Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Senelle Cosmetics. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Senelle Cosmetics. Pokaż wszystkie posty

marca 19, 2019

Co warto kupić na targach kosmetyków naturalnych - Ekocuda edycja 6 Warszawa

Co warto kupić na targach kosmetyków naturalnych - Ekocuda edycja 6 Warszawa
Hej!

Ekocuda to jedne z największych targów kosmetyków naturalnych . Odbywają się one obecnie w trzech miastach: Gdańsku, Poznaniu i Warszawie. W Warszawie w ostatni weekend marca odbędzie się już 6 edycja tego wydarzenia. Jesienną, 5 edycję odwiedziło ponad 20 000 uczestników. Swój udział zadeklarowało 170 wystawców nie tylko z Polski, ale także zagranicznych.



Ekocuda to nie tylko okazja do zrobienia zakupów, ale także możliwość wzięcia udziału w interesujących warsztatach oraz wykładach. W tym roku, po raz pierwszy zostanie poprowadzony panel dyskusyjny "Dbaj o siebie naturalnie". Jest to idealna wydarzenie, aby uzupełnić swoją kosmetyczną wiedzę. Mi się osobiście podoba również to, że wystawia się wiele małych, rodzimych manufaktur które nie są tak bardzo znane w internecie. Można trafić na naprawdę świetne, unikatowe kosmetyki. Dużym plusem jest równiez to, że mamy możliwość obejrzenia, dotknięcia produktów, zobaczenie ich konsystencji, a także wzięcie próbek. Sama osobiście bardzo czekam na te targi i przygotowuję sobie listę kosmetyków, które chciałabym kupić. 

Dzisiaj natomiast chciałabym Wam przedstawić moich ulubieńców, których Wam z całego serca mogę polecić. Jeśli kompletujecie swoją listę zakupów to zapraszam :)



SYLVECO:

Jak wiecie darzę tę markę ogromną sympatią, ale także wielkim sentymentem. Była to pierwsza naturalna marka z którą miałam styczność. To własnie z Sylveco zaczynałam swoją przygodę z naturalnymi kosmetykami, która trwa do dzisiaj.



SYLVECO Rumiankowy żel do mycia twarzy : jeden z moich ulubionych żeli. Dobrze odświeża i ładnie rozjaśnia skórę dzięki zawartości kwasu jabłkowego. 

BIOLAVEN Odświeżająco-Nawilżający żel do twarzy Dużo delikatniejszy, lagodniejszy. Myślę, że w sam raz dla osób z wrażliwą, suchą cerą.

SYLVECO pomadka z peelingiem Polecam zarówno wersję klasyczną jak i mietową. Ta druga jest delikatniejsza, ma mniej drobinek cukru, ale fajnie odświeża zwłaszcza latem.

SYLVECO Hibiskusowy tonik do twarzy Mój ulubiony tonik! Nie jestem w stanie powiedzieć ile już opakowań przerobiłam. Chociaż jest to produkt kontrowersyjny i nie każdy się lubi z jego żelową konsystencją.

SYLVECO balsam przeciw rozstępom Używałam przez całą ciążę. Nie mam ani jednego rozstępu, ale może to zasługa genów ;)

SYLVECO płyn do płukania jamy ustnej. Również kupuję regularnie. Genialnie odświeża, ale nie jest za mocny, nie zawiera alkoholu.

SYLVECO zasypka dla dzieci. Przyjemny produkt, który nie zawiera talku. Głownym składnikiem jest skrobia kukurydziana. Skutecznie chroni pupę przed odparzeniami.

FRESH&NATURAL

Muszę przyznać, że jeszcze żaden z kosmetyów tej marki mnie nie zawiódł. Z ogromną przyjemnością wracam do nich za każdym razem.



Fresh&Natural Korzenny peeling do ciała mój zdecydowany ulubieniec, za działanie, za zapach, za to jak przyjemna jest skóra po jego użyciu.

Fresh&Natural kuracja Borowinowa. Idealna, po męczącym dniu, gdy musimy się zrelaksować, świetnie się sprawdza na obolałe mięśnie.

