Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bell. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bell. Pokaż wszystkie posty

lipca 05, 2019

NOWOŚCI pierwszego półrocza 2019 - Kolorówka

NOWOŚCI pierwszego półrocza 2019 - Kolorówka
Hej!

Ostatnio pokazywałam Wam moje nowości pielegnacyjne, a dzisiaj przyszedł czas na te kolorowe. jest ich zdecydowanie mniej. Od poczatku roku staram się sukcesywnie zużywać kosmetyki kolorowe chociaż ostatnie upały zdecydowanie nie służyły nakładaniu makijażu

Od Agencji Blog Media dotarły do mnie nowości Annabelle Minerals, a mianowicie piekny rozświetlający róż Peach Glow oraz złoty rozświetlacz Royal Glow.

kosmetyki mineralne

kosmetyki mineralne

kosmetyki mineralne

W Biedronce skusiłam się na rozświetlacz z najnowszej, wakacyjnej kolekcji Bell. Jest przepiękny i daje mocny, metaliczny błysk. Idealnie nadaje się do rozświetlania dużych powierzchni takich jak np. dekolt. Jego minusem jest niestety opakowanie, które nie ma zabezpieczonego sitka i przy każdorazowym otwarciu bardzo się pyli.

rozświetlacz Bell

Bell

Jedno z większych zamówień zrobiłam na stronie PAESE. Skusiłam się przede wszystkim na piękny rozświetlacz Wonder Glow, który ma być tańszym zamiennikiem ABH Amrezy. Rozświetlacz jest świetny i daje przepiękną taflę na skórze. Jest to obecnie chyba mój ulubiony produkt tego typu. Do koszyka wrzuciłam również paletę Beauty Rocks z pięknymi foliowymi cieniami. Moim codziennym ulubieńcem jest oczywiście Quartz.  Pomadka Chic Nude od Macademian Girl to bardzo komfortowy mat na ustach. Nie wysusza i pięknie się prezentuje. Do zamówienia dostałam próbkę kremu DD i muszę przyznać, że to jeden z fajniejszych produktów tego typu. Chetnie skuszę się na pełnowymiarowy produkt.

kosmetyki Paese

Wonder Glow

Chic Nude


Z szaleństw makijażowych skusiłam się na paletę Revolution Pro w zwariowanych kolorach. Była przecena w Rossmanie i udało mi się ją dorwać za jakieś 17 zł. Miałam zamiar pouczyć się wykonywania kolorowych makijaży, ale niestety jak do tej pory nie miałam okazji, aby potrenować :(

Makeup Revolution

Makeup Revolution

Z portalu Prezent Marzeń otrzymałam możliwość wykonania własnej pomadki w LipLab. Udało mi się stworzyć bardzo letnią, energetyczną pomadkę w koralowym kolorze. Pomadka ma lekką formułę i bardzo ładnie prezentuje się na ustach - jest to taki satynowy mat. 

Jak przebiega cały proces możecie przeczytać TUTAJ

lip lab

Dotarły również do mnie nowości z VASCO. Muszę przyznać, że odkąd jestem mamą to jeszcze bardziej doceniam wygodę manicure hybrydowego. Kolory, które wybrałam to neutralne 070 Mocca i 071 Ivory oraz piękny koralowy róż 014 Bali-li


I tak się prezentują moje nowości. Mam nadzieję, że kolejny tego typu post pojawi się szybciej, a nie po pół roku ;)

Emi

listopada 23, 2018

NOWOŚCI Październik-Listopad 2018

NOWOŚCI Październik-Listopad 2018
Witajcie!

Dzisiaj Black Friday! Skusiliście się już na jakieś zakupy? Ja jeszcze nie i szczerze mówiąc nie planuję kupować nic dla siebie. Natomiast chętnie skorzystam z obniżek i zrobię zakupy Mikołajkowe :) Natomiast dzisiaj chciałabym Was zaprosić na przegląd nowości październikowych i listopadowych.

