Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Isana. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Isana. Pokaż wszystkie posty

listopada 19, 2018

DENKO PAŹDZIERNIK

DENKO PAŹDZIERNIK
Hej!

No i mamy jesień w pełni. Na półkach już się rozkładają Bożonarodzeniowe ozdoby ;) A ja mam dzisiaj dla Was październikowe denko. Cieszę się z kolejnych zużytych produktów, gdyż staram się odgracić z zalegających w pudle kosmetyków. Na początku roku, jak zawsze pokażę Wam moje aktualne zapasy. Mam nadzieję, że będzie ich jak najmniej.

Tamtoroczne zapasy możecie zobaczyć w następujących postach:

A tym czasem przejdźmy do denka :)


PIELĘGNACJA WŁOSÓW

Odzywki zawsze schodzą mi dużo szybciej niż szampony z tej samej serii. Odżywka Tressemme Biotin Repair miała naprawiać uszkodzenia włosów spowodowane stylizacją, szczotkowaniem i warunkami atmosferycznymi. Oczywiście nic takiego nie robiła, nie łudzę się że jakikolwiek kosmetyk może to zrobić. Natomiast była to gęsta odżywka, która fajnie wygładzała włosy i sprawiała że się nie plątały. Producent reklamuje te kosmetyki jako profesjonalne, z salonów kosmetycznych. Dla mnie to dobre, ale cały czas zwykłe kosmetyki drogeryjne. Zużyłam również odżywkę i szampon (mąż wyrzucił opakowanie) PETAL FRESH TEA TREE. (Recenzja) Bardzo polubiłam się z tą serią. Od razu ostrzegam, że ma bardzo intensywny zapach - jak olejek eteryczny z drzewa herbacianego. Mimo braku silnych detergentów szampon dobrze oczyszczał skalp i włosy. Przy okazji nie przesuszał, ani nie podrażniał skóry. Odżywka była dosyć lekka, ale nie spływała z moich włosów. Nakładałam ją także na skalp. Seria świetnie radziła sobie z podrażnieniem skóry głowy u mojego męża. Na pewno jeszcze kupię tę serię.



PIELĘGNACJA CIAŁA

ALTERRA DEO-BALSAM to naturalny dezodorant w kulce. Nie zawiera soli aluminium i ma przyjemny, cytrusowy zapach. Minusem było to, że dosyć długo się wchłaniał. Trzeba było odczekać chwilę, aby móc się ubrać. Jeśli chodzi o ochronę przed przykrym zapachem to nie mogę nic mu zarzucić.  ORGANIC SHOP MACADAMIA&AVOCADO żel pod prysznic  bez agresywnych detergentów. Żel miał bardzo subtelny zapach, był gęsty. Bardzo podobało mi się to opakowanie z pompką, wygodne do użytkowania pod prysznicem. Nie wysuszał skóry, ale jednocześnie dobrze ją mył nawet podczas upałów. ISANA ROSE DREAM pianka pod prysznic (Recenzja). Te pianki to moje małe uzależnienie. Nie mają może najlepszego składu, ale prysznic z nimi to wielka przyjemność. D'ALCHEMY ESSENTIAL BODY BALM balsam do ciała (Recenzja) o zapachu pomarańczy. Miniaturkę kupiłam razem z Elle. Bardzo ciekawił mnie balsam, za który w regularnej cenie musielibyśmy zapłacić aż 219 zł. Ma od bardzo bogaty w masła i oleje skład. Miałam ogromne nadzieje, a okazał się zwykłym przeciętniaczkiem. Nawilżenie nie było jakieś spektakularne. Znam wiele lepszych balsamów za ułamek tej ceny. EFEKTIMA peeling detoksykujący i ujędrniający (Recenzja). Miniaturki otrzymałam na tegorocznym Meet Beauty. Jak dla mnie te wszystkie peelingi różnią się jedynie kolorem. Działanie każdego jest praktycznie takie samo. Są bardzo delikatne, niedużo jest tych drobinek w środku dlatego nie kupię pełnej wersji.





