Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tołpa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tołpa. Pokaż wszystkie posty

listopada 27, 2018

Czysta, promienna cera z żelami TOŁPA

Czysta, promienna cera z żelami TOŁPA
Hej!

Ostatnio rozmawialiśmy o demakijażu, a mianowicie o pierwszym etapie oczyszczania cery, który wykonuję olejami. 




Drugi etap to mycie twarzy delikatnym żelem lub mydłem. Staram się używać produktów, które w swoim składzie nie zawierają wysuszających silnych detergentów takich jak np SLS. Często sięgam po żele Tołpa. Mimo, że nie są to kosmetyki naturalne to moja skóra bardzo się z nimi lubi.






 Oba żele są tak naprawdę do siebie bardzo podobne jeśli chodzi o konsystencję. Jest ona delikatna i nieco rzadka. To niestety sprawia, że oba produkty nie są zbyt wydajne :( Producent pisze, że można tymi produktami wykonywać demakijaż twarzy i oczu. Według mnie są one jednak zbyt delikatne i nie poradzą sobie z usunięciem kosmetyków kolorowych, ewentualnie jakiegoś bardzo delikatnego makijażu. Stosowałam je jako oczyszczanie po usunięciu makijażu olejkiem i tutaj sprawdziły się bardzo dobrze. Chociaż najbardziej lubiłam używac je podczas porannej pielęgnacji. A to dlatego, że żele są bardzo delikatne, nie pienią się praktycznie w ogóle i są na skórze takie jakby aksamitne. Rano nie lubię myc twarzy mocnymi detergentami, moja skóra tego nie potrzebuje. Po użyciu obu z nich skóra była delikatna i jakby lepiej nawodniona. Absolutnie nie powodują uczucia nieprzyjemnego ściągnięcia.

Żel micelarny do mycia twarzy i oczu z olejem lnianym jest dostępny w wygodnej, przeźroczystej i miękkiej tubie. Widziałam, że często można go dostać w Biedronce. natomiast żel Dermo face hydro ma moją ulubioną pompkę. Dzięki temu możemy zdozować odpowiednią ilość produktu. Lubię butelki z pompką, gdyż pod prysznicem nie muszę już nic odkręcać mokrymi palcami.

Podsumowując bardzo polubiłam się z obydwoma żelami do twarzy. Nie uczuliły, ani nie podrażniły mojej suchej skóry. Mimo delikatnego działania nie zauwazyłam, aby cera była niedomyta i pojawiały się na niej jakiekolwiek niedoskonałości. za to jest delikatna w dotyku i nie przesuszona silnymi detergentami. Ja jak najbardziej Wam polecam oba produkty. Sama chętnie jeszcze kiedyś po nie sięgnę :)





Pozdrawiam!
Emi

listopada 19, 2018

DENKO PAŹDZIERNIK

DENKO PAŹDZIERNIK
Hej!

No i mamy jesień w pełni. Na półkach już się rozkładają Bożonarodzeniowe ozdoby ;) A ja mam dzisiaj dla Was październikowe denko. Cieszę się z kolejnych zużytych produktów, gdyż staram się odgracić z zalegających w pudle kosmetyków. Na początku roku, jak zawsze pokażę Wam moje aktualne zapasy. Mam nadzieję, że będzie ich jak najmniej.

Tamtoroczne zapasy możecie zobaczyć w następujących postach:

A tym czasem przejdźmy do denka :)


PIELĘGNACJA WŁOSÓW

Odzywki zawsze schodzą mi dużo szybciej niż szampony z tej samej serii. Odżywka Tressemme Biotin Repair miała naprawiać uszkodzenia włosów spowodowane stylizacją, szczotkowaniem i warunkami atmosferycznymi. Oczywiście nic takiego nie robiła, nie łudzę się że jakikolwiek kosmetyk może to zrobić. Natomiast była to gęsta odżywka, która fajnie wygładzała włosy i sprawiała że się nie plątały. Producent reklamuje te kosmetyki jako profesjonalne, z salonów kosmetycznych. Dla mnie to dobre, ale cały czas zwykłe kosmetyki drogeryjne. Zużyłam również odżywkę i szampon (mąż wyrzucił opakowanie) PETAL FRESH TEA TREE. (Recenzja) Bardzo polubiłam się z tą serią. Od razu ostrzegam, że ma bardzo intensywny zapach - jak olejek eteryczny z drzewa herbacianego. Mimo braku silnych detergentów szampon dobrze oczyszczał skalp i włosy. Przy okazji nie przesuszał, ani nie podrażniał skóry. Odżywka była dosyć lekka, ale nie spływała z moich włosów. Nakładałam ją także na skalp. Seria świetnie radziła sobie z podrażnieniem skóry głowy u mojego męża. Na pewno jeszcze kupię tę serię.



