Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bielenda. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bielenda. Pokaż wszystkie posty

lipca 13, 2019

DENKO czerwiec 2019

DENKO czerwiec 2019
Hej !

Ostatnio było o produktach, które przybyły do mojej kosmetyczki, jeśli jeszcze nie czytaliście to możecie przeczytac o Nowościach w PIELĘGNACJI oraz KOLORÓWCE.

Nadszedł więc czas na pozbycie się zużytych opakowań. Wiem, że bardzo lubicie tego typu posty więc przybywam z denkiem z ostatniego miesiąca.



Mydło Solankowe White Flowers otrzymałam na wiosennym spotkaniu Nature of Woman. Okazało się świetnym żelem pod prysznic. Bardzo fajnie się pieniło i nie wysuszało skóry. Co więcej zdarzyło mi się także nim myć twarz po demakijażu olejkiem (zabrakło mi żelu, pianki) i byłam tutaj bardzo pozytywnie zaskoczona. Mydełko świetnie wysuszyło wszelkie wypryski, które miałam na brodzie. Cera była dobrze oczyszczona, ale nie wysuszona, ani ściągnięta. Ale oczywiście czym byśmy cery nie myli nakładamy później tonik i krem.


Naturativ Revitalising Body Scrub był bardzo dziwnym produktem. Kosnsytencja była gęsta, maślana. Drobinek było sporo i produkt dobrze złuszczał martwy naskórek. Natomiast mam wrażenie, że zbyt dużo jest w nim tej fazy olejowej/maślanej gdyż na skórze po użyciu zostawała tłusta i nieprzyjemna warstwa. Było to uczucie jakbym uzywała peelingu na parafinie. Oczywiście jest to produkt naturalny i nie posiada jej w składzie, ale jednak nie podobało mi się to uczucie. Zazwyczaj po jego użyciu musiałam się jeszcze umyć żelem. Dodatkowym minusem jak dla mnie był zapach - nie czułam praktycznie w ogóle żurawiny, był on bardzo cytrusowy. Jak dla mnie zbyt bardzo przypominał odświeżacze do toalety.


Próbkę kremu na słońce PHENOME SPF 30 dostałam od koleżanki. Był on bardzo fajny, odlewka starczyła mi na kilka użyć. Gęsty krem dosyć przyjemnie się rozsmarowywał, jak to filtry mineralne pozostawiał białą warstwę, ale nie było to nic czego nie możnaby było wpracować lub przykryć podkładem. Mimo, że był dosyć tłusty to fajnie sprawdził mi się pod makijażem, szczególnie tym mineralnym.


IOSSI Aksamitna Róża to bardzo fajny krem nawilżający, którego miniaturkę kupiłam na tegorocznych targach Ekocuda. Nie jest to bardzo gęsty, tłusty krem a mimo wszystko bardzo przyjemnie nawilża i natłuszcza skórę. Dobrze się wchłania i nie pozostawia lepkiej warstwy. Jedynym jego minusem może być intensywny różano-ziołowy zapach.



POLNY WARKOCZ Nawilżająca esencja z mleczkiem pszczelim. Z mazidłem tej marki niestety nie bardzo się polubilam, gdyż było dla mnie niestety zbyt tłuste. Natomiast esencja okazała się bardzo fajna i mocno nawilżająca. Jest to taki trochę bardziej gęsty tonik. Ale bardzo fajnie się dozował poprzez atomizer. Świetnie mi się sprawdził w metodzie 7 skin. W te upały używałam rano kilku warstw i już nie musialam nakładać żadnego kremu.


W denku znalazło się także kilka kosmetyków kolorowych z czego niezmiernie się cieszę:


L'OREAL True Match to zdecydowanie mój ulubiony podkład drogeryjny. Ma on bardzo przyjemne krycie, które określiłabym jako średnie. Bardzo ładnie prezentuje się na mojej skórze, gdyż nie jest ani zbyt mocno matowy, ale też nie bardzo błyszczący. Spokojnie moge przy nim nie używać pudru, a twarz wyglada na lekko zmatowioną. Nie jest również ciężki, nie tworzy efektu maski. Dla mnie to taki podkład do większego makijażu więc jego zużywanie zajęło mi sporo czasu.


PAESE DD cream to zdecydowanie moje odkrycie ostatnich miesięcy. Jak na krem DD miał naprawdę bardzo przyzwoite krycie i świetliste, zdrowe wykończenie. Przypudrowana lekkim, transparentnym pudrem cera wygladala bardzo zdrowo i świeżo . kiedy miałam ochotę na lekki, naprawdęminimalistyczny makijaż to w ogóle go nie pudrowałam, nakładam jedynie tusz do rzęs, rozświetlacz i róż w płynie, błyszczyk i normalnie dziewczyna o 10 lat młodsza ;) Na pewno kupię pełne opakowanie.



