Pokazywanie postów oznaczonych etykietą TrustedCosmetics. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą TrustedCosmetics. Pokaż wszystkie posty

września 12, 2018

Ulubieńcy wakacji: Pielęgnacja ciała.

Ulubieńcy wakacji: Pielęgnacja ciała.
Hej!

Zapraszam Was dzisiaj na kolejną część wakacyjnych ulubieńców. Ostatnio było o makijażu, pokazywałam Wam też niedawno moją aktualną pielęgnację twarzy oraz włosów.

pielęgnacja ciała


Oczywiście nie możemy mówić o pielęgnacji ciała podczas upałów bez stosowania odpowiedniego zabezpieczenia przed słońcem. Od lat używam wysokich filtrów do ochrony swojej skóry. W tym roku zdecydowałam się na filtr mineralny Bioderma Photoderm Mineral SPF 50.

Bioderma Photoderm

Aby opalenizna była ładna i dłużej się utrzymywała warto również zadbać o regularne złuszczanie martwego naskórka. Dzięki temu zabiegowi ujednolicimy koloryt skóry, a jednocześnie wszystkie kosmetyki nawilżające będą się lepiej wchłaniały. Zdecydowanym ulubieńcem w tym zakresie okazał się Cukrowy Peeling Śliwkowy od Ministerstwa Dobrego Mydła.

naturalny peeling

Podczas upałów jakie mieliśmy tego lata chłodny prysznic był wręcz wybawieniem. Dodatkowe orzeźwienie przynosiły mi żele pod prysznic o cytrusowym zapachu. Bardzo lubię te z Isana, są niedrogie i mają piękne zapachy. Są to klasyczne żele z SLS w składzie przez co dobrze się pienią i myją skórę. Ja osobiście nie zauważyłam, aby moją przesuszały. Zdecydowałam się na zapach czerwonej pomarańczy z bazylią oraz limonki z miętą. Podczas wakacyjnych wyjazdów świetnym rozwiązaniem są również miniaturki, które nie zabiorą nam dużo miejsca w kosmetyczce. Bardzo fajne zestawy znajdziecie na stronie Elfa Pharm.

żel Isana

żele Elfa Pharm


Jeśli chodzi o nawilżanie skóry to bardzo dobrze wiecie, że nie jestem fanem balsamowania i robię to niestety nie chętnie. Jednak w tym roku ze względu na ciążę naprawdę przyłożyłam się do tego procederu. Będę miała dla Was jeszcze w tym miesiącu recenzję dwóch kosmetyków przeznaczonych typowo dla ciężarnych, przeciwrozstępowych. Natomiast poza nimi używałam także standardowych balsamów o dobrym składzie. Bałam się, że masło latem nie będzie dobrym rozwiązaniem, a jednak to z Nacomi okazało się dużym hitem. Jest ono bardzo gęste, na bazie masła shea i muszę przyznać, że trzeba poczekać aż się wchłonie. Jednak trud jest tego wart, gdyż skóra po nim jest idealnie nawilżona i miękka. No i ten zapach. Według mnie idealny na lato: Zielona Herbata. Dzięki temu zapachowi, mimo treściwej konsystencji wydaje się jakby lżejsze.

naturalne masło do ciała Nacomi

Naturalne masło do ciała

Z tego samego powodu, który wymieniłam wyżej nie mogłam zbyt długo przebywać na słońcu. A raczej powiedzmy sobie szczerze, w ogóle na nim nie przebywałam. Ale żeby nie straszyć ludzi prześwitującymi żyłkami (u kobiet w ciąży zwiększa się ilość krwi przez co są one bardziej widoczne) postanowiłam wspomóc się balsamem brązującym. Znalezienie takiego z dobrym składem okazało się wcale nie takie trudne, gdyż firma Mokosh , jakby na moje życzenie, akurat wypuściła na rynek taki właśnie produkt. Balsam pięknie pachnie cynamonem i pomarańczą. Można by rzec, że to świąteczne nuty jednak nie był on przytłaczający. Produkt ma lekką konsystencję, trzeba go trochę wmasować w skórę, żeby ładnie się wchłonął. Już po pierwszym użyciu widać efekty jego używania. Dla potrzymania ładnej opalenizny stosowałam go 2 razy w tygodniu.