Nie będzie tego dużo, gdyż ograniczam swoje zakupy do niezbędnego minimum i muszę przyznać, że idzie mi całkiem nieźle. Mocno mi w tym pomaga mój dwumiesięczny synek, który nie daje za bardzo matce posiedzieć w internetach ;)





Początek października to oczywiście słynna promocja -55% na kolorówkę w Rossmann. Miałam nie iść, ale ostatecznie postanowiłam się wybrac i kupić kilka nowości. W taki oto sposób do mojej kosmetyczki trafiła baza Unicorn Tears Wibo, która ma bardzo słodki, cukierkowy zapach i mieniącą się żelową konsystencję. Producent pisze, że może być stosowana jako serum w wieczornej pielęgnacji, ale dla mnie jest niestety zbyt mało nawilżająca. Za to pod podkład sprawdza się świetnie. Dobrze wygładza skórę, sprawia że fluid lepiej się rozprowadza. Polubiliśmy się.



Produktem, który bardzo mnie zaciekawił jest pomadka L'Oreal Utra Matte Liquid Lipstick Les Chocolats. Kolory są bardzo specyficzne, właśnie w tę brązową stronę, lekko czekoladową co mi niekoniecznie pasuje. Natomiast udało mi się wybrać odcień 842 Candy Man, który wydawał mi się fajnym brudnym różem. Niestety na ustach ujawnia też taki lekko kakaowy ton. Jest też ona bardzo jasna, ale ładnie wygląda z ciemniejszymi brązami na oku. Jest miła w noszeniu, w miarę długo się utrzymuje i przepięknie pachnie gorącą czekoladą :)


Maybelline Stay Matte Ink , mimo że pojawiła się na rynku stosunkowo niedawno to już osiągnęła status kultowej. I nie dziwię się, bo ta pomadka jest nie do zdarcia. A przy tym jest naprawdę bardzo lekka, wodnista że praktycznie nie czuć jej na ustach. Jedynym jej minusem jest to, że przy jej stosowaniu trzeba naprawdę dbać o usta i mocno je nawilżać. Mój kolor to 80 Ruler, czyli dosyć ciemny, ale przygaszony róż.


Pomadka Adorable od Wibo to istne cudeńko. Nigdy bym się nie spodziewała, że taka slicznotka będzie kosztowała tylko 30 zł (w cenie regularnej). Jak tylko zobaczyłam ją na IG to wiedziałam, że muszę ją kupić. Tak, tak oczy kupowały :) I tutaj również postawiłam na bardzo neutralny, dzienny róż a mianowicie odcień Shy One.


Korektor Lovely Liquid Camuflage jest także hitem blogosfery. Podobno jest on inspirowany kultowym tarte Shape Tape. Nie wiem...nie miałam. Natomiast sam korektor Lovely jest bardzo miły w użytkowaniu. Ma kremową konsystencję, niezłe krycie i ładnie wyglada pod oczami. Nie warzy się i nie wchodzi w zmarszczki. Myślę, że będzie nam się miło współpracowało.


W wakacje portal Trusted Cosmetics po raz kolejny organizował akcję Pokaż Swoją Kosmetyczkę w której wzięłam udział. Była to świetna zabawa i motywacja do regularnych wpisów :)



W paczce znalazł się Organic Baby Outdoor protection Lotion, czyli ekologiczny spray przeciw owadom na bazie olejków eterycznych. Chetnie go przetestuję w przyszłym roku na moim maluchu.


Glinka myjąca z Flos-lek była dla mnie totalnym zaskoczeniem. Mycie twarzy sypką glinką nie przypadło mi do gustu, o czym możecie przeczytać TUTAJ. Natomiast w tej wersji sprawdza mi się bardzo dobrze zarówno jako produkt myjący jak i maseczka. Uzywam jej codziennie wieczorem i nie wysuszyła mojej skóry. Ma bardzo przyjemną, kremową konsystencję. Trzeba się tylko przyzwyczaić do tego, że nie pieni się jak standardowy żel .