FELICEA Naturalna mascara z silikonową szczoteczką. Pisałam już o niej na moim Instagramie. Mimo, że szczoteczka zapowiadała się bardzo dobrze to sam tusz niestety bardzo mnie rozczarował. A to dlatego, że nie dawał żadnego efektu na rzęsach. Na początku, gdy mascara była jeszcze mokra wyglądało to jakbym nałozyła po prostu bezbarwną odżywkę. Rzęsy były jedynie lekko przyciemnione i wydłuzone. Dałam jej czas, aby zgęstniała, ale i tak trzeba było nałożyć solidną ilość warstw (4-5) aby było cokolwiek widać.  Produkt dla fanów bardzo delikatnego makijażu, może dla młodszych nastolatek, które zaczynają się malować, ale ich makijaż nie może być zbyt rzucający się w oczy np w szkole (chociaż teraz w szkole to chyba wsystko można :/ )


Za to bardzo pozytywnie zaskoczył mnie tusz JOANNA MULTI LASHES. Niby zawiera w sobie czynnik stymulujący wzrost rzęs, ale akurat tego działania nie zauważyłam. Natomiast ma bardzo wygodną, silikonową szczoteczkę która ładnie rozdziela rzęsy. Po jego użyciu są one wydłużone i lekko pogrubione. Może nie jest to efekt dla fanów sztucznych rzęs, ale jak najbardziej podobał mi się do takiego codziennego, delikatnego makijażu.



DELIA Creamy Eyebrow Mascara to zdecydowanie mój ulubiony produkt tego typu. Moje brwi są dosyć gęste i ciemne jak na blondynkę więc nie potrzebuję jakoś mocno ich wyrysowywać. Na co dzień najczęsciej korzystam właśnie z kolorowego tuszu do brwi. Ten miał dla mnie idealny kolor, szczoteczka była matutka i precyzyjna więc fajnie można było przeczesać nawet końcówkę brwi. Na pewno kupię ponownie.

I to już całe moje denko. Nie jest tego może jakaś zatrważająca ilość, ale moje zapasy bardzo się skurczyły ostatnimi czasy. Nie kupuję już tyle co kiedyś, nie otwieram kilku produktów z danej kategorii na raz to i zużywanie idzie mi trochę wolniej. Najważniejsze, że do przodu :)

Jestem bardzo ciekawa jaki świetny produkt lub jaki beznadziejny ostatnio mieliście okazję używać?

lipca 02, 2019

NOWOŚCI PIERWSZEGO PÓŁROCZA 2019 - PIELĘGNACJA

NOWOŚCI PIERWSZEGO PÓŁROCZA 2019 - PIELĘGNACJA
Hej!

Aż sama jestem zaskoczona, że aż tak dawno nie było nowości. W sumie taki zbiorowy post z zakupami nie pojawił się jeszcze w tym roku. Ale też nie ukrywam, że wdrażam w życie zasadę minimalizmu kosmetycznego. Staram się jak najwięcej zużywać i nie kupować produktów na zapas. Wytrwanie w tym postanowieniu ułatwia mi fakt, że nie mam za bardzo czasu chodzić po sklepach ( także wirtualnie) i rozglądać się za nowościami. Zazwyczaj kupuję już konkretne produkty, których potrzebuję.

Na blogu możecie jednak zobaczyć moje zakupy z targów Ekocuda 2019 w Warszawie.

A także upominki z wiosennego spotkania Nature Of Woman.

Nie przedłużając zapraszam Was na moje zakupy, bo przez pół roku jednak troszkę się tego nazbierało:



Rossman rozszalał się z promocjami tego typu i praktycznie co miesiąc kusi jakąś ofertą.  podczas promocji na pielęgnację włosów skusiłam się na odżywki i maski Garnier Botanic Therapy. Wcześniej miałam wersję z olejem rycynowym i sprawdziła się ona u mnie genialnie dlatego postanowiłam wypróbować inne wersje.

Do koszyka włożyłam również dwie opalizujące mgiełki z Bielenda. Bardzo ładnie scalają makijaż i delikatnie nabłyszczają skórę. Świetnie mi się sprawdzają do nakładania cieni na mokro, szczególnie tych foliowych.

Druga promocja , na Dzień Matki, obejmowała produkty do niepielęgnacji twarzy. Z racji tego, że skończyły mi się wszelakie myjadła do twarzy (z wyjątkiem mydeł) to postanowiłam skusić się na nową serię Soraya Plante, która ma bardzo fajne, naturalne składy. Pianka okazała się świetnym wyborem do porannego oczyszczania twarzy. jest bardzo delikatna i puszysta. Z tej serii wzięłam również żel. Bielenda SPA Rituals bardzo lubię i tym razem skusiłam się na hydrolat. Natomiast popełniłam ogromną gafę kupując żel Juicy Fruit - okazało się że ma w składzie SLS :( Nie wiem jak jak patrzyłam ten skład, że tego nie zauważyłam. Żel ma śliczny owocowy zapach i przyjemną konsysyencję. Uzywam go wieczorem do zmywania oleju do demakijażu.






W kwietniu odkupiłam od blogowej koleżanki zestaw odżywek ANWEN. Niedługo później dokupiłam do nich szampon. O moich wrażeniach z ich stosowania mogliście przeczytać w moim ostatnim wpisie: TUTAJ



Krem Sunny Touch Republika Mydła , który kupiłam na targach Ekocuda okazał się dla mnie strzałem w 10 więc postanowiłam dokupić także jego lżejszą wersję, a także hydrolat rokitnikowy. Do zestawu dorzuciłam także cudowny, cytrusowy peeling, który całkowicie zdeklasował konkurencję. Jego recenzję możecie znaleźć na moim profilu na instagramie 


Do Drogerii Pigment trafiłam poszukując pasty do zębów Ecodenta. Ta czarna jest moim ogromnym ulubieńcem. Do koszyka trafiło również kilka produktów Babuszki Agaffi:  maseczka z błękitną glinką, mydło cedrowe oraz pasta solna. Całkowitą nowością jest dla mnie pianka do mycia twarzy Kafe Krasoty.


Na poczatku czerwca miałam przyjemność brac udział w Kongresie Kosmetologii Naturalnej. Było to bardzo wartościowe i merytoryczne spotkanie z którego dowiedziałam się wielu nowych rzeczy takze z zakresu prawa kosmetycznego. Jednym z patronów kongresu była firma Organic Series, która jest producentem kosmetyków gabinetowych. Na  przetestowanie dostałyśmy miniaturki kosmetyków: żelu do mycia twarzy, kremu z kwasem laktobionowym oraz nawilżającego kremu z spf 20. Takie małe pojemności będą idealne na letnie wyjazdy.



Dawno nie robiłam zakupów na półprodukty, bo po prostu nie miałam czasu na robienie własnych kosmetyków. Jednak postanowiłam naturalnie zawalczyć z mrówkami w ogrodzie jak i z plagą komarów. Stąd ta ogromna ilość olejków eterycznych. Olejki dodaję również do myjki parowej dzięki czemu cały dom przepięknie pachnie. W zamówieniu znalazły się również dwie glinki różowa i biała , gdyż wykończyłam wszystkie maseczki. Hydrolaty to coś idealnego na te obecne upały - trzymam je oczywiście w lodówce i odświeżam twarz w ciągu dnia.  Soda, kwasek i płatki kwiatów to oczywiście składniki kul do kąpieli.


Dobry dezodorant to must have obecnej pogody. Długo opierałam się przed kupnem takiego w formie pasty. Wydawało mi się to takie problematyczne, ale okazało się że wcale takie nie jest. Dezodorant LaLe o zapachu trawy cytrynowej  bardzo dobrze chroni przed nieprzyjemnym zapachem potu (nie chroni przed poceniem - od tego są antyperspiranty). Trochę bałam się tej sody w składzie, dużo osób skarży się na podrażnienia to jednak okazało się że niepotrzebnie.

dezodorant naturalny


To wszystkie moje nowości z zakresu pielęgnacji. Spora gromadka się nazbierała, ale też wiele produktów ostatnio całkowicie wykończyłam takich jak np odżywki/maski do włosów , czy maski do twarzy.

Emi



lutego 15, 2019

DENKO STYCZEŃ 2019

DENKO STYCZEŃ 2019
Hej!

Pierwszy miesiąc roku 2019 za nami. Dlatego zapraszam Was na denko stycznia. 


Marion odżywczy peeling do twarzy. Niestety cała seria miodowa, która była dostępna w Biedronce w ogóle mi się nie sprawdziła. Jedyną jej zaletą był słodki, bardzo przyjemny zapach miodu. Niestety peeling miał bardzo mało drobinek i nie spełniał kompletnie swojego zadania.

Aloesove żel myjący do twarzy. (Recenzja) Bardzo przyjemny, delikatny żel o miętowym zapachu. Bardzo fajnie sprawdzał mi się latem.

Bielenda Botanic SPA Rituals kremowy olejek do demakijażu malina i melisa. To był naprawdę świetny kosmetyk. Na początku zaskoczyła mnie jego konsystencja, gdyż była gęsta i naprawdę kremowa. Delikatnie, ale skutecznie zmywał makijaż i nie pozostawiał tłustej warstwy na skórze. Przepięknie pachniał...jak malinowa mamba.

Bema Love Bio krem intensywnie nawilżający (Recenzja) to mój ogromny hit ostatniego czasu. Miał wszystko to, czego szukam w kremie.

Rapan Beauty maska do twarzy: mix peloidów, smocza krew, śluz ślimaka vege. To jedna z lepszych masek jakie miałam okazję używać. Chociaż nasze początki były trudne przez jej specyficzny zapach to ostatecznie bardzo się polubiliśmy. I wiem, że to nie ostatnie nasze spotkanie.




Sylveco nawilżający balsam na rozstępy (Recenzja). Balsam o dosyć gęstej konsystencji, który świetnie nawilżał i uelastyczniał skórę. W połączeniu z regularnym masażem spowodował, że nie mam po ciąży ani jednego rozstępu. Do tego świetny, naturalny skład. Czego chcieć więcej. Polecam, nie tylko ciężarnym.

Mokosh balsam brązujący. Co to był za świetny produkt. Zapach pomarańczy i cynamonu był niezwykle energetyzujący. Nie było czuć tego specyficznego smrodku samoopalacza. Moja skóra już po pierwszym użyciu była ładnie muśnięta słoncem. 

Roge Cavailles krem pod prysznic shea&magnolia. Szczerze mówiąc spodziewałam się czegoś więcej po tym produkcie. A okazał się poprawnym żelem pod prysznic. Miał fajną konsystencję i piękny zapach. Nie wysuszał skóry, ale raczej do niego nie wrócę.

O'Herbal żel pod prysznic o zapachu werbeny. Bardzo przyjemny produkt o ładnym zapachu. Dobrze mył, dobrze się pienił i nie wysuszał skóry. Kupuję miniaturki, bo to idealne rozwiązanie na wyjazdy.


Vianek odżywczy krem do rąk. Bardzo lubiłam jego konsystencję i efekt jaki dawał na dłoniach. Były takie wypielęgnowane i jedwabiste. Poza tym produkty vianek jak zawsze bardzo ładnie pachną. Zgapiłam się z jego datą ważności i aby zużyć smarowałam nim także ciało. I w tym aspekcie również bardzo dobrze sobie radził.

Efektima olejek konopny (Recenzja). Mieszanka olejów o bardzo charakterystycznym zapachu. Bardzo podobało mi się opakowanie z wygodną pompką. Stosowałam do olejowania włosów i w tej materii sprawdził mi się bardzo dobrze.

Etja naturalny olej jojoba. Jojoba to zdecydowanie jeden z moich ulubionych olei. Świetnie sprawdza mi się nakładany na twarz, ciało czy włosy. Dzięki wygodnej pompce wygodnie można go było dozować np do glinkowych masek. 

Coleur Caramel Backstage Mascara  to pierwszy naturalny tusz jaki miałam okazję używać. I od razu jest to strzał w dziesiątkę! Maskara jest rewelacyjna. Idealnie rozdziela i podkreśla rzęsy. Nie kruszy się ani nie rozmazuje. Po prostu naturalny ideał!


Jestem ciekawa, czy mieliście któryś z produktów i jak sprawdził się on u Was?



listopada 19, 2018

DENKO PAŹDZIERNIK

DENKO PAŹDZIERNIK
Hej!

No i mamy jesień w pełni. Na półkach już się rozkładają Bożonarodzeniowe ozdoby ;) A ja mam dzisiaj dla Was październikowe denko. Cieszę się z kolejnych zużytych produktów, gdyż staram się odgracić z zalegających w pudle kosmetyków. Na początku roku, jak zawsze pokażę Wam moje aktualne zapasy. Mam nadzieję, że będzie ich jak najmniej.

Tamtoroczne zapasy możecie zobaczyć w następujących postach:

A tym czasem przejdźmy do denka :)


PIELĘGNACJA WŁOSÓW

Odzywki zawsze schodzą mi dużo szybciej niż szampony z tej samej serii. Odżywka Tressemme Biotin Repair miała naprawiać uszkodzenia włosów spowodowane stylizacją, szczotkowaniem i warunkami atmosferycznymi. Oczywiście nic takiego nie robiła, nie łudzę się że jakikolwiek kosmetyk może to zrobić. Natomiast była to gęsta odżywka, która fajnie wygładzała włosy i sprawiała że się nie plątały. Producent reklamuje te kosmetyki jako profesjonalne, z salonów kosmetycznych. Dla mnie to dobre, ale cały czas zwykłe kosmetyki drogeryjne. Zużyłam również odżywkę i szampon (mąż wyrzucił opakowanie) PETAL FRESH TEA TREE. (Recenzja) Bardzo polubiłam się z tą serią. Od razu ostrzegam, że ma bardzo intensywny zapach - jak olejek eteryczny z drzewa herbacianego. Mimo braku silnych detergentów szampon dobrze oczyszczał skalp i włosy. Przy okazji nie przesuszał, ani nie podrażniał skóry. Odżywka była dosyć lekka, ale nie spływała z moich włosów. Nakładałam ją także na skalp. Seria świetnie radziła sobie z podrażnieniem skóry głowy u mojego męża. Na pewno jeszcze kupię tę serię.



PIELĘGNACJA CIAŁA

ALTERRA DEO-BALSAM to naturalny dezodorant w kulce. Nie zawiera soli aluminium i ma przyjemny, cytrusowy zapach. Minusem było to, że dosyć długo się wchłaniał. Trzeba było odczekać chwilę, aby móc się ubrać. Jeśli chodzi o ochronę przed przykrym zapachem to nie mogę nic mu zarzucić.  ORGANIC SHOP MACADAMIA&AVOCADO żel pod prysznic  bez agresywnych detergentów. Żel miał bardzo subtelny zapach, był gęsty. Bardzo podobało mi się to opakowanie z pompką, wygodne do użytkowania pod prysznicem. Nie wysuszał skóry, ale jednocześnie dobrze ją mył nawet podczas upałów. ISANA ROSE DREAM pianka pod prysznic (Recenzja). Te pianki to moje małe uzależnienie. Nie mają może najlepszego składu, ale prysznic z nimi to wielka przyjemność. D'ALCHEMY ESSENTIAL BODY BALM balsam do ciała (Recenzja) o zapachu pomarańczy. Miniaturkę kupiłam razem z Elle. Bardzo ciekawił mnie balsam, za który w regularnej cenie musielibyśmy zapłacić aż 219 zł. Ma od bardzo bogaty w masła i oleje skład. Miałam ogromne nadzieje, a okazał się zwykłym przeciętniaczkiem. Nawilżenie nie było jakieś spektakularne. Znam wiele lepszych balsamów za ułamek tej ceny. EFEKTIMA peeling detoksykujący i ujędrniający (Recenzja). Miniaturki otrzymałam na tegorocznym Meet Beauty. Jak dla mnie te wszystkie peelingi różnią się jedynie kolorem. Działanie każdego jest praktycznie takie samo. Są bardzo delikatne, niedużo jest tych drobinek w środku dlatego nie kupię pełnej wersji.





PIELĘGNACJA TWARZY

BIELENDA BOTANIC SPA RITUALS podczas  promocji w Rossmannie na pielęgnację twarzy kupiłam sporo kosmetyków z tej serii. Zaciekawiły mnie dosyć dobrymi składami i bogatym asortymentem. Szczególnie przypadły mi do gustu maseczki do twarzy, a zwłaszcza ta z olejem malinowym. Była bardzo kremowa i fajnie nawilżała cerę. Maseczka z kurkumą również jest godna polecenia natomiast nie bardzo polubiłam się z maską odmładzającą - z opuncją figową i aloesem. Miała całkowicie inną konsystencję, żelową a nie kremową i jak dla mnie pachniała alkoholem. Nie widziałam po jej użyciu jakiś większych efektów. Bardzo spodobało mi się serum olej z pestek malin+melisa oraz olejek z opuncji figowej. Stosowałam te dwa produkty w duecie i bardzo dobrze nawilżały moją twarz. Nie miałam już potrzeby nakładania kremu. Myślę, że sięgnę jeszcze po inne kosmetyki z tej serii (mam tez jeszcze kilka w zapasie).


TOŁPA GREEN OILS micelarny żel do mycia twarzy z olejem z lnu. Bardzo lubię żele Tołpa. Nie zawierają silnych detergentów, nie podrażniają ani nie wysuszają mojej skóry. Bardzo lubię ich delikatną konsystencję. Świetnie sprawdzają się zarówno w porannej toalecie jak i do wieczornego zmycia oleju. ECOSPA olej z pestek moreli. Naturalne oleje zawsze znajdą miejsce w mojej pielęgnacji. Mają szerokie zastosowanie: nakładam bezpośrednio na twarz zamiast kremu, olejuję włosy, dodaję do maseczek z glinki, czy po prostu do wanny podczas kąpieli. Ten olej świetnie sprawdził mi się nakładany na wilgotną skórę po kąpieli. Szybko się wchłaniał i dobrze nawilżał skórę. Idealna sprawa zamiast balsamu. BIOLOVE CLEANSING OIL olejek do demakijażu do cery suchej. (Recenzja)Muszę przyznać, że to całkiem niezły produkt. Dobrze radził sobie ze zmyciem makijażu, także oczu. Miał dosyć tłustą, treściwą konsystencję i trzeba było poświęcić trochę czasu aby go usunąć. Producent pisze, żeby zmywać go mokrą ściereczką ja jednak nie polecam tego sposobu. Myłam twarz żelem lub mydłem dwukrotnie i ten sposób sprawdzał się rewelacyjnie.



MUSTELA balsam na rozstępy (Recenzja). VIANEK WZMACNIAJĄCA maseczka do twarzy do cery naczynkowej. Mam nadzieję, że Vianek wyprodukuje w końcu maseczki w jakiś tubkach lub słoiczkach bo bardzo je lubię. Nie inaczej było z tą. Maska ma kremową konsystencję, świetnie nakłada się na twarz i bezproblemowo zmywa. Skóra po jej użyciu jest dobrze nawilżona i gładka, promienna. Pięknie pachnie olejem sezamowym. DUETUS DETOKSYKUJĄCA maseczka z węglem aktywnym i kwasem salicylowym. Nie jestem jakąś ogromną fanką maseczek węglowych. Zazwyczaj ich działanie jest dla mnie zbyt intensywne. Jednak ta maska była całkowicie inna. Dodatek oleju sprawiał, że nie zasychała i nie podrażniała skóry. Po jej użyciu cera rzeczywiście była oczyszczona, ale nie wysuszona. FRESH&NATURAL REGENERUJĄCY balsam do ust. (Recenzja) Powiem szczerze, że to najlepszy produkt do ust jaki kiedykolwiek używałam. Miał delikatnie ziołowy zapach i idealnie nawilżał i odżywiał spierzchnięte usta. Poza tym był to produkt bardzo uniwersalny, stosowałam także do wcierania w przesuszone skórki od paznokci. Szkoda, że nie ma wersji w sztyfcie.

I to już wszystkie produkty, które ostatnio zużyłam. Ciekawa jestem, czy znacie te produkty i jakie jest Wasze zdanie o nich.


sierpnia 01, 2018

DENKO LIPIEC 2018 Sama kolorówka

DENKO LIPIEC 2018 Sama kolorówka
Hej!

Rzadko pojawiają się u mnie na blogu recenzje kosmetyków kolorowych. A jeśli już to najczęściej są to produkty do ust. Dlatego postanowiłam zebrać kosmetyki, które skończyłam i napisać ich recenzje w jednym poście. Zapraszam Was więc dzisiaj na lipcowe denko w którym znajdziecie tylko kosmetyki do makijażu :)



Pixie Amazon Gold Antique Beige - wiecie, że kocham podkłady mineralne i w tym przypadku nie było inaczej. Dostałam odsypkę tego podkładu od koleżanki. Starczyła mi ona na kilka użyć. Podkład był w kolorze idealnym do mojej karnacji. Świetnie stapiał się ze skórą, nie tworzył na niej suchej skorupy. Twarz przez długie godziny wyglądała bardzo naturalnie i świeżo, lekko. Nie zauważyłam także, aby podkład się warzył, czy ciastkował. To naprawdę bardzo dobry produkt i na pewno kiedyś po niego sięgnę :)

Kiko Milano puder w kompakcie - kupiłam ten puder, bo potrzebowałam czegoś z lusterkiem do torebki. Przyznam się, że zauroczyło mnie jego piękne, złote opakowanie - była to kolekcja limitowana bodajże z poprzednich wakacji. Puder nadawał koloru, można nim było zbudować dodatkowe krycie na podkładzie, ale odcień light mimo, że najjaśniejszy na pewno nie przypadłby do gustu osobom bladym. To raczej taki lekko opalony kolor. Czasem używałam go solo i też był ok. Nie dawał od mocnego matu, raczej takie satynowe wykończenie co mi osobiście bardzo pasowało. Minusem jest to, że jest na bazie talku, co nie każdej skórze będzie służyło. 

Blend It - to już chyba moja trzecia gąbeczka tej marki. Bardzo je lubię i regularnie wracam. Nie wyobrażam już sobie nakładać podkładu w inny sposób. Gąbka jest mięciutka, zbiera nadmiar podkładu dzięki czemu na twarzy zostaje tylko cienka warstwa. Poza tym, gdy chcę osiągnąć bardzo naturalny i świeży look i nie pudruję twarzy to nakładam nią także kremowy róż oraz rozświetlacz.


Bielenda pearl base - jestem zdziwiona dużą ilością pozytywnych opinii na temat tego produktu. Dla mnie to taki trochę zbędny kosmetyk, gdyż kompletnie nie robił nic. No może poza tym, że różowe kuleczki zatopione w żelu bardzo ładnie wyglądały na toaletce. Nie zauważyłam, aby produkt szczególnie nawilżał, ani rozświetlał moją cerę. Zdecydowanie bardziej wolę bazę rozświetlającą z Golden Rose.

Catrice Liquid Camuflage 020 - również kultowy już korektor, który swego czasu znikał z półek jak świeże bułeczki. Bardzo go lubię, gdyż dobrze sprawdza się pod oczami oraz jako baza pod cienie. Nie zauważyłam, aby przesuszał moją skórę. Przypudrowany trzyma się na niej cały dzień. Trzeba tylko pamiętać o tym, aby nakładać go cienką warstwą. Minusem dla niektórych może być jego intensywny, perfumeryjny zapach.



Max Factor 2000 calorie curl addict - maskary z tej serii były kiedyś moimi ulubionymi. Jednak wersja podkręcająca nie skradła jakoś mojego serca. Miała bardzo dużą szczotę, którą trudno się było nie umazać. Poza tym nie zauważyłam, aby jakoś szczególnie podkręcała rzęsy. Natomiast na pewno były one fajnie pogrubione. Wrócę raczej do wersji klasycznej.

Bell Hypoallergenic Brow Modeller Gel - większego bubla dawno nie spotkałam, wywalam dosłownie po kilku użyciach. Przede wszystkim ogromna szczota, nie wiem jak można tym przejechać po brwiach? Moje nie są jakieś bardzo cienkie i skąpe, a mimo to za każdym razem byłam strasznie ubrudzona tym żelem wokół brwi. Poza tym wcale ich nie utrwalał. Mam wrażenie, że bardziej brudził skórę niż farbował same włoski.

Smashbox Full Exposure Mascara - kupiłam ją razem z zestawem miniaturek Smashbox i powiem Wam, że to bardzo fajny tusz. Ma dosyć dużą, klasyczną szczotkę , ale jest ona wygodna w użyciu. Tusz ładnie pogrubia i wydłuża rzęsy. Być może jeszcze kiedyś się na nią skuszę w pełnej wersji.

Eveline Celebrieties Eyeliner - i tutaj mam ogromny problem ponieważ wersja Chocolate Brown to mój zdecydowany ulubieniec. Eyeliner ma wygodny pędzelek, świetną konsystencję i bardzo łatwo robi się nim kreskę. Poza tym jest bardzo trwały i nie kruszy się przez cały dzień. Niestety wersja fioletowa to totalne jego przeciwieństwo. Była bardzo gęsta, nie dało się zrobić cienkiej kreski. Szybko też się kruszyła. Nie wiem, czy to wina koloru, może trafiłam na otwarty egzemplarz.


Bell BB 3D Gloss był bardzo przyjemnym błyszczykiem. Miał lekką konsystencję, nie był taki gęsty i mocno lepiący. Przez to niestety nie był jakiś mocno trwały, ale nadawał ładny kolor i błysk ustom. Rzadko używam błyszczyków, ale sięgam po nie gdy robię bardzo delikatny makijaż albo nie robię go wcale. Lub teraz latem, gdy po prostu nie mam ochoty na matową pomadkę.

Max Factor Lip Finity 125 So Glamorous to zdecydowanie moja ulubiona czerwień i moja ulubiona trwała pomadka. Została przetestowana już na niejednej imprezie, na niejednym weselu i na moich ustach jest nie do zdarcia. Jak dotąd inna pomadka w płynie jej nie dorównała. Sprawdza mi się świetnie zarówno sama pomadka jak i w połączeniu z dołączoną wazelinką (wtedy jest bardziej komfortowa w noszeniu) Mam już kolejną sztukę, oczywiście w tym samym kolorze. Miałam również brudny róż 055 Sweet i również była świetna (ale gdzieś ją zgubiłam :( )

Eveline czerwony błyszczyk - nie mam pojęcia jak się nazywał, bo wszystko się z niego pościerało. Miał bardzo delikatny, czerwony kolor z milionem odbijających światło mikroskopijnych drobinek. Dodatkowo był mentolowy przez co delikatnie chłodził usta. To raczej też taki rzadki i nielepiący się kosmetyk.

Sally Hansen Nailgrowth Miracle czyli polecana często złota odżywka. Nie zauważyłam, aby jakoś spektakularnie zadziałała na kondycję moich paznokci natomiast dobrze sprawdzała się w roli bazy pod kolorowe lakiery. Duży plus, że nie zgęstniała jakoś bardzo szybko, zużyłam ją niemalże do końca.


Pozdrawiam
Emi

czerwca 16, 2018

Co nowego? Kwiecień-Maj 2018

Co nowego? Kwiecień-Maj 2018
Hej!

W ostatnim czasie pojawiło się już trochę postów z nowościami. Kwiecień i maj obfitowały w różnego rodzaju spotkania dzięki, którym trafiło do mnie wiele ciekawych kosmetyków.






NATURE OF WOMAN - RELACJA ZE SPOTKANIA MIŁOŚNICZEK KOSMETYKÓW NATURALNYCH



Mimo tych wszystkich wydarzeń obfitujących w nowości w moje łapki wpadło także kilka innych produktów.

Niewątpliwie dużym plusem blogowania są nowe znajomości. Tym razem trafiłam na kawkę i plotki w towarzystwie Anetki (cosmeticosmos) oraz Izy (ciabuka). Jak zawsze wymieniamy się swoimi kosmetycznymi perełkami. I w taki oto sposób trafiła do mnie taka oto przyjemna gromadka kosmetyków.


Z produktów do brwi Delia znam jedynie hennę. Bardzo przypadła mi do gustu mascara, gdyż ma świetny kolor oraz malutką, precyzyjną spiralkę. Olejek do demakijażu Biolove bardzo dobrze radzi sobie z rozpuszczaniem kosmetyków nawet tych wodoodpornych. Bardzo podoba mi się to, że nie ma w nim emulgatora i mogę zrobić dłuższy masaż oczyszczający twarzy. Natomiast olejek kokosowy do włosów Dr Sante pięknie pachnie i nabłyszcza włosy. Lubię je stosować na końcówki. W małym opakowaniu znajduje się próbka kremu Iossi Naffi. Długo się zastanawiałam nad kupnem tego produktu i teraz już wiem... że tak kupię na pewno... jak tylko zużyję te kremy, które posiadam (takie postanowienie). Cieszę się również z odsypki podkładu mineralnego Pixie. Kolor Antique Beige był dla mnie idealny i też na pewno sięgnę po pełnowymiarowe opakowanie. Trafiła też do mnie czarna kredka Coleur Caramel i kilka próbek.







Słynna promocja -55% na kosmetyki kolorowe w Rossmann przeszła u mnie bez większego echa. W drogerii kupiłam produkty, które na pewno w najbliższym czasie zużyję czyli balsam do ust EOS w sztyfcie (o słynnym jajeczku przeczytacie TU ), peeling Eveline (chętnie porównam z pomadką Sylveco). Postawiłam też na mojego pewniaka, czyli niezawodną pomadkę Lip Finity Max Factor w odcieniu 125 So Glamorous. (Recenzja) Do koszyka wpadły także zmywacze Isana.



Poza promocją do koszyka trafiły dwie pianki Isana. Ich porównanie z innymi piankami możecie zobaczyć TUTAJ.


Gdy trwa promocja w Rossmannie to inne drogerie odchodzą jakoś w zapomnienie. Tymczasem w tym samym czasie w Hebe trwało również -40% na kolorówkę. Bez problemu kupiłam tam korektor Maybelline Instant Anti Age Eraser.


Szukając naturalnego żelu pod prysznic ostatecznie skusiłam się na Cosnature z maślanką i rumiankiem. Jest bardzo delikatny, nie wysusza skóry ani nie podrażnia. Nadaje się do mycia zarówno ciała jak i twarzy.


Postanowiłam również zdradzić swoją pastę z Ecodenta (Recenzja) i w Biedronce kupiłam kokosową pastę Biomed. Przestawić się nie jest łatwo, gdyż pasta ma specyficzny posmak, nie jest miętowa.



Samoopalacz to mój wierny przyjaciel już od wielu lat. Nie cierpię się opalać, a poza tym mam uczulenie na słońce. Nawet, gdy jestem na wakacjach za granicą to na plaży spędzam naprawdę niewiele czasu. W tym roku postawiłam na naturalny balsam brązujący od Mokosh. I nie żałuję tej decyzji, gdyż już po jednym użyciu opalenizna jest naprawdę intensywna! Duży plus za świetny zapach i przyjemną konsystencję, która nie robi smug.


Skoro już jesteśmy na etapie słońca i opalania to nie mogło zabraknąć również kremu z filtrem. Tym razem zdecydowałam się na Bioderma Photoderm Mineral SPF 50+ który zawiera jedynie filtry mineralne, nie zawiera filtrów przenikających ani fenoksyetanolu. Ma bardzo wygodny atomizer - trzeba dobrze wstrząsnąć . Minusem jest niestety to, że bieli skórę. 











Bardziej zainteresowała mnie majowa promocja 2+2 na produkty do pielęgnacji twarzy w Rossmann. A mianowicie seria Botanic Spa Rituals od Bielenda. Cztery produkty kupiłam sama, trzy dostałam od koleżanki. Jestem w trakcie używania niektórych z tych nich i powiem Wam, że zapowiadają się dobrze.


Tonik hibiskusowy Sylveco nie jest u mnie nowością. Sięgam po niego zawsze, gdy potrzebuję nawilżenia (Recenzja)




Moja srocza natura dała o sobie znać w Golden Rose. Metaliczny cień w płynie pięknie się mieni na powiekach.


Za to w Biedronce spodobał mi się róż do policzków od Bell. Ma taki delikatny kolor, który nadaje cerze świeżego wyglądu.

Nowości jak zawsze trochę się nazbierało. Większość z tych kosmetyków trafiła od razu do użycia, bo staram się nie robić zakupów na zapas. A jak Wasze ostatnie nowości? 

Udanego weekendu!
Emi

Copyright © 2016 Uroda Według Blondynki , Blogger