Samoopalacz naturalny

naturalny samoopalacz

Ostatnim produktem, który chciałabym Wam polecić jest Naturalny Dezodorant Ziołowy od Sylveco. Byłam dosyć sceptycznie nastawiona do dezodorantów naturalnych, słyszałam tez wiele negatywnych opinii i ciekawiło mnie jak produkt poradzi sobie w te upały. Okazało się, że produkt dobrze chroni przed przykrym zapachem. Pamiętajcie, że nie jest to antyperspirant i nie będzie blokował wydzielania potu. Zawarte w nim składniki ograniczają rozwój bakterii i związany z tym przykry zapach. Natomiast chciałabym zaznaczyć, że moja wakacyjna aktywność nie była w tym roku zbyt rozbudowana i ograniczała się głównie do spacerów. Na pewno będę chciała go jeszcze przetestować w bardziej wymagających warunkach np na siłowni, gdy już tam będę mogła wrócić.

naturalny dezodorant ziołowy

Tak oto prezentują się moi wakacyjni ulubieńcy :)
A co skradło Wasze serca w ostatnim czasie? Może macie produkt godny polecenia?

Pozdrawiam
Emi


Zapraszam również na moje media społecznościowe Facebook i Instagram.

września 07, 2018

Ulubieńcy wakacji: Makijaż

Ulubieńcy wakacji: Makijaż
Hej!

Ulubieńcy, zwłaszcza Ci makijażowi nie pojawiają się na moim blogu zbyt często. A to głównie dlatego, że przez większość czasu używam jednych, sprawdzonych kosmetyków. Tym razem wpadło w moje łapki kilka nowości makijażowych o których myślę warto napisać.

Lato w tym roku było świetne sami przyznacie. Już dawno nie było u nas takich temperatur oraz tylu słonecznych dni. Wakacje w ciepłych krajach tym razem nie były konieczne, bo woda w Bałtyku nie straszyła swą temperaturą. Upały to jednak duże wyzwanie dla kosmetyków kolorowych. O ile przez większość czasu się nie malowałam to jednak bywały sytuacje, które tego wymagały lub po prostu danego dnia miałam ochotę na makijaż :)

Podstawowym produktem jest oczywiście podkład. A w moim wypadku był to krem BB z Lily Lolo w odcieniu Light. Okazał się moją wielką miłością już od pierwszego użycia. Jest bardzo lekki i delikatny także jeżeli macie cerę problematyczną, albo lubicie mocne krycie to pewnie nie przypadnie Wam do gustu. Dla mnie był to zdecydowanie strzał w 10. Dawał mi lekkie krycie i rozświetlenie, skóra po jego użyciu wyglądała naturalnie i zdrowo - spokojnie radzi sobie z drobnymi zaczerwienieniami. Najczęściej to mi wystarczało - dokładałam tylko tusz do rzęs i pomadkę i byłam gotowa ;) 



  • Mineralny makijaż z Lily Lolo


  • Natomiast, gdy robiłam większy make up, chciałam żeby makijaż był bardziej trwały dokładałam puder mineralny. Annabelle Minerals matujący puder bardzo dobrze wygładza i utrwala makijaż. Jest on delikatny, a mat nie jest bardzo mocny ani płaski, bardziej satynowy. Dużym plusem jest to, że nie przesusza mojej skóry jak to niestety ma w zwyczaju wiele pudrów. 



    Bronzer nie należy do moich ulubionych kosmetyków, przyznaję, że rzadko go stosuję. Natomiast latem lubię sobie trochę tego brązu dodać na policzkach. Tym bardziej w tym roku, kiedy słońca wręcz unikałam. W swoich bronzerach unikam bardzo zimnych tonów używanych do konturowania. Wyglądam w nich niekorzystnie i wręcz na brudną - mam zdecydowanie ciepły odcień karnacji i takie kolory mi nie pasują. Zdecydowanie bardziej lubię się lekko opalić niż jakoś szczególnie wykonturować :) Do moich ulubieńców w tym roku trafiła paletka do konturowania ze Sleek.  Ulubionym produktem z tego trio jest właśnie bronzer. Jest on dosyć delikatny, nie jakoś mocno napigmentowany, nie da się nim zrobić krzywdy ani plam- dla takiego laika jak ja to ogromny plus. Róż jest mieniący się, w kolorze rose gold - chyba jest to odpowiednik słynnego Orgasm (nie wiem nie miałam). Ładnie ożywia cerę i nadaje jej blasku. Niestety minusem jest to, że jest bardzo kruchy i już kilka razy był przeze mnie reanimowany :( Uzupełnieniem trio jest rozświetlacz. Jest on delikatny, nadaje się do dziennego makijaż, tworzy ładną taflę bez widocznych drobinek. Paletka jest fajnym rozwiązaniem na wyjazdy, gdyż mamy wszystkie trzy produkty w jednym miejscu.



    Jeśli chodzi o brwi to tutaj najlepiej również spisywała mi się paletka, Brow Kit od Gosh. Znajdziemy w niej 3 pudry do brwi oraz wosk. O ile najciemniejszy puder jest dla mnie zbyt ciemny i praktycznie go nie używam o tyle dwa pozostałe mieszam sobie w zależności od tego jak mocny efekt chce uzyskać. Cienie mają bardzo fajną konsystencję, nie są mocno suche i nie sypią się. Wos lekko dyscyplinuje rzęsy, ale nie jest to bardzo mocny utrwalacz. Jeśli mam ochotę na bardziej ujarzmione i utrwalone brwi to stosuję dodatkowo Creamy Eyebrow Mascara w odcieniu Beige Blonde z Delia. Uwielbiam mascary z takimi małymi spiralkami dzięki którym można wygodnie ułożyć włoski.




    Jeśli chodzi o makijaż oczu to pewnie nie zdziwi nikogo fakt, że moim ulubieńcem została paletka Anastasia Beverly Hills Soft Glam. Odkąd ją dostałam używam za każdym razem kiedy maluję powieki :) Cienie błyszczące mnie wprost zachwyciły! A szczególnie cień Rose Pink oraz matowy Dusty Rose. Zazwyczaj robię makijaż tylko przy użyciu tych dwóch odcieni. Uzupełnieniem makijażu oczu jest oczywiście tusz do rzęs. Długo opierałam się przed naturalnymi mascarami, a to dlatego że opinie o nich są różne. Większość z nich niestety tylko lekko barwi rzęsy i nie jest trwała. Postanowiłam przekonać się o tym na własnej skórze i wypróbowałam Coleur Caramel Backstage Mascara. Ten tusz jest rewelacyjny! Ma silikonową szczoteczkę, niedużą która bardzo dobrze rozdziela i rozczesuje rzęsy. Szczoteczka jest mała i poręczna dzięki czemu wygodnie wytuszujemy zarówno górne rzęsy jak i dolne. Przy tym formuła tuszu jest na tyle gęsta, że ładnie podkreśla i pogrubia rzęsy. Tusz jest trwały, nie kruszy się ani nie rozmazuje. Muszę przyznać, że przebił wiele tuszy drogeryjnych.






    Ostatnim etapem mojego makijażu są oczywiście usta. Nie wyobrażam sobie nie mieć pomalowanych ust. Gdy mam minimalistyczny makijaż twarzy często wybieram coś intensywnego. Ostatnio odnalazłam w swoich makijażowych zapasach Matte Lip Butter z Astor w przepięknym kolorze nasyconego różu. Była to pierwsza moja pomadka w kredce. Jest ona bardzo komfortowa ze względu na swoją konsystencję , nie jest to suchy, zastygający mat. Przez to pomadka nie podkreśla faktury ust, ale jej trwałość jest całkiem w porządku.

    Natomiast najczęściej na moich ustach goszczą jednak pomadki naturalne. Uwielbiam je za to jakie są kremowe i pielęgnujące moją skórę ust. Tutaj na zmianę używałam pomadki Coleur Caramel (mam ją w formie testera) oraz pomadka z Lily Lolo Romantic Rose. Obie mają już bardziej neutralne kolory w tonacjach brudnego różu. 






    A jak Wy przetrwaliście to upalne lato? Macie swoich makijażowych ulubieńców?



    Pozdrawiam
    Emi

    Zapraszam również na moje media społecznościowe Facebook i Instagram.

    sierpnia 26, 2018

    Moja aktualna pielęgnacja włosów

    Moja aktualna pielęgnacja włosów
    Hej!

    Włosy - jeden z największych atutów każdej kobiety. Nieważne, czy długie czy krótkie - zadbane, zdrowe włosy zawsze wyglądają pięknie. 

    Moje włosy nie są już bardzo wymagające. Są dosyć solidnej grubości oraz gęstości, ale są dosyć sztywne i proste. Trudno z nich wyczarować fale, czy loki. Jeszcze do niedawna moje włosy były bardzo przesuszone i zniszczone przede wszystkim wieloletnim farbowaniem i utlenianiem ich na bardzo jasny blond. Moja skóra głowy, tak jak i cera należy do tych suchych.  Trochę czasu zajęło mi zanim znalazłam odpowiednią pielęgnację, ale opłaciło się eksperymentować. Obecnie jestem zadowolona z z efektów tej pielęgnacji.

     Co więcej bardzo podobną pielęgnację stosuję u mojego męża i u niego te efekty są zdecydowanie bardziej widoczne. Ma on atopową skórę głowy, często pojawiają się stany zapalne, krostki (które niestety zdrapuje). Pojawia się także łupież - mocne łuszczenie skóry, które niestety szampony od dermatologa tylko pogłębiały. Przez te wszystkie problemy włosy były osłabione i mocno wypadały.

    Jeśli jesteście ciekawi, co aktualnie stosuję to zapraszam do lektury :)



    1. PEELING SKÓRY GŁOWY

    Myślę, że to nadal bardzo niedoceniany element prawidłowej pielęgnacji naszych włosów. Tak samo jak i na całym ciele i twarzy także na naszej głowie naskórek się namnaża. Peeling wykonujemy, aby złuszczyć ten martwy i odsłonić nową, młodą skórę. Dzięki temu wszelkie wcierki oraz maski, które będziemy stosować później mają szansę wchłonąć się głębiej. Poza tym w przypadku skóry łuszczącej się, atopowej czy z łupieżem pozbywamy się płatków suchego naskórka, w ten sposób oczyścimy również rozregulowane gruczoły łojowe. Ten element najbardziej przyczynił się do zmiany stanu skóry głowy zarówno u mnie jak i u męża. Skóra przestała mnie przede wszystkim swędzieć, przestały sypać się drobne płateczki.

    Jeśli chodzi o peeling możecie wybrać peeling mechaniczny np na bazie cukru. Jego dodatkowym plusem jest to, że robi nam masaż twarzy, zwiększa przekrwienie skóry dzięki czemu więcej składników odżywczych dociera do cebulek włosów. Peelingiem tego typu, który mogę Wam polecić jest np Vianek - łagodzący peeling do skóry głowy. Zawiera on w sobie także kwas salicylowy, który działa antybakteryjnie, reguluje pracę gruczołów łojowych i niweluje powstawanie łupieżu. Zawartość oleju kokosowego, słonecznikowego i masła shea odżywia włosy. Dlatego warto tym peelingiem zrobić dokładny masaż skóry głowy, a następnie zostawić go na niej jeszcze na kilka minut.



    Mi osobiście, ze względu na gęste włosy, bardziej odpowiadają peelingi enzymatyczne lub te na bazie wysokiego stężenia mocznika. Bardzo polubiłam się z /peelingiem z 40% zawartością urea od BandiTricho Estetic.  Pełną recenzję tego peelingu znajdziecie TUTAJ.





    2. OLEJOWANIE

    Było pierwszym elementem wprowadzonym do mojej pielęgnacji włosów. Bardzo szybko przyniosło też oczekiwane efekty. Na początku olejowałam włosy przed każdym myciem zostawiając olej na nich na conajmniej godzinkę. Zaczynałam też od najbardziej popularnego oleju, czyli od kokosowego. Mimo włosów wysokoporowatych sprawdził się on u mnie bardzo dobrze, a efekty były widoczne już po mniej więcej miesiącu regularnego stosowania. Włosy stały się bardziej gładkie i lśniące, lepiej nawilżone i tak bardzo się nie łamały. Potem zaczęłam eksperymentować z innymi olejami i tak doszłam do wniosku, że moim włosom najbardziej pasuje olej avocado oraz olej konopny. Najczęściej kupuję oleje w sklepach z półproduktami - np. EcoSpa. Ale również bardzo lubię gotowe mieszanki jak np. maska 7 olei od Nacomi, czy olejek konopny od Efektima.








    3. SZAMPON

    Jeśli borykacie się z suchą, swędzącą skórą głowy to powinniście pomyśleć w pierwszej kolejności o zmianie szamponu, którego używacie do mycia głowy. Wiele szamponów drogeryjnych zawiera w swoim składzie silny detergent czyli Sodium Lauryl Sulfate (SLS). Jest to środek silnie drażniący i wysuszający skórę. Niestety producenci widząc, że konsumenci zaczynają unikać tego detergentu zaczynają go zastępować innymi, wcale nie lepszymi. Na opakowaniu znajdziemy wielkimi literami BEZ SLS! a w składzie równie silny i drażniący SLES (Sodium Laureth Sulfate), ALS (Amonnium Laureth Sulfate). Osobiście stosuję takie szampony rzadko - raz na dwa tygodnie w celu mocniejszego oczyszczenia skóry. Jest mi tutaj wszystko jedno jaki to szampon, zawsze jakiś w domu się znajdzie .



    Jednak do regularnego mycia - włosy myję 2,3 razy w tygodniu - używam delikatniejszych szamponów. Obecnie bardzo polubiłam się z szamponami z Petal Fresh, a dokładnie z serią Tea Tree. Olejek herbaciany ma właściwości antybakteryjne. Szampon dobrze oczyszcza skórę głowy, a jednocześnie jej nie podrażnia. Trzeba się tylko przyzwyczaić do jego charakterystycznego zapachu.




    4. ODŻYWKA, MASKA

    Nie wyobrażam sobie po myciu nie zastosować odżywki lub maski. Dzięki dobrze dobranemu produktowi włosy są wygładzone oraz dobrze nawilżone. I tutaj również bardzo dobrze sprawdziła mi się odżywka z olejem z drzewka herbacianego z petal fresh. Odżywkę tę można nakładać również na skórę głowy - ma działanie nawilżające oraz bakteriobójcze. Jest ona dosyć lekka, nie obciąża włosów, ale jednocześnie są one miłe w dotyku i dobrze się rozczesują. Jej minusem jest niestety opakowanie z dosyć twardego plastiku. Odżywka jest gęsta i pod koniec jej wydobywanie może być kłopotliwe. Dużo bardziej podobałaby mi się butelka np z pompką.

    Raz w tygodniu nakładam na włosy coś bardziej treściwego, a mianowicie maskę. Świetnie sprawdzają mi się te w słoiczkach od Garnier. Są gęste i odżywcze, a włosy po nich bardzo mocno wygładzone. Co ważne, rzadko nakładam maskę, czy odżywkę jedynie na 3-5 minut ( tak piszą producenci). Uważam że przez tak krótki czas nie ma ona szans wniknąć wewnątrz włosa. Zazwyczaj zostawiam te produkty na conajmniej 15 minut - w tym czasie robię peeling ciała lub nakładam maskę na twarz i po prostu relaksuję się w wannie :)




    5. WCIERKA

    To najbardziej skoncentrowany produkt w mojej pielęgnacji skóry głowy. Przed ślubem regularnie, przed każdym myciem stosowałam wcierkę Jantar i dała ona spektakularne efekty - moje włosy rzeczywiście rosły w szybkim tempie, pojawiło się mnóstwo baby hair. Obecnie stosuję również popularną wcierkę Banfi. Zawiera ekstrakt z chrzanu, gorczycy, jałowca i oregano . Wcierka pobudza krążenie w skórze głowy przez co ogranicza wypadanie włosów oraz przyspiesza ich wzrost. Wcierka jest na bazie alkoholu więc nie polecam jej stosować na podrażnioną skórę głowy. Ma też bardzo charakterystyczny, ziołowy zapach. Jeśli chodzi o efekty to są zauważalne przede wszystkim u mojego męża. Włosy przestały wypadać, pojawiło się dużo baby hair. U siebie zauważyłam, że włosy po prostu szybciej rosną. Dużym minusem tej wcierki jest jej opakowanie. Produkt znajduje się w dużej butli z korkiem na klik. Trudno się ją aplikuje na skórę głowy. Dlatego polecam przelać do butelki z pipetą lub (ja tak zrobiłam) z atomizerem. Wówczas jest to dużo łatwiejsze. Przy stosowaniu tej wcierki polecam intensywnie nawilżać skórę głowy, gdyż alkohol może niestety ją wysuszać. Wcierki używamy raz w tygodniu.



    6. KOŃCÓWKI

    To najczęściej one świadczą o kondycji naszych włosów. Niestety często się rozdwajają lub kruszą. Absolutnie nie wierzcie, że jakikolwiek produkt jest w stanie je zregenerować. Jeśli już się rozdwoją to możemy je jedynie ściąć i pilnować, aby się to nie powtórzyło. Dobrym pomysłem jest ich zabezpieczanie, aby nie dochodziło do tych uszkodzeń. Może być to naturalny olej - taki którym olejujemy włosy, ale ja np bardzo lubię serum silikonowe. Uważam że tak niewielka ilość silikonu nie szkodzi włosom, a skleja końcówki i tworzy otoczkę zabezpieczającą. Ponadto umiejętnie stosowane serum ładnie wygładza i nabłyszcza włosy. Jego nadmiar usuwam myjąc co jakiś czas włosy szamponem z mocniejszym detergentem.



    I to wszystko. Moje podstawy pielęgnacji. Nie uważam, żeby było tego jakoś dużo , z drugiej strony nie wyobrażam sobie umyć włosów tylko szamponem i tyle. Na co dzień nie stosuję żadnych produktów stylizujących - pianek, lakierów. Moje włosy suszą się najczęściej naturalnie. Nie używam także ani prostownicy ani lokówki. Zdarza się to bardzo sporadycznie, zazwyczaj na większą imprezę. Zrezygnowałam też z używania suchego szamponu. Po prostu przekonałam się u trychologa, pod mikroskopem jak bardzo podrażnia moją skórę. Co prawda nie używałam go regularnie, zazwyczaj w upały, albo po ostrym treningu. Ale już nawet takie sporadyczne używanie mocno wpływało na mój skalp. Dlatego jeśli nie wiecie co wpływa na Wasza głowę negatywnie...zobaczcie czy to nie to. Suchy szampon można zastąpić mąką ziemniaczaną lub zasypką dla dzieci (Sylveco ma taką bez talku).

    Mam nadzieję, że moje porady Wam się przydadzą.

    Jestem ciekawa czy Wasza pielęgnacja włosów jest bardziej, czy mniej rozbudowana :)

    Pozdrawiam
    Emi


    Zapraszam również na moje media społecznościowe Facebook i Instagram.


    lipca 26, 2018

    Bezpieczne wakacje z Bioderma Photoderm Mineral SPF 50+

    Bezpieczne wakacje z Bioderma Photoderm Mineral SPF 50+
    Hej! Mamy pełnię lata, a słoneczko nie odpuszcza i od kilku dni mamy znowu upały. Można by rzec, że idealna pogoda dla plażowiczów. Mam nadzieję, że nikt z Was nie ma wątpliwości co do szkodliwego działania promieni słonecznych. Owszem, słońce jest nam potrzebne do życia i do syntezy wit.D. Jeszcze kilka dekad temu nie było ono dla naszego organizmu tak szkodliwe, a wszystko przez warstwę ozonową, która tworzy ochronę ziemi. Obecnie jest ona dużo cieńsza i więcej szkodliwych promieni słonecznych dociera do ziemi, a tym samym do naszej skóry.

    Nie ukrywam, że nie lubię się opalać. Nie cierpię wylegiwać się plackiem na plaży. Jeśli już to kryję się w cieniu. Natomiast uwielbiam podróżować i siłą rzeczy spędzam wtedy sporo czasu na słońcu. Niezależnie od tego, czy spędzam lato w mieście, czy w tropikach jestem uzbrojona w filtr ochronny.

    W tym roku zdecydowałam się na filtr BIODERMA Photoderm Mineral SPF 50+/UVA 26



    Produkt jest zamknięty w białej butelce z atomizerem. Przed każdym użyciem należy go dokładnie wstrząsnąć tak, aby produkt w środku się wymieszał. Atomizer w tym przypadku jest bardzo wygodny, gdyż produkt ma postać lejącego się, białego mleczka. W ten sposób możemy go zaaplikować w szybki sposób na skórę ciała oraz twarzy. Producent pisze, że produkt jest bezzapachowy, ale ja wyczuwam bardzo delikatny, kosmetyczny zapach.




    Mleczko do opalania Bioderma Photoderm Mineral zawiera w swoim składzie jedynie filtry fizyczne - mineralne. W tym przypadku jest to tlenek cynku oraz dwutlenek tytanu. Oznacza to, że tworzy na powierzchni skóry warstwę, która będzie odbijała promienie słoneczne. W odróżnieniu od filtrów chemicznych nie wnika w skórę i nie pochłania promieniowania. Jest to niekorzystne zwłaszcza dla osób ze skórą wrażliwą lub alergiami. Jest to produkt fotostabilny oraz wodoodporny jednak pamiętajmy o ponawianiu nakładania mleczka (i jakiegokolwiek innego produktu) co 2h lub zawsze wtedy, gdy bierzemy kąpiel lub się wycieramy ręcznikiem.

    Filtr od Biodermy jest bardzo przyjemnym kosmetykiem. Nałożony na skórę nie jest ciężki, ani tłusty, nie klei się. Używam go również na twarz i nie zauważyłam, aby powodował pogorszenie się jej stanu. Nie zaburza mi również makijażu, który na niego nakładam, chociaż przyznam się że w takie upały rzadko się maluję. Najczęściej są to podkłady mineralne lub krem BB z Lily Lolo.

    Dużym minusem produktu może być jednak to, że bieli skórę. I to nawet dosyć solidnie. Jest to jednak cecha filtrów mineralnych. Tak jak wspominałam nie wchłaniają się one w skórę tylko tworzą warstwę ochronną . Mi to jakoś mocno nie przeszkadza. Makijaż w zupełności to przykrywa. A w dni kiedy chodzę bez makijażu nakładam mniejszą ilość i staram się równomiernie rozprowadzić. Staram się też regularnie ponawiać aplikację, aby uzupełniać tę cienką warstwę. Przy takim używaniu zauważyłam, że nawet przebywając cały dzień poza domem moja skóra jest dobrze zabezpieczona. Nie pojawiają się na niej zaczerwienienia, ani wysypka, co zdarzało mi się w przypadku używania filtrów chemicznych.


    A Wy jakich filtrów obecnie używacie? Lubicie się opalać, czy raczej unikacie słońca?

    Pozdrawiam
    Emi


    lipca 18, 2018

    Moja wakacyjna pielęgnacja twarzy.

    Moja wakacyjna pielęgnacja twarzy.
    Hej!

    Pogoda nas ostatnio nie rozpieszcza. Jest strasznie parno i duszno. Miałam nadzieję, że deszcz trochę oczyści to powietrze, ale niestety nic takiego się nie stało.  Przez tę  ciężką pogodę nie mam ochoty na wychodzenie z domu i jestem totalnie bez sił. Sprawia to też, że nie mam ochoty się malować. Ale oczywiście nie odpuszczam codziennej pielęgnacji twarzy. Co prawda latem jest ona bardzo minimalistyczna. Moja skóra mniej się w tym czasie przesusza w związku z tym mogę zrezygnować z ciężkich i tłustych kremów, które uwielbiam w zimniejszym okresie.


    Swoją poranną pielęgnację rozpoczynam od umycia twarzy delikatnym żelem. Obecnie moim ulubionym produktem jest delikatny żel micelarny z olejem z lnu z Tołpy. Bardzo lubię ich żele, mają przyjemną konsystencję. Po umyciu buzia nie jest ściągnięta ani napięta. Tego żelu używam także wieczorem do oczyszczenia twarzy po całym dniu. Następnym etapem pielęgnacji jest użycie nawilżającego toniku do twarzy. Bardzo lubię te, które mają atomizer, gdyż można ich używać także w ciągu dnia w celu odświeżenia i ochłodzenia twarzy. Tonik Cossi Fulleren cudownie nawilża skórę i przygotowuje ją pod kolejne etapy pielęgnacji. 

    SZUNGIT - SIŁA KAMIENIA Z KOSMOSU.





    A kolejnym takim etapem jest oczywiście nałożenie kremu pielęgnacyjnego. Ostatnio moje serce skradł krem Apple Queen z Bartos. Według mnie jest to krem idealny. Ma świetny skład i zapewnia mojej skórze wszystko to, czego aktualnie potrzebuje. Może być również stosowany jako krem pod oczy. W dni kiedy jednak gdzieś wychodzę nakładam obowiązkowo krem z wysokim filtrem. Obecnie kończę krem Lazy&Joy od Holika Holika z SPF50. Ma urocze opakowanie z lusterkiem więc możemy go włożyć do torebki. Krem ma w sobie filtry mineralne przez co lekko bieli skórę, ale jest bardzo skuteczny. Moja twarz ma obecnie tendencję do powstawania przebarwień, to wina hormonów, a on przed tym bardzo dobrze chroni. Nie zapominam również o ochronie delikatnej skóry warg. Carmex ma po pierwsze filtr SPF15, który ochroni przed promieniowaniem , ale także miętowy smak, który odświeża i ochładza.

    HIT CZERWCA! - BARTOS APPLE QUEEN KREM Z KOMÓRKAMI MACIERZYSTYMI JABŁONI DOMOWEJ




    Oczywiście po całym dniu, nawet jeśli nie nosimy makijażu, wskazane jest dokładne umycie twarzy. Jeśli mam na cerze krem z filtrem to oprócz żelu do twarzy używam także olejku myjącego,  który zmyje tę tłustą i dosyć ciężką konsystencję. Raz w tygodniu wykonuję peeling twarzy. Ostatnio polubiłam się z peelingami enzymatycznymi. Bardzo pozytywnie zaskoczył mnie produkt z 3 enzymami od Tołpy. Bardzo delikatnie, ale skutecznie radzi sobie z martwym naskórkiem. Również raz w tygodniu wykonuję maseczkę oczyszczającą. I tutaj również fajnie sprawdziła mi się maska z Tołpy. Jak widzicie ten duet już dobija powoli dna. Natomiast jeśli w ciągu tygodnia potrzebuję większego nawilżenia to nakładam maskę w płachcie lub kremową maskę nawilżającą. Pozostałe kroki pielęgnacji wykonuję tak jak rano.  


    Moja cera obecnie wygląda następująco i muszę stwierdzić, że nie mam z nią większych problemów.



    A Wy stosujecie rano inną pielęgnację niż wieczorem, czy też podchodzicie do tematu tak leniwie jak ja?

    lipca 08, 2018

    Moja wakacyjna kosmetyczka

    Moja wakacyjna kosmetyczka
    Witajcie!

    Lato na dobre się zaczęło. Zapewne część z Was już odpoczywa natomiast inni z utęsknieniem czekają na urlop. Ja co prawda w tym roku nie wybieram się na jakieś większe wyprawy, ale postanowiłam podzielić się z Wami swoją wakacyjną kosmetyczką. Lato to czas, kiedy lubię dać skórze odpocząć i rezygnuję z wielu kosmetyków. Wyjeżdżając chce, żeby mój bagaż był jak najmniejszy i najbardziej kompaktowy.


    Podróże to przede wszystkim czas, kiedy mam okazję wykorzystać większość próbek i saszetek, które posiadam. Zazwyczaj o nich zapominam, bo używam konkretnego produktu. Natomiast do wyjazdowej kosmetyczki chętnie wrzucam wszelakie próbki kremów do twarzy, szamponów i odżywek do włosów. Dodatkowo znajdzie się miejsce na maseczki do twarzy w saszetkach. Wakacje to też świetny czas na wykorzystanie produktów miniaturowych, zajmują niedużo miejsca w kosmetyczce i można je spokojnie wykorzystać przez te kilka dni poza domem. 

    Nie wiem jak Wy, ale ja latem nie lubię intensywnych zapachów. Zazwyczaj odstawiam daleko na półkę wszelkie perfumy i sięgam po delikatne mgiełki. Najchętniej te o zapachu mięty i cytrusów.  

    Oczywiście niezwykle ważną, jeśli w ogóle nie najważniejszą kwestią podczas upałów jest ochrona przeciwsłoneczna. Ja zawsze używam wysokiego filtra UV, min. SPF30 , a najczęściej jest to SPF50.  Latem jest to dla mnie rzecz niezbędna, gdyż przy mocniejszym słońcu (np. za granicą) przez kilka dni praktycznie zawsze dostaję uczulenia słonecznego w partiach, gdzie skóra jest najdelikatniejsza. Pamiętajcie również że ochrony wymaga cienki naskórek warg, gdzie skóra jest bardzo cienka i szybko traci wilgoć. Aby usta były gładkie warto regularnie używać pomadki do ust. Warto sprawdzić, czy posiada filtr przeciwsłoneczny.

    Pamiętajcie, że ochrony wymagają również nasze oczy i włosy dlatego na wakacjach nie rozstaję się z dobrymi okularami przeciwsłonecznymi oraz nakryciem głowy. Jeśli chodzi o moje preferencje to najczęściej wybieram kapelusz z szerokim rondem.


    Jeśli chodzi o makijaż to jest on w okresie wakacyjnym również bardzo minimalistyczny. Jeśli jestem na wyjeździe to nie maluję się. Nie wyobrażam sobie kąpieli w morzu lub basenie w makijażu. Brrr.... Natomiast jeśli wybieramy się na jakąś imprezę, czy np kolację to lubię się pomalować. Ale wybieram delikatne produkty takie jak krem BB, czy nawilżająca pomadka. Na wyjazd biorę ze sobą uniwersalną paletę dzięki której wykonam pełny makijaż oka, zarówno ten dzienny jak i wieczorowy. Dużym plusem w palecie jest duże lusterko. Bardzo cenię też sobie wygodę palet do konturowania twarzy. Trio, które zawiera w sobie bronzer, róż i rozświetlacz to wszystko czego potrzebuję, a zajmuje mało miejsca w kosmetyczce.

    Mimo, że makijaż jest lekki i delikatny to oczywiście należy go wieczorem porządnie zmyć. Zawsze zabieram ze sobą ulubiony olejek. Jest to również produkt wielofunkcyjny. Zrobimy nim demakijaż, ale możemy także zastosować na włosy, czy wetrzeć po kąpieli w jeszcze wilgotną skórę i stosować zamiast balsamu. Drugim punktem demakijażu jest oczywiście użycie delikatnego detergentu, który usunie olej wraz z rozpuszczonymi kosmetykami. Ja w tej roli najbardziej lubię pianki do mycia twarzy, ale jeśli mam próbki żelu lub naturalnego mydełka to często zabieram je ze sobą i zużywam.



    Tym wpisem chciałam ogólnie podpowiedzieć, czym kieruję się podczas pakowania się na wakacje. Jest dla mnie ważne, aby kosmetyki zajmowały niewiele miejsca i były wielofunkcyjne. Natomiast w kolejnych wpisach będę opisywać konkretne kosmetyki, które lubię ze sobą zabierać w podróże.

    Do stworzenia wpisu zainspirowało mnie nowe wyzwanie redakcji Trusted Cosmetics " Pokaż swojął wakacyjną kosmetyczkę". Jeśli również chcecie dołączyć do wyzwania, to możecie to zrobić TUTAJ

    A Wy, czym się kierujecie podczas pakowania wakacyjnej walizki? Jesteście minimalistkami, czy pakujecie wszystko?

    Miłego wieczoru!
    Emi
    Copyright © 2016 Uroda Według Blondynki , Blogger