Semilac oliwka do manicure o zapachu ananasowym. Dawno nie robiłam sobie hybryd. Przy maluchu noszę paznokcie obcięte na krótko i pomalowane jedynie odżywką. Ale oliwka na pewno się przyda. tym bardziej, że pięknie pachnie.


Bell HYPOAllergenic Matallic Liquid Lips w odcieniu 05 Mexico City. kolor jest piękny, głeboki , nasycony i jesienny. Szkoda tylko, że jest to szminka metaliczna. Niestety w tym wydaniu to bordo całkowicie traci swój urok. Przynajmniej ja nie mogę się przekonać do takiego wykończenia na ustach, a Wy?


Ostatnim kosmetykiem jest tusz Joanna multiLashes, który ma bardzo fajną silikonową szczoteczkę. Świetnie rozdziela rzęsy, ale po otwarciu jest bardzo rzadki i odbija się na powiece. Postanowiłam dać mu chwilę czasu, aby zgęstniał.

I to wszystkie nowości. Jak widzicie nie ma tego wiele. Denkowanie idzie mi zdecydowanie lepiej niż kupowanie z czego się niezmiernie cieszę. Po Nowym Roku czeka mnie przeprowadzka i chciałabym mieć jak najmniej zapasów kosmetycznych :)

Buziaki



Emi

października 19, 2018

DENKO WRZESIEŃ

DENKO WRZESIEŃ
Hej!

Tak, mamy już praktycznie końcówkę października chociaż jak do tej pory pogoda okazała się dla nas bardzo łaskawa. Taką złotą jesień to ja bardzo lubię :)

Robiąc porządki w plikach ze zdjęciami okazało się, że mam jeszcze zdjęcia z wrześniowego denka, a do tej pory go nie opublikowałam. W takim razie nadrabiam zaległości i zapraszam na krótkie recenzje kosmetyków, które niedawno zużyłam.


GARNIER BOTANIC THERAPY MIÓD I PROPOLIS . Bardzo lubię maski z Garnier. Są one gęste, dobrze trzymają  się na włosach. Po ich użyciu włosy są miękkie, błyszczące i gładkie. Co dla mnie ważne, nie kołtunią się i łatwo je rozczesać. Maska sprawiła, że moje włosy nie puszyły się, ale jednocześnie nie były obciążone czy tłuste.

BELL ILLUMI. Podkład kupiony na szybko na wyjeździe w Biedronce, gdyż zapomniałam zabrać swojego z domu. Okazał się ogromnym hitem. Był lekki i dawał na skórze naturalny efekt, a przy tym miał całkiem niezłe krycie. Nie przesuszał mojej skóry, która ma do tego tendencję. Na pewno jeszcze go kupię... jak tylko uszczuplę moje podkładowe zapasy.

L'OREAL ELSEVE MAGICZNA MOC OLEJKÓW. Moda na mycie włosów odżywką trwa w najlepsze. L'Oreal postanowił skorzystać z popularności odżywek myjących i stworzył swoją. Niestety u mnie ta metoda się kompletnie nie sprawdza zarówno w przypadku standardowych odżywek jak i tego produktu. Niestety zawsze mam wrażenie, że moje włosy są niedomyte



BABYDREAM PŁYN DO KĄPIELI NA DOBRE SAMOPOCZUCIE. Świetny delikatny płyn do kąpieli, bez sls. Miał przyjemny, relaksujący zapach. Nie był on jakiś mocno intensywny, co w ciąży było ogromnym plusem. Dawał delikatną pianę. Zawierał w sobie nawilżające olejki i rzeczywiście po wyjściu z kąpieli skóra była przyjemnie miękka. Można było nie nakładać już balsamu. Na pewno jeszcze po niego sięgnę.