PIELĘGNACJA TWARZY

BIELENDA BOTANIC SPA RITUALS podczas  promocji w Rossmannie na pielęgnację twarzy kupiłam sporo kosmetyków z tej serii. Zaciekawiły mnie dosyć dobrymi składami i bogatym asortymentem. Szczególnie przypadły mi do gustu maseczki do twarzy, a zwłaszcza ta z olejem malinowym. Była bardzo kremowa i fajnie nawilżała cerę. Maseczka z kurkumą również jest godna polecenia natomiast nie bardzo polubiłam się z maską odmładzającą - z opuncją figową i aloesem. Miała całkowicie inną konsystencję, żelową a nie kremową i jak dla mnie pachniała alkoholem. Nie widziałam po jej użyciu jakiś większych efektów. Bardzo spodobało mi się serum olej z pestek malin+melisa oraz olejek z opuncji figowej. Stosowałam te dwa produkty w duecie i bardzo dobrze nawilżały moją twarz. Nie miałam już potrzeby nakładania kremu. Myślę, że sięgnę jeszcze po inne kosmetyki z tej serii (mam tez jeszcze kilka w zapasie).


TOŁPA GREEN OILS micelarny żel do mycia twarzy z olejem z lnu. Bardzo lubię żele Tołpa. Nie zawierają silnych detergentów, nie podrażniają ani nie wysuszają mojej skóry. Bardzo lubię ich delikatną konsystencję. Świetnie sprawdzają się zarówno w porannej toalecie jak i do wieczornego zmycia oleju. ECOSPA olej z pestek moreli. Naturalne oleje zawsze znajdą miejsce w mojej pielęgnacji. Mają szerokie zastosowanie: nakładam bezpośrednio na twarz zamiast kremu, olejuję włosy, dodaję do maseczek z glinki, czy po prostu do wanny podczas kąpieli. Ten olej świetnie sprawdził mi się nakładany na wilgotną skórę po kąpieli. Szybko się wchłaniał i dobrze nawilżał skórę. Idealna sprawa zamiast balsamu. BIOLOVE CLEANSING OIL olejek do demakijażu do cery suchej. (Recenzja)Muszę przyznać, że to całkiem niezły produkt. Dobrze radził sobie ze zmyciem makijażu, także oczu. Miał dosyć tłustą, treściwą konsystencję i trzeba było poświęcić trochę czasu aby go usunąć. Producent pisze, żeby zmywać go mokrą ściereczką ja jednak nie polecam tego sposobu. Myłam twarz żelem lub mydłem dwukrotnie i ten sposób sprawdzał się rewelacyjnie.



MUSTELA balsam na rozstępy (Recenzja). VIANEK WZMACNIAJĄCA maseczka do twarzy do cery naczynkowej. Mam nadzieję, że Vianek wyprodukuje w końcu maseczki w jakiś tubkach lub słoiczkach bo bardzo je lubię. Nie inaczej było z tą. Maska ma kremową konsystencję, świetnie nakłada się na twarz i bezproblemowo zmywa. Skóra po jej użyciu jest dobrze nawilżona i gładka, promienna. Pięknie pachnie olejem sezamowym. DUETUS DETOKSYKUJĄCA maseczka z węglem aktywnym i kwasem salicylowym. Nie jestem jakąś ogromną fanką maseczek węglowych. Zazwyczaj ich działanie jest dla mnie zbyt intensywne. Jednak ta maska była całkowicie inna. Dodatek oleju sprawiał, że nie zasychała i nie podrażniała skóry. Po jej użyciu cera rzeczywiście była oczyszczona, ale nie wysuszona. FRESH&NATURAL REGENERUJĄCY balsam do ust. (Recenzja) Powiem szczerze, że to najlepszy produkt do ust jaki kiedykolwiek używałam. Miał delikatnie ziołowy zapach i idealnie nawilżał i odżywiał spierzchnięte usta. Poza tym był to produkt bardzo uniwersalny, stosowałam także do wcierania w przesuszone skórki od paznokci. Szkoda, że nie ma wersji w sztyfcie.

I to już wszystkie produkty, które ostatnio zużyłam. Ciekawa jestem, czy znacie te produkty i jakie jest Wasze zdanie o nich.


września 22, 2018

DENKO Sierpień 2018

DENKO Sierpień 2018
Hej!

Wakacje minęły nie wiadomo kiedy i tak oto mamy już końcówkę września. Niedługo zacznie nam się kalendarzowa jesień i pogoda za oknem też jakby bardziej jesienna. Chociaż, nie narzekajmy, nadal jest bardzo ładnie i słonecznie :)

Na zakończenie lata mam dla Was sierpniowe DENKO. Jeśli jesteście ciekawi, co ostatnio zużyłam. - co mi się sprawdziło i do czego z miłą chęcią wrócę, a co okazało się bublem - to serdecznie zapraszam do lektury :)


BENTON BHA Skin Toner . Do napisania recenzji o kosmetykach Benton zbieram się już dobrych kilka miesięcy. A to dlatego, że tak naprawdę nie wiem, co na ich temat mam napisać. Tyle się naczytałam świetnych recenzji na temat tych kosmetyków i chyba trochę się zawiodłam. Myślałam, że będą lepsze. Toner miał bardzo przyjemną, żelową konsystencję. Lekko rozjaśniał i wyrównywał koloryt skóry dzięki zawartości kwasów. Natomiast miałam nadzieję, że będzie lepszym nawilżaczem. Jak dla mnie to nieco za mało.