PIELĘGNACJA CIAŁA

ALTERRA DEO-BALSAM to naturalny dezodorant w kulce. Nie zawiera soli aluminium i ma przyjemny, cytrusowy zapach. Minusem było to, że dosyć długo się wchłaniał. Trzeba było odczekać chwilę, aby móc się ubrać. Jeśli chodzi o ochronę przed przykrym zapachem to nie mogę nic mu zarzucić.  ORGANIC SHOP MACADAMIA&AVOCADO żel pod prysznic  bez agresywnych detergentów. Żel miał bardzo subtelny zapach, był gęsty. Bardzo podobało mi się to opakowanie z pompką, wygodne do użytkowania pod prysznicem. Nie wysuszał skóry, ale jednocześnie dobrze ją mył nawet podczas upałów. ISANA ROSE DREAM pianka pod prysznic (Recenzja). Te pianki to moje małe uzależnienie. Nie mają może najlepszego składu, ale prysznic z nimi to wielka przyjemność. D'ALCHEMY ESSENTIAL BODY BALM balsam do ciała (Recenzja) o zapachu pomarańczy. Miniaturkę kupiłam razem z Elle. Bardzo ciekawił mnie balsam, za który w regularnej cenie musielibyśmy zapłacić aż 219 zł. Ma od bardzo bogaty w masła i oleje skład. Miałam ogromne nadzieje, a okazał się zwykłym przeciętniaczkiem. Nawilżenie nie było jakieś spektakularne. Znam wiele lepszych balsamów za ułamek tej ceny. EFEKTIMA peeling detoksykujący i ujędrniający (Recenzja). Miniaturki otrzymałam na tegorocznym Meet Beauty. Jak dla mnie te wszystkie peelingi różnią się jedynie kolorem. Działanie każdego jest praktycznie takie samo. Są bardzo delikatne, niedużo jest tych drobinek w środku dlatego nie kupię pełnej wersji.





PIELĘGNACJA TWARZY

BIELENDA BOTANIC SPA RITUALS podczas  promocji w Rossmannie na pielęgnację twarzy kupiłam sporo kosmetyków z tej serii. Zaciekawiły mnie dosyć dobrymi składami i bogatym asortymentem. Szczególnie przypadły mi do gustu maseczki do twarzy, a zwłaszcza ta z olejem malinowym. Była bardzo kremowa i fajnie nawilżała cerę. Maseczka z kurkumą również jest godna polecenia natomiast nie bardzo polubiłam się z maską odmładzającą - z opuncją figową i aloesem. Miała całkowicie inną konsystencję, żelową a nie kremową i jak dla mnie pachniała alkoholem. Nie widziałam po jej użyciu jakiś większych efektów. Bardzo spodobało mi się serum olej z pestek malin+melisa oraz olejek z opuncji figowej. Stosowałam te dwa produkty w duecie i bardzo dobrze nawilżały moją twarz. Nie miałam już potrzeby nakładania kremu. Myślę, że sięgnę jeszcze po inne kosmetyki z tej serii (mam tez jeszcze kilka w zapasie).


TOŁPA GREEN OILS micelarny żel do mycia twarzy z olejem z lnu. Bardzo lubię żele Tołpa. Nie zawierają silnych detergentów, nie podrażniają ani nie wysuszają mojej skóry. Bardzo lubię ich delikatną konsystencję. Świetnie sprawdzają się zarówno w porannej toalecie jak i do wieczornego zmycia oleju. ECOSPA olej z pestek moreli. Naturalne oleje zawsze znajdą miejsce w mojej pielęgnacji. Mają szerokie zastosowanie: nakładam bezpośrednio na twarz zamiast kremu, olejuję włosy, dodaję do maseczek z glinki, czy po prostu do wanny podczas kąpieli. Ten olej świetnie sprawdził mi się nakładany na wilgotną skórę po kąpieli. Szybko się wchłaniał i dobrze nawilżał skórę. Idealna sprawa zamiast balsamu. BIOLOVE CLEANSING OIL olejek do demakijażu do cery suchej. (Recenzja)Muszę przyznać, że to całkiem niezły produkt. Dobrze radził sobie ze zmyciem makijażu, także oczu. Miał dosyć tłustą, treściwą konsystencję i trzeba było poświęcić trochę czasu aby go usunąć. Producent pisze, żeby zmywać go mokrą ściereczką ja jednak nie polecam tego sposobu. Myłam twarz żelem lub mydłem dwukrotnie i ten sposób sprawdzał się rewelacyjnie.