MARION NAWILŻAJĄCA MASKA DO TWARZY. Kupiłam całą serię miodową w Biedronce. Niestety okazała się bardzo kiepska. Ani jeden kosmetyk nie sprawdził mi się jakoś specjalnie. Żelowa maska miała bardzo fajną konsystencję i przyjemny, miodowy zapach. Miałam co do niej duże oczekiwania, ale okazało się że tak naprawdę nie robi kompletnie nic. Widziałam, że seria miodowa poza Biedronką występuje w innych opakowaniach. Ciekawe, czy to te same produkty.

FACELLE ALOE VERA. Żele do higieny intymnej Facelle bardzo lubię za delikatność i brak mocnych detergentów w składzie. Wersja aloesowa była bardzo odświeżająca. Na wyjazdach zdarza mi się je stosować także do mycia twarzy i całego ciała. Natomiast absolutnie nie sprawdzają mi się do mycia włosów.

MINISTERSTWO DOBREGO MYDŁA PEELING ŚLIWKOWY. (Recenzja) Mój ostatni ulubieniec. Pięknie, słodko pachnie oraz dobrze ściera martwy naskórek. Dzięki zawartości olejów pielęgnuje o nawilża skórę. Na pewno go jeszcze kupię.



Zrobiłam także porządki w moich lakierach do paznokci. Od dawna używam głównie hybryd, nie dokupuję standardowych lakierów , ale mam ich jeszcze dosyć sporo. Dzięki dobremu przechowywaniu są w stanie długo przetrwać. GOLDEN ROSE RICH COLOR to jedne z moich ulubionych lakierów. Mają bardzo wygodny pędzelek i świetną pigmentację. Własnie z tej serii mam najwięcej lakierów. Pastelowy błękitny i morelowy zostały przeze mnie w dużej mierze wykorzystane i niestety zgęstniały. Lakier BELL NUDE WEAR w kolorze delikatnego różu idealnie nadawał się do manicure francuskiego. Kolor był półtransparentny, ale paznokcie nim pomalowane wyglądały na zdrowe i zadbane. O lakierach SALLY HANSEN SALON MANICURE pisałam w bublach (Recenzja). Mimo, że mają jeszcze dobrą konsystencję to są tak kiepskie, że ich nie używam. Bardzo lubię także lakiery RIMMEL 60 sec. tutaj mięta z kolekcji Rita Ora, która swego czasu non stop gościła na moich paznokciach. Hybrydę PIERRE RENE kupiłam jakiś czas temu na promocji w Hebe. Niestety nie użyłam jej ani razu, a niestety się zepsuła. Nie posiadam więc opinii na jej temat.

I to już tym razem wszystko. Nie było tego dużo, ale znalazło się kilka kosmetyków do których na pewno wrócę : peeling MDM, żel Babydream.

Pozdrawiam
Emi

sierpnia 01, 2018

DENKO LIPIEC 2018 Sama kolorówka

DENKO LIPIEC 2018 Sama kolorówka
Hej!

Rzadko pojawiają się u mnie na blogu recenzje kosmetyków kolorowych. A jeśli już to najczęściej są to produkty do ust. Dlatego postanowiłam zebrać kosmetyki, które skończyłam i napisać ich recenzje w jednym poście. Zapraszam Was więc dzisiaj na lipcowe denko w którym znajdziecie tylko kosmetyki do makijażu :)



Pixie Amazon Gold Antique Beige - wiecie, że kocham podkłady mineralne i w tym przypadku nie było inaczej. Dostałam odsypkę tego podkładu od koleżanki. Starczyła mi ona na kilka użyć. Podkład był w kolorze idealnym do mojej karnacji. Świetnie stapiał się ze skórą, nie tworzył na niej suchej skorupy. Twarz przez długie godziny wyglądała bardzo naturalnie i świeżo, lekko. Nie zauważyłam także, aby podkład się warzył, czy ciastkował. To naprawdę bardzo dobry produkt i na pewno kiedyś po niego sięgnę :)