EO LABORATORIE, Nawilżająca pianka do skóry suchej. Oj jak ja bardzo lubiłam ten produkt. Atomizer dozował idealną, puszystą piankę o sprężystej konsystencji. Duży plus za to, że pianka po zetknięciu z wodą nie znikała zbyt szybko. Świetnie sprawdziła mi się zarówno w pielęgnacji porannej jak i do wieczornego zmywania oleju z twarzy. Jest bardzo wydajna, przy używaniu dwa razy dziennie starczyła mi na jakieś pół roku. Nie podrażnia, ani nie wysusza skóry twarzy.

HOLIKA HOLIKA Lazy&Joy, cushion z filtrem do twarzy SPF 50. W tym uroczym opakowaniu z lusterkiem krył się bardzo dobry filtr do twarzy. Świetnie chronił przed promieniami słonecznymi, mógłby jednak trochę mniej bielić skórę. Mimo wszystko fajnie sprawdził mi się nawet pod makijażem. Dużym plusem jest jego poręczne opakowanie, które można było wrzucić do torebki i ponawiać aplikację w ciągu dnia, gdyż miał lusterko.

EOS, balsam do ust. O tym produkcie mogliście już przeczytać TUTAJ. I od tamtej pory nie zmieniłam swojego zdania. Balsam gadżeciarsko wygląda i jest lekkim kosmetykiem nawilżającym. Natomiast nie zrobił na mnie większego wrażenia, znam lepsze pomadki i to w niższej cenie.

BARTOS, APPLE QUEEN, krem do twarzy z komórkami macierzystymi jabłoni (Recenzja) Uwielbiam kremy do twarzy o naturalnym składzie, najlepiej mi się one sprawdzają. Czasem próbuję kosmetyków standardowych i mimo, że są ok (np. Neutrogena) to jednak te o naturalnym składzie biją je na głowę. A ten z Bartos to mój ogromny ulubieniec do którego z miłą chęcią wrócę w przyszłości.




NATURA SIBERICA, Rokitnikowy-Myjący peeling do skóry głowy. Peeling, który jest dostępny w Rossmanie. Substancją ścierną są zmielone łupiny orzeszków cedrowych oraz zmielone pestki maliny. Jest to bardzo dobry peeling, skutecznie złuszcza martwy naskórek ze skalpu, minimalizuje łupież (sprawdzone na mężu) oraz swędzenie skóry spowodowane suchością. Dla mnie trochę minusem było to, że drobinki się nie rozpuszczają i trudno wypłukać je z gęstych, długich włosów. Zaskoczyło mnie również, że peeling się pieni, jest w nim sporo substancji myjących. Myślałam, że może będzie to fajny produkt 2w1 - peeling i szampon, ale jednak u mnie taka metoda się nie sprawdziła i miałam wrażenie że włosy są klejące i nieumyte. Musiałam użyć innego, ale nadal delikatnego szamponu, bez SLS.

SYLVECO, Ziołowy płyn do płukania jamy ustnej. Doprawdy nie wiem, czemu recenzja na temat tego produktu jeszcze się nie pojawiła. Kupuję go regularnie i to już n-te opakowanie, które posiadam. Płyn nie zawiera alkoholu ani fluoru. Bardzo dobrze odświeża jamę ustną, a przy tym nie piecze. Ma miły, ziołowy smak. 

RECEPTURY BABUSZKI AGAFII, Borówkowa pasta wzmacniająca dziąsła. Bardzo delikatna, owocowa pasta. Trochę przypominała mi pasty dla dzieci. Nie zawiera fluoru ani fenoksyetanolu. Jak dla mnie była niestety zbyt mało odświeżająca. Zdecydowanie bardziej lubię pasty miętowe lub ziołowe. Jeśli chodzi o wzmocnienie dziąseł to trudno jest mi cokolwiek na ten temat powiedzieć, bo nie mam tego problemu. Ale poleciła mi ją koleżanka u której w ciąży pojawił się problem krwawienia dziąseł i jej pomogła.