MUSTELA balsam na rozstępy (Recenzja). VIANEK WZMACNIAJĄCA maseczka do twarzy do cery naczynkowej. Mam nadzieję, że Vianek wyprodukuje w końcu maseczki w jakiś tubkach lub słoiczkach bo bardzo je lubię. Nie inaczej było z tą. Maska ma kremową konsystencję, świetnie nakłada się na twarz i bezproblemowo zmywa. Skóra po jej użyciu jest dobrze nawilżona i gładka, promienna. Pięknie pachnie olejem sezamowym. DUETUS DETOKSYKUJĄCA maseczka z węglem aktywnym i kwasem salicylowym. Nie jestem jakąś ogromną fanką maseczek węglowych. Zazwyczaj ich działanie jest dla mnie zbyt intensywne. Jednak ta maska była całkowicie inna. Dodatek oleju sprawiał, że nie zasychała i nie podrażniała skóry. Po jej użyciu cera rzeczywiście była oczyszczona, ale nie wysuszona. FRESH&NATURAL REGENERUJĄCY balsam do ust. (Recenzja) Powiem szczerze, że to najlepszy produkt do ust jaki kiedykolwiek używałam. Miał delikatnie ziołowy zapach i idealnie nawilżał i odżywiał spierzchnięte usta. Poza tym był to produkt bardzo uniwersalny, stosowałam także do wcierania w przesuszone skórki od paznokci. Szkoda, że nie ma wersji w sztyfcie.

I to już wszystkie produkty, które ostatnio zużyłam. Ciekawa jestem, czy znacie te produkty i jakie jest Wasze zdanie o nich.


października 07, 2018

NOWOŚCI Sierpień/Wrzesień 2018

NOWOŚCI Sierpień/Wrzesień 2018
Hej!

Tydzień października za nami, a ja nie pokazałam Wam moich ostatnich  nowości. Jednak w drugiej połowie września w moim życiu działo się bardzo wiele i nie miałam zwyczajnie czasu ani głowy do prowadzenia bloga. W naszym domu pojawił się mały lokator, który zabiera większość mojego czasu. Mimo wszystko postaram się zorganizować tak, aby móc poświęcić Wam jego część i od czasu do czasu coś tutaj napisać. Nie przedłużając przejdźmy do nowości :)

kosmetyki naturalne

Jakiś czas temu na stronie Sylveco można było zamówić produkty z darmową dostawą oraz za symboliczne 5 zł kupić 5 nowych maseczek oczyszczających Duetus. W związku z tym, że bardzo lubię Sylveco i inne jej marki złożyłam dosyć spore zamówienie. Do koszyka wpadły dobrze już mi znane produkty do pielęgnacji ust : naturalna pasta do zębów oraz ziołowy płyn do płukania ust. Do koszyka wrzuciłam również  intensywnie nawilżający krem Vianek . To ulubiony krem mojego męża. Z nowości skusiłam się na naturalny, ziołowy dezodorant, który całkiem nieźle sprawdził mi się nawet w trakcie sierpniowych upałów. Najbardziej ciekawiły mnie kosmetyki Rosadia, dlatego wrzuciłam tonik-mgiełkę właśnie z tej serii. Dobrze radzi sobie z demakijażem, ale u mnie najlepiej sprawdziła się trzymana w lodówce do ochładzania twarzy. W koszyku znalazło się też coś dla naszego malucha, a mianowicie łagodząca zasypka do ciała. Spodobała mi się, gdyż nie zawiera talku. Oczywiście  skorzystałam z kodu promocyjnego i wzięłam 5 maseczek Duetus oraz maseczkę wzmacniającą Vianek. Cały czas ubolewam, że nie ma tych maseczek w tubkach, gdyż bardzo dobrze się u mnie sprawdzają. W gratisie dostałam mydełko detoksykujące, które ma w sobie bardzo dużo drobinek korundu oraz jak to ma w zwyczaju Sylveco, całą masę próbek.

naturalna pasta do zębów

Duetus maska

maska wzmacniająca

naturalny dezodorant

naturalne mydło detoksykujące

tonik-mgiełka

łagodząca zasypka do ciała

krem intensywnie nawilżający
Dodaj napis
 Z portalu Wizaż.pl trafiła do mnie miniaturka podkładu do twarzy Lancome Teint Idole Ultra Wear. Niestety to kolejny, wysokopółkowy podkład, który bardzo mnie zawiódł i tylko utwierdziłam się w przekonaniu, że płaci się za markę nie za jakość. Jego recenzję znajdziecie na moim Instagramie.

Teint Idole Ultra Wear

Od Pani Renaty Bartos otrzymałam do testów płyn micelarny Blue Velvet. Na razie czeka na swoją kolej, ale krem Apple Queen tej marki okazał się moim ogromnym hitem o czym możecie poczytać TUTAJ. 