Kiko Milano puder w kompakcie - kupiłam ten puder, bo potrzebowałam czegoś z lusterkiem do torebki. Przyznam się, że zauroczyło mnie jego piękne, złote opakowanie - była to kolekcja limitowana bodajże z poprzednich wakacji. Puder nadawał koloru, można nim było zbudować dodatkowe krycie na podkładzie, ale odcień light mimo, że najjaśniejszy na pewno nie przypadłby do gustu osobom bladym. To raczej taki lekko opalony kolor. Czasem używałam go solo i też był ok. Nie dawał od mocnego matu, raczej takie satynowe wykończenie co mi osobiście bardzo pasowało. Minusem jest to, że jest na bazie talku, co nie każdej skórze będzie służyło. 

Blend It - to już chyba moja trzecia gąbeczka tej marki. Bardzo je lubię i regularnie wracam. Nie wyobrażam już sobie nakładać podkładu w inny sposób. Gąbka jest mięciutka, zbiera nadmiar podkładu dzięki czemu na twarzy zostaje tylko cienka warstwa. Poza tym, gdy chcę osiągnąć bardzo naturalny i świeży look i nie pudruję twarzy to nakładam nią także kremowy róż oraz rozświetlacz.


Bielenda pearl base - jestem zdziwiona dużą ilością pozytywnych opinii na temat tego produktu. Dla mnie to taki trochę zbędny kosmetyk, gdyż kompletnie nie robił nic. No może poza tym, że różowe kuleczki zatopione w żelu bardzo ładnie wyglądały na toaletce. Nie zauważyłam, aby produkt szczególnie nawilżał, ani rozświetlał moją cerę. Zdecydowanie bardziej wolę bazę rozświetlającą z Golden Rose.

Catrice Liquid Camuflage 020 - również kultowy już korektor, który swego czasu znikał z półek jak świeże bułeczki. Bardzo go lubię, gdyż dobrze sprawdza się pod oczami oraz jako baza pod cienie. Nie zauważyłam, aby przesuszał moją skórę. Przypudrowany trzyma się na niej cały dzień. Trzeba tylko pamiętać o tym, aby nakładać go cienką warstwą. Minusem dla niektórych może być jego intensywny, perfumeryjny zapach.



Max Factor 2000 calorie curl addict - maskary z tej serii były kiedyś moimi ulubionymi. Jednak wersja podkręcająca nie skradła jakoś mojego serca. Miała bardzo dużą szczotę, którą trudno się było nie umazać. Poza tym nie zauważyłam, aby jakoś szczególnie podkręcała rzęsy. Natomiast na pewno były one fajnie pogrubione. Wrócę raczej do wersji klasycznej.

Bell Hypoallergenic Brow Modeller Gel - większego bubla dawno nie spotkałam, wywalam dosłownie po kilku użyciach. Przede wszystkim ogromna szczota, nie wiem jak można tym przejechać po brwiach? Moje nie są jakieś bardzo cienkie i skąpe, a mimo to za każdym razem byłam strasznie ubrudzona tym żelem wokół brwi. Poza tym wcale ich nie utrwalał. Mam wrażenie, że bardziej brudził skórę niż farbował same włoski.

Smashbox Full Exposure Mascara - kupiłam ją razem z zestawem miniaturek Smashbox i powiem Wam, że to bardzo fajny tusz. Ma dosyć dużą, klasyczną szczotkę , ale jest ona wygodna w użyciu. Tusz ładnie pogrubia i wydłuża rzęsy. Być może jeszcze kiedyś się na nią skuszę w pełnej wersji.

Eveline Celebrieties Eyeliner - i tutaj mam ogromny problem ponieważ wersja Chocolate Brown to mój zdecydowany ulubieniec. Eyeliner ma wygodny pędzelek, świetną konsystencję i bardzo łatwo robi się nim kreskę. Poza tym jest bardzo trwały i nie kruszy się przez cały dzień. Niestety wersja fioletowa to totalne jego przeciwieństwo. Była bardzo gęsta, nie dało się zrobić cienkiej kreski. Szybko też się kruszyła. Nie wiem, czy to wina koloru, może trafiłam na otwarty egzemplarz.


Bell BB 3D Gloss był bardzo przyjemnym błyszczykiem. Miał lekką konsystencję, nie był taki gęsty i mocno lepiący. Przez to niestety nie był jakiś mocno trwały, ale nadawał ładny kolor i błysk ustom. Rzadko używam błyszczyków, ale sięgam po nie gdy robię bardzo delikatny makijaż albo nie robię go wcale. Lub teraz latem, gdy po prostu nie mam ochoty na matową pomadkę.

Max Factor Lip Finity 125 So Glamorous to zdecydowanie moja ulubiona czerwień i moja ulubiona trwała pomadka. Została przetestowana już na niejednej imprezie, na niejednym weselu i na moich ustach jest nie do zdarcia. Jak dotąd inna pomadka w płynie jej nie dorównała. Sprawdza mi się świetnie zarówno sama pomadka jak i w połączeniu z dołączoną wazelinką (wtedy jest bardziej komfortowa w noszeniu) Mam już kolejną sztukę, oczywiście w tym samym kolorze. Miałam również brudny róż 055 Sweet i również była świetna (ale gdzieś ją zgubiłam :( )

Eveline czerwony błyszczyk - nie mam pojęcia jak się nazywał, bo wszystko się z niego pościerało. Miał bardzo delikatny, czerwony kolor z milionem odbijających światło mikroskopijnych drobinek. Dodatkowo był mentolowy przez co delikatnie chłodził usta. To raczej też taki rzadki i nielepiący się kosmetyk.

Sally Hansen Nailgrowth Miracle czyli polecana często złota odżywka. Nie zauważyłam, aby jakoś spektakularnie zadziałała na kondycję moich paznokci natomiast dobrze sprawdzała się w roli bazy pod kolorowe lakiery. Duży plus, że nie zgęstniała jakoś bardzo szybko, zużyłam ją niemalże do końca.


Pozdrawiam
Emi

czerwca 16, 2018

Co nowego? Kwiecień-Maj 2018

Co nowego? Kwiecień-Maj 2018
Hej!

W ostatnim czasie pojawiło się już trochę postów z nowościami. Kwiecień i maj obfitowały w różnego rodzaju spotkania dzięki, którym trafiło do mnie wiele ciekawych kosmetyków.






NATURE OF WOMAN - RELACJA ZE SPOTKANIA MIŁOŚNICZEK KOSMETYKÓW NATURALNYCH



Mimo tych wszystkich wydarzeń obfitujących w nowości w moje łapki wpadło także kilka innych produktów.

Niewątpliwie dużym plusem blogowania są nowe znajomości. Tym razem trafiłam na kawkę i plotki w towarzystwie Anetki (cosmeticosmos) oraz Izy (ciabuka). Jak zawsze wymieniamy się swoimi kosmetycznymi perełkami. I w taki oto sposób trafiła do mnie taka oto przyjemna gromadka kosmetyków.


Z produktów do brwi Delia znam jedynie hennę. Bardzo przypadła mi do gustu mascara, gdyż ma świetny kolor oraz malutką, precyzyjną spiralkę. Olejek do demakijażu Biolove bardzo dobrze radzi sobie z rozpuszczaniem kosmetyków nawet tych wodoodpornych. Bardzo podoba mi się to, że nie ma w nim emulgatora i mogę zrobić dłuższy masaż oczyszczający twarzy. Natomiast olejek kokosowy do włosów Dr Sante pięknie pachnie i nabłyszcza włosy. Lubię je stosować na końcówki. W małym opakowaniu znajduje się próbka kremu Iossi Naffi. Długo się zastanawiałam nad kupnem tego produktu i teraz już wiem... że tak kupię na pewno... jak tylko zużyję te kremy, które posiadam (takie postanowienie). Cieszę się również z odsypki podkładu mineralnego Pixie. Kolor Antique Beige był dla mnie idealny i też na pewno sięgnę po pełnowymiarowe opakowanie. Trafiła też do mnie czarna kredka Coleur Caramel i kilka próbek.







Słynna promocja -55% na kosmetyki kolorowe w Rossmann przeszła u mnie bez większego echa. W drogerii kupiłam produkty, które na pewno w najbliższym czasie zużyję czyli balsam do ust EOS w sztyfcie (o słynnym jajeczku przeczytacie TU ), peeling Eveline (chętnie porównam z pomadką Sylveco). Postawiłam też na mojego pewniaka, czyli niezawodną pomadkę Lip Finity Max Factor w odcieniu 125 So Glamorous. (Recenzja) Do koszyka wpadły także zmywacze Isana.



Poza promocją do koszyka trafiły dwie pianki Isana. Ich porównanie z innymi piankami możecie zobaczyć TUTAJ.


Gdy trwa promocja w Rossmannie to inne drogerie odchodzą jakoś w zapomnienie. Tymczasem w tym samym czasie w Hebe trwało również -40% na kolorówkę. Bez problemu kupiłam tam korektor Maybelline Instant Anti Age Eraser.


Szukając naturalnego żelu pod prysznic ostatecznie skusiłam się na Cosnature z maślanką i rumiankiem. Jest bardzo delikatny, nie wysusza skóry ani nie podrażnia. Nadaje się do mycia zarówno ciała jak i twarzy.


Postanowiłam również zdradzić swoją pastę z Ecodenta (Recenzja) i w Biedronce kupiłam kokosową pastę Biomed. Przestawić się nie jest łatwo, gdyż pasta ma specyficzny posmak, nie jest miętowa.



Samoopalacz to mój wierny przyjaciel już od wielu lat. Nie cierpię się opalać, a poza tym mam uczulenie na słońce. Nawet, gdy jestem na wakacjach za granicą to na plaży spędzam naprawdę niewiele czasu. W tym roku postawiłam na naturalny balsam brązujący od Mokosh. I nie żałuję tej decyzji, gdyż już po jednym użyciu opalenizna jest naprawdę intensywna! Duży plus za świetny zapach i przyjemną konsystencję, która nie robi smug.


Skoro już jesteśmy na etapie słońca i opalania to nie mogło zabraknąć również kremu z filtrem. Tym razem zdecydowałam się na Bioderma Photoderm Mineral SPF 50+ który zawiera jedynie filtry mineralne, nie zawiera filtrów przenikających ani fenoksyetanolu. Ma bardzo wygodny atomizer - trzeba dobrze wstrząsnąć . Minusem jest niestety to, że bieli skórę. 











Bardziej zainteresowała mnie majowa promocja 2+2 na produkty do pielęgnacji twarzy w Rossmann. A mianowicie seria Botanic Spa Rituals od Bielenda. Cztery produkty kupiłam sama, trzy dostałam od koleżanki. Jestem w trakcie używania niektórych z tych nich i powiem Wam, że zapowiadają się dobrze.


Tonik hibiskusowy Sylveco nie jest u mnie nowością. Sięgam po niego zawsze, gdy potrzebuję nawilżenia (Recenzja)




Moja srocza natura dała o sobie znać w Golden Rose. Metaliczny cień w płynie pięknie się mieni na powiekach.


Za to w Biedronce spodobał mi się róż do policzków od Bell. Ma taki delikatny kolor, który nadaje cerze świeżego wyglądu.

Nowości jak zawsze trochę się nazbierało. Większość z tych kosmetyków trafiła od razu do użycia, bo staram się nie robić zakupów na zapas. A jak Wasze ostatnie nowości? 

Udanego weekendu!
Emi

Copyright © 2016 Uroda Według Blondynki , Blogger