ALMA K, Krem do rąk z solą z Morza Martwego. Mała tubka, bardzo wygodna do noszenia w torebce. Krem okazał się świetny. Był bardzo lekki, szybko się wchłaniał - idealne rozwiązanie poza domem, czy np w pracy. Jednocześnie powlekał dłonie taką delikatną otoczką ( dosłownie jak po wyjściu z Morza Martwego - byłam, kąpałam się i wbrew pozorom po wyjściu z wody skóra nie jest wysuszona!) Po jego użyciu skóra była fajnie nawilżona i gładka, jedwabista. Myślę, że jeszcze kiedyś po niego sięgnę - widziałam te kosmetyki w Hebe.

VIANEK, normalizujący peeling do twarzy. Bardzo lubię peelingi z korundem. Te maleńkie drobinki idealnie polerują skórę. Trzeba jednak uważać z siłą tarcia, bo są one dosyć mocne . Peeling sprawdzał się u mnie bardzo dobrze, oczyszczał skórę i odświeżał. Mimo że jest przeznaczony raczej do skóry tłustej i mieszanej lub z niedoskonałościami to nie zauważyłam, aby mnie przesuszał.

DELIA GOOD FOOT, Kąpiel Perełkowa do stóp.  (Recenzja) W ciąży naprawdę doceniłam działanie tego typu produktów. Już wcześniej takie moczenie stóp było bardzo relaksujące. Ale w obliczu tych upałów i puchnięcia nóg okazała się ona wybawieniem. 



COSSI FULLEREN, Olejek upiększający (Recenzja) Pięknie pachnący, wielofunkcyjny olejek, który ma w buteleczce magiczny Kamień Księżycowy czyli szungit. Idealnie sprawdzał mi się wtarty w wilgotną skórę po ciepłym prysznicu. Była po jego użyciu bardzo miękka i nawilżona. Używałam również do olejowania włosów, a także do zabezpieczania końcówek. Zapach kojarzył mi się z owocami egzotycznymi, z mango.

COSNATURE, żel pod prysznic z solanką i rumiankiem. Kupiłam go z polecenia Czarszki i nie zawiodłam się. Żel miał delikatny zapach. Nie zawiera silnych detergentów więc ani nie wysusza, ani nie podrażnia skóry. Stosowałam go także do mycia twarzy i w tej kwestii również nie mam mu nic do zarzucenia. Chętnie do niego wrócę.

ISANA LEMON TASTE, pianka do mycia ciała. (Recenzja) Pachniała bardzo przyjemnie cytrynową tartą, nie był to taki rześki, cytrusowy zapach, bardziej subtelny. Pianka ma zbitą konsystencję i jest wydajna. Fajnie sprawdza się także jako produkt do golenia nóg. Mimo, że zawiera SLS nie wysuszyła mojej skóry.

MUSTELA, krem dla kobiet w ciąży, przeciw rozstępom. Przez te 9 miesięcy zużyłam więcej balsamów do ciała niż normalnie zużywam w ciągu roku, ale naprawdę przyłożyłam się do regularnego (może nie koniecznie codziennego ;) ) masażu. I opłaciło się - nie mam ani jednego rozstępu. Krem miał delikatną konsystencję i niedrażniący zapach. Pełną jego recenzję będziecie mogli przeczytać niebawem, gdyż szykuję dla Was wpis o produktach tego typu i ogólnie o rozstępach - nie tylko podczas ciąży.

KHADI, Olejek do twarzy i ciała z różowym lotosem. Olejek o bardzo fajnym składzie orientalnych olei. Miał intensywny różowy kolor i niestety bardzo intensywny, orientalny, kadzidlany zapach. Dla mnie niestety zbyt intensywny. Nie byłam w stanie używać go solo. Rozrabiałam z innymi olejkami. Najczęściej używałam go po kąpieli na jeszcze wilgotną skórę i samo działanie było bardzo dobre, jednak zapach hmmm kontrowersyjny.

FRESH&NATURAL, Orzechowe masło do ciała. Ten balsam mogłabym po prostu zjeść łyżeczką z opakowania jak najpyszniejszy krem do ciasta. Pachnie obłędnie Kinder Bueno :D Ale zapach nie jest jego jedynym atutem. Masło jest gęste i treściwe. Mocno nawilża i odżywia ciało. W ogóle mam wrażenie, że każdy produkt tej marki, który trafia w moje ręce okazuje się ogromnym hitem. Miałam także sól borowinową oraz peeling korzenny. Na pewno odwiedzę stoisko podczas najbliższych targów Ekocuda.