Blue Velvet

W mojej szafce z kosmetykami do włosów zaczęło trochę świecić pustkami. Sama nie wiem kiedy wykorzystałam większość rzeczy i nagle okazało się , że nie mam odżywki do włosów. Postanowiłam więc zrobić zamówienie na stronie Elfa Pharm. Od dawna kusiła mnie seria do włosów z bazylią, a znalazłam zestaw tych kosmetyków w bardzo atrakcyjnej cenie. Przede wszystkim zależało mi na trychologicznym peelingu oczyszczającym, którego już od dawna chciałam wypróbować. W zestawie znalazłam również szampon i odżywkę wzmacniającą włosy. Uzupełniłam serię pozostałymi kosmetykami Basil Elements czyli maską oraz mleczkiem wzmacniającym. Do koszyka wrzuciłam również miniaturki szamponu i odżywki z tej serii, a także dwa żele pod prysznic - lawendę i werbenę O'Herbal. Te maleństwa świetnie sprawdziły mi się przez te kilka dni spędzone w szpitalu, a jednocześnie nie zajęły dużo miejsca w kosmetyczce. Jako prezent dostałam krem wodny Bishojo w bardzo poręcznej, niewielkiej tubce oraz mydełko salicylowe.











Firma EO LAB zachwyciła mnie swoją pianką nawilżającą dlatego postanowiłam sięgnąć po kolejne kosmetyki tej marki. Tym razem wybrałam piankę odmładzającą, a także sięgnęłam po tonik nawilżający, który okazał się świetny do nasączania masek w tabletce lub do metody 7 skin. Niestety wielkim rozczarowaniem okazał się peeling oczyszczający, myślałam że będzie mocniejszy.




Redakcja Trusted Cosmetics wyróżniła mój lipcowy komentarz i nagrodziła mnie lotionem nawilżającym dla dzieci od Mustela. Na razie mojego synka smaruję tylko delikatnie oliwką po kąpieli więc raczej wykorzystam go sama.


Będąc jeszcze w ciąży długo szukałam produktu do kąpieli, którego zapach nie będzie mi przeszkadzał. Właśnie taki okazał się płyn do kąpieli na dobre samopoczucie od Babydream. Jest delikatny dla skóry i nosa :)


Od koleżanki w prezencie dostałam delikatny balsam do twarzy i ciała Tołpa również przeznaczony dla synka. Ale z podanych wyżej względów pewnie również wykorzystam go sama, jeśli bedę miała czas na balsamowanie ;)


Na koniec od siostry trafił do mnie słynny w internetach zestaw pędzli z Biedronki. Szczerze mówiąc jeszcze nie miałam okazji ich używać, ale prezentują się całkiem nieźle. Mimo, że furorę robiły kubki to ja skusiłam się na złotego ananasa - skarbonkę :D





I to już wszystkie moje nowości. Jestem ciekawa, co nowego pojawiło się u Was? 
Niedługo słynna promocja w Rosmannie na kolorówkę, wybieracie się?
Chcielibyście post z kosmetykami, które polecam kupić?

Pozdrawiam
Emi

września 22, 2018

DENKO Sierpień 2018

DENKO Sierpień 2018
Hej!

Wakacje minęły nie wiadomo kiedy i tak oto mamy już końcówkę września. Niedługo zacznie nam się kalendarzowa jesień i pogoda za oknem też jakby bardziej jesienna. Chociaż, nie narzekajmy, nadal jest bardzo ładnie i słonecznie :)

Na zakończenie lata mam dla Was sierpniowe DENKO. Jeśli jesteście ciekawi, co ostatnio zużyłam. - co mi się sprawdziło i do czego z miłą chęcią wrócę, a co okazało się bublem - to serdecznie zapraszam do lektury :)


BENTON BHA Skin Toner . Do napisania recenzji o kosmetykach Benton zbieram się już dobrych kilka miesięcy. A to dlatego, że tak naprawdę nie wiem, co na ich temat mam napisać. Tyle się naczytałam świetnych recenzji na temat tych kosmetyków i chyba trochę się zawiodłam. Myślałam, że będą lepsze. Toner miał bardzo przyjemną, żelową konsystencję. Lekko rozjaśniał i wyrównywał koloryt skóry dzięki zawartości kwasów. Natomiast miałam nadzieję, że będzie lepszym nawilżaczem. Jak dla mnie to nieco za mało.

EO LABORATORIE, Nawilżająca pianka do skóry suchej. Oj jak ja bardzo lubiłam ten produkt. Atomizer dozował idealną, puszystą piankę o sprężystej konsystencji. Duży plus za to, że pianka po zetknięciu z wodą nie znikała zbyt szybko. Świetnie sprawdziła mi się zarówno w pielęgnacji porannej jak i do wieczornego zmywania oleju z twarzy. Jest bardzo wydajna, przy używaniu dwa razy dziennie starczyła mi na jakieś pół roku. Nie podrażnia, ani nie wysusza skóry twarzy.