Fresh&Natural Regenerujący Orzechowy balsam do ciała. To jak pachnie ten balsam to jest istne marzenie... czekoladoholiczki.

MINISTERSTWO DOBREGO MYDŁA

I oczywiście nie mogłaby zabraknąć cudownego Peelingu Śliwkowego. Jak dla mnie mistrzostwo i jeden z lepszych peelingów, depcze po piętach temu z Fresh&Natural.



RAPAN BEAUTY 


Ich maski glinkowe są po prostu rewelacyjne - post o jednej z nich niebawem pojawi się na blogu.



MOKOSH

Balsam brązujący to było dla mnie wybawienie w tamtym roku, gdy z brzuszkiem nie mogłam przebywać na słońcu. Nie to, żebym była fanką wylegiwania się na słońcu, ale jednak lubię być delikatnie opalona. I w tym pomógł mi właśnie ten naturalny samoopalacz. Uzywany regularnie daje ładną opaleniznę, nie tworzy smug. Do tego pięknie pachnie , tak korzennie (kojarzy mi się z zapachem peelingu Fresh&Natural)



SENELLE

Miałam trzy kosmetyki tej marki i wszystkie trzy okazały się ogromnym hitem. Natomiast jeśli miałabym polecić Wam tylko jeden z nich to na pewno byłoby to Rewitalizujące serum do twarzy .



BARTOS

Krem Apple Queen jest moim największym ulubieńcem i jak na razie jeszcze żaden inny krem go nie zdetronizował. Jeżeli macie cerę suchą i szukacie odżywienia i nawilżenia to polecam. Moja miłość wielka.



ANABELLE MINERALS

To również marka do której mam ogromny sentyment ponieważ były to moje pierwsze podkłady mineralne. Nadal bardzo je lubię i często używam. Z Anabelle bardzo lubię również pędzel kabuki. Jak dla mnie jest idealny do nakładania minerałów.



LILY LOLO

Jeśli szukacie podkładów mineralnych o lżejszej konsystencji i delikatniejszym kryciu to te od LL będą w sam raz. Ja ze swojej strony mogę Wam w szczególności polecić krem BB tej marki. Jest to mój wakacyjny, lekki ulubieniec.



KLAREKO

Na targach możemy zaopatrzyć się nie tylko w naturalne kosmetyki, ale także w środki do sprzątania naszego mieszkania, czy domu. Mi świetnie sprawdziły się produkty Klareko. Mają przyjemny zapach i naprawdę bardzo dobrze czyszczą. W szczególności polubiłam się z Musem Czyszczącym.



Zamierzacie wybrać się na targi? 
Macie przygotowaną wishlistę?

Pozdrawiam
Emi

czerwca 11, 2018

DENKO MAJ 2018

DENKO MAJ 2018
Hej! 

Jak minął Wam maj? Bo mi momentalnie. Nawet się nie obejrzałam, a mamy już praktycznie połowę czerwca. A to oznacza porządki i usunięcie z domu zużytych opakowań. Tym razem nie jest ich aż tak wiele. Zapraszam na projekt denko :)

pielęgnacja ciała

Dove shower foam, Nivea Silk Mousse - o obu piankach pisałam w TYM wpisie, gdzie porównałam kilka popularnych produktów tego typu. Tak jak w piance od Nivea się zakochałam i mimo niezbyt dobrego składu, jeszcze do niej wrócę, tak niestety pianka z Dove bardzo mnie rozczarowała i więcej po nią nie sięgnę.

Nacomi Smooth Body Butter Strawberry&Guava - gęste , pięknie pachnące masło do ciała. Jego używanie było czystą przyjemnością. Świetnie nawilżało skórę i ją wygładzało. Natomiast jak to w przypadku maseł bywa trzeba się przygotować, że wchłania się trochę dłużej niż lekkie balsamy czy mleczka. Wrócę na pewno :)



pielęgnacja włosów

Dove Advanced Hair Series Pure Care Dry Oil - kupiłam razem z szamponem z tej samej serii w akcji Testuj z Dove. Niestety odżywka okazała się bardzo słaba i wodnista. Spływała z moich włosów i niedostatecznie je nawilżała. Trochę udało się ją uratować dodając różnego rodzaju olejów, ale więcej do niej nie wrócę.

Pharmaceris Seria H, micelarny szampon kojąco-nawilżający do skóry wrażliwej. Był całkiem przyjemny, zawierał w sobie nieco łagodniejsze detergenty niż standardowy SLS. Nie wrócę jednak do niego, gdyż zdecydowanie lepiej sprawdzają mi się szampony z naturalnym składem. Mimo, że dobrze domywał i nie podrażniał mojej skóry głowy.

Jantar, mgiełka z wyciągiem z bursztynu. Kiedyś byłam ogromną fanką wcierki Jantar, która stosowana regularnie dawała u mnie spektakularne efekty jeśli chodzi o wzrost i zagęszczenie włosów. Niestety mgiełka była bardzo przeciętna, nie widziałam żadnych rezultatów. Używałam po prostu jako odżywkę do ułatwiającą rozczesywanie.

pielęgnacja twarzy

Pielęgnacja twarzy

Senelle odnawiający peeling do twarzy. Muszę przyznać, że to jeden z lepszych peelingów do twarzy. Jest delikatny, ale jednocześnie bardzo skuteczny. Chętnie się jeszcze kiedyś z nim spotkam.

Bielenda Multi Essence, esencja z filtratem z drożdży. Świetny produkt, który bardzo dobrze nawilżał skórę oraz przygotowywał ją na przyjęcie kolejnych kosmetyków. Idealnie nadawał się także do nasączania maseczek w pastylkach. Niestety chyba został wycofany ze sprzedaży (ciii... mam jeszcze dwie w zapasie... ;) ale na razie nie używam ze względu na phenoxyetanol).

Equilibra Extra Aloe Dermo Gel czyli mój ulubiony żel aloesowy. Świetnie mi się sprawdza wymieszany z olejem rokitnikowym i nakładany na twarz zamiast serum. Chętnie kupię ponownie.

Natura Estonica, żelowa maska nawilżająca. Niestety jest to ogromne rozczarowanie. Maska miała bardzo fajną konsystencję, taką żelową, chłodzącą. Po pewnym czasie delikatnie wchłaniała się w skórę, ale po jej zmyciu nie było żadnej różnicy. Ani skóry nie nawilżyła ani nie odżywiła. Nie kupię więcej.

Yves Rocher miniaturka jakiegoś serum nawilżającego. Szczerze, jakoś nie mam przekonania do tej marki, nie przekonują mnie jej składy. I niestety ta próbka niczego nie zmieniła. Fajnie sprawdziła się na wyjazdach, ale produkt był bardzo przeciętny.

Cosnature, maska nawilżająca z Pomelo. Bardzo lubię te saszetki z Cosnature. Są niedrogie, a starczają na kilka użyć (u mnie średnio 4) Lubię uczucie miękkości i takiego wypełnienia po tych maseczkach, chociaż wersja z rokitnikiem była bardziej odżywcza. Polecam obie :)

Nacomi, olej rokitnikowy i olej z nasion konopii. Bardzo lubię oleje tej marki, gdyż są niedrogie, łatwo dostępne (Hebe) i u mnie działają bardzo dobrze. Pamiętajcie tylko, aby kupując je w drogerii sprawdzić czy nie były przez nikogo otwierane, albo czy olej w buteleczce nie wygląda dziwnie np. nie jest mętny. Olej z owoców rokitnika to zdecydowanie mój ulubiony olej. Jest bogactwem antyoksydantów i wit C. Bardzo ładnie odżywia skórę i nadaje jej ładny koloryt. Polecam stosować na noc, gdyż ma bardzo intensywny, pomarańczowy kolor. Olej z nasion konopii nie każdy polubi ze względu na specyficzny zapach. Dla mnie świetnie nawilżał skórę , ale polubiły się z nim szczególnie moje włosy.

I to już całe majowe denko. Nie jest tego zbyt wiele , ale znalazło się tutaj kilku moich ulubieńców, których zużyłam z ogromną przyjemnością i chętnie jeszcze kiedyś do nich wrócę. :)

Pozdrawiam
Emi

marca 28, 2018

DENKO STYCZEŃ-MARZEC 2018: Produkty zużyte i ich następcy.

DENKO STYCZEŃ-MARZEC 2018: Produkty zużyte i ich następcy.
Witajcie!

Oj dawno nie było u mnie projektu denko. Ostatni to ten zakańczający poprzedni rok:


Od tamtej pory oczywiscie trochę produktów mi się nazbierało, ale mam nadzieję, że sprawnie przez to przejdziemy.



Rewitalizujace serum olejowe Senelle (Recenzja) okazało się moim ogromnym ulubieńcem i wielkim hitem. Buzia po nim była doskonale nawilżona i odżywiona. Na pewno jeszcze sięgnę po to lub inne serum tej marki. Obecnie z zapasów wyciągnęłam także przeze mnie lubiany olejek Evree Magic Rose (Recenzja). To już moja 3-4 buteleczka tego olejku więc też o czymś to świadczy.
  
  

Drugi zużyty produkt pochodzi z tej samej marki i był równie świetny, co serum. Optymalizujacy krem pod oczy (Recenzja) był zamknięty w wygodnej i estetycznej buteleczce z pompką. Jego konsystencja była taka jak najbardziej lubię, czyli gęsta i treściwa, a jednocześnie nie mocno tłusta. Nadawał się zarówno na dzień jak i na noc. Na chwilę obecną szukam jakiegoś ciekawego kremu pod oczy i nie mogę się zdecydować. Na razie ukręciłam go sobie sama :)


Miya lekki oczyszczający olejek do demakijażu (Recenzja) niestety mnie nie zachwycił. Co prawda z makijażem radził sobie świetnie, ale tworzył na mojej skórze taką dziwną, trudną do usunięcia powłokę. Znam dużo lepsze olejki więc do tego na pewno nie wrócę. Za to w zamian mam (a raczej miałam, bo jeden już wykończyłam) dwa balsamy od Czarszki. Recenzja się niebawem pojawi .


Ostatnio staram się wrócić do regularnego olejowania włosów. Kiedyś przyniosło u mnie bardzo dużo dobrego i widoczną poprawę nawilżenia moich suchych włosów. Nacomi 7 olei to mieszanka różnych olei do włosów. Buteleczka ma bardzo wygodną pompkę, łatwo się dozuje produkt na włosy. Chociaż szczerze nie zauważyłam na nich jakiegoś efektu wow. Za to olej z Khadi stosuję na skalp jako wcierkę. Produkt ten ma zwiększyć porost włosów. Chciałam nim olejować całą długość, ale ma tak intensywny zapach że nie dam rady.


Peelingi skóry głowy to moje ogromne odkrycie tamtego roku. Odkąd po raz pierwszy użyłam peelingu zobaczyłam naprawdę dużą różnicę w kondycji mojego skalpu. Przede wszystkim się tak mocno nie przesusza i nie łuszczy. W ostatnim czasie zużyłam 2 peelingi z drobinkami Marion Aktywny peeling z węglem i pestkami moreli oraz Pharmaceris Oczyszczający peeling trychologiczny (Recenzja). Oba były do siebie bardzo podobne jeśli chodzi o działanie. Miały drobinki, które trzeba było wmasować w skórę głowy. Dla mnie, osoby która ma gęste włosy problematyczne jest niestety później wypłukanie ich. Dlatego chyba wolę peelingi enzymatyczne lub z mocznikiem jak np ten z Bandi (Recenzja)



Serum na końcówki to nieodłączny element mojej pielęgnacji włosów. Bez tego kroku lubią się niestety puszyć. Schwarzkopff Essence Ultimate Omega Repair to bardzo lekki balsam. Musiałam go sporo nałożyć żeby dociążyć kosmyki. W tej kwestii dużo lepiej sprawdzają mi się formuły olejowe jak na przykład Garnier Fructis Miraculous Oil.


Tak samo nieodłącznym elementem mycia moich włosów jest nałożenie maski lub odżywki. Garnier Fructis Oil Repair 3 Butter była bardzo gęsta i treściwa. Świetnie dociążała moje włosy i je wygładzała, ale nie były one po niej przetłuszczone. No i dodatkowo pachniała pięknie owocowo. Niestety odżywka Dove Pure Care Dry Oil jest całkowitym jej przeciwieństwem. Jest bardzo rzadka, spływa z włosów i trzeba jej naprawdę nałożyć bardzo dużo żeby uzyskać dobry efekt. Także pewnie pojawi się niebawem w denku.



Zużyłam dwa antyperspiranty. Rexona Invisible to według mnie jedna z lepszych propozycji. Chroni skutecznie, nie brudzi ubrań. Nie przepadam za antyperspirantami w sprayu, ale ten Dove Go Fresh dostałam w paczce PR. Miał piękny, orzeźwiający zapach, ale niestety zostawiał białe ślady. Obecnie szukam czegoś naturalnego, bez aluminium/



Po niezliczonej ilości skończonych tubek pasty Ecodenta (Recenzja) postanowiłam w końcu kupić coś innego. Padło na Sylveco. Na pewno trzeba się przyzwyczaić do jej charakterystycznego smaku, który jest bardziej ziołowy niż miętowy.



Z produktów do pielęgnacji ciała zużyłam Olejek do pielegnacji ciała Equilibra. Miał bardzo fajny skład, dobrze się wchłaniał i nawilżał skórę, ale taka mała pojemność (50ml) bardzo szybko się zużyła. W podróży zużyłam też próbkę Lotionu Cetaphil, który dostałam od dermatologa. Doprawdy nie rozumiem fenomenu tej marki. Ani nie ma zbyt specjalnego składu, ani nie nawilżył jakoś świetnie. Obecnie mam orientalny olejek z lotosem Khadi. Jednak ten zapach jest również tak intensywny, że muszę dodawać go do innych, bezzapachowych produktów. 


Jak zwykle w moim denku pojawia się ogrom saszetek i maseczek. Maseczki 7th heaven uwielbiam za ich zapachy. Mimo, że nie są to produkty naturalne to mają całkiem niezły skład i na mojej twarzy sprawdzają się rewelacyjnie. Szczególnie wersja czekoladowa z pomarańczą. Maski w płachcie Purederm znalazłam w Biedronce. Muszę powiedzieć, że to całkiem porządne maski, choć bez efektu wow. Ta ogórkowa miała orzeźwiający, chłodzacy zapach i naprawdę fajnie nawilżyła twarz. Ziaja Liscie Zielonej Oliwki jedna z moich ulubionych masek saszetkowych. Regularnie do niej wracam jak nie chce mi się rozrabiać glinki. Janda maseczka bogato regenerująca wg mnie nie ma o czym pisać, słabe są te maski. Indigo Body Lotion zużyłam do posmarowania rąk, bardzo ładny perfumeryjny zapach ale działanie znikome. L'biotica skarpetki złuszczające+zabieg parafinowy. Muszę Wam powiedzieć, że dało to bardzo fajny efekt. Mimo że za parafiną nie przepadam. Po złuszczeniu się naskórka nakłada się kolejne skarpetki i wlewa do nich ciekłą parafinę. Zakłada bawełniane skarpetki i zostawia np na noc. Rano skóra była bardzo gładka i przyjemna. Dior Forever pomijając pomarańczowy kolor to niestety podkład ten okropnie brzydko wygladał na mojej twarzy. Był bardzo suchy i podkreślał wszystkie zmarszczki (których nie mam chyba jeszcze aż tak wiele). Nacomi olej z czarnuszki zużyłamdo różnych swoich mieszanek i receptur. Świetnie sprawdził się jako wcierka do skóry głowy.

Robiłam także porządki w swoich kosmetykach kolorowych. Lakiery Golden Rose Express Dry mają małe wygodne buteleczki i można je wykorzystać praktycznie do końca. Rzeczywiście szybko schną i długo się utrzymują.  Missha lakier w pięknym neonowym kolorze dostałam w prezencie od Anety z bloga CosmetiCosmos. Wyglądał świetnie na opalonych dłoniach, ale niestety bardzo szybko zgestnial w buteleczce 😯Wibo Million Dollar Lips nr1 to matowa pomadka w moim ulubionym odcieniu brudnego różu. Był to idealny kolor na co dzień. Trzeba tylko pamiętać o regularnej pielęgnacji ust, gdyż lubi je przesuszac. Eveline Celebrites Eyeliner Chocolate Brown to mój ulubiony eyeliner. Ma piękny odcień ciemnej czekolady która bardziej pasuje mi do dziennego makijażu niż czerń. Ma wygodny pędzelek, którym łatwo namalować kreskę. Niestety ich jakość zależy od koloru, fioletowy był tragiczny. 

Tusz Mystik Warsaw Naturalite to moje pierwsze spotkanie z tą marką dostępną w Kontigo. Niestety bardzo nieudane. Tusz w ogóle nie pogrubia ani nie wydłuża rzęs. Może jedynie delikatnie je przyczernia. Dla mnie to za mało. Dużo lepszy był tusz z Eveline. Niestety nie wiem jak się konkretnie nazywa, gdyż wszystkie napisy bardzo szybko się z niego starły . Natomiast miał fajną szczoteczke, która dobrze wyczesuje rzęsy. Nie skleja ich, a ładnie podkreśla chociaż nadal jest to dosyć naturalny efekt. Zamiennikiem obu jest tusz Smashbox Full Exposure, który  zaskoczył mnie bardzo pozytywnie. Tusz bardzo fajnie pogrubia rzęsy i daje im kolor głębokiej czerni. Mimo, że mam miniaturkę to używam jej już spory czas i tusz jest nadal świeży, nie osypuje się ani nie skleja rzęs.

Moje brwi nie są bardzo wymagające. Są dosyć gęste i ciemne jak na blondynke więc nie mogę ich za mocno podkreślać. Zazwyczaj wystarczy mi przeczesanie żelem z odrobiną koloru. Mascara Brow Color nr4 była dla mnie idealna. Miała odpowiedni kolor, który tylko delikatnie podkreślał mój naturalny, dużym plusem była też malutka, precyzyjna spiralka. W jednym z konkursów wygrałam duo do podkreślenia brwi od Freedom Makeup. Były to dwa cienie w ładnych kolorach, które najlepszy efekt dawały razem. Niestety nie dane mi było zbyt długo się nimi cieszyć, bo niestety się rozkruszyly. Sięgnęłam więc po zestaw cieni Gosh Brow Kit to trzy cienie do brwi w ładnych kolorach. Dodatkowo znajduje się tam wosk, używam go ale niestety bardzo problematyczne jest jego wydobycie z tego małego kółeczka. Plusem jest lusterko, co sprawia że cały produkt świetnie nadaje się do podróżnej kosmetyczki.

Nareszcie zużyłam Snail Nutrition BB Crem od Skin79. Piszę nareszcie nie dlatego, że  był to zły produkt, a dlatego że był większy niż standardowy podkład -40g, a do tego niesamowicie wydajny. Jedna pompka w zupełności starczy na pokrycie całej twarzy. Niezmiennie zachwyca mnie bardzo gładki wygląd cery po ich użyciu.  Jakby zastosowano filtr z instagrama. Poza tym odpowiada mi ich lekko błyszczące wykończenie i nawilżające właściwości. W przypadku kremów BB trzeba jednak pamiętać o ich dokładnym oczyszczaniu, gdyż zawierają w sobie dużo silikonow i mogą niestety zapychac. Jako zamiennik stosuje mieszankę bardzo taniego, ale przyzwoitego podkladu z Biedronki Bell Illumi oraz Maybelline Fit Me, który dostałam do przetestowania niestety w zbyt ciemnym kolorze. Sam podkład jest też niestety dla mnie zbyt matowy.

Mam niestety niedobre doświadczenia ze słynną odżywka Eveline 8w1. Co prawda nie mam uczulenie na formaldehyd, ale stan moich paznokci po jej użyciu się pogorszyl. Dlatego sceptycznie podeszłam do wersji Eveline Sensitive . Ma ona w sobie delikatniejszy, naturalny aldehyd. Odżywka fajnie sprawdziła się jako baza pod lakiery, ale nie zauważyłam jakiegoś wpływu na ich stan. Obecnie kończę Sally Hansen Miracle Nailgrowth i również fajnie zabezpiecza paznokcie, ale żeby były mocniejsze lub szybciej rosły. Nie zauważyłam.



Zestaw Bielenda kwas glikolowy  towarzyszył mi dzielnie przez 2 lata. Zawsze na przełomie jesieni/zimy robiłam sobie kurację zluszczajaca i wybielajaca. Kuracja składała się z 10 zabiegów. Zaczynałam od 20% a kończyłam 30%. Po takiej serii skóra była świetnie wygladzona, świeża,  a przebarwienia zniwelowane. Suche skórki zostają zniwelowane. W zestawie był jeszcze krem na dzień z SPF oraz dwie nawilżające maski kremowe. Pamiętajcie tylko, że przy stosowaniu kwasów w domu trzeba zachować ogromną uwagę gdyż łatwo można się poparzyc.  Wcześniej chodziłam na kwasy do kosmetyczki, w domu stosowalam też słabszy kwas np migdałowy.



Na koniec zapach. Nie jestem zbyt dobra w ich opisywaniu więc pojawiają się na blogu rzadko. Wosk Wood Wick Birchwood  to bardzo subtelny zapach mokrego drewna. Kojarzy mi się z plażą i z wakacjami. Trochę też mi się kojarzy z zapachem po letnim deszczu. Naprawdę przyjemny. 

I to już całe denko. Jak Wam się podoba takie zestawienie. Lubicie, kiedy od razu pokazuje następców? Czy wolicie denko w tradycyjnej formie? 

Pozdrawiam 
Emi

stycznia 21, 2018

TOP 10 MINIONEGO ROKU, ULUBIEŃCY 2017 r.

TOP 10 MINIONEGO ROKU, ULUBIEŃCY 2017 r.
Witajcie!

Rzadko to piszę/mówię, ale początek roku upływa mi jak szalony. Jeszcze niedawno siedzieliśmy przy wigilijnym stole, a teraz mamy już końcówkę stycznia. Dosyć późno, ale jednak w końcu udało mi się ich wytypować... prezentuję Wam moich ulubieńców poprzedniego roku.

Jeśli jesteście ciekawi, co skradło moje serce, zapraszam do czytania.

 BLOGERSKIE SPOTKANIA

Absolutnie nie jestem typem samotnika i uwielbiam blogerskie spotkania. To świetna okazja do zapoznania całkowicie nowych osób, które mają podobne do nas zainteresowania. W tym roku miałam okazję uczestniczyć w kilku świetnie zorganizowanych imprezach i mam nadzieję, że w tym roku , o ile czas mi pozwoli również będę miała taką okazję. Relację z każdego z nich możecie przeczytać poniżej:




SENELLE

Marka Senelle jest polską firmą tworzącą kosmetyki o świetnych składach, skutecznym działaniu i w oparciu o najlepsze jakościowo składniki. Wszystkie trzy kosmetyki, które otrzymałam od firmy do testów okazały się ogromnym hitem w mojej pielęgnacji. Na pewno kupię inne serie, gdy skończę obecne produkty.










 LUSH

Nawet nie wiecie jak żałuję, że kosmetyki firmy Lush nie są dostępne w Polsce. Będąc za granicą udało mi się złapać dwa produkty tej marki i nawet nie wiecie jak bardzo później żałowałam, że nie wzięłam ich więcej. Zarówno czyścik jak i maseczka sprawdziły się u mnie rewelacyjnie. Ogromnym plusem jest ich naturalny skład, co dla mnie jest ważnym kryterium wyboru.


BIOLAVEN - Naturalny szampon do włosów (Recenzja)

Zdecydowanie rok 2017 był rokiem testowania szamponów naturalnych. Praktycznie całkowicie zrezygnowałam z szamponów z silnymi detergentami SLS i SLES. Próbowałam mycia odżywką, niestety nawet na moich suchych włosach ta metoda się nie sprawdziła. Miałam wrażenie, że włosy są oblepione i niedomyte. Natomiast ten szampon jest bardzo skuteczny, ale zarazem delikatny. Nie przesusza włosów, świetnie się po nim rozczesują. Tak naprawdę mogłabym nie używać odżywki ani olejku na końcówki, ale oczywiście zawsze to robię :)


EQUILIBRA - żel aloesowy (Recenzja)

Żele aloesowe to moje ogromne odkrycie minionego roku. Testowałam kilka i najlepiej sprawdził mi się ten z Equilibra. Ma on też najlepszy skład jesli chodzi o produkty, które mamy dostępne na rynku. Moją ulubioną metodą jest wymieszanie żelu aloesowego z kilkoma kroplami ulubionego olejku i takie własnoręcznie zrobione serum wklepuję w wilgotną skórę i dopiero na to aplikuję krem. Jest to świetna dawka nawilżenia.


BANDI PROFFESIONAL Tricho Estetic - Peeling do skóry głowy (Recenzja)

W 2017 roku odkryłam peelingi do skóry głowy. Wcześniej próbowałam je wykonywać domowymi sposobami np cukrem, ale było to dla mnie zbyt czasochłonne i problematyczne. Peeling trychologiczny z mocznikiem okazał się strzałem w 10!  Stan mojej skóry głowy bardzo się poprawił, gdyż przestała ona być taka sucha i swędząca. W tym roku chciałabym przetestować podobny produkt z Bionigree.



 BIELENDA Multi Essence (Recenzja)

Trochę sceptycznie podeszłam do wersji dla skóry tłustej i mieszanej. Bałam się, że będzie mnie przesuszać i już miałam go oddać siostrze. Jak dobrze, że tego nie zrobiłam bo esencja okazała się moim wielki hitem pielęgnacyjnym. Fajnie nawilża skórę, zmiękcza i przygotowuje ją do dalszych etapów. Niestety chyba produkt został wycofany ze sprzedaży, gdyż niedawno kupowałam jego zapas w cenie na do widzenia. Wersja różowa, teoretycznie do skóry suchej, nie jest aż tak dobra.


 LILY LOLLO Romantic Rose (Recenzja)

Jestem maniaczką produktów do ust i mam ich naprawdę bardzo dużo. Oczywiście lubię matowe pomadki i często ich używam. Ale jeśli chcę mieć pomalowane usta, ale jednocześnie wypielęgnowane to sięgam własnie po naturalną pomadkę z Lily Lollo. Ma świetny skład pełen olejów, które dbają o nasze wargi. Pomadka jest bardzo komfortowa w noszeniu - jak balsam do ust. Poza tym ma przepiękny kolor, który pasuje do każdego makijażu.


MAKEUP REVOLUTION  Chocolate & Peaches

Przyznam się, że pokochałam paletki czekoladowe. Lubię je za piękne kolory, pigmentację i łatwość w używaniu. Długo zastanawiałam się nad kupnem palety Sweet Peach z Too Faced. W końcu zrezygnowałam, gdyż nie robię makijażu oczu codziennie (chociaż się staram) i wolałam taką ilość pieniążków przeznaczyć na coś innego , choćby dobrą pielęgnację. W tym roku moim makijażem, chociaż nie tylko moim, zawładnęły oczywiście ciepłe odcienie. Mam ciepły odcień karnacji więc czuję się rewelacyjnie we wszystkich brzoskwiniach, burgundach i karmelach. W tej palecie jest wszystko czego potrzebuję, a duże lusterko sprawia, że jest to również idealna paleta do podróżowania.


BLEND IT!

Gąbeczki do makijażu całkowicie zdominowały mój makijaż. Nie przepadałam za aplikacją podkładu pędzlem - zawsze efekt był dla mnie zbyt ciężki, warstwa podkładu zbyt gruba. Dużo bardziej podobał mi się efekt, który osiągałam nakładając palcami. Zmieniło się to, gdy trafiłam na blend it. Gąbeczka daje bardzo delikatny i naturalny efekt, aplikuje cienką warstwę podkładu. Dla mnie idealnie. Chętnie bym przetestowała w tym roku oryginalny Beauty Blender.



I to już wszyscy moi ulubieńcy tamtego roku. Ciekawa jestem, czy ich znacie i czy lubicie tak bardzo jak ja? 

A co Was zauroczyło w minionym roku?

Emi
Copyright © 2016 Uroda Według Blondynki , Blogger