EFEKTIMA BLACK DETOX, płatki pod oczy. Bardzo lubię maski Efektima. Zazwyczaj stosuję je przed większymi wyjściami, rodzinnymi imprezami. Niemniej jednak zawsze jakieś opakowanie płatków posiadam. Te zaskoczyły mnie czarnym kolorem. Dobrze przylegały do skóry i nie spływały. Po zdjęciu okolica pod oczami była fajnie napięta i rozjaśniona. Życzyłabym jednak sobie, aby tego produkty były też produkowane w większych opakowaniach jak to ma miejsce np w wypadku płatków koreańskich.

MEDIHEAL, maski w płachcie. Myślę, że to jedne z lepszych masek, które można dostać od ręki w naszych sklepach. Mają miękkie, komfortowe płachty które dobrze przylegają do skóry. Są solidnie nasączone esencją. Po zdjęciu skóra jest intensywnie nawilżona i można w nią wetrzeć resztki esencji, która zostaje w opakowaniu. Często widuję je w Kaufland, wiem że pojawiają się także w Lidlu.

TOŁPA DERMO FACE SEBIO, Węglowa maska czarny detoks oraz peeling 3 enzymy. Z przyjemnością stosowało mi się ten duet, chociaż wiem że zdania na jego temat są bardzo podzielone. Szczególnie jeśli chodzi o peeling enzymatyczny. U mnie nie spowodował on pieczenia ani żadnego podrażnienia. Owszem czułam lekkie mrowienie skóry, ale było ono bardzo podobne do stosowanych przeze mnie kiedyś kwasów np migdałowego. Po zmyciu skóra była miękka, gładka i dobrze oczyszczona. To chyba najlepszy peeling enzymatyczny jaki miałam. Maska również przypadła mi do gustu, mimo że jest dedykowana do skóry tłustej i mieszanej. Podobała mi się jej konsystencja, która nie zastygała na skorupę. Przez co nie przesuszała mojej i tak suchej skóry. Po takiej kuracji czułam, że cera jest idealnie oczyszczona, a pory zwężone. Najczęściej nakładałam po niej jeszcze maskę w płachcie , a potem krem na noc. Kupię na pewno.

I to już wszystkie produkty, które zużyłam ostatnio. Trochę się tego nazbierało, ale cieszę się , gdyż sukcesywnie udaje mi się uszczuplać moje zapasy. Staram się nie kupować zbyt dużo i post z nowościami po raz kolejny będzie postem dwumiesięcznym.

Jestem ciekawa, czy znacie coś z mojego denka. A może coś Was zainteresowało?

Pozdrawiam
Emi

Zapraszam również na moje media społecznościowe Facebook i Instagram.

września 12, 2018

Ulubieńcy wakacji: Pielęgnacja ciała.

Ulubieńcy wakacji: Pielęgnacja ciała.
Hej!

Zapraszam Was dzisiaj na kolejną część wakacyjnych ulubieńców. Ostatnio było o makijażu, pokazywałam Wam też niedawno moją aktualną pielęgnację twarzy oraz włosów.

pielęgnacja ciała


Oczywiście nie możemy mówić o pielęgnacji ciała podczas upałów bez stosowania odpowiedniego zabezpieczenia przed słońcem. Od lat używam wysokich filtrów do ochrony swojej skóry. W tym roku zdecydowałam się na filtr mineralny Bioderma Photoderm Mineral SPF 50.

Bioderma Photoderm

Aby opalenizna była ładna i dłużej się utrzymywała warto również zadbać o regularne złuszczanie martwego naskórka. Dzięki temu zabiegowi ujednolicimy koloryt skóry, a jednocześnie wszystkie kosmetyki nawilżające będą się lepiej wchłaniały. Zdecydowanym ulubieńcem w tym zakresie okazał się Cukrowy Peeling Śliwkowy od Ministerstwa Dobrego Mydła.

naturalny peeling

Podczas upałów jakie mieliśmy tego lata chłodny prysznic był wręcz wybawieniem. Dodatkowe orzeźwienie przynosiły mi żele pod prysznic o cytrusowym zapachu. Bardzo lubię te z Isana, są niedrogie i mają piękne zapachy. Są to klasyczne żele z SLS w składzie przez co dobrze się pienią i myją skórę. Ja osobiście nie zauważyłam, aby moją przesuszały. Zdecydowałam się na zapach czerwonej pomarańczy z bazylią oraz limonki z miętą. Podczas wakacyjnych wyjazdów świetnym rozwiązaniem są również miniaturki, które nie zabiorą nam dużo miejsca w kosmetyczce. Bardzo fajne zestawy znajdziecie na stronie Elfa Pharm.