HOLIKA HOLIKA Lazy&Joy, cushion z filtrem do twarzy SPF 50. W tym uroczym opakowaniu z lusterkiem krył się bardzo dobry filtr do twarzy. Świetnie chronił przed promieniami słonecznymi, mógłby jednak trochę mniej bielić skórę. Mimo wszystko fajnie sprawdził mi się nawet pod makijażem. Dużym plusem jest jego poręczne opakowanie, które można było wrzucić do torebki i ponawiać aplikację w ciągu dnia, gdyż miał lusterko.

EOS, balsam do ust. O tym produkcie mogliście już przeczytać TUTAJ. I od tamtej pory nie zmieniłam swojego zdania. Balsam gadżeciarsko wygląda i jest lekkim kosmetykiem nawilżającym. Natomiast nie zrobił na mnie większego wrażenia, znam lepsze pomadki i to w niższej cenie.

BARTOS, APPLE QUEEN, krem do twarzy z komórkami macierzystymi jabłoni (Recenzja) Uwielbiam kremy do twarzy o naturalnym składzie, najlepiej mi się one sprawdzają. Czasem próbuję kosmetyków standardowych i mimo, że są ok (np. Neutrogena) to jednak te o naturalnym składzie biją je na głowę. A ten z Bartos to mój ogromny ulubieniec do którego z miłą chęcią wrócę w przyszłości.




NATURA SIBERICA, Rokitnikowy-Myjący peeling do skóry głowy. Peeling, który jest dostępny w Rossmanie. Substancją ścierną są zmielone łupiny orzeszków cedrowych oraz zmielone pestki maliny. Jest to bardzo dobry peeling, skutecznie złuszcza martwy naskórek ze skalpu, minimalizuje łupież (sprawdzone na mężu) oraz swędzenie skóry spowodowane suchością. Dla mnie trochę minusem było to, że drobinki się nie rozpuszczają i trudno wypłukać je z gęstych, długich włosów. Zaskoczyło mnie również, że peeling się pieni, jest w nim sporo substancji myjących. Myślałam, że może będzie to fajny produkt 2w1 - peeling i szampon, ale jednak u mnie taka metoda się nie sprawdziła i miałam wrażenie że włosy są klejące i nieumyte. Musiałam użyć innego, ale nadal delikatnego szamponu, bez SLS.

SYLVECO, Ziołowy płyn do płukania jamy ustnej. Doprawdy nie wiem, czemu recenzja na temat tego produktu jeszcze się nie pojawiła. Kupuję go regularnie i to już n-te opakowanie, które posiadam. Płyn nie zawiera alkoholu ani fluoru. Bardzo dobrze odświeża jamę ustną, a przy tym nie piecze. Ma miły, ziołowy smak. 

RECEPTURY BABUSZKI AGAFII, Borówkowa pasta wzmacniająca dziąsła. Bardzo delikatna, owocowa pasta. Trochę przypominała mi pasty dla dzieci. Nie zawiera fluoru ani fenoksyetanolu. Jak dla mnie była niestety zbyt mało odświeżająca. Zdecydowanie bardziej lubię pasty miętowe lub ziołowe. Jeśli chodzi o wzmocnienie dziąseł to trudno jest mi cokolwiek na ten temat powiedzieć, bo nie mam tego problemu. Ale poleciła mi ją koleżanka u której w ciąży pojawił się problem krwawienia dziąseł i jej pomogła.

ALMA K, Krem do rąk z solą z Morza Martwego. Mała tubka, bardzo wygodna do noszenia w torebce. Krem okazał się świetny. Był bardzo lekki, szybko się wchłaniał - idealne rozwiązanie poza domem, czy np w pracy. Jednocześnie powlekał dłonie taką delikatną otoczką ( dosłownie jak po wyjściu z Morza Martwego - byłam, kąpałam się i wbrew pozorom po wyjściu z wody skóra nie jest wysuszona!) Po jego użyciu skóra była fajnie nawilżona i gładka, jedwabista. Myślę, że jeszcze kiedyś po niego sięgnę - widziałam te kosmetyki w Hebe.

VIANEK, normalizujący peeling do twarzy. Bardzo lubię peelingi z korundem. Te maleńkie drobinki idealnie polerują skórę. Trzeba jednak uważać z siłą tarcia, bo są one dosyć mocne . Peeling sprawdzał się u mnie bardzo dobrze, oczyszczał skórę i odświeżał. Mimo że jest przeznaczony raczej do skóry tłustej i mieszanej lub z niedoskonałościami to nie zauważyłam, aby mnie przesuszał.

DELIA GOOD FOOT, Kąpiel Perełkowa do stóp.  (Recenzja) W ciąży naprawdę doceniłam działanie tego typu produktów. Już wcześniej takie moczenie stóp było bardzo relaksujące. Ale w obliczu tych upałów i puchnięcia nóg okazała się ona wybawieniem. 



COSSI FULLEREN, Olejek upiększający (Recenzja) Pięknie pachnący, wielofunkcyjny olejek, który ma w buteleczce magiczny Kamień Księżycowy czyli szungit. Idealnie sprawdzał mi się wtarty w wilgotną skórę po ciepłym prysznicu. Była po jego użyciu bardzo miękka i nawilżona. Używałam również do olejowania włosów, a także do zabezpieczania końcówek. Zapach kojarzył mi się z owocami egzotycznymi, z mango.

COSNATURE, żel pod prysznic z solanką i rumiankiem. Kupiłam go z polecenia Czarszki i nie zawiodłam się. Żel miał delikatny zapach. Nie zawiera silnych detergentów więc ani nie wysusza, ani nie podrażnia skóry. Stosowałam go także do mycia twarzy i w tej kwestii również nie mam mu nic do zarzucenia. Chętnie do niego wrócę.

ISANA LEMON TASTE, pianka do mycia ciała. (Recenzja) Pachniała bardzo przyjemnie cytrynową tartą, nie był to taki rześki, cytrusowy zapach, bardziej subtelny. Pianka ma zbitą konsystencję i jest wydajna. Fajnie sprawdza się także jako produkt do golenia nóg. Mimo, że zawiera SLS nie wysuszyła mojej skóry.

MUSTELA, krem dla kobiet w ciąży, przeciw rozstępom. Przez te 9 miesięcy zużyłam więcej balsamów do ciała niż normalnie zużywam w ciągu roku, ale naprawdę przyłożyłam się do regularnego (może nie koniecznie codziennego ;) ) masażu. I opłaciło się - nie mam ani jednego rozstępu. Krem miał delikatną konsystencję i niedrażniący zapach. Pełną jego recenzję będziecie mogli przeczytać niebawem, gdyż szykuję dla Was wpis o produktach tego typu i ogólnie o rozstępach - nie tylko podczas ciąży.

KHADI, Olejek do twarzy i ciała z różowym lotosem. Olejek o bardzo fajnym składzie orientalnych olei. Miał intensywny różowy kolor i niestety bardzo intensywny, orientalny, kadzidlany zapach. Dla mnie niestety zbyt intensywny. Nie byłam w stanie używać go solo. Rozrabiałam z innymi olejkami. Najczęściej używałam go po kąpieli na jeszcze wilgotną skórę i samo działanie było bardzo dobre, jednak zapach hmmm kontrowersyjny.

FRESH&NATURAL, Orzechowe masło do ciała. Ten balsam mogłabym po prostu zjeść łyżeczką z opakowania jak najpyszniejszy krem do ciasta. Pachnie obłędnie Kinder Bueno :D Ale zapach nie jest jego jedynym atutem. Masło jest gęste i treściwe. Mocno nawilża i odżywia ciało. W ogóle mam wrażenie, że każdy produkt tej marki, który trafia w moje ręce okazuje się ogromnym hitem. Miałam także sól borowinową oraz peeling korzenny. Na pewno odwiedzę stoisko podczas najbliższych targów Ekocuda.


EFEKTIMA BLACK DETOX, płatki pod oczy. Bardzo lubię maski Efektima. Zazwyczaj stosuję je przed większymi wyjściami, rodzinnymi imprezami. Niemniej jednak zawsze jakieś opakowanie płatków posiadam. Te zaskoczyły mnie czarnym kolorem. Dobrze przylegały do skóry i nie spływały. Po zdjęciu okolica pod oczami była fajnie napięta i rozjaśniona. Życzyłabym jednak sobie, aby tego produkty były też produkowane w większych opakowaniach jak to ma miejsce np w wypadku płatków koreańskich.

MEDIHEAL, maski w płachcie. Myślę, że to jedne z lepszych masek, które można dostać od ręki w naszych sklepach. Mają miękkie, komfortowe płachty które dobrze przylegają do skóry. Są solidnie nasączone esencją. Po zdjęciu skóra jest intensywnie nawilżona i można w nią wetrzeć resztki esencji, która zostaje w opakowaniu. Często widuję je w Kaufland, wiem że pojawiają się także w Lidlu.

TOŁPA DERMO FACE SEBIO, Węglowa maska czarny detoks oraz peeling 3 enzymy. Z przyjemnością stosowało mi się ten duet, chociaż wiem że zdania na jego temat są bardzo podzielone. Szczególnie jeśli chodzi o peeling enzymatyczny. U mnie nie spowodował on pieczenia ani żadnego podrażnienia. Owszem czułam lekkie mrowienie skóry, ale było ono bardzo podobne do stosowanych przeze mnie kiedyś kwasów np migdałowego. Po zmyciu skóra była miękka, gładka i dobrze oczyszczona. To chyba najlepszy peeling enzymatyczny jaki miałam. Maska również przypadła mi do gustu, mimo że jest dedykowana do skóry tłustej i mieszanej. Podobała mi się jej konsystencja, która nie zastygała na skorupę. Przez co nie przesuszała mojej i tak suchej skóry. Po takiej kuracji czułam, że cera jest idealnie oczyszczona, a pory zwężone. Najczęściej nakładałam po niej jeszcze maskę w płachcie , a potem krem na noc. Kupię na pewno.

I to już wszystkie produkty, które zużyłam ostatnio. Trochę się tego nazbierało, ale cieszę się , gdyż sukcesywnie udaje mi się uszczuplać moje zapasy. Staram się nie kupować zbyt dużo i post z nowościami po raz kolejny będzie postem dwumiesięcznym.

Jestem ciekawa, czy znacie coś z mojego denka. A może coś Was zainteresowało?

Pozdrawiam
Emi

Zapraszam również na moje media społecznościowe Facebook i Instagram.

maja 09, 2018

Meet Beauty IV - Krótka relacja i upominki.

Meet Beauty IV - Krótka relacja i upominki.
Witajcie!

Meet Beauty Conference 2018 dobiegło końca. Miałam okazję uczestniczyć w tym wydarzeniu już po raz drugi z rzędu. W tym roku konferencja została zorganizowana w Hotelu Lord w Warszawie. Jak zawsze organizatorzy przygotowali dla nas szereg atrakcji oraz ciekawych tematów. Także firmy współorganizujące wydarzenie postarały się, aby ich warsztaty oraz stoiska przykuwały naszą uwagę. Oczywiście każda z firm patronażowych przygotowała dla nas upominki. A zostały one nam wręczone w takich pięknych torbach. Każda z influencerek podczas zapisów określała swoją główną dziedzinę - u mnie była to oczywiście pielęgnacja. Jak zawsze torby różniły się zawartością w zależności od wybranej kategorii. Poza tym dodatkowe produkty można było uzyskać na warsztatach lub przy stoiskach poszczególnych marek.


Upominkiem, który chyba najbardziej mnie zaciekawił z całej zawartości był krem od Bartos Cosmetics. Jest to młoda, polska marka tworząca kosmetyki naturalne. W pięknym opakowaniu z higienicznym dozownikiem znajduje się krem odmładzający z komórkami macierzystymi jabłoni domowej. Poza tym krem ma silne działanie nawilżające, gdyż jego głównym  składnikiem jest sok z aloesu oraz kwas hialuronowy. Już nie mogę się doczekać aż go wypróbuję.



Drugą ciekawą marką jest O2 skin. Jest to również polska marka tworząca kosmetyki tlenowe do pielęgnacji twarzy. Musze przyznać, że bardzo zaciekawiła mnie technologia produkcji tych kosmetyków. Na warsztatach właścicielka marki trochę przybliżyła nam jak to wygląda w praktyce i jakie kosmetyki możemy nazwać tlenowymi, a jakie dotleniającymi. W efekcie trafił do nas całkiem pokaźny asortyment produktów : 4 z 6 dostępnych. W skład serii wchodzą : krem-żel na dzień, nawilżający krem na noc, rozjaśniający krem pod oczy oraz intensywnie nawadniające serum.






Jednym z ciekawszych wykładów na jakich byłam był ten o olejkach eterycznych prowadzony przez Klaudynę Hebdę. Klaudyna w bardzo przystępny, ale zarazem fachowy sposób opowiedziała nam o zastosowaniu olejków eterycznych, czym się różnią oraz w jaki sposób można je wykorzystać. Pokazała nam również skąd zdobywa surowce do swoich receptur. Na pamiątkę dostaliśmy pięknie pachnący olejek pomarańczowy, który już dodałam do serum aloesowo-olejowego aby nieco przytłumić zapach oleju konopnego.


Kolejnym upominkiem był pięknie zapakowany Bio Oil. Produkt myślę dobrze znany i polecany w pielęgnacji skóry. Z racji tego, że nie używam parafiny został podarowany w prezencie mojej mamie.


Firma Mediheal podarowała nam trzy maseczki w płachcie. Maskę z nadrukiem karnawałowym już przetestowałam i muszę Wam przyznać, że bardzo mi się spodobała. Jestem ciekawa działania pozostałych.



 Marka Roge Cavilles to dla mnie całkowita nowość, W swojej ofercie mają mnóstwo pięknie pachnących produktów do pielęgnacji ciała. Z tego bogatego asortymentu najbardziej urzekł mnie krem pod prysznic z zawartością masła shea o zapachu magnolii. 



Przy stoisku Efektima można było otrzymać różne produkty w zależności od preferencji i od rodzaju skóry. Trafiły do mnie miniaturki peelingów do ciała: oczyszczającego - z węglem aktywnym, antycellulitowego z algami oraz ujędrniającego z kokosem. Takie małe opakowania będą świetne na wyjazdy. Znalazła się tutaj także miniaturka balsamu z kofeiną. Oraz produkt, który sama sobie wybrałam czyli czarne, węglowe płatki pod oczy.


Bardzo ciekawe rozwiązanie zaproponowała Pollena Eva, która produkuje kosmetyki Eva Dermo. A mianowicie na stoisku była dostępna kosmetolog wraz z aparatem badającym naszą skórę. Ogólnie mój wynik nie był zły: cera jest dobrze unaczyniona, bez rozszerzonych naczyń , pory są minimalnie rozszerzone, zmiany depigmentacyjne są płytkie. Jednak tak jak się spodziewałam moja skóra jest bardzo słabo nawilżona, mimo że naprawdę robię co mogę. Piję dużo wody, staram się odpowiednio dbać o skórę, a jednak... w ciąży ten problem niestety tylko się pogłębia. Na podstawie wyników badań zostały mi polecone produkty: krem przeciwzmarszczkowy na dzień, peeling enzymatyczny oraz intensywnie nawilżający krem do stóp.


Oczywiście i w tym roku nie mogło zabraknąć Anabelle Minerals. Dobrze wiecie, że bardzo lubię tę firmę i często używam ich kosmetyków. Dlatego żałuję, że nie udało dostać mi się na warsztaty przez nich organizowane. W tym roku trafiły do nas kolejne dwa cienie mineralne z nowej kolekcji: white coffe i frappe. Na stoisku było również urządzone piękne, zielone tło na którym można było zrobić zdjęcie. Za udostępnienie go na Instagramie dostałam wielofunkcyjny olejek. Ja wybrałam wersję Stay Essential czyli najbardziej bogatą.





 Firma Pierre Rene pozwoliła nam wybrać kilka produktów, którymi najbardziej byłyśmy zainteresowane. Zainteresowanie było ogromne i gdy już doszłam do stoiska (pod koniec drugiego dnia) to niestety niewiele produktów pozostało. Ale wybrałam: bazę rozświetlającą, tusz do rzęs Performance oraz szminkę Royal Mat Lipstic, którą mam już w swoich zbiorach i uwielbiam. Mam trochę kosmetyków tej marki. Zastanawiam się, czy przygotować jakiś makijaż - pierwsze wrażenie z ich użyciem?


Z asortymentu paznokciowego w moje łapki wpadł pilnik o bardzo drobnej gradacji i dwa pyłki. Mirror Effect daje standardową, srebrna taflę natomiast w Prismatic Effect z miejsca się zakochałam. Ten kolor na czarnym lakierze mieni się odcieniami zieleni, miedzi i fioletu. Coś pięknego!






Z bardziej interesujących mnie obecnie stoisk była Mustela. Słyszałam wiele dobrego o kosmetykach dla kobiet w ciąży tej firmy. Na przetestowanie otrzymałam kultowy krem zapobiegający rozstępom. Już zaczęłam go stosować także niebawem recenzja się pojawi. Dostałam też zestaw miniaturek kosmetyków dla dzieci w wygodnej saszetce, który świetnie sprawdzi się , aby zabrać go do szpitala. W gratisie trafił do mnie także uroczy, pluszowy miś - Musti.



Firma So Chic obdarowała nas lakierem do paznokci oraz matową pomadką do ust. Mi przypadły bardzo odważne kolory. Czarnego lakieru na paznokciach raczej nie noszę. Natomiast szminka w pomarańczowoczerwonym odcieniu myślę, że będzie ładnie wyglądała przy opalonej karnacji.



Tołpa i tym razem mnie nie zawiodła. Postawiła na nowości. W pięknych, egzotycznych opakowaniach znajdują się peeling enzymatyczny oraz czarna maska detoksykująca. Dodatkowo żel micelarny z olejem z lnu - uwielbiam te delikatne żele! A także chusteczki złuszczające, które chetnie wykorzystam jesienią.


Marka Neess prowadziła warsztaty na których pokazała nam swój najnowszy hit - bazę peel off. Ma ona skrócić i ułatwić ściąganie lakieru hybrydowego. Od tej pory zrobimy to łatwo jedynie podważając lakier patyczkiem. Oprócz wspomnianej bazy trafił do mnie także lakier w bardzo modnym obecnie odcieniu Szmaragdowe Solo oraz dwa zabawne pyłki do zdobień. W paczce znalazła się także specjalna gąbka-czyścik do pędzli oraz szczotka do makijażu. Jestem ciekawa czy będę umiała się nią posłużyć.





I to już wszystkie upominki. Szkoda, że te dwa dni mijają tak szybko. Cieszę się, że ponownie mogłam uczestniczyć w tym wydarzeniu i spotkać się z dziewczynami, z którymi kontaktuję się jedynie przez internet. Każde Meet Beauty to nowa nabyta wiedza, ogrom świetnej zabawy oraz nowe znajomości :) Mam nadzieję, że zobaczymy się za rok!

Pozdrawiam
Emi
Copyright © 2016 Uroda Według Blondynki , Blogger