Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Biolaven. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Biolaven. Pokaż wszystkie posty

marca 19, 2019

Co warto kupić na targach kosmetyków naturalnych - Ekocuda edycja 6 Warszawa

Co warto kupić na targach kosmetyków naturalnych - Ekocuda edycja 6 Warszawa
Hej!

Ekocuda to jedne z największych targów kosmetyków naturalnych . Odbywają się one obecnie w trzech miastach: Gdańsku, Poznaniu i Warszawie. W Warszawie w ostatni weekend marca odbędzie się już 6 edycja tego wydarzenia. Jesienną, 5 edycję odwiedziło ponad 20 000 uczestników. Swój udział zadeklarowało 170 wystawców nie tylko z Polski, ale także zagranicznych.



Ekocuda to nie tylko okazja do zrobienia zakupów, ale także możliwość wzięcia udziału w interesujących warsztatach oraz wykładach. W tym roku, po raz pierwszy zostanie poprowadzony panel dyskusyjny "Dbaj o siebie naturalnie". Jest to idealna wydarzenie, aby uzupełnić swoją kosmetyczną wiedzę. Mi się osobiście podoba również to, że wystawia się wiele małych, rodzimych manufaktur które nie są tak bardzo znane w internecie. Można trafić na naprawdę świetne, unikatowe kosmetyki. Dużym plusem jest równiez to, że mamy możliwość obejrzenia, dotknięcia produktów, zobaczenie ich konsystencji, a także wzięcie próbek. Sama osobiście bardzo czekam na te targi i przygotowuję sobie listę kosmetyków, które chciałabym kupić. 

Dzisiaj natomiast chciałabym Wam przedstawić moich ulubieńców, których Wam z całego serca mogę polecić. Jeśli kompletujecie swoją listę zakupów to zapraszam :)



SYLVECO:

Jak wiecie darzę tę markę ogromną sympatią, ale także wielkim sentymentem. Była to pierwsza naturalna marka z którą miałam styczność. To własnie z Sylveco zaczynałam swoją przygodę z naturalnymi kosmetykami, która trwa do dzisiaj.



SYLVECO Rumiankowy żel do mycia twarzy : jeden z moich ulubionych żeli. Dobrze odświeża i ładnie rozjaśnia skórę dzięki zawartości kwasu jabłkowego. 

BIOLAVEN Odświeżająco-Nawilżający żel do twarzy Dużo delikatniejszy, lagodniejszy. Myślę, że w sam raz dla osób z wrażliwą, suchą cerą.

SYLVECO pomadka z peelingiem Polecam zarówno wersję klasyczną jak i mietową. Ta druga jest delikatniejsza, ma mniej drobinek cukru, ale fajnie odświeża zwłaszcza latem.

SYLVECO Hibiskusowy tonik do twarzy Mój ulubiony tonik! Nie jestem w stanie powiedzieć ile już opakowań przerobiłam. Chociaż jest to produkt kontrowersyjny i nie każdy się lubi z jego żelową konsystencją.

SYLVECO balsam przeciw rozstępom Używałam przez całą ciążę. Nie mam ani jednego rozstępu, ale może to zasługa genów ;)

SYLVECO płyn do płukania jamy ustnej. Również kupuję regularnie. Genialnie odświeża, ale nie jest za mocny, nie zawiera alkoholu.

SYLVECO zasypka dla dzieci. Przyjemny produkt, który nie zawiera talku. Głownym składnikiem jest skrobia kukurydziana. Skutecznie chroni pupę przed odparzeniami.

FRESH&NATURAL

Muszę przyznać, że jeszcze żaden z kosmetyów tej marki mnie nie zawiódł. Z ogromną przyjemnością wracam do nich za każdym razem.



Fresh&Natural Korzenny peeling do ciała mój zdecydowany ulubieniec, za działanie, za zapach, za to jak przyjemna jest skóra po jego użyciu.

Fresh&Natural kuracja Borowinowa. Idealna, po męczącym dniu, gdy musimy się zrelaksować, świetnie się sprawdza na obolałe mięśnie.

Fresh&Natural Regenerujący Orzechowy balsam do ciała. To jak pachnie ten balsam to jest istne marzenie... czekoladoholiczki.

MINISTERSTWO DOBREGO MYDŁA

I oczywiście nie mogłaby zabraknąć cudownego Peelingu Śliwkowego. Jak dla mnie mistrzostwo i jeden z lepszych peelingów, depcze po piętach temu z Fresh&Natural.



RAPAN BEAUTY 


Ich maski glinkowe są po prostu rewelacyjne - post o jednej z nich niebawem pojawi się na blogu.



MOKOSH

Balsam brązujący to było dla mnie wybawienie w tamtym roku, gdy z brzuszkiem nie mogłam przebywać na słońcu. Nie to, żebym była fanką wylegiwania się na słońcu, ale jednak lubię być delikatnie opalona. I w tym pomógł mi właśnie ten naturalny samoopalacz. Uzywany regularnie daje ładną opaleniznę, nie tworzy smug. Do tego pięknie pachnie , tak korzennie (kojarzy mi się z zapachem peelingu Fresh&Natural)



SENELLE

Miałam trzy kosmetyki tej marki i wszystkie trzy okazały się ogromnym hitem. Natomiast jeśli miałabym polecić Wam tylko jeden z nich to na pewno byłoby to Rewitalizujące serum do twarzy .



BARTOS

Krem Apple Queen jest moim największym ulubieńcem i jak na razie jeszcze żaden inny krem go nie zdetronizował. Jeżeli macie cerę suchą i szukacie odżywienia i nawilżenia to polecam. Moja miłość wielka.



ANABELLE MINERALS

To również marka do której mam ogromny sentyment ponieważ były to moje pierwsze podkłady mineralne. Nadal bardzo je lubię i często używam. Z Anabelle bardzo lubię również pędzel kabuki. Jak dla mnie jest idealny do nakładania minerałów.



LILY LOLO

Jeśli szukacie podkładów mineralnych o lżejszej konsystencji i delikatniejszym kryciu to te od LL będą w sam raz. Ja ze swojej strony mogę Wam w szczególności polecić krem BB tej marki. Jest to mój wakacyjny, lekki ulubieniec.



KLAREKO

Na targach możemy zaopatrzyć się nie tylko w naturalne kosmetyki, ale także w środki do sprzątania naszego mieszkania, czy domu. Mi świetnie sprawdziły się produkty Klareko. Mają przyjemny zapach i naprawdę bardzo dobrze czyszczą. W szczególności polubiłam się z Musem Czyszczącym.



Zamierzacie wybrać się na targi? 
Macie przygotowaną wishlistę?

Pozdrawiam
Emi

stycznia 21, 2018

TOP 10 MINIONEGO ROKU, ULUBIEŃCY 2017 r.

TOP 10 MINIONEGO ROKU, ULUBIEŃCY 2017 r.
Witajcie!

Rzadko to piszę/mówię, ale początek roku upływa mi jak szalony. Jeszcze niedawno siedzieliśmy przy wigilijnym stole, a teraz mamy już końcówkę stycznia. Dosyć późno, ale jednak w końcu udało mi się ich wytypować... prezentuję Wam moich ulubieńców poprzedniego roku.

Jeśli jesteście ciekawi, co skradło moje serce, zapraszam do czytania.

 BLOGERSKIE SPOTKANIA

Absolutnie nie jestem typem samotnika i uwielbiam blogerskie spotkania. To świetna okazja do zapoznania całkowicie nowych osób, które mają podobne do nas zainteresowania. W tym roku miałam okazję uczestniczyć w kilku świetnie zorganizowanych imprezach i mam nadzieję, że w tym roku , o ile czas mi pozwoli również będę miała taką okazję. Relację z każdego z nich możecie przeczytać poniżej:




SENELLE

Marka Senelle jest polską firmą tworzącą kosmetyki o świetnych składach, skutecznym działaniu i w oparciu o najlepsze jakościowo składniki. Wszystkie trzy kosmetyki, które otrzymałam od firmy do testów okazały się ogromnym hitem w mojej pielęgnacji. Na pewno kupię inne serie, gdy skończę obecne produkty.










 LUSH

Nawet nie wiecie jak żałuję, że kosmetyki firmy Lush nie są dostępne w Polsce. Będąc za granicą udało mi się złapać dwa produkty tej marki i nawet nie wiecie jak bardzo później żałowałam, że nie wzięłam ich więcej. Zarówno czyścik jak i maseczka sprawdziły się u mnie rewelacyjnie. Ogromnym plusem jest ich naturalny skład, co dla mnie jest ważnym kryterium wyboru.


BIOLAVEN - Naturalny szampon do włosów (Recenzja)

Zdecydowanie rok 2017 był rokiem testowania szamponów naturalnych. Praktycznie całkowicie zrezygnowałam z szamponów z silnymi detergentami SLS i SLES. Próbowałam mycia odżywką, niestety nawet na moich suchych włosach ta metoda się nie sprawdziła. Miałam wrażenie, że włosy są oblepione i niedomyte. Natomiast ten szampon jest bardzo skuteczny, ale zarazem delikatny. Nie przesusza włosów, świetnie się po nim rozczesują. Tak naprawdę mogłabym nie używać odżywki ani olejku na końcówki, ale oczywiście zawsze to robię :)


EQUILIBRA - żel aloesowy (Recenzja)

Żele aloesowe to moje ogromne odkrycie minionego roku. Testowałam kilka i najlepiej sprawdził mi się ten z Equilibra. Ma on też najlepszy skład jesli chodzi o produkty, które mamy dostępne na rynku. Moją ulubioną metodą jest wymieszanie żelu aloesowego z kilkoma kroplami ulubionego olejku i takie własnoręcznie zrobione serum wklepuję w wilgotną skórę i dopiero na to aplikuję krem. Jest to świetna dawka nawilżenia.


BANDI PROFFESIONAL Tricho Estetic - Peeling do skóry głowy (Recenzja)

W 2017 roku odkryłam peelingi do skóry głowy. Wcześniej próbowałam je wykonywać domowymi sposobami np cukrem, ale było to dla mnie zbyt czasochłonne i problematyczne. Peeling trychologiczny z mocznikiem okazał się strzałem w 10!  Stan mojej skóry głowy bardzo się poprawił, gdyż przestała ona być taka sucha i swędząca. W tym roku chciałabym przetestować podobny produkt z Bionigree.



 BIELENDA Multi Essence (Recenzja)

Trochę sceptycznie podeszłam do wersji dla skóry tłustej i mieszanej. Bałam się, że będzie mnie przesuszać i już miałam go oddać siostrze. Jak dobrze, że tego nie zrobiłam bo esencja okazała się moim wielki hitem pielęgnacyjnym. Fajnie nawilża skórę, zmiękcza i przygotowuje ją do dalszych etapów. Niestety chyba produkt został wycofany ze sprzedaży, gdyż niedawno kupowałam jego zapas w cenie na do widzenia. Wersja różowa, teoretycznie do skóry suchej, nie jest aż tak dobra.


 LILY LOLLO Romantic Rose (Recenzja)

Jestem maniaczką produktów do ust i mam ich naprawdę bardzo dużo. Oczywiście lubię matowe pomadki i często ich używam. Ale jeśli chcę mieć pomalowane usta, ale jednocześnie wypielęgnowane to sięgam własnie po naturalną pomadkę z Lily Lollo. Ma świetny skład pełen olejów, które dbają o nasze wargi. Pomadka jest bardzo komfortowa w noszeniu - jak balsam do ust. Poza tym ma przepiękny kolor, który pasuje do każdego makijażu.


MAKEUP REVOLUTION  Chocolate & Peaches

Przyznam się, że pokochałam paletki czekoladowe. Lubię je za piękne kolory, pigmentację i łatwość w używaniu. Długo zastanawiałam się nad kupnem palety Sweet Peach z Too Faced. W końcu zrezygnowałam, gdyż nie robię makijażu oczu codziennie (chociaż się staram) i wolałam taką ilość pieniążków przeznaczyć na coś innego , choćby dobrą pielęgnację. W tym roku moim makijażem, chociaż nie tylko moim, zawładnęły oczywiście ciepłe odcienie. Mam ciepły odcień karnacji więc czuję się rewelacyjnie we wszystkich brzoskwiniach, burgundach i karmelach. W tej palecie jest wszystko czego potrzebuję, a duże lusterko sprawia, że jest to również idealna paleta do podróżowania.


BLEND IT!

Gąbeczki do makijażu całkowicie zdominowały mój makijaż. Nie przepadałam za aplikacją podkładu pędzlem - zawsze efekt był dla mnie zbyt ciężki, warstwa podkładu zbyt gruba. Dużo bardziej podobał mi się efekt, który osiągałam nakładając palcami. Zmieniło się to, gdy trafiłam na blend it. Gąbeczka daje bardzo delikatny i naturalny efekt, aplikuje cienką warstwę podkładu. Dla mnie idealnie. Chętnie bym przetestowała w tym roku oryginalny Beauty Blender.



I to już wszyscy moi ulubieńcy tamtego roku. Ciekawa jestem, czy ich znacie i czy lubicie tak bardzo jak ja? 

A co Was zauroczyło w minionym roku?

Emi

stycznia 10, 2018

Biolaven - naturalny szampon do włosów

Biolaven - naturalny szampon do włosów
Witajcie!

Znalezienie odpowiedniego szamponu do naszych włosów bywa bardzo trudne. Już jakiś czas temu postanowiłam przejść na ich naturalną pielęgnację i łagodne szampony bez silnych detergentów. Początki były bardzo trudne i przyznam, że kilka razy porzucałam ten pomysł. Ale po pewnym czasie i konsekwentnym pielęgnowaniu mojej czupryny wreszcie nadszedł sukces. Włosy przestały na naturalne produkty reagować ogromnym przesuszeniem i splątaniem. I mimo, że nadal używam także produktów nienaturalnych (szczególnie jeśli chodzi o maski i zabezpieczanie końcówek) to do standardowego mycia używam własnie  delikatnych produktów. W tym roku odkryłam świetny szampon, który wyparł mojego dotychczasowego ulubieńca, czyli Szampon Odżywczy Vianek.






Skład: Aqua, Lauryl Glucoside, Cocamidopropyl Betaine, Coco-glucoside, Vitis Vinifera Seed Oil, Panthenol, Hydrolyzed Oats, Lactic Acid, Sodium Benzoate, Cyamopsis Tetragonoloba Gum, Lavandula Angustifolia Oil, Parfum.


Bardzo lubię szatę graficzną marki Biolaven. Jest ona minimalistyczna. Produkty są umieszczone w biało-fioletowych opakowaniach z roślinnym motywem. Buteleczka jest standardowa. Dziurka, która jest w opakowaniu jest odpowiedniej wielkości i dozuje odpowiednią ilość produktu.

Sam szampon jest przeźroczysty i dosyć gęsty. Zapach jest dosyć intensywny. Szczerze mówiąc nie czuję w nim za bardzo lawendy. Dla mnie to bardziej zapach słodkiego soku winogronowego. Jest od bardzo przyjemny, ale po spłukaniu nie utrzymuje się na włosach.

Szampon po zmieszaniu z wodą delikatnie się pieni. Nie trzeba go zbyt dużo, aby umyć włosy. Ja zazwyczaj spieniam go w dłoniach i myję skalp, a następnie pianę przeciągam na resztę włosów. Tę procedurę powtarzam dwukrotnie. Po takim myciu moje włosy są bardzo dobrze oczyszczone, ale bez nieprzyjemnego wysuszenia. Dodatkowo wszystkie odżywki, czy maski świetnie się w nie wchłaniają i stanowią uzupełnienie pielęgnacji. Szampon nadaje się również do zmywania mieszanki olejów. Mimo swojej skuteczności nadal zostaje szamponem delikatnym. Moja skóra nie jest po nim wysuszona, ani podrażniona. Nie skarżę się na irytujące swędzenie skóry. Bardzo polubił się z nim również mój mąż, u którego został załagodzony problem łupieżu. Kilka razy zdarzyło mi się umyć nim włosy i nie nałożyć odżywki. I byłam zaskoczona, że moje włosy nie są spuszone.

Dlatego po wielu poszukiwaniach ulubionego szamponu naturalnego śmiało mogę stwierdzić, że jest nim własnie Biolaven. Spełnia wszystkie moje oczekiwania. Dobrze nawilża włosy i skalp, ale jednocześnie ich nie obciąża ani nie przetłuszcza. Skóra jest dobrze oczyszczona i gotowa na kolejne kroki pielęgnacyjne. Chętnie do niego wrócę, jak tylko skończę szampony które mam. Chętnie też wypróbuję odżywkę z tej samej serii.



A Wy? Używacie szamponów naturalnych, czy tradycyjnych? Macie swojego ulubieńca?

Pozdrawiam
Emi :)

stycznia 03, 2018

OSTATNIE DENKO 2017 r #12 GRUDZIEŃ

OSTATNIE DENKO 2017 r #12 GRUDZIEŃ
Witajcie!

Na blogach królują postanowienia noworoczne oraz ulubieńcy roku 2017. Ja postanowiłam w pierwszej kolejności rozliczyć się ze wszystkimi zużytymi produktami. Przed świętami robiłam porządki i pojawią się także posty z moimi aktualnymi zapasami kosmetycznymi, a także z rozliczeniem postanowienia o minimalizmie kosmetycznym. Jak mi wyszło? O tym już niebawem.

Wiem, że wiele osób zrezygnowało już z tego typu postów. Ja jednak bardzo lubię tę serię, pozwala mi ona prowadzić bilans swoich kosmetycznych zapasów. Sama bardzo lubię czytać denka i wiem, że Wy też je lubicie. Dlatego w przyszłym roku na pewno nie znikną one z mojego bloga.



1. Eveline, krem na noc. Krem miał bardzo przyjemną, żelową konsystencję i nawet fajnie nawilżał, ale niestety miał mocny zapach. Chyba odzwyczaiłam się od kremów o takim chemicznym, kosmetycznym zapachu. Zdecydowanie wolę zapachy delikatniejsze i naturalne. Po kilku użyciach trafił więc do mojego męża i jemu jak najbardziej odpowiadał.

2. Mixa Hyalurogel, micelarny żel do twarzy (Recenzja). Muszę stwierdzić, że kosmetyki Mixa bardzo pozytywnie mnie zaskoczyły. A w szczególności ten właśnie żel. Miał bardzo przyjemną, aksamitną konsystencję. Nie wysuszał buzi. Ale jeśli szukacie produktu do zmywania makijażu to raczej nie poradzi sobie z tym wodoodpornym, czy zastygającym. Mi się świetnie sprawdził w porannej toalecie lub do odświeżenia twarzy w ciągu dnia, gdy się nie malowałam.

3. Fresh&Natural, pasta do demakijażu (Recenzja). To była bardzo trudna znajomość. Na początku bardzo nie lubiłam tej pasty. Moja skóra po niej robiła się jakaś tępa, nie dało się z nią używać Foreo Luna. Potem nauczyłam się z nią pracować i denerwowała mnie coraz mniej. Dobrze radzi sobie z makijażem, nie szczypie w oczy. Twarz po jej użyciu nie jest wysuszona. Jednak ma bardzo specyficzny, ziołowy zapach jeśli więc takich nie lubicie to sięgnijcie po coś innego.

4. Mincer, Vita C, domowa mikrodermabrazja. Był to po prostu peeling z bardzo drobnymi kuleczkami złuszczającymi. Nie wiem, czy nazwałabym go aż mikrodermabrazją. Jednak uważam, że to jeden z lepszych peelingów jakie miałam okazję używać. Drobny piasek w środku sprawia, że skóra jest idealnie wypolerowana, a dodatek witaminy C delikatnie ją rozjaśnia. Chętnie do niej wrócę. Pamietajcie, aby uważać na siłę tarcia i nie zrobić sobie krzywdy, gdyż drobinki wyglądają niepozornie , ale mają moc :)

5. Lumene, krem na dzień, krem na noc (Recenzja) . Wszystkie produkty tej marki świetnie mi się sprawdziły. Do tego stopnia, że naprawdę mam ochotę kupić ich pełnowymiarowe opakowania. Najbardziej zauroczył mnie krem na noc. Miał jak dla mnie idealną, gęstą konsystencję. Rano, po przebudzeniu skóra była nawilżona, odżywiona, bez uczucia ściągnięcia. Mogłabym nic na nią nie nakładać, ale... oczywiście nakładałam krem na dzień.


6. Yope, naturalne mydło do rąk Werbena. To nie pierwsza buteleczka tego mydła, którą widzicie w denku. Nie będzie też pewnie ostatnią. Lubię to mydełko za delikatny skład i za to, że pielęgnuje dłonie. No i za świetne zapachy.

7. Alterra, olejek antycellulitowy. Miał bardzo wygodną buteleczkę z pompką. Świetnie nadawał się do masażu szczotką lub bańką chińską. Duży plus za doskonały, naturalny skład i energetyczny, cytrusowy zapach. Jeśli chodzi o działanie antycellulitowe, to jak każdy produkt działał przy regularnym stosowaniu jako wspomagacz zdrowej diety i ruchu.

8. Rexona, antyperspirant. Lubię antyperspiranty w kulce, gdyż są małe i poręczne, łatwo mieszczą się w torbie na siłownię. Nie mam jakiegoś dużego problemu z potem, czy z jego zapachem więc dla mnie ta ochrona była wystarczająca. Fajnie, że nie brudzi ubrań. Obecnie kończę drugą kulkę taką samą (kupiłam dwupak) i zastanawiam się nad wypróbowaniem dezodorantów naturalnych. Może jakiś mi polecicie?

9. Herbal Cere, masło do ciała , lawenda. Kupiłam to masło przypadkiem w Biedronce. Nie zawierało parafiny, było bardzo gęste i nawilżające. Niestety długo się wchłaniało, ale taka już niestety natura takich gęstych maseł - tutaj na drugim miejscu po wodzie mamy masło shea. Natomiast zapach powalał mnie na kolana. Była to mocna, intensywna lawenda. Nie można więc było tego masła nałożyć zbyt dużo. Zapach utrzymywał się przez kilka dni na ubraniach, na piżamie, czy szlafroku. Jeśli kiedyś spotkam to na pewno kupię.


10. Bandi Tricho-estetic, maska do włosów, peeling do skóry główy. (Recenzja) Z tej dwójki na pewno wrócę do peelingu, który był na bazie mocznika. Dzięki temu delikatnie złuszczał martwy naskórek, ale także nawilżał skalp. Przy regularnym używaniu pozbyłam się przesuszenia skóry oraz jej świądu. Maska była również dobra, mentolowa, łagodząca skórę, ale myślę, że poprawa jej stanu to głównie zasługa właśnie peelingu.

11. Pharmaceris, seria H, łupież tłusty. (Recenzja) Szampon ten został mi polecony przez trychologa firmy Pharmaceris i przysłany przez firmę. Niestety okazał się wielką pomyłką :( Nie mam tłustej skóry głowy, włosy mi się nie przetłuszczają, nie mam łupieżu. Na badaniu widziałam na głowie takie drobne skórki wokół cebulek włosów i delikatne zaczerwienienie. Pani trycholog uznała, że trzeba to oczyścić, aby nie uszkadzało włosów i nie zaczęły mi wypadać (nigdy nie miałam z tym problemu). Niestety szampon okazał się dla mnie zbyt silny, po jego użyciu głowa była zaczerwieniona i bardzo mnie swędziała, dużo bardziej niż przed. Co więcej taki sam efekt wywołał u mojego męża. Dużo lepiej sprawdza mi się szampon tej firmy, który nie zawiera SLS.

12. Lonton, Hydro Control, mgiełka nawilżająca. Miała bardzo fajny atomizer, który rozpylał delikatną mgiełkę. Nie zauważyłam jakiegoś spektakularnego nawilżenia, stosowałam w celu łatwiejszego rozczesania włosów.

13. Biolaven, szampon do włosów. (Recenzja) Mój ogromny HIT zeszłego roku i na pewno do niego wrócę. Delikatnie, ale skutecznie myje skalp i włosy. Nie podrażnia, a przy tym pięknie pachnie słodkimi winogronami.


14. Make Me Bio, Winter Care, krem do rąk. Krem ten kupiłam w tamtym roku wraz z zestawem różanym tej marki. I o ile woda różana, jak i krem do twarzy okazały się dla mnie dużym rozczarowaniem (Recenzja), a puder wręcz mnie irytował (Recenzja) tak krem ten był R_E_W_E_L_A_C_Y_J_N_Y !!! Idealnie nawilżał i natłuszczał skórę, a jednocześnie szybko się wchłaniał i nie zostawiał na dłoniach tłustej warstwy. Niestety jest dostępny jedynie w zestawach. Szkoda, bo już myślałam że znalazłam naturalny zastępnik dla mojego ulubieńca z TBS :(

15. Thermissa, nawilżający krem do stóp. No cóż można napisać po próbce, która starczyła na raz. Tyle , że miał fajną konsystencję, ładny zapach i szybko się wchłaniał. To raczej lekki krem więc z mocnymi przesuszeniami chyba by sobie nie poradził.

16. Biotebal, odżywka do rzęs. U mnie tego typu odżywki bardzo dobrze się sprawdzają, nie podrażniają oczu i rzęsy stają się po nich naprawdę dłuższe. Całe szczęście po zaprzestaniu ich używania nie wypadają mi wszystkie na raz jak u niektórych osób. Ale ja swoje naturalne rzęsy mam dosyć mocne i długie także raczej nie ma co liczyć na spektakularny efekt. Chyba większe efekty widziałam po L4L.

17. Dabur Herbal. Fajna próbka na wyjazdy. Niestety miałam wrażenie po tej paście, że mam nieumyte zęby. Zdecydowanie bardziej lubię pasty miętowe.

18. L'Oreal False Lash Superstar, tusz do rzęs. Składał się z dwóch części. Jedna miała wydłużyć, druga pogrubić i podkręcić rzęsy. Rzeczywiście miały inne szczoteczki, ale efekt na rzęsach był bez różnicy. Producent zaleca stosowanie obydwu części. Mi się nie chciało w to bawić. Najpierw zużyłam jedną, potem drugą. Nie mam większych zastrzeżeń, co do tego produktu. Ładnie rzęsy podkreślał, nie osypywał się, ale nie było efektu WOW.


19. Purederm, nawilzające maski w płachcie. Nawet nie były one w płachcie bawełnianej tylko takich cienkich hydrożelowych płatach. Składały się z dwóch części i idealnie dopasowywały się do twarzy. Jak druga skóra. Fajnie nawilżały i napinały, nie widziałam jednak różnicy pomiędzy nimi. Chętnie jeszcze kupię jak spotkam w Biedronce.

20. Purederm, maska oczyszczająca z węglem. Maseczka bąblująca, świetna. Bardzo dużo się tej piany na skórze wytwarza i wygląda się jak wielka chmura :) Zresztą możecie zobaczyć efekt na moim Instagramie. Według mnie te maseczki bardzo fajnie, a jednocześnie delikatnie oczyszczają. Nie pozostawiają buzi ściągniętej ani zaczerwienionej. Nie jestem jednak pewna, czy poradzą sobie z cerą problematyczną.

21. Marion, maska warzywna z dynią i imbirem. (Recenzja) Ta maska sprawdziła się u mnie najlepiej. Dobrze odżywiła moją cerę. Producent zaleca zostawić ją na noc, u mnie jednak powodowały powstawanie niedoskonałości. Ale nałożona standardowo na 15-20 minut świetnie się spisała.

22. BingoSpa, sól borowinowa. Bardzo drobna sól, która najlepiej sprawdza mi się jako dodatek do peelingu kawowego. Jej drobne kuleczki idealnie masują ciało. Borowina ma działanie rozgrzewające, ułatwiające odpływ limfy, a tym samym antycellulitowe. 

23. Peelingująca maska na dłonie. Miała fajną formę rękawiczek nasączonych ekstraktem i kwasami. Bałam się, że efekt będzie taki jak na nogach więc zrobiłam ją pierwszego dnia urlopu, wiedziałam że kilka dni będę w domu. Skóra rzeczywiście trochę się złuszczyła, ale nie widziałam ogromnej poprawy jeśli chodzi o gładkość dłoni. 

24. Marion, maska do włosów blond. Wygodne saszetki, które biorę w podróż. Maska miała fioletowy kolor, ale nie zauważyłam aby jakoś wpłynęła na kolor moich włosów. Fajnie je wygładziła, lepiej się rozczesywały.

25. Marion, maska oczyszczająca z aktywnym węglem. Szczerze mówiąc nie pamiętam jak się ta maska sprawdziła więc chyba nie zachwyciła mnie.

26. Only Bio, żel do mycia ciała. Chętnie spróbuję tych kosmetyków. Żel miał fajną konsystencję i dobry skład. Myślę, że może być alternatywą dla Yope.

27. Benton, Fermentation Eye Cream, Mimo, że próbka była mała to starczyła mi na kilka użyć i muszę stwierdzić, że zaciekawiła mnie na tyle, że jestem skłonna zamówić pełne opakowanie.




Koniec! Ostatnie denko tamtego roku za mną. Cieszę się, że jestem lżejsza o te kosmetyki, chociaż z niektórymi aż szkoda mi się było rozstawać i na pewno do nich wrócę.

Pozdrawiam
Emi

stycznia 11, 2017

DENKO #1/2016

DENKO #1/2016
Hej!

Chyba pora wyrzucić zeszłoroczne pustaki. Nie ma tego w tym miesiącu zbyt dużo, ale znalazło się kilka produktów , które bardzo lubiłam i chętnie do nich wrócę.

Bardzo dobry.
Przeciętny.
Bubel!!!


1. Sylveco , wygładzająca odżywka do włosów. Tak jak bardzo lubię kosmetyki tej marki , tak produkty do włosów kompletnie mi się nie sprawdzają. Odżywkę dostałam w ramach kosmetycznego prezentu od Ani :) U niej odżywka mocno obciążała włosy. U mnie nie robiła praktycznie nic. Może delikatnie je wygładzała, ale niewiele. Była zbyt lekka, a włosy po niej spuszone. Nie polecam.

2. Sun Ozon, samoopalacz do ciała. Bardzo przyjemny produkt , który dostaniecie za przystępną cenę w każdym Rossmanie. Dobrze się rozprowadza, nie tworzy smug. Daje efekt ładnej opalenizny, nie jest ona pomarańczowa. Co ważne ładnie się ściera , nie tworzy plam. Na pewno kupię.

3. Biolaven, płyn micelarny. Bardzo fajny, łagodny micel. Co prawda nie poradzi sobie z jakimś ciemnym, wodoodpornym makijażem, ale z takim bardziej delikatnym już jak najbardziej. Ja i tak zmywam makijaż olejami więc płyn stanowi fajne uzupełnienie tego procesu. Chętnie kupię.

4. Lirene, olejek antycelulitowy. Bardzo przeciętny produkt, nie był zły. Ale takie same efekty można osiągnąć zwykłym olejkiem . Myślę, że większe znaczenie ma tutaj regularny masaż bańką. 

5. Be Beauty Spicy Punch,  rozgrzewająca sól do kąpieli. Miała bardzo fajny, ciepły zapach. Stosowalam ja zarówno do kąpieli stóp jak i do całego ciała.  Nie zauważyłam tylko za bardzo tei efektu grzania. Bardzo przyjemny i niedrogi produkt. Na pewno skuszę się na inne zapachy.

6. Isana,  żel pod prysznic i zapachu borówki.  Jak to żele Isany,  są niedrogie , dobrze myja i mają ładne zapachy. Ten pachniał takimi słodkimi jagodowymi konfiturami. Bardzo mi się ten zapach podobał. 

7. Olay,  CC cream . Kupiłam go kiedyś za grosze w cenie na do widzenia. Bardzo lubiłam go używać w dni kiedy nie nosiłam makijażu.  Bardzo delikatnie kryje.  Jest to wręcz taki krem tonujacy . Nie poradzi sobie z wypryskami  czy przebarwieniami na twarzy ale ładnie niweluje np zaczerwienienia. Mój ulubiony produkt gdy jest gorąco i gdy nie mam ochoty na makijaż.  Wtedy wystarczał mi tylko ten krem i tusz do rzęs. Chętnie wrócę do niego latem.

8. SeeSee nawilżający krem na noc. Produkt dostałam od marki na wrześniowym spotkaniu blogerów.  Miał fajna żelowa konsystencję.  Niestety jak na krem na noc miał dla mnie zbyt lekka konsystencję. Z powodzeniem mogłam fo stosować na dzień. . Trochę przeszkadzał mi jego cytrusowy/toaletowy zapach więc raczej nie kupię.

9. Vichy Aqualia Thermal. Dosyć spora miniaturka która otrzymałam podczas spotkania Kina na obcasach. Nie przepadam za kosmetykami tej marki i ten krem także mnie nie uwiódł. Słabo nawilża.  Całe szczęście mnie nie uczulił jak podkład  ale na pewno nie kupię. 

10. Ekologiczny ekstrakt z jabłka. To był bardzo fajny półprodukt i bardzo dobry nawilżacz. Świetnie nadawał się do różnego rodzaju serum lub kremów czy chociażby do nasączania masek w tabletce. Super!



11. SeeSee ujędrniające błoto do body wrapingu.  Produkt może i dam w sobie dobry. Miał dobra konsystencję która nie spływała ze skóry. Nic mnie nie piekło podczas użycia. Skóra po zabiegu była jędrna i napięta.  Ja jednak jestem zbyt leniwa żeby takie zabiegi wykonywać regularnie, a tylko wtedy ma to sens.

12,13 Maski w płacie jaśminowa i aloesowa. Obie maseczki świetnie się u mnie sprawdziły. Lubię w ogóle ten relaks z maską na twarzy. Skóra jest ładnie nawilżona i ukojona.  Ja jednak nie widzę większej różnicy między różnymi maskami . Wszystkie działają na mnie raczej tak samo.

I to już całe moje zeszłoroczne denko. Czas brać się za kolejne produkty i wyczyścić półeczki z zapasów 😉

Pozdrawiam
Emi

Copyright © 2016 Uroda Według Blondynki , Blogger