żel Isana

żele Elfa Pharm


Jeśli chodzi o nawilżanie skóry to bardzo dobrze wiecie, że nie jestem fanem balsamowania i robię to niestety nie chętnie. Jednak w tym roku ze względu na ciążę naprawdę przyłożyłam się do tego procederu. Będę miała dla Was jeszcze w tym miesiącu recenzję dwóch kosmetyków przeznaczonych typowo dla ciężarnych, przeciwrozstępowych. Natomiast poza nimi używałam także standardowych balsamów o dobrym składzie. Bałam się, że masło latem nie będzie dobrym rozwiązaniem, a jednak to z Nacomi okazało się dużym hitem. Jest ono bardzo gęste, na bazie masła shea i muszę przyznać, że trzeba poczekać aż się wchłonie. Jednak trud jest tego wart, gdyż skóra po nim jest idealnie nawilżona i miękka. No i ten zapach. Według mnie idealny na lato: Zielona Herbata. Dzięki temu zapachowi, mimo treściwej konsystencji wydaje się jakby lżejsze.

naturalne masło do ciała Nacomi

Naturalne masło do ciała

Z tego samego powodu, który wymieniłam wyżej nie mogłam zbyt długo przebywać na słońcu. A raczej powiedzmy sobie szczerze, w ogóle na nim nie przebywałam. Ale żeby nie straszyć ludzi prześwitującymi żyłkami (u kobiet w ciąży zwiększa się ilość krwi przez co są one bardziej widoczne) postanowiłam wspomóc się balsamem brązującym. Znalezienie takiego z dobrym składem okazało się wcale nie takie trudne, gdyż firma Mokosh , jakby na moje życzenie, akurat wypuściła na rynek taki właśnie produkt. Balsam pięknie pachnie cynamonem i pomarańczą. Można by rzec, że to świąteczne nuty jednak nie był on przytłaczający. Produkt ma lekką konsystencję, trzeba go trochę wmasować w skórę, żeby ładnie się wchłonął. Już po pierwszym użyciu widać efekty jego używania. Dla potrzymania ładnej opalenizny stosowałam go 2 razy w tygodniu.

Samoopalacz naturalny

naturalny samoopalacz

Ostatnim produktem, który chciałabym Wam polecić jest Naturalny Dezodorant Ziołowy od Sylveco. Byłam dosyć sceptycznie nastawiona do dezodorantów naturalnych, słyszałam tez wiele negatywnych opinii i ciekawiło mnie jak produkt poradzi sobie w te upały. Okazało się, że produkt dobrze chroni przed przykrym zapachem. Pamiętajcie, że nie jest to antyperspirant i nie będzie blokował wydzielania potu. Zawarte w nim składniki ograniczają rozwój bakterii i związany z tym przykry zapach. Natomiast chciałabym zaznaczyć, że moja wakacyjna aktywność nie była w tym roku zbyt rozbudowana i ograniczała się głównie do spacerów. Na pewno będę chciała go jeszcze przetestować w bardziej wymagających warunkach np na siłowni, gdy już tam będę mogła wrócić.

naturalny dezodorant ziołowy

Tak oto prezentują się moi wakacyjni ulubieńcy :)
A co skradło Wasze serca w ostatnim czasie? Może macie produkt godny polecenia?

Pozdrawiam
Emi


Zapraszam również na moje media społecznościowe Facebook i Instagram.

sierpnia 09, 2018

CO NOWEGO? CZERWIEC, LIPIEC 2018

CO NOWEGO? CZERWIEC, LIPIEC 2018
Hej!

Za nami już ponad tydzień sierpnia, a ja uświadomiłam sobie, że dawno nie było postu z nowościami. A mianowicie ostatni tego typu post pojawił się na początku czerwca (KLIK).

Dlatego postanowiłam nadrobić zaległości i pokazać Wam kosmetyki, które pojawiły się u mnie na przestrzeni Czerwca i Lipca. 

Jeśli jesteście ciekawi to zapraszam :)


Bardzo polubiłam się z delikatną pianką z EO Laboratorie do cery suchej dlatego, gdy mi się skończyła sięgnęłam ponownie po ten produkt tym razem w wersji odmładzającej. Pianka zawiera w swoim składzie olej z rokitnika oraz kwas hialuronowy, które chronią skórę przed utratą. wilgoci.


W takie upały mogłabym nie wychodzić spod chłodnego prysznica. Ten czas uprzyjemniają mi orzeźwiające żele pod prysznic z Isana. Jeden jest o zapachu czerwonej pomarańczy z miętą i ten bardzo przypadł mi do gustu, a drugi o zapachu limonki.


Dużo dobrego słyszałam o wcierce Banfi. Wcierka zawiera ekstrakty z gorczycy, chrzanu, oregano i jałowca które wzmacniają cebulki włosów. Sama osobiście nie mam problemów ani z wypadaniem włosów ani z ich wzrostem. Stwierdziłam jednak, że skoro mam więcej czasu na pielęgnację to czemu nie spróbować. Przy okazji robię też kurację mężowi, który swoje włosy ma niestety bardzo delikatne. Wcierka mogłaby być w wygodniejszej butelce z aplikatorem. Ja swoją przelałam do butelki z atomizerem. No i ostrzegam, że ma bardzo specyficzny, ziołowy zapach.


Pozostając w temacie włosowym trafił do mnie także peeling do skóry głowy z Vianek. Jest to peeling cukrowy, ale zawiera w sobie także kwas salicylowy, który świetnie radzi sobie z łupieżem. Dodatek naturalnych olei działa na włosy i skórę głowy nawilżająco i odżywczo.


W lipcu w drogeriach Hebe pojawiła się marka Anabelle Minerals. Bardzo się z tego faktu cieszę, gdyż jest to moja ulubiona marka podkładów mineralnych. Teraz, aby kupić słoiczek nie będę musiała jechać na drugi koniec Warszawy ani zamawiać online. Niespodziewanie Hebe napisało do mnie z propozycją przetestowania ich nowości, czyli pudru matującego. I muszę Wam powiedzieć, że pierwsze wrażenie jest bardzo pozytywne bo puder ładnie matowi skórę, ale jej nie obciąża.


Trafił do mnie również olej konopny marki Efektima. Więcej możecie o nim przeczytać TUTAJ






W lipcu skusiłam się na dwie gazety wraz z dodatkami. Rzadko kupuję czasopisma, dodatki też najczęściej mnie nie kuszą, ale tym razem było inaczej. W Elle mogliśmy znaleźć miniaturkę balsamu od D'Alchemy. Przyznam się że skusiła mnie przede wszystkim ciekawość, czy jakość tego produktu idzie w parze z jego ceną, bo pełnowymiarowe opakowanie kosztuje 200zł. Ze względu na wielkość tubki używam go po prostu do rąk, ma ładny cytrusowy zapach. 

W związku z tym, że bardzo lubię i kibicuję firmie Sylveco sięgnęłam także po Zwierciadło z kosmetykami z ich nowej serii Aloesove. I tak trafił do mnie żel oraz płyn micelarny. Ku mojemu zaskoczeniu kosmetyki te nie pachną aloesem, a miętą - mają w składzie olejek z mięty pieprzowej. Jest on dosyć intensywny, ale w te upały idealnie się sprawdza :)


W ramach współpracy ze Streetcom trafiła do mnie także ogromna paczka kosmetyków Neutrogena z serii Hydro Boost. Recenzję tych kosmetyków znajdziecie TUTAJ






Ostatnimi nowościami, jest mój prezent urodzinowy, który przyjechał do mnie prosto z Ameryki. Trafiła do mnie piękna, subtelna paleta Anastasia Beverly Hills Soft Glam, paleta Dream St. oraz matowa pomadka w kolorze Bumble od Colourpop. Ich swatche mogliście obejrzeć na moim Instastory.

I to już wszystkie moje nowości, ciekawa jestem co nowego trafiło do Was.

Pozdrawiam
Emi

Zapraszam również na moje media społecznościowe Facebook i Instagram

czerwca 16, 2018

Co nowego? Kwiecień-Maj 2018

Co nowego? Kwiecień-Maj 2018
Hej!

W ostatnim czasie pojawiło się już trochę postów z nowościami. Kwiecień i maj obfitowały w różnego rodzaju spotkania dzięki, którym trafiło do mnie wiele ciekawych kosmetyków.






NATURE OF WOMAN - RELACJA ZE SPOTKANIA MIŁOŚNICZEK KOSMETYKÓW NATURALNYCH



Mimo tych wszystkich wydarzeń obfitujących w nowości w moje łapki wpadło także kilka innych produktów.

Niewątpliwie dużym plusem blogowania są nowe znajomości. Tym razem trafiłam na kawkę i plotki w towarzystwie Anetki (cosmeticosmos) oraz Izy (ciabuka). Jak zawsze wymieniamy się swoimi kosmetycznymi perełkami. I w taki oto sposób trafiła do mnie taka oto przyjemna gromadka kosmetyków.


Z produktów do brwi Delia znam jedynie hennę. Bardzo przypadła mi do gustu mascara, gdyż ma świetny kolor oraz malutką, precyzyjną spiralkę. Olejek do demakijażu Biolove bardzo dobrze radzi sobie z rozpuszczaniem kosmetyków nawet tych wodoodpornych. Bardzo podoba mi się to, że nie ma w nim emulgatora i mogę zrobić dłuższy masaż oczyszczający twarzy. Natomiast olejek kokosowy do włosów Dr Sante pięknie pachnie i nabłyszcza włosy. Lubię je stosować na końcówki. W małym opakowaniu znajduje się próbka kremu Iossi Naffi. Długo się zastanawiałam nad kupnem tego produktu i teraz już wiem... że tak kupię na pewno... jak tylko zużyję te kremy, które posiadam (takie postanowienie). Cieszę się również z odsypki podkładu mineralnego Pixie. Kolor Antique Beige był dla mnie idealny i też na pewno sięgnę po pełnowymiarowe opakowanie. Trafiła też do mnie czarna kredka Coleur Caramel i kilka próbek.







Słynna promocja -55% na kosmetyki kolorowe w Rossmann przeszła u mnie bez większego echa. W drogerii kupiłam produkty, które na pewno w najbliższym czasie zużyję czyli balsam do ust EOS w sztyfcie (o słynnym jajeczku przeczytacie TU ), peeling Eveline (chętnie porównam z pomadką Sylveco). Postawiłam też na mojego pewniaka, czyli niezawodną pomadkę Lip Finity Max Factor w odcieniu 125 So Glamorous. (Recenzja) Do koszyka wpadły także zmywacze Isana.



Poza promocją do koszyka trafiły dwie pianki Isana. Ich porównanie z innymi piankami możecie zobaczyć TUTAJ.


Gdy trwa promocja w Rossmannie to inne drogerie odchodzą jakoś w zapomnienie. Tymczasem w tym samym czasie w Hebe trwało również -40% na kolorówkę. Bez problemu kupiłam tam korektor Maybelline Instant Anti Age Eraser.


Szukając naturalnego żelu pod prysznic ostatecznie skusiłam się na Cosnature z maślanką i rumiankiem. Jest bardzo delikatny, nie wysusza skóry ani nie podrażnia. Nadaje się do mycia zarówno ciała jak i twarzy.


Postanowiłam również zdradzić swoją pastę z Ecodenta (Recenzja) i w Biedronce kupiłam kokosową pastę Biomed. Przestawić się nie jest łatwo, gdyż pasta ma specyficzny posmak, nie jest miętowa.



Samoopalacz to mój wierny przyjaciel już od wielu lat. Nie cierpię się opalać, a poza tym mam uczulenie na słońce. Nawet, gdy jestem na wakacjach za granicą to na plaży spędzam naprawdę niewiele czasu. W tym roku postawiłam na naturalny balsam brązujący od Mokosh. I nie żałuję tej decyzji, gdyż już po jednym użyciu opalenizna jest naprawdę intensywna! Duży plus za świetny zapach i przyjemną konsystencję, która nie robi smug.


Skoro już jesteśmy na etapie słońca i opalania to nie mogło zabraknąć również kremu z filtrem. Tym razem zdecydowałam się na Bioderma Photoderm Mineral SPF 50+ który zawiera jedynie filtry mineralne, nie zawiera filtrów przenikających ani fenoksyetanolu. Ma bardzo wygodny atomizer - trzeba dobrze wstrząsnąć . Minusem jest niestety to, że bieli skórę. 











Bardziej zainteresowała mnie majowa promocja 2+2 na produkty do pielęgnacji twarzy w Rossmann. A mianowicie seria Botanic Spa Rituals od Bielenda. Cztery produkty kupiłam sama, trzy dostałam od koleżanki. Jestem w trakcie używania niektórych z tych nich i powiem Wam, że zapowiadają się dobrze.


Tonik hibiskusowy Sylveco nie jest u mnie nowością. Sięgam po niego zawsze, gdy potrzebuję nawilżenia (Recenzja)




Moja srocza natura dała o sobie znać w Golden Rose. Metaliczny cień w płynie pięknie się mieni na powiekach.


Za to w Biedronce spodobał mi się róż do policzków od Bell. Ma taki delikatny kolor, który nadaje cerze świeżego wyglądu.

Nowości jak zawsze trochę się nazbierało. Większość z tych kosmetyków trafiła od razu do użycia, bo staram się nie robić zakupów na zapas. A jak Wasze ostatnie nowości? 

Udanego weekendu!
Emi

Copyright © 2016 Uroda Według Blondynki , Blogger