Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Golden Rose. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Golden Rose. Pokaż wszystkie posty

października 19, 2018

DENKO WRZESIEŃ

DENKO WRZESIEŃ
Hej!

Tak, mamy już praktycznie końcówkę października chociaż jak do tej pory pogoda okazała się dla nas bardzo łaskawa. Taką złotą jesień to ja bardzo lubię :)

Robiąc porządki w plikach ze zdjęciami okazało się, że mam jeszcze zdjęcia z wrześniowego denka, a do tej pory go nie opublikowałam. W takim razie nadrabiam zaległości i zapraszam na krótkie recenzje kosmetyków, które niedawno zużyłam.


GARNIER BOTANIC THERAPY MIÓD I PROPOLIS . Bardzo lubię maski z Garnier. Są one gęste, dobrze trzymają  się na włosach. Po ich użyciu włosy są miękkie, błyszczące i gładkie. Co dla mnie ważne, nie kołtunią się i łatwo je rozczesać. Maska sprawiła, że moje włosy nie puszyły się, ale jednocześnie nie były obciążone czy tłuste.

BELL ILLUMI. Podkład kupiony na szybko na wyjeździe w Biedronce, gdyż zapomniałam zabrać swojego z domu. Okazał się ogromnym hitem. Był lekki i dawał na skórze naturalny efekt, a przy tym miał całkiem niezłe krycie. Nie przesuszał mojej skóry, która ma do tego tendencję. Na pewno jeszcze go kupię... jak tylko uszczuplę moje podkładowe zapasy.

L'OREAL ELSEVE MAGICZNA MOC OLEJKÓW. Moda na mycie włosów odżywką trwa w najlepsze. L'Oreal postanowił skorzystać z popularności odżywek myjących i stworzył swoją. Niestety u mnie ta metoda się kompletnie nie sprawdza zarówno w przypadku standardowych odżywek jak i tego produktu. Niestety zawsze mam wrażenie, że moje włosy są niedomyte



BABYDREAM PŁYN DO KĄPIELI NA DOBRE SAMOPOCZUCIE. Świetny delikatny płyn do kąpieli, bez sls. Miał przyjemny, relaksujący zapach. Nie był on jakiś mocno intensywny, co w ciąży było ogromnym plusem. Dawał delikatną pianę. Zawierał w sobie nawilżające olejki i rzeczywiście po wyjściu z kąpieli skóra była przyjemnie miękka. Można było nie nakładać już balsamu. Na pewno jeszcze po niego sięgnę.

MARION NAWILŻAJĄCA MASKA DO TWARZY. Kupiłam całą serię miodową w Biedronce. Niestety okazała się bardzo kiepska. Ani jeden kosmetyk nie sprawdził mi się jakoś specjalnie. Żelowa maska miała bardzo fajną konsystencję i przyjemny, miodowy zapach. Miałam co do niej duże oczekiwania, ale okazało się że tak naprawdę nie robi kompletnie nic. Widziałam, że seria miodowa poza Biedronką występuje w innych opakowaniach. Ciekawe, czy to te same produkty.

FACELLE ALOE VERA. Żele do higieny intymnej Facelle bardzo lubię za delikatność i brak mocnych detergentów w składzie. Wersja aloesowa była bardzo odświeżająca. Na wyjazdach zdarza mi się je stosować także do mycia twarzy i całego ciała. Natomiast absolutnie nie sprawdzają mi się do mycia włosów.

MINISTERSTWO DOBREGO MYDŁA PEELING ŚLIWKOWY. (Recenzja) Mój ostatni ulubieniec. Pięknie, słodko pachnie oraz dobrze ściera martwy naskórek. Dzięki zawartości olejów pielęgnuje o nawilża skórę. Na pewno go jeszcze kupię.



Zrobiłam także porządki w moich lakierach do paznokci. Od dawna używam głównie hybryd, nie dokupuję standardowych lakierów , ale mam ich jeszcze dosyć sporo. Dzięki dobremu przechowywaniu są w stanie długo przetrwać. GOLDEN ROSE RICH COLOR to jedne z moich ulubionych lakierów. Mają bardzo wygodny pędzelek i świetną pigmentację. Własnie z tej serii mam najwięcej lakierów. Pastelowy błękitny i morelowy zostały przeze mnie w dużej mierze wykorzystane i niestety zgęstniały. Lakier BELL NUDE WEAR w kolorze delikatnego różu idealnie nadawał się do manicure francuskiego. Kolor był półtransparentny, ale paznokcie nim pomalowane wyglądały na zdrowe i zadbane. O lakierach SALLY HANSEN SALON MANICURE pisałam w bublach (Recenzja). Mimo, że mają jeszcze dobrą konsystencję to są tak kiepskie, że ich nie używam. Bardzo lubię także lakiery RIMMEL 60 sec. tutaj mięta z kolekcji Rita Ora, która swego czasu non stop gościła na moich paznokciach. Hybrydę PIERRE RENE kupiłam jakiś czas temu na promocji w Hebe. Niestety nie użyłam jej ani razu, a niestety się zepsuła. Nie posiadam więc opinii na jej temat.

I to już tym razem wszystko. Nie było tego dużo, ale znalazło się kilka kosmetyków do których na pewno wrócę : peeling MDM, żel Babydream.

Pozdrawiam
Emi

czerwca 16, 2018

Co nowego? Kwiecień-Maj 2018

Co nowego? Kwiecień-Maj 2018
Hej!

W ostatnim czasie pojawiło się już trochę postów z nowościami. Kwiecień i maj obfitowały w różnego rodzaju spotkania dzięki, którym trafiło do mnie wiele ciekawych kosmetyków.






NATURE OF WOMAN - RELACJA ZE SPOTKANIA MIŁOŚNICZEK KOSMETYKÓW NATURALNYCH



Mimo tych wszystkich wydarzeń obfitujących w nowości w moje łapki wpadło także kilka innych produktów.

Niewątpliwie dużym plusem blogowania są nowe znajomości. Tym razem trafiłam na kawkę i plotki w towarzystwie Anetki (cosmeticosmos) oraz Izy (ciabuka). Jak zawsze wymieniamy się swoimi kosmetycznymi perełkami. I w taki oto sposób trafiła do mnie taka oto przyjemna gromadka kosmetyków.


Z produktów do brwi Delia znam jedynie hennę. Bardzo przypadła mi do gustu mascara, gdyż ma świetny kolor oraz malutką, precyzyjną spiralkę. Olejek do demakijażu Biolove bardzo dobrze radzi sobie z rozpuszczaniem kosmetyków nawet tych wodoodpornych. Bardzo podoba mi się to, że nie ma w nim emulgatora i mogę zrobić dłuższy masaż oczyszczający twarzy. Natomiast olejek kokosowy do włosów Dr Sante pięknie pachnie i nabłyszcza włosy. Lubię je stosować na końcówki. W małym opakowaniu znajduje się próbka kremu Iossi Naffi. Długo się zastanawiałam nad kupnem tego produktu i teraz już wiem... że tak kupię na pewno... jak tylko zużyję te kremy, które posiadam (takie postanowienie). Cieszę się również z odsypki podkładu mineralnego Pixie. Kolor Antique Beige był dla mnie idealny i też na pewno sięgnę po pełnowymiarowe opakowanie. Trafiła też do mnie czarna kredka Coleur Caramel i kilka próbek.







Słynna promocja -55% na kosmetyki kolorowe w Rossmann przeszła u mnie bez większego echa. W drogerii kupiłam produkty, które na pewno w najbliższym czasie zużyję czyli balsam do ust EOS w sztyfcie (o słynnym jajeczku przeczytacie TU ), peeling Eveline (chętnie porównam z pomadką Sylveco). Postawiłam też na mojego pewniaka, czyli niezawodną pomadkę Lip Finity Max Factor w odcieniu 125 So Glamorous. (Recenzja) Do koszyka wpadły także zmywacze Isana.



Poza promocją do koszyka trafiły dwie pianki Isana. Ich porównanie z innymi piankami możecie zobaczyć TUTAJ.


Gdy trwa promocja w Rossmannie to inne drogerie odchodzą jakoś w zapomnienie. Tymczasem w tym samym czasie w Hebe trwało również -40% na kolorówkę. Bez problemu kupiłam tam korektor Maybelline Instant Anti Age Eraser.


Szukając naturalnego żelu pod prysznic ostatecznie skusiłam się na Cosnature z maślanką i rumiankiem. Jest bardzo delikatny, nie wysusza skóry ani nie podrażnia. Nadaje się do mycia zarówno ciała jak i twarzy.


Postanowiłam również zdradzić swoją pastę z Ecodenta (Recenzja) i w Biedronce kupiłam kokosową pastę Biomed. Przestawić się nie jest łatwo, gdyż pasta ma specyficzny posmak, nie jest miętowa.



Samoopalacz to mój wierny przyjaciel już od wielu lat. Nie cierpię się opalać, a poza tym mam uczulenie na słońce. Nawet, gdy jestem na wakacjach za granicą to na plaży spędzam naprawdę niewiele czasu. W tym roku postawiłam na naturalny balsam brązujący od Mokosh. I nie żałuję tej decyzji, gdyż już po jednym użyciu opalenizna jest naprawdę intensywna! Duży plus za świetny zapach i przyjemną konsystencję, która nie robi smug.


Skoro już jesteśmy na etapie słońca i opalania to nie mogło zabraknąć również kremu z filtrem. Tym razem zdecydowałam się na Bioderma Photoderm Mineral SPF 50+ który zawiera jedynie filtry mineralne, nie zawiera filtrów przenikających ani fenoksyetanolu. Ma bardzo wygodny atomizer - trzeba dobrze wstrząsnąć . Minusem jest niestety to, że bieli skórę. 











Bardziej zainteresowała mnie majowa promocja 2+2 na produkty do pielęgnacji twarzy w Rossmann. A mianowicie seria Botanic Spa Rituals od Bielenda. Cztery produkty kupiłam sama, trzy dostałam od koleżanki. Jestem w trakcie używania niektórych z tych nich i powiem Wam, że zapowiadają się dobrze.


Tonik hibiskusowy Sylveco nie jest u mnie nowością. Sięgam po niego zawsze, gdy potrzebuję nawilżenia (Recenzja)




Moja srocza natura dała o sobie znać w Golden Rose. Metaliczny cień w płynie pięknie się mieni na powiekach.


Za to w Biedronce spodobał mi się róż do policzków od Bell. Ma taki delikatny kolor, który nadaje cerze świeżego wyglądu.

Nowości jak zawsze trochę się nazbierało. Większość z tych kosmetyków trafiła od razu do użycia, bo staram się nie robić zakupów na zapas. A jak Wasze ostatnie nowości? 

Udanego weekendu!
Emi

marca 28, 2018

DENKO STYCZEŃ-MARZEC 2018: Produkty zużyte i ich następcy.

DENKO STYCZEŃ-MARZEC 2018: Produkty zużyte i ich następcy.
Witajcie!

Oj dawno nie było u mnie projektu denko. Ostatni to ten zakańczający poprzedni rok:


Od tamtej pory oczywiscie trochę produktów mi się nazbierało, ale mam nadzieję, że sprawnie przez to przejdziemy.



Rewitalizujace serum olejowe Senelle (Recenzja) okazało się moim ogromnym ulubieńcem i wielkim hitem. Buzia po nim była doskonale nawilżona i odżywiona. Na pewno jeszcze sięgnę po to lub inne serum tej marki. Obecnie z zapasów wyciągnęłam także przeze mnie lubiany olejek Evree Magic Rose (Recenzja). To już moja 3-4 buteleczka tego olejku więc też o czymś to świadczy.
  
  

Drugi zużyty produkt pochodzi z tej samej marki i był równie świetny, co serum. Optymalizujacy krem pod oczy (Recenzja) był zamknięty w wygodnej i estetycznej buteleczce z pompką. Jego konsystencja była taka jak najbardziej lubię, czyli gęsta i treściwa, a jednocześnie nie mocno tłusta. Nadawał się zarówno na dzień jak i na noc. Na chwilę obecną szukam jakiegoś ciekawego kremu pod oczy i nie mogę się zdecydować. Na razie ukręciłam go sobie sama :)


Miya lekki oczyszczający olejek do demakijażu (Recenzja) niestety mnie nie zachwycił. Co prawda z makijażem radził sobie świetnie, ale tworzył na mojej skórze taką dziwną, trudną do usunięcia powłokę. Znam dużo lepsze olejki więc do tego na pewno nie wrócę. Za to w zamian mam (a raczej miałam, bo jeden już wykończyłam) dwa balsamy od Czarszki. Recenzja się niebawem pojawi .


Ostatnio staram się wrócić do regularnego olejowania włosów. Kiedyś przyniosło u mnie bardzo dużo dobrego i widoczną poprawę nawilżenia moich suchych włosów. Nacomi 7 olei to mieszanka różnych olei do włosów. Buteleczka ma bardzo wygodną pompkę, łatwo się dozuje produkt na włosy. Chociaż szczerze nie zauważyłam na nich jakiegoś efektu wow. Za to olej z Khadi stosuję na skalp jako wcierkę. Produkt ten ma zwiększyć porost włosów. Chciałam nim olejować całą długość, ale ma tak intensywny zapach że nie dam rady.


Peelingi skóry głowy to moje ogromne odkrycie tamtego roku. Odkąd po raz pierwszy użyłam peelingu zobaczyłam naprawdę dużą różnicę w kondycji mojego skalpu. Przede wszystkim się tak mocno nie przesusza i nie łuszczy. W ostatnim czasie zużyłam 2 peelingi z drobinkami Marion Aktywny peeling z węglem i pestkami moreli oraz Pharmaceris Oczyszczający peeling trychologiczny (Recenzja). Oba były do siebie bardzo podobne jeśli chodzi o działanie. Miały drobinki, które trzeba było wmasować w skórę głowy. Dla mnie, osoby która ma gęste włosy problematyczne jest niestety później wypłukanie ich. Dlatego chyba wolę peelingi enzymatyczne lub z mocznikiem jak np ten z Bandi (Recenzja)



Serum na końcówki to nieodłączny element mojej pielęgnacji włosów. Bez tego kroku lubią się niestety puszyć. Schwarzkopff Essence Ultimate Omega Repair to bardzo lekki balsam. Musiałam go sporo nałożyć żeby dociążyć kosmyki. W tej kwestii dużo lepiej sprawdzają mi się formuły olejowe jak na przykład Garnier Fructis Miraculous Oil.


Tak samo nieodłącznym elementem mycia moich włosów jest nałożenie maski lub odżywki. Garnier Fructis Oil Repair 3 Butter była bardzo gęsta i treściwa. Świetnie dociążała moje włosy i je wygładzała, ale nie były one po niej przetłuszczone. No i dodatkowo pachniała pięknie owocowo. Niestety odżywka Dove Pure Care Dry Oil jest całkowitym jej przeciwieństwem. Jest bardzo rzadka, spływa z włosów i trzeba jej naprawdę nałożyć bardzo dużo żeby uzyskać dobry efekt. Także pewnie pojawi się niebawem w denku.



Zużyłam dwa antyperspiranty. Rexona Invisible to według mnie jedna z lepszych propozycji. Chroni skutecznie, nie brudzi ubrań. Nie przepadam za antyperspirantami w sprayu, ale ten Dove Go Fresh dostałam w paczce PR. Miał piękny, orzeźwiający zapach, ale niestety zostawiał białe ślady. Obecnie szukam czegoś naturalnego, bez aluminium/



Po niezliczonej ilości skończonych tubek pasty Ecodenta (Recenzja) postanowiłam w końcu kupić coś innego. Padło na Sylveco. Na pewno trzeba się przyzwyczaić do jej charakterystycznego smaku, który jest bardziej ziołowy niż miętowy.



Z produktów do pielęgnacji ciała zużyłam Olejek do pielegnacji ciała Equilibra. Miał bardzo fajny skład, dobrze się wchłaniał i nawilżał skórę, ale taka mała pojemność (50ml) bardzo szybko się zużyła. W podróży zużyłam też próbkę Lotionu Cetaphil, który dostałam od dermatologa. Doprawdy nie rozumiem fenomenu tej marki. Ani nie ma zbyt specjalnego składu, ani nie nawilżył jakoś świetnie. Obecnie mam orientalny olejek z lotosem Khadi. Jednak ten zapach jest również tak intensywny, że muszę dodawać go do innych, bezzapachowych produktów. 


Jak zwykle w moim denku pojawia się ogrom saszetek i maseczek. Maseczki 7th heaven uwielbiam za ich zapachy. Mimo, że nie są to produkty naturalne to mają całkiem niezły skład i na mojej twarzy sprawdzają się rewelacyjnie. Szczególnie wersja czekoladowa z pomarańczą. Maski w płachcie Purederm znalazłam w Biedronce. Muszę powiedzieć, że to całkiem porządne maski, choć bez efektu wow. Ta ogórkowa miała orzeźwiający, chłodzacy zapach i naprawdę fajnie nawilżyła twarz. Ziaja Liscie Zielonej Oliwki jedna z moich ulubionych masek saszetkowych. Regularnie do niej wracam jak nie chce mi się rozrabiać glinki. Janda maseczka bogato regenerująca wg mnie nie ma o czym pisać, słabe są te maski. Indigo Body Lotion zużyłam do posmarowania rąk, bardzo ładny perfumeryjny zapach ale działanie znikome. L'biotica skarpetki złuszczające+zabieg parafinowy. Muszę Wam powiedzieć, że dało to bardzo fajny efekt. Mimo że za parafiną nie przepadam. Po złuszczeniu się naskórka nakłada się kolejne skarpetki i wlewa do nich ciekłą parafinę. Zakłada bawełniane skarpetki i zostawia np na noc. Rano skóra była bardzo gładka i przyjemna. Dior Forever pomijając pomarańczowy kolor to niestety podkład ten okropnie brzydko wygladał na mojej twarzy. Był bardzo suchy i podkreślał wszystkie zmarszczki (których nie mam chyba jeszcze aż tak wiele). Nacomi olej z czarnuszki zużyłamdo różnych swoich mieszanek i receptur. Świetnie sprawdził się jako wcierka do skóry głowy.

Robiłam także porządki w swoich kosmetykach kolorowych. Lakiery Golden Rose Express Dry mają małe wygodne buteleczki i można je wykorzystać praktycznie do końca. Rzeczywiście szybko schną i długo się utrzymują.  Missha lakier w pięknym neonowym kolorze dostałam w prezencie od Anety z bloga CosmetiCosmos. Wyglądał świetnie na opalonych dłoniach, ale niestety bardzo szybko zgestnial w buteleczce 😯Wibo Million Dollar Lips nr1 to matowa pomadka w moim ulubionym odcieniu brudnego różu. Był to idealny kolor na co dzień. Trzeba tylko pamiętać o regularnej pielęgnacji ust, gdyż lubi je przesuszac. Eveline Celebrites Eyeliner Chocolate Brown to mój ulubiony eyeliner. Ma piękny odcień ciemnej czekolady która bardziej pasuje mi do dziennego makijażu niż czerń. Ma wygodny pędzelek, którym łatwo namalować kreskę. Niestety ich jakość zależy od koloru, fioletowy był tragiczny. 

Tusz Mystik Warsaw Naturalite to moje pierwsze spotkanie z tą marką dostępną w Kontigo. Niestety bardzo nieudane. Tusz w ogóle nie pogrubia ani nie wydłuża rzęs. Może jedynie delikatnie je przyczernia. Dla mnie to za mało. Dużo lepszy był tusz z Eveline. Niestety nie wiem jak się konkretnie nazywa, gdyż wszystkie napisy bardzo szybko się z niego starły . Natomiast miał fajną szczoteczke, która dobrze wyczesuje rzęsy. Nie skleja ich, a ładnie podkreśla chociaż nadal jest to dosyć naturalny efekt. Zamiennikiem obu jest tusz Smashbox Full Exposure, który  zaskoczył mnie bardzo pozytywnie. Tusz bardzo fajnie pogrubia rzęsy i daje im kolor głębokiej czerni. Mimo, że mam miniaturkę to używam jej już spory czas i tusz jest nadal świeży, nie osypuje się ani nie skleja rzęs.

Moje brwi nie są bardzo wymagające. Są dosyć gęste i ciemne jak na blondynke więc nie mogę ich za mocno podkreślać. Zazwyczaj wystarczy mi przeczesanie żelem z odrobiną koloru. Mascara Brow Color nr4 była dla mnie idealna. Miała odpowiedni kolor, który tylko delikatnie podkreślał mój naturalny, dużym plusem była też malutka, precyzyjna spiralka. W jednym z konkursów wygrałam duo do podkreślenia brwi od Freedom Makeup. Były to dwa cienie w ładnych kolorach, które najlepszy efekt dawały razem. Niestety nie dane mi było zbyt długo się nimi cieszyć, bo niestety się rozkruszyly. Sięgnęłam więc po zestaw cieni Gosh Brow Kit to trzy cienie do brwi w ładnych kolorach. Dodatkowo znajduje się tam wosk, używam go ale niestety bardzo problematyczne jest jego wydobycie z tego małego kółeczka. Plusem jest lusterko, co sprawia że cały produkt świetnie nadaje się do podróżnej kosmetyczki.

Nareszcie zużyłam Snail Nutrition BB Crem od Skin79. Piszę nareszcie nie dlatego, że  był to zły produkt, a dlatego że był większy niż standardowy podkład -40g, a do tego niesamowicie wydajny. Jedna pompka w zupełności starczy na pokrycie całej twarzy. Niezmiennie zachwyca mnie bardzo gładki wygląd cery po ich użyciu.  Jakby zastosowano filtr z instagrama. Poza tym odpowiada mi ich lekko błyszczące wykończenie i nawilżające właściwości. W przypadku kremów BB trzeba jednak pamiętać o ich dokładnym oczyszczaniu, gdyż zawierają w sobie dużo silikonow i mogą niestety zapychac. Jako zamiennik stosuje mieszankę bardzo taniego, ale przyzwoitego podkladu z Biedronki Bell Illumi oraz Maybelline Fit Me, który dostałam do przetestowania niestety w zbyt ciemnym kolorze. Sam podkład jest też niestety dla mnie zbyt matowy.

Mam niestety niedobre doświadczenia ze słynną odżywka Eveline 8w1. Co prawda nie mam uczulenie na formaldehyd, ale stan moich paznokci po jej użyciu się pogorszyl. Dlatego sceptycznie podeszłam do wersji Eveline Sensitive . Ma ona w sobie delikatniejszy, naturalny aldehyd. Odżywka fajnie sprawdziła się jako baza pod lakiery, ale nie zauważyłam jakiegoś wpływu na ich stan. Obecnie kończę Sally Hansen Miracle Nailgrowth i również fajnie zabezpiecza paznokcie, ale żeby były mocniejsze lub szybciej rosły. Nie zauważyłam.



Zestaw Bielenda kwas glikolowy  towarzyszył mi dzielnie przez 2 lata. Zawsze na przełomie jesieni/zimy robiłam sobie kurację zluszczajaca i wybielajaca. Kuracja składała się z 10 zabiegów. Zaczynałam od 20% a kończyłam 30%. Po takiej serii skóra była świetnie wygladzona, świeża,  a przebarwienia zniwelowane. Suche skórki zostają zniwelowane. W zestawie był jeszcze krem na dzień z SPF oraz dwie nawilżające maski kremowe. Pamiętajcie tylko, że przy stosowaniu kwasów w domu trzeba zachować ogromną uwagę gdyż łatwo można się poparzyc.  Wcześniej chodziłam na kwasy do kosmetyczki, w domu stosowalam też słabszy kwas np migdałowy.



Na koniec zapach. Nie jestem zbyt dobra w ich opisywaniu więc pojawiają się na blogu rzadko. Wosk Wood Wick Birchwood  to bardzo subtelny zapach mokrego drewna. Kojarzy mi się z plażą i z wakacjami. Trochę też mi się kojarzy z zapachem po letnim deszczu. Naprawdę przyjemny. 

I to już całe denko. Jak Wam się podoba takie zestawienie. Lubicie, kiedy od razu pokazuje następców? Czy wolicie denko w tradycyjnej formie? 

Pozdrawiam 
Emi

października 20, 2017

Makijaż nowościami, pierwsze wrażenie.

Makijaż nowościami, pierwsze wrażenie.
Witajcie!

Pod ostatnim postem z nowościami miesiąca pytałam, czy chciałybyście makijaż nowymi produktami oraz moją krótką opinię o nich. Duża część osób była zainteresowana takim wpisem także postanowiłam go dla Was przygotować.


PRZYGOTOWANIE

Na twarz nałożyłam swoją ostatnio standardową pielęgnację, czyli toner oraz emulsję z Benton i odczekałam ok 20 min aż się wchłonie.


Następnie nałożyłam na twarz bazę rozświetlającą Bielenda Peral Base. Mam bazę różową, która ma za zadanie poprawić koloryt naszej cery. Mam ją już od jakiegoś czasu, zużyłam ok 1/3 opakowania i szczerze Wam powiem, że nie wiem co o niej myśleć. Jest to bardzo delikatny produkt. Lekko rozświetla skórę i lekko ją nawilża, aczkolwiek jeśli nałożymy matujący podkład to ten efekt znika. Natomiast bardzo fajnie wygładza skórę i sprawia, że podkład lepiej się na niej rozprowadza. Plus za to, że mnie nie zapchała.


TWARZ.

Podkład, którego użyłam to Pierre Rene Advanced Lift. Jest to bardzo fajny podkład nawilżający. Jego krycie jest raczej delikatne, ale można je zbudować do średniego. Na pewno nie poradzi sobie z problematyczną cerą, ale świetnie wyrównuje koloryt i tuszuje przebarwienia. Jak dla mnie to idealny, lekki podkład na co dzień. Jeśli chodzi o ujędrnienie o którym pisze producent to nic takiego nie zauważyłam.


Rzadko robię konturowanie na mokro, ale muszę przyznać, że polubiłam się z kredkami od Golden Rose. Pod oczy nałożyłam odrobinę Color Corrector Crayon nr 53 czyli w żółtym odcieniu. Bardzo ładnie neutralizuje zasinienia chociaż ja nie mam z tym problemu. Tam gdzie podkład nie poradził sobie z przebarwieniami dołożyłam odrobinę kredki Concealer&Corrector Crayon nr 04. Na policzki nałożyłam najciemniejszą kredkę Contour Crayon Face Shaping nr 22. Kredki są bardzo miękkie i kremowe. Można je bardzo łatwo rozblendować i nie tworzą plam ani smug.

Całość delikatnie przypudrowałam pudrem ryżowym Ecocera. Lubię ten puder za to, że świetnie utrwala makijaż, nie bieli twarzy. Używam go jednak tylko letnią porą, gdy jest ciepło i moja skóra ma większą tendencję do świecenia się. Zimą, gdy moja skóra robi się coraz bardziej sucha najczęściej pomijam w ogóle ten krok, albo używam delikatnego pudru.



Następnie użyłam nowości od Freedom Makeup czyli palety Pro Artist HD Hghlighter& Counturing Set. To bardzo fajne rozwiązanie dla osób, które na co dzień się konturują, gdyż mamy wiele odcieni w jednym miejscu i możemy je dowolnie mieszać. Rozświetlacze są raczej delikatne, bronzery mają ładne kolory. Każdy, myślę wybierze odcień idealny dla siebie. Dobrze się rozcierają i nie tworzą plam. Trzeba jednak uważać na te najciemniejsze, gdyż są mocno napigmentowane więc uważajcie z ich ilością.


Dalej na policzki trafiły dwa produkty z Bell, które kupiłam w Biedronce. Róż - 2 Skin Pocket Pressed Rouge to piękny, przybrudzony kolor. Jeśli przyjrzymy się mu bliżej to ma w sobie drobinki. Natomiast na twarzy ich nie widać. Daje on bardzo naturalny, lekko satynowy efekt na policzkach. Tak samo dzienny efekt daje rozświetlacz Perfect Strobing&Highlighter. Ma on lekko złotawe zabarwienie, a na twarzy daje delikatną taflę. Jeśli nie lubicie mocnych rozświetlaczy to jest to zdecydowanie produkt dla Was.




OCZY

Na powieki nałożyłam cienie z mojej nowej palety Chocolate&Peaches. Powiem Wam, że wręcz zakochałam się w tych ciepłych odcieniach. Bardzo lubię palety Makeup Revolution. Są one dobrze napigmentowane, a z cieniami bardzo łatwo się pracuje. Jeśli jeszcze nie macie własnej czekoladki to polecam, wybór kolorystyczny jest ogromny i na pewno znajdziecie tę odpowiednią dla siebie.

Zrobiłam także delikatną kreskę kredką ze Smashbox Always Sharp Waterproof Kohl Eyeliner RAVEN. To jest dopiero ciekawy produkt. Kredka sama się temperuje za każdym razem jak odkręcacie skuwkę. Poza tym jest bardzo miękka i łatwo zrobić nią fajną kreskę, można ją bez problemu rozetrzeć.

Rzęsy wytuszowałam mascarą L'Oreal Paradise Extatic. Bardzo zachwyciło mnie opakowanie tego tuszu. Jest piękne, w kolorze rose gold i na pewno cieszy oko. Bardzo przeraziła mnie jego klasyczna szczoteczka i mokra formuła. Na początku tusz ten bardzo zlepiał rzęsy i odbijał mi się na powiekach. Natomiast spokojnie dałam mu ze 2-3 tygodnie i obecnie jestem z niego zadowolona. Tusz świetnie podkreśla rzęsy i nadaje im objętości. Nie kruszy się i nie odbija, nie tworzy także efektu pajęczych nóżek.




BRWI

Nie lubię mocno i sztucznie wyrysowanych brwi. Moje naturalne są dosyć gęste i jak na blondynkę ciemne. Dlatego staram się nie przedobrzyć i podkreślić je jedynie delikatnie. Na co dzień używam jedynie Golden Rose Brow Color Tinted Eyebrow Mascara nr 03. Bardzo podoba mi się to, że tusz ten ma bardzo malutką spiralkę dzięki której możemy precyzyjnie wyczesać włoski. Ma ona także delikatny kolor, co mi bardzo odpowiada. 

Tym razem przed nałożeniem mascary postanowiłam trochę mocniej podkreślić brwi i użyłam Freedom Makeup Duo Bros Powder CARAMEL BROWN. To zestaw bardzo ładnych pudrów do brwi - ciemniejszego i jaśniejszego. Nie są one rude, ale nie są także strasznie zimne - u mnie np. Maybelline Color Tattoo wypadał niemalże zielono. Dwa kolory można dowolnie mieszać do uzyskania pożądanego koloru.


USTA

Nie bardzo lubię na swoich ustach brązy, czy beże. Jeśli stosuję nudziaki to raczej te z różowymi tonami. Tym razem postanowiłam to zmienić i ze wszystkich trzech płynnych pomadek Freedom Makeup Polska Pro Melts Lipgloss  wybrałam odcień BARE. Pomadki mają bardzo fajną konsystencję, taką musową, bardzo dobrze się rozprowadzają. Na ustach nie dają takiego mocno zaschniętego matu. Powiedziałabym, że są bardziej satynowe.  Są bardzo komfortowe w noszeniu natomiast nie są zbyt trwałe, szybko się zjadają i niestety w niezbyt ładny sposób. Dlatego jeśli planujecie obiad to polecam po nim poprawić pomadkę.

Pod pomadkę nałożyłam także bazę Golden Rose Prime & Prep Lipstick Base. Myślałam, ze to kolejny balsam na usta. Jednak bardzo się myliłam. Pomadka ma silikonową konsystencję. Na ustach tworzy powłokę, która wygładza wszelkie zagłębienia, czy zmarszczki. Przede wszystkim pomadkę idealnie się rozprowadza, nie podkreśla ona suchych skórek ani załamań. Baza lekko przedłuża trwałość makijażu naszych ust.





Całość makijażu możecie obejrzeć na moim INSTAGRAMIE (produkty mogą się minimalnie różnić, ale efekt był identyczny)



Pozdrawiam
Emi


Copyright © 2016 Uroda Według Blondynki , Blogger