut.



Mi osobiście, ze względu na gęste włosy, bardziej odpowiadają peelingi enzymatyczne lub te na bazie wysokiego stężenia mocznika. Bardzo polubiłam się z /peelingiem z 40% zawartością urea od BandiTricho Estetic.  Pełną recenzję tego peelingu znajdziecie TUTAJ.





2. OLEJOWANIE

Było pierwszym elementem wprowadzonym do mojej pielęgnacji włosów. Bardzo szybko przyniosło też oczekiwane efekty. Na początku olejowałam włosy przed każdym myciem zostawiając olej na nich na conajmniej godzinkę. Zaczynałam też od najbardziej popularnego oleju, czyli od kokosowego. Mimo włosów wysokoporowatych sprawdził się on u mnie bardzo dobrze, a efekty były widoczne już po mniej więcej miesiącu regularnego stosowania. Włosy stały się bardziej gładkie i lśniące, lepiej nawilżone i tak bardzo się nie łamały. Potem zaczęłam eksperymentować z innymi olejami i tak doszłam do wniosku, że moim włosom najbardziej pasuje olej avocado oraz olej konopny. Najczęściej kupuję oleje w sklepach z półproduktami - np. EcoSpa. Ale również bardzo lubię gotowe mieszanki jak np. maska 7 olei od Nacomi, czy olejek konopny od Efektima.








3. SZAMPON

Jeśli borykacie się z suchą, swędzącą skórą głowy to powinniście pomyśleć w pierwszej kolejności o zmianie szamponu, którego używacie do mycia głowy. Wiele szamponów drogeryjnych zawiera w swoim składzie silny detergent czyli Sodium Lauryl Sulfate (SLS). Jest to środek silnie drażniący i wysuszający skórę. Niestety producenci widząc, że konsumenci zaczynają unikać tego detergentu zaczynają go zastępować innymi, wcale nie lepszymi. Na opakowaniu znajdziemy wielkimi literami BEZ SLS! a w składzie równie silny i drażniący SLES (Sodium Laureth Sulfate), ALS (Amonnium Laureth Sulfate). Osobiście stosuję takie szampony rzadko - raz na dwa tygodnie w celu mocniejszego oczyszczenia skóry. Jest mi tutaj wszystko jedno jaki to szampon, zawsze jakiś w domu się znajdzie .



Jednak do regularnego mycia - włosy myję 2,3 razy w tygodniu - używam delikatniejszych szamponów. Obecnie bardzo polubiłam się z szamponami z Petal Fresh, a dokładnie z serią Tea Tree. Olejek herbaciany ma właściwości antybakteryjne. Szampon dobrze oczyszcza skórę głowy, a jednocześnie jej nie podrażnia. Trzeba się tylko przyzwyczaić do jego charakterystycznego zapachu.




4. ODŻYWKA, MASKA

Nie wyobrażam sobie po myciu nie zastosować odżywki lub maski. Dzięki dobrze dobranemu produktowi włosy są wygładzone oraz dobrze nawilżone. I tutaj również bardzo dobrze sprawdziła mi się odżywka z olejem z drzewka herbacianego z petal fresh. Odżywkę tę można nakładać również na skórę głowy - ma działanie nawilżające oraz bakteriobójcze. Jest ona dosyć lekka, nie obciąża włosów, ale jednocześnie są one miłe w dotyku i dobrze się rozczesują. Jej minusem jest niestety opakowanie z dosyć twardego plastiku. Odżywka jest gęsta i pod koniec jej wydobywanie może być kłopotliwe. Dużo bardziej podobałaby mi się butelka np z pompką.

Raz w tygodniu nakładam na włosy coś bardziej treściwego, a mianowicie maskę. Świetnie sprawdzają mi się te w słoiczkach od Garnier. Są gęste i odżywcze, a włosy po nich bardzo mocno wygładzone. Co ważne, rzadko nakładam maskę, czy odżywkę jedynie na 3-5 minut ( tak piszą producenci). Uważam że przez tak krótki czas nie ma ona szans wniknąć wewnątrz włosa. Zazwyczaj zostawiam te produkty na conajmniej 15 minut - w tym czasie robię peeling ciała lub nakładam maskę na twarz i po prostu relaksuję się w wannie :)




5. WCIERKA

To najbardziej skoncentrowany produkt w mojej pielęgnacji skóry głowy. Przed ślubem regularnie, przed każdym myciem stosowałam wcierkę Jantar i dała ona spektakularne efekty - moje włosy rzeczywiście rosły w szybkim tempie, pojawiło się mnóstwo baby hair. Obecnie stosuję również popularną wcierkę Banfi. Zawiera ekstrakt z chrzanu, gorczycy, jałowca i oregano . Wcierka pobudza krążenie w skórze głowy przez co ogranicza wypadanie włosów oraz przyspiesza ich wzrost. Wcierka jest na bazie alkoholu więc nie polecam jej stosować na podrażnioną skórę głowy. Ma też bardzo charakterystyczny, ziołowy zapach. Jeśli chodzi o efekty to są zauważalne przede wszystkim u mojego męża. Włosy przestały wypadać, pojawiło się dużo baby hair. U siebie zauważyłam, że włosy po prostu szybciej rosną. Dużym minusem tej wcierki jest jej opakowanie. Produkt znajduje się w dużej butli z korkiem na klik. Trudno się ją aplikuje na skórę głowy. Dlatego polecam przelać do butelki z pipetą lub (ja tak zrobiłam) z atomizerem. Wówczas jest to dużo łatwiejsze. Przy stosowaniu tej wcierki polecam intensywnie nawilżać skórę głowy, gdyż alkohol może niestety ją wysuszać. Wcierki używamy raz w tygodniu.



6. KOŃCÓWKI

To najczęściej one świadczą o kondycji naszych włosów. Niestety często się rozdwajają lub kruszą. Absolutnie nie wierzcie, że jakikolwiek produkt jest w stanie je zregenerować. Jeśli już się rozdwoją to możemy je jedynie ściąć i pilnować, aby się to nie powtórzyło. Dobrym pomysłem jest ich zabezpieczanie, aby nie dochodziło do tych uszkodzeń. Może być to naturalny olej - taki którym olejujemy włosy, ale ja np bardzo lubię serum silikonowe. Uważam że tak niewielka ilość silikonu nie szkodzi włosom, a skleja końcówki i tworzy otoczkę zabezpieczającą. Ponadto umiejętnie stosowane serum ładnie wygładza i nabłyszcza włosy. Jego nadmiar usuwam myjąc co jakiś czas włosy szamponem z mocniejszym detergentem.



I to wszystko. Moje podstawy pielęgnacji. Nie uważam, żeby było tego jakoś dużo , z drugiej strony nie wyobrażam sobie umyć włosów tylko szamponem i tyle. Na co dzień nie stosuję żadnych produktów stylizujących - pianek, lakierów. Moje włosy suszą się najczęściej naturalnie. Nie używam także ani prostownicy ani lokówki. Zdarza się to bardzo sporadycznie, zazwyczaj na większą imprezę. Zrezygnowałam też z używania suchego szamponu. Po prostu przekonałam się u trychologa, pod mikroskopem jak bardzo podrażnia moją skórę. Co prawda nie używałam go regularnie, zazwyczaj w upały, albo po ostrym treningu. Ale już nawet takie sporadyczne używanie mocno wpływało na mój skalp. Dlatego jeśli nie wiecie co wpływa na Wasza głowę negatywnie...zobaczcie czy to nie to. Suchy szampon można zastąpić mąką ziemniaczaną lub zasypką dla dzieci (Sylveco ma taką bez talku).

Mam nadzieję, że moje porady Wam się przydadzą.

Jestem ciekawa czy Wasza pielęgnacja włosów jest bardziej, czy mniej rozbudowana :)

Pozdrawiam
Emi


Zapraszam również na moje media społecznościowe Facebook i Instagram.


sierpnia 15, 2018

PODSTAWY PIELĘGNACJI CIAŁA - PEELING.

PODSTAWY PIELĘGNACJI CIAŁA - PEELING.
Hej!

Czy tak jak ja uwielbiacie peelingi do ciała? Dla mnie jest to jeden z podstawowych elementów pielęgnacji ciała i wykonuję go regularnie, najczęściej raz w tygodniu. 

Dobrze wykonany peeling ciała ma za zadanie złuszczenie martwego naskórka i oczyszczenie ciała. Dzięki masażowi, który wykonujemy podczas tego zabiegu do skóry dociera więcej krwi - powoduje to łatwiejsze odprowadzanie toksyn z organizmu. Taka młoda , oczyszczona skóra również łatwiej wchłonie wszystkie produkty, które później na nią nałożymy. Dlatego warto po dobrym peelingu nałożyć na nią odżywczy balsam - lepiej i głębiej się wchłonie. Regularny masaż ma również duże znaczenie w profilaktyce antycellulitowej czy przeciwrozstępowej - warto wybrać wówczas produkt, który zawiera w sobie algi morskie lub kofeinę.

Peeling warto wykonywać regularnie latem, gdyż złuszczony martwy naskórek sprawia że skóra ładniej i bardziej równomiernie się opala - ale pamiętajcie, że jest wtedy bardziej podatna na oparzenia. Dlatego nie zapominamy o wysokich filtrach ochronnych. Przynosi również świetne efekty jeśli używamy opalenizny z tubki - samoopalacza lub balsamu brązującego. Skóra równomiernie złapie barwnik i unikniemy w ten sposób nieestetycznych plam, czy smug.

Chciałabym Wam dzisiaj przedstawić kilka peelingów, które używałam ostatnimi czasy. Zobaczcie, które sprawdziły mi się najlepiej :)
żródło: www.freshandnatural.pl

Fresh&Natural Cukrowy peeling korzenny

cena: 24,99 zł/250g 44,99zł/550g (sklep)
SKŁADNIKI/INCI: Sucrose, Vitis Vinifera Seed (Grape) Oil, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almand) Oil, Argania Spinosa Nut (Argan) Oil, Eugenia Carypophyllus (Clove), Cinnamomum Zeylanicum (Cinnamon), Cinnamomum Zeylanicum (Cinnamon) Oil, Parfum, Eugenia Carypophyllus (Clove) Oil, Cinnamal*, Linalool*, Eugenol*, Benzyl Alcohol*, Limonene*, Coumarin*, Geraniol*

Jest jednym z moich niekwestionowanych ulubieńców. Jestem zaskoczona faktem, że do dzisiaj nie pojawiła się recenzja tego produktu, nie mogę też znaleźć jego zdjęć:(  Jest to peeling na bazie cukru. Kryształki są dosyć spore przez co peeling zaliczyłabym raczej do tych mocniejszych. Można nim wykonać naprawdę solidny masaż. Skóra po jego użyciu jest naprawdę bardzo gładka. Cukier jest zatopiony w dosyć sporej bazie olejowej dzięki czemu skóra jest przy okazji pokrywana nawilżającą i natłuszczającą warstwą. Dla mnie to duży plus, gdyż nie muszę już używać balsamu, ale jednocześnie ta warstwa nie jest mocno tłusta i niekomfortowa. Dodatkowym plusem jest świetny zapach peelingu, który utrzymuje się na naszym ciele. Połączenie goździków i cynamonu jest bardzo relaksujące i rozgrzewające dlatego raczej wybrałabym ten zapach na chłodniejsze wieczory. Natomiast jeśli nie lubicie takich korzennych zapachów to forma posiada także peeling malinowy, czy np kawowy.









Ministerstwo Dobrego Mydła - Odżywczy peeling cukrowy Śliwka

cena: 38,00zł/300g (sklep)
Ingredients (INCI): Sucrose, Prunus Domestica (Plum) Kernel Oil, Tocopherol, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Vitis Vinifera (Grapeseed) Oil, Persea Gratissima (Avocado) Oil, Theobroma Cacao (Cocoa) Seed Butter, Butyrospermum Parkii (Shea) Butter, Macadamia Ternifolia Oil, Cera Flava, Leuconostoc/ Radish Root Ferment Filtrate, Lactobacillus & Cocos Nucifera Fruit Extract, Squalane, Ricinus Communis (Castor) Oil, Parfum, Glycerin

Kosmetyk z Ministerstwa Dobrego Mydła ma bardzo podobną konsystencję do tego z Fresh&Natural. Również są to dosyć spore kryształy cukru zatopione w mieszance oleju. Nie ukrywam, że jest to moja ulubiona formuła i z miłą chęcią sięgam właśnie po tego typu produkty. Mam wrażenie, że jednak tego oleju jest trochę mniej i sam peeling ma bardziej stałą konsystencję niż jego poprzednik. Niemniej jednak oba trzeba przed użyciem wymieszać, aby kryształki cukru połączyły się z olejami. Peeling ma również bogatszy skład, gdyż oprócz olei znajdziemy także masła: shea i kakaowe. Przez co peeling po złuszczeniu naskórka zostawia warstwę jeszcze bardziej odżywczą i bardziej tłustą niż poprzednik. Dla mnie jednak jest to nadal bardzo komfortowe uczucie. Zapach również jest tutaj bardzo intensywny, śliwkowo- marcepanowy i słodki wręcz otulający.




Nacomi, Peeling do ciała Miodowe Gofry

cena: 28,04 zł/200g (sklep)

SKŁAD:Sucrose, Butyrospermum Parkii Butter, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Cocos Nucifera Oil, Mel, Macadamia Ternifolia Seed Oil, Theobroma Cacao Seed Butter, Tocopheryl Acetate, Parfum.


Tutaj mamy już do czynienia z bardziej treściwym kosmetykiem, gdyż kryształy cukru są zatopione w maśle. Głównym składnikiem zaraz po cukrze jest bowiem masło shea. Peeling bardzo przyjemnie rozprowadza się po skórze, gdyż masło pod wpływem ciepła naszego ciała delikatnie się topi. Ta tłusta konsystencja sprawia, że peeling dobrze trzyma się skóry i nie odpada od niej . Przez to, że peeling jest konsystencji maślanej mam wrażenie że drobinki są delikatniejsze i słabiej ścierają naskórek niż w przypadku poprzedników. Niemniej jednak to według mnie nadal bardzo solidny peeling. Na pewno spodoba się osobom z bardziej wrażliwą skórą. Bogactwo maseł otula też skórę tłustą warstwą. I tutaj jest ona rzeczywiście mocno wyczuwalna i potrzebuje czasu, żeby się wchłonąć. Natomiast dużym plusem jest znowu to, że nie potrzebujemy już używać po nim balsamu. Zapach jest bardzo słodki, waniliowy i raczej z tych cięższych. Muszę przyznać, że po pewnym czasie zaczął on mnie jednak męczyć i mdlić.





Vianek, Ujędrniająco-wygładzający peeling do ciała

cena: 27,99zł/250 ml (sklep)
INCI: Glycine Soja Oil, Sucrose, Glyceryl Stearate, Rubus Idaeus Seed, Oenothera Biennis Oil, Cera Alba, Glyceryl Laurate, Tocopheryl Acetate, Cinnamomum Zeylanicum Bark Oil, Benzyl Alcohol, Parfum, Dehydroacetic Acid, CI 77491.

Peeling z Vianek oprócz cukru zawiera również zmielone pestki malin. Zapach tego produktu bardzo mi się podoba - kojarzy mi się z takim malinowym kisielem w proszku :) Jest lekki i owocowy, utrzymuje się na skórze. Głównym składnikiem peelingu jest olej sojowy - niestety nie jestem wielką fanką tego oleju. Drobinek jest zdecydowanie mniej niż w poprzednikach i są one drobniejsze przez co peeling jest delikatny. Mam też wrażenie, że te drobinki szybciej się rozpuszczają i musimy peelingu co i raz dokładać aby dobrze złuszczyć naskórek. Na pewno fajnie się sprawdzi u osób oczekujących delikatnego złuszczania i masażu. Dzięki tłustawej konsystencji również zostawia na skórze otulającą powłoczkę.




Cossi Fulleren Peeling egzotyczny (sklep)

cena: 35,00 zł/ 200 g
skład: Butyrospermum Parkii(Shea) Butter, Sodium Chloride, Cocos Nucifera Oil, Orbignya Oleifera (Babassu) Nut Oil, Theobroma Cacao Seed Butter, Parfum,  Caprylic Trigliceride, Tocopherol, Heliathus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Hoya Lacunosa Flower Extract, Fullerene C-60, Benzyl Alcohol, Benzyl Salicylate, Geraniol, Hexyl Cinamal, Limonene, Linalool

Jest to jedno z moich ostatnich kosmetycznych odkryć. Substancją złuszczającą nie jest tutaj ani cukier ani sól a zmielone pestki oliwek. Jest to jeden z delikatniejszych peelingów, które mam dzisiaj do pokazania. Jednocześnie jest to również produkt najbardziej treściwy, gdyż jest to gęste masło (shea, kakaowe) w którym zatopione są zmielone pestki oliwek. Po użyciu skóra jest wygładzona, a jednocześnie bardzo mocno otulona tłustą warstwą. Jeśli nie lubicie tego uczucia to nie polecam. Natomiast warto ten czas przeczekać, gdyż gdy masła się wchłoną jest ona także idealnie nawilżona i odżywiona. A przy tym pięknie pachnąca owocami egzotycznymi. Niestety na stronie nie ma już tego konkretnego peelingu, ale są trzy inne wersje zapachowe.

Więcej o Cossi Fulleren TUTAJ



Nacomi, Peeling do ciała suchy Kokos

cena: 46,00 zł/200 g (sklep)
Ingredients (INCI): Coffea Robusta Seed Powder, Sucrose, Maris Sal, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil,Cocos Nucifera (Coconut) Oil, Cocos Nucifera Fruit Extract, Theobroma Cacao (Cocoa) Seed Butter, Tocopheryl Acetate, Parfum.


Ostatnimi czasy bardzo popularne zrobiły się sypkie peelingi kawowe. Miałam próbkę tego pierwszego z Body Boom potem kupiłam tańszy zamiennik (i to w promocji, bo wcale taki tani też nie jest) z Nacomi i powiem Wam, że nie jestem zwolenniczką tego typu peelingów. Sypie się to, a po ich użyciu cała łazienka jest do sprzątania. To już wolę sobie sama taki peeling zrobić. I kiedyś rzeczywiście robiłam, ale teraz praktycznie nie pijam kawy więc korzystam z gotowców. Z plusów tego typu produktów na pewno jest to, że peeling jest mocny. Oprócz mielonej kawy znajdziemy tutaj także kryształki cukru. Jeśli już opanujemy odklejanie się produktu od skóry to naprawdę można nim wykonać solidny masaż i skóra jest idealnie wygładzona. Mimo dodatku olejów i masła kakaowego nie zauważyłam, aby nawilżał skórę. Zdecydowanie musiałam po nim użyć balsamu. Jeśli chodzi o zapach to niestety również się zawiodłam, gdyż mało wyczuwalny był ten kokos. Był to bardziej zapach mocno posłodzonej kawy. Ja osobiście nie sięgnę więcej po tego typu peeling, ale wiem że mają one wielu miłośników.



Efektima, Peeling kokosowy z efektem pojędrnienia

INGREDIENTS: AQUA, CAPRYLIC/CAPRIC TRIGLYCERIDE, COCOS NUCIFERA OIL, CETEARYL ALCOHOL, ALUMINA, COCOS NUCIFERA SHELL POWDER, GLYCERIN, COCO-GLUCOSIDE, CETEARYL ETHYLHEXANOATE, PARFUM, PHENOXYETHANOL, DMDM HYDANTOIN, XANTHAN GUM, ACRYLATES/C10-30 ALKYL ACRYLATE CROSSPOLYMER, TRIETHANOLAMINE, BENZYL BENZOATE, METHYLPARABEN, PROPYLPARABEN, BENZYL SALICYLATE, COUMARIN

Efektima, Peeling algowy z zieloną herbatą, Antycellulitowy

INGREDIENTS: AQUA, CAPRYLIC/CAPRIC TRIGLYCERIDE, CETEARYL ALCOHOL, ALUMINA, LITHOTHAMNIUM CALCAREUM POWDER, GLYCERIN, COCO-GLUCOSIDE, CETEARYL ETHYLHEXANOATE, PARFUM, PHENOXYETHANOL, DMDM HYDANTOIN, XANTHAN GUM, ACRYLATES/C10-30 ALKYL ACRYLATE CROSSPOLYMER, TRIETHANOLAMINE, METHYLPARABEN, HEXYL CINNAMAL, LIMONENE, PROPYLPARABEN, CAMELLIA SINENSIS LEAF EXTRACT, LINALOOL, CITRIC ACID, HYDROXYISOHEXYL 3-CYCLOHEXENE CARBOXALDEHYDE, CITRONELLOL, HYDROXYCITRONELLAL, SODIUM BENZOATE, CI 19140, POTASSIUM SORBATE, BENZYL SALICYLATE, CI 42090

Efektima, Peeling węglowy z pyłem wulkanicznym, Efekt detox

INGREDIENTS: AQUA, KAOLIN, CAPRYLIC/CAPRIC TRIGLYCERIDE, MAGNESIUM ALUMINUM SILICATE, ALUMINA, CETEARYL ALCOHOL, GLYCERYL STEARATE, CETYL ALCOHOL, GLYCERIN, VOLCANIC SAND, CARBON BLACK, XANTHAN GUM, PEG-40 HYDROGENATED CASTOR OIL, PHENOXYETHANOL, PARFUM, DMDM HYDANTOIN, CITRIC ACID, METHYLPARABEN, HEXYL CINNAMAL, LIMONENE, PROPYLPARABEN, LINALOOL, HYDROXYISOHEXYL 3-CYCLOHEXENE CARBOXALDEHYDE, CITRONELLOL, HYDROXYCITRONELLAL

Cena : 19,99 zł/250ml (sklep)

Peelingi z Efektimy zostawiłam sobie na koniec, gdyż to jedyne produkty w tym zestawieniu które nie posiadają naturalnego składu. Wszystkie trzy są do siebie bardzo podobne więc postanowiłam je opisać wszystkie razem. W każdym z peelingów znajdziemy drobinki korundu (Alumina) oraz odpowiednio : puder kokosowy, puder z alg i piasek wulkaniczny. Są to jednak bardzo malutkie drobinki, każdy kto kiedykolwiek używał korundu wie, że jest on mikroskopijnej wielkości. I tutaj jest tak samo. Peelingi mają dosyć treściwą konsystencję dzięki alkoholom tłuszczowym i zagęstnikom. Dzięki temu bardzo przyjemnie rozprowadzają się na skórze, ale niestety te drobinki giną w tej substacji i są ledwo wyczuwalne. Niestety złuszczanie jest bardzo delikatne. Pokusiłam się jednak o wypróbowanie tych peelingów do twarzy i tutaj sprawdziły się dobrze. Ta moc złuszczania była odpowiednia, bo niezbyt mocna. Natomiast na ciele to według mnie zbyt mało. Nie zauważyłam większej różnicy pomiędzy poszczególnymi peelingami z wyjątkiem zapachu.

Inne peelingi, które mają swoje recenzje na blogu znajdziecie poniżej:


Czy tak jak ja jesteście fankami peelingów? Jakie są Wasze ulubione? A może miałyście któryś z powyższych i macie inne zdanie niż ja?

Ciekawi mnie również, czy lubicie takie długie posty porównujące kosmetyki, czy wolicie raczej opis tylko jednego, konkretnego?

Pozdrawiam
Emi

Zapraszam również na moje media społecznościowe Facebook i Instagram.

czerwca 11, 2018

DENKO MAJ 2018

DENKO MAJ 2018
Hej! 

Jak minął Wam maj? Bo mi momentalnie. Nawet się nie obejrzałam, a mamy już praktycznie połowę czerwca. A to oznacza porządki i usunięcie z domu zużytych opakowań. Tym razem nie jest ich aż tak wiele. Zapraszam na projekt denko :)

pielęgnacja ciała

Dove shower foam, Nivea Silk Mousse - o obu piankach pisałam w TYM wpisie, gdzie porównałam kilka popularnych produktów tego typu. Tak jak w piance od Nivea się zakochałam i mimo niezbyt dobrego składu, jeszcze do niej wrócę, tak niestety pianka z Dove bardzo mnie rozczarowała i więcej po nią nie sięgnę.

Nacomi Smooth Body Butter Strawberry&Guava - gęste , pięknie pachnące masło do ciała. Jego używanie było czystą przyjemnością. Świetnie nawilżało skórę i ją wygładzało. Natomiast jak to w przypadku maseł bywa trzeba się przygotować, że wchłania się trochę dłużej niż lekkie balsamy czy mleczka. Wrócę na pewno :)



pielęgnacja włosów

Dove Advanced Hair Series Pure Care Dry Oil - kupiłam razem z szamponem z tej samej serii w akcji Testuj z Dove. Niestety odżywka okazała się bardzo słaba i wodnista. Spływała z moich włosów i niedostatecznie je nawilżała. Trochę udało się ją uratować dodając różnego rodzaju olejów, ale więcej do niej nie wrócę.

Pharmaceris Seria H, micelarny szampon kojąco-nawilżający do skóry wrażliwej. Był całkiem przyjemny, zawierał w sobie nieco łagodniejsze detergenty niż standardowy SLS. Nie wrócę jednak do niego, gdyż zdecydowanie lepiej sprawdzają mi się szampony z naturalnym składem. Mimo, że dobrze domywał i nie podrażniał mojej skóry głowy.

Jantar, mgiełka z wyciągiem z bursztynu. Kiedyś byłam ogromną fanką wcierki Jantar, która stosowana regularnie dawała u mnie spektakularne efekty jeśli chodzi o wzrost i zagęszczenie włosów. Niestety mgiełka była bardzo przeciętna, nie widziałam żadnych rezultatów. Używałam po prostu jako odżywkę do ułatwiającą rozczesywanie.

pielęgnacja twarzy

Pielęgnacja twarzy

Senelle odnawiający peeling do twarzy. Muszę przyznać, że to jeden z lepszych peelingów do twarzy. Jest delikatny, ale jednocześnie bardzo skuteczny. Chętnie się jeszcze kiedyś z nim spotkam.

Bielenda Multi Essence, esencja z filtratem z drożdży. Świetny produkt, który bardzo dobrze nawilżał skórę oraz przygotowywał ją na przyjęcie kolejnych kosmetyków. Idealnie nadawał się także do nasączania maseczek w pastylkach. Niestety chyba został wycofany ze sprzedaży (ciii... mam jeszcze dwie w zapasie... ;) ale na razie nie używam ze względu na phenoxyetanol).

Equilibra Extra Aloe Dermo Gel czyli mój ulubiony żel aloesowy. Świetnie mi się sprawdza wymieszany z olejem rokitnikowym i nakładany na twarz zamiast serum. Chętnie kupię ponownie.

Natura Estonica, żelowa maska nawilżająca. Niestety jest to ogromne rozczarowanie. Maska miała bardzo fajną konsystencję, taką żelową, chłodzącą. Po pewnym czasie delikatnie wchłaniała się w skórę, ale po jej zmyciu nie było żadnej różnicy. Ani skóry nie nawilżyła ani nie odżywiła. Nie kupię więcej.

Yves Rocher miniaturka jakiegoś serum nawilżającego. Szczerze, jakoś nie mam przekonania do tej marki, nie przekonują mnie jej składy. I niestety ta próbka niczego nie zmieniła. Fajnie sprawdziła się na wyjazdach, ale produkt był bardzo przeciętny.

Cosnature, maska nawilżająca z Pomelo. Bardzo lubię te saszetki z Cosnature. Są niedrogie, a starczają na kilka użyć (u mnie średnio 4) Lubię uczucie miękkości i takiego wypełnienia po tych maseczkach, chociaż wersja z rokitnikiem była bardziej odżywcza. Polecam obie :)

Nacomi, olej rokitnikowy i olej z nasion konopii. Bardzo lubię oleje tej marki, gdyż są niedrogie, łatwo dostępne (Hebe) i u mnie działają bardzo dobrze. Pamiętajcie tylko, aby kupując je w drogerii sprawdzić czy nie były przez nikogo otwierane, albo czy olej w buteleczce nie wygląda dziwnie np. nie jest mętny. Olej z owoców rokitnika to zdecydowanie mój ulubiony olej. Jest bogactwem antyoksydantów i wit C. Bardzo ładnie odżywia skórę i nadaje jej ładny koloryt. Polecam stosować na noc, gdyż ma bardzo intensywny, pomarańczowy kolor. Olej z nasion konopii nie każdy polubi ze względu na specyficzny zapach. Dla mnie świetnie nawilżał skórę , ale polubiły się z nim szczególnie moje włosy.

I to już całe majowe denko. Nie jest tego zbyt wiele , ale znalazło się tutaj kilku moich ulubieńców, których zużyłam z ogromną przyjemnością i chętnie jeszcze kiedyś do nich wrócę. :)

Pozdrawiam
Emi

maja 02, 2018

DENKO KWIECIEŃ 2017

DENKO KWIECIEŃ 2017
Hej!

Jak Wam mija weekend majowy? Odpoczywacie, czy pracujecie? Ja na te wolne dni mam zaplanowaną serię spotkań towarzysko-grillowych. 

A tymczasem zapraszam Was na kilka recenzji o produktach zużytych w minionym miesiącu.


Khadi maska sandałowa (Recenzja) ach, co to był za świetny kosmetyk. Jak tylko trochę wykończę glinki, które posiadam to chętnie do niej jeszcze wrócę. Świetnie odżywiała skórę i ładnie wyrównywała koloryt.

Nacomi arganowy krem pod oczy - mimo, że za olejem arganowym mocno nie przepadam to ten krem spisał się naprawdę fajnie. Miał tłustą, maślaną konsystencję. Bardzo dobrze nawilżał i chronił cienką skórę wokół oczu. Jedyny zarzut mogę mieć do słoiczka - wolę opakowania z pompką, gdyż są bardziej higieniczne.

Mixa Hyalurogel (recenzja) zestaw, który trafił do mnie w ramach akcji testerskiej na wizaż.pl. Krem miał bardzo bogatą konsystencję. Idealnie nadawał się dla mojej suchej skóry jako produkt pielęgnacyjny na noc. Rano była świetnie nawilżona i gładka. Chętnie jeszcze kiedyś po niego sięgnę.

Holika Holika Lazy& Joy był to krem o przedziwnej konsystencji. Znajdowały się w nim żółte drobinki- ceramidy, które pod naciskiem palców pękały na twarzy. Sam krem bardzo przyjemnie nawilżał i pozostawiał na twarzy warstewkę ochronną. Miło go wspominam. Jeśli trafię na niego gdzieś w sprzedaży to być może jeszcze kupię.

Biochemia Urody sok z aloesu zużyłam do produkcji esencji nawilżającej, która okazała się ogromnym hitem! Miała bardzo dobre właściwości nawilżające i regenerujące skórę. Na pewno napiszę o niej więcej.

Vichy Slow Age to kolejny niewypał tej firmy, który trafił w moje ręce na jakimś blogerskim spotkaniu. Niestety po raz kolejny okazało się, że kosmetyki te mają w swoim składzie coś, czego moja skóra nie toleruje. Krem był bardzo lekki i szybko się wchłaniał jednak po kilku użyciach skóra była podrażniona i zaczerwieniona. Zużył go mój mąż jako krem na dzień, bo na noc stwierdził że jest zbyt lekki i rano budzi się z zasuszoną twarzą.

L'Oreal Skin Perfection to serum, które również nie przypadło mi do gustu. Było bardzo lekkie, jakby żelowe. Niestety zbyt słabo nawilżało. Mam wrażenie, że nic nie robiło.

W buteleczce z pipetką zazwyczaj znajduje się jakieś moje samomieszane serum do twarzy zazwyczaj składające się z żelu aloesowego lub hialuronowego i ulubionego oleju tym razem rokitnikowego. Regularnie wracam do tej mieszanki.


Alterra szampon w wersji sensitive był bardzo delikatny dla skóry głowy, ale jednocześnie skuteczny. Nie spowodował swędzenia ani łuszczenia się. Przy tym dobrze domywał włosy nawet z oleju czy maski i nie plątał ich. Myślę, że dla wielu osób plusem może być to iż jest on bezzapachowy. Jestem na tak.

Garnier Ultra Doux Intensywna odżywka z olejkiem arganowym i kameliowym. Miała bardzo dobrą konsystencję i piękny zapach. Po jej użyciu włosy rzeczywiście były gładkie i lśniące, ale nie przetłuszczone. Spisała mi się na pewno lepiej niż słynna maska z avokado.

Isana Proffesional maska z olejkami. Szczerze to nie zrobiła u mnie nic szczególnego, a wiem  że przez wiele osób i włosomaniaczek jest polecana. Raczej już do niej nie wrócę.





Nacomi Body Scrub Sweet Honey Wafers, czyli peeling o zapachu słodkich gofrów. Bardzo lubię te peelingi. Są delikatne, ale skuteczne. Pozostawiają na skórze lekką warstwę dzięki której nie ma potrzeby używania balsamu. Jedynym minusem był jego zapach. Przyjemny, ale jakby ktoś dosypał zbyt dużo proszku do pieczenia ;)

Cosnature olejek Kokos-Migdał (recenzja). Olejek, który bosko pachniał likierem amaretto. Mimo małej pojemności był dosyć wydajny. Stosowałam go do masażu ciała, olejowania włosów, ale najczęściej ze względu na zapach wlewałam kilka kropli do wanny z ciepłą kąpielą.

Lirene mgiełka bronzująca (recenzja) była naprawdę ciekawym produktem i bardzo skutecznym. Dawała efekt ładnej i równomiernej, złotej opalenizny. W miarę regularnego używania ten efekt można było pogłębiać. Niestety nie do końca odpowiadała mi forma sprayu, żebym chciała do niej powrócić, ale jeśli takie lubicie to polecam.

Nivea Silk Mousse Rhubarbar&Raspberry, uwielbiam te pianki! Maja tak śliczne zapachy oraz przyjemną, puszystą konsystencję, że mogłabym się nimi myć i myć. Obecnie testuję jeszcze pianki z Isana i na pewno pojawi się recenzja zbiorcza i porównująca :)

Alterra delikatny żel-krem myjący o zapachu malwy. Produkt miał bardzo delikatny i subtelny kwiatowy zapach. Skóra była po nim dobrze nawilżona, nie ściągnięta. Jednak ta konsystencja kremu nie do końca mi się spodobała. Miałam takie wrażenie jakbym myła się balsamem do ciała i nie mogła się domyć.

Sephora galaretka do mycia. Bardzo dziwny produkt, ładnie pachnący, ale niestety również miałam wrażenie słabego mycia chociaż nie jestem fanką pieniących się żeli z SLS to zarówno ten, jak i poprzednik byli zbyt mało odświeżający.




L,biotica maska złuszczająca do stóp. To zdecydowanie moje ulubione skarpetki z kwasami owocowymi. Bardzo skutecznie usuwają martwy naskórek i sprawiają , że skóra stóp jest miękka i gładka. W sam raz na letni czas i sezon odkrytych stóp.

The Body Shop Hemp Hand Protector (recenzja). Od 2015 roku nic się nie zmieniło. Nadal jest to mój ogromny ulubieniec i najlepszy krem do rąk, do którego wracam w sezonie zimowym. Jak na razie znalazłam tylko jeden produkt, który mu dorównał a mianowicie Make Me Bio Winter Care, ale ten krem nie jest dostępny samodzielnie, a jedynie w zestawach :( Dlatego myślę, że krem TBS jeszcze nie raz u mnie zobaczycie. 

Eveline SOS bardzo przyjemna pomadka do ust. Dobrze je nawilżała i regenerowała, ale miała bardzo dużą wadę, a mianowicie okropny smak. I pewnie dlatego więcej jej nie kupię.


L'Oreal Paradise Extatic. Sama nie wiem, co sądzić o tym tuszu. Szczoteczka była standardowa i bardzo gęsta. Sam tusz również długo był lepki. Przez to szczoteczka nabierała jego bardzo dużą ilość i oblepiała rzęsy. Naprawdę trudno mi się nim było nie ubrudzić lub nie posklejać rzęs. Ale jeśli się popracowało i ta sztuka się udała to efekt był naprawdę fajny.

Holika Holika Petit BB Cream (recenzja). Azjatyckie kremy BB to jedne z najbardziej wydajnych podkładów jakie miałam. Już niewielka ilość wystarcza, aby pokryć całą twarz. Krycie jest porządne, ale wykończenie delikatnie mokre. Moja sucha skóra takie lubi więc często nawet tego kremu nie pudrowałam. Dużym plusem jest zgrabna tubka, która zmieści się w kosmetyczce.

Ecocera puder ryżowy (Recenzja). Moja sucha skóra nie bardzo przepada za pudrami więc używam ich niezwykle rzadko. Najczęściej na większe wyjścia, gdy wiem że makijaż musi wytrzymać np całą noc lub latem, gdy skóra bardzo się poci. Puder ryżowy świetnie mi się spisuje zwłaszcza podczas upałów, gdyż mocno matowi cerę i gruntuje podkład. Dużym minusem jest jego tandetne opakowanie, ale widziałam, że chyba już zostało zmienione.



No i kolejna porcja maseczek. O Ziaji już chyba nie będę się rozwodzić. Te maski pojawiają się u mnie regularnie i bardzo je lubię. Bielenda maska w płachcie z kwasem hialuronowym: tak , jak lubię serię mezo serum z kwasem hialuronowym, tak uważam, że ta maska jest chyba najsłabszym jej ogniwem. Nie nawilża jakoś super. Płatki pod oczy Pilaten, bardzo kiepskie, odklejały się i nie widziałam większej różnicy po ich użyciu. Janda maseczka liftingująca - ot taka sobie, bez szału. Alma K peeling o ładnym, świezym zapachu. Drobinki były naprawdę delikatne, próbka była tak maleńka że zużyłam ją do twarzy. Nie wiem, czy do ciała (a do tego jest przeznaczony) nie byłby zbyt lekki.


Efektima maski żelowe o działaniu nawilżającym i ujędrniającym. Sam zamysł żelowych masek był bardzo fajny. Natomiast maski były umieszczone w ogromnej ilości płynu, ogromnej. Jak się je wyjmowało to wręcz ciekło, a w środku opakowania zostawało jeszcze tego płynu bardzo dużo. Sama maska była mocno wymięta i trudno było ją rozprostować, bo ten żel po prostu się sklejał. Poza tym po nałożeniu na twarz była tak śliska, że nawet leżąc na wznak się zsuwała. Trochę udało mi się to opanować zakładając silikonową maskę podtrzymującą. Po zdjęciu maski skóra była fajnie nawilżona (hialuronowa) lub fajnie napięta (algowa), ale chyba ze względu na ten dyskomfort używania więcej do nich nie wrócę.

I to już całe kwietniowe denko. W kwietniu ze względu na Meet Beauty i Ekocuda pojawiło się u mnie także sporo nowości, które już niebawem Wam pokażę.

Buziaki!

Emi

Copyright © 2016 Uroda Według Blondynki